Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'film'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Centrum Organizacyjne
  • Wszystko o CD-Action
    • Magazyn CD-Action
    • cdaction.pl
    • Robimy grę
  • Akademia CD-Action
    • Dziekanat
    • Kurs Unity w CD-Action
  • Gramy
    • Dyskusje o Grach (PC i Konsole)
    • Ogólnie o Grach (PC i Konsole)
    • Gramy w Sieci
  • Pomocna Dłoń
    • Gry PC
    • Gry Konsole
  • Nie tylko gramy
    • Porady dla kupujących - dobór sprzętu
    • Sprzęt i oprogramowanie
  • Hyde Park
    • Forumowicze
    • Kultura
    • Strefa Kibica
    • Sesja RPG
    • Zagadki & Zabawy
  • Off-topic
    • Luźna jazda
    • Humor
  • Targowisko
    • Forumowy bazar
    • Ogłoszenia i eventy
  • Archiwum
    • Kosz
    • Tematy archiwalne
  • [REKLAMA] Lenovo TechZone

Calendars

  • Wydarzenia ze świata gier
  • Community Calendar

Blogs

  • To mój blog. Wynocha!
  • geminho!!!1!1!
  • Dobra Huta
  • Takie tam różne... czyli blog allora
  • param-pam-pam
  • A idź pan w pyry
  • Moja Tura!
  • Yare yare daze...
  • Random Sanity
  • Cardistan
  • Okruszki Gofruszki
  • I think it's Kagexable!
  • Lord Nargogh's Nuclear Reactor
  • Bloguję bezkArnie
  • kab.log
  • Z czwartej renki
  • M jak Migrena
  • Sleeskość Kontrolowana
  • Follow the fishies....
  • Kajzerkowy Blog
  • Gralnia
  • śmierć na klawiaturze
  • BipekBlog
  • Poetyckie myśli głupiego kota.
  • Prymitywne hipotezy
  • Zabugowany blog
  • Kącik Wiedźmina
  • Królestwo Czegośtam
  • Ortheon
  • Face the consequences!
  • matidop PC Blog
  • AKWARIUM
  • Uwaga niejakidonjm!
  • Tu nic nie ma...
  • Spaczona Przestrzeń
  • Aktualnie brak pomysłu...bywa...
  • Samo Zuo
  • Opowieści dziwnej treści...
  • Kajowo - Odlotowo
  • doki doki
  • Antyświat.
  • Cienistość Cienia
  • ------
  • Tako rzecze Arglebargle
  • Blutok
  • McKov zrzędzi...
  • Blog_Reya
  • Trzy po trzy forumowicza Kejn-a
  • *****
  • Rup place
  • Darkness... burning and screaming!
  • Invisible in World
  • to i owo - mistewowo
  • Felietony i recenzje - bo warto pisać
  • Niziur
  • Sparta
  • O grach hardkorowo
  • Prestidigidatorium
  • Blogowe aTezy
  • Blog. Taki do czytania
  • The Path of Kathai
  • Yilmaz Blog
  • C00L3R Blog
  • odyniec15
  • Groteskowo o tym co... głupie
  • Paulie.fm
  • Blok
  • przeMOVIEłem
  • Evunio
  • Gameforever
  • oksyakszionBlog '
  • .?.
  • HMU'Electric Power
  • Tawerna "Kopytko"
  • Tematy (nie)ważne i (nie)poważne
  • O wszystkim... i o niczym
  • Dookoła ...
  • kafarek15Blog
  • Niukem
  • DivzBlog
  • 10 Krąg Piekieł
  • Blog Denona! Buahahahaha!
  • Kristhebest z blogu blog.kristhebest.com
  • Blog scripta
  • kamilek1111Blog '
  • Ciao ;D
  • kudlaty
  • BlaznikBlog
  • O wszystkim i o niczym
  • Orth
  • Matej - Arsenal i nie tylko.
  • Terefere
  • Re.Mo.Nt [alexiej's BLOG]
  • Sweet
  • Blog o niczym
  • GM
  • ...
  • Grafomania smoczego rycerza
  • Podróże wszelakie w inszościach płytowych...
  • loccothan's Blog '
  • BlackElfBlog
  • blabla
  • opti's corner
  • Wstać, przeżyć, położyć się spać
  • CrystalisaBlogzz
  • Podwórek żaczka
  • Tłiterek Darusia ;*
  • Sala tortur
  • Cubass Blog
  • daIM09Blog 'Gierki i mnóstwo innego!
  • Niekończąca się opowieść
  • Ranndolfowe zUo
  • Dreamshop
  • Jak to miły dzień zamienia się w . . .
  • Formuła 1
  • Lorderowy blog
  • Co by tu teraz...
  • HrymiMakosowo
  • Rule Britannia!
  • Refleksje
  • wiwat rewolucja by Panmroku !
  • Res Publica Cynica
  • Aranor's World
  • Wojtula Blog'
  • Coś maszkytnego
  • Dark_ziom
  • dzoBlog '
  • Kroniki trollowane
  • BartholomewBlog '
  • MaThX KnIgHt! BLoG
  • My Blog! :P
  • Carl Gustav
  • Jama na Za...rzeczu
  • Domek z piernika
  • Co mi do łba strzeli?
  • DaVidEx1Blog '
  • Sarkastycznie i bes sęsu
  • Gorzkie żale - wersja hardcore,
  • From Wr0(Ł4w with L0V3
  • Blog którego nie ma
  • Prosto z życia
  • seqtion
  • O wszystkim i o niczym
  • Growe przemyślenia
  • Tu się zgina dziób pingwina
  • all_about
  • Gry na Pc :)
  • Zagłębie Wiedzy
  • My Own Little World
  • Niepoważnie poważne sprawy
  • Zwariowany świat Dandysia
  • Oczyma tego innego
  • Przemyślenia i takie tam.
  • Blog Shuana Zuestrode
  • Cor CornelBlog '
  • BANAN... i jest impreza!!!
  • Antypiec
  • Głupota tygonia
  • Pawsik20Blog '
  • Vegetowy Blog - taki gópi jakiś...
  • Krótkie historie
  • Blog mój
  • Amatorskie Fantasy
  • Gry, a my
  • The New Revolution
  • DristenBlog
  • Blog Diomedesa
  • CyB3rWoRlD cyberświat
  • Komputery
  • Idiotyzmy i inne mądre rzeczy
  • Wąskie Spectrum
  • del1010
  • xd
  • Mac70 gaming blog
  • xbox 360 blog
  • O książce słów parę
  • luki970Blog '
  • Przemyślenia moje na tematy gier wszelakich.
  • GRY i nie tylko :)
  • buhahBlog '
  • nadgnilykangurBlog
  • Peger's Life
  • cahiro
  • Uciekający pociąg
  • Jumpstyle blog
  • Blog zimny jak ręka węża
  • kielczakBlog '
  • Gry Online? '
  • Lineage 2
  • NightPlayerBlog '
  • modernwarfare.pl BLOG
  • Tomasz_987 Blog
  • luqasz1234Blog '
  • U artooD2
  • Niedzwiedzi blog
  • snajper2Blog '
  • Mindsturbation
  • kluiwertBlog '
  • Smaczny WaFeL
  • dambo86
  • Michaelrplus
  • Mr.B:Minirecenzje.
  • World of News
  • Lamb3rt
  • Nerve - Bo nuda doskwiera...
  • Himo
  • Kinomaniak samozwaniec
  • PowerRanger
  • zwykłe gadanie;)
  • Ai shiteru..
  • umklajderBlog
  • Humor
  • Polish community
  • Tyran997-Przyszły redaktor(przynajmniej mam taką nadzieję)
  • Widelec ci w oko
  • Był sobie blog wielotematyczny...
  • DarkbmBlog
  • Mezzo's Blog
  • FormulaBlog '
  • KONAMI OTWARTE NA ŚWIAT
  • Nick Wazalski
  • Ds Lite czy Dsi
  • Mój dziennik
  • Anime-Shinden
  • GryphonBlog '
  • O wszystkim nie o niczym
  • Przemyślenia
  • ScoutyBlog '
  • Pogląd na świat okiem myśliciela
  • Soutysowo
  • Przemyślenia...
  • Notebook do Gier
  • Jasiek - Moje Myśli
  • Ja a sprawa II
  • Jak zepsuć komputer i przeżyć.
  • Giery i inne
  • RovixBlog '
  • Monkusiowy Pamiętnik
  • Skowex's Football Blog
  • Kserror
  • Strefa Chaosu
  • Przemyślenia Brzeszczota
  • Bart950 Blog
  • Moje NWN
  • grayfox8847Blog '
  • Adamooo [Blog]
  • Blog Istrandira
  • Moje 'życie w kompie' :)
  • Filmowy blog Devnull'a
  • CoswortBlog
  • Blog autorstwa idioty o nicku Slababateria
  • Kociarnia
  • Think Pink!
  • y0
  • Beznadziejnie bezkresny
  • Daj dzieciom klocki
  • Zatha's blog
  • Jigsaw08Blog '
  • KnightTigerBlog '
  • BOW - Blog o wszystkim
  • Baluka Blog
  • N/N
  • Proszę o skasowanie bloga
  • Borys Blog
  • Cover'
  • Xsero99Blog '
  • Różności różnorakie,
  • Projekt Nowy Świat
  • XinSosQ Blog
  • Nornikowy C_walk
  • Mcrr presents...
  • W życiu piękne są tylko chwile...
  • VorthlokkurBlog '
  • mortyr 3
  • O polskich absurdach
  • rylomen2
  • ACABBlog '
  • Ja tu tylko sprzątam...
  • Odmienny stan świadomości
  • KhazarOne Blog
  • Bajorambo's Blog
  • KPW
  • Diablo
  • kornel37Blog '
  • Modulator Antyfana
  • Maximus22Blog '
  • ReggaeBlog '
  • niedlubwnosie
  • XxXxX17xBlog '
  • O wszystkim.
  • Gamepad
  • Some stuff
  • EverBlog
  • World of NES
  • przxmekBlog '
  • GAME OMEN
  • Blog Groma
  • Czarna Biblia Pawlaka
  • Maj blogasek ^^
  • Blog Alternatywny
  • ProGramer Blog'
  • dUCK HUNTING
  • The Old Samurai Blog
  • growe rozmaitości
  • Co piszczy w Zwojach Starszych
  • xbox*3*6*0*
  • mimu11ograch
  • Life style!
  • Jama Dzikich Wenrzy
  • Księga Trahall
  • McmilanBlog '
  • Być jak...
  • lionexBlog '
  • WNWM
  • Blog Nastoletniego Polaka-Emigranta '
  • MyBBlog
  • SKAWalker Blog
  • Konsola do gier ?!
  • Kazzpi Tales....Moje przygody w świecie:)
  • FiFaa's Blog
  • Fable-NIEzapomniana opowieść
  • WITAJ NA MOIM BLOGU !
  • Marcin Przybyłek Blog
  • 4pancerny
  • Pieskie Popołudnia
  • PoLitBlog
  • O wszystkim i o niczym
  • Ja tu tylko pisze...
  • nabukadnezarBlog '
  • Medzik Gear
  • krzemień
  • sahmed
  • Felietony
  • Watching the world thru foresight.
  • Kicz projekt
  • Blog Malkontenta
  • Dzikie Pola
  • www.giernizon.pl
  • gienadijBlog '
  • Blog w pełni (nie)normalny
  • Żółwieblog
  • free2talk
  • Galaktyka Verdan'a
  • BlogRacjonalisty '
  • Kącik twórczy pana Trupka
  • Wyimaginowana Imaginacja
  • " Bo to jest Hardkor ... "
  • Ludzikowo
  • 506
  • (Nie)Poważny Blog
  • Cavern of Misunderstanding
  • NoiRioN's Headquarters
  • Ojej, mam bloga ;0
  • Impreza bez alkocholu to Zło?
  • Dante1988Blog '
  • ArakaelBlog
  • ChosenOne, czyli o mnie i koło mnie!
  • Sky might fall.
  • Co w BF-ie piszczy...
  • Kij ci w [tu wstaw część ciała]
  • rymek1987Blog '
  • Poprostu..
  • LordRPGBlog '
  • Ludzie, ludziska i taborety...
  • dePtyszowe przemyślenia
  • Tito1993Blog
  • Abonent czasowo niedostępny...
  • !JS&HS&HC4Ever!
  • Polska Rzeczywistość
  • SmokinXardas - blog
  • ArmedonBlog '
  • PabloBlog
  • Szumi płyta z Wosq
  • Kącik gracza
  • Y?
  • anakkinia
  • queertinBlog '
  • High Life
  • Cyfrowy bohater - historia prawdziwa
  • Prawdziwa muzyka i nędzny kicz
  • Matrix5050 przedstawia...
  • Wszystko
  • Po prostu blog.
  • Blog Galanota
  • luki6184 game Blog'
  • grynewBlog '
  • baks2501Blog '
  • Sciassa Blog
  • Ziom-konserwa
  • Pierdoły Sebuch(1997)
  • Wookashen Blogen
  • karpczonisko BLOG
  • Mój blog
  • jahmaican
  • Kubusiowy blog kubusia puchatka
  • O niczym, o wszystkim i o sosie czosnokowym.
  • JCwasazombietoo
  • Slipknot 20Blog '
  • Mikolaj - Ganje czy inne szatany
  • uncleSam jak palec
  • Metal Around The World
  • Rennard_Blog
  • Smętne pejdże
  • JUST MUSIC!!! \m/
  • Po Prostu Czuher
  • Green Day
  • LeonThePunisherBlog '
  • WilczurrrBlog '
  • Siedziba Prezesa
  • Całe stadko moich wpisów...
  • [T].[O].[R]
  • Garrysmod
  • Chwytliwa nazwa...
  • Kronika Lorda Josepha
  • FILERY!!!
  • Orbita
  • Szokoloko-Blog's
  • Blog!
  • pełni zUa i mHroku :D
  • MixSus
  • Teksty Peina, pisane pod wpływem P(e/a)in Killerów. :]
  • Patryq92
  • marko1190Blog '
  • Blog Repty-czyli hattrick i buzzerbeater
  • Dobry wieczór, czołem i cześć
  • Brudnopis
  • Blog by MarcinWrc
  • Find Whatever You Are Looking For (or get the Hell out of here!).
  • Co myślisz o koncercie Madonny ?
  • Left 4 Dead i nie tylko
  • S.T.A.L.K.E.R.
  • BiDU Blog
  • Oska0806Blog
  • GenowefaPigwaBlog '
  • Recenzje gier PC
  • Awruk
  • Gorest blog in da world!
  • Biegnące Zło
  • buHaHa
  • Yoo041995Blog '
  • Bloguś
  • Świat wg Tartina
  • BLOGEREk
  • SamNieWiemCoOTymMyśleć
  • Dark Side
  • imadloster
  • Syndrom Różowej Kaczki
  • Mike15Blog '
  • MrsQperekBlog
  • StyLEEEr
  • Eterek w eterze.
  • Takie tam myśli...
  • Śmieszne
  • Coś o niczym...
  • Filmharmonia
  • O dwóch takich, co im pisać się zachciało
  • W gorącym cieniu na miękkim kamieniu
  • YoruichiBlog ^^'
  • Moje kolejne ciepłe miejsce...
  • Blog, którego nikt nie docenia - darktangram
  • [bip]
  • Kinder metal... "danke szyyn"
  • cRystaL's BLOG
  • Moje 'coś'...
  • kubicafanBlog '
  • wiedzMinka
  • .
  • Kongo-Bongo
  • Age denerwuje ludzi
  • Infraczerń
  • Kumbajn do kopaczki
  • Razmyszlenija
  • Blog jak wszystkie inne...
  • Blog o czymś czego nie ma
  • pomyje
  • sepekBlog
  • To jest Blog 14 latka ktory mysli nad powaznymi tematami
  • ---
  • Blog pisany z nudow dla ludzi ktorym nie przeszkadza ze ten blog jest po prostu gupi!!!
  • Różności
  • j3dwasBlog '
  • Uroborosik
  • Siedziba Altair'a
  • Blok by Jakub
  • readerBlog '
  • Blog Leginka
  • AboutEwe
  • Kh4ladr1nBlog '
  • GRY FILMY INNE TYLKO NIE KSIAZKI
  • Na bierząco
  • Katastrofa
  • Ruhisu's corner
  • Knockersa Blog
  • Cyngiel
  • Yakus!
  • Artmasakra
  • Blog o Batmanie
  • Luukasz
  • Karools Bloog
  • CoD4:M W i o grach ogółem
  • La Fidel Bl0GgGeQ xD xD
  • Sonatica'
  • World in Conflict-(nie)boska rzeźnia.
  • Blo(k/g)owisko
  • Rock And Roll Ain't Noise Pollution
  • SithRock
  • kuzyniBlog '
  • MofoBlog '
  • Kącik PanaPawcia
  • Pracuj na Zwycięstwo
  • Wypociny szyderczego chomika-furiata
  • Me wypociny - mądrę lub nie mądre
  • Kolejny dziwny blog!
  • LicherPub
  • Wypalony lulek...
  • Szkoda Gadać?O_o
  • xyz
  • DarkBlogBanned
  • Reggi's Blog
  • Blog
  • Ad-MBlog '
  • GrzechulioBlog '
  • MackyBlog '
  • Banan3k & Blue Story
  • Maju
  • Ściana Wstydu
  • Post Bay
  • Cart is not moving!
  • ŚMIECH TO ZDROWIE !!!!!:P:P
  • Qulturalny blog
  • Sgt. Filip G. Chaos
  • Nowinki na temat Fable 2 i nietylko
  • Blog Liska ;p
  • Opowiadania
  • A se Wielo zrobił bloga! A so!
  • BlogTV
  • KogutEX
  • Gry i .....Gry
  • Cicer cum caule
  • Gaming Pr0 :)
  • WTF is goin on ?????
  • Bionic Commando
  • Runes Of Magic czy gra na miane gry 2010 roku ??
  • WIEWIOREK1111Blog '
  • karniak97Blog '
  • Kogel mogel
  • shains i biadolenie...
  • Pamiętnik Zwykłego Nastolatka
  • I_LOVE_Q-DANCE
  • Peace and Love
  • a ja myślę że...
  • Culus, anus - pupa blada !
  • Świat oczami 15-letniego dzieciaka
  • Phantoka
  • blicker
  • Rozważania Dawida
  • "To jeden mały blog dla człowieka..."
  • rajan1gnoBlog
  • tragikomedia
  • Konsolowiec
  • Przeglądamy sieć!
  • Kot Schrödingera
  • Unnamed Blog, Czyli Blog NoNamePL :)
  • GamesBlog
  • Game (P)Ower
  • wine
  • ReyMysterioBlog
  • MordredBlog
  • Hmmm takie tam...
  • Milan
  • ocb? Czyli co w trawie piszczy.
  • GarosS PresentS
  • My grey life
  • Hackers- Still a Problem
  • Bloczek NerQi :)
  • Warhammer Fantasy Battle
  • Klasyka czyli krótko o starych grach
  • all of this stuff
  • Mr.D
  • Tytanit's Blog
  • MóJ SłItAśNy BlÓgAsQ
  • <Bez nazwy>
  • KarlossssBlog
  • O wszystkim i o niczym
  • KulturraBlog'
  • Wypociny Starszyny
  • Sonic Y xD
  • MM25Blog '
  • Kacik LoL'a
  • left 4 dead : moja twórczość
  • Jacek szaleje
  • Witam was w rzeczywistości
  • Piractwo
  • LokenBlog '
  • kluka mówi
  • Turris Salantoris
  • Eliandir's Corner
  • Uwaga! Luksio mówi
  • Naruto-Fan
  • Venomous
  • torque o MMO
  • SwiatMurmakuna
  • blog-teofi7
  • by hawaiisurfer
  • Flow PDA
  • Argo
  • AkaiBlog
  • Mandżurskie Stepy
  • QFANT
  • Radio ChrupMaster
  • Zielony333Blog '
  • Nasza-Pasja
  • Quasi-blog
  • Ciężki blog muzyczny
  • Blog Skarpety
  • Blog Diriana
  • Wypociny redaktora-studenciaka
  • Perezzowskie wywody.
  • 1945
  • Seblordion
  • Sport
  • TaeKwon-Do's BLOG
  • IKillYouBlog 'MMORPG
  • Dark Orbit
  • smoki i takie tam
  • Wrestling
  • argh... gra'hamka
  • AteretBlog '
  • Dżungla
  • Pes vs Fifa
  • Project: Fate
  • KOMORA GAZ(S)OWA
  • GameBlog
  • Przemyślenia Paszczaq'a
  • Wawus
  • bartek1042
  • indieBlog
  • valdDraculaBlog '
  • O wszystkim i o niczym
  • witeneo
  • Otwarcie o Otwartym
  • Wiedźmińska Nora
  • Polacy
  • Wassup?
  • AspazarBlog
  • STARE GRY ALE JARE
  • Orzeźwiająco.
  • <unknown blog>
  • Spowiedź człowieka z kupą w nicku
  • strategia
  • Blog H4ntera
  • Do szuflady pisane
  • Mój chory świat
  • Perzyna Mistrzowanie
  • Kąt z felietonem w tle
  • matstu
  • Ranking najlepszych gier by Masterfighter
  • agausia95blog
  • Polska
  • Mysterm
  • m4aris
  • gambiterBlog '
  • Nie wiem, co tu wpisac..
  • I tak i nie.
  • Prawie jak Blog
  • raziel6Blog '
  • MOSKA165LBlog '
  • MOo I NIE TYLKO
  • Krótkie Odcinki Cykliczne
  • cacum3
  • Otwarty na świat
  • AlesscaBlog ' Żelazne szczęki?!
  • All & Nothing Blog
  • Okiem Dabu
  • Konoha Kącik Shinobi
  • O wszystkim i o niczym
  • Wciągający Tytuł <3
  • Gniazdo Łabędzia
  • Life's A Laugh And Death's A Joke
  • Tymonus
  • Kuźnia życia
  • Warsztat
  • 77DPPP
  • no.drinking.please
  • Penspinning Blog
  • Who Is Da Best, huh?
  • Ekoblog
  • Pod rozbrykanym Flexem
  • Wypociny i Wymiociny
  • prawda o metinie2
  • Pod Wpływem Kruka.
  • Coś o niczym i odwrotnie
  • GoldWhiteBlack
  • Siedziba Beliara
  • Gato Blog
  • Blog z jajemXDD
  • System of a Becher
  • Pierdoły i inne Chochoły
  • ChupaChuck
  • 95rapfanatyk95
  • filozofie
  • Krzysztof Padzik(mój pierwszy blog)
  • Relatywnie o wszystkim
  • Krucjata Zielonego Skutera
  • maniAk87
  • Opiniotwórczość.
  • Molo22Blog
  • Nie mam pomysłu na nazwę :)
  • Blog o wszystkim
  • Arghhh....!!!!
  • Diabeł Może Płakać... Zapłakał.
  • GumisIwo
  • Franksladestein
  • Idealny
  • Blog Krex'a
  • O wszystkim i o niczym.
  • Nico
  • MotorWizja
  • O wszystkim I O Niczym
  • Wielki Marsz...
  • Piszę, bo lubię.
  • TechnofiliaBlog '
  • Liście Konohy
  • Airsoft, Gaming, Books and much more...
  • Mashtre blog
  • Miśkołaj
  • ZNiKoBlog '
  • Grzeszna Oaza Niepokoju i Babcinych Pierogów
  • ikkamBlog '
  • Nasi bohaterowie
  • Karczma u Rifemana
  • GarrysMod
  • Dark Shadow's Soulforge
  • kącik twórczy
  • Unknown
  • Sala Tortur - Blog Pafnucego
  • Devcon Blog
  • Raptor's Gaming Blog
  • Frets On Fire Satanic Edition 2
  • rgverhBlog
  • Po Prostu Blog dla Ludzi
  • Blog, którego nie ma...
  • Krytyka z średniej półki
  • Nie mam pomysłu na ciekawy tytuł, więc tytułu nie bedzie
  • HmmBlog
  • Chantre
  • Karo's Blog
  • Vault Cafe
  • Gierkownia
  • Pierdoły
  • TheWorldOnMyEyes
  • Świat Snuffera.
  • matiYaZXBlog '
  • Wesołość zestawów Vobisa
  • Dlaczego żyjemy?
  • Vendetta...
  • 'This my kinda shit'
  • PavellusBlog '
  • Fanatyko Blog
  • blog z humorkiem
  • mój blog
  • bL0? '
  • O metalu i grach.
  • .
  • PalmowskiBlog '
  • Mass Effect and others blog
  • FatmanBlog '
  • Pamiętnik Amigowca
  • wszystko i nic
  • Mój blog
  • LordC@fe
  • Tunning PC by FMC
  • Blogumił
  • Blog bartezika
  • wiesniak@Blog.FA
  • Ladies eye
  • !!! BLOG !!!
  • Pod Złotym Kuflem
  • Świątynia Mroku i Innych
  • Kes blog
  • Fantasy & coś jeszcze
  • Dziwne wieści o (nie)zwykłej treści
  • Życie w Madrycie
  • kingkongblok
  • Mój blog
  • Świat Według Gawryla
  • Tales of the monkey land
  • O wszystkim i o niczym
  • Taby dla Hardcora
  • de tajms
  • Stare śmieci...
  • aguti
  • Królestwo FPS czyli co mi i wam sie podoba
  • Greenpeace
  • Never Give Up
  • Blog Waka_Waka
  • Madness and me !!!
  • Prawo gier komputerowych
  • Kuber10 Blog
  • snoboddy's CDA hołmpejdż
  • Transparentny blog
  • 6B6A6T
  • Hannibal
  • DridBlog '
  • Still loading... Please wait
  • MrWizarDBLOG
  • Świat wg. Baqazana
  • Niespokojny Duch Feadiiin
  • Lopezito
  • Jaskinia Tołdiego
  • NiesamowityGrzegorz czyli recenzje, newsy, opinie,
  • CZYTELNIA SUBIEKTYWNA
  • CTRL85's blog
  • Blog Krytyka
  • spookykid
  • Newhope o grach, prosto z mostu...
  • Jak byc ZŁYM i zabijac,mordowac i gwalcic ludzi i znęcac sie nad bohaterami
  • This is Imagination!
  • Muzyczny Świat Xial'a
  • intelektualne pomyje
  • Strefa buntowników
  • Nastoletnie przemyślenia
  • Co myśli Lochek?
  • Croaton
  • Bajki Goofy'ego
  • Łokciem w oko
  • Hymnia
  • Abecadło od Kuchni
  • joker1979Blog '
  • Mój blog (Lordi).
  • Blog Łukasza
  • Phellema Kącik Literacko-Fantastyczny
  • Shakal132Blog '
  • Różne Różniste Różności
  • Mój Blog,Moje Przemyślenia
  • Komputer- Mój Przyjaciel
  • Hołka pogląd na gry z zewnątrz
  • Kogel-Mogel
  • Green Blog by Grenstw
  • Dzienniki Niegwiazdowe
  • Dead Island
  • fredek86_Blog
  • True
  • Pokój 211
  • Odmieniec
  • Palpfikszona Podróże Kosmiczne
  • blog tadzia
  • my almost never used blog
  • According to Cromell
  • My - History
  • Blog o wszystkim i o niczym
  • O wszystkim i o niczym
  • Mój blog, czyli...
  • Blog Valudaxa - po co się zastanawiać nad nazwą?
  • mraugust blOOg
  • zaknaifen
  • The World Of...
  • Out of Logic
  • nemesis666Blog '
  • Dzwienkoswit Tower
  • Wszystko o Fantastyce
  • I'm your father Luke.
  • Kędziorkowe wywody
  • Ginek's Blog
  • Kultura
  • Professor00179Blog '
  • Kto gra w diablo 2 LoD w sieci
  • Blog Majczela
  • DrHappi Blog
  • Wszyściuteńko
  • Tu powinna być mądra i ciekawa nazwa blogu...
  • Uwaga! Ten Blog jest głupi!
  • lol
  • piotr1963Blog
  • WhatTheFuckBlog '
  • PanPatok Blog
  • marsjanBlog '
  • Życie ...
  • Football absurd
  • Inna perspektywa
  • Classic Rap
  • MichanjoBlog '
  • Prywatna pieczara Reffana
  • MindFreAk Blog
  • Vivian's Review
  • matti2o8Blog '
  • rybaslawoloBlog '
  • Perezihno
  • neutralny225 BLOG
  • AdrianBBlog '
  • Blog Airsoftowca
  • Śladowe ilości orzechów arachidowych
  • Ufarzam, rze...
  • La Bulle Française
  • ElitesofNation
  • s3lwynBlog
  • Piłkarski Misz-Masz Jamajci
  • Przeciwko Głupocie...
  • Flejmowe fanaberie...
  • keeveek blog
  • Eee,co ja tutaj robie ?!
  • Second Opinion
  • unbearableBlog
  • blog syna trojana
  • jaxooBlog '
  • Blog nogaczka
  • Pumba
  • Cragir Blog
  • Goloman's Blog
  • Szuflada
  • Po Prostu JA ^^
  • BogartBlog '
  • ET-Mapping
  • RafalL zwany Lisem
  • Jestem wylewny.
  • Patykowe opowieści
  • RESIDENT EVIL 5
  • Rzeczy różne
  • GuitarSlaveBlog
  • karol123Blog '
  • My playground
  • TwixBlog
  • Blog-
  • The Akkak's Show
  • Bzdurowango
  • Odellowy blog krótki i na tematy wszelakie
  • DarioBlog '
  • EVE Inside
  • Kopalnia Brylantów
  • Spriggs Blog.
  • Ciastkowo
  • Zonk?
  • na razie nic:P
  • Honorowy Blog
  • Kącik Kazamy
  • rystoRBlog '
  • O waszystkim i o niczym
  • PajęczynaKomiksu
  • No Casuals Allowed.
  • livewireBlog '
  • .
  • the Mona słów kilka
  • Strefa skażenia
  • Pełna Kultura
  • Takieżycie
  • Code Lair
  • Segmentum Frustratum
  • bSome1
  • Różności z życia wzięte...
  • DarkNeoBlog '
  • komentarze do życia polaka licealnego
  • codzienność
  • Blog Kajota piątki
  • GadziuBlog
  • Gameing
  • Verba volant, scripta manent
  • Życie Sekretne
  • Over Nine Thousand!
  • Kagema68Blog '
  • Ponury
  • >imblyign
  • Blog of Bowler
  • CalendarmanBlog '
  • Pitupitu
  • Pirackie Życie
  • Mechy i takie tam
  • Oszukać przeznaczenie 4- minirecenzja
  • meinsidemyhead
  • Blog nudy
  • Inaczej...przez ze mnie :<
  • Axis Powers Hetalia
  • DarkAvangerBlog '
  • Klara forever :)!
  • PolakBlog '
  • RustinBlog '
  • MasterKillerBlog '
  • BlizzBlog
  • Pewien Pat Ma Pogląd Na Świat
