Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

Turambar

Forumowicze o Sobie IX

Recommended Posts

Ja się przyznaję bez bicia, że też mam takie zboczenie

Dołączam do tej grupy. Co poradze, że książki mają taki unikalny zapach, heh.

Ja tam się nie modliłem i u mnie też świeci słoneczko.

Też się nie modliłem, heh. Wstałem o 6 rano, wychodzę na dwór a tu słoneczko, cieplutko i w ogóle szok, że o tak wczesnej porze taka remperatura. Dzisiaj pogoda jest boska. Wypiję kawę i wio na spacerek.

jak się kupuje książkę czy grę to zazwyczaj wychodzi taniej

Takie rzeczy kupować w necie to rozumiem. Kiedyś kupiłem The Bard's Tale za 20 złotych z wysyłką i to jeszcze przysłali mi w SuperSellerze. Tak samo z Penumbrą, wyszło bardzo tanio.

Link to comment
Share on other sites

Spooky Albert - wydaje mi się, że sporo osób wącha książki. Osobiście chyba wolę zapach nowych książek, choć te stare, które pachą mieszaniną starości, kurzu i stęchlizny też mają swój urok. ^^" chociaż sięgając po kilka książek mojego taty, musiałam je przewietrzyć przed rozpoczęciem czytania.

Racja. Niektóre stare książki swym zapachem mogą przyprawić o ból głowy (ostatnio miałem takie "przeżycie" z "Martwymi duszami" - nic przyjemnego). W każdym razie najlepiej pachną książki wydrukowane na tym tańszym papierze (chyba mówi się na niego gazetowy): taki jaki w książkach Kinga czy np. Gigantach z Donaldem :P

Reakcja na posty o książko wąchaniu - :ohmy:

Wyobraź sobie, że spotykasz dwie osoby na ulicy, które wąchają książki i słyszysz ich rozmowę:

- Ale się wczoraj nawdychałem...

- Czym?

- "Pod kopułą" Kinga.

- Nom, daje niezłego kopa

:tongue:

Mina przechodniów - bezcenna :)

Link to comment
Share on other sites

Najlepiej pachną książki angielskie i tyle! A świeży tusz śmierdzi i tyle, przynajmniej niektóre jego odmiany.

A co do leżenia na łóżku robię to w bardzo zły sposób, leżę z głową na poduszce, zemści się to kiedyś na mnie, oj zemści... A śpię na brzuchu, chyba czas zmienić nawyki.

Link to comment
Share on other sites

Wąchanie książek?

Toć to oburzające, złowrogie zboczenie! Ale przyznam, że sam czasami niuchnę sobie.

Ale pamiętajcie! Nie oceniajcie książki po zapachu! ;)

A jeśli chodzi o ubrania, to nigdy nie wiadomo czy na pewno będą pasować. Mogą się też przecież różnić kolorem. ;]

Przyznam, że moje przygody z kupowaniem ubrań w necie są ograniczone do...chyba jednego ciuszka. Wspomniana koszulka Sabatona rozmiar M została zakupiona przez impuls. Zobaczyłem, zakochałem się, sprawdziłem czy mam tyle sianka i po 30-40 sekundach "kilkłem" "Kup Teraz".

I tak oto stałem się właścicielem rzeczy, o której nie miałem pojęcia jakieś 3 minuty przed zakupem.

Co do kolorków. Nie oszukujmy się. Chyba tylko panie maja fioła na punkcie kupowania ubrań pod kolor szpilek.

Żaden znany mi przedstawiciel płci brzydszej nigdy nie dramatyzował z powodu koloru krawata nie pasującego do koloru sukienki partnerki ;)

jeszcze nigdy się nie spotkałem aby coś było uszkodzone, a jak jest to istnieje coś takiego jak reklamacja

A ja owszem. Spotkałem się. Ale na szczęście chodziło o książeczkę a nie o samą płytę, więc odpuściłem sobie reklamację.

