Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

PaulPGR

Praca egzaminacyjna - co o tym twierdzą studenci

Recommended Posts

Zgadza się. Tylko zastanówmy sie nad jego krótką treścią.  "Nie zastanawiamy się nad tym zagadnieniem od wielu lat, ale dziesiątki kandydatów na współpracowników proponowały nam rozprawki na ten temat, czas więc wreszcie rozwiać wszelkie wątpliwości.  Tak"

Ja to odbieram raczej jako pstryczek w nos. Bo po pierwsze to nie jest praca żadnego z nas, a raczej lekkie wyśmianie tematu przez naczelnego. Z zaznaczeniem że dziesiątki kandytatów zalewały ich rozprawkami na ten temat, mimo, iż jest (jak sie okazuje) tak banalny ze wystarczy odpowiedzieć "tak" i... tyle. Hola hola - te "rozprawki" nie wysyłaliśmy bo to był nasz temat marzeń na tekst, tylko dlatego że takie było z góry nałożone zadanie OD WAS. W dodatku było wymuszone jego napisanie, bo inaczej nie było mowy o dopuszczeniu do sesji egzaminacyjnej (od której zresztą konsekwentnie milczycie) Nie można było go pominąć. Tak wiec ja sobie wypraszam :P

Ale zaznaczam, że to tylko moje zdanie ;)

Link to comment
Share on other sites

Właśnie minął okrągły rok od rozpoczęcia Akademii CD-Action - projektu, który miał piękne założenia i fatalne wykonanie.

Chociaż nigdy nie ogłoszono oficjalnie jej zgonu, Akademia przestała istnieć wiele miesięcy temu, wraz z zdezaktualizowaniem się nigdy nie ocenionych prac egzaminacyjnych. Pisząc dobitniej: wraz z olaniem sprawy przez redakcję.

Niech spoczywa w pokoju.

Link to comment
Share on other sites

Ja patrzę na każdy post jaki się tu pojawia ale za to jak olała nas redakcja to CDA ma u mnie duży minus. Myślę, że prędzej czy później może tak koło 2025 zauważą, że coś takiego było i sobie o nas przypomną. Mnie i tak to niepotrzebne bo zacząłem dzięki zdobytemu tu doświadczeniu m. in. pracę jako dziennikarz.

Link to comment
Share on other sites

W takim razie gratulacje :) Ja z tego projektu wyciągnąłem przede wszystkim interesujące doświadczenie i kontakt z ciekawymi ludźmi. Ale masz rację, kiedy wchodzę na to forum to czuję pewien żal, że nie okazaliśmy się warci nawet krótkiego postu z wyjaśnieniami dlaczego Akademia się kończy. Duża szkoda.

Link to comment
Share on other sites

Nie wiem po co tu zajrzałem. Już dawno położyłem laskę na ten cały projekt zwany dla śmichu "Akademią CD-Action". Właściwie nawet nie mam pretensji o samo "zaprzestanie" prowadzenia akademii ale wkurzony jestem na to, że nikt z prowadzących nie poczuwa się do wyduszenia informacji co do dalszych działań. Po ludziach, którzy często piszą o moralności, etyce itp.itd spodziewałem się więcej. Tak po prostu i po ludzku - żenada.

Żegnam

Link to comment
Share on other sites

Damn shame, jak to mówią. Ja też jestem bardzo rozczarowany brakiem jakiejkolwiek informacji, nawet jeśli miała by to być informacja w stylu : "Przerosło to nas, przepraszamy, ale musimy odpuścić ten projekt. Dziękujemy za wasze zaangażowanie."
 Boli to tym bardziej, ze pewnie jak większość tutaj kupuje CDA od grubo ponad dekady.  Cytując klasyk: "I co Pan zrobisz? Nic Pan nie zrobisz." :(

Link to comment
Share on other sites

Osobiście uważam, ze ten projekt miał jedynie na celu wyhaczyć kilku nowych czytelników. Byłaby to taka dodatkowa baza stałych klientów, którzy kupowaliby pismo dla tych pomocy w akademii. Jednak już na starcie część była oburzona, część sobie darowała przez co nie mogli "rozwinąć skrzydeł". Projekt nie przynosił zamierzonych skutków i jeszcze pochłaniał dużo czasu redakcji więc po cichu zrezygnowali.

