Spooky Albert

Forumowicze
  • Zawartość

    1186
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Spooky Albert

  • Tytuł
    Skalny Troll
  • Urodziny 07.12.1993

Sposób kontaktu

  • AIM
    4520377
  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Płock

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Fallout (seria), Call of Duty (seria), GTA (seria), Operation Flashpoint, Gothic I, Gothic II+Noc Kruka, Tzar: Ciężar Korony, Tetris,THPS2
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG

Ostatnie wizyty

9024 wyświetleń profilu
  1. Kłopot w tym, że jednym kojarzy się z nazizmem, drugim z komunizmem, a pewnie i coś trzeciego by się znalazło. To jak to w końcu jest na tej pięknej ziemi? Naprawdę gubię się w tym, o co oskarżany jest PiS. Gmyz nie pisze już dla tygodnika, chyba pracuje dla TVP. Ziemkiewcza nie zamierzam w żadnym wypadku usprawiedliwiać, dodam jedynie, że wcale nie ucieka od problemu, otwarcie mówi, że zachował się jak najgorzej, a ponadto, co bardzo ciekawe, nie przystępuje do Komunii, bo, jak twierdzi, woli mieć na bakier z tradycyjnym Kościołem niż iść za Kościołem liberalnym (parafraza wypowiedzi z wywiadu z książki Wkurzam salon). Poza tym w "Do Rzeczy" umieszczają swoje teksty inni wyśmienici komentatorzy polskiej sceny politycznej: Paweł Lisicki, Łukasz Warzecha, Piotr Semka (brzmi to jak reklama, ale trudno). I z tych tekstów wcale nie wybrzmiewa jakaś szczególna miłość do rzadzących; do samego konserwatyzmu - tak. http://gosc.pl/doc/3265173.Porzadek-w-milosci - znakomity wywiad, w którym profesor teologii objaśnia czym jest porządek miłosierdzia, odnosi się też do współczesnych zjawisk związanych z tym problemem. Warto przeczytać. Ale nasze rodzime dresy wcale nie usprawiedliwiają problemu. Poza tym nie powiedziałbym, że mamy pokazywany skrajny obraz, skoro problem dotyczy takich miast, jak Paryż, Berlin, Londyn, o Malmo nie wspominając. Zdjęcia z wojskiem na ulicach, antyterrorystami, którzy znajdują się na ulicach wielkich miast europejskich, nie pojawiają się ot tak. Obrazy te zresztą pokazuje nie tylko TVP. Zacytuję dłuższą wypowiedź Oriany Fallaci (sama określała się jako feministka, osoba o poglądach lewicowych) z 2001 r., w którym opisuje współczesne sobie Włochy. Fragment pochodzi ze słynnej książki "Wściekłość i duma". "Ja nie stawiam namiotów przed Mekką. Nie śpiewam "Ojcze nasz" ani "Zdrowaś Mario" nad grobem Mahometa. Nie siusiam na marmury ich meczetów, nie robię kupy u stóp ich minaretów. Kiedy jestem w ich krajach (co nigdy mnie nie napawa rozkoszą), nie zapominam, że jestem gościem i cudzoziemką. Uważam, żeby ich nie obrazić strojem, gestami lub zachowaniem, które dla nas są normalne, a dla nich nie do przyjęcia. Odnoszę się do nich z należnym szacunkiem, z należną uprzejmością, przepraszam, kiedy przez nieuwagę lub niewiedzę złamię jakąś ich regułę albo wierzenie. I ten wrzask bólu i oburzenia wypisałam ci, mając przed oczami obrazki, które nie zawsze pokazywały aż tak apokaliptyczne sceny jak te, od których zaczęłam. Czasami zamiast nich widziałam obrazek dla mnie symboliczny (a więc doprowadzający do wściekłości) jak ten wielki namiot, którym latem zeszłego roku somalijscy muzułmanie znieważyli i obsrali, i spotwarzyli na trzy miesiące plac przed katedrą we Florencji. W moim mieście. [...] Namiot wzniesiony po to, żeby potępić, oskarżyć, obrazić rząd włoski, który udzielił im gościny, lecz nie wystawił im dokumentów niezbędnych, żeby się rozbiec po całej