Hm...Post za post. Normalnie jak w święta 2 lata temu ;)

Link to comment
Share on other sites

Co do kolorków. Nie oszukujmy się. Chyba tylko panie maja fioła na punkcie kupowania ubrań pod kolor szpilek.
Chociaż nie mam szpilek, zgodzę się. Wszystkie pary butów, które mam, są czarne. Prawie wszystkie ciuchy też. Uh noez, okazuję się stereotypową 'panią' ;]

A śpię na brzuchu, chyba czas zmienić nawyki.
Słyszałam tylko o jednym powodzie, dla którego kobiety decydują się zmienić nawyk spania na brzuchu :rolleyes:

Co do uczenia się/czytania w łóżku, najbardziej klimatycznie jest o świetle latarki w nocy =D Tak czytam najczęściej i najszybciej mi to idzie, także tak najszybciej i najlepiej się nauczę na jakąś kartkówkę sprawdzian
A potem przez cały dzień ma się klimatycznie czerwone oczy :P Mimo wszystko jednak lampka wydaje mi się rozsądniejszym pomysłem... Chociaż wiem, że jednak czytanie przy latarce ma swoje znaczenie, bo sama tak czytałam większość Thorgali, jak nie umiałam się zmusić, żeby odłożyć je na rano, a teraz pójść spać :)
Link to comment
Share on other sites

Żaden znany mi przedstawiciel płci brzydszej nigdy nie dramatyzował z powodu koloru krawata nie pasującego do koloru sukienki partnerki

Co za zaszczyt, będę pierwszym, hehe. U mnie na studniówce każdy miał krawat pod kolor sukienki pani towarzyszącej.

Jeśli chodzi o samo ubieranie się to ja osobiście nie wyciągam pierwszych lepszych ciuchów z szafy, zazwyczaj kombinuję troszkę i staram się zawsze dobrać coś pod kolor. Po prostu głupio się czuję, kiedy mam kilka rzeczy z innej parafii na sobie. Samych ubrań raczej nie kupuję z myślą, że to będzie pasowało do tamtego a to do tamtego. To już wychodzi hmm... w praniu, heh.

Link to comment
Share on other sites

@Spooky - A potem do takiego przechodnia podjeść, wyjąć książkę i powiedzieć - Chce się pan/pani zaciągnąć? XD

@Nicek - To było reklamować ;) Od tego takie coś wymyślili

Co do kolorów, ja nie dobieram, 95% moich ubrań/butów jest czarnych i trochę białych, reszta to kolorowe wyjątki, więc nie mam problemu :P

@niziołka -

A potem przez cały dzień ma się klimatycznie czerwone oczy :P

Akurat u mnie tak nie jest, zawsze przed snem coś czytam, nieraz to jest jakaś? książka, czasopismo czy coś w ten deseń, a nieraz nauka, więc już się przyzwyczaiłem i tak mi jest najlepiej ;) A lampka? Za dużo kombinacji z lampką w łóżku :P

@MAGnet -

tylko drzemki lub poranne dosypianie

Ja osobiście czegoś takiego nienawidzę, jedynie kiedy śpię w dzień to jak jestem chory, albo np. po całonocnych maratonach filmowych, innych opcji nie ma ;)

Link to comment
Share on other sites

Guest luq92

Nie róbcie mi ochoty na książki. Mam do przeczytania Anatomię PC. Ponad 1200 stron. Kiedy ja to przeczytam :) Ale idzie lepiej niż Władca Pierścieni, więc do połowy wakacji pewnie skończę :P

No i będę musiał skoczyć do sklepu po jakąś fajną koszulkę. Tutaj tez mi ochoty narobiliście :) Tylko wiadomo niestety jak to jest z wyborem. Czasem internet to dobra rzecz. Może sobie zaraz czegoś fajnego poszukam.

