MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Zawartość

    568
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    4

1 obserwujący

O MajinYoda

  • Tytuł
    Elf
  • Urodziny 27.06.1990

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    http://bit.ly/1eNAfN0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Lublin
  • Zainteresowania
    Pisanie, gry komputerowe, historia, język angielski, nieco polityka

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    seria Gothic (bez FG i Arcanii) i Risen, Oblivion i Skyrim, World of Warcraft, seria Total War, seria GTA, Mafia (dwójka też może być ;)), Wiedźmin 3, seria HoMM (i Dark Messiah), Dragon Age: Inkwizycja, Half Life, Portal, seria Assassin's Creed, Hitman, Far Cry...
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    [2016] Blogopis Roku

Ostatnie wizyty

5933 wyświetleń profilu
  1. o grach

    „Battle for Azeroth” zostało zapowiedziane na ostatnim Blizzconie, więc, jako fan WoWa, uznałem, że trzeba coś na ten temat napisać. I tu pojawił się potężny problem… Otóż, trzeba Wam wiedzieć, że Legion bardzo mi się spodobał – moim zdaniem to najlepszy dodatek od czasu Cataclysm lub nawet i WotLKa. Dlatego z bólem się z nim rozstanę na rzecz… no właśnie… Lore BfA najpierw mnie urzekło świetnym (jak zawsze w wykonaniu Blizzarda) zwiastunem z walką między dowodzoną przez Sylvanas Hordą i władanym przez króla Anduina Wrynna Sojuszem. Jako „Aluch”* nawet z ulgą przyjąłem, że „nasz” monarcha umie robić coś więcej niż wypłakiwać oczka nad swoim ojcem i martwić się czy da radę go zastąpić. Fakt, zakładam, że worgeński król – Genn Greymane – i nienawidząca Hordy Jaina Proudmoore będą go pchać ku eskalacji konfliktu. Cieszę się, że wreszcie Blizzard doda jakieś nowe rasy - choć w tym przypadku będą to sub-rasy i kilka nowych miejsc na postacie na serwerze :). Z kolei nowe mini-kontynenty mogą stanowić całkiem niezły dodatek do dotychczasowych ziem – oby tylko były ciekawsze od tych z WoD… Nadzieje Pierwsze, co mnie cieszy (a pojawi się jeszcze przed BfA, czyli w patchu 7.3.5) to możliwość dłuższego levelowania na wczesnych ziemiach – nareszcie będę miał motywację, by poznać historię stojącą za wszystkimi zadaniami – bo do tej pory bez bólu porzucałem wątek w samym środku jego trwania, bo ziemie (a co za tym idzie – questy na nich) dawały mi zbyt mało expa. Jednocześnie, w zapowiedziach pojawia się coś, co najpierw mi się spodobało, a potem skłoniło to zastanowienia się nad moją przyszłością w tej produkcji – ponowne rozpalenie konfliktu między frakcjami. Ucieszyłem się na wieść, że „odzyskamy” Lordareon (szkoda, że Darnassus spłonie w zamian – ale i tak lepiej na tym wyjdziemy ;)), choć, jeśli dobrze zrozumiałem, te zmiany mają nastąpić dopiero po osiągnięciu pewnego poziomu (jak z Theramore). Szkoda – bardzo chętnie bym wylevelował swoją Night Elfkę (rogue) w całkowicie opanowanym przez Sojusz Eastern Kingdoms ;). Rozterki Jednakże… obawiam się, że dodatek skupi się na niezbyt lubianym przeze mnie aspekcie wszelkich MMO – na rozgrywkach PVP. Serio – nigdy nie lubiłem tego typu rozgrywki, o wiele bardziej wolę PVE (dlatego odbiłem się od serii Guild Wars) – dla którego, fakt, znajdzie się miejsce w BfA, lecz nasuwa się pytanie – czy dość dużo? W każdym razie – może albo coś źle rozumiem i osoby takie jak ja dostaną odpowiednio rozbudowany PVE content albo moja przygoda z grą się skończy… Druga, nieco mniej ważna, kwestia to artefakt. Ściślej - co się stanie z broną, z którą zdążyłem się już zżyć? Co z moim Hatim? Mam nadzieję, że „Zamieć” odpowiednio wynagrodzi graczy za ich stratę :). Staroć-nowością Ostatnią kwestią, na którą zwróciłem uwagę są serwery Vanilla WoW, które mocno mnie rozbawiły. Dobrze pamiętam, jak jakiś czas temu Blizzard zarzekał się, że „nie da rady” postawić serwerów dla fanów „dawnych czasów”. Cóż, mam nadzieję, że takie osoby będą się świetnie bawić – ja spasuję, ponieważ: 1. udogodnienia współczesnych wersji za bardzo mnie rozleniwiły, 2. nie mam sentymentu do „tamtych czasów” – wówczas zwyczajnie nie grałem. Aczkolwiek miło, że Blizzard robi takie rzeczy. Co dalej? Póki co czekam na betę (oby Blizzard dał mi tym razem dostęp do niej :)) i opinie innych graczy. A Wy, o ile ktoś z Was gra w WoWa, co sądzicie o nowym dodatku? *Fakt, że gram po stronie Alliance nie oznacza, że nie lubię tych, co wolą stronę Hordy (ba! Sam zaczynałem grając po tej stronie) i często nie rozumiem tej „walki w Internetach” o to, która frakcja jest lepsza. To w końcu tylko gra.
  2. msm

