Jump to content

Spooky Albert

Forumowicze
  • Content Count

    1,193
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Spooky Albert last won the day on October 22

Spooky Albert had the most liked content!

Community Reputation

8 Neutralna

About Spooky Albert

  • Rank
    Skalny Troll
  • Birthday 12/07/1993

Sposób kontaktu

  • Discord
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

9,621 profile views
  1. Co samo w sobie jest ciekawe i potwierdza, że Facebook sporo zdziałał w tym zakresie. Powoduje to jednak, że dyskusja (acz niewielka, tych komentarzy w wielu tematach jest stosunkowo mało) dotyczy tylko kwestii bieżących, związanych głównie z tematyką komputerową, grami komputerowymi. Natomiast dyskusje na forum często dotyczyły tematów już - jeśli można tak to ująć - niemodnych, których problematyka interesowała niekiedy wąskie grono internautów. Mnie bardzo szkoda wszystkich tematów związanych z kulturą (książkami, filmami itd.). Zwrócę jeszcze uwagę, że forum daje większe możliwości "techniczne" podczas dyskusji, chociażby możliwość cytowania, załączania plików, nie wspominając o rozwiązaniach znanych z edytorów tekstów (pogrubianie, podkreślanie, zmiana koloru itd.). Na mój gust (podobno fatalny...) forum jest bardziej przejrzyste niż "drzewko" komentarzy, łatwiej odnaleźć interesujący nas fragment wypowiedzi, obowiązuje też inna (mniejsza) dynamika niż w komentarzach pod artykułem. Chyba najwyższy czas na artykuł o wyższości posta nad komentarzem
  2. Są jeszcze takie?! Chyba mam wyjątkowego pycha, bo wszystkie fora, na których się udzielałem, dogorywają... Do mnie najmocniej przemawia argument, że fora upadły przez facebookizację internetu. Nie będę się nad tym rozwodził, w postach powyżej kilkoro forumowiczów o tym pisało, zjawisko rozpoznane. Warto jednak zwrócić uwagę, że na FA ciągle przebywa po kilkaset czy nawet kilka tysięcy osób (gdy piszę te słowa na FA jest zalogowanych blisko 200 użytkowników, o ilości gości nie wspominając). Szkoda jednak, że tak niewielu pozostawia ślad tej obecności... (chyba że jest jakieś tajne miejsce na forum, o którym nie wiem). Brakuje mi dyskusji o wyższości batonika X nad batonikiem Z!
  3. Dawno już nie kupowałem CD-A, najnowszy numer przejrzałem w saloniku prasowym. Zgadzam się z przedmówcami, obecne CD-A nie imponuje zbytnio estetyką, cieszę się natomiast, że powrócił dział z recenzjami książek i filmów. Chciałbym pogratulować enkiemu awansu na stanowisko redaktora naczelnego. Pamiętam jak w 2007, 2008 r. CD-A zorganizowało konkurs na tekst do czasopisma i enki był jednym z laureatów. Przeszedłeś ciekawą drogę, gratuluję :)
  4. Finałowy zwiastun IX epizodu nie wzbudził we mnie wielkich emocji. Po epizodzie VIII jestem bardzo sceptyczny co do ostatniej części Gwiezdnych wojen. Podobało mi się, że Abrams VII część nakręcił w konwencji Nowej nadziei, nie przeszkadzało mi to. Obawiam się jednak, że Ostatni Jedi tak wiele namieszał, że sukcesem będzie, jeśli Abrams po prostu w miarę rozsądnie zamknie opowieść o Skywalkerach. Nie mogę przeboleć, że reżyser ósemki złamał czwartą ścianę, zmienił charakter Luka. Tutaj już nawet Abrams nie pomoże, zwiastun dziewiątki - w moim przekonaniu - jest tego dobrym dowodem. Ponadto zwiastun potwierdza spoilery, które od jakiegoś czasu można znaleźć na rozmaitych stronach. Jeśli one się sprawdzą, czeka nas film, w którym ma się dziać bardzo dużo. Nie wiem, czy jest to dobre rozwiązanie, nawet jeśli film będzie trwał ok. 150 min. (o czym też można przeczytać w Internecie).