Swoją drogą fajna pogoda na rybki :) Z tatą ostatni raz byłem dobre dwa lata temu. Trzeba będzie zaciągnąć łódkę na jeziorko i ukopać trochę robaków :D

Link to comment
Share on other sites

Nicek - nie chodziło mi o to, że kolory ubrań, jakie zamawiamy przez internet, nie pasują do butów czy do czegoś innego, tylko po prostu - kolor jest inny. Zamawiam wanilię, a dostaję, powiedzmy, jasną brzoskwinię. Może i różnica nie jest jakaś wyjątkowo straszna, ale jeśli ktoś na przykład nie lubi koloru brzoskwini (nie, nie mam na myśli siebie :P), to ma problem. Na zdjęciu coś ma kolor oliwkowy, a po otrzymaniu przesyłki okazuje się, że ubranie jest brązowe.

Ale chyba w informacji o danym ciuchu powinno być napisane, jakiego koloru jest ubranie, ne?

Nie kupować ciuchów w rozmiarze mniejszym 'no bo mam przecież na styk między rozmiarem x/z', ani 'o, to sobie kupię i schudnę do tego'.
Kierując się takim tokiem myślenia, daleko bym nie zajechała i szafę miałabym zawaloną stertą bluzek czy spodni, których nigdy nie założę =D generalnie ubrania powinno się kupować nieco większe, zawsze wystarczą na jeden, dwa sezony dłużej i nie trzeba ich będzie sprzedawać/oddawać po kilku miesiącach. :)

W sumie macie rację z tymi sklepami internetowymi, ale ja chyba jednak pozostanę przy tradycyjnym robieniu zakupów. ^^ chociaż, nie powiem, chętnie bym sobie sprowadziła zza granicy jedną koszulę. ;]

Ech, wybieram się na urodziny znajomej. Znowu się nie wyśpięęę. A przede mną nauka. Rany, dlaczego to już sobota? :c

Link to comment
Share on other sites

Latarka to nie jest taki dobry pomysł, nie jest to wystarczająca ilość światła zdolna odpowiednio oświetlić książkę... Ja tam wolę szanować swój wzrok (z drugiej strony po co siedziałbym tyle godzin przed kompem...?)

I tak oto stałem się właścicielem rzeczy, o której nie miałem pojęcia jakieś 3 minuty przed zakupem.

Ja tak wiele rzeczy kupuję... "Spontan" to naprawdę fajna zabawa, szukam sobie w Internecie jakiejś tańszej premierowej gry, a po drodze kupię 2 tytuły z reedycji... Z ciuchami tak samo - pojadę do sklepu po bluzę, wrócę z dwoma koszulkami ;)

Link to comment
Share on other sites

Jeśli chodzi o samo ubieranie się to ja osobiście nie wyciągam pierwszych lepszych ciuchów z szafy, zazwyczaj kombinuję troszkę i staram się zawsze dobrać coś pod kolor. Po prostu głupio się czuję, kiedy mam kilka rzeczy z innej parafii na sobie. Samych ubrań raczej nie kupuję z myślą, że to będzie pasowało do tamtego a to do tamtego. To już wychodzi hmm... w praniu, heh.

No cóż, przykład z balu gimnazjalnego (nie, nie byłem na nim, po prostu słyszałem od kolegi). Ów kolega został opierdzielony za to, że nie chciał ubrać czerwonego krawata na bal gimnazjalny. A jego partnerka właśnie miała krwistoczerwoną sukienkę.

Ale wracając do cytatu, to generalnie wyciągam z szafy pierwszą lepszą koszulkę, pierwsze lepsze spodnie i zawsze jakoś wszystko do siebie mniej-więcej pasuje. Po prostu kupuję takie rzeczy, które zawsze do siebie pasują stylem i kolorem. Może to jest wtedy monotonne, ale przynajmniej nie ma większych problemów :wink:

@Nicek - To było reklamować ;) Od tego takie coś wymyślili

W sumie tak, ale szkoda mi było zachodu. To raz. Dwa zapłaciłem w sumie 50% normalnej ceny. Owszem, produkt był nowy, więc nie powinien być uszkodzony, ale skoro zaoszczędziłem...hmm...około 60 złotych, to postanowiłem odpuścić. :)

Nicek - nie chodziło mi o to, że kolory ubrań, jakie zamawiamy przez internet, nie pasują do butów czy do czegoś