Europie, i nie pozwolił im przywieźć do Włoch hord krewnych. Mamuś, tatusiów, braci, sióstr, wujków, cioć, kuzynów, szwagierek w ciąży, a nawet dalszych krewnych. Namiot postawiony obok pięknego pałacu arcybiskupów - na jego podeście stawiali buty i kapcie, które we własnych krajach pozostawiali poza meczetami. A razem z butami i kapciami puste butelki po wodzie, którą myli sobie nogi przed modlitwą. Namiot postawiony przed katedrą z kopułą Brunelleschiego, obok baptysterium ze złotymi drzwiami Ghibertiego. Wreszcie namiot urządzony jak kiczowaty apartamencik: krzesła, stoliki, szezlongi, materace do spania i do pie%^nia się, kuchenki do gotowania jedzenia i zatruwania placu dymem i smrodem. I - dzięki tradycyjnej nieświadomości Enelu [instytucji odpowiedzialnej za dostawy prądu - red.], który o nasze dzieła sztuki dba tak samo jak o krajobraz - podłączony do elektryczności. Dzięki radiomagnetofonowi ozdobiony wyciem muezina, który punktualnie napominał wiernych, zagłuszał niewiernych i tłumił bicie dzwonów. A do tego żółte strugi moczu, które bezcześciły marmury baptysterium. (Cholera! Ale mają zasięg ci synowie Allaha! Jak to możliwe, żeby trafić w obiekt oddzielony ogrodzeniem, oddalony o prawie dwa metry od ich narządów moczowych?). Żółte strugi uryny, smród gó#$na, które zagradzało wejście do kościoła San Salvatore al Vescovo - wspaniałego kościoła romańskiego (z 1000 roku), który stoi na zapleczu placu katedralnego, a który synowie Allaha zamienili w sracz. Zresztą sam wiesz". A świątyń unikano też w Związku Sowieckim, jak i w rewolucyjnej Francji -dało to bardzo ciekawy efekt...
  2. Oczywiście, są efekciarscy. Ale i efektywni przy tym. Zważywszy na piękne, protestanckie tradycje Stanów oraz pojawiające się, co kilka lat żądania ateistów, aby zrezygnować z tej dewizy, stawiałbym na chrześcijaństwo. Niemniej bardziej zwracam uwagę, że w USA religia nie jest sprawą prywatną, tylko jak najbardziej publiczną. Religia nie może być sprawą prywatną, jakoś muzułmanów nikt nie prosi, aby nie nosili się ze swoją wiarą (i całkiem nieźle na tym wychodzą). W żadnym wypadku! Myślałem, że moimi wypowiedziami już udowodniłem, że jakoś specjalnie w PiS-ie zakochany nie jestem. Przeszkadza mi natomiast straszenie tą partią (chyba nawet jakiś kabaret ładnie to obśmiał). Mało tego: każda partia rządząca mówi, że jest najlepsza, najwspanialsza, najcudowniejsza. Nawiasem mówiąc, dość głupie byłoby, gdyby jakakolwiek partia mówiła, że ma jakieś wady... Nie podoba mi się również wielu "dziennikarzy niepokornych", związanych zwłaszcza z jednym portalem informacyjnym. Retoryka tam stosowana (oparta na krzyku: "Nareszcie!", "Wreszcie!", "Ile można?!", a w ogóle to "Skandal!") jest okropna. Jeśli jednak ktoś jest w stanie wyciągnąć suche fakty od tego typu dziennikarzy to tym lepiej. Mimo wszystko często na stronach tych "niepokornych" (śmieszne, że dziennikarz, aby udowodnił, iż jest indywidualnością, musi sam siebie tak określać, nieprawdaż?) można znaleźć wiadomości, które nie są podawane przez reporterów, dajmy na to, "pokornych" Dla mnie ważne są idee konserwatywne (nie mówię tutaj o ekonomii, a obyczajach) i wydaje mi się, że dość dobrze radzi sobie tutaj redakcja "Do Rzeczy". Odnoszę wrażenie, że dziennikarzom, którzy piszą do tego tygodnika, bardziej zależy na wartościach niż na konkretnej partii. Czego niestety nie można powiedzieć o innych "konserwatywnych" czasopismach, gazetach... Jak pisałem wcześniej, za bardzo nie chcę