Jump to content

MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Content Count

    887
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    28

MajinYoda last won the day on May 25

MajinYoda had the most liked content!

Community Reputation

791 Znakomita

3 Followers

About MajinYoda

  • Rank
    Elf
  • Birthday 06/27/1990

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    Array

Recent Profile Visitors

9,283 profile views
  1. W poszukiwaniu MSMów myślałem, że dotarłem na skraj internetu… tymczasem, okazało się, że jeszcze nie jestem zbyt głęboko, ale muszę pójść trochę w bok. Dziś przed Wami artykuł Krzysztofa Stępniaka pt. „Internet - wirtualny przyjaciel czy realny wróg”, który został opublikowany w czasopiśmie „Warmińsko-Mazurski Kwartalnik Naukowy, Nauki Społeczne” w 2012 roku. Korzystałem z wersji elektronicznej, wiec link znajdziecie na końcu . Co ciekawe, to pismo ma jakiegoś pecha, bowiem pół roku temu opisywałem jeden MSM z 2016 roku . Nietypowo, zajmę się też omawianą przez Autora kwestią internetu, bowiem robi to w dosyć nietypowy sposób… Pomijam zatem przydługi wstęp i przechodzę do części zatytułowanej „Internet jako wirtualny przyjaciel”. Czego się spodziewacie po zobaczeniu takiego śródtytułu? No właśnie, ja też tak myślałem. Ale po kolei: Ten długi fragment nie zapowiada jeszcze tragedii, ale nijak ma się do dalszej części tekstu. Serio, właściwie nie wiem po co Autor w ogóle takie coś napisał w tym miejscu. Znów długi fragment – wybaczcie . Sęk w tym, że czytając go wcale nie poczułem, że internet może być przyjacielem. Wręcz przeciwnie – ze słów Autora wynika, że młodzi ludzie wpadają w depresję, bo ktoś ich wyrzucił z grona znajomych na FB. Ale gorsze dopiero nadchodzi: Szkoda, że Autor nie zagłębił się w temat opublikowanie jakich filmów kończy się tragicznie. Co Autor ma na myśli pisząc o „krytycznym” poście? Czy na przykład sprawa Dominika z 2015 roku (link, link) może być tak określona? A co Autor powie o samobójstwach po publikacji np. prywatnej „seks-taśmy”? Albo nagich zdjęć nastolatki/nastolatka - z twarzą danej osoby (bez jej/jego zgody, rzecz jasna). Powodów może być mnóstwo, i naprawdę nie rozumiem dlaczego Autor spłyca to do zaledwie kilku ogólnikowych stwierdzeń. Pięknie. Przejdźmy jednak do tego, co nas interesuje – części zatytułowanej „Internet jako realny wróg” i od razu zajmę się tym, co lubię – grami : Kolejny raz ogólniki i kolejny raz nie mam pojęcia jak gracz ma przejąć „wartości i sposób myślenia” bohatera. Jak? Jest to takie samo gadanie, jak niegdyś z „wyskoczył z okna bo myślał, że będzie latał jak Superman”. Ten sam poziom „myślenia”. Kolejny raz widać też, że Autor nie miał zamiaru zagłębiać się w tematykę, którą podjął, a postanowił tylko podryfować i zdać się na „wiedzę” innych – choćby informacja o „neopogańskiej czy satanistyczno-okultystycznej symbolice”. Jakie gry Autor miał na myśli? Może Anno 1404? Albo serię FIFA? Czemu mnie nie dziwi, że nie ma tu przypisu… Autor znowu pokazuje to samo – wyrzuca z kapelusza (czy skądkolwiek indziej – nie wnikam ) jakieś teksty o „tragicznych wydarzeniach” (ciekawe jakich?) nie podając ŻADNYCH konkretów. Nawet nie wiem i nie chce mi się szukać o jakim zdarzeniu z naszego kraju Autor pisze. Bo po co – to jego obowiązek przytoczyć argument. „Czasem” – warto podkreślić to słowo-wytrych, bo ponownie nie wnosi żadnych konkretnych liczb. W końcu to cecha spychologów . Rzecz jasna, Autor ponownie sprowadził wszystko do wyliczenia negatywnych cech gier komputerowych (który to już badacz?), zapominając, że w grach (nie wszystkich, ale jednak) pojawia się jakiś rodzaj prawa. Choćby kwestia przestępstw – zwykle są karane (np. w GTA są gwiazdki, w serii TES i AC strażnicy itd.). Autor zatem powinien wskazać albo konkretne tytuły, albo uargumentować swój wywód w jakiś inny sposób. Bo póki co nie udowodnił NIC. Ciekawe z jakiej książki korzystał p. Gajewski? Podejrzewam, że chodzi o tą, co zawsze, ale pewności nie mam. Tym razem Autor nas załatwił z obu stron – jeśli wskażę dowolną grę FPS to przyznam mu rację w pierwszej części. Jeśli zaś wskażę, że w takim Skyrimie można pozyskać przyjaciół wśród postaci niezależnych, a nawet ożenić się z jakąś to zostanie to storpedowane przez „motywację egocentryczną”, bo przecież taki małżonek(małżonka) dostarcza codziennie 100 septimów bohaterowi… Ale w ten sposób każdą formę relacji (także te realne) można określić „egocentryczną”, bo np. nie chce się być samotnym. I cyk wszyscy jesteśmy egoistami . Ale żarty na bok – przyjaźń Beziego z Miltonem, Lesterem i Gornem jest (od drugiej części Gothica) całkiem bezinteresowna. Tak samo przyjaźń Nico i Romana w GTA IV (dopóki nie zacznie działać na nerwy telefonami, by wybrać się z nim na kręgle :P). Przykłady można mnożyć. Ale, niestety, do tezy to nie pasuje… Niestety, na tym kończy się wątek gier. Dalej Autor nie pisze już nic interesującego (dla tego bloga), zatem tu muszę zakończyć. Zanim to zrobię podkreślę jeszcze raz: jest mi cholernie przykro, że niektórzy naukowcy nawet nie starają się zagłębić w tematykę i złożoność formy sztuki, jaką są gry komputerowe. Wyobrażacie sobie takie opisywanie np. literatury? Bo ja nie. Na szczęście, coraz częściej trafiam na teksty, które zasługują na tag MoG. Obiecuję, że co jakiś czas będę zamieszczał i chwalił takie osoby – ale, jak już kiedyś pisałem, to nie ci dobrzy są najczęściej cytowani i wyszukiwanie ich tekstów trwa dłużej. Obiecany link. Do zobaczenia za tydzień!
