Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 12/25/2019 in all areas

  1. 3 points
    Witam wszystkich bardzo serdecznie w kolejnym, 2020 roku. Tym razem ponownie pobiliśmy rekord dni, które udało nam się przeżyć, chciałbym zatem złożyć na Wasze dłonie moje szczere gratulacje! Cóż, skoro nasze elitarne grono zebrało się i jesteśmy wreszcie w komplecie (lub nie, ale nie będziemy dłużej czekać na spóźnialskich!), przedstawmy zatem krótkie podsumowanie minionego roku w wykonaniu Serwusa! Oddaję mikrofon. Dziękuję, dziękuję. Wiem, że wszyscy pragniecie usłyszeć w co moje skromne moi grało i co porabiało przez ostatnie dwanaście miesięcy. *Wyciąga kartkę i bierze oddech* Moi mili! Na początek garść statystyk. Ukończonych zostało 13 gier. Jedna z nich została zaczęta jeszcze w roku 2018, natomiast napisy końcowe w każdym przypadku zostały osiągnięte w roku A.D. 2019. We wszystkich grach łącznie spędzono 36525,95 minut, co daje łącznie 608,77 godzin, czyli 25,36 dnia, średnio ok. 1 godzinę 40 minut dziennie. Tak, wiem, nie mam życia, ale na co komu życie, gdy mamy gry! Jakkolwiek rekord z poprzedniego roku raczej nie został pobity, tak niestety nie dysponuję pełnymi statystykami. Już miałem powiedzieć, że ani jedna gra, które ukończyłem nie miała premiery w zeszłym roku, ale na szczęście dostrzegłem to w porę i nie popełniłem tego błędu. Brawa dla Catherine Classic, ponieważ gra została wydana 11 stycznia 2019! *Na sali słychać szybko niknące, pojedyncze oklaski, ktoś nerwowo kaszle. Serwus wypuszcza resztę powietrza z płuc i bierze kolejny, świszczący oddech.* A teraz to, na co czekało miliony moich fanów. Lista gier z zeszłego roku, wraz z ocenami oraz krótkim opisem. Kolejność od moim zdaniem najsłabszej do najlepszej, której nadany zostanie tytuł gry roku. Zapraszam! *Oczywiście jest problem z przejściówkami, cholerne Apple! Po chwili jednak na planszy z tyłu sceny pojawia się obraz. W tle słychać muzykę z openingu Looney Tunes.* Miejsce 12. Penumbra: Requiem Listę otwieramy zdecydowaną porażką. Największym problem tego tytułu jest to, że po ograniu poprzednich części można było się spodziewać godnego zakończenia rozpoczętych wątków. Requiem natomiast jest po prostu zbiorem dziwnych, czasami nielogicznych łamigłówek przestrzennych. Najgorsze jest jednak to, że gra nawet nie jest horrorem. Dla mnie wielkie rozczarowanie. Ocena 3+/10 Miejsce 11. A Way Out O grze było głośno z dwóch względów. Po pierwsze, jest to tytuł czysto kooperacyjny i nie było opcji przejścia go w pojedynkę. Po drugie, wystarczyło, że tylko jedna osoba kupiła grę, żeby móc cieszyć się pełną zawartości. Co nie zagrało? Przede czynności wymagające interakcji obu osób, sztucznie urozmaicające rozgrywkę, np. otwieranie bramy czy przepychanie obiektów większych obiektów. Dodatkowo eskalacja skali działań również wydawała się co najmniej dziwna – etap w dżungli był naprawdę przerysowany. Zakończenie gry natomiast było autentycznie niespodziewane i jak dla mnie uratowało ten tytuł – w końcu prawdziwego mężczyznę można poznać po tym jak kończy, a nie jak zaczyna! Ocena: 6+/10 Miejsce 10. Deltarune Po przejściu Undertale'a pozostał wielki niedosyt, więc Deltarune pochłonąłem poniekąd z marszu. Nie była to historia emocjonalnego kalibru poprzedniczki, ale miło znowu było zobaczyć znajome twarze. Historia była naprawdę wciągająca, motywy bohaterów zrozumiałe i w każdym z nich było coś, z czym można było się utożsamić. Pozostaje mieć nadzieję, że Toby Fox nie porzuci tworzenia gier i pewnego dnia światło dzienne ujrzy jeżeli nie kolejna gra w tym uniwersum, to coś równie przyjemnego. Ocena: 7+/10 Miejsce 9. Amnesia: A Machine for Pigs Amnesia: A Machine for Pigs często jest ukazywana jako ta gorsza Amnesia w porównaniu do genialnego Mrocznego Obłędu. I chociaż jako horror straszy gorzej od poprzedniczki, to jest to spójna i emocjonalna wędrówka Oswalda Mandusa we wnętrze rzeczonej Maszyny dla Świń oraz własnych wspomnień. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że to nie potwory straszyły w tej grze, ale filozofia jaką obrał protagonista w obliczu horroru nadchodzącego stulecia (i tradycyjnie ktoś nie zrozumiał, że nowy wiek zaczyna się pierwszego stycznia PIERWSZEGO a nie zerowego roku). Ocena: 7+/10 Miejsce 8. Catherine Classic Gra od wielu lat chodziła mi po głowie i szczęśliwy zbieg okoliczności (wydanie na komputery osobiste oraz kupno gry przez kumpla ;)) pozwolił mi wreszcie zapoznać bezpośrednio z tym tytułem. Pomijając czasami niezbyt przekonujące zachowanie bohaterów, wszystko w tej grze zagrało: historia, przyjemny styl graficzny, muzyka i łamigłówki. Żałuję tylko, że dodatek Full Body nie ukazał się w wersji pecetowej. Ocena: 7+/10 Miejsce 7. Starcraft II: Wings of Liberty Fakt przejścia tej gry przeze mnie można skwitować krótko: wreszcie. Istotnie zabierałem się do tego jak pies do jeża, ale w końcu się udało. Uważam grę za całkiem przyzwoitą, a przede mną jeszcze całe dwa dodatki. Chociaż gra miała swoje mankamenty (dla mnie był to niezbyt czytelny interfejs graficzny - dlaczego wszystkie jednostki Terran na miniaturach wyglądają praktycznie identycznie?), to finał jak i poszczególne misje były na tyle satysfakcjonujące, żeby zapewnić Starcraftowi II wysokie miejsce na tej liście. Ocena 8/10 Miejsce 6. Penumbra: Czarna Plaga Chociaż moim zdaniem Przebudzenie straszyło bardziej, to Czarna Plaga rozwinęła rozgrywkę poprzez dodanie nowych nowych przeciwników, urozmaicenie lokacji oraz wprowadzenie genialnego motywu choroby głównego bohatera, objawiającej się pod nazwą Clarence. Uważam, że dla fana gatunku jest to pozycja obowiązkowa (wspomniane wcześniej Requiem można sobie spokojnie odpuścić – ani to straszne, ani ciekawe). Ocena: 8/10 Miejsce 5. GTA: San Andreas Ileż ta gra napsuła mi nerwów. Wystarczy powiedzieć, że pierwszy raz zagrałem niedługo po premierze, a ukończyłem ją właśnie dopiero zeszłym roku. Zawsze kończyłem ją w identycznym momencie: w misji z lataniem samolocikiem po mieście. I to bynajmniej nie przez poziom