Skocz do zawartości

Tablica liderów


Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją od 20.06.2018 we wszystkich miejscach

  1. 3 punkty
    No i po zabawie, dramat... Brakuje słów na to jak ta kadra zapomniała jak się gra w piłkę.
  2. 2 punkty
    Ja odpuszczam ogladanie ostatniego meczu naszych “orlow”. Do tej pory na mundialu nie pokazali nic, czym zacheciliby mnie do ogladania kolejnego meczu w ich wykonaniu. Nawet jesli wygraja z zaciekle walczacymi o awans Japonczykami, to jedyne co im sie uda, to powtorzyc tradycyjne osiagniecia swoich bialo-czerwonych poprzednikow na wielkich imprezach pilkarskich. A dodajmy, ze byli to poprzednicy mniej doswiadczeni, mniej ograni w zagranicznych klubach i o wiele nizej wyceniani niz nasi obecni kadrowicze. Wstyd panowie, nawet kopacze z Iranu czy Maroka pokazali podczas swoich przegranych meczow wiecej serca i checi do walki niz wy.
  3. 1 punkt
    Paznokcie to mi się kojarzy że mogły być w tomie drugim jak Harry trafił przypadkiem nie na Pokątną tylko na Śmiertelny Nokturn i tam mija jakąś czarownicę. Coś mi tak świta.
  4. 1 punkt
    Żeby się nie rozdrabniać, wrzucam tutaj komentarz do ostatnich trzech wpisów: U mnie Tour de France, smugi kondensacyjne, wypadek Hartleya, celebryci i problemy z aerodynamiką w Williamsie - definitywnie dzieła Szatana! Przeczytałem, a Lupin nadal jest i czarodziejem, i wilkołakiem. Co robię nie tak? W czwartej części eliksir wielosokowy też odgrywa dość ważną rolę, i zostaje tam wymieniony jeden ze składników - ale jest to skóra boomslanga (mam nadzieję, że dobrze zapamiętałem tę nazwę), która zniknęła z zapasów Snape'a razem ze skrzelozielem (które dla Harry'ego ukradł Zgredek). W tej sytuacji proponuję zastosować metodę Linkary: Jeżeli w zdaniu słowa są wyróżnione bez widocznego ładu i składu, czytając zdanie należy położyć nacisk na każde wyróżnione słowo. Rozumiem, że autorka była jedną z tych osób, które uciekły z lekcji o II wojnie światowej? Zapomniałeś o nekrofilii. To zależy. Jeżeli to kocice - Bastet; jeśli kocury - Ra. Była czarownicą - ergo była straszna i zła. Ale "piątka" nigdy nie jeździła na Dębiec... Poza tym, "każdy z Dymbca to przystympca". Rozmawiałem ze znajomą. Właśnie wróciła z punktu Beagle (w Elite Dangerous najbardziej oddalone od Ziemi miejsce w galaktyce, do którego można dolecieć), i twierdzi, że gdy tam była, widziała jak mija ją autorka książki.
