Jump to content

MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Content Count

    956
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    38

MajinYoda last won the day on August 9

MajinYoda had the most liked content!

Community Reputation

812 Znakomita

3 Followers

About MajinYoda

  • Rank
    Elf
  • Birthday 06/27/1990

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    Array

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Recent Profile Visitors

14,859 profile views
  1. Witajcie po wakacjach! Tuż przed przerwą pisałem o głupim AI towarzyszących nam postaci. Tym razem wątek będzie podobny, ale o ile w tamtych przypadkach mieliśmy jakiś wpływ na naszych kompanów (chociażby czy ich brać ze sobą), tak tym razem skupię się na postaciach, które musieliśmy niańczyć. Pierwsze, co przychodzi na myśl to misje eskortowe z World of Warcraft. O Innosie, jakie to jest złe! O ile na serwerach PVE jest to w miarę grywane (o ile NPC się nie zgubi), tak na PVP… Cóż, myślę, że odcinek Carbot Animations opisze to lepiej niż ja : Ale to dopiero początek. W komentarzach do wspomnianego wpisu zostały przywołane misje eskortowe z serii Gothic. W grach Piranha Bytes znalazło się kilka takich questów – i każdy wkurzał. W pierwszych dwóch częściach postacie albo biegały w kółko - przez co trzeba było na nie czekać - albo atakowały wszystkie potwory w okolicy. Choć chyba najgorsza byłą sytuacja, gdy zdarzyły się obie te rzeczy… Z kolei w „trójce” niańczone NPCe uwielbiały robić wszystko, by zginąć lub zaginąć. Chyba najgorszy z nich wszystkich był Rufus – niewolnik, który chciał dostać się z farmy pod Monterą do obozu buntowników w Okarze… Gdy tylko chciałem zrobić tę misję zmniejszałem poziom trudności i kupowałem od Innosa czar Leczenie innych (czy jakoś tak), bo inaczej ten nieszczęsny dureń ginął podczas walki z byle wilkiem czy co tam było. Z drugiej strony gorsze misje eskortowe było w Świcie Bugów, gdzie albo nie wiedziałem gdzie mam odprowadzić jakąś kobietę (okazało się, że na drugą stronę niewielkiej wioski) albo NPC zatrzymywał się na każdym kamyczku i próbując go obejść szedł przez całą krainę, przez co musiałem biegać za nim. Ale niańczenie NPCów to nie tylko bolączka RPGów. W takim Age of Empires II (nie HD) trzeba było pilnować, by chłopi wykonywali swoje zadania. Szczególnie dotyczyło to uprawy pól oraz wykopywania kamieni i złota - gdy tylko wszystko zostało zebrane NPCe stały jak kołki i czekały co dalej. Wielokrotnie (zanim zacząłem używać kodów ) wnerwiało mnie to, bo nie otrzymywałem nowych materiałów do budowy imperium… Na szczęście w wersji HD to naprawiono. Ostatnim przykładem, który przychodzi mi na myśl jest misja eskortowa z gry Mount&Blade (nie jestem pewny, czy było takie w Warbandzie), gdy musiałem pilnować NPCa, który zawsze był szybszy ode mnie. Było to wybitnie irytujące, bo zwykle miał albo zerową obstawę albo bardzo słabą, co powodowało bardzo szybką śmierć w starciu z byle grupką bandytów. Przynajmniej w ogrywanym przeze mnie obecnie Bannerlordzie (moje wrażenia opisze za dwa tygodnie ) jest ciut lepiej - eskortowane karawany poruszają się wolniej i są nieco silniejsze. Ale i tak trzeba je niańczyć... A czy Wy lubicie eskortować NPCki?
  2. MajinYoda

    Zamknięte!