trudności, ponieważ późniejsze misje z pełnowymiarowymi samolotami był nieporównywalnie trudniejsze. Nie mogę nie docenić wysiłku włożonego w stworzenie praktycznie otwartego świata. Pomimo, że podstawowe działanie praktycznie wszystkich niefabularnych NPCów w grze sprowadza się do spacerowania, to mnogość reakcji na wydarzenia jest po prostu przytłaczająca. Ocena: 8+/10 Miejsce 4. Outlast Gra innowacyjna pod tym względem, że głównym elementem generującym strach są nie siły nadprzyrodzone, lecz ludzie. Nie obyło się też bez kilku nielubianych przeze mnie jumpscare'ów. Ich znaczenie blednie jednak przy natężeniu poczucia osaczenia, narastającego przez całą grę. I to jest właśnie to, co lubię w horrorach: nie same straszaki, ale całą tę klimatyczną otoczkę. Gra odrobinę zdewaluowana przez scenę jutuberską, ale nie ma się co przejmować, stąd zasłużone wysokie miejsce. Ocena: 9/10 Miejsce 3. Twierdza HD Wkraczamy na podium, a na nim, na miejscu trzecim, znana i lubiana Twierdza. Coś w sobie ta gra ma, że regularnie do niej wracam. Ma to niewątpliwie związek z tym, że swego czasu moim ulubionym gatunkiem były strategie czasu rzeczywistego posiadające aspekt ekonomiczny – Faraon, Alien Nations, Cultures 2, Wyprawa na Północ, Age of Empires 3, Settlers: Dziedzictwo Królów i oczywiście wspomniana Twierdza. Spędzając dziesiątki godzin na zielonych łąkach kampanii poznałem taktyki, o jakich się mało komu śniło! I nie mogę się nie pochwalić, całą kampanię (poza jedną, jedyną misją) ukończyłem na najwyższym poziomie trudności. Ocena: 9/10 Miejsce 2. Outlast: The Whistleblower Wydawało się to niemożliwe, ale w tym przypadku dodatek przebił podstawową wersję gry pod każdym względem. Weźcie wszystkie wymienione przeze mnie zalety Outlasta i podnieście je do kwadratu. Do tego dochodzą jeszcze mocne sceny gore, które naprawdę potrafiły zjeżyć włos na głowie. Ocena: 9+/10 Miejsce 1. (Ex aequo) Planescape: Torment Pierwsze miejsce dla prawdziwego nestora gatunku, znanego wszystkim klasycznego erpega. Nie mogę powiedzieć, że Planescape: Torment urzekł mnie od samego początku w każdym aspekcie. Gra powstała na drugiej wersji systemu Dungeon & Dragons (ujemny pancerz, ha!), w dodatku bardzo toporna walka i momentami niezbyt czytelna grafika nie ułatwiała odbioru tego arcydzieła. Tak, uważam, że gra jest arcydziełem. I jak z każdą wielką rzeczą, obcowanie z tym tytułem nie jest proste. Gwarantuję jednak, że jeżeli przebrniecie przez powierzchowną siermiężność, zostaniecie nagrodzeni przez niezwykle bogaty świat. W dodatku niepodobny do niczego, co widzieliście, ale i nie uderzający w oczy swoją dziwnością. I jak to jest, że świat w grze o wręcz symbolicznej grafice potrafi urzec i utkwić głęboko w pamięci, a współczesne tytuły uderzają wręcz swoją nijakością i prymitywnością? Dlaczego w takim Mass Effecie 2 po 15 godzinach gry nie jestem w stanie zapamiętać imion głównych bohaterów? Ocena: 10/10 Miejsce 1. (Ex aequo) Undertale I tutaj niespodzianka, bo najwyższy stopień podium musi pomieścić jeszcze jedną grę. Nie mogę powiedzieć, że była to miłość od pierwszego spojrzenia. Do Undertale miałem chyba ze trzy podejścia na przestrzeni dwóch lat. Gdy tylko wyszedłem z Ruin, wsiąknąłem tak mocno, że całość ukończyłem praktycznie za jednym zamachem. Wiem, może i mam słabość do tego typu krótkich, niecodziennych produkcji, ale gra jest zaiste czymś, czemu warto dać szansę. A nuż wkręcicie się równie mocno? Nie mogę nie docenić też twórczej sceny fanowskiej, której efekty objawiają się w postaci modyfikacji, ale i tworów wykraczających poza medium – złożonych interpretacje tej bądź co bądź prostej gry, rozważanie alternatywnych zakończeń, komiksy... Powstał nawet musical, dostępny w całości na jutubie. Ocena: 10/10 Jeszcze słów kilka... W tym miejscu muszę (acz z niechęcią) napomknąć o jeszcze jednym tytule, a właściwie trybie, czy może nawet wydarzeniu: Diablo 3: Ciemność nad Tristram. Niestety, nic nie odda mi moich pięćdziesięciu trzech minut życia, która mógłbym poświęcić na sen, drapanie się po nosie czy choćby wpatrywanie w sufit. Granie w ten tytuł można porównać jedynie do zbijania much klapką – przez chwilę się męczysz, a gdy widzisz, że to generalnie nie ma sensu, wyciągasz raid preparat biobójczy i załatwiasz sprawę. Moja ocena za ten bezczelny gwałt na legendzie to okrągłe 0. Porażka, tragedia, blamaż. Szerzej o tym tytule wypowiedziałem się w innym miejscu i czasie, dlatego nie będę dalej wgłębiał się w ten temat. Na zakończenie, chciałbym jeszcze pomówić o rzeczach bardziej przyjemnych! W tym roku udało się: Przejechać ponad 850 kilometrów na rowerze (wiem, niektórzy robią tyle w tydzień, ale i tak jestem dumny!) Przepłynąć prawie 50 kilometrów Polecieć samolotem (drugi (i trzeci) raz w życiu i pierwszy (i drugi) raz rejsowym) Odwiedzić Grecję Przepracować cały rok na pełen etat Zakończenie Dziękuję wszystkim serdecznie za tak liczny udział w gali. Muszę, acz z niechęcią, w tym miejscu napomknąć, że darmowy poczęstunek, którym was zwabiłem na salę nie odbędzie się z uwagi na cięcia budżetowe. Do następnego roku! *W tle słychać gwizdy i buczenie, Serwus kłania się, zwija sprzęt i pośpieszenie opuszcza scenę. Oddziały ZOMO zaprowadzają porządek*
  2. 2 points
    Zawsze tak jest przy sprawach z grami w tle - "na gorąco" media trąbią o "winie gier", a dopiero potem, gdy okazuje się, że powody były inne - gdzieś tam szepczą, że "a jednak chodziło o coś innego". Ale opinia publiczna i "naukowcy" już wiedzą swoje... Bo przecież dwa dni po tragedii nikt już nie zwrócił uwagi na te słowa (za tvn24.pl): "- Wbrew temu, co podają niektóre media, prokurator nie ustalił jeszcze motywu zbrodni. Proszę wszystkich o powściągliwość. To bardzo delikatna sprawa. Śledczy potrzebują spokoju, żeby przeprowadzić wszystkie czynności - powiedziała Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koninie Aleksandra Marańda" Podejrzewam, że gdyby gry komputerowe istniały w 1939 roku to za wybuch II Wojny Światowej w pierwszej kolejności zostałyby one obwinione .