  5. 1 punkt
    Jak tam Wasze zdrowie psychiczne po zeszłotygodniowym wpisie? Mam nadzieję, że dobrze, bo czas na drugą część przygód w demoniczno-satanistyczno-okultystyczno-ateistycznym świecie Harry’ego Pottera. Tym razem będzie to wyglądało ciut inaczej. Autorka poświęciła cały rozdział opisaniu i jednoczesnym skomentowaniu wydarzeń z Zakonu Feniksa – na jednej stronie znajduje się streszczenie a na drugiej – komentarz. U mnie nieco to zmodyfikuję – komentarz będę zaczynał od ukośnika „/” i zapisywał kursywą. Do tego mocno to skrócę – choć robię to z bólem, wierzcie mi. Wszystkie boldy pochodzą z książki :). Gotowi? Jak pisałem poprzednio – Autorka albo nie umie czytać ze zrozumieniem (może wyrzucili ją ze szkoły i nie miała nic przeciwko?) albo czytała jakiegoś „bryka”. Bowiem, o czym osoby, które czytały Pottera, dobrze wiedzą, w liście z Ministerstwa jest wyraźnie napisane, że, poza wyrzuceniem ze szkoły (co już samo w sobie jest straszne), Harry straci swoją różdżkę. Bez której nie może czarować, ergo – walczyć z Voldemortem! Nie wiem jak jest w wersji niemieckiej, ale Harry jednak reaguje na zdjęcia, które pokazuje mu Moody – „było dla niego przykrym wstrząsem” (V, 199). Oczywiście, Autorka zapewne miała tu na myśli sposób opowiadania tej historii przez Szalonookiego. I znowuż Autorka się popisała swoją „wiedzą” – jakby Moody miał rozpaczać przy każdym zgonie kogoś z Zakonu (szczególnie ponad 15 lat później, za to w obliczu zagrożenia) to Voldemort już dawno by ich wszystkich wyrżnął. Brzmi to strasznie, ale tak to działa i w realnym świecie. Ale spoiler na koniec :P. Oczywiście, Autorka nie wspomniała nawet słowem, że Syriusz miał powody, by nienawidzić własnej matki. Do tego zapomniała, że Black NIE dokonał mordu, za który jest ścigany. Ale fakt – Brando, de Niro i Pacino byli pozytywnymi ojcami chrzestnymi (a, no tak – Puzo był (chyba…) katolikiem, więc mu wybaczamy). Widzę, że Autorka ma kompleksy na punkcie tego, co robili jej rodacy, więc śpieszę z wyjaśnieniem tej arcyzawiłej kwestii. Otóż…(pauza)…ideologię rasistowską wyznają w Harrym Potterze postacie ZŁE, negatywne. Czuli te, z którymi Potter i jego przyjaciele walczą. Nie byłoby to też nic dziwnego - ani nagannego - u niemieckiego, amerykańskiego, polskiego, rumuńskiego ani nawet iworyjskiego twórcy. Taaa… „Jestem waszym nowym nauczycielem informatyki. Komputery to zło, pornografia i Szatan, więc na moich lekcjach będziecie wszystko przepisywać z podręczników do zeszytów. Jaki Python? Za młodzi jesteście. A teraz przepiszcie stronę trzecią z podręcznika…”. Taki sam jest sens działania Umbridge – i czemu Autorka się tym zachwyca? Aż dziwne, że mając naście lat (gdy czytałem pierwszy raz piąty tom) bez problemu wychwyciłem czym posługiwało się Ministerstwo i podległy mu „Prorok Codzienny” - propagandą i manipulacją. Czyżby Pani Socjolog nie znała tych pojęć? Oczywiście, że je zna – w końcu sama je stosuje. Więc raczej kłania się tu fanatyzm połączony z czytaniem miernej jakości streszczeń. Źródło: destrudo.pl To jest dobre pytanie – dlaczego uczniowie nie reagują, gdy nauczyciel gnębi jednego z nich? I dlaczego nauczyciele nie reagują gdy uczniowie gnębią innego? Autorka chyba nigdy nie była świadkiem takich wydarzeń (skoro chciała wylecieć ze szkoły :P), ale tak się zdarza. Szczególnie, gdy chodzi o ucznia z jakiegoś powodu nielubianego (tu – Harry najpierw w dziwnych okolicznościach pojawił się z