• Ogłoszenia

    • yojc

      Smugglerki 2017   07.01.2018

      https://forum.cdaction.pl/forum/249-smugglerki/

MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Zawartość

    593
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    5

1 obserwujący

O MajinYoda

  • Tytuł
    Elf
  • Urodziny 27.06.1990

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    http://bit.ly/1eNAfN0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Lublin
  • Zainteresowania
    Pisanie, gry komputerowe, historia, język angielski, nieco polityka

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    seria Gothic (bez FG i Arcanii) i Risen, Oblivion i Skyrim, World of Warcraft, seria Total War, seria GTA, Mafia (dwójka też może być ;)), Wiedźmin 3, seria HoMM (i Dark Messiah), Dragon Age: Inkwizycja, Half Life, Portal, seria Assassin's Creed, Hitman, Far Cry...
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    [2016] Blogopis Roku

Ostatnie wizyty

6195 wyświetleń profilu
  1. przemyślenia

    Na tym blogu pisałem już m.in. o płciach przy tworzeniu postaci w RPG, więc dzisiaj poruszę inny temat, który mnie trapi przy tego typu produkcjach – klasy. Myślę, że fani RPG-ów mnie zrozumieją ;). Te, jak wiadomo, dzielą się z grubsza na trzy typy: ciężko opancerzonego wojownika, średniozbrojnego łotrzyka/łucznika oraz odzianego w szmaty szaty maga/kapłana. Pojawiają się, oczywiście, wariancje na ich temat, ale taki podział zawsze się pojawia. Nie będę ich po kolei omawiał, bo chyba nie ma to sensu na Forum czasopisma o grach komputerowych, prawda :)? Zajmę się czymś zupełnie innym – marudzeniem na nie ;P. Wiecie, że to lubię :). Ściślej pisząc, będę marudził na klasy, które wybieram praktycznie zawsze – mianowicie wszelkie „dystansowe”. W każdym (MMO)RPG-u mój wybór (o ile takowy istnieje, rzecz jasna) pada na jakiegoś łucznika lub maga. Dlaczego? Ponieważ wolę trzymać się na dystans od wrogów, a tylko takie klasy dają mi taką możliwość. I tak, w Dragon Age Inkwizycji na trzy postacie, którymi ukończyłem grę dwie były łuczniczkami (elfka i człowiek), a jedna - maginią (człowiek). Oczywiście, próbowałem grać wojownikiem, ale z miernym skutkiem, bo po dłuższej chwili przełączałem się na „dystansowego” członka drużyny. Nigdy też nie testowałem łotrzyka-złodzieja, bo skradać się też nie lubię ;). Z kolei w takim WoWie moim mainem jest BM Hunter (co ciekawe – mężczyzna), a altami Druid Balance, Shadow Priest i Arcane Mage - czyli żadnej klasy melee, choć próbowałem nimi grać… (przyznać tu jednak muszę, że Demon Hunter mnie nieco przekonał :)). O ile jednak w takich grach nie ma problemu z moim wyborem (choć w Inkwizycji uzbrojenia dla łuczników jak na lekarstwo - o czym pisałem w recenzji gry), tak w innych grach aspekt walki na dystans… powiedzmy, że jest bardzo marny. Pomijam tu, oczywiście, Wiedźmina 3, gdzie kusza została dorzucona lekko na siłę – choć ma swoje zastosowania :). Chodzi mi o gry typu Skyrim, gdzie łuki jest dosyć słabą drogą – przynajmniej moim zdaniem. Ot, wystrzelę w przeciwnika grad strzał, a on nadal idzie. Zrozumiałbym, gdyby był w zbroi – ale odziany w jakieś skóry? W dodatku z czterema-pięcioma strzałami w głowie? Albo w kolanie. No bez przesady. Rzecz jasna, inne gry są pod tym względem bardziej zbalansowane. W takim Gothic 3 świetnie walczyło mi się na dystans – z silniejszymi łukami żaden podrzędny ork nie był straszny. Podobnie było, oczywiście, w „jedynce” i „dwójce” – choć akurat w G2 wolałem grać Magiem Ognia. Czyli też dystansowcem. Choć i tak za każdym razem miałem wrażenie, że "mój" łuk jest i wiele słabszy od broni przeciwników. Wizerunek łuku jednak poprawił się ostatnio, co zauważyłem w nowym Asasynie - każdy sprawia frajdę (i czym napiszę w recenzji, jak tylko przejdę grę - ale póki co czekam na pierwsze dlc ;)) Dobra, pomarudziłem, ale tak mi się jakoś dzisiaj zebrało :). Do zobaczenia za tydzień!
  2. W LO byłem w klasie z rozszerzonym WoSem i historią... teoretycznie, bo, jak pisałem, dotarłem wówczas do 1956 roku. A i nauczycielka (obu przedmiotów ta sama) była taka sobie (tj. miała wiedzę, ale nie umiała jej przekazać). Najlepszego nauczyciela historii miałem w gimnazjum. Niestety, program pozwolił na dotarcie jedynie do końca I WŚ... I nie martw się - jutro będą kolejne Przemyślenia ;). MSM może pojawi się za tydzień - jeszcze nie podjąłem decyzji ;).
  3. przemyślenia

