Jump to content

Przemyslav

Akademia CD-Action [ALFA]
  • Content Count

    22
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About Przemyslav

  • Rank
    Hobbit

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  1. A Way Out to gra, na którą nie zasłużyłem, ale była mi potrzebna. Choć tego nie wiedziałem. Cały ten wpis to jeden wielki spoiler, więc zamieszczanie go w jednym wielkim znaczniku „spoiler” moim zdaniem nie ma sensu. Jeśli, drogi Czytelniku, jeszcze nie grałeś w A Way Out, to zrób sobie prezent i przejdź ją z kumplem, kumpelą albo ze świnką morską. Nie pożałujesz. Ponadto, gra na PS4 staje się coraz trudniej dostępna, więc zwyczajnie warto brać. Wielka Improwizacja W A Way Out poza głównymi zadaniami można oddać się wielu aktywnościom pobocznym, na przykład grać na gitarze, fortepianie czy nawet na automacie do gier. Pomijając takie minigierki, jak robienie pompek (polegające na mashowaniu jednego przycisku), te rozpraszacze łączy jedno: nie przyciągają do siebie niczym poza rozgrywką. To esencja grania, obecna w klasykach takich jak Arkanoid, Space Invaders czy Tetris. Za granie w rzutki nie ma żadnych profitów, które mogłyby ułatwić przejście gry. Nie rozwija się umiejętności „rzut rzutką”. Nie mają fabularnych twistów (rzucanie tarczą w rzutki). Nie wpływają na zakończenie (zdobądź minimum 150 punktów, żeby ocalić świat). Nie mają w sobie niczego poza czystą rozgrywką. Frajda z grania potęguje się, kiedy dochodzi jeszcze element rywalizacji. Przecież nie mogę być gorszy! Chyba z pół godziny rzucaliśmy z kumplem podkowami do celu, oczywiście ja miałem więcej punktów. To sprawia, że zwyczajnie chce się grać… dla samego grania. Najbardziej rozwaliła mnie chyba minigierka z utrzymywaniem równowagi na wózku inwalidzkim. Biorąc pod uwagę charakter misji i powagę tego, że byliśmy w szpitalu, ta scena jest irracjonalnie zabawna. I takich rzeczy jest w grze mnóstwo – po prostu trzeba nauczyć się na sobie polegać. Ja jadę, ty strzelasz. Ja snajpię, ty idziesz od czoła. Ja zagaduję, ty podkradasz. Taki stan rzeczy sprawia, że nie sposób się nudzić. Mimo że bohaterowie znajdują się w tarapatach, nie sposób nie prowadzić przy tym wesołej rozmowy. Do czasu. Piece of shit door! Pod sam koniec gry okazuje się (w wielkim skrócie), że Vincent jest policjantem i musi zapuszkować Leo. I następuje cisza. Nie odzywamy się do siebie. Ja grałem Vincentem i byłem szczerze zdruzgotany tym, że gra postawiła nas w takim położeniu. Teraz działamy już przeciw sobie. Żaden z nas się nie odzywa. Po krótkim pościgu zostajemy sam na sam na mapie, bierzemy karabiny i pojawiają się paski zdrowia. Na początku w ogóle nie chciałem walczyć. Próbowałem znaleźć jakieś przejście do Leo, którym grał mój kumpel, ale mapa była tak skonstruowana, że nie dało się przejść. Warto zauważyć, że dalej był split screen, więc ukrywanie się nie miało wiele sensu. Chyba że przed kulami. A te wkrótce posypały się gęsto. Nie wiem jak on (w końcu zaniemówiliśmy), ale ja kompletnie zapomniałem o tej przyjaznej stronie rywalizacji. Mi się już w ogóle włączyło Uncharted i palce same składały mi się do strzału. To była walka na śmierć i życie, i była taka do samego końca. Forów nie było, przynajmniej nie z mojej strony. Kumpel natomiast wiedział, że splatynowałem Uncharted 2. Czy ta świadomość zniechęciła go do gry? Prawdopodobnie. Otrzeźwienie przyszło za późno. Zabiłem Leo. Split screen zniknął. Scenarzyści dołożyli wszelkich starań, abym poczuł się jak ostatni śmieć. I tak było! Piece of trash Zadałem sobie pytanie, czy A Way Out miałby w sobie tyle magii, gdyby nie był zrobiony pod co-opa. Doszedłem do wniosku, że choć gra mogłaby wybronić się sama (dialogami, minigierkami, klimatem i wreszcie zakończeniem), to nie byłaby w połowie tak angażująca bez grania wspólnie. Prawdopodobnie za bardzo się przejmuję i gra weszła za mocno. Nie zmienia to jednak faktu, że A Way Out jest tak uroczo nietypowy (wskaż drugą taką gierkę, która nie jest Brothers: A Tale of Two Sons!), że grzechem jest przejść obok niego obojętnie.