    To jest jakiś pomysł .
  3. Mimo wakacyjnej przerwy od pisania na blogu muszę odnieść się do informacji, którą przeczytałem dziś rano - Wy zapewne także . "CD-Action" ma nowego inwestora/wydawcę. I choć zwątpiłem jakiś czas temu w możliwość przetrwania CDA na rynku to dziś biję się w pierś i piszę - bardzo dobrze, że CDA przetrwa! Teraz jeszcze muszę poczekać na informacje dotyczące Forum oraz Blogosfery. Dopóki nie będę miał pewności utrzymuję przy życiu oba adresy - ten oraz na Bloggerze. W razie potrzeby ten drugi usunę . Jak tylko pojawi się jakaś informacja to będę trzymał rękę na pulsie i pisał na blogu o wszelkich zmianach .
  4. Ech, muszę znów spróbować pograć w ME...
  5. W Dragon Agę Inkwizycja jest niby tak samo - ale bugi się zdarzają
  6. Ja pamiętam - Lares w Nocy Kruka. To było wkurzające - ten dureń musiał atakować wszystko, co znalazło się w jego polu widzenia. Osobiście najbardziej nienawidziłem prowadzenia tego głąba do Okary. Robiłem wszystko, byle to opóźnić. Tak samo każda misja eskortowa w Varancie - zawsze się musiał NPC zgubić. Raz (przed patchami nieoficjalnymi) typek zniknął mi z oczu. Puff i rozpłynął się w powietrzu ;).
  7. W tym ostatnim przed wakacjami wpisem miałem podzielić się z Wami moją opinią na temat różnych darmowych gier mobilnych, w które warto zagrać leżąc na RODOS czy gdzieś. Niestety… Przez ostatnie dwa miesiące próbowałem zagrać w różne tytuły. Były trzy kryteria: singleplayer, darmowa (bez P2W) i strategia z możliwością budowy czegokolwiek. Pierwsze próby były dość owocne – znalazłem dwie gry – Grow Castle oraz Grow Empire: Rome. Wszystko szło nieźle do momentu, w którym musiałem ostro grindować, by zdobyć cokolwiek, a ulepszenia kosztowały krocie. Do tego w GC złoto się nie kumulowało, gdy nie grałem (przecież nie siedzę 24/7 w grach). Obie szybko porzuciłem. Jednakże, nie zraziłem się i szukałem dalej. I tak trafiłem na Last Day on Earth: Survival. W opisie jest jak wół “single player”, więc odpaliłem… I cóż – po dwóch dniach spotkałem innego gracza, który jednym strzałem pozbawił mnie wszystkich klamotów, jakie zebrałem… Ale i to mnie nie przeraziło – zacząłem szukać gier typu Idle. Było ich tyle, że nie chce mi się spisywać ich nazw, ale wszystkie sprowadzały się do tego samego schematu: masz cośtam, postaw urządzenie, przyjdą pracownicy, robią. Ulepszaj urządzenie, dodaj kolejne. Zbieraj kasę, wydawaj ją na ulepszenia. Wkurzaj się, bo musisz oglądać reklamy co parę minut, by dostać cokolwiek…Albo zapłać twórcom, bo inaczej szlag Cię trafi od tych reklam. Zatem szukałem dalej. W końcu trafiłem na Prison Empire Tycoon. Jest to także gra Idle – jak te wspomniane w poprzednim akapicie – ale mocno przypominałą mi uboższą wersję Prison Architect. I musze Wam powiedzieć, że ze wszystkich testowanych przeze mnie tytułów grało mi się najprzyjemniej – reklamy dawały mi dolary, budowa – choć żmudna – była satysfakcjonująca… Dopóki nie okazało się, że musze przejść do kolejnego więzienia i tam… zacząć wszystko od początku (nawet nie mogłem przenieść pieniędzy!). Przeżyłbym to jakość, gdybym dostał jakiś mnożnik, albo przynajmniej niektóre ulepszenia. A tu nic z