Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'recenzja'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Centrum Organizacyjne
  • Wszystko o CD-Action
    • Magazyn CD-Action
    • cdaction.pl
    • Robimy grę
  • Akademia CD-Action
    • Dziekanat
    • Kurs Unity w CD-Action
  • Gramy
    • Dyskusje o Grach (PC i Konsole)
    • Ogólnie o Grach (PC i Konsole)
    • Gramy w Sieci
  • Pomocna Dłoń
    • Gry PC
    • Gry Konsole
  • Nie tylko gramy
    • Porady dla kupujących - dobór sprzętu
    • Sprzęt i oprogramowanie
  • Hyde Park
    • Forumowicze
    • Kultura
    • Strefa Kibica
    • Sesja RPG
    • Zagadki & Zabawy
  • Off-topic
    • Luźna jazda
    • Humor
  • Targowisko
    • Forumowy bazar
    • Ogłoszenia i eventy
  • Archiwum
    • Kosz
    • Tematy archiwalne
  • [REKLAMA] Lenovo TechZone

Calendars

  • Wydarzenia ze świata gier
  • Community Calendar

Blogs

  • To mój blog. Wynocha!
  • geminho!!!1!1!
  • Dobra Huta
  • Takie tam różne... czyli blog allora
  • param-pam-pam
  • A idź pan w pyry
  • Moja Tura!
  • Yare yare daze...
  • Random Sanity
  • Cardistan
  • Okruszki Gofruszki
  • I think it's Kagexable!
  • Lord Nargogh's Nuclear Reactor
  • Bloguję bezkArnie
  • kab.log
  • Z czwartej renki
  • M jak Migrena
  • Sleeskość Kontrolowana
  • Follow the fishies....
  • Kajzerkowy Blog
  • Gralnia
  • śmierć na klawiaturze
  • BipekBlog
  • Poetyckie myśli głupiego kota.
  • Prymitywne hipotezy
  • Zabugowany blog
  • Kącik Wiedźmina
  • Królestwo Czegośtam
  • Ortheon
  • Face the consequences!
  • matidop PC Blog
  • AKWARIUM
  • Uwaga niejakidonjm!
  • Tu nic nie ma...
  • Spaczona Przestrzeń
  • Aktualnie brak pomysłu...bywa...
  • Samo Zuo
  • Opowieści dziwnej treści...
  • Kajowo - Odlotowo
  • doki doki
  • Antyświat.
  • Cienistość Cienia
  • ------
  • Tako rzecze Arglebargle
  • Blutok
  • McKov zrzędzi...
  • Blog_Reya
  • Trzy po trzy forumowicza Kejn-a
  • *****
  • Rup place
  • Darkness... burning and screaming!
  • Invisible in World
  • to i owo - mistewowo
  • Felietony i recenzje - bo warto pisać
  • Niziur
  • Sparta
  • O grach hardkorowo
  • Prestidigidatorium
  • Blogowe aTezy
  • Blog. Taki do czytania
  • The Path of Kathai
  • Yilmaz Blog
  • C00L3R Blog
  • odyniec15
  • Groteskowo o tym co... głupie
  • Paulie.fm
  • Blok
  • przeMOVIEłem
  • Evunio
  • Gameforever
  • oksyakszionBlog '
  • .?.
  • HMU'Electric Power
  • Tawerna "Kopytko"
  • Tematy (nie)ważne i (nie)poważne
  • O wszystkim... i o niczym
  • Dookoła ...
  • kafarek15Blog
  • Niukem
  • DivzBlog
  • 10 Krąg Piekieł
  • Blog Denona! Buahahahaha!
  • Kristhebest z blogu blog.kristhebest.com
  • Blog scripta
  • kamilek1111Blog '
  • Ciao ;D
  • kudlaty
  • BlaznikBlog
  • O wszystkim i o niczym
  • Orth
  • Matej - Arsenal i nie tylko.
  • Terefere
  • Re.Mo.Nt [alexiej's BLOG]
  • Sweet
  • Blog o niczym
  • GM
  • ...
  • Grafomania smoczego rycerza
  • Podróże wszelakie w inszościach płytowych...
  • loccothan's Blog '
  • BlackElfBlog
  • blabla
  • opti's corner
  • Wstać, przeżyć, położyć się spać
  • CrystalisaBlogzz
  • Podwórek żaczka
  • Tłiterek Darusia ;*
  • Sala tortur
  • Cubass Blog
  • daIM09Blog 'Gierki i mnóstwo innego!
  • Niekończąca się opowieść
  • Ranndolfowe zUo
  • Dreamshop
  • Jak to miły dzień zamienia się w . . .
  • Formuła 1
  • Lorderowy blog
  • Co by tu teraz...
  • HrymiMakosowo
  • Rule Britannia!
  • Refleksje
  • wiwat rewolucja by Panmroku !
  • Res Publica Cynica
  • Aranor's World
  • Wojtula Blog'
  • Coś maszkytnego
  • Dark_ziom
  • dzoBlog '
  • Kroniki trollowane
  • BartholomewBlog '
  • MaThX KnIgHt! BLoG
  • My Blog! :P
  • Carl Gustav
  • Jama na Za...rzeczu
  • Domek z piernika
  • Co mi do łba strzeli?
  • DaVidEx1Blog '
  • Sarkastycznie i bes sęsu
  • Gorzkie żale - wersja hardcore,
  • From Wr0(Ł4w with L0V3
  • Blog którego nie ma
  • Prosto z życia
  • seqtion
  • O wszystkim i o niczym
  • Growe przemyślenia
  • Tu się zgina dziób pingwina
  • all_about
  • Gry na Pc :)
  • Zagłębie Wiedzy
  • My Own Little World
  • Niepoważnie poważne sprawy
  • Zwariowany świat Dandysia
  • Oczyma tego innego
  • Przemyślenia i takie tam.
  • Blog Shuana Zuestrode
  • Cor CornelBlog '
  • BANAN... i jest impreza!!!
  • Antypiec
  • Głupota tygonia
  • Pawsik20Blog '
  • Vegetowy Blog - taki gópi jakiś...
  • Krótkie historie
  • Blog mój
  • Amatorskie Fantasy
  • Gry, a my
  • The New Revolution
  • DristenBlog
  • Blog Diomedesa
  • CyB3rWoRlD cyberświat
  • Komputery
  • Idiotyzmy i inne mądre rzeczy
  • Wąskie Spectrum
  • del1010
  • xd
  • Mac70 gaming blog
  • xbox 360 blog
  • O książce słów parę
  • luki970Blog '
  • Przemyślenia moje na tematy gier wszelakich.
  • GRY i nie tylko :)
  • buhahBlog '
  • nadgnilykangurBlog
  • Peger's Life
  • cahiro
  • Uciekający pociąg
  • Jumpstyle blog
  • Blog zimny jak ręka węża
  • kielczakBlog '
  • Gry Online? '
  • Lineage 2
  • NightPlayerBlog '
  • modernwarfare.pl BLOG
  • Tomasz_987 Blog
  • luqasz1234Blog '
  • U artooD2
  • Niedzwiedzi blog
  • snajper2Blog '
  • Mindsturbation
  • kluiwertBlog '
  • Smaczny WaFeL
  • dambo86
  • Michaelrplus
  • Mr.B:Minirecenzje.
  • World of News
  • Lamb3rt
  • Nerve - Bo nuda doskwiera...
  • Himo
  • Kinomaniak samozwaniec
  • PowerRanger
  • zwykłe gadanie;)
  • Ai shiteru..
  • umklajderBlog
  • Humor
  • Polish community
  • Tyran997-Przyszły redaktor(przynajmniej mam taką nadzieję)
  • Widelec ci w oko
  • Był sobie blog wielotematyczny...
  • DarkbmBlog
  • Mezzo's Blog
  • FormulaBlog '
  • KONAMI OTWARTE NA ŚWIAT
  • Nick Wazalski
  • Ds Lite czy Dsi
  • Mój dziennik
  • Anime-Shinden
  • GryphonBlog '
  • O wszystkim nie o niczym
  • Przemyślenia
  • ScoutyBlog '
  • Pogląd na świat okiem myśliciela
  • Soutysowo
  • Przemyślenia...
  • Notebook do Gier
  • Jasiek - Moje Myśli
  • Ja a sprawa II
  • Jak zepsuć komputer i przeżyć.
  • Giery i inne
  • RovixBlog '
  • Monkusiowy Pamiętnik
  • Skowex's Football Blog
  • Kserror
  • Strefa Chaosu
  • Przemyślenia Brzeszczota
  • Bart950 Blog
  • Moje NWN
  • grayfox8847Blog '
  • Adamooo [Blog]
  • Blog Istrandira
  • Moje 'życie w kompie' :)
  • Filmowy blog Devnull'a
  • CoswortBlog
  • Blog autorstwa idioty o nicku Slababateria
  • Kociarnia
  • Think Pink!
  • y0
  • Beznadziejnie bezkresny
  • Daj dzieciom klocki
  • Zatha's blog
  • Jigsaw08Blog '
  • KnightTigerBlog '
  • BOW - Blog o wszystkim
  • Baluka Blog
  • N/N
  • Proszę o skasowanie bloga
  • Borys Blog
  • Cover'
  • Xsero99Blog '
  • Różności różnorakie,
  • Projekt Nowy Świat
  • XinSosQ Blog
  • Nornikowy C_walk
  • Mcrr presents...
  • W życiu piękne są tylko chwile...
  • VorthlokkurBlog '
  • mortyr 3
  • O polskich absurdach
  • rylomen2
  • ACABBlog '
  • Ja tu tylko sprzątam...
  • Odmienny stan świadomości
  • KhazarOne Blog
  • Bajorambo's Blog
  • KPW
  • Diablo
  • kornel37Blog '
  • Modulator Antyfana
  • Maximus22Blog '
  • ReggaeBlog '
  • niedlubwnosie
  • XxXxX17xBlog '
  • O wszystkim.
  • Gamepad
  • Some stuff
  • EverBlog
  • World of NES
  • przxmekBlog '
  • GAME OMEN
  • Blog Groma
  • Czarna Biblia Pawlaka
  • Maj blogasek ^^
  • Blog Alternatywny
  • ProGramer Blog'
  • dUCK HUNTING
  • The Old Samurai Blog
  • growe rozmaitości
  • Co piszczy w Zwojach Starszych
  • xbox*3*6*0*
  • mimu11ograch
  • Life style!
  • Jama Dzikich Wenrzy
  • Księga Trahall
  • McmilanBlog '
  • Być jak...
  • lionexBlog '
  • WNWM
  • Blog Nastoletniego Polaka-Emigranta '
  • MyBBlog
  • SKAWalker Blog
  • Konsola do gier ?!
  • Kazzpi Tales....Moje przygody w świecie:)
  • FiFaa's Blog
  • Fable-NIEzapomniana opowieść
  • WITAJ NA MOIM BLOGU !
  • Marcin Przybyłek Blog
  • 4pancerny
  • Pieskie Popołudnia
  • PoLitBlog
  • O wszystkim i o niczym
  • Ja tu tylko pisze...
  • nabukadnezarBlog '
  • Medzik Gear
  • krzemień
  • sahmed
  • Felietony
  • Watching the world thru foresight.
  • Kicz projekt
  • Blog Malkontenta
  • Dzikie Pola
  • www.giernizon.pl
  • gienadijBlog '
  • Blog w pełni (nie)normalny
  • Żółwieblog
  • free2talk
  • Galaktyka Verdan'a
  • BlogRacjonalisty '
  • Kącik twórczy pana Trupka
  • Wyimaginowana Imaginacja
  • " Bo to jest Hardkor ... "
  • Ludzikowo
  • 506
  • (Nie)Poważny Blog
  • Cavern of Misunderstanding
  • NoiRioN's Headquarters
  • Ojej, mam bloga ;0
  • Impreza bez alkocholu to Zło?
  • Dante1988Blog '
  • ArakaelBlog
  • ChosenOne, czyli o mnie i koło mnie!
  • Sky might fall.
  • Co w BF-ie piszczy...
  • Kij ci w [tu wstaw część ciała]
  • rymek1987Blog '
  • Poprostu..
  • LordRPGBlog '
  • Ludzie, ludziska i taborety...
  • dePtyszowe przemyślenia
  • Tito1993Blog
  • Abonent czasowo niedostępny...
  • !JS&HS&HC4Ever!
  • Polska Rzeczywistość
  • SmokinXardas - blog
  • ArmedonBlog '
  • PabloBlog
  • Szumi płyta z Wosq
  • Kącik gracza
  • Y?
  • anakkinia
  • queertinBlog '
  • High Life
  • Cyfrowy bohater - historia prawdziwa
  • Prawdziwa muzyka i nędzny kicz
  • Matrix5050 przedstawia...
  • Wszystko
  • Po prostu blog.
  • Blog Galanota
  • luki6184 game Blog'
  • grynewBlog '
  • baks2501Blog '
  • Sciassa Blog
  • Ziom-konserwa
  • Pierdoły Sebuch(1997)
  • Wookashen Blogen
  • karpczonisko BLOG
  • Mój blog
  • jahmaican
  • Kubusiowy blog kubusia puchatka
  • O niczym, o wszystkim i o sosie czosnokowym.
  • JCwasazombietoo
  • Slipknot 20Blog '
  • Mikolaj - Ganje czy inne szatany
  • uncleSam jak palec
  • Metal Around The World
  • Rennard_Blog
  • Smętne pejdże
  • JUST MUSIC!!! \m/
  • Po Prostu Czuher
  • Green Day
  • LeonThePunisherBlog '
  • WilczurrrBlog '
  • Siedziba Prezesa
  • Całe stadko moich wpisów...
  • [T].[O].[R]
  • Garrysmod
  • Chwytliwa nazwa...
  • Kronika Lorda Josepha
  • FILERY!!!
  • Orbita
  • Szokoloko-Blog's
  • Blog!
  • pełni zUa i mHroku :D
  • MixSus
  • Teksty Peina, pisane pod wpływem P(e/a)in Killerów. :]
  • Patryq92
  • marko1190Blog '
  • Blog Repty-czyli hattrick i buzzerbeater
  • Dobry wieczór, czołem i cześć
  • Brudnopis
  • Blog by MarcinWrc
  • Find Whatever You Are Looking For (or get the Hell out of here!).
  • Co myślisz o koncercie Madonny ?
  • Left 4 Dead i nie tylko
  • S.T.A.L.K.E.R.
  • BiDU Blog
  • Oska0806Blog
  • GenowefaPigwaBlog '
  • Recenzje gier PC
  • Awruk
  • Gorest blog in da world!
  • Biegnące Zło
  • buHaHa
  • Yoo041995Blog '
  • Bloguś
  • Świat wg Tartina
  • BLOGEREk
  • SamNieWiemCoOTymMyśleć
  • Dark Side
  • imadloster
  • Syndrom Różowej Kaczki
  • Mike15Blog '
  • MrsQperekBlog
  • StyLEEEr
  • Eterek w eterze.
  • Takie tam myśli...
  • Śmieszne
  • Coś o niczym...
  • Filmharmonia
  • O dwóch takich, co im pisać się zachciało
  • W gorącym cieniu na miękkim kamieniu
  • YoruichiBlog ^^'
  • Moje kolejne ciepłe miejsce...
  • Blog, którego nikt nie docenia - darktangram
  • [bip]
  • Kinder metal... "danke szyyn"
  • cRystaL's BLOG
  • Moje 'coś'...
  • kubicafanBlog '
  • wiedzMinka
  • .
  • Kongo-Bongo
  • Age denerwuje ludzi
  • Infraczerń
  • Kumbajn do kopaczki
  • Razmyszlenija
  • Blog jak wszystkie inne...
  • Blog o czymś czego nie ma
  • pomyje
  • sepekBlog
  • To jest Blog 14 latka ktory mysli nad powaznymi tematami
  • ---
  • Blog pisany z nudow dla ludzi ktorym nie przeszkadza ze ten blog jest po prostu gupi!!!
  • Różności
  • j3dwasBlog '
  • Uroborosik
  • Siedziba Altair'a
  • Blok by Jakub
  • readerBlog '
  • Blog Leginka
  • AboutEwe
  • Kh4ladr1nBlog '
  • GRY FILMY INNE TYLKO NIE KSIAZKI
  • Na bierząco
  • Katastrofa
  • Ruhisu's corner
  • Knockersa Blog
  • Cyngiel
  • Yakus!
  • Artmasakra
  • Blog o Batmanie
  • Luukasz
  • Karools Bloog
  • CoD4:M W i o grach ogółem
  • La Fidel Bl0GgGeQ xD xD
  • Sonatica'
  • World in Conflict-(nie)boska rzeźnia.
  • Blo(k/g)owisko
  • Rock And Roll Ain't Noise Pollution
  • SithRock
  • kuzyniBlog '
  • MofoBlog '
  • Kącik PanaPawcia
  • Pracuj na Zwycięstwo
  • Wypociny szyderczego chomika-furiata
  • Me wypociny - mądrę lub nie mądre
  • Kolejny dziwny blog!
  • LicherPub
  • Wypalony lulek...
  • Szkoda Gadać?O_o
  • xyz
  • DarkBlogBanned
  • Reggi's Blog
  • Blog
  • Ad-MBlog '
  • GrzechulioBlog '
  • MackyBlog '
  • Banan3k & Blue Story
  • Maju
  • Ściana Wstydu
  • Post Bay
  • Cart is not moving!
  • ŚMIECH TO ZDROWIE !!!!!:P:P
  • Qulturalny blog
  • Sgt. Filip G. Chaos
  • Nowinki na temat Fable 2 i nietylko
  • Blog Liska ;p
  • Opowiadania
  • A se Wielo zrobił bloga! A so!
  • BlogTV
  • KogutEX
  • Gry i .....Gry
  • Cicer cum caule
  • Gaming Pr0 :)
  • WTF is goin on ?????
  • Bionic Commando
  • Runes Of Magic czy gra na miane gry 2010 roku ??
  • WIEWIOREK1111Blog '
  • karniak97Blog '
  • Kogel mogel
  • shains i biadolenie...
  • Pamiętnik Zwykłego Nastolatka
  • I_LOVE_Q-DANCE
  • Peace and Love
  • a ja myślę że...
  • Culus, anus - pupa blada !
  • Świat oczami 15-letniego dzieciaka
  • Phantoka
  • blicker
  • Rozważania Dawida
  • "To jeden mały blog dla człowieka..."
  • rajan1gnoBlog
  • tragikomedia
  • Konsolowiec
  • Przeglądamy sieć!
  • Kot Schrödingera
  • Unnamed Blog, Czyli Blog NoNamePL :)
  • GamesBlog
  • Game (P)Ower
  • wine
  • ReyMysterioBlog
  • MordredBlog
  • Hmmm takie tam...
  • Milan
  • ocb? Czyli co w trawie piszczy.
  • GarosS PresentS
  • My grey life
  • Hackers- Still a Problem
  • Bloczek NerQi :)
  • Warhammer Fantasy Battle
  • Klasyka czyli krótko o starych grach
  • all of this stuff
  • Mr.D
  • Tytanit's Blog
  • MóJ SłItAśNy BlÓgAsQ
  • <Bez nazwy>
  • KarlossssBlog
  • O wszystkim i o niczym
  • KulturraBlog'
  • Wypociny Starszyny
  • Sonic Y xD
  • MM25Blog '
  • Kacik LoL'a
  • left 4 dead : moja twórczość
  • Jacek szaleje
  • Witam was w rzeczywistości
  • Piractwo
  • LokenBlog '
  • kluka mówi
  • Turris Salantoris
  • Eliandir's Corner
  • Uwaga! Luksio mówi
  • Naruto-Fan
  • Venomous
  • torque o MMO
  • SwiatMurmakuna
  • blog-teofi7
  • by hawaiisurfer
  • Flow PDA
  • Argo
  • AkaiBlog
  • Mandżurskie Stepy
  • QFANT
  • Radio ChrupMaster
  • Zielony333Blog '
  • Nasza-Pasja
  • Quasi-blog
  • Ciężki blog muzyczny
  • Blog Skarpety
  • Blog Diriana
  • Wypociny redaktora-studenciaka
  • Perezzowskie wywody.
  • 1945
  • Seblordion
  • Sport
  • TaeKwon-Do's BLOG
  • IKillYouBlog 'MMORPG
  • Dark Orbit
  • smoki i takie tam
  • Wrestling
  • argh... gra'hamka
  • AteretBlog '
  • Dżungla
  • Pes vs Fifa
  • Project: Fate
  • KOMORA GAZ(S)OWA
  • GameBlog
  • Przemyślenia Paszczaq'a
  • Wawus
  • bartek1042
  • indieBlog
  • valdDraculaBlog '
  • O wszystkim i o niczym
  • witeneo
  • Otwarcie o Otwartym
  • Wiedźmińska Nora
  • Polacy
  • Wassup?
  • AspazarBlog
  • STARE GRY ALE JARE
  • Orzeźwiająco.
  • <unknown blog>
  • Spowiedź człowieka z kupą w nicku
  • strategia
  • Blog H4ntera
  • Do szuflady pisane
  • Mój chory świat
  • Perzyna Mistrzowanie
  • Kąt z felietonem w tle
  • matstu
  • Ranking najlepszych gier by Masterfighter
  • agausia95blog
  • Polska
  • Mysterm
  • m4aris
  • gambiterBlog '
  • Nie wiem, co tu wpisac..
  • I tak i nie.
  • Prawie jak Blog
  • raziel6Blog '
  • MOSKA165LBlog '
  • MOo I NIE TYLKO
  • Krótkie Odcinki Cykliczne
  • cacum3
  • Otwarty na świat
  • AlesscaBlog ' Żelazne szczęki?!
  • All & Nothing Blog
  • Okiem Dabu
  • Konoha Kącik Shinobi
  • O wszystkim i o niczym
  • Wciągający Tytuł <3
  • Gniazdo Łabędzia
  • Life's A Laugh And Death's A Joke
  • Tymonus
  • Kuźnia życia
  • Warsztat
  • 77DPPP
  • no.drinking.please
  • Penspinning Blog
  • Who Is Da Best, huh?
  • Ekoblog
  • Pod rozbrykanym Flexem
  • Wypociny i Wymiociny
  • prawda o metinie2
  • Pod Wpływem Kruka.
  • Coś o niczym i odwrotnie
  • GoldWhiteBlack
  • Siedziba Beliara
  • Gato Blog
  • Blog z jajemXDD
  • System of a Becher
  • Pierdoły i inne Chochoły
  • ChupaChuck
  • 95rapfanatyk95
  • filozofie
  • Krzysztof Padzik(mój pierwszy blog)
  • Relatywnie o wszystkim
  • Krucjata Zielonego Skutera
  • maniAk87
  • Opiniotwórczość.
  • Molo22Blog
  • Nie mam pomysłu na nazwę :)
  • Blog o wszystkim
  • Arghhh....!!!!
  • Diabeł Może Płakać... Zapłakał.
  • GumisIwo
  • Franksladestein
  • Idealny
  • Blog Krex'a
  • O wszystkim i o niczym.
  • Nico
  • MotorWizja
  • O wszystkim I O Niczym
  • Wielki Marsz...
  • Piszę, bo lubię.
  • TechnofiliaBlog '
  • Liście Konohy
  • Airsoft, Gaming, Books and much more...
  • Mashtre blog
  • Miśkołaj
  • ZNiKoBlog '
  • Grzeszna Oaza Niepokoju i Babcinych Pierogów
  • ikkamBlog '
  • Nasi bohaterowie
  • Karczma u Rifemana
  • GarrysMod
  • Dark Shadow's Soulforge
  • kącik twórczy
  • Unknown
  • Sala Tortur - Blog Pafnucego
  • Devcon Blog
  • Raptor's Gaming Blog
  • Frets On Fire Satanic Edition 2
  • rgverhBlog
  • Po Prostu Blog dla Ludzi
  • Blog, którego nie ma...
  • Krytyka z średniej półki
  • Nie mam pomysłu na ciekawy tytuł, więc tytułu nie bedzie
  • HmmBlog
  • Chantre
  • Karo's Blog
  • Vault Cafe
  • Gierkownia
  • Pierdoły
  • TheWorldOnMyEyes
  • Świat Snuffera.
  • matiYaZXBlog '
  • Wesołość zestawów Vobisa
  • Dlaczego żyjemy?
  • Vendetta...
  • 'This my kinda shit'
  • PavellusBlog '
  • Fanatyko Blog
  • blog z humorkiem
  • mój blog
  • bL0? '
  • O metalu i grach.
  • .
  • PalmowskiBlog '
  • Mass Effect and others blog
  • FatmanBlog '
  • Pamiętnik Amigowca
  • wszystko i nic
  • Mój blog
  • LordC@fe
  • Tunning PC by FMC
  • Blogumił
  • Blog bartezika
  • wiesniak@Blog.FA
  • Ladies eye
  • !!! BLOG !!!
  • Pod Złotym Kuflem
  • Świątynia Mroku i Innych
  • Kes blog
  • Fantasy & coś jeszcze
  • Dziwne wieści o (nie)zwykłej treści
  • Życie w Madrycie
  • kingkongblok
  • Mój blog
  • Świat Według Gawryla
  • Tales of the monkey land
  • O wszystkim i o niczym
  • Taby dla Hardcora
  • de tajms
  • Stare śmieci...
  • aguti
  • Królestwo FPS czyli co mi i wam sie podoba
  • Greenpeace
  • Never Give Up
  • Blog Waka_Waka
  • Madness and me !!!
  • Prawo gier komputerowych
  • Kuber10 Blog
  • snoboddy's CDA hołmpejdż
  • Transparentny blog
  • 6B6A6T
  • Hannibal
  • DridBlog '
  • Still loading... Please wait
  • MrWizarDBLOG
  • Świat wg. Baqazana
  • Niespokojny Duch Feadiiin
  • Lopezito
  • Jaskinia Tołdiego
  • NiesamowityGrzegorz czyli recenzje, newsy, opinie,
  • CZYTELNIA SUBIEKTYWNA
  • CTRL85's blog
  • Blog Krytyka
  • spookykid
  • Newhope o grach, prosto z mostu...
  • Jak byc ZŁYM i zabijac,mordowac i gwalcic ludzi i znęcac sie nad bohaterami
  • This is Imagination!
  • Muzyczny Świat Xial'a
  • intelektualne pomyje
  • Strefa buntowników
  • Nastoletnie przemyślenia
  • Co myśli Lochek?
  • Croaton
  • Bajki Goofy'ego
  • Łokciem w oko
  • Hymnia
  • Abecadło od Kuchni
  • joker1979Blog '
  • Mój blog (Lordi).
  • Blog Łukasza
  • Phellema Kącik Literacko-Fantastyczny
  • Shakal132Blog '
  • Różne Różniste Różności
  • Mój Blog,Moje Przemyślenia
  • Komputer- Mój Przyjaciel
  • Hołka pogląd na gry z zewnątrz
  • Kogel-Mogel
  • Green Blog by Grenstw
  • Dzienniki Niegwiazdowe
  • Dead Island
  • fredek86_Blog
  • True
  • Pokój 211
  • Odmieniec
  • Palpfikszona Podróże Kosmiczne
  • blog tadzia
  • my almost never used blog
  • According to Cromell
  • My - History
  • Blog o wszystkim i o niczym
  • O wszystkim i o niczym
  • Mój blog, czyli...
  • Blog Valudaxa - po co się zastanawiać nad nazwą?
  • mraugust blOOg
  • zaknaifen
  • The World Of...
  • Out of Logic
  • nemesis666Blog '
  • Dzwienkoswit Tower
  • Wszystko o Fantastyce
  • I'm your father Luke.
  • Kędziorkowe wywody
  • Ginek's Blog
  • Kultura
  • Professor00179Blog '
  • Kto gra w diablo 2 LoD w sieci
  • Blog Majczela
  • DrHappi Blog
  • Wszyściuteńko
  • Tu powinna być mądra i ciekawa nazwa blogu...
  • Uwaga! Ten Blog jest głupi!
  • lol
  • piotr1963Blog
  • WhatTheFuckBlog '
  • PanPatok Blog
  • marsjanBlog '
  • Życie ...
  • Football absurd
  • Inna perspektywa
  • Classic Rap
  • MichanjoBlog '
  • Prywatna pieczara Reffana
  • MindFreAk Blog
  • Vivian's Review
  • matti2o8Blog '
  • rybaslawoloBlog '
  • Perezihno
  • neutralny225 BLOG
  • AdrianBBlog '
  • Blog Airsoftowca
  • Śladowe ilości orzechów arachidowych
  • Ufarzam, rze...
  • La Bulle Française
  • ElitesofNation
  • s3lwynBlog
  • Piłkarski Misz-Masz Jamajci
  • Przeciwko Głupocie...
  • Flejmowe fanaberie...
  • keeveek blog
  • Eee,co ja tutaj robie ?!
  • Second Opinion
  • unbearableBlog
  • blog syna trojana
  • jaxooBlog '
  • Blog nogaczka
  • Pumba
  • Cragir Blog
  • Goloman's Blog
  • Szuflada
  • Po Prostu JA ^^
  • BogartBlog '
  • ET-Mapping
  • RafalL zwany Lisem
  • Jestem wylewny.
  • Patykowe opowieści
  • RESIDENT EVIL 5
  • Rzeczy różne
  • GuitarSlaveBlog
  • karol123Blog '
  • My playground
  • TwixBlog
  • Blog-
  • The Akkak's Show
  • Bzdurowango
  • Odellowy blog krótki i na tematy wszelakie
  • DarioBlog '
  • EVE Inside
  • Kopalnia Brylantów
  • Spriggs Blog.
  • Ciastkowo
  • Zonk?
  • na razie nic:P
  • Honorowy Blog
  • Kącik Kazamy
  • rystoRBlog '
  • O waszystkim i o niczym
  • PajęczynaKomiksu
  • No Casuals Allowed.
  • livewireBlog '
  • .
  • the Mona słów kilka
  • Strefa skażenia
  • Pełna Kultura
  • Takieżycie
  • Code Lair
  • Segmentum Frustratum
  • bSome1
  • Różności z życia wzięte...
  • DarkNeoBlog '
  • komentarze do życia polaka licealnego
  • codzienność
  • Blog Kajota piątki
  • GadziuBlog
  • Gameing
  • Verba volant, scripta manent
  • Życie Sekretne
  • Over Nine Thousand!
  • Kagema68Blog '
  • Ponury
  • >imblyign
  • Blog of Bowler
  • CalendarmanBlog '
  • Pitupitu
  • Pirackie Życie
  • Mechy i takie tam
  • Oszukać przeznaczenie 4- minirecenzja
  • meinsidemyhead
  • Blog nudy
  • Inaczej...przez ze mnie :<
  • Axis Powers Hetalia
  • DarkAvangerBlog '
  • Klara forever :)!
  • PolakBlog '
  • RustinBlog '
  • MasterKillerBlog '
  • BlizzBlog
  • Pewien Pat Ma Pogląd Na Świat