wchodzić w ten temat, już wyobrażam sobie, co może zacząć się tutaj dziać W każdym razie widzę, że temat jest dla Ciebie ważny, poruszasz go kolejny raz jako przykład, więc tylko pokrótce określę stanowisko, które mnie jest bliskie. Trafne wydają mi się spostrzeżenia Samuela Huntingtona o wojnie czy też zderzeniu cywilizacji. My, nawet jeśli byśmy chcieli, nie będziemy w stanie się dogadać z inną (tak, inną, czy nam się to podoba czy nie) cywilizacją. Zbyt wiele nas różni. Poza tym, jeśli to ma wyglądać w ten sposób, że kobieta nie może wyjść na ulicę po zmroku, że w noc sylwestrową trzeba tworzyć jakieś strefy bezpieczeństwa, a naszą tajną bronią mają być opaski, to ja "zwracam bilet". Piszesz również o roli chrześcijaństwa, czy raczej stanowisku chrześcijanina w tej kwestii. Przytoczę fragment ze Starej baśni: "- Wrogów miłować?! - zawołał Piastun, składając ręce. - A jakże to być może?! Wrogów! A więc i Niemca?! - Tak jest - rzekł gość - ale bronić się od napaści godzi". Wstrzymałbym się z szachowaniem Wystarczy przytoczyć wypowiedzi gen. Jana Podhorskiego, a nadto PiS naprawdę zajął się sprawą Żołnierzy Niezłomnych. Poparcia PiS-owi nie brakuje również i wśród środowisk kombatanckich. Trudno, aby w czterdziestomilionowym państwie osoby z tego samego pokolenia nie wypowiadały różnych opinii. Szach? Zdajesz sobie chyba sprawę, jaki jest kłopot z tym, co właśnie napisałeś? Gdybyśmy trzymali się takiego stanowiska, to nasze tematy do dyskusji musielibyśmy zredukować do minimum. Mamy źródła historyczne, mamy świadków epoki i z tych śladów korzystamy, aby móc komentować dane zjawisko, pewne wydarzenia. Tak, czerpię moją wiedzę z literatury i nie widzę w tym nic złego. W przypadku wydarzeń z lat 44-89 jest to w wielu miejscach nawet wskazane, skoro nie o wszystkim można było mówić wówczas otwarcie. Powiem więcej: dobitnych przykładów dostarcza literatura piękna (Hłasko, Marek Nowakowski), jak w PRL-u wglądało życie. Czesto niezbyt ciekawe. Ba, same życiorysy pisarzy, którzy nie chcieli bratać się z władzą, są najlepszym dowodem, że nie było jakoś szczególnie kolorowo. Poza tym wypowiedź Tesu o jego krewnych świadczy również, że są takie osoby, które spotykały się z nieprzyjemnościami w kolejnych dekadach PRL-u, nawet po odwilży. Smutne jest natomiast (mała dygresja), że w PRL-u większą wagę niż obecnie przywiązywano do edukacji, nauk humanistycznych (pomijam oczywiście całe zideologizowanie). @Pzkw VIb Trochę mi przykro, że nie zrozumiałeś (nie chcesz zrozumieć?) tego, co napisałem w powyższym poście. Trudno, przeżyję Pozdrawiam i życzę wielu dobrych relacji międzyludzkich.
  3. To ostatnie zdanie było niepotrzebne, o niczym takim nie wspominałem. Chcę jedynie zaznaczyć, że religia, odniesienia do niej są niezwykle istotne. Wystarczy popatrzeć na Stany Zjednoczone: państwo wielu kultur, a inauguracja prezydenta przypomina w wielu momentach ceremoniał religijny. Mało tego: każdy z prezydentów USA czyni w swoich wypowiedziach liczne odniesienia do Boga (tego chrześcijańskiego! - szok!), a ateiści płacą w Stanach pieniędzmi, na których znajduje się napis "In God We Trust". To jest dopiero skandal! Z tym można polemizować, ale nie chcę wchodzić w kolejny wątek. Swoimi wypowiedziami chcę jedynie pokazać sprzeczności w oskarżeniach wobec PiS-u oraz to, iż porównywanie Kaczyńskiego do różnych "bohaterów" znanych z historii jest niesmaczne. Ależ jest odwrotnie! To właśnie opozycja buduje swoją pozycję na strachu przed rządami