tego – musiałem zacząć od zera! Niemniej, udało mi się znaleźć dość ciekawą grę – WorldBox. Jest to praktycznie „symulator boga” – pikselowa grafika, możliwość wpływania na wygląd świata (także pośrednio poprzez np. trzęsienie ziemi czy zrzucenie bomb) oraz oglądanie jak ludziki (które sami postawimy) tworzą królestwa i bronią się przed stworzeniami, które im postawimy na drodze sprawia bardzo pozytywne wrażenie. „Darmowa” wersja ma sporo ograniczeń (np. spośród mieszkańców możemy tworzyć jedynie ludzi – płatne (40 złotych) są: elfy, orkowie i krasnoludy), ale i tak bije na głowę wszystkie wymienione gry wyżej. I tak sobie pomyślałem – rozumiem, że „darmowa” gra wcale nie jest darmowa. Albo płacę bezpośrednio, albo poprzez oglądanie reklam. Okej, twórcy muszą z czegoś żyć. Sęk w tym, że wiele spośród tych gier przegina w którąś stronę – albo reklam jest niewspółmiernie dużo, albo pojawia się paywall. Może Wy polecicie mi jakieś gry mobilne – koniecznie na Androida? Tymczasem nadal z przyjemnością będę grał w Fallout Shelter :P, Do zobaczenia we wrześniu!
  8. Częściowo się z Tobą zgadzam. Takie - jak to nazwałeś - "nawyki" mogą (ale wcale nie muszą) wpłynąć na rozwój człowieka. Sęk w tym, że osób takich jak Autor tego artykułu (czy twórcy innych tekstów spod znaku MSM) kompletnie to nie interesuje. Ważne, by było zgodnie z tezą. Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi w tym zdaniu. Przypominam, że "dawniej" też bywali ludzie z problemami w kontaktach międzyludzkich. Wówczas (w zależności od czasów) szli oglądać telewizję, czytać książki albo modlić się . Ponownie napiszę - znak czasów. To też nie jest nic nowego. Zawsze pojawiali się jacyś odpowiednicy "nerdów" - spójrz na to w filmach - chudy dzieciak z grubymi szkłami, który bardzo dobrze się uczy i jest gnębiony przez innych za wygląd/inteligencję/inność. Takie rzeczy dzieją się cały czas - dzieci (w tym koledzy/koleżanki z klasy) oraz dorośli (także nauczyciele) potrafią być naprawdę wredni. Ale czy ktokolwiek pomoże takiemu dzieciakowi? Nie - najwyżej dostanie bieda-polecenie "zmień postawę", "weź się w garść" czy "napisz list do swoich oprawców, a potem go spal". I to od psychologa! Znów się z Tobą zgadzam tylko częściowo. Wiadomo, patologiczne korzystanie z czegokolwiek jest złe - ale sama rzecz nie jest zła. Piszesz od "zabawie" tabletem - tu winni są rodzice. Najpierw dają dziecku tablet z myślą "niech się pobawi, zamknie, da mi spokój - mam co robić" a potem płacz, że dziecko uzależnione od "tych złych gier, o których tyle piszą, że są złe, bo są złe i to ich wina". Nie wiem też o co chodzi w ostatnim zdaniu. Na kogo wyrosną? Na ludzi, którzy zbyt dużo czasu spędzają przed komputerami?
  9. Chyba jednak wolałbym Napoleona od Mandorfa - przy nim przynajmniej wiadomo kim był . Tu akurat wydaje mi się (nie prowadziłem badań), że problem braku zainteresowania czymkolwiek istniał od zawsze. Tylko kiedyś tacy ludzie nadmiernie czytali poezję, a teraz grają. Bo to brzmi jakby byli ekspertami od gier . Ale wystarczy zapytać o dowolny tytuł AAA a pewnie rzucają, że "tego akurat nie znają" czy coś. I to ze wszystkich możliwych światów fantasy. Nawet Moist von Lipwig by się załapał .
