Mój punkt widzenia

  • wpisy
    28
  • komentarzy
    177
  • wyświetleń
    20030

O blogu

Bo ja wiem? Piszę co mi w duszy gra:)

Wpisy w tym blogu

rumbur

SW4.jpg

CDA opublikowało swoją recenzję, więc uważam, że mogę już wyrazić swoje zdanie odnośnie najnowszej część Gwiezdnych Wojen.

Ostrzegam, spoilery, hate i wielki ból [beeep] przed wami.

Zostaliście ostrzeżeni.

DAWNO DAWNO TEMU, W ODLEGŁYM KRAJU AMERYCE...

Jeden człowiek wpadł na pomysł stworzenie filmu. Nazwijmy to przebłyskiem geniuszu, łutem szczęścia, wykorzystaną okazją, jak chcecie. W każdym razie facet wpadł na pomysł i pomimo sporych trudności ( nikt nie chciał w niego inwestować...) go zrealizował.

Czym powołał do życia kilka rzeczy:

- Jednego z największych badassów w historii kina

- Markę, wartą więcej miliardów, niż ma były minister finansów Rzeczypospolitej na swoim koncie emerytalnym w UK ( albo Szwajcarii, nie pamiętam dokładnie do którego kraju się przyznał )

- Nową religię

- Wiele powodów do cospleyu smile_prosty.gif

- Całkowicie zmienił dzieciństwo całej rzeszy dzieci

- Muzykę, którą zna większość ludzkości

I zrobił to jednym filmem, do które zresztą dodał szybko następne dwa, tworząc na wiele lat trylogię znaną na cały świecie. Po dwóch dekadach, stworzył następne trzy części, które może już nie były takie magiczne, ale też dodawały swoje rzeczy:

- Najbardziej wku......... postać w historii kina ( Misa is JAr'JAr ).....

- Pokazał, że mały i zielony potrafi przywalić jak buldożer

- Emo nastolatki zdarzają się wszędzie i w każdej galaktyce. Nasze przynajmniej nie władają Mocą smile_prosty.gif

- Dodał kolejną naprawdę wielką muzykę, którą również, prawdopodobnie, zna większość ludzkości.

Po cholerę o tym piszę, skoro mam mówić o tym kinowym... czymś ? Taki wstęp pozwala się skoncentrować i wyjaśnić pewne kwestie.

Lucas zarzekał się, że nie wyda więcej części STAR WARS, z kolei nie miał nic przeciwko, aby cała rzesza ludzi dorabiała historię do wykreowanego przez niego świata. Dzięki temu poznaliśmy takie wspaniałe rzeczy, jak serię Jedi Knight, Knights of the Old Republic oraz wiele, bardzo wiele książek, niektóre słabsze, niektóre lepsze, ale każda z nich dodawała cegiełkę do historii uniwersum.

Kiedy Disney wykupił markę miałem mieszane uczucia. Z jednej strony, lubię ich filmy. Wychowałem się na nich, zresztą podobnie jak wielu z was. Z drugiej strony, Gwiezdne Wojny to nie nowy projekt, z który możesz robić co chcesz, Gwiezdne Wojny to gigantyczne, żywe dzieło, którego odbiorcy mają pewnego rodzaju oczekiwania. I tutaj zaczął się pierwszy zgrzyt: Disney uznał całą dotychczasową historię stworzoną przez bardzo wielu utalentowanych ludzi za niekanoniczną, tak więc Disney zrobi co zechce. I znowu, uczucia są podzielone: wkurza taka decyzja niemiłosiernie, ale może mają racje ? W końcu w ten sposób uwalniają się od sporego brzemienia, są wolni do tworzenia własnej wizji....

Moving on.

Następnym zgrzytem było oznajmienie nazwiska reżysera: J.J. Abrams. Ten facet jest osobiście odpowiedzialny za spieprzenie dwóch filmów z uniwersum STAR TREKA. Porównując je do poprzednich nasuwa się porównanie dobrych gier RPG zmienionych w CELOWNICZKI.

NA SZYNACH....

Jego nazwisko właściwie gwarantowało, że film będzie mi się nie podobał, że będzie płytki. Ale wciąż miałem nadzieję, proszę nabijajcie się ze mnie ! Miałem nadzieję, wszak ona umiera ostania.

I wczoraj, na seansie o 22.00 w Multikinie u mnie w mieście, nadzieja umarła...

EPISODE VII - ZRÓBMY CRAPA DLA NASTOLATKÓW

Od czego zacząć ? Od początku, jak powiedziałby Geralt. Zaczyna się znaną muzyką i znanymi żółtymi napisami. Na ustach pojawia się banan, kiedy ośrodki mózgowe odpowiedzialne za nostalgię zaczynają pracować. Co prawda tekst tychże liter więcej generuje pytań, niż odpowiedzi, ale może tak miało być.

Pierwsze sceny: desant szturmowców na Jakku, ściślej na małą wioskę. Czemu facet w tej wiosce miał część mapy do kryjówki Luka Skywalkera, kim on w ogóle jest, tego się nie dowiadujemy. Mamy się zachwycać blasterami robiącymi ziuum, nowym R2-D2 ( bo oryginalny, jak się dowiadujemy później, jest w "śpiączce" ).

Przy okazji, @Tesu widzisz, jednak dostaliśmy blastery strzelające innymi kolorami smile_prosty.gif Teraz tylko czekać aktualizacji do Battlefronta.

Rzecz jasna, bohater drugoplanowy zostaje złapany przez COŚ, co aspiruje do bycia Mrocznym Lordem Sith.... Ma na to takie szanse, jak Ciułała w starciu z Pitbullterierem. Jego strój, który miał być chyba oryginalny, śmierdzi na odległość zrzynkom z Revana, na miejscu Biower wytoczyłbym Disneyowi proces o plagiat. Jego miecz świetlny, który chyba też miał być oryginalny... No dobra, oryginalny to on jest:

SW3.jpg

Do tego nie raz, ale dwa razy widzimy jak nie panuje on nad gniewem i wyżywa się tymże mieczem na biednych maszynach, czym tylko utwierdza nas przekonaniu, że to idiota...

Co więcej ostrze ma jakiś defekt, bo wiązka zamiast być skupiona cały czas fluktuuje. Eh, ale dobra. Może będzie lepiej. Tutaj poznajemy również pewnego czarnoskórego aktora, co do którego muszę się uderzyć w pierś. Pan Boyega na plakat i trailerach wyglądał jak jakieś totalne nieporozumienie, w praniu okazał się naprawdę dobrym aktorem, z dobrą mimiką i z jeszcze lepszym feelingiem. To znaczy świetnie grał swoją rolę, był drugą najlepszą postacią w filmie zaraz za...

CHEWIE, WE'RE BACK

Harrisonem Fordem, który bezbłędnie zagrał starego Hana Solo. Co prawda jego pojawienie się nasuwa kolejne pytania, takie jak na przykład: w jaki sposób dał sobie ukraść Millenium Falcona ? Serio, nie mogli nic lepszego wymyślić ? Ukraść Falcona jednemu z najlepszych szmuglerów w Galaktyce ? Kto to zatwierdził ? Pomijam już fakt, że w cudowny sposób odzyskał on statek jak tylko odleciał on z Jakku, na którym kurzył się od lat...

Ale uprzedzam fakty, w końcu widzimy scenę, w której Boyega ratuje drugoplanowego pilota z więzienia i wspólnie kradną Tie Fightera, która to zresztą generuje nowe pytania, bo z tego co wiem dopiero Tie Defendery miały fabrycznie montowane hipernapędy, Tie Interceptory mogły mieć je montowane, w drodze wyjątku, ale Tie Fightery nigdy takiego nie miały takowego. Jak więc oni chcieli wykonać skok w nadprzestrzeń ? Do tego Tie fightery nie miały sytemu podtrzymania życia, przez co ich piloci mieli charakterystyczne czarne hełmy z wyposażone w takowy. Powiedzie, że się czepiam, że u Dineya Tie Fightery mają te wszystkie cechy... Ale w taki razie dlaczego widoczni przez chwilę piloci TIE mają dokładnie takie same hełmy, sugerujące, że posiadają system podtrzymywania życia, podczas kiedy nasi dwaj bohaterowie latają sobie radośnie bez niego ?

Ale dobra, skupmy się teraz na nowej bohaterce. W sumie, miła dziewczyna. Nie przeszkadza mi, ale wiemy o niej o wiele za mało. Rodzice zostawili ją na planecie, gdzie jest mnie wody niż śniegu w Polsce w grudniu. Czemu, dlaczego ? J.J. Abrams nie raczy odpowiedzieć. Za to raczy nas po raz kolejny sceną walki, wybuchów i szalonych pościgów. Serio, miałem wrażenie, że oglądam Transformersy, z tym, że Micheal Bay umie, jeśli chce, nakreśli swoje postacie. Po prostu za bardzo kocha wybuchy.

I tutaj kolejna rzecz, która wskazuje, do jakiej widowni adresowany jest film. Główni bohaterowie sobie skaczą naokoło siebie jak dwa najarane zające... Od razu widać, że targetem jest ta sam widownia, która ogląda W pierścieniu ognia, Więzień Labiryntu i inne filmu, w której to nastolatkowie, ewentualnie bardzo młodzi dorośli przeżywają przygody... Ludzie, którzy oglądali Gwiezdne Wojny lata temu, bądź w kinie, bądź na VHS-ie od razu się zorientują, o co mi chodzi.

Po czym poznajemy w/w Hana Solo, przeżywamy kolejną porcję blasterów i szalonej ucieczki...

Lądujemy na planecie bliżej nie sprecyzowanej, ale architektonicznie przypomina ona Yavin IV. Poznajemy jakąś tam babkę, co to żyje dłużej od Yody, co więcej, zbiegiem okoliczności ma ona miecz świetlny Skywalkerów... Niech mi się nikt nie waży w komentarzach twierdzić, że to wszystko sprawka MOCY ! Pamiętacie opowieść Jollego Bindo ? Tej, na temat mocy i przeznaczenia ? W tym wypadku mamy do czynienia wyjątkowym nieróbstwem scenarzystów i reżysera, który to zatwierdził...

I znowu scena walki, zium, zium, tym razem dostajemy do pooglądania X-wingi, co ciekawe, minęło tyle lat, a piloci Rebelii Ruchu Oporu wciąż latają X-wingami ? Oczywiście, głowna bohaterka zostaje porwana, Boyega razem z Hanem Solo i Chewiem lecą ją odbić. W tak zwanym międzyczasie widzimy Leię Organę, która całkiem ładnie się zestarzała, poznajemy plan ataku an Gwiazdę Śmierci Planetę Śmierci, waląca wizualnie pięknym promieniem, który niszczy na raz 5 planet.

I kolejne pytanie: skoro ten promień ładuje się wysysając energię słońca do cna, zostawiając je martwe, to co wtedy z planetą, a której zbudowana jest broń ? Może to Unicron i planeta się przemieszcza szukając odpowiedniego miejsca do ataku ? Ponadto, nie jestem pewien, ale słońce, po śmieci, powinno się zapaść, czy coś takiego ?

Ehh, trzeba kończyć, więc postaram się streszczać. Han robi to co robi najlepiej, czyli wychodzi z nadprzestrzeni tuż nad powierzchnią planety smile_prosty.gif Przebijają się do oscylatora, po drodze szukając głównej bohaterki, która nie dość, że mocą przewyższa tą pokrakę w masce, to jeszcze potrafi robić tą fajną sztuczkę Obi wana smile_prosty.gif Co do tego jegomościa w masce, to powinien ją trzymać na pysku cały czas, bo jak ją zdjął, to suprise, kolejny emo nastolatek... W tym momencie zacząłem cicho płakać, ale nie przejmujcie się moim bólem.

Czyniąc kolejny skok fabularny, piloci x-wingów, w [beeep] wielkiej liczbie coś koło 12, lecą rozwalić oscylator. Skądś to znamy ? Ale o tym na koniec. nasi bohaterowie zdejmują pole siłowe, biorąc do niewoli babkę, co to za bardzo zapatrzyła się na Bobę Feta. Co więcej, jest słaba jak kociak, wręcz tragiczna.... Zmarnowany potencjał, ale taki jest cały film, więc co mi tam.