Komendanta. Zadziałało to, owszem, dziesięć lat temu, ale teraz jest to jedynie śmieszne, a wręcz żenujące. Jeżeli opozycja nie zaproponuje rozmowy w innym stylu, to PiS będzie rządził jeszcze bardzo długo (ku uciesze tutaj dyskutujących). Niech "totalna opozycja" weźmie przykład z Leszka Millera: potrafi zganić, ale potrafi również powiedzieć, że jednak ten straszny PiS coś dobrego zrobił. A z porównywania do komunistów/faszystów/nazistów Miller sobie kpi. I chyba SLD poparcie cuś ostatnio wzrosło... Tylko podobne zarzuty można postawić każdej, naprawdę każdej partii rządzącej. Protesty górników przed JSW w II 2015 r. i użycie broni gładkolufowej, zachowanie policji podczas rocznic 11 listopada, które wielokrotnie budziło wątpliwości, to tylko pierwsze z brzegu przykłady. Rozmowy w "Sowie" i traktowanie państwa jako zabawki... To wszystko można teraz powyciągać; zarówno rządzącym ze strony prawicy, jak i lewicy. Wszystko to jest naganne, niewłaściwe, okropne, bez dwóch zdań. Kłopot w tym, że od wielu lat panuje jakaś zupełnie dla mnie niezrozumiałą nienawiść do Kaczyńskiego. A może i trochę zrozumiała, bo sam, kiedy zacząłem interesować się polityką troszkę poważniej, miałem podobne podejście. Tusk to taki fajny, kopnie w piłkę, rzuci dowcipem, a Kaczyński tylko siedzi i knuje... A w ogóle to źle mu z oczu patrzy. W którymś momencie społeczeństwo zdało sobie sprawę, że te wypowiedzi są przesadzone, kłamliwe i efekt jest jaki jest. Rządzi PiS i tyle. Wyborcy (większość) wybrali i trzeba uszanować (w imię demokracji!) głos większości... PiS styka się z wielką nienawiścią (która oczywiście w ostatnich latach się zmniejszyła). Dlaczego niektórzy reagują na Kaczyńskiego niczym pies Pawłowa na określony sygnał? Jak napisałem w zdaniu, do którego się odnosisz (jak i we wcześniejszym poście), wobec PiS-u stosowanych jest tyle sprzecznych oskarżeń, porównań, określeń, że moja wypowiedź nie miała wcale na celu roztrząsania, czy PiS dąży akurat do autorytaryzmu, totalitaryzmu, czy o co tam PiS się jeszcze oskarża. Piszesz, że rządzący wprowadzają "kato-komunizm", a jakiś czas temu sędziowie przyrównali Kaczyńskiego do Hitlera. Mazguła określił w tamtym roku Kaczyńskiego komunistą, Michał Dzięba w 2016 r. porównał natomiast Komendanta do Hitlera. Proponowałbym jednak bardziej spójną narrację. Druga sprawa: chociażbym pomylił wydarzenia z VII 1410 r. z tymi, które miały miejsce we IX 1939 r., nie wydaje mi się, aby ton, w którym do mnie piszesz, był właściwy. Było to niezbyt eleganckie. Równie dobrze mógłbym napisać, że przed "skoro" stawia się przecinek, a zatem nie mamy o czym rozmawiać, skoro (!) Twoja wypowiedź jest niepoprawnie napisana...
  4. Jednak działania L. Kaczyńskiego, które opisujesz, miały miejsce kilkanaście lat temu, a teraz mamy rok 2018... Druga sprawa, bardzo istotna, że stajemy tutaj przed problemem rodem z Antygony: co jest ważniejsze? prawo ludzkie czy boskie? Które z tych praw ma być nadrzędne? Nie jest to zatem tylko problem tej konkretnej władzy; dotyczy on każdego z nas. To nie jest jakiś problem wysnuwany przez "oszołomów"; jest to kwestia natury ogólnoludzkiej. A pewnie znalazłoby się sporo osób, które ucieszyłaby nadrzędność zasad chrześcijańskich nad tymi ustanawianymi przez kolejne rządy... Zybertowicz zaś jest doradcą prezydenta, wyraża po prostu swoją opinię. Ja też ucieszyłbym się, gdyby przykładano większą wagę chociażby do Dziesięciorga przykazań. Poza tym PiS, między innymi przez problem