trupem uwielbianego Cedrika, a potem zaczął mówić o powrocie Voldemorta). Kto Autorkę uczył socjologii? O co tu z kolei Autorce chodzi? Szkoda, że Autorka nie przedstawiła kontekstu słów Harry’ego – podczas ich pocałunku Cho płakała, ale nie dlatego, że Harry źle całował, tylko z powodu ciągłej rozpaczy po ukochanym Cedriku i rozdarciu z powodu uczuć do Harry’ego (o czym, na tej samej stronie, mówi Hermiona)! Więc opis przedstawiony przez Pottera był trafny i dość zabawny. Z całą pewnością nie miał nic „gasić”. Ech… moja polonistka z liceum już by Autorce „plombę” wstawiła ze znajomości lektury. Eee… ale to był pokłon (wymuszony, jak słusznie zauważa Autorka) przed pojedynkiem, a nie jako oznaka uległości – to jednak spora różnica. Widać, że Autorka manipulację opanowała do perfekcji. Szkoda, że tak łatwo opętała omamiła tyle osób, które jej uwierzyły… W tym miejscu zacząłem się poważnie zastanawiać czy Autorka kiedykolwiek była w wieku Harry’ego? Bo nauczyłaby się czytać ze zrozumieniem – nie była to przysięga jako taka, lecz hasło do Mapy Huncwotów. Było to dokładnie opisane w tomie trzecim. Ale pewnie w streszczeniach nic o tym nie piszą :P. Tu Autorka wreszcie napisała coś mądrego. Chociaż z tym brakiem sprzeciwu to przecież nieprawda – bohaterowie reagują, głównie olewając Ślizgona. Rozprawmy się z tym fragmentem po kolei – Harry nie chce zostać w Hogwarcie na Święta, bo: 1. nie będzie spotkań GD, 2. Hermiona wyjeżdża na narty z rodzicami, 3. Harry myśli o samotnym Syriuszu, 4. Ron jedzie do domu… i zabiera ze sobą Harry’ego! O czym Autorka, oczywiście, nie wspomina, bo po co? Odnośnie dekoracji – bombki są jak najbardziej dekoracją bożonarodzeniową. Nawet, jeśli mają napis niezwiązany ze świętami (mam kilka bombek z kotami – czy to oznacza, że jestem sługą Szatana albo czczę Bastet?). Również rozwieszanie w tym czasie zdjęć/podobizn przyjaciela (jakim Harry niewątpliwie jest dla Zgredka) nie są czymś nagannym. Autorka ponownie nadinterpretuje i manipuluje. Nie wspominając już, że przeoczyła, że czarodzieje obchodzą Boże Narodzenie! I to w sposób taki sam, jak „mugole”. Eee…. Bo nią są? I kolejna pała ze znajomości lektury… Technicznie rzecz ujmując Harry nie staje się wężem, lecz widzi oczami węża. Fakt, Voldemort kontrolował węża, ale nie kontrolował Harry’ego – to subtelna różnica. Na tym etapie powieści Harry nie ma pojęcia co się dzieje. Fakt, że nie chce spać, by znów kogoś nie zaatakować świadczy, moim zdaniem, o tym, że jednak chce się uwolnić od bycia wężem. Ciekawe czy ten komentarz dotyczy też współczesnych znachorów (IYKWIM). Czy ten komentarz jest we właściwym miejscu? Bo albo ktoś popełnił błąd albo faktycznie Autorka nie umie czytać ze zrozumieniem. Nie widzę bowiem w tym fragmencie nienawiści – Harry nie chce zranić niewinnych ludzi – ani szału – siedzi blady, „lekko” przerażony, ani tym bardziej chęci samozniszczenia. Czy ktoś – ktokolwiek – umie mi wytłumaczyć sens komentarza? O ile wygląd babci Neville’a miał, moim zdaniem, przywodzić na myśl typową czarownicę – wiece: starsza kobieta w czarnym szpiczastym kapeluszu, mająca szponiaste dłonie – tak nie rozumiem o co chodzi z tym „nie dziwi jej”. Co ma ją dziwić po 15 latach? Czy Autorka nigdy nie spotkała się z osobami chorymi – szczególnie tymi z uszkodzonym (w ten czy inny sposób) mózgiem? Pamiętam jak mój świętej pamięci Dziadek potrafił się zachowywać po wylewach – stał się innym człowiekiem i było widać, ze zmiany charakteru postępują z czasem. Dodatkowo, co Autorka „całkiem przypadkiem” zepchnęła na dalszy plan: pani Longbottom przez cały ten czas odwiedzała, razem z wnukiem, swojego syna i synową! Do tego widziała w obojgu bohaterów, ale też wiedziała co im się stało. Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Granny_Weatherwax I kolejna pała – Syriusz nie lubił swojej kuzynki, nawet walczył przeciw niej i jej stronnikom. Dodatkowo – jak miał niby powstrzymać ją od torturowania Longbottomów (do czego Autorka się zapewne odnosi), skoro w tym samym czasie sam był już, najprawdopodobniej, w drodze do Azkabanu za zbrodnię, której nie popełnił? Miał ją wysłać do spychologa? To by tylko pogorszyło sprawę :P. Ponadto - Bellatriks nie trafiła tam „na jakiś czas” tylko na dożywocie. Fakt, uciekła stamtąd, ale to inna sprawa. Nie wiem co Autorka miała na myśli – chwali dyrektora Hogwartu czy ironicznie go gani? Jak myślicie? No, nie wiem czy Cho była straszna i zła :P. A w euforii człowiek całuje różne rzeczy. Szczególnie list, który daje im wymarzone uprawnienia. Ciekawe czy Autorka ma jakieś liczby i szkoda, że ich nie podała. Fakt, te „praktyki” są znane od… bo ja wiem… tysięcy lat? Przecież wieszczki-wróżbici pojawiali się już w mitologii greckiej. Więc nie są niczym nowym. Dodatkowo, Rowling stworzyła świat magiczny, nawiązujący do naszego, prawdziwego. Ciekawe co by Autorka powiedziała na np. Zakład Komunikacji Post Mortem na uniwersytecie? I kolejna „plomba”. Autorka pominęła fakt, że: 1. Snape również nie przepadał za Umbridge i powiedział jej, że nie ma zapasu takiego eliksiru, 2. nie lubił Harry’ego, 3. tekst o truciźnie był raczej ironiczny i Severus z całą pewnością nie miał zamiaru żadnej używać. Nie rozumiem – jacy inni uczniowie? Przecież w tym miejscu był tylko Harry, Hermiona i pani Umbridge. Luna, Ginny, Ron i Neville dołączyli do nich później. Znowu nie rozumiem – to chyba dobrze, że Hagrid opiekuje się bratem? Nawet jeśli ten jest… specyficzny. Już spieszę z odpowiedziami, bo w brykach najwyraźniej tego nie ma: 1. Harry, widząc swoje nazwisko, z ciekawości sięgnął po kulę i chyba każdy by tak zrobił, 2. przepowiednię mogła wziąć wyłącznie osoba, której ona dotyczyła – a Voldemort nie mógł ot tak sobie wkroczyć do Ministerstwa, skoro nikt nie wierzył w jego powrót (choć ostatecznie musiał to zrobić). Ech… kolejna jedynka – więc po kolei: 1. Voldemort, używająć krwi Harry’ego do odrodzenia się, częściowo zniwelował ochronę Pottera, 2. dał mu siłę przez przypadek, nieumyślnie!, 3. skoro uratowało go serce to znaczy, że nie jest zależny od Voldemorta – chociaż, faktycznie, Riddle go wmanipulował i częściowo przejął umysł w Departamencie Tajemnic. Autorka chyba naprawdę nie chodziła do szkoły – nie odróżnia faktycznej miłości od zauroczenia. Może to być szok dla Autorki, ale nie każdy związek – zwłaszcza nastoletni - kończy się happy endem i nie zawsze jest to miłość jako taka. Takie jest życie. I na tym zakończę ten siedmiostronicowy (!!!) wpis, najdłuższy w historii mojego bloga. Za tydzień poznamy zakończenie tej pasjonującej książki.
  6. 1 punkt
    Za tyle można się rozglądać za używanymi i5, np. 6400/7400: http://allegro.pl/procesor-intel-i5-7400-sr32w-4x-3-0-1151-i7413131166.html
  7. 1 punkt
    Ja w ramach nostalgii odświeżyłem sobie pierwsze Modern Warfare (nie remaster). Nadal jestem zaskoczony jak dobra była i jest to gra.