  • Subiektywne dobro
  • Zapamiętaj! Glonorost to syf nieziemski!
  • CopperNick Blog
  • Combat Operations Specialists Attachment
  • As w Rękawie
  • Shrek4Blog '
  • Karrmelowa Stajnia
  • Na temat World of Warcraft :)
  • Rox blog
  • The Sebuuu blog x]].
  • Spis MMORPG
  • Doker's blog
  • MLJABlog
  • grecki
  • W budowie :)
  • prośba :(
  • Szymoniasty Presents!
  • Od lat 3.
  • melon1992? FA Blog
  • Frashoot
  • ...
  • Stragan Z Kebabami
  • Mój Świat
  • TwardyPiter
  • RPGownia
  • Metal blog
  • BloggingArcHeR
  • Blog ARkanuma
  • Liryki rozmaite
  • DarkMatterBlog '
  • darekbiskupBlog
  • Bluzgi
  • Ogłoszenia Parafialne
  • Chałtura
  • Kenaj94Blog
  • Project Gwyn '
  • Kraaanik
  • SwEeT BlOgA$$eK
  • KonokoBlog '
  • Gaming Corner
  • Co mnie wkurza?
  • Made in Heaven
  • Blog o filmach
  • stef1994 recenzuje gry
  • GarretBladeBlog '
  • Zero kamienia, zero bakterii
  • whiteiwan blog
  • Atomowy Świat
  • Marty_Key - Blog
  • Error 404
  • intoYourhead' notes
  • adam341's blog
  • Sprawy różne, zażalenia, urodziny, głodni wystąp.
  • Kącik nie-do-końca-artystyczny
  • Nikt nie mowił, że bedzie łatwo i słowa dotrzymał.
  • Dill Productions
  • Wataha Wściekłych jamników
  • Blog o grach?
  • Kraju
  • Blog NintendoPassion
  • B-Krev
  • dajmoonBlog '
  • luk3rBlog '
  • boriator
  • Strumień świadomości
  • Blog kabuto872(o papce i buraczkach)
  • Czopowisko
  • Yu-gi-oh karty
  • Jaskinia Filozofa
  • Bonq0 GoLb
  • Dooosu'ownie i w przenośni...
  • Raiven Blog
  • Blog Barr'a
  • Skrzynia z łakociami
  • Artplikacje
  • Wieczór z Planktonem
  • Wstać proszę! Szefu idzie
  • Sprzedam używaną GeForce 8600gt 256MB
  • O wszystkim i o niczym
  • m5
  • Jarro multiBlog '
  • Espi's blog
  • Drzewo na Rozstaju
  • Stary bunkier
  • Blog o wszystkim po trochu
  • Kąt
  • Świat według VVojtasa :P
  • Bocianie Gniazdo
  • Nafalem Blog
  • Kącik Naprawy Rydwanów
  • Blog imć Rączki
  • Chciałem powiedzieć że...
  • Szkolni Wykolejoni
  • Nie kupiłem pomysłu na obiad...
  • Blog Polskiego Gracza
  • SheldorBlog
  • Club Penguin - Czyli coś dla naszych młodszych kolegów i nie tylko
  • Kupek166Blog '
  • MiskulorBlog '
  • ParalitaJestTroopem
  • Just Me
  • Limbo
  • jkowalski614Blog '
  • Sefnirlandia
  • Nazwa zastępcza '
  • Niesioła blog
  • mahBlog
  • VKDolegaBlog '
  • kamoko112
  • Death Poets Society
  • DarthWaderBlog '
  • 404
  • xDante Blog
  • Fuadex blog
  • goliatblog
  • Hałkowe Przemyślenia
  • Very unpleasant place...
  • To jest moje zdanie, i kropka.
  • Loukasz
  • anonim127 Blog
  • PS3 VS XBOX 360
  • Kącik artystyczny
  • /home/Obeus
  • Kącik League of Legends
  • lamborginiavatarBlog '
  • Xrasnoluda opinii kilka
  • Przemyślenia By Fanat1c
  • W Razie Czego: Gry!
  • Danmcrea
  • M47
  • poCONVERSE'ujmy o...
  • FreemonBlog '
  • Życie I Śmierć.
  • Blog subzero1996
  • TheChosenOne
  • To blog?
  • Przemyślenia Wrott12
  • Słów kilka,
  • denar16Blog '
  • Vintar's Blog
  • ?
  • Olgierd Blogasek
  • Bo dobrego nigdy za wiele!
  • Manga Work
  • segal226Blog '
  • juke
  • Tawerna pod Rupieciem
  • It Ain't Enough
  • rebeliantSvJBlog
  • bartek99113Blog '
  • Demotywator-Ogólnoświatowy
  • O wszystkim i o niczym
  • CommandoPlBlog '
  • Byond
  • Wojenny blog
  • Piaskownica
  • Dr.InDespair's Blog
  • GEKONEKBlog '
  • SlimmiteBlog
  • AdharBlog
  • Blog
  • Lej po bombie
  • wladyslawBlog '
  • Ucz nas! Hitori-sensei!
  • Z kulturą o kulturze
  • shitashiBlog '
  • To już Hallowen!
  • O grach i nie tylko
  • FifftaczBlog
  • Świat Według cindry
  • Fort Carson
  • Dlaczego to już koniec
  • wyznania Punisher'a
  • To & Owo
  • like-a-geek blog
  • Blog Kamila
  • empekBlog '
  • evomyrinBlog
  • Świątynia Behemorta
  • Pulka blog
  • ...
  • beztytuó
  • GRY UKOŃCZONE.
  • Victory Games Blog
  • Temat zastępczy
  • Slavkovic Antyblog
  • Pethafowe Mądrości
  • Jesień jesienią, zimno zimnem
  • What... the Hell?
  • Blog Anarchistyczno-Radykalny
  • Recenzje i komiks
  • Dawid666Blog
  • JA niedzielny gracz
  • freeq52Blog '
  • Lee_90_Blog
  • blogpuchatka
  • Blog panamystera
  • AldoApaczBlog '
  • Avatar's...
  • Moje Fado
  • LastDevil'sHell
  • Różne różności ^^
  • It's my piece of mind.
  • Pspblog
  • reszki blog
  • grzybek2413Blog '
  • Sztachetą w krocze
  • "Samo Zuo"
  • FreedFlinstonBlog '
  • AFK
  • taakuroBlog '
  • GryzącyBlog
  • thary16Blog '
  • mat6Blog '
  • Mariusz Pujszo Show On-line!
  • Street Dynasty
  • krzysq17Blog '
  • tczew23Blog '
  • Przemyślenia. Różne.
  • Matus Manufactorum
  • Po mojemu Wersja Specjalna bo CDActionowa
  • ArtifexBlog
  • Tu jest miejsce na Twoją reklamę
  • Carnivor
  • Fire in the hole!
  • Wszystko, jeszcze trochę i może coś jeszcze
  • MiniGry.Czyli w co warto zagrać.
  • Po co tu zaglądasz?
  • Kukłomicon
  • ESPORT
  • ANNO 2070 KONKURS
  • Nethermind
  • Gra Komputerowa? NIE!!! VIRTUAL ART
  • HaKBlog '
  • PSP BLOGG
  • Blog Raka :-)
  • Subiektywnie o wszystkim
  • Psy(c)hiczny kąt
  • Życie, House i sprawy ogólne...
  • XxXD12Blog '
  • Z pamiętnika krasnoluda...
  • Adrianeq's Blog...
  • W sidłach szalonych myśli
  • O poprawie Rzeczypospolitej
  • Moje brednie
  • sewaBlog '
  • Socjoniewoadmoczemuco
  • ewqaBlog '
  • Blog Wieczorny
  • BramaGier
  • Ja sem nietoperek!
  • Blog Garrus'a
  • bialykrukBlog
  • NelsoniastyBlog
  • DJK Life
  • .swf
  • Blog o wszystkim i o niczym
  • Wiadomości z innej beczki...
  • Przemyślenia Moje, Który Każdy Normalny Człowiek Ma Gdzieś (PMKKNCMG)
  • Tutaj piszę ja.
  • Blogowy Kerlik
  • Blog o tym i tamtym
  • DanubisBlog '
  • Kalikracja
  • MaciejKoziejBlog '
  • DarthNihilus95
  • O wszystkim i o niczym czyli myśli różne...
  • Gargulczy Gzyms
  • Blog Indyka
  • Kilka Minut Prawdy
  • Misterium Murezora
  • ...
  • Kącik Miłosza
  • Jeden wielki Joohc (czyli co JA o wszystkim sądze)
  • BarthezCDABlog '
  • KocurcBlog
  • Swiątynia KW
  • WWE PPV
  • Comics & Others :D
  • No co ty gadasz?
  • lastkill3ra głupota - skąd to się bierze?!
  • Bohater:Początek-czyli RPG Wolfena
  • Mroczne Skarpety
  • Rozternki (nie)egipskiego (a już na pewno nie)boga
  • MathienBlog
  • Gdy by ktoś był Eric'em
  • Coś
  • Kroniki Yamnicka
  • szymekczarodziej - blog o pierdołach
  • ah te blogi :|
  • U BigOna
  • Mój blog
  • Wszystkiego-po-trochu
  • maciek99085Blog '
  • Hobbicia Stopa
  • Mój blog
  • Babys Blog
  • matirog25-Blog
  • Prawdziwe science fiction
  • Kto ? Ja ? Nigdy w rzyci.
  • M&M's
  • Przygody Raviego
  • SDVaderBlog
  • KLARA
  • Graszowy blog
  • LukiSaczBlog
  • PaKe Blog '
  • Be a hero! Be like Stefan!
  • Pierdu pierdu i inne takie.
  • Moje cztery kąty...
  • Opowiadania Quartena
  • PaterBlog '
  • FAAza'
  • CD Action World Review (Beta)
  • Sabi way of life
  • 3x TAK
  • Blog Czegokolwiek
  • Gall108
  • Kącik okołotwórczy Człowieka Gry...
  • Stare, jare i... "przepraszam, nie mamy".
  • vIE888`s Direct Perspective
  • Something in the way
  • Absurd goni Nonsens
  • kaczor95Blog '
  • Tha Fred's Blog
  • TheNaturat
  • Wasyl93Blog '
  • Subiektywnie
  • Kiyoshi
  • Blog Młodego Wioślarza
  • Crimson's Blog
  • Problemy świata codziennego
  • El-Vanish'owe rozmyślania
  • nextBlog by Matys
  • :)
  • NapoleonBlog '
  • Wszystko po 4,90zł i róznie
  • Ciekawy lub nie blog piotrka2603
  • ASF
  • Plotki-Anegdotki
  • Tylko muzyka
  • Per aspera ad astra
  • QuicckBlog '
  • To be, ku*wa, or not to be?
  • snouriderBlog '
  • Ciastekowe Akcje
  • Twarz Palma
  • Bardzo nudny blogas
  • KillerBee's Blog
  • Po drugiej stronie lustra....
  • Zorzin'owe myśli...
  • Hmm...
  • kONcik o graH
  • Historia gier komputerowych
  • Games and Live
  • Babskim okiem
  • Uprising
  • Dreadlock Blog
  • My blog
  • Jarvis Blog '
  • HOURBlog '
  • Po co nazwa?
  • Odyn's Blog
  • Interpreter'sBlog
  • Nie
  • Sevard@FA
  • Memento Mori
  • xbox360player
  • felieton
  • Kącik Diegowskiego
  • VoltioBlog
  • Blog studenta gracza
  • Fabryka wpisów
  • Kuwetka Zniszczenia
  • Wizzy's Site
  • kicek0Blog '
  • Wyznania początkującego otaku
  • Historie niemoralne
  • To mój blog, a tobie won!
  • Cerber Blog
  • MajuSBlog
  • lestat1989Blog '
  • siamto i owamto...
  • figa888_blog
  • ?
  • What the hell?!
  • Borwol
  • gbulBlog '
  • BLOG RABBITO!!!
  • Dzień dobry!
  • Butcherer filo blog
  • A.L.owy znak jakości
  • przemek8025 blog
  • Kącik Retromena
  • Devil May Cry 4
  • PumbeG
  • LechooBlog
  • Jaskinia Shibari'ego
  • Arbeit im Polnische republik
  • OxoBlog '
  • Blogbox 360
  • O tym i innym
  • AdamHefBlog '
  • Świat widziany oczami....
  • Mroczna Wieża trzęsie się.....
  • asd
  • Miron1500Blog
  • Verbal
  • Blog Lordking'a
  • Mieszkanie Atomowych Jogurtów Zagłady
  • OWION
  • Blog Zaix'a
  • Czego jeszcze nie wiesz
  • Trybuna Ludowa Jokkera
  • Metal i inne fajne rzeczy!!!!!
  • Projekt Blog
  • Black Side of the Mirror
  • Blog Toma o wszystkim z uwzględnieniem na: gry,star wars i CD-Action
  • MmoRror
  • Kącik Napióra
  • Blog WujkaJaca
  • Pewien Marudny Mały Mysz I Jego Mała Codzienna Egzystencja
  • o wszystkim i wielu innych rzeczach
  • UUUU jea
  • AnonimatorBlog
  • -10 do Wszystkiego
  • Blog pamięci Czarnego Iwana
  • KurczakUBlog '
  • Zandorath Blog
  • All f0r pe0ple
  • Blog
  • Nie da sie nie piracić!
  • Coś dla każdego
  • v1989Blog '
  • Incision
  • Flash World
  • Okruchy spraw
  • Kroisz ziemniaki masłęm?
  • karateka56Blog
  • lol xD
  • Cotam? Jaktam?
  • World Of Media
  • Kilka słów o grach i nie tylko
  • Takie Tam Wypociny
  • Same nudy, których nikt nie czyta bo po co?
  • Tytuł Roboczy
  • Matrix Marixa
  • Versus
  • O ludzie co to jest?
  • Szalony świat.
  • jakub365Blog '
  • Vetri's...
  • Narzekania pesymisty
  • Swiat wy'm0del'owany na nowo ...
  • Problemy szarego człowieka
  • pokeblog's
  • iternet
  • maciekferdekBlog '
  • ElmoBlog
  • Autentycznie ale nie politycznie.
  • o PESie... i nie tylko ;)
  • Wierszoklekta
  • Moja Awangarda
  • Ja tu tylko zdjęcia robię
  • GameGem
  • LOL
  • big23
  • bezzixBlog
  • Nurkowanie z Pingwinem
  • Gry jedynym nałogiem
  • Przecinkowo
  • Świr nadchodzi
  • Blog Zmęczonego Dżentelmena
  • Nudny blog MacTavisha
  • Blog Mema
  • KOLEKCJONERZY
  • Moje własne zdanie
  • Zwierzenia Legogolasa
  • Youpnilog
  • Blog dla ludzi... i nie tylko.
  • Bartek652Blog '
  • Kypnotic
  • IceTeaBlog '
  • Newsy
  • O tym i tamtym....
  • .
  • Crazy bloger-gry,szkoła,ksiażki,inne
  • Liryczne El Dorado
  • jokerofgames
  • Blog blejdzika.
  • 10 Gier wszech czasów
  • CiemnyBlog
  • A Game 4 You
  • FuXbmBlog
  • marcin1988Blog '
  • Jumpkov.
  • Bartek114Blog
  • X-3
  • Kazzet pisze...
  • Badziewisko
  • Blog Wymaniakowanego
  • Kącik Świadomego Konsumenta
  • Przetnę Ci Tętnicę
  • Z odmętów cienia
  • Śledziowe przemyślenia
  • donty94Blog '
  • Seroslav's Invention
  • Źródło dobrego smaku
  • zombie(subtortor)
  • Jag24Blog '
  • Kącik muzycznych staroci.
  • O wszystkim i o niczym?
  • skate1220Blog '
  • Blog, którego nie ma.
  • O moj Boh! Toż to topor w mojej glawi!
  • Stairway To Heaven
  • Blog Yankusa
  • Różne...
  • MacFlayBlog '
  • SoriBlog
  • Twórczość ma :]
  • Dziennik Yurasa
  • Opinia o emo, JP, i dzieciach neo.
  • momrukBlog '
  • Gorkhathron
  • lol55_Bl0g '
  • AntyCDArecenzje i nie tylko
  • Mein Blog :)
  • Za co kochamy CD-Action
  • Teken
  • Blog Kiniv'a
  • ElksBlog
  • CoVertBlog '
  • Ten Blog jest Bylebyniebylejaki
  • GMO - Games-Movies-Other
  • O_o I tyle :) +!+
  • Uwaga!
  • Różne różności :)
  • Eciepecie...
  • Blog Ruusa
  • Grzana Blog
  • Lexy Le Fay
  • SolisBlog '
  • na mocy paktu
  • Siedziba Deregulacji
  • Problem ze steamem
  • Karlosik13Blog '
  • No nie wiem...
  • Tears in rain
  • Wrota Śmierci...
  • gigamat
  • Freeware'owiec
  • Gry tu, gry tam, a ja gry w domu mam
  • mario21211Blog '
  • Jestem, kurde.
  • Is This Necessary!?
  • Adira zdanie na tematy wszelakie
  • Jaskinia Diabła
  • Alan0
  • Blog skocznego
  • To co rusza moją czaszkę
  • Sarge13Blog '
  • Słowo to siła
  • Gry, myślenie, swawole
  • Stołeczne Pustkowia
  • Życie dorosłe
  • conan47Blog '
  • kula124Blog '
  • Misz-masz konsolowo-pecetowy
  • Karczma "Pod nieprzytomnym smokiem"
  • danielos1212Blog .pl
  • Z życia Hardkora
  • mrKonrad2012Blog '
  • El hermano de leche...
  • Opera Mydlana
  • RR&P, czyli...
  • O wszystkim co dobre xD.
  • Ty, który tu wchodzisz, żegnaj się z nadzieją...
  • FerayaBlog
  • Ajaje kokodżambo
  • Kolejny blog...
  • ......X...........
  • blaszakBlog '
  • xRacing.pl
  • vito23Blog
  • andrealordBlog '
  • DarkTag'a blog artystyczno-growo-filozoficzny
  • PANIE! Spieprzaj pan!
  • Paździochowy Bazarek.
  • Bloggaminacja Maćkowskiego
  • Słoniowo
  • blog
  • Hem Hem
  • Owl's Place
  • Monko86Blog
  • vinci65Blog
  • Niesprawdzone przepowiednie ^^
  • Opowiadania
  • Zamiatacz sufitów
  • Dragon News
  • Jedro, jedro to Twój blog ;)
  • Jako smakujesz, aż zasmakujesz!
  • futshakowe wypociny
  • PawelixBlog
  • Edd10Blog '
  • Pierwszy wpis i już niewypał...
  • gewlohBlog '
  • Buszmena słów kilka
  • marioksBlog '
  • Randomowo
  • JihadBlog
  • Wszystko i nic poza tym
  • PoqUta666Blog '
  • PilasiuBlog '
  • Czerwonoskóry blog o kiełbasie.
  • Kulturwa
  • Kraz's Blog
  • Refleksje i Przemyślenia Devox'a
  • Myk z laserka
  • The Three Nines
  • Blog Michała "Muradina07" Grabowskiego
  • O pierdołach okiem SiMi'ego
  • gry
  • VildWolf Blog
  • smierciozerca51Blog '
  • Nie ma lipy
  • Neverending Story
  • Blog Diacona
  • Heaven & Hell
  • AdelanteBlog '
  • Illusive Blog
  • Mapping Blog |Lizard|
  • bliźniaki i ja
  • Brainstorm!
  • >>>BLOG<<<
  • Co nowego u ZiZi'ego
  • BLOG@klikersmile
  • Zakręcony jak domek ślimaka
  • Blog Daro
  • ifaubloger
  • Co w życiu piszczy.
  • Moje upodobania i inne
  • Debilna strona mnie
  • Ja tu tylko sprzątam...
  • Mój własny McZestaw
  • Sareth
  • Prawdziwość taka
  • Żerowisko kormoranów
  • Asturas.pl Blog
  • kmleczkoBlog '
  • Life is brutal
  • Blog. Przez "B". Takie duże.
  • Gry to zło.
  • jacobs1000Blog ;)
  • Nuuuuuuuudyyyyyyyy...
  • mistrzguma93xdBlog '
  • Blog Zakiewicza
  • Patriqo's Whoop Ass Blog.
  • Niecodziennie i niekonwencjonalnie...
  • Sejm Wielki
  • The Ring
  • Mroczne zakamarki.
  • kamilkk5Blog '
  • KUKURYDZA
  • Crossroads
  • zes*aj się @ nie daj się
  • Blog przez B.
  • Kaires
  • Ogłoszenia duszpasterskie
  • Blablabla
  • gasadiBlog '
  • You're pirates?You're sukck!
  • Mój blog na, którym płaczę nie raz ;)
  • ShinnnnBlog '
  • szymon1944
  • Ja tu nie pasuję.
  • Coś się kończy, Coś się zaczyna
  • Denny...
  • Kroniki z Rodos
  • O mnie i o sobie
  • Mand'alorCitadel
  • StrifeMeBlog
  • Etto, etto, Turambetto !
  • DiCaprioBlog
  • EverybodyLiesBlog '
  • Zochanowo
  • Blog okołogrowy
  • WWWeekendowy Blog vv0!tka
  • iTunes - Problemy
  • Blog Kawalorna
  • Polsko...
  • eragornBlog '
  • Noname blog
  • Po prostu Blog Mastera ;)
  • TigeerBlog '
  • perseusmandateBlog '
  • B92site
  • Myśli Karpia
  • NIE MOŻLIWE
  • Małpa i honor
  • Michal96Blog '
  • Dywagacje pana Złośliwego
  • krwistaBlog '
  • NaJsŁiTsZy BlOgAsEq nA ŚwIeCie
  • O wszystkim i o niczym
  • Krwawa Mary opowiada....
  • tingting0810Blog '
  • AinurBlog
  • choeseBlog '
  • Ogurowy blog (przez U)
  • Oto ja...
  • O wszystkim, i o niczym
  • To Tu To Tam
  • DarkVoldiBlog
  • kurczakowy blog
  • Games room
  • Welcome to my World...
  • Hmm, o wszystkim i o niczym.
  • LarryBlog
  • Szpaner blog
  • Blackwolf111Blog
  • yetem
  • Chatka wesołych Rastamanów
  • Waść
  • Gniazdko
  • Blog Rozrywkowy
  • SINGIEL'
  • Artem264Blog '
  • Manki
  • Matison - Blog
  • DegeneraT Blog
  • lolxdBlog
  • Kiler300
  • qazwsxedcBlog '
  • arara11Blog '
  • plusqanie
  • SalemusBlog
  • Wszystko und Nic
  • sfera likiera
  • Blog00wnia Heede'go
  • Milosz902Blog '
  • o cie kręce
  • Tu jest miejsce na nazwę blogu!
  • We're on the Road to D'ohwhere
  • Blog Veraduxa
  • tyan, czyli blog moralnie niemoralny
  • Okiem zgreda
  • BlOg mOtOrYzAcYjNy I NiE TylKo
  • Kisiel Blog
  • PanMutancik i jego gatki
  • Bananowy Raj
  • Style is War!
  • Patrzanie Hollowa '
  • Fuyukai pisze bloga...
  • ...
  • raziel1234522Blog '
  • Kobiecym okiem
  • Sprawy ważne i (mniej)ważne
  • Mariusz Pudzianowski, czy Yusuke Kawaguchi ?
  • Mądrości
  • pr0gh0stpl
  • Radioaktyne połacie umysłu użytkownika kaczek93
  • Głową w klawiaturę
  • Edi ogarnia
  • Takie tam Spiacego
  • Fans-Gladiator
  • Dafowy Blog o Rzeczach Dziwnych
  • Schizofreniczne Dywagacje
  • Ave Satan!
  • Zamek Grunwalder
  • Blog Jedimax'a
  • Ban123321BLOG
  • Sam nie wiem w czym.
  • haamukuvaBlog '
  • inquitBlog '
  • Ubiblog
  • Lotnisko
  • Po mojemu...
  • Sztab Małego Kaprala
  • mój BlOGaseQ ;***
  • WWEBlog
  • Another World '
  • Blog nie na temat
  • jezozwierzum
  • Kacper03Blog
  • HellFierBlog '
  • nikabelly
  • Ohayo Nippon !
  • Dark Elf's blog :-)
  • Korporacyjny Zwierz
  • Ipad
  • Hrater Bloguje
  • cyckoland
  • Tak! dla konsol w CDA.
  • AchmetBlog '
  • MaximaoBlog '
  • munio7xBlog '
  • GAME_INFO
  • prymcio11 BLOG
  • ;)
  • Świat na ekranie monitora i przed nim
  • Blog Maniaka FGK
  • Movie Trailers & Shorts
  • All about nothing
  • Gamer
  • Legendy, które ciążą w mojej głowie...
  • ArkanBlog '
  • Niusy ze świata machinimy.
  • Growe szaleństwo
  • o!Grane
  • Multi Zone - Internetowy Magazyn dla Graczy
  • Assassins Creed II
  • Raj dla skazańców.
  • Jedrzej's Blog
  • Aleksander Parcej - Nieoficjalny Blog
  • Tytuł wymyślę później
  • piotrekpk19Blog '
  • Blog Kata
  • TKW
  • Kantyna
  • Ryu Draconis
  • Dywagacje niestworzone
  • Blog CD-A Maarchef
  • Blog BladegoPitra
  • Bezdenna studnia intelektualizmów nie moich.
  • AllInOneBlog
  • Co się pod pióro nawinie...
  • Projekt Kurczak.
  • Wku$!$#$ny internauta
  • Jatamański podbój świata
  • Wojciech Sowa Blog
  • The True Srotry
  • jashimaraBlog '
  • lucaxlBlog
  • TomsRocc's Blog
  • wiadro żółci
  • O wszystkim czyli o niczym
  • EchelonBlog
  • Takie tam...
  • Wszystko o Wszystkim
  • Gabro Blog
  • Kobiety też grają! :D
  • Pierdoły przeróżne.
  • Psychiatryk
  • ...
  • Giercownia u ampera.
  • Blog mazowszaka;)
  • Cwaniaxowe narzekanie
  • Ravenzone
  • artur1105Blog
  • wlosekblog'
  • Life with Zyta
  • Kuba1993Blog '
  • Hendogi Blog
  • Co by tu napisać?
  • Vysogota
  • RheyBlog '
  • No Mercy
  • mintajowo
  • Stefanowi się nudzi
  • Blog Blackmagic'a
  • Medytacje zwykłego nastolatka
  • Moje wrażenia z innych światów
  • Rock'n'Czop
  • AlexZander1991Blog '
  • Live is Life
  • miradokusvBlog '
  • KruszynBlog
  • We didn't start a flame war
  • kalarepyBlog
  • ziolllo
  • BukaJestStraszna
  • Evilmen - trzezwe spojrzenie na swiat
  • O niczym ?
  • Wylęgarnia Flejmu...
  • TrAwA "Blog"
  • Kolejny powtarzalny blog :]
  • Mr Funny blog
  • guarabaraBlog '
  • zyriuszBlog
  • Tom123Blog '
  • Masakra
  • Teoria Grywalności
  • Nie lubie pudełek
  • Nihilizm, cynizm, sarkazm, orgazm
  • Blog Maziaczka :)
  • ...!?
  • Razer93
  • Growo i filmowo
  • My Immortal
  • HlebekkBlog
  • Płysowe Refleksje
  • O tym i o tamtym
  • Kocham wszystkich ludzi ;**
  • shinji87Blog '
  • Blog Galanota
  • perypetie $tigowe
  • xKadafiBlog '
  • TheVqxBlog '
  • Blog Remulaka
  • GMaciek7876's Blog
  • Mad Lone Wolf
  • Blog Amigosa
  • stoproBlog '
  • Zarabianie i Konkursy z Nagrodami
  • weeman42Blog
  • Gamer Site
  • Major Bloga
  • ouiBlog '
  • piezol
  • BartekMichalowskiBlog '
  • 18Piotro, recenzje, życie i etc.
  • Scientific Polish
  • BigHunter
  • Taki sobie kącik wyżaleń i radości...
  • Mój blog
  • .TheDoctor's Corner
  • szymon351 Blog
  • Blog-matis9988
  • n0NBlog
  • Thorren's Whines
  • snopowiązałki
  • Gobik Bloog
  • r-imaginarium
  • Coś o niczym
  • Blog Władcy Śniegu
  • Głupoty rozmaite
  • Tu jest blog heksagona95 men!
  • Paranormalnie o wszystkim
  • Generalnie o grach
  • 0o0o
  • GameMaXXX
  • Tawerna pod Zielonym Orkiem
  • Blog o niczym , albo o czymś .
  • Hympf
  • Moje ŻYCIE
  • Sennik Garrett'a
  • Nexel PC fan
  • Teczka warciactw Abyssa
  • Muzyczny blok ED'a
  • Natan534Blog '
  • imperialz7Blog '
  • .Azazel's Blog.
  • X-GAMER.PL Blog Informacyjny
  • Krzywym okiem Shiva
  • Kogel Mogel
  • Zatyczki do uszu...
  • elSzogunBlog '
  • Schron różności
  • Blog o niczym v 2.0
  • Obi-Wan's Blog
  • greenLife blog
  • AEALO
  • Recenzje Butryka
  • Xbox 360 vs PS3
  • Rafellos Blog
  • ...
  • Vino94
  • soker
  • JustinBieberBlog '
  • Eee... "Wpisz nazwę"
  • Assasin16Blog '
  • Pon Pon Pata Pon
  • RaM111222Blog '
  • BluberBlog ' PSP
  • Blog Elandara
  • Witaj w Świecie METALA!!!\m/
  • Blog Imperialny
  • KBOM
  • Life is life
  • TomSon i Zona
  • Myśli obce.
  • "Kolejny, lipny profesionalny blog"
  • Fraculowa pisajnia.
  • Grać,grać i jeszcze raz grać!
  • Mój Blog
  • pio6Blog
  • Ludzki blog dla ludzi.
  • Trójwymiar w mych oczach.
  • Passive Aggressive Bullshit
  • Gry Flash Anime
  • GZone
  • Z kultury bez cenz**y
  • X Gamer
  • Twierdza Zabójcy Królów
  • Andthor pierwszy blog
  • DoroshiBlog
  • Piekielna Kuźnia
  • Gram więc żyję!
  • LK_PL BLOG
  • Blog Raika :3
  • Leons Blog
  • Samir21Blog '
  • Creepypasta
  • avocado20things
  • O Grach Inaczej
  • Wiedźmin 2 ;]
  • Blog u Burneya
  • Oj mroczno...
  • Pół żartem, pół serio
  • Oh Yeah, So Gut, Yeah, Oh Oh Oh, Yeah, So gut
  • GrAwEk
  • The Priest
  • Leśny Człek
  • Blogum Kartonum
  • Sprawy ważne, i mniej ważne...
  • paxer915 - CDA Blog
  • gggggh
  • LOST
  • ZbieraczBlog '
  • Blog Tajemniczy
  • A Jednak Tak
  • Rozważania około(nie)ziemskie
  • Perypetie SzCzErkoSa
  • Forum Actionum Studio Blog
  • Po prostu blog
  • PSP gamer zone
  • Welcome
  • Testy Gier [BLOG]
  • SonQ Blog
  • Angielski Pacjent
  • nirvilaef