    No właśnie - któryś moderator lub admin mógłby napisać czy gdybym radził komuś w Pomocnej Dłoni, żeby użył cracka to czy dostałbym osta. Chociaż to, moim zdaniem, nie jest tożsame z piractwem (ostatecznie oryginał został zakupiony).
  4. przemyślenia

    Z KotOR-em (tym z CDA) miałem zabawną sytuację - u mnie na "10" działała, u kumpla nie. I do dziś nie doszliśmy dlaczego ;). Dobrze, że przynajmniej próbowali Ci jakkolwiek pomóc - tak, jak mi pomogła SEGA :). Też mnie to zadziwiło, jak jakiś czas temu był w CDA artykuł o emulatorach (przy PokemonGo była mowa o Rew (tak się to pisze? ;), czyli emulatorze GB Color). I, chyba, właśnie za to kochamy to pismo :P. (Ciekawe czy Smuggler zmienia poglądy :P?)
  5. przemyślenia

    Witajcie w 2018 roku :). Na rozgrzewkę - krótkie Przemyślenia dotyczące pewnej kwestii, która trapi mnie od wielu lat i jest dość… może nie kontrowersyjna, ale prawie. Chodzi o używanie cracków w legalnie kupionych grach. Zacznę jednak od kwestii, którą pewnie wszyscy dobrze znamy – nasza ulubiona gra, mimo wielu lat i przestarzałej już grafiki, wciąż nas bawi, jak w dniu premiery. Ja mam obecnie dwie takie gry: Medieval II Total War i Heroes of Might and Magic IV. I z obiema był ten sam problem – DRM, przez który nie mogłem grać na Windows 10 (prawdopodobnie). O ile w przypadku Medievala rozwiązanie podsunęła mi pomoc techniczna firmy SEGA (dla zainteresowanych – wystarczy wpisać CD-Key do STEAMa :)), tak w przypadku produkcji 3DO pomoc Ubisoftu rozłożyła ręce. Nadzieją był jeszcze gog.com, ale nie dali mi gwarancji, że gra zadziała na W10 – ba, w jej opisie nie ma o tym mowy! A po co mam kupować drugi raz tę samą grę, skoro nie miałem pewności, że się uda? W zamian kupiłem sobie Jedi Academy, które chodzi na W10 ;). Cóż więc począć? Wtedy przypomniałem sobie podobną sytuację sprzed paru lat – gdy nieopatrznie przesiadłem się z XP-ka na Vistę… i mój ulubiony Gothic 3 odmówił współpracy. Ach, ale się wówczas nakombinowałem – dzwoniłem do pomocy technicznej CDP, pisałem na forach, szukałem innej porady… Aż, w akcie desperacji, po brałem cracka. I co? I gra śmigała aż miło! Szczęśliwie, niedługo później (no, relatywnie niedługo później ;)) pojawił się Community Patch i mogłem usunąć niepotrzebny już crack. Teraz jednak zrobiłem dokładnie to samo – i Heroes IV działa. Zastanawia mnie jednak jedna kwestia – czemu musiałem się uciekać do używania cracka? Czy producent nie powinien zapewnić mi, konsumentowi, własnego wsparcia? SEGA wywiązała się z tego – i jestem im za to wdzięczny. Ale co z innymi grami, które spotkał podobny los? I wierzcie, właśnie z tego powodu cieszę się, że obecne gry wychodzą na STEAMa UPlay, Origin itd. Bo przynajmniej mam jakieś 90% pewności, że po przejściu na kolejny system wszystkie te gry będą działały :). Na zakończenie pytanie do Was – czy Waszym zdaniem postąpiłem nieuczciwie/nielegalnie? I czy Wy mieliście lub macie podobny kłopot? Piszcie w komentarzach :).
  6. o grach

