Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 26.08.2017 in all areas

  1. 19 points
    lordeon Za całokształt i wyjątkowy brak zachowania.
  2. 8 points
    Bede miał drugie dziecko. Jeszcze 7,5 miesiecy
  3. 6 points
    Coś takiego kupiłem, ale stwierdziłem że trzymać to na Mazowszu zbyt duży obciach, więc oddałem
  4. 5 points
  5. 5 points
    Ty nie miałeś bana? Tak, nie nudzi mnie to
  6. 5 points
    Ogólnie mam takie wrażenie (może mylne, mam nadzieję, że nie), że piszecie... bardziej dorosłe teksty? A może to ja nie dorastam? (czytam pismo od około 10 lat) Recenzją Hellblade takiego quaza byłem zażenowany, a CormaC, że tak powiem, stanął na wysokości zadania i nie "śmieszkował" z chorób psychicznych, tylko dostarczył świetny tekst (może i faktycznie najlepszy od lat, jak sam napisał na Facebooku). Takich tekstów było w ostatnim czasie oczywiście więcej - recenzje Final Fantasy XII czy Persony 5 chociażby. Czegoś na tym poziomie po polsku właściwie nigdzie indziej nie ma. Wasze nabytki z ostatnich lat - Cross, Papkin (on chyba jest dłużej, ale w ostatnim czasie zaczął pisać więcej), spikain czy 9kier są szczerze mówiąc lepsi niż wasza stara gwardia. Dobrze wybieracie ludzi. Mam nadzieję, że wam się sprzedaż jako tako zgadza, bo choć internet już przygwoździł prasę, to teksty na papierze czyta mi się jednak jakoś o wiele spokojniej, niż te w internecie, przy 15 innych otwartych kartach w przeglądarce. Czytałem różne czasopisma i strony, ale jednak to do CD-Action nadal wracam. No, taka laurka z tego wyszła, ale sama prawda
  7. 4 points
  8. 4 points
    Ponownie przegląd w odrobinę innym terminie niż zwykle, ale w porównaniu do poprzedniego tygodnia bardziej obszerny, między innymi dlatego, że tydzień temu pominąłem opisanie początków powstania, w pełni polskiej lokomotywy do "Train Simulator". Znajdziecie tutaj też informacje o najnowszej premierze i nowym zapowiedzianym dodatku dla regionu niemieckiego, na koniec przeczytacie o tym co nowego pojawiło się w ofercie "Armstrong Powerhouse" w ciągu kilku ostatnich tygodni. Zapraszam do lektury przeglądu! -Na początek przyjrzymy się dzisiejszej premierze, czyli zapowiedzianej niedawno Class 319 dla trasy Londyn-Brighton. Class 319 to brytyjski elektryczny zespół trakcyjny produkowany na przełomie lat 80 i 90, spośród innych konstrukcji tego typu wyróżnia się podwójnym systemem zasilania, zarówno przez sieć trakcyjną, jak i technologię 3 szyny. Składy tego typu są obecnie wykorzystywane głównie przez przewoźnika "First Capital Connect" do obsługi lokalnych połączeń z Londynem, właśnie wersja "FCC" została odwzorowana w najnowszym dodatku. Normalnie te składy obsługują linię Bedford-Brighton, ale obecnie jest odwzorowana jedynie trasa z Londynu do Brighton, więc nasz kurs zacznie się lub zakończy na stacji "East Croydon" mimo to cały przejazd powinien nam zając ponad 30 minut, ze względu na specyfikę trasy i charakter maszyny nawet krótkie scenariusze potrafią być angażujące. Model w grze od strony wizualnej prezentuje się bardzo dobrze, z pierwszych wrażeń graczy dźwięki również są dobre, ale już znaleziono kilka bugów jak choćby brak dźwięków AWS. Ogólnie wszystkie bajery w postaci otwieranych szyb, odwzorowania wszystkich systemów to już standard w dodatkach, więc Class 319 to porządny, ale rzemieślniczy model bez większego polotu. Jeśli lubicie zespoły trakcyjne to dodatek jest warty zakupu, ale może warto trochę poczekać aż wyjdą aktualizacje i wszystkie mankamenty zostaną załatane. Osobiście z zakupem dodatku zaczekam do promocji bo przydałby mi się dodatkowy tabor do trasy Londyn-Brighton, ale sam model nie interesuje mnie aż tak bardzo bym kupował go po pełnej cenie. Class 319. Kabina ładnie wykonana, jednak zgodnie z rzeczywistością niemal identyczna jak w Class 321. -Producenci kontynuując zapowiedzianą politykę rozwijania regionu niemieckiego, zapowiedzieli prace nad modelem BR 189. Obecnie w produkcji znajduje się BR 145, wliczając w to poprzednie dodatki, niemieckie trasy w symulatorze zapełniają się rzeczywistym taborem. BR 189 to lokomotywa elektryczna należąca do rodziny modelowej lokomotyw "EuroSprinter" produkowanych przez Siemensa. Lokomotywa była projektowana do obsługi towarowych składów, ale może również obsługiwać pociągi pasażerskie, osiągając prędkość nawet 140 km/h. Lokomotywa jest również przystosowana do przewozów międzynarodowych, z tego powodu jest też wyposażona w łącznie 4 pantografy. Szczegółów na temat dodatków nie podano, wiadomo jedynie o malowaniu leasingowej firmy "Dispolok", można też domniemywać, że dodatek przeznaczony będzie dla trasy "Hamburg-Hanower". Miłośnicy niemieckiej kolei mają na co czekać, ale maszyny tego typu jeżdżą też w Polsce, więc moderzy mogą szykować zasoby do wykonywania malowań. Pierwszy screen BR 189. -Teraz trochę na temat nowej inicjatywy użytkownika "Szociu" rozpoczętej na polskim forum Railworks, w porozumieniem z autorem oryginalnego modelu rozpoczął, przenoszenie modelu ET-41 z symulatora "MaSzyna" do "Train Simulator". Nie będzie to jednak zwykłe przeniesienie samej bryły modelu, ale również opracowanie fizyki i zaawansowanego sterowania modelu, a także by był on w pełni funkcjonalny w środowisku gry. Trzymam kciuki za realizację projektu, ponieważ będzie to pierwsza prawdziwie polska lokomotywa dostępna do gry, wcześniej opieraliśmy się jedynie na malowaniach niemieckich lokomotyw naśladujących nowoczesny tabor wykorzystywany przez przewoźników, teraz będzie trochę "klasyki" (cudzysłów, bo przecież nadal jeżdżą) i odwzorowanie najbardziej atrakcyjnych dla polskiego gracza maszyn. Postęp prac nad modelem będzie przedstawiany w przyszłych wpisach, wraz ze wzrostem zaawansowania projektu. Poniżej pierwsze screeny ET-41 w środowisku "Train Simulator". -Na zakończenie przegląd nowości z warsztatu niezależnego wydawcy "Armstrong Powerhouse". Najważniejszą i niestety smutną informacją, jest oficjalne stanowisko brytyjskiej ekipy potwierdzające, że w najbliższym czasie nie należy spodziewać się "soundpacka" dla Class 91 i Class 92. Wszystko dlatego że ekipa nie dostała dostępu do żadnej z lokomotyw, a przeprowadzenie profesjonalnej sesji, której efektem jest mistrzowska, niemal audiofilska jakość, wymaga pełnego dostępu do lokomotyw. Szkoda, bo niestety podstawowe dźwięki, szczególnie do Class 92 nie zaspokajają graczy liczących na duży poziom realizmu. Jako pocieszenie zapowiedziano zestaw scenariuszy dla "West Coast Main Line: Over Shap" wraz którym dostaniemy wysokiej jakości malowania DB Schenker/EWS. Dopiero pojawiła się pierwsza zapowiedź, ale można być pewnym że tak jak zawsze "AP" dostarczy nam ciekawe i ultra-realistyczne scenariusze dla trasy, warto jednak pamiętać że za jakość się płaci i nie dość, że sam pakiet będzie kosztował 5 funtów to jeszcze wymagać będzie sporej kolekcji dodatków. Zawsze można poczekać na obniżki, ale uwierzcie jeśli ktoś bardzo dużo jeździ po danej trasie, albo lubi konkretny typ maszyn tam używany, to zakup takiej paczki scenariuszy będzie jak najbardziej dobrą inwestycją. Oprócz wymienionej wyżej zapowiedzi, w zeszłym tygodniu swoją premierę miał też pakiet scenariuszy dla trasy "Riviera Line" z tym że umiejscowiony w epoce "British Rail", zawiera on również wersje HD malowań HST i Class 33. Za jakiś czas powinien ukazać się pakiet scenariuszy współczesnych. Poniżej zwiastun pakietu: Youtube Video -> Oryginalne wideo Tutaj malowanie Class 92 z nadchodzącego pakietu scenariuszy. Class 92 DB Schenker. Na dzisiaj to wszystko, zachęcam do komentowania! Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne to obecnie ze względu na zbliżający się koniec szkoły, jak i maturę, poza weekendami ciężko mi znaleźć czas wolny. Dlatego najbliższe planowane wpisy ogólne to recenzje Class 91 i 92, ale nie jestem w stanie określić terminu. Przeglądy newsowe będą się ukazywały przez najbliższe tygodnie najpewniej w piątki, może się też zdarzyć że w kwietniu i na początku maja przeglądy nie będą się ukazywać ze względu na przygotowanie do matur. Po 20 maja wszystko powinno wrócić do normy i poza newsami, będą się też ukazywać regularne recenzje, teksty o innych symulatorach i grach, a także trochę tekstów o najróżniejszej tematyce.