  • Subiektywne dobro
  • Zapamiętaj! Glonorost to syf nieziemski!
  • CopperNick Blog
  • Combat Operations Specialists Attachment
  • As w Rękawie
  • Shrek4Blog '
  • Karrmelowa Stajnia
  • Na temat World of Warcraft :)
  • Rox blog
  • The Sebuuu blog x]].
  • Spis MMORPG
  • Doker's blog
  • MLJABlog
  • grecki
  • W budowie :)
  • prośba :(
  • Szymoniasty Presents!
  • Od lat 3.
  • melon1992? FA Blog
  • Frashoot
  • ...
  • Stragan Z Kebabami
  • Mój Świat
  • TwardyPiter
  • RPGownia
  • Metal blog
  • BloggingArcHeR
  • Blog ARkanuma
  • Liryki rozmaite
  • DarkMatterBlog '
  • darekbiskupBlog
  • Bluzgi
  • Ogłoszenia Parafialne
  • Chałtura
  • Kenaj94Blog
  • Project Gwyn '
  • Kraaanik
  • SwEeT BlOgA$$eK
  • KonokoBlog '
  • Gaming Corner
  • Co mnie wkurza?
  • Made in Heaven
  • Blog o filmach
  • stef1994 recenzuje gry
  • GarretBladeBlog '
  • Zero kamienia, zero bakterii
  • whiteiwan blog
  • Atomowy Świat
  • Marty_Key - Blog
  • Error 404
  • intoYourhead' notes
  • adam341's blog
  • Sprawy różne, zażalenia, urodziny, głodni wystąp.
  • Kącik nie-do-końca-artystyczny
  • Nikt nie mowił, że bedzie łatwo i słowa dotrzymał.
  • Dill Productions
  • Wataha Wściekłych jamników
  • Blog o grach?
  • Kraju
  • Blog NintendoPassion
  • B-Krev
  • dajmoonBlog '
  • luk3rBlog '
  • boriator
  • Strumień świadomości
  • Blog kabuto872(o papce i buraczkach)
  • Czopowisko
  • Yu-gi-oh karty
  • Jaskinia Filozofa
  • Bonq0 GoLb
  • Dooosu'ownie i w przenośni...
  • Raiven Blog
  • Blog Barr'a
  • Skrzynia z łakociami
  • Artplikacje
  • Wieczór z Planktonem
  • Wstać proszę! Szefu idzie
  • Sprzedam używaną GeForce 8600gt 256MB
  • O wszystkim i o niczym
  • m5
  • Jarro multiBlog '
  • Espi's blog
  • Drzewo na Rozstaju
  • Stary bunkier
  • Blog o wszystkim po trochu
  • Kąt
  • Świat według VVojtasa :P
  • Bocianie Gniazdo
  • Nafalem Blog
  • Kącik Naprawy Rydwanów
  • Blog imć Rączki
  • Chciałem powiedzieć że...
  • Szkolni Wykolejoni
  • Nie kupiłem pomysłu na obiad...
  • Blog Polskiego Gracza
  • SheldorBlog
  • Club Penguin - Czyli coś dla naszych młodszych kolegów i nie tylko
  • Kupek166Blog '
  • MiskulorBlog '
  • ParalitaJestTroopem
  • Just Me
  • Limbo
  • jkowalski614Blog '
  • Sefnirlandia
  • Nazwa zastępcza '
  • Niesioła blog
  • mahBlog
  • VKDolegaBlog '
  • kamoko112
  • Death Poets Society
  • DarthWaderBlog '
  • 404
  • xDante Blog
  • Fuadex blog
  • goliatblog
  • Hałkowe Przemyślenia
  • Very unpleasant place...
  • To jest moje zdanie, i kropka.
  • Loukasz
  • anonim127 Blog
  • PS3 VS XBOX 360
  • Kącik artystyczny
  • /home/Obeus
  • Kącik League of Legends
  • lamborginiavatarBlog '
  • Xrasnoluda opinii kilka
  • Przemyślenia By Fanat1c
  • W Razie Czego: Gry!
  • Danmcrea
  • M47
  • poCONVERSE'ujmy o...
  • FreemonBlog '
  • Życie I Śmierć.
  • Blog subzero1996
  • TheChosenOne
  • To blog?
  • Przemyślenia Wrott12
  • Słów kilka,
  • denar16Blog '
  • Vintar's Blog
  • ?
  • Olgierd Blogasek
  • Bo dobrego nigdy za wiele!
  • Manga Work
  • segal226Blog '
  • juke
  • Tawerna pod Rupieciem
  • It Ain't Enough
  • rebeliantSvJBlog
  • bartek99113Blog '
  • Demotywator-Ogólnoświatowy
  • O wszystkim i o niczym
  • CommandoPlBlog '
  • Byond
  • Wojenny blog
  • Piaskownica
  • Dr.InDespair's Blog
  • GEKONEKBlog '
  • SlimmiteBlog
  • AdharBlog
  • Blog
  • Lej po bombie
  • wladyslawBlog '
  • Ucz nas! Hitori-sensei!
  • Z kulturą o kulturze
  • shitashiBlog '
  • To już Hallowen!
  • O grach i nie tylko
  • FifftaczBlog
  • Świat Według cindry
  • Fort Carson
  • Dlaczego to już koniec
  • wyznania Punisher'a
  • To & Owo
  • like-a-geek blog
  • Blog Kamila
  • empekBlog '
  • evomyrinBlog
  • Świątynia Behemorta
  • Pulka blog
  • ...
  • beztytuó
  • GRY UKOŃCZONE.
  • Victory Games Blog
  • Temat zastępczy
  • Slavkovic Antyblog
  • Pethafowe Mądrości
  • Jesień jesienią, zimno zimnem
  • What... the Hell?
  • Blog Anarchistyczno-Radykalny
  • Recenzje i komiks
  • Dawid666Blog
  • JA niedzielny gracz
  • freeq52Blog '
  • Lee_90_Blog
  • blogpuchatka
  • Blog panamystera
  • AldoApaczBlog '
  • Avatar's...
  • Moje Fado
  • LastDevil'sHell
  • Różne różności ^^
  • It's my piece of mind.
  • Pspblog
  • reszki blog
  • grzybek2413Blog '
  • Sztachetą w krocze
  • "Samo Zuo"
  • FreedFlinstonBlog '
  • AFK
  • taakuroBlog '
  • GryzącyBlog
  • thary16Blog '
  • mat6Blog '
  • Mariusz Pujszo Show On-line!
  • Street Dynasty
  • krzysq17Blog '
  • tczew23Blog '
  • Przemyślenia. Różne.
  • Matus Manufactorum
  • Po mojemu Wersja Specjalna bo CDActionowa
  • ArtifexBlog
  • Tu jest miejsce na Twoją reklamę
  • Carnivor
  • Fire in the hole!
  • Wszystko, jeszcze trochę i może coś jeszcze
  • MiniGry.Czyli w co warto zagrać.
  • Po co tu zaglądasz?
  • Kukłomicon
  • ESPORT
  • ANNO 2070 KONKURS
  • Nethermind
  • Gra Komputerowa? NIE!!! VIRTUAL ART
  • HaKBlog '
  • PSP BLOGG
  • Blog Raka :-)
  • Subiektywnie o wszystkim
  • Psy(c)hiczny kąt
  • Życie, House i sprawy ogólne...
  • XxXD12Blog '
  • Z pamiętnika krasnoluda...
  • Adrianeq's Blog...
  • W sidłach szalonych myśli
  • O poprawie Rzeczypospolitej
  • Moje brednie
  • sewaBlog '
  • Socjoniewoadmoczemuco
  • ewqaBlog '
  • Blog Wieczorny
  • BramaGier
  • Ja sem nietoperek!
  • Blog Garrus'a
  • bialykrukBlog
  • NelsoniastyBlog
  • DJK Life
  • .swf
  • Blog o wszystkim i o niczym
  • Wiadomości z innej beczki...
  • Przemyślenia Moje, Który Każdy Normalny Człowiek Ma Gdzieś (PMKKNCMG)
  • Tutaj piszę ja.
  • Blogowy Kerlik
  • Blog o tym i tamtym
  • DanubisBlog '
  • Kalikracja
  • MaciejKoziejBlog '
  • DarthNihilus95
  • O wszystkim i o niczym czyli myśli różne...
  • Gargulczy Gzyms
  • Blog Indyka
  • Kilka Minut Prawdy
  • Misterium Murezora
  • ...
  • Kącik Miłosza
  • Jeden wielki Joohc (czyli co JA o wszystkim sądze)
  • BarthezCDABlog '
  • KocurcBlog
  • Swiątynia KW
  • WWE PPV
  • Comics & Others :D
  • No co ty gadasz?
  • lastkill3ra głupota - skąd to się bierze?!
  • Bohater:Początek-czyli RPG Wolfena
  • Mroczne Skarpety
  • Rozternki (nie)egipskiego (a już na pewno nie)boga
  • MathienBlog
  • Gdy by ktoś był Eric'em
  • Coś
  • Kroniki Yamnicka
  • szymekczarodziej - blog o pierdołach
  • ah te blogi :|
  • U BigOna
  • Mój blog
  • Wszystkiego-po-trochu
  • maciek99085Blog '
  • Hobbicia Stopa
  • Mój blog
  • Babys Blog
  • matirog25-Blog
  • Prawdziwe science fiction
  • Kto ? Ja ? Nigdy w rzyci.
  • M&M's
  • Przygody Raviego
  • SDVaderBlog
  • KLARA
  • Graszowy blog
  • LukiSaczBlog
  • PaKe Blog '
  • Be a hero! Be like Stefan!
  • Pierdu pierdu i inne takie.
  • Moje cztery kąty...
  • Opowiadania Quartena
  • PaterBlog '
  • FAAza'
  • CD Action World Review (Beta)
  • Sabi way of life
  • 3x TAK
  • Blog Czegokolwiek
  • Gall108
  • Kącik okołotwórczy Człowieka Gry...
  • Stare, jare i... "przepraszam, nie mamy".
  • vIE888`s Direct Perspective
  • Something in the way
  • Absurd goni Nonsens
  • kaczor95Blog '
  • Tha Fred's Blog
  • TheNaturat
  • Wasyl93Blog '
  • Subiektywnie
  • Kiyoshi
  • Blog Młodego Wioślarza
  • Crimson's Blog
  • Problemy świata codziennego
  • El-Vanish'owe rozmyślania
  • nextBlog by Matys
  • :)
  • NapoleonBlog '
  • Wszystko po 4,90zł i róznie
  • Ciekawy lub nie blog piotrka2603
  • ASF
  • Plotki-Anegdotki
  • Tylko muzyka
  • Per aspera ad astra
  • QuicckBlog '
  • To be, ku*wa, or not to be?
  • snouriderBlog '
  • Ciastekowe Akcje
  • Twarz Palma
  • Bardzo nudny blogas
  • KillerBee's Blog
  • Po drugiej stronie lustra....
  • Zorzin'owe myśli...
  • Hmm...
  • kONcik o graH
  • Historia gier komputerowych
  • Games and Live
  • Babskim okiem
  • Uprising
  • Dreadlock Blog
  • My blog
  • Jarvis Blog '
  • HOURBlog '
  • Po co nazwa?
  • Odyn's Blog
  • Interpreter'sBlog
  • Nie
  • Sevard@FA
  • Memento Mori
  • xbox360player
  • felieton
  • Kącik Diegowskiego
  • VoltioBlog
  • Blog studenta gracza
  • Fabryka wpisów
  • Kuwetka Zniszczenia
  • Wizzy's Site
  • kicek0Blog '
  • Wyznania początkującego otaku
  • Historie niemoralne
  • To mój blog, a tobie won!
  • Cerber Blog
  • MajuSBlog
  • lestat1989Blog '
  • siamto i owamto...
  • figa888_blog
  • ?
  • What the hell?!
  • Borwol
  • gbulBlog '
  • BLOG RABBITO!!!
  • Dzień dobry!
  • Butcherer filo blog
  • A.L.owy znak jakości
  • przemek8025 blog
  • Kącik Retromena
  • Devil May Cry 4
  • PumbeG
  • LechooBlog
  • Jaskinia Shibari'ego
  • Arbeit im Polnische republik
  • OxoBlog '
  • Blogbox 360
  • O tym i innym
  • AdamHefBlog '
  • Świat widziany oczami....
  • Mroczna Wieża trzęsie się.....
  • asd
  • Miron1500Blog
  • Verbal
  • Blog Lordking'a
  • Mieszkanie Atomowych Jogurtów Zagłady
  • OWION
  • Blog Zaix'a
  • Czego jeszcze nie wiesz
  • Trybuna Ludowa Jokkera
  • Metal i inne fajne rzeczy!!!!!
  • Projekt Blog
  • Black Side of the Mirror
  • Blog Toma o wszystkim z uwzględnieniem na: gry,star wars i CD-Action
  • MmoRror
  • Kącik Napióra
  • Blog WujkaJaca
  • Pewien Marudny Mały Mysz I Jego Mała Codzienna Egzystencja
  • o wszystkim i wielu innych rzeczach
  • UUUU jea
  • AnonimatorBlog
  • -10 do Wszystkiego
  • Blog pamięci Czarnego Iwana
  • KurczakUBlog '
  • Zandorath Blog
  • All f0r pe0ple
  • Blog
  • Nie da sie nie piracić!
  • Coś dla każdego
  • v1989Blog '
  • Incision
  • Flash World
  • Okruchy spraw
  • Kroisz ziemniaki masłęm?
  • karateka56Blog
  • lol xD
  • Cotam? Jaktam?
  • World Of Media
  • Kilka słów o grach i nie tylko
  • Takie Tam Wypociny
  • Same nudy, których nikt nie czyta bo po co?
  • Tytuł Roboczy
  • Matrix Marixa
  • Versus
  • O ludzie co to jest?
  • Szalony świat.
  • jakub365Blog '
  • Vetri's...
  • Narzekania pesymisty
  • Swiat wy'm0del'owany na nowo ...
  • Problemy szarego człowieka
  • pokeblog's
  • iternet
  • maciekferdekBlog '
  • ElmoBlog
  • Autentycznie ale nie politycznie.
  • o PESie... i nie tylko ;)
  • Wierszoklekta
  • Moja Awangarda
  • Ja tu tylko zdjęcia robię
  • GameGem
  • LOL
  • big23
  • bezzixBlog
  • Nurkowanie z Pingwinem
  • Gry jedynym nałogiem
  • Przecinkowo
  • Świr nadchodzi
  • Blog Zmęczonego Dżentelmena
  • Nudny blog MacTavisha
  • Blog Mema
  • KOLEKCJONERZY
  • Moje własne zdanie
  • Zwierzenia Legogolasa
  • Youpnilog
  • Blog dla ludzi... i nie tylko.
  • Bartek652Blog '
  • Kypnotic
  • IceTeaBlog '
  • Newsy
  • O tym i tamtym....
  • .
  • Crazy bloger-gry,szkoła,ksiażki,inne
  • Liryczne El Dorado
  • jokerofgames
  • Blog blejdzika.
  • 10 Gier wszech czasów
  • CiemnyBlog
  • A Game 4 You
  • FuXbmBlog
  • marcin1988Blog '
  • Jumpkov.
  • Bartek114Blog
  • X-3
  • Kazzet pisze...
  • Badziewisko
  • Blog Wymaniakowanego
  • Kącik Świadomego Konsumenta
  • Przetnę Ci Tętnicę
  • Z odmętów cienia
  • Śledziowe przemyślenia
  • donty94Blog '
  • Seroslav's Invention
  • Źródło dobrego smaku
  • zombie(subtortor)
  • Jag24Blog '
  • Kącik muzycznych staroci.
  • O wszystkim i o niczym?
  • skate1220Blog '
  • Blog, którego nie ma.
  • O moj Boh! Toż to topor w mojej glawi!
  • Stairway To Heaven
  • Blog Yankusa
  • Różne...
  • MacFlayBlog '
  • SoriBlog
  • Twórczość ma :]
  • Dziennik Yurasa
  • Opinia o emo, JP, i dzieciach neo.
  • momrukBlog '
  • Gorkhathron
  • lol55_Bl0g '
  • AntyCDArecenzje i nie tylko
  • Mein Blog :)
  • Za co kochamy CD-Action
  • Teken
  • Blog Kiniv'a
  • ElksBlog
  • CoVertBlog '
  • Ten Blog jest Bylebyniebylejaki
  • GMO - Games-Movies-Other
  • O_o I tyle :) +!+
  • Uwaga!
  • Różne różności :)
  • Eciepecie...
  • Blog Ruusa
  • Grzana Blog
  • Lexy Le Fay
  • SolisBlog '
  • na mocy paktu
  • Siedziba Deregulacji
  • Problem ze steamem
  • Karlosik13Blog '
  • No nie wiem...
  • Tears in rain
  • Wrota Śmierci...
  • gigamat
  • Freeware'owiec
  • Gry tu, gry tam, a ja gry w domu mam
  • mario21211Blog '
  • Jestem, kurde.
  • Is This Necessary!?
  • Adira zdanie na tematy wszelakie
  • Jaskinia Diabła
  • Alan0
  • Blog skocznego
  • To co rusza moją czaszkę
  • Sarge13Blog '
  • Słowo to siła
  • Gry, myślenie, swawole
  • Stołeczne Pustkowia
  • Życie dorosłe
  • conan47Blog '
  • kula124Blog '
  • Misz-masz konsolowo-pecetowy
  • Karczma "Pod nieprzytomnym smokiem"
  • danielos1212Blog .pl
  • Z życia Hardkora
  • mrKonrad2012Blog '
  • El hermano de leche...
  • Opera Mydlana
  • RR&P, czyli...
  • O wszystkim co dobre xD.
  • Ty, który tu wchodzisz, żegnaj się z nadzieją...
  • FerayaBlog
  • Ajaje kokodżambo
  • Kolejny blog...
  • ......X...........
  • blaszakBlog '
  • xRacing.pl
  • vito23Blog
  • andrealordBlog '
  • DarkTag'a blog artystyczno-growo-filozoficzny
  • PANIE! Spieprzaj pan!
  • Paździochowy Bazarek.
  • Bloggaminacja Maćkowskiego
  • Słoniowo
  • blog
  • Hem Hem
  • Owl's Place
  • Monko86Blog
  • vinci65Blog
  • Niesprawdzone przepowiednie ^^
  • Opowiadania
  • Zamiatacz sufitów
  • Dragon News
  • Jedro, jedro to Twój blog ;)
  • Jako smakujesz, aż zasmakujesz!
  • futshakowe wypociny
  • PawelixBlog
  • Edd10Blog '
  • Pierwszy wpis i już niewypał...
  • gewlohBlog '
  • Buszmena słów kilka
  • marioksBlog '
  • Randomowo
  • JihadBlog
  • Wszystko i nic poza tym
  • PoqUta666Blog '
  • PilasiuBlog '
  • Czerwonoskóry blog o kiełbasie.
  • Kulturwa
  • Kraz's Blog
  • Refleksje i Przemyślenia Devox'a
  • Myk z laserka
  • The Three Nines
  • Blog Michała "Muradina07" Grabowskiego
  • O pierdołach okiem SiMi'ego
  • gry
  • VildWolf Blog
  • smierciozerca51Blog '
  • Nie ma lipy
  • Neverending Story
  • Blog Diacona
  • Heaven & Hell
  • AdelanteBlog '
  • Illusive Blog
  • Mapping Blog |Lizard|
  • bliźniaki i ja
  • Brainstorm!
  • >>>BLOG<<<
  • Co nowego u ZiZi'ego
  • BLOG@klikersmile
  • Zakręcony jak domek ślimaka
  • Blog Daro
  • ifaubloger
  • Co w życiu piszczy.
  • Moje upodobania i inne
  • Debilna strona mnie
  • Ja tu tylko sprzątam...
  • Mój własny McZestaw
  • Sareth
  • Prawdziwość taka
  • Żerowisko kormoranów
  • Asturas.pl Blog
  • kmleczkoBlog '
  • Life is brutal
  • Blog. Przez "B". Takie duże.
  • Gry to zło.
  • jacobs1000Blog ;)
  • Nuuuuuuuudyyyyyyyy...
  • mistrzguma93xdBlog '
  • Blog Zakiewicza
  • Patriqo's Whoop Ass Blog.
  • Niecodziennie i niekonwencjonalnie...
  • Sejm Wielki
  • The Ring
  • Mroczne zakamarki.
  • kamilkk5Blog '
  • KUKURYDZA
  • Crossroads
  • zes*aj się @ nie daj się
  • Blog przez B.
  • Kaires
  • Ogłoszenia duszpasterskie
  • Blablabla
  • gasadiBlog '
  • You're pirates?You're sukck!
  • Mój blog na, którym płaczę nie raz ;)
  • ShinnnnBlog '
  • szymon1944
  • Ja tu nie pasuję.
  • Coś się kończy, Coś się zaczyna
  • Denny...
  • Kroniki z Rodos
  • O mnie i o sobie
  • Mand'alorCitadel
  • StrifeMeBlog
  • Etto, etto, Turambetto !
  • DiCaprioBlog
  • EverybodyLiesBlog '
  • Zochanowo
  • Blog okołogrowy
  • WWWeekendowy Blog vv0!tka
  • iTunes - Problemy
  • Blog Kawalorna
  • Polsko...
  • eragornBlog '
  • Noname blog
  • Po prostu Blog Mastera ;)
  • TigeerBlog '
  • perseusmandateBlog '
  • B92site
  • Myśli Karpia
  • NIE MOŻLIWE
  • Małpa i honor
  • Michal96Blog '
  • Dywagacje pana Złośliwego
  • krwistaBlog '
  • NaJsŁiTsZy BlOgAsEq nA ŚwIeCie
  • O wszystkim i o niczym
  • Krwawa Mary opowiada....
  • tingting0810Blog '
  • AinurBlog
  • choeseBlog '
  • Ogurowy blog (przez U)
  • Oto ja...
  • O wszystkim, i o niczym
  • To Tu To Tam
  • DarkVoldiBlog
  • kurczakowy blog
  • Games room
  • Welcome to my World...
  • Hmm, o wszystkim i o niczym.
  • LarryBlog
  • Szpaner blog
  • Blackwolf111Blog
  • yetem
  • Chatka wesołych Rastamanów
  • Waść
  • Gniazdko
  • Blog Rozrywkowy
  • SINGIEL'
  • Artem264Blog '
  • Manki
  • Matison - Blog
  • DegeneraT Blog
  • lolxdBlog
  • Kiler300
  • qazwsxedcBlog '
  • arara11Blog '
  • plusqanie
  • SalemusBlog
  • Wszystko und Nic
  • sfera likiera
  • Blog00wnia Heede'go
  • Milosz902Blog '
  • o cie kręce
  • Tu jest miejsce na nazwę blogu!
  • We're on the Road to D'ohwhere
  • Blog Veraduxa
  • tyan, czyli blog moralnie niemoralny
  • Okiem zgreda
  • BlOg mOtOrYzAcYjNy I NiE TylKo
  • Kisiel Blog
  • PanMutancik i jego gatki
  • Bananowy Raj
  • Style is War!
  • Patrzanie Hollowa '
  • Fuyukai pisze bloga...
  • ...
  • raziel1234522Blog '
  • Kobiecym okiem
  • Sprawy ważne i (mniej)ważne
  • Mariusz Pudzianowski, czy Yusuke Kawaguchi ?
  • Mądrości
  • pr0gh0stpl
  • Radioaktyne połacie umysłu użytkownika kaczek93
  • Głową w klawiaturę
  • Edi ogarnia
  • Takie tam Spiacego
  • Fans-Gladiator
  • Dafowy Blog o Rzeczach Dziwnych
  • Schizofreniczne Dywagacje
  • Ave Satan!
  • Zamek Grunwalder
  • Blog Jedimax'a
  • Ban123321BLOG
  • Sam nie wiem w czym.
  • haamukuvaBlog '
  • inquitBlog '
  • Ubiblog
  • Lotnisko
  • Po mojemu...
  • Sztab Małego Kaprala
  • mój BlOGaseQ ;***
  • WWEBlog
  • Another World '
  • Blog nie na temat
  • jezozwierzum
  • Kacper03Blog
  • HellFierBlog '
  • nikabelly
  • Ohayo Nippon !
  • Dark Elf's blog :-)
  • Korporacyjny Zwierz
  • Ipad
  • Hrater Bloguje
  • cyckoland
  • Tak! dla konsol w CDA.
  • AchmetBlog '
  • MaximaoBlog '
  • munio7xBlog '
  • GAME_INFO
  • prymcio11 BLOG
  • ;)
  • Świat na ekranie monitora i przed nim
  • Blog Maniaka FGK
  • Movie Trailers & Shorts
  • All about nothing
  • Gamer
  • Legendy, które ciążą w mojej głowie...
  • ArkanBlog '
  • Niusy ze świata machinimy.
  • Growe szaleństwo
  • o!Grane
  • Multi Zone - Internetowy Magazyn dla Graczy
  • Assassins Creed II
  • Raj dla skazańców.
  • Jedrzej's Blog
  • Aleksander Parcej - Nieoficjalny Blog
  • Tytuł wymyślę później
  • piotrekpk19Blog '
  • Blog Kata
  • TKW
  • Kantyna
  • Ryu Draconis
  • Dywagacje niestworzone
  • Blog CD-A Maarchef
  • Blog BladegoPitra
  • Bezdenna studnia intelektualizmów nie moich.
  • AllInOneBlog
  • Co się pod pióro nawinie...
  • Projekt Kurczak.
  • Wku$!$#$ny internauta
  • Jatamański podbój świata
  • Wojciech Sowa Blog
  • The True Srotry
  • jashimaraBlog '
  • lucaxlBlog
  • TomsRocc's Blog
  • wiadro żółci
  • O wszystkim czyli o niczym
  • EchelonBlog
  • Takie tam...
  • Wszystko o Wszystkim
  • Gabro Blog
  • Kobiety też grają! :D
  • Pierdoły przeróżne.
  • Psychiatryk
  • ...
  • Giercownia u ampera.
  • Blog mazowszaka;)
  • Cwaniaxowe narzekanie
  • Ravenzone
  • artur1105Blog
  • wlosekblog'
  • Life with Zyta
  • Kuba1993Blog '
  • Hendogi Blog
  • Co by tu napisać?
  • Vysogota
  • RheyBlog '
  • No Mercy
  • mintajowo
  • Stefanowi się nudzi
  • Blog Blackmagic'a
  • Medytacje zwykłego nastolatka
  • Moje wrażenia z innych światów
  • Rock'n'Czop
  • AlexZander1991Blog '
  • Live is Life
  • miradokusvBlog '
  • KruszynBlog
  • We didn't start a flame war
  • kalarepyBlog
  • ziolllo
  • BukaJestStraszna
  • Evilmen - trzezwe spojrzenie na swiat
  • O niczym ?
  • Wylęgarnia Flejmu...
  • TrAwA "Blog"
  • Kolejny powtarzalny blog :]
  • Mr Funny blog
  • guarabaraBlog '
  • zyriuszBlog
  • Tom123Blog '
  • Masakra
  • Teoria Grywalności
  • Nie lubie pudełek
  • Nihilizm, cynizm, sarkazm, orgazm
  • Blog Maziaczka :)
  • ...!?
  • Razer93
  • Growo i filmowo
  • My Immortal
  • HlebekkBlog
  • Płysowe Refleksje
  • O tym i o tamtym
  • Kocham wszystkich ludzi ;**
  • shinji87Blog '
  • Blog Galanota
  • perypetie $tigowe
  • xKadafiBlog '
  • TheVqxBlog '
  • Blog Remulaka
  • GMaciek7876's Blog
  • Mad Lone Wolf
  • Blog Amigosa
  • stoproBlog '
  • Zarabianie i Konkursy z Nagrodami
  • weeman42Blog
  • Gamer Site
  • Major Bloga
  • ouiBlog '
  • piezol
  • BartekMichalowskiBlog '
  • 18Piotro, recenzje, życie i etc.
  • Scientific Polish
  • BigHunter
  • Taki sobie kącik wyżaleń i radości...
  • Mój blog
  • .TheDoctor's Corner
  • szymon351 Blog
  • Blog-matis9988
  • n0NBlog
  • Thorren's Whines
  • snopowiązałki
  • Gobik Bloog
  • r-imaginarium
  • Coś o niczym
  • Blog Władcy Śniegu
  • Głupoty rozmaite
  • Tu jest blog heksagona95 men!
  • Paranormalnie o wszystkim
  • Generalnie o grach
  • 0o0o
  • GameMaXXX
  • Tawerna pod Zielonym Orkiem
  • Blog o niczym , albo o czymś .
  • Hympf
  • Moje ŻYCIE
  • Sennik Garrett'a
  • Nexel PC fan
  • Teczka warciactw Abyssa
  • Muzyczny blok ED'a
  • Natan534Blog '
  • imperialz7Blog '
  • .Azazel's Blog.
  • X-GAMER.PL Blog Informacyjny
  • Krzywym okiem Shiva
  • Kogel Mogel
  • Zatyczki do uszu...
  • elSzogunBlog '
  • Schron różności
  • Blog o niczym v 2.0
  • Obi-Wan's Blog
  • greenLife blog
  • AEALO
  • Recenzje Butryka
  • Xbox 360 vs PS3
  • Rafellos Blog
  • ...
  • Vino94
  • soker
  • JustinBieberBlog '
  • Eee... "Wpisz nazwę"
  • Assasin16Blog '
  • Pon Pon Pata Pon
  • RaM111222Blog '
  • BluberBlog ' PSP
  • Blog Elandara
  • Witaj w Świecie METALA!!!\m/
  • Blog Imperialny
  • KBOM
  • Life is life
  • TomSon i Zona
  • Myśli obce.
  • "Kolejny, lipny profesionalny blog"
  • Fraculowa pisajnia.
  • Grać,grać i jeszcze raz grać!
  • Mój Blog
  • pio6Blog
  • Ludzki blog dla ludzi.
  • Trójwymiar w mych oczach.
  • Passive Aggressive Bullshit
  • Gry Flash Anime
  • GZone
  • Z kultury bez cenz**y
  • X Gamer
  • Twierdza Zabójcy Królów
  • Andthor pierwszy blog
  • DoroshiBlog
  • Piekielna Kuźnia
  • Gram więc żyję!
  • LK_PL BLOG
  • Blog Raika :3
  • Leons Blog
  • Samir21Blog '
  • Creepypasta
  • avocado20things
  • O Grach Inaczej
  • Wiedźmin 2 ;]
  • Blog u Burneya
  • Oj mroczno...
  • Pół żartem, pół serio
  • Oh Yeah, So Gut, Yeah, Oh Oh Oh, Yeah, So gut
  • GrAwEk
  • The Priest
  • Leśny Człek
  • Blogum Kartonum
  • Sprawy ważne, i mniej ważne...
  • paxer915 - CDA Blog
  • gggggh
  • LOST
  • ZbieraczBlog '
  • Blog Tajemniczy
  • A Jednak Tak
  • Rozważania około(nie)ziemskie
  • Perypetie SzCzErkoSa
  • Forum Actionum Studio Blog
  • Po prostu blog
  • PSP gamer zone
  • Welcome
  • Testy Gier [BLOG]
  • SonQ Blog
  • Angielski Pacjent
  • nirvilaef