    To mnie najbardziej roz... waliło! Osobiście wolałem jednak świetlisty miecz z jednego z moich starych wpisów :P. Dziękuję serdecznie :).
  3. o grach

    Jak wiecie, dziś jest Święto Niepodległości, więc uznałem, że przydałby się jakiś motyw związany z naszym pięknym krajem. Po dłuższej chwili zastanowienia (czasem muszę rozgrzać mózg :P) postawiłem na rzecz prostą – Polska, Polacy (i osoby polskiego pochodzenia) i inne „występy” do naszego kraju w nie-polskich grach (bo w polskich to żadna sztuka ;)). Zadaję sobie sprawę, że nie dałem rady wypisać wszystkich, więc jeśli coś pominąłem (a na pewno to zrobiłem…) to dajcie znać w komentarzu :). Seria Assassin’s Creed: - Pamiętna mapka z „Brotherhood” :P; http://3.bp.blogspot.com/--5o_ncAJ6Fc/VT_EMWjAGcI/AAAAAAAAHvU/LmbIaQHSams/s1600/a1.jpg[/img] - jedno z DLC do tejże części skupia się na Mikołaju Koperniku; Seria Civilization: - Polska jest grywalną frakcją w DLC do „piątki” i „szóstki”; - Król Kazimierz Wielki jest przywódcą Polski w „piątce”; - Królowa Jadwiga jest przywódcą Polski w „szóstce”; Codename: Panzers – Faza pierwsza: - Polska pojawia się na początku kampanii niemieckiej, gdy przedstawione są początki II Wojny Światowej (na marginesie - kto pamięta aferę z tym związaną? :)); Fallout 4: - Curie – jedna z postaci, jej imię jest, prawdopodobnie, nawiązaniem do Marii Skłodowskiej-Curie; Seria GTA: - Ray Machowski – postać pojawiająca się w GTA III; - Ron Jakowski – postać z GTA V/GTAO, „znajomy” Trevora; - Ralph Ostrowski – postać z GTA V, jeden z przestępców, których Trevor ma aresztować/zabić; - Eddie Pulaski – postać z GTA: San Andreas, policyjny partner Franka Tenpenny’ego; - Krystyna z Polski – jedna ze słuchaczek Radia Vladivostok FM z GTA IV; - Niektóre kobiety w Hove Beach mówią po polsku (na jedną z nich wpadłem biegnąc – za co skarciła mnie słowami: „Co ty, głupi jesteś?” :)); - Spadochron w barwach Polski [screen] pojawia się w GTA V; https://vignette.wikia.nocookie.net/gtawiki/images/d/d8/POLAND_!!!.png[/img] - Istnieje możliwość umieszczenia polskiej flagi na jachcie w GTAO; Mafia: - Mike Bruski – postać z Mafii 2, pracuje na złomowisku, jedna z pierwszych postaci, którą przedstawia nam Joe; Seria Wolfenstein: - B.J. Blazkowicz – główny bohater serii; Seria Total War: - Polska jest grywalną frakcją w częściach Medieval II i Empire; - Wizerunek Świętego Jana Pawła II pojawia się przy informacjach dotyczących Watykanu w Medieval II. Uff... mam nadzieję, że przynajmniej liznąłem ilość nawiązań do naszej Ojczyzny - dajcie znać w komentarzach ;). I do zobaczenia za tydzień :).
  4. przemyślenia