  5. @Pzkw VIb Przeczytałem ponownie Prawiek i inne czasy; bez wątpienia jest to literatura z pierwszej ligi (zwłaszcza językowo), natomiast zastanawiam się, ile obecnie znaczy Nagroda Nobla w dziedzinie literatury . Mam na myśli ostatnie "problemy" związane z przyznaniem Nagrody, a także obdarowywanie Noblem autorów mało znanych (wydaje się, że kiedyś nagroda ta stanowiła ukoronowanie twórczości), czy - póki co odosobniony przypadek - piosenkarzy... Warto się nad tym zastanowić. Czytam teraz Podróż do źródeł Orinoko Cejrowskiego. Podróżnik korzysta z tych samych schematów, które sprawdziły się przy okazji wcześniejszych jego książek (różnorakie potyczki z czytelnikiem, dopiski redaktorów, tłumacza, graficzna zabawa tekstem). Relację z wyprawy czyta się oczywiście dobrze, jednak wspomniana schematyczność, która przy okazji wcześniejszych lektur zbytnio mi nie przeszkadzała, tym razem daje się we znaki. Jestem ciekaw, czy Cejrowski spróbuje kiedyś napisać książkę w innym stylu.
  6. Jestem zaskoczony odzewem, z jakim spotyka się to wydarzenie na Facebooku. Ponad 2000 osób (a przecież liczba ta jeszcze wzrośnie)! Pokazuje to, jak ważną rolę odgrywał niegdyś "Kaczor Donald" .
  7. Chyba dawno premiera nowego numeru "CD-A" nie budziła tylu emocji (w tym przypadku, niestety, negatywnych). Trudno się dziwić - w końcu to jeden z "tych" numerów, na które niegdyś czekało się tygodniami. Był chyba czas, że na łamach pisma o numerze urodzinowym wspominało się już dwa, trzy miesiące wcześniej... Wydaje mi się, że w pełni uzasadnione są narzekania na nagły wzrost ceny - i to o kilka złotych. Czy taki przeskok z numeru na numer miał miejsce w historii "CD-A"? Chyba nie... Oczywiście rozumiem, że czasopisma muszą podwyższać cenę ze względu na wszechobecność Internetu (w tym roku co najmniej jeden tygodnik i jeden dziennik podwyższyły cenę w stosunku do roku ubiegłego), jednak taki nagły skok kojarzy się z próbą ratowania tonącego okrętu. To truizm, ale takie "szarpanie" jest oznaką pewnej nerwowości. Jednak cieszy mnie, że redakcja szuka klucza do ratowania czasopisma. Powrót Siekiery i działu "Kaszanka", "GameWalker", odważna decyzja o zrezygnowaniu z płyty (mimo zobowiązującego tytułu pisma!) to oznaka, że "CD-A" nie chce poddać się tak łatwo. I dobrze, bo to pismo zawsze kojarzyło mi się z pewną pionierskością, nietypowością, "szaleństwem"... A jest wiele pism, które obecnie dogorywają i nic z tym nie robią. Kłopot w tym, że czas gazet, czasopism (zwłaszcza przeznaczonych dla młodszych czytelników) kończy się... Kiedyś zapytałem dzieci w szkole podstawowej, czy znają tytuły jakichś gazet, czasopism. Odpowiedziały, że znają. Są to: "Lidl", "Biedronka"... (Nawiasem mówiąc, bardzo ciekawe jest to, że wiele z tych zmian, które nastąpiły w ostatnim czasie, to tak naprawdę powrót do tego, co już było. Innymi słowy: oldschool górą!) Internet zapewne wniósł wiele dobrego, jednak dla mnie, miłośnika spędzania wolnego czasu w salonikach prasowych, oznacza również kres czasopism. Wszystkiego dobrego dla redakcji, w końcu nadzieja umiera ostatnia. Mam nadzieję, że "CD-A" jeszcze czymś zaskoczy. Przez te lata zrobiliście dla polskich czytelników wiele dobrego; bardzo dużo Wam zawdzięczam! Powodzenia!