  2. Jaskier jest zagrany genialnie, czyli irytująco. Nic dodać, nic ująć. Trochę tylko szkoda, że para Geralt – Jaskier jest przez większość czasu przedstawiona niczym Shrek (przeważnie metaforycznie) i Osioł (przeważnie dosłownie). Ale dialogi między nimi są złote. Calanthe jest rewelacyjna. To nie tylko królowa, ale równocześnie po prostu twarda babka, której poczucie humoru i niechęć do bankietów i obyczajów dworskich wzbudziło we mnie sympatię (gdyż tak samo mam niechęć do rozmaitych bali i przyjęć). Ponadto paraduje po przyjęciu w pełnej zbroi, świeżo po jakiejś bitwie, czego nie robi żadna królowa. Jak tu jej nie lubić? Nie można, ale do czasu, kiedy ujawniają się w niej skłonności rasistowskie i wiele innych cech typowych dla władców w wiedźmińskim świecie. Najbardziej wkurzył mnie chyba Vilgefortz. Z szalonego czarodzieja, który z tego co kojarzę, jako jedyny w wiedźmińskim świecie zrekonstruował sobie oko, zrobili jakiegoś Selima z tureckich dreszczowców. Jak pojawia się na ekranie, to niemal przy akompaniamencie fujar z „Elif”. Oglądałem serial w różnych konfiguracjach językowych. Zarówno z dubbingiem angielskim, polskim, jak (przez chwilę) niemieckim. Angielski jest, rzecz jasna, najlepszy, ale moim zdaniem polski też jest dobry. Choć początkowo ubolewałem nad tym, że Geralta zdubbinguje Michał Żebrowski (zamiast Jacka Rozenka) muszę przyznać, że dobrze wywiązał się z roli. Zresztą, jak cała reszta obsady. Nawet te dziesięć minut dubbingu niemieckiego było całkiem niezłych i wciąż się zastanawiam, czy nie obejrzeć serialu ponownie, ale w całości po niemiecku. Tak na marginesie, Maciej Musiał dubbinguje sam siebie. Sprawdziłem. Co prawda nie kradnie w serialu każdej sceny, ale jest modelowym rycerzem, to trzeba przyznać. Muzyka bardzo mi się spodobała. Nie da się ukryć (chyba nawet więcej niż tylko) inspiracji wyczynami Percivala w grze, ale ścieżka dźwiękowa w serialu ma inny klimat. Mnie przywodzi na myśl połączenie chóru żeńskiego z gry z paroma instrumentami z Wiedźmina jedynki. Wypada to rewelacyjnie, szczególnie podobał mi się utwór grający podczas rzezi Cintry, Linked by Destiny. A skoro muzyka, to musi być „Grosza daj wiedźminowi”. Szczerze mówiąc, nie wiem skąd się wziął fenomen tej piosenki. Jest spoko, pasuje do świata, ale bez większego entuzjazmu. No chyba że ludziom przywodzi na myśl świetnego Jaskra. Zaraza, to już chyba wszystko. Koniec końców, „Wiedźmin” od Netfliksa jest całkiem niezły mimo niektórych dziwnych decyzji projektowych (ukazanie Triss i Vilgefortza). Choć niski budżet widać, serial nadrabia je świetnymi scenami walki. Ogólnie jest na plus. Czekam na drugi sezon, który rzekomo ma być bardziej spójny od tego i może to wyjść tylko na dobre.
  3. Zgadzam się. Ten fragment nie służy kompletnie niczemu.
  4. Rzeczywiście sprowadzili Nilfgaard do poziomu Imperium z Gwiezdnych Wojen, z żołnierzami ślepo podążającymi za cesarzem. Z jednej strony buduje to wizerunek niepowstrzymanej i ogromnej siły (za którą stoi jakiś nieznany do tej pory okrutnik), która zamierza zawsze trzymać Kontynent pod butem. Z drugiej - wypada to głupawo. Węgorze rzeczywiście wypadają dziwnie, nie wiem skąd ten pomysł. Moja pamięć musiała to odrzucić, bo szybko o tym zapomniałem, dzięki za przypomnienie.
  5. Tak samo jak Ty, twój brat, siostra, kumpel i pewnie pies, obejrzałem netfliksowego „Wiedźmina”. Parafrazując skrybę z „Twierdzy”, nie wiem, co mam o tym myśleć. Głównym powodem jest to, że sagę wiedźmińską przeczytałem jakieś cztery – pięć lat temu, po przejściu Wiedźmina 2 i w oczekiwaniu na Wiedźmina 3. W przerwach między sesjami z Wiedźminem 2, którego ograłem chyba z trzy razy po premierze „trójki”, bo miałem słabego kompa. Wracając do serialu – od czego by tu zacząć… (bez znaczących spoilerów)? Świat przedstawiony jest chyba całkiem wiernie w stosunku do książek, chociaż nie miałem tu tego poczucia, że każdy jest zły. Owszem, niemal wszyscy bohaterowie dramatu mają swoje cele, ale wydaje mi się, że nie wszyscy dążą do nich bezwzględnie. Ktoś jeszcze powiedział mi, że świat w serialu jest dosyć pusty. Nie zwróciłem