MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Zawartość

    533
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O MajinYoda

  • Tytuł
    Elf
  • Urodziny 27.06.1990

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    http://bit.ly/1eNAfN0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Lublin
  • Zainteresowania
    Pisanie, gry komputerowe, historia, język angielski, nieco polityka

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    seria Gothic (bez FG i Arcanii) i Risen, Oblivion i Skyrim, World of Warcraft, seria Total War, seria GTA, Mafia (dwójka też może być ;)), Wiedźmin 3, seria HoMM (i Dark Messiah), Dragon Age: Inkwizycja, Half Life, Portal, seria Assassin's Creed, Hitman, Far Cry...
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    [2016] Blogopis Roku

Ostatnie wizyty

5382 wyświetleń profilu
  1. przemyślenia

    W tym temacie akurat nie czuje się jakoś specjalnie mocny - nigdy nie pociągały mnie filmy o superbohaterach... Mimo to podałem filmy Nolana jako przykład nieźle zrobionego reboota. Przynajmniej moim zdaniem, bo akurat o Nietoperza nie mam zamiaru się spierać ;).
  2. przemyślenia

    Taki już jestem, nic nie poradzę ;). W pewnym sensie praktycznie wszystko jest rebootem, wszystko już było. Moim zdaniem jednak czym innym jest zmiana aktora i dostosowanie wroga do Bonda (vide "The Living Daylights" i dobrzy Talibowie) a czym innym rozpoczęcie od początku (vide wspomniany we wpisie Blofeld). Stąd podałem też przykład filmu "Scarface", którego oryginał powstał w latach '30 a reboot pod koniec lat '80. Miałem, oczywiście, na myśli filmy z Christianem Balem. Zaraz dodam edit ;).
  3. msm

    Znalazłem już źródło książkowe tej rewelacji :). Za jakiś czas się pojawi ;). Amerykańscy? A nie przypadkiem mołdawscy? Nie jestem pewien jakoś. A może to byli Albańczycy? Cóż, w mojej rodzinie to akurat ja i brat pokazywaliśmy naszym kuzynkom gry komputerowe. Spodobało im się GTA ;). To się wytnie :D. Tak to bywa w nauce - trzeba się podpierać stereotypami, by móc cokolwiek napisać ;). Najgorsze, że podejrzewam, że oni wcale nie są "cofnięci w rozwoju elektronicznym", bo część z nich to ludzie w wieku moich rodziców. Kłopot w tym, że ci "naukowcy" są zwyczajnie zafiksowani na pokazanie "jakie te gry są złe" i tylko spisują od innych. Jednocześnie, często te osoby mają bardzo nikłe pojęcie o temacie (choćby fakt, że musiałem kiedyś tłumaczyć wykładowczyni (której nazwiska nie wymienię), że system PEGI w Polsce nie ma mocy prawnej). Dodatkowo, co pewnie zauważyłeś, większość tego typu prac ma w d**** rozwój gier - zwykle, dla pokazania, że "cośtam wiem w temacie" wrzucane są tytuły przestarzałe o wiele lat (DOOM, Postal, Duke Nukem). A te nawet 5 lat w grach to sporo. Dla mnie obecne gry (nie wszystkie, oczywiście) pod względem przemocy przypominają seriale z lat 70 i 80 - niby się zabijają i biją a krwi nie ma albo jest jej bardzo mało. Oraz, co gorsza, tego typu naukowcy widzą tylko "brutalne gry", zapominając o całkiem sporej (i z całą pewnością większą niż 5%) grupie gier pozbawionych przemocy. No, chyba, że wszystko uzna się za agresję (w końcu można dopisać do niej też werbalną i psychiczną obok fizycznej) :).
  4. przemyślenia Gry w Szpitalu