  9. 3 points
    Witam witam nikogo Statystyki za sierpień 2017 Liczba postów Liczba tematów Liczba odpowiedzianych tematów Liczba zdobytych plusów Liczba rozdanych plusów Czyje tematy zebrały najwięcej odpowiedzi W czyich tematach rozdano najwięcej plusów Średnio plusów na post Statystyki tematów: Liczba odpowiedzi (tematy napisane w sierpniu) Liczba odpowiedzi (tematy napisane od początku) Liczba plusów (tematy napisane w sierpniu) Liczba plusów (tematy napisane od początku) Najwyżej plusowane posty: Wykres dzień po dniu Średnia liczba postów/plusów na przestrzeni ostatnich miesięcy:
  10. 3 points
    Hahahahaha...haha..ha. Prędzej na wykład nie pójdziesz
  11. 3 points
    Kupilem sobie pozostale trzy tomy Czarnej Kompanii oraz Arthas. Przebudzenie Krola Lisza. A takze Civ VI i Filary Ziemi. Do tego za tydzien lece do Polski odstawic syna dziadkom na prawie dwa tygodnie. Pozniej lece znowu na kilka dni zeby go odebrac i przy okazji zahaczyc o slub i wesele kumpeli. Nastepnie powrot do Dublina i po tygodniu wylot na poltora tygodnia na Mamyorke, popaczec na palmy, potaplac sie w cieplej wodzie i podladowac baterie przed nadchodzacymi czterema miesiacami listopadowej pogody w Dublinie.
  12. 2 points
    Wbrew tytułowi nie jest to w żadnym wypadku „wybór najlepszych tekstów Prof. S. Jonalistów” (broń Boże! Nie muszę nic takiego robić, bo mam jeszcze ogrom materiałów na msm-y i emsm-y :)), lecz wpis o zupełnie nowej książce - „Człowiek w świecie rzeczywistym i wirtualnym” (2013!) pod redakcją Anny Andrzejewskiej, Józefa Bednarka i Sylwii Ćmiel. Oczywiście, nie opiszę od razu całej, takie rzeczy trzeba dawkować ;). Na początek: Katarzyna Bakalarczyk-Burakowska „Specyfika zabijania pod wpływem mediów”. Gotowi? Będzie długo, ale warto się pomęczyć ;). Wiecie z którego roku pochodzą te dane? Z 2001. Czyli Autorka założyła, że przez 12 lat nic się nie zmieniło? Hmm… to się nazywa nauka :). Widzę, że Autorka poruszyła kolejny temat, o którym zupełnie nie ma pojęcia – przecież walki gladiatorów nie zawsze kończyły się śmiercią (czy Autorka zdaje sobie sprawę ile kosztowało utrzymanie, wyszkolenie i wykarmienie takiego gladiatora? Bo dla mnie to tak, jakby kupić najnowsze Ferrari, by brać nim udział w Destruction Derby…). A może wiedzę historyczną Autorka czerpała z bezkrwawego Quo Vadis? Czy muszę pytać o to ile osób zabitych powinienem już mieć na koncie? Ups, właśnie to zrobiłem :). Bo kiedyś to młodzież była taka grzeczna, nie było przemocy i zabójstw. ^ taka była moje reakcja No to od dzisiaj nazywam się Trevor... Szukam jeszcze dwóch gości do składu :P. No to jestem ciekaw co by powiedziała Autorka, gdybym powiedział (i nie tylko ja), że gram głównie kobiecymi postaciami… Zaraz mi ktoś jakiś „dżąnder” zarzuci :/. Przecież to zdanie nie ma sensu! No dobra, ma – oglądanie morderstw w filmach powoduje zwiększenie ilości morderstw w grach… Czyli wszytko przez te durne i pełne brutalności filmy! Chociaż... może to wina pełnych brutalności książek, po których ogląda się brutalne filmy? Ej - coś w tym jest! Cóż, skoro filmy zwiększają ilość zabójstw w grach to gry zwiększają ilość morderstw… no właśnie – gdzie? Macie jakieś pomysły? Czy ktokolwiek rozumie sens tego zdania? Ktoś zna taką grę? Może chodziło o Mount and Blade’a? Nie wiem też dlaczego "coraz to nowsze fabuły" mają być czymś złym? No, chyba, że Autorka wyznaje zasadę "człowiek lubi tylko te utwory, które zna"? Nie, żeby było to coś złego (kwestia gustu), ale od razu robić z tego zarzut? Autorka właśnie zacytowała opis… pierwszego Dungeon Keepera! Czemu mnie nie dziwi dobieranie najnowszych gier przez spychologa? Całej jednej… Na dwóch jest Postal 2, a na jednym jest… cóż, sam nie wiem – może Wy rozpoznacie tę grę? A, wszystkie trzy screeny są równie marnej jakości. Tu naszło mnie coś jeszcze – dlaczego Autorka podała link do obrazków (niestety strona, z których pochodzą, już nie istnieje…) a nie podała tak trywialnej i ważnej rzeczy jak tytuły tych gier. To znaczy, w sumie, to wiem czemu – bo wzięła obrazki i nawet nie miała pojęcia z jakich gier pochodzą – wystarczyło, że pasowały do tezy… Zgadza się - rok 2013 i nadal mowa o życiach w grach. Autorka na bank to od kogoś spisała, bo to, że o temacie nie ma najbledszego pojęcia jest już chyba 100% pewne, nie? O swoim „kacu moralnym” już kiedyś pisałem, więc zmilczę ten fragment. Tu akurat, jak raz, muszę się z Autorką zgodzić. Tylko czemu zarzut jest głównie oparty o gry komputerowe? Czy to ich wina? Śmierć ważnych osób zawsze budziła sensację (wystarczy przypomnieć sobie „tabloidowe” zdjęcia Otto von Bismarcka na łożu śmierci) – nie jest więc to nic nowego. Ktoś jeszcze używa tego określenia? I czemu w 2013 roku wciąż najpopularniejszymi grami są Blood i Quake (bo z DOOMem to może chodzic o nowego... ta, jasne...)? A, no tak, przecież pisanie pod tezę i spisywanie od innych jest w spychologii wiecznie żywe… Tu, muszę przyznać, Autorka się postarała – jest nawet przypis! Hura! Szkoda tylko, że z… artykułu Iwony Ulfik-Jaworskiej… Co oznacza, że Autorka bezmyślnie przepisała od innego spychologa, nie sięgając do oryginalnego źródła… To samo – niby są przypisy harvardzkie, ale są zerżnięte z cudzego artykułu. Bo przecież fragmenty recenzji w 1997 i 1998 w 2013 roku wszyscy pamiętali (pomijam fakt, że Gambler już dawno nie istniał...). A tu z kolei przypisu brak. Ale w końcu amerykańscy naukowcy to jeden wielki mózg, jednomyślna grupa ostatecznych Wszechwiedzących Istot a nie jakieś kmioty z podrzędnego "uniwerka", którzy, zapewne, za pieniądze od Szatana pokazują, że gry nie są złe. A, na początku tekstu Autorka nie wstawiła cudzysłowu, więc nie jest to mój błąd :). Uuuu… brzmi groźnie, Ale podsumujmy tę opowiastkę: chłopak miał swoją strzelnicę (o której jego ojciec zapewne wiedział), chodził na polowania (zapewne z ojcem, choć z opisu równie dobrze wynika, że chodził sam) a winne były gry, w które grał w tajemnicy przed ojcem? W-T-F? W dodatku zabrakło najważniejszej informacji – jaki miał motyw? Zabił, bo…? Nie mogę wykluczyć winy gier na 100%, ale skoro jedenastolatkowi (!) pozwala się brać udział w polowaniu i uczy się korzystać z broni palnej to chyba nie pozostawia wątpliwości, ze coś tu z jego ojcem było nie tak. Ale okej, poczytałem też sobie o tym zabójstwie na stronie Guardiana. Wyraźnie wskazywana jest tam „zazdrość” młodego chłopaka o „nowe dziecko” w rodzinie. Czy to było przyczyną? Nie wiem, ale skoro chłopak miał (pewnie dostał od ojca) taką broń (i to z niej zastrzelił kobietę) to ja nie mam więcej pytań. To też jest ciekawe – ten zamachowiec, z tego, co znalazłem na angielskiej Wikipedii i ogólnie w Sieci, był rozpuszczony przez matkę i źle przyjmował wszelkie porażki – przy każdej wpadał w histerię i miał napady złości. Ale czy owy brak wychowania (a w każdym razie beznadziejne wychowanie) było powodem tego, co zrobił? A może to, że miał depresję, nawet ją leczył, ale po pięciu sesjach zrezygnował i nikogo to nie obeszło? Nieee, bo by do tezy to nie pasowało. Bo winne są przecież gry, w które grał – to chyba jasne, nie? Z powyższego można też doczytać się skąd zabójca wziął broń. Nie, nie z CS-a, lecz z... nocnej szafki ojca. Tak jest - "tatuś" trzymał broń i amunicję w zasięgu dłoni rozpieszczonego, histeryzującego nastolatka z niedoleczoną depresją i problemami w szkole i życiu osobistym. Ba, dzieciak miał nawet dostęp do domowej strzelnicy. Ale to nadal wina gier... Ciekawą kwestią jest informacja o wycofaniu gry ze sklepów Kaufland... poszukałem w Sieci i nie znalazłem potwierdzenia tych rewelacji! W końcu było to w 2009, więc powinienem znaleźć przynajmniej jedno potwierdzenie, nie? A tu nic... Dodatkowo - choć w moim mieście Kaufland nie ma sklepu - z tego, co widzę ta firma sprzedaje artykuły spożywcze itp. Swoją drogą - zauważyliście, że ci wszyscy mordercy wymieniani przez "naukowców" w publikacjach w znakomitej większości mieli problemy psychiczne? Z tego wynika, że winnymi tych wszystkich masakr są pełne przemocy i Szatana (oraz nekrofilii!) spotkania terapeutyczne i inne placówki prowadzone przez psychologów i psychiatrów :P. Trzeba zlikwidować te domy Diabła - na świecie od razu zrobi się bezpieczniej :D. Cóż za samokrytyka :P. A może ktoś to Autorce dopisał jak nie patrzyła? Chyba Autorka gdzieś w tym czasie wyszła, bo to kolejny sensowny fragment :). Tak samo, jak kolejny: Szkoda tylko, że większość tych naukowców robi wszystko, by ośmieszyć swoje badania i zamiast zrobić coś sensownego na rzecz poprawy (nie, zabranianie i prohibicja to nie jest właściwe działanie). Na tym Autorka kończy swój artykuł (dragi przestały działać?), tak więc i ja powoli kończę swój wpis. Tylko jedna rzecz na zakończenie – Autorka bardzo dużo przepisała od innych, czasem dając przypisy, czasem nie. I tak się zastanowiłem – czy to samo robiła w szkole i na uczelni? Czy jej praca dyplomowa (niestety, nie wiem jakie studia Autorka skończyła) też była zbiorem przepisanych od innych osób frazesów z niewielką ilością własnych przemyśleń/badań? Aż jestem ciekaw… A Wy? PS. Jak raz nie napisałem nic o swoich obserwacjach itp. Ale i tak "pozdro dla kumatych" ;).