    Myślę, że tak ;).
  7. o grach

    Sorry, pisałem na telefonie i nie zauważyłem :). Dlatego rzadko cokolwiek piszę na tym blogu z telefonu . Zaraz to poprawię ;). Zawsze dopisuję kto "dopełnił" mój wpis :). Tylko nie zawsze dodaję @ przed nickiem....
  8. o grach

    Miło mi to czytać :).
  9. o grach

    Kiedyś może udostępnię ;). A studiowałem na KULu :).
  10. o grach

    Tak, studiowałem dziennikarstwo - miałem zajęcia, na których pisaliśmy felietony, recenzje, newsy itp. Więc i recki Asasynów pisałem (choć nigdy ich tu nie zamieszczę - były pisane dla laików).
  11. felieton

    Już za (nieco ponad) tydzień Święta... Jako dziecko zawsze lubiłem koniec roku. Śnieg, Wigilia, spotkanie z rodziną... Nawet Kevina oglądałem. Lubiłem także, jadąc przez miasto, patrzeć na palące się świecące choinki w centrum Lublina, gdy wracałem z Wigilii u mojej (już świętej pamięci) Babci... Szkoda, że wszystko tak zmarniało (a może to ja się zestarzałem?). Parafrazując Hansa Klossa: „W zeszłym roku padał śnieg. Deszcz ze śniegiem”. Pominę jednak kwestię pogody – na nią wpływu nikt nie ma. Ale skoro już wspomniałem o telewizji to nią się zajmę. W końcu po spotkaniu z rodziną chce się trochę innej „rozrywki”. Od lat w Święta „Telewizja ze Słoneczkiem” obowiązkowo wyświetla cztery filmy – dwa Keviny oraz dwa pierwsze Die Hardy. Pozostałe stacje też nie lepsze: „Niespotykanie spokojny człowiek”, „To właśnie miłość” i inne świąteczne filmy, które na pamięć zna już tak ze trzy czwarte populacji. Nie mówię, że są złe, ale może czas na jakąś innowację? Chociaż, przy obecnym stanie naszej kinematografii, chyba wolałbym tego nie oglądać… (vide co roku nowe „Listy do M” z udziałem moich „ulubionych” aktorów (czyt. tych, co pojawiają się w każdym polskim filmie/serialu od jakiś 10 lat)). Zresztą, większość emitowanych w Święta filmów to produkcje zagraniczne. Oznacza to, że są kompletnie (lub chociaż częściowo) wyprane z prawdziwego powodu tych Świąt - narodzin Zbawiciela. Może nigdy nie byłem jakoś bardzo pobożny, ale nie mogę zdzierżyć amerykanizacji i, z braku lepszego określenia, laicyzacji Bożego Narodzenia. Doszło już nawet do tego, że zamiast „Merry Christmas” mamy „Merry X-mas”. Co ciekawe, mój Word podkreśla „Christmas”, a „X-mas” - nie. Ciekawe dlaczego… Niestety, u podstaw tego trendu leży infantylizacja Bożego Narodzenia - Dzieciątko w żłóbku ze zwierzątkami. Myślę, że ludziom znudziła się już ta tradycyjna (Kościelna) wizja Świąt. Stąd zapewne taka fascynacja amerykańskim stylem świętowania. Mnie to jednak nie przekonuje. Cóż, pomarudziłem sobie (nie pierwszy raz na tym blogu – hej @DJUDEK :P). Na zakończenie dodam tylko - dobrze, że przynajmniej mogę się zrelaksować przy grach, nie oglądając po raz n-ty wspomnianych filmów. A właśnie – znacie jakieś dobre produkcje (najlepiej darmowe ;)) albo mody (najlepiej do Fallout 4 :P) w tych klimatach? Na zakończenie pozostało mi tylko życzyć Wam (w chrześcijańskim stylu) Wesołych i Rodzinnych (i pełnych gier? ;)) Świąt Bożego Narodzenia, udanego Sylwestra oraz Szczęśliwego 2018 Roku! Do zobaczenia w drugiej połowie stycznia ;). PS. W tym roku zrezygnowałem z ankiety… poza tą na początku, oczywiście :).
  12. msm