    Ach, te media… Niedawno pewien dość znany polski YouTuber – Niekryty Krytyk - zamieścił na swoim kanale swój komentarz do pewnego odcinka TVN-owskiego docu-drama „Szpital” (link) . Odcinka, który tak mnie zainteresował, że postanowiłem go obejrzeć, choć od tego typu „seriali” trzymam się na spooorą odległość. Skąd więc moje nagłe zainteresowanie? To chyba oczywiste – bo pojawił się motyw brutalnych gier komputerowych :). UWAGA – będą spoilery ;). Link do odcinka (z player.pl) na końcu. Oś fabuły jest zresztą opisana na powyższej stronie (nie trzeba już oglądać odcinka, wszystko jest jasne ;)): Chyba nie będzie to jakiś wielki spoiler jeśli napiszę, że na końcu ginie też ten chłopak (swoją drogą - koleś trzyma broń jak prawdziwy gangsta i ciekaw jestem jak miałby kogokolwiek tak trafić). Zresztą - i tak ratio wychodzi mu na plus. W powyższym opisie pominięto też zachowanie ojca wspomnianej uczennicy – straszny z niego egoista, myśli tylko o sobie i swojej córce (która umiera pod koniec odcinka). Do tego strasznie jest krewki, ten nekrofil i sadysta :P. Dobra, żarty na bok. Przy okazji pomyślałem także o czymś innym - pojawiły się kilka razy na moim blogu komentarze w stylu „a po co to robić te msmy?”. Właśnie tego typu seriale są odpowiedzią. Pokazywanie widzom „patrzcie jacy ci gracze są źli, mordują ludzi jak się nagrają i są niebezpieczni”. I, jak sądzicie, skąd się wziął pomysł na scenariusz? I właśnie dlatego nie zamierzam przestać wyszukiwać i „wytykać” kolejnych głupot (a mam już kolejne). Nawet jeśli trafi to do zupełnie innych osób – ale należy to robić. Choćby dla samej zasady – wciąż po cichu liczę, że chociaż jeden naukowiec wejdzie tu, przeczyta i zrozumie swoje błędy. Kończąc, daję obiecany link https://player.pl/seriale-online/szpital-odcinki,1171/odcinek-591,S00E591,67775.html. Tylko nie przestraszcie się okropnego aktorstwa ;). I nie twórzcie żadnych list, okej?
  5. msm Gracz równa się przestępca?