W końcu ostanie sceny, Han zakłada detonatory termiczne, po czym widzi swego syna, owego emo nastolatka, z fryzem a'la Hayden. Ten, rzecz jasna, jest oburzonym na cały świat emo, więc zabija staruszka. W tym momecie już nie płakałem cicho, ryczałem w głos, inni z kolei ludzie w kinie używali słów zgoła niecenzuralnych. Powiedzmy, że w tym momencie scenarzyści powinni popełnić seppuku. A reżysera sam bym odstrzelił. Jak psa.

Dobra, emo triumfuje, dostej z kuszy od Chewiego, kompleks eksploduje ( znowu wybuchy, nie męczy was to ? ). Po czym zaczyna się ostania walka, gdzie emuś walczy z na początek z Boyegą, po czym z dziewczyną. Rzecz jasna, laska wygrywa, bo nie dość, ze jest silna w mocy, to jeszcze nie użala się nad sobą.

Planeta eksploduje, bohaterowie, poza Hanem , ratują się na pokładzie Falcona. Celebrację przerywa wybudzenie R2-d2 ze śpiączki, po czym wyświetla mapę do Luka, zaś ten mały dodaje swój kawałek i jupi, Bob jest twoim wujkiem.

Na sam koniec widzimy samego rycerza Jedi, który wygląda jak menel po przejsciach...

I napisy końcowe.

Jak już powiedziałem, film nie wyjaśnia nic. Czemu Luke się załamał, po stracie swoich uczniów? Powinien wziąć się w garść i dalej walczyć. Czemu główny zły, jakiś tam wielki wódz, ma imię jak dzwięk wydawany przez tylną część ciała w penych okolicznościach ?

Czemu Han rozszedł się z Leią, skoro oboje chcieli odzyskać syna ? Czemu Republika nie stoi po stronie Lei, kóra musi dowodzić Ruchem Oporu ? Wyjaśnienie, że próbuje zachować neutralność, jest tak naciągane, jak guma moich majtek, a jestem baaaardzo gruby. Gdzie duchy Yody i Obi-wana ? Że od Anakinie nie wspomnę.

Czemu nie zgrali pamięci R2-D2 wyciągnęli z niej mapy ? Po co czekali, aż się przebudzi ?

Eh, przynajmniej łyżką miodu w beczce dziegciu są walki na miecze świetlne. Są dobre, dynamiczne, ale nie przegięte. To im wyszło, podobnie jak sceny humorystyczne. Tyle tylko, że tych scen było o wiele za wiele. Co chwila ludzie rżeli ze śmiechu, Kosmiczne Jaja nie generowały tyle humoru...

Kolejny zarzut: na poczaku wpisu wspomniałęm o muzyce, pierwsza trylogia przyniosła główny motyw i marsz imperialny, druga trylogia Duel of the fates. Częśc siódma nie przyniosła niczego, tylko wariacje na powyższe. Nic, co by zapadło w pamięć.

I najważniejszy zarzut: film to totalna zrzynka z części czwartej, zgadzam się z crossem, że to był pomysł księgowych, ale nie Lucasa, ale Disneya bezpośrednio. Zrobili prawie ten sam film, z lekko zmienioną fabułą, ale z głównymi motywami na miejscu: droid na pustyni, odlot Falconem, lądowanie w bazie rebelii, zniszcenie planet przez planetę śmierci, planowanie ataku na planetę śmierci, atak na planetę śmierci, wybuch tejże, celebracja. Z tym, że część czwarta zrobiła do lepiej, dokładniej i bardziej, bo ja wiem, logicznie ? Do tego tam bohaterowie byli o wiele lepiej nakreśleni, a tutaj... Brak słów.

Jeśli druga część nie zmieni reżysera, to na nią nie idę, nie warto. Jest cała masa o wiele lepszych filmów.

rumbur

78ff78ef9e5f4bf940685e7c260da6cc1424719059_full.jpg

Oglądałem sporo anime w życiu, choć przyznaję, że po raz pierwszy coś takiego. Początek jest wręcz standardowy: główna bohaterka zaspała do szkoły, etc... Dowiadujemy się, że kocha ona szkołę, a przede wszystkim swoich przyjaciół z klubu. Z początku wydaje się to szablonowe, sama bohaterka to typowy "airhead", a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Co jakiś czas mamy gagi, ale również nic specjalnego...

To, co jednka przykuwa uwagę, to to, że co kilka minut pojawia się coś, co psuje ten idylliczny obraz, jak na te przykład krótkie mignięcie popękanych okien w miejscu, gdzie przed chwilą były idealne. Generalnie muszę pochwalić reżyserię, po mimo, że nie trawię takich anime, tymi krótkimi momentami potrafili mnie przykuć do ekranu, aż do końcowych minut pierwszego odcinka, kiedy to... poznałem prawdę...

I teraz mi jest z tego powodu smutno, serio, stary koń taki jak ja, a mimo to jest mi po prostu nieprzyjemnie w okolicach serca. Nie będę spoilerować, polecam, aby każdy sam sobie obejrzał chociaż pierwszy odcinek.

rumbur

FP-1-Banner.jpg

Nie jestem strasznym fanem DC, zawsze kojarzył mi się z niepotrzebnym patosem i zbędnym patriotyzmem ( Superman, Wonder Woman ), przez co przedkładałem nad niego komiksy Marvela. Niemnie w kwestii animacji Marvel nie jest godny mu butów czyścić, bo to co się wyprawia w wyżej wymienionym tytule zachwyciłoby Guillermo del Toro.

Całość zaczyna się na cmentarzu, gdzie Barry Allen wizytuje grób swojej matki, jedynej osoby, której nie mógł uratować, bo nie był dość szybki. Zaraz potem akcja przenosi się do muzeum Flasha, gdzie walczy on ( z drobną pomocą Ligi ) z pięcioma trzeciorzędnymi złoczyńcami i profesorem Zoom-em. A później ? Później nasz bohater popełnia błąd... I rozwala całe kontinuum czasoprzestrzenne.

Flashpoint%20Paradox%20Justice%20League%2001.jpg

Pierwszą rzeczą, która jest po prostu piękna : mamy nowego Batmana, który jest bardzo krwawy, bardzo brutalny i bardzo lubiący sobie wypić smile_prosty.gif Drugą rzeczą: Europa nie istnieje ( Polska też.... ) unicestwiona przez siły Atlantydy w ramach atak na wyspę amazonek... One z kolei unicestwiają Wielką Brytanię i przekształcają w swój habitat... Dodajcie do tego brak Ligi, ani żadnej innej większej grupy herosów, brak tego latającego smerfa ( to akurat jest moim zdaniem plus ) no i brak korpusu Latarni ( co jest akurat minusem ) i macie przepis na apokalipsę.

8435_2.jpg?4dbf7b

Jak widzicie powyżej, Diana stała się bardziej zabójcza niż dotąd, z kolei Aquamena widzimy po raz pierwszy jak eksterminuje, tak tak, eksterminuje pewien statek. Trup ścieli się gęsto i w pewnym momencie sam się dziwię, co też ci jankesi ostatnio jedli, że ich animacje stają się coraz bardziej dorosłe. Żeby zabijać dorosłych to okay, ale w pewnej scenie Diana wykańcza pewne dziecko, co jest może normalne w anime, ale w animacjach amerykańskich jest, przynajmniej dla mnie, pewnym novum...

Nie licząc South Parku, Simsonów, Futuramy i Family guy, ale to są pewne specyficzne animacje, a nie w ogólno dostępnych komiksach o superbohaterach. Przecież ja jeszcze pamiętam, kiedy to starego Batman: The Animated Series uważano za mrocznego i brutalnego ( jak bajtlem byłem, nie teraz smile_prosty.gif )

A teraz mam Batmana, który nie używa Batarangów tylko na moje oko dwóch berett, do tego jego podejście do zbrodni opiera się na zasadzie I don't dial 911. Aha, i jego żona jest

nowym Jokerem, go niestety nie pokazują...

Cały film właściwie to jedno wielkie "co było gdyby", niemniej pokazane z tej zawsze gorszej alternatywy, przez co jest to o wiele ciekawsze i bardziej zaskakujące. Aha i Barry w tym świecie nie ma super mocy, a ich zdobywanie jest... przerażające, ma facet jaja, trzeba mu to przyznać.

Wiem, że z powyższego niewiele wynika, ale jakbym miał to podsumować jednym słowem: WARTO, naprawdę warto Flashpoint Paradox obejrzeć, nawet jeśli nie koniecznie lubicie świat DC, to ten obraz ma szansę was do niego przekonać.

A na koniec trailer, który ja pewne słodycze, mówi więcej niż tysiąc słów:

Ps. Miałeś rację Zoldator, film jest świetnym, ale nie jestem pewien czy lepszy od Assualt on Arkham, pewnie to zależy od gustu.

rumbur

Batman: Assault on Arkham

mark-reviews-batman-assault-on-arkham.jpeg?width=570&height=317

Jestem świeżo po obejrzeniu wyżej wymienionego tytułu... i muszę przyznać, że jeśli przyszłość filmów animowanych wygląda tak, to chciałbym żyć wiecznie.

Suicide Squad

Co ciekawe, nazwa filmu sugeruje, że w większości powinna być to opowieść o Gacusiu, prawda ? A tymczasem jest na odwrót: Batman ma tutaj swoje pięć minut, no i jak zwykle "he save's the day" ale zdecydowanie więcej czasu jest poświęcone TAsk Force X, czyli Suicide Squad.

Dla niewiedzących: jest to tajna grupa super więźniów, którzy, przynajmniej w teorii, w zamian za złagodzenie wyroków działają dla Amandy Waller (AKA Kaszalot smile_prosty.gif ). W praktyce Amanda to ciężki pracodawca, z tych co to wszczepiają bomby w kark swoich pracowników, co by przez myśl im nie przeszło prosić o skorzystanie z toalety... W sumie sam nie wiem ile tych Samobójczych Oddziałów było, czego jak czego, ale w uniwersum DC nie brakuje gości nadających się na jego członków. Zresztą nazwa Suicide zobowiązuje, nie ?

Riddler.jpg

Riddle me this...

Film zaczyna się od mojego ulubionego ( zaraz po Jokerze ) zbira, Riddlera. Bawi się on w zagadki z pewną damą z nadwagą, która jednak nei bawi się chyba tak dobrze, bo nasyła na niego grupę żołnierzy/SWAT/Komandosów. I w tym momencie Zagadka odkrył by pewnie tajemnice życia pozagrobowego, gdyby nie... Gacek. Tak, tak, nasze silikonowy heros rozdziela razy na prawo i lewo, robi to dynamicznie, z udziałem gadżetów do tego gdzie niegdzie pojawia się krew !!! W sumie miałem odczucie, że walka w tym filmie była wzorowana na FreeFlow system, z serii Arkham.

Sam bohater również przypomina tego z gier, design postaci jest świetny, zresztą nie tylko jego. W każdym razie nie dowiadujemy się nic o motywach nietoperza poza Enigmatycznym ( pun intended ) wypytywaniem naszego zielonego ludka o lokalizację czegoś... Koniec końców Riddler ląduje w Arkham i tutaj zaczyna się właściwa historia...

AoA_01.png

Poznajemy po kolei członków nowego SS, a raczej to na jaki gorącym uczynku zostali złapani. Są to Killer Frost, Harley Quinn, Black Spider, Captain Boomerang, KGBeast, King Shark i Deadshot. Trochę słabo, miałem nadzieję, że to Deadstroke będzie przywódcą, ale widocznie jego nie złapali smile_prosty.gif. Na szczęście Floyd też daje radę, za co chwała reżyserowi.

W każdym razie nasza szóstka bohaterów ( tak, szóstka, bo KGBeast robi za przykład, co się dzieje, gdy się nie słucha cioci Amandy. A raczej jego głowa, no dobra jej szczątki ) ma się włamać do Arkham i zdobyć laskę Enigmy, gdzie ten niby schował chip z Bardzo Ważnymi Danymi... W praktyce, wszytko zaczyna się kiełbasić, Joker ucieka i na to wszystko wpada... Batman. No i dopiero wtedy zaczyna się rozróba.