    Kontynuacja wpisu sprzed tygodnia. Gotowi? Czemu wśród dzieci i młodzieży? Jakieś, bo ja wiem, statystyki? No, Autor chyba zapomniał, że artykułów naukowych nie pisze się na bazie „doniesień” i „widzimisię”. A tu mamy z kolei przykład dlaczego warto przeczytać swój tekst PRZED drukiem :). choć ja tam się nie powinienem odzywać, skoro we własnej magisterce (przez wordowską autokorektę – choć powinienem był to sprawdzić, przyznaję) zmieniłem nazwisko 9kier z Pogiernicka na Powiernicka… (na szczęście tylko w jednym miejscu ;)) O nie… a jak ktoś go spędza przy filmach lub książkach to też jest źle? CO?? O czym Autor teraz pisze – skąd tu nagle się wzięło uzależnienie? W dodatku – czy w takim razie nie da się uzależnić od np. gier logicznych? A co z uzależnieniem od pasjansa – nie ma czegoś takiego? Hmmm… Wziąłem cały fragment, bo po pocięciu straciłby swój sens i urok. Co do jego samego – już kiedyś w którymś komentarzu pisałem, że to dla mnie bardzo dziwne – dlaczego miarą uzależnienia jest to, ze myślę o dalszych etapach albo obmyślam strategię? Czyli co – jak myślę o książce, którą właśnie czytam (np. co się stanie z głównym bohaterem, kto jest mordercą itp.) to jestem uzależniony od książek? A jak zastanawiałem się jak pokonać znajomego w szachy to jestem uzależniony od szachów? No już nie dajmy się zwariować… Bo, w sumie, czytając ten artykuł (a musicie wiedzieć, że nigdy nie piszę msm-a w jeden dzień – zwykle zajmuje mi to nawet kilka dni) też myślałem – co będzie dalej? Czyżbym uzależnił się od artykułów naukowych? Tu akurat, poza ogólnym wydźwiękiem, nie ma nic przesadnie głupiego – ot, dywagacje na temat gier i wirtualnych postaci i ich moralności… No tak, bo ludzie, którzy nie grają, najchętniej identyfikują się z przegranym, brzydkim i słabym bohaterem dowolnego filmu/książki… Tak przecież są przedstawiani celebryci, nie? Patrz wyżej. Eee… nie bardzo rozkminiam jak się to ma do poprzedniego fragmentu… Ktoś mi pomoże? Bo, jeśli dobrze to rozumiem – jeżeli identyfikuję się z „potężnym i nieśmiertelnym” bohaterem to w przyszłości będę zabijał. Z kolei – jeśli będę się identyfikował ze słabeuszem to sam będę „przegrywem”… To z kim mam się identyfikować, by nie oberwać z którejś strony? Chwila, chwila! Ten tekst coś mi przypomina.. Może następny fragment coś rozjaśni? Ha, już wiem – to