  8. 1 punkt
  9. 1 punkt
    Z góry uprzejmie przepraszam moderatorów za udzielenie odpowiedzi w tym temacie, jeśli komuś to przeszkadza. @Mariuszenko Gramy w Sieci służy do umawianie się na grę online i każda gra ma tam jeden temat. Także pozostaje napisanie posta w temacie Far Cry 5. Chyba że masz problem z jakimś osiągnięciem i potrzebujesz porady. Wtedy powinieneś założyć temat w dziale Pomocna Dłoń.
  10. 1 punkt
    @wallxq Może to AirStrike 3D: Operation W.A.T.
  11. 1 punkt
    @wallxq może alien shooter? Pasowało by do opisu bo w pierwszych misjach był motyw że wysiadło światło i trzeba było je znów włączyć, a poza tym gierka była z 2007 więc też by się zgadzało.
  12. 1 punkt
    @Arturzyn Może nie tyle padł, co wolno chodzi. Ja ledwo co przeglądnąłem dwie kolejki odkryć dla kart.
  13. 1 punkt
    Nie bierz iiyamy. W tym budżecie masz LG: https://www.x-kom.pl/p/361250-monitor-led-24-269-lg-24mp59g-czarny.html ze świetnym ekranem IPS, odświeżaniem 75hz i kilkoma bajerami pod gry. Sam mam wersję 27 cali i gorąco polecam.
  14. 1 punkt
    Czy ktoś może poprawić tytuł posta?
  15. 1 punkt
    Duży budżet założyłeś. Za ok 300 zł możesz naleźć świetne Sony PS4 Wireless Stereo Headset 2.0 9856634 skrojone właśnie pod PS4. Bezprzewodowe, co znacznie zwiększa wygodę, w zasadzie gra na przewodowych z bezprzewodowym padem trochę mija się z celem. Bardzo ergonomiczne, świetnie się prezentują, tony są czyste i niskie. Bardzo dobre wyciszenie.
  16. 1 punkt
    @Rax chodzi może o The Sting? Jeśli nie to napisz chociaż mniej więcej co się w tej grze robiło.
  17. 1 punkt
    Nasze odczucie względem treści z którymi mamy do czynienia zmienia się z wiekiem. To co było nudne w czasach szkoły średniej może podobać się gdy osiągniemy jakiś, wyższy (albo niższy) pułap w rozwoju i zmieni nam się "zmysł smaku". Pierwszy z brzegu przykład: Faraon. Miałem z nim styczność w klasie drugiej gimnazjum. Było źle. Nie przeczytałem połowy pierwszego tomu i rzuciłem w kąt. Ważniejszy był Gothic albo inny Far Cry. 11 lat później sięgnąłem po niego ponownie i zauroczyłem się kunsztem pisarskim pana Bolesława. Nie chcę rozpisywać się o tym co konkretnie mnie urzekło- było tego mnóstwo. Jądro Ciemności. Kompletnie nieciekawa w czasach technikum. Przemęczyłem dlatego, że była niezbyt długa. W 2015 roku zabrał mi kilka godzin urlopu i udało mi się zrozumieć co Conrad chciał powiedzieć przez te kilkadziesiąt stron. W 2008 roku byłem zwyczajnym, nieokrzesanym nastolatkiem do którego specyficzny styl powieści nie przemawiał. Zazwyczaj młodzi ludzie krytykują szkolne lektury. Częściowo mają rację- po "Dzieciach z Bullerbyn" albo "Pucu, Bursztynie i Gościach" powinni rzucić na nasze biurka coś pokroju "Pana Samochodzika" a nie bombardować martyrologią wypływającą z "Kamieni na Szaniec" albo "Chłopców z Placu Bronii".
  18. 1 punkt
    Oj tam.To co napisałem miało być raczej w temacie gry i tak.Choć niezbyt jasno się wyraziłem.Ciekawią mnie sytuacje zgodne z historią w grach o 2 WŚ. Co do Tygrysa II.Działo 17 funtowe przebijało i jego pancerz tyle że z odległości 1000 m.Pancerz Tygrysa II choć grubszy i lepiej ukształtowany niż w Tygrysie I zrobiony był ze stali gorszej jakości co stanowiło o jego słabości więc postęp w opancerzeniu był taki sobie. Rozumiem jednak że skoro Sherman Firefly jest dostępny w grze choć nie wszędzie gra jest w sumie zgodna z historią mniej lub bardziej.Pozdrawiam PS.Zainteresowałem się tą grą.Może ją nabędę jeśli będzie gdzieś w obrzydliwie niskiej cenie :-).