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Discord


Facebook


Strona WWW


Skype


Skąd


Zainteresowania


Ulubione gry


Konfiguracja komputera


Wyróżnienia Smugglerkowe

  1. DCU od samego początku miało w sobie coś co mi przeszkadzało. To było jak swędzenie pod skórą. Nie potrafisz dokładnie zlokalizować punktu zapalnego i drapiesz się aż oszalejesz. Albo jak kawałek jedzenia który wbije się między zęby i powie im: „Ja tu teraz mieszkam”. Dopiero całkiem niedawno po ponownym obejrzeniu „Legionu Samobójców” częściowo zrozumiałem co mi tam siedziało między zębami i dlaczego bałem się że „Bright” okaże się filmem słabym. David Ayer jest moim zdaniem utalentowanym reżyserem. Mimo licznych wad w jego filmach widziałem że ten facet ma instynkt i wyobraźnie. Problemem dla mnie była sterylność części filmów przy których maczał rączki. Podczas oglądania Legionu cały czas odnosiłem wrażenie że mam do czynienia z wyrobem rzemieślniczym w którym zabrakło weny. Ładnie opakowanym chaotycznym wyrobem w którym trochę za mało jest wyrazistych postaci. Było parę ciekawych ponieważ sama obsada była świetna lecz to zostało w sporej części zasłonięte przez poszatkowany scenariusz. To sprawiało wrażenie potworka Frankensteina. Dlaczego mimo to uważałem że Dejwid ma potencjał? Ano „Furia” dla mnie dzieło sztuki. Film z wadami które w żadnym stopniu nie przeszkadzały w odbiorze całości. Gdy zobaczyłem trailer do „Bright” byłem zachwycony! Do momentu gdy przeczytałem właśnie wspomnienie o Legionie. Targały mną bardzo sprzeczne uczucia. To co widziałem na kilkuminutowym trailerze bardzo mi się podobało lecz nie raz dałem się oszukać takim sztuczkom. Jestem graczem i Wiele razy dałem się oszukać ładnie opakowanemu „cukierkowi” i wpadałem w straszną pułapkę zwaną „Hajpem”. Zostawiając nawet za sobą uzasadnione obawy o udział Ayera w tym przedsięwzięciu, przez te wszystkie zawody podszedłem do tego filmu jak pies do jeża. Czekałem i czekałem aż w końcu nadszedł dzień premiery. Z miejsca wziąłem się za czytanie pierwszych recenzji. Nie muszę chyba wspominać że delikatnie mówiąc nie były najlepsze. Odniosłem wrażenie że mam do obejrzenia jeden z najgorszych filmów w historii kina. Film był dosłownie miażdżony i obijany z każdej niemal strony. Lecz ja jako osoba przekorna postanowiłem dać Dejwidowi Hase...Ayerowi kolejną szansę. Wiecie co z tego wyszło? Gigantyczne zdumienie i głębokie przekonanie że krytycy filmowi oglądali zupełnie inny film. Napiszę to wprost. Dla mnie „Bright” jest jednym z lepszych filmów 2017 roku i generalnie jednym z lepszych filmów tego typu. Większość moich znajomych którym o tym powiedziałem nie brało mych słów na poważnie głównie przez uwagę na to że lubię taki filmy jak: „Oskar” czy „Bitwa o Ziemię”. Fabuły „Bright” szczegółowo przytaczać nie będę ponieważ w internecie przed premiera znajdowały się chyba trzy trailery. Ja jak wspomniałem wcześniej, obejrzałem tylko ten pierwszy i to polecam także wam. Powód jest prosty, mimo tego że film nie ma jakieś bardzo rozbudowanej fabuły to dalsze trailery moim zdaniem zawierają zdecydowanie za dużo informacji i za mało pola dla wyobraźni ( jak w przypadku większości filmów). Mamy tutaj do czynienia z czasami współczesnymi w których „obok” siebie żyją takie rasy jak: Ludzie, Elfy, Wróżki i pewno jeszcze kilka innych. Sposób w jaki zostało to przedstawione ja widzę jako luźny miks Spakowskiego, Pratchetta i Bad Boys II. Czy to wada? Absolutnie nie ponieważ zostało to polane bardzo klimatycznym sosem o dość ciężkiej konsystencji. Jeżeli ktoś choć w minimalnym stopniu uważał na lekcjach historii w szkole, to widział że ludzie o innym kolorze skóry w stanach w XX wieku nie mieli łatwego życia. Niewolnictwo było już widmem przeszłości lecz to nie zmieniało faktu że Afroamerykanie nie mieli wtedy łatwego życia. Powszechne lincze na które policja nie reagowała lub aktywnie w nich uczestniczyła były niemal codziennością. To samo było ze spychaniem na margines społeczeństwa co w „Bright” jest bardzo dobrze odwzorowane tylko że tutaj przerąbane mają Orki. W tamtych czasach sporym wydarzeniem było przyjęcie czarnoskórych na uniwersytet razem z białymi. Był to polityczny i społeczny szok dla wielu i dość ważny krok do przodu. W przypadku „Bright” takim szokiem było przyjęcie Nicka Jakobyego do Policji w ramach pewnego rodzaju równouprawnienia. Przydzielono go do Warda. Widzieliście trailery? Znacie więcej niż mniej fabułę filmu więc napiszę teraz parę słów o jego jakości. Wiecie już że uważam to za film co najmniej świetny. Jednym z głównych plusów tego filmu jest gra aktorska. Will Smith i Joel Edgerton dali z siebie wszystko za co bardzo ich cenię. Zawsze lubiłem rzemiosło Smitha więc tu zaskoczenia nie było lecz tutaj cała reszta z Edgertonem na czele także pokazała że stać ich na wiele. Kolejnym elementem filmu który zrobił na mnie spore wrażenie był bardzo wiarygodnie zbudowany świat. Konflikty na tle rasowym nie jest łatwo pokazać w filmie tak aby nie ociekało to przesadnym patosem czy koloryzowaniem ( no pun intended). W „Bright” zostało to ukazane tak naturalnie jak tylko się dało. David Ayer i Max Landis który był odpowiedzialny za scenariusz mają za to u mnie przynajmniej plusa i spory kredyt zaufania ponieważ widzimy tu świat w którym chyba nie chcielibyśmy się znaleźć. Film jest podzielony jakby na dwie części. W pierwszej zostaje ukazane całe tło społeczne o którym wcześniej wspomniałem. Częściowo mamy wyjaśniony powód dlaczego jest tak a nie inaczej. To samo tyczy się innych ras. Głównym zarzutem względem tego filmu wśród recenzji które czytałem jest coś co nie do końca rozumiem. Chodzi tu głównie o to że „Bright” nie zadaje widzom konkretnych moralnych pytań i nie stawia im przed nosem twardych dylematów. Mamy tu ukazany rasizm lecz jest to tło fabularne a nie intencjonalne stawianie widza w miejscu gdzie łopatologicznie wbija mu się do głowy: „To jest tak jak pokazuję i za cholerę nic innego”. Plączę się trochę, wiem. Lecz tak moim zdaniem powinna być poprowadzona historia w tego rodzaju filmach. W akcie drugim widzimy konkretne zawiązanie akcji lecz tu nie będę wgłębiał się w wydarzenia bo sam uważam ludzi robiących innym spoilery za największe zło we wszechświecie. Mamy dwuch głównych bohaterów z których jeden jest postawiony w miejscu w którym nikt nie chciałby się znaleźć. Czy film ma wady? Owszem. Znajdzie się tu parę dziwnych i nielogicznych fragmentów które mogły zostać zrobione inaczej ale nie psuję to ogólnego odbioru filmu. Teoretycznie powinienem bardziej rozpisać się o wadach tylko że nie potrafię ponieważ nie potrafię do końca opisać co mi w tym filmie nie pasowało. To jest właśnie jak to swędzenie pod skórą w bliżej nie określonym miejscu czy kawałek jedzenia między zębami. To co wcześniej opisałem czyli fabuła i całe tło jest zrobione bardzo dobrze. Tak samo nie mam zastrzeżeń do efektów. Jest ich sporo ale nie mamy tu przesadnego CGI które w wielu produkcjach tego typu aż kłuję w oczy. Wszystko jest zrobione bardziej niż poprawnie i warstwa techniczna nie pcha się bezczelnie na pierwszy plan zostawiając wszystko bardzo dobrej grze aktorskiej i scenografii. „Bright” jest dla mnie świetnym filmem. Netflix wydał na to ponad 90 mln dolarów i uważam że to bardzo dobrze wydaje zielone. Nie zobaczycie tego w kinie więc nie wiem jak oni chcą odzyskać inwestycję lecz nie martwię się tym. „Bright 2” został już potwierdzony i trzymam kciuki aby część druga była co najmniej tak dobra jak pierwsza. Z tego co chciałbym w niej zobaczyć to rozwinięcie niektórych wątków tego ( z braku lepszego określenia ) uniwersum. Sporo ludzi słusznie zauważyło że Bright lepiej zadziałał by jako serial i z tym się akurat zgadzam ponieważ wtedy można by ukazać znacznie więcej jednocześnie nie pokazując za dużo. Moja ocena nowego filmu Davida Ayera to: 8+/10 i znak jakości Mentala.
  2. karkooki