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Discord


Facebook


Strona WWW


Skype


Skąd


Zainteresowania


Ulubione gry


Konfiguracja komputera


Wyróżnienia Smugglerkowe

  1. Przedwczoraj minęło 10 lat od premiery Skyrima – gry, która wciąż jest z nami w tej czy innej formie (zupełnie jak GTA V ). Ponieważ w grudniu 2011 roku napisałem recenzję tej produkcji na potrzeby zajęć z „Dziennikarstwa internetowego”, postanowiłem w tym tygodniu podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na gorąco (aczkolwiek, kilka linijek musiałem usunąć – pisałem ten tekst dla laików ). Niestety, nie mam dostępu do obrazków, które wówczas wrzuciłem, więc dorzuciłem też kilka nowych memów, dla ubarwienia tekstu . Z kolei za tydzień napiszę co sądzę o tej grze dekadę później (dodam tylko, że na blogu już raz pisałem o Skyrimie, ale moim zdaniem warto do tego wątku powrócić). Powrót Króla? Wreszcie nadeszła. Długo oczekiwana piąta część serii „The Elder Scrolls” – Skyrim. Czy król powrócił? Kiedy 11.11.11 w Warszawie doszło do bójki, gracze na całym świecie instalowali najnowsze dzieło firmy Bethesda Softworks. Seria „The Elder Scrolls” (w skrócie TES) to gry typu cRPG z widokiem z oczu bohatera. Akcja serii toczy się w Cesarstwie Tamriel. Każda część rozgrywa się w innej krainie. Poprzednia odsłona cyklu – Oblivion została wydana w 2007 roku. Dzięki zastosowaniu zaawansowanego silnika graficznego i fizyki pisma o grach komputerowych wysoko ją oceniły. Gra szybko została okrzyknięta „Królem cRPG”. Mimo znakomitej sprzedaży, gracze narzekali na nudną rozgrywkę. Do gry powstały dwa dodatki, które nieco urozmaicały rozgrywkę. Skyrim miał być jednak inny. Przede wszystkim, jako pierwsza gra serii, miał zostać wydany w pełnej polskiej wersji językowej (poprzednie miały tylko polskie napisy). Ale o tym za chwilę. Źródło Początki Jako, że gra dość długo się instaluje, swoją recenzję zacznę od opakowania. W zestawie (za około 120 złotych) oprócz płyty z grą znajduje się instrukcja, dodatkowy CD z wybranymi utworami ścieżki dźwiękowej oraz mapa Skyrim. Są to całkiem przyjemne dodatki. Po zakończeniu instalacji można przystąpić do zabawy. Na początku (jest tak za każdym razem, gdy włączamy grę) możemy wybrać czy chcemy pełną wersję językową, czy tylko polskie napisy. Na chwilę się przy tym zatrzymam. Muszę przyznać, że firma Cenega stanęła na wysokości zadania. Do współpracy zaproszono znanych aktorów. Głosów postaciom użyczyli m.in.: Piotr Fronczewski, Krzysztof Kowalewski, Henryk Talar, Wiktor Zborowski, Mirosław Zbrojewicz i Jarosław Boberek. W tym miejscu do beczki miodu dorzucę łyżkę dziegciu. Głosy żeńskie zdecydowanie za często się powtarzają. Jedna aktorka mówi za siostrę handlarza z jakiejś mieściny oraz za Królowę Skyrim. Rozumiem, że głosy bezimiennych postaci mogą się powtarzać. Ale dla ważniejszych postaci można było zatrudnić różne aktorki. Na pochwałę zasługują natomiast napisy. Mówię tu nie tylko o dialogach. Skazaniec – Wybraniec Zgodnie z tradycją serii zaczynamy jako bezimienny skazaniec. Tym razem zaczynamy na wozie z paroma skazańcami. Tam poznajemy najnowszą historię miejsca i zapoznajemy się ze światem gry. Skyrim to kraina skuta lodem z wysokimi górami i nordycką zabudową. Kiedy docieramy na miejsce określamy rasę, płeć, wygląd naszej postaci i jej imię. Niestety, w grze i instrukcji brakuje opisów umiejętności ras. Bierzemy więc „na czuja”, albo szukamy w Internecie informacji. Wybór wpływa tylko na umiejętności z jakimi zaczynamy i nasz wygląd. Kiedy skończymy oglądamy egzekucję. W tym miejscu pojawia się nowość serii - odcinanie głów. Produkcja nabiera dzięki temu charakteru, szkoda jednak, że nie zostało to rozwinięte. Nie uświadczymy więc latających kończyn, co jest dla mnie trochę bezsensu. Domyślam się, że taki zabieg pozwolił na premierę gry na rynkach amerykańskim i niemieckim. Uważam jednak, że twórcy mogli zastosować rozwiązanie znane z gry Dark Messiah of Might and Magic. Tam wystarczyło zmienić jedną opcje i już. A świat gry na pewno zyskałby na realizmie. Źródło Kiedy po chwili nad naszą głową czujemy topór kata miast atakuje Smok. Korzystając ze sposobności uciekamy. Szkoda, że główny wątek fabularny nie jest ani oryginalny ani specjalnie porywający. Stajemy się bohaterem, zabijamy smoki i ostatecznie niszczymy głównego złego. Wszystko to już było. Podobnie fabuła wyglądała choćby w Gothic 2. Ostatnim przeciwnikiem jest Smok Alduin. Mocno przypomina Deathwinga z ostatniego dodatku do World of Warcraft [w sensie Cataclysm – dop. w 2021]. Tak samo jest zresztą z misjami pobocznymi. W większości są podobne do znanych z Obliviona czy Gothica. Rozumiem, że trudno wymyślić coś zupełnie nowego. Ale jakieś odstępstwa od kanonu by nie zaszkodziły. W grze istnieje kilka gildii, do których możemy się dołączyć. Są tu złodzieje, wojownicy, magowie i zabójcy. W porównaniu z Oblivionem brakuje tylko Areny. Nie ma także systemu rang. Same wątki są niestety zbyt krótkie. W poprzedniej części, by zostać przywódcą zabójców trzeba było grać kilka dni. Tutaj wystarczy parę godzin. Później pozostaje już tylko wykonywać zadania typu: idź do Pijanego Orka, weź jego kasę i zabij Sprytnego Drwala. Nie zmyśliłem tego – właśnie tak nazywają się zleceniodawcy i ofiary na tym etapie. Poboczny jest także wątek związany z dwoma stronnictwami. Są to Gromowładni i Legion (którego zbroje – nieprzypadkowo - wyglądają jak Legionu Rzymskiego). Źródło Życie na Krawędzi Nieba Świat gry ma otwartą strukturę. Możemy zajrzeć do każdej jaskini, przeczesać ruiny, forty czy zwiedzić lochy. Takich miejsc jest ponad 150. W niektórych ruinach można spędzić nawet kilka godzin. Rzecz jasna nie są opuszczone. Naszymi przeciwnikami w nich są m.in bandyci, szkielety i mechaniczne urządzenia. Oprócz tego większych miastach mamy możliwość kupienia domu. Pierwsza chata to wydatek 5000 septimów i około 2000 na wyposażenie. Na początku to spore sumy, ale później - już tylko drobne. Przeciwników możemy neutralizować na wiele różnych sposobów. System walki został w tej części zmodyfikowany. Obok tradycyjnego miecza i tarczy lub wielkiego topora możemy używać dwóch broni jednoręcznych lub jednoręcznej i magii (miecz + błyskawice i czujemy się jak sam Imperator) lub dwa różne czary (np. ofensywny i defensywny). Wówczas pod każdy klawisz myszki mamy przypisany przedmiot. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ pozwala stworzyć własną kombinację. Wśród uzbrojenia znajdują się także łuki. Niestety, ich przydatność jest znikoma. W większość przeciwników można wystrzelić nawet tuzin strzał a on i tak do nas podbiegnie. Nawet strzał w głowę nic nie daje. Jest to całkowicie pozbawione sensu (podobnie było w poprzedniczce). Poza umiejętnościami związanymi z walką pojawiają się także inne możliwości. Co poziom dostajemy jeden punkt, który możemy wydać na rozwój naszego bohatera. Obok bojowych i magicznych pojawiają się rzemieślnicze oraz złodziejskie. Możemy więc stworzyć np. ciężkozbrojnego maga otwierającego zamki. Niestety, nie istnieje możliwość zresetowania naszych wyborów. Pozostaje więc ostrożnie dobierać umiejętności lub skorzystać z kodów. Nowością serii są Krzyki. Jako Smocze Dziecię możemy się nimi posługiwać. Jest ich 20, do każdego zdobywamy trzy słowa. Znajdujemy je w ruinach nordyckich grobowców. Ciekawą sprawą jest ich odblokowywanie. Nie dostajemy punktów - musimy je zdobyć. Ich źródłem są Smoki, a konkretniej ich dusze, które nasza postać „wysysa” po pokonaniu każdej paskudy. Przynajmniej w teorii. Ale o tym w później, wśród błędów. Źródło Dodatkowym sposobem zabijania wrogów są „inne stany”. Mam tu na myśli Wilkołactwo i Wampiryzm. Oba mają swoje wady i zalety. Na szczęście są opcjonalne i da się z nich łatwo wyleczyć. Kolejną nowością w serii jest możliwość… zawarcia małżeństwa. Wiąże się z tym osobny quest. Wbrew pozorom nie polega wcale na znalezieniu Białego Kwiatka z Ciemnej Doliny tylko na… założeniu stosownego amuletu i znalezieniu partnera(-ki). Cóż... Tańcząc z błędami Jak już wspomniałem, gra nie jest pozbawiona wad. Oczywiście, żadna nie jest, ale tutaj niektóre są mocno irytujące. Częste wyrzucanie do pulpitu to wierzchołek góry lodowej. Dochodzą do tego takie kwiatki jak brak możliwości wykonania zadania - wówczas pozostaje nam jedynie użycie kodów. Dodatkowym problemem jest wspomniane wysysanie dusz Smoków. Ten mechanizm nie zawsze działa, co oznacza, że niekiedy po morderczej walce nie otrzymujemy tego bezcennego „surowca”. Innym problemem jest fizyka. O ile mniejsze przedmioty (jak wazy) i ciała pokonanych ludzi możemy podnosić bez problemów, o tyle już z odciętymi głowami jest problem. Wbrew pozorom są chyba bardzo ciężkie, bo nie możemy ich podnieść powyżej własnych kostek. A ciała wilków czy lisów to już chyba z tonę ważą. Jest to dziwne, bo w Oblivionie nie było z tym problemów. Źródło Werdykt Cóż, na początku chciałem tej grze dać 10/10. Niestety ilość i jakość błędów spowodowały gorszy odbiór produkcji. Wciąż jednak jest to mój kandydat na grę roku 2011. I mam nadzieję, że nadchodzące łatki i dodatki naprawią błędy i dodadzą coś nowego do rozgrywki. Tak więc moja ocena to mocna dziewiątka. Z małym plusem.
  2. Witajcie po wakacjach! Może zabrzmi to banalnie, ale – moim zdaniem - rok 2020 był bardzo dziwny. Pierwszy raz w życiu zwichnąłem kostkę, do tego: pandemia, lockdowny, zamykanie i otwieranie lasów… Oraz nowy Assassin’s Creed o podtytule Valhalla. Jak wiecie, jestem wielkim fanem gier z tej serii. Tym większym szokiem było dla mnie, że – choć przygody Eivor nie są złe – jeszcze tej części nie ukończyłem (i nie mówię tu o DLC, których nawet nie tknąłem). Co dziwniejsze - o wiele więcej frajdy sprawiła mi inna gra tego wydawcy, choć seria Watch Dogs wcześniej nie potrafiła mnie do siebie przekonać. A jednak – Legion ta sztuka się udała. Źródło From London with Love Gra przenosi nas do Londynu (świetnie odwzorowanego!) do roku – mniej-więcej – 2030 (czyli do niedalekiej przyszłości). Ubisoft pokazuje nam wizję pełnej komputeryzacja rzeczywistości: po ulicach jeżdżą autonomiczne samochody, wszędzie latają drony a mieszkańcy mają zamontowane czipy od Billa Gatesa urządzenia zwane Optik. I – przyznam szczerze – cała ta otoczka świetnie pasuje do klimatu gry. Wspomniani mieszkańcy dobrze reprezentują różnorodność kulturową i etniczną (są Polacy!) stolicy Wielkiej Brytanii. Nie jest to wprawdzie poziom Liberty City z GTA IV, gdzie na ulicy słychać było zdania w innych językach (także po polsku), ale ogólne wrażenie jest na plus. Choć, niestety, większość mieszkańców przedstawionego w grze Londynu mówi pseudo-Cockney’em (nawet nie próbują używać slangu rymowego…). Choć warto też zwrócić uwagę jak niektóre postacie wymawiają angielskie słowo „but” ;). Warto w tym miejscu dodać, że - podobnie jak w poprzednich częściach – także tutaj możemy sprawdzić każdego mieszkańca. Ale tym razem ma to inne znaczenie, o czym napiszę nieco dalej. Jeśli chodzi o pojazdy to mamy tutaj całkiem spory wybór – od skuterów, przez auta sportowe do dostawczych. Moim zdaniem poprawiono model jazdy w porównaniu z poprzednią częścią (choć grałem w nią zaledwie kilka godzin…). Nie jest to może poziom GTA, ale też widać, że ten element jest dopracowany. Dodatkowo, ponieważ pojazdy są autonomiczne, zawsze można włączyć autopilota i rozglądać się wokół. Warto dodać, że działa to lepiej niż w ostatnim Asasynie, ale w Legion nie korzystałem z tej opcji zbyt często. Legioniści W przeciwieństwie do poprzednich części, w Legion nie ma jednego protagonisty – zamiast tego kierujemy poszczególnymi agentami (ang. operatives) organizacji DedSec. Rzecz jasna, zaczynamy od jednej postaci (wybieramy ją spośród przedstawionych nam kandydatów), ale nawet nie pamiętam jej imienia ;). Następnie, z pomocą przemądrzałej Sztucznej Inteligencji o imieniu Bagley (nota bene – przez długi czas sądziłem, że to Shaun Hastings z AC, ale jednak nie), ruszamy w miasto, by powiększyć grono agentów. Sama rekrutacja jest dosyć powtarzalna, szczególnie na początku. Korzystając z naszego urządzenia do hakowania sprawdzamy każdego przechodnia szukając cech, które mogą nam się przydać. Pojawiają się osoby utalentowane w hakowaniu, posiadające własne auta lub… broń z ostrą amunicją (o tym za moment). Teraz wystarczy podejść do takiej osoby, pogadać i wykonać questa. Jednakże, by mieć możliwość rekrutacji osób związanych np. z Albionem (są niezbędni w dalszych misjach) musimy rozwinąć naszą organizację (przy pomocy Tech Points, które dostajemy za zadania głównego wątku oraz znajdujemy rozrzucone po mieście), by odblokować Deep Profiler. Sęk w tym, że te questy robią się nudne po kilku postaciach – jakieś urozmaicenie pokroju wygranej w rzutki (nigdy mi się nie udało…) zdarza się bardzo rzadko. Jednakże, różnorodność cech postaci (od pozytywnych typu zwiększona wytrzymałość po negatywne – np. hazard, przez który losowo tracimy lub zyskujemy gotówkę) nadrabia ten mankament. Wisienką na torcie jest Spy – szpieg rodem z filmów o Jamesie Bondzie. Poza pistoletem z tłumikiem taka osoba posiada zegarek do blokowania broni wrogów oraz Aston Martina (czy raczej jego growy odpowiednik), który może zniknąć na kilka sekund lub… wystrzelić rakiety. Z tej ostatniej funkcji skorzystałem RAZ – dla testu. Nad doborem członków warto zastanowić się także z innego powodu – do konkretnych lokacji można wejść na trzy sposoby – na hurra, skradając się i unikając wrogów lub przebierając się. Ta ostatnia możliwość jest odblokowana tylko dla postaci, które posiadają odpowiednie uniformy. I tak, lekarka łatwiej dostanie się do szpitala, natomiast członek Albionu lub policjant wejdzie na posterunek. Po placu budowy łatwiej będzie się przechadzać budowlaniec, a gangster z Clan Kelley wejdzie na chilloucie na teren okupowany przez gang. Niestety, nie jest tak różowo. Owszem, policjant wejdzie na teren posterunku o wiele łatwiej niż ktokolwiek inny, ale nie oznacza to, że możemy chodzić gdzie chcemy. Fakt, mniej rzucamy się w oczy innym policjantom, ale – ku mojemu zdumieniu – jeśli będziemy znajdować się w zasięgu ich wzroku chwilę za długo to nas zaatakują. O ile mogę to zrozumieć w służbach mundurowych (przyjmując, że wszyscy znają grafik), tak dziwiło mnie, że budowlaniec chodzący po placu budowy także potrafił wzbudzić zainteresowanie kogoś z Albionu. Dlaczego? Ponadto, choć agentów możemy mieć parudziesięciu (w chwili pisania mam ich 49, a limit wynosi 54 - przy czym wliczają się do tego także potencjalni rekruci) to jednocześnie możemy sterować tylko jedną postacią. Jest to dość dziwne – członkowie DedSec wiedzą o sobie nawzajem, czasami da się nawet minąć taką osobę na ulicy, ale nie da się wezwać wsparcia. Czemu? Nie mam pojęcia. Kilka razy zawaliłem misję, ponieważ mój agent zginął (da się to wyłączyć), bo otoczyła mnie zgraja przeciwników. Może w kolejnej grze Ubisoft rozwinie tę mechanikę? Hakerskie narzędzia Warto pochylić się nad tym, czym dysponujemy w grze. Za pomocą smartfona możemy wchodzić w interakcję z pojazdami (w tym zmieniać kierunek ich jazdy np. podczas ucieczki lub wycofać wielką ciężarówkę wprost na niczego niespodziewającego się niemilca) oraz z niektórymi elementami miasta (np. z przeszkodami). Nauka obsługi jest szybka i bezproblemowa, choć zdarzało mi się pomylić klawisze. Wspomniałem o broni palnej, ale warto to rozwinąć. Niestety, bardzo mało osób (także naszych agentów) ją posiada. Naszą podstawą jest broń rażąca prądem (nie da się nią zabić) – są tego trzy warianty: pistolet (można kupić ulepszenie wyciszające ją), shotgun oraz… wyrzutnia granatów. Potem możemy tez odblokować „elektryczny” karabin. Moim zdaniem jest to wyjątkowo dziwne rozwiązanie. Jasne, rozumiem, że niektórzy mają lepsze wyszkolenie, by korzystać z np. karabinu maszynowego czy strzelby, ale za nic nie jestem w stanie pojąć dlaczego zrekrutowana policjantka nie może nauczyć się korzystać ze zwykłego pistoletu? Co gorsza – z pokonanych wrogów także nie da się podnieść spluwy. Na szczęście, w 2030 roku wszystkie pociski zostały ujednolicone, więc nie ma problemu, by uzupełnić amunicję w shotgunie, gdy wszyscy wokół mieli karabiny maszynowe… Nie żartuję! Rozumiem dlaczego wprowadzono takowe rozwiązanie, ale nie ma ono sensu! Wcześniej napisałem o Tech Points - szczerze pisząc nie rozumiem tego rozwiązania. Niby jest to sposób na rozwijanie bohaterów (poprzez organizację), ale nie odczuwałem jakoś polepszania mojego życia. Jasne, są bardziej przydatne perki (np. możliwość zwrócenia wrażego drona przeciwko niemilcom), ale także kompletnie niepotrzebne (ulepszanie wspomnianego granatnika). Niemniej, na koniec gry wyglądało to u mnie tak (część punktów wrzuciłem byle gdzie, by je po prostu zużyć): Rule Britannia! Jak dotąd nie napisałem nic o fabule. Cóż, nie ma co się tu rozdrabniać – nie spodziewajcie się głębi fabularnej rodem z pierwszych części AC. Scenariusz Legionu jest spójny, gra co rusz wysyła nas, by coś zrobić, ale główny wątek i tak spychamy na dalszy tor, bo zajmujemy się rekrutacją. Niemniej, jak zwykle musimy powstrzymać wrogą organizację i jej pachołki przed przejęciem władzy nad światem i Londynem. Dodatkowo, musimy pokazać, że DedSec został wrobiony w aferę na początku gry… Którą większość mieszkańców najwyraźniej ma głęboko w nosie, skoro bez problemu możemy ich rekrutować z ulicy. Jest to ogromne dziursko fabularne, które Ubisoft starał się przypudrować poprzez wyżej wspomniany Deep Profiler – ale nie wyszło. Jeszcze jednym minusem jest end-game – który praktycznie nie istnieje. Jasne, są dodatkowe misje, które wykonuje się w kółko, ale to trochę mało. Co gorsza – dodatek do gry włącza się z osobnego panelu w głównym menu – co oznacza, że nie mamy naszych agentów! Ubisofcie – czemuś to uczynił? By dopełnić formalności muszę dopisać, że w grze jest dokładnie ten sam bug, co w ostatnim AC - z jakiegoś powodu luźniejsze lub dłuższe ubrania fatalnie układają się na postaciach - zarówno NPC jak i PC. Obraz powie więcej niż tysiąc słów, więc proszę: Sądzę, że na tym mogę zakończyć. Wystawienie oceny nie jest łatwe – z jednej strony świetnie się bawiłem, a z drugiej wspomniane mankamenty nieco irytowały. Niemniej, Watch Dogs: Legion to kawał dobrej gry i nieuczciwie z mojej strony byłoby postawić ocenę niższą niż: 5/6
  3. Powiedzmy sobie szczerze: przyszedłeś tutaj tylko dlatego, żeby móc poczytać tekst o Gothicu. Bez spoilerów. Czas czytania: 21 min Gothica można żartobliwie przedstawić jako „najbardziej polską grę zagraniczną”. Mało który tytuł cieszy się w Polsce taką (niesłabnącą zresztą od lat!) popularnością. Dowodem tego są między innymi rozmaite przeróbki oraz obszerne mody, na czele z powstającymi „Kronikami Myrtany” oraz „Dziejami Khorinis”. Mógłbym teraz napisać, o co w grze chodzi. Jednak bardziej wymowny będzie opis tego, jak wyglądało moje życie w pierwszych czterech dniach po zesłaniu do Górniczej Doliny. Ale najpierw… muzyka! Dzień 1 Dostałem w ryj na dzień dobry. Przed dalszym masażem twarzy uratował mnie niejaki Diego. Opowiedział mi co nieco o strukturze społecznej tego więzienia. Wyklarowały się trzy stronnictwa: · Stary Obóz, prowadzący handel z Rhobarem II, królem Myrtany; · Nowy Obóz, pełen elementu bandyckiego; · Obóz sekty, którego członkowie wierzą, że wyzwoli ich prastare bóstwo zwane Śpiochem Śniącym. Diego należy do Starego Obozu, więc postanowiłem skierować swe kroki właśnie tam. Gdy dotarłem pod bramę, strażnik niekulturalnie zapytał mnie, czy zamierzam sprawiać jakieś problemy. Oznajmiłem mu żartobliwie, że chcę przejąć kontrolę nad całym obozem. Strażnik tak się zaśmiał, że dziabnął mnie mieczem. Chciał mi zabrać jakąś rudę, której, ku jego rozczarowaniu, nie miałem przy sobie. Pewnie lokalna waluta. Na szczęście nie zabrał mi tych pysznych i pożywnych jagód, które nazbierałem po drodze. Poznałem ciekawą postać imieniem Wrzód. Dotrzymywał mi towarzystwa przez cały dzień, kiedy starałem się poznać towarzyszy Diego. To same leniwe bałwany, każdy czegoś ode mnie chce. W zamian powiedzieli mi, że wstawią się za mnie u Diego, a to już może być coś. Spotkałem za to jednego ze Strażników, Szakala. Zapłaciłem mu dziesięć bryłek rudy za ochronę, toż to grosze. Muszę wykombinować, jak tutaj zarabiać. Dzień 2 Poznałem kucharza Snafa – przesympatyczny gość! Za kilka grzybków i mięsko z chrząszcza (chrząszczyzna?) mogę u niego odbierać tyle zupy, ile zapragnę. Żeby tylko każdy w obozie był taki! Zdaje się, że Wrzód, o szczęście niepojęte, bardzo lubi przebywać w moim towarzystwie. Zaczynam poważnie rozważać pro i contra dołączenia do innego obozu. Brak Wrzoda jest potężnym pro. Jeden z guru wyznawców Śniącego zaprowadził mnie do obozu na bagnach. Z początku martwiłem się o różne pełzające niebezpieczeństwa na drodze, lecz nowy znajomy załatwił je jedną ręką. Truchła potworów wspaniałomyślnie zostawił mi do oskórowania. Myślistwo to szlachetny, wspaniały i dochodowy zawód. Po prostu kocham polować! Wreszcie dotarliśmy do obozu sekty. Jaki to miły naród! Strażnicy powiedzieli mi, że zawsze jestem tu mile widziany. Dostałem jeszcze trzy skręty za darmo! To jest sto razy lepsze niż bycie pobitym przez strażników. Rozmawiałem z Cor Kalomem w sprawie receptury na miksturę regeneracji zdrowia dla Dextera, jednego ze wspólników Diego. Ten samolubny gbur odparł, że jego przepisy nie są na sprzedaż, ale od jego pomocnika dowiedziałem się, że potrzebuje on wydzieliny pełzaczy. Może gdybym ją zdobył, podzieliłby się ze mną tą recepturą…? Pomyślimy. W międzyczasie zapadła noc, a ja z duszą na ramieniu wróciłem przez pola do Starego Obozu. Tylko cudem nie zeżarło mnie nic po drodze. Jeden z Kopaczy poinformował mnie wcześniej, że mogę zająć jeden z domków w Zewnętrznym Pierścieniu obozu. Poszedłem więc spać do jakiejś zgniłej rudery z baldachimem. Sen dobrze mi zrobił. No mówię przecież. Dzień 3 Podobno jacyś bandyci z Nowego Obozu naprzykrzali się Wrzodowi, więc ten postraszył ich mną. Pewnie już czają się w lesie, żeby mi zrobić dowcip z pobiciem i zabraniem rudy albo miecza. Nawiasem mówiąc, staram się nigdy nie nosić bryłek przy sobie. Przysięgam, jak kiedyś znajdę się z Wrzodem sam na sam, powieszę go za dupę. Jakim prawem taki szkodnik jak on w ogóle jeszcze żyje? Podobno może nawet wchodzić do zamku. Jest jakimś bogiem czy co? Może bogiem wkur*iania, to się zgodzę. Upolowałem kilka potworów. Ku mojemu największemu zaskoczeniu zabiłem jednego ścierwojada, nie dając się dziobnąć. Niestety wyczyn ten udał mi się póki co tylko raz. Przehandlowałem mięso za kilka sztuk rudy, którymi zapłaciłem za szkolenie z oporządzania zwierzyny. Niejaki Grim poprosił mnie o pomoc z wykradzeniem pewnego drogocennego amuletu w zamian za wstawiennictwo u Diego. Przedmiot ten miało posiadać dwóch podejrzanych Kopaczy, przebywających na zewnątrz Starego Obozu. Faktycznie wyglądali oni podejrzanie i zazdrośnie strzegli swojej tajemniczej skrzyni. Zgodziłem się. Poszliśmy więc. Szybko okazało się, że żaden amulet nie istniał, a ja znowu zostałem pobity, tym razem przez trzech Kopaczy. Powód? Nie zapłaciłem strażnikowi Bloodwynowi za ochronę. Szczęśliwie nie miałem przy sobie ani grama rudy. Ledwo żywy powlokłem się do mojego cudownego, urokliwego domku z baldachimem i położyłem się spać. Dzień 4 Kolejny dzień i znowu to samo! – lament Kopacza budzi mnie ze snu, jak co rano. Udałem się do Szakala, lecz nie było w ogóle opcji, by odegrać się na Grimie. Poszedłem więc do Diego, lecz po drodze spotkałem sprawcę mojego upodlenia, obiekt mej zemsty. Ten pajac oznajmił mi, że również chce należeć do Starego Obozu i musi sobie jakoś radzić. Zapytał mnie wprost: pokój czy wojna? Popatrzyliśmy po sobie. Przecież to prosty człek, jak i ja. Chętnie bym mu przywalił, ale nie stać mnie było na sianie rozpierduchy w Starym Obozie. Poza tym z moim mieczykiem i w samych pludrach nic bym nie wskórał. Odpowiedziałem: pokój. Grim nigdy