Wiem, Kath, domyśliłem się. Po prostu trochę odbiegłem od tematu ;)

A co do Twojego problemu. Na wszelkich aukcjach (np. allegro) warto poprosić o real foto czy cósik, albo po prostu zadzwonić do sprzedawcy i popytać czy dany kolor jest dostępny. W końcu jeśli zamawiamy coś w sklepie, to mamy prawo oczekiwać, że będziemy mieć odpowiedni kolor produktu. Nawet w 1 klasie LO na PP miałem o tym. Więc chyba mamy prawo reklamować. Co do sklepów, to powinno pisać jaki to kolor. Chyba ;)

Link to comment
Share on other sites

Latarka to nie jest taki dobry pomysł, nie jest to wystarczająca ilość światła zdolna odpowiednio oświetlić książkę... Ja tam wolę szanować swój wzrok(...)

Jakis czas temu w Focusie wyczytalem, ze czytanie przy kiepskim swietle nie niszczy wzroku. Oczy tylko szybciej sie mecza... Ciekawym ile w tym prawdy.

Link to comment
Share on other sites

Co do czytania przy świetle latarki, nie wierzę że to psuje wzrok, albo nie psuje u mnie. Skąd taki wniosek? Od około 8 lat noszę okulary, wada systematycznie się powiększała, od jakiegoś roku wada przestała rosnąć, także niecały rok czytam o świetle latarki, jeśli to byłoby takie szkodliwe wzrok dalej by mi się pogarszał, a że przestał(nie, nie dlatego że tak czytam :P) to nie widzę powodu aby tak dalej nie robić, a co jakieś pół roku jestem u okulisty :)

Link to comment
Share on other sites

Guest luq92

U mnie dzień zapowiadał się świetnie. Skończył się źle. Ponad dwie godziny temu na moich oczach facet zabił się na ścigaczu. Nie wyrobił zakrętu i najpierw walnął w murowane ogrodzenie, a potem w betonowy słup. Nie przesadziłbym gdybym powiedział, że jechał ze 150 na godzinę. Osobiście go nie znałem, ale wiem, że jeździł po mojej okolicy. Miał 26 lat. Masakryczny widok. Jak do niego podbiegłem, to prawie nie było co zbierać. Nie będę pisał szczegółów, bo jeszcze się moderatorzy doczepią.

Link to comment
Share on other sites

@luq92 - W sumie trudno w takiej sytuacji coś powiedzieć. U mnie niedawno w szkole była podobna sytuacja, 16-latek zabił się na motocyklu(tak, nie na skuterze, o pojemności 125) podczas manewru wyprzedzania wbił się w taksówkę. Tutaj jeśli piszesz że ktoś wchodził w zakręt z prędkością ponad 100 na godzinę, nie można skomentować tego inaczej niż "Dać dziecku zabawkę" i pasuje to do obu sytuacji.

Jak na ironie ten szesnastolatek mówił że musi sobie kupić coś mocniejszego, bo ten już mu nie starcza

Link to comment
Share on other sites

Guest luq92

Ten gość był znany w okolicy z zamiłowania do dwóch kółek. Często zmieniał maszyny. Fakt, lubił popić. Akurat wracał od kolegi, którego znam. Może sobie walnęli co nie co. No, ale cóż. Takie życie. Tylko mi szkoda jego rodziców i brata. Co to za przyjemność oglądać syna w takim stanie. Gdybym go znał, teraz bym go nie poznał z twarzy. Z resztą tego czegoś nie można było nazwać twarzą.

Link to comment
Share on other sites

i właśnie kilka takich zdarzeń odwiodło mnie od chęci zakupu wymarzonego Suzuki GS 500F. Tutaj akurat przykład przeszarżowania, ale przecież motocyklista może skończyć podobnie nie ze swojej winy, co w naszym kraju zdarza się makabrycznie często (złe drogi, szaleni kierowcy (zarówno w puszkach, jak i na motorach) i przebiegające drogę zwierzęta). Sam grałem już na kilku pogrzebach motocyklistów. niektórzy ginęli przez wałasną głupotę, inni - przez cudzą...