    Stoic

    Tak w ogóle jeśli chcielibyście znaleźć więcej mało znanych dzieł, to po prostu wejdźcie na mego bloga https://filmowyjanusz.wordpress.com/ A wystarczyłoby, aby zjadł tę pastę i film by nie powstał. Po dłuższych przemyśleniach stwierdziłem jednak, że to co stało się na ekranie prędzej czy później i tak by się stało niezależnie, czy zjadłby tę pastę, czy nie. Z góry uprzedzam, że jeśli jesteście wrażliwi, to to co zobaczymy na obrazie może zostać w waszej głowie na zawsze, ponieważ takiej brutalności nie ogląda się często w filmach. Owszem, ktoś z was może powiedzieć, że "Srpski Film" jest brutalniejszym dziełem, ponieważ jest tam gwałt na niemowlaku itp. ale "Stoic" jest nakręcony na podstawie prawdziwych zdarzeń, więc uważam, że to bardziej uderza w człowieka. Wystarczy jedna iskra i człowiek zamienia się w zwierzę. Wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim? To, iż więźniowie nie byli psychopatami i trafili do aresztu za dość "lekkie" przewinienia, a po seansie... Cóż, nie chcę za bardzo psuć wam "zabawy", więc więcej nie powiem i jedynie was ostrzegam, że możecie nie zasnąć po tym obrazie. Myślę, więc jestem. Jest to film dokumentalizowany, a więc więźniowie opowiadają o tym co robili ofierze. Na samym początku się dowiecie jak się to wszystko skończy (a może nie?), a w dalszej części jedynie oglądamy retrospekcje. Skoro obraz udaje dokument, to muszę wspomnieć o tym, że akcja jest kręcona z ręki, aby jeszcze bardziej urealnić to wszystko i niestety jest to jego największą wadą. Jednak jeśli w „Blair Witch Project” wam to nie przeszkadzało, to i tutaj nie wytrąci was to z równowagi. Niektórzy też mogą się przyczepić do tej „bezsensownej” brutalności, ale dzięki niej widz jeszcze bardziej odczuwa ten klaustrofobiczny klimat, który wdziera się do jego głowy i sprawia, że zaczyna on odczuwać ból, który zadają kaci . Przegrany się rozbiera Jeśli ktoś z was się zastanawia, czy aktorzy podołali rolom, to uspokoję was pisząc, że jest dobrze. Oczywiście można się trochę przyczepić do ofiary, ale uwierzcie mi, że nie jest źle – naprawdę nie jest źle. Na koniec napiszę wam dwie ciekawostki, które weźcie sobie do serca. Pierwszą z nich jest to, że wersja Blu-Ray jest ocenzurowana, więc jeśli chcecie obejrzeć tę dobrą, to musicie szukać wersji dvd. A drugą jest to, iż większość scen jest improwizowana, więc jeśli oglądaliście „Victoria„, to będziecie się czuli jak w domu – patologicznym domu, w którym brutalność jest potrzebna, aby widz nigdy nie zapomniał tego dzieła. Zgadnij który misi zjeść pastę Film otrzymuje ode mnie 8 gwiazdek, ponieważ ciężko znaleźć obraz, w którym brutalność jest równie bezsensowna, a zarazem potrzebna, aby to wszystko urealnić. Filmowy Janusz mówi: Jeśli lubicie ciężkie – naprawdę ciężki kino, to dzieło jest dla was. Jednak jeśli nie przepadacie za gnębieniem w filmach, to polecam wam odpuścić seans, ponieważ inaczej nie będziecie mogli zasnąć w nocy.
  3. Rach, ciach i król Artur obejmuje tron. Mam ci podać więcej szczegółów?Weź klęknij biedny chłopie i licz na to, że król na ciebie spojrzy i opowie ci więcej szczegółów.Jeśli naprawdę chciałby ci on opowiedzieć o tym jak zdobył tron, to zrobiłby to w ten sposób:– Zostałem wychowany w burdelu– Wszystkie dzieci się ze mnie śmiały i mnie okradały.– Potem się nauczyłem kradzieży kieszonkowej– A na koniec opowiedziałem dowcip o wikingach. Gdy wyciągnę miecz, to wszystkie dziewoje będą moje. Cholera, to jest dopiero wątek początkowy, więc sam nie wiem po co go tutaj wrzuciłem. Dobra, mam dzisiaj humorek, więc opowiem ci wieśniaku o tym, dlaczego powinieneś udać się do kina. Najważniejszym powodem jest sam reżyser, który lubi eksperymentować. Znaczy, jeśli ktoś zna Guya Ritchiea, to powinien wiedzieć, że lubi się on brać za klasykę, a potem robić to po swojemu. Jeśli kochacie „Sherlocka Holmesa” w jego wykonaniu, to i na tym obrazie będziecie się dobrze bawić. Uprzedzam jednak, że ten miszmasz jest trudny do ogarnięcia, ponieważ w pierwszych minutach widz myśli, że dostanie normalne, widowiskowe fantasy o Arturze, a po chwili okazuje się, że jest inaczej, bo ten obraz do normalnych nie należy. Do tego reżyser też do takich nie należy, bo kto normalny wrzuciłby do filmu folkową muzykę? (A do tego jaki normalny recenzent użyłby tak wiele razy słowo normalny?) No właśnie… Dorzućmy do tego przyspieszone tempo – i to naprawdę przyspieszone, ponieważ w kilka minut poznajemy początki bohatera, a potem obraz tak przyspiesza, że dopiero pod koniec uświadomił sobie, że trzeba dopisać początek początku. Niby to chaotycznie brzmi, ale w tym chaosie filmowym oraz „recenzowym” jest jakiś sens, który sprawiaj, że się to dobrze ogląda lub czyta. Każdy kto mi się ukłoni dostanie ode mnie rolkę papieru toaletowego ze złota. Mimo wszystko jednak nie mam pojęcia co wam opowiedzieć o tej historii. Byłem w kinie cztery razy i wyniosłem z tego wszystkiego dwie rzeczy. Po pierwsze, musicie wybrać się na drugi seans, ponieważ nie da się ogarnąć tego wszystkiego na jeden raz. Ja sam za pierwszym razem myślałem, że to jest sen, że się naćpałem i po prostu przysnąłem w fotelu, ale na szczęście to jednak była prawda. Jeśli zaś chodzi o drugą rzecz, to ilość nawiązań do popkultury, historii itp. sprawia, że im więcej razy go obejrzycie, tym więcej treści w nim znajdziecie. Nie chcę wam psuć zabawy, ale jeśli będziecie po seansie, to powiem wam tylko jedno – tak, to był Beckham. Tak w ogóle, gdy folkowa muzyka wejdzie, to przyjrzyjcie się temu jak muzyka jest idealnie połączona z obrazem. Owszem, czuć, a raczej słyszeć, że to pewien żart, ale dlatego właśnie polecam iść na drugi seans, aby zrozumieć, że wszystko jest idealnie na swoim miejscu. Tu na razie jest ściernisko, ale będzie san Francisco. A, całkowicie zapomniałem wam powiedzieć o aktorstwie oraz o efektach. Mimo wszystko zrobiłem to specjalnie, ponieważ większość aktorów się w ogóle nie wyróżnia, ale opowieść jest na tyle widowiskowa, że to w ogóle nie przeszkadza… No dobra, główny zły powinien być bardziej zły, ale mimo wszystko ostatnia walka, to jebany majstersztyk i tylko dla niej warto się wybrać do kina. Zaś jeśli chodzi o efekty, to – o-ja-pier-do-le… Jeśli myśleliście, że „tszy de” jest do [beeep], to ten obraz udowodni wam, że się mylicie, bo ilość scen, w których bierzecie udział robi wrażenie i warto zapłacić za wyższą cenę. Jeśli naprawdę nadal chcecie poznać fabułę tego dzieła, to chodzi o to, że oglądamy początki Artura… No dobra, jego początki trwają 5-10 minut, ale mimo wszystko, gdy wydobywa Excalibur z kamienia, to wtedy historia jeszcze bardziej przyspiesza i lepiej zapnijcie pasy, bo to co będzie działo się na końcu to sami-wiecie-co. Film obejrzałem w kinie „Przedwiośnie 3D” w Krotoszynie i jeśli będziecie w pobliżu, to warto wybrać się do niego. Zaufaj tej twarzy, a będziesz się świetnie bawić. Zakochałem się w tym filmie i dlatego postanowiłem mu dać 9 gwiazdek. Dostałby 10, ale czegoś mi zabrakło. Filmowy Janusz mówi: Jeśli szukacie typowego fantasy, to trzymajcie się od tego dzieła z daleka. Jednak jeśli znacie już Guya i podobały się wam poprzednie jego filmy to ta pozycja jest obowiązkowa.
  4. Ludzie mawiają czasem, że naśladownictwo jest najwyższą formą pochlebstwa. Wychodząc z takiego założenia, można by więc potraktować południowokoreański horror „Nagranie” jako wyraz uznania dla nurtu slasherów, który został solidnie wyeksploatowany przez angielskojęzyczne kino. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby praca twórców przełożyła się na zadowalający seans. Z jednej strony fajnie, że nie otrzymaliśmy kolejnego azjatyckiego horroru z duchem o długich, czarnych włosach. Z drugiej, „Nagranie” momentami zdaje się nadto inspirować takimi produkcjami jak „Koszmar minionego lata” czy „Krzyk”. Co gorsza, z niezbyt dobrym skutkiem. Przedstawiona w tym obrazie historia przybliża nam perypetie grupki licealistów, którym najwyraźniej poprzewracało się w głowach. Oto bowiem robią makabryczny żart nielubianemu koledze, co w ich własnym mniemaniu uchodzi za iście genialny dowcip. „Zabawa” ma jednak tragiczny finał, kończąc się śmiercią nieszczęśnika. Po fakcie młodzież oczywiście zaczyna żałować swojej głupoty, lecz myśli bohaterów zaprząta głównie perspektywa ewentualnych konsekwencji. Albo inaczej – martwią się tym, jak by tu wybrnąć z kłopotów i uniknąć odpowiedzialności karnej. No bo przecież nie chcieli nikogo zabić, tylko wpędzić znajomego w stan przedzawałowy. Ot, „drobnostka”. Jak łatwo przewidzieć, nasi protagoniści postanawiają zatuszować wypadek. Potem zamierzają zaś powrócić do normalnego życia, licząc, że sprawa rozejdzie się po kościach. Przez pewien czas nawet im się to udaje, ale nie byłoby filmu, gdyby względny spokój miał trwać wiecznie. Nic zatem dziwnego, że wspomnienia o minionych wydarzeniach w końcu uderzają ze wzmożoną siłą. Ktoś przesyła przyjaciołom dobitną wiadomość, iż zna ich mroczny sekret. Mało tego, urządza niebezpieczną grę i wciela się w bezlitosnego mściciela, kolejno zabijając uczestników feralnej imprezy. Cóż, wesoła gromadka chyba nie była wystarczająco skuteczna przy zacieraniu śladów. Czyżby jakiś naoczny świadek, który umknął uwadze grupy? A może ktoś w inny sposób dotarł do prawdy lub wydał osąd jedynie na podstawie przypuszczeń? I wreszcie najbardziej szalona teoria, wedle której ofiara jakimś cudem przeżyła, by następnie odpłacić pięknym za nadobne. Kto wie… Tożsamości zamaskowanego zbója zdradzać nie planuję, aczkolwiek nie dlatego, że tak polecam tę produkcję i zachęcam do samodzielnego poznania kluczowych szczegółów. Zwykła ludzka przyzwoitość z mojej strony, nic poza tym. Zamiast sypać najokrutniejszymi spoilerami, skupię się na jakości obrazu, która niestety nie powala. I to pomimo faktu, że nie oczekiwałam nowatorstwa ani tym bardziej ambitnego kina. W przypadku „Nagrania” często doskwiera uczucie déjà vu, przez co film sprawia wrażenie tworu, skleconego na bazie cudzych pomysłów. Widać tu choćby wpływ „Koszmaru minionego lata” (1997 r.), gdzie również mieliśmy tragedię, nieumyślnie spowodowaną przez kilkoro młodych ludzi. Tam także zdecydowano się na zmowę milczenia z obawy przed zrujnowaniem sobie przyszłości. No i tajemniczy psychopata, który chce ukarać konspiratorów. Cofając się jeszcze bardziej w czasie, warto przywołać starszy od „Koszmaru…” tytuł – „Dom pani Slater” (1983). W owym horrorze przypadkowa śmierć była wynikiem żartu, który wymknął się spod kontroli. Prawda, że brzmi znajomo? Z kolei te fragmenty „Nagrania”, kiedy morderca dzwoni do bohaterów, zapachniały mi kultowym „Krzykiem” (1996). Produkcja z Korei Południowej robi ponadto, co może, by zniechęcić widzów do protagonistów. Początek, w którym obraz przybiera formę głupawej quasi-komedyjki, przedstawia ich w wyjątkowo niekorzystnym świetle. Owszem, to celowy zabieg, ale zdecydowanie przeszarżowany. Popisy uczniów w szkolnych murach wnerwiły mnie niemiłosiernie i już po paru minutach miałam dość tej bandy rozwydrzonych licealistów. Niby nie zostało im dużo czasu do zakończenia edukacji w szkole średniej, lecz trudno mówić w tej sytuacji o ludziach u progu dorosłości. Raczej o żywych dowodach na to, jakie szkody może wyrządzić tzw. bezstresowe wychowanie. Później w zasadzie nie odnotowałam znaczącej poprawy. Doliczając do tego absurdalne rozwiązania fabularne oraz ledwo średnie aktorstwo, czasami nawet wolałam, by morderca jak najszybciej wszystkich załatwił. Gwoli ścisłości, „Nagranie” zawiera kilka dosyć znośnych fragmentów i udaje mu się nieco zmylić odbiorców w kwestii tego, kto wyzionie w danym momencie ducha. W ogólnym rozrachunku mamy jednak do czynienia ze słabym filmem, który razi odtwórczością w nienajlepszym, delikatnie mówiąc, wydaniu. Nie jest to jeszcze dno absolutne, choć o ten poziom niebezpiecznie ociera się epilog. Przypuszczam, że ostatnie minuty miały w założeniach twórców wypaść błyskotliwie, lecz wyszło zupełnie odwrotnie. Ocena: 3/10 Tytuł polski: Nagranie Tytuł oryginalny: Zzikhimyeon jukneunda Reżyseria: Gi-hun Kim, Jong-seok Kim Scenariusz: Chang-hak Han Obsada: Kang Seong-min, Park Eun-hye, Han Chae-young, Ahn Jae-hwan, Kim Seo-hyung Gatunek: horror Produkcja: Korea Południowa Rok premiery: 2000 Czas trwania: ok. 93 minut ------------------------------------------------------------------------ Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym.
  5. Potrafię objąć swoją wyobraźnią horyzont zdarzeń czarnej dziury, ale z ogarnięciem horyzontu głupoty niektórych osób mam już poważne problemy. Jeżeli chwyta was czasami refleksja na temat tego - dlaczego polska kinematografia nie potrafi dociągnąć do znośnego pułapu - mam dla was odpowiedź. Odpowiedź ciężką i niebezpieczną dla głowy niczym 10-kilowy kafar. Przedstawiam wam Barbarę Białowąs. 34-letnią scenarzystkę, reżyserkę i kulturoznawczynię. Osobę niezwykle przebojową, kreatywną, pewną siebie i... nie potrafiącą czytać ze zrozumieniem. Ograniczoną w pojmowaniu słów innych osób, głuchą na krytykę, uważającą swoje "dzieło" za majstersztyk, który docenili jedynie ci nieliczni, którzy do tego dojrzeli. W powyższych materiałach mamy niepowtarzalną okazję obejrzenia pojedynku twórcy z recenzentem. Nie jest tajemnicą że, oba te światy nie darzą się sympatią i toczą niemalże naturalną rywalizację. Młoda gwiazda polskiej reżyserii, obrała sobie za cel polemikę z rodzimą krytyką filmową. Jakby to egocentrycznie nie brzmiało - przykład nieprofesjonalnej recenzji w tej debacie, stanowi nieprzychylna ocena ostatniego filmu pani Białowąs (która ani na chwilę nie traci z oczu obiektywizmu i nie próbuje bronić własnego produktu!). Jak się prędko okazuje: skoro ktoś nas nisko ocenia, to na pewno jest skorumpowany, głupi lub właśnie nieprofesjonalny. To oczywisty tok myślenia, zawierający jeden drobny szkopuł. Jak tu się uczyć na błędach, kiedy takowe "nie istnieją"? Nie uczyć! Oto odpowiedź na pytanie z początku tego tekstu. I pamiętajcie: jeżeli Big Love was nie ujął, to wedle zalecenia twórczyni, powinniście zacisnąć zęby i obejrzeć go jeszcze dwa lub trzy razy. Niestety, jak chce się dostrzec głębię, trzeba cierpieć.
  6. Reżyseria: Firma Valve, autorzy gry Dota Obsada: Benedict "hyhy" Lim Danil "Dendi" Ishutin Clinton "FEAR" Loomis Ekipa nieistniejącej ekipy EHOME Inni gracze Dota Bohaterami filmu są trzej czołowi gracze gry Dota - hyhy, Dendi, FEAR. Każdy z nich wywodzi się z innego kraju (Korea Południowa, Ukraina, USA) każdy ma inną przeszłość i sytuację rodzinną i każdy z nich różni się pod względem emocjonalnym. Łączy ich natomiast fanatyczne zamiłowanie do gry Dota której poświęcili się bezgranicznie. Owo poświęcenie odbiło się na ich życiu rodzinnym, szkole a czasem też na relacjach z przyjaciółmi i partnerkami. Są jednymi z najlepszych więc gdy w 2011 pojawia się w mediach wiadomość że w niemieckiej Kolonii na corocznych targach ma się odbyć turniej Dota w której główną nagrodą ma być 1 milion dolarów, każdy z nich dostrzega to jako życiową szansę. Szansę nie tyle by się wzbogacić ale by udowodnić otoczeniu oraz sobie że czas, który poświęcili na grę nie był zmarnowany. Film jest w dużej mierze opisem zjawiska "e-sportu". Czym jest, jak się rozwija, jakie pieniądze się wokół niego kręcą, oraz o poświęceniu ludzi którzy w nim uczestniczą. Można spokojnie adresować go do każdego, ja nie grałem w żadne gry typu MOBA a nie miałem problemu ze zrozumieniem ogólnych zasad. Z resztą sama rozgrywka prawie w ogóle nie jest tutaj przedstawiona, ale te fragmenty które zdecydowano się umieścić przepleciono z fajnymi animacjami, które bardzo łatwo zinterpretować. Tutaj właśnie ujawnia się ważna strona techniczna filmu - montaż został zrobiony świetnie. Dzięki niemu i muzyce widz błyskawicznie wczuwa się w emocje towarzyszące bohaterom na turnieju. Nawet moja żona, która w ogóle nie gra w gry trzymała kciuki Bo właśnie nie gra a ambicje, rywalizacja i towarzyszące jej emocje są głównym tematem filmu. Żaden z bohaterów nie zadowoli się 2 ani 3 miejscem. Ważna jest tylko pierwsza nagroda. Wiem że jako graczowi można mi zarzucać nieobiektywność ale jestem również filmomaniakiem (ponad 750 obejrzanych w bazie FW) i patrząc na film od tej stronie to naprawdę jest świetnie zrealizowany dokument. Szczególnie że poważnych filmów o tej tematyce jest mało. 9/10
  7. Temat bliźniaczy do Czytasz ? To pokaż. oraz Ogólnie o kolekcjach gier. Jak sama nazwa topicu wskazuje, umieszczamy tutaj (w formie zdjęć) nasze kolekcje filmów. No, i oczywiście jak najbardziej wskazane jest komentowanie zbiorów innych userów, niech nie będzie to temat "wyliczankowy". Obowiązują: - regulamin FA - netykieta - zasady pisania postów Zdjęcia wstawiamy w postaci miniaturek bądź linków! -_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_- No dobra, tyle, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Pokażę moją kolekcję jako pierwszy. Właściwie trudno to to nazwać kolekcją, bo to kilka filmów na krzyż. Powód jest prosty - kiedyś prawie w ogóle nie interesował mnie ten sposób rozrywki. Filmy oglądałem okazjonalnie w telewizji, w kinie byłem dwa lub nawet mniej razy w roku. Teraz się to zmieniło, głównie dzięki świetnym cenom w biedronce . No, ale dość owijania w bawełnę, macie tu moją "kolekcję" w powijakach: http://i.imgur.com/Mwwg1.jpg Bieda, co nie? A może masz jeszcze mniejszy zbiór, który chce pokazać? Super wypasioną kolekcję? Kupujesz umiarkowane ilości filmów? Pochwal się tym!
  8. Witam, Moim celem na czas świąteczny miało być tworzenie tłumaczeń różnych piosenek na You Tube. Chciałbym, aby moje tłumaczenia miały takie efekty, jak w tych filmach : https://www.youtube.com/watch?time_continue=133&v=BIkeB9EE0rs&feature=emb_title Czy w Adobe Premiere zrobię takie animacje napisów, deszcz w tle, flary w tle? Czy będę musiał użyć Adobe After Effects? W ogóle to jestem w tym nowy, nie wiem kiedy użyć After Effect'a a kiedy Premier'a. Może mi to rozjaśnicie ? Posiadam Adobe Premiere pro CC 2018 i Adobe After Effects. Jeszcze się zapytam... Lepszy Adobe Premiere czy Sony Vegas wg was?
  9. Wikingowie od swej premiery udowadniają, że stanowią czarnego konia seriali, opowieść o Ragnarze Lodbroku rozpoczęła się bowiem w roku 2013 w sposób raczej skromny. Pierwsza seria przyzwyczaiła nas do biedy, walecznych flot złożonych z jednego statku i fabuły, która traciła rozmach, gdy producent musiał przyoszczędzić. Wszystko to sprawiło, że wyrobili sobie opinię uboższego konkurenta Gry o Tron. Sezon drugi, który mogliśmy oglądać w zeszłym roku był już o wiele bardziej wyrównany. Otrzymał też większe pieniądze, dzięki czemu stał się dużo atrakcyjniejszy wizualnie, a pojawiające się braki i umowność przestała tak razić. Strona wizualna: Trzeci, który zakończył się niedawno jest bez wątpienia najlepszym wizualnie sezonem serialu kostiumowego, który miałem okazję oglądać. Co więcej nie dzieje się to dzięki sztuczkom z pracą kamery jak w Grze o Tron czy CG jak w Spartacusie, a dzięki ogromnym jak na serial ilościom statystów i makiet (choć pozostałe wymienione środki także są angażowane). Już w pierwszym odcinku, budowanym atmosferę ostrożnie i powoli choć z dużym wyczuciem otrzymujemy toczoną z rozmachem bitwę, a starć jest jeszcze kilka. Największym i najbardziej spektakularnym jest chyba jednak trwający niemal cały, ósmy odcinek szturm Paryża. Widzimy podówczas całą flotyllę drakarów, wieże oblężnicze, lanie oleju, ogromne (jak na serial) ilości statystów oraz prawdziwe morze przemocy. Niemniej jednak niestety to nie wojna stanowi główną oś fabuły tego sezonu. Konflikt religijny: Główny ciężar opowieści tym razem spada na spór jaki wybucha między wyznawcami pogaństwa, a chrześcijanami, a w szczególności między Athelstanem, a zazdrosnym o względy, jakimi darzy go Ragnar Flokim. Dyskusja, jaka się nimi toczy wzmacniana jest przez liczne, cudowne wizje i omeny brane przez obie strony za objawienia bogów. Sprawia to niejednokrotnie, że serial poruszanymi tematami bardziej niż widowisko historyczne przypomina fantasy. Uczciwie mówiąc nie do końca taka tematyka mi odpowiada. Zdecydowanie wolałbym więcej intryg politycznych, ambicji i gry o władzę, które niestety zostają zepchnięte na drugi plan przez ambicję dwóch, oddanych wyznawców zwaśnionych wyznań. Ogólnie: za dużo jest bogów, za mało zdrady. Ja rozumiem, że było to ważnym elementem epoki, jednak nie jest to moim zdaniem najatrakcyjniejszy temat dla serialu. Historyczność: Wikingowie i logo ?History Channel? przyzwyczaili nas do pewnego, stałego poziomu zgodności prezentowanych w serialu scen ze stanem wiedzy historyków. Poziom ten utrzymywał się od pierwszego sezonu i nie zmienił się obecnie. Jak na kino kostiumowe przyznało ?The Vikings? nie ma z prawdą historyczną nic wspólnego, poza kilkoma imionami faktycznie istniejących postaci i luźno zebranymi wydarzeń. Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.