więcej mi się nie naprzykrzał. A ja nie naprzykrzałem się Grimowi. A można tak normalnie, po ludzku? Gothic to gra wywołująca całą gamę emocji, od absolutnego zachwytu po czarną rozpacz. Dwa razy próbowałem ją przejść. Za pierwszym razem odbiłem się po najdłuższych piętnastu minutach w moim życiu. Za drugim razem pograłem jakieś trzy godziny, zanim save mi się popsuł. W „dzienniczku” powyżej było to na przełomie drugiego i trzeciego dnia. Gra przegięła pałę goryczy, ale szczęśliwie nie nadpisywałem jednego pliku zapisu, tylko zapełniałem wszystkie sloty po kolei. Swoją drogą, długo zwlekałem z tą walką, bo byłem przekonany, że trzeba ją wygrać. A wystarczyło tylko wyzwać Kharima na pojedynek, żeby uzyskać szacunek Scatty’ego. Najłatwiejsza z „misji lojalnościowych” w Starym Obozie. Początki gry były ciekawe. Podczas grania myślałem o tysiącu innych rzeczy, które dawałyby mi więcej frajdy niż przechodzenie tego czegoś. Kiedy jednak minął szok po pierwszym kontakcie, zacząłem się naprawdę dobrze bawić. Przy okazji odkryłem, że dzięki System Packowi (fanowskiemu patchowi) da się też grać w rozdzielczości 1920x1080. Z początku śmiałem się do siebie, że dzięki temu gra znacznie zyska na grywalności… tyle że faktycznie tak było i od tej pory grało mi się już o wiele lepiej. Na starcie Gothic wywołuje masę pytań. Jak ma na imię Bezimienny? Za co został zesłany do Kolonii? Jak tu się otwiera skrzynie? W grze nie znajdziemy na to odpowiedzi. Z pomocą przychodzą fora. To właśnie dzięki nim dowiedziałem się o magicznej kombinacji Ctrl + W, która odpowiada za większość czynności w grze. Jeśli wciśniesz ją przy skrzyni, otworzy się. Jeśli wciśniesz ją, stojąc naprzeciwko kogoś, zaczniesz rozmowę. A jeśli akurat trzymasz wyciągniętą broń, zadasz cios. Obłożenie klawiszy jest wyjątkowo nieintuicyjne, ale moim zdaniem ma swój urok. Większość gry da się przejść jedną ręką. Z myszki nie korzystałem prawie w ogóle, aż w końcu odkryłem, że za pomocą PPM można się wspinać, skakać i nurkować. Takiej informacji nie było nawet w menu! Niewiele zmieniłem w temacie sterowania, a przyciskiem akcji nadal pozostał lewy Ctrl. Dzięki temu mogłem pilnować się, żebym nie grał za dużo. Zmęczenie w małym palcu lewej ręki było dla mnie znakiem, żeby zrobić sobie przerwę. Grafika może nie wymiata, ale widok magicznej kopuły robi wrażenie. Dla mnie Gothic wyróżnia się przede wszystkim tym, że jest to chyba jedyna gra „więzienna”. Trzeba się postarać, żeby odnaleźć się w miejscowej hierarchii, a w pierwszych godzinach faktycznie trzeba mieć głowę na karku, brać wszystkie zlecenia i uważać, co się mówi. Walka nie jest opcją, chyba że z pojedynczym ścierwojadem lub kretoszczurem. A że na początku wszystkiego jest mało i jest drogie, moimi najlepszymi kompanami zostali F5 i F9, czyli odpowiednio quick save i quick load. I choć trochę się wstydzę klikania F5 ilekroć złamał mi się wytrych, tak chyba nie żałuję tego. Początki gry potrafią być piekielnie trudne. Dziennik nie podpowiada ci, które misje są główne, a które poboczne. Trzeba się samemu domyślić, że niektórych zadań nie będzie się dało zrobić po dołączeniu do któregoś z obozów i mieć nadzieję, że dana postać nie zginie wskutek nagłego zwrotu akcji. Zresztą ja tam cieszyłem się, że dziennik w ogóle w Gothicu jest… Podobnie nie ma tu podziału dialogów na te popychające questa do przodu i inne. Nie mogę więc, niczym w Wiedźminie, przesłuchać wszystkich dodatkowych opcji dialogowych, a dopiero na samym końcu poruszyć kwestie związane z zadaniami. Za to wybranie odpowiedniego tekstu w Gothicu może znacząco ułatwić ci kilka zadań. Jeśli porozmawiasz z jedną z postaci, dajmy na to, o cennym klejnocie, to w dzienniku pojawi się zadanie, żeby go odnaleźć w jakimś tam rejonie. Kiedy jednak zaofiarujemy się, że przyniesiemy gościowi rzeczony kamień, dostaniemy od niego mapę z dokładną lokalizacją. Takich przypadków jest mnóstwo. Masz kupić dla kogoś miecz za 100 bryłek rudy, a kosztuje on 110. Co robisz? Dołożysz ze swojej kieszeni? Wrócisz do zleceniodawcy po dodatkowe pieniądze? A może uciekniesz z rudą? Albo z nowym mieczem? Decyzje nie ograniczają się tylko do wyboru odpowiedniej linii dialogowej. Nieprzyjęcie questa to też decyzja. Tylko jak tu unikać brania zleceń w grze RPG? Z początku wzięło mnie to z zaskoczenia, dlatego dałem się posiekać Grimowi i jego rzezimieszkom. Kiedy jednak odwiedziłem Nowy Obóz, odmówiłem wykonania zadania dla jednego z tamtejszych bandziorów. To, że nie potrzebowałem tak panicznie rudy, to inna sprawa. Jeśli masz gadane, otrzymasz mapę. Jeśli nie - tylko wskazówki ustne. Gothic często stawia przed graczem trudne zadania, ledwie sugerując następne kroki. Przeważnie reakcją nie jest „co ja mam, do tuja pana, zrobić?”, lecz „dobra, muszę pójść tu, pogadać z nim, potem tam, ale wcześniej wytłuc kilka potworów…”. A po wykonaniu takiego zlecenia satysfakszyn jest nieziemski. Podobnie jest z progresowaniem. Na początku dwa ścierwojady stanowią przeszkodę nie do pokonania. Kiedy jednak zainwestujemy trochę w Siłę i nauczymy się robić mieczem, z czasem można wyrżnąć nawet kilku orków, którzy parę godzin wcześniej zrobiliby ci z rzyci ulu-mulu. System rozwoju postaci w Gothicu jest wyjątkowy, gdyż nie ogranicza się jedynie do klikania odpowiednich opcji w drzewku rozwoju postaci. Do każdej umiejętności trzeba sobie znaleźć nauczyciela, który cię jej nauczy. A i to nie koniec, bo przecież nie zrobi tego charytatywnie. Często więc nie wystarczy posiadać kilku punktów umiejętności, lecz pokaźną ilość rudy przy sobie. Innym smaczkiem jest to, że jest kilku nauczycieli uczących tego samego, ale na różnych warunkach. Na przykład walki jednoręcznym orężem na poziomie mistrza możemy nauczyć się u niejakiego Scatty’ego w Starym Obozie, płacąc mu chyba z 200/300 bryłek rudy. Natomiast w Nowym Obozie istnieje nauczyciel, który nauczy cię tego samego za bodajże 50 bryłek rudy. Tylko trzeba najpierw wiedzieć, że on tam jest, a i dostać się do niego trudniej, bo po drodze spotkasz Lewusa. A ten albo każe ci roznosić wodę zbieraczom ryżu, albo pobije cię za niezrobienie tego poprzedniego dnia. A wtedy zabierze ci trochę rudy… Oczywiście z czasem będziesz mógł obić Lewusa i jego bandziorów, co sprawi ci nie lada satysfakcję, ale nieprędko się to wydarzy. Do tego czasu trzeba opanować wku*wienie i roznosić tę chędożoną wodę. Z cyklu: screeny, które słyszysz. Zresztą w ogóle trzeba uważać, co się robi. Wyjęcie miecza wśród innych ludzi natychmiast zwróci uwagę strażników. A wtargnięcie do czyjejś chaty nie spodoba się jej właścicielowi, który nie omieszka podnieść larum. Z jednej strony Gothic jest boleśnie spójny w temacie surowości świata, z drugiej… Nie powiem, czyje skrzynie bezprawnie opróżniłem, ale nie spotkały mnie z tego powodu żadne reperkusje. Nikt się nie skapnął, że jakieś dwadzieścia skrzyń, do których odpowiednie osoby powinny mieć klucze, są nagle o wiele lżejsze. Kiedy w miarę opanowałem otwieranie zamków, nigdy nie brakowało mi już rudy. W pamięć zapadła mi rozmowa kwalifikacyjna z przywódcą jednego z obozów. Wyglądała ona dość dziwnie. Nie chcę tutaj mówić w szczegółach, ale gdyby tak samo przebiegała rozmowa o pracę w zawodzie programisty, brzmiałaby ona tak: - Dzień dobry, jestem programistą. - No proszę, programistów nigdy za wiele. Co potrafisz zrobić? - Umiem zaprogramować pralkę. - I? - I do tego zmywarkę umiem zaprogramować. - I…? - No i ustawić kuchenkę na termoobieg. - I?! - To wszystko, co potrafię. - Chyba żartujesz! Moja świnka morska programuje lepiej od ciebie! - Czy to znaczy, że się dostałem? - Tak, witamy w firmie. Co do umiejętności, to niewielu rzeczy da się tutaj nauczyć samemu. Jest to tylko kwestia zainwestowania odpowiedniej liczby punktów u nauczyciela. Aby nauczyć się walczyć, wystarczy robić te same ruchy, ale z wyższym poziomem umiejętności. Powszechny bug, w którym skrypt wywołuje dialog, zanim druga postać znajdzie się przed nami. A pathfinding NPC-ów nie jest najwyższych lotów. To ja sobie tu jeszcze postoję… Za to bardzo fajne są opisy nauki danych zdolności. Na przykład kiedy uczymy się ściągać pazury zabitej zwierzyny, myśliwy mówi o całym tym procesie w szczegółach – o tym, gdzie wbić nóż, w którą stronę wygiąć pazur i tak dalej. Miły dodatek, zwiększający immersję. Autentyczny wyszczerz wywołała u mnie nauka walki bronią. Dzięki niej nie tylko łatwiej wyprowadza się kombosy, lecz także animacje ulegają zmianie. Z początku jednoręczny miecz trzymamy dosyć nieporadnie, w obu dłoniach. Kiedy jednak nauczymy się nim posługiwać, miecz powędruje do prawej ręki. A kiedy osiągniemy poziom mistrzowski, czujemy się panami świata. Radość sprawia również samo czytanie książek i pism wszelakich. Nie pojawiają się one jako bezbarwna notka zapisana Arialem czternastką w menu, lecz jako otwarte tomiszcze wypełnione odręcznym pismem. Dlaczego nie jest tak w żadnym Wiedźminie? Mała rzecz a cieszy i podbija klimat. Przeczytałem chyba wszystkie magiczne księgi. Cena nie była problemem – na tym etapie dźwigałem ze sobą tyle bezużytecznego żelastwa, że gubiłem się we własnym bordello. Z muzyką jest podobnie. Nie ma co oczekiwać epickich utworów Hansa Zimmera, a o poziomie godnym Wiedźmina 1 można sobie tutaj pomarzyć. Jednak soundtrack, razem z ponurą grafiką, nieustannie przypominał mi, że siedzę w kiciu. W więzieniu pełnym złodziei, gwałcicieli i seryjnych morderców, gdzie jedyną osobą, która kiedykolwiek powie „d*pa”, jest sam Bezimienny. Niewątpliwie jedną z dużych zalet Gothica jest polski dubbing. Usłyszymy wiele znanych głosów, a tylko Jacek Mikołajczak (Azar Javed, Eredin) podkłada głos zaledwie jednej postaci – Bezimiennemu. Gdzie by się nie obejrzeć, słychać między innymi: · Jacka Kopczyńskiego (Jaskier, Altaïr), · Pawła Szczęsnego (Zoltan, Globox), · Adama Baumana (król Foltest, sprzedawca Gadżetronu), · śp. Marka Obertyna (Rubeus Hagrid, strażnik kluczy i gajowy w Hogwarcie). Moim zdaniem dubbing wypadł dobrze, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że aktorom często nie dane było zobaczyć, w jakiej konkretnie scenie grają. Intonacja często była błędna, a wiele kwestii było mocno przesadzonych, dzięki czemu dialogi wypadły zaskakująco zabawnie. W połączeniu z dobrą polonizacją i paroma kultowymi tekstami otrzymaliśmy grę, która w kilku scenach jest po prostu przekomiczna. Jak widzicie, niewiele widać (kliknij, aby powiększyć), ale nie mogłem się powstrzymać od wrzucenia tego tutaj. Pierwsze godziny Gothica to była masakra. Zachodziłem w głowę, jak można było zaprojektować tak antyintuicyjne, nieprecyzyjne i toporne sterowanie. Jak tutaj się robi cokolwiek? Co zrobić, żeby znowu nie dać sobie obić pyska? Albo czego nie robić? Frajda taka, jakbym żużel żuł. Za to kto przebije się przez wysoką barierę wejścia, może się naprawdę dobrze bawić. Gothic to wymagająca gra, lecz jeśli potraktujesz ją serio, nie pożałujesz. Ja na pewno nie żałuję. Nagroda dla wytrwałych. (źródło) Jak Wam podobał się Gothic? Jakie polecacie mody i dlaczego? Czekacie na remake? Dajcie znać poniżej i do następnego! Ten wpis możesz przeczytać również na PPE.pl.
  4. Anime, które dzisiaj Wam opiszę zaskoczyło mnie z kilku powodów. Przede wszystkim wybrałem je na chybił-trafił spośród produkcji znajdujących się na Crunchyroll – czyli zrobiłem to samo, co z recenzowanym już przeze mnie A Certain Scientific Railgun. Drugim powodem jest fabuła, którą Wam zaraz opiszę. A ostatnie zaskoczenie dotyczyło tego jak dobra jest ta produkcja – i to nie tylko jako anime. Przechodząc do meritum - Kino's Journey -the Beautiful World- the Animated Series to powstała w 2017 roku alternatywna wersja (według serwisu MyAnimeList) anime z 2007 roku (nie widziałem go jeszcze) na podstawie light novel. Wiem, trochę to skomplikowane, więc nie będę się w to zagłębiał . Obejrzana przeze mnie seria składa się z dwunastu dwudziestominutowych odcinków. Serial przedstawia przygody 15 letniej Kino i jej gadającego motocykla (tzw. motorrad) Hermesa, którzy wspólnie podróżują po fikcyjnej krainie, odwiedzając przeróżne kraje. Źródło Jeśli z powyższego opisu wywnioskowaliście, że jest to sielska opowieść, z ptaszkami, owieczkami i najwyżej paroma złymi postaciami to po części macie rację. Już pierwszy odcinek – zatytułowany „A Country Where People Can Kill Others” każe nam przemyśleć nasze pierwsze wrażenie. I zgadza się – w całym anime doliczyłem się tylko jednego odcinka bez trupa (!). Nie sądźcie jednak teraz, że trup ściele się gęsto, bo tak też nie jest. Często jest tylko wyraźna sugestia, że ktoś zginął, pozostawiając resztę wyobraźni widza. Stąd, serial ten otrzymał słuszną kategorię R, czyli jest dla osób powyżej 17 roku życia. Niemniej, zanim przejdę dalej wypadałoby najpierw przedstawić bohaterów. Jak wspomniałem, Kino ma 15 lat. Ze względu na swój wygląd i ubiór jest często mylona z chłopcem, ale jednak kilka razy w serii poprawia swoich rozmówców co do swojej płci. Dziewczyna posiada doświadczenie w korzystaniu z broni palnej (przy sobie nosi dwa pistolety, natomiast w bagażu trzyma rozłożony na części karabin snajperski), ale nie chcę zbytnio spoilerować ;). Grunt, że szkoliła ją kobieta, która kazała na siebie mówić „Master”. Z kolei Hermes to pojazd z wyglądu i brzmienia silnika wzorowany – według fanowskiej wiki poświęconej serialowi - na motocyklu Brough Superior SS100. Cechą charakterystyczną tej postaci jest – o czym wspomniałem – możliwość gadania. Nie jest to KITT z Knight Ridera, ale wnosi całkiem sporo do serii. Szczególnie, że wraz z umiejętnością mowy otrzymał zdolność do rozumowania i wnioskowania oraz – do pewnego stopnia – złośliwości. Co ciekawe, nie jest jedynym motorradem w serialu, czyli nie ma wokół niego aury wyjątkowości. I bardzo dobrze, bo ten motyw jest nudny . Poza tą dwójką w serialu – od 2 odcinka – ważną postacią (niemal drugim protagonistą) jest czarnowłosy facet o imieniu Shizu i jego gadający pies Riku (biały samojed). Osobiście, nie bardzo polubiłem tę postać – gość jest nieco nudny, bo podczas losowania cech charakteru wyraźnie wziął Lawful Good (Kino otrzymała Chaotic Good), a jedynym co o nim zapamiętałem to to, że używa katany. O wiele ciekawszą postacią jest towarzysząca mu od pewnego momentu historii białowłosa dziewczynka o imieniu Ti. Ponownie, nie chcę zdradzać fabuły, ale mogę napisać, że jej bronią z kolei są granaty. Pewnie zauważyliście, że przy protagonistce nie podałem koloru jej włosów. Łączy się z tym jeden z mankamentów serii – w niektórych odcinkach Kino ma zielone włosy i zielone oczy, a w innych – obie te cechy wyglądu są u niej niebieskie. Pewnie mało kto to zauważył, ale mnie to nieco irytowało. Wracając do fabuły - każdy odcinek tworzy zamkniętą całość, ale są spójne i pojawiają się odniesienia między nimi. Jednakże to, co mi się najbardziej spodobało to sposób, w jaki to anime opowiada historie. W 20 minutach twórcy potrafili zmieścić wszystkie niezbędne informacje dotyczące danej krainy czy pojawiających się postaci bez zanudzenia widza czy zasypania go masą niepotrzebnych informacji. Nie dopatrzyłem się także żadnych fillerów, co jest rzadkością (i to nie tylko w anime). Również tematy poruszane w poszczególnych krainach wydały mi się interesujące. Szczególnie, że są mocno zróżnicowane. Przykładowo – w jednej z krain mieszkańcy zrzucają winę za wszelkiej maści dokonywane tam przestępstwa na… wpływ znajdujących się nieopodal nadajników radiowych. Brzmi znajomo, prawda? Odnośnie oprawy graficznej nie mam żadnych zastrzeżeń, tak samo do animacji. Wszystko wyglądało bardzo naturalnie (jak na anime, oczywiście) i poza wspomnianym kolorem oczu i włosów Kino nie widziałem żadnych wpadek. Na koniec zostawiłem sobie muzykę. Niestety, ani utwór z openingu ani z endingu mi się nie spodobał. Nie są złe, co to to nie, po prostu jakoś nie wpasowały się w moje klimaty. Podsumowując, Kino's Journey -the Beautiful World- the Animated Series to kawał świetnego anime i polecam obejrzeć ten serial każdemu, kto lubi japońskie animacje. Ocena: 5/6
  5. ...X-Men, Dragon Ball i Gigi. Zdziwiony MajinYoda przygląda się im i mówi ”Dzień dobry A Certain Scientific Railgun”. Jakiś czas temu – przy okazji recenzji Disenchantment – pisałem, że szukam anime, które mógłbym obejrzeć na Netfliksie. Po długich poszukiwaniach znalazłem całkiem interesujący tytuł – ten, którego recenzję właśnie czytacie ;). Jest to spin-off innego anime, które też jest dostępne na tej platformie – A Certain Magical Index, ale tego jeszcze nie obejrzałem. Omawiana seria ma już trzy sezony, ale na Netfliksie są dostępne tylko dwa, więc opiszę wyłącznie je. Przy czym muszę je nieco rozróżnić – zatem jak piszę o serii Railgun oznacza serię to pierwszą, a seria S – drugą. Dla porządku dodam, że trzecia seria będzie serią T, jak tylko ją obejrzę ;). W tym miejscu musze dodać, że każda seria składa się z dwóch arców (jeden arc ma 12 dwudziestominutowych odcinków). Czego tu nie ma – pojedynki, moce, mechy, koty, fillery, potwory, mroczne organizacje, macki, zdrady, przyjaźnie… Miałem w pewnym momencie wrażenie, że autor – Kazuma Kamchi – próbował upchnąć w jednej produkcji wszystko to, co do tej pory pojawiło się w japońskich mangach i anime. I chyba mu się udało. Dlaczego X-Men? Akcja serii (zarówno głównej, jak i spin-offów) toczy się w Academy City – czyli – właściwie – przerośniętej szkoły mutantów z X-Men. Według informacji na początku serialu mieszka w nim około 2.3 miliona osób, z czego 80% to studenci. Większość tych studentów (co dziwne – nie wszyscy) posiada jakąś moc. O dziwności tego rozwiązania jeszcze napiszę, ale już tu muszę podkreślić, że czegoś tu nie rozumiem – przecież miasto powstało, by rozwijać moce poszczególnych uczniów, a tymczasem wielu z nich ma poziom 0… Tytułową bohaterką (tzn. Railgun) jest Mikoto Misaka – obdarzona mocą panowania na elektrycznością nastolatka, która mieszka w Academy City i uczęszcza do najbardziej elitarnej szkoły – Tokiwadai. Jest trzecią z siedmiu najsilniejszych osób w mieście (o tym później). Jej moc, z grubsza, przypomina tę, którą władała Storm w X-Men. O samych umiejętnościach napiszę w dalszej części tekstu. Drugim podobieństwem do tej serii jest przyjaciółka (aczkolwiek przyjaźń miedzy nimi czasami jest dość szorstka) i współlokatorka Misaki – Kuroko Shirai. Jej mocą jest teleportacja, zatem przypomina Nightcrawlera. Poza nimi w obu seriach ważnymi postaciami są dwie gimnazjalistki – Kazari Uiharu (poziom 1) i Ruiko Saten (poziom 0). Dodatkowo, przez ekran przewija się bardzo dużo innych postaci – w tym bohater głównej serii – Touma Kamijou (poziom 0, teoretycznie) – oraz protagonista (tu jako jeden z antagonistów, taki spojler napiszę) drugiego spin-offa – Accelerator (poziom 5). O pozostałych postaciach napiszę za chwilę. Sęk w tym, że w pewnym momencie ma się wrażenie, że większość miasta stanowią przestępcy o poziomie 0. Trochę to dla mnie niezrozumiałe – co jak co, ale takie miasto powinno mieć potężne siły porządkowe, nie? Tymczasem… Dlaczego Dragon Ball? W Academy City funkcjonują dwie formacje policyjne. Judgement (pol. Straż) to – w zasadzie – coś w stylu milicji obywatelskiej, ponieważ większość jej członków to uczniowie (np. Kuroko i Uiharu). Panuje tam taki bałagan, że wystarczy założyć opaskę, by wzięto osobę za członka tej grupy (nie żartuję!). Drugą formacją jest Anti-Skill. I jeśli sądzicie po nazwie, że to jacyś przekozacy, którzy spacyfikują każdego – to się mylicie. W ogólnie nie mam pojęcia do czego ta formacja służy – ubierają się jak antyterroryści, korzystają z broni palnej (w mieście pełnym ludzi, którzy potrafią znikać albo używać elektryczności z palców – genialny pomysł) i ich użyteczność jest wyjątkowo niska. W obu seriach Railgun mieli może jedną-dwie udane akcje. W mieście są też roboty porządkowe, ale są tak samo bezużyteczne. Ogólnie funkcjonowanie sił policyjnych w Academy City najlepiej obrazuje pierwszy odcinek serii Railgun – Misaka jest zaczepiana przez starszych mężczyzn. Niby ktoś wzywa Straż (pojawia się Kuroko), ale protagonistka i tak szybciej ich sama załatwiła… Z kolei kilka chwil później, gdy bohaterka kopie automat z napojami (który notorycznie pożera pieniądze) to z miejsca włącza się alarm i przybywają roboty porządkowe… Gdzie tu logika? Oglądając to współczułem mieszkańcom tego miasta i miałem wrażenie, że to polska policja z seriali z lat ‘90. Cały ten bajzel związany z policją powoduje to, że – podobnie jak w Dragon Ballu – gdyby nie protagoniści to miasto już dawno przestałoby istnieć – zupełnie jak Wszechświat w anime od Toriyamy. Ale to nie jest jedyne porównanie z DB. Jak pisałem wcześniej, większość postaci określa ich zdolność i jej poziom. Jest to jednak lepiej rozwiązane w tym anime – nie ma tak, że w pewnym momencie trzeba jakoś uwiarygodniać siłę pobocznego bohatera (np. Saten), bo nagle zaczyna być równy najsilniejszym postaciom. Przez obie obejrzane przeze mnie serie rozwój bohaterów jest minimalny. Moce są raczej dodatkiem i wsparciem dla nich, a nie głównym wątkiem serialu. Jest też jeszcze jeden plus – postacie nie drą się tak, jak w DB. I przy każdej okazji nie wykrzykują nazw swoich umiejętności. Choć tak naprawdę jedynie Railgun (czyli zdolność Misaki) pojawia się dość często, by ją zapamiętać. Na lekką krytykę zasługuje oprawa graficzna. Jasne, ogólny wygląd jest bardzo dobry, lecz przez obie serie dostrzegałem, że coś złego dzieje się z włosami postaci. Najlepiej jest to widoczne przy zbliżeniach na twarz (szczególnie Misaki) – kosmyki włosów przenikają przez oczy i brwi. W DBZ był podobny problem, ale tam jednolitość kolorów (czarne lub złote) powodowała, że nie rzucało się to w oczy. Tu wygląda to okropnie. Kłopot jest także z irracjonalnym zachowaniem niektórych postaci. Szczególnie dotyczy to głównej bohaterki – raz nie ma problemów z proszeniem o pomoc swoich przyjaciółek, innym razem (szczególnie w serii S) próbuje wszystko robić sama. Gdyby to było w odwrotnej kolejności w serialu to byłoby okej, ale nic z tego. Dodam tu jeszcze muzykę. Moim zdaniem jest równie dobra, co w Dragon Ballu. Openingi, które funkcjonują także jako battle music, zostały wykonane przez japońską grupę FripSide. Szczególnie openingi serii Railgun – „Only my Railgun” i „Level 5” przypadły mi do gustu. Jest tu jednak pewien problem - każdy z tych utworów trwa około 5 minut. Oznacza to, że walki trwają (mniej-więcej) dokładnie tyle samo. Dlaczego Gigi? Muszę to podkreślić – nie rozumiem dlaczego Railgun dostał kategorię 13+ na Netfliksie (główna seria dostała słuszne 16+). Fakt, seria jest dość nierówna – pojawiają się lżejsze odcinki (np. konkurs strojów kąpielowych…), zabawne sceny (jak nazwać kota?), ale także wyjątkowo ciężkie. Przykładowo, w serii S antagonista wyrywa nogę jednej z postaci (klona). Przez „wyrywa” mam na myśli to, co sądzicie – leje się krew, postać czołga się, by ostatecznie zginąć. Nie mam nic przeciwko przemocy w anime (bo byłbym hipokrytą), ale serio – 13+? Nie jest to do końca przytyk w stronę tego anime, ale jednak… Inna sprawa, że – podobnie jak wspomniany Gigi – w serialu pojawia się mnóstwo… damskich majteczek. Nie wiem co Japończycy z tym mają (w końcu w pierwszym DB było podobnie), ale tu jest to podniesione do N-tej potęgi. Szczególnie jest to widoczne w serii Railgun – i kompletnie nie rozumiem po co? Pozostając w tym temacie warto dodać, że rolę Gigi’ego w tym anime ma głównie Saten – choć jest to obsesja skierowana wyłącznie w stronę Uiharu. Ale – szczególnie na początku – irytuje to niemożebnie. Co kilka minut sprawdzałem, czy na pewno oglądam anime „Shonen” z oznaczeniem zaledwie 13+… Może ktoś lepiej znający się na anime da radę mi to wyjaśnić? Podsumowanie Ogólnie to anime mi się spodobało i czekam na możliwość obejrzenia serii T. Póki co jednak moja ocena to 4,5/6. EDIT - po obejrzeniu serii T (recenzja) podtrzymuję ocenę 4,5/6 dla opisanych powyżej serii.
  6. misquamacus

