crouschynca

Zwycięzcy Smugglerków
  • Zawartość

    814
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O crouschynca

  • Tytuł
    Elf

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    http://

Informacje profilowe

  • Płeć
    kobieta
  • Skąd
    Kraina Snów...
  • Zainteresowania
    literatura, kino, gry komputerowe i konsolowe, starożytność, niezwykłości

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Syberia 1 i 2, The Longest Journey: Najdłuższa podróż, Gray Matter, Jade Empire, Black Mirror 2, Tajne Akta: Tunguska, Still Life, Assassin's Creed
  • Ulubiony gatunek gier
    Przygodówki
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    [2016] Blogopis Roku

Ostatnie wizyty

26081 wyświetleń profilu
  1. @DJUDEK Obraz mi się zamazuje. Jak widać, skill póki co nie dość dobry.
  2. @DJUDEK Być może to ukryte talenty wróżbiarskie.
  3. Camilla Läckberg podbiła serca czytelników kryminalną sagą o Fjällbace, małej miejscowości położonej na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Jeśli chodzi o mnie, z twórczością tej autorki zetknęłam się po raz pierwszy spory czas temu. Nie był to jednak tom wchodzący w skład owego cyklu, tylko coś w rodzaju spin-offu – nowela pt. „Zamieć śnieżna i woń migdałów”. Nawiązującą do retro kryminałów, acz osadzoną we współczesności książkę wspominam z mieszanymi uczuciami, gdyż okazała się zaledwie średnią pozycją. Na szczęście, „Księżniczka z lodu”, czyli debiutancka odsłona popularnej serii, dostarczyła mi zdecydowanie lepszych wrażeń. Fabuła powieści kręci się wokół morderstwa, do jakiego dochodzi we Fjällbace. Ofiara to trzydziestoparoletnia Aleksanda Wijkner, którą znaleziono martwą w zamarzniętej wannie. Kobieta ma podcięte żyły, co początkowo sugeruje samobójstwo. Niemniej szybko wychodzi na jaw, że ktoś inny wyprawił panią Wijkner na tamten świat. Jedną z pierwszych osób, które zobaczyły zwłoki na miejscu zbrodni, jest zaś główna bohaterka utworu – Erika Falck, z zawodu pisarka, a prywatnie przyjaciółka nieboszczki z dzieciństwa. I to właśnie ona, pomijając oficjalne dochodzenie policji, przeprowadzi śledztwo w sprawie tajemniczego zabójstwa. Co ciekawe, rozmowy, które protagonistka odbędzie z bliskimi zmarłej osobami, prędko ujawnią obraz Aleksandry jako kogoś stale utrzymującego pewien dystans. Mówiąc krótko, istna lodowa księżniczka. Ale dlaczego tak się zachowywała? Przez wrodzoną wyniosłość, czy może skrywała jakieś sekrety? Nietrudno zgadnąć, że w grę wchodzi coś poważniejszego niżli kwestia samej osobowości. Nadto spoilujące wyjaśnienia pozwolę sobie w tej materii przemilczeć, a w zamian zatrzymam się na moment przy postaci Eriki. Mianowicie kobieta stanowi swoiste alter ego Camilli Läckberg, o czym bynajmniej nie świadczy wyłącznie fakt chwytania za pióro. Owszem, obie panie są pisarkami, lecz dodatkowo doliczyć tutaj trzeba tzw. zbieżność tematyczną. Specjalizująca się dotąd w biografiach Erika zaczyna bowiem rozmyślać pod wpływem morderstwa o napisaniu w pełni autorskiej powieści. Co prawda wpierw przemyka jej po głowie dokumentalizowana formuła, ale taka koncepcja ustępuje wkrótce pola klasycznej beletrystyce. W ten sposób rodzi się pomysł na kryminał z silnie nakreślonymi relacjami międzyludzkimi, a dokładnie tego typu lekturą jest przecież omawiany tytuł. Chociaż akcja nie gna na łeb na szyję, względnie spokojne tempo nie