  10. Czy można stworzyć komedię o seksie, która będzie śmieszyła, a do tego miała przekaz? Tak i to o wiele lepszy niż Rychu Peja dla ulicy. Niestety ja nie umiem być oryginalny, więc niestety recenzja będzie taka jak zwykle. A więc bez polotu, bez śmiesznego humoru oraz bez orgazmu – yyy, znaczy – to ostatnie zapomnijcie i skupcie się na tych dwóch pierwszych rzeczach. Ogólnie film opowiada o kilku parach, które mają problem, ponieważ ich partner lub partnerka posiada fetysze, do których wstydzą się przyznać. No dobra, tak naprawdę to dwie kobiety przyznały się do swoich fantazji i faceci postanowili je spełnić, ale uznajmy, że nie wyznały, bo to mi psuje konwencje. Jedna z kobiet chce zostać zgwałcona i od bardzo dawna jej się to marzy. Najśmieszniejsze jest to, że to podobno częsta fantazja u kobiet.Druga ma problemy w związku, więc wraz z partnerem udała się do, psycholożki (tak wiem, że powinno być pani psycholog), aby związek przetrwał i okazuje się, że marzy ona o tym, aby w seksie grać odgrywać rolę.Trzecia kobitka wraz ze swoim partnerem stara się o dziecko, ale to im nie wychodzi, więc lekarka powiedziała, że orgazmy mogą pomóc w jego poczęciu.Czy to prawda, to nie wiem, ale jej fetyszem jest płaczący facet i tylko wtedy ma orgazm.Jeśli zaś chodzi o czwartą historię, to opowiada ona o facecie, którego podnieca śpiąca żona.Ten wątek jest tak dziwny, że aż nie wiem co o nim napisać, więc lepiej sobie to odpuszczę.Jest jeszcze jeden wątek, ale nie mam zamiaru go spoilerować, ponieważ to jest najlepsza historia, więc lepiej, abyście sami ją odkryli…Cholera, zapomniałem jeszcze wspomnieć o dziadku, ale starzy ludzie mnie nie kręcą, więc nic wam o nim nie opowiem. Twój mały penis mi nie przeszkadza Teraz powinienem powiedzieć o innych rzeczach, ale nie wiem jak się za to zabrać, więc wyrzucę to z siebie jak spermę, a więc od razu i bez litości. Czytając o tych historiach możecie pomyśleć, że one w ogóle nie śmieszą, ale zdziwię was, ponieważ naprawdę bawią, a nawet tak bardzo, że nie będziecie mogli się powstrzymać od wytryśnięcia śmiechem. Dlaczego? Ponieważ to co dzieje się na ekranie jest tak bardzo dziwne, że aż zabawne. Do tego jeszcze dorzućmy, że aktorzy z Australii naprawdę dają radę i nie musicie być ich grą zniesmaczeni, bo to nie polska komedia. Może i mały, ale wariat. Nim postanowię zakończyć recenzję, to muszę jeszcze wspomnieć o przekazie, który może uratować wiele związków - chodzi o te realne. Chodzi o to, że jeśli jesteście w związku, to nie powinniście traktować seksu jako tematu tabu, ponieważ jeśli w tej sferze nie będzie wam dobrze, to nawet jeśli poznaliście cudowną partnerkę lub partnera, to bez orgazmu nie ma szczęścia. Tak więc jeśli ukrywacie swoje fetysze i nie jesteście w stanie siebie zaspokoić w łóżku, to wasz związek jest [beeep] warty. Niby mówi się, że najważniejszy jest charakter, ale to [beeep] prawda... Do tego muszę wspomnieć o dwóch sprawach, które mnie wkurzały. Pierwszą z nich jest brak cycków, a seks, znaczy film bez cycków jest niekompletny i to mnie boli - boli jak cholera. Muszę też jeszcze wspomnieć o tym, że historie tak naprawdę są niekompletne, ponieważ nie mają zakończenia. Niby wszystko się łączy w całość, ale moim zdaniem to za mało i niektóre wątki powinny jeszcze trwać, aby wszystko wyjaśnić. Ja pierdziele - całkowicie zapomniałem wspomnieć, że opowieści się przeplatają, więc ten film można porównać do "Pulp Fiction", tylko bez krwi i zakończenia oraz z "4.3.2.1" - ten obraz też musicie obejrzeć, jeśli lubicie zgrabną i ciekawą historię. Chcesz na mnie nasikać?! Ten film dostaje ode mnie 7 oczek, ponieważ to naprawdę dobry obraz o seksie, a do tego ma przekaz, który może uratować wasze związki. Filmowy Janusz mówi: To nie jest dzieło tylko dla kobiet, ponieważ faceci też będą się na nim bardzo dobrze bawić, bo to naprawdę dobra komedia. Ten obraz może się nie spodobać tylko fanom komedii-romantycznych z Polski oraz osobom nieśmiałym, które nigdy nie uprawiały seksu ani nie obejrzały żadnego pornosa... Tak wiem, że to nie ma seansu, ale nasze życie też go nie ma, więc zapraszam na seans.
  11. A jak Wam się podobała Dunkierka? Dajcie znać w komentarzach! Przy okazji prośba o suba oraz o śledzenie mojego fejsa i instagrama.
  12. Dawno temu ukazał się wpis, w którym porównywałem "Drużynę Pierścienia" Tolkiena do adaptacji stworzonej przez Petera Jacksona. Przyszedł czas na drugą część, "Dwie Wieże". Film zebrał spore cięgi od fanów, którzy spodziewali się, że reżyser będzie trzymał się oryginału tak samo jak w pierwszej części. Pamiętam jak żywo, kiedy wychodziłem z sali kinowej i głównym uczuciem jakie mnie wtedy ogarniało był zawód. Zacznijmy jednak od początku. Druga część zaczyna się w momencie ucieczki Froda i podzieleniu Drużyny. Aragorn odnajduje w lesie umierającego Boromira, który przed śmiercią wyjawia mu do czego doszło pod Amon Hen. W poprzednim wpisie już chwaliłem Jacksona za umieszczenie tej sceny w finale pierwszego filmu. Liście z Lorien nie spadają nadaremno Można powiedzieć, że pierwsze fragmenty filmu i książki w "Dwóch Wieżach" przebiegają w identyczny sposób. Ujęcia, gdy trójka myśliwych przemierza Rohan w pogoni za orkami na długo zapadają w pamięć. Dla fanów książki miłym elementem są liczne cytaty umieszczane przez reżysera, zgodne w 100% z dziełem Tolkiena. Idealnym przykładem może tu być wymiana "uprzejmości" pomiędzy Gimlim, a Eomerem, którą Rohirrim kończy zdaniem "Uciąłbym ci łeb krasnoludzie, gdyby tylko wystawał z ponad traw". Niektóre wypowiedzi znajdują się w książce, ale są wypowiadane przez innych bohaterów. Zdanie o rumaku Gandalfa w oryginale mówi jeden ze strażników przy bramie Edoras. W filmie słowa te padają z ust Legolasa. Youtube Video -> Oryginalne wideo Po spotkaniu z Eomerem, przyjaciele znajdują stos spalonych orczych zwłok. Gimli odnajduje tam pasek jednego z hobbitów, co dobitnie wskazuje, że nie uszli oni z życiem. Tutaj mamy pewną różnicę. W książce Eomer wyraźnie zaznacza, że nie spotkali żadnych niziołków. Tutaj reżyser stara się wmówić widzom, że prawdopodobnie zginęli. Świetnie zobrazowana została scena, w której Aragorn odnajduje tropy hobbitów na pobojowisku, komentuje ich poczynania, a w międzyczasie widzimy urywki pokazujące nam jak Merry'emu i Pippinowi udało się zbiec. A wizard is never late, nor is he early, he arrives precisely when he means to W filmie, podobnie jak w książce jesteśmy także stopniowo przygotowywani do spotkania z Białym Czarodziejem, który pojawia się w różnych miejscach i snuje swoją sieć intryg. Czego w książce nie ma, to spotkanie z Sarumanem. Gdy Aragorn, Legolas i Gimli nocują na skraju Fangornu, ktoś płoszy im konie, a krasnolud w oddali dostrzega dziwnego starca ubranego na biało. W późniejszej rozmowie z Gandalfem dowiadują się, że to nie jego widzieli poprzedniej nocy. To znaczy, że Saruman kręcił się tam, prawdopodobnie szukając Pierścienia. Jackson stara się także trochę wybielić bohaterów. Ukazać ich jako postacie bez skazy. Gimli w filmie mówi o trzech dniach i nocach nieustannego pościgu, bez pożywienia i wytchnienia. W istocie Tolkien zaprezentował pościg znacznie bardziej realistycznie. Przyjaciele zatrzymują się o zmierzchu i zastanawiają czy odpocząć, czy kontynuować pogoń. Podejmują decyzję o zatrzymaniu się, gdyż w nocy mogą zgubić rozwidlające się tropy. Gdy okazuje się, że orkowie wykorzystali ten czas, by się od nich znacznie oddalić, żałują swojego postępowania. Saruman is our friend and ally W miarę postępów w fabule dochodzi do coraz większej liczby zgrzytów. Eomer zostaje wydalony z Rohanu przez Grimę. Jackson tak pozmieniał sceny w wersji podstawowej i rozszerzonej, że wyszło to naprawdę głupio. W kinie widzimy jak Grima skazuje Eomera na banicję. W wersji rozszerzonej Eomer odpowiada, że Smoczy Język nie ma tutaj żadnej władzy. Na to Grima ripostuje, że rozkazy nie pochodzą od niego tylko od króla i pokazuje świstek papieru podpisany przez króla. Dwa zdania więcej i dużo lepiej postrzegam całą scenę. "Wygonienie" Eomera z Edoras doprowadza do "reakcji łańcuchowej". W książce został wtrącony do lochu i wraz z przybyciem Gandalfa do Złotego Dworu zostaje wypuszczony i towarzyszy bohaterom podczas obrony Rogatego Grodu. Można powiedzieć, że staje się jedną z pierwszoplanowych postaci. W filmie wyrusza ze swoimi jeźdźcami w dal i spada na dalszy plan. Wspomnę jeszcze o tym później. Sama postać Grimy wypada świetnie. Aktor w swojej roli jest przekonywujący, swoimi kwestiami wzbudza u mnie nawet sympatię, towarzyszy Sarumanowi podczas jego knowań. Prawdziwa kopalnia świetnych kwestii i scen jak choćby ta ze świeczką i balkonem, za którym widać armię uruk-hai (panie, taka siła nie istnieje) Grima jest szczególnie przydatny, gdyż podczas jego rozmów z Sarumanem możemy dowiedzieć się co nieco o planach czarodzieja. Władca na Meduseld Wejście do sali tronowej Theodena wyszło znakomicie. Choć tu pojawia się drobna zmiana. Hama, woźny Theodena, nakazuje pozostawić broń gościom. W książce Aragorn długo się wykłócał i nawet wspomniał o możliwości podjęcia walki. Gimli zabawnie wtedy dorzucił "Nie sam jeden by walczył. Nie sam jeden". No i w książce nie ma "sztuczki" Gandalfa, który nabiera strażnika, aby pozwolił starcowi zatrzymać laskę. U Tolkiena Gandalf jest oburzony brakiem dobrych manier i stwierdza, że może to król powinien fatygować się do niego, skoro pozbawia starca podpory. Hama uznaje, że mogą wejść. Wie, że kawałek drewna w rękach czarodzieja może być groźną bronią, ale ma nadzieję, że goście przybyli do Edoras w przyjacielskich zamiarach. Youtube Video -> Oryginalne wideo Książkowa wersja przemiany Theodena jest dość lakoniczna. Nie wiadomo tak naprawdę co się wydarzyło. Król raczej nie był pod wpływem uroku, ale stale niedołężniał w związku z kłamstwami podrzucanymi przez Grimę. Królewski doradca musiał być zdecydowanie bardziej ostrożny w swoich działaniach, bo wielu na dworze miało wobec niego uzasadnione podejrzenia. Gandalf rzuca kilka słów, Theoden wstaje ze swego tronu i dokonuje się jego przemiana. Należy pamiętać, że w książce król Rohanu jest już dość starym człowiekiem, nie dochodzi do jego odmłodzenia. Wszystko w filmie zachodzi zdecydowanie bardziej dynamicznie. Gandalf wygłasza płomienną przemowę na temat królewskiej gościnności. Grima wysyła swoich zbirów. Wreszcie dochodzi do pojedynku dwóch czarodziejów. Fajnym pomysłem było dodanie "ochroniarzy" dla Grimy. Dzięki temu reszta drużyny miała co robić i byliśmy świadkami starej, dobrej rozróby (choć krótkiej). Kim jestem, Gamlingu? Niestety tutaj dochodzimy do punktu krytycznego. Do momentu wyzwolenia Theodena można powiedzieć, że film zasługiwał na najwyższą notę. Później zaczynają się modyfikacje Jacksona. Król zachowuje się uparcie, nie słucha niczyich rad, a wierzy jedynie we własny osąd. Najpierw próbuje zaszlachtować bezbronnego Grimę, w ostatniej chwili powstrzymuje go Aragorn (u Tolkiena pozwolił odejść swemu byłemu doradcy). Dochodzi tutaj do paradoksu i nielogiczności. W oryginale król chciał zmierzyć się z wrogiem w polu, ale odwiódł go od tego Gandalf, który poradził aby schronić się w Rogatym Grodzie. Było to logiczne rozwiązanie, bo siły Sarumana miały znaczącą przewagę liczebną. W filmie Gandalf przekonuje Theodena, aby walczył, odciągnął nieprzyjaciela od kobiet i dzieci. Theoden rozumuje logicznie i postanawia umknąć do Helmowego Jaru. Paradoksem jest to, że rozsądna decyzja króla zostaje przedstawiona w negatywnym świetle, widzowi narzuca się przesłanie, że jest to błędna decyzja, sprzeczna z prawidłowym osądem Gandalfa. W konsekwencji tej kluczowej decyzji dochodzi do ciągu zdarzeń, które w znaczny sposób odbiegają od wersji książkowej. Theoden zabiera wszystkich mieszkańców Edoras ze sobą. Chce ich ochronić przed Sarumanem i ciągnie razem kobiety, starców i dzieci do Jaru. U Tolkiena działa z większym rozumem. Wysyła ich głęboko w góry do twierdzy Dunharrow. W istocie będą tam bardziej bezpieczni niż w Rogatym Grodzie, tuż pod Isengardem. Eowina została wyznaczona dowódcą i opiekunem ludzi podążających do Dunharrow. Tym samym nie mogłaby podążyć z bohaterami na miejsce głównej bitwy. W istocie książka i film znacząco różnią się w kwestii Eomera i Eowiny. Tolkien z pierwszego zrobił postać pierwszoplanową, a z drugiej epizodyczną. Jackson czyni Eomera postacią drugoplanową, a Eowinę pierwszoplanową. Muszę przyznać, że nie jest to zły ruch, biorąc pod uwagę, że brakowałoby postaci kobiecej. Arwena Wojownicza Księżniczka Lepszy taki pomysł z Eowiną niż próba wprowadzenia do drugiej części Arweny. Producenci domagali się wątku miłosnego, więc w początkowej wersji Arwena przybywa na pomoc wraz z posiłkami od Elronda. Gdy usłyszałem jak blisko byliśmy od tej tragedii, włos zjeżył mi się na głowie. Na szczęście scenarzyści, na czele z Jacksonem, wymyślili jak umieścić Arwenę w inny sposób. W formie retrospekcji lub snów dowiadujemy się więcej o uczuciu łączącym elfkę z Aragornem. Wilk syty i owca cała. Youtube Video -> Oryginalne wideo Wartość dodana Podczas podróży do Helmowego Jaru jesteśmy świadkami wielu zabawnych scen. Najpierw Gimli opowiada o krasnoludzkich kobietach, a następnie Eowina raczy Aragorna swoją zupą. Druga scena nie znalazła się w wersji kinowej, a dopiero w edycji rozszerzonej. Aragorn przyjmuje z chęcią strawę, ale dopiero gdy jej próbuje uświadamia sobie, że znalazł się w niezłych tarapatach. Najwyraźniej Eowina nie była zbyt dobrą kucharką (o czym chyba zdążył się przekonać Gimli). Scena staje się w pewnym momencie komiczna, bo Aragorn usiłuje ukradkiem wylać zupę, ale jego rozmówczyni odwraca się i musi zaprzestać tego procederu. Przy okazji oblewa sobie ręce (gorące!), ale znosi to mężnie i nie daje nic po sobie poznać. Kolejnym komediowym momentem tej sceny jest pytanie księżniczki o wiek. Ile Aragorn ma właściwie lat 60? 70? Przecież nie 80? - 87, słyszy w odpowiedzi. Zabawna, a jednocześnie przydatna scena, bo mówi o pochodzeniu Aragorna, który ma w sobie numenorską krew. Niestety te momenty nie znalazły się w wersji kinowej, a szkoda! Widocznie Jackson uznał, że to zbyt dużo komedii jak na tak epicki film. Youtube Video -> Oryginalne wideo Co, u diabła?! Jedziemy dalej. Grima przekonuje Sarumana, że podróż do Helmowego Jaru będzie długa i powolna, a z królem będą kobiety i dzieci spowalniające pochód. Dochodzi do walki Rohirrimów z jeźdźcami Wargów. Podczas potyczki Aragorn zostaje nagle zepchnięty ze skały i spada w przepaść. Zaraz... What the hell? Przecież Aragorn nie może zginąć, co ten Jackson narobił! W tym momencie zastanawiałem się czy oglądam Władcę Pierścieni, czy może zupełnie inny film. Dopiero po czasie stwierdzam, że przydało się trochę urozmaicenia i dodatkowa walka. Wreszcie mamy trochę dramatu, przyjaciele są zdruzgotani śmiercią kompana. Gimli mówi swoje kapitalne "He fell.", gdy Eowina pyta się o "Lorda Aragorna". W sumie nie ginie, więc nie dochodzi do mordu na Tolkienie, ale z tym poczekajmy do kolejnego akapitu. Wrócmy jeszcze na chwilę do Merry'ego i Pippina. Jeden z najpoważniejszych błędów jakie zrobił Jackson, to wiec i decyzja jaką podejmują na nim pasterze drzew. Otóż w książce stwierdzają, że należy podjąć walkę z Sarumanem i jego "przemysłową rewolucją". Tutaj dostajemy co jakiś czas wstawki z wiecu (aby nie pokazywać cały czas bitwy) podczas, których dowiadujemy się jak bardzo ciągną się entowskie rozmowy. W końcu decyzja jest negatywna. Wszystko zmienia fortel Pippina. Drzewiec widzący jak wielkie połacie Fangornu spopielił Saruman we wściekłości zwołuje swoich pobratymców. Tu zastanawia mnie jedno: jakim cudem ci wszyscy entowie byli w stanie przybyć w to miejsce już po kilkunastu sekundach. Zupełnie jakby się chowali za pierwszym rzędem drzew, w oczekiwaniu na sygnał... Nie podoba mi się w jaki sposób Jackson ogłupił entów. Na szczęście sceny niszczenia Isengardu wypadły świetnie. Youtube Video -> Oryginalne wideo So it begins Do samej bitwy nie sposób się przyczepić. Mamy tutaj walkę na murach, różne wymyślne sposoby jak sforsować umocnienia, ale dobrze, że reżyser poświęcił sporo czasu na przygotowanie nas do tej bitwy. Theoden obchodzi mury, Eowina zbiera zapasy, Aragorn wraca, wyczerpany, ale żywy. Wtem dochodzi do czegoś zupełnie nieoczekiwanego. Nagle pojawiają się elfy. Moment, za który wielu fanów Tolkiena najchętniej zobaczyłaby Jacksona wiszącego na najbliższej gałęzi. Oczywiście trzeba było podkreślić nikłe szanse obrońców, fakt iż bronili kobiet i dzieci ukrytych w jaskiniach. Rzeczywiście w książce na zamku znajdowały się zarówno kobiety jak i dzieci (uciekinierzy z Zachodniej Bruzdy). Ponadto część dzieci i starców zostaje uzbrojona, bo brakuje ludzi do obrony murów. Youtube Video -> Oryginalne wideo Wspomniane wcześniej elfy mają być taką iskierką nadziei rozpalonej u widzów. Sam Jackson w komentarzach na DVD powiedział, że nie obchodzą go fani, on po prostu musiał dać tą scenę. Było to jeszcze poparte reakcją widowni w kinie, która miała klaskać w momencie pojawienia się posiłków w grodzie. Jackson ustalił stosunek sił obrońców na 500 do ok. 10 tys. W książce mieliśmy ok. 2 tys. obrońców, a naprzeciw nich uruk-hai, orków oraz dunlendingów, w sumie ok. 17 tys. 8 do 1 nie wygląda jednak tak imponująco jak 20 do 1. Tutaj jednak czepiać się nie sposób, bo nie ma to większego znaczenia dla filmu. Później ten błąd w liczbach wychodzi w trzeciej części. Theoden mówi, że ma 6 tys. zbrojnych, a liczył na przynajmniej dwa razy więcej. Król Rohanu jest w stanie wystawić wielotysięczną armię, a skrywa się w Rogatym Grodzie mając ze sobą 300 ludzi? Czy to Termopile? A chance for Captain of Gondor to show his quality Jeszcze jeden akapit należy się Faramirowi. Jego wątek został w zasadniczym stopniu zmieniony. Tolkien uczynił z Faramira postać wyjątkową, która jako jedyna potrafi oprzeć się wpływowi Pierścienia. Syn Namiestnika Gondoru wypowiada nawet takie słowa, że nie schyliłby się po niego (Pierścień) nawet gdyby leżał przy drodze. W filmie chce pokazać ojcu ile jest wart i przynieść mu potężną broń. Dopiero później udaje mu się wydobyć spod wpływu "skarbu". Scenarzyści tłumaczyli się, że takie ukazanie Faramira odarłoby Pierścień z jego mocy w oczach widzów. Myślę, że w tej kwestii nie mają racji, ale taka zmiana jest potrzebna. Zmagający się z przeciwnościami bohater jest lepszy od bohatera bez skazy. Frodo i Sam są przetrzymywani przez Gondorczyków i do końca zastanawiamy się, czy uda im się jakoś wydostać. Youtube Video -> Oryginalne wideo Reżyser miał też okazję dokonać retrospekcji i pokazać scenę odbicia Osgiliath. Widzimy Boromira przemawiającego do żołnierzy po zwycięstwie nad siłami Mordoru. Dowiadujemy się jakie są relacje pomiędzy braćmi i ich ojcem, Denethorem. Poznajemy także okoliczności jakie skłoniły Boromira do wyruszenia do Rivendell. Tutaj jest pewna różnica. W książce Faramir opowiada, że to brat domagał się posłania go na naradę. Jackson wybiera jednak bardziej pozytywną wersję, w której nie chce on tam ruszać, woli zostać ze swoimi ludźmi, ale ostatecznie przekonuje go do tego jego ojciec. Szkoda, że ta scena nie znalazła się w wersji kinowej, bo jest jedną z najlepszych w drugim filmie. Tym bardziej, że każda scena bez Seana Beana jest sceną straconą. Leithio i philinn! Wracając do bitwy, bo to ona jest decydującym momentem filmu, trudno się przyczepić do czegokolwiek. Mamy Aragorna wykrzykującego elfickie komendy do łuczników, walkę na murach, atak na groblę. Nie wiem jak wam, ale mnie ork wysadzający bombę pod murem przypomina członka sztafety olimpijskiej, który dzierży znicz. Jest tutaj wiele pamiętnych momentów (chociaż wielu oburza się na surfowanie Legolasa), ale najlepsza jest rywalizacja elficko-krasnoludzka. Gimli cieszy się, że zabił już dwóch, gdy dowiaduje się o 17 po stronie Legolasa. Oczywiście elfi oszust ma łatwiej, bo posługuje się łukiem. Można powiedzieć, że brakuje tutaj jednej sceny, w której dowiadujemy się o ostatecznym wyniku. Pojawia się ona w edycji rozszerzonej, gdzie tak jak w książce wygrywa krasnolud. Ważną różnicą pomiędzy filmem a książką jest przeniesienie walki pomiędzy Samem i Szelobą do trzeciej części. Jest to wytłumaczone po części brakiem czasu, a po części niechęcią filmowców do budowania kolejnej dramatycznej sceny, do której dochodzi już po bitwie pod Rogatym Grodem. W tym wypadku mam wrażenie, że dokonano dobrej decyzji. Warto wspomnieć, że przed produkcją filmów scenarzyści dokładnie przeanalizowali chronologię poszczególnych rozdziałów i na tej zasadzie umieścili je w odpowiednich częściach filmów. Z przyczyn czasowych w filmie nie znalazła się scena rozmowy z Sarumanem. Słowo końcowe Tytułem podsumowania. "Dwie Wieże" znacząco odbiegają od książkowego pierwowzoru. Dochodzi do marginalizacji Eomera, Theoden stawia się Gandalfowi, Aragorn spada w przepaść, a na pomoc oblężonym przybywają elfy. Jednak po obejrzeniu filmu wielokrotnie oraz nabrania pewnego dystansu muszę stwierdzić, że Jackson zrobił dobrą adaptację Tolkiena. Nie chodzi wyłącznie o to, żeby powielać wszystkie wątki tak jak leci. Film musi być ciekawy, a taki Theoden wykonujący wszystkie polecenia Gandalfa stałby się nudny. Podobnie Faramir z łatwością opierający się potędze Pierścienia. Druga część Władcy Pierścienia jawi się jako epicka baśn, w której nie brakuje zwrotów akcji, walki i wreszcie wielkiej sceny batalistycznej. Większość modyfikacji można wybaczyć Peterowi Jacksonowi, bo w moim odczuciu ubarwiają one opowieść, a przecież w filmie chodzi głównie o to, żeby było ciekawie.