    Inside - Recenzja

    Kolejna klimatyczna logiczno-zręcznościowa platformówka od Playdead. Inside, to krótka, ale bardzo intensywna przygoda w mrocznym świecie, gdzie śmierć czyha tuż za rogiem.
  7. Jakiś czas temu, gdy pisałem recenzję Dragon Pilot zapowiadałem, że z obejrzeniem trzeciej serii A Certain Scientific: Railgun poczekam na dubbing. Cytując Beziego: „Ta, jasne”. Źródło A Certain Scientific: Railgun T (dalej: „seria T”) jest bezpośrednią kontynuacją przygód Mikoto Misaki. Seria ma 25 odcinków, po 20 minut każdy oraz – podobnie jak poprzednio – składa się z dwóch arców: Daihasei Festival i Dream Ranker Arc. Oba opiszę w osobnych akapitach. Jednakże, co musicie wiedzieć, na serię dość mocno wpłynęła panująca obecnie pandemia, zatem nie będę jej oceniał aż tak ostro, jak prawdopodobnie powinienem. Final Phase* Pierwszy arc pokrywa się z tożsamym z serii Index (czyli głównej). Oglądałem jedynie fragmenty tamtego anime, więc nie będę się do niego odnosił ;). Niemniej, w Academy City trwa festiwal, podczas którego uczniowie różnych szkół rywalizują ze sobą. Rzecz jasna, protagonistka także bierze w tym udział. Niestety, sam festiwal jest jedynie tłem dla wydarzeń. Jednakże, nie mamy na co narzekać. Ogólnie ten arc mi się podobał – może nie był tak dobry jak część dotycząca Sióstr z serii S, ale był niemal tak dobry. Przede wszystkim dobrze rozwija niektóre postacie, które wcześniej się wprawdzie pojawiały, ale nie miały dość „czasu antenowego”. Mam tu przede wszystkim na myśli Mitsuko Kongou (Poziom 4 - zdolność tworzenia wirów powietrznych, czy coś…) Kinuho Wannai (Poziom 3 – kontrola nad strumieniami wody) oraz Maaya Awatsuki (Poziom 3 – wpływanie na siłę wyporu), które dostały dwa dobre odcinki w tym arcu. Nie mogę też nie wspomnieć o postaci, która odgrywa w tym arcu niemal tak samo ważną rolę, co Misaka – jej frenemy: Misaki Shokuhou (Poziom 5 – kontrola umysłu). Przyznam jednak, że przez większość arcu nie rozumiałem o co jej właściwie chodzi – czy jest zła czy dobra, jakie są jej motywacje i – choć po drodze sporo jest odkrywane – skąd jej niechęć do Railgun? Nie wspominając już o tym, że jej moc jest niemal absolutna – potrafi kontrolować umysły innych postaci (patrzcie wszystkim na oczy – to autorzy zrobili bardzo ciekawie ;)), w tym modyfikować ich wspomnienia, myśli i zachowanie. Wyjątkiem od tej reguły jest sama Misaka - w serii S zostało wyjaśnione, że pole elektryczne wokół niej nie pozwala na wejście w jej umysł. Nie zabrakło także głównego bohatera serii Index – czyli Kamijou Toumy, ale o nim jeszcze wspomnę. Wśród nowych postaci pojawia się kolejny Piątopoziomowiec - Gunha Sogiita, którego mocy nie rozumiem – jej efektów jest zbyt wiele: potrafi się wybić z miejsca, uderzyć pięścią tworząc coś na kształt Galick Gun Vegety. Do tego potrafi zbić elektryczne ataki Railgun oraz leczyć się do pewnego stopnia. Na szczęście, ta postać ma znaczenie dopiero pod koniec serii. Wreszcie też poznajemy osobiście antagonistę, który przewija się przez ten spin-off niemal od początku – Gensei Kihara – reprezentujący ciemną stronę naukowców z Academy City. I tu pojawia się największa bolączka tej części serii T – jej zakończenie. Wszystko wygląda świetnie – zły naukowiec triumfuje, ale wciąż nie może osiągnąć rezultatu, który zamierzył, ponieważ nie może zmusić Shokuhou do podania kodu do czegoś tam związanego z umysłem. Nie będę wdawał się w szczegóły eksperymentu, ale unieruchomił on protagonistkę i zmusił ją do próby zniszczenia miasta. Oczywiście, wszystko skończyło się dobrze, ponieważ… Touma dostał „moc być głównym bohaterem”. To było straszne – moc jest wszechpotężna i bardzo dobrze wygląda na ekranie, ale – na Innosa – dlaczego twórca tak to zrobił? Seria Railgun przez niemal cały czas opierała się na mocy Misaki oraz pomocy ze strony jej przyjaciół. Tutaj, choć jest podobnie, bo tylko współdziałanie Toumy-Sogiity oraz Shirai-Uiharu-Saten powstrzymały katastrofę, to problemem była dla mnie bierność samej bohaterki. Mogli to zrobić o wiele lepiej... Dual Existence* Drugi arc jest jednak zdecydowanie słabszy. Nawet teraz nie bardzo wiem o co w nim tak do końca chodziło… Nie wiem czy jest sens wdawać się w szczegóły – najważniejszą rzeczą, jaka się pojawiła jest Indian Poker – „karcianka”, na której można było zapisywać swoje marzenia/sny i dzielić się nimi z innymi. Wszystko brzmi nieźle, ale ich przeznaczenie miało być inne. Jakie? Nie mam pojęcia. Niemniej, w tym arcu pojawia się nowa postać w serii - Ryouko Kuriba… A właściwie w dwóch osobach (stąd tytuł piosenki), ale nie będę spojlerował. Niestety, ta postać nie jest wystarczająco dobrze rozwinięta – przez cały czas zastanawiałem się po co ona jest? Chyba tylko ze względu na swojego „Sobowtóra” (ang. Doppelganger), która jest antagonistką tego arcu. Tu znowu musze nieco pochwalić twóców - warto przyjrzeć się obu tym postaciom, by zobaczyć pewne interesujące szczegóły - szczególnie warto spojrzeć na ich twarze. Sama walka „Sobowtóra” z Misaką stanowi „mięso” tego arcu – niestety, jest krótka, mało intensywna i jedynym jasnym punktem jest pojedynek ich wielkich „golemów” – złożonego z części budynku (Doppelganger) kontra stworzonego z żelaznego piasku (Railgun). Ostatecznie, rzecz jasna, Misaka wygrywa, choć nie obywa się bez ofiar (nie śmiertelnych, nie martwcie się). Jednakże, najsłabszą częścią tego arcu jest absolutny brak Uiharu i zepchnięcie na dalszy plan Shirai i Saten. Fakt, ostatnie dwie otrzymały swoje osobne odcinki, ale to były bezsensowne fillery. Szczególnie ten Shirai – pojawia się w nim chłopiec imieniem Shaei Miyama (Poziom 1 – przewidywanie przyszłości). I choć jest on obecny w openingu to nie ma on żadnego znaczenia dla samej akcji – ot, twórca wrzucił go sobie do serii i tyle. Mam jednak nadzieję, że w kolejnej serii jego wątek zostanie rozwinięty. Zakończenie Zanim postawię ocenę muszę napisać coś jeszcze - w porównaniu z poprzednimi dwiema seriami „Railgun T” zostało nieco stonowane. Trochę brakuje szaleństw Kuroko i jej prób „zdobycia” Mikoto oraz interakcji między Saten i Uiharu. Wkurzało mnie też, że wciąż nie poprawili błędu animacyjnego i kosmyki włosów cały czas wchodzą na oczy, zlewając się z nimi. Nie mogę jednak nic zarzucić muzyce - pasuje do klimatu anime i współgra z poprzedniczkami. Pomimo swoich mankamentów, seria T wciąż jest bardzo dobrym anime - oglądało mi się je świetnie i nie mogłem się oderwać, co jest chyba najlepszą rekomendacją ;). Zatem, stawiam jej ocenę 4/5; jednocześnie zwiększam ocenę poprzednim dwóm seriom do 4,5/5. Życzę Wam udanego Weekendu Majowego! Niestety, jednocześnie muszę Was poinformować, że następny wpis pojawi się dopiero 15 maja. Do zobaczenia! *są to tytuły openingów dla poszczególnych arców, oba w wykonaniu FripSide - tak samo jak w poprzednich seriach
  8. Tytuł: Miecz i kwiaty Wydawnictwo: Fabryka Słów Rok wydania: 2008 (I tom), 2009 (II tom), 2010 (III tom) Ilość stron: 471 (I), 400 (II), 448 (III) Cena: 32.90 zł (I), 29.99 (II), 32.90 (III) Poznajcie jedną z lepszych historii dziejących się w Ziemi Świętej. Oto rewelacyjna trylogia Miecz i kwiaty Marcina Mortki. Głównym bohaterem jest Gaston de Baideaux, młody rycerz, który został zmuszony do opuszczenia rodzinnego kraju. Przybywa więc do Outremer, gdzie okazuję się, że wszystkie liczące się tam siły, włącznie z tymi nadprzyrodzonymi, wykazują ogromne zainteresowanie jego osobą. Nie zdradzę zbyt dużo dodając, że wszystko dzieje się z powodu jego brata, dawno uznanego za zaginionego czy nawet martwego w rodzinnej miejscowości, a który w Ziemi Świętej stał się ważną personą. Niestety, zaginął i nikt nie wie, co tak naprawdę się z nim stało. Gaston, wraz ze swymi towarzyszami, zostaje uwikłany w intrygę, w której, na równi z największymi zakonami rycerskimi z tamtych czasów - templariuszami i joannitami - oraz asasynami zmierzą się siły wykraczające poza ludzkie pojmowanie. Nie znaczy to jednak, że fabuła ogranicza się do poszukiwań brata. Wręcz przeciwnie, są one tylko pretekstem do poprowadzenia licznych wątków pobocznych. Na pierwszy plan wysuwa się diabeł tkwiący w umyśle młodego rycerza. Jest to cyniczny głos, który odzywa się w głowie Gastona i pomaga mu z sobie tylko znanych powodów. Ważną rolę gra także mała dziewczynka, która trafiła pod opiekę jednego z kompanów francuza, ojca Adalberta. Więcej fabuły Wam nie zdradzę, by nie psuć przyjemności płynącej z czytania tej świetnej książki. Wiele pracy Marcin Mortka włożył w kreowanie bohaterów, naprawdę nie sposób ich nie polubić. Na wzmiankę zasługuje Vittorio Scozzi, przyjaciel Gastona. To moja ulubiona postać z Miecza i kwiatów, jego komentarze wzbudzały u mnie co rusz salwy śmiechu. Także główny bohater został ciekawie skonstruowany, choć nie sposób go jednoznacznie opisać. Ulega ogromnej przemianie, by z młokosa machającego mieczem jak cepem, stać się sławnym rycerzem. Jeśli dodamy do tego wilkołaka, zdradliwą femme fatale Vivienne de Grenier czy niemego sługę Gastona - Bernarda - otrzymamy szeroki wachlarz zróżnicowanych i ciekawych bohaterów. Na szczególną uwagę zasługuje także świat powieści. Wszystko oparte jest na autentycznych miejscach i postaciach, toteż spotkamy się oko w oko nie tylko ze Starcem z gór, ale także Gwidonem de Lusignan i Balianem z Ibelinu. Miecza i kwiatów nie można jednakże traktować jako podręcznika historii, ale przecież to nie wierność szczegółom historycznym jest istotą i siłą tej opowieści. Język Miecza jest przystępny i lekki, Mortka pisze z łatwością i gracją doświadczonego pisarza. Nawet ogromna bolączka dużej ilości książek, czyli zakończenie, udało się wyśmienicie. Jest przejmująca i emocjonująca, to godne zakończenie epickiej historii. Podsumowując, świetna, świetna i prześwietna. Naprawdę miło wspominam każdą chwilę spędzoną na lekturze tej książki. Jeśli miałbym podać dziesięć najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałem, nie tylko fantastyki, Miecz i kwiaty znalazłyby się w pierwszej piątce. Gorąco polecam!
  9. Witam, Nie wiem czy to dobry dział na ten temat, ale jest w sumie najbliższy do tematu mojego problemu. Jestem studentem 5 roku, i aktulanei piszę pracę magisterską na temat Historycznych gier komputerowych, potrzebuję pilnie kilku recenzji w wersji pdf, zdjęć bądź innej formy którą mogę otworzyć i przeczytać. Poszukuje wraz z numerem magazynu Cd-Action i rokiem wydania: Age of Empires II z dodatkiem Conquer Call of Duty II Stronghold - Twierdza Europa Universalis III Jeśli ktoś wie gdzie szukać, albo ma możliwość zeskanowania dla mnie byłbym niezmiernie wdzięczny za wszelką pomoc. Proszę pisać na wiadomości do skrzynki pocztowej na forum. Pozdrawiam Piotrek
  10. MajinYoda

    To było Super!