Krwi i Igrzysk lud woła !

Nie ma odpowiedniego screena, ale uwierzcie na słowo: film jest brutalny, krwawy, w sumie o wiele bardziej niż taki Tokyo Ghoul, co jest chore, ale to inna sprawa. Dla przykładu King Shark zostaje złapany kiedy kąpie się w wannie wypełnionej krwią ludzi, którzy wiszą na hakach w jego mieszkaniu... Nawet w czasie misji nie ma mowy o pójściu na łatwiznę, przecież każdy z tych gości to morderca i dzięki Bogu, to widać. Każdy z nich zabija bez litości, przez co obraz nabiera pewnej oryginalności na tle tego co serwują nam zwykle filmy animowane.

Ale nie tylko o krew i walki mi chodzi, chodzi o design postaci, o ich charakterystykę, ich zachowanie. Dla przykładu już na początku polubiłem Deadshota. bo jego motywacją była chęć zobaczenia się z córką. Z kolei Harley jest autentycznym świrem, na równi z Jokerem, co jest o tyle ciekawe, że w serii Arkham nie było to tak odczuwalne, przynajmniej dla mnie. Ale ma za to bardzo umięśnione ciało, co widać w scenie "łóżkowej" z nią i Floydem w rolach głównych smile_prosty.gif Killer Frost za to stara się przeżyć, a King Shark zeżreć jak najwięcej głów... Kapitan Bommerang nie lubi Deadshota, bo ten dowodzi, Balck Spider z kolei się w ogóle nie wyróżnia.

Cholera, nie jestem dobry w pisaniu takich rzeczy, ale musicie to sami zobaczyć, by uwierzyć. W każdym razie scenarzysta i reżyser odwalili więcej niż kawał dobrej roboty.

Rzecz jasna w trakcie filmu pojawiają się nowe fakty, wyjaśnione jest zachowanie Gacka, a także nowe twisty fabularne. W sumie jest to kawał dobrego kina, każdy, nie tylko fan nietoperza, powinien ten film obejrzeć bo jest po prostu fajny. I graficznie i fabularnie, zresztą czego się spodzieać, skoro za reżyserią i scenariuszem stali ludzie, którzy w mniejszy lub większy stopniu mieli już z DC doczynienia.

Czekam z niecierpliwością na Justice League: Throne of Atlantis, mam nadzieję na kolejny kawał solidnego kina.

rumbur

445596.jpg

Pewnie stanę się szalenie niepopularną osobą ( jakbym teraz było inaczej smile_prosty.gif ), ale muszę wyrazić zdecydowane sprzeciw przeciwko hejtowaniu tej gry. Głównie dlatego, że wczoraj ją skończyłem i bawiłem się lepiej niż przy Arkham City, które mnie tylko zmęczyło...

Ale od początku. Wpis ten ma za zadanie przekonać nieprzekonanych do zakupu, a także zachęcić graczy, którzy tą grę już posiadają do ponownej próby zaznajomienia się z nią. Czemu ? Bo największa wada tej produkcji, czyli bugi, zostały wybite... W każdym razie, ja po 18 godzinach gry nie napotkałem ŻADNEGO, serio, w AC miałem przynajmniej wychodzenia na pulpit, a tutaj nic... Nawet nie było tego idiotycznego doczytywania tekstur w locie, wiecie o co mi chodzi.

Batman-Arkham-Origins--image-155.jpg

Ale przejdźmy do meritum.

Każdy z was grał w jakiegoś Batman-a, więc będzie łatwiej, mamy jakiś punkt odniesienia. Pamiętacie genialne Arkham Asylum ? No więc Arkham Origins pokazuje jak powinna wyglądać dwójka, bez tego całego City... Nie zrozumcie mnie źle, nie było tragiczne, miało swoje momenty chwały, jak na przykład stare, stare Gotham i świat Ra's al Ghul-a. A poza tymi dwoma rzeczami i Jokerem, gra była średnia.... Przynajmniej w stosunku do AO. Czemu ?

maxresdefault.jpg

W AO od początku na ciebie dybie 8 zabójców, prawda ? No więc, co ciekawe, walka z niektórymi z nich jest opcjonalna... Ja wiem, że dla was, starych wyjadaczy to nic nowego, ale dla mnie fakt, że bodajże dwóch z powyższej listy, na których powinna opierać się fabuła można całkowicie pominąć, jest ciekawym pomysłem. Walka z niektórymi jest ( Electrocutioner )... bardzo szczękoopadna smile_prosty.gif, z innymi polega na naciskaniu kontry ( Deathstroke ), ale za to jest bardzo widowiskowa, innych pokonujesz kombinacją gadżetów ( Firefly ), ale również jest widowiskowo. Pierwszego z zabójców poznajemy już na początku, to z bliska, bardzo bliska... Gra jest świetnie wyreżyserowana, nie ma praktycznie przegadanych cutscenek, akcja leje się z ekranu niczym wódka u cioci na imieninach, a seiyu Batmana daje radę. I oto dochodzimy do kolejnego punktu zapalnego: głosy.

Wiemy, że pod Batmana i Jokera głosy podkładali kolejno Roger Craig Smith i Troy Baker. I muszę przyznać, że obaj panowie dają radę. Na początku trochę ciężko było mi się przyzwyczaić do Batmana, bo ma grubszy głos, ale koniec końców wolę go niż jego poprzednika. Co do Jokera, to powiem tak: facet robi co może, by wpasować się w styl mówieni wykreowany przez Hamilla... I mu się to udaje, do tego muszę przyznać, że tekściarze odwalili po raz kolejny kawał dobrej roboty, bo dialogi są rewelacyjne.

No i teraz, to co tygryski lubią najbardziej: fabuła. Jest świetna, nie epicka, ale świetna, tak jak tylko stare komiksy o Batmanie potrafiły być. To, co na początku wydawało się oczywiste, w trakcie gry się zmienia, po czym na sam koniec dostajemy finał lepszy, niż to co zaserwowano nam w poprzednich Batmanach. Bo jeśli ktoś mi powie, że walka z Jokerem w jedynce miała klimat i była satysfakcjonująca, to nazwę go kłamcą... Albo człowiekiem o innych gustach... Sami sobie wybierzcie. Zaś zakończenie AC... Najlepiej zobrazuje to fakt, że bez YT nie jestem w stanie go sobie przypomnieć... Za to AO nie bawi się w sztucznie napompowaną epickość, ale daje wam Batmana takim, jakim był w komiksach. Tylko bardziej brutalnego. CDA zwróciło w recenzji uwagę na to, ale ja jeszcze powtórzę: akcja dzieje się dwa lata po powrocie Bruca do Gotham i nasz gacuś dopiero stawia pierwsze kroki. Dla wielu gości wciąż jest tylko mitem, sam kapitan Gordon ( tak, widzimy młodego Gordon, aż się łezka kręci w oku, nawet bym go polubił, gdyby tylko nie chciał aresztować głównego bohatera za każdym razem ) stwierdza, że żadnego Batmana nie ma. A wy zaczynać grę od wizyty w Blackgate i udowodnienia co poniektórym, że jednak jesteście. I robi to brutalnie, tego nie widać od razu, ale na cutscenkach i na scenach przesłuchań, jak również w zwyczajnych walkach, generalnie w przeciągu całej gry, widać, że Batman nie cacka się z ludźmi, nie zabija, ale też ich nie oszczędza. Nie waha się nawet uśmiercić kogoś, ale kogo to się musicie sami przekonać :) Coś pięknego.

I na koniec: walki. Ja wiem, że pojawił się zarzut, że walki są schematyczne i takie same jak w AC. Cóż, czytając nowe CDA dowiedziałem się, że takie same są w najnowszym Batmanie, tylko dodano rzucanie ludźmi, przynajmniej tak to zrozumiałem... Jak nie napiszą w recenzji, że walki są wtórne, to ich chyba zabije śmiechem, ale to na razie melodia przyszłości. O AO powiem tak: walki są trudne, trudniejsze niż w AC, jasne, jak później zdobędziesz elektryczne rękawice jest łatwiej, ale po pierwsze: je trzeba naładować, a robi się to tłukąc niemilców, po drugie przeciwników jest sporo i to jedni strzelają, jedni rzucają skrzynkami, jedni zaś to chodzące tanki, które przyjmują na klatę koło 28 hitów i dopiero giną... Ponadto rękawice trzeba lądować za każdym razem do nowa. Ponadto, w przeciwieństwie do AC, levele tutaj wbija się wolniej, do tego odpowiednie umiejętności, jak critical hits i comba odblokowuje się po kolei, nie można, tak jak w poprzedniczce po prostu sobie odpuścić tych, co ci nie pasują... Dla przykładu, aby odblokować wspomniane wyżej kritikale, musiałem zainwestować 4 punkty w pancerz i jeden w ulepszoną walkę przeciwko nożownikom... Po prostu w przeciwieństwie do AC, gdzie powyższe odblokowałem na długo przed spotkaniem z Jokerem po raz pierwszy, tutaj trzeba się natrudzić, by je zdobyć.

Zaś starcia z bossami są dobre. Widać niestety, że grę robiono na szybko, najlepsza walka w grze to ta z Banem, ale reszta też daje radę. Do tego dochodzą walki z pobocznymi bossami, jak przydupas Bane, Bird, albo, my personal favorite, Szalony Kapelusznik. A niedługo jeszcze mister Freeze smile_prosty.gif

Dodatkową zaletą AO jest brak tych upierdliwych pytajników, serio, w dwójce gdzie nie spojrzałeś to był pytajnik, normalnie szału szło dostać. A tutaj, panie i panowie, jest klimat, jest zimno, szato i pada śnieg. Czułem się jak prawdziwy mroczny rycerz, latając między dachami, czy też po prostu obserwując świat na dole z jednego z gargulców. A świat jest spory, na oko tak dwa razy większy niż w AC, z mnóstwem budynków.

Dobra, już kończę, wiem, że większości tak pomyśli tl;dr ( w sumie to ciekawe, że niektórzy już nie tylko tak piszą, ale tak potrafią myśleć...), ale chciałem wyrzucić z siebie żal, że taka dobra gra jest tak hejtowana. Faktycznie, z tymi bugami to były jaja, ale teraz można grać śmiało. Przynajmniej na windows XP smile_prosty.gif

rumbur

Naruto-Storm-3-Full-Burst-PC-Box.jpg

Dzisiaj w godzinach przedpołudniowych nawiedził mnie kurier z paczką. A w tej paczce była gra. A tą grą było właśnie Naruto Shippuden Ultimate Ninja Storm 3: Full Burst smile_prosty.gif

To był mój pierwszy preorder od MUVE i muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. W tej chwili jedyną rzeczą, która mnie powstrzymuje od grania, jest licznik czasu na STEAM... W pudełku jest baaardzo cienka instrukcja po polsku i angielsku, do tego 5 zdjęć z gry w formie kart i jakiś kod do Kompani Graczy. Aha i płyta smile_prosty.gif

Jest to krótki wpis, wiem, ale jestem trochę podekscytowany myślą, że jutro po pracy zainstaluję i zagram w jedną z najlepszych gier o Naruto... Bo można nie lubić mangi, anime i samego bohatera, ale naparzanki z jego imieniem są zwykle więcej niż udane. Mogę się przyczepić do Naruto: Ninja Destiny 2 na NDS, która moim zdaniem jest wyjątkiem od reguły: mało ciosów specjalnych, walki także spłycone, do tego oddalone od siebie o hektar i kiedy polegniesz, a umierasz dużo razy, to czeka cię powolna droga do twojego przeciwnika.

No ale kończę, zagram w Tenkaichi Budokai 3 na moim PS 2 w oczekiwaniu na północ smile_prosty.gif

rumbur

Dobra, krótki wpis, ja wiem, że pewnie dowiedziałem się ostatni, ale naprawdę się cieszę. W końcu Naruto na PC, co więcej, zagram na XP smile_prosty.gif Nie znam co prawda ceny, ale pal tam licho, biorę w ciemno. Wciąż gram w Naruto Ulimate ninja 3 na PS2, mam więc nadzieję, że ta część będzie równie dobra.