przecież kopiuj-wklej-przerób z książki z tego wpisu! I to zerżnięte bez jakiegokolwiek przypisu! Wstydź się Autorze za plagiat! (choć w świecie spychologów takie pojęcie nie istnieje :P) „Wielu” – jak ja lubię ten wyraz (w końcu to jedna z trollowych liczb :P), ale coś innego przykuło moją uwagę – z powyższego fragmentu jasno wynika, że wszyscy gracze potrzebują „niezwykłych doznań”. Teraz pytanie – co Autor miał na myśli? Skoki na bungee bez zabezpieczeń? Nurkowanie w stroju zrobionym ze świeżego mięsa w wodzie pełnej rekinów? Wchodzenie na sektor Legii z szalikiem Polonii? Może macie jeszcze jakieś inne propozycje? Autor chyba nigdy nie widział Risena i podobnych produkcji :P. W sensie Autor oddziela PC-ty od konsol? Czy miał na myśli filmy? Bo trochę to dziwnie brzmi… Za to muszę przyznać, że przynajmniej nie pisze o DOOMie i Quake – zawsze coś :). Nooo, ja bym się spierał. Rozumiem, że w takim GTA V czy innym Wiedźminie 3 postacie wyglądają dość realistycznie (o ile przymknie się z jedno oko…), ale aż tak bym nie przesadzał – do full realizmu jeszcze nam daleko. Przy okazji – w kwestii formalnej – kto widział dźwięk w grze? Ci graficy naprawdę są świetni :D. Ale… to przecież nie jest jakaś super-nowość… Ja wiem, że AI rozwinęło się dość znacznie na przestrzeni tylu lat, ale przecież już duszki w Pac-Manie miały swoje… nazwijmy to – osobowości. Nie wspominając już nawet, że sterowana przez komputer paletka w Pongu też się sama nie poruszała :). Może Autor ma na myśli skrypty? Sam nie wiem... Ktoś-coś? Ale Autor zdaje sobie sprawę, że ta „miłość” nie jest odczuwana przez NPCka, lecz działa na zasadzie algorytmu? Wiecie – „dialogi prefabrykowane – Lydia Cię nie kocha” ;). Czas na zakończenie, dzięki któremu mogłem dopisać do obu postów o tym artykule tag MoG z czystym sumieniem: Wreszcie! Doczekałem się! Otwieram szampana – nie czekam do Sylwestra :D. No, entuzjazm mi nieco opadł, ale co tam – Autor ostatecznie tylko przytacza zdanie innych naukowców. I kolejne mądre zdanie! Szkoda, ze nastąpiło po całej serii bzdur, ale zawsze… chociaż… Czy ktoś rozumie ten akapit, ostatni w omawianym artykule? O jakiej znajomości pisze Autor? Cóż, zakładam, że chodzi o znajomość tematu gier, ale pewności nie mam… Niemniej - na tym kończę przygodę z tym artykułem. Do zobaczenia za tydzień :).
  13. msm