przeszkodziło autorce w skonstruowaniu interesującej intrygi kryminalnej, która została przy okazji doprawiona motywem rodzinnych tajemnic z mniej bądź bardziej odległej przeszłości. Należy też oczywiście pamiętać o rozbudowanym tle obyczajowym, zwłaszcza że prywatne sprawy Eriki płynnie łączą się z wątkiem zbrodni. Główna bohaterka widzi martwe ciało, więc już to siłą rzeczy wciąga ją w zaistniałą aferę, nie wspominając o dawnej znajomości z Aleksandrą. Stąd prosta droga do tego, by przedstawić równocześnie odbiorcom takie obrazki z życia protagonistki jak np. problemy wynikłe z toksycznego małżeństwa Anny, siostry Eriki. Naturalnie wypada ponadto romans pomiędzy książkową pisarką a policjantem Patrickiem Hedströmem, kumplem z młodzieńczych lat, którego kobieta ponownie spotyka w toku śledztwa. Oboje są akurat wolni, on od zawsze podkochiwał się w koleżance, a ona nie pozostaje obojętna na zalety mężczyzny. Nic zatem dziwnego, że wspólne sceny Eriki i Patricka wykroczą poza dochodzeniową burzę mózgów. Nie bez znaczenia pozostają także elementy scenerii, ponieważ zarówno pani Läckberg, jak i jej bohaterka wywodzą się z Fjällbacki. Czuć tu klimat niewielkiej mieściny, a co więcej, pisarka nie zapomni o przemyceniu sugestywnej wzmianki o zimowym, dość surowym otoczeniu. Zarazem mimochodem sygnalizuje, że to malownicza okolica, a jej walory zostają doceniane latem, poprzez napływ turystów. Warto przy tym pochylić się nad samym domem, w którym mieszka Erika. Kobieta przenosi się tam po tragicznej śmierci rodziców i darzy budynek ogromnym sentymentem. Dzięki temu domostwo przestaje być zwykłą nieruchomością, urastając poniekąd do rangi niemego bohatera owej historii. Słowem podsumowania, „Księżniczka z lodu” to solidna powieść kryminalno-obyczajowa, która zachęca do sięgnięcia po następne części sagi. Mimo że nie zaliczyłabym tej pozycji do gatunkowych pereł, nie ukrywam, iż mnie wciągnęła. Dlatego nawet przy mocno zajętych dniach starałam się wygospodarować przynajmniej chwilę czasu na czytanie. Wprawdzie Erika i Patrick nie są nie wiadomo jak charyzmatyczni, ale rzeczywiście sympatyczni, swoim charakterem sprawiając, że człowiek szczerze im kibicuje. ------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. ------------------------------------------------------------------- Tytuł polski: Księżniczka z lodu Tytuł oryginalny: Isprinsessan Autor: Camilla Läckberg Wydawnictwo: Czarna Owca Liczba stron: 424
  4. @DJUDEK Dziś chcesz tylko liczbę stronic, a kto wie, czy jutro nie będziesz wołać filmów na yt z popisami kankana. A tak na poważnie, mogę dopisać. Mnie to nie robi problemu. Tu już nie edytuję wpisu, ale od kolejnych recenzji książek będę dorzucać informację o liczbie stron. Jeśli chodzi o "Śpiącą królewnę", dodam tylko w komentarzu, że tam są 352 strony. Co prawda książkę miałam z biblioteki i już oddałam, ale internety podpowiedziały, jak z tym konkretnym wydaniem (istnieje jeszcze inne - również od Świata Książki, wg danych z sieci o "aż" 2 strony chudsze, no i różni się okładką).
  5. @DJUDEK Generalnie twórczość Christiana Jacqa jest jak najbardziej warta uwagi, choć nie przerobiłam jej jeszcze w całości. Z innych jego tytułów, tj. spoza serii "Śledztwa księcia Setny", polecam np. cykl "Egipski sędzia", "Królową Słońce" i "Na tropie Tutenchamona" (te 2 ostatnie pozycje to pojedyncze książki, a nie całe serie).