    Ano, nie jest. Ale tu pisałem o dubbingu i napisach i jakoś tak mi to wówczas przyszło do głowy .
  5. msm

    Wybacz, ale opisuję to, co czytam. Miej pretensje do Autorki, że napisała to, co napisała :P. (No, chyba, że to wina wydawcy ;)). Zastanowię się nad tym :P. Wrócę, do tego co napisałem w poprzednim komentarzu - gdyby Autorka nie podała tych "wydarzeń", jako "dowody" na swe "tezy", to ten fragment bym pominął. Ale skoro Autorka najpierw uważa wirtualne pociągnięcie za spust za "pusty gest", a kilka akapitów dalej pisze o "jedenastoletnim chłopcu, który wiedział, że strzałem w głowę można kogoś zabić, bo grał w gry" rzucając przy tym beznamiętnie "chodził na strzelnicę i na polowania, ojciec uczył go strzelać" to przykro mi, ale trudno się tu nie czepiać. BTW - sam musisz przyznać, że oba te przykłady z tekstu są beznadziejne ;). Oj trzymaj :). Staram się jak mogę z tym poziomem, ale czasem wrzucam wpis w ostatniej chwili albo dużo wcześniej i poprawiam później tylko drobnostki, rzadziej zmieniam komentarze, lecz, niestety, czasem coś wycinam/dodaję i zapominam zajrzeć na koniec tekstu :).
  6. msm

    Ostatni wpis nie był msm-em i najbliższe dwa (tj. 11 i 18.11) też nimi nie będą, obiecuję :). A ja owszem - "oglądanie pełnych przemocy walk gladiatorów (...) kończących się śmiercią uczestników (...)" <- "kończących się" to dla mnie znaczy - zawsze (a wystarczyło, by Autorka dodała "niekiedy" i ten fragment byłby inaczej skomentowany, jeśli nie pominięty. Innymi słowy - użyto "słowa-wytrychu", czyli Autorkę należy rozgrzeszyć, nie? Dzięki, męczyło mnie to ;). Niby ma - po grach faktycznie nie ma wyrzutów sumienia - ale w kontekście reszty tekstu odebrałem to jako stwierdzenie typu "osoba nie ma wyrzutów sumienia po grach = nie ma sumienia w rzeczywistości" (vide przytoczone przez Autorkę wydarzenia z "grami w tle"). Owszem, by, w sumie, zaznaczyć, że nawet w grach czasami sumienie się pojawia. A tak prawdę pisząc - PS. dodałem wcześniej niż ten fragment i zwyczajnie o nim... zapomniałem :). Ale już go nie będę usuwał/wykreślał ;).
  7. o grach