  10. Wiem, że miała być druga część policyjnego spychologa, ale kilka dni temu znalazłem coś ciekawszego i nowszego. Tekst „Ekstaza na żetony” autorstwa Piotra Krysa znalazłem na stronie ocaleni.info i jest datowany na 11 czerwca 2020 roku (link na końcu). Zaskoczyła mnie pewna rzecz związana z tym artykułem – ale poznacie ją na samym końcu wpisu. W treści powraca też pewna znana postać. I to już na samym początku, więc zaraz ją poznacie ;). Gotowi? Autor chyba naczytał się zbyt wiele tekstów innych spychologów. Postać Wielkiego Mandorfa – kimkolwiek jest – gościła już na moim blogu. Opisy się różnią, ale ten pochodzi prawdopodobnie z tego tekstu. Eeee… co? Wszystkie kategorie rozumiem – z wyjątkiem feng shui. Jak można się od czegoś takiego uzależnić? Skoro tak – to co z uzależnieniem od książek, teatru i muzyki? Czy coś takiego istnieje? Może ktoś dysponuje takimi informacjami? Źródło Dobra, przejdę lepiej do gier – „Lepsza rzeczywistość” : No ja nie wiem – ja zaczynałem od gier typu Metal Slug :P. Ale niech Autorowi będzie – pewnie mógłby poprzeć to jakimiś badaniami czy choćby własną obserwacją ;). Tu też przydałby się jakiś odnośnik – niestety, takowego brak. Ani przypisu, ani bibliografii – nic! Mocno ogólnikowy tekst. Jacyś tajemniczy „badacze” się nawet pojawili. Kim są? Dokąd zmierzają? Jedna wielka niewiadoma… Nie rozumiem też ostatniej części ostatniego zdania – o co tu chodzi? Ma ktoś jakiś pomysł? Czy chodzi o gry strategiczne? Znów jacyś „badacze”… tym razem jest ich wielu, czyli – w sumie – więcej niż 17 (według trollowych liczb). Jakieś dowody? Przykłady? Przypisy? Nic? Bo nawet nie mam jak tego skomentować – Autor ponownie rzucił ogólnikiem i sądzi, że na tym polega pisanie artykułów… Nie wiem czym jest „czywistość”, ale chyba to właśnie z nią musiał stracić kontakt Autor. No, chyba, ze powołuje się na Mandorfa Wielkiego, którego istnienie wciąż jest niejasne. Znów ogólniki, aż zęby bolą. Ponownie Autor nie zadał sobie trudu, by podać jakieś liczby, zestawienia czy cokolwiek na potwierdzenie swoich tez. Źródło No, ten tekst widzę od tak wielu lat, że aż trudno to sobie wyobrazić. Serio – straszą i straszą, a jakoś zapowiadana „apokalipsa graczy” nie nadchodzi. Ciekawe dlaczego? A teraz czas na plot twist! Powyższy tekst wcale nie powstał w 2020 roku! Poszperałem i znalazłem go na portalu opoka.org.pl z datą… 23.05.2003! Tekst, który przed chwilą przeczytaliście jest kopiuj-wklej tekstu sprzed 17 lat! Ale to jeszcze nic! Poszukałem jeszcze bardziej i znalazłem go na stronie Przewodnika Katolickiego! I teraz mam sporą zagwozdkę. W wszystkich trzech źródłach tekst praktycznie niczym się nie różni (no, w PK nie ma „czywistości”). Opokę rozgrzeszam, bo na końcu podali, że jest to "przedruk" z PK. Ale Ocaleni? I tutaj zacząłem się zastanawiać - czy Autor był tak leniwy, że wysłał swój artykuł do Ocalonych, nawet nie starając się dodać nieco nowszych treści? A może twórcy strony Ocaleni zwyczajnie skopiowali tekst z innej strony i opublikowali go u siebie? Szczerze pisząc - nie mam pojęcia co jest gorsze… Obiecany link do Ocalonych. edit 04-08-2020 - na stronie Ocaleni pojawiła się informacja, że tekst pochodzi z "Przewodnika Katolickiego" z 2003 roku. Hura! Za tydzień będzie ostatni wpis przed wakacjami!