  6. W powieści Phillipa Margolina mamy mordercę z niemałym licznikiem ofiar na koncie, aczkolwiek dwie osoby zdołały przeżyć jego atak. Jednakże jedna z nich leży w śpiączce, a drugiej towarzyszy nieustanny strach, co jest całkiem zrozumiałe. Chyba każdy w podobnej sytuacji obawiałby się, iż zabójca może zechcieć dokończyć swoje dzieło. Czy mu się to uda? Czy może zostanie definitywnie powstrzymany? Sądzę, że warto samemu się o tym przekonać. Co ciekawe, tytułem „Śpiąca królewna” opatrzony został nie tylko omawiany utwór, ale i tomik istniejący na kartach tejże książki. Mowa o kryminale dokumentalnym, którego napisania podjął się Miles Van Meter, brat pogrążonej w śpiączce kobiety o imieniu Casey. Akcja startuje zresztą wtedy, gdy ten czterdziestoparoletni mężczyzna zajęty jest właśnie trasą promocyjną. Tak oto zostaniemy uraczeni zgrabną i nienachalną prezentacją postaci Milesa na spotkaniu literackim, który – jako gwiazda wieczoru autorskiego w pewnej księgarni – ma zająć się odczytywaniem fragmentów swojej powieści i odpowiadaniem na różne pytania fanów. A czego w ogóle dotyczy proza pana Van Metera? Jak łatwo zgadnąć, facet wziął na warsztat sprawę wspomnianego we wstępie mordercy. W tym miejscu objawia się pomysłowość Phillipa Margolina, który postanowił urozmaicić narracyjną konstrukcję poprzez wprowadzenie retrospekcji. Ba, fragmenty, kiedy to cofamy się w czasie, stanowią tu zdecydowaną większość. Taki zabieg z powodzeniem uatrakcyjnia budowę utworu i pozwala lepiej zaangażować się w przedstawioną historię, dosłownie przenosząc nas do minionych wydarzeń. Należy jednocześnie nadmienić, iż partie te przydzielają Milesowi dalszoplanową rolę, natomiast pierwsze skrzypce gra młodziutka Ashley Spencer, czyli niedoszła ofiara seryjnego zabójcy. W przeciwieństwie do Casey Van Meter, dziewczyna nie wegetuje na szpitalnym łóżku pod ciągłą opieką lekarzy. Niemniej trudno w jej przypadku mówić o nadmiernym szczęściu, skoro życie tracą bliskie protagonistce osoby. Niby Ashley próbuje normalnie funkcjonować, lecz na dobrą sprawę, podejmowane starania naznaczone są trwałym lękiem, i to jak najbardziej uzasadnionym. Stąd czeka ją przyspieszony kurs dorastania, wraz z nauką samodzielności, choć będzie też mogła liczyć na cudze wsparcie. „Śpiąca królewna” odznacza się żwawym tempem, unikając tym samym zbędnych przestojów fabularnych. Co więcej, obie linie czasowe, które obejmują długie retrospekcje i krótkie wstawki z teraźniejszego zgromadzenia w księgarni, elegancko zbiegają się pod koniec powieści. W ramach ciekawostki dodam jeszcze, iż jedna z sekcji dedykowanych pannie Spencer znacząco odchodzi od formuły tradycyjnego thrillera na rzecz jego prawniczej odmiany. Mianowicie cała ta część koncentruje się na procesie, opisanym zresztą w sposób ciekawy i wiarygodny. Nie było to w sumie dla mnie zaskoczeniem, ponieważ Phillip Margolin posiada zarówno prawnicze wykształcenie, jak i doświadczenie. Analizując książkę pod tym kątem, można by tak na marginesie uznać Milesa Van Metera za swoiste alter ego autora. Brat nieprzytomnej Casey nie ogranicza się bowiem do literackiej kariery, gdyż pracuje ponadto na stanowisku radcy prawnego. Czy recenzowany tytuł posiada jakieś wady? Ano jedną na pewno i niestety wcale nie taką malutką, bo chodzi o tożsamość zabójcy. Otóż na długo przed finałem miałam związane z powyższą kwestią podejrzenia, które znalazły potem swoje pokrycie w wizji pana Margolina. Gwoli ścisłości, pisarz umieścił w wymyślonej intrydze tzw. głównego podejrzanego z paroma grzeszkami na sumieniu oraz mnóstwem dowodów, obciążających tę konkretną osobę. Nie zdradzę jednak, czy mordował ktoś inny, czy też faktycznie tamten gagatek. Zarazem muszę przyznać, że mimo wszystko zwieńczenie zdołało mnie zaskoczyć pewną rzeczą. Ten dodatkowy as w rękawie amerykańskiego pisarza, wespół z całokształtem pozytywnych wrażeń, sprawia, iż ani trochę nie żałuję poświęconego na lekturę czasu. Mówiąc krótko, „Śpiąca królewna” to solidna propozycja dla sympatyków trzymających w napięciu thrillerów. ------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. ------------------------------------------------------------------- Tytuł polski: Śpiąca królewna Tytuł oryginalny: Sleeping Beauty Autor: Phillip Margolin Wydawnictwo: Świat Książki
  7. @DJUDEK Merci i dla Ciebie! A co do Twojej teorii nt mojego doświadczenia z lasu, jeśli to faktycznie człowiek małpa, chyba lepiej, że się szybko zmył. Uniknęłam potencjalnie niebezpiecznego spotkania twarzą w twarz.