  3. 1 point
    O ile nie masz jakichs konkretnych wymagan, to np. cos takiego bedzie ok - https://www.x-kom.pl/p/313624-listwa-zasilajaca-ever-classic-5-gniazd-15m-czarna.html
  4. 1 point
    W takim razie widziałbym to jakoś tak: https://www.x-kom.pl/lista/hl95ktb6q Dysk dość mały ale można dokupić drugi jak wpadnie kasa w przyszłości, ewentualnie dołożyć dwie stówki do wersji 960GB. Ewentualne oszczędności: - zmiana karty na GTX 1660 Super (~1100 zł) - zmiana procesora na Ryzen 5 1600 AF Porównanie kart: https://pclab.pl/art83139-25.html Porównanie procesorów: https://www.gamersnexus.net/hwreviews/3547-amd-r5-1600-af-cpu-review-best-cpu-under-100
  5. 1 point
    Tłoczno tu. Mimo, że wciąż nas ubywa nie czuje się luzu. Kolejny odszedł. No, jeszcze trzy i moja kolej. Co to za przestój? Trudno, poczekam, nie ma pośpiechu. Następny odszedł, więc zostały jeszcze dwa. Za mną czeka kolejne pięć. Trzask! Kolejny. Za chwilę moja kolej. Muszę wytrzymać. Trach! Teraz ja. Co to za dziwne miejsce? Zbyt cicho tu... Boję się... Przynajmniej nie ma tu tłoku. W oddali widzę jakieś światło. Ciekawe co tam jest? Ta cisza mnie przeraża. Czekam już chyba wieczność. Dlaczego tak długo to trwa? Boję się, światło po drugiej stronie przygasło. Czyżby nadszedł czas? Uff, zrobiło się bardzo gorąco. Hę? Coś mnie popchnęło! Lecę! Nareszcie opuściłem ciemny tunel. Blee, przebijam się przez coś miękkiego, czerwonego w środku. Nic to - lecę dalej. Trach! Uderzyłem z impetem w ziemię rozpadając się. ... Obok mnie padło ciało z przestrzeloną głową?
  6. 1 point
    Z tańszych SSD masz Crucial BX500 lub PNY CS900, może być też Patriot Burst. Co do RAM-u, na pewno trochę się poprawi komfort korzystania z komputera. Ja jakiś czas temu reanimowałem podobnego trupa (wymiana SSD, dokupienie 4GB RAM) i zdecydowanie lepiej działa - wcześniej nawet YouTube i Netflix ledwo działały, obecnie śmiga to dość komfortowo (lapek też używany przez starsze osoby). W przypadku RAM-u najlepiej odpal na tym lapku CPU-z i w zakładce SPD sprawdź dokładne parametry RAM-u, najlepiej zamówić identyczne / podobne kości. Co do napędu, to ciężko stwierdzić bez zaglądnięcia tam.
  7. 1 point
    A procesor był podkręcany czy leci na fabrycznych ustawieniach?
  8. 1 point
    Spróbuj zmniejszyć memory speed.
  9. 1 point
    "Doniesienia media dość szybko podłapały nieoficjalny wątek kłótni o dostęp do komputera… Póki co, sprawa przycichła." Komputer okazał się konsolą, 9-letni brat okazywał się 10-letni, a liczba ran zadanych nożem wacha się od kilku do siedemnastu. Najważniejsze w tych przekazach było jednak "zabił, bo grał". Sprawa przycichła, bo okazało się, że nie można zrzucić całej winy na gry, a chęć zagrania była tylko kroplą, która przelała czarę. Ponadto można wyczytać, że po wejściu babci z sąsiadem do pokoju, z 19-latkiem nie było kontaktu i pojawiły się podejrzenia, że był pod wpływem dopalaczy. Jak podaje Fakt: "To on znalazł ciało ojca, który odebrał sobie życie krótko po narodzinach Adasia. Dziadek również miał odebrać sobie życie, a matka chłopaków ma problemy ze zdrowiem. Jak mówią znajomi, to Maciej opiekował się młodszym bratem. Pilnował go, dbał o niego. – W tym domu nie było kłótni. Chłopcy grzeczni, Maciej zawsze pomocny – dodają sąsiedzi. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy 19-latek mógł mieć problemy z narkotykami i dopalaczami. Najprawdopodobniej to one popchnęły go do zabójstwa brata. Od czasu ukończenia zawodówki nie pracował." Natomiast że.pl dodaje do tego: "Wiele osób wiedziało, że Maciek lubi eksperymentować z używkami (...) Pewne jest, że Maciej już wcześniej sprawiał kłopoty wychowawcze. W podstawówce i gimnazjum objęty był nawet opieką pedagogiczną. Nie miał zresztą sielankowego dzieciństwa."
  10. 1 point
    Ta, a ostatnio media spuszczały się nad tą sprawą, że "Gry komputerowe ratują życie", co jeden koleś z Anglii został uratowany przez koleżankę z USA, jak dostał jakiegoś ataku w trakcie gry.
  11. 1 point
    No ma trochę niższe taktowania, ale z drugiej strony kosztuje 200 zł mniej i za tę kase można kupić cooler na CPU czy lepszy SSD. Kartę zawsze można ręcznie podkręcić.
  12. 1 point
    Się doczepię - budżetowe PSU nieznanej jakości* w zestawie za 4 tys. wygląda jak wół zaprzężony do karety. Pociągnie, ale niedosyt pozostanie. * Na stronie Thermaltake trudno znaleźć o nim jakiekolwiek informacje (ani o żadnym innym SMART SE2, nie chcą się do nich przyznać czy co?). Plus brak porządnych testów.
  13. 1 point
    Jeśli ma być gniazdo na karty pamięci, to: - Samsung Galaxy A70 - Oppo Reno 2Z - Xiaomi Redmi Note 8 Pro
  14. 1 point
    Galaxy S8 to już dość stary sprzęt do tego z fatalną baterią, moim zdaniem słaba opcja. Jeśli chcesz zostać przy Samsungu to chyba zostaje Galaxy A70 w tych pieniądzach. Z innych i lepszych opcji - Xiaomi Mi 9T - tutaj jednak nie ma obsługi kart microSD.
  15. 1 point
    Osobiście dorwałem iPhone 8 na Black Friday ostatnio na Allegro i też próbowałem się z ciekawości przekonać, ale... Cóż, dla mnie te telefony są już przestarzałe i nadal zbyt drogie. Malutki ekranik do tego średniej jakości (niska rozdzielczość), słaba bateria, powolne ładowanie (do IP 8 można dokupić szybszą ładowarkę, do IP7 już nie). Demonem prędkości iPhone 8 też już nie jest, więc podejrzewam, że w iPhone 7 będzie ciut gorzej. Poleciłbym jedynie, gdy szukasz czegoś w kompaktowych rozmiarach. Z iPhone sensowne modele to iPhone XR / iPhone 11 / iPhone XS, to są fajne telefony z dobrą baterią i wydajnością. No ale swoje kosztują. Do 1500 zł można dorwać Xiaomi Mi9 T lub Mi9T Pro (jak się dobrze poszuka). Ewentualnie Xiaomi Mi9 lub Mi Mix 3. Całkiem fajny jest też Galaxy A70. Względem Note 8 Pro to przede wszystkim lepsze ekrany i aparaty, plus nieco lepsza specyfikacja ogólna. Sam bym chyba celował właśnie w Mi9T lub wersję Pro (w której masz topowego Snapa 855, ale ta zwykła ze Snapem 730 też nieźle śmiga).
  16. 1 point
    Acery raczej nie są specjalnie awaryjne, plus mają niezły serwis gwarancyjny w razie czego. Wykonanie standardowe jak na ten budżet - ani dobre, ani kiepskie.