  2. Najlepiej napisz do Bauera na adres prenumerata@bauer.pl. Tu nie zagląda nikt, poza prenumeratorami .
  3. Niedawno nadrobiłem część zaległych książek i przekonałem się do ebooków (o tym jednak w innym wpisie… kiedyś…). Jedną z pozycji była powieść „Sześć grobów do Monachium” autorstwa Mario Puzo (choć wydał ją pod pseudonimem Mario Cleri). Większość z Was kojarzy go zapewne z książek o mafii (najbardziej oczywiste – z „Ojca chrzestnego”), ale ta powstała w 1967 roku (czyli dwa lata przed rodziną Corleone). Podobnie jak w przypadku innych dzieł Puzo - zdecydowanie nie jest to książka dla dzieci . Źródło Akcja powieści toczy się tuż po drugiej wojnie światowej w zniszczonych wojną Niemczech. Główny bohater książki – Amerykanin Michael Rogan – odgrywał istotną rolę w wywiadzie USA na terenie Trzeciej Rzeszy. Teraz jednak, wykorzystując swoje umiejętności, pragnie zemścić się na siedmiu nazistach, którzy uniknęli skazania w Norymberdze (w ten czy inny sposób). Na samym początku fabuły Rogan spotyka prostytutkę – Niemkę Rosalie - która zaczyna mu towarzyszyć. Kolejne akty zemsty prowadzą bohatera do mocnego finału – którego się spodziewałem, ale nie w takiej formie. Przyznam, że koncept fabuły był całkiem interesujący – mamy krwiożerczego (i nieco tragicznego) bohatera, jego dość tajemniczą "dziewczynę", vendettę, zdradę, budzących odrazę wrogów (szczególnie na początku), kilka stron o mafii a także - bez czego nie mogło się obyć – dużo krwawych opisów oraz trochę seksu. Szczerze pisząc zadziwia mnie, że ta powieść jest mało znana i nie doczekała się filmu. Szczególnie, że jest dość krótka – całość zamyka się w zaledwie 164 stronach. Poza niezbyt imponującą długością jest jeszcze kilka kwestii, które mi się niezbyt podobały – przede wszystkim fabuła jest miejscami mocno naciągana (szczególnie niektóre akcje Rogana - choćby ta na Węgrzech). Z kolei Rosalie aż nazbyt przypomina Rosie z „Omerty” (czyli ostatniej książki Puzo). Dodatkowo, twist fabularny nic nie wnosi do akcji – po prostu jest i tyle można o nim napisać. Kończąc tę krótką recenzję stawiam „Sześciu grobom do Monachium” ocenę 4/6. Jeśli lubicie książki Mario Puzo to polecam Wam także tę powieść. A jeśli nie - to i tak warto po nią sięgnąć .
  4. Po krótkiej przerwie pora kontynuować moja listę Dwudziestu Najważniejszych/Najlepszych Gier na Dwudziestolecie Mojego Bycia Graczem (szczegóły możecie znaleźć w części pierwszej części zestawienia). Gothic 3 Seria Gothic była początkiem mojej przygody z RPGami. I choć „dwójka” była najbardziej rozbudowana itd. to jednak właśnie do „trójki” czuję największy sentyment i darzę ją największą sympatią. Pewnie ma to coś wspólnego z kwestią opisaną w jednym z moich starych postów . Źródło Grand Theft Auto 4 Długo zastanawiałem się która część serii GTA zasługuje na miejsce w tym zestawieniu. Moją pierwszą częścią była „dwójka”, ale kiedy to było ;). Ostatecznie doszedłem do wniosku, że to właśnie Niko Bellic i jego przygody były moim ulubionym tworem Rockstar Games. Historia była spójna, wciągająca i, jak na standardy serii, dość poważna. Szczególnie zapadło mi w pamięć zdanie bohatera „wojna jest wtedy, gdy młodzi i głupi zabijają się przez starych i zgorzkniałych”. Źródło Guild Wars Mój pierwszy MMORPG i jedyny, w którym uwielbiałem PVP. Do tego (jako hunter) uwielbiałem zbierać pety, by móc je trzymać w Menażerii Zaishen. Brakuje mi tego chociażby w WoWie… Dodatkowo, historia przedstawiona w GWEN była dość ciekawa, ale już jej nie pamiętam . Ważne jest jednak to że imię dla swoich żeńskich postaci w grach (prawdopodobnie) wziąłem od nazwy tego dodatku. Źródło Heroes of Might and Magic 4 Już o tym pisałem. I nie mam nic do dodania . Źródło Hitman Blood Money Jedyna część przygód łysego zabójcy, przy której dobrze się bawiłem. Uwielbiałem możliwość ukończenia każdej misji inaczej, choć – co muszę przyznać – w niektórych nie umiałem tego wykorzystać. Dobre było także zakończenie gry – bardzo nietypowe (kto grał, ten wie ). Nie mogę także zapomnieć o genialnym wykonaniu utworu Ave Maria w aranżacji Jespera Kyda, który cały czas mam na swojej playliście. Źródło Do zobaczenia za tydzień!