  13. 2 points
    Dragon Ball był jednym z tych anime, które bardziej lubiłem. Nie był moim ulubionym tytułem z gatunku shonen, ponieważ to miejsce zajmuje One Piece ze względu na o wiele ciekawszy świat oraz bohaterów, Dragon Ball po prosto cechował się przyjemną prostotą, przesadną męskością oraz takim nostalgicznym klimatem, który aktywował się, gdy tylko zaczynał grać opening każdego odcinka. Wielu brodatych znawców japońskiej sztuki animacji uważa, że oryginalny Dragon Ball był lepszy od kontynuacji sygnowanej literą "Z", większość fanów serii kojarzy jednak to anime właśnie z tą ostatnią literą cywilizowanych alfabetów w tytule. Samemu też uważam, że Dragon Ball Z to najlepsza część Smoczych Kul, ponieważ to właśnie tutaj wyjaśniono wiele kwestii – między innymi to, kim do cholery jest w ogóle główny bohater – Son Goku. W Dragon Ball Z pojawili się najbardziej znani złoczyńcy, techniki, stroje czy też wprowadzono znane poziomy mocy pozwalające określić siłę wojownika, których mutacje zostały użyte (lub też sparodiowane) w różnych innych anime. Nie ukrywam, bardzo się ucieszyłem, gdy dotarła do mnie informacja, że powstaje oficjalna, trzecia część Dragon Balla (przypominam: GT nie jest kontynuacją którą robił sam Toriyama). Wiem, że sam twórca był już otwarcie trochę zmęczony tą serią i planował ją zakończyć mniej więcej po walce z Cellem w Dragon Ball Z. To byłby idealny koniec – Son Goku żegna się ze wszystkimi, jego syn Gohan staje się najpotężniejszym wojownikiem w galaktyce, a dumny Vegeta porzuca walkę i zajmuje się rodziną. Historię jednak kontynuowano pod postacią walki z groźnym, ale trochę, no... głupim Buu. Wprowadzono absurdalne techniki (taniec fuzji) i jeszcze kolejną przemianę – czyli formę, która jest poza formą super saiyana, która jest jeszcze bardziej poza formą domyślnego super saiyana (wtedy też już dla wygody wprowadzono po prostu liczby i nazwano to Super Saiyan 3). Pragnę tutaj zaznaczyć, że NIE oglądałem filmów, które powstały przed premierą Super, z czego się później bardzo cieszyłem – miałem okazję obejrzeć historię, której jeszcze nie znam, ponieważ pierwsze odcinki miały być po prostu przedłużoną wersję kinówek. No dobra, teraz mamy już przeszło 100 odcinków tej nowej serii. Obejrzałem je wszystkie, gdy tylko były możliwe do obejrzenia. I co sądzę? Jak myślicie? Jest źle... naprawdę źle. Naprawdę, chciałbym pokochać tę nową serię, ale... nie umiem. Najgorsze jest to, że przed oglądaniem nowego Dragon Balla, dawno nie oglądałem żadnego świeżego anime. Gdzieś w połowie zainteresowałem się JoJo's Bizarre Adventure i kilkoma innymi tytułami (obecnie Hero Academia), i wszystkie nowe serie po prostu miażdżą nowe Smocze Kule nie tylko pod względem jakości animacji, ale i scenariusza. Przed czytaniem ostrzegam - poniższy tekst zawiera POTĘŻNE SPOILERY. Został również napisany PRZED zakończeniem sagi drugiego turnieju, nie będę więc jej oceniał (chociaż już na starcie pojawiło się kilka problemów z tą sagą...). Sagi Nie chcę jednak robić ogólnej recenzji i wystawić ocenę, zamiast tego zajmiemy się analizą każdej tzw. „sagi”, ponieważ jestem brudnym, spoconym nerdem i mam na to czas. By było jasno: sagą określa się zbiór odcinków, które opowiadają o walce Goku i reszty ekipy z jakimś konkretnym, dużym złem lub dotyczą jakiegoś wydarzenia. Oryginał oficjalnie składał się z 19 sag, najważniejsze to jednak saga saiyanów, Freezera, Cell oraz Buu. Beerus Niszczyciel (Beerus the Destroyer) Początek serii Dragon Ball zaczyna się od pokazania, co się wydarzyło po walce z Buu w Dragon Ball Z. Goku pracuje na polu, a Gotenks i Gohan poświęcili swoje życie nauce, PONIEWAŻ CHI-CHI JEST KOMPLETNĄ KRETYNKĄ I NIE ZDAJE SOBIE SPRAWY ŻE SYNOWIE SON GOKU SĄ ABSURDALNIE POTĘŻNI I MOGĄ 100X WIĘCEJ OSIĄGNĄĆ BRONIĄĆ PLANETĘ PRZED NAJGORSZYMI ZAGROŻENIAMI WE WSZECHŚWIECIE... ufff... wybaczcie, problem z Chi-Chi, żoną Son Goku, opiszę później, na razie wróćmy do fabuły. W każdym razie, Son Goku otrzymuje od Mr. Satana walizkę pieniędzy w podziękowaniu za uratowanie ziemi przed Cellem oraz Buu. Pieniądze oczywiście marnują się na naukę Gohana i Gotenksa, ale dzięki temu przynajmniej Goku może wrócić do treningu z King Kai, na wszelki wypadek, gdyby pojawiło się znowu jakieś zagrożenie. No i się pojawia – nowym przeciwnikiem okazuje się być Beerus, bóg zniszczenia uniwersum w którym żyje nasza ekipa. W dużym skrócie – bogowie zniszczenia w Dragon Ballu zajmują się usuwaniem niepotrzebnych planet, tak by rozrost wszechświata był bardziej kontrolowany... czy jakoś tak. W każdym razie bogowie zniszczenia są absurdalnie potężni i znają specjalne techniki, które umożliwiają im wymazanie ze wszechświata osoby, obiektu czy nawet całej planety... szkoda tylko, że anime w ogóle nie tłumaczy jak oni to robią i kto ich tego nauczył. Jak w ogóle wybierani są bogowie zniszczenia? I dlaczego pochodzą z różnych ras, mimo iż jest podane że są jednej i tej samej rasy? Anyway, bogom zniszczenia służą aniołowie, każdy z nich ma jednego. Aniołowie są sługami i zarazem mentorami bogów zniszczenia, ponieważ są o wiele potężniejsi nawet od nich (w sumie... czemu oni nie zajmują się kontrolowaniem wszechświata? Są o wiele bardziej rozsądni, silniejsi i neutralni). Beerus jest starym, łysym i znudzonym kotem. Jest strasznie znudzony oraz głodny i jedyne co może zaspokoić jego głód, to walka z tajemniczym wojownikiem, który pojawia się w jego snach – jakiś „Bóg Super Saiyanów”. Oczywiście jak się możecie domyśleć, bogiem tym jest Son Goku (ale nie tylko... o tym później).. Po pewnym czasie Beerus odnajduje planetę ziemię i na niej starego znajomego... Vegetę. TAK. VEGETA CAŁY CZAS WIEDZIAŁ O ISTNIENIU BEERUSA I NIGDY W CAŁEJ SERII DRAGON BALL O TYM NIE WSPOMNIAŁ. Beerus kiedyś odwiedził planetę Vegety... to znaczy planetę Vegeta.... no i jego ojca... Vegetę (ja pierdzielę... wiecie o co chodzi). Jak się okazuje, Beerus już w sumie był dawno temu na ziemi i przez niego wyginęły dinozaury. Freeza też o nim wiedział. Znał też Buu. Tak, cokolwiek się zdarzyło w Dragon Ballu, to wiedział o tym Beerus i/albo miał coś z tym wspólnego. Czemu go jednak nie obchodziło to, że Freeza podbijał jego wszechświat? Albo że Cell mógł go zniszczyć? Tak samo Buu? Nie mam pojęcia, twórca Dragon Balla też tego nigdy nie wyjaśnia. W każdym razie, Beerus z początku udaje przyjaznego dawnego znajomego Vegety, ale książę wie, jak bardzo jest on rzeczywistości niebezpieczny i niecierpliwy. Dochodzi do walki pomiędzy Son Goku i Beerusem. Pamiętacie formę Super Saiyan 3? Wiecie, tą formę która nam za młodu rozerwała portki gdy pojawiła się w TV, bo była tak absurdalnie potężna i przemianę w nią poświęcono kilka minut odcinka? No... w porównaniu do potęgi bogów zniszczenia, ta forma nie jest w stanie nawet kogoś zadrapać. Yep, cała ta legenda o super saiyanach w tej chwili okazała się być żałosnym żartem, Super Saiyan 3 to nic specjalnego. W każdym razie, ekipa się zastanawia, jak odblokować formę Super Saiyan God, o której mówi Beerus. W końcu postanawia odezwać się jego anioł Whis (przepotężny metroseksualista) i tłumaczy on, że żeby zamienić się w Boga Saiyanów, kilku saiyanów musi położyć rękę na jednym wojowniku i przekazać mu swoją energię, wszyscy jednak muszą być o czystym sercu. Legenda ta krążyła od dawna wśród rasy saiyanów. Ok, teraz zauważacie zapewne jaki to bullshit - By uzyskać potęgę równą bogom, trzeba po prostu ustawić się w kręgu i mieć dobre serce Saiyanie o tym wiedzieli. Ale Vegeta nie potrafi wytłumaczyć dlaczego