aborcji, który mógłby bardzo szybko rozwiązać, ma na pieńku ze środowiskami, którym zależy na Kościele mocno konserwatywnym (np. środowisko Polonia Christiana - na ich stronie znajdują się artykuły bardzo krytyczne wobec Jarosława i spółki). Oczywiście się nie zgodzę. Na korzyść mojego stwierdzenia, że PiS nie ma zapędów totalitarnych (nie wiem czy w wykonaniu komunistycznym czy faszystowskim - gubię się pod napływem określeń, którymi obdarzany jest PiS przez przeciwników), działa najprostszy sprawdzian, jakim jest czas. Ponad dwa lata rządów - moich "ironicznych" przykładów nie będę powtarzał. I ponownie: PiS = komuna, samo zło, a Kaczyński to wcielenie tym razem Cyrankiewicza i Gomułki w jednym. Frazesy, krzykliwe hasła. Tego typu stwierdzenia zadziałały w roku 2007, dzisiaj nie mają żadnego znaczenia. Dalej: "boję się", "obawiam się", "zrobi wszystko" - to, co mnie bardzo zastanawia, kiedy słucham wypowiedzi osób przerażonych PiS, dotyczy właśnie tego typu wypowiedzi, które są niczym innym jak przypuszczeniami, hipotezami, obawami... Opozycja cały czas opiera się na gdybaniu, słowie "ale". Jeszcze nic się nie dzieje, ale może się dziać! I ponownie najlepszą argumentem dla działania PiS-u jest czas. Podobnie jest zresztą ze Stanami - jeśli się nie mylę to przez Trumpa od dłuższego czasu świat powinien być pogrążony w wojnie nuklearnej... Reasumując: PiS może być nieudolny, może rządzić słabo, nieporadnie, ale w żadnym razie nie oznacza to dyktatury.
  5. Mocne oskarżenie, a przy tym jest to frazes, który wywołuje jedynie lekki uśmiech, zwłaszcza że mijają ponad dwa lata rządów tych straszliwych "katokomunistów" (również "pisiorów", "faszystów", "rydzykowców" - co z tego, że te inwektywy wzajem sobie przeczą). PiS strzela na ulicach, odłącza ludziom telefony? Zamyka w więzieniach? "Gazeta Wyborcza" musiała zejść do podziemia, Michnik jest poszukiwany listem gończym, a wydawnictwo Krytyki Politycznej zostało zmuszone do organizowania tajnych kompletów? Przyczepkę KOD-u sprzed KPRM zasłonięto płachtami, ostrzelano? Nie pozwala się protestować? Protesty są co chwila, telewizje transmitują te "protesty" (albo, używając trafnego spostrzeżenia prawicowych publicystów, "ciamajdany"), w tym telewizja "pisiorów", gdyż to tylko z korzyścią dla rządzących. A religia w szkołach nie jest obowiązkowa, uczeń bez problemów może pójść na etykę, nie widziałem też ludzi zapędzanych na pochody... tfu... tj. msze święte. Z PiS-em jest ten problem, że bardzo słabo mu idzie komunikacja (vide dłuugaśna rekonstrukcja rządu, śmiszne informacje, paski w TVP), niemniej porównywanie tej władzy do rządów sprzed 89 r. jest niepoważne i obraźliwe dla osób, które cierpiały w związku z władzą czerwonych. Opozycja nie ma już czego się chwycić, zwroty typu "Szydło jest zasłoną dymną, zaraz Kaczyński wróci z Sulejówka i zostanie dyktatorem", "w Polsce panuje dyktatura" na ludziach, którzy harują po dziesięć godzin nie robią większego wrażenia. Podobnie "protesty". W mniejszych miejscowościach na tym, jak ja to określam, "radosnym podskakiwaniu" widać ciągle te same twarze. Twarze osób, które mają nadmiar wolnego czasu i bawią się w "zbawianie ojczyzny" (przed nie wiadomo czym). Zwykły "Kowalski" zaś przeklina ten tłum, ponieważ wydłuża mu się powrót do domu (wiadomo, zablokowane główne ulice miast - na co ci faszyści pozwalają?!), a jutro trzeba wracać do pracy.
  6. @goliat Z identycznych założeń wychodzi Tasty Blue, ale ta gra powstała w okolicach 2015 r...