Tutaj link do STEAM:

http://naruto shippuden ultimate ninja storm 3 full burst steam

A tutaj trailer na zachętę smile_prosty.gif

UPDATE

Skontaktowałem się z Muve, w kwestii tego kodu do STEAM, pewien uprzejmy pan odpisał, że muszą się zorientować. Więc trochę się teraz boję, że jednak po zakupie gry, oprócz płytki, kodu nie dostanę...

UPDATE

Kod STEAM jest dołączany do każdej płytki.

rumbur

W sumie niniejsze wypociny grafomańskie by nie powstały, gdyby nie upierdliwość z jaką Google oferuje mi kupno Pokemonów w różnych reklamach. Tak więc pretensje miejcie do Google.

No ale do rzeczy. Kiedyś leciało u nas pasmo programowe ( chyba tak to się nazywa ) Game One, była to telewizja, w której poza fajnymi AMV, były też reportaże i newsy ze świata gier. Tam właśnie po raz pierwszy usłyszałem o Pokemonach, były to edycje Red i Blue. Mineło jednak trochę czasu, zanim kupiłem własnego GBC i zdobyłem własne pokemony....

A była to:

Pokemon_Gelb.jpg

Z naciskiem na Gelbe. Tak moi drodzy, grałem w Pokemony po niemiecku. I nie była to ostantnia gra w tym języku, w którą musiałem, z braku laku, grać.Tak naprawdę to wcześniej zdobyłem anglojezyczną wersję, lecz ona wykrzaczała się po pokonaniu Brocka, tak więc po wymianie gry u zaprzyjaźnionego rosjanina ( wtedy tak się zdobywało używki :) ) dostałem powyższą. No i wsiąkłem. Bogu dzięki, że wtedy w podstawówce miałem niemiecki, nie angielski, inaczej faktycznie byłoby wesoło. Ale lekcje plus słowniczek sprawiły, że gra stała się bardziej przystępna, ba, powiem, więcej, później, kiedy grałem w wersje angielskie brakowało mi tego specyficznego odczucia, że o innych nazwach pokemonów nie wspomnę. Oczywiście w mojej drużynie był Pikachu, a wzorując się na serialu uznałem, że skoro tam główny bohater pokonał Brocka pokemon elektrycznym to ja również dam radę. I jak się domyślacie dostałem w dupę aż grzmiało.... W końcu metodą prób i błędów ( w pewnym sensie powszechny dostęp do internetu psuje trochę zabawę, nie uważacie ? ) odkryłem, że Nidoran ma Doppel-Kick, który kładzie kamiennego jednym ciosem. Droga dalej stanęła otworem.

Następną wersją były ukochane i dalej stawiane przeze mnie za wzór idealnej gry o pokemonach:

61FR8C7JKBL._AA240_.jpg

To było coś pieknęgo: nowe pokemony do zdobycia, nowe sale z liderami do pokonania, nowe przemiany ( Stahlos, u nas Steelix ) no i dwa nowe rodzaje pokemonów, stalowe i ciemne. Do tego cykl dnia i nocy ( co ja się namęczyłem, by przemienić Evoli w Nachaterę ), do tego Lugia do zdobycia, nowe TM i HM, no normalnie kosmos. I grałem jak głupi. Grałem tak bardzo, że kiedy pokonałem Ligę i Top 4 byłem zrozpaczony. Co mam robić dalej ? Otóż twórcy zadbali oto w sposó, które do tej pory jakoś nie umieją lub też nie chcą powtórzyć. Dali mi możliwość podróży do regionu znanego z poprzednich pokemonów ! To dało mi nowe sale do pokonania, nowych trenerów do walki, nowe pokemony do zdobycia... Co więcej, tylko w Silverach, Goldach i Crystalach miałeś możliwość pokonania... siebie :) A raczej kogoś, kto według Top 4 pokonał ich wcześniej ( w Red, Blue, Yellow ) i teraz nie wiadomo gdzie przebywa. Oczywiście znalazłem go i muszę powiedzieć, że niezły był.

I tutaj krótko wspomnę o kolejnym problemie; otóż lubię silvery, lubię Goldy, nie lubię Crystali.... Dlaczego ? Przecież to ta sama gra, powiecie. Pewnie, tyle tylko, że w Silvery grałem bez problemu, a w Crystalach znowu trafił mi się walnięty kartridż... Kiedy chciałem wejść do Battle tower gra się wykrzaczała, co więcej, kiedy w końcu doszedłem do Top 4 i zapisałem tam grę.... cóż powiedzmy, że teraz macie podobny bug w X/Y. I nie twierdzę, że Crystale są gorsze od Silverów, ja po prostu, ze względu na moje doświadczenie z nimi, mam do nich negatywny stosunek.

Następnie grałem tylko przejściowo w Pokemon Emerald

Przejściowo, bo Advanca miałem przez dwa tygodnie, jak wymieniłem się konsolą bardziej stacjonarną na niego. I tutaj zonk, bo nic z niej nie pamiętam, to znaczy była taka nijaka, że nic nie zapadło mi w pamięć. Ot, powtórka z rozrywki.

No i wtedy dochodzimy do mojej obecnej wersji, w którą wciąż pogrywam od czasu do czasu.

Pokemon_Black_Box_Artwork.jpg

Coś pięknego. Świetna grafika, fajne pokemony, ale co najważniejsze, to jest to pierwsza wersja z tak zaawansowaną fabułą. Serio, zwroty akcji są, juź samo intro wskazuje, że będzie to coś więcej. Co ciekawe, cel N wcale nie jest zły, to znaczy w porównaniu do porzednich części nie chodzi o zdobycie władzy nad światem, albo insze takie pierdoły, ale o uwolnienie pokemonów od ludzi, aby mogły żyć szczęśliwe. W innych okolicznościach bym się z nim zgodził, niestety gra nie daje nam wyboru i musimy skopać mu zadek. Ehh, może na konsolach JESZCZE następnej generacji ?

Wada gry ? Nie można wrócić do poprzedniej krainy, by pokonać kolejnych osiem sal, tak jak to było w Silverach.... I jest to coś, co mnie autentycznie boli. Czekam na recenzję CDA z najnowszych pokemonów, czy po zakończeniu glównej fabuły można jeszce gdzieś dalej popłynąć.

Podsumowując, ja lubię pokemony, serio, po prostu 8 sal i ich leaderów, do tego top 4 plus jakaś złowroga organizacja, to stało się za małe. Coś, co mogło być fajne ponad dekadę temu nie znaczy, że teraz się sprawdzi. I fabuła to jedna rzecz, ale jak już ją skończysz raz, to odkładasz grę i grasz w coś innego... Aż do czasu, gdy znowu zechcesz powrócić. Ale czy nie lepiej po prostu zrobić dłuższą grę ?

rumbur

Krótka historia

Będzie krótko, bez obrazków i ogólnie na temat nie związany z graniem. Pragnę podzielić się przygodą jaka mnie spotkała.

A więc tak, jakiś czas temu w moim aucie zaczęły się świecić światła stopu. I to nie po włączeniu świateł, ale jak tylko włączyłem silnik to już świeciły. Aha i do tego na kokpicie wyskoczyłą mi ikonka takiego autka z kluczem w środku. No i co tu zrobić ? Ano jechać do mechanika, tyle tylko, że każdy, kto ma auto, to wie jak trudno po raz pierwszy wybrać swojego mechanika. To jak wybieranie pierwszego pokemona, czyli decyzja poważna. Po przeglądnięciu portalu "Dobry Mechanik" mój wybór padł na pana Bogusława Jurę. Zadzwoniłem, umówiłem się i przyjechałem.

Warsztat to powiem, że ma dość niepozorny, z drugiej strony, nie ocenia się książki po okładce. No i zaczynamy oglądać samochód ( Opel Corsa C, rocznik 2003, sprowadzony z Niemiec ). Odłączył zasilanie do świateł stopu, to znaczy od kostki w hamulcach, a one dalej złowieszczo płoną z tyłu, sprawdził podgrzewanie tylnej szyby, bo możę cośtam padło, ale nie, wszystko w porządku.

Wtedy podrapał się po głowie i zapytał : "Nie wymieniał pan czasem żarówki ?" I faktycznie, jakieś dwa miesiące wcześniej spaliła mi się tylna żarówka, a że nie wiedziałem, jak się od tego zabrać, zapytałem kumpla ( bądź co bądź skończył mechanika, więc powinien się znać ). Faktycznie otworzył, wymienił żarówkę i cacy, tyle tylko, że nie był pewien czy to żarówka do Opla, ale skoro się świeci, to musi być OK, prawda ?

NIE PRAWDA. Ludzie, przez tą jedną żarówkę cała elektryka w aucie zaczynała wariować, ja zaczynałem wariować, a że u mnie praktycznie wszystko jest na prąd, możecie sobie wyobrazić co mogłoby się stać, gdyby doszło do awarii na drodze....

W każdym razie mechanik ( mój mechanik smile_prosty.gif ) wymił ją na nową, tym razem dla Opla i wszystko grało. Powiedział mi jeszcze, że miałem szczęście bo on miał już taki jeden przypadek, stąd wiedział o co pytać.

Kończąc już tą historię, morał jest taki: Wymiana żarówki może w teorii jest łatwa, ale w praktyce to coś zupełnie innego. Pamiętajcie, kupujcie żarówki do waszego samochodu, bo wsadzenie byle jakiej może doprowadzić do przykrych konsekwencji. Jak nie wiecie jaką, to zapytajcie się waszego mechanika, on wam powie, albo sprowadzi. Ewentualnie w sklepie z cześciami do samochodów, też wam tam doradzą... chyba.

Aha, na koniec ciekawe spostrzeżenie: kiedy tak jeździłem z tym stopem, co rusz zatrzymywały się za mną auta i uczynni kierowcy podchodzili, aby mnie o tym fakcie poinformować. To nie sarkazm moi drodzy, ja byłem w szoku ile ludzi może się przejmować cudzym nieszczęściem, ba, kilku co się zatrzymało wysiadało z aut, które nie można uznać za inne, niż luksusowe.

rumbur

The Epic Rap Battles of History :)

Oglądając stronę Dan Bulla ( słowo daję, jeśli jest ktoś, kto może mnie przekonać, abym dał się nabić Ubi jeszcze raz w butelkę, kupując ten sam odgrzewany kotlet, to jest właśnie ten facet )zobaczyłem linka do innego filmika. A że mam zapalnie oskrzeli, to co mi tam. I wsiąkłem...

Po obejrzeniu go zdecydowałem, że warto chyba obejrzeć resztę odcinków, co nie ? Link poniżej:

Nie sugerujecie się tym tym tytułem, jak otworzycie, to po prawej stronie będą wszystkie filmiki z serii, po prostu wrzuciłem Lennona jako pierwszego, aby było chronologicznie.

Otóż z prawdziwą przyjemnością oglądam dobre widowisko, nie zrozumcie mnie źle, nie znam się na rapie, ale wiem co mi się podoba. A to zdecydowanie znalazło się w pierwszej 10... Cholera, gdzie indziej zobaczycie Hitlera wbijającego rapem Dartha Vadera w glębę... Tyle że ten drugi oszukuje, nie umie rapować, to używa mocy.... Albo Leonidasa kontra Masterchefa z Halo ?

Inne bitwy to na przykład Justin Bieber kontra Beethoven. Rzecz jasna ten drugi wygrywa, ale ma najlepszy chyba tekst yw dziejach, pozwolę sobie je tutaj tutaj przytoczyć:

- "I'm committing verbal murder in the major third degree, my name is Beethoven motha fucker, mayby you've heard of me" smile_prosty.gifsmile_prosty.gifsmile_prosty.gifsmile_prosty.gifsmile_prosty.gif

-I would smack you, but in Germany, we don't hit little girls smile_prosty.gifsmile_prosty.gif

Kolejna rewelacyjna bitwa to pojedynek pomiędzy: Steve Jobs vs Bill Gates.... To musicie zobaczyć, bo nie da się tego opisać słowami.