o tym zapomniał Teraz pytania z mojej strony - Dlaczego saiyanie po prostu nie pozamieniali swoich najlepszych wojowników w bogów i nie zabili Freezę jednym szlagiem, zanim ten zniszczył ich świat? Nie mówcie mi tylko, że tam nie było żadnych dobrych wojowników, którzy mogli by się przemienić. Nie wiem no... BARDOCK??? … nie, serio, dlaczego Vegeta o tym nie wiedział? Jest księciem, zna swoją rasę najlepiej. On z Goku mogliby się zamienić w dowolnym momencie w bogów i rozwalić Cella oraz Buu jednym palcem w czasie fabuły Dragon Ball Z. Dlaczego saiyanie coś takiego potrafią? Czy inne rasy też mają swoje boskie formy? Czy ludzie również mogą zamienić się jakoś w bogów za pomocą jakiejś dziwnej techniki? Czy Jezus i Budda ją opanowali? W każdym razie, dochodzi walki Beerus kontra Son Goku i... Son Goku przegrywa. Pierwszy raz chyba w Dragon Ballu saga kończy się przegraną naszych bohaterów. Beerus udaje, że za karę teraz zniszczy ziemię, ale udawał że zasnął w czasie przygotowania ataku. Tak naprawdę nie chce niszczyć ziemi, ponieważ jest tutaj wiele obiecujących wojowników, którzy mogą mu zabić nudę, a poza tym jest tutaj pyszne jedzenie (co jest kolejnym problemem Dragon Ball Super – o tym znowu później). A, co do tego boga saiyanów - Vegeta też potrafi się w niego przemienić, ale uczy się tego samemu później. Czyli no... ten cały rytuał też był w sumie niepotrzebny. What!? Złoty Freeza (Golden Freeza) Freeza jest bez wątpienia najbardziej ikonicznym i lubianym złym w Dragon Ballu i ogólnie bardzo znaną postacią w seriach shonen. Dlatego no przyznam, że trochę fajnie, że wrócił na naprawdę ostateczną* bitwę, ponieważ Trunks w sadze Cell w Dragon Ball Z zrobił mu niezłego cock-blockera na ziemi. W każdym razie – jak się dowiadujemy z tej sagi, imperium handlowe założone przez ojca Freezera mocno podupadło, większość planet się wyzwoliło od rządów złych wojowników, po tym jak Son Goku pokonał Freezę. Pałeczkę po głównym złym przejął niejaki Sorbet, zły kurdupel zafascynowany osiągnięciami Freezera. Postanawia on udać się na ziemię i zdobyć Dragon Balle, by życzyć sobie ożywienie swojego mistrza. A jako że bohaterowie DBS stali się nagle debilami – udaje mu się to. Freezer na (nie)szczęście nie jest głupi i nie chce walczyć z Son Goku i Vegetą już teraz, zamiast tego chce zrobić coś, czego nigdy nie robił – chce potrenować by zwiększyć swoją siłę. Tak, dobrze przeczytaliście – Freezer przyznał się, że nigdy w życiu nie trenował, od urodzenia był tak potężny. Co jest kompletnym idiotyzmem, ponieważ: W Dragon Ball Z wspomniał, że trenował ze swoim ojcem – King Cold Gdyby nigdy nie trenował, to jego ogromna siła by nic nie znaczyła – nie znałby żadnych technik ani stylów walki, więc Son Goku byłby od początku od niego silniejszy! Nawet bez formy Super Saiyan! Ponieważ zna masę technik, stylów walki no i w ogóle wie jak powinno się wyprowadzać ciosy. Freezer nie miałby o tym pojęcia, mógłby jedynie machać rękoma i liczyć, że trafi! No ale dobra, Freezer chwilę poćwiczył i odblokował swoją kolejną, piątą formę, którą nazwał Golden Freeza (jak sam przyznał – nie miał pomysłu na lepszą nazwę). Vegeta i Goku postanowili zostać uczniami anioła Whisa. Dzięki temu udało im się odblokować jeszcze potężniejszą boską formę – Super Saiyan Saiyan God (czy też Super Saiyan God Blue, jak chcecie). Ma niebieskie włosy i ogólnie jest wypasiona, ale... jak się pomimo tego okazuje, jest nadal słabsza od Golden Freezy. Niestety, (na szczęście?) Freezer okazał się być jednak też trochę idiotą i postanowił ruszyć na walkę z Goku/Vegetą jak najszybciej... zanim w ogóle zdążył opanować nową formę. Więc zamiast stawać się silniejszym – forma z czasem go osłabiała i Vegeta go pokonał. Niestety, Freezer ostatnim ruchem ręki rozwalił planetę ziemię, ale do akcji wkroczył Whis, ponieważ jak się okazało – zna on technikę, która pozwala cofać czas o kilka sekund. Whis cofnął czas do tyłu, Son Goku szybko zareagował i przerwał atak Freezera za pomocą Kamehameha i... no w sumie to Son Goku tak naprawdę znowu zabił Freezera, a nie Vegeta. Więc wszyscy fani księcia po obejrzeniu ostatniego odcinka tej sagi zaczęli ryczeć z bólu, ponieważ ich ulubiony bohater został ZNOWU ośmieszony. Saga ta miała jeden plus – stara Drużyna Z znowu wkroczyła do akcji i pokonała elitarnych wojowników Freezera. Nawet Roshi (Genialny Żółw) dał im radę. Niestety, Gohan absurdalnie osłabł. Tak mocno, że NIE POTRAFI PRZEMIENIĆ SIĘ NA WYŻSZĄ FORMĘ SUPER SAIYANA. Możemy podziękować Chi-Chi, że tak wychowała syna. Po wydarzeniach z tej sagi jednak zdał sobie sprawę, że jego rodzina jak i reszta ludzi może go kiedyś potrzebować, postanowił więc wrócić do starego, dobrego treningu z Piccolo, by nadrobić zaległości. Uniwersum 6 (Universe 6) Dobra, to byłaby BARDZO dobra saga, gdyby nie kilka upierdliwych problemów, które omówimy na końcu. Saga Uniwersum 6 bardzo mocno namieszała w całym świecie Dragon Balla – otóż do świata Son Goku przybywa Champa, czyli bóg zniszczenia z szóstego uniwersum, które sąsiaduje z uniwersum naszych bohaterów. Whis tłumaczy Goku oraz Vegecie (oraz przede wszystkim widzom), że świat jest zbudowany w ten sposób, że istnieje 12 uniwersów i każdy ma swojego sąsiada, tak by suma obu wynosiła 13. Mówiąc prościej – uniwersum 7 to świat który znamy z Dragon Balla, tutaj mieszka Son Goku i reszta wojowników, sąsiadem jest uniwersum 6. Jest to całkiem podobny świat – również są na nim Saiyanie, Namekianie, Zmiennokształtni (rasa od Freezy) i tak dalej, uniwersum te jednak rozwinęło się w trochę inny sposób. W uniwersum 6 Saiyanie nie posiadają ogonów i nie są oszalałymi wojownikami, wręcz przeciwnie, są praworządną policją która utrzymuje porządek we wszechświecie (niestety jak się później dowiadujemy – są trochę słabsi i nie mają pojęcia o legendzie super saiyanów). Od boga Champy dowiadujemy się również o istnieniu tzw. Super Smoczych Kul, czyli tych PRAWDZIWYCH Smoczych Kul, na podstawie których Namekianie stworzyli swoje, które znamy z serialu. Super Smocze Kule są wielkości planet i mogą spełnić absolutnie każde życzenie, bez żadnych limitów. Problemem jest niestety ich odnalezienie, ponieważ wymaga to wysadzania niezamieszkałych planet czy asteroid z nadzieją, że znajdują się pod powierzchnią. Champa jednak znalazł te kule i ostatnia z nich okazała się być w uniwersum, gdzie są nasi bohaterowie. Kolejnym problemem jest to, że Champa i Beerus bardzo się nie znoszą, mimo iż są bratami-bliźniakami. Po poznaniu Son Goku i Vegety, Champa postanawia zorganizować turniej pomiędzy dwoma uniwersami, uczestnikami mają być najsilniejsi wojownicy po obu stronach. Jeśli unwiersum 7 wygra – mogą użyć Super Smoczych Kul, by poprosić smoka o cokolwiek. Jeśli jednak Champa i jego drużyna wygra – chce by ziemia gdzie mieszka Son Goku należała do niego, ponieważ w jego uniwersum nie ma tak dobrego jedzenia (ziemia uniwersum 6 została zniszczona w czasie jakiejś bezsensownej wojny – nawiązanie do Red Ribbon Army z oryginalnego Dragon Balla?). Jak można się spodziewać – Son Goku z radością zgadza się na turniej i rozpoczyna zbieranie najlepszych wojowników. Do drużyny dołącza oczywiście Vegeta, Piccolo oraz Buu (co jest dosyć logicznym wyborem, ponieważ jest jedną z najsilniejszych istot w świecie naszych bohaterów). Poza nimi Beerus sprowadził z innej planety wojownika o nazwie Monaka, który jest ponoć o wiele silniejszy od od Son Goku. Niestety Buu jest bezużyteczną kupą smrodu i zasypia przed rozpoczęciem turnieju, przez co nie może wziąć w