  7. Od jakiegoś czasu odświeżam lektury szkolne, także te proponowane w młodszych klasach. W większości przypadków jest bardzo dobrze - książki, które podobały mi się przed laty, nadal czytam z zainteresowaniem, cieszę się, że wciąż te pozycje potrafią oddziaływać. To oczywiście temat na dłuższą wypowiedź, a ja chcę wspomnieć póki co o powieści, która nie podobała mi się w późnej podstawówce, a zyskała moje uznanie dopiero teraz, kilka lat po ukończeniu szkoły. Mam na myśli lekturę Ten obcy (chyba omawiana najczęściej w szóstej klasie). Nie pamiętałem z niej niemal nic, zacząłem czytać... i nie mogę uwierzyć, że wiele lat temu przeszedłem obok tej pozycji tak obojętnie! To lektura, która znakomicie porusza problemy nastolatków, nie boi się okazywać trudnych sytuacji. Najważniejsze jednak, że Jurgielewiczowa jawi się jako świetny psycholog - wydaje mi się, że znakomicie pokazała życie wewnętrzne dzieci, nastolatków. Sięgnąłem też po kontynuację, czyli powieść pt. Inna? Równie świetna!
  8. Jestem świeżo po lekturze Przeklętego dziecka. Mimo że cykl książek o Harrym Potterze był dla mnie niegdyś bardzo ważny, to przez długi czas unikałem spotkania z ósmą częścią (jak niektórzy określają ów scenariusz sztuki teatralnej). Obawiałem się, iż Przeklęte dziecko rzuci cień na wcześniejsze historie z Potterem w roli głównej, zwłaszcza że doświadczenia z filmami i książkami, w których wskrzesza się słynnych i uznanych bohaterów, mam niezbyt przyjemne (jak pewnie większość z was). Jednak to, co przeczytałem... Jejku... Nie spodziewałem się, że poznam świetną historię, stawiałem, że będzie przeciętnie, nawet źle, ale aż tak?! Nie będę się rozpisywał, podawał przykładów (może rozwinie się jakaś dyskusja - wtedy sięgnę po konkrety), niemniej podczas lektury przychodziło mi na myśl głównie jedno słowo: "żenada". Kto jeszcze wstrzymał się z lekturą HP8 z podobnych względów, co ja, niech pozostanie przy tym postanowieniu!
  9. Recenzja "Ostatniego Jedi": Zapraszam do lektury i komentowania
  10. Powyższy opis nieco przypomina Colobota...
  11. Okładka sierpniowego numeru; bez żadnych bajerów, prosta stylistycznie, no i zamyślony żołnierz zawsze działa na wyobraźnię. Dodatkowy plusik za odcień złotego koloru (tak to się nazywa?), którym wyodrębniono pełne wersje i napis "DVD". Na drugim miejscu okładka styczniowa i wyróżnienie dla okładki z Quake'm (ale podobna okładka była lata temu, przy okazji Quake 4).
  12. A może problem dotyczy płyty głównej? Mam dużo "szczęścia" do tego sprzętu, co kilka lat płyta główna dostarcza mi przygód (wszelakich) i to, o czym piszesz (buczenie, problemy z klawiaturą i myszką), nie jest mi, niestety, obce...
  13. Jako pewna alternatywa dla opowiadań, powieści fantastycznych zamieszczanych przez forumowiczów. Tekst publicystyczny, o "CD-A". Zapraszam do lektury i komentowania
  14. Dotarłem do informacji, że "Action Mag" zakończył żywot. Wielka szkoda, acz w związku z powszechnym dostępem do Internetu, decyzja o zamknięciu e-zinu jest w pełni zrozumiała. Jeden z tych wspaniałych bonusów dołączanych przez lata na cover "CD-A", który "zastępował" Internet. Poza tym przez jakiś czas byłem jednym z autorów, w okolicach 2010, 2011 r. - bardzo mi to pomogło w szlifowaniu języka... Czy redakcja mogłaby zamieścić ostatni numer "AM" w sieci? Niestety, ale przegapiłem numer "CD-"A, do którego po raz ostatni został dołączony e-zin.