na to uwagi podczas oglądania, czyli pewnie mi to nie przeszkadzało. Teraz jednak nie da się tego odzobaczyć. Dzięki, ktosiu. Choreografia walk cieszy oko. Porównanie ze „śmiertelnym tańcem” przychodzi na myśl na każdym kroku. Wiedźmin jest szybki, silny i minimalnie używa Znaków (głównie Aarda), ale nie jest nieśmiertelny. Widać to wyraźnie podczas walki z Renfri, która mimo iż nie jest wiedźminem (choć do końca człowiekiem też chyba nie jest…) zdołała zadać mu co najmniej jedną ranę. Nawiasem mówiąc, chciałem zobaczyć w serialu więcej Znaków – a widać było jedynie Aard (używany podczas walki) oraz Yrden (użyty chyba tylko raz w walce ze strzygą). Nie oznacza to jednak, ze magia jest kiepsko zrealizowana – wręcz przeciwnie. Widz jest świadkiem wyjątkowo kreatywnego i skutecznego wykorzystania magii, od materializujących się noży, przez piękne portale, aż po cluster bomby niczym z Wormsów. W ogóle portale wyglądają świetnie – często materializują się nie tyle w świecie, co ze świata, np. z piasku na pustyni czy z kurzu. Dobrze się na to patrzy. Natomiast po obejrzeniu całego sezonu zorientowałem się, że Geraltowi ani razu nie zadrżał medalion. Przynajmniej ja tego nie zauważyłem. Warto też wspomnieć o drobnym, ale satysfakcjonującym smaczku – każdy odcinek zaczyna się tytułem oraz symbolem odzwierciedlającym tematykę odcinka, raz będą to lilie temerskie z pazurami (strzyga), raz co innego. W ostatnim odcinku te symbole łączą się w reklamowany medalion wiedźmiński z jaskółką (Ciri) oraz czymś na kształt gwiazdy (Yennefer). To połączenie wygląda bardzo efektownie i zwyczajnie cieszy oko. Choć Henry’ego Cavilla znam tylko z „Człowieka ze stali”, stawiam dziesięć orenów, że rola wiedźmina jest dla niego być może dotychczas najważniejsza. Henry jest Geraltem w każdej sekundzie serialu. Lauren Hissrich nie owijała w bawełnę, mówiąc o „wielkim zaangażowaniu Cavilla w rolę” – to po prostu widać. Nie tylko, gdy mówi „Hmm” albo „F**k”. Choć oglądałem go niecałe osiem godzin, ten właśnie wizerunek Geralta bardzo wrył mi się w świadomość. Wszyscy chwalą Anyę Chalotrę za przedstawienie Yennefer. Ja jednak chyba mam wypaczony obraz (nie tylko jej, ale całego show) przez gry. Yennefer jest wiarygodna, tak, ale moim zdaniem za mała z niej sucz. Wydaje mi się, że była bardziej bezwzględna i wyniosła. Freya Allan jako Ciri moim zdaniem gra dobrze, choć tak naprawdę niewiele w serialu robi. Jest to wina trochę zagmatwanej konstrukcji scenariusza, który przeplata ze sobą opowiadania o wiedźminie z początkiem właściwej sagi. Skutkiem tego Ciri jest tam w zasadzie… po nic. Raz tylko wypowiedziała przepowiednię Ithliny, a przez większość odcinków po prostu ucieka przed Nilfgaardem, spotykając przypadkowych ludzi, których chyba w ogóle nie było w książkach. W ogóle scenariusz serialu dużo wątków dodaje od siebie. Wypada to różnie i sądzę, że serial mógłby się bez nich obyć, zwłaszcza że cierpią na tym niektóre wątki z opowiadań, na przykład drastycznie uproszczony epizod z wyprawą na smoka. To dało się zrobić lepiej i sądzę, że budżet, jakim dysponowano, nie przeszkodziłby w ciekawym zarysowaniu napięcia między drużynami, które chciały zabić smoka z wielu różnych powodów. Tak przy okazji – jeśli dobrze się przyjrzeć, to w tym odcinku można zobaczyć Saskię. Sądzę że z powodu niskiego budżetu najmocniej ucierpiał odcinek z djinnem. W opowiadaniu niszczy on całe miasto, a w serialu nie dość, że go w ogóle nie widać, to niszczy tylko kawałek mieszkania Yennefer. Choć djinna nie widać, bardzo dobrze można się przyjrzeć reszcie potworów, które są zrobione… oryginalnie. Smok w niczym nie przypomina jakiegoś Smauga, wygląda nieco biednie, ale moim zdaniem dobrze się to wpisuje w klimat świata – w końcu smoki są wymierającym gatunkiem. Strzyga nie tyle wygląda „świetnie” (czyli przerażająco), ale jest rewelacyjnie udźwiękowiona i rzeczywiście przypomina przeklętą dziewczynę, a nie umięśnionego rudego goryla z gier. W drugiej części m.in. Jaskier, Calanthe, Vilgefortz, przeznaczenie, muzyka, dubbing oraz Maciej Musiał.
×
×
  • Create New...