nim udziału i drużyna Son Goku jest osłabiona. Gohan nie bierze udziału, ponieważ ma wykład na swojej uczelni (SERIO!!??). Sam turniej był bardzo emocjonujący. Bez wątpienia najciekawszymi wojownikami z drugiego uniwersum są Cabba oraz Hit. Cabba jest młodym, ale bardzo silnym saiyaninem, który walczy z Vegetą. W czasie tej walki poznajemy też Vegetę z innej strony, jest co prawda niemiły dla Goku, lecz dla innych swoich braci-saiyanów jest bardzo opiekuńczy i stara się im pomóc na swój sposób. W czasie walki uczy on Cabby, jak przemienić się w formę SS1, po czym pokazuje mu formę SSSG, z którą Cabba nie ma szans. Młody mówi „Mam nadzieję, że kiedyś będę tak potężny jak ty”, na co Vegeta odpowiada „Nie... chcę, byś był jeszcze potężniejszy”. Bardzo fajna scena, która powinna wreszcie zadowolić fanów księcia. Hit za to jest asasynem, który poluje na ofiary nawet z innych uniwersów. Jest przerażająco silny i pokonał Vegetę bez najmniejszego trudu, nawet gdy ten się przemienił w najlepszą boską formę. Son Goku jednak rozgryzł z jakiej techniki korzysta Hit – potrafi zatrzymywać czas na kilka sekund i wyprowadza serię ciosów w słabe punkty przeciwnika, by go natychmiast znokautować. W czasie walki z Hitem, Son Goku przedstawia też swoją nową formę... która tak naprawdę nie pojawiła się w mandze SSSG połączony z techniką Kaioken x10. Mówiąc prościej – podbił sobie moc, tak by był dziesięciokrotnie silniejszym od bogów. Mimo tego niestety – Goku przegrał z Hitem, który jest po prostu o wiele bardziej doświadczonym wojownikiem. Hit nawet nie używał swojej pełnej mocy w czasie turnieju, ponieważ jego prawdziwy styl walki zabija ofiarę jednym ciosem, a na turniejach nie wolno nikogo zabić. Son Goku powiedział mu, że kiedyś musi z nim stoczyć walkę na serio, z pełną mocą, po czym zszedł z areny. Ostatnia walka tej sagi to Monaka kontra Hit. Był największy zawód tej sagi, praktycznie robienie sobie żartów z widza - okazało się, że Monaka tak naprawdę nie potrafi walczyć, jest słabeuszem i Beerus go wybrał tylko dlatego, by nabrać Goku i zachęcić go do dalszego treningu, wmawiając mu, że Monaka jest silniejszy. Plan ten jest kompletnie bezsensowny - dlaczego wybrał akurat go, skoro Monaka nie potrafi nawet udawać, że jest silny? I po co taka zachęta? Przecież Son Goku WIE że są od niego silniejsi wojownicy, przecież stoją przed nim cały czas - Beerus oraz Whis! Po turnieju pojawiła się nowa postać – Zeno. W tym momencie poznaliśmy najpotężniejszą istotę w świecie Dragon Balla... i jest nim kurdupel z mózgiem kilkulatka. Zeno jest najwyższym bogiem wszystkich uniwersów. Służą mu wszyscy aniołowie oraz bogowie zniszczenia. Wygląda żałośnie, jednak jego moc jest zniszczenia jest nieograniczona, potrafi jednym ruchem palca usunąć cały wszechświat, co już niejednokrotnie zrobił. Ale i tak... postać ta jest naprawdę fatalna. Seria przyzwyczaiła nas do mięśniaków i złych zmieniających swoje formy w coś o wiele bardziej przerażającego, a dostaliśmy od twórcy jakąś pstrokatą kulkę i "proszę, to jest najpotężniejsza istota w Dragon Ballu! Ha! Tego żeście się nie spodziewali, co?". Nie, to nie tak działa panie Toriyama. Gdyby najpotężniejszym madafaką była jakaś kobieta, zamiast spoconego mężczyzny, albo jakiś dziwny, stary kosmita, to byłoby fajnie. Zamiast tego mamy kolejną postać komediową po Monace, i to wszystko w jednej sadze! W każdym razie - Zeno wita się z Goku i mówi mu, że był pod wielkim wrażeniem turnieju i nigdy się tak dobrze nie bawił. Chce zorganizować osobiście kolejny turniej, ale tym razem udział wezmą też i inne uniwersa. Trunks z "Przyszłości" ("Future" Trunks Saga) Była to jedna z najbardziej hajpowanych sag, niektóre odcinki biły tutaj rekordy oglądalności, pojawiło się masę fanowskich teorii, niektóre z nich brzmiały naprawdę niesamowicie... i niestety moich zdaniem jest to na razie najgorsza saga z tej serii. Co tutaj zawiniło? Jak możecie domyśleć się po tytule, jednym z głównych bohaterów tutaj jest znowu Trunks, ale nie ten z teraźniejszości, tylko z przyszłości, który pomagał w DBZ w walce z Cellem. Po pokonaniu tego potwora, świat Trunksa żył miarę spokojnie, dopóki nie pojawiło się nowe, jeszcze gorsze zło - "zły" Son Goku! Albo przynajmniej ktoś, kto wygląda identycznie jak Son Goku. Goku Black (jak mianował go Trunks) jest niesamowicie potężny i udało mu się zniszczyć niemal całą ziemię. Bulma zdążyła zbudować nowy wehikuł czasu, pozwalający Trunksowi przenieść się do realiów w których żyje Son Goku, by poprosić go i resztę o pomoc w walce z tajemniczym saiyanem. Jedną z głównych bohaterek tutaj jest również dorosła Mai (gdyby ktoś nie kojarzył, to ta dziewczyna towarzysząca Pilafowi), która pełni rolę drugiej połówki Trunksa. Jak się możecie domyślić, robi to trochę zamieszania w świecie Son Goku, gdzie młody Trunks i Mai ledwo się znają. Tak jak wspomniałem wcześniej, saga ta zrodziła wiele fanowskich teorii oraz domysłów. Przede wszystkim Goku Black był katalizatorem wielu zarąbistych fan-spoilerów. Niektórzy pisali, że jest to Gotenks, który z jakiegoś powodu stał się zły, inni mówili że to sam Bardock powrócił, jeszcze inni że to Son Goku z sąsiadującego uniwersum, gdzie historia potoczyła się inaczej i nie upadł w młodości na głowę, zamiast tego zniszczył ziemię i stał się najpotężniejszym wojownikiem i niszczycielem światów. Wszystkie te teorie były zarąbiste... ... ale autorzy postanowili opowiedzieć tę historię w najgorszy możliwy sposób. Goku Black naprawdę miał na imię Zamasu i był uczniem wielkiego kai z uniwersum 10. Anime starało się udawać, że historia i motywy Zamasu są jakieś głębokie i pełne ideałów, prawda jest jednak taka, że to najbardziej bezsensowny główny zły historii Smoczych Kul. Zamasu po prostu widział zło, jakie potrafią wyrządzić żywe istoty i stwierdził, że powinny być usunięte, ponieważ tylko bogowie oraz aniołowie zasługują być żyć i cieszyć się światem. Zabił on więc swojego mistrza, ukradł jego pierścień pozwalający się przenosić w czasie, cofnął się do przeszłości gdzie jeszcze raz zabił swojego mistrza i poprosił samego siebie o pomoc, przeniósł się w dwójkę do przyszłości i użył Super Smoczych Kul by dokonać dwóch życzeń (skrócił sobie czas oczekiwania na pojawienie się kul za pomocą pierścienia czasu). Jeden Zamasu życzył sobie nieśmiertelności, drugi poprosił o ciało od Son Goku, czyli jedynego śmiertelnego wojownika który go ośmieszył (poznali się w czasie tej sagi i doszło do sparringu). Mówiąc prościej - w sadze tej pojawiają się dwaj Zamasu. Jeden ma normalne ciało i jest nieśmiertelny, drugi ma ciało Goku i jego potęga rośnie w nieskończoność. Problem jest teraz taki, że plan obu Zamasu jest bezsensowny. Z początku rozumiałem o co chodzi, chcą wybić inteligentne istoty (w anime i mandze ciągle mówią "ludzie", co jest trochę mylące - chodzi im o wszystkie cywilizacje na wszystkich planetach), ponieważ tylko bogowie i aniołowie są fajni. Tylko że... ON ZABIŁ RÓWNIEŻ WSZYSTKICH BOGÓW W UNIWERSUM TRUNKSA. Jego plan usunięcia ludzkości jest więc bezsensowny, ponieważ zabił również bogów, więc NIKT nie zostaje przy życiu! Już nie wspomnę o tym, że Zamasu który nie chciał nieśmiertelności postąpił wyjątkowo głupio. Co z tego, że ma ciało Son Goku i jest super potężny? Przez niego właśnie obaj zostali pokonani - Zamasu nie mógł sobie poradzić z Vegetą, Son Goku oraz Trunksem który dostał ogromnego przypływu siły ze wściekłości (to on pokonał obu jednym cięciem miecza), więc postanowił przeprowadzić fuzję (Zamasu+Zamasu) zapominając