  8. Odkąd sięgam pamięcią, fascynowała mnie starożytność. Egipt zaś, ze swoimi piramidami i pustynnymi piaskami, był jedną z tych dawnych cywilizacji, które obdarzyłam szczególnym zainteresowaniem. Dlatego też twórczość Christiana Jacqa bez problemu zaskarbiła sobie niegdyś moją przychylność. Nie dość, że tematyka egipska odgrywa najważniejszą rolę w portfolio francuskiego autora, to na dokładkę można śmiało liczyć tu na przyjemny i wciągający styl. „Przeklęty grobowiec”, który otwiera cykl „Śledztw księcia Setny”, nie stanowi na szczęście niechlubnego wyjątku od reguły. To również dobra wiadomość dla samego autora, bo przecież pierwsza część danej serii powinna sprawiać, że ma się ochotę na więcej. „Śledztwa księcia Setny” przenoszą czytelników do starożytnego Egiptu za panowania faraona Ramzesa II. Pod rządami potężnego i mądrego władcy, państwo przeżywa okres rozkwitu, lecz niestety zaczynają się nad nim zbierać ciemne chmury. Ktoś ośmiela się bowiem skraść dzban Ozyrysa, przy czym nie chodzi o pospolitego złodziejaszka. Nie wspominając o tym, że pierwszy lepszy rzezimieszek nie zdołałby przywłaszczyć sobie rekwizytu obdarzonego tak potężną i niebezpieczną mocą. Już na początku debiutanckiego tomu stajemy się zresztą świadkami włamania do tytułowego przeklętego grobowca, obserwując ów incydent z perspektywy naocznego świadka, który śledzi całe zajście z ukrycia. Dzięki temu szybko zostajemy uświadomieni, że to nie przelewki, a za grabież odpowiada prawdziwy spec od czarnej magii. Czarownik, który położył łapska na dzbanie, bynajmniej nie kieruje się kolekcjonerskimi pobudkami. Choć posiadanie takiego przedmiotu niewątpliwie napawa go dumą, przede wszystkim pragnie wykorzystać naczynie jako narzędzie do rozpętania chaosu i przejęcia władzy nad krajem. Ot „drobnostka”, o której marzy niejeden czarny charakter. Z kolei faraon zamierza rzecz jasna odzyskać skradziony przedmiot, a ponadto definitywnie unieszkodliwić niemilca, zanim ten uzyska totalną kontrolę nad potęgą magicznego dzbana. W tym celu angażuje swoich zaufanych ludzi, na czele z dowodzącym armią generałem Ramesu, prywatnie synem Ramzesa II. Znacznie większym zagrożeniem dla planów głównego złego okaże się jednak młodszy z królewskich potomków – Setna. Ów książę egzystuje wpierw jakby z boku i zarazem bardzo blisko zaistniałych kłopotów, co koniec końców angażuje go w aferę pełną parą. Na takim oto tle Christian Jacq wyraziście nakreśla wątek braterskiej rywalizacji. Ramesu to stuprocentowy wojownik, a także ambitny i pewny siebie człowiek, który nie lubi sprzeciwu. Skromny Setna jawi się natomiast jako przeciwieństwo starszego brata, nad żołnierską karierę przedkładając pracę skryby oraz kapłańską służbę w świątyni Ptaha. Pomimo tego generał obawia się niekiedy o własną pozycję, zwłaszcza że niezwykle inteligentny Setna świetnie radzi sobie z kierowaniem oddziałem podczas pewnego starcia w Nubii. I owszem, spokojny kapłan stanie się dla niego ostrą konkurencją, tyle że w sprawach sercowych. Obaj obdarzają uczuciem kobietę o imieniu Sekhet, której nie brak urody ani mądrej głowy. Jak to nierzadko bywa w sytuacjach z jedną dziewczyną adorowaną przez dwóch facetów, ktoś dostanie kosza, nie wykazując skłonności ku pogodzeniu się z takim stanem rzeczy. A skoro Sekhet nie kręcą panowie w mundurach, łatwo przewidzieć jej wybór, tym bardziej że mamy do czynienia z uzdrowicielką i kapłanką ze świątyni bogini Sechmet. Co więcej, autor wplata tutaj czytelną, acz zgrabną symbolikę, gdyż w mitologii egipskiej Ptah był mężem Sechmet. „Przeklęty grobowiec” odznacza się lekkim i zwięzłym stylem, a także żwawym przebiegiem akcji. Wprawdzie nie uświadczymy rozbudowanych portretów psychologicznych, lecz francuski pisarz zdołał nadać bohaterom odpowiednią