  5. MajinYoda

    Słowacki eMSM

    Nie mam pojęcia :). Obrazek z tymi tytułami krąży po necie od jakiegoś czasu (poza wykopem znalazłem go na demotach i JoeMonster). Mam nawet wątpliwości czy jest prawdziwy czy to tylko bait. Ale nigdzie indziej nie znalazłem gry "Portal Komnat", więc może to jednak prawda?
  6. Tak, to był ten wątek, ale temat umarł z jakiegoś powodu . Do mnie ostatni numer (tj. 300) dotarł we wtorek.
  7. Całkiem niedawno opisywałem MSMa opublikowanego w czeskim czasopiśmie. Dzisiaj – dla odmiany – mam tekst ze Słowacji. Przed Wami Marek Wiater oraz Ireneusz Drabik i ich tekst pt. „Bezpieczeństwo i zagrożenia młodzieży w aspekcie zjawiska uzależnienia od internetu i gier komputerowych”, opublikowany w piśmie naukowym „Vojenské reflexie”. Artykuł pochodzi z 2012 roku, więc jest dość świeży. Link do artykułu znajduje się na końcu. Pierwsze strony są dość nudne – Autorzy podają m.in. definicję internetu – więc przejdę od razu do interesujących nas materiałów: Po raz kolejny się nie zawiodłem – czemu Autorzy nie pamiętają o wcześniejszych produkcjach? A jeśli już o nich nie chcą pisać to niech przynajmniej dodają, że była to pierwsza gra KOMERYCJNA! Wówczas będzie to przynajmniej prawda (choć też nie do końca, ale nie wnikajmy już w szczegóły ). Tak, w grach z 2012 roku pojawiały się tylko proste zdania i okrzyki bohaterów. Jasne Autorzy wzięli ten fragment z książki z 2000 roku (oczywiście, autorstwa Braun-Gałkowskiej i Ulfik-Jaworskiej, jakżeby inaczej), ale jako badacze powinni jednak PRZYJRZEĆ SIĘ czy tamte opisy się nie zdezaktualizowały. Bo i wtedy nie były zbyt aktualne (patrz: Baldur’s Gate). Powiecie – hej, ten fragment jest całkiem sensowny! I przyznam Wam rację. Jednakże, Autorzy podzielili się ze swoimi czytelnikami tytułami adaptacji filmowych: Kiedy dodarłem pierwszy raz do tego fragmentu musiałem zrobić sobie przerwę. Podchodziłem jednak co chwilę do monitora, by się upewnić, że to nie jest problem z moimi oczami. Nie był… Potem przeszukałem Google, i znalazłem grę „Portal Komnat”! Źródło: Wykop.pl Dobrze, że przynajmniej nie ma błędu w tytule „Tomb Raider” – zawsze coś . W tym momencie znajduje się opis gatunków gier – nie jest zrobiony źle, więc nie mam o czym pisać. Przejdę dalej, ale najpierw chcę Was poinformować, że kolejne fragmenty pochodzą z książki już przeze mnie opisywanej, więc nieco poskracałem. Tyle dobrze, że Autorzy dali przypisy . Aczkolwiek, w przypisie Autorzy zrobili błąd w nazwisku Autora wspomnianej książki – napisali „Majchrzak”, zamiast „Majchrzak”, ale to detal ;). Całe mnóstwo ogólników, żadnych konkretów – skąd my to znamy, nie? Jednakże, Autorzy po ostatniej kropce w tym akapicie dodali przypis, do którego też warto zajrzeć: Nie wiem skąd się wzięło przeświadczenie o „opcji zwiększającej poziom gore w grach”, skoro w tego typu produkcjach sprzed lat (vide Soldier of Fortune) można było użyć opcji wyłączającej gore… zaraz! To jest to! Skoro można wyłączyć to można tą samą opcją też włączyć! Że też dopiero teraz na to wpadałem ! Rzecz jasna, muszę się także przyczepić słowa „większość”, bo nadal nie wiem jak duża jest ta liczba . Dalszą część pominę, bo musiałbym się powtarzać :). Na kolejnych stronach Autorzy opisują rzecz ważną – uzależnienie od gier i internetu. Pomijam to, ale jeszcze raz podkreślam – nie neguję takiego zjawiska i gdyby Autorzy napisali tylko o tym to ten artykuł umieściłbym jako MoG. Szkoda, że tak nie zrobili. Przemoc w grach sportowych? :O Jeśli się pojawia to oznacza, że w przedstawianych dyscyplinach sportowych TEŻ się pojawia. Trudno wyobrazić sobie grę np. o futbolu amerykańskim bez tej całej kotłowaniny czy gier z serii FIFA bez fauli. Ale żeby od razu „Wyrafinowany” (nie wiem skąd tu duża litera)? O sadyzmie nie wspominając. Ten fragment jest długi, ale nie chciałem go skracać – straciłby urok. Zacznijmy od tego, że nie we wszystkich grach pojawia się przemoc – w 2012 roku Autorzy nie powinni mieć problemów ze stwierdzeniem tego i powinni o tym pamiętać. Nadal też nie wiem skąd u badaczy przeświadczenie, że ludzie po zagraniu np. w Postala wezmą