  8. Kłopot w tym, że jednym kojarzy się z nazizmem, drugim z komunizmem, a pewnie i coś trzeciego by się znalazło. To jak to w końcu jest na tej pięknej ziemi? Naprawdę gubię się w tym, o co oskarżany jest PiS. Gmyz nie pisze już dla tygodnika, chyba pracuje dla TVP. Ziemkiewcza nie zamierzam w żadnym wypadku usprawiedliwiać, dodam jedynie, że wcale nie ucieka od problemu, otwarcie mówi, że zachował się jak najgorzej, a ponadto, co bardzo ciekawe, nie przystępuje do Komunii, bo, jak twierdzi, woli mieć na bakier z tradycyjnym Kościołem niż iść za Kościołem liberalnym (parafraza wypowiedzi z wywiadu z książki Wkurzam salon). Poza tym w "Do Rzeczy" umieszczają swoje teksty inni wyśmienici komentatorzy polskiej sceny politycznej: Paweł Lisicki, Łukasz Warzecha, Piotr Semka (brzmi to jak reklama, ale trudno). I z tych tekstów wcale nie wybrzmiewa jakaś szczególna miłość do rzadzących; do samego konserwatyzmu - tak. http://gosc.pl/doc/3265173.Porzadek-w-milosci - znakomity wywiad, w którym profesor teologii objaśnia czym jest porządek miłosierdzia, odnosi się też do współczesnych zjawisk związanych z tym problemem. Warto przeczytać. Ale nasze rodzime dresy wcale nie usprawiedliwiają problemu. Poza tym nie powiedziałbym, że mamy pokazywany skrajny obraz, skoro problem dotyczy takich miast, jak Paryż, Berlin, Londyn, o Malmo nie wspominając. Zdjęcia z wojskiem na ulicach, antyterrorystami, którzy znajdują się na ulicach wielkich miast europejskich, nie pojawiają się ot tak. Obrazy te zresztą pokazuje nie tylko TVP. Zacytuję dłuższą wypowiedź Oriany Fallaci (sama określała się jako feministka, osoba o poglądach lewicowych) z 2001 r., w którym opisuje współczesne sobie Włochy. Fragment pochodzi ze słynnej książki "Wściekłość i duma". "Ja nie stawiam namiotów przed Mekką. Nie śpiewam "Ojcze nasz" ani "Zdrowaś Mario" nad grobem Mahometa. Nie siusiam na marmury ich meczetów, nie robię kupy u stóp ich minaretów. Kiedy jestem w ich krajach (co nigdy mnie nie napawa rozkoszą), nie zapominam, że jestem gościem i cudzoziemką. Uważam, żeby ich nie obrazić strojem, gestami lub zachowaniem, które dla nas są normalne, a dla nich nie do przyjęcia. Odnoszę się do nich z należnym szacunkiem, z należną uprzejmością, przepraszam, kiedy przez nieuwagę lub niewiedzę złamię jakąś ich regułę albo wierzenie. I ten wrzask bólu i oburzenia wypisałam ci, mając przed oczami obrazki, które nie zawsze pokazywały aż tak apokaliptyczne sceny jak te, od których zaczęłam. Czasami zamiast nich widziałam obrazek dla mnie symboliczny (a więc doprowadzający do wściekłości) jak ten wielki namiot, którym latem zeszłego roku somalijscy muzułmanie znieważyli i obsrali, i spotwarzyli na trzy miesiące plac przed katedrą we Florencji. W moim mieście. [...] Namiot wzniesiony po to, żeby potępić, oskarżyć, obrazić rząd włoski, który udzielił im gościny, lecz nie wystawił im dokumentów niezbędnych, żeby się rozbiec po całej Europie, i nie pozwolił im przywieźć do Włoch hord