  15. Wiele lat temu w "CD-Actionie" istniała maleńka rubryka, w której autorzy opisywali stare numery pisma. Pomyślałem, że dział ten obecnie mógłby cieszyć się dużą popularnością - to, co dawne staje się znowu modne, tęsknota za minionym uwidacznia się dzisiaj niezwykle silnie (widać to zwłaszcza w świecie filmu, ale problem znany jest również graczom). Poniżej opisałem jeden z pierwszych numerów "CD-A", który przeczytałem. Zapraszam do lektury i komentowania. Jeśli tekst spotka się z odzewem, to od czasu do czasu będę przypominał dawne numery naszego ukochanego pisma. "CD-Action" nr 85 (kwiecień 2003) „Od czego by tu zacząć…?”. To chyba dylemat każdego, kto kilkanaście lat temu wracał do domu z osiemdziesiątym piątym numerem „CD-A”. Tony Hawk’s Pro Skater 2 jako pełna wersja robi wrażenie nawet dzisiaj, a przy tym ukochanemu czasopismu stuknęło siedem lat, czyli niespodzianki w samym miesięczniku gwarantowane. A więc zainstalować najpierw pełniaka, czy też zajrzeć do urodzinowego „CD-A”? Obecnie nie mamy już tych problemów, zwłaszcza że słynna gra sportowa została przypomniana w pierwszym numerze „Retro”, a „CD-A” osiągnęło, co tu dużo ukrywać, wartość historyczną. Zajrzyjmy zatem do samego magazynu, którego okładkę zdobi nieco kiczowata postać z Unreala II przedstawiona na tle wielkiej, czerwonej siódemki, dodatkowo otoczonej przez wykaz tytułów gier (i nie tylko…) wydawanych od kwietnia 1996 r. We wstępniaku, jakżeby inaczej, Zibi (ówczesny naczelny) i MacAbra snują urodzinową refleksję i zastanawiają się, czy siedem lat to dużo, czy wręcz przeciwnie. W końcu „to czas, w którym ilość pamięci w typowym komputerze wzrosła z 16 do 256 MB RAM”! Coś mi jednak mówi, że samym czytelnikom trudno było zająć pogląd w tej sprawie, bo tuż pod samym tekstem zamieszczono kilka zdjęć redaktorów z czasu, gdy byli dziećmi. Ja rozpoznaję tylko Czarnego Iwana – a pozostali? Do wydarzeń związanych z siedmioleciem pisma jeszcze wrócimy, póki co zaglądamy do Kalejdoskopu (odpowiednik dzisiejszego Info). Złe wieści związane z Enemy Territory: „Samodzielny dodatek, a w zasadzie minisequel Return to Castle Wolfenstein […] nie ujrzy nigdy światła dziennego. Nie płaczcie jednak i nie załamujcie rąk, bowiem zostało nam przyobiecane, że elementy części multiplayer (autorstwa Splash Damage), jakie stworzono do tej pory, pojawią się w postaci bezpłatnego patcha”. Nikt nie spodziewa się, że ów „patch” za chwilę sparaliżuje i to na dłuższy czas życie redakcji. Cóż, podobno niekiedy lepiej żyć w nieświadomości… Poza tym krążą pogłoski o pracach nad trzecią częścią Hitmana, JoWooD potwierdza, iż powstanie dodatek do Gothica II, a studio Microids zastanawia się intensywnie, jakie zagadki zaoferować graczom w drugiej części Syberii. Zanim ponownie wcielimy się w Kate Walker, jesienią 2003 r. zagramy w pecetowego KotOR-a, a znacznie wcześniej, bo już w połowie maja, odwiedzimy Vice City! W istniejącym do dzisiaj dziale „W produkcji”, natrafiamy na zdecydowanie mniej atrakcyjne tytuły. Poza wywiadem z Adamem Chmielarzem o Painkillerze (jak obiecuje twórca, multi w tej grze to „Rzeźnia, masakra i siwy dym”), teksty o grach, które nie zapisały się w naszej pamięci. Przejdźmy więc do recenzji (wcześniej natrafiamy jeszcze na Gamewalker, ale ten charakterystyczny dla „CD-A” dział najlepsze miesiące ma dopiero przed sobą). Na pierwszy ogień idą głośne marki, bo Command&Conquer z podtytułem Generals i okładkowy Unreal. Pepin Krootki przyznaje RTS-owi 8+; grywalność, grafika, ba, także i dźwięk są na najwyższym poziomie. Niestety z dawna oczekiwana kontynuacja Unreala zawodzi na całej linii. Gra dostaje 7+, mimo że eld jednoznacznie stwierdza: „To nie jest Unreal!!!”