    Zgodnie z zeszłotygodniową zapowiedzią – dziś nieco jednej moich ulubionych serii, której stuknie niebawem 10 lat, czyli Assassin’s Creed. Dziś – o grach z serii. Ale z czego, tak właściwie, wynika to moje uwielbienie do tej serii, które, dla niektórych, może wyglądać na syndrom sztokholmski? Przy okazji sam się and tym zastanowiłem, a najlepiej myśleć od początku. (SPOILER alert!) A zaczyna się to w bodajże styczniu lub lutym 2008 roku, gdy kupiłem pierwszego Asasyna. Na początku myślałem, że będzie to takie ganianie zakapturzonym jegomościem i szlachtowanie wrogów na XII-wiecznej Ziemi Świętej (ba! Początkowo myślałem, że to RPG), ale, co okazało się dość szybko, nie była to cała prawda. Akurat tak się jakoś dziwnie złożyło, że nie wiedziałem o wątku Desmonda Milesa, więc sporym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie, że faktycznym bohaterem jest właśnie on, a nie „Altek” (jak nazywałem Altaira, gdy mnie irytował), z kolei konflikt między asasynami i „tempkami” jest nieco bardziej rozdmuchany przez Ubisoft. Niemniej, mimo powtarzalności, błędów, dziwności (czemu Altek nie umiał pływać? A, tak – błąd Animusa…) i durnego AI wrogów (niejeden templariusz sam się zabił walcząc ze mną – a to spadł z wieży, a to się utopił… czy strażnicy celniej rzucający kamieniami niż strzelający z łuku…) przeszedłem jedynkę wielokrotnie, choć za każdym razem olewałem flagi. Zwyczajnie historia tak mi się podobała, że nie mogłem się oderwać od tej gry… Choć miałem niejasne wrażenie (i chyba nie tylko ja), że był to zaledwie test możliwości serii (gdzieś czytałem, że miała to być nowa część Prince of Persia). Nieco potwierdziła to wydana niewiele później „dwójka”. Jako, że zawsze lubiłem włoskie klimaty (po książkach Mario Puzo) to ochoczo zapoznałem się z historią Ezio. Och, ileż to ja godzin spędziłem ganiając bez celu po Florencji, podziwiając jedynie widoki… By wreszcie, wraz z fabułą, dotrzeć do Monteriggioni. To właśnie tam zrozumiałem, że uwielbiam housing w grach :). I, choć znowu nie chciało mi się zbierać piórek, grę przechodziłem wielokrotnie. A ten włoski akcent postaci – świetny. Jest to też jedyna gra, której kolekcjonerkę kupiłem – by mieć figurkę bohatera (stoi cały czas nad moim biurkiem). Najlepiej jednak wspominam koleją część, którą, osobiście, uważam za najlepszą do tej pory – Bractwo („Brotherhood”), ponieważ zawsze lubiłem klimaty Rzymu, a i sama fabuła wydała mi się świetnym rozwinięciem „dwójki”. Do tego świetne, moim zdaniem, gromadzenie członków Bractwa było upragnionym novum w serii. Szkoda, że później z tego zrezygnowano… „Revelations” zapamiętałem z innych powodów – 1. był to bardzo słaby asasyn, 2. przeszedłem go tylko dwa razy, 3. za jego recenzję dostałem 5 na studiach, 4. Tower Defense tak bardzo nie pasowało do serii… I w sumie tyle mogę o tej grze napisać… Potem nadszedł czas, gdy