Oprócz tego takie sławy, jak Święty Mikołaj kontra Mojżesz, Chuck Norris kontra Abe Lincoln, czy też Sinatra kontra Freddy Mercury. A na deser: Sherlock Holmes kontra Batman

Po prostu coś pieknęgo....

Aha, jako post scriptum, przytoczę tekst Stalina:

- Look into my eyes you perverted witch, see the soul of the man who make Mother Russia his bitch

rumbur

Zaczęła się jesień... po czym to poznaję ? Nie po zmniejszającej się liczbie liści na drzewach ( a zwiększającej się ich liczbie na moim samochodzie... ), nie po coraz niższej temperaturze ( chociaż przez ostanie kilka dni jest całkiem fajnie, tak fajnie, że chyba dostałem zapalenia oskrzeli... ). Nie moi drodzy, wiem, że zaczęła się Jesień, bo pojawił się nowy wysyp anime. I jedno z nich zasługuje na szcególną uwagę...

kill_la_kill_ryuko_matoi_render_by_mein_herzeleid-d662hwy.png

Kill la Kill najprościej podsumować tak jak w tytule tematu. Grafika, styl, walki budzą żywe skojarzenie z FLCL i moim zdaniem to dobrze. Uwielbiam to anime, zawsze żałowałem, że jest takie krótkie. A czemu Sailor Moon ? W sumie to przez mundurek głównej bohaterki ( wersja Echii do kwadratu, screen poniżej ) i mundurki wrogów ( wersja FLCL do kwadratu ).

HorribleSubs-Kill-la-Kill-01-720p.mkv_snapshot_20.03_2013.10.03_21.27.52.jpg

No i do tego w openingu są momenty, które kojarzą mi się z transformację Usagi. Fabuła zaczyna się od przybycia nowej studentki do szkoły... Szkoły, przy której obozy treningowe FARC to domowe przedszkole... Nad monumetalnym wejściem na teren szkoły wiszą zwłoki ucznia, zaś przyjaciółka głównej bohaterki mówi, by się tym nie przejmować, bo ciąglę kogoś zabijają... Oczywiście, nasza heroina naraża się zaraz na samym początku głównemu bossowi szkoły ( pani prezydent ) i staje do walki. W skrócie, fabuła jest raczej prosta, z drugiej strony, są dopiero dwa odcinki i liczę na coś ekstra, w stylu gigantycznego żelazka prasującego ziemię.... No w każdym razie mam nadzieję, że twórcy mnie czymś pozytywnie zaskoczą.

Ja wiem, że temat anime nie jest może na tym forum zbyt popularny, ale serdecznie zachęcam do obejrzenia chociaż jednej minuty pierwszego odcinka, pierwszej minuty... Uwierzcie mi, warto.

rumbur

Mały, krótki, wpis...

Krótko, chciałby się podzielić czymś, co dostałem na FB:

Nawet zachęca do grania.

Ale skoro już pisze, to możę podzielę się pewnymi myślami.

Otóż weszła nie tak dawno w życie ustawa śmieciowa. Piszę o tym teraz, bo uznałem, że minął stosunkowo długi okres, który według mnie powinien zostać wykorzystany na naprawienie potencjalnych niedoróbek. Nie chodzi o samą ustawę, ale o fakt realizacji jej przez samorządy. W praktyce wygląda to tak ( przynajmniej u mnie ): kosz na plastik jest na drugi dzień, po opróżnieniu, pełen, zaś resztę składa się pod nim, podobnie z makulaturą. Serio, nawet nie podejrzewałem, że ludzie mogą wyrzucać tyle papieru. Do tej pory czegoś takiego nie zaobserwowałem, to znaczy do czasu wejścia ustawy o tychże śmieciach. Ludzie chyba poważnie do tego podeszli i faktycznie przynajmniej część segreguje odpady. Co z tego jednak, kiedy, jak wspomniałem wyżej, lądują one pod koszem, albo są wrzucane do śmietnika starego typu ? Z tego co pamiętam, o tym, że taka ustawa ma wejść informowano wcześniej, nie pojawiłą się ona cichaczem. Mimo to, mam wrażenie, że przynajmniej w moim mieście, zastała ona radnych z opuszczonymi portkami. I to nie tylko na moim osiedlu, ale też w sąsiednich. Ja sam płącę tą większą stawkę i mogę z czystym sumieniem wrzucać śmieci nieposegregowane. Przynajmniej ktoś sobie zarobi segregując je za mnie :)

rumbur

vfhn.jpg

Powiem krótko: kto nie widział, niech żałuje, kto widział, niech rozpacza, bo nie wyobrażam sobie takiej dawki strachu ( no może poza informacją o bankructwie ZUS-u smile_prosty.gif ) w najbliższym czasie.

Nie jestem specjalistą od horrorów, ba, nawet za takiego się nie uważam. Ale oglądałem ich kilka, jak zresztą każdy i mówiąc szczerze podziwiałem w nich raczej fabułę lub akcję. Oglądałem "Klątwę" i była fajna, nawet straszna, tak samo "Krąg", albo .... no właśnie, albo. Poza tymi dwoma tytułami nic mi nie przychodzi do głowy, rzecz jasna nie licząc klasyki. Jakoś nie wywarły na mnie takiego niezatartego wrażenia, nie sprawiły, że człowiek bałby się wstawać z łóżka w nocy.

Aż w wylądowałem na projekcji "Obecności", w Katowickim Heliosie, o 12 w południe. Na początku nie spodziewałem się wiele. Nawet początkowe napisy, o tym, że film powstał na bazie autentycznych wydarzeń olałem. Było to bardzo głupie z mojej strony...

Nie będę przybliżał fabuły filmu, od tego macie Film-web, chcę tylko podzielić się swymi odczuciami. A one są proste: byłem przerażony. Gdzieś, w pewnym momencie, siedząc w ciemnym kinie, zatarłem tę granicę między widzem a ekranem i kompletnie wsiąkłem w film. Strach i niepewność, co się dalej stanie ( pamiętajcie, że wcześniej w ogóle nie interesowałem się tym filmem, nie sprawdziłem na jakich wydarzeniach jest oparty ) doprowadzały mnie do szału.

Śmiało mogę powiedzieć, że film jest świetnie nakręcony. Sceny, które uznajesz za spokojne, gdzie nic się nie wydarzy przemieniają się w orgię zgrozy, z kolei sceny, w których powinno się coś wydarzyć... wydarza się. Wiem, że to brzmi trochę chaotycznie, ale ciężko jest opisać coś taki przyjemnego, tak moi drodzy, przyjemnego, bo po grosie takich sobie horrorów klasy "B" w końcu ujrzałem coś, co sprawia, że chcę to obejrzeć jeszcze raz. Że jeszcze raz chcę dać się przestraszyć i wiem, że za drugim razem bałby się tak samo.

Podsumowując, bo muszę wracać do zaliczania Metro 2033, serdecznie polecam ten film każdemu fanowi horrorów, ale także ludziom, którzy lubią porządnie nakręcony film. Taki, który trzyma cię w fotelu, nawet po napisach końcowych.

rumbur

Die Glocke

die_glocke___the_bell_by_vitaloverdose-d5qyba9.png

O Dzwonie można powiedzieć dużo. Właściwie same wpisanie frazy do wyszukiwarki sprawia, że jesteśmy zalewani powodzią informacji o tym projekcie. Świadczy to przede wszystkim o tym, że nawet 70 lat po wojnie genialny wynalazek potrafi rozbudzić naszą żądzę wiedzy.... Okey, dość tego patosu, przejdźmy na bardziej zrozumiały język i to najlepiej w punktach:

- Die Glocke był projektem nazistów, który zaliczamy do grupy Wunderwaffe, tak zwanych cudownych broni, które miały przynieść Rzeszy zwycięstwo... Jak to się skończyło to wiecie. Czego nie wiecie, to fakt, że większość tych wunderwaffe działało, lecz z tych czy innych przyczyn nie można było ich wykorzystać.

- Dzwon powstawał gdzieś na Dolnym Śląsku i tak, to jest najdokładniejsza informacja na ten temat. Niektórzy wskazują na Lubiąż i klasztor tam się znajdujący, inni wspominają o nieoznakowanym terenie pod Wrocławiem. W sumie nawet bym się nie zdziwił, biorąc pod uwagę, jakie naziści wykopali pod nim tunele...

- Dzwon miał 2 albo 2,5 metra wysokości i 1,5 do 1,8 metra szerokości. Jego sercem były wirnik składający się z dwóch dysków osadzonych na wale, każdy nich wypełniony był rtęcią schładzaną w trakcie pracy do temperatury poniżej krzepnięcia. Dyski wirowały przeciwbieżnie, to znaczy w dwóch przeciwnych kierunkach. Ale to nie wszytko. Sercem serca maszyny ( ciekawe czy mogę opatentować ten zwrot ? ) było Xerum 525, tajemnicza substancja, o której wiadomo tylko tyle, że zawierała tlenki toru i berytu.Aha i miała konsystencję galaretki.

- Urządzenie w czasie działania emitowało fioletową poświatę, właśnie dzięki Xerum 525.

- Teraz najważniejsze: po co to wszystko ? Ano, jak wspomniałem na wstępie, Dzwon miał być Wunderwaffe, zaś jego dokładnie działa nie to czyste spekulacje, ale kilka z nich podam.

- Według jednej - Dzwon był generatorem energii pola zerowego. Jest to energia, która jest w próżni, tak z niczego, po prostu według Planca, Stern i Einsteina ( tych pierwszy nie skojarzyliście, co ? Spoko, ja znam tylko tego pierwszego ) próżnia sama w sobie musi posiadać jakieś minimum energetyczne. Całość jest powiązana z teorią kwantową, więc sami rozumiecie, że nie mam o tym najmniejszego pojęcia, więc dość na ten temat. Reasumując, Adolf pragnął tej energii i jego naukowcy mieli ją znaleźć, zdobyć i wykorzystać. Prawdopodobne są tylko te pierwsze dwa.

- Dzwon miał być również głównym motorem Haunebu, czyli niemieckich latających spodków. Ale, że podobno spodki latały w powietrzu normalnie, wykluczam użycie Dzwonu, z trzech powodów: po pierwsze promieniowanie z niego było silnie radioaktywne i zabiło praktycznie w całości pierwszą ekipę nad nim pracującą. Druga ekipa włączała go z odległości 200 metrów, w skafandrach ochronnych, co najlepiej świadczy o ich rozwadze smile_prosty.gif. Po drugie Die Glocke wymagał sporej energii rozruchowej, bardzo sporej... Na tyle wielkiej, że z odległości można było zobaczyć niebieską łunę od elektryczności. Dyski nie posiadały takiej mocy. Co więcej, maszyna mogła pracować po rozruchu tylko przez około dwie minuty. I po trzecie, Dzwon aż do końca wojny nie opuścił swojego miejsca pobytu. I raczej nie mogli zbudować jego kopii, ponieważ pod koniec wojny jedynym w miarę bezpiecznym miejsce był właśnie Dolny Śląsk.

- Najbardziej podoba mi się teoria o równoległych wymiarach: według niej Dzwon stanowił rodzaj dzwonka do drzwi, czegoś, co rezonując rozrywało rzeczywistość i pozwalało spojrzeć na drugą stronę... czegoś. Można było go również wykorzystać od podróżowania w czasie, co Niemcom bardzo by się przydało.

cthulhu_vs_magikarp_updated_by_mothmanboris-d47m4j8.jpg

- I teraz ciekawostka: Niemcy, od testowania Dzwonu wybudowali coś a'la Stonehenge w

miejscowości Ludwikowice Kłodzkie:

2014E23D6B254EE2AB36A73AC9B3686D.jpg

Tam też możecie go obejrzeć.

- A co po wojnie ? I tu też są różne wersje: jedna mówi o tym, że projekt przeniesiono w całości bądź do Argentyny, bądź do Nowej Szwabii ( nowej ojczyzny Rzeszy na wygnaniu, znajdującej się na Antarktyce ( biegunie południowym, żeby było jaśniej ), szerzej o tym napiszę kiedyś, może, na pewno ), albo do Norwegii. Możliwe jest nawet, że został wysłany do Ameryki. Wiadomo, że razem z projektem znikł generał Kammler, który od początku czuwał nad nim, Fakt, że był on również odpowiedzialny za plan ewakuacyjny SS i miał do dyspozycji środki robiące wrażenie, jak an standardy końca wojny, to znaczy 6 samolotów Ju-390:http://pl.wikipedia.org/wiki/Junkers_Ju_390 i jego starszą wersję Ju - 290 najlepiej świadczy jakimi cieszył się wpływami.