krewnych. Mamuś, tatusiów, braci, sióstr, wujków, cioć, kuzynów, szwagierek w ciąży, a nawet dalszych krewnych. Namiot postawiony obok pięknego pałacu arcybiskupów - na jego podeście stawiali buty i kapcie, które we własnych krajach pozostawiali poza meczetami. A razem z butami i kapciami puste butelki po wodzie, którą myli sobie nogi przed modlitwą. Namiot postawiony przed katedrą z kopułą Brunelleschiego, obok baptysterium ze złotymi drzwiami Ghibertiego. Wreszcie namiot urządzony jak kiczowaty apartamencik: krzesła, stoliki, szezlongi, materace do spania i do pie%^nia się, kuchenki do gotowania jedzenia i zatruwania placu dymem i smrodem. I - dzięki tradycyjnej nieświadomości Enelu [instytucji odpowiedzialnej za dostawy prądu - red.], który o nasze dzieła sztuki dba tak samo jak o krajobraz - podłączony do elektryczności. Dzięki radiomagnetofonowi ozdobiony wyciem muezina, który punktualnie napominał wiernych, zagłuszał niewiernych i tłumił bicie dzwonów. A do tego żółte strugi moczu, które bezcześciły marmury baptysterium. (Cholera! Ale mają zasięg ci synowie Allaha! Jak to możliwe, żeby trafić w obiekt oddzielony ogrodzeniem, oddalony o prawie dwa metry od ich narządów moczowych?). Żółte strugi uryny, smród gó#$na, które zagradzało wejście do kościoła San Salvatore al Vescovo - wspaniałego kościoła romańskiego (z 1000 roku), który stoi na zapleczu placu katedralnego, a który synowie Allaha zamienili w sracz. Zresztą sam wiesz". A świątyń unikano też w Związku Sowieckim, jak i w rewolucyjnej Francji -dało to bardzo ciekawy efekt...
  9. Oczywiście, są efekciarscy. Ale i efektywni przy tym. Zważywszy na piękne, protestanckie tradycje Stanów oraz pojawiające się, co kilka lat żądania ateistów, aby zrezygnować z tej dewizy, stawiałbym na chrześcijaństwo. Niemniej bardziej zwracam uwagę, że w USA religia nie jest sprawą prywatną, tylko jak najbardziej publiczną. Religia nie może być sprawą prywatną, jakoś muzułmanów nikt nie prosi, aby nie nosili się ze swoją wiarą (i całkiem nieźle na tym wychodzą). W żadnym wypadku! Myślałem, że moimi wypowiedziami już udowodniłem, że jakoś specjalnie w PiS-ie zakochany nie jestem. Przeszkadza mi natomiast straszenie tą partią (chyba nawet jakiś kabaret ładnie to obśmiał). Mało tego: każda partia rządząca mówi, że jest najlepsza, najwspanialsza, najcudowniejsza. Nawiasem mówiąc, dość głupie byłoby, gdyby jakakolwiek partia mówiła, że ma jakieś wady... Nie podoba mi się również wielu "dziennikarzy niepokornych", związanych zwłaszcza z jednym portalem informacyjnym. Retoryka tam stosowana (oparta na krzyku: "Nareszcie!", "Wreszcie!", "Ile można?!", a w ogóle to "Skandal!") jest okropna. Jeśli jednak ktoś jest w stanie wyciągnąć suche fakty od tego typu dziennikarzy to tym lepiej. Mimo wszystko często na stronach tych "niepokornych" (śmieszne, że dziennikarz, aby udowodnił, iż jest indywidualnością, musi sam siebie tak określać, nieprawdaż?) można znaleźć wiadomości, które nie są podawane przez reporterów, dajmy na to, "pokornych" Dla mnie ważne są