pomyślałem, że czas odpuścić sobie tę serię. Przecież gdzie ja będę biegał w trójce, skoro Ameryka Północna z końca XVIII nijak ma się do wielkich miast z poprzednich części? Ale się złamałem. Tak jest, nie dałem rady i postanowiłem poznać historię Rado… Rataha… Rahata… Connora Kenwaya. Ten pół-Indianin o charyzmie kamienia (no serio – po Altairze i Ezio taki „ktoś” zupełnie nie pasował na głównego bohatera serii) nie zainteresował mnie kompletnie, ale sama gra była całkiem niezła (też ją recenzowałem na studiach i też dostałem 5) – szczególnie sekwencje na statku. Ech… szkoda, że nie były wówczas rozwinięte… Co innego Black Flag, który w moim rankingu zajmuje drugie miejsce wśród najlepszych Asasynów. Pirackie klimaty wprawdzie mnie nie pociągają (na wspomnienie Risena 2 robi mi się niedobrze), ale karaibskie przygody Edwarda Kenwaya sprawiły mi sporo frajdy. Szczególnie, gdy odkryłem, że pół roku po zakupie gry byłem w połowie głównego wątku, bo niemal cały ten czas pływałem w tę i nazad odkrywając mapę, zdobywając szanty i atakując inne statki. Potem, niestety, nadszedł AC: Unity – jedyna „duża” część, której nigdy nie ukończyłem i jedyna, której nie kupiłem (kod na nią dostałem wraz z kartą graficzną ;)). Sam do końca nie wiem czemu – Rewolucja Francuska była całkiem ciekawym miejscem dla działań Asasyna, ale sama historia i główny bohater (Arno Victor Dorian – co za imię…) mówiący perfekcyjnym angielskim działał mi na nerwy. Naprawdę – wydał mi się takim przygłupem, za którego każdy musiał myśleć, bo cokolwiek sam wymyślił to zepsuł. Z kolei do wydanego równolegle Rogue podchodziłem bardzo ostrożnie. „Klon Black Flaga” - myślałem. Och, jakże się pomyliłem… Kupiłem go dość późno – jakiś rok temu i wspominam go dość dobrze (muszę go znowu przejść, tak swoją drogą). Przyjemnie było dla odmiany pozabijać jakiś asasynów (nawet ciekawie wyszła Ubi mechanika uważania na atak ze strony zabójców) i popływać statkiem po chłodnych wodach. W czasie między Unity a zakupem Rogue minęło trochę czasu, moje uwielbienie dla serii nieco przygasło… ale, ze względu na klimat XIX-wiecznego Londynu, dałem serii trzecią szansę i kupiłem Syndicate. Ale nie będę go tu opisywał, bo recenzowałem go na tym blogu. Jednocześnie trudno mi, póki co, oceniać najnowszą, wydaną zaledwie kilka dni temu, część serii, gdyż jeszcze w nią nie grałem (cena jest mocno zaporowa, o czym pisałem w zeszłym tygodniu), a i recenzje niewiele mi pomagają. Niemniej, znając moje przywiązanie do Asasynów pewnie i jej dam kiedyś szansę (czyt. jak będzie na jakiejś wyprzedaży). Kończąc muszę się Wam do czegoś przyznać – nie jestem prawdziwym fanem omawianej serii. Nie zagrałem bowiem w żadną „mniejszą” część – nawet minuty w nich nie spędziłem. W drugiej części wpisu będzie nieco innym aspekcie mojej słabości do tej serii. Do zobaczenia za dwa tygodnie!
  8. przemyślenia