karabiny, nadzieją na nie koty i zaczną zabijać innych. Dlaczego psychologom wydaje się, że każdy człowiek jest identyczny? I wisienka na torcie – Autorzy musieli napisać „dzieci naśladują…”, jakby kompletnie zapomnieli o takim szczególe, że gry zawierające przemoc mają oznaczenia 16 lub 18+. I to rola rodziców, by pilnować w co grają ich dziatwy. Ale przecież spychologowie nigdy nie przyznają, że w procesie wychowania udział biorą nie tylko gry ;). O Innosie, kolejni szukają nekrofilii… Choć tu znów pojawiają się przypisy – znów książka Braun-Gałkowskiej i Ulfik-Jaworskiej (ale, ku mojemu zdziwieniu, inna niż zwykle :O - jak ją znajdę to bardzo chętnie się zapoznam). Zastanawia mnie, czy z równą gorliwością wszelkiej maści spychologowie szukają przejawów nekrofilii np. w sztuce albo literaturze. To dopiero pole do popisu dla nich! Uwaga! Poniższy spoiler zawiera obraz TYLKO dla osób dorosłych! Że co? Niby jaką kontrolę gracz posiada nad INNYMI postaciami (w sensie NPC)? Jeśli Autorzy (czy raczej Autorki, bo to kolejny fragment wzięty od naszych ulubionych spycholożek) nie mają na myśli strategii (a zakładam, że nie mają) to ten tekst nie ma najmniejszego sensu. Szczególnie ostatnia część. Co oni znowu z tą nekrofilią? W ogóle to zastanawiam się czy Autorzy znają definicję nekrofilii? Wątpię. Oczywiście, znów wspominane są dzieci – gdzie one wszystkie są? Mijają lata, a nadal nie ma chmar zwyrodnialców-nekrofilów-sadystów niszczących wszystko na swej drodze. Więc Autorzy (nie tylko ci) chyba powinni przemyśleć co piszą. Ale wówczas nie byliby spychologami . I nie można było na tym oprzeć tekstu, zamiast wypisywać te wszystkie bzdury? Dla wszystkich byłoby lepiej. Dziwne natomiast, że Autorzy nie postawili na końcu kropki . Ale to szczegół. A oto obiecany link do tekstu. Do zobaczenia za tydzień!
  8. Ach, kawiarenki internetowe - pomysł na biznes tak samo dobry, jak wypożyczalnia VHS/DVD w tamtych czasach . Choć osobiście byłem w takiej tylko raz. Ja, niestety, nie miałem z kim grać w AoE2. Wszyscy wokół woleli wówczas FPSy, a mnie ciągnęło do budowania w grach. I zostało mi to do dzisiaj (m.in. dlatego lubię Fallouta 4 - który nie załapał się do "dwudziestki", bo musiałem z czegoś zrezygnować ).
  9. U mnie wyszło tak, jak pisałem w recenzji - dla DAI odstawiłem Wiedźmina 3 Krew i wino... i nigdy nie przeszedłem dodatku od Redów - za to Inkwizycję ze trzy razy ukończyłem (w tym raz ze wszystkimi DLC). Więc różnie bywa .
  10. W tym roku spiętrzyło mi się trochę okazji do „świętowania” ;). Przede wszystkim w tym roku mija dwadzieścia lat mojej przynależności do społeczności graczy. Dodatkowo - dokładnie za tydzień minie sześć lat istnienia mojego bloga. A na dokładkę we wtorek w kioskach pojawi się 300 numer magazynu „CD-Action” . Postanowiłem to uczcić zwyczajnie – robiąc listę 20 gier, które (z tego czy innego powodu) uważam na najlepsze/najważniejsze dla mnie. Jako, że trudno byłoby mi się tu zmieścić podzieliłem wpis na cztery części – postanowiłem bowiem napisać kilka słów o każdej z tych produkcji. Jako, że nie potrafiłbym ich uszeregować od najlepszej do najgorszej uznałem, że najlepiej będzie spisać je alfabetycznie . Naturalnie zachęcam Was do komentowania i dzielenia się wrażeniami z tych gier . Age of Empires 2 Zestawienie otwiera RTS od Ensamble Studios. Ta pochodząca z 1999 roku produkcja była jednocześnie moją pierwszą strategią czasu rzeczywistego – i sporo się w nią zagrywałem w czasach podstawówki (poznałem ją gdzieś w 2001-2002 roku). Teraz, po latach, zastanawiam się co mnie w niej tak pociągało. I chyba mam odpowiedź – mój ulubiony element, czyli rozbudowa i przyglądanie się jak moje imperium rośnie w siłę… oraz irytacja na takie sobie AI robotników, którzy po „wyczerpaniu” pola potrafili stać jak kołki . Źródło Assassin's Creed Brotherhood Na mojej liście nie mogło zabraknąć reprezentanta flagowej serii od Ubisoftu. Miałem jednak pewne wątpliwości, która część zasługuje na to zaszczytne wyróżnienie. Ostatecznie zdecydowałem się na drugą część przygód Ezio i miałem ku temu kilak powodów. Przede wszystkim najlepiej się przy