  11. Pamiętam to - szczególnie tego typa z Ostrzy (tego Redguarda), którego trzeba było pilnować w kanałach Miasta Cesarskiego. To był prawdziwy ból! Ale wpis o NPC-ach, których twórcy każą nam niańczyć w rozmaitych questach pojawi się po wakacjach . Drabiny to udręka w tej grze... Czyli tradycja Bethesdy została zachowana do dziś .
  12. "tcl" to pół biedy - gorzej jak trzeba dodatkowo używać "moveto player" - i jeszcze znaleźć w Sieci RefID danej postaci . Dlatego zrezygnowałem z biegania z kimkolwiek - już wolę mody z plecakami. W Inkwizycji też jest podobny patent, ale nie zawsze działa - choćby przykład z mojej recenzji.
  13. Niedawno postanowiłem wrócić do Dragon Age: Inquisition i wreszcie przejść wszystkie dodatki. Przy okazji przypomniałem sobie dlaczego nie lubię grać z drużyną złożoną z AI. Sygnalizowałem to w recenzji tej gry, ale i tak wciąż mnie irytuje idiotyczne zachowanie moich towarzyszy. Szczególnie tyczy się to „tanków”. Kogokolwiek bym nie wziął, zawsze musi coś odwalić. A to zatrzyma się na kamieniu, to znowu jego/jej szarża skończy się kilka metrów od wroga… Pewnie znacie ten ból ;). Dobrze, że przynajmniej potrafią wytrzymać dużo ciosów. Z kolei do tych baranów ze SWAT 3 mam inne zastrzeżenia. Mianowicie – dlaczego zawsze muszą mnie zablokować? Na szczęście słuchają rozkazów i przynajmniej tyle z nich pożytku :). Skoro jednak skojarzył mi się ten temat to od razu przypomniałem sobie moje próby biegania z „towarzyszem” w grach Bethesdy… na Innosa, to dopiero są idioci! Co gorsza – w przeciwieństwie do tych z DAI czy SWAT 3 są bezużyteczni. Zarówno w Skyrimie jak i w Fallout 4 nie korzystałem z pomocy żadnych głąbów. Weźmy F4 za przykład. Zachciało mi się mieć towarzystwo i nakazałem Piper iść za mną. Uzbroiłem ją w to, co miałem najlepsze w ekwipunku i odjazd! I wiecie co? Dobrze, że miałem wpisane tgm, bo bym ginął co sekundę. Ta skończona idiotka nie potrafiła znaleźć drogi, o strzelaniu do wrogów nie mówiąc! Źródło W sumie to czy ktokolwiek ma pozytywne doświadczenia z towarzyszami w grach od Bethesdy? Jeśli tak to chętnie je poznam :). Kończąc ten szybki wpis przypomniałem sobie o jeszcze jednym followerze, który swego czasu mocno mnie zirytował. Pamiętacie taką grę jak SW The Old Republic? Taki średnio udany MMORPG w świecie Gwiezdnych Wojen? Ktoś-coś? Nie? Trudno. Otóż, w tej grze na samym początku dostałem jakiegoś droida - czy coś - do pomocy. Wydaje mi się, że każdy gracz coś takiego dostawał… Niemniej, grałem na serwerze PVP (innych nie było, jeśli dobrze pamiętam), więc w pewnym momencie spotkałem gracza Republiki (tak, grałem po stronie Imperium ;)). Minęliśmy się bez słowa… no, prawie, bo nasi przyboczni postanowili jednak walczyć ze sobą. Staliśmy tak przez chwilę patrząc na nich bezradni. Dopiero po chwili udało się nam zakończyć ich spór i każdy poszedł w swoją stronę. Dlatego zawsze się zastanawiam – dlaczego twórcy nie dopracują tych elementów? Może Wy macie jakiś pomysł? Do zobaczenia za tydzień!
  14. MajinYoda