    Ze względu na utrzymujące się problemy z tym blogiem, wpis można przeczytać tuta: https://kacikyody.blogspot.com/2018/04/to-bylo-super.html. Jednocześnie proszę - piszcie do Adminów (w szczególności @Ghosta), by mi wreszcie odblokowali bloga :(.
  11. Jak wiecie (bo o tym już pisałem :P) mam pewną słabość do serii Assassin’s Creed. Nic więc dziwnego, że pod koniec zeszłego roku (korzystając z rozmaitych świątecznych promocji) zaopatrzyłem się w najnowszą odsłonę cyklu – czyli Origins. Jakiś czas temu udało mi się go ukończyć, więc czas na recenzję. I już na wstępie muszę przyznać, że pracownicy Ubisoftu nie próżnowali przez ten dodatkowy rok - przede wszystkim zoptymalizowali silnik gry (wreszcie!), więc ani razu nie miałem zacinki ani nie ujrzałem pulpitu (gdy tego nie chciałem). I bardzo dobrze. Wszystkie wykorzystane w recenzji zrzuty ekranu zrobiłem sam. Bayek, Bóyek i Bravurek Akcja Origins zaczyna się w Starożytnym Egipcie za czasów panowania Ptolemeusza XIII. Bohaterem jest Bayek z Siwy – medżaj (taki rodzaj strażnika) i, jak się później okazuje, jeden z pierwszych asasynów. Pomysł na postać był spoko – poszukujący zemsty za śmierć swego syna Bayek przemierza Egipt zabijając członków Zakonu Pradawnych (protoplastów Templariuszy). Miałem jednak pewien problem z głównym bohaterem – ogolony (dobrze, że włosy i brodę da się mu przywrócić) przypominał niezbyt lubianego przeze mnie Connora, bohatera AC 3, którego niezbyt polubiłem… Szybko zauważyłem, że, choć jest zdecydowanie „prawą” postacią – Bayek nie grzeszy zbytnio inteligencją… Takie przynajmniej odniosłem wrażenie, bo każdy musi mu wszystko pokazywać palcem. Jednakże, polubiłem medżaja z innego powodu – gdziekolwiek się nie pójdzie łażą na nim koty. Nie wiem czy ma przy sobie mnóstwo kociego żarcia, pachnie rybą czy zwyczajnie egipskie koty lubiły łasić się do medżajów, ale, jako kociarz, nie mogłem nie polubić takiej postaci. Co ciekawe – Bayek może kota pogłaskać. Przy głównej postaci warto wspomnieć o ulepszonym, względem Syndicate, rozwoju postaci, która, wzorem gier RPG, leveluje. Drzewko umiejętności podzielone jest a trzy części – Wojownik (umiejętności związane z walką wręcz), Myśliwy (walka łukami) i Wróż (rozmaite) – łącznie 53 umiejętności, z czego 3 można „ładować” w nieskończoność. Na papierze wygląda to nieźle – trzy ścieżki rozwoju, wybór spory, można dostosować sobie postać… Nie rozpędzajmy się jednak. Moje drzewko umiejętności po zakończeniu głównego wątku gry wyglądało tak: Jak widzicie, praktycznie nie brałem zdolności Wróża i miałem ku temu dobry powód – kompletnie do niczego by mi się nie przydały. Bo po co mam się bawić w usypianie wrogów skoro można takiego zastrzelić i mieć go z głowy? Zabawa z oswajaniem zwierząt to z kolei żywcem Far Cry Primal (o którym myślałem przez większą część gry). Jedyne użyteczne umiejętności Wróża to, moim zdaniem, dłuższe oddychanie pod wodą i korzystanie z bomb ogniowych (użyteczne przeciw wężom, przyznam) oraz bomb dymnych (użyłem raz, na próbę…). Reszta nie ma sensu. Skoro o tym wspomniałem – do walki Bayek może zabrać całkiem spore spektrum broni: miecze (zwykłe, zakrzywione) z tarczą, podwójne miecze, broń drzewcową, ciężką i cztery rodzaje łuków – łowcy (zwykły łuk), drapieżcy („snajperski”), wojownika (trzy strzały na raz, trochę jak shotgun) i lekki (szybkostrzelny). Warto dodać, że gracz może predefiniować dwa „sety” broni do walki wręcz i dwa dystansowe. Dodatkowo, ulepszamy jego wyposażenie (ukryte ostrze, płaszcz dający zdrowie, rękawicę zwiększającą obrażenia wręcz, rękawicę od obrażeń dystansowych, kołczan i torbę na bomby itp.). Zacznę swój wywód od broni do walki wręcz – z „dwuręcznych” ani razu nie korzystałem. Zwyczajnie uważałem je za zbyt wolne w porównaniu z połączeniem miecz+tarcza i dwa miecze. Druga kwestia to łuki – najczęściej korzystałem z drapieżcy (talent dający możliwość sterowania strzałą w locie nie raz pozwolił mi zabić przeciwnika headshotem) oraz wojownika (przydatny na bliski dystans). Aczkolwiek, pozostałe łuki też miały swoje zastosowania (głównie przy dłuższych walkach). Acha, najlepiej mieć zapas punktów UPlay i/lub Helix (o których później) – broń legendarna ma dodatkową statystykę pozwalającą np. leczyć się przy ciosie lub zatruwać wrogów. Broń należy też ulepszać u kowala. Kosztuje to sporo, więc nigdy nie narzekałem na nadmiar gotówki w grze - często też staje się przed dylematem "łuk czy miecz? a może tarczę?". Gorzej, gdy później z przeciwnika trafia nam się lepsza broń i uświadamiamy sobie, że wydaliśmy ciężko zarobioną gotówkę, by zaraz zmienić broń... Życie :). Inna sprawa, że nie jestem do końca przekonany co ulepszamy - zmienia się tylko poziom broni - możliwe, ze chodzi o obrażenia, ale Ubi mógłby ten element dopracować. Wspomniane punkty Helix nabywa się, rzecz jasna, za realne pieniądze (jakżeby inaczej...). Jednakże, sprzęt, który możemy kupić za złotówki można też... dostać z dziennego questa. Tak, jedna z postaci - Reda - daje nam zadanie do wykonania i w zamian otrzymujemy losową nagrodę. Można też kupić u niego skrzynię Heka - za 5000 złota... Kupiłem chyba ze dwie bo się nie opłaca. Ogólnie, z zadań - a robiłem ich sporo - dostałem kilka legendarnych przedmiotów. Oczywiście, należy pamiętać, że przedmioty za Heliksa są odblokowane dla wszystkich naszych przyszłych save'ów, a te z zadań/skrzyń - tylko dla tego, na którym je wykonaliśmy/kupiliśmy. Bayekowi towarzyszy orlica imieniem Senu. Stanowi ona asasyński ekwiwalent sowy ze wspomnianego Far Cry Primal, czyli robi za zwiad powietrzny i warto jej używać gdy tylko to możliwe. Od czasu do czasu, gdy stoimy nieruchomo, Senu ląduje na ręce Bayeka – wówczas możemy ją nakarmić lub pogłaskać klawiszem akcji (domyślnie „E” na klawiaturze) Po wybraniu odpowiednich umiejętności, Senu może nam pomagać w walce – jest to mało przydatne, ale czasami pomaga (chociażby przy polowaniu na jelonki) – oraz pokazywać ścieżki wrogów – ale nie potrzebowałem tego. Niestety, zauważyłem, że niekiedy orlica ma problemy z oznaczaniem wrogów – widzę, że chodzi, ale muszę podlecieć metr bliżej, by go oznaczyła – ale to detal. Drugą ważną postacią, którą rzadko sterujemy, jest żona Bayeka – Aya, która wykonuje dokładnie to samo zadanie, co główny bohater, ale przez całą grę miałem raczej wrażenie, że to my wszystko za nią dowalamy (w sumie od tego jesteśmy, nie? :)). Aya, wyglądem, przypomina mi Evie z Syndicate, więc szybko ją polubiłem. Gorzej, gdy musiałem nią sterować… Ci, co grali w Wiedźmina 3 pamiętają sekwencje, w których sterowało się Ciri. Miała swoje umiejętności, co było okej. Nie inaczej jest z Ayą… tyle, że jej umiejętności to w większości te z drzewka Wróża (chyba – nie da się ich zobaczyć), które kilka akapitów wyżej uznałem za beznadziejne… Miałem zresztą wrażenie, że Asasynka została nieco zrobiona w wielbłąda przez twórców – dali jej liche podwójne miecze, których w żaden sposób nie mogłem zmienić, łuk łowcy i bodajże zatrucie zwłok przeciwnika (!). A najlepsze jest to, że w jednej misji musiałem walczyć z dużym przeciwnikiem – coś, co Bayekowi zajęłoby jakąś minutę, Aya musiała załatwić w jakieś pięć. Dlaczego? Bo nie mogłem się przestawić, że nie ma tych samych skilli, co główny bohater (m.in. Kombinacji przełamującej, która umożliwia dalsze zadawanie obrażeń powalonemu wrogowi). Trzecią bohaterką jest nowa postać wątku współczesnego – Layla Hassan. Miło, że Ubisoft pamiętał o tym, bo zawsze lubiłem te wątki. Mam nadzieję, że ta postać powróci w przyszłej odsłonie. Czaszka nad głową, cza-cza-czaszka nad głową… Na drodze zemsty stają Bayekowi i Ayi rozmaici przeciwnicy – łucznicy, żołnierze z tarczami, wielkoludy z bronią dwuręczną (serio – są więksi od osiłków z Syndicate – niezłe sterydy musieli brać w starożytności) oraz zwierzęta (lwy, pantery, krokodyle, hieny itd.). Te ostatnie są przydatne, gdy trzeba zdobyć materiały do wspomnianego ulepszenia wyposażenia. Kiedy uda nam się, z pomocą Senu, oznaczyć wroga, gra pokazuje jego poziom – tu jest standard: słabsi są „na hita”, silniejsi są niemal niepokonani. Dodatkowo, wzorem Wiedźmina 3 (i WoWa ;)), czaszka zamiast poziomu przeciwnika oznacza „ten jest dla Ciebie zbyt silny - odpuść sobie i przyjdź później” – czyli jest super i czytelnie. Zauważyłem jednak pewien problem z poziomami wrogów – w pewnym momencie fabuły na świecie pojawiają się Łowcy – silni wojownicy wysłani, by zgładzić Bayeka. Jednakże, przy dobrym sprzęcie, wystarczy, że jesteśmy o jeden poziom słabsi od takiego i wygrywamy bez większych problemów (o ile nie zaatakujemy go w środku garnizonu pełnego wrogów, ma się rozumieć). Wracając do „regularnych” wrogów: grałem na easy i zauważyłem, że na tym poziomie strażnicy są strasznie głupi. No serio, taka scenka: podkradłem się pod fort wroga. By nieco sobie ułatwić zabiłem jednego na zewnątrz, ukryłem się w krzakach i wyleciałem Senu na zwiad. Latam, oznaczam wrogów i nagle zauważam, że wokół Bayeka łażą strażnicy szukając mordercy ich kolegi. Dosłownie – chodzili wokół Bayek ukrytego w krzakach i go nie widzieli! Warto jeszcze wspomnieć o głównych bossach. Chciałbym napisać coś pozytywnego o nich, ale niestety – podkradanie się i atak z zaskoczenia to nie byłą domena Pierwszego Asasyna – właściwie tylko jednego „złego” zabijamy w ten sposób – by Bayek mógł stracić palec od ukrytego ostrza… Potem mamy za każdym razem walkę na mini-arenie. Taktyka: odtocz się, zaatakuj, użyj Przełamania, odtocz się działa za każdym razem. No, poza ostatnim bossem – Flawiuszem – przy którym musiałem używać też łuku… Jeszcze słowo o Przełamaniu – nazywałem je szarżą, bo po użyciu tej zdolności bayek biegnie w kierunku wybranego wroga i go atakuje potężnym ciosem. Super. Tyle, że niekiedy Bayek mijał (!!) wybrany przeze mnie cel – choć ten nie ruszył się nawet o krok! Osobną kwestią są Próby Bogów, o których też powinienem wspomnieć. Te są trzy – Sechmet, Anubis oraz Sobek, Pamiętacie Legendarne okręty z Black Flaga? To jesteśmy w domu – z tą różnicą, że Próby pojawiają się co jakiś czas jako Wyzwania społeczności. W zasadzie na easy i po 40 poziomie walka z nimi jest dość prosta – do tego czasu gracz już dawno opanował strzelanie z łuku, Przełamanie i odtaczanie się. Moim zdaniem rozwiązanie jest godne rozwinięcia w kolejnych odsłonach cyklu. Nie widać tego na screenie, ale ten strój płonie! Zresztą, wspomniana „piracka” odsłona serii też znajdzie tutaj swoje miejsce. Chociaż nie - morskie misje Ayi bardziej przypominają te z „trójki” – mały teren, trzy misje i w sumie niewielkie zagrożenie ze strony wrogich okrętów. Aczkolwiek, muszę przyznać, że taki BF/Rogue by mi odpowiadał – łucznicy zamiast dział, katapulta, tarcze do osłony… byłoby super zobaczyć coś takiego w kolejnej odsłonie. Schni… Schna… Schnappi… Rozpisałem się już nieźle, a wciąż nie napisałem o najważniejszym, czyli świecie gry. Muszę przyznać, że bałem się trochę umieszczenia miejsca akcji Asasyna w krainie, w której dominują wioski i pustynia. Niemniej, co muszę przyznać, Ubi poradziło sobie z tym umożliwiając graczowi wspinanie się na półki skalne. Dodatkowo zwiedzimy Aleksandrię i Memfis oraz możemy powspinać się na piramidy oraz sfinksa. Mapa jest naprawdę duża – nie dam głowy, ale chyba największa w historii serii (przynajmniej tak mi się zdawało). Nadto, sama gra obfituje w podziemia w których, niekiedy, znajdziemy zagadkę logiczną z windą i ciężarkami. Tylko raz się zaciąłem przy takim wyzwaniu (okazało się, że źle kombinowałem). Widać też, że twórcy byli mocno dumni ze swojego dzieła. Na tyle, że wprowadzili tryb foto, który pozwala na robienie screenów za pomocą „free-cama”. Jako, że jest co oglądać (szczególnie po wspięciu się na wysoki budynek lub piramidę), bo widoczki bywają naprawdę piękne, możliwość fotografowania jest świetna. Na szczęście Egiptu nie zwiedzamy z „sandała” (no, chyba, że ktoś chce). Bayek może dosiąść konia, wielbłąda, poprowadzić wóz z sianem lub nawet jeździć rydwanem. Jednakże, te dwa ostatnie są mało opłacalne – bo są wolne. Dodatkowo Asasyn z Siwy może kierować łódką (praktycznie taką samą, jak w Wiedźminie 3). Oczywiście, Bayek może zagwizdać na swego wierzchowca (ustawionego w menu ekwipunku). Podobnie jak Płotka, koń/wielbłąd lubi się materializować znikąd – z wyjątkiem fortów, gdzie ta funkcja nie działa… Niestety, radość z poruszania się po tej krainie psuło mi… sterowanie. Najwięcej czasu spędziłem na autorunie – ktoś powie „i co z tego?” – ano to, że Bayek może się nawet wspinać samodzielnie! Skoro już o tym mowa – Bayek nie umie podskakiwać. Nie wiem czemu – skacze normalnie, ale podskoczyć już nie można. Nie można także biegać (ile to razy chciałem pogonić bohatera Shiftem, a zamiast tego go spowalniałem… bo podnosił tarczę!). Ale to mankamenty, do których dość szybko przywykłem. Wracając do świata – miło, że NPCki wreszcie mają swoje życie, zamiast być jedynie „tłem” – wożą towary, uprawiają ziemię, pływają po rzekach… Brakowało mi tego w poprzednich odsłonach i dobrze, że Ubi wreszcie tak zrobiło. Cieszy też wprowadzony tryb dnia i nocy (niby w Syndicate był, ale jakiś taki niedorobiony mi się zawsze wydawał), wraz z możliwością przejścia miedzy dniem i nocą… za pomocą wiedźmińskiej medżajskiej medytacji… Jakby nie można było używać łóżka… Carry on Bayek! Świat gry, wzorem rasowego RPGa, pełny jest zadań pobocznych oraz miejsc do odkrycia. Te ostatnie są zaznaczone na mapie znakami zapytania, więc cały czułem się jakbym biegał po, bo ja wiem, Zerrikanii, a nie Egipcie. Oczywiście, takie miejsca zwykle obfitują we wrogów, a co za tym idzie – możliwości zdobywania expa. Czego tu nie ma – forty pełne żołnierzy, kryjówki bandytów, statki-fortece, zniszczone wioski, świątynie, wspomniane piramidy, jaskinie hien albo lwów to tylko część takich miejsc. Są też, oczywiście, punkty widokowe (hura!) i pomniejsze miasta. Odnośnie zadań pobocznych – cóż, wykonałem ich zaledwie kilka i jakoś nie zapadły mi w pamięć – brakowało mi tej głębi znanej z typowych RPGów (głównie mam tu na myśli Wiedźmina 3, ale nawet zwykłe zadania w Skyrim były pod tym względem lepsze). Jednocześnie zauważyłem, że bardziej opłaca się atakować forty niż wykonywać questy (więcej expa) to cóż – omijałem je bez dalszych rozmyślań. To samo zrobiłem z innymi aktywnościami pobocznymi – arenami gladiatorów oraz wyścigi rydwanów. Te pierwsze były całkiem fajne… przez krótki czas. Z kolei do tych drugich nawet nie podchodziłem – nie przepadam za wyścigami, więc czułem się zwolniony z rozgrywania ich. Za to zawiódł mnie wątek główny – fakt, fabuła jest mroczniejsza niż w poprzedniczkach (dzieciobójstwo, zemsta, śmierć całych wiosek), ale była strasznie krótka – jeszcze się nie rozkręciłem, a ona się skończyła... An Assassin to Remember Podsumowując, najnowsza odsłona serii Assassin’s Creed jest krokiem w dobrą stronę – może Ubisoft we kolejnej części bardziej postawi na elementy RPG? Może rozbudowane dialogi? :). Zanim postawię ocenę muszę przyznać się Wam do jednej rzeczy – niechętnie się do tego przyznaję (ze względu na ogólną tendencję), ale mimo wszystkich powyższych ochów i achów… lepiej bawiłem się przy Syndicate (któremu ostatecznie zwiększyłem nieco ocenę do 4,5/6). Niemniej, najnowsza część zasługuje, moim zdaniem, na szkolną ocenę 5/6. Oby tak dalej!
  12. Gra jest naprawdę piękna. Jak czytałem recenzje innych nie wierzyłem, że można się popłakać, a jednak! Można się wzruszyć. Dla tych co nie grali, a słyszeli już, że trzeba grać braćmi jednocześnie polecam pada. Sterowanie czasami stanowi drobną przeszkodę lecz nie przeszkadza. Same zagadki są proste wystarczy patrzeć i sami wymyślicie odruchowo rozwiązanie. Niekiedy rozwiążecie łamigówkę nie znając jeszcze jej treści. Moja ocena 9/10.Po pełną recenzje zapraszam na mojego bloga:www.adziszagramw.blogspot.com/2018/01/recenzja-brothers-tale-of-two-sons.html
  13. Ludzi spotykają niekiedy takie doświadczenia, które potrafią wywrócić ich życie do góry nogami. Może chodzić nawet o małe rzeczy, np. krótki liścik. Sprawy, jakie równie dobrze dałoby się zlekceważyć, ale owa błahość stanowi jedynie fasadę. Bo choć zignorowane nie zaburzyłyby zbytnio dotychczasowego rytmu egzystencji, zdobyta dzięki temu wiedza zdolna jest zrewidować przynajmniej część naszych poglądów. I co potem? Albo spróbujemy zupełnie odpuścić, albo odwrotnie – zaczniemy intensywniej drążyć problem, by pozbyć się jakichkolwiek niejasności. Ewa Pawelska, główna bohaterka „Medalionu w bursztynie”, wybiera bramkę numer dwa i rusza tropem sekretów z rodzinnej przeszłości. A wszystko to przez spadek po Marii Kuc, babci protagonistki. Co prawda według testamentu mieszkanie nieboszczki przypadało matce Ewy – Halinie, lecz ta nie chciała owej schedy i kazała przepisać lokum na swoją córkę. Pani Pawelska zabiera się natomiast za ogarnianie babcinych czterech ścian około rok po ich otrzymaniu. Przeglądając wraz z mężem Andrzejem poszczególne kąty, odkrywa tam dwie, skrzętnie ukryte koperty. Jedna zawiera tytułowy medalion z pięknym bursztynem, a w drugiej schowano list od Marii do Haliny, napisany jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Już sam klejnot wzbudza zdziwienie zważywszy na fakt, iż pradziadkowie Ewy klepali biedę. Niemniej największe zaskoczenie zgotuje treść wiadomości, który rzuca nowe światło na korzenie kobiety, rodząc równocześnie masę znaków zapytania. Jak zasygnalizowałam wcześniej, bohaterka postanawia dokładniej przyjrzeć się całej sprawie. Prowadząc prywatne dochodzenie, zyskuje cenne wsparcie ze strony pewnego dziennikarza, czyli człowieka, dla którego robienie tzw. researchu jest chlebem powszednim. Co więcej, rodzinne tajemnice okazują się mieć powiązania ze zbrodnią sprzed lat, a nad protagonistką i jej bliskimi zawisa realne niebezpieczeństwo. Komuś bowiem wyraźnie nie po drodze z tym, że Ewa grzebie w starych dziejach, sięgających czasów II wojny światowej. I to do takiego stopnia, że nie waha się załatwić innym biletu na tamten świat. A jak przedstawione wydarzenia przekładają się na wrażenia płynące z lektury? Mimo że akcja nie pędzi niczym w hollywoodzkich superprodukcjach filmowych, nie można narzekać na nudę. Anna Klejzerowicz, autorka omawianego utworu, zaserwowała odbiorcom wciągającą intrygę, z powodzeniem rozkładając ją na różne płaszczyzny czasowe. Funkcję nadrzędnej ścieżki fabularnej pełnią tutaj fragmenty osadzone we współczesności, lecz teraźniejszość pozostaje w nierozerwalnej symbiozie z tym, co dawno minione. Dlatego losy Ewy przetykają wstawki, które rozgrywają się na długo przed jej narodzinami. Warto dodać, iż podane zostały w na tyle enigmatyczny sposób, by wzmocnić aurę tajemnicy, wespół z zainteresowaniem czytelnika. W kontekście konstrukcji powieści nie wypada mi ponadto pominąć innego rodzaju sekcji. Mianowicie myślę o rozdziałach dających szczegółowy wgląd w psychikę kogoś wyjątkowo złego i zarazem zadufanego. Wypowiedzi czarnego charakteru, który pragnie uciszyć osoby węszące wokół medalionu, wprost tętnią jadem oraz agresją. Wśród padających wtedy słów nie zabraknie dużej liczby przekleństw, co z jednej strony może wydać się trochę rażące, a z drugiej słusznie eksponuje moralne zepsucie tej postaci. Należy jednocześnie podkreślić, że „Medalion z bursztynem” to nie tylko ciekawy kryminał i opowieść o zagadkach z przeszłości, ale też dobrze skrojona historia obyczajowa. Autorka nie omieszkała wpleść elementów ze zwykłej codzienności, napomykając przykładowo o tym, jak Ewa szykuje swojego syna Kacpra na letni obóz, a także o trudnym wieku chłopaka. Na pierwszy plan wysuwa się jednak w tej materii wątek skomplikowanych relacji pomiędzy główną bohaterką i jej rodzicielką. Ewa nieprzypadkowo nazywa w myślach matkę Królową Śniegu, gdyż starsza z pań prowadzi samotniczy i zdystansowany tryb życia. Ba, do własnej latorośli odnosi się jak do obcej, acz na izolację społeczną kobiety w znacznej mierze wpłynęły doświadczenia z dzieciństwa. Co do biżuterii i listu, Halina początkowo stara się nie wykazywać zainteresowania tymi znaleziskami, lecz to one podłożą podwaliny pod ewentualną poprawę stosunków z córką. Anna Klejzerowicz informuje w zamykającym książkę posłowiu, że do wymyślenia perypetii Ewy zainspirowała ją autentyczna historia rodzinna od jednej z czytelniczek. Jak mogłam przekonać się za pośrednictwem lektury, powyższe natchnienie zaprocentowało zdecydowanie udanym efektem końcowym. Tworząc „Medalion z bursztynem”, autorka zafundowała satysfakcjonujący popis lawirowania w obrębie różnych gatunków. Typowo kryminalne motywy zgrabnie stoją tu obok stricte obyczajowych aspektów, a dodatkowym atutem jest historyczna, bo obejmująca okołowojenne realia, polewa. ------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. ------------------------------------------------------------------- Tytuł polski: Medalion z bursztynem Autor: Anna Klejzerowicz Wydawnictwo: FILIA Liczba stron: 320