  19. 1 punkt
    Im mniej mam czasu na granie tym mniejsza ochota na zabawę po sieci. Zazwyczaj rozgrywka jest wtórna i w gruncie rzeczy niczego nie oferuje. Namiętnie ciąłem w Battlefieldy od części drugiej, poprzez 2142 a kończąc na wydanym w 2016 roku Bf'ie I. Call of Duty też mnie nie ominęło, tak na marginesie. Co mogę powiedzieć? Bezmyślna strzelanina którą ratowały unlocki i powolne tempo rozgrywki (do czasów Bf'a 3). Główna zaleta serii- 64 osobowe serwery, to nic innego jak pozbawiona koordynacji sieczka. Najpopularniejsze są mapy tunelowe na których dochodzimy do sytuacji kiedy obydwie drużyny blokują się na którymś punkcie kontrolnym i bezmyślnie walą we wszystko co pojawia się w zasięgu wzroku. Wiem, że gra ze znajomymi to co innego niż z przypadkowymi ludźmi. Wiem też, że nawet jeśli zwleczesz kumpli to płaska gra wciąż będzie płaska- tyle, że po jakimś czasie. Wciągnąłem się w ARMĘ3 i jestem członkiem międzynarodowego klanu. Jest o niebo lepiej. Gramy dwa/trzy razy w tygodniu. Scenariusze trwają około 2 godzin i wszystko jest od początku do końca zaplanowane. Nikt nie biega bez celu. Respektowany jest łańcuch dowodzenia. Czuję autentyczną satysfakcję nawet jeśli nie zdobywam punktów.
  20. 1 punkt
    BF 1 na razie odpada, bo byłby pokaz slajdów. Bardziej starsze odsłony. Może kiedyś.
  21. 1 punkt
    Alez to jest normalne na poczatku, w zasadzie kazdy tak mial. W dodatku przy kazdym nowym tytule poczatki sa trudne, bo trzeba sie nauczyc jego mechaniki, rozkladu map, strzelania z broni, dobierac wyposazenie odpowiedbnie do mapy i trybu gry, wypracowac u siebie pewne zachowania itd, itp. W multi teoretycznie caly czas robi sie to samo, ale sedno rozgrywki polega na rywalizowaniu z innymi i doskonaleniu swoich wlasnych umiejetnosci. Jesli ktos obawia sie trybu wieloosobowego, bo bedzie w nim zabijany przez bardziej doswiadczonych graczy, to sam sie nigdy takim nie stanie. Nie ma sie co przejmowac wlasnymi zgonami, nie ma sie co denerwowac i rzucac miesem, tylko grac dalej, a z czasem refleks, celnosc i ogolne obeznanie z multi sie rozwina, a osiagane wyniki beda lepsze. Kazdy byl kiedys lama. Jakbys szukal kompana do np. Battlefielda 1, to daj znac. Mam sporo innych strzelanek online na Steam, Origin czy Battle.net, ale to w BF1 ostatnio najwiecej gram.
  22. 1 punkt
    Planuję w BF-a, tylko trochę obawiam się, że zostanę zmiażdżony i przeżuty przez doświadczonych graczy.
  23. 1 punkt
    Hmmm.Alianci mieli czołg mogący nawiązać walkę z Tygrysami i Pantherami.Tym czołgiem był Sherman Firefly uzbrojony w brytyjską armatę pepanc 17 funtową.Z pociskiem APDS o prędości 1200 metrów na sekundę przebijał pancerz o grubości 190 mm w roku 1944(czołowy pancerz Tygrysa Ausf E to 120 mm).Oczywiście walka między takim Shermanem z 17 funtową armatą pepanc z Tygrysem przypominał pojedynek rewolwerowców(traf szybciej i krytycznie) bo drugiej szansy zdecydowanie mogło na Shermana nie być ale chyba jednak to był czołg na Tygrysa i Panterę bo sami Niemcy zalecali swoim pancerniakom niszczyć Shermany z długimi armatami jako pierwsze w starci a słabsze Shermany zostawiać sobie na później .Więc na pewno Sherman Firefly był czołgiem na Tgrysy Ausf E i Panthery.