    Aż takiego researchu nie robię - zwyczajnie zdaję sobie sprawę, że twórcy uwielbiają teraz "ciąć" gry, by potem mieć co sprzedawać jako DLC . Więc czekam na GOTY ;). To właśnie miałem na myśli pisząc o "paczkach za realne pieniądze w grze single player" :). PS. Dzięki za 870 komentarz :D.
  9. przemyślenia

    Też tak robię. AC - o ile będzie tego warty - kupię w wydaniu kompletnym. Opcją są też te wyprzedaże typu Black Friday :). Dla mnie tym wyjątkiem był Wiedźmin 3 :).
  10. przemyślenia

    To pytanie zadałem sobie kupując Fallout 4 GOTY i patrząc na ceny nowego AC (który nieco mnie ciągnie ze względu na sentyment do serii, o którym za tydzień :)). Nie jest niczym nowym (ani odkrywczym) stwierdzenie, że nowe gry nie są tanie, ale niekiedy nie można się powstrzymać. Ale czy nie warto jednak poczekać z zakupem? Przyjrzałem się cenom wspomnianych wyżej dwóch gier (cena AC pochodzi ze sklepu Ubisoftu): Fallout 4 GOTY (wszystkie DLC) - ~149 złotych Tymczasem...: AC: Origins – „edycja zwykła” (sama gra) – 249,90 (!) złotych AC: Origins – Deluxe Edition (gra + deluxe pack + mapa + soundtrack) – 279,90 złotych AC: Origins – Gold Edition (gra + deluxe pack + Season Pass – mapa – soundtrack) – 359,90 złotych AC: Origins – God’s Edition (gra + deluxe pack + mapa + soundtrack + artbook + figurka – Season Pass) – 429,90 złotych AC: Origins – Dawn of the Creed Edition (gra + deluxe pack + Season Pass + mapa + soundtrack + artbook + amulet + 2 arty + steelbook + figurka) – 649,90 złotych I o to mi właśnie chodzi – różnice miedzy poszczególnymi edycjami Asasyna są niewielkie, ale… spójrzcie na edycję za 430 złotych – jaki jest sens jej kupowania, skoro potem trzeba będzie dokupić do niej SP? Ja rozumiem, że gry to biznes, ale zrozumiałbym, że każda kolejna edycja jest bardziej wypasiona i przez to coraz droższa, tak dlaczego wydając więcej… muszę zapłacić jeszcze więcej, żeby mieć dostęp do „bajerów” tańszej edycji? Gdzie tu logika? Dobrze, że w tej cenie przynajmniej gra jest w pudełku :D. Dlatego odpowiedź na pytanie postawione w tytule wydaje mi się oczywista – jeśli jest się zwykłym, przeciętnym graczem to należy selekcjonować gry i kupować je dopiero w przecenie. Inaczej się najzwyczajniej w świecie nie opłaca (no, chyba, że komuś zależy na takich duperelach jak figurka czy amulet…). Jednakże, przy okazji pomyślałem o czymś jeszcze – do jakiego etapu doszła granża. To jest dosyć straszne (i wkurzające), że producenci wycinają z gry spore fragmenty, by później je „dosprzedawać” jako DLC (na które już narzekałem). Taki Cities Skylines (który mi się bardzo spodobał), gdzie o ile rozumiem duże dodatki, tak nieporozumieniem jest dla mnie: dodatkowa stacja radiowa? – fu pay me!; możliwość organizowania koncertów w mieście? - fu pay me!; 15 nowych budynków? – fu pay me!. Nie wspominając już o kwiatkach pokroju paczek za realne pieniądze w grze single player albo płatne mody... Co tu dużo więcej pisać – dopóki gracze będą wydawali kupę kasy na Full Wypas Edition z zadupiem bohatera, dopóty twórcy będą to sprzedawać. A reszta będzie czekać na odpowiednią cenę.
  11. emsm