o tym, że jedna część jest nadal śmiertelna i tym samym podatna na ataki. Mimo tego, w czasie tej sagi zniszczony został cały wszechświat Trunksa, ponieważ Zamasu powrócił pod postacią niematerialnego, kosmicznego demona i Son Goku musiał wezwać Zeno, by ten usunął cały świat i tym samym Zamasu na zawsze. To niestety rodzi jeszcze więcej pytań - skoro Zeno żył, to znaczy że jego aniołowie również żyli i widzieli, że Zamasu skacze pomiędzy wszechświatami i wszystkich usuwa. NIKT nie zadawał sobie pytań, dlaczego nagle wszyscy bogowie znikli? Nikt nie próbował interweniować? No i dalej - ta saga to był paskudny bad ending. Co z tego że Trunks i Mai przeżyli i postanowili się przenieść do innego świata za pomocą wehikułu zbudowanego przez Bulmę z uniwersum Goku? Wszyscy jego przyjaciele, dla których walczył od samego początku tej sagi, zginęli! Wszyscy to jednak nagle mieli z jakiegoś powodu gdzieś. Inne problemy Nieśmieszne i absurdalne obżarstwo Fani anime oraz mangi na pewno znają określenie "foodgasm". To są sceny, w której bohater przesadnie podnieca się tym, jak dobre jest przygotowane dla niego jedzenie i wcina je niczym niszczarka szwedzkich polityków wcinająca dokumenty z problematycznymi danymi. Sceny takie pojawiają się w DBS tak często, że nawet zatwardziali fani się zastanawiają o co chodzi i próbują wymyślić jakieś teorie, że jedzenie będzie grało jakąś ważną rolę w tej serii i Toriyama się po prostu na to przygotowuje. Prawda jest jednak taka, że są to męczące żarty, sceny z foodgasmem pojawiają się czasem kilka razy w trakcie jednego odcinka, przeciągając sztucznie jego długość i zmuszając aktorów głosowych do ciągłego jęczenia na cały głos przed mikrofonem "O MÓJ BOŻE JAKIE TE RAMEN JEST DOBRE". Czasem nawet ważne dialogi, dotyczące walki z głównym złym i świata Dragon Balla są przerywane tym, że ktoś masturbuje się do talerza z mięsem ponieważ "O MÓJ BOŻE JEST TAKIE DOBRE". Poziomy mocy nie mają już sensu! W Dragon Ball Z, za pomocą poziomów mocy można było określić jak silny jest wojownik. Każdemu można było przypisać jakąś liczbę, kalkulacje robiły się trochę absurdalne w czasie walki z Freezerem, były jednak możliwe do przeprowadzenia, w swojej drugiej formie Freezer miał poziom mocy równy 1 000 000 i każda kolejna forma podbijała moc dwukrotnie, więc w swojej najlepszej formie miał poziom mocy gdzieś około 4 000 000+ W Dragon Ball Super poziomy mocy jednak kompletnie straciły na znaczeniu. Son Goku w pierwszej formie boga był w stanie zniszczyć cały wszechświat uderzeniem pięści (!!!!!), później jednak osiągnął formę Blue i do tego użył techniki kaioken, by podbić sobie energię jeszcze o 10x. Spróbujcie to sobie teraz wyobrazić - podnieście moc zniszczenia pięści, która niszczy cały wszechświat, dziesięciokrotnie! Oczywiście Goku dał wymówkę, że potrafi teraz lepiej kontrolować swoją siłę. Ale i tak - jest to absurdalne na maksa, ponieważ pojawiają się postacie równe sile Goku i bogowie zniszczenia z jakiegoś powodu nadal są silniejsi, mimo iż NIE WIDAĆ TEGO po ich sposobie walki. Gdzieś w okolicach sagi Trunksa, Beerus i reszta jego ekipy wydawała się być już znacznie słabsza od Goku oraz Vegety, mimo tego obaj mówią, że "kiedyś dorównają tym bogom zniszczenia". Mało tego, później pojawia się nasz stary znajomy - Android 17, i jest on tak samo silny jak Son Goku w najlepszej formie! Dlaczego? Ponieważ... od czasów sagi Cell chronił jakąś wyspę przed łowcami. Powtórzę to - walczył z jakimiś ludźmi ze wsi i dlatego dorównał swoją siłą bogom... że co? Jednowymiarowe na maksa postacie Kolejnym poważnym problemem jest to, że znane postacie w DBS stały się jednowymiarowe aż do bólu. Chi-Chi zapomniała o wszystkim, co się wydarzyło w DBZ i stała się znowu psychodeliczną matką. Son Goku jest kompletnym idiotą. Stwarza nawet zagrożenie dla swoich przyjaciół, ponieważ zależy mu tylko na tym, by się naparzać po pysku. W DBZ Freezer wspomniał, że głupi uśmiech tego saiyanina jest zmyłka, w tej głowie kryje się prawdziwy geniusz, przynajmniej jeśli chodzi o walkę. W pozostałych sagach Son Goku również skleił kilka ambitnych planów, dzięki którym udało się uratować resztę. W DBS jednak nie jest w stanie nic takiego robić, zachowuje się tak, jakby był upośledzony i czasem ledwo potrafi skleić zdania do kupy. Vegeta jest przesadnie tsundere księciem i każdą swoją wypowiedź kończy chrząknięciem. Przemyślenia na koniec Tak jak wspomniałem na początku, naprawdę chciałbym lubić Dragon Ball Super, ale serial ten po prostu z każdym odcinkiem stara się mi kopnąć w krocze. Toriyama w wywiadach wspominał, że tworzy on przede wszystkim dla młodych, co jest bardzo dziwnym podejściem. Przecież wszyscy fani Dragon Balla są już dzisiaj dorośli, młodzi ludzie nie wychowali się na tej serii. Poza tym zdanie "to jest dla młodych" nie jest wymówką, filmy Toy Story również były kierowane dla młodych, są jednak uważane za wybitne filmy animowane, ponieważ mają świetne historie, które podobają się nawet dorosłym. Inne serie shonen (One Piece, Hero Academia, Naruto) są zauważalnie lepiej wykonane - mają lepszą fabułę, głębsze postacie, lepszą animację i potrafią zaskakiwać. Dragon Ball jednak nie tylko stanął w miejscu, ale i mam wrażenie, że zrobił kilka kroków do tyłu. * Tak to było przedstawione w tej sadze, ale znowu jest to nieprawda. Powraca w sadze, która nie jest opisana w tym tekście, ponieważ się jeszcze nie skończyła.
  14. 2 points
    Na moje masz 2 proste rozwiązania: Krok po kroku (raczej nic nie zepsujesz) :) 1) od tego zacznij -W wyszukiwarce wpisz powershell -Kliknij prawym na to co znalazło (Windows PowerShell) i wybierz uruchom jako administrator (potwierdź klikając "tak", powinno się pojawić niebieskie okno) -Skopiuj to całe poniżej: Get-AppxPackage -allusers | foreach {Add-AppxPackage -register "$($_.InstallLocation)\appxmanifest.xml" -DisableDevelopmentMode} -Wklej do tego niebieskiego okna klikając po prostu prawym przyciskiem myszy i zatwierdź enterem. -Powinno to zainstalować ponownie wbudowane aplikacje. 2) Spróbuj skorzystać backupu. Ustawienia > aktualizacja i zabezpieczenia > odzyskiwanie > I tam kliknij rozpocznij, wybierz jakiś najbliższy punkt i upewnij się żeby cofnął tylko zmiany systemowe, żeby nie stracić danych.
  15. 2 points
  16. 2 points
    Małe co nieco znad morza: 1) Najlepszy deser evah, aka bubble waffle <3 2) Zamiast rybki wleciało tagiatelle z kurkami i boczkiem w sosie śmietanowym z tartym serem, chyba parmezanem n i e b o i e b o 3) Będąc w Galerii Bałtyckiej, natknęliśmy się na stoisko z zagraniczną żywnością. Dużo słyszałam o piwie korzennym, tak popularnym w USA, tak więc też postanowiłam, że się w owe zaopatrzę. Matko. Nie dość, że pachnie jak taki mentolowy sztyft do nosa, który się wącha przy katarze, to smakuje jak płyn do płukania ust. What the hell? 6,50 to to na pewno nie jest warte, nie polecam.
  17. 2 points
    Właśnie przed chwilą. O okazało się literką D, nadruk w tym miejscu był trochę niewyraźny. Kod działa, sprawdźcie czy O lub 0 nie jest literką D
  18. 2 points
    Do kogo można się zwrócić o pomoc jak kod nie chce działa? (przepisuję dobrze a pisze że "Kod nieprawidłowy")
  19. 2 points
  20. 1 point
    A próbowałeś podkręcić bas? Na pilocie masz taką opcję z tego co pamiętam. Co do karty - wielkich różnic bym się nie spodziewał, ale jakiś Xonar DGX pewnie nieco by poprawił jakość dźwięku (w tym być może bas, ale nie licz na to że się wzmocni, jak już to będzie po prostu nieco lepszej jakości). Choć mówię - na cuda nie licz.