    E tam - mam wrażenie, że rozmaici spychologowie od zarania dziejów "grzmią" o "złym wpływie... (dopisz cokolwiek)". Tylko teraz, ze względu na komputeryzację, globalizację itd. raczej trafia się na teksty o grach i/lub filmach. Dodatkowo - w drugiej części będzie o uzależnieniach, więc wiesz ;). Dzięki za wyjaśnienie :). I tu powinna właśnie pojawić się "instytucja" psychologa - gdy rodzic nie radzi sobie z wychowaniem (nie oszukujmy się - powody mogą być różne) to ktoś wykwalifikowany powinien mu w tym pomagać. A nie wypisywać głupoty i "spychać" odpowiedzialność. BTW - nie pisz o swoich doświadczeniach, bo niektórzy użytkownicy tego nie lubią (pozdro dla kumatych :P). Jak psiałem na wstępie - Autor pisał mocno nierówno - jakby nie do końca był pewny co chce napisać ;). Podpisuję się pod Twoimi słowami :). Ogólnie, niestety, utarło się w społeczeństwie (także dzięki takim "naukowcom" jak Autor), że "po Wieczorynce dzieci idą spać" (ta, jassne... pomijając, że Wieczorynka w jednej z książek też jest brutalna ;)), a w gry grają TYLKO dzieci i osoby zdziecinniałe (zresztą to samo dotyczy choćby anime). Dlaczego? Bo tak jest łatwiej. A czego się spodziewałeś po spychologu? Przecież to (prawie) jak w szkole (no, nie wszystkich, oczywiście :)) - wszyscy mają być równi, żadnego miejsca na "inność". Ja z kolei zacząłem grać dla rozrywki samej w sobie... Za to, co muszę przyznać, dzięki grom przetrzymałem swoją nauczycielkę matematyki w podstawówce - miałem wówczas Worms World Party i kiedy mnie ostro wkurzyła (a była z niej większa cholera niż z Umbridge w HP) włączałem "robale", brałem tryb "hot seat", ustawiałem wormsy, by nosiły wariacje jej imienia i nazwiska... i zrzucałem na nie wszelkie dostępne uzbrojenie ;). Ktoś powie, że to chore, powinienem się leczyć itp. Ale, szczerze, dzięki temu nie wpadłem w depresję i spokojnie przeszedłem do gimnazjum (za co, w sumie, byłem wdzięczny "reformatorom" ;)). Najlepszy komentarz ever :D. No właśnie, chyba w tym problem. W dodatku, wiesz, Autor w dzieciństwie pewnie chciał być Tomkiem Sawyerem czy innym Johnem Waynem (chyba ;)), a teraz młodzi chcą być, tfu, tfu!, jakimiś Ezio albo Bezim? I jeszcze zamiast siedzieć nad "Nad Niemnem" chcą zwiedzać (wirtualnie) Skyrim/Florencję/Los Santos? No, dramat. Raczej zabranianie też nic nie da... Bo przecież każda dziewczynka marzy o byciu księżniczką, a chłopiec - o byciu wojownikiem, bogaczem itd. A czy to realne? W 99% przypadków NIE. Ale pomarzyć można ;). Nooo... nie zgodzę się z Tobą ;). Wiele lat ogrywałem wszystkie 3 części Gothica i dopiero niedawno mi się znudziło ;). W gimnazjum "ojca chrzestnego" czytałem z dwa miesiące bez przerwy (tj. kończyłem i zaczynałem od nowa) natomiast "Straż! Straż!' czytam właśnie piąty raz ;). Wiec z tym też bywa różnie :). Niestety, wpływ otoczenia działa zarówno na dziecko ("Brajanek dostał na Mikołaja nowego iPhone'a. Ja też chcem!") jak i na rodziców ("somsiad spod trójki kupił dzieciorowi komputer. Chodź, Grażyna, nie będziem gorsi!"). I tak to się kręci ;). Choć, oczywiście, nie ma co generalizować - na szczęście jest bardzo dużo świetnych rodziców, którzy potrafią przynajmniej przystopować roszczeniowość swoich "latorośli". Bo łatwiej jest napisać o "zuym Diabolo, co deprawuje dzieci i przez to mordują i rośnie im garb!" niż o grach, w których naprawdę liczy się fabuła... dojrzała fabuła, której nie powstydziłby się filmy. No co Ty, przecież amerykańscy naukowcy udowodnili, że przed grami nie było wojen - wszyscy prowadzili dysputy filozoficzne, recytując z pamięci Illiadę, popijając wodę i ogólnie żyli w ascezie... Aż przyszły gry i wszystko to zaprzepaściły :(. A, Stalin i Hitler też byli graczami komputerowymi! Hehehe, a to szczelanie z kota w Postalu to dopiero, huehuehue, ubaw po pachy, lololololololol! Patrz jeden z moich komentarzy powyżej ;). A co do procentów - dzięki za ciekawą zasadę - przynajmniej tłumaczy te dziwne 80% ;). Obstawiam, ze pisał to mniej-więcej w 2011 roku... A GTA zawsze można napisać, że jest popularne - bo czemu nie?
  14. przemyślenia