  17. 1 point
    Wykorzystuje 2 baterie AA. Zawsze można kupić ładowarkę + 4 ładowalne baterie AA. Zamieniać w trakcie gry baterie i ładować. Odbiornik na USB więc wymiana baterii jest możliwa podczas gry, tylko się nie spauzuje rozgrywka. --------------------------------------------------------------------------------- Tylko logitech ma krzyżak w formie kółka z lekką aktywacją, ale precyzyjną. --------------------------------------------------------------------------------- Zdecydowanie lepszy krzyżak od kontrolera Xboxa jest od playstation 3/4, ale Xbox One Elite 1/2 posiada zamienny krzyżak na wklęsłe kółko (lepsze w użyciu ale o podobnym kliku jak w standardowym padzie). Jest jeszcze Xbox Duke dla Xbox One lub PC, ale krzyżak jest w formie kółka niewygodny przez zniekształcenia.
  18. 1 point
    https://www.x-kom.pl/p/266771-pamiec-ram-ddr4-gskill-16gb-3200mhz-ripjaws-v-black-cl16-2x8gb.html
  19. 1 point
    Podepnij dysk pod inne porty SATA. Może kontroler SATA na płycie głównej jest uszkodzony. Jak posiadasz jakieś urządzenie to możesz spróbować tam zainstalować windows jak będzie instalacja działać to wiadomo że problem jest sprzętowy. Na mobo masz złącza m.2; sata i express sata. Jakie wykorzystujesz ? Ewentualnie masz niewłaściwie ustawione OC RAMu.
  20. 1 point
    Musisz zmienić pendrive lub pożyczyć inny, prawdopodobnie twój jest uszkodzony. Pamiętaj żeby mieć pendrive 8 GB. Instalator windows x64 zajmuje ponad 5GB. Podczas przenoszenia na pendrive część plików zostaje albo pominięta lub jest nie do odczytu - z winy pamięci USB. Wykorzystaj program sd formatter dla wyrównania rozmiaru pendrive i skasowaniu jego podziału na partycje. Uruchamiasz klikach option i full (erase) - pomoże na obecnym pendrive o ile problem dotyczy jego alokacji przestrzeni.
  21. 1 point
    Zasilacz jeśli sprawny to może zostać, spokojnie da radę. Jeśli chodzi o upgarde, to żeby miał sens to warto celować w górny próg budżetu: https://www.morele.net/inventory/info/19754d66/ Mamy więc 6-rdzeniowy procek, 16 GB szybkiego RAM-u oraz GTX 1660 Super. Do grania w Full HD taki zestaw to bardzo dobra opcja.
  22. 1 point
    Obczaj Xiaomi Note 8 Pro.
  23. 1 point
    Nie ma takiej opcji. Poszukaj na allegro, bo by tego nr juz od dawna w archiwach nie mamy.
  24. 1 point
    Coś takiego: https://www.morele.net/inventory/info/6374086a/ Przy czym z myślą o nowszych grach warto by jeszcze 2 stówki znaleźć i dorzucić do 6-rdzeniowego procka - https://www.morele.net/procesor-amd-ryzen-5-1600-3-2ghz-16-mb-box-yd1600bbaebox-976702/ Monitor ma tylko złącze VGA? Jeśli tak, koniecznie trzeba będzie dokupić adapter - https://www.morele.net/kabel-lanberg-displayport-d-sub-vga-0-1-czarny-ad-0002-bk-1573926/
  25. 1 point
    Mam wiele zastrzeżeń do serialu, ale najbardziej boli mnie przedstawienie Brokilonu. Tani zabieg z reflektorem dającym po oczach jest żałosny, ale już zdegradowanie driad do bandy przemądrzałych dzikusów, siedzących na tyłkach i nie robiących kompletnie nic, woła o pomstę do nieba. Zauważcie, że cały ten fragment można bo spokojnie wyciąć i nie miałoby to absolutnie żadnego znaczenia.
  26. 1 point
    Signum jest taka sobie jeśli chodzi o wentylacje, ale może spodoba ci się Armis? https://www.morele.net/obudowa-silentiumpc-armis-ar5x-tg-rgb-4144321/ Tu już jest całkiem spoko w tej kwestii. Można też dać Fortisa 3 RGB gdybyś chciał jeszcze więcej świecidełek - https://www.morele.net/chlodzenie-cpu-silentiumpc-fortis-3-rgb-he1425-5940755/ - co prawda Dark Rock jest trochę lepszy, ale z 3700X sobie Fortis poradzi bez problemu.
  27. 1 point
    USB 3.0 działa wstecz z pełną kompatybilnością dla urządzeń 2.0. Kablem DIN-DIN podłączasz Shifter z kierownicą a kablem DIN-USB bezpośrednio Shifter z PC. Jeżeli nie wykrywa windows 10 jedyny sposób to fizycznie zresetować urządzenie przez instalację ponowną lub nowszą firmware. Link jak to zrobić: https://support.thrustmaster.com/en/kb/2423-en/
  28. 1 point
    Nie musisz instalować ponownie systemu z jedną kością RAM. Wystarczy wyjąć jedną z dwóch kości, zostawiając pojedynczą i sprawdzić.
  29. 1 point
    Doszukiwałbym się również problemu po stronie podzespołów a nie dysków. O ile wcześniejsza naprawa dysków przez programy do remapowania nie uszkodziły ich (nie koniecznie mechanicznie). Niepotrzebnie wyrzucałeś, ponieważ jeżeli program wykrywał błędne sektory to pewnie były oznaczone przez firmware dysku jako nieużytecznie i zastąpione rezerwowymi. Co oznacz że program widział błędne sektory które i tak po odznaczeniu będą wykrywane. Druga sprawa że dysk po formacie mógł został w pełni funkcjonalny przed remapowaniem. Trzecia to w zasadzie istotne błędne sektory nie powodowały problemy uruchamiania systemu windows gdyż ten dysk nie był systemowy.
  30. 1 point
    Instalowałeś windows w trybie MBR to możesz jedynie posiadać 4 partycje podstawowe. Kolejne partycje muszą być logicznymi dotyczy to wyłącznie dysków wewnętrznych. Jeżeli zainstalujesz windows w GPT limit wynosi 128 partycji.
  31. 1 point
    Z drugiej strony, Nilfgaard pokazany dużo gorzej. Z prężnie działającego mocarstwa, przodującego nie tylko na polu walki, ale również w handlu i rzemiośle, zrobili typowe Złe i Mroczne Imperium, połączenie komunizmu z jakimś demonicznym sekciarstwem. Cahir też bardziej morderczy, niż w książce (chociaż jego relacja z Ciri straciła ten niepokojąco lekko pedo posmak). W sumie północni czarodzieje też na minus względem książek, konkretnie chodzi mi o te akcje z węgorzami - książkową Tissaię widziałem raczej jako surową "matkę", która swoim uczennicom nie robiłaby czegoś takiego.
  32. 1 point
  33. 1 point
    Coś takiego: https://www.morele.net/inventory/info/46d2fc1f/ Natomiast zdecydowanie warto byłoby wyskrobać jeszcze 2 stówki i dorzucić do 6-rdzeniowego Ryzena 5 1600 - https://www.morele.net/procesor-amd-ryzen-5-1600-3-2ghz-16-mb-box-yd1600bbaebox-976702/ - bo do nowych gier te 4 rdzenie / 4 wątki z Ryzena 3 1200 to już mało.