idee konserwatywne (nie mówię tutaj o ekonomii, a obyczajach) i wydaje mi się, że dość dobrze radzi sobie tutaj redakcja "Do Rzeczy". Odnoszę wrażenie, że dziennikarzom, którzy piszą do tego tygodnika, bardziej zależy na wartościach niż na konkretnej partii. Czego niestety nie można powiedzieć o innych "konserwatywnych" czasopismach, gazetach... Jak pisałem wcześniej, za bardzo nie chcę wchodzić w ten temat, już wyobrażam sobie, co może zacząć się tutaj dziać W każdym razie widzę, że temat jest dla Ciebie ważny, poruszasz go kolejny raz jako przykład, więc tylko pokrótce określę stanowisko, które mnie jest bliskie. Trafne wydają mi się spostrzeżenia Samuela Huntingtona o wojnie czy też zderzeniu cywilizacji. My, nawet jeśli byśmy chcieli, nie będziemy w stanie się dogadać z inną (tak, inną, czy nam się to podoba czy nie) cywilizacją. Zbyt wiele nas różni. Poza tym, jeśli to ma wyglądać w ten sposób, że kobieta nie może wyjść na ulicę po zmroku, że w noc sylwestrową trzeba tworzyć jakieś strefy bezpieczeństwa, a naszą tajną bronią mają być opaski, to ja "zwracam bilet". Piszesz również o roli chrześcijaństwa, czy raczej stanowisku chrześcijanina w tej kwestii. Przytoczę fragment ze Starej baśni: "- Wrogów miłować?! - zawołał Piastun, składając ręce. - A jakże to być może?! Wrogów! A więc i Niemca?! - Tak jest - rzekł gość - ale bronić się od napaści godzi". Wstrzymałbym się z szachowaniem Wystarczy przytoczyć wypowiedzi gen. Jana Podhorskiego, a nadto PiS naprawdę zajął się sprawą Żołnierzy Niezłomnych. Poparcia PiS-owi nie brakuje również i wśród środowisk kombatanckich. Trudno, aby w czterdziestomilionowym państwie osoby z tego samego pokolenia nie wypowiadały różnych opinii. Szach? Zdajesz sobie chyba sprawę, jaki jest kłopot z tym, co właśnie napisałeś? Gdybyśmy trzymali się takiego stanowiska, to nasze tematy do dyskusji musielibyśmy zredukować do minimum. Mamy źródła historyczne, mamy świadków epoki i z tych śladów korzystamy, aby móc komentować dane zjawisko, pewne wydarzenia. Tak, czerpię moją wiedzę z literatury i nie widzę w tym nic złego. W przypadku wydarzeń z lat 44-89 jest to w wielu miejscach nawet wskazane, skoro nie o wszystkim można było mówić wówczas otwarcie. Powiem więcej: dobitnych przykładów dostarcza literatura piękna (Hłasko, Marek Nowakowski), jak w PRL-u wglądało życie. Czesto niezbyt ciekawe. Ba, same życiorysy pisarzy, którzy nie chcieli bratać się z władzą, są najlepszym dowodem, że nie było jakoś szczególnie kolorowo. Poza tym wypowiedź Tesu o jego krewnych świadczy również, że są takie osoby, które spotykały się z nieprzyjemnościami w kolejnych dekadach PRL-u, nawet po odwilży. Smutne jest natomiast (mała dygresja), że w PRL-u większą wagę niż obecnie przywiązywano do edukacji, nauk humanistycznych (pomijam oczywiście całe zideologizowanie). @Pzkw VIb Trochę mi przykro, że nie zrozumiałeś (nie chcesz zrozumieć?) tego, co napisałem w powyższym poście. Trudno, przeżyję Pozdrawiam i życzę wielu dobrych relacji międzyludzkich.