    Dokładnie tak :). Gdzieś kiedyś widziałem to "słowo" i mi się nawet spodobało :). PS. Twój komentarz jest 900 na moim blogu ;). Dziękuję :).
  15. msm

    Było trochę przerwy od artykułów naukowych, czas więc jakiś wrzucić. Tym razem jest on dwuczęściowy i dotyczy artykułu pochodzącego z omawianej już tu dwa razy książki (pierwszy raz tu). Przed Wami „Fenomen zabijania w grach komputerowych” autorstwa Damiana Kołomyjskiego. Jest to tekst, przyznam, dość nierówny, dlatego obok tagu MSM widnieje MoG – zwyczajnie trochę ponad pół tekstu to bzdury a drugie "mniejsze pół" (:P) – całkiem sensowne treści. Jednakże, ze względu na ilość wartych odnotowania treści musiałem omawiany artykuł podzielić na dwa posty. Drugi będzie, tradycyjnie, za tydzień :). UWAGA - produkt może zawierać czepialstwo :P. Jesteście gotowi? Pierwszy akapit i już jest ciekawie – o ile z pierwszą częścią trudno polemizować (choć Autor nie podaje o jakich „ekspertów” chodzi), tak druga... Cóż - jestem ciekaw jakie "skutki destruktywne" Autor miał na myśli. Pogarszający się wzrok? "Alienacja"? Toż te zjawiska są znane już od baardzo dawna. Aczkolwiek to tylko moje dywagacje ;). Wróćmy jednak to tekstu: Nie bardzo rozumiem ten fragment – co lub kto uczy podstawowych funkcji (jak rozumiem – komputera)? Chyba Autorowi wcięło kawałek tekstu… Odrobinę nie rozumiem co jest złego w "stopniowaniu" gier dla dzieci? Przecież o ile taki 6-7 letni dzieciak może układać jakieś wzorki, uczyć się literek i cyferek, tak już taki 9-10 raczej będzie potrzebował czegoś ciekawszego (i nie mam tu na myśli SoFa, w którego grałem mając jakieś 10 lat..). I co złego (bo taki jest, w sumie, wydźwięk tego fragmentu) jest w zmuszaniu młodego człowieka do planowania (nie tylko) w grach? Yyyy… nie? No, chyba, że Autor ma jakieś badania potwierdzające ten fakt. Ponadto, przemoc w grach samych w sobie (tj. przez npc-ki, które, technicznie na to patrząc, stanowią wirtualne społeczeństwo) jest często piętnowana (Autor chyba nigdy nie walczył ze strażą w Oblivionie/Skyrimie/Gothic 2 albo policją w GTA czy Mafii – a przecież jest to „wewnątrz-growy” rodzaj piętnowania przez społeczeństwo, nie?). Powinienem się przy tym odwołać do filmów, w których też pojawia się przemoc - ale to by już było powtórzone n-ty raz :P. A jakby uciekali w świat książek to byłoby wszystko okej, tak? Bo powyższy fragment, po drobnych modyfikacjach, można przerobić, by piętnował literaturę (mam niejasne wrażenie, że już kiedyś o tym pisałem…). To do cyberświata przenosi się Rzesza? Chyba Autor nieumiejętnie postawił przecinki… To straszne! To niedopuszczalne! TO HEREZJA! Ciekawe czy Google Earth/Maps oraz wszelkiej maści programy i książki podróżnicze też tak działają? Wzmocnienia? W sensie enchanty? I co jest złego w wirtualnej możliwości zrobienia czegoś, czego nigdy nie dokona się w rzeczywistości? O ile, oczywiście, jakiemuś czubkowi nie pomyli się fikcja z prawdą – choć chętnie bym zobaczył jak ktoś wykuwa miecz jak w Skyrim lub WoWie :P. No, nie wiem… Raczej wolę żyć w prawdziwym świecie, niż w Commonwealth AD 2187… - no, chyba, że