. Popisali się natomiast twórcy trzeciej części Raymana – tym razem eld nie ma powodów do narzekań. Platformówka zasługuje na dziewiątkę oraz znaczek jakości. Trudno się dziwić, skoro francuski produkt jest grywalny do dzisiaj. I to jedyna tak wysoka ocena w tym numerze. Ciekawie zapowiadające się Impossible Creatures – RTS twórców Homeworlda, w którym mieszamy gatunki zwierząt – otrzymuje od MacAbry tylko 7. Należy wspomnieć o jeszcze dwóch tytułach, które pozostały w naszej pamięci. Kurka wodna 2 zaledwie 6+ (z racji niskiej ceny seria o strzelaniu do kaczek była w Polsce bardzo popularna); nieco lepiej prezentuje się polska odpowiedź na… Fallouta: GROM dostaje 7 (później zresztą trafi na płytkę „CD-A”). Co ciekawe grę recenzował EGM, który przecież jednoznacznie kojarzony jest przez czytelników ze świetnymi tekstami, lecz o grach przygodowych. Przed zdmuchnięciem świeczek urodzinowych, warto przypomnieć, że w 85. numerze „CD-A” po raz pierwszy pojawia się wspominany przez czytelników do tej pory dział Kaszanka Zone – czyli miejsce w piśmie przeznaczone dla, delikatnie mówiąc, niezbyt grywalnych tytułów. Dział dopiero się kształtuje – bo poza grami z niskimi ocenami, eld pastwi się nad… tłumaczeniem instrukcji do NHL-a 2003. Później w Kaszance gościły juz tylko gry. Jeszcze kilkustronicowy poradnik do gry o Robin Hoodzie (skądinąd znakomitej) i zaczynamy urodzinową imprezę. A pretekst do świętowania daje tekst Qnika „O obalaniu mitów słów kilka”. Przyszły naczelny pisze, ile czasu redakcja spędza na graniu, przybliża tajniki powstawania recenzji, i, przynajmniej w pewnym sensie, odpowiada na nurtujące wielu czytelników pytanie: „Ile wy tu do jasnej ciasnej zarabiacie?” :). Tekst został okraszony zdjęciami siedziby redakcji, w tym fotkami poszczególnych stanowisk redaktorów. Jakby to powiedzieć… – niektóre fotografie skłaniają do rozmyślań, czy lektura „CD-A” jest rzeczywiście bezpieczna dla zdrowia. Zwłaszcza, jeśli oddamy się lekturze kolejnego tekstu Qnika, w którym autor opisuje swoich jakże drogich kolegów. Dla przykładu: „Pepin to chodzący zbiór kompleksów. Kiedy wchodzi do redakcji, już na ››dzień dobry‹‹ przeprasza sekretarkę, że śmiał zakłócić jej błogi sen, zaś jego późniejsza aktywność ogranicza się tylko do siedzenia cicho w kącie w oczekiwaniu, aż mu ktoś z litości rzuci jakąś grę do recenzji – wówczas łka ze szczęścia, że coś mu się trafiło”. No tak… Z kolei na stronach poświęconych sprzętowym nowinkom uśmiech budzi zapowiedź Nokii N-Gage (później okaże się sporym rozczarowaniem); telefon jest chwalony m.in. za „Duży kolorowy ekran z podświetleniem. 176x208 pikseli w 4096 kolorach”. To zresztą nie jedyna ciekawa wiadomość dotycząca telefonów komórkowych. Jak czytamy na jednej ze stron pisma: „20-letni Daniel Puiu i o rok starszy Dorin Oborcianu są pierwszymi na świecie przestępcami, którzy zostali schwytani dzięki telefonowi komórkowemu z wbudowanym aparatem cyfrowym”. Tak, tak – postęp. O piętnastocalowym monitorze LCD kosztującym blisko półtora tysiąca zł nie ma co wspominać, ale warto zwrócić uwagę na aparat cyfrowy za niecałe… 160 zł. Creative zaproponował bowiem produkt, który umożliwia wykonanie „22 fotografii w rozdzielczości 640 na 480 punktów oraz maksymalnie 99 w trybie 320 na 240”. Mimo kuszącej ceny, nawet w kwietniu 2003 r. taki aparat nie budził zachwytu. Na zakończenie Action Redaction, tipsy… i już spokojnie możemy powrócić do drugiej części Tony’ego. Drugim pełniakiem był Dark Reign 2 – RTS osadzony w dalekiej przyszłości – ktoś jeszcze pamięta? Za to wydanie magazynu zapłaciliśmy wyjątkowo 19,99 zł (standardowo czasopismo w tamtym czasie kosztowało 18,50); to zapewne za sprawą załączonej… teczki (tak, teczki, takiej papierowej) z wizerunkiem, podobnie jak okładka, postaci z Unreala II.