  34. 1 point
    (Jest to lekko przerobiona wersja artykułu pisanego w roku 2013 do CD-Action. Po pierwsze, może być w paru miejscach już nieaktualny - ale obecnie nie mam możliwości dokonania researchu (w tym wywiadów ze specjalistami) w stopniu takim, jak gdy gdy go tworzyłem). Po drugie, usunąłem nazwiska ekspertów - to, że zgodzili się wypowiedzieć do CD-Action nie oznacza z automatu, że zgadzają się, żebym sobie wycierał nimi gębę na blogu - z drugiej strony, ich wypowiedzi nie zdradzają żadnych tajemnic, więc same cytaty zostawiłem). Sztuka wojenna się rozwija. Dzisiaj nie wystarczy wepchnąć poborowym broni do ręki, wyjaśnić, którą stroną się ją trzyma, i kazać biec w stronę linii przeciwnika z patriotycznym okrzykiem na ustach. Sprzęt używany przez współczesnych wojaków jest skomplikowany i kosztowny, a dawanie go do ręki nowicjuszowi ryzykowne. Nieopłacalne, a także niehumanitarne i szkodzące wizerunkowi armii, jest również posyłanie w bój nieobytego z polem walki rekruta. Dlatego tak ważne są programy szkoleniowe, w tym symulacje komputerowe. Jak to ujął Pan (......) z Centrum Symulacji Wojskowych Polskiego Holdingu Obronnego: "Symulatory wirtualne pozwalają szkolonym na popełnianie błędów i wyciąganie wniosków oraz analizę swoich pomyłek, które w rzeczywistości mogą kosztować ludzkie życie”. Oczywiście, takie systemy odbiegają znacznie od wszelkiego rodzaju popularnych gier wojennych. W symulatorach wykorzystywanych przez wojsko realizm jest wartością absolutną. Szkolenie komandosów na FPS-ach, w których można przyjąć kulę na klatę, a potem poczekać parę sekund za murem i zapomnieć o całej sprawie, wyrabiałoby w nich złe nawyki. Drugą zasadniczą różnicą jest sposób „rozgrywki”. Używanie wojskowego symulatora (albo inaczej – „trenażera”) nie zawsze polega na siedzeniu przed ekranem. Bujać w przestworzach Najbardziej znanym rodzajem symulatorów wykorzystywanych przez armię są te, na których szkolą się piloci. Istnieje wiele typów takich trenażerów. Znaczna część nie ma żadnego systemu wizualizacji, jest jedynie makietą stanowiącą dokładne odwzorowanie przyrządów pokładowych znajdujących się w prawdziwym kokpicie i służy do zapoznania się z maszyną oraz podstawowymi procedurami. Niewiele to ma wspólnego z grą komputerową. Dlatego graczy bardziej zainteresują zaawansowane urządzenia określane jako full flight simulator. Mają za zadanie odzwierciedlić jak najdokładniej warunki w czasie rzeczywistego lotu. Za wizualizację odpowiada kilka projektorów rzucających obraz na lustra, które z kolei odbijają go na ekran w kształcie półsfery, co zapewnia odpowiedni kąt widzenia, nawet do 180 stopni. Przy czymś takim faktycznie nietrudno ulec złudzeniu, że otacza nas jedynie błękit nieba. Symulacja nie ogranicza się jedynie do obrazu, może obejmować także ruch. Często kabina – będąca dokładnym odwzorowaniem prawdziwej – jest umieszczona na ruchomej platformie, dzięki czemu da się symulować wstrząsy czy zmiany toru lotu. Oczywiście nie wszystkie trenażery z wizualizacją są tak rozbudowane. Na przykład system wykorzystywany w Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie składa się z kilku laptopów, oprogramowania z serii VBS2 firmy Bohemia Interactive, rzutnika, ekranu i joysticka. Czyli i siedząc za biurkiem, można sobie „polatać”. Jak szeregowy kaprala sfragował Na szkoleniu pilotów samolotów świat trenażerów się nie kończy. Używane są także na potrzeby wojsk lądowych. Tutaj wyróżnia się dwie podstawowe kategorie – symulacje rzeczywiste i wirtualne. To nazewnictwo jest stosowane przez ekspertów wojskowych, ale można je uznać za pewien skrót myślowy. Tak naprawdę chodzi o trenażery wykorzystujące rzeczywiste lub wirtualne pole walki. Pierwsze stanowią połączenie normalnych ćwiczeń na poligonie z dodatkiem sprzętu komputerowego. Jego użycie może przyjmować różne formy. Najprostsza przypomina zwyczajną strzelnicę – na ścianie wyświetlany jest wycinek pola walki, a żołnierze mierzą do pojawiających się wrogów. Wykorzystuje się do tego specjalne repliki broni, które zamiast razić zwyczajną amunicją emitują wiązki laserowe. Ciekawej jest, gdy żołnierze zamiast do ekranu celują do siebie nawzajem. Każdy uczestnik zostaje wyposażony w odbiorniki przekazujące systemowi jego pozycję, dzięki którym wiadomo, czy został trafiony. Gdy to nastąpi, natychmiast włącza się odpowiedni sygnał dźwiękowy, a komputer nadzorujący szkolenie wydaje werdykt – np. że strzał w rzeczywistości spowodowałby jedynie lekką ranę ręki. W związku z tym żołnierz nie jest martwy, ale musi czekać, aż podejdzie do niego medyk. Przy ocenie skutków trafienia bierze się także pod uwagę to, z jakiej broni został oddany strzał. Wszystkie te informacje wyświetlają się na ekranie komputera obsługiwanego przez osobę nadzorującą ćwiczenia. Dowódca może też w pewnym momencie zadecydować o ponownym „włączeniu” wcześniej wyeliminowanych osób i znów wprowadzić ich na pole walki jako posiłki. Co ciekawe, na podobnej zasadzie działa tzw. laser tag, zabawa oferowana przez prywatne ośrodki. Oczywiście w tym przypadku sprzęt jest mniej zaawansowany i nie pozwala na tak realistyczne odwzorowanie efektów ostrzału jak w przypadku systemów wojskowych – np. nie ma podziału na strefy trafień, każde z nich traktuje się tak samo. Symulacje wirtualne to już inna para kamaszy. W tym przypadku oprócz nadajników i replik broni w skład wyposażenia żołnierzy wchodzą zamocowane na hełmie wideogogle wyświetlające obraz pola bitwy. Taki sprzęt waży ok. 200 g i oprócz wizji zapewnia także stereofoniczny dźwięk. Dzięki temu zwyczajna sala treningowa może przerodzić się w las, pustynię czy kompleks budynków. Jedno kliknięcie i wzrok ćwiczących przesłonią mgła albo siąpiący deszcz. Jako że w tym systemie żołnierze nie walczą ze sobą, tylko z botami, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby złośliwy dowódca w pewnej chwili podjął decyzję o wygenerowaniu nowego wrogiego oddziału, który wyskoczy na jego podopiecznych zza węgła, żeby sprawdzić ich refleks. Oczywiście możliwa jest nie tylko prosta wymiana ognia, ale też rozbrajanie ładunków wybuchowych, naprowadzanie lotnictwa czy ratowanie zakładników. Na koniec prowadzący otrzymuje dokładne statystyki – ile razy kto wystrzelił, z jaką celnością