ktoś mieszka w Detroit to faktycznie - postapokaliptyczny świat Fallouta może wydawać mu się lepszą perspektywą :P. Ludzie czytający namiętnie książki lub oglądający filmy… czytający komiksy… chodzący do teatru... melomani… (wstaw cokolwiek) też raczej nie odczuwają znudzenia (choć, w sumie, może nie do końca dobrze zrozumiałem "co Autor miał na myśli"...). Ale przynajmniej dano graczom jakąś zaletę, więc nie mam co narzekać :). Za pierwsze zdanie w tym fragmencie chętnie bym Autorowi podał rękę. Serio. Z drugim jest już nieco gorzej - choćby użycie "słowa-wytrychu" czy "kojarzenie" - powiedzcie mi - czy naprawdę rozmaitym spychologom trudno zrozumieć, że ludzie nie są tacy sami? Że są jednostki, które mogą grać tygodniami w np. Postala i nigdy nie skrzywdzą nawet karpia na Wigilię, a są też tacy, którzy naoglądają się My Little Pony i pójdą mordować? Przy czym w tym drugim przypadku spycholog, oczywiście, "zapomni", że morderca miał depresję, gnębili go w domu/szkole/pracy oraz pracował w sklepie z bronią/chodził na strzelnicę/polowania... Tym razem naprawdę bym uścisnął rękę Autorowi. Wreszcie ktoś, kto dostrzega istnienie istot zwanych "rodzicami". Z kolei za te słowa dałbym mu kopa w d### - od kogo to Autor spisał (dodatkowe życia – serio?!)? A co do reszty tego fragmentu - owszem, gracze nie ratują świata "prawdziwego" - ratują nieistniejący świat, wirtualny. Tak jak James Bond, Superman, Goku i im podobni - też nie ratują prawdziwego świata... choć może niektórzy młodzi widzowie tak myślą? No to mamy co zakazywać :). Eee… odczłowieczenie? Przecież ci „konkurenci” nie są ludźmi! To tylko zlepki wielokątów! Halo! Ej – dlaczego przemoc skierowana w złych ludzi (bandytów, morderców itp.) jest zła, a zabijanie mutantów, potworów i zombie – uzasadnione? Chyba czas założyć Ruch Zapewniający Emancypację Stworzeń Zupełnie Antropomorfizowanych* i przenieść go do cyberświata :D! To zdanie… nie wiem nawet jak je skomentować. Czym jest wspomniany „humorystyczny sposób” zabijania? Czy chodzi o coś w stylu „Toma i Jerry’ego”? Ale oni się tam nie zabijają… Może Mario skaczący po głowach Koopach? Hmm… nawet sensowne. Ale to oznacza, że jakieś 80% dorosłych graczy ma zahamowaną empatię! I to w 360 stopniach! O cholera, mamy pojechane :/. Można też wcielić się w kierowcę rajdowego, rolnika, strażaka lub piłkarza. Ale o tym przecież nie warto pisać w artykule naukowym... A, przypisu odwołującego się do takich badań – brak, rzecz jasna . W sumie to te procentowe ilości brutalnych gier na rynku są jakieś dziwne, nie sądzicie? W każdym artykule pojawia się inna ich liczba i praktycznie nigdy nie ma informacji skąd te dane pochodzą... Mam na ten temat pewną myśl - może ci wszyscy spychologowie biorą tarczę do rzutek, zapisują procenty od 80 wzwyż i "wybierają"? Myślicie, że tak jest? Tu akurat Autor napisał coś, w sumie, mądrego – ot. opisał co się dzieje w popularnym (ciekawe tylko - jak bardzo?) gatunku gier. I tym pozytywnym akcentem kończę dzisiejszy wpis. Zapraszam za tydzień na drugą część ;). *Swoje pomysły na nazwę zamieśćcie w komentarzach :).