- I jeszcze teoria spiskowa: podobno niemieccy naukowcy zostali wcześniej podzieleni przez SS na tych, którzy oddadzą się pod "opiekę" ZSRR i tych, co mają wspomóc Aliantów. Mała liczba szczęśliwców została ewakuowana, ponieważ byli oni zbyt cenni dla Rzeszy. Ci, którzy pozostali mieli przekazywać kolejne technologie ruskim i jankesom, zawsze ukrywając te naprawdę wielkie odkrycia. Jak dla mnie to się nie trzyma kupy, bo o ile fanatyczni SS-mani mogli by coś takiego odstawić, to typowy jajogłowy prędzej, czy później odczuł by chęć kontynuowania eksperymentów we własnym zakresie. Ale co ja tam wiem...

- Inną teoria spiskowa głosi, że nasze służby w latach 50. badały tą sprawę, co zakończyło się śmiercią wszystkich agentów z rąk KGB i wysłaniem naszego Pierwszego Bieruta do Rosji, celem konsumpcji ciasteczek smile_prosty.gif

W sumie to tyle, na pewno można by napisać więcej... tyle tylko po co ? Ja podałem tylko ogólne informacje, po więcej sięgnijcie do książki Igora Witkowskiego "Prawda o Wunderwaffe", albo obejrzyjcie to http://www.youtube.com/watch?v=xIIuNJ_BA34

rumbur

Niech żyje ludzkość !

Obejrzałem dzisiaj "Genezę Planety Małp". Ja wiem, że dość późno, ale oglądałem oryginalne dzieła, więc czuję się rozgrzeszony. W każdym razie odkryłem, mniej więcej w trakcie filmu, że jestem rasistą. Hmm, może trochę to rozwinę, mam na myśli fakt, że los małp, choćby nie wiem jak nieludzki, kompletnie mnie nie obszedł. To znaczy obchodził mnie na początku, kiedy były bezbronnymi ofiarami, ale kiedy śmiały podnieś rękę na swoich ciemiężców wszedłem w tryb "Banda małpiszonów zamierza nas pokonać, NAS ? Ludzkość ? ". Nie wiem do końca dlaczego, ale kiedy widziałem jak te małpy buszują po mieście, jak przełamują nasz opór, czułem straszny smutek. Smutek, ponieważ widziałem początek naszego upadku. Że nasza rasa prawie wyginie, że będziemy rządzeni przez małpy. My, Ludzkość ! Przez MAŁPY !

Z jednej strony czuję się źle, bo w końcu to my na nich eksperymentowaliśmy, to my doprowadziliśmy do ich buntu, więc ich sprawa jest ze wszech miar godna szacunku. Z drugiej strony, nie potrafię przełknąć myśli, że mielibyśmy być rządzeni przez małpy. Ja wiem, że się powtarzam, ale nie potrafię przestać. Coś w samej idei tego sprawia, że mam ochotę wyć. I jak tak nad tym rozmyślałem, doszedłem do wniosku, że powyższe rozumowanie można zastosować szerzej. Na przykład obcy, przylatują, robią bum-bum, zip-zip, bin-bing i już narody klękają, a my oglądając film, bądź grając w grę klniemy pod nosem na tych cholernych obcych. Bo jakim oni prawem atakują ziemię ? Jakim prawem zabijają nas, tak jak my zabijaliśmy wcześniej inne gatunki ?

Powyższy przykład można zastosować do dowolnego nieludzkiego wroga. Wywnioskowałem, że gdzieś tam, w głębi naszego jestestwa, tkwi duma z tego, że jesteśmy ludźmi. Że jesteśmy najbardziej rozwiniętą rasą na tej planecie, że każdego dnia ją dewastujemy i zatruwamy, że wybijamy zagrożone gatunki, że prowadzimy wojny ze sobą na lewo i prawo, że kłamiemy, oszukujemy i mordujemy. Jesteśmy dumni, bo wierzymy, że pewnego dnia sięgniemy gwiazd, a nawet dalej ( jest coś dalej ? ). I tak się zastanawiam, czy to duma, czy już arogancja ?

A ponadto wierzymy, po prostu wierzymy, że jedynie człowiek może zabijać drugiego człowieka. Każda inna istota nie jest tego godna.

Rzecz jasna to są jedynie przemyślenia autora, inne osoby pewnie się nie zgodzą.

rumbur

Postanowiłem ostatnio zajrzeć na RPS, głównie dlatego, że nigdy nie zaglądałem na zagraniczne serwisy tego typu. Cholera, w ogóle nie zaglądałem na żadne serwisy tego typu, jakoś tak kupuję CDA, mam konto na forum, więc po co się pchać dalej ?

Ano, widzicie, wychodzi na to, że byłem niesamowitym głupcem o bardzo wąskich horyzontach. Ale człowiek się uczy, tak że polecam ten serwis. Głównie ze względu na niesamowicie lekki styl pisania, który sprawia, że oczy same lgną do czytania :)

Ale nie o tym chciałem pisać, otóż co przykuło mój wzrok był napis "Support RPS", a że strona jak najbardziej przypadła mi do gustu, postanowiłem ich "supportować". Okazało się, że mogę to zrobić na dwa sposoby: płatną subskrypcję i dotacje. Jako, że cena dwóch dolarów miesięcznie nie jest szokująco wielka ( więcej wydaje na Kebaba ) postawiłem zapisać się do nich. No i tu klops, bo ja Paypala nie mam, nie będę miał i nie chcę mieć. Za dużo tym badziewiem kłopotów, za duże opłaty za przelew, w każdym razie tyle dowiedziałem się od ludzi, którzy płacili przez niego za zakupy. Dotacje również są obsługiwane przez niego, tak więc z bólem muszę przyznać, że tych dwóch dolarów miesięcznie ode mnie nie dostaną.

Ale również nie o tym chciałem pisać, albo raczej o tym tylko nie tak. Widzicie, ja rozumiem, że RPD nie ma za sobą Bauera, nie jest wspierane finansowo jak CDA, i praktycznie reklamy na stronie i te dotacje/subskrypcje to wszystko na czym jadą.

Ale dlaczego by nie przenieść tego modelu do CDA ? Czemu nie dać na głównej stronie przycisku subskrybuj ? Powiedzmy, że za dodatkowe pięć złotych miesięcznie taki jegomość miałby dostęp priorytetowy do kluczy do bet, to znaczy dostawał by go na swojego maila bez potrzeby klikania gdziekolwiek, miałby zniżkę na prenumeratę, zniżkę w level 77, i innych sklepach, które dość często współpracują z CDA, może nawet jakieś bony od czasu do czasu na gry w konkretnych sklepach, zarówno na płytach jak i digital ? Może taki osobnik dostałby możliwość edycji swoich komentarzy pod newsami na stronie głównej ? Może dla grupy subskrybującej powstawałyby specjalne konkursy ?

Rzecz jasna taki stan rzeczy wywołuje pewne zgrzyty, jak na przykład podział użytkowników na tych niepłacących i tych płacących i w tym momencie do końca nie jestem pewien czy to by wyszło stronie na dobre. Dodatkowo subskrypcja obciążała by kartę, tak więc osoby pełnoletnie nie miałyby kłopotu, osoby niepełnoletnie musiałyby się liczyć z proszeniem rodziców o zgodę, no i jest jeszcze grupa, która w ogóle nie posiada kart kredytowych. W sumie ich rozumiem, niemniej karta jakoś jest bardziej przydatna przy zakupach przez internet, więc wciąż ją posiadam :)

Rzecz jasna to są tylko rozważania teoretyczne, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, ile roboty Ghost & Co musieliby włożyć w przebudowę forum, to znaczy systemem dystrybucji kluczy do bet, załatwieniem formalności z serwisem zajmującym się przesyłaniem forsy, no i zaimplementowaniem takiej opcji na stronie głównej. Do tego dochodzi kwestia zabezpieczeń, dlatego też powyższe dywagacje są i pewnie pozostaną jedynie czysto teoretyczne.

rumbur

1166871103-00.jpg

Kupiłem przez Allegro Starfleet Command Gold Edition, ponieważ moja płyta wsiąkła na amen, a te kilka złotych mnie nie zbawią. W każdym razie dzisiaj przyszło pocztą, teraz zainstalowałem i uruchomiłem.

I działa !!!

Dla niewiedzących wyjaśniam, że moją poprzednią wersję uruchamiałem z bólami, przy zmniejszonej rozdzielczość, wyłączonym przyspieszeniu sprzętowym i dodatkowo w trybie zgodności z Windowsem 95. A i tak nie chciało się uruchomić co trzeci raz.

A tutaj taka niespodzianka, po prostu klikam i już.

Jestem tak szczęśliwy, że postanowiłem to oznajmić na forum. Idiotyzm, ale taka mała rzecz potrafi ucieszyć.

rumbur

Space Battleship Yamato 2199

Jak w tytule, właśnie skończyłem oglądać kolejny, 18, odcinek i postawiłem się podzielić wrażeniami z oglądania tego anime.

Na początek, standardowo opening:

http://www.youtube.com/watch?v=CnpEU8DPzZ4

Od któregoś odcinka opening trochę się zmienia, ale nie aż tak, aby zasługiwał na kolejny link smile_prosty.gif

W dużym skrócie: ludzkość walczy z rasą kosmitów.

Bardziej szczegółowo: ludzkość dostaje w dupę od kosmitów. Do tego stopnia, że ziemia przypomina nuklearne pustkowie, jeśli ktoś grał w Fallouta, wie czego się spodziewać. Ludzie żyją pod ziemią, cały czas starając się przeżyć kolejne bombardowania kosmicznych asteroid wystrzeliwanych z bazy obcych na Plutonie.

Sytuacja jest gorzej niż beznadziejna, wybuchają bunty związane z reglamentacją żywności, materiałów na budowę nowych statków kosmicznych nie ma, bo planeta jest prawie do cna wyczerpania, w skrócie: jest źle.

Nadzieja pojawia się wraz z kontaktem z kolejnymi obcymi, rzecz jasna musiała być to piękna kobieta, która twierdzi, ze na jej rodowitej planecie znają sposób na zmianę planety, której wyglądem bliżej do księżyca niż do niebieskiego naszego globu, w zieloną utopię ( po mojemu stary dobry terraforming, ale nie oglądałem do końca, to nie wiem na pewno ).

Niestety, obca kobieta znika, ale nie bójcie się następna już leci. Tak zaczyna się pierwszy odcinek, główny bohate, albo raczej jedn z pierwszoplanowych bohaterów, odnajdują na Marsie kapsułę z następną kosmitką, niestety martwą. A hej, za to ma ona nowe źródło zasilania, które w końcu pozwala latać w Warp 10 między systemami słonecznymi. Należy bowiem dodać, że ludzkość, choć posiadała statki kosmiczne, to nigdy nie zdołała dolecieć dalej niż do Plutona.

e9JO8TY4febdfaAq0ox5EkkMKMb.jpg

I tutaj na scenę wkracza tytularny okręt: Yamato. Nazwa nawiązuje do superpancernika z okresu II wojny światowej ( a przynajmniej tak mi się wydaje ) i mogę was zapewnić: widziałem całą masę statków kosmicznych, zresztą, któż z nas, graczy, nie widział ? Ale ta bestia robi wrażenie, może to te działa, może wyrzutnie torped, albo może Wave Motion Gun, broń napędzana źródłem energii dostarczonym przez kosmitów. Pamiętacie Gwiazdę Śmierci ? Pamiętacie ten jej zabójczy promień ? No to wiecie mniej więcej jak wygląda WMG, robi wrażenie jak cholera.

screw_the_death_star___movie_by_fleetcommander-d3deitu.jpg

W ogóle sceny walki są bombowe, nie tak statyczne jak Banner of Stars, prędzej jak nowy, kinowy Star Trek. Co więcej, anime nie powtarza schematu: kolejny odcinek, kolejna walka, za to wprowadzając ciekawe wątki dotyczące członków załogi, ich relacji ze sobą, jak również planów alternatywnych dotyczących misji Yamato. A, no bo nie wspomniałem o najważniejszym: Ziemia ma 356 dni do śmierci. Podróż na obcą planetę po nieznaną technologię jest, według niektórych, ostatnią deską ratunku. Inni twierdzą, że załoga powinna założyć kolonię na innej planecie i sukcesywnie przewozić tam ziemian. W sumie i tak powiedziałem za dużo. Odkrywanie niuansów fabuły jest samo w sobie przyjemne.