niej bawiłem – Rzym czasów Borgiów był ucieleśnieniem moich marzeń po przeczytaniu „Rodziny Borgiów” Puzo. Dodatkowo w tej części (niestety dla serii – na krótko) pojawiło się zarządzanie Bractwem (w wersji lepszej niż w Revelations czy „trójce”) oraz zdobywanie „stref wpływów”. Spodobał mi się także tryb multiplayer – szkoda, że później Ubi nie pociągnęło tej mechaniki (w Revelations moim zdaniem go zepsuli – match-making był beznadziejny i nic nie mogłem ugrać ). Źródło Dragon Age Inquisition Jedyna część serii DA, w którą grałem dłużej niż pięć minut, ale nie dlatego znalazła się na liście :). W tej grze spodobało mi się, ze Bohater(ka) ma władzę – jako Inkwizytor(ka) wydaje wyroki, podejmuje ważne dla świata gry decyzje i jest w pewnym sensie szanowany(a). Nie będę się jednak bardziej rozpisywał – recenzję napisałem na tego bloga już dawno temu . Źródło Empire Earth 2 Ta gra była dla mnie następcą AoE2, ale „bardziej”. Podobnie, jak w tamtym przypadku, spędziłem przy nim wiele godzin, choć – co muszę przyznać – zestarzała się jeszcze gorzej niż AoE2… Niemniej, możliwość zrzucania bomb atomowych na wroga będącego technologicznie w średniowieczu dawało mi sporo frajdy . Do tego każda cywilizacja byłą inna, a każda nacja miała swoje jednostki - zatem i urozmaicenie rozgrywki było dobrze pomyślane. I aż szkoda, że trzecia część była taka słaba... Źródło FIFA 07 Jedyna gra sportowa, którą kiedykolwiek lubiłem… Faktem jest, że swoją przygodę z tą serią zacząłem w 1999 roku (dobra, mój brat zaczął, a ja czasami sobie zagrałem jakiś mecz), jednakże to właśnie edycja z 2007 roku jest moją ulubioną. I znalazłem ku temu jeden powód – w karierze menedżera miałem o wiele większy wpływ na wszystko. Rozmowy z piłkarzami nie sprowadzały się do przyjęcia do wiadomości, że odchodzi. System dialogów pozwalał na poprawienie morale zawodników, a także wpływał na losy moje jako menedżera. Nawet cenę biletów i koszulek można było ustalać. Ach, takich gier już nie robią :D. Źródło
  11. Pamiętam - uwielbiałem to demo . Potem byłem lekko zawiedziony, że w pełnej wersji nie ma tej lokacji... Niemniej, także spędziłem tam wiele godzin (nawet z takim znajomym prześcigaliśmy się który z nasz szybciej pokona bossa ). Co do pierwszych poziomów - mi to nawet odpowiadało. Szczególnie, gdy później poznałem całą historię Kyle'a Katarna (tj. doczytałem w necie :P). Szkoda, że seria skończyła się wraz z moim ulubionym Jedi Academy .
  12. Pamiętacie te czasy, gdy przed zakupem dowolnej gry można było pobrać (albo znaleźć w piśmie komputerowym) demo niemal każdej wychodzącej produkcji i sprawdzić „czy mi się spodoba”? Sam zagrywałem się niegdyś w dema Soldier of Fortune, SWAT 3 czy Die Hard 2 – i ostatecznie zagrałem w pełne wersje tylko pierwszych dwóch – bo były pełniakami w CDA :P. Szkoda, że deweloperzy odeszli od tego i mocno mnie to dziwi, tak szczerze powiedziawszy. Rozumiem, że nie zawsze da się przerobić grę na demo (nie wyobrażam sobie dema np. Wiedźmina 3 – co by pokazywało?), ale przecież są inne sposoby, by przekonać nas – graczy – do swojej produkcji. Źródło Doszło to do mnie, gdy w niedzielę kupowałem Kingom Come Deliverance w promocji na STEAM po tym, jak spędziłem całą sobotę korzystając z darmowego weekendu z tą grą. Co więcej - jest to już druga produkcja, którą kupuję po ograniu jej w takiej akcji Valve – pierwszą był Fallout 4 (choć w tym przypadku poczekałem cierpliwie na edycję GOTY ;)). Dodatkowo – decyzję o zakupie Dragon Age Inkwizycji podjąłem właśnie po tym, jak zagrałem w wersję trial (miałem bodaj 5 godzin) na Originie. Da się? Da się! Przyznaję przy tym, że w każdym z tych trzech przypadków podchodziłem sceptycznie do gry – i za każdym razem byłem miło zaskoczony. Więc nie bardzo rozumiem dlaczego mało który deweloper korzysta z takich możliwości – to przecież świetna reklama i sposób na powiedzenie graczom „Hej! Nie musicie wierzyć recenzentom i opiniom w Sieci! Pograjcie trochę i sami ocieńcie czy warto dać nam pieniądze!”. A jakie jest Wasze zdanie na temat „bezpłatnych testów” współczesnych gier? I do których dem wciąż macie sentyment?