Pomysł fajny jednak założenia i wykonanie marne. Współczuje jedynie tym co się spięli i poświęcając swój wolny czas napisali wszystkie prace.

Link to comment
Share on other sites

O, to to! Panie, cały mój wolny czas po pracy temu poświęcałem, jak nie pisząc teksty to czytając forum. Pamiętam, jak jadąc w delegację w autokarze o piątej nad ranem skrobałem tekst, bo wiedziałem, że potem nie będę mieć na to czasu, a chciałem oddać jak najszybciej. Czytelnikiem BYŁEM od czasów XX wieku, więc poczułem się trochę, jakby stary przyjaciel wbił mi nóż w plecy :sad:
Zresztą daliście mi do myślenia, zaraz skrobnę trzy słowa do redaktora prowadzącego.

Link to comment
Share on other sites

Potwierdzam, frajerstwo w czystej postaci ze strony prowadzących. Jak zapytałem jakiś czas temu na fb 9kier co z akademią, dlaczego nikt nie daje znaku życia, dostałem zdawkową odpowiedź, że to decyzja "naczelnych". Sam nie oddałem pracy zaliczeniowej, bo miałem dziwne przeczucie, że nic z tego nie będzie. Udało mi się opublikować tekst i to jest dla mnie najważniejsze. Nie zmienia to faktu, że postępowanie redakcji jest w cholerę słabe. Z resztą ta gazeta schodzi na psy, większość tekstów pisze Cross, Papkin i 9kier, MQc odszedł, tam naprawdę już prawie nie ma kogo czytać. 

Link to comment
Share on other sites

Niezbyt dobrze to rozegrano, jeśli chodzi o akademię. Ja CDA zbieram od 19 numeru (numer z grudnia 1997 roku) i jest mi przykro, że tak wyszło.  W dodatku inne działania też mi się nie podobają, mam tu namyśli akcje z prenumeratą złotą i srebną. W dodatku wklepywanie kodów na stronie kodycdaction.pl miała zapewnić pierwszeństwo przy różnych akcja kodowych, a wystarczy sobie przypomnieć sprawę z grą The Division. Początkowo mieli do niej prawo tylko abonenci prenumeraty magazynu, dopiero potem zmieniono to na każdego czytelnika CDA. Nie dziwię się potem ludziom, że niektóre działania CDA przyprawiają ich o białą gorączkę.

Link to comment
Share on other sites

Nic dodać, nic ująć. Wszystko się zgadza. Wystarczyło by napisać krótki post że zamykamy projekt bo bla bla bla i dziekujemy wszystkim uczestnikom. Nawet bez bla bla bla. Ale NIE! Najlepiej pokazać się z buraczanej strony i konsekwentnie milczeć. Ja nie żałuje czasu poświęconego na Akademie, bo dzieki temu pisze teraz regularnie do innego ogólnopolskiego miesiecznika. Niemniej chciałem tak jak Wy pisać do CDA. To troche sytuacja jak w programach muzycznych. Niektórzy sie wybili mimo niewygrania nagrody głównej. Sęk w tym, że Tu ona nigdy nie została rozdana. W żadnej postaci. Smutne.

Link to comment
Share on other sites

Mój e-mail raczej do AR nie trafi, więc pozwolę sobie wrzucić tutaj fragment, dla świadectwa waszego :) BTW zachęcam do tego samego (tj. słania maili), bo naszych żalów na tym forum nikt raczej nie przeczyta.

Hej,

Z tej strony jak to mówią herbaciarze „Long time listener, first time caller”: GreenFinch, 26 lat, Wrocławiak. Moja przygoda z waszym czasopismem sięga zeszłego stulecia  - wakacje stały pod znakiem lektury CDA na hamaku lub pod namiotem, jesienią kupowałem pismo w kiosku pod szkołą i kartkowałem na przerwach, a oczekiwanie na Wigilię czy Sylwestra umilałem sobie lekturą AR. Dość długo zabierałem się do tego listu, aż w końcu nadszedł właściwy czas – albowiem wraz z końcem 2016 roku następuje też moje pożegnanie z pismem. Uznałem więc, że po tych 20 latach zdobędę się na chociaż tyle, aby napisać, co mi nie pasuje. Nie będzie to żadne „OMG, obraziliście mnie, przestaje was kupować i wszyscy kumple moi też, szykujcie się na upadek, LOL XD”, lecz bardziej może… hm, feedback?

Przez te wszystkie lata wyznawałem