W międzyczasie okazuje się, że obcy to międzygwiezdne Imperium, którym dowodzi Fuhrer wielki niezwyciężony Wódz, który budzi skojarzenia z partią nazistowską. Skojarzenia są tym większe, im więcej dowiadujemy się o segregacji rasowej w Imperium. O tym, że są tylko jedna prawowita rasa panów, a reszta ma służyć. Tak, ewidentnie śmierdzi nazizmem na kilometr. Ale co się dziwić ? Oryginał powstał lata temu ( 1974 ), kiedy takie porównanie było na czasie.

tumblr_m8z9xmx5El1ryuyz4o1_1280.jpg

Jeśli chodzi o grafikę, jest dobrze, projekty postaci mnie zadowalają, nie jest to prawda mój ulubiony Code Geass, ani Hellsing, ale mimo to daje mocne 8. Szczególnie projekty kobiet są dobre, żadna nie cierpi na syndrom ogromnego biustu. Tak zboczeńcy smile_prosty.gif, wiem że dla sporej liczby osób, które mam nadzieje przeczytają ten wpis, ten argument jest raczej przeciw niż za, ale ja wolę mniejsze. Tak, pewnie też jestem zboczony.

1a.jpg

Na koniec, słówko o muzyce. Jest piękna, podniosła i klimatyczna. Słowem taka, jaką zapewne grali japońskim marynarzom podczas II wojny światowej. Bardzo łatwo się w tej muzyce zapomnieć, w każdym razie sam bardzo chętnie nabyłbym soundtrack, w rozsądnej cenie.

Serdecznie polecam każdemu fanowi Space Opery, to anime naprawdę zasługuje na szanse.

rumbur

Jakiś czas temu natknąłem się na taką oto reklamę/prezentację:

Jako okularnik od drugiej klasy podstawówki zawsze chciałem mieć coś takiego w okularach, głównie dlatego bo taki gadżet mnie kręci smile_prosty.gif Mieć internet, skype'a, zdjęcia, mp3 i gps dosłownie przed nosem jest bardzo kuszącą wizją, przynajmniej dla mnie.

Ciekawi mnie tylko forma zasilania, chodzi mi oto, czy nie będzie trzeba co kilka godzin podpinać GG do ładowarki ? Ale to dopiero pieśń przyszłości, na razie zakończyły się zapisy do testowania okularków, rzecz jasna tylko w USA smile_prosty.gif

Co jeszcze mnie w nich kręci ? Po zapoznaniu się z Androidem mogę się spodziewać otwartej architektury, to znaczy, że będzie można lądować soft przygotowany przez innych użytkowników. Wyobrażacie sobie możliwości ? Powiedzmy, że ktoś opracowuje program do mierzenia prędkość poruszającego się obiektu. I co ? Fotoradar na nosie, moi drodzy. No dobra, to nie był może zbyt optymistyczny wariant, przynajmniej dla osób nagminnie przekraczających prędkość, ale idźmy dalej. Powiedzmy, że ktoś zaprogramuje mikrofon tak, by rozpoznawał obcą mowę i wyświetlał nam na okularach tłumaczenie, wiem, że to daleki rzut, ale naprawdę te okularki rodzą możliwości.

Przesadzam, co nie ? Fakt, jak mówiłem, te okularki naprawdę m się podobają i o ile cena nie będzie z kosmosu ( tak do 2500 tysięcy złotych ), a recenzja w CDA będzie pozytywna ( to będzie chyba jedn z tych wyjątków, kiedy zajrzę do działu sprzęt smile_prosty.gif ) to biorę.

Ps. autor niniejszego wpisu zdaje sobie sprawę, że powyższy filmik z YT, jak i fakt istnienia Google Glass jest prawdopodobnie forumowiczom powszechnie znany, niemniej musiał z siebie wyrzucić ten przejaw optymizmu względem nich.

rumbur

Dobra, dzisiaj bez obrazków, bo piszę w pracy i tutaj komputer jest dość archaiczny, co przekłada się na problem z wczytywaniem obrazków.

W dużym skrócie, wczoraj pod blogiem Ghosta wymieniłem replikę z innym użytkownikime forum, który, może nie zamierzenie, zarzucił mi wazeliniarstwo, bo śmiałem skrytykować wiecznie użalnia się pod newsami dotyczącymi pełnych wersji gier. Z powdu późnej pory i zawieruchy w robocie mam dopiero teraz czas na opdowiedź.

Postaram się to wyłuszczyć w miarę prosto, by spora doza troli, ćwierćinteligentów i innych gimbusów ( zaczynam lubić to pojęcie smile_prosty.gif ), jeśli kiedykolwiek tu zawędrują, mogła to zrozumieć.

Każdy, kto przepracował w swoim życiu chociaż tydzień, wie że możesz mieć wyśnioną robotę, jak na przykład masażysta w willi Hugh Heffnera, albo prezes M$, ale jeśli atmosfera w pracy jest do bani, to znaczy wszycy cię krytykują, na każdy ruch z twojej strony reagują lawiną narzekań, a do tego szefostwo ma cię w głębokiej d.... to taka wspaniała, wyśniona robota jest obrzydliwa, jest tak niemiła, ze każdego dnia musisz zmuszać się by wstać z łóżka i tam iść.

I odwrotnie, możesz babrać się w szambie ( dosłownie i w przenośni ), ale jeśli robisz ze zgraną załogą, a do tego szefostwo od czasu do czasu powie dobre słowo o twojej pracy, ba nawet jeśli to będą ludzie, któży po prostu korzystają z twojej roboty, powiedzą dobre słowo albo pochwalą, to to robi różnicę jak cholera. To sprawia, że tutaj w środku odczuwasz takie miłe ciepło, że jesteś doceniany. To się nazywa morale, teog nie można kupić, to trzeba wychodować i dbać o nie.

I dlatego jak widzę, jak [beeep]żeria sobie używa na CDA to mnie krew zalewa. Jasne, jakby odwalali manianę to nawet mógłbym siedzieć cicho. Ale oni nie dość, że mają robotę nieciekawą, z elementami przyjemności ( łyżka miodu w beczce dziegciu ), to jeszcze robią ją dobrze, starają się jak głupi wyrobić z recenzjami, starają się jak mogą dać jakieś pełne wersje gier, w końcu starają się pozyskać reklamodawców, aby nie być zmuszonymi do podniesienia ceny pisma, a jedyne co dostają to coraz więcej komentarzy typu "żal", albo "niekupię, bo nie ma nic interesującego" co należy czytać, że nie kupi, bo ma już te gry. I dlatego, bo potrafię zrozumieć tych ludzi, nie tylko z redakcji, ale także z wszystkich tych działów, którzy przyniają się do tego, że to pismo dalej wychodzi, dlatego oferuje dobre słowo. Bo nie mogę ich poczęśtować kawą, nie mogę uścisnąć dłoni i powiedzieć "dobra robota, dziękuję", mogę jedynie napisaś zbitek literek na klawiaturze, w których wyrażę, jak bardzo jestem wdzięcznym, że wciąż im się chce to robić. I nie, droga [beeep]żerio, nie jest to wazeliniastwo.

PS. Wystarczy wejść pod newsy odnośnie dowlnej pełne wersji, aby zozumieć czemu powinna być aborcja, a nawet lepiej, selekcja zarodków, pod względem inteligencji.

rumbur

03e2a1a3a6.jpg

No dobrze, wiem, że trochę późno, wiele osób z tego forum zapewne już ją ukończyło, ale że gra zrobiła na mnie wrażenie i to nie małe, postawiłem wylać z siebie moją część zachwytów.

Scrap-heads 'n' roll

Nie wiem co sprawiło mi większą frajdę, odkrywanie fabuły, czy też najbardziej soczysty model rozwalania robotów w historii gier, przynajmniej według mnie. Naprawdę, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak dobrze się bawiłem zatruwając kogoś ołowiem, albo rakietą, albo jeszcze większą ilością ołowiu, albo specjalną bronią znajdującą się pod środkowym klawiszem myszki. Wspomniałem może o gigantycznej ilości ołowiu w powietrzu ? Pewnie przesadzam, ale walki w ciągu kilku chwil mogą przerodzić się w prawdziwą jatkę, spotęgowaną do tego ewentualnym chaosem związanym ze snajperami, wybuchami rakiet, granatów i bomb dymnych.

I żeby nie było, te zachwyty wymienia facet, który nie lubi FPS-ów. Ba, za ideał przedstawiciela gatunku uważam Medal of Honor: AA i Return to castle Wolfenstein.

"To fabularne, drogi Watsonie"

Powiem tak, oglądałem Ghost in the Shell, oglądałem Armitage, jak również czytałem i oglądałem "Ja, robot". Do tego jest jeszcze "A.I. Sztuczna inteligencja", która powinien obejrzeć każdy, nieważne czy lubi roboty, czy nie. I teraz obok tych dzieł mogę swobodnie postawić Binary Domain, ma jedną z najlepszych, najgłębszych fabuł jakie miałem przyjemność poznać. Przesadzam ? Pewnie tak, ale tylko odrobinę smile_prosty.gif Gra praktycznie od początku przedstawia nam pytanie, co jest istotą ludzkiego człowieczeństwa ? Uczucia ? Ale jeśli roboty czują, czy to czyni je bardziej ludzkimi ? Czy też to że wyglądają jak ludzie, mówią jak my, żyją jak my, aż do czasu, gdy odpada przez przypadek kawałek skóry i widzą zamiast kości metal i zwoje drutu ? Czy jeśli wierzysz, ze jesteś człowiekiem, to nim się stajesz ? A właściwie co to znaczy "być człowiekiem" ? I czy ludzie zrodzeni z maszyny mogą nazywać się ludźmi, czy też nie ? Powiem tak, ta gra naprawdę daje do myślenia, przynajmniej dla każdego kto ma iloraz inteligencji większy od typowego polityka. Na koniec warto czekać, aż miną napisy końcowe, ostatnia cutscenka jest piękna, ujmuje moją starą duszę.

"Denying Destiny"

Powiem otwarcie, od samego początku sprzyjałem hollow children, żywiłem ciepłe uczucia do hybryd, Cain znajdował się zawsze w mojej drużynie, zaś uczucia do faszystowskiego, moim zdaniem, rządu USA można określić tylko mianem "morderczych". Tak nadętych, samo uwielbiających się, pełnych arogancji i "bogobojności" ludzi można zobaczyć tylko tutaj, albo na ulicach ja się wysadzają w powietrze. Tudzież na zjeździe Kiboli, albo radia M z Torunia. Ja zawsze wierzyłem, że jeśli chcesz kogoś nienawidzić, nienawidź go z konkretnych powodów, nie dlatego, że ma inny kolor skóry, bądź wierzy w tego samego Boga, tylko pod inną nazwą. Dla takich ludzi nie widzę szansy na zmianę, w końcu fanatyzmu się nie leczy, należy go wypalić.

Ale oddaliłem się od mojego tematu, przechodząc do meritum: BD to nie tyle gra co historia, wspaniała i trochę smutna, ale przez to jeszcze prawdziwsza. Serdecznie polecam każdemu.

rumbur

Miałem ostatnio okazję obejrzeć jeden odcinek wyżej wymienionego serialu.... i wsiąkłem. Naprawdę, m miałem co prawda pojęcie, że lata 80 to ważny okres w dziejach naszej planety, ale do tego stopnia....