    Po dwóch Przemyśleniach przyszedł czas na MSM-a, nie sądzicie? Na dziś wybrałem artykuł Małgorzaty Teoplitz-Winiewskiej „Gry komputerowe a agresywność młodzieży” (Autorka zaznacza, że badania z artykułu zostały przeprowadzone, w ramach prac magisterskich, przez Annę Matejak i Aleksandrę Jemioł), który został opublikowany w książce „Przestępczość nieletnich” (red. Bożena Gulla i Małgorzata Wysocka-Pleczyk, 2009). I, szczerze się przyznam, pewnie nie zwróciłbym uwagi na tę książkę (w żadnej z bibliotek nie znalazłem jej w tagach „gry komputerowe” i pokrewnych), gdyby nie inna publikacja, którą też za jakiś czas będę omawiał. Sam artykuł mógłby z powodzeniem trafić i do MSM-a i do Mądrze o grach, bo nie jest właściwie do końca głupi. Przynajmniej na tle tekstów spychologów, którzy się tu pojawiali i nieraz pojawią. Ale i tak trzeba trochę błędów wytknąć pani doktor, choć tag MoG dodałem. Gotowi? Kto zgadnie do prac której znanej nam Pani Doktor odwołuje się Autorka? Podpowiem, że jej imię zaczyna się na I... Nie będę więc dalej rozwodził się nad tym fragmentem, dobrze? Podane jest źródło książkowe (z 2000 roku…) dla tej liczby, więc chyba nie ma sensu się spierać, nie? Jak zdobędę to „źródło” to bardzo chętnie zobaczę. Ale aż 95%? Jestem ciekaw na jakiej podstawie zostało to wyliczone. I czy nie było nowszego źródła – dziewięć lat to sporo :). Hmmm… skoro pod koniec lat ’90 przemoc była zawarta w ~80% gier a kilka lat później już 95% to w 2009… policzmy… hmm… mniej więcej 123,35325% gier mi wyszło. W 2017 to już będzie… 342%. Dobrze mi wyszło? Ktoś tu zdawał matmę na maturze? Teraz czas na coś, co wszyscy uwielbiamy – rodzaje gier: Tu byłoby okej, gdyby nie ostatni nawias… Bo czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach nazwałby Carmageddon (bo o niego, chyba, chodzi) symulatorem i postawił go np. obok Euro Truck Simulator? Kurcze, ten opis też mógłby być okej. Ale czy zawsze rezultatem jest zwycięstwo? I co z np. szachami, które są pewnym rodzajem gry strategicznej? Tak się czepiam :). Aaahaa… no, w sumie zależy co rozumieć pod „zręcznościowe” – jeśli tylko FPSy to niby okej, ale gdzie tu miejsce choćby dla platformówek? No, ale one do tezy by nie pasowały. A, nawias nie jest mój – tak jest w tekście. Tutaj na chwilę musiałem się zatrzymać. Że też nie zauważyłem jak bohaterowie To the Moon, niczym Herkules Poirot czy porucznik Columbo, zwyczajnie zabijają i niszczą wszystko… A tak bardziej serio – można właściwie brać pod uwagę rozmaite survival horrory przy tym gatunku, ale przygodówki raczej kojarzą się z używaniem głowy a nie broni. Mylenie "przygodówek" z grami akcji (typu Assassin's Creed) przemilczę... No, pierwszy raz nie mam się czego czepić. Choć czytając powyższe przychodzi mi do głowy fragment pewnego filmu… A wiem – „Brunet wieczorową porą” i scena w muzeum „tą grą twórcy deprawowali dzieci i młodzież w 2009 roku”. Uff… przynajmniej tu obeszło się bez przemocy :). Aż dziwne, ale najwyraźniej było to potrzebne do kolejnego zdania: Świetnie – wypiszmy sześć gatunków, pomińmy całkiem sporo (gdzie są sportowe? I czy platformówki to w takim razie gry zręcznościowe?) i stwierdźmy, że „większość gier to ZŁO!”. W sumie to dobrze, że Autorka przynajmniej tyle oddaje grom, bo mogła napisać, że wszystkie są pełne przemocy. Idźmy dalej, czas na jakiś pozytyw o grach: Cóż, przynajmniej tyle Autorka oddaje grom… choć ta pierwsza zaleta brzmi jakby gracze znajdowali znajomych tylko poprzez jakość posiadanego sprzętu… Dalej opisane zostały dwa badania. Pominę, dość długi, wstęp do nich - zaznaczę jedynie, że w pierwszym przebadano grupę 74 chłopców i 56 dziewcząt z liceum pod kątem ich upodobań „growych” – czyli jak często i w jakie gry grają. W drugim badaniu przebadano osoby w wieku średnim 17,5 roku - 22 dziewczęta grające w domu do 5 godzin tygodniowo, 25 chłopców grających 5h/tydzień, 35 chłopców grających w „tzw. gralniach” od 5 do 30 h/tydz. Oraz 18 chłopców grających w domu od 5 do 30h/tydz. Oto wyniki: Cóż, właściwie nie powinienem się czepiać tego wyniku. Kłopot w tym, że nijak ma się do przeprowadzonych badań – zostały przeprowadzone na zbyt małej ilości osób, by wyciągać aż tak daleko idące wnioski (chyba, że Autorka coś pominęła) – w nauce nazywa się to „prawem małych liczb”, jeśli dobrze pamiętam (jeśli coś mi się pomyliło to proszę mnie poprawić :)). Tu jest okej, nie mam się czego przyczepić. W wyniku nie ma nic dziwnego. Tym razem zwrócę na coś uwagę – „negacja” to, według Wikipedii, „tendencja do zachowania niezgodnego z oczekiwaniami otoczenia (…) dziecko „sprawdza swoje siły” i często używa słowa „nie”, ale szczególnie wyraźnie w okresie dojrzewania, kiedy jest wyrazem niezadowolenia z kontroli ze strony rodziców i nauczycieli”. Innymi słowy – wpływ na wynik, jak zwykle, mogło mieć otoczenie. Podawanie więc tylko informacji o ich wieku (który przypadł akurat, co za niespodzianka, na okres dojrzewania wspomniany w cytacie z Wiki) i płci to trochę mało. Możliwe, że Autorki tych badań dysponowały większa wiedzą (czyli miejsce zamieszkania itp.), ale to tylko moje przypuszczenie. Co do agresji – wiem, że znowu się komuś nie spodoba, że odnoszę się do swoich przeżyć i doświadczeń (pozdro dla kumatych :P), ale równie dobrze można było wpisać tam „chłopców z klas sportowych”. Trudno się z tym nie zgodzić – kto z nas nigdy nie zaniżył swojego czasu grania w teście niech pierwszy rzuci kamie… ała!!! A tak trochę bardziej serio – prowadząc tego typu badania trzeba się liczyć z różnymi czynnikami – także „mijaniem się prawdą” wśród badanych. Jednak nie powinno się pisać wprost „na pewno mnie okłamali, bo tak mi wychodzi”. Co do czasu grania i agresji to przypomniał mi się taki stary tekst z pewnego filmiku (chodzi o ten z 1:47, ale cały filmik jest zabawny :)): Tu akurat się nie wypowiem – nigdy nie byłem w „gralni” (ej, nie zmieniać pierwszej litery w komentarzach, dobra? ;)), ale przez te 18 lat często grywałem w domu u kolegi lub koledzy do mnie przychodzili… O Boże! – jak wpadnę w furię (kiedyś) to będę wyglądał tak: Na tym czas zakończyć ten wpis – czytałem już większe głupoty, więc nie będę już się pastwił na tą publikacją. Do zobaczenia za tydzień :).
  6. msm