itd., co pozwala ocenić skuteczność żołnierzy i oddziałów. Takie ćwiczenia odbywają się w zamkniętych pomieszczeniach, z reguły nieodpowiadających rozmiarami symulowanym terenom. Realizm jest psuty nieco przez fakt, że żołnierze na ogół nie mogą poruszać się tak jak w rzeczywistości. Można zastosować rozwiązania połowiczne. Np. wojak maszeruje w miejscu, a komputer przekłada dostarczone dzięki czujnikom dane dotyczące tego, w jakim tempie ćwiczący rusza nogami i w którą stronę jest skierowany, na ruch awatara. W ostatnim czasie pojawiła się nowa generacja symulatorów, reprezentowana przez system Irys, który umożliwia ruch ćwiczących w dużo szerszym zakresie. W tym przypadku elementem całego mechanizmu jest specjalna hala (o rozmiarach ok. 90 na 40 metrów), naszpikowana czujnikami, które przekazując sygnał dotyczący położenia żołnierza w sali, umożliwiają odpowiednie umiejscowienie jego awatara w wirtualnej rzeczywistości. System jest tak czuły, że pozwala na dokładne odwzorowanie nawet najdrobniejszych ruchów żołnierza - nie tylko marszu, czy zmiany położenia broni, ale także gestykulacji (co umożliwia komunikację niewerbalną między ćwiczącymi), czy dajmy na to, wymierzenia kopniaka. "Wystrój" sali jest modyfikowalny na potrzeby konkretnego scenariusza przy pomocy mobilnych ścianek. Dzięki temu Irys zapewnia bodźcie nie tylko wzrokowe i słuchowe, ale także dotykowe - gdy żołnierz wyciągnie rękę, aby dotknąć wirtualnego budynku, to jego prawdziwa dłoń nie zawiśnie w powietrzu, ale napotka opór ścianki. Nie są to jedyne innowacje zaimplementowane w Irysie. Innym ciekawym elementem jest układ elektryczny, będący częścią kombinezonów noszonych przez ćwiczących, który w razie wykrycia trafienia razi żołnierza lekkim impulsem, symulując trafienie. To wszystko sprawia, że Irys zapewnia poziom realizmu niespotykany jak dotąd w symulatorach używanych dla szkolenia piechoty i służb specjalnych. Dodatkowo, system zbiera dane nie tylko o celności poszczególnych żołnierzy. Dzięki pomiarowi takich czynników jak temperatura ciała, ciśnienie, czy potliwość, potrafi ocenić stan emocjonalny ćwiczących w czasie symulowanej akcji. Co najciekawsze - ta nowość, zaprezentowana na tegorocznym Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego, to dzieło Polaków (a konkretnie specjalistów ze spółki OBRUM, będącej częścią Polskiego Holdingu Obronnego). Warto zaznaczyć, że oprogramowanie Irysa wykorzystuje programy symulacyjne z serii VBS2 (Virtual Battle Space 2) produkcji firmy Bohemia Interactive. Trenażery wirtualne są używane także przy szkoleniu załóg wozów bojowych i czołgów. W takim przypadku ich obsługa przypomina trening na symulatorze lotów. Da się też zintegrować urządzenia wykorzystywane przez ćwiczących piechurów i obsadę pojazdów tak, aby wszyscy pojawili się na tym samym cyfrowym polu walki. I np. jeśli kierowca transportera zacznie „jechać” w stronę żołnierza, zarówno piechur, jak i osoba za kółkiem będą widzieć, jak jeden zbliża się do drugiego (ten jadący zobaczy to na ekranie, a piechociarz w swoich goglach), choć w rzeczywistym świecie kabina udająca pojazd nie ruszy się ani o centymetr. Niekiedy do szkolenia operatorów maszyn używa się komercyjnych gier. Można tu wskazać produkcję Steel Beasts z 2000 roku (do dziś jednak wydawane są patche i update’y), która zyskała uznanie wojskowych z wielu krajów, w tym USA, Austrii, Hiszpanii czy Polski. Wersja Professional jest oferowana wyłącznie armiom. Jedną z głównych zmian stanowi dostosowanie systemu do kabin treningowych. Oczywiście same scenariusze rozgrywki również mogą wyglądać inaczej niż te dostępne w odsłonie komercyjnej. W Steel Beasts Professional misja może polegać np. na kilkugodzinnym patrolowaniu drogi bez nawiązania jakiegokolwiek kontaktu z wrogiem. Bo przecież na prawdziwej wojnie więcej czasu niż starcia i bitwy zajmują rutynowe, nudne czynności. Grę tę wykorzystują w Polsce załogi czołgów Leopard w czasie swego szkolenia. Jeśli chcecie ją sami wypróbować, na stronie www.steelbeasts.com można za 75 dolarów zakupić nieco okrojoną wersję Steel Beasts Pro Personal. Czasem oprogramowanie wojskowe wykorzystuje pewne elementy gier komercyjnych - np. Symulator Kompleksowy SK1, stworzony przez OBRUM i używany do szkolenia załóg Rosomaków, bazuje na silniku gry Arma II. Na ogół eksperci podchodzą sceptycznie do korzystania z komercyjnych gier w szkoleniu żołnierzy. – Symulacja taktyczna wyszła z gier komputerowych. Obecnie jednak stanowi osobną branżę, która będzie zyskiwała na znaczeniu tak długo, jak będzie istniała wola zwiększania wydajności szkolenia przy jednoczesnym zmniejszeniu jego kosztów. Porównywanie obu branż mija się z celem, ponieważ to tak, jakby porównywać fotografię i kinematografię albo samochód osobowy i ciężarowy. U nas nie ma „graczy”, są „szkoleni”. Nie ma „gry”, jest „scenariusz”. Naszym celem nie jest rozrywka, ale stałe podnoszenie umiejętności żołnierzy, dowódców i sztabów. Słowem: wkład w zapewnienie bezpieczeństwa narodowego – mówi pracownik Bohemia Interactive Simulations Sp. z o.o., oddziału czeskiego studia znanego z serii Arma, który produkuje oprogramowanie szkoleniowe VBS2. Rundka w Panzer General? Symulatory uczą nie tylko walczyć, ale i dowodzić. Kiedyś ślęczono nad mapami, a rozkazy i wieści przekazywano za pomocą posłańców i trębaczy. Dziś wszystko to załatwiają komputery. Sceny z „Gry Endera”, gdzie młodociany geniusz wygrywa kosmiczną wojnę, nie wstając sprzed ekranu monitora, nie muszą być wcale fantastyką. Do szkolenia tego typu służą symulatory konstruktywne szczebla operacyjno-taktycznego takie jak amerykańskie systemy JTLS (Joint Theater Level Simulation), JCATS (Joint Conflict and Tactical Simulation) czy też niemiecki KORA/OA (Korpsrahmen Simulationsmodell fur die Offiziersausbildung). Zgodnie z terminologią używaną przez wojskowych specjalistów symulacja konstruktywna różni się od wirtualnej tym, że przy okazji drugiej żywi ludzie ćwiczą w cyfrowym środowisku. W przypadku tej pierwszej większość żołnierzy biorących udział w scenariuszu szkoleniowym jest wygenerowana cyfrowo. Biorący udział w ćwiczeniach oficerowie zasiadają przy komputerach, tworząc sztab przy zachowaniu łańcucha dowodzenia – czyli np. generał może wydawać