Ciężko jest mi to przyznać, ale nie lubię oglądać telewizji. Wyznaję pogląd, że wszystko, czego mogę chcieć, jest w internecie, więc na cholerę mi jeszcze TV ? Mówię "ciężko" ponieważ właśnie przez takie nastawienie bardzo często nie mam pojęcia o całkiem wartościowych programach. A ten plasuje się w ścisłej czołówce, zaraz obok programów podróżniczych Cejrowskiego, programów kulinarnych Makłowicza i rzecz jasna filmów dokumentalnych, nadawanych na jedynce i w których w roli lektora występuje Krystyna Czubówna.

http://natgeotv.com/pl/lata-80/wideo

O czym on jest ? Jakby ktoś do tej pory się nie domyślił ( wątpliwe, ale jednak ) program traktuje o wydarzeniach kulturalnych, biznesowy, politycznych, naukowych i innych ( pojęcia nie mam jakich, skończyły mi się przymiotniki). Dowiedziałem się, mianowicie, że "Dallas", chyba pierwsza telenowela ( ale nie jestem pewien) osiągnęła oglądalność na poziomie, która do tej pory nie została pobita. Na marginesie trzeba dodać, że antybohater z tego serialu był tak sławny, żę sama Królowa brytyjska pytała aktora " Who shot J.R. " ?

Z innych kwestii pokazano początki Apple, Microsoftu jak również rewolucję w dziecinie gier, jaką przeprowadził.. Pac-Man. Do tego stopnia, że dzieciak dostawał 7 dolarów tygodniówki i zostawiał w salonie gier 5. Co po raz kolejny świadczy o potędze dobrej gry. No i do tego kolejną rewolucję, jaką było wprowadzenie walkmena na rynek.

Zresztą, każdy może samemu obejrzeć, serdecznie polecam ten program.

rumbur

Dwie sprawy...

Hmm... od pewnego czasu chodzą mi po głowie pewne sprawy, a że to mój blog, więc mam prawo się wyżalić, ewentualnie zapisać moje przemyślenia. Pamiętajcie, zostaliście ostrzeżeni smile_prosty.gif

Na początek pierwsza kwestia: od pewnego czasu obserwuję pewien ciekawy aspekt ? dinks ? coś ? Nie wiem jak to nazwać. Konkretnie o co mi chodzi, a chodzi mi mianowicie o stosunek ceny gry do jej popytu, tudzież fajności, eh... mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. Najlepiej dam przykład. Taki Deus Ex: Human revolution wyszedł w normalnej cenie 50 dolarów ( mówię o cenach w dolarach i pewnie powiem też o euro, bo praktycznie wszystkie moje gry obecnie pochodzą z zagranicznych serwisów, jak STEAM, GrennMan Gaming, GamersGate, etc.. ), zaś po pół roku ja tą grę kupowałem w promocji na Amazonie za.... 5 dolarów. Z kolei taki Skyrim, w momencie wydania kosztował 50 euro i ta cena utrzymywała się konsekwentnie przez ponad rok, dopiero kilka miesięcy temu zniżyli ją na 30 euro... do tego o promocji na niego większej niż -50% możecie pomarzyć, sam go kupiłem rok temu w czasie letniej wyprzedaży za 25 euro ( i nie żałujęsmile_prosty.gif ). Inny przykład to Street Fighter VS Tekken. Gra prawie pół roku premierze dostałą przecenę o -75%, co moim zdaniem świadczy o jej jakości ( a że sam ją kupiłem, mogę zaświadczyć, że dowolny Tekken, albo, konkretnie, SF 4 AE jest od niej o kilka levelów lepszy ). Albo też najnowszy Hitman, który już dawno przestał straszyć ceną, teraz można go dorwać za 30 złotych, pewnie niedługo dostanę go za 15. Z drugiej strony jest taki Dark Souls, który ciężko wyrwać taniej niż 12 dolarów, albo też Dishonored, albo też X-Com.

Wniosek ? Można domniemywać, że istniej korelacja między ceną gry, powiedzmy, pół roku po premierze, a jej jakością. Rzecz jasna nie zawsze, są wydawcy, którzy bez względu na jakość produktu ceny nie zmienią ( *mrugam porozumiewawczo w kierunku Blizzard* ), niemniej wciąż uważam, że z kupnem gry warto się wstrzymać te kilka miesięcy, bo możecie być zszokowani różnicą w cenie. Oczywiście, mogę się mylić, i to wszystko jest normalne i tylko ja dopatruję się jakiś powiązań.

..........

..........

..........

Ale na marginesie powiem, że Tomb Raider nie ma nawet pół roku, a już jest w przecenie -50%... co raczej nie świadczy dobrze o tej grze.

No dobra, jedna sprawa z głowy, teraz następna: Supernatural ( w Polsce "Nie z tego świata" ).

Demon-Hunters-supernatural-20888316-1280-1024.jpg

Obiecywałem sobie po 5 sezonie, że to już koniec, ja jestem już pełny, nie chcę nic więcej oglądać o braciach Winchester. Ale nie, minęło trochę czasu, zobaczyłem zajawkę na TVN 7 i coś mnie podkusiło obejrzeć pierwszy odcinek 6 serii ( auto niniejszego bloga wie, że jest już sezon 8, ale nie jest on Die-hard fan serialu, ogląda kiedy chce ) i wsiąkłem. I znowu jak głupi oglądam toto, serial, który nie ma super efektów co "Gwiezdne Wrota", nie ma też tyle krwi co Spartacus, właściwie poza grą aktorską, skądinąd dobrą i całkiem niezłą fabułą nie ma nic. Okey, jest jeszcze Chevrolet Impala, cudo na czterech kołach, no są całkiem niezłe bronie, ale może tylko dla mnie. O czasów Maxa Payna miałem słabość do obrzyna, a ten serial na tym korzysta. Generalnie w szóstej serii nie ma tyle zapadających w pamięć momentów co w piątej, w końcu co może być gorszego niż Apokalipsa ? Lucyfer i Michał siedzą w klatce, piekło i niebo nie walczą, bo w obu toczy się coś na kształt wojny domowej, za to wprowadzono wątek Matki. Z tego co się orientuję, jest to osoba odpowiedzialna za "urodzenie" pierwszych potworów, to znaczy pierwszego wampira, pierwszego dżinna, etc... Nie jestem tego na 100 % pewien, bo sezonu jeszcze nie skończyłem, ale tutaj zawsze występowała pewnego rodzaju przewidywalność smile_prosty.gif Generalnie piszę o tym, bo wciąż jestem zdziwiony, jaką ten serial ma moc przyciągania.

rumbur

Ostatnio miałem przyjemność obejrzeć najnowszy film animowany, a raczej anime, z Żelaznym Człowiekiem w roli głównej. Nie jest to recenzja ani nic takiego, po prostu moje odczucia. Jak się domyślacie po tytule, są one bardzo ciepłe.

http://www.youtube.com/watch?v=YC_AU3ADyrE

Szczerze mówią kompletnie zlekceważyłem ten film, na początku rzecz jasna, Marvel, jako studio, przyzwyczaił nas do raczej typowo amerykańskich animacji, znaczy zachodnich, znaczy wiecie o co mi chodzi. To znaczy był wyjątek w postaci Wolverina, ale pełnometrażowego filmu anime, z bohaterami Marvela, nie pamiętam. A że lubię anime, mangę a także jej odpowiednik w Korei, musiałem go obejrzeć.

Reżyserem, co dowiedziałem się na początku, zrobili niejakiego Hamazaki Hiroshiego, dla które to był debiut... udany jak cholera. Do tej pory facet związany był z animacją, jak projektant i twórca, co widać, bo film graficznie naprawdę trzyma poziom. Graficznie można porównać do Ghost in the Shell, bądź Armitage-a.Ewentualnie możecie porównać do Berserk Ougon Jidaihen, choć tutaj kreska jest delikatniejsza, jeśli chodzi o postacie Sceny walki są dynamiczne i wciągające, kreska dokładna, słowem nic dodać nic ująć. Ehh jakże mi się przyjemnie to oglądało.

Dobra kreska fajna, ale fabuła ? A no tutaj jest gorzej... Za fabułę odpowiadali amerykanie, facet niby doświadczony, jak później czytałem na IMDb, ale cały czas miałem wrażenie, że zadanie trochę go przerosło... Może to moja wina ? Jak powiedział pewien "tfórca" po premierze pewnego gniota "fani oczekiwali zbyt wiele, to ich wina że się zawiedli". Może i prawda, film miał być głównie dla odbiorcy amerykańskiego, a wiemy, że nie jest to naród zbytnio skomplikowany smile_prosty.gif Niemniej mam wrażenie zmarnowanego potencjału jak również głupoty scenariusza. Nie wiem do końca po co Nick Fury wysyła Black Widow i Hawkeya po Starka, skoro mają ten sam cel, a wyjaśnienie, że "nie może wrócić do Waszyngtonu z pustymi rękami" jest nie tyle śmieszne co żałosne. Wątek ewidentnie dodany na siłę, w sumie nie wiem po co. Tak samo jest z Punisherem, postać w całej linii epizodyczna, pojawia się na 20 minut i tyle go widzieliśmy, a szkoda, bo jest on jednym z najbardziej udanych Marvelowskich zabijaków.

210.jpg

Ponadto, przez cały fil towarzyszyło mi podobieństwa, nie wiem, może to przez latającego Iron Mana, podobieństwa do Macross Plus. Do tej konkretnej części...

A i muzyka też jest fajna, nic w stylu amerykańskim ale raczej klimaty, których spodziewamy się ujrzeć w battle anime, gdzieniegdzie chóry, wiecie jak to się robi. W sumie jestem na tak.

Jak wspomniałem na początku, nie widziałem wcześniej filmu anime z postaciami z Marvela, jeśli taki jest niech ktoś mnie poprawi. Cieszy mnie to niezmiernie, bo japońską animację mam w wyjątkowym poważaniu, jednocześnie liczę na więcej takich perełek, z mam nadzieję, lepszym scenariuszem. No ale tego raczej się nie mam co spodziewać, skoro CN odwołało Young Justice na rzecz niedorobionych Teen Titans...

rumbur

Będzie krótko, bo dopiero co mi zdjęli gips z ręki i wciąż nie za bardzo mi idzie pisanie...

Arrow_1_NOT-FINAL-COVER.jpg

Arrow to historia znanej z DC Comics Zielonej Strzały, bohatera bez super mocy, za to przypominającego Robin Hooda, tyle tylko że Robin był bez grosza, a nasz bohater jest miliarderem... Pachnie Tonym Starkiem, co ? Marvel miał chyba prawa do mechanicznej zbroi, więc tutaj miliarder, jak wspomniałem wyżej biegle włada łukiem, bardzo biegle, każdy zna chciałby mieć takiego cela jak on...

Ale po kolei, Oliver Queen zostaje znaleziony na bezludnej wyspie, 5 lat od swojego zaginięcia. Co się z nim działo dowiadujemy się po kawałku z każdego odcinka, w formie reminiscencje ( fajne trudne słowo smile_prosty.gif ), główny bohater zaś postanawia naprawić swoje miasto, pozbyć się skorumpowanych urzędników, rekinów biznesu, handlarzy narkotyków, idt, itp.. Generalnie jest dużo akcji, masa pocisków w powietrzu, różnego rodzaju strzały, które są znakiem firmowym każdego z łuczników, w każdych seriach komiksowych, do tego dochodzi staromodna, ale zawsze na czasie, brutalna walka wręcz, połączona z łamaniem karków. Z góry uprzedzam, że trupy padają tam gęsto, nie jest to może Rambo, ale jednak...

http://www.youtube.com/watch?v=4vcYMJb3mHg

Co w tym jest takiego przykuwające do ekranu, zapytacie ? Główna historia, bowiem każdy z załatwionych celów znajduje się w dość grubej książeczce naszego bohatera, który z kolei zdobył ją od tatusia, który z kolei... nie zepsuję wam zabawy. Ważne jest tylko, że istnieje mocna fabuła, podsycana, na nową, współczesną modłę, cliffhangerami, które naprawdę zdają egzamin.

Mógłby tak jeszcze trochę, ale ręka boli, więc jak ktoś chce to zapraszam do oglądania.