  13. Jeżeli mówi się, że "film wszedł do kina", to Django Unchained z hukiem kopnął drzwi, wyrywając je z zawiasów, brzęcząc ostrogami przy kowbojskich butach przeszedł przez salę, po czym, z podniesioną głową i miną zwycięzcy, usiadł w pierwszym rzędzie. Quentin Tarantino. Tego artysty przedstawiać nie trzeba. Nie może nazwać siebie fanem kinematografii nikt, kto o nim nie słyszał, nie czytał, czy nie obejrzał choć jednego z jego dzieł. A jeżeli czytasz ten tekst i zastanawiasz się, kim on jest, wracaj na biegun polarny, w którego skutych pradawnym lodem trzewiach, przeleżałeś ostatnie sto lat. Wiem, że sukces ma wielu ojców. Zdaję sobie sprawę z tego, iż za każdym filmem stoi cały sztab techników, kamerzystów, scenografów, aktorów i wielu, wielu innych ludzi, bez których sam reżyser miałby takie samo pole do popisu, co karp pływający w wannie dwudziestego czwartego grudnia. Ale to właśnie on zebrał tą, a nie inną ekipę. On wszystkim kierował. To on włożył swoje serce oraz pasję w dzieło, jakim jest Django Unchained. - What's your name? - Django. - Then you're exactly the one i'm looking for. Jest tok 1858. Handel niewolnikami trwa w najlepsze i czarnoskórzy mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, chłostani biczami swoich ciemiężców, wykonują katorżnicze prace na plantacjach bawełny, często zraszając tą roślinę nie tylko potem, ale i krwią. Bogaci plantatorzy, szukając rozrywki, organizują krwawe walki pomiędzy niewolnikami, kupując ich od handlarzy lub na specjalnie w tym celu organizowanych targach. Jednym z takich niewolników jest tytułowy bohater, Django (Jamie Foxx). Skuty kajdanami razem z towarzyszami niedoli, prowadzony jest przez handlarzy niewolnikami ku nieznanej przyszłości. Ta szybko okazuje się mieć niemieckie pochodzenie oraz konia imieniem Fritz. A to za sprawą charyzmatycznego eks-stomatologa, obecnie łowcy nagród, którym jest Dr King Schultz (Christoph Waltz), z pochodzenia Niemiec właśnie. Szybko dowiadujemy się, że były dentysta potrzebuje Django i po krótkich, acz stanowczych negocjacjach, odkupuje go od handlarzy. Przynajmniej od tego jednego handlarza, który przeżył negocjacje... Od tego momentu nasi bohaterowie ramię w ramię, a raczej siodło w siodło, podróżują razem, aby osiągnąć swoje cele, które już niedługo staną się wspólne dla obu z nich. A to za sprawą umowy, jaką zawierają ze sobą Django oraz Schultz. Ten pierwszy wie, jak wyglądają poszukiwani przez łowcę głów bandyci, zaś ten drugi zobowiązuje się pomóc swojemu nowemu towarzyszowi w odzyskaniu jego żony, Broomhildy (Kerry Washington), sprzedanej w ręce najbogatszego w okolicy plantatora bawełny, znanego z okrucieństwa i ekscentryczności, Calvina Candie (Leonardo Dicaprio). Żeby to zrobić, Schultz obmyśla inteligentny, choć ryzykowny plan, który będzie wymagał od Django zagrania roli swojego życia. Roli, do której nie przygotuje żadna szkoła. Ale mając za kompana zawsze uśmiechniętego eks-dentystę, który sprawniej niż bronią potrafi posługiwać się chyba jedynie językiem, nawet szansa jedna na milion może sprawdzić się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Czy im się więc powiedzie? Czy piękna Broomhilda zostanie uwolniona z rąk oprawcy? Zobaczcie sami. To jest film Tarantino. Tutaj wszystko jest możliwe. - Speak english. - Oh, i'm sorry. Please forgive me, it is a second language. Now, amongst your inventory, i've been led to believe, is a specimen i'm keen to acquire. Gdy kilka lat temu Tarantino próbował znaleźć aktora, potrafiącego wcielić się w Hansa Landę w "Inglourious Basterds", szukał kogoś, kto posługuje się swobodnie językami: angielskim, niemieckim oraz francuskim. Mało tego, miał to być ktoś,kto, jak to określił reżyser, umiałby wyrażać się poetycko w każdym z nich. I gdy wreszcie, na jednym z wielu castingów, spotkał Christopha Waltza, po krótkiej rozmowie stwierdził "To jest mój Landa!". Obsadzenie aktora w roli oficera SS, okazało się strzałem w dziesiątkę. Niezwykły talent oraz polot Waltza, wniosły nową świeżość do filmu Tarantino (rola Hansa Landy przyniosła Christophowi Waltzawi oskara). Nie mogło go więc zabraknąć w najnowszej produkcji. Wszystkie linie dialogowe Schultza zostały od początku do końca napisane "pod" tego aktora. Tarantino ma tak ogromne zaufanie i szacunek do talentu Waltza, że ten miał wgląd i całkowicie wolną rękę podczas powstawania skryptów, stając się mimowolnie ich współtwórcą. Jaki jest tego efekt? GENIALNE, FANTASTYCZNE dialogi. Kwestie wypowiadane przez Schultza są inteligentne, niezwykle barwne, bogate i po prostu piękne. Ale docenić je może dopiero ten, kto zna język angielski w stopniu, który pozwala na swobodne oglądanie filmu choćby z pomocą angielskich napisów. Uwierzcie mi na słowo. Jeżeli oglądacie Django nie rozumiejąc angielskiego, widzicie, na moje oko, może połowę tego, co chce przekazać reżyser. Taka jest moja opinia. Nie tylko Christoph Waltz popisuje się słowem w tym filmie. Jamie Foxx, Don Jonson (którego pamiętamy z serialu "Miami Vice"), Leonardo Dicaprio, Samuel L. Jackson - każdy z nich odgrywa charyzmatyczną rolę, naśladując akcent oraz język właściwy południowcom z USA w tamtym okresie. Kunszt aktorski prezentuje, po raz kolejny zresztą, Leonardo Dicaprio. W jednej z najlepszych scen filmu, gdy jako Calvin Candie wygłasza swoisty wykład o budowie czaszki czarnoskórych ludzi, przypadkowo kaleczy się w rękę, ale nie przerywa i gra dalej. Scena ta trafia do finalnej wersji filmu. Ogromny plus dla Tarantino za dobór aktorów trzecioplanowych ( nie wiem, czy to dobre określenie). Tutaj nikt nie jest przypadkowy, nawet kilkusekundowa rola zagrana jest na sto dziesięć procent. Akcent i maniera dziewczyny, oprowadzającej Django po plantacji, której właścicielem jest Big Daddy (Don Jonson) to tylko jeden z przykładów, które można by mnożyć. Osobne brawa należą się Samuelowi L. Jacksonowi, który doskonale zagrał nienawidzącego czarnoskórych niewolników lokaja. Więc uczcie się języków! - Excuse me, madame? Could you please stop playing Beethoven? Take you hands off the harp!! W jednym z wywiadów Tarantino opowiada, że gdy zaczyna pracować nad nowym filmem, na początku przegląda i przesłuchuje całą swoją kolekcję nagrań. Słuchając muzyki, z czasem zaczyna mu się kształtować ogólny obraz filmu, kolejne nagrania wracają na półkę, aż w końcu pozostaje esencja tego, czym ma być jego kolejne dzieło. Metoda ta wydaje się być niezwykle skuteczną, biorąc pod uwagę ścieżkę dźwiękową i w tym obrazie. Enio Morricone, który komponuje dla Tarantino co najmniej od poprzedniego filmu, stanowi jakość samą w sobie. Tutaj ponownie pozwala nam cieszyć ucho taktami spod swojej ręki. Johnny Cash to ikona muzyki country i jeśli nie on jest kojarzony własnie z kowbojskimi balladami, to już nie wiem kto. Mozna powiedzieć, że tego się można spodziewać. Ale Tarantino szokuje i poszukuje nowatorskich rozwiązań wszędzie. I dlatego wplata w western...rap (Bądź hip-hop. nie cierpię ani jednego ani drugiego, więc nie rozróżniam). Zabieg to ryzykowny, odważny ale kto, jeśli nie Tarantino? A już na kolana powala prolog do "Requiem", nabożeństwa żałobnego, nazywanego również "operą kościoła", którego kompozytorem jest Giuseppe Verdi. To przy taktach tego utworu szarżują konno, wyśmiani w tej scenie, nieudolni "protoplaści" późniejszego Ku Klux Klanu (organizacja ta, nawiasem mówiąc, powstała w mieście Pulaski, w stanie Tennessee, rodzinnym stanie Tarantino). Quentin Tarantino od zawsze był wielkim fanem westernów. Gdzieś czytałem, że bardzo często puszczał nawet na planie całej ekipie obszerne fragmenty tych filmów, próbując przekazać, co chce osiągnąć w danej scenie. Jeżeli więc ktoś, kto kocha kino jako takie, a w dodatku jest ogromnym miłośnikiem gatunku, bierze się za western, musi to być dzieło doskonałe. I w mojej opinii jest. Jako, że nigdy nie byłem fanem filmów spod znaku rewolweru i kowbojskiego kapelusza, nie zamierzam nazywać Django Unchained "westernem doskonałym". Ale jako film, jest to dzieło idealne w każdym calu. Pietyzm i dokładność, z jaką reżyser podszedł do każdego, najmniejszego nawet szczegółu w tym obrazie, widoczne są w każdym ujęciu, lini dialogowej, postaci czy elemencie scenografii. Fani Tarantino odnajdą wiele charakterystycznych dla jego twórczości symboli. Aktorzy, grający epizodyczne role, są poprzeplatani charakterystycznymi postaciami z jego starszych filmów (nie chcąc psuć zabawy tym, którzy jeszcze Django nie oglądali, nie będę ich wymieniał - ja zauważyłem co najmniej trzy takie nawiązania). Sam mistrz również pojawia się na ekranie, jak zwykle w mało znaczącej roli. Krew i brutalność są już tak nieodłącznymi elementami filmów Tarantino, że zastanawiam się, czy nie zostały wciągnięte na listę płac. Tutaj też ich nie brakuje. Krew, w mocno przesadzony i celowo przerysowany sposób, chlusta przy postrzałach. Zobaczymy wiele brutalnych scen, z których jedna jest tak dojmująca i sugestywna, że dociera bezpośrednio do mózgu widza bez udziału oczu. Są w tym filmie sceny, które wywołują uśmiech albo nawet rozbawienie, są też takie, gdzie napięcie zdaje się niemal mieć zapach i metaliczny posmak. Django Unchained jest filmem dorosłym. Tłem dla całej przygody jest niewolnictwo i męka ludzi, których jedynym przewinieniem był inny kolor skóry. W żadnym momencie reżyser nie pozwala nam zapomnieć, że jeszcze nie tak dawno, czarnoskórzy mieszkańcy USA byli upokarzani i często traktowani gorzej, niż zwierzęta. Przypomina nam, jak okrutny potrafi być człowiek dla drugiego człowieka. Doskonale podkreśla to rola Leonardo Dicaprio, który jako Calvin Candie, w brutalny i bezwzględny sposób obchodzi się ze swoimi niewolnikami na plantacji nazywanej Candyland (ta nazwa to kolejna groteska typowa dla Tarantino). Dla mnie niezwykle symboliczna jest scena, w której krew bryzga na kwiat bawełny. Rośliny, która długie lata rosła na ziemi nasączonej potem oraz krwią zbierających ją niewolników. I właśnie to połączenie dojrzałości oraz brutalności z bohaterami, których nie można brać całkiem serio, czyni ten film niesamowitym. Tarantino, nazywając żonę Django Broomhildą, wplótł w swoje dzieło element baśniowy. Od Dr Schultza dowiadujemy się, że stara, niemiecka legenda opowiada o pięknej Broomhildzie,uwięzionej przez swojego ojca na wielkiej górze. Dopiero bohater może przybyć, zabić smoka, broniącgo dostępu do Broomhildy i uratować piękną córkę boga wszystkich bogów. I tym właśnie ten film jest, po trosze. Baśnią. Baśnią, gdzie bohater nie dzierży miecza, a rewolwer. Legendą, gdzie smok ma straszniejsze, bo ludzkie oblicze. Jest to baśń, w której trup ściele się gęściej, niż zazwyczaj, i jest w niej koń, który nazywa się Fritz.
  14. Cześć! Mam nadzieję że to dobry dział bo pewności nie mam Otóż bracia i siostry szukam filmów podobnych do Appleseed Alpha i pełnometrażowego Final Fantasy VII - Advent Children. Oglądałem kilka ale tytułów nie pamiętam a chciałem synkowi pokazać Co do filmów to najbardziej chodzi mi o sposób wykonania czyli tę mega realistyczną grafikę więc manga czy anime z typowo rysowaną kreską mnie nie interesuje. Uprzedzam na wypadek gdyby ktoś chciał polecić np. wcześniejsze części FF czy coś w ten deseń. O tematykę filmów raczej się nie obawiam. To co kiedyś wpadło mi w ręce jakoś zawsze podpasowało. Widocznie najlepsze historie mają szansę realizacji tylko w ten sposób Z niecierpliwością czekamy na propozycje. Miłej niedzieli
  15. Witajcie po wakacjach :). Mam nadzieję, że przez ten czas nieco odpoczęliście (tak jak ja :)). Przyznam, ze nieco nadrobiłem zaległości w filmach i książkach. I może nieco w grach, ale nie o tym dzisiaj :). „Piekło pocztowe” to jedna z książek autorstwa śp. sir Terry’ego Pratchetta, należąca do cyklu „Świat dysku”. I, co muszę przyznać już na wstępie, jedna z moich ulubionych pozycji w ogóle. Dlatego postanowiłem obejrzeć dwuczęściowy film na podstawie tej książki. A po obejrzeniu przydałaby się recenzja, wiec oto jest ;). Zanim zacznę muszę napisać, że wszystkie kadry z filmu pochodzą z Sieci. Z kolei śródtytuły zostały wzięte z polskiego tłumaczenia książki. Doręczenie Film w reżyserii Jona Jonesa całkiem dokładnie trzyma się fabuły pierwowzoru. Nawet mnie to ucieszyło po obejrzeniu, ponieważ dzięki temu scenariusz trzyma równy poziom i nie bardzo mam się czego przyczepić, jako „fan” książki. No, może poza jedną kwestią – w filmie nie było czuć tego… szaleństwa, w jakie, w książce, powoli popadał Moist von Lipwig – główny bohater - przebywając wśród niedoręczonych listów (i od którego pochodzi tytuł angielski i francuski). Fakt, listy pełniły wżną funkcje, ale jakoś ich brakowało w fabule filmu, Przynajmniej odniosłem takie wrażenie. Brakowało nawet ich „bólu”, który powinien odczuć główny bohater mniej-więcej w połowie filmu Z drobnostek dodam jeszcze, że, jak na mój gust, strój poczmistrza jest w filmie zbyt mało złoty. A Adora Belle Dearheart za mało pali :). No i nie ma pana Pieszczocha… Anioł Skoro już wspomniałem o postaciach to należałoby ocenić też aktorów. Sęk w tym, że nie ma tu słabych „występowaczy”. W większości są to mniej znani aktorzy (no, w każdym razie dużo mniej). Chociaż pojawiło się też kilka znanych nazwisk: David Suchet (znanego z roli serialowego Herculesa Poirota), który świetnie zagrał Reachera Gilta – czyli głównego złego, Andrew Sachs (Manuel z „Hotelu Zacisze”), który okazał się świetnym Tolliverem Groatem i Charles Dance (Lord Tywin Lannister) – czyli najlepszy aktor do zagrania najciekawszej, chyba, postaci ze Świata Dysku – lorda Vetinariego. Nie ma jednak co narzekać na pozostałych aktorów. Wprawdzie inaczej sobie wyobrażałem von Lipwiga, ale Richard Coyle zagrał go po prostu bezbłędnie. Z kolei Adora w wykonaniu Claire Foy była dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażałem w książce (no, może poza sceną z koniem Borysem i panną Dearheart trzymającą… bacik?). Z ważnych postaci nie mogę nie wspomnieć o Panu Pompie, którego wygląd początkowo mnie irytował, ale po dłuższej chwili przekonałem się do niego. Bo choć wygląda dość sztucznie to ta „sztuczność” bardzo dobrze pasuje do niego. Jakoś nie mogę za to powiedzieć nic dobrego o wyglądzie Pana Gryle’a. jakoś tak nie pasuje do tej postaci, przynajmniej moim zdaniem. A może to dlatego, że jednak ciut inaczej go sobie wyobrażałem? A może dlatego, ze ktoś tandetnie go ucharakteryzował… sam nie wiem. Nie zawodzą również postacie mocno poboczne, jak zagrana przez Ingrid Bolsø Berdal sierżant Angua (swoją drogą – jedyna członki książkowej straży miejskiej Ankh-Morpork, która pojawia się w filmie) czy Panna Cripslock, w którą wcieliła się Tamsin Grieg. Również Ian Bonar świetnie wypadł w roli młodego Stanleya Howlera. Na koniec omawiania postaci i aktorów muszę jeszcze za jedno pochwalić twórców – nie zapomnieli o ikonografiku „Pulsu Aknh-Morpork” – Otto von Chrieku – który pojawia się w tle i w zasadzie tylko osoby znające książkę go wyszukają w tłumie. Zagubione w poczcie Na tym w zasadzie powinienem zakończyć swój wpis, gdyż mimo trzygodzinnego seansu… nie bardzo jest co więcej dodać. Muzyka jest w porządku, nie irytuje, co jest chyba najlepszą rekomendacją. Dlatego z czystym sumieniem mogę napisać: fani ksiązki powinni obejrzeć a ci, którzy nie mieli styczności z dziełem śp. sir Pratchetta też w sumie mogą, bo film jest po prostu dobry. Osobiście daję mu 4+/6.
  16. Jeśli chcielibyście znaleźć więcej mało znanych dzieł, to po prostu wejdźcie na mego bloga https://filmowyjanusz.wordpress.com/ Kong jest jak seks z siostrą. Niby przyjemnie, ale wiesz, że coś jest nie tak. Uwierzcie mi lub nie, ale naprawdę tak jest, ponieważ dwa razy próbowałem tego, aby mieć pewność, że się nie pomyliłem. Nie, nie chodzi mi o to, że dwa razy spałem z siostrą... Chodzi o to, że byłem dwa razy w kinie i za każdym razem było tak samo - no dobra, tak naprawdę to nie było tak samo, bo teraz obniżyłem jeszcze bardziej ocenę, a do tego widziałem scenę po napisach ([beeep], ile mogą trwać napisy!) i wiem jedno. No dobra, nie jedno, a więcej, ale jest tylko jedna ocena - choć miałem zamiar zrobić podwójną recenzję, bo miałem nadzieję, że jak uznam ten obraz za żart, to będzie lepiej i muszę powiedzieć jedno - to nic nie dało. Owszem, początek jest naprawdę klimatyczny, a do tego jest tak bardzo retro, że już bardziej się nie da, ale w pewnym momencie wszystko zaczyna się sypać - jak domek z kart. Pewnie już się domyślasz gdzie trafi ten kij. Ktoś może powiedzieć, że jestem idiotą, bo czego się spodziewać po filmie z małpą. Może to głupie, ale liczyłem na to, że będzie w nich choć odrobinka logiki, a dostałem wielkie i soczyste [beeep]. Ja rozumiem, że ten obraz jest skierowany dla ludzi, którzy zaaplikowali swojemu mózgowi benzodiazepiny, aby przypadkiem podczas seansu się nie on nie obudził i nie zaczął krzyczeć, ale mimo wszystko dla mnie to przegięcie. Boże, daj mi znak, że jeszcze się nie starzeję, ponieważ kiedyś uwielbiałem kino akcji, w którym wybuchy były na porządku dziennym. I nie miałem z tym problemu jak było coś nielogicznego, ale tutaj nie chodzi tylko o logikę. Tutaj chodzi o całokształt, znaczy scenariusz jest tak bardzo pocięty, że wiele scen wrzucono - dla efektów i nie można tego złożyć w sensowną całość. Do tego dorzućmy jeszcze aktorstwo, które jest słabe. Nie zrozumcie mnie źle, ponieważ to nie jest wina aktorów, a bardziej ludzi, którzy wymyślili dialogi. Widać było, że oni próbowali coś grać, ale im głębiej w las tym częściej odpuszczali sobie grę i na końcu wszystko jest na odpierdol i liczy się tylko animacja. Wystarczy, że będziecie się dobrze uczyć, a będziecie mogli legalnie rzucać bomby. Tak jadę po tym filmie, ale są rzeczy, które zagrały i powinienem je opisać, ale od razu ostrzegam, że nie podnoszą one oceny. Wiem, że powinny, ale tak się nie dzieje, ponieważ są to lody w gównie, których nie ruszysz nawet za pieniądze, bo na górze jest słodkość, ale w środku jest wielkie, prawdziwe i do tego masywne jak cholera [beeep]. Początek jest naprawdę klimatyczny i do niego nie ma się co przyczepiać i tak samo jest z widokami, ale gdy przelecą przez chmury, to domino zaczyna się przewracać. Owszem muzyka też może się podobać, ale jej ilość, to jest żart - pierdolony żart. Czy nie mogli jej dłużej puszczać? Odpalają naprawdę dobry kawałek i nagle koniec - no ja pierdziele (smuteczek). Na tym gównianym torcie jednak znajduje się smaczna wisienka, która sprawia, że większość osób oceni ten obraz dobrze, dlaczego? A to dlatego, iż efekty komputerowe miażdżą jaja i sprawiają, że szczęka wam opadnie aż do piekła i nie dacie rady jej podnieść aż do końca seansu, więc nie można im odmówić urody. Zaraz dojdziemy do Lichenia. Kurcze, wiem że nie powinienem dalej się znęcać nad tym dziełem, ale muszę jeszcze wspomnieć o zakończeniu, które nie istnieje. Jest ostatnia walka i koniec. Idźcie mi w [beeep] z takim zakończenie. Cholera, ja się tak znęcam, a zapomniałem wspomnieć o fabule - ale czy ktoś z was w ogóle chce ją znać? No sądzę, że nie, ale mimo wszystko ją streszczę w jednym zdaniu, aby mieć czyste sumienie. Pewna ekipa odwiedziła wyspę czaszki, aby odkryć nowe gatunki, ale po przekroczeniu burzy cały ich plan poszedł się pieprzyć z powodu Konga i nasi bohaterowie muszą wydostać się z tej wyspy. Na koniec jeszcze wspomnę o tym, że będzie wiele makabrycznych scen, które zamiast przerażać, śmieszą, ale o tym sami się przekonacie, gdy zobaczycie obraz. Film widziałem w kinie "Przedwiośnie 3D" w Krotoszynie i zapraszam was na jakiś seans jeśli będziecie w pobliżu - byle nie Kongowy. Kocham zapach napalmu o poranku (pozdro dla kumatych). Daję temu filmowi 4 gwiazdki, ponieważ mimo zażenowania dało się wytrzymać do końca, ale to wszystko jest zasługą efektów komputerowych, ponieważ cała reszta leży. No dobra, to nie prawda, ale, aby się o tym przekonać musicie przeczytać całą recenzję. Filmowy Janusz mówi: Jeśli oczekujecie rozwałki i potraficie wyłączyć mózg, to ten obraz się wam spodoba. Jednak jeśli podczas seansu wasz mózg choć na chwilę się włączy, to cały seans trafi szlag.
  17. Dzwoneczek najwyraźniej pozazdrościł komiksowym superbohaterom historii typu origin. Mała urocza wróżka tupnęła więc pewnego pięknego dnia nóżką przed włodarzami Disneya, wołając filmowej opowieści o własnych początkach. Ci zaś posłuchali i przykładnie wywiązali się z powierzonego im zadania. Popularność Dzwoneczka wykracza daleko poza twórczość J. M. Barriego, któremu magiczna istotka zawdzięcza wszak swoje istnienie, podobnie jak jej przyjaciel Piotruś Pan, wraz z całą Nibylandią. Główna w tym zasługa wytwórni Walta Disneya. Amerykański koncern nie poprzestał bowiem na zrobieniu animowanych przygód chłopca, który nie chciał dorosnąć. W efekcie fruwająca panienka funkcjonuje dziś też na zasadach samodzielnej marki, zyskując dzięki temu jeszcze większe rzesze fanów, a właściwie małoletnich wielbicielek. Ba, otrzymała nawet stosunkowo rozbudowane uniwersum „Disney Wróżki”, które stanowi świetny pretekst do wypuszczania mnóstwa tematycznych gadżetów dla dzieciaków (kolorowanki, książeczki edukacyjne, przybory do pisania itd.). Oczywiście nie mogło zabraknąć także filmów – w tym wypadku mowa o serii komputerowych animacji, którą otwiera produkcja z roku 2008, zatytułowana po prostu „Dzwoneczek”. Zabierając się za realizację obrazu, twórcy wzięli sobie głęboko do serca zamiar opowiedzenia historii o korzeniach filigranowej blondyneczki. Nie dość, że akcja została osadzona na długo przed poznaniem słynnego Piotrka, to na dodatek będziemy tu świadkami narodzin ślicznego dziewczęcia. Co istotne, taki manewr posłużył zarazem do eleganckiej konstrukcji tła fabularnego, obejmującego prawidła, jakie rządzą macierzystym światem Dzwoneczka. Dowiemy się zatem, iż wróżki zamieszkują Przystań Elfów – malowniczą wysepkę wchodzącą w skład Nibylandii. Społeczność tej krainy nie spędza większości czasu na leniuchowaniu, a jej zwyczaje dobitnie dowodzą, że maleńkie rozmiary nie stoją na przeszkodzie przy wypełnianiu ważnych obowiązków. I to nie tylko w obrębie swojego terytorium, bo na barki elfów spada również troska o pory roku u zwykłych śmiertelników. Jeżeli wobec tego wiosna nie nadchodzi o wyznaczonej porze, winę za taki stan rzeczy może ponosić fakt, iż w czarodziejskiej Przystani nie zapięto wszystkiego na ostatni guzik. Nie należy jednak zapominać, że w centrum filmu figuruje przecież tytułowa bohaterka, aczkolwiek pląsa wokół niej sporo ciekawych pobratymców, w tym zabawny kumpelski duet – Pompon i Klank, przyjaźniące się z protagonistką elfki o talentach przyrodniczych czy miejscowa zołza w osobie szybkolotnej Widii. Otóż blondwłosa wróżka zalicza na dzień dobry tradycyjny test przydziału, w wyniku którego panna trafia do zespołu cynek, odpowiedzialnego za naprawy i składanie przydatnych przedmiotów. Pomimo jasnych sygnałów, iż Dzwoneczek ma ponadprzeciętne predyspozycje do majsterkowania, nasza heroina czuje się coraz bardziej rozczarowana przypisaną rolą. Dlatego postanawia zmienić specjalizację, a podjęte próby zaowocują paroma śmiesznymi sytuacjami. Na tym scenariusz bynajmniej nie poprzestaje, gdyż rozterki elfki przyczynią się też do wystąpienia pewnych problemów. Tak oto objawia się wychowawczy charakter obrazu, a postępowanie bohaterki udzieli lekcji zarówno jej samej, jak i widzom. Bo choć przekaz „Dzwoneczka” absolutnie nie neguje posiadania marzeń, fabuła produkcji zwraca jednocześnie uwagę, by akceptować siebie i doceniać wartość przyjaźni. Nieskomplikowanej i przyjemnej w odbiorze historii towarzyszy atrakcyjna oprawa audiowizualna. Klimatyczna, bajkowa muzyka, która częstuje czasem nasze uszy irlandzką nutą, wtóruje ładnym widoczkom oraz postaciom w 3D. Mimo że obraz powstał z myślą o rynku video oraz telewizji, poszczególnym scenom nie można odmówić dopracowania. Owszem, jest słodko i kolorowo, ale równocześnie zdołano osiągnąć przy tej feerii barw złoty środek, w związku z czym nie uświadczymy wrażenia przesady. Stąd z czystym sumieniem stwierdzam, że „Dzwoneczek” to bardzo dobra propozycja na seans dla dzieci. A i dorośli nie powinni krzywić się podczas oglądania tej przesympatycznej animacji, dostrzegając jej bezpretensjonalny urok. ------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. -------------------------------------------------- Tytuł polski: Dzwoneczek Tytuł oryginalny: Tinker Bell Reżyseria: Bradley Raymond Scenariusz: Jeffrey M. Howard Gatunek: animacja, fantasy, przygodowy, familijny Produkcja: USA Rok produkcji: 2008 Czas trwania: ok. 75 minut
  18. Grzesko