  13. Witajcie po wakacjach! Na rozgrzewkę postanowiłem zacząć od MSMa, mam nadzieję, że jesteście zadowoleni ;). Przed Wami – Sylwester Bębas (który już gościł na moim blogu) i jego artykuł pt. „Zagrożenia dla dzieci i młodzieży płynące z nadmiernego grania w gry komputerowe”, opublikowany w czasopiśmie „Zabawy i Zabawki” w 2015 roku. Tekst jest właściwie zbiorem cytatów – prawie każdy akapit kończy się przypisem harwardzkim. Wiecie już czego się spodziewać ;). Gotowi? Mam problem z tym fragmentem – z jednej strony Autor ma bardzo dużo racji i zgadzam się, że w szkołach przydałoby się porządne przygotowanie dzieci do istnienia (i współistnienia) w Sieci. Jednakże, mam wrażenie, że Autor trochę antagonizuje rolę nowych mediów w życiu młodego człowieka. Ale może tylko mi się wydaje? W pierwszej chwili pomyślałem „spoko, będzie trochę o negatywach, ale i jakieś pozytywy się znajdą”, niestety – wyszło jak zwykle. Zupełnie nie rozumiem po co Autorzy wspominają o „pozytywach” związanych z grami komputerowymi, skoro potem albo zupełnie o nich nie piszą albo jedynie wspominają w jednym-dwóch zdaniach? Cudzysłów nie jest mój ;). Już w kolejnym tekście hehe naukowym czytam to samo zdanie – pochodzące z książki dr Ulfik-Jaworskiej - dobrze, że Autor dał przypis. Szkoda tylko, że Autor w tym miejscu zapomniał, że drugi człowiek JEST potrzebny w wielu grach – o czym my, gracze, doskonale wiemy. Tym razem cytat z książki z… 1998 roku (!), do czego Autor się przyznaje. Siedemnaście (17!!!) lat to dla gier komputerowych szmat czasu, ale najwyraźniej nie dla Pana Bębasa. Chyba czeka na telefon od Indiany Jonesa – bo niezły z niego archeolog ;). Dodatkowo – kolejny raz nie dowiedziałem się jaką liczbą jest „wiele” :(. A jednak Autor wie, że istnieją gry, do których trzeba innych ludzi? Hura! Szczęśliwie, Autor spisał gatunki od Thomasa Feibela i Mirosława Filiciaka, więc przynajmniej w tym aspekcie omawiany tekst ma sens. Czas zatem na „Negatywne konsekwencje nadmiernego zaangażowania w gry komputerowe”: Tym razem mamy dość interesujący fragment (dlatego zostawiłem go bez cięć) – zacznijmy od emocji. Nie wiem, co Autor miał tu na myśli. Nie wskazał jakie to emocje (poza tym, że są silne i następują szybko po sobie). Bowiem zarówno gniew, jak i wzruszenie są emocjami. Druga kwestia – zaraz po rzuceniu ogólniku o emocjach, Autor od razu przechodzi do „treningu”. Jasne, także dzięki grom użytkownik uczy się posługiwać komputerem - tak samo jak pracując często z pakietem Office (teoretycznie) uczy się nim posługiwać. Nagle jednak, jak hiszpańska Inkwizycja, pojawia się „zadawanie cierpienia i dokonywanie zabójstw”, które „mogą” (slowo-wytrych) zostać przeniesione do „realnego świata”. Oczywiście, Autor uznał, że nie musi tu nic przedstawiać. On ma rację i na potwierdzenie swoich racji dorzucił przypis do książki z 1979 (!!!) roku. Aż żałuję, że nie mogę jej wypożyczyć (dla ciekawskich: Gurycka Antonina, 1979, Struktura i dynamika procesu wychowawczego. Analiza psychologiczna, PWN, Warszawa). Oczywiście, nie wiadomo czy cały akapit z niej pochodzi, czy tylko jedno-dwa słowa. Ale przypis jest i „dilujmy” z tym. Kolejny akapit z przypisem na końcu – tym razem z 1999 roku. Nie wiem, w jakie gry grał Autor, ale nawet w ’99 byłą MASA gier, w których się nie zabijało – ba, największą satysfakcję dawało przejście danego etapu bez wystrzału (np. SWAT 3). Autor zapomniał też o grach typu Tetris, FIFA, wszelkiej maści tycoonach i tym podobnych produkcjach, w których zabijanie NIE ISTNIEJE. Dla Autora (nie tylko tego, rzecz jasna) istnieją tylko gry z przemocą. Ciekawe czy z tych samych powodów nie ogląda filmów ani seriali? I nie czyta książek – poza spychologicznymi ;). Nie wiem dlaczego p. Izdebska rozdzieliła uzależnienie i nałóg… oraz czemu ten ostatni jest w cudzysłowie. Nie wspominając już, że takie suche wymienienie nic nie znaczy – czy p. Izdebska przeprowadziła jakiekolwiek badania na ten temat? Chętnie to sprawdzę, jak tylko dorwę publikację. A – oczywiście przed grami komputerowymi nie istniała żadna z tych „postaw”, ale to już wiecie ;). Hmmm… czy w takim razie świat bez gier byłby pozbawiony „gwałtu i przemocy”? No cóż – historia się z tym nie zgadza ;). Autor kolejny raz rzuca ogólnikami, które pasują do wypracowania szkolnego a nie do artykułu naukowego w punktowanym przez Ministerstwo czasopiśmie. Gdzie był recenzent? Ten fragment… ten fragment… jest taki od czapy, nie sądzicie? Nie wiem co Autor miał w głowie pisząc te słowa – bo tu akurat przypisu nie ma. Choć ma trochę racji – ostatnio oglądając Człowieka z blizną zwróciłem uwagę, że Tony Montana - w bardzo grzeczny i spokojny sposób - chciał przedstawić swojego przyjaciela grupie mężczyzn („Say hello to my little friend!”). Cieszę się, że filmy uczą młode pokolenia, że należy przepraszać – nie to, co te złe gry ;). Może jakieś liczby by się przydały? W końcu graczy jest jakieś kilkadziesiąt(set?) milionów na świecie i nie wiem, czy badania amerykańskie wzięły to pod uwagę. I czy w badaniu sprawdzano tylko zależność gracz/nie-gracz, czy zbadano także wpływ innych czynników – społeczne, psychiczne itd.? Autor o tym, z jakiegoś dziwnego powodu, zapomniał wspomnieć. Dalej Autor - bardzo słusznie zresztą – przedstawił oznaczenia PEGI i ESRB. Trochę mnie tym zaskoczył – ale pozytywnie. Szkoda tylko, że nie pasuje to do wydźwięku całego tekstu… Ale na tym nie koniec – obecnie w tekstach musi pojawić się abstrakt po angielsku. Z ciekawości postanowiłem zobaczyć, co też Autor tam wpisał i się zdziwiłem już na etapie tłumaczenia tytułu artykułu na język Terry’ego Pratchetta (język Shakespeara był jednak inny :P): W całym tekście nie ma więcej niż jednego akapitu (bo suche wypisanie oznaczeń PEGI i ESRB trudno określić mianem „pozytywnego aspektu”) to jeszcze ten błąd – computer! Rozumiem, że Word może zmienić wyraz – ale obowiązkiem jest sprawdzić (szczególnie w takim miejscu) czy nie wkradł się błąd. Szczęśliwie (?) cały abstrakt jest przetłumaczony poprawnie – choć jest właściwie przetłumaczeniem… akapitu z książki Jadwigi Izdebskiej. Dziwne… Do zobaczenia za tydzień!