  10. To ostatnie zdanie było niepotrzebne, o niczym takim nie wspominałem. Chcę jedynie zaznaczyć, że religia, odniesienia do niej są niezwykle istotne. Wystarczy popatrzeć na Stany Zjednoczone: państwo wielu kultur, a inauguracja prezydenta przypomina w wielu momentach ceremoniał religijny. Mało tego: każdy z prezydentów USA czyni w swoich wypowiedziach liczne odniesienia do Boga (tego chrześcijańskiego! - szok!), a ateiści płacą w Stanach pieniędzmi, na których znajduje się napis "In God We Trust". To jest dopiero skandal! Z tym można polemizować, ale nie chcę wchodzić w kolejny wątek. Swoimi wypowiedziami chcę jedynie pokazać sprzeczności w oskarżeniach wobec PiS-u oraz to, iż porównywanie Kaczyńskiego do różnych "bohaterów" znanych z historii jest niesmaczne. Ależ jest odwrotnie! To właśnie opozycja buduje swoją pozycję na strachu przed rządami Komendanta. Zadziałało to, owszem, dziesięć lat temu, ale teraz jest to jedynie śmieszne, a wręcz żenujące. Jeżeli opozycja nie zaproponuje rozmowy w innym stylu, to PiS będzie rządził jeszcze bardzo długo (ku uciesze tutaj dyskutujących). Niech "totalna opozycja" weźmie przykład z Leszka Millera: potrafi zganić, ale potrafi również powiedzieć, że jednak ten straszny PiS coś dobrego zrobił. A z porównywania do komunistów/faszystów/nazistów Miller sobie kpi. I chyba SLD poparcie cuś ostatnio wzrosło... Tylko podobne zarzuty można postawić każdej, naprawdę każdej partii rządzącej. Protesty górników przed JSW w II 2015 r. i użycie broni gładkolufowej, zachowanie policji podczas rocznic 11 listopada, które wielokrotnie budziło wątpliwości, to tylko pierwsze z brzegu przykłady. Rozmowy w "Sowie" i traktowanie państwa jako zabawki... To wszystko można teraz powyciągać; zarówno rządzącym ze strony prawicy, jak i lewicy. Wszystko to jest naganne, niewłaściwe, okropne, bez dwóch zdań. Kłopot w tym, że od wielu lat panuje jakaś zupełnie dla mnie niezrozumiałą nienawiść do Kaczyńskiego. A może i trochę zrozumiała, bo sam, kiedy zacząłem interesować się polityką troszkę poważniej, miałem podobne podejście. Tusk to taki fajny, kopnie w piłkę, rzuci dowcipem, a Kaczyński tylko siedzi i knuje... A w ogóle to źle mu z oczu patrzy. W którymś momencie społeczeństwo zdało sobie sprawę, że te wypowiedzi są przesadzone, kłamliwe i efekt jest jaki jest. Rządzi PiS i tyle. Wyborcy (większość) wybrali i trzeba uszanować (w imię demokracji!) głos większości... PiS styka się z wielką nienawiścią (która oczywiście w ostatnich latach się zmniejszyła). Dlaczego niektórzy reagują na Kaczyńskiego niczym pies Pawłowa na określony sygnał? Jak napisałem w zdaniu, do którego się odnosisz (jak i we wcześniejszym poście), wobec PiS-u stosowanych jest tyle sprzecznych oskarżeń, porównań, określeń, że moja wypowiedź nie miała wcale na celu roztrząsania, czy PiS dąży akurat do autorytaryzmu, totalitaryzmu, czy o co tam PiS się jeszcze oskarża. Piszesz, że rządzący wprowadzają "kato-komunizm", a jakiś czas temu sędziowie przyrównali Kaczyńskiego do Hitlera. Mazguła określił w tamtym roku Kaczyńskiego komunistą, Michał Dzięba w 2016 r. porównał natomiast Komendanta do Hitlera. Proponowałbym jednak bardziej spójną narrację. Druga sprawa: chociażbym pomylił wydarzenia z VII 1410 r. z tymi, które miały miejsce we IX 1939 r., nie wydaje mi się, aby ton, w którym do mnie piszesz, był właściwy. Było to niezbyt eleganckie. Równie dobrze mógłbym napisać, że przed "skoro" stawia się przecinek, a zatem nie mamy o czym rozmawiać, skoro (!) Twoja wypowiedź jest niepoprawnie napisana...