    Kolejny artykuł, który w zasadzie jest wyłącznie zbiorem tekstów innych autorów. I to takim najgorszym możliwym, bo pisanym pod tezę (czyli nic nowego ;)). Jednakże, ten znalazłem nie w książce, a w Sieci – na stronie Muzeum Historii Polski (O.O) – tradycyjnie, link znajduje się na końcu. Przejdźmy do rzeczy: Zygmunt Płoszyński „Agresja gier komputerowych” (2012). Oczywiście, Autor nie wziął pod uwagę RPG-ów, gdzie (zwykle) jak najpierw kogoś zastrzelimy to nie poznamy np. lokalizacji skarbu albo później okaże się, że nie otrzymamy questa. Ale przecież wszystkie gry to shootery (gatunki też będą, nie martwcie się). Czy to oznacza, że Al Pacino w czasie roli Tony’ego Montany rzeczywiście wciągał tyle koksu? Nieźle… No, ostatnio jak się wkurzyłem na tłok w autobusie to wyrzuciłem z niego wszystkich przy pomocy Fus-Ro-Dah (szczęśliwie dla nich – na przystanku)! I od razu zrobiło się luźniej :). Polecam ;). Nie znam się na tym, więc zapytam Was – czym jest „plastyczny trójwymiarowy obraz”? I dlaczego Autor wziął ten tekst z książki z 2000 roku – nowszych nie było? I czy gry mają w takim razie lepszą czy gorszą jakość grafiki od filmów cyfrowych albo kinowych? Czemu Autor nadal siedzi w erze wideo? Odpowiedzi brak :(. Nie wiem kogo Autor ma na myśli, skoro kolejne zdania brzmią tak: Skoro stworzył znaną i (w swoim czasie) całkiem dużą firmę to chyba jednak doczekał się jakiegoś miejsca? Dodatkowo – przecież w np. 2009 roku Bushnell otrzymał nagrodę za „bycie ojcem gier” od British Academy of Film and Theatre! Dodatkowo - mogę się założyć (jak każdy gentelman – o grosza ;)), że Autor nie wie, że przed PONGiem też istniały gry… Eeeee... coś jest mocno „nie halo” z tym podziałem. Czemu kolejny (pseudo)naukowiec tworzy jakieś własne bzdury zamiast, bo ja wiem, zajrzeć do prasy branżowej/internetu? Szczęśliwie (?) Autor rozwija swoją myśl: Okej, nie mam się czego przyczepić… no dobra – mam: chyba w każdej grze jest jakaś sytuacja wyjściowa. Tak samo jak w filmach, serialach, książkach itd. W końcu to wszystko musi się od czegoś zacząć, nie? Jaki przypadek? Może chodzi o dopełniacz? I dlaczego gracz może wpływać na końcowy wynik tylko w pewnym stopniu? Przecież te gry polegały (i polegają) właśnie na… zdobywaniu jak najlepszego rezultatu! Ale o tym Autorowi nikt chyba nie napisał, bo ten tekst pochodzi z publikacji z 2001 roku. Co oznacza, że Autor wciąż siedzi w czasach automatów (czy raczej – ich schyłku), nie mając o tym pojęcia. Ten fragment jest długi, ale nie potrafiłem go podzielić – straciłby swój urok. O ile przy bijatykach jeszcze mógłby przyjąć to, co napisał Autor, tak opis gier „bij-zabij” (które chyba są FPS-ami, ale Czort Święty Izydor z Sewilli wie) mnie mocno rozbawił. Serio – „małpią zręczność?” Autor miał chyba wyjątkowo kreatywny dzień (choć to też nie są jego słowa – pochodzą z… 1999 roku!). W dodatku ze zdania wynika, ze bohater gry to „tylko” ręka i broń. Ciekawe, ciekawe… Zajmijmy się ostatnim zdaniem – czy ktoś ma jakiś pomysł co Autor rozumiał pod pojęciem „poszukiwacz przygód”? O ile pasuje to do RPGów, tak trudno tak nazwać np. Nico Bellica. Albo El Presidente… No trudno, żeby osiągnąć pełną symulację. Autor myśli, że przejście np. Euro Track Simulator na kierownicy mogłoby dawać uprawnienia do jeżdżenia TIRem? Nie, nie tak to działa (a szkoda ;)). Okej, tu Autor chwali. To dobrze. Szkoda tylko, że całkowicie odleciał z gatunkami – kiedy czytałem pierwszy raz myślałem, że ma na myśli gry typu „Cities” albo inne „Anno”. A tu chodzi jednak o „Symulator farmy”… albo „Symulator kozy” Kolejne mądre zdanie! Hura! I cały czar „mądrości” prysł… Tak, te dwa fragmenty następują bezpośrednio po sobie! I jeszcze, na domiar złego, Autor myli „przygodówki” z grami akcji… Ech… Dlatego lepiej „walczyć” z „ultrabrutalnymi grami komputerowymi”, zamiast edukować rodziców, nauczycieli i dzieci, nie? A agresja (szczególnie w szkołach) ZAWSZE była problemem, nawet w czasach sprzed gier (co może być dla Autora szokiem). Na tym zakończę obcowanie z tym artykułem. Szkoda, że jest to kolejny Autor, który nie zrobił NIC ponad kompilację mocno przestarzałych tekstów – jaki w tym sens? Obiecany link. PS. W czwartek blog osiągnął 80k wyświetleń. Dziękuję :)!
  12. z życia npc