  14. Pośród postaci, jakie przewijają się na kartach „Czarnej loterii”, ewidentnie mamy kogoś, kto nie lubi zbytnio służby zdrowia. A przynajmniej paru osób, które działają w tejże branży. Ba, owa antypatia jest na tyle silna, iż nie obędzie się bez kilku trupów. Plus swoistego jelenia, na konto którego przypisana zostanie jedna z ofiar. Niewdzięczna rola bycia obarczonym za cudze winy przypadnie zaś pani anestezjolog Kate Chesne – jednej z dwóch postaci, jakie grają pierwsze skrzypce w powieści autorstwa Tess Gerritsen. Lekarka bierze pewnego razu udział w nieskomplikowanej operacji, której zostaje poddana znajoma z pracy – pielęgniarka Ellen. Zabieg usunięcia woreczka żółciowego zdaje się początkowo przebiegać bez zarzutu, a przeprowadzający go zespół nie ma powodów do niepokoju. Nie na długo jednak, bo sytuacja szybko przybiera dramatyczny obrót, kończąc się zgonem pacjentki. Śmiertelna w skutkach reakcja operowanej wskazuje na to, że panna Chesne nie dopatrzyła czegoś przy uprzedniej analizie EKG. Słowem, fatalny błąd lekarski. Z jednej strony, taka pomyłka trochę dziwi, zwłaszcza że podejrzana posiada duże doświadczenie zawodowe. Z drugiej, nie jest to rzecz niemożliwa, a dowody jasno sygnalizują, że kobieta coś sknociła i trzeba się ostro tłumaczyć. Nie wspominając o poniesieniu poważnych konsekwencji. I chociaż czytelnik od razu zwietrzy śmierdzącą sprawę, ów fakt nie przemawia na niekorzyść utworu, gdyż najbardziej liczy się tu proces poszukiwania osoby stojącej za całym galimatiasem. Kate musi z kolei przekonać innych do swojej niewinności, w tym drugiego głównego bohatera – prawnika Davida Ransoma. Wynajęty przez rodziców Ellen mężczyzna nie wątpi wpierw w słuszność oskarżenia, lecz wkrótce przyjdzie mu zmienić zdanie. Ducha wyzionie bowiem następna pielęgniarka, a jej śmierć zostanie powiązana z morderstwem, o którym informuje odbiorców prolog. Pytanie brzmi więc, co (i kto) łączy poszczególne przypadki. Dotyczy to także feralnej operacji. Tess Gerritsen zaczęła literacką karierę od takich thrillerów i kryminałów, które zawierają silnie zaakcentowany wątek romansowy. Dlaczego o tym teraz piszę? Ano „Czarna loteria” zalicza się właśnie do wczesnego etapu jej twórczości. W trakcie lektury będziemy zatem świadkami uczucia, jakie rozwija się pomiędzy Kate i Davidem. Należy jednocześnie nadmienić, iż amory protagonistów stanowią najsłabszy aspekt powieści. Wprawdzie przy ich pierwszym spotkaniu dochodzi do ostrej wymiany zdań, ale oboje miewają naloty kosmatych myśli, które wrzucono do fabuły z delikatnością walca drogowego. Owszem, ludzi atakują czasami refleksje nieadekwatne do danych okoliczności, i to niekoniecznie akurat o seksie. Niemniej w „Czarnej loterii” coś mi zazgrzytało, acz dalsze rozdziały przynoszą lekką poprawę, lepiej przedstawiając romans bohaterów jako swego rodzaju związek z problemami. Znaczy się, ona żyła dotąd samą pracą, on przez ciężkie doświadczenia ma trudności z okazywaniem uczuć i muszą do siebie dotrzeć. Na szczęście, kryminalna intryga nie wzbudza według mnie zastrzeżeń. Doceniam też całokształt elementów rodem z thrillerów, a jako pozytywny przykład niech posłuży mocny i nieco enigmatyczny prolog, którego pełne wyjaśnienie uzyskamy śledząc kolejne strony książki. Popełnionej na dzień dobry zbrodni towarzyszy dość późna pora oraz deszcz, co wzmacnia atmosferę niebezpieczeństwa. Dalej również jest w tej materii solidnie – akcja toczy się generalnie żwawym rytmem, a nasze gołąbeczki nie poprzestają na rozkoszach i kłótniach. Jako że policyjne działania nie dają spodziewanych ani natychmiastowych rezultatów, dwójka bohaterów bawi się zarazem w prywatnych detektywów. Do tego amerykańska pisarka zaskoczyła mnie w finale tożsamością mordercy. Podsumowując, perypetie Kate Chesne i Davida Ransoma to w ogólnym rozrachunku sprawna rzemieślnicza robota, lecz uprzedzam, iż mamy do czynienia z pozycją skierowaną głównie do żeńskiego grona odbiorców. Gwoli ścisłości, najbardziej zadowolone powinny być te czytelniczki, które równocześnie lubią historie o porywach serca. Wtedy prędzej wybaczą niedoskonałości wiadomego wątku w recenzowanym tytule, aczkolwiek pozostałym osobom nie odradzam kontaktów z prozą owej autorki. Wręcz przeciwnie, fanom stuprocentowych thrillerów – zarówno w spodniach, jak i spódnicach – radzę zainteresować się choćby cyklem z Jane Rizzoli i Maurą Isles. Sama zresztą zaliczyłam niedawno wchodzącą w skład owej serii „Dolinę umarłych”, która spodobała mi się znacznie bardziej niż skądinąd przyzwoita, ale wymieszana z romansidełkiem „Czarna loteria”. ------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. ------------------------------------------------------------------- Tytuł polski: Czarna loteria Tytuł oryginalny: Under the Knife Autor: Tess Gerritsen Wydawnictwo: HarperCollins Polska Liczba stron: 288
  15. Camilla Läckberg podbiła serca czytelników kryminalną sagą o Fjällbace, małej miejscowości położonej na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Jeśli chodzi o mnie, z twórczością tej autorki zetknęłam się po raz pierwszy spory czas temu. Nie był to jednak tom wchodzący w skład owego cyklu, tylko coś w rodzaju spin-offu – nowela pt. „Zamieć śnieżna i woń migdałów”. Nawiązującą do retro kryminałów, acz osadzoną we współczesności książkę wspominam z mieszanymi uczuciami, gdyż okazała się zaledwie średnią pozycją. Na szczęście, „Księżniczka z lodu”, czyli debiutancka odsłona popularnej serii, dostarczyła mi zdecydowanie lepszych wrażeń. Fabuła powieści kręci się wokół morderstwa, do jakiego dochodzi we Fjällbace. Ofiara to trzydziestoparoletnia Aleksanda Wijkner, którą znaleziono martwą w zamarzniętej wannie. Kobieta ma podcięte żyły, co początkowo sugeruje samobójstwo. Niemniej szybko wychodzi na jaw, że ktoś inny wyprawił panią Wijkner na tamten świat. Jedną z pierwszych osób, które zobaczyły zwłoki na miejscu zbrodni, jest zaś główna bohaterka utworu – Erika Falck, z zawodu pisarka, a prywatnie przyjaciółka nieboszczki z dzieciństwa. I to właśnie ona, pomijając oficjalne dochodzenie policji, przeprowadzi śledztwo w sprawie tajemniczego zabójstwa. Co ciekawe, rozmowy, które protagonistka odbędzie z bliskimi zmarłej osobami, prędko ujawnią obraz Aleksandry jako kogoś stale utrzymującego pewien dystans. Mówiąc krótko, istna lodowa księżniczka. Ale dlaczego tak się zachowywała? Przez wrodzoną wyniosłość, czy może skrywała jakieś sekrety? Nietrudno zgadnąć, że w grę wchodzi coś poważniejszego niżli kwestia samej osobowości. Nadto spoilujące wyjaśnienia pozwolę sobie w tej materii przemilczeć, a w zamian zatrzymam się na moment przy postaci Eriki. Mianowicie kobieta stanowi swoiste alter ego Camilli Läckberg, o czym bynajmniej nie świadczy wyłącznie fakt chwytania za pióro. Owszem, obie panie są pisarkami, lecz dodatkowo doliczyć tutaj trzeba tzw. zbieżność tematyczną. Specjalizująca się dotąd w biografiach Erika zaczyna bowiem rozmyślać pod wpływem morderstwa o napisaniu w pełni autorskiej powieści. Co prawda wpierw przemyka jej po głowie dokumentalizowana formuła, ale taka koncepcja ustępuje wkrótce pola klasycznej beletrystyce. W ten sposób rodzi się pomysł na kryminał z silnie nakreślonymi relacjami międzyludzkimi, a dokładnie tego typu lekturą jest przecież omawiany tytuł. Chociaż akcja nie gna na łeb na szyję, względnie spokojne tempo nie przeszkodziło autorce w skonstruowaniu interesującej intrygi kryminalnej, która została przy okazji doprawiona motywem rodzinnych tajemnic z mniej bądź bardziej odległej przeszłości. Należy też oczywiście pamiętać o rozbudowanym tle obyczajowym, zwłaszcza że prywatne sprawy Eriki płynnie łączą się z wątkiem zbrodni. Główna bohaterka widzi martwe ciało, więc już to siłą rzeczy wciąga ją w zaistniałą aferę, nie wspominając o dawnej znajomości z Aleksandrą. Stąd prosta droga do tego, by przedstawić równocześnie odbiorcom takie obrazki z życia protagonistki jak np. problemy wynikłe z toksycznego małżeństwa Anny, siostry Eriki. Naturalnie wypada ponadto romans pomiędzy książkową pisarką a policjantem Patrickiem Hedströmem, kumplem z młodzieńczych lat, którego kobieta ponownie spotyka w toku śledztwa. Oboje są akurat wolni, on od zawsze podkochiwał się w koleżance, a ona nie pozostaje obojętna na zalety mężczyzny. Nic zatem dziwnego, że wspólne sceny Eriki i Patricka wykroczą poza dochodzeniową burzę mózgów. Nie bez znaczenia pozostają także elementy scenerii, ponieważ zarówno pani Läckberg, jak i jej bohaterka wywodzą się z Fjällbacki. Czuć tu klimat niewielkiej mieściny, a co więcej, pisarka nie zapomni o przemyceniu sugestywnej wzmianki o zimowym, dość surowym otoczeniu. Zarazem mimochodem sygnalizuje, że to malownicza okolica, a jej walory zostają doceniane latem, poprzez napływ turystów. Warto przy tym pochylić się nad samym domem, w którym mieszka Erika. Kobieta przenosi się tam po tragicznej śmierci rodziców i darzy budynek ogromnym sentymentem. Dzięki temu domostwo przestaje być zwykłą nieruchomością, urastając poniekąd do rangi niemego bohatera owej historii. Słowem podsumowania, „Księżniczka z lodu” to solidna powieść kryminalno-obyczajowa, która zachęca do sięgnięcia po następne części sagi. Mimo że nie zaliczyłabym tej pozycji do gatunkowych pereł, nie ukrywam, iż mnie wciągnęła. Dlatego nawet przy mocno zajętych dniach starałam się wygospodarować przynajmniej chwilę czasu na czytanie. Wprawdzie Erika i Patrick nie są nie wiadomo jak charyzmatyczni, ale rzeczywiście sympatyczni, swoim charakterem sprawiając, że człowiek szczerze im kibicuje. ------------------------------------------------------------------- Wpis dostępny również na blogu zewnętrznym. ------------------------------------------------------------------- Tytuł polski: Księżniczka z lodu Tytuł oryginalny: Isprinsessan Autor: Camilla Läckberg Wydawnictwo: Czarna Owca Liczba stron: 424
  16. ?Ostatnią deską ratunku zdają się być Archeni ? prastary lud żyjący w harmonii z naturą i w zgodzie ze Źródłem. Grupa dzielnych, mężnych i prawych Thymeńczyków pod wodzą syna władcy grodu ? Kenrila ? udaje się więc w niebezpieczną, pełną przygód i zaskakujących spotkań wędrówkę, by spotkać się z Archenami. Czy dotrą do celu? Czy uda im się zgłębić tajemnicę Virionu? Czy powstrzymają szerzące się w zastraszającym tempie zło?? ? bardzo kuszący opis oferuje nam dozę niezapomnianych przygód, które powinny porwać nas na długie godziny. Niestety poza odrobiną fantazji, która jest w nim zawarta nie otrzymujemy nic więcej. Czy zawarte w nim obietnice są prawdziwe i lektura tej książki będzie fascynująca? A może to tylko bujda, która niczym zielony dym Virionu chce wedrzeć się do naszych umysłów? Jeżeli pragniecie poznać więcej szczegółów, to serdecznie zapraszam do lektury książki Joanny Patrzyłaś pt. ?Virion?. [ Głównym bohaterem, a właściwie bohaterami tej powieści, jest grupa dzielnych towarzyszy, którzy wyruszają w nieznane, aby ocalić znany im świat przed złem. W książce żadna z przedstawionych postaci nie wiedzie prymu, dlatego trudno mówić o jej głównym bohaterze. Wracając jednak do naszych grup, których jak się później okazuje są dwie. Pierwszą z nich tworzą dorosłe osoby, oraz dwoje radosnych Archenów, którzy są bardzo pomocni w trudach podróży. Drugą tworzy para dzieci, wraz ze swoimi sokreyami, którym przyświeca ten sam cel. Wykorzystanie oklepanej już w wielu powieściach ?niewiedzy? o drugiej drużynie jest tutaj bardzo wyraźne. Nie wiem dlaczego autorka zdecydowała się na taki nic niewnoszący ruch, samotny, lepiej skonstruowany zespół sprawdziłby się o niebo lepiej. O samych postaciach nie da się powiedzieć zbyt wiele. Zostały wykreowane w sposób hurtowy, brak im indywidualnych cech, które podkreśliłyby znacząco ich charaktery. Takie masowe podejście zniszczyło już klimat niejednej powieści. Ubolewam nad tym strasznie, gdyż niektóre z postaci miały naprawdę spory potencjał na stanie się czymś ?oryginalnym?. Niestety autorka zaprzepaściła tą szansę wyraźnym brakiem chęci i poniekąd pomysłu. Historia przedstawiona na kartach tej powieści jest strasznie liniowa i płytka. Obecnemu światu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo w postaci tytułowego Virionu. Ta tajemnicza i groźna siła zaklęta w środku planety zaczyna coraz bardziej panoszyć się na jej powierzchni, co wzbudza panikę wśród mieszkańców osad. Nie byłoby w tymi nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że wspomniany Virion pod postacią zielonej mgły potrafi wedrzeć się do ludzkich umysłów i zawładnąć nimi. Fabuła sprowadza się do przywrócenia równowagi, aby obecny cykl życia nie dobiegł końca. Do plusów tej jednostajnej historii możemy zaliczyć nader ciekawe nazewnictwo, nietypowe podejście do cywilizacji, oraz logikę całości. Historia nie jest zbyt wyszukana, to po prostu kolejna wariacja na znany wszystkim temat, która w mojej ocenie nie jest zbyt porywająca, wręcz nudna. Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  17. Nie ukrywam, że uwielbiam historie o superbohaterach niezależnie czy maja one formę komiksów, filmów czy książek. Jest coś fascynującego w śledzeniu losów zwykłych ludzi, którzy za sprawą zbiegu okoliczności, dziwnych wypadków czy tajemniczego pochodzenia otrzymują niezwykle moce i dzięki nim walczą w słusznej sprawie przeciwko tym, którzy zagrażają pokojowi na świecie. Tak wygląda większość historii, co jednak gdyby obdarzone mocami jednostki zamiast wykorzystywać je w słusznej sprawie zwróciłyby się przeciwko zwykłym obywatelom? Pytanie to zadał sobie znany i ceniony pisarz fantasy Brandon Sanderson, a jego wynikiem jest książka ?Stalowe Serce? rozpoczynająca cykl ?Mściciele?, do której lektury serdecznie Was zapraszam. Dziesięć lat temu, wraz z pojawieniem się na niebie Calamity niektórzy ludzie zaczęli się zmieniać, zyskując niezwykłe moce. Świat okrzyknął ich Epikami. Niestety szybko okazało się, że nowe umiejętności szły w parze z okrucieństwem i potrzebą dominacji nad zwykłymi śmiertelnikami. Ludzkość szybko poddała się władzy nowych Panów. Najpotężniejsi Epicy brali we władanie całe miasta czyniąc z nich swoje królestwa. Nie inaczej było z Chicago, w którym niepodzielnie rządzi Stalowe Serce. Epik zdawało by się niezniszczalny, zdolny latać, władający żywiołami i potrafiący przemieniać otaczające go przedmioty w metal. Tylko jedna osoba widziała jak Stalowe Serce krwawi. Cudem ocalały sprzed dziesięciu laty, gdy Stalowe Serce ogłosił swoje imię światu, chłopiec. Dawid stracił tego dnia ojca i każdy szczegół tamtych makabrycznych wydarzeń utkwił mu w pamięci. Teraz gdy w mieście pojawili się Mściciele, jedyne osoby które odważyły się rzucić wyzwanie Epikom, Dawid ma zamiar wykorzystać tą wiedzę, by zemścić się na zabójcy swojego ojca. Brandon Sanderson w swojej książce zaskakuje nie tylko odmiennym od tradycyjnego podejściem do tematu superbohaterów, ale i wykreowanym przez siebie światem. Chicago w którym dzieje się akcja książki w dniu pojawienia się Stalowego Serca zostało przez Epika w większej części zmienione w metal. Powierzchnie w większości zamieszkują Epicy i Ci, którzy są w jakiś sposób dla nich użyteczni. Porządku pilnuje wojsko podległe Stalowemu Sercu. Pod ziemią zaś ciągną się wydrążone w warstwie stali tunele, zamieszkiwane przez zwykłych ludzi, ale i szeroko rozumiany margines społeczeństwa, który również znalazł schronienie głęboko pod ziemią, poza zasięgiem wzroku Epików. Bohaterowie zamieszkujący stworzony przez autora świat są równie barwni. Nie tylko za sprawą różnorodności Epików i ich mocy ? od tych najbardziej popularnych jak władza nad żywiołami, latanie, niezwykła siła czy umiejętność uzdrawiania, po te bardziej wymyślne jak oddziaływanie na konkretny rodzaj materiału, zmianę konsystencji przedmiotów oraz tworzenie skomplikowanych iluzji. Najciekawsze jednak są słabości, których odkrycie umożliwia zabicie nawet najpotężniejszego Epika. Nie jest to jednak łatwa sprawa, niektórzy są wrażliwy na konkretny rodzaj materiału bądź światła, innych zranić może jedynie osoba o określonych przekonaniach bądź będąca w danym wieku. Pomysłowość autora zaskakuje z każdej strony powieści również pod względem charakterów bohaterów. Każda z przedstawionych postaci ma swoje indywidualne cechy, historię i widać, że została wykreowana z dużą starannością. Moim faworytem jest główny bohater, głównie ze względu na jego zamiłowanie do tworzenia absurdalnych porównań, jak to poniżej: Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  18. Ostatnio przyszła wielka moda na granie w produkcje stare, sprzed 2000 roku, a na półkach sklepowych królują te z maksymalnie 3 lat wstecz. Tylko grami z pierwszej dekady XX wieku jakoś wszyscy szybko stracili zainteresowanie. Wielka to szkoda ponieważ w przedziale tym mamy ogromną ilość świetnych pozycji, które nie są bardzo znane, ponieważ nie zdążyły zdobyć statusu kultowych. Jedną z takich gier jest zdecydowanie Ground Control 2: Operation Exodus. Kiedyś strategie były bardzo popularne i miały wielu fanów. W ostatnich latach jest ich jednak coraz mniej i mniej, a na placu boju pozostało już tylko kilku większych graczy takich jak seria Total War czy Company of Heroes. Jeszcze niedawno twórcy próbowali utrzymać ten gatunek wykorzystując niespotykane w tym rodzaju gier rozwiązania. Jedną z takich gier jest Ground Control. Powstały dwie części, a trzecia niestety została porzucona. W tym wpisie przedstawię część drugą czyli Operation Exodus ponieważ jest ona według mnie wielkim osiągnięciem w dziedzinie elektronicznej rozgrywki. Co wyjątkowego jest w tej grze? Elementów jest kilka, ale zacznijmy od podstaw. Nie jest to typowy RTS, w którym budujemy budynki i produkujemy wojska. Nie stawiamy barykad, ani murów. Nie zajmujemy kopalni ani fabryk. Jedyne co mamy to strefa lądowania, na którą za pomocą statku desantowego przyzywamy nasze wojska. Pojazd ten można także modyfikować zwiększając jego pojemność, szybkość czy siłę uzbrojenia. Nie robimy tego oczywiście za darmo. Na początek mamy małą sumę, która szybko rośnie. Im więcej jednostek tym fundusze przybywają wolniej. Nie możemy więc zalewać wroga mięsem armatnim lecz musimy umiejętnie dysponować oddziałami. Możliwości strategii jest tu wiele. Każda jednostka ma specjalną umiejętność np. lekka piechota może przełączyć się na tryb ostrzału rakietami przeciwpancernymi, a transporter zamiast strzelać z działka może wystrzelić granaty dymne. Do tego dochodzą przeszkody terenowe, które trzeba pokonywać specjalnymi pojazdami lub umocnienia, które można zająć. Gracz musi również dostosować się do terenu na jakim prowadzi działania. Na otwartych polach czołgi zmiażdżą piechotę lecz w mieście ta może już nieźle namieszać kryjąc się w budynkach (zabudowania oraz lasy dają premię do obrony dla piechociarzy). Nie pomaga również pogoda, która skutecznie może spowolnić natarcie lub celny ostrzał artylerii. Oczywiście cały czas trzeba również przejmować kluczowe miejsca na mapie i wykonywać cele fabularne. W takim momencie może jednak pomóc specjalne wsparcie, które jest drogie lecz niezawodne. Możemy np. zaskoczyć wroga desantem z orbity lub zbombardować jego pozycje niewidzialnymi dla niego bombowcami. Wszystko to razem wydaje się dość skomplikowane, ale w ogarnięciu pola bitwy pomaga m. in. świetna kamera sterowana za pomocą klawiszy WASD (teraz jest to dość powszechne, ale wtedy nie wiele gier korzystało z tego sposobu). Tradycjonaliści mogą mimo wszystko nadal używać do nawigacji myszki po szybkiej zmianie ustawień. Trzeba rozwinąć także temat fabuły ponieważ to kolejna rzecz, która wyróżnia tę strategie. Historia tu opowiadana jest po prostu znakomita i bardzo klimatyczna. W grze wcielamy się w Kapitana Jakuba Angelusa z sił zbrojnych PGP. Przymierze Gwiazdy Północnej od 29 lat walczy o przetrwanie z potężnym Imperium Ziemi lecz cofnęło się do rogu i dłużej nie wytrzyma bezpośrednich starć. Większość miast prezentuje postapokaliptyczny widok. Zniszczone budynki, płonące auta, gruz na ulicach... Wielu żołnierzy z PGP nie wierzy już w szansę przetrwania. Jednak pewnego dnia nad terenem walk spada wrak statku kosmicznego sprzed kilkuset lat. Obie strony konfliktu rozpoczynają wyścig do reliktu przyszłości, który całkowicie zmieni cele wojny. Na początku akcja jest prowadzona bardzo tajemniczo. Po przejęciu wraku nie wiadomo właściwie co przenosił oraz dlaczego dopiero teraz doleciał do planety. Przez pewien czas wątek jakby znika. Zajmujemy się pozornie zwykłymi wojskowymi misjami. Emocjonujący desant na plaży, ciche akcje za linią frontu, w których dowodzimy zaledwie trzema żołnierzami czy regularne bitwy mają przygotować nas do tego co wydarzy się później. A będzie dziać się dużo. Pogłoski o wielkim okręcie gdzieś w galaktyce czy prawdopodobne istnienie tajemniczej rasy obcych Vironów motywuje do dalszego grania i odkrywania wątków fabularnych. Towarzyszą temu różne postacie takie jak generał Warhurst, Grant czy nigdy niewidziana Imperator Vlaana Azleeia, których charaktery są świetnie nakreślone jak na grę strategiczną. Przez całą rozgrywkę doświadczyć można zwrotów akcji, epickich momentów walk, nikczemnych zdrad i wielu innych momentów, których nie powstydziłby się dobry film lub książka. Wszystko to obserwujemy we wspaniałym wirtualnym środowisku. Mimo, że upłynęło już trochę czasu grafika nadal potrafi zachwycić dzięki wyobraźni twórców. Planety, na których prowadzone są walki urzekają swoim środowiskiem. Czasami obserwujemy wspomniane już postapokaliptyczne miasta, kiedy indziej widujemy wspaniałe lesisto bagniste tereny, a jeszcze w innym momencie możemy wręcz poczuć zimny wiatr wiejący pomiędzy arktycznymi kanionami. Do tego oczywiście dochodzi piękno płomieni wylewających się z miotaczy ognia, pocisków uderzających w pancerze czy ostrzału artylerii niczym gradu meteorytów. Dzięki wspomnianej wcześniej swobodnej kamerze możemy wszystko obserwować z bardzo bliska i podziwiać detale. Graficy zadbali nawet o takie elementy jak piękne niebo, na którym często widać inne planety i mgławice mimo, iż w strategiach rzadko się je podziwia. Muzyka dopełnia dzieła. Ostre motywy podczas desantu, podniosła melodie w chwilach ważnych dla fabuły, czy ledwo słyszalne dźwięki ambientowe podczas misji szpiegowskich. Wszystko to stwarza atmosferę, której nie doświadczyłem w żadnej innej grze tego typu (no może jeszcze Warhammer 40k: DoW). Czy warto więc ją mieć? Myślę, że to jedna z najlepszych gier w jakie grałem więc... Tak. Każdy powinien zagrać w coś tak dopracowanego. Jeśli ktoś lubi wymagające strategie będzie zachwycony sterując każdym pojedyńczym żołnierzem i niszcząc formacje wroga, jeśli ktoś lubi wciągającą fabułę będzie z wypiekami na twarzy śledzić losy bohaterów, a jeśli ktoś woli akcję i napięcie pokocha sierżanta Rho i jego misje za linią frontu. Każdy jest w stanie znaleźć tu coś dla siebie, każdy będzie się przy tej grze dobrze bawił. + fabuła niespotykanie dobra jak na RTS + ciekawe postacie + piękny świat gry + różnorodne misje - na multi już nie pogramy - brak możliwości gry Imperium bez modów Ocena: 9/10
  19. Fabuła: za górami, za lasami żyły sobie gry indie. Były małe, ale zabawne oraz posiadały bardzo ciekawy dla inwestorów model biznesowy: zrób małą grę za jeden procent sumy, której potrzebuje konkurencja, ale zarób tyle co ona. Wielka i zła korporacja (Microsoft) pozazdrościła im owego modelu, postanowiła więc wypuścić własną grę w tym stylu. Tak oto zrodził się Ori and the Blind Forest. Zgodnie z zapowiedziami miała to być urocza platformówka o pięknej, rysunkowej grafice przywodzącej na myśl bajki Miyazakiego, nagranej przez orkiestrę symfoniczną muzyce oraz ogromnej grywalności. Słowem: uczta dla oczu, uszu i serca gracza. Czy jest to dziecko udane? Pierwsze wrażenie: Moje pierwsze wrażenie po odpaleniu gry dało ująć się w jedno zdanie. Brzmiało ono: ?Na Youtube ładniej wyglądało?! Ogólnie rzecz biorąc Ori and the Blind Forest posiada bardzo interesującą grafikę, na którą składają się głównie ręcznie malowane tła i podobnie wykonane animacje postaci. W efekcie otrzymujemy platformówkę 2D, w której znaczna część grafiki faktycznie jest dwuwymiarowa (choć większa część obiektów pierwszego planu jest wykonana w klasycznym 3D). Połączenie to wypada bardzo dobrze, sprawiając, że graficznie Ori and the Blind Forest wypada bardzo ładnie, choć uczciwie mówiąc czegoś mi w niej brakuje. Grafika, a zwłaszcza tła wydają się jakieś pustawe i statyczne, dużo jest w nich też jednakowych elementów. Ogólnie rzecz biorąc to, mimo, że kompozycyjnie jest to gra bardzo ładna, to widywałem już ładniej wyglądające platformówki, a dokładniej: serię Trine. Z drugiej strony: taka sytuacja ma swoje zalety. O ile kupując Ori and the Blind Forest poważnie obawiałem się, czy gra będzie poprawnie działać na moim, niemłodym już komputerze (oraz czy zwyczajnie ruszy), tak w trakcie gry ku swojemu zaskoczeniu odkryłem, że działa płynnie na pełnych detalach. Zważywszy na fakt, że mój komputer w tym roku szedłby do szkoły podstawowej jest to wynik nader dobry. Gameplay: Ori and the Blind Forest jest klasyczną platformówką 2D, taką, w jakie grać można było na Amidze. Rozgrywka polega więc na bieganiu, wspinaniu się po ścianach, walce z wrogami i skakaniu z platformy na platformę oraz nad rowami z wodą i najeżonymi kolcami przepaściami. W odróżnieniu od wielu innych platformówek świat Ori and The Blind Forest nie został podzielony na poziomy, ale składa się z jednej, rozległej krainy po której w teorii możemy podróżować swobodnie. W praktyce jednak fabuła jest liniowa, bowiem najczęściej nie posiadamy odpowiednich, specjalnych zdolności, by poradzić sobie z częścią przeszkód. Do starych etapów warto wracać choćby dlatego, by dobrać się do skrytek ze skarbami, które wcześniej opróżniliśmy. Niestety oczyszczone poziomy nie są miejscem bezpiecznym, bowiem cały czas napotkać nań możemy liczne przeszkody, zwłaszcza pod postacią respawnujących się wrogów. W odróżnieniu od większości współczesnych platformówek nie ma też chekpointów, na których nagrywane są autosave. Checpointy tworzymy samodzielnie. Uczciwie mówiąc nie jestem pewien, czy pomysł z samoodnawiającymi się wrogami jest dobry, tym bardziej, że odnawia się też loot, a w szczególności doświadczenie. Jestem pewien, że pewnie z połowa graczy zdobyła maksymalne poziomy umiejętności właśnie dzięki pierwszej, napotkanej w grze galaretce, odnawianej milion razy. Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.