  11. Jednak działania L. Kaczyńskiego, które opisujesz, miały miejsce kilkanaście lat temu, a teraz mamy rok 2018... Druga sprawa, bardzo istotna, że stajemy tutaj przed problemem rodem z Antygony: co jest ważniejsze? prawo ludzkie czy boskie? Które z tych praw ma być nadrzędne? Nie jest to zatem tylko problem tej konkretnej władzy; dotyczy on każdego z nas. To nie jest jakiś problem wysnuwany przez "oszołomów"; jest to kwestia natury ogólnoludzkiej. A pewnie znalazłoby się sporo osób, które ucieszyłaby nadrzędność zasad chrześcijańskich nad tymi ustanawianymi przez kolejne rządy... Zybertowicz zaś jest doradcą prezydenta, wyraża po prostu swoją opinię. Ja też ucieszyłbym się, gdyby przykładano większą wagę chociażby do Dziesięciorga przykazań. Poza tym PiS, między innymi przez problem aborcji, który mógłby bardzo szybko rozwiązać, ma na pieńku ze środowiskami, którym zależy na Kościele mocno konserwatywnym (np. środowisko Polonia Christiana - na ich stronie znajdują się artykuły bardzo krytyczne wobec Jarosława i spółki). Oczywiście się nie zgodzę. Na korzyść mojego stwierdzenia, że PiS nie ma zapędów totalitarnych (nie wiem czy w wykonaniu komunistycznym czy faszystowskim - gubię się pod napływem określeń, którymi obdarzany jest PiS przez przeciwników), działa najprostszy sprawdzian, jakim jest czas. Ponad dwa lata rządów - moich "ironicznych" przykładów nie będę powtarzał. I ponownie: PiS = komuna, samo zło, a Kaczyński to wcielenie tym razem Cyrankiewicza i Gomułki w jednym. Frazesy, krzykliwe hasła. Tego typu stwierdzenia zadziałały w roku 2007, dzisiaj nie mają żadnego znaczenia. Dalej: "boję się", "obawiam się", "zrobi wszystko" - to, co mnie bardzo zastanawia, kiedy słucham wypowiedzi osób przerażonych PiS, dotyczy właśnie tego typu wypowiedzi, które są niczym innym jak przypuszczeniami, hipotezami, obawami... Opozycja cały czas opiera się na gdybaniu, słowie "ale". Jeszcze nic się nie dzieje, ale może się dziać! I ponownie najlepszą argumentem dla działania PiS-u jest czas. Podobnie jest zresztą ze Stanami - jeśli się nie mylę to przez Trumpa od dłuższego czasu świat powinien być pogrążony w wojnie nuklearnej... Reasumując: PiS może być nieudolny, może rządzić słabo, nieporadnie, ale w żadnym razie nie oznacza to dyktatury.