    Twoja kandydatura zostanie rozpatrzona przez Króla Janusza XXXIV, Zrodzonego z Wody Ognistej po przysłaniu CV, listu motywacyjnego i kontakt do poprzedniego pracodawcy w językach: polskim, angielskim, chińskim, suahili, klingońskim, dalijskim, orcish i aldmeri. Po zapoznaniu się z Twoimi dokumentami odezwiemy się.
  13. z życia npc

    Król Janusz XXXIV, Zrodzony z Wody Ognistej zapoznał się z twą prośbą i pozwolił mi dopisać edit.
  14. z życia npc

    W imieniu miłościwie nam panującego Króla Janusza XXXIV, Zrodzonego z Wody Ognistej, ogłasza się co następuje: W związku z rosnącą aktywnością Ciemnych Sił, pojawieniem się Smoków oraz zniknięciem Caryny - następczyni tronu Jego Wysokość ogłasza, że poszukiwana jest osoba na stanowisko BOHATER Nasze wymagania: - bycie Wybrańcem, poświadczone odpowiednimi umiejętnościami i pisemnym zapewnieniem od Zakonu Tajemniczych Mnichów z Odległej Góry, na którą kandydat musi sam wejść, - przeżycie starcia ze Złem i ucieczka przed nim, - zaświadczenie od okolicznych właścicieli ziemskich o umiejętności zbierania rzepy, - zdolności walki bez znaczenia, - mile widziana amnezja i bezimienność, - niepunktualność i zdolność przedkładania pobocznych aktywności nad Ważne Zadania, - własne wyposażenie, - poziom bez znaczenia, - dodatkowym atutem będzie częste popadanie w konflikty ze strażą, - przyjmiemy też osobę z orzeczeniem o nekromancyjności*. W zamian oferujemy: - szkolenie opłacane z pieniędzy pracownika, - 75 exp, - uścisk dłoni od sprzątaczki w zamkowym holu, - uśmiech Króla, - 100 sztuk złota brutto od zadania, - umowę o dzieło, - Złoty Miecz Królewskiego Rodu (+1, 0,0001% ochrony przed magią) na lvl 1, - tytuł szlachecki (który niewiele daje i właściwie nikogo nie obchodzi), - super droga willa z widokiem na jezioro (znajduje się poza granicami miasta, w Jakieś Głuszy), za zakup której Bohater musi sam zapłacić, - badziewny achievement. Swoje podania proszę składać u nadwornego skryby w godzinach 0-24 w dni powszednie i w weekendy. Decydujcie się szybko, bo mamy już gnomy na to stanowisko! Z poważaniem MajinYoda Nadworny Skryba na dworze Króla Janusza XXXIV, Zrodzonego z Wody Ognistej *Osoba z orzeczeniem o nekromancyjności otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 85% proponowanej stawki, zgodnie z art. 34, pkt 67 Królewskiego Kodeksu Pracy
  15. msm

    No co Ty - przecież wszyscy wiedzą, że tylko w grach i bajkach jest (tfu!) pornografia! A w muzyce jedynym złem jest metal :). Do tego - animacje tworzy się tylko dla dzieci, a jak dorosły coś takiego ogląda to: a) jest rodzicem; b) jest niedojrzały/zdziecinniały. Innej opcji nie ma :P.