polecenia biorącemu udział w „grze” pułkownikowi. Żywymi ludźmi są jedynie oficerowie. Zwykli żołnierze, załogi maszyn itd. to AI, któremu w czasie rzeczywistym ćwiczący wydają rozkazy. Na pierwszy rzut oka przypomina to drużynowe granie w jakiegoś RTS-a... I tylko na pierwszy. Jak już wspomniałem, w wojskowych trenażerach najważniejszy jest realizm, który w przypadku symulatorów operacyjno-taktycznych nie jest równoznaczny z realizmem grafiki. Z punktu widzenia dowódcy znaczenia nie mają kolor oczu żołnierza czy gołe baby namalowane na pancerzu czołgu. Jemu wystarczą heksowe pionki przesuwane po mapie i statystyki. Poza tym graficzne wodotryski marnowałyby moc obliczeniową, która jest zużywana na symulowanie tego, co ważne, czyli setek parametrów. Zapasy paliwa, amunicji i żywności posiadane przez oddziały, ich zmęczenie, stopień uszkodzenia sprzętu oraz posiadanych części zastępczych do jego naprawy, jakość dróg, wysokość terenu, głębokość akwenów... Wszystko, co może mieć znaczenie dla wyniku operacji. Dlatego choć te programy są zapewne najdoskonalszymi modelami pola walki, większość fanów gier strategicznych, gdyby dostała sposobność zagrania w jeden z nich, szybko by się znudziła. O ile w ogóle byłaby w stanie ogarnąć, o co chodzi. Niestety pomimo swojej złożoności nawet takie systemy symulacyjne nie oddają w pełni realiów wojny. W programie podkomendni wykonują każdy rozkaz co do joty. Jeśli nie przyniesie on oczekiwanego efektu, to dlatego, że z przyczyn obiektywnych był niemożliwy do realizacji. A prawdziwi żołnierze nie są maszynami. Mogą nie wykonać rozkazu ze strachu albo źle go zrozumieć. Albo się zbuntować. Niektóre systemy próbują w jakimś stopniu oddać reakcje żywych ludzi. – Przykładowo JCATS bierze pod uwagę wyszkolenie i doświadczenie żołnierzy przy określaniu, ile czasu zajmie im wykonywanie zadań – mówi podpułkownik (...). – Są też programy, w których jednym z elementów symulacji są wybuchy paniki wśród ludności cywilnej. Ale z taką sytuacją, żeby wirtualny oddział zbuntował się lub odmówił wykonania rozkazu, jeszcze się nie spotkałem. Oczywiście takie mechanizmy są bardzo uproszczone w stosunku do rzeczywistości. Ale to już problem nie do przeskoczenia. Wspomniałem wcześniej o tym, że „rozgrywka” toczy się w czasie rzeczywistym. Przećwiczenie co bardziej skomplikowanej operacji może potrwać parę tygodni. Jak widać, choć szkolenie na symulatorze operacyjnym nie potrafi realistycznie oddać psychologicznych reakcji żołnierzy, pozwala dowódcom na sprawdzenie własnej odporności na stres. Zwykłe pecety? Kto by pomyślał Innowacje technologiczne w trenażerach dotyczą przede wszystkim oprogramowania i akcesoriów takich jak ćwiczebna broń laserowa. Komputery zajmujące się obsługą systemu wcale nie muszą być niezwykłe. Dzięki rezygnacji z graficznych wodotrysków wystarczą zwykłe, szybkie pecety. Z reguły wykorzystuje się kilka-kilkanaście połączonych w sieć, w zależności od stopnia skomplikowania systemu i liczby ćwiczących. Przykładowo zgodnie z parametrami technicznymi dla Rosiczki TK-1 (patrz: ramka Rosiczka w Beskidzie) jako jednostka centralna sprawdzą się „dwa standardowe komputery klasy PC”. Podobnie jest w przypadku symulatorów taktyczno-operacyjnych. Ich zalecane wymagania sprzętowe dla komputerów używanych przez ćwiczących oraz dla serwera głównego na ogół zamykają się w wartościach takich jak 8 GB RAM czy CPU 3 GHz. Inwestycja, która się opłaca Wojskowe systemy symulacyjne kosztują na tyle dużo, że mało kto mógłby pozwolić sobie na ich zakup. Ale z punktu widzenia budżetu armii nie są to wydatki astronomiczne. Przykładowo wartość JCATS szacuje się na 1,5 miliona dolarów. Ceny symulatorów lotu też wahają się w granicach kilku milionów. Akademicki Ośrodek Szkolenia Lotniczego Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie kupił dwa – samolotu i śmigłowca – za ok. 5 mln zł. Egzemplarz Śnieżnika kosztuje ok. 7 mln (dla porównania typowe cywilne trenażery laserowe, jakich używają niektóre kluby strzeleckie, są warte ok. 1600 zł.). Wydatki te po jakimś czasie się zwracają, bo dzięki nim oddziały zużywają w czasie ćwiczeń mniej paliwa i amunicji. Polscy eksperci wojskowi wyliczyli, że trzy miesiące korzystania ze Śnieżnika zamiast z tradycyjnej strzelnicy pozwalają zaoszczędzić ok. 450 tys. zł. Polacy nie gęsi Jeśli chodzi o symulatory lotu, w Polsce – jak zresztą w każdym rozwiniętym kraju – używa się ich do szkolenia pilotów wojskowych i cywilnych. Dysponujemy m.in. sprzętem do ćwiczeń sztabowych. Przykładowo Centrum Symulacji i Komputerowych Gier Wojennych w Rembertowie posiada system symulacyjny działań połączonych JTLS. Nie ograniczamy się do importowania zagranicznych rozwiązań, opracowujemy też własne. Często są one owocem współpracy wojskowych placówek badawczo-rozwojowych lub państwowych fabryk uzbrojenia oraz prywatnych przedsiębiorców. W ramach Akademii Obrony Narodowej w latach 2003-2005 opracowano symulator operacyjno-taktyczny działań sił powietrznych Gambler. Polscy żołnierze ćwiczą celność na elektronicznej strzelnicy Śnieżnik – tworze Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia i firmy Autocomp Electronic ze Szczecina. Jest całkiem nieźle, także jeśli chodzi o symulatory wirtualnego pola walki. Nasza armia posiada m.in. sprzęt do szkolenia załóg pojazdów, np. Beskid-3, symulator czołgu stworzony przez ETC-PZL Aerospace Industries (wbrew pozorom to polska firma i nie zajmuje się wyłącznie symulatorami lotu). Z kolei kierowcy Rosomaków szkolą się przy wykorzystaniu takich systemów jak Rosiczka TK-1 opracowana przez Wojskowe Zakłady Mechaniczne we współpracy z Trinity Interactive, czy wspominany już Symulator Kompleksowy SK-1. Mamy na stanie także trenażery dla obrony przeciwlotniczej TR-PPZR Grom. Natomiast, do tej pory naszej armii brakowało sprzętu, który pozwoliłby na symulowanie mobilnej walki całych oddziałów piechoty czy służb specjalnych w wirtualnej rzeczywistości. Ale istnieje duża szansa, że wkrótce to się zmieni, dzięki wspomnianemu już systemowi Irys, stworzonemu przez naszych rodaków. Według zapewnień pracowników firmy OBRUM, Irys ma wejść na wyposażenie Wojska Polskiego już w przyszłym roku, istnieje też duże prawdopodobieństwo, że będzie eksportowany do innych krajów.