    Zamknięte!

    Mało prawdopodobne, ale w grze typu SWAT bardzo "policyjne" (choć osobiście wolałem się włamywać lub podkładać C4). Tactical thinking w pełnej krasie . Szkoda, że nie we wszystkich grach tak się da. Ale przy okazji podsunąłeś mi pomysł na wpis - o minach i granatach w grach .
  15. MajinYoda

    Zamknięte!

    Jakiś czas temu pisałem o najtwardszym materiale w grach komputerowych, znanym także jako drewniane drzwi i meble. Przyszła mi wówczas do głowy jeszcze inna myśl. Mianowicie – w realnym świecie do zabezpieczenia drzwi stosuje się różnego rodzaju zamki, skoble itd. W grach niby też, ale czasami mam wrażenie, że twórcy nie do końca wiedzą jak ten temat ugryźć. Szczególnie mam tu na myśli korzystanie z wytrychów. Na przestrzeni lat w różnych grach pojawiały się rozmaite mini-gierki związane z włamywaniem się. Jedne były mniej, inne bardziej frustrujące. Mi najbardziej zapadła w pamięć ta z Obliviona (podobna pojawiła się chociażby w Mafii 2), w której przy pomocy wytrychu trzeba było odpowiednio zamykać zapadki, by otworzyć drzwi itp.: Źródło Moim zdaniem byłą to jedna z najlepszych tego typu mini-gierek. A jakie jest Wasze zdanie? Oczywiście, najbardziej realistyczne (no, dobra – może bez przesady ) było otwieranie zamkniętych drzwi w… SWAT 3 z 2000 roku. Tam można było otworzyć drzwi wytrychem, ładunkiem wybuchowym lub przestrzelić zamek. Jednak skoro już o tym piszę to najbardziej zastanawia mnie co innego. Otóż, w danej krainie istnieje zawsze tylko jeden rodzaj zamka – najwyżej jest trudniejszy. I o ile w takich grach jak wspomniane TES IV i Mafia 2 da się to wytłumaczyć skomplikowaniem zamka… tak nie bardzo mogę pojąć logiki zamków w Fallout 4. Rozumiem, że jest to ta sama mini-gierka co w TES V (o nim też za chwilę), ale jedna rzecz wydała mi się głupia. Dlaczego zarówno skrzynia pod łóżkiem rozwalonego domu w Bostonie, jak i drzwi w zaawansowanym technologicznie Prydwen czy nawet odciętym od świata i korzystającym z własnych techonolgii Instytucie są zabezpieczone tak samo badziewnymi zabezpieczeniami? Mam tu na myśli zarówno zamki (skąd się wzięły w Instytucie?) jak i terminale, które hakujemy. Może i są trudniejsze, ale na Innosa – przynajmniej leniwi twórcy mogli dać inną teksturę. Ale wszystko przebija Skyrim, w którym pojawia się Klucz Szkieletowy (czy jak to tam). W rękach Mercera Freya jest narzędziem absolutnym – wszystko może nim otworzyć, nawet bramę w podziemiach (my musimy szukać głupiego Szponu). A jak Dragonborn dostanie Klucz w swe ręce to jedyne czym się różni od zwykłego wytrychu to to, że się nie łamie. No, do momentu, w którym Bohater zdobędzie perk wyłączający łamliwość wytrychów – wówczas jest to zbędny przedmiot, który i tak musimy oddać. BEZSENS! Na koniec wrócę do kwestii AC i najlepszej mini-gierki w historii – sposobu otwierania wszelkich skrzyń przez Edwarda Kenwaya :D. Źródło Ciekawe jak skrzynie będzie otwierać Eivor? Może powinna użyć topora – jak sądzicie? Do zobaczenia za tydzień!
×
×
  • Create New...