    Rings - recenzja

    Zacznę banalnie. Obejrzałem Rings. I jeżeli ktoś się spodziewa recenzji która film odstawi na najniższą półkę, pełną dzieł wartych tyle samo uwagi co zeszłoroczny śnieg, to niech teraz przestanie czytać. Od razu nadmienię, że wielkim fanem starych "Ringów" nigdy nie byłem. Ot, obejrzało się, spodobało i tyle. To też Rings mi się spodobał. Co prawda gdy zacząłem analizować poszczególne momenty filmu mój entuzjazm zaczął szybko opadać. I nie chodzi o to że film był zły, chodzi o to że był strasznie nierówny. Dla przykładu, nie rozumiem czemu miała służyć scena w samolocie na początku filmu. Ani to za bardzo efektowne, ani ciekawe. Takie intro żeby zapowiedzieć o czym, a raczej o kim będzie film? Jeżeli tak to mija się to z celem. Głównie temu, iż każdy kto się na ten film wybiera doskonale wie o czym będzie. Druga sprawa to fabuła. Okazuje się że klątwę Samary da się odczynić kopiując i pokazując film komuś innemu. Wtedy klątwa przechodzi na tę osobę. Jeden student ogląda film, po czym jego kopię filmu przeznaczoną dla kolejnej osoby, ogląda jego dziewczyna. I tak się rozpoczyna jej prywatne śledztwo. Nie będę spojlerował o co konkretnie chodzi. Sorka. Strasznie mnie irytowały dwa fakty. Pierwszy, to fakt że duch Samary jest postacią trzecioplanową. Fabuła powinna według mnie, kręcić się wokół jej mitu, a tu kręci się koło śledztwa średnio rozgarniętej dziewczyny, dotyczącego czegoś co ciężko mi wyjaśnić nie spojlerując, więc odpuszczę. Której to(dziewczynie) duch Samary musi podpowiadać co zrobić żeby popchnąć fabułę filmu do przodu. Z perspektywy czasu wydaje mi się to dosyć komiczne. Śledztwo jest powiązane z duchem Samary to oczywiste, ale jednak nie do końca tak jakbym ja to widział w filmie o niej. Mogli dać jakiś podtytuł, który by troszkę sugerował żeby podejść do tego filmu z dystansem. Drugi irytujący fakt, to niewykorzystany potencjał wątku profesora Gabriela. Gość założył coś w rodzaju koła studenckiego w którym oglądają sobie ten film i przekazują kolejnym osobom. Dałoby się na bazie tego rozpisać scenariusz na cały film. Film mi się podobał. Głównie dlatego, że nie licząc irytujących fragmentów gdzie główna bohaterka wykazuje się największą ignorancją, ma klimat. Początkowo lekki, obyczajowy, przechodzący w zdezorientowanie i bezsilność, aż w końcu nadzieję. Do tego autentycznie wywołuje współczucie dla Samary. A ostatnia scena był dla mnie świetna. I mocno zainteresowała mnie potencjalnym sequelem. Oglądać tylko po ciemku. Fanom starych Ringów na pewno się nie spodoba. Koneserom kina grozy też pewnie nie. Dla zasady. Jednak dla mniej wymagającego fana horrorów jest jak znalazł.
  19. Tej nocy wataha nie polowała razem. Wilk zatem, aby nie umrzeć z głodu i spełnić swój naturalny obowiązek musiał polować samotnie. Lubił takie dni. Był przebiegły i na tyle inteligentny, że z każdej - nawet najgorszej - sytuacji zyskiwał coś szczególnego. Musiał poczekać na odpowiedni moment, aby zdobyć to, po co przyszedł tutaj - do samego centrum miasta. Nie krył się ze swoimi zamiarami, a to z tego powodu, że pewny był zwycięstwa. Lecz w momencie, kiedy łapał swoją wygraną w szczęki, ona zniknęła. Krach na giełdzie. Maklera nie ma. Ale dusza wilka pozostała. Tak mniej więcej zaczyna się kariera Jordana Belforta. Wilk z Wall Street pozamiatał kinowe sale wzdłuż i wszerz, jednocześnie stając się czymś więcej niż tylko - jednym z kolejnych - filmów. To film roku 2013 z milionem szans na kolejne nagrody. Na co szczerze zasługuje. Nie boje się powiedzieć, że Wilk z Wall Street to film, który za parę lat będzie porównywany do przyszłych dzieł kinematografii. Będzie wyznacznikiem jakości, wysokiego standardu prezentowanej treści, nieszablonowych pomysłów na budowę napięcia i konstrukcje dialogów. Będzie kojarzony z filmami epokowymi, choć tak naprawdę nie przewraca kina jako takiego do góry nogami. Nie utrudnia oglądającemu odbioru, ale robi to na tyle pięknie i inaczej, że warto na dłużej wpisać ten tytuł na dysk twardy w swoim notatniku najlepszych filmów. Wilk z Wall Street, którego gra Leonardo DiCaprio to bohater wyjątkowo przebiegły, silny psychicznie (bez względu na to, że pomaga sobie w życiu narkotykami i prostytucją, choć ma niebanalnie piękną żonę i dziecko) i taki, któremu chce się zaufać. Jednoczy największych nieudaczników lub takich, którym w życiu po prostu nie wyszło i tworzy z nich zespół tak silnie przywiązanymi emocjonalnie, że w grupie są nie do zdarcia. Zresztą, do przegadania również nie ma na nich mocnych. Ale do DiCaprio jeszcze wrócę. Siadam na wygodnym, czerwonym fotelu na samym środku najwyższego rzędu oglądając reklamy poprzedzające film. Co kilka chwil kolejny Ktoś wchodzi do sali i szuka swojego miejsca. Obok mnie siada dwoje ludzi (wspominam o nich, bo nieudacznicy wyszli z sali gdzieś po godzinie filmu - ocb!?) Reklamy się kończą, światła przygasają i zaczyna się reklama... Teraz jednak główną rolę gra Jordan Belfort, który wychodząc ze swojego domu zaczyna reklamować swoją spółkę maklerską. Nie stroni od pokazywania pieniędzy, których ma tak dużo, że może na niej uprawiać seks (ale to scena ze środka filmu - mało ważna, ale jednak warta zapamiętania, choć kilku sekundowa). To wszystko przywodzi na myśl reklamę Old Spice. Pozwól, że zaprezentuję. Siedzę na koniu. Mam na sobie ubrania warte kilkanaście milionów dolarów, których TY nigdy nie widziałeś i których zapewne nigdy nie zobaczysz. Nade mną, w moim prywatnym helikopterze, leży naga supermodelka, która przygotowuje mi drinki warte kilka TWOICH miesięcznych wypłat. Też tak chcesz? To patrz. I zaczyna się opowieść. Belfort opowiada kilka ciekawych faktów z jego przeszłości. Potem akcja dzieje się już w teraźniejszości. Majstersztyk scenariusza. Każda scena nagrana do tego tytułu jest fenomenalna. Warta dodatkowej wpłaty na konto Scorsese. Nie każdą zapamiętałem, ale jak dobrze pójdzie na film wybiorę się ponownie. Właściwie każda składowa Wilka z Wall Street zasługuje na dużego plusa. Budowa dialogów i narastanie akcji, śmieszność sytuacji i genialne nawiązywania do innych filmów. Prześwietni aktorzy, którzy - każdy z osobna - zagrali swoje role życia. Żałuję tego, że film został skrócony o dobre 20 minut od pierwotnie zapowiadanych 200 minut. Straciłem tyle genialnych scen. Leonardo DiCaprio według mnie tym filmem powinien odkleić od swojego nazwiska karteczkę z tytułem Titanic, a zastąpić ją tytułem Wilka z Wall Street. Zasługuje na to, aby otrzymać przynajmniej jednego Oskara za swoją wybitną rolę w tym filmie, bo zagrał perfekcyjnie i przerażająco dosłownie. Każda scena z jego udziałem to prawdziwy zaszczyt dla oglądającego i śmiem twierdzić, że tą rolą stał się na ten moment najwartościowszym aktorem na świecie. Aktor orkiestra. Mógłbym się z nim przespać. Jedna z lepszych scen w całym filmie to ta z Matthew McConaughey'em (który gra Marka Hanna'e, a w mojej ocenie grał tak wyśmienicie, że zasłużył na bardziej rozbudowana rolę) i Leonardo DiCaprio, gdzie Leo jest uczony przez swojego starszego kolegę. Hanna opowiada mu o prawdziwej naturze giełdy i sposobie na jej radzenie. Ma na myśli oczywiście narkotyki i seks. Potem zaczyna wybijać rytm, aby przypieczętować swoją przyjaźń i zrozumienie. Jeśli ta scena nie przejdzie do historii kina, to ja nie wiem co jest nie tak ze społeczeństwem i krytykami filmowymi. To trzeba zobaczyć na własne oczy. Kurczę warto. Warto zapłacić nawet podwójnie, bo to film wybitny na każdej możliwej płaszczyźnie. Takie filmy wspomina się przez długie chwile, czasami może i lata. Po wyjściu z kina jedyne co wiem to to, że chce mieć udane życie.
  20. W cieniu nietoperza Vol 4. [Co kryje się w jego cieniu?] Postać Batmana dzisiaj pobudza wyobraźnię milionów ludzi na całym świecie. Nie tylko dlatego, że widz może się z nim utożsamiać (bo tak naprawdę nie jest superbohaterem, lecz człowiekiem), ale również dlatego, że zgłębiając jego osobę możemy dowiedzieć się czegoś o nas samych. Każdy z nas ma w sobie odwagę, strach i zło. Wszyscy zmagamy się z przeciwnościami losu, z złem i pokonujemy je. Dzięki temu łatwiej jest utożsamiać się z ikoną komiksów. Ikoną, która od momentu pojawienia się w 1939 na łamach Detective Comics stała się postacią równie kompleksową co sprzeczną. Kolejne komiksowe i filmowe wersje sprowadziły postać z kampowej i przyjaznej dla małych dzieci na dużo mroczniejszą ścieżkę dodając do mitu coraz więcej warstw psychologicznych. Tworząc tym samym najbardziej interesującą postać mainstreamowego komiksu. Co sprawia, że ta postać jest tak bogata i głęboka, co tworzy Batmana? Jego przeszłość, a może jego wrogowie? Bat signal on the sky, czyli narodziny i symbolika nietoperza Psychologicznie postać Bruce?a jest bardzo wiarygodna, wystarczająco, by rzec, że mrocznym wojownikiem mógłby być każdy (kto ma tyle kasy i treningu). W filmie Nolana ?Batman Begins? Bruce spada do jaskini i zostaje zaatakowany przez nietoperze. Thomas Wayne ratuje go z opresji i ojciec jako pierwszy uczy go kontroli strachu przez zrozumienie tego co za nim stoi. Tłumaczy, że nietoperze zaatakowały go, bo się go bały. To właśnie ta uniwersalna emocja jest jednym z kluczy do zrozumienia mrocznego rycerza. Potworna tragedia kładzie się długim cieniem na życie młodego Wayne?a. Czuje się winny, bo jego rodzice zginęli z powodu jego strachu. To przez niego znaleźli się w ciemnej alei. Jako małe dziecko przekonuje się, że bezpieczeństwo jest czymś bardzo kruchym i iluzorycznym. Nigdy nie będzie bezpieczny, więc zmuszony jest do wzięcia spraw w swoje ręce ? takie przekonanie mogło zaprowadzić młodego milionera w różne miejsca, niekoniecznie dobre. To wybór odpowiedniej ścieżki uczynił go tym kim jest. Wybór czy w sali sądowej użyć rewolweru na człowieku odpowiedzialnym za śmierć rodziców czy nie. Moment podjęcia decyzji pozostawienia go przy życiu jest momentem rozwoju, dojrzewania i dobrego osądu. Czegoś co stanie się podwaliną walki z przestępczością. Tragedia często wywołuje wątpliwości co do słuszności dotychczasowych, fundamentalnych przekonań. Wpędza w depresję i uzależnienia, wpędza na złą ścieżkę. Może też stać się siłą wywołującą pozytywną zmianę. Młody milioner poświęcił się zatem pomszczeniu swoich rodziców, nie zaś zemście. Pielęgnuje pamięć po nich walcząc z występkiem. Patrząc na to z perspektywy pomocy ludziom nie trudno skojarzyć inne ikoniczne postacie kultury jak Robin Hood i Zorro. Means to fight injustice. To turn fear against those who prey on fearful Tak jak oni stał się legendą używając symbolu do walki ze złem i niesprawiedliwością. Jego znakiem rozpoznawczym staje się nietoperz, ponieważ to stworzenie uosabiające jego strach, który chce przekazać osobom żerującym na słabszych. Przezwyciężył swój strach celowo wystawiając się na działanie rzeczy, której najbardziej się obawiał*. Symbolika sceny z ?Batman Begins? (gdy nietoperze przelatują obok niego, a on stoi nieruchomo) jest prosta ? pokonanie strachu i przejęcie nad nim kontroli. Rzecz jasna to nie wszystko. Bruce wybrał osobisty strach, który jest także częścią życia wielu innych osób ? strach przed latającymi stworzeniami. W wielu kulturach nietoperz to symbol zła, często na różnego rodzaju malowidłach demony i diabły mają nietoperze skrzydła. To stworzenie nocy, mało widoczne mogące wysysać krew. Nie dziwne, że budzi lęk. Kostium Batmana służy także jako narzędzie mające na celu go wywołać. Bohater dzieli się z przestępcami swoim osobistym lękiem przemieniając negatywny znak w coś pozytywnego. Wybór tego stworzenia nocy ma jeszcze jedno znaczenie. Nietoperz lata ponad głowami ludzi i doskonale wie, co się pod nim dzieje ? tak jak Batman metaforycznie czuwa nad Gotham. It's time my enemies shared my dread Osobiście wolę wizję, którą zaproponował Tim Burton w filmie z 1989. Tam mordercą Wayne?ów jest kryminalista stający się w późniejszym czasie Jokerem. Nadaje to ich starciu niesamowitej przewrotności i smaczku ? ironii losu. Nim Batman stwarza Jokera rzucającego się w chemikalia to Joker pierwszy tworzy Batmana mordując jego rodziców. The rogues define the hero, czyli to łotry definują bohatera Im większe zagrożenie tym lepszy bohater. Brzmi logicznie prawda? Wrogowie strażnika Gotham znani są jako najbardziej psychicznie skrzywieni i naznaczeni w historii komiksów. Tak jak on przeżyli w swoim życiu traumę, ale w przeciwieństwie do niego nie wykorzystali tego doświadczenia do walki ze złem. Dla nich nie ma różnicy między bielą a czernią. Za Batmanem kryje się postawa ? to , co przydarzyło się mi nigdy już nie przydarzy się nikomu innemu. Postawa jego wrogów jest całkiem inna ?, za to co mi się przydarzyło ktoś musi ponieść konsekwencje. To, co mi się przydarzyło spotka innych. Złoczyńcy w tym świecie często są spaczonym odbiciem samego Batmana. Przecież, gdyby Bruce Wayne chciał użyć swoich funduszy w niemoralny sposób mógłby skończyć jak Penguin, który jest ucieleśnieniem biurokracji (w złym tego słowa znaczeniu) oraz korupcji. Harvey Dent był oskarżycielem publicznym (D.A.), dobrym człowiekiem. A, ponieważ jak sam mówił ?The night is darkest just before the dawn? zdaje się, że nie doczekał tego świtu i poddał się gęstniejącemu mrokowi. Przez połowę czasu jest współczujący, przez drugą połowę jest zły do szpiku kości. Jego problem z dualizmem nie pozwala mu pogodzić dwóch połówek jego osobowości. Podejmuje decyzje w oparciu o przypadek rzucając monetą. Wyzwala go to od wyboru i odpowiedzialności jest też wyrzeczeniem się poczucia tego co właściwe, a to już jest bardzo niepokojące. Riddler to przykład narcyza, który nie może się oprzeć pozostawianiu obciążających go wskazówek przy okazji każdej zbrodni. Narcyz pragnie uwagi, bycie w centrum zainteresowania. Scarecrow to sadysta u władzy. Tak jak Batman zawsze znajdzie sposób, by zdobyć to czego pragnie używając strachu jako narzędzia. Tyle, że on robi wszystko dla siebie (swojego dobra) nie bacząc na konsekwencje i stracone ludzkie życia, Batman rzecz jasna wręcz przeciwnie. There is nothing to fear but fear itself Niepoczytalny (obłąkany) to termin prawny, nie kliniczny. Ciężko znaleźć go w pracach psychologów i psychiatrów. O, ile Two-face?owi bardzo blisko do niego, to daleko mu do prawdziwego, niczym nieuzasadnionego szaleństwa. On jak i większość czarnych charakterów na terenie Gotham działa pod wpływem czegoś co bliskie jest psychozie, ale żaden z nich nie może równać się z najbardziej nieprzewidywalnym agentem chaosu i przypadku. Szaleńcem najtrudniejszym do zrozumienia. Idea stojąca za postacią Jokera to proste szczęście w grze w karty. Można mu pomóc mając talent bądź oszukując. Joker używa obu. Gdy debiutował w 1940 roku nie miał jeszcze nakreślonej przeszłości. Od tamtego czasu powstało ich kilka wersji. Najsłynniejszą jest chyba ta, w której wpada on do odpadów chemicznych, które zmieniają go na zawsze (Batman: The Killing Joke (1988) i Batman (1989)). Zmieniają jego wygląd i umysł, co on sam zgrabnie ujmuje ?I'm nutty as a squirrel and I'm proud of it. This is who I am!?. To najlepszy możliwy złoczyńca dla zamaskowanego mściciela. Trudno przewidzieć co zrobi, bo motywacje jakie ma nie należą do żadnej normy. Jeszcze ciężej z nim walczyć, bo nie można przemówić mu do rozsądku, negocjować bądź targować się. Wreszcie w przeciwieństwie do reszty zbirów on nie kradnie i nie zabija dla pieniędzy, władzy czy zemsty. Robi to, bo to lubi, może się nudzi albo chce przyciągnąć uwagę rycerza. Nikt tak na dobrą sprawę nie jest pewien dlaczego, przecież chyba nie po, to by dać Gotham kryminalistę na jakiego zasługuje? Postacie Jokera i Batmana są swoimi mrocznymi odbiciami. Obaj nie idą na kompromisy, obaj działają poza prawem i są uzdolnieni w tym co robią. Robią to jednak z zupełnie innych powodów. Ich spór wykracza poza ramy fizyczne i mentalne stając się konfliktem poglądowym, filozoficznym. Za postacią mrocznego rycerza stoi pogląd zaakceptowania niedoskonałego świata i działania poza jego normami, ale to nie oznacza dla niego, że normy są bez znaczenia. Klaun odpowiada przeciwstawną postawą ? obecność losowej niesprawiedliwości oznacza, że nie ma sprawiedliwości. To, że niewinni mogą być zniszczeni (Harvey Dent w TDK) znaczy ? nie ma niewinności. Dalekosiężny i ironiczny wniosek jest taki, że istnienie Batmana to żart. Choć komiksowe i filmowe wersje tego czarnego charakteru pod wieloma względami się różnią**, w tym aspekcie są do siebie podobne. Mr. J zagraża podstawom egzystencji herosa pogłębiając w ten sposób konflikt ? odbywający się na wielu poziomach mentalnym, fizycznym, poglądowym i filozoficznym. Jak to się mówi każde Jing ma swoje Jang, nie ma północy bez południa etc. Have you ever danced with the devil in the pale moonlight? Ich konflikt wielu postrzega przez pryzmat symbiozy, jeden nie może istnieć bez drugiego. Batman wyznaję zasadę nie zabijania, ale też chce chronić życie przed złem. Stąd dylemat moralny ? zabić Jokera i uratować wielu niewinnych i tym samym wyrzec się własnych zasad? Czy też może liczyć na to , że uda się powstrzymać morderczego klauna, zanim kogoś zabije? To jest przyczyna wewnętrznych zmagań herosa i jego niezdolności do zabicia swojego najgorszego wroga. Dlatego