  14. W tym ostatnim przed wakacjami wpisie chcę poruszyć pewien poważny temat – masakry w szkołach. Często przy takich okazjach w komentarzach pojawiają się zdania w stylu „dzisiejsza młodzież jest zepsuta!”, „kiedyś było inaczej – żadnych ochroniarzy, tylko woźna ze szmatą!”, „winę ponoszą pełne przemocy gry komputerowe”. Z kolei w mediach jakiś utytułowany spycholog wśród winnych wymienia przede wszystkim gry komputerowe, wszechobecną erotykę, uzależnienie od internetu i (z rzadka) Harry’ego Pottera. Kolejne osoby podchwytują temat. Powstają publikacje dziennikarskie, artykuły naukowe i inne podobne. Ponownie wśród winnych wymienia się pełne przemocy gry komputerowe i filmy oraz seriale. Pisze się, że sprawcy działali według schematu zaczerpniętego z elektronicznej rozrywki, że młodzi ludzie spędzają czas przed komputerem i myślą, że mają ileś tam żyć. Oczywiście w nosie mając tak proste powody jak choroba psychiczna sprawców. Tak było między innymi w przypadku tragedii w Erfurcie, Littleton, Parkland i niedawno (choć już nieco łagodniej) w Wawrze. Ale czy to jest nowość? Nie. I wydarzenia, które chcę Wam dzisiaj nakreślić nie rozegrały się w słynących ze strzelanin Stanach Zjednoczonych Ameryki, lecz w Polsce. Konkretniej – w Gimnazjum im. Joachima Lelewela w Wilnie, dnia 6 maja 1925 roku. Wówczas dwóch maturzystów – niespełna 23-letni Stanisław Ławrynowicz i 21-letni Janusz Obrąpalski* Tymi słowami rozpoczął się news w wileńskiej gazecie „Słowo” dzień po zajściu. Faktycznie, obaj maturzyści, używając także materiałów wybuchowych, zabili trzy osoby oraz siebie. Cały przebieg był dość typowy dla szkolnych masakr, także tych niedawnych: Jak widzicie – podobieństw do wspomnianych „masakr” jest sporo: obaj zabójcy zginęli – w tym jeden śmiercią samobójczą. Pozostałe trzy osoby (prof. Jankowski również zmarł) były z kolei przypadkowymi ofiarami – mimo że celem był prof. Biegański. Jak można się domyślać sprawa bardzo szybko nabrała charakteru politycznego – minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (ówczesny MEN) Stanisław Grabski przyjechał do Wilna 12 maja [9] - i ogólnokrajowego. Pisała o tym m.in. „Gazeta Polska”, nadając tytuł „Krwawy egzamin”: [2] Możliwe, że rolę odegrały zdarzenia, o których pisały niemal wszystkie znalezione przeze mnie dzienniki, a co szczególnie podkreśliła „Gazeta Poranna 2 Grosze”: Po czym ta sama gazeta dodaje: Również „Gazeta Polska” wskazywała na przynależność obu sprawców do piłsudczykowskiego Związku Bezpieczeństwa Krajowego. Redakcje obu dzienników pisały także o ich prawdopodobnej neurastenii [3] [4]. "Gazeta Polska” i „Gazeta Poranna 2 grosze” wskazują, że, jak wynika z powyższych fragmentów, nie byli to „zwyczajni uczniowie”, lecz mieli dostęp do broni palnej – Ławrynowicz z „własnych” zasobów, natomiast Obrąpalski pożyczył broń od swojego kuzyna [8]. Co ciekawe, szukając winnych, dziennikarze skupili się na dwóch różnych kwestiach. Po pierwsze odnieśli się do zagrożenia Polski przez komunizm: Z kolei drugim „winnym” obwołano system szkolnictwa II RP: Tekst w podobnym tonie pojawił się w gazecie „Robotnik”: Powyższy fragment jest o tyle interesujący, że - z drobnymi poprawkami - mógłby trafić na łamy dowolnej współczesnej gazety nawet dzisiaj. Pokazuje także, że, choć zdarzenie miało charakter jednostkowy, zawsze znajdzie się kozioł ofiarny, na którego można zwalić winę za dowolne zdarzenie. Oczywiście, zajście nie pozostało bez echa także w innych dziennikach – niemal wszystkie, które znalazłem wspominały o nim przynajmniej w jednym numerze. Pisał o tym „Głos Lubelski”, „Kurjer Warszawski” oraz „Kurjer Poznański”. Ten ostatni dał taki tytuł i lead: [6] Również prasa światowa wspominała o zajściu, m.in. „New York Times” i australijski „The Argus”: [1] Wszystko wygląda ciekawie, ale pewnie się zastanawiacie „co było przyczyną?”