Nie zaryzykuję choćbym nie wiem jak kochał motocykle-szkoda życia i ludzi którzy są pośrednimi ofiarami takich wypadków. Zostanę przy jeżdżeniu simsonem po wiosce

Link to comment
Share on other sites

Guest luq92

Ja tam motorów zbytnio nie lubię. Ale jak bym miał troszkę zbędnej kasy i miał samochód (ogólnie mówiąc za kilka laty gdybym był już na swoim) to może i bym się skusił. Zawsze podobały mi się Hondy CBR.

Z resztą pewnie nie jeden tak mówił, a skończył jak ten. Samochodem to jakoś nie boję się przycisnąć, ale motorem to trochę bym się bał. Wolę na razie śmigać swoim rowerkiem. Przynajmniej jestem szybszy od skuterów.

Tak czy owak szkoda człowieka. Z resztą tego co zobaczyłem nie można nazwać człowiekiem.

@down Akurat niektórych nerki nie nadają się do niczego po takim wypadku. Nie zdziwiłbym się, gdyby tego człowieka, który dziś stracił życie nerka leżała ze 100 metrów dalej w polu.

Link to comment
Share on other sites

A mi takich ludzi ani trochę nie żal. Powiem krótko: lepiej on, niż ja. Jako kierowca na codzień muszę walczyć z całymi STADAMI oszalałych motocyklistów z wybujałym ego. Gdyby nie mój refleks, nie pisałbym dzisiaj z Wami właśnie z powodu takich buraków.

Zapierniczanie po obszarze zabudowanym z prędkością 150 km/h jest równie mądre i piękne jak pokaz stepowania na polu minowym. Tylko że w tym drugim wypadku istnieje mniejsza szansa na zrobienie krzywdy komuś innemu.

Motocykliści mają tendencję do umierania w durny sposób. Nie ukrywam - zawsze jak widzę takiego kolesia, który zapiernicza na świecy z prędkością 150 km/h, to oglądam się za nim - bo istnieje duża szansa, że zaraz się na moich oczach rozsmaruje.

Pseudonim 'dawcy nerek' nie bez powodu przystał do tych ludzi - z tym, że w tym przypadku akurat narządy tego kolesia już nikomu się nie przydadzą.

Link to comment
Share on other sites

Hm, a ja dziś byłem świadkiem, jak mężczyzna (koło 60) na moście Uniwersyteckim dostał zawału serca.

Po prostu padł i już nie wstał. Jednak co mnie najbardziej zszokowało, to chyba moja reakcja.

Zacznijmy od tego, że gdyby trzeba było, to z całą pewnością bym interweniował, to jest pewne.

Jednak w ułamku sekundy wokół staruszka zebrało się kilkanaście osób, więc pomyślałem, że nie będę robić dodatkowego tłoku i po prostu sobie przejdę.

A wracając do mojej reakcji. Po prostu wzruszyłem ramionami i sobie poszedłem. Pomyślałem "Cóż, nic już nie wskóram, a sytuacja jako-tako opanowana". I po chwili poczłapałem do Empiku w celu kupienia książki (patrz- poprzedni post)

Zero jakiegokolwiek współczucia, zero przemyśleń nad kruchością życia. Żadnych refleksji.

Ech, czasami sam siebie przerażam.

A co do motocyklisty.

Tak jak pisał Lord.

Niby szkoda czlowieka, ale kto mu kazał tyle jechać?

Co innego, gdy ktoś ginie potrącony przez motor, a co innego, gdy ktoś ginie na motorze, bo nie wyrobił na zakręcie przy 150 km/h.

Jak to było?