też takie kontrowersje wywołało zakończenie gry Batman Arkham City. W komiksie ?Hush? Batman jest bliski zabicia Jokera, na szczęście Jim Gordon go od tego odwodzi. Batman pyta go: ?Ile jeszcze żyć pozwolisz mu zniszczyć??, na co Jim odpowiada: ?Nic mnie to nie obchodzi. Nie pozwolę mu zniszczyć twojego?. Joker ginie też w ?Batman: The Dark Knight Returns? To be or not to be, czyli być albo nie być Batmanem. Carl Jung miał teorię, która mówiła o zmaganiu się społecznie akceptowalnej strony człowieka z jego mroczną stroną. Batman ucieleśnia tę ciemną stronę. Wygląda jak ktoś zły i działa jak ktoś zły. Egzystuje poza prawem a, mimo to jego wartości są wartościami cnotliwego, dobrego człowieka. Jest doskonałym zjednoczeniem dobra i zła, które koegzystują w życiu ludzi. Przejął to, co straszne oraz nieprzewidywalne i objął dwiema rękoma. Cień stał się jego sprzymierzeńcem, a przecież wiele osób boi się tego co się w nim może kryć. Czytelnicy komiksów doskonale wiedzą jak sprawnie rycerz Gotham potrafi korzystać z mroku i cienia. Christopher Nolan postanowił poddać to w wątpliwość. Bane w TDKR wypomina nietoperzowi, że on tylko zaadoptował ciemność. On sam się, bowiem w niej urodził, ukształtował. Po raz pierwszy zobaczył światło, gdy był już mężczyzną, wówczas było ono dla niego tylko i wyłącznie oślepiające. Kontynuując dialog w trakcie pojedynku stwierdza, że cienie bohatera zdradzają. Rzeczywiście heros zostaje pokonany tylko po, to by narodzić się na nowo. To cień więzienia głębszego od wielu studni pomógł rycerzowi powstać po klęsce. Po raz kolejny stał się jego sprzymierzeńcem tym razem wykraczając poza kontury rzucane na ściany przez pelerynę. Wielu z nas odgrywa różne role i zachowuje się, inaczej wobec szefa, przyjaciół czy dziewczyny. Można zadać, więc pytanie którą z tych ról jesteśmy jak i bardziej na temat, kto jest prawdziwą osobą Batman czy Bruce Wayne? Popularną teorią jest przedstawianie Wayne?a jako maski i Batmana jako prawdziwą osobę. A przecież mamy Bruce?a milionera playboy?a będącego niczym więcej jak grą dla publiki, mamy Bruce?a, kiedy nie odgrywa tej roli i oczywiście supebohatera. W sumie 3 role (kolejny powód do utożsamiania się z bohaterem). Chociaż fajnie jest mówić, że to Batman jest prawdziwy i ta koncepcja jest bardzo pociągająca (ciekawie zobrazowana, choćby w Batman: The Dark Knight Returns), to tak naprawdę tę postać definiuje człowieczeństwo i humanitaryzm Bruce?a. To on zasila swoją mroczniejszą stronę swojej osobowości czyniąc z nietoperza narzędzie do walki. Opanował różnice między dobrem a złem do perfekcji, jego samokontrola jest niemal jego supermocą. W świetle prawa jest on osobą dokonującą samosądów. Prawo osądzające go jest otwarte na interpretację, prawo Batmana nie jest! Żyje według swoich zasad ściślej niż ktokolwiek inny. I nigdy nie odbierze drugiej osobie życia. Pracować na rzecz swojego miasta może tylko poza prawem, ponieważ jest ono zbyt skorumpowane na działanie w jego ramach. Przeciwnicy stróża Gotham mówią, że jest on psychicznie chory. Obsesyjnie musi kontrolować to, co się dzieje w mieście. W trakcie spotkania biznesowego, kiedy słońce zachodzi za horyzont wyłącza się i po chwili nie może myśleć o niczym innym jak o nadchodzącej nocy wypełnionej walką ze złem. Trudno zerwać z Batmanem, łatwiej jest mu przestać być Wayne?m. Nie tylko dlatego, że jego nocna praca jest ważniejsza i potrzebna, ale ciężej jest go, wtedy zatrzymać, złamać. To jako znany milioner jest łatwiejszy do pokonania, bo można mu odebrać kogoś bliskiego. To właśnie ta słabość czyni go bohaterem. Osobą odpowiedzialną za swoje czyny, gotową na poświęcenia, wreszcie ludzką. Dlatego stara się nie kochać zbyt otwarcie. Wzmacnia swoje atuty i minimalizuje słabości używając wizerunku potwora, by jak jego ojciec przed nim pomagać ludziom. Ten wizerunek często działa na jego korzyść, bo kryminaliści nie wiedzą czy rozgniewany zaraz ich nie zabije. Używa strachu i gniewu przeciwko tym nie wyznającym wartości powszechnie cenionych. Gdyby krytycy mieli rację i postać Batmana była w jakiś sposób uszkodzona wówczas byłby kimś poniżej społeczeństwa. Batman jest bohaterem, jest kimś więcej, kimś ponad. Doświadczył tragedii i wybił się ponad nią dzięki odpowiednim wyborom przemieniając to, co było złe w to, co dobre i nigdy się nie poddawał Zwyciężył swoją przeszłość i pokonał strach stając się lepszym człowiekiem i zmieniając świat na lepsze. Pokazał jak wielki i wspaniały może być zwykły człowiek ? bez supermocy! Może przetrwać jako wyrzutek broniąc dobra i wybierając afirmację życia. Generalny wniosek jaki się nasuwa brzmi tak: każdy ma możliwości do czynienia dobra jak i zła. Silent guardian, czyli symbol walki o sprawiedliwości i porządek Jim Gordon wypowiedział w "The Dark Knight" bardzo ważną kwestię: "Because he's the hero Gotham deserves, but not the one it needs right now. So we'll hunt him. Because he can take it. Because he's not our hero. He's a silent guardian. A watchful protector. A Dark Knight." Zwracając uwagę na kwestię poruszania się nietoperza na granicach prawach, ich przekroczenie wcale nie musi się równać z występkiem, ale jak wiemy z filmu może chronić tych, którzy powinni prawa przestrzegać. Batman ukrywa zbrodnię Harveya i ratuje skórę Jima biorąc konsekwencje na swoje barki, bo przetrzyma fizycznie pościg i mentalnie nienawiść jaką na siebie skieruje mordem Denta. I don't, I don't want to kill you! What would I do without you? Go back to ripping off mob dealers? No, no, NO! No. You... you... complete me. Czasem zło przybiera tak przebiegłą formę, że system nie jest w stanie sobie z nim poradzić. Nawet wojownik takiego kalibru jak mroczny rycerz musi ostatecznie zerwać kontakty z przedstawicielami prawa, aby pokonać Joker. Podobnie robi Harry Callahan (Brudny Harry) w pogoni za przestępcą kryjącym się pod pseudonimem Scorpio. Gliniarz z San Francisco wiedział podobnie jak Batman, że prawo ogranicza policjantów, nie pozwala, im na skuteczną walkę z kryminalistami wykorzystującymi system - prawo do obrony, sprawiedliwego sądu czy adwokata. Oddał swoją odznakę swojemu przełożonemu i ruszył na łowy, zmierzyć się z przestępcą gotowym na porwanie dzieci, byleby trzymało to gliniarza z daleka od niego. Podstawowa różnica jest w kostiumie i symbolu. Bruce Wayne stworzył symbol, by przestępcy drżeli na sam jego widok, Harry musiał się tego symbolu wyzbyć- odznaki. Obaj zrobili to w takim samym celu aby obejść prawo i powstrzymać zło. Obaj przybierają wyższą moralną postawę, wynoszą się ponad społeczeństwo w imię jego dobra. Batman to zatem bardziej stróż prawa czy bohater? Batman początkowo najbardziej przypominał detektywa (serial fabularny), potem stał się superbohaterem (wchodząc w skład Justice League). Dziś Nolan określił go jako czujnego obrońcę, krzyżowca walczącego o sprawiedliwość w niesprawiedliwym świecie. Świadom konsekwencji swoich działań i gotowy na poświęcenia wymyka się klasycznym rozróżnieniom na herosów i policjantów. Zresztą technicznie rzecz biorąc superboheterem nie jest - nie posiada żadnych supermocy. Nie na darmo Frank Miller nadał Batmanowi tytuł mrocznego rycerza. Współczesnego odpowiednika średniowiecznych bohaterów. Nie poruszającego się w świetle chwały i eposów rycerskich, a wykorzystującego noc i mrok oraz miejskie legendy. And why do we fall, Bruce? So we can learn to pick ourselves up. Co czyni Batmana bohaterem, co czyni go Batmanem? Dlaczego nim jest i dlaczego warto nim być? Czy za wszystko odpowiedzialne są rodzinna tragedia i strach przed nietoperzami? Oczywiście, nie. Za wszystkim kryje się wybór. Bruce sam wybrał kim się stanie, pozwolił swoim doświadczeniom życiowym, by go kształtowały, te złe przemieniając w swoją siłę. Nigdy nie tracił z oczu swojego celu i zawsze trzymał się swoich zasad. Uważając swoje życie za okupione winą, jeśli nie za śmierć rodziców to za, to że morderca pozostawił go przy życiu zostawił. Jeśli nie okupione winą to przynajmniej ich krwią. Próbował iść w ślady ojca i wziął na swoje barki misję naprawienia Gotham. Oczywiście bycie Batmanem nie jest proste, ale z pewnością konieczne i w pełni uzasadnione. *Taka technika używana jest przez specjalistów psychologów, psychiatrów ? zwana jest exposure, czyli odsłonięcie się, wystawienie się na widok itp. *Przykładowa różnica: w TDK na spotkaniu z mafią oskarżany o bycie szaleńcem zaprzecza, w komiksie przyznaje się do tego otwarcie (słynny monolog z Joker The Killing Joke).
  21. Wiele osób twierdzi, że to świetna komedia (patrząc po komentach na Filmweb). Ja raczej zgadzam się z tymi, którzy widzą niewykorzystany potencjał i masę sucharów. Film zapewne wkrótce znów na Polsacie, a jak mają się gry na jego podstawie???
  22. W tym odcinku Gramdaptacji wracamy do połowy lat 90-tych kiedy to kinowe ekrany i przy okazji serca ówczesnych dzieciaków (w tym moje) podbił Król Lew. Film bezdyskusyjnie jest świetny, a co z grami???
  23. Ale kupa! Wybaczcie, właśnie na takie podsumowanie zasługuje, moim zdaniem, najnowsza ekranizacja przygód bohatera naszej ulubionej (prawda?) serii gier. Naturalnie szedłem do kina bez wielkich nadziei, od początku nie nastawiałem się na filmową ucztę, ale nie sądziłem, że przyjdzie mi obejrzeć gorsze badziewie, niż film z T. Olyphantem z 2007 roku. Dialogi są tak drętwe, że można pójść na seans ze stoperami w uszach. Muzyka w ogóle nie zapada w pamięć... Jedynie cover kawałka Jimmiego Hendriksa z trailera zasługuje na odrobinę uwagi. Zaś same sceny akcji... no właśnie - akcji. Napięcia żadnego, losy bohaterów były mi całkowicie obojętne, a główna intryga to taki szajs, że szkoda pisać. Podobało mi się właściwie tylko kilka ujęć, ale co rusz uderzało mnie w tył głowy, że już gdzieś to widziałem (Matrix, Transporter, dowolny film o J. Bondzie(!)). Naprawdę, mimo szczerych chęci nie znajduję prawie nic, co by pozwoliło na spojrzenie na ten film (?) łaskawszym okiem. Uff... Wystarczy. Oglądajcie na własne ryzyko Zdrówko!
  24. Sicario jest filmem, który narobił niemałe zamieszanie tuż po swojej premierze w ubiegłym roku. Krytycy zachwycali się jego klimatem, tematyką oraz aktorstwem. Dopiero teraz jednak było mi dane sprawdzić, czy rzeczywiście film jest tak dobry jak o nim mówią. Czy było warto? Zdecydowanie tak, a dlaczego, dowiecie się już za chwilę. Fabuła filmu obraca się wokół postaci Kate Macer (Emily Blunt), która jest liderem oddziału SWAT. Po jednej z akcji, w której znajduje ona kilkadziesiąt ciał ludzi zabitych w wyniku potyczek meksykańskich karteli narkotykowych, zostaje zaproszona do specjalnego oddziału. Oddziału sformowanego z wielu ochotników z różnych organizacji. Ich zadaniem jest odnalezienie i schwytanie lidera meksykańskiego kartelu. Na początku Kate nie wie dokładnie, jakie są konkretne intencje jej nowych przełożonych oraz metody działania. Wkrótce jej moralność zostaje wystawiona na ciężką próbę. Film ten ma wiele atutów takich jak fabuła, aktorstwo czy poruszany temat, ale niekwestionowanym liderem wśród wszystkich zalet jest ciągłe napięcie. Już pierwsze sceny akcji oddziału SWAT potrafią podnieść tętno. Na chwilę akcja się uspokaja, brakuje muzyki, dialogi są szczątkowe, jest wręcz minimalistycznie, a to dodatkowo potęguje następujący po chwili wybuch, który jest tak bardzo nagły i niespodziewany. Dalej jest tylko lepiej. Sekwencja przejazdu konwoju przez meksykańskie miasto Juárez to jedna z najbardziej podnoszących ciśnienie scen, jakie ostatnio widziałem. Cały czas nie wiemy na co natkną się nasi bohaterowie za kolejnym skrzyżowaniem. Dodatkową zaletą tego fragmentu filmu jest rewelacyjnie wykreowana atmosfera miasta zdominowanego przez gangi narkotykowe. Trupy bez głów wiszące pod mostem, odgłosy wystrzałów gdzieś z innej dzielnicy, zniszczone budynki. Takich pamiętnych momentów w filmie jest bardzo dużo i wszystkie pasują idealnie. Nie ma tu nic wepchniętego na siłę. Wspaniale działa tu właśnie ten spokój, który po chwili jest niszczony eksplozją brutalności. W budowaniu klimatu bardzo wielki wkład ma także muzyka. Jest ona bardzo dobrze wpleciona w film - czasami słyszymy utwory przywodzące na myśl soundtrack z Incepcji, później ciężkie melodie odgrywane na wiolonczelach, a kiedy indziej delikatne, dające się ledwo wychwycić dźwięki. Nic dziwnego, że ścieżka dźwiękowa Sicario była nominowana do Oscara. Świetnie jednak działa w wielu scenach również brak jakiejkolwiek muzyki. Możemy usłyszeć wtedy każdy dźwięk - sztućce uderzające o talerze, wzdychanie postaci. To także podnosi napięcie, ponieważ wiemy, że ta cisza zaraz zostanie przerwana jakimś nagłym wydarzeniem. Bardzo dobre są również zdjęcia i scenografia. Wspaniale pokazano bezkresne pogranicza Stanów Zjednoczonych i Meksyku oraz miasto pełne gangów. Wielu scenom towarzyszą świetne ujęcia, które skonstruowane są tak abyśmy identycznie jak bohaterowie nie wiedzieli co kryje się za rogiem. Rozpisałem się tu o klimacie filmu, ale powinno się także powiedzieć o samej fabule. Czy jest ona równie dobra co reszta tego dzieła? Trzeba od razu sobie powiedzieć, że także jest świetna. Pokazuje sytuację w sposób bardzo brutalny i wciągający. Identyczne jak główna bohaterka na początku - nie wiemy do końca komu możemy ufać. Postacie są świetnie nakreślone i zagrane. Mamy tu ekscentrycznego dowodzącego operacją o bezwzględnych metodach dążenia do celu (Josh Brolin) oraz tajemniczego Kolumbijczyka (Benicio Del Toro), który pomaga USA z niewiadomych dla nas powodów. Bardzo dobra jest również główna bohaterka, widocznie zagubiona w świecie, do którego wkroczyła. Jedyną skazą wśród tych postaci jest przyjaciel Kate, Reggie (Daniel Kaluuya), który jest postacią dość nijaką i płytką. Gdy pojawia się na ekranie atmosfera siada i nie dowiadujemy się niczego szczególnego. Fabuła stawia pytania jak daleko można się posunąć w imię walki z przestępczością. Robi to jednocześnie z wyczuciem, nie wpycha w widza odgórnie właściwych poglądów. Twórcy jakby chcieli nam tylko pokazać sytuację pozostawiając ocenę dla nas. Nie mówią nam, kto ma rację, kto jest dobry, a kto zły. Film ten jest bardzo dobrą produkcją do obejrzenia w ciszy i skupieniu. Nie oszczędza nam on przykrych widoków, które pokazane są w "mocny" sposób, a przy tym przedstawia ważną treść. Ukazuje barwne postacie oraz mroczne oblicze granicy USA. Zapewnia wspaniały klimat i przyciąga do telewizora. Film godny polecenia każdemu.
  25. Film Sukiyaki Western Django. Wyprodukowany w 2007 r. Mierzi , nawiązuje , dręczy duszę , nawiązuje do kultury....różnej. John Wayne, Kill Bill, Ostatni samuraj, Wojna dwóch Róż , Szekspir, manga, anime....Każde kolejne nawiązanie, ujęcie nie jest przypadkowe, tragizm miesza się z komizmem, a odkrywanie kolejnych znaczeń przynosi zaskoczenie. Powiedzenie czegoś więcej to Wielki spoiler. Kto wygrał, kto przegrał, kto tak właściwie jest zwyciązcą w wiosce Yuda? A może zwycięzców nie ma, są tylko przegrani? Kilka mrugnięć oka od autora dostajemy. Piszę....w....szale...po.....filmie....który jest ciężki w odbiorze, ale nie na raz do obejrzenia, mimo żartów jest ciężki, naprawdę ciężki. Inteligentne połączenie znaczeń prowadzi do szybkiego końca , do pytania: ,,Co lub kto naprawdę tu żyje?" Zło, nienawiść, piekło? Durnowaty początek jest tylko tragicznym wstępem do preludium oceny wartości, moralności, życia jako samego w sobie;Uczuć jest wiele, róże wycisnęły ze mnie łzy, a miłość zwycięża wszystko. Czyżby? Nieznany nikomu rewolwerowiec przybyły do wioski, przywódca białych wyglądający jak Dante z Final Fantasy oraz lider czerwonych - szaleniec w stroju japońskiego Rambo strzelający do wszystkiego co się rusza, niszcząc wszystko, co napotka po drodze. Nie znajdziesz tu litości, bo tutaj nie ma litości dla widza. Reżyserowie Takashii Mika i Masa Nakamura obnażają zakłamanie kultur amerykańskiej i japońskiej - podział na role społeczne, skutki II wojny światowej. Małe dziecko, syn matki z Białych i ojca z Czerwonych, jest tak właściwie symbolem współczesnej Japonii, pozostawionej samej sobie przez Amerykanów, którzy zaprowadzili tam ,,porządek", prowadząc wiele krwawych wojen. Chce obejrzeć to jeszcze raz, napisać coś o tym, bo to tak mi się w duszy kotłuje ilość uczuć, a w mózgu myśli, że nie jestem w stanie opisać jak ten film jest dobry. Nie ma co czekać, trzeba oglądać kolejny raz, a dla Was , moi mili, to kompletny must see. Chaos emocjonalny gwarantowany, a zakończenie zaskakujące. Po raz pierwszy miałam piękno na oczach i w ręku pilota od TV w niemym oczekiwaniu na więcej aż do napisów końcowych i dużo dłużej. Musiałam wam o tym wspomnieć bo w TV dużo mądrych filmów nie ma, a jeśli są, to późno w nocy. Obejrzyjcie proszę i podzielcie się wrażeniami w komentarzach. Must see. P.S Pisane na szybko. Za ewentualne rozbiegane przecinki, głupotki logiczne oraz nieogarnięcie historyczne przepraszamy.(ding-dong) Po obejrzeniu tego filmu po raz pierwszy zaśpiewałam czysto część japońską(tylko ze słuchu ,bez znajomości japońskiego)motywu z The Journey( I Was Born For This). CZYSTO, bez ani jednego fałszu, stojąc przed pozłacanym lustrem, barokowym w teorii(bo z formy podobny).Ta piosenka to był też cud stamtąd. Ech....
×
×
  • Create New...