. Cóż, gazety szybko straciły zainteresowanie tematem. Prawdopodobnie chodziło o niechęć obu uczniów do nielubianego dyrektora oraz fakt, że nie był to ich pierwszy egzamin maturalny. Zgadza się – obaj uczniowie już raz oblali maturę i musieli zostać na kolejny rok. Z całą pewnością, co, już pierwszego dnia po zajściu, zauważa „Słowo” - obaj zabójcy nieprzypadkowo byli tak mocno uzbrojeni [8]. Na szczęście, jest to jedyna tak tragiczna szkolna strzelanina na terenach Polski. I obym nigdy nie musiał edytować tego zdania. Pisząc ten tekst naszła mnie pewna myśl. Nam wydaje się to oczywiste, ale jest pewnie sporo osób na świecie, które myślą, że przemoc w szkole to coś nowego (jak wspomniałem na początku). Dlatego, kończąc ten wpis, mam do Was prośbę – jeśli kiedykolwiek zobaczycie w komentarzach (np. przy okazji kolejnej szkolnej tragedii) słowa, że to wina gier komputerowych to proszę – wrzućcie tam mój wpis… …albo link do Wikipedii, gdzie opisane jest to zdarzenie. Wiadomo przecież, że ludzie prędzej uwierzą cioci Wiki niż mnie – zdegenerowanemu graczowi :P. Do zobaczenia we wrześniu! Życzę Wam bezpiecznych i spokojnych wakacji! * W niektórych gazetach pojawia się nazwisko „Obrąbalski”. Jednakże, wileńskie „Słowo” (będące najbliżej miejsca zdarzenia) oraz list otwarty ojca – Emanuela Obrąpalskiego [9] wskazują na zapis nazwiska przez "p" jako właściwy. Źródła: [1] „Argus, The”, 9 maja 1925 roku, s. 33. [2] „Gazeta Polska”, nr 105, s. 2. [3] „Gazeta Polska”, nr 106, s. 2. [4] „Gazeta Poranna 2 Grosze”, nr 125, s. 2. [5] „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, nr 127, s. 4. [6] „Kurjer Poznański”, nr 107, s. 4. [7] „Robotnik”, nr 128, s. 1. [8] „Słowo”, nr 102, s. 1. [9] „Słowo”, nr 107, s. 1. [10] „Warszawianka”, nr 134, s. 3. [11] Wikipedia.
  15. Okres przedwakacyjny zwykle oznacza brak ciekawych seriali i wieczne powtórki w telewizji. Jako, że ostatnie dwa wpisy dotyczyły psychologii, spychologii i gier komputerowych dzisiejszy nie będzie dotykał żadnej z tych dziedzin. Za to będzie o serialu, który chciałbym Wam polecić. Wybaczcie brak obrazków ;). Zapewne każdy z Was zna jakieś brytyjskie seriale komediowe. 'Allo 'Allo! czy Hotel zacisze lecą w telewizji na różnych kanałach praktycznie w każde wakacje. Jednakże, z bliżej nieznanego mi powodu, nigdy (od lat 90…) nie widziałem Pan wzywał milordzie (1988-1993). Jest to czterosezonowy angielski sit-com, utrzymany w konwencji upstairs-downstairs – co oznacza, że bohaterowie pochodzą z wyższej (arystokracja) i niższej (służba) sfery, ale łączy ich miejsce zamieszkania – w tym przypadku jest to dom rodziny Meldrum przy Grosvenor w Londynie. Akcja toczy się w 1927 roku – dziewięć lat po Wielkiej Wojnie, tuż po strajku robotników i w czasach, gdy w Wielkiej Brytanii zaczęły powstawać pierwsze partie socjalistyczne. Jeśli spodziewacie się typowego dla seriali komediowych produkcji BBC angielskiego humoru to nie zawiedziecie się. Jeśli chodzi o obsadę to w większości występowali w mniej znanych w Polsce angielskich serialach. Aczkolwiek, znalazło się kilka rozpoznawalnych nazwisk/twarzy. Suzy Brann (serialowa Poppy Meldrum) podłożyła głos za Alicję w American McGee's Alice oraz Alice: Madness Returns. Z kolei Catherine Rarbett (Cissy Meldrum) zagrała m.in. w W obliczu śmierci (gdzie podrywała Jamesa Bonda (jako Liz) w jednej ze scen) oraz w jednym z odcinków Poirot. W tym samym odcinku zagrał także John Horsley (sir Ralph Shawcross). Jego serialowa żona Angela Scoular (lady Agatha Shawcross) także pojawiła się w cyklu o agencie 007 – dzieliła łoże z Georgem Lazenbym w scenie w ośrodku w Szwajcarii. A także zagrała w komedii Casino Royal z 1967 roku. Poza tym warto wspomnieć o Johnie D. Collinsie (Jerry), który pojawił się w 'Allo 'Allo! jako oficer lotnictwa Fairfax. Ponadto, Barbara New (Mabel) zagrała matkę Ali G-iego. W serialu należy też zwrócić uwagę na dobrze dobrane motywy muzyczne. Dobrze współgra to z profesjonalnymi ujęciami i świetnym montażem. Jest to też dobry sposób, by przyjrzeć się jak bardzo innym światem była Wielka Brytania w tamtych czasach. Nie tylko nietypowy podział pieniądza (farthingi, pensy, korony itd.), ale także tak przyziemne kwestie jak butelkowane mleko, które w Anglii już wówczas funkcjonowało, a w Polsce pojawiło się dopiero w latach 70. Na koniec muszę wspomnieć, że w serialu pojawiają drobne błędy, nieścisłości i kwestie niezgodne z historią. To ostatnie jest szczególnie widoczne w pierwszych odcinkach, gdy twórcy wyraźnie nie mogli się zdecydować, czy trzymać się ówczesnej wartości waluty i jej podziału, czy jednak uwspółcześnić ten aspekt. A warto pamiętać, że ówczesne np. pięć funtów to obecne niemal £300 (www.measuringworth.com). Niemniej, każdemu, kto lubi brit-comy, a znudziły mu się pozostałe, serdecznie polecam ten serial :).
×
×
  • Create New...