"Carpe Diem, ale memento mori"

Link to comment
Share on other sites

@UP

Ogladalem na Planette taki program o wynikach naukowych badan psychologicznych dotyczacy wlasnie pomocy potrzebujacemu czlowiekowi. Jeden eksperyment zostal wykonany w sytuacji gdy jeden koles zemdlal, a siedzial z nim tylko jeden gosciu i pomogl mu on natychmiast, ale gdy przeprowadzili podobny eksperyment i tych gosci bylo kilku nie pomogl nikt. Badacze doszli do wniosku, ze w przypadku kiedy nie jestesmy sami gdy cos sie stanie nie czujemy sie odpowiedzialni za smierc tego kolesia, ktoremu cos sie stanie, poniewaz obowiazuje wtedy zasada odpowiedzialnosci zbiorowej, natomiast zupelnie inaczej sprawa wyglada gdy jestesmy sami, poniewaz wtedy czujemy sie w jakis sposob odpowiedzialni. Widac te badania maja swoje potwierdzenie. Mialem z reszta kiedys podobna sytuacjie w tramwaju, nie zareagowalem, bo...nikt inny nie zareagowal ;) i wmowilem sobie, ze to po prostu pijak lezy. Tak juz dzialaja nasze umysly (przynajmniej wiekszosci z nas).

Link to comment
Share on other sites

Nie po to wymyslono przepisy by je lamac. Owszem, sam jezdze szybko, ale nie jak idiota. Irytuje mnie gdy jade 80-85 mph a za mna gna jakis debil, ktoremu bardzo sie spieszy (dodam, ze w UK limit na autostradach to 70 mph - 112 km/h - Anglicy maja obsesje na punkcie Health and Safety), albo motocyklista, ktory skacze miedzy autami. Dziwi mnie - czy ci ludzie nie zdaja sobie sprawy z ryzyka jakie stwarzaja dla siebie i innych? I jak zwykle w takich historiach bywa najbardziej poszkodowani beda niewinni, a "glupi ma zawsze szczescie". Pamietam jak swego czasu na billboardach byly wielkie plakaty z wrakiem auta, a dookola pelno strazakow, policjantow, paramedykow. Pisalo tam: "If you don't want those guys round your girlfriend - slow down". I co? I jajco - plakaty poznikaly. Na autostradach czasem na wyswietlaczach sa napisy "Watch your speed", "Don't drink and drive", ale co z tego? Malo kto bierze to na powaznie, anglicy to narod uzalezniony od alkoholu, a teraz zbliza sie mundial, wiec policja bedzie zatrzymywac na kontrole znacznie wiecej aut. Ilu ludzi jeszcze musi zginac przez takich egoistow za nic majacych sobie zycie cudze i swoje?

Ile razy bedac na imprezie u Filipincow jestem namawiany do picia piwa, wodki itd... I az mnie cholera bierze, gdy poraz 24567 musze powiedziec "I don't drink and drive". Ale i tak zdarzyly sie sytuacje, ze dali pod nos, mimo ze odmawialem. Ani jednego lyka nie zrobilem. Taka jest moja swieta zasada: "Jak jestem autem - nie pije". I wnerwiam sie, ale nie mam wyjscia skoro moja baba chce tam isc. A oni? Gdzie tam, po pijaku, nawaleni w kosmos jezdza autami (bi jeszcze ich dzieci sa z tylu w fotelikach).... Do czasu... wszystko do czasu....

Link to comment
Share on other sites

@luq92 - chciałem kupić sobie skuter, a później motor. Rodzice się zgodzili, ale po tym co tu przeczytałem nie wiem czy będę go chciał czy nie. Wielu ludzi "jedzie" obok mojego domu na drodze ze 120 km/h. Kiedyś przez takiego "poszukiwacza wrażeń" prawie spadłbym z rowera, a za mną jechał samochód. Niezbyt ciekawie to by się skończyło.:(

@Nicek - jeśli się znałeś tzn. wiedziałeś jak pomóc, to trzeba było kazać im się odsunąć. Może byś pomógł, a może byś zaszkodził. Zawsze jednak lepiej spróbować pomóc, bo możesz kogoś uratować. Nie rozumiem Cię, ale pewnie tak samo bym zrobił. :rozpacz:

Link to comment
Share on other sites

Wstaję rano i co widzę? Piękna pogoda :D - ciepło, z lekkim wiaterkiem, jak nic 25 stopni C wzwyż... Idealna pogoda na rower, na który wyciągnęła mnie rodzina.