  12. Mocne oskarżenie, a przy tym jest to frazes, który wywołuje jedynie lekki uśmiech, zwłaszcza że mijają ponad dwa lata rządów tych straszliwych "katokomunistów" (również "pisiorów", "faszystów", "rydzykowców" - co z tego, że te inwektywy wzajem sobie przeczą). PiS strzela na ulicach, odłącza ludziom telefony? Zamyka w więzieniach? "Gazeta Wyborcza" musiała zejść do podziemia, Michnik jest poszukiwany listem gończym, a wydawnictwo Krytyki Politycznej zostało zmuszone do organizowania tajnych kompletów? Przyczepkę KOD-u sprzed KPRM zasłonięto płachtami, ostrzelano? Nie pozwala się protestować? Protesty są co chwila, telewizje transmitują te "protesty" (albo, używając trafnego spostrzeżenia prawicowych publicystów, "ciamajdany"), w tym telewizja "pisiorów", gdyż to tylko z korzyścią dla rządzących. A religia w szkołach nie jest obowiązkowa, uczeń bez problemów może pójść na etykę, nie widziałem też ludzi zapędzanych na pochody... tfu... tj. msze święte. Z PiS-em jest ten problem, że bardzo słabo mu idzie komunikacja (vide dłuugaśna rekonstrukcja rządu, śmiszne informacje, paski w TVP), niemniej porównywanie tej władzy do rządów sprzed 89 r. jest niepoważne i obraźliwe dla osób, które cierpiały w związku z władzą czerwonych. Opozycja nie ma już czego się chwycić, zwroty typu "Szydło jest zasłoną dymną, zaraz Kaczyński wróci z Sulejówka i zostanie dyktatorem", "w Polsce panuje dyktatura" na ludziach, którzy harują po dziesięć godzin nie robią większego wrażenia. Podobnie "protesty". W mniejszych miejscowościach na tym, jak ja to określam, "radosnym podskakiwaniu" widać ciągle te same twarze. Twarze osób, które mają nadmiar wolnego czasu i bawią się w "zbawianie ojczyzny" (przed nie wiadomo czym). Zwykły "Kowalski" zaś przeklina ten tłum, ponieważ wydłuża mu się powrót do domu (wiadomo, zablokowane główne ulice miast - na co ci faszyści pozwalają?!), a jutro trzeba wracać do pracy.
  13. Od jakiegoś czasu odświeżam lektury szkolne, także te proponowane w młodszych klasach. W większości przypadków jest bardzo dobrze - książki, które podobały mi się przed laty, nadal czytam z zainteresowaniem, cieszę się, że wciąż te pozycje potrafią oddziaływać. To oczywiście temat na dłuższą wypowiedź, a ja chcę wspomnieć póki co o powieści, która nie podobała mi się w późnej podstawówce, a zyskała moje uznanie dopiero teraz, kilka lat po ukończeniu szkoły. Mam na myśli lekturę Ten obcy (chyba omawiana najczęściej w szóstej klasie). Nie pamiętałem z niej niemal nic, zacząłem czytać... i nie mogę uwierzyć, że wiele lat temu przeszedłem obok tej pozycji tak obojętnie! To lektura, która znakomicie porusza problemy nastolatków, nie boi się okazywać trudnych sytuacji. Najważniejsze jednak, że Jurgielewiczowa jawi się jako świetny psycholog - wydaje mi się, że znakomicie pokazała życie wewnętrzne dzieci, nastolatków. Sięgnąłem też po kontynuację, czyli powieść pt. Inna? Równie świetna!
  14. Jestem świeżo po lekturze Przeklętego dziecka. Mimo że cykl książek o Harrym Potterze był dla mnie niegdyś bardzo ważny, to przez długi czas unikałem spotkania z ósmą częścią (jak niektórzy określają ów scenariusz sztuki teatralnej). Obawiałem się, iż Przeklęte dziecko rzuci cień na wcześniejsze historie z Potterem w roli głównej, zwłaszcza że doświadczenia z filmami i książkami, w których wskrzesza się słynnych i uznanych bohaterów, mam niezbyt przyjemne (jak pewnie większość z was). Jednak to, co przeczytałem... Jejku... Nie spodziewałem się, że poznam świetną historię, stawiałem, że będzie przeciętnie, nawet źle, ale aż tak?! Nie będę się rozpisywał, podawał przykładów (może rozwinie się jakaś dyskusja - wtedy sięgnę po konkrety), niemniej podczas lektury przychodziło mi na myśl głównie jedno słowo: "żenada". Kto jeszcze wstrzymał się z lekturą HP8 z podobnych względów, co ja, niech pozostanie przy tym postanowieniu!
  15. Recenzja "Ostatniego Jedi": Zapraszam do lektury i komentowania
×
×
  • Create New...