    Żebym, poza byciem zdeprawowanym graczem, został też ćpunem ;)? Jeszcze raz: [...] Zostało to podane w tekście w tej kolejności. Nie mylę więc, jak mi sugerujesz, wstępnych wniosków z hipotezami, skoro Autor SAM napisał to w takiej kolejności i nazwał hipotezami. Bowiem, skoro już wie, że "dochodzi do większej liczby aktów agresji" to po co stawiać hipotezę "zaledwie" przyjmującą taki stan rzeczy? Gdzie tu logika? Jakby te dwa zdania stały odwrotnie - nie widziałbym problemu. Ot, tak mu wyszło z badań (choć dobór gier i filmów (szczególnie ich "nowość") wydaje mi się mocno naciągany, ale to inna sprawa).
  7. msm

    Powiem tak - jeśli naukowiec opiera swoje wyniki na domysłach i stereotypach to niech się zajmie czym innym. Inaczej wychodzą różne, większe lub mniejsze, bzdury. Zauważyłeś też różnice - ja, pisząc bloga - mogę kierować się emocjami, bo moje teskty nie są "oficjalne" - są tylko wyrażeniem mojego zdania. Z kolei osoba prowadząca badania naukowe wręcz musi odstawić na bok swoje emocje i domysły. Oczywiście, człowiek jest tylko człowiekiem, ale gdy o raz n-ty czytam, że "gry mogą powodowac przemoc, raka, wagary i samobojstwa" to mnie coś bierze. Szczególnie, gdy wnioski formułuje się przed postawieniem tez - jak w przypadku tego tekstu. No i? W dzisiejszych czasach to, niestety, niewiele znaczy... czytałem niedawno o wymyślonej Pani doktor, której teksty były publikowane w takich pismach bez żadnej weryfikacji. A może być Wojciech?
  8. msm

    W tym tekście niby to faktycznie dobrze brzmi. Choć dla mnie nadal "agresywne gry sprzyjają zachowaniom agresywnym" brzmi, jakby te zachowania były prawie pewne, bo gra się w gry komputerowe. Prawie, bo żaden naukowiec nie napisze takich rzeczy wprost - stąd słowa-wytrychy w tego typu tekstach. "Granie może wpływać na graczy", "z badań wynika, że gry komputerowe mogą tworzyć morderców", "nastolatkowie, którzy zgwałcili/zamordowali/pobili mogli być pod wpływem narkotyków/alkoholu/filmów Tarantino/brutalnych gier". To taka forma zabezpieczenia się. Choć pewnie nieco nadinterpetuję, lecz cały czas mam wrażenie, że takie słowa pojawiają się nieprzypadkowo.
  9. msm