I na tym zakończę, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że istnieje inny temat :=) Poza tym czy mi się nie wydaje czy temat o motorach pasuje też do motoryzacji? Chyba, że po prostu mówimy pod względem lubienia oraz potencjalnych wypadków. U mnie w rodzinie, co wzięło się od śp. dziadka, jest absolutny brak tolerancji dla motocyklów na czele z ścigaczami. Trochę bardziej łaskawym okiem patrzy się na Choppery i inne Harleye, ale głównie dlatego, że nie są w stanie rozwinąć naprawdę zabójczej szybkości - choć jak i pech jest to puknięcie przy dwudziestce może człowieka zabić :=/ Dlatego zawsze gdy słyszę prującego śmigacza (a dźwięk roznosi się jak diabli) myślę sobie: "kolejny dawca". O ile przy zderzeniu nie poszatkuje go na kilka części (dwa, trzy miesiące temu na obwodnicy Pabianic gość, który w ogóle nie miał uprawnień do kierowania motorem wbił się w drzewo... dosłownie nie było co zbierać... okropność). A po tym jak widzę zapalone świeczki to mówię sobie: "ku pamięci głupocie a nie ofierze".

Teraz przeczytałem kolegę wyżej co do pomagania... Tutaj niestety sprawa prawna jest trochę dziwna i zależy też na jakiego człowieka wpadniesz. Może być taki co uratujesz mu życie robiąc sztuczne oddychanie, ale stanie się coś z żebrami, ale nic nie zrobi. Może być taki co jeszcze spróbuje cię pozwać za dalsze uszkodzenie ciała... Chociaż - ale tutaj jakiś spec od prawa musi wpaść - chyba jest tak, że kompletnie postronna osoba, która nie jest medykiem, sanitariuszem, lekarzem itd czyli nie ma kwalifikacji do całkowicie bezpiecznego przeprowadzenia reanimacji nie jest pociągnięta albo inaczej: nie może być pociągnięta do odpowiedzialności karnej. Ale mogę się mylić... Paragrafów nie znam.

Rada wujka Cienia: jeśli jesteś śnięty to pakuj się na rower :) Wybudzenie gwarantowane.

Link to comment
Share on other sites

Chociaż nie przeczytałem postu Cienia, właśnie wróciłem z podróży rowerowej.

Uf, człowiek [Tu w sensie Nicek ;)] się zmęczył, więc z ulgą poczułem zimną wodę spływającą z kranu na moją rudą czuprynę :3

Nie jestem w stanie powiedzieć, ile dokładnie przejechałem, ale sądzę, że zrobiłem koło 10 kilometrów i przy okazji pobrudziłem swoje buty. Ale cóż, już umyte, a rower stoi w przedpokoju i pewnie znając moje lenistwo, postoi tam do wieczora.

A przy okazji, to dziś poszedłem spać koło 1:30, a obudziłem się na chwilę koło 5:30.

Chociaż byłem straaasznie śpiący, dałem radę podejść do okna i otworzyć je. Zapach kwiatów o poranku (po 4 godzinach snu) przecudowny :)

mikista10

Nie rozumiesz mnie, ale zrobiłbyś tak samo? :)

Okay :P

Ale wracając do tego, co się stało.

Nie jestem ratownikiem medycznym. Wszystko, co umiem zrobić, nauczyłem się na PO. I nic więcej.

A z tego, co widziałem, to mężczyzna został odpowiednio położony (tj. z podparciem), wokół niego było parę osób, w tym jedna dzwoniąca na pogotowie.

Nic więcej nie można było zrobić. No oprócz nieprzeszkadzania. Tak więc zrobiłem. I nie żałuję, bo w takiej sytuacji nie powinno się bawić w dr House'a, tylko zostawić sprawę osobą, które się na tym znają (w przypadku lekarzy) oraz ludziom, którzy poprawnie już udzielają pomocy (przechodniom, którzy pomagali człowiekowi).

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.


  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...