  20. Legend of Grimrock II - recenzja fenomenalnej gry Czworo śmiałków. Tajemnicza wyspa. Zero dialogów. Zero homoseksualnych romansów. Za to dużo zagadek, potworów i lochów do zwiedzania. Co jeszcze potrzeba, by stworzyć świetną grę RPG? Podchodziłem jak do jeża: Powiem uczciwie: Legend of Grimrock II, kontynuacja gry z roku 2011 nie wzbudziła we mnie jakiegoś, przesadnego entuzjazmu. Owszem, jedynka mi się podobała, jednak daleki byłem od zachwytu. Pierwszy Grimrock był dość typowym dungeon crawlerem, polegającym na eksploracji lochów, walce z potworami oraz rozwiązywaniu zagadek. Gra nawiązywała twórczo do takich tytułów jak Black Crypt, Eye of the Beholder czy Dungeon Master, niemniej jednak powiedzmy sobie szczerze: jej główną zaletą było właśnie podobieństwo do hitów z przed lat. Wiele (np. projekty nieprzyjaciół, a w szczególności ostatecznego bosa) wskazywało też na to, że gra jest raczej żartem, niż poważną produkcją. Mimo to grało mi się w nią na tyle dobrze, że zakupiłem drugą część, by w wolnej chwili w nią pyknąć. I muszę powiedzieć, że decyzji tej nie żałuję. Bo Legend of Grimrock II jest grą naprawdę świetną. O gameplayu: Tym razem do czynienia mamy z klasycznym dungeoncrawlerem o klasycznym dla tego typu gier sposobie sterowania. Tak więc świat widzimy z perspektywy bohaterów, a poruszamy się do przodu i na boki w sposób charakterystyczny dla wieży szachowej. Kontrolujemy drużynę ustawioną w obronny czworobok, a walczymy z przeciwnikami ruszającymi się tak samo. Większość gry upływa nam na przeszukiwaniu kolejnych pomieszczeń, poszukiwaniu kluczy, ukrytych przycisków oraz sposobów otwarcia drzwi, co często wymaga rozwiązania przemyślnych zagadek. Podobnie jak w większości gier RPG toczymy też walki z wrogami oraz, co oczywiste gromadzimy ekwipunek. Brakuje natomiast warstwy społecznej: w grze tej koncentrujemy się tylko na zadaniu, nie ma wątków romantycznych, zleceń pobocznych, rozmów z NPC... Można powiedzieć wręcz, że fabułę tworzymy sami. Lochy: W stosunku do poprzedniej części strukturę gry dość mocno rozbudowano. Dodano więc nie tylko poziomy na powierzchni (gdzie, jak nie trudno się domyślić ściany zastąpione są przez skały i drzewa), ale także wodę, w której można się utopić, przesuwane kamienie czy też dodatkowe płaszczyzny, na które podzielony może być dany poziom. Na uwagę zasługuje w szczególności architektura poszczególnych poziomów. W zasadzie wybór w przemieszczaniu się między nimi mamy niemal dowolny (choć, zależnie od tego gdzie pójdziemy zostaniemy zbici słabiej albo mocniej). Rozwiązanie głównych zagadek, otwierających nam dostęp do poszczególnych poziomów nie jest szczególnie trudne, przeciwnie, często wystarczy tylko wykazać się spostrzegawczością, uporem i instynktem eksploratora. Skomplikowane jest natomiast odnalezienie wszystkich sekretów, kluczy do skarbców i tym podobnych elementów oraz rozwiązanie chroniących je zagadek. Podoba mi się to bardzo. Jako, że sekrety owe zwykle chronią najpotężniejsze bronie i inne wartościowe znajdźki nie trudno zgadnąć, że odnalezienie ich znacząco ułatwia i uprzyjemnia grę. Z drugiej strony: nie ma znanego z Dungeon Mastera i innych, podobnych gier odczucia frustracji, które pojawiało się, gdy docieraliśmy do przeszkody, która nie dawała się w żaden sposób rozwiązać, bo nie starczało nam sił umysłowych. Taniec śmierci: Prócz wyzwań intelektualnych na naszej drodze staną też różne potwory: od niezbyt niebezpiecznych ryboludzi i żółwi morskich, po ogromne, trollokształtne bestie. Te będziemy musieli pokonać za pomocą lśniących ostrzy mieczy... Cóż... Jak wiadomo: w życiu wszystko sprowadza się do seksu, a w RPG: do wygrzewu. Legend of Grimrock 2 nie jest tu wyjątkiem. Przyjdzie nam toczyć bój z licznymi przeciwnikami o bardzo zróżnicowanych statystykach i zdolnościach specjalnych. Z częścią przeciwników można walczyć wręcz, część należy zniszczyć czarami, a część wymaga ciągłego ruchu i ostrożności... Jak w większości tego typu gier bardzo dobrze sprawdza się stara jak świat metoda ?tańca śmierci? czyli doskoku, zadania dwóch trzech ciosów i odskoku, nim przeciwnik zdoła się zrewanżować. Sprawia to, że starcie uzyskuje momentami nieco zręcznościowy charakter, co traktować można zarówno jako wadę, jak i zaletę. Postacie: Przejdźmy do naszych bohaterów. Jak w większości gier RPG przygodę rozpoczynamy od stworzenia swojej, a raczej: swoich postaci. Pod naszą komendą będziemy mieli bowiem czterech bohaterów należących do czterech ras i ośmiu klas. Jeśli chodzi o te pierwsze, to do wyboru mamy: Ludzi: jak w większości gier cRPG homosapiens są rasą najlepiej zbalansowaną, pozbawioną istotnych wad, zalet i powodów, by nimi grać (ja w prawdzie grałem ludzkimi postaciami, ale tylko dlatego, że nie podobały mi się portrety innych ras). Ich największą zaletą są dodatkowe punkty umiejętności, które w prawdzie na początku gry wydają się przydatne lecz z czasem tracą na znaczeniu, bowiem zdobywamy ich całkiem sporo w raz z awansem na kolejne poziomy, tak więc +1 do czegoś tam przestaje robić wrażenie... Insektoidy: rasa charakteryzująca się dużymi umiejętnościami magicznymi i wrodzonym opancerzeniem czyniącym z nich urodzonych Battlemagow. Są też dobrymi fechmistrzami (Fighter), bowiem dzięki wysokiej Sile Woli mogą wykonywać więcej ciosów specjalnych. Minotaury: są urodzonymi wojownikami, otrzymującymi dużą premię do Siły i Witalności (i równie dużą do Zręczności oraz Siły Woli), ponadto mogą wybrać specjalną cechę zapewniającą im dodatkową Siłę za każdą, trzymaną w inwentarzu czaszkę. Niestety karą za to jest fakt, że minotaury mają o 25% większe zapotrzebowanie na pokarm, co utrudnia trzymanie w grupie więcej niż jednego. Jaszczuroludzie: rasa zręczna, lecz głupia, dobra na łotrzyków i wojowników wyspecjalizowanych w lekkiej broni. Odporna na trudne warunki atmosferyczne (+25% odporności na wszystkie czynniki), której prawdziwą zaletą jest jednak szybki metabolizm, pozwalający szybciej odzyskiwać zdrowie oraz energię magiczną, a także zwielokrotniający efekty eliksirów. Ratlingi: istoty słabe, lecz zręczne, otrzymujące premię do uników (+2 do Evasion) i do udźwigu (+15 to Max Load). Bardzo dobry materiał na wojowników posługujących się lekką bronią i łotrzyków. Klasy i reszta gry omówione będą na Blogu Zewnętrznym.
  21. ?Do miasteczka na pograniczu, Calla Bryn Sturgis, regularnie co dwadzieścia lat przybywają Wilki z krainy zwanej Jądrem Gromu. Napadają na mieszkańców i porywają ich potomstwo. Poddane złowrogim rytuałom dzieci wracają do domów jako upośledzone umysłowo istoty ? pokury. Zrozpaczeni ludzie zwracają się o pomoc do Rolanda z Gilead i jego towarzyszy.? ? przedstawiony przeze mnie opis może być niezwykle skompresowaną recenzją tej książki. Kolejny tom niesamowitego cyklu odkrywa przed nami coraz to nowsze fakty. Czy warto poświęcić czas na jego lekturę? Gdzie w tym wszystkim znajduję się Ka-Tet rewolwerowca? Jaki wpływ na podróż ku Mrocznej Wieży będą miały wydarzenia z miasteczka Call Bryn Sturgis? Jeżeli pragniecie się dowiedzieć, czy Ka będzie łaskawe, to serdecznie zapraszam do lektury piątego tomu Mrocznej Wieży pt. ?Wilki z Calla?. Lektura poprzedniczki była dla mnie nie lada przygodą i tego samego oczekiwałem po tym tomie ?Mrocznej Wieży?. Niestety im dalej zagłębiałem się w opisywane wydarzenia, tym mój entuzjazm malał, aż spadł do niebezpiecznie niskiego poziomu. Nie można powiedzieć, że jest to gniot, czy też dzieło niegodne samego mistrza. Po prostu stagnacja skupiona w jednym miejscu, a także silny westernowy klimat odbiły na mnie swoje piętno. Wspomniane czynniki w połączeniu z nietypowym stylem autora mogą niektórych zniechęcić. Aby nie robić niepotrzebnego zamieszania już na samym początku, przejdźmy do konkretów. Bohaterami tego dzieła jest niezmienne od kilku tomów Ka-Tet, w którego skład wchodzą: Roland, Eddie, Susannah, Jake, oraz Ej. Ta nietypowa piątka przechodziła już wiele metamorfoz, w zależności od panujących warunków, do których chcąc, nie chcąc musieli się przystosować. W tym tomie nie było inaczej, choć sam rytuał przemiany jest troszkę inny. Zbita dotąd grupa rewolwerowców zaczyna się rozpadać przez skrywane tajemnice, a zaufanie nie jest już tak oczywiste. Oprócz rozwoju fizycznego i duchowego w grupie pojawia się nowa osoba, której obecność nie wychodzi nikomu na dobre. Jest nim kolejne wcielenie Susannah, które spodziewa się narodzin dziecka. Mia ? bo tak ma na imię, czyha tylko, aby przejąć kontrolę nad niepełnosprawnym ciałem kobiety. Oprócz znanych nam dobrze postaci napotkamy na naszej drodze sporo nowych osób, które przypadły mi do gustu od pierwszych stron. Niektóre z nich są zwykłymi kukłami, które wykonują zaprogramowane działania, lecz znajdzie się też kila ?żywych? ludzi z krwi i kości. Autor na tym polu zbytnio uległ westernowemu czarowi, przez co mamy do czynienie jedynie z farmerami, ranczerami i tym podobnym zawodom. Nie każdemu przypadnie to do gustu, osobiście troszkę przeszkadzało mi to podczas lektury. Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  22. ?Na nieodległej planecie prowadzony jest ewolucyjny eksperyment, nadzorowany przez surowego profesora Rau. Po jego zaskakującej śmierci stanowisko obejmuje młody i ambitny doktor Arte, twórca przełomowej substancji Pe.eS. 17 wykorzystywanej w badaniach. Jak się okazuje profesor skrywał pewien sekret?? ? niezmiernie interesujący opis z okładki porwał mnie bez reszty. Jego połączenie wraz z intrygującym tytułem sprawiło, że musiałem dostać tą pozycję w swoje ręce. Czy ewolucja żywych istot jest tylko ślepym przypadkiem? Gdzie w tym wszystkim znajduje się ludzki czynnik, oddzielający nas od reszty stworzeń? Czy można kontrolować proces ewolucji w warunkach laboratoryjnych? Jeżeli pragniecie odpowiedzi na powyższe pytania, to zapraszam serdecznie do lektury ?Ciekawości? autorstwa Pauliny Hirudo. W natłoku postaci jakie napotkamy na naszej drodze i priorytetów ich zadań, niezmiernie ciężko wytypować mi głównego bohatera. Dawno nie znalazłem się w podobnej sytuacji, w której to najważniejsza postać może posiadać dwie formy, lub może jej w ogóle nie być. Zmuszony do wskazania kluczowego dla historii osobnika, wybrałbym z całą pewnością profesora Rau, gdyż to jego poczynania popychają wszystko do przodu. W swojej dwoistości jest to postać niezmiernie spójna, posiadająca własne zdanie, ideały, oraz plany. Nie jest to ideał, który porwie tłumy, lecz można w nim doszukiwać się pewnych pozytywnych cech. W swojej grubiańskiej, ideologicznej skorupie da się dostrzec sumienność, pracowitość i zaangażowanie. To po prostu typowy naukowiec fanatyk, ze wszystkimi wadami i zaletami. Pozostawiając kwestię głównego bohatera na boku, skupmy się na pozostałych osobach postawionych na naszej drodze. W tej materii nie jest dobrze, ale tragedią nazwać tego nie można. Ważniejsze, czy też niszowe postacie poboczne są po prostu manekinami, lalkami, które skrzętnie odgrywają swoje role. Nie ma w nich krztyny polotu czy indywidualizmu. Pragnąłem otrzymać od nich coś więcej, lecz nie było mi to dane. Przez całą lekturę starałem dostrzec jakieś pozytywy, lecz z marnym skutkiem. Autorka poległa na tej linii w całej rozciągłości. Wystarczyło troszkę dopracować szczegóły, tchnąć odrobinkę życia w te puste powłoki, a całość by na tym zyskała. Świat po którym będziemy się poruszać jest tak ograniczony i sterylny, że brakuje słów. Nie musi to być uznane jako negatyw, lecz oczekiwałem czegoś bardziej rozbudowanego. Już sam motyw przewodni tego dzieła pobudzał moją wyobraźnie, a w zamian otrzymałem odgrzewanego kotleta. To zwykły zlepek światów znanych z innych książek, z lekkimi modyfikacjami, które są stłamszone przez ogół. Osobiście ubolewam nad zmarnowaniem takiego potencjału, dodanie rozbudowanych opisów nowego świata mogło uratować to dzieło. Tak czy inaczej gołym okiem widać, że autorce po prostu nie chciało się wysilać. Droga na skróty stała się kolejnym gwoździem do trumny. Dalsza część recenzji dostępna jest na blogu zewnętrznym.
  23. Premiera Cyberpunka 2077 wzbudziła ogromne emocje, niekoniecznie jednak takie, jakie wymarzyli sobie jego twórcy. Obok zachwytów pojawia się sporo opinii przepełnionych złością i rozczarowaniem na polskiego dewelopera. Postanowiłem wtrącić się ze swoim zdaniem na ten temat i tak powstał poniższy film Przy okazji, w przeciwieństwie do reszty Youtube'a, przedstawiam jak gra działa na mniej wydajnym komputerze, co oczywiście spowodowane jest tym, że nie mam lepszego
  24. Czwarta odsłona Assassin’s Creed – o podtytule Revelations­­ - pojawiła się na rynku w listopadzie 2011 roku i z miejsca została okrzyknięta najgorszą częścią. Gdyby wówczas widzieli Unity... Niemniej, – gra po raz ostatni rzuciła nas w buty Ezio Auditore da Firenze. A także przedostatni raz (o czym wiemy od części „trzeciej”) w skórę współczesnego nam Desmonda Milesa. Dodatkowo, poznaliśmy dokończenie historii Altaïra Ibn-La’Ahada - bohatera pierwszej części sprzed i po akcji „jedynki”. Poniższą recenzję pisałem po pierwszym ograniu tytułu. Bohater-ów 3-ech Jak wspomniałem, w najnowszej części ponownie sterujemy głównie Ezio. Tym razem jednak porzucamy Italię i wybieramy się na Bliski Wschód. Cała gra ponownie skupia się na jednym mieście – Konstantynopolu/Stambułu/Istambułu (niepotrzebne skreślić). Miasto wygląda wspaniale, prawdopodobnie zostało doskonale odwzorowane. Grafika niewiele zmieniła się od pierwszej części, ale widać, jak mocnym narzędziem jest silnik graficzny. Troszeczkę zmieniła się jednak muzyka. Bardzo dobrze pasuje do klimatu miasta – połączenia Europy z Azją. W samej rozgrywce zmiany są tylko kosmetyczne. Nadal skaczemy, biegamy i zabijamy tak jak poprzednio. Sterowanie jest takie samo jak w poprzednich częściach. W trakcie gry wskoczymy też na dłużej w skórę Desmonda przemierzając wyspę (będącej jego podświadomością (sic!) oraz Altaïra, by zakończyć wątki z nim związane. Skoro już o tym wspomniałem - na wyspie, poza nami, znajduje się Obiekt 16. Przy każdym spotkaniu z nim możemy wykonać misje, które – z grubsza - przypominają zadania z Portala. Najczęściej sprowadza się to do biegania po zamkniętych pomieszczeniach w trybie FPP i ustawianiu belek, ramp itp., by móc przejść dalej. Są to etapy „inne”, ale niestety podobieństwo do wspomnianej gry powoduje, że niechętnie się do nich wraca (w przeciwieństwie do serii od Valve). Służą one jedynie przedstawieniu historii bohatera. Znacznie lepsze są misje Altaïra. Jego etapy niewiele różnią się od reszty rozgrywki. Dodatkowo, w przeciwieństwie do zadań Desmonda, są one krótkie, dynamiczne i konieczne do przejścia gry. Najczęściej musimy w nich biegać, skakać i oglądać dobrze wyreżyserowane cut-scenki - innymi słowy są kwintesencją AC. Jeśli graliśmy w „jedynkę” to bez trudu rozpoznamy postacie, które się tu przewijają. Bractwo na bis Wrócę jednak do głównego wątku. Podobnie jak w „Bractwie” tak i tym razem rekrutujemy nowych zabójców. Zostało to rozwiązane nieco lepiej, niż poprzednio. Nie wystarczy tylko podejść, zabić atakujących potencjalnego ucznia strażników i tyle. Teraz dla większości „nowych” musimy wykonać jakieś zadanie. Nie są one zbyt skomplikowane – zabić kogoś albo wygrać wyścig po dachach. Aby jednak móc kogokolwiek dołączyć do Bractwa trzeba zdobyć kryjówkę. Tych jest sześć. Po ich zajęciu i wyszkoleniu Asasyna do 10 poziomu możemy go zrobić przywódcą. Dla każdego z dowódców są dwa zadania związane z głównym wątkiem fabularnym. Kłopot w tym, że teraz swoich włości należy także bronić. Niestety, jest to najsłabszy element rozgrywki. Sama obrona przypomina popularne gry „tower defence” – na dachach rozstawiamy Asasynów, a na drodze - którą biegną przeciwnicy - barykady. Na szczęście tylko raz, w ramach głównego wątku, musimy się bronić. W pozostałych możemy łatwo ich unikać lub pozwolić je zdobyć Templariuszom i im je odebrać. Odniosłem wrażenie, że twórcy nie mieli innego pomysłu i wsadzili do gry to „coś”. Źródło Szczęśliwie sami rekruci wciąż są bardzo użyteczni w walce. Mają świetną sztuczną inteligencję i nawet zostawieni samopas sobie poradzą. Hop po linie Jak już wspomniałem głównym obszarem naszych działań jest XVI wieczny Konstantynopol. Kiedy do niego przybywamy wita nas szef lokalnej społeczności Asasynów. Dostajemy od niego najciekawszy przedmiot w historii serii – ostrze z hakiem (ang. hookblade). Używamy go jak drugie ukryte ostrze. Poza zabijaniem służy nam za hak podczas ucieczek – dzięki niemu możemy prześliznąć się po przeciwniku lub zjechać po linie. Te ostatnie możemy znaleźć na dachach. Pomijając fakt, że przypominają sznury na pranie, jest to powiew świeżości dla serii. I trochę szkoda, ze później z niego zrezygnowano – aczkolwiek linka z Syndicate nieco przypomina to rozwiązanie. Źródło Kłopot jest jednak w samym mieście. O wiele lepiej poruszało mi się po Rzymie niż po Istambule. Może się wydawać, że „nowe” miasto różni się od tamtego tylko ilością meczetów. Dodatkowo, liczbę zadań pobocznych można tu policzyć na palcach jednej ręki. W Brotherhood było ich znacznie więcej. W czasie samej rozgrywki zwiedzimy także liczne podziemia, lochy itp. Te zawstydziłyby nawet Indianę Jonesa i Larę Croft. W większości musimy trochę pokombinować, by cokolwiek zrobić. Na szczęście gra podpowiada nam, co powinniśmy zrobić, a śmierć nie oznacza zaczynania całego etapu od początku. Z czym do ludzi? W grze dostajemy cały wachlarz broni i lekkich zbroi. Ezio, oprócz ukrytych ostrzy, korzysta także z miecza bądź topora (!), kuszy, noży do rzucania, zatrutych strzałek i bomb. O tych ostatnich za chwilę. Samo uzbrojenie możemy zdobyć kupując je u kowali lub wykonując misje. Kłopot w tym, że uzbrojenie ze sklepu szybko się wymienia na lepszy. Główną wadą jest fakt, że „kupne” zbroje trzeba naprawiać za gotówkę, a te z misji są niezniszczalne. Szybko więc gracz dochodzi do wniosku, że zamiast kupować nowe naramienniki może odbudować sklep medyka i móc się uleczyć, kupić lekarstwa lub truciznę. Czyni to usługi kowala praktycznie bezużytecznymi. W poprzednich częściach było to zrobione dużo lepiej. Bomby są bardzo proste do złożenia i użycia. Wystarczy zdobyć składniki porozmieszczane w skrzynkach w całym mieście. Za pomocą stosownego stołu składamy trzy rodzaje ładunków po trzy w każdym. Na pierwszy rodzaj składają się wszelkie zabójcze kombinacje – trujące, wypełnione gwoździami lub metalowymi kulkami. Drugi – wszelkie osłaniające nas np. dymem. Trzeci rodzaj pozwala na odwrócenie uwagi okolicznych strażników - głównie hukiem lub dymem. Bomby mają też różne obudowy. Ja najczęściej korzystałem z ładunków eksplodujących przy uderzeniu. Nec plures contra Ezio System walki niewiele zmienił się od pierwszej części. Wciąż najbardziej zabójcza jest kontra, jednakże nie każdego przeciwnika możemy tak zabić. Wymusza to na graczu ocenienie, który przeciwnik nie jest podatny na nasz atak i zaatakowanie innego. Później dzięki kilku szybkim kliknięciom zabijamy twardego wroga. Wymaga to odrobinę wprawy, ale dość szybko uczymy się, że przeciwnik z maską na twarzy jest twardszy od tego bez. I jakoś idzie. W tej części, tradycyjnie zresztą, doszło kilka nowych animacji zabójstw. Moim zdaniem są one zrobione nieco na siłę i często się psują. Bardzo często zdarzało mi się widzieć jak Ezio dobija powietrze, bo sam przeciwnik zdążył już się paść na ziemię. Jednocześnie inteligencja przeciwników nie zmieniła się ani trochę. Wciąż, jeśli nas otoczą, grzecznie atakują pojedynczo pozwalając się łatwo wybić. Jedyną różnicą jest fakt, że częściej uciekają z pola walki, jeżeli zobaczą, że przegrywają. Fair play jak widać obowiązywało także w renesansie. W grupie raźniej? Zanim zakończę tę recenzję, kilka słów należy powiedzieć o trybie multiplayer. Mieliśmy tu standard – deathmatch, capture the flag i eskorta. Uważam jednak, że w „Bractwie” było to lepiej rozwiązane. Przede wszystkim szwankowało kojarzenie przeciwników. Nigdy nie byłem maniakiem, by siedzieć cały dzień i nabijać punkty doświadczenia, więc ciągle trafiałem na przeciwników nawet 50 (!!) poziomów silniejszych. Inna sprawa, że o ile w poprzedniej części tłum bardzo skutecznie ukrywał graczy, tak w Revelations kilka razy miałem wrażenie, że jestem równie trudny do znalezienia co żywy słoń w składzie porcelany. Podsumowanie Assassin’s Creed Revelations był bez wątpienia najsłabszą częścią cyklu - aż do Unity. Poza kilkoma dodatkowymi atrakcjami nie wniósł nic ciekawego do serii. Równocześnie wciąż jest bardzo dobrą grą. Stawiam jej ocenę 6,5/10.
  25. Ponieważ sesja harcuje w najlepsze (jutro kolos, we wtorek kolos, w czwartek egzamin, a to jeszcze nie koniec!), odświeżam jeden ze starszych klipów. Dotyczy on świetnie ocenionego w CD-Action platformera, który był nawet kiedyś pełniakiem w jednym z numerów - Psychonauts. Tytuł absolutnie nietuzinkowy i pod każdym względem inny od dowolnej platformówki. Fantastyczny fabularnie, gameplayowo, świetnie zagrany i... oczywiście niedoceniony przez graczy, zapomniany przez branżę. Mam wrażenie, że wynikło to z faktu, iż gra wygląda jak produkcja dla dzieci, a adresowana była do dojrzałych odbiorców i... jakoś ostatecznie nie zagrał w nią nikt. W filmie przedstawiam 10 powodów, dla których warto w nią zagrać - dajcie znać co myślicie o samej grze i prowadzonej przeze mnie serii! Miłego oglądania
×
×
  • Create New...