  24. 1 punkt
    Coś takiego: https://www.morele.net/inventory/info/89f6c54a/ Do zestawu dorzuciłem jeszcze dysk SSD na którym zainstalujecie system i najczęściej używane programy. Warto dołożyć te 2 stówy, bo korzystać z 10-letniego HDD jako dysk systemowy to uważam za masochizm A tego twardziela można użyć jako magazyn jakichś mniej istotnych danych.
  25. 1 punkt
    Czyli coś takiego jak te odsłony, o których wspomniałeś? Zależy co cię w nich urzekło i czego oczekujesz, ale raczej nie znajdziesz pasującej ci. Mnie się nie udało, choć Hot Pursuit z 2010 mi się nawet podobał i sprawiał frajdę, bo częściowo przypominał mi odsłony jeszcze przed Undergroundem., ale dużo osób krytykuje tę część więc i ja nie będę ci polecać Zjechany przez kolegę wyżej Most Wanted z 2012 miał właśnie nawiązywać do tego z 2005, ale to była tylko przynęta, nie mają za wiele wspólnego. Nawet czarna lista to kpina. Nie ścigamy się z kierowcami co mają swoje krótkie bio, a z... samochodami. Zdobywasz odpowiednią liczbę punktów i masz możliwość ścigania się. Z tym co Goliat napisał o grze się zgadzam, jedynie ja nie miałem problemów z działaniem gry. U mnie wszystko śmigało i to w 60 fpsach (a np późniejszy Rivals był zablokowany na 30...). Dodam jeszcze sterowanie - zaczynasz skręcać, auto ociężałe, ledwo zmienia tor jazdy, ale jak złapie odpowiedni kąt, to wtedy ustawia się niemal bokiem i leci się poślizgiem. Na początku ciężko się przyzwyczaić. Jeszcze auta. Podjeżdżasz pod fajną brykę by się nią przejechać, bierzesz "jedź" - jeb - "kup DLC"... I właśnie, od początku masz dostęp do wszystkich aut, wystarczy je znaleźć na mieście i wsiąść. Tyle że każde ma z 5 swoich wyścigów i musisz się przesiąść do następnego, żeby posunąć grę. A w kolejnym znowu musisz nabijać PRO wersje części (np jeździj ileś tam driftem żeby odblokować opony PRO). Na dodatek wyścigi się powtarzają przy niektórych autach. Kolega zjechał MW2012 prawidłowo. Potem w 2015 wyszedł po prostu Need for Speed, który znowu przywoływał kultowe już odsłony, tym razem Undergroundy. Z nawiązaniem wyszło im lepiej niż w MW, mamy nocne, nielegalne wyścigi, ale gra dość mnie wynudziła. Nie ukończyłem. Ziomalskie klimaty - ble. Model jazdy jakiś taki mało precyzyjny, auta dość ociężałe, a i trasy, przeszkody na drodze słabo pooznaczane, przez co łatwo się w coś wbić. Podobno ostatni Payback jest dość niezły, tylko na nim cieniem położyły się mikrotransakcje. Przymuszanie do grindu lub płacenia, o ile nie chcesz jeździć tylko jednym autem od początku do końca. Wiadomo - EA. Choć podobno w patchach trochę to pozmieniali, ale chyba wciąż nie jest idealnie. Tak więc z NFSami krucho. Gdybym miał ci polecić jakąś inną grę zręcznościową to chyba tylko Forza Horizon 3. Niestety wersji PC trzeba walczyć z MS Store. Ale jakbyś miał XONE to gra cudna.
  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?

    Sign Up
×