ilość ikry, by zapadli czytelnikom w pamięć. Prócz wcześniej wymienianych postaci, warto wyróżnić dla przykładu Starego, który pełni funkcje administratora w posiadłości ojca Sekhet – Keku. Ów jegomość, zgodnie ze swoim przydomkiem, ma wiele lat na karku, ale dobrze się konserwuje winkiem. Niemniej błędem byłoby nazwać go podrzędnym pijaczkiem, bo zaprzyjaźniony z dziewczyną starzec wzorowo wywiązuje się ze swoich obowiązków w pracy. Ciekawie wypadają też sam Keku oraz przyjaciel Setny – Ched Wybawca, który wraz ze swoją niewielką drużyną prowadzi tajne dochodzenie na zlecenie faraona. Co istotne, fantastyczny aspekt utworu wykracza poza gdybanie o potencjalnych możliwościach złego czarownika czy motyw kochanków, których spowija nimb mistycyzmu i ciągnie ku sobie domniemane boskie przeznaczenie. Christian Jacq odmalowuje przed odbiorcami wizję świata, gdzie zjawiska nadprzyrodzone są poniekąd zwyczajnym elementem codzienności. Ludzie, włącznie z władcą, zdają sobie sprawę z obecności sfery nadnaturalnej, lecz świadomość ta nie zamyka się na odprawianiu modłów, składaniu ofiar itp. Powieść nie stroni od namacalnych dowodów bytności bogów i złych duchów, a niektórzy bohaterowie rzeczywiście znają się na magii, robiąc z niej mniej bądź bardziej chwalebny użytek. Jednocześnie takie poprowadzenie fabuły nie działa na szkodę historyczno-edukacyjnych walorów książki. Czytając opisy starożytnych praktyk lub informacje dotyczące np. dróg w mieście Pi-Ramzes, łatwo wyczuć erudycję autora, który jest też profesjonalnym egiptologiem. Trzeba przy tym dodać, że jego literacki dorobek obejmuje nie tylko beletrystykę, ale i stricte popularnonaukowe pozycje. „Przeklęty grobowiec” nie jest wymagającą lekturą, a spędzony przy książce czas mija jak z bicza strzelił. Po części wpływa na to fakt, iż nie zalicza się do opasłych tomiszczy. Jednakże większy w tym udział ma interesująca fabuła, wespół ze zgrabnym i prostym językiem. Do tego osadzenie akcji w starożytnym Egipcie pozwoliło wpleść autorowi różne ciekawostki, co należy uznać za kolejny plus. Mówiąc najogólniej, pierwsze spotkanie ze „Śledztwami księcia Setny” zachęciło mnie do kontynuowania przygody z cyklem. ------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. ------------------------------------------------------------------- Tytuł polski: Przeklęty grobowiec Tytuł oryginalny: La tombe Maudite (Les enquêtes de Setna, tome 1) Cykl: Śledztwa księcia Setny, tom 1 Autor: Christian Jacq Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
  9. @Knight Martius, również dziękuję.
  10. @Stillborn, dziękuję.
  11. Zdawało się Wam kiedyś, że widzicie przez chwilę coś dziwnego? Ot choćby jakiś przemykający kształt? Sama, jeszcze za czasów dzieciństwa, zauważyłam raz na przykład coś niedużego i ciemnego w leśnych krzakach. Być może zobaczyłam wtedy zwykłego ptaka czy inne zwierzę, lecz lubiłam potem snuć w wyobraźni wersję o istocie rodem z baśni. Osobliwe rzeczy dostrzega też wokół siebie młody Jim, główny bohater powieści „Trollhunters. Łowcy trolli”. Chłopak ma szczęście w nieszczęściu, bo, mimo rozważania takiej opcji, nie stracił zmysłów. Na własnej skórze przekonuje się jednak, że nadnaturalne stworzenia rzeczywiście istnieją, a co gorsza, niektórymi kierują bardzo złe zamiary. „Łowcy trolli” narodzili się dzięki piórom meksykańskiego filmowca Guillermo del Toro oraz amerykańskiego autora Daniela Krausa. Jeśli chodzi o drugiego z wymienionych twórców, jego nazwisko nie jest aż tak znane jak w przypadku światowej sławy reżysera, scenarzysty i producenta. Omawiany tytuł stanowi dla polskich czytelników bodajże pierwsze spotkanie z literaturą Krausa, lecz książki owego pisarza zdobyły pewną popularność i otrzymały parę wyróżnień, a on sam stanął także