  35. 1 point
    Remake Gothica to coś, na co wielu fanów serii czekało. Dostaliśmy jednak grę, która ma swoje plusy i minusy, a od oryginału w bardzo wielu przypadkach odstaje, ale czy to dobrze? Jeśli Resident Evil się udało, to czy THQ Nordic ma na to szansę? Ach, no i gwoli ścisłości. Nie jestem zdania, że powinni zrobić 1:1 tę samą grę, a jedynie odświeżyć ją na nowym silniku. Z punktu widzenia marketingowego byłoby to idiotycznie. Ponadto, remake to nie remaster. Remake filmu nie używa tych samych aktorów, miejsc, muzyki, ani rozwiązań straszenia, gdy np. mowa o horrorze. Remake to świeża, nowa wizja i interpretacja kultowego lub ukochanego dzieła. I pozostaje trzymać kciuki by ten był wizją udaną. Pomóżmy twórcom zrobić z tego dobrą grę w klimacie oryginału, a nie oryginał z lepszą grafiką... Pokaż mi więcej swoich towarów, czyli co się sprawdza? - Podejście twórców do krytyki i choć nie jest to część gry, to winszuję THQ za to, że są otwarci na dialog i chcą słuchać graczy, tym samym dzielcie się koniecznie swoimi opiniami, bo to może mieć wpływ na wygląd końcowy odświeżonej wersji waszej ukochanej gry; - Atmosfera i klimat, bo choć martwiłem się o to w pierwszych minutach, to im dalej w las, tym więcej typowych dla Gothica drzew. Muzyka, klimat świata i panujące wszem i wobec ciężka atmosfera celują i trafiają prosto w sentymentalne serduszko fana, przynajmniej takie jest moje subiektywne odczucie. - Znane lokacje i piękny świat, pełen skromnych detali, typowy dla gier z serii. Choć pierwsze lokacje nie są nader bogate i pełne contentu, to już można odczuć typową dla serii satysfakcję z eksploracji. Tu ukryta skrzynia, tu za gęstymi krzakami delikatna mgiełka, która doprowadzi nas do ukrytej lokacji. To są sugestywne detale i sekrety, nagradzające eksplorację przedstawionego świata i jest to coś, co mnie w seriach zarówno Gothic jak i Risen rozkochało co nie miara. To twoja twarz, czy d***, czyli co się nie sprawdza? - Grafika, bo choć wiem, że jest to bardzo wczesne demo, to niech mnie szlag. Animacje są drewniane, poruszanie toporne, postaci wyglądają jak w grze sprzed dziesięciu lat, natomiast sama grafika zdaje się robiona naprawdę na szybko, jakby ktoś autorów poganiał. Remake wymaga delikatnych detali i dopieszczenia w każdym możliwym calu, zwłaszcza, że w efekcie końcowym, ta wersja, w obecnym stanie, wygląda jak kolejny budżetowy RPG od pomniejszego studia, a to nie wróży za dobrze; - Walka to pomyłka. Rozumiem ideę próbowania zrobienia czegoś świeżego, ale to jest remake gry action RPG, nie For Honor, czy, o Innosie, Kingdom Come. Walka choćby w Risenach, czy (jak ściągamy to od najlepszych) w rodzimych Wiedźminach (drugim i trzecim) była i być powinna responsywna, przyjemna i satysfakcjonująca. Tutaj często ataki nie reagują, są powolne, nieregularne (raz po bloku możemy wyprowadzić kontratak, drugim razem z kolei gra nie reaguje), a zwycięstwo nie daje kompletnie frajdy, co gorsza, walka z większą ilością przeciwników niż jeden staje się istną katorgą i nierealistyczną burdą, gdy ci nie otrzymują obrażeń z metra, gdy machami im dosłownie po modelu postaci mieczem, czy czekają grzecznie w kolejce jak banda osłów. To właśnie trud walki wyznaczał ciężki klimat gier z serii, nie jej toporność, którą przecież w Risenach zniwelowano i walka szła w coraz to przyjemniejszym kierunku. Na chwilę obecną twórcy powiedzieli o zmianach wizualnych celem odwzorowania "mroczniejszego klimatu" oryginału oraz o kompletnym przebudowaniu systemu walki. Cóż... Ciekawe jak będzie sytuacja wyglądała z resztą aspektów. Ale, choć jest się do czego przyczepić, muszę przyznać, że jest całkiem znośnie.
  36. 1 point
    860 Evo 500 GB można dostać za ~320 zł - w sklepach takich jak MM lub Neonet, zatem nie ma co wydawać na niego więcej. Co do Transcenda, przemawia za nim wytrzymała obudowa oraz 3-letnia gwarancja. Wersja 1TB tez będzie w porządku. Choć można też kupić inny dysk, bo większych różnic nie ma, np. WD My Passport też będzie w porządku.
  37. 1 point
    1. SSD - wolałbym dopłacić 10-20 zł do Samsunga 860 Evo. Trochę wydajniejszy oraz dużo wyższy współczynnik TBW deklarowany przez producenta. 2. Toshiba P300 będzie ok. 3. Transcend StoreJet H3B 2TB lub stacja dokująca (np. coś od Uniteka) + wewnętrzny HDD.
  38. 1 point
    W tym budżecie lepiej rozważyć nowy sprzęt. Można poczekać do targów CES (od 6 stycznia), by dowiedzieć się czegoś o RX 5600 XT lub procesorach Intel Comet Lake.
  39. 1 point
    Z ciekawszych ofert wyprzedaży na Origin: - Battlefield Bad Company 2 - 7,49 zł - Medal of Honor - 11,99 zł - The Saboteur - 3,49 zł - Need For Speed Shift - 7,49 zł - Titanfall 2 Edycja Ultimate -23,98 zł - Battlefield 3 Premium - 14,97 zł - Kompletny zestaw Battlefield 1 plus Titanfall 2 - 47,98 zł A co do goga, niektóre tytuły są droższe niż podczas jesiennej wyprzedaży (np. gry z serii Baldur's Gate), ale nawet tutaj jest kilka interesujących ofert, oto one: - Nosferatu Wrath of Malahi - 1,59 zł - FlatOut - 2,29 zł - Larry 7 Miłość Na Fali (na gogu jest dostępna polska wersja z Jerzym Stuhrem od jakiegoś czasu) - 5,79 zł - Codename Panzers Phase One and Two - po 12,39 zł - XIII - 15,49 zł - DethKarz - 17,59 zł - Swat 4: Gold Edition - 20,49 zł - Victor Vrain - 25,49 zł - Diablo+Hellfire - 29,69 zł - Chernobylite (wczesny dostęp) - 69,89 zł
  40. 1 point
    Jeśli jesteś w stanie dorzucić te 3 stówki to można pokusić się o zestaw z wydajniejszą kartą graficzną: https://proline.pl/koszyk/be8daea6 Poza tym lepszy RAM, lepsza obudowa, płyta główna z mocniejszą sekcją zasilania, dodatkowe chłodzenie na CPU (box jest głośny pod obciążeniem), lepszy SSD. Przy montażu chłodzenia na CPU ten środkowy wentylator daj trochę niżej - to będzie jeszcze chłodził przy okazji sekcję zasilania procesora na płycie głównej
  41. 1 point
    Sek w tym, ze czasopismo i plyty sa sprzedawane jako jeden produkt, a w tym produkcie jest podana informacja o tym, jak i do kiedy trzeba klucze aktywowac. O tym, ze wielu kupujacych interesuja tylko plyty, a nie zawartosc pisma widac chocby o czesto pojawiajacych sie postach w stylu “skad mam pobrac cd-keye” czy “nie moge aktywowac gry na steam” (choc w pismie stoi jak wol, ze gra jest na Uplay). Jednak koniec koncow wszystkie informacje niezbedne do uruchomienia gry dolaczonej do pisma znajduja sie w zakupionym produkcie, wiec nie jest tak, ze zostales przez kogokolwiek oszukany. Dla wiekszej przejzystosci info o terminie waznosci kodow jest tez teraz na folii, choc podejrzewam, ze i tej informacji wielu “nieczytaczy” zwyczajnie nie zauwazy.
  42. 1 point
    Kiedys kupilem sobie chleb. Po tygodniu nabralem ochoty, zeby go zjesc. Okazalo sie, ze nie moge, bo byl twardy jak kamien i miejscami zielony. To skandal. Co prawda na malej i czesciowo zatopionej w spodniej skorce (a przez to niewidocznej i malo czytelnej) karteczce bylo napisane “best before”, ale ja jako klient nie mam obowiazku tracic czasu na ogladanie kupowanego towaru z kazdej strony, a tym bardziej wczytywac sie w takie pierdoly, skoro interesowal mnie sam chleb, a nie jakis dolaczony do niego swistek papieru.
×
×
  • Create New...