    Cóż - czytałem już całkiem sporo teksów naukowych i spotykałem się raczej z formą bezosobową. W przypadku cytowania siebie IMO lepsze są przypisy tzw. harwardzkie (jeśli się nie mylę) niż "trzecia osoba", bo zwyczajnie dziwnie to wygląda. I nie mogłem się powstrzymać :). Na tym blogu dość często odnoszę się do swoich obserwacji i swoich znajomych. Nie neguję tym faktu, ze ludzie bywają różni, ale tak się dzieje niezależnie od tego czy są graczami czy nie. Zwracam uwagę na pewien wycinek rzeczywistości. Równocześnie rozumiem, że badani wykazali takie cechy, ale czy to oznacza odnoszenie się do całej rzeczy graczy, że są tacy sami? No, nie. To są stereotypy - takie same powstają o graczach "przebadałem 5 osób grających i 5 niegrających. Grający są źli, niedobrzy i wyrosną na morderców i gwałcicieli, bo ich rysunki były nasycone kolorami. A niekomputerowi to tacy grzeczni są." :D. Każdy ma pewne swoje przeżycia - także te z czasów wojny bywają różne. I przekazuje się te, które się poznało samemu. Jeszcze raz jednak podkreślam - to są moje obserwacje. Nie twierdzę jednak, że wszyscy gracze są dobrzy - bo i jak miałbym to sprawdzić?
  10. przemyślenia Kanonizacja

    Witajcie po Długim Weekendzie :). Pisząc poprzedni wpis przyszło mi do głowy coś jeszcze, właściwie bardziej związanego bardziej z filmami niż z grami, czyli tzw. kanoniczność. Będzie dość krótko. Od razu zaznaczę, że mogę trochę spoilerować. Same przemyślenia nad tym tematem pojawiły się u mnie przy okazji informacji o wyrzuceniu przez Disney z kanonu Star Wars wszystkiego, co nie było zawarte w filmach. Wszelkie książki, komiksy, seriale animowane a także gry (w tym moje ulubione ostatnie dwie części Jedi Knight) jakby… przestawały istnieć. Podobne odczucia miałem przy okazji Dragon Ball Super i kwestii „kanoniczności” serii GT. BTW – chyba się wreszcie zbiorę i napiszę porównanie tych dwóch serii, jak myślicie? I tu właśnie pojawiają się u mnie pewne wątpliwości – jak to właściwie z tym kanonem jest? Wszyscy przyjęli, że to się zdarzyło, pogodzili się z niektórymi kwestiami a tu nagle przychodzi ktoś i mówi „Nie! Tego nie było, tamtego nie było, ta postać nie istnieje, stało się tylko to, to i to. O reszcie zapomnijcie i Oczywiście, nie odmawiam twórcom prawa do rozporządzania własnym dziełem (choć najczęściej (vide DB) niekanoniczne stają się rzeczy stworzone przez kogoś innego), ale zawsze trochę mi się to wszystko potem gmatwa. Bo i czemu np. przygody Kyle Katarna nigdy się nie wydarzyły? Albo czy Goku nigdy nie osiągnie poziomu SSJ4? Bo ktoś tak powiedział? A jakie jest Wasze zdanie w tym temacie? PS. Wybaczcie wielkość obrazków (zwłaszcza tego pierwszego :P).
  11. inne

    Też nie lubię Poniedziałku Wielkanocnego ;).
  12. inne

    Cóż, uznałem, że lepiej napisać o zabawnych smaczkach i nawiązaniach w grach, niż szukać wszelkich dowcipów (pierwsze, co przyszło mi do głowy to Sera z DA: Inkwizycji i jej żarciki ;)). Ale może za rok? BTW - Prima Aprilisowe żarty przestały mnie bawić gdzieś w okolicach 5 klasy podstawówki ;). Od tamtej pory unikam tego "święta", szczególnie biorąc pod uwagę co dzieje się wówczas w mediach...
  13. Witam, mam szybkie i krótkie pytanie - czy warto kupować Cień Mordoru (w edycji GOTY, oczywiście)?
  14. przemyślenia Butem w reboota