  21. 1 point
    Wczoraj udało mi się ukończyć War of the Chosen. Dodatek świetny trzeba to na samym początku podkreślić. Ilość nowości przewyższa chyba te z Enemy Within. Nowe frakcje są świetne i można nawet powiedzieć że ich żołnierze są OP i pewnie dlatego dostajemy tylko po jednym (grę ukończyłem mając 1 templara, 1 skirmishera i 2 reaperów) - Reaperzy - świetnie nadają się na zwiad i tworzenie zasadzek/dywersji. Z tego co zauważyłem to jedynie Chrysalidy są w stanie ich natychmiastowo wykryć jak tylko się wejdzie w ich pole widzenia. Mały problem bo w grze jest ich raczej bardzo mało (co jest dziwne, mam wrażenie że w bazowej wersji gry występowały częściej, tutaj dosłownie w kilku misjach) Pomoc reaperów jest nieoceniona w walkach z wybrańcami i w misjach gdzie szybko trzeba dojść do określonego punktu. Jedyny minus jest taki, że nawet z najlepszą bronią zadają około 6pkt obrażeń, co w porównaniu z innymi klasami wypada dość blado. Nadrabiają za to mobilnością, ładunkami wybuchowymi i zdalnego aktywowania wybuchów. - Templariusze - Klasa głównie do walki wręcz, bazuje na atakach psionicznych. Bardzo silne ataki, które stają się jeszcze silniejsze po zabiciu wroga. Posiadają szereg bardzo przydatnych zdolności. - Skirmishers - klasa która służy do rozbijania szeregów wroga - albo poprzez przyciągnięcie jednego do siebie, albo poprzez przyciągnięcie się do wrogiej jednostki i wystrzelaniu odsłoniętych przeciwników (posiada kilka ataków) Przemyślane ataki są dla skirmisherów wymogiem, ale dają wiele frajdy jak się je uda wykonać Sami "Wybrańcy" stanowią fajne wyzwanie, chociaż w pewnym momencie byli bardziej śmieszni niż cokolwiek innego. "Tym razem mnie pokonałeś, ale następnym razem to ja wygram" brzmiało jak jakiś czarny charakter z kreskówek. Od początku gry bardzo dużo się dzieje. Tak dużo, że zebranie pierwszych zasobów może być kilkukrotnie przerwane przez różne misje, wydarzenia itp. itd. Trochę tych rzeczy w mojej opinii dzieje się zbyt szybko. Cierpi na tym głównie mid i late-game. Bardzo szybko jesteśmy w stanie wylewelować naszych żołnierzy i gra w dalszej części ma o wiele mniej contentu niż na początku (np. misje z "zagubionymi" po prostu w pewnym momencie przestają się pojawiać, a szkoda) IMO lepiej by było, gdyby rekrutacja każdej frakcji była możliwa dopiero po pewnym czasie, a tak dostajemy wszystkie nowości niemal na samym początku, co może być nieco przytłaczające. Najbardziej jest to widoczne w momencie kiedy wyeliminujemy wybrańców. Stanowczo zbyt szybko jest to możliwe, a po ich zabiciu na głównej mapie niewiele się dzieje - placówki awatara, mroczne wydarzenia i raz na jakiś czas misja odwetowa/priorytetowa. Do tego zdobyte od nich bronie są tak OP, że każda następna misja to bułka z masłem. Generalnie główny wątek fabularny zostawiłem sobie na potem i chyba popełniłem błąd, bo żadna z misji - nawet ta ostatnia nie stanowiła zbyt wielkiego wyzwania. Moi żołnierze byli tak wykokszeni, że nawet krytyczne obrażenia nie robiły na nich większego wrażenia (samoleczące pancerze FTW) za to przeciwnicy w każdej turze padali jak muchy (ranger z mieczem wybrańca i "huraganem stali" jest istną maszynką do zabijania - najlepszy w moim teamie pod koniec gry miał na liczniku ponad 200 zabójstw) Ogółem, świetnie się bawiłem przez cały czas, nawet pomimo braku zmian w end-game, ale widziałem że już ktoś zmontował moda który to poprawia (dodaje sporo jednostek z wyższymi statami żeby misje pod koniec też stanowiły wyzwanie) także planuję przejść grę jeszcze raz na wyższym poziomie trudności. @UP - na końcu gry jeszcze mocniej niż w podstawce sugerują, że kolejna część będzie wariacją
  22. 1 point
    Ciężko jednoznacznie ocenić, ale w baaaaaardzo niewielkim. Phenomy II X4 to potrafiły ograniczać zapędy staroci pokroju GTX 660, więc sam zapewne rozumiesz, że ten GTX 1080 będzie się piekielnie nudzić dopóki mu nie wrzucisz mocniejszego proca.
  23. 1 point
    Zamiast aktualizacji lepiej po prostu zainstalować Windowsa 10 z klucza Windowsa 7.
  24. 1 point
    A ja akurat muszę ten fotel pochwalić. Siedziałem na takim fotelu kilka razy, bez poduszek lędźwiowych i tej za głową i wiem, że następny jaki będę kupował to właśnie ten lub coś bardzo podobnego. Siedziało mi się bardzo wygodnie. Ale tak jak sugeruje 2real4game najlepiej jest pojechać i przymierzyć się do kilku. Wtedy dopiero można się przekonać, który będzie wygodny.
  25. 1 point
    @UP Dokładnie. Chyba po prostu ludzie idą z biegiem czasu. Jeszcze niedawno komunikowaliśmy się za pomocą wzajemnie przekazywanych listów; dalej powstały fora, czaty, itd. Nie dziwi mnie, że dla niektórych forum odchodzi w niepamięć, a zwłaszcza, że samo wprowadziło pewne zmiany, które nie muszą się wszystkim podobać. To smutne. Ale nie dziwi mnie to.
  26. 1 point
    Wśród współczesnych powieści nie brak popularnych serii z pogranicza thrillera, sensacji, a także kryminału. Jeffery’emu Deaverowi zawdzięczamy dla przykładu książki o Lincolnie Rhyme i Amelii Saschs, podczas gdy Lee Child regularnie tworzy kolejne historie, których bohaterem jest Jack Reacher. Portfolio Tess Gerritsen obejmuje zaś m.in. cykl o pracującej w bostońskiej policji detektyw Jane Rizzoli oraz sądowym patologu – dr Maurze Isles. Po przeczytaniu wyśmienitej „Doliny umarłych”, w której występują obie panie, wiem, że powinnam czym prędzej nadrobić zaległości i sięgnąć po pozostałe tytuły z ich udziałem. W omawianej odsłonie cyklu Maura udaje się do Wyoming na konferencję patologów, gdzie spotyka Douga Comleya, dawnego znajomego z lat studenckich. Towarzyska pogawędka uświadamia kobiecie, że jest zbyt poważna i nadto stara się kontrolować. Gdy więc pan Comley proponuje wspólną wycieczkę do górskiego schroniska wraz z jego córką oraz przyjaciółmi, dr Isles przystaje na pomysł dołączenia do grupy. Dla protagonistki to nie tyle szansa na ogólne wyluzowanie, co złapanie chwili oddechu od własnych zmartwień, zwłaszcza iż tkwi w kłopotliwym romansie z niejakim Danielem. Doug emanuje natomiast optymistycznym i żywiołowym nastawieniem, dostrzegając pozytywne aspekty nawet przy takich rzeczach jak popełnianie błędów czy niespodziewane komplikacje. Jego słowa okażą się jednak złowieszczym proroctwem w odniesieniu do dalszego toku fabuły, bo przecież coś musi pójść mocno nie tak. „Dolina umarłych” stanowi świetny dowód na to, że amerykańska pisarka potrafi stopniować napięcie i niepokojącą atmosferę. Gdy na początkowym etapie podróży wycieczkowicze zahaczają o starą, acz czynną stację benzynową, pozwalają sobie na drobne żarty z przypominającej skansen placówki. Czytelnik słusznie z kolei przeczuwa, że wkrótce nikomu nie będzie do śmiechu. Niczym w dreszczowcach i horrorach, których bohaterowie zapuszczają się na jakieś zakuprze. Dokładnie tak jest w przypadku Maury, Douga i jego paczki – GPS więcej miesza niż pomaga, gubiąc trasę, zamiast zaprowadzić do celu. Na domiar złego, śnieg sypie coraz gęściej, a w okolicy nie widać żywej duszy. Pojawiają się pierwsze rysy konfliktu, duże problemy z autem oraz zanik zasięgu w komórkach – niby oczywiste chwyty, lecz jakże skuteczne w swym oddziaływaniu. A kiedy zmuszona do pieszej wędrówki grupa przedziera się przez śnieżne zaspy, łatwo wyobrazić sobie dyskomfort nieszczęśników, tym bardziej że dodatkowo towarzyszy im silny wiatr. Takie warunki przełożyły się na udane wykorzystanie motywu postaci, które wylądowały w odciętym od świata miejscu. Wprawdzie turyści docierają do osady o nazwie Królestwo Boże, ale marna z tego pociecha, skoro wioska świeci pustkami. Bliższe oględziny przyczyniają się do zwiększenia klimatu zaszczucia oraz mnożenia kolejnych pytań. Mianowicie ów rejon najwyraźniej zajęła niegdyś wspólnota religijna, wiodąc egzystencję wedle ustalonych zasad i zamieszkując identyczne domy. Tylko gdzie się oni wszyscy podziali? I czy aby na pewno nikogo tutaj nie ma? No bo skąd to wrażenie bycia pod czyjąś obserwacją? A może chodzi jedynie o figle ze strony skołowanego umysłu? Co istotne, pani Gerritsen zdołała uzyskać zamierzony efekt również w tych momentach, gdy nie dzieje się nic konkretnego. Wystarczają jej wówczas same emocje ludzi, którzy znaleźli się w beznadziejnym położeniu. Do tej pory poświęcałam uwagę wyłącznie Maurze Isles, nie wspominając o drugiej protagonistce serii – Jane Rizzoli. Czy oznacza to, że druga z wymienionych kobiet została wyprawiona na swoisty urlop? Otóż nie, choć fabuła z wiadomych powodów bardziej skupia się na jej przyjaciółce. Jane nie omieszka bowiem rozpocząć intensywnych poszukiwań, co w późniejszych partiach utworu przyniesie pewną zmianę konwencji. O ile w pierwszej połowie powieści mamy thriller z nutką grozy, tak w drugiej przybiera na sile sensacyjno-kryminalny koloryt, utrzymując przy tym kapitalne budowanie napięcia. Kiedy jakiś czas po zniknięciu Maury zostaje odnaleziony samochód ze spalonymi ciałami, policjantka nie odpuszcza, mimo że sporo czynników przemawia za śmiercią pani patolog. W trakcie śledztwa dochodzą zatem nowe fabularne klocki, które oczekują na wyjaśnienie. Co więcej, pisarka z godną pochwały precyzją rozstawia poszczególne pionki na literackiej szachownicy, zarazem otaczając je sukcesywnie odsłanianą woalką tajemnicy. Ponadto zostaniemy uraczeni zwrotami akcji, które pomagają zarówno uzyskać brakujące odpowiedzi, jak i jeszcze bardziej docenić wprawne pióro autorki. Reasumując, „Dolina umarłych” to obowiązkowa pozycja dla fanów wszelkiej maści thrillerów. W powieści tej nie uświadczymy przypadkowych wydarzeń ani sztucznych przedłużaczy, gdyż poszczególne elementy historii zostały elegancko rozlokowane i logicznie ze sobą powiązane. Warto przy okazji nadmienić, iż obecny tu wątek ugrupowania religijnego umożliwił amerykańskiej literatce zabranie głosu w sprawie sekt oraz manipulacji, jakie panują w szeregach takich społeczności. Innymi słowy, Tess Gerritsen podarowała odbiorcom rozrywkę na bardzo wysokim poziomie. ------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. ------------------------------------------------------------------- Tytuł polski: Dolina umarłych Tytuł oryginalny: Ice Cold / The Killing Place Autor: Tess Gerritsen Wydawnictwo: Albatros Liczba stron: 400
  27. 1 point
    Autor chce do zestawu z i7-2600K "wrzucić" GTX 970, nie GTX 1080 Ti.