za kamerą kilku filmów. Z kolei twórczość Guillermo del Toro od dawna darzę dużym uznaniem, chętnie oglądając sygnowane przez niego produkcje. Ba, liczę, że doczekam się wreszcie trzeciej części kinowego „Hellboya” w interpretacji tego pana. Ponadto do dziś nie mogę odżałować anulowania gry Sillent Hills, na potrzeby której połączył siły z Hideo Kojimą. Co istotne, „Łowcy trolli” nie są literackim debiutem del Toro, gdyż wcześniej napisał wraz Chuckiem Hoganem wampiryczną trylogię „Wirus”, przeniesioną na telewizyjne ekrany w formie serialu. No dobrze, a teraz najwyższa pora wrócić do przytoczonej na wstępie postaci. James Sturges Junior, zwany po prostu Jimem, to zwyczajny chłopak, który mieszka wraz z ojcem na przedmieściach San Bernardino w Kalifornii. Nastolatek nie może pochwalić się osiągnięciami sportowymi, nadmiarem wysokich ocen ani mnóstwem kolegów. W zasadzie ma tylko jednego przyjaciela, którym jest Tobias „Tubby” („Tub”) Derschowitz, inny szkolny odrzutek. Na dokładkę, Jim musi ścierpieć dziwactwa rodziciela, ogarniętego chorobliwą wręcz obsesją na punkcie bezpieczeństwa. Stąd nie wolno mu późno wracać do domu, który pod względem liczby zainstalowanych zamków i alarmów przypomina małą twierdzę. Początkowo perypetie chłopca skupiają się głównie na uczniowskiej codzienności, co pozwala odbiorcom spojrzeć na szkolne życie z perspektywy przeciętnego i mniej lubianego dziecka. Zobaczymy więc, jak to dla przykładu bywa ze znoszeniem tyranii silniejszych gości czy skrytym podkochiwaniem się w koleżance. Taki dobór protagonisty umożliwił udane przemycenie chodliwego motywu od zera do bohatera. Jimowi daleko do przebojowego, odważnego i krzepkiego młodzieńca, a na domiar złego, biedak zaczyna zastanawiać się nad stanem swojego zdrowia psychicznego, co oczywiście nie dodaje mu animuszu. Niemniej wkrótce odkrywa podziemny świat trolli lub raczej dosłownie zostaje tam porwany. Kolejne rewelacje nie każą na siebie długo czekać. Oto bowiem nadciąga olbrzymie niebezpieczeństwo w postaci wyjątkowo wrednego potwora i jego pomagierów, zaś nasz heros musi przeistoczyć się w bohatera z prawdziwego zdarzenia, by móc wesprzeć grupkę przeciwników czarnego charakteru. Pierwsze kroki w przyspieszonym kursie wojaczki nie należą do zbyt udanych, ale z czasem chłopak czyni coraz większe postępy. Wraz z rozwojem fabuły lepiej też rozumie powagę sytuacji, by w przyszłości dzielniej stawiać czoła swoim słabościom. Podobnie przedstawia się zresztą sprawa jego kumpla Tuba, który również zasmakuje bohaterskiego żywota. Spółka „Del Toro & Krause” dobrze spisała się na polu książkowego uniwersum trolli, budując je w oparciu o własne pomysły i elementy zaczerpnięte z dawnych wierzeń. Powieść funduje czytelnikom przekrój przez różne rasy tych stworów, a w pobliżu Jima nie zabraknie dwójki szczególnie charakterystycznych osobników – inteligentnego Mrugasia oraz wojowniczej ARRRGH!!! Pamiętano nawet o eleganckim wpleceniu w tok wydarzeń swoistej lekcji historii, pokrótce przedstawiając trollowe losy na przestrzeni dziejów, włącznie z wytłumaczeniem obecności owych istot na terenie Ameryki. Generalnie cała fabuła trzyma solidny poziom pod kątem konstrukcji, a tym samym nie uświadczymy tu zbędnych klocków. Dlatego nadnaturalne kłopoty nieprzypadkowo zbiegają się z obchodami lokalnego festiwalu. Owszem, to typowa rozrywka, lecz podana w naprawdę fajnym stylu. Autorzy posługują się plastycznym, dynamicznym i zwięzłym językiem, a do tego zręcznie żenią horror z humorystycznymi akcentami (nierzadko w czarnym wydaniu). Po „Trollhunters” mogą śmiało sięgnąć zarówno młodociani, jak i dorośli odbiorcy, którzy lubią lekkie, fantastyczno-przygodowe historie z domieszką grozy. Z uwagi na kilka dość makabrycznych fragmentów nie