    Marudziłem już na wersje HD wciskane jako nowe gry. Chciałem, by twórcy wskrzesili pare gier. Nadszedł więc znów czas, by sobie nieco pomarudzić :). Wybór padł na rebooty oraz remake’i, które właściwie (choć wiem, ze nieco błędnie – aczkolwiek różnice są IMO niezbyt duże) utożsamiam z jednym – wciskaniem ludziom tego samego kotleta w innej panierce i z frytkami zamiast ziemniaków. Pierwszy raz „odnowienie” znanej serii nie spodobało mi się przy Casino Royale z 2006 – jakby nie patrzeć jest to reboot Jamesa Bonda – głównie ze względu na, no właśnie, fakt bycia rozpoczęciem od początku serii, która wydawała mi się nieskończona – wiecznie młody agent MI6, grany przez coraz to nowych aktorów pokonuje kolejnych wrogów zgodnie z aktualnymi trendami. Aż tu nagle okazuje się, że „Bond” wcale nie walczył z Sowietami, bo początek jego działalności przypada na… czasy po Zimnej Wojnie. I „M” jest kobietą od początku :O. Tego mój „fanowski” umysł zdzierżyć nie mógł. A wprowadzenie w Sepctre "nowego" Blofelda (w tej roli świetny Christoph Waltz – pierwszy raz chciałem, by Bond przegrał :P) spowodowało, że na wszelkie takie „pomysły” patrzę mocno nieufnie. Okazuje się jednak, że koniec drugiej dekady XXI wieku będzie zapamiętany jako pasmo „to samo od nowa” – „nowy” MacGyver, „nowi” Power Rangers, „nowy” RoboCop, „nowy” Columbo… No, z tego ostatniego się, na moje szczęście, wycofali. Ale ileż można? Wiem, że się czepiam, ale tak, jak już pisałem – wolę coś nowego, nawet jakby miało być kontynuacją, niż rozpoczynanie od nowa tego samego. Tak, jakby scenarzystom skończyły się pomysły – co, w sumie, chyba, nie powinno się zdarzyć – tylko metodą spychologów (i leniwych uczniów i studentów) – kopiuj-wklej i zmień kilka szczegółów. Totalny bezsens. Oczywiście, niektóre remake’i wyszły całkiem nieźle – Człowiek z blizną Briana de Palmy chociażby (inna sprawa, że jest obecnie bardziej rozpoznawalny od pierwowzoru z 1932 roku) czy „nowy” Batman (choć pewnie fani Nietoperza mieli to samo, co ja przy Bondach) [edit - chodzi mi o filmy Christophera Nolana]. Ale to nie znaczy, że każdy musi spróbować i „zacząć stare od nowa”. Dobra, pomarudziłem sobie ;). A co Wy sądzicie o tego typu zagrywkach? Piszcie w komentarzach :). Życzę Wam udanego dnia i długiego weekendu – wyjeżdżam i wpisu za tydzień nie będzie :).
  15. msm

    Ja tak mam za każdym razem... Ale taki jest język spychologów, nic nie poradzimy :). Zapomniałeś o kotach :D. Nie wpadłem na to. A byłoby to jakieś wytłumaczenie... Że tak zacytuję Mały Słownik Spychologiczny: Chyba zbyt wiele wymagasz - liczb i tak było dość dużo jak na tekst spychologiczny, musi wystarczyć :P. Może powinniśmy jednak pomyśleć o przejęciu władzy nad światem? Taka graczokracja byłaby całkiem niezła - chcemy to niszczymy, chcemy to tworzymy. Bylibyśmy takimi Zen-Oh do sześcianu :). Tak, to musi być to. Zbiorowa halucynacja... A może jednak to zwykła, szara, spychologiczna rzeczywistość :(? No co Ty? To przecież źle by wyglądało w tak poważnym tekście naukowym! Ponadto: Pamiętam - pamiętam niemal wszystkie MSM-y (a jak nie to bez problemu znajduję "gdzie ja to już czytałem?" - vide ostatni "nowy" tekst Frondy o grach). A poza tym: Swoją drogą - chyba muszę wreszcie spisać te wszystkie definicje i wydać Słownik :P. Na 100% wyjdzie coś na kształt "Poradnika hieny" Smugglera ;).