  28. 1 point
    Ten kadłub Clevo nie słynie z dobrego chłodzenia CPU, więc 7700k to tam będzie płonąć... Nie wspominając o fatalnej kulturze pracy. Tym bardziej gdy obok jest GTX 1080, którego też schłodzić trzeba. Szukasz 15' czy 17'? Bo jednak wypadałoby się określić czy celujemy w klockowatego DTR-a czy jednak w coś bardziej przenośnego.
  29. 1 point
    Mam nowy rower który jest całkiem w pytkę, robię na nim dziennie więcej kilometrów niż bym się spodziewała i do tego nadal mi mało. Chyba upadłam na głowę.
  30. 1 point
    Chyba najlepiej byłoby polować na HD 7850 2GB, przy czym może Cię to wynieść nieco ponad 250 zł. I sprawdź proszę markę i model zasilacza - bywają jakieś tam "zasilacze", których dla własnego bezpieczeństwa nie powinno się w ogóle podłączać do prądu, nie mówiąc o łączeniu ich z podzespołami. @down @VobiS Możesz poczekać na kogoś bardziej obeznanego, ale z tego, co mi wiadomo, to jest to zasilacz z gatunku "ciężko powiedzieć, bo nie był nigdzie testowany". Patrząc na specyfikację - 500W to on nie ma, obciążalność i podział linii 12V nie jest przesadnie kuszący (bywały znacznie sensowniejsze zasilacze 350W), ale jeżeli wypisane tam dane są prawdziwe, to z HD 7850 poradzi sobie bez żadnych problemów.
  31. 1 point
    Ja od siebie dodam, ze ilosc wydzielanego ciepla mozna zmniejszyc poprzez wylaczenie aktualnie niepotrzebnych modulow (m.in. Life Support, bedac kilka kilometrow od stacji dotrzesz do niej, zanim wyczerpie sie tlen). Dzieki temu w Silent Running statek bedzie sie troche wolniej nagrzewac. Wyposazenie statku w moduly klasy A, ktore sa najwydajniejsze energetycznie, tez zmniejsza ilosc generowanego przez statek ciepla.
  32. 1 point
    Na kanale arhn.eu miała dziś miejsce premiera filmu o powstaniu trylogii gry Wiedźmin, życzę miłe oglądania, oto wspomniany film:
  33. 1 point
    Kath i wiesniak mogą się śmiać, ale i tak mam to gdzieś. Jestem szczęśliwy i żaden FA mi tego nie zepsuje xd.
  34. 1 point
    Jest ok pomijając to, że pamięci widnieją jako niedostępne. O kodach na montaż podanych na poprzedniej stronie oczywiście pamiętasz?
  35. 1 point
    Jeśli żywisz wielką niechęć do produktów AMD, to może jednak poczekaj na premierę Coffee Lake.
  36. 1 point
    @Reant Z dobrych gier RPG, gdzie można eksplorować świat polecam serię Gothic, seria Risen, Jade Empire, obie części Star Wars Kotor, Kingdoms of Amalur, pierwszy Fable, a jeśli lubisz RPG-i z rzutem izometrycznym to seria Baldurs Gate, Icewind oraz gra Pillars of Eternity wraz z oboma dodatkami.
  37. 1 point
    Już wyjaśniam. Wydaje mi się to mało prawdopodobne z kilku powodów: - przejście z litografii 16nm na 12nm nie da takiego "kopa" jak w przypadku przejścia z 28nm na 16nm (wystarczy spojrzeć na to, ile udało się "upakować" tranzystorów w kolejnych generacjach Tesli - w Volcie powierzchnia rdzenia wyraźnie wzrosła); - różnica wydajności między GTXem 1060 a GTXem 1070 jest znacznie wyższa niż dystans, jaki dzieli GTXa 970 do GTXa 980 (klik); - konkurencja zbytnio nie naciska; - bardzo wysoki skok wydajności miałby swoje odzwierciedlenie w cenie, co mogłoby negatywnie odbić się w sprzedaży, tym bardziej przy drożejących pamięciach.
  38. 1 point
    Widziałem wczoraj w "owocowym" sklepie MSI GTX 1060 Gaming X+ w cenie 1550 zł, więc może kolega kierował się właśnie tamtą ceną. Jeśli autor nie chce dużo wydawać, to chyba Gigabyte WF jest sensowną propozycją. Jak już szaleć, to można wziąć Aorusa Xtreme (choć raczej nie będzie to najbardziej racjonalny wybór). Jest jeszcze Aorus z 3 wentylatorami. W esc.pl karty są w niezłych cenach.
  39. 1 point
    @Writer Jako że oba podane jako przykłady teksty były moje, czuję się w obowiązku odpowiedzieć – w następnym numerze w ode mnie będą w Publicystyce tematy tylko stricte branżowe A Romero będę bronił rękoma i nogami, bo zombie to akurat temat stricte growy, a i czuliśmy, że wypada ich ojcu złożyć mały hołd. No i przede wszystkim - zawsze staramy się, by teksty okołogrowe miały wyraźną kotwicę grową. Myślę, że zazwyczaj się udaje
  40. 1 point
    i5-7400 - przy czym tak jak G4600 w takiej cenie jest po prostu znośną ofertą, tak "gołe" 4 rdzenie za ponad 700 zł zaczynają obecnie wyglądać dosyć kiepsko, zważywszy że niedługo pojawią się Coffee Lake.
  41. 1 point
    Twoja ocena ostatniego odcinka jest powierzchowna, to mnie boli. Nie obejrzałaś reszty sezonów, nie miałaś kiedy zżyć się z bohaterami, poznać ich i swojego nastawienia do nich, przez co obejrzałaś ten ostatni odcinek całkowicie bez emocji. Nie wiesz też przez co bohaterowie przeszli i jaka była ich droga (ofc jeśli nie przeczytałaś sagi). Zakończenie książki też oceniasz po przeczytaniu wyłącznie ostatniego rozdziału, bez poprzednich? Haa, oczywiście, że były. Gdybyś obejrzała wcześniejsze sezony, wiedziałabyś, że wszyscy miłośnicy gota czekali właśnie na nie i w tym odcinku. Ten pasuje do klimatu serialu jak imo nigdzie indziej. Zresztą, masz tam samozwańczych królów, jeźdźców smoków, pseudobękartów, namiestników, rycerzy, szpiegów, cholera, walkę o miejsce na tronie, walkę o życie, jak tu mogłoby nie być patosu? ;_; Tak, kocham GoTa nad życie. A Snowa to co?
  42. 1 point
    Pszecie każdy wie ze w GoT wszyscy się ru...robią seksy, zabijają się, robią intrygi, a potem zabijają się i robią seksy, po czym znów robią intrygi.* Wszystko to jest pomieszane z różnymi losami różnych postaci, ale książki pokazały mi, że wszystko sprowadza się do tego, co napisałem wyżej, i to jest powód, dlaczego olalem sagę w połowie trzeciego tomu. * NIKT mi nie wmówi, że tak nie jest.
  43. 1 point
    Pożyjemy, zobaczymy - sugerowane ceny w USD są niemal identyczne, co obecnych odpowiedników mających mniej rdzeni. A jeżeli dodatkowych rdzeni nie potrzeba - ma też wyjść choćby i3-8100, który w wariancie pesymistycznym (3.6 GHz, bo chyba przebąkuje się też o 3.8 GHz) będzie miał wydajność zbliżoną do i5-7500, tyle że pewnie (jak już zniknie podatek od nowości) będzie trzeba za niego zapłacić nie 850 zł, a ~500.
  44. 1 point
    Dobry Sezon GoT, zwłaszcza w porównaniu do ostatnich dwóch, które nigdzie nie zmierzały. PS. Czekam na to, aż
  45. 1 point
    Na weekend pojechałam z chłopakiem do Trójmiasta. Szczęściam, bo był to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy wyjazd w moim życiu. Wszystkie starówki zaliczone, piwko wieczorkiem na plaży wypite, ryba nad morzem nie zjedzona, ale w sumie tym lepiej, bo ich ceny w fancy restauracjach były zaporowe. Tak czy siak, piękny chillout. Można wracać do robienia zadań do szkoły. :| A w piątek teoria. Mam nadzieję nieoczekiwanie nie zgłupieć i tego nie zawalić.
  46. 1 point
    no to szkoda, bo nie jest złe rip
  47. 1 point
    to chyba właśnie ta gra, wielkie dzięki
  48. 1 point
    Każda gra ma coś za uszami i jakieś braki. Każde dzieło mogłoby być lepsze i można w nim by poprawić to i owo. Nic jednak nie musi być doskonałe by stało się dziełem wybitnym. Po prostu każdy ma z nas inne priorytety. Jedni lubią ginąć tysiąc razy na wilkach, inni podziwiać wspaniałą grafikę, która zażyna im kartę, a jeszcze inni układać penisy z klocków i to wszystko jest dobre, bo gry mają sprawiać nam frajdę.
  49. 1 point
    Sprawdzona mechanika znana ze znakomitego PlayerUnknown's Battlegrounds, przedstawiona w rozgrywce pierwszoosobowej. Tym razem, przyjdzie nam walczyć z innymi graczami o przetrwanie na obcej planecie, będąc jednym z gladiatorów porwanych przez kosmitów by toczyć bój na śmierć i życie. Brzmi jak kawał dobrej gry akcji.
  50. 1 point
    Fahrenheit (grałem w starą wersję, dostępna jest teraz hd, ale nie wypowiem się o niej, bo w nią nie grałem), Valiant Hearts: The Great War, brothers in arms: hell's highway i ew. her story, ale tutaj sposób przedstawienia historii jest dosyć specyficzny plus nie podchodź, jeśli masz problemy z angielskim