radziłabym natomiast podsuwać tej powieści maluchom, co dopiero nauczyły się składania literek, bo takiego brzdąca zazwyczaj łatwiej przestraszyć. W każdym razie, książkę czyta się szybko, a opisywane na jej kartach sceny nietrudno sobie wyobrazić, zwłaszcza że mamy parę atrakcyjnych i klimatycznych ilustracji, wykonanych przez Seana Murraya. Swoją drogą, na bazie „Łowców trolli” powstał serial animowany, którego jeszcze nie widziałam. Muszę to jednak nadrobić, skoro za ten powszechnie chwalony projekt również odpowiada Guillermo del Toro. Literacki pierwowzór utrwalił moją sympatię dla twórcy takich filmów jak „Labirynt fauna” czy „Pacific Rim”, a co do Daniela Krausa, mam nadzieję, że rodzimi wydawcy postarają się o sprowadzenie do Polski innych powieści tego autora. -------------------------------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. ------------------------------------------------------------------- Tytuł polski: Trollhunters. Łowcy trolli Tytuł oryginalny: Trollhunters Autorzy: Guillermo del Toro, Daniel Kraus Wydawnictwo: Galeria Książki
  12. Dziękuję za głosy i wyróżnienie, a także składam gratulacje dla pozostałych laureatów.
  13. @Stillborn Dziękuję za miłe słowo, no i mam nadzieję, że książka przypadnie Ci do gustu. Sama natomiast chcę jeszcze przeczytać opowiadanie osadzone w tym uniwersum, a także drugą powieść z tej serii. Tak na marginesie, opowiadanie jest darmowe. A co do recenzowanej książki, na stronie wydawcy jest trochę linków do sklepów z e-bookami, acz całkiem możliwe, że już znalazłeś gdzieś tę pozycję w atrakcyjnej cenie: http://bookto.pl/ebook/177775-dopoki-nie-zgasna-gwiazdy
  14. @Stillborn Nie powinieneś żałować, gdy już dorwiesz ten tytuł. Ja z kolei czekam teraz na następne projekty tego studia.
  15. Nie da się zaprzeczyć, że postapo jest w modzie. Mało tego, popularność takich klimatów wykracza poza sfery literatury, obejmując także kino oraz wirtualną rozrywkę. Ów fakt nie przekreśla jednak szans na wniesienie mniejszego bądź większego powiewu świeżości do historii, które prezentują nam fatalistyczną wizję przyszłości. Koronnym tego dowodem jest powieść pt. „Dopóki nie zgasną gwiazdy” autorstwa Piotra Patykiewicza. Książka zabiera czytelników do świata wiecznej zimy, gdzie rządy lodu i śniegu nastąpiły po katastrofie, enigmatycznie nazywanej Upadkiem. Akcja utworu rozgrywa się około 300 lat po tym tragicznym w skutkach wydarzeniu, które doprowadziło do cywilizacyjnego zacofania. Nowe warunki zmusiły niedobitki ludności do zamieszkania wysoko w górach, acz oczywiście i tak nie ma tam mowy o spokojnej egzystencji. Już w pierwszym akapicie powieści zostajemy bowiem poinformowani, jak ciężko przetrwać. Żyjący w górskich osadach ludzie są zresztą do tego przyzwyczajeni, poniekąd traktując niebezpieczeństwo jako stały, normalny element otaczającej ich rzeczywistości. Przywyknięcie do zaistniałego porządku bynajmniej nie oznacza lekceważącego podejścia do wrogich czynników. Wręcz przeciwnie, ludzie doskonale zdają sobie sprawę, że zbytnie oddalanie się od domu jest łatwą drogą do śmierci. Stąd największy wskaźnik przedwczesnych zgonów wśród myśliwych, drwali i złomiarzy, którzy, z racji pełnionych w społeczeństwie funkcji, regularnie schodzą do niżej położonych regionów. Co istotne, marny koniec może zgotować nie tylko atak wygłodniałego zwierzęcia, śnieżyca bądź upadek z urwiska. Otóż autor wprowadza dodatkowe źródło zagrożenia, ale nie chodzi o popularne w nurcie postapo mutanty czy zombiaki. W zamian mamy tu do czynienia z tajemniczymi Świetlikami, które przenikają przez oczy człowieka, a po pewnym czasie powodują samozapłon ofiary, uprzednio przejmując ponoć władzę nad jej duszą. Postapokalipsa posiada u Piotra Patykiewicza wymiar religijny – Upadek przypisuje się Lucyferowi, zaś świetliste istoty powiązane zostają ze zjawiskiem opętania. Głównym bohaterem tej historii jest natomiast nastoletni Kacper, syn szanowanego myśliwego w jednej z górskich osad. Ciekawy świata chłopak chce czegoś więcej od życia, a nad stagnację przedkłada niebezpieczeństwo, jakie pociągają za sobą profesje, wymagające wypuszczenia się poza wioskowe granice. Pierwszą samotną wyprawę odbywa z poczucia obowiązku wobec rodziny i potrzeby udowodnienia swej wartości, lecz do podjęcia takiej decyzji przyczynia się też po części lekkomyślna młodzieńcza brawura, o czym zostanie słusznie uświadomiony. Niemniej Kacper nie porzuca swoich planów, pragnąc zdobyć szczegółową wiedzę zarówno na temat czasów mu współczesnych, jak i tych sprzed katastrofy. Jednocześnie nie brak w nim wrażliwości – to przede wszystkim troska o dobro bliskiej osoby skłania go do zgłoszenia się na gońca w momencie, gdy osadnicy staną przed koniecznością wybrania nowej osoby na tę posadę. Jako że obowiązki gońca nie każą na siebie czekać, Kacper wyrusza w samotną i ryzykowną podróż wkrótce po przyjęciu owej pracy. Co więcej, motyw jego wędrówki wykorzystano do opowiedzenia historii o dojrzewaniu oraz dorastaniu w świecie pełnym niebezpieczeństw. Należy przy tym podkreślić, iż wyprawa młodzieńca służy także innej, bardzo ważnej rzeczy. Mianowicie losy Kacpra oferują odbiorcom przekrój przez interesujące uniwersum, jakie Piotr Patykiewicz wykreował na kartach swej powieści. Dzięki plastycznemu językowi autora z łatwością przeniesiemy się oczyma wyobraźni do takich miejsc jak dla przykładu surowe i zarazem kuszące śnieżną bielą zbocza, martwy las, górskie miasteczko czy ruiny dawnych metropolii, dokąd zapuszczają się jedynie złomiarze w poszukiwaniu reliktów przeszłości, w tym książek. Oprócz tego, polski pisarz z powodzeniem rozwija religijny kontekst utworu, kreśląc wiarygodną wizję społeczeństwa, gdzie chrześcijańską wiarę przenikają liczne zabobony oraz przesądy. W takich właśnie warunkach wychowano Kacpra i w takich realiach przyjdzie mu poruszać się podczas swojej podróży. Niejednokrotnie dojdzie też do konfrontacji wpajanych od maleńkości poglądów z informacjami, które kolidują z religijnymi przekonaniami chłopaka. Uwypuklenie owego aspektu pozwoliło twórcy powieści na ukazanie różnych postaw wobec Upadku i Świetlików. Dominuje rzecz jasna tzw. teoria lucyferiańska, którą krzewią wśród przestraszonych wiernych reprezentanci Kościoła, twierdząc, iż nadszedł czas Bożej próby. Co się tyczy mniej upowszechnionych koncepcji, jedną z nich jest znowu fanatyzm, tyle że w odwrotnym kierunku, bo dostrzegający w Świetlikach boski pierwiastek. Jeszcze inne stanowisko polega z kolei na czysto naukowym podejściu, w myśl którego trzeba szukać wyjaśnień na podstawie autentycznych dokumentów, a także doświadczalnych badań. „Dopóki nie zgasną gwiazdy” to szósta powieść w literackim dorobku Piotra Patykiewicza, lecz dla mnie była ona pierwszym spotkaniem z twórczością tego pisarza. Na dodatek tak udanym, że nie zamierzam poprzestać na lekturze jednej książki. Z chęcią rozejrzę się więc za jego pozostałymi utworami, a ponadto będę uważnie wypatrywać kolejnych pozycji spod pióra tego utalentowanego autora. Perypetie Kacpra wciągnęły mnie od samego początku, intrygując aż do ostatniej strony. Piotr Patykiewicz odmalował przed czytelnikami sugestywny i kompleksowy obraz upadłego świata, przy czym w niektórych kwestiach pozostawia też pole do własnych interpretacji. Polecam z całego serca! -------------------------------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. ------------------------------------------------------------------- Tytuł polski: Dopóki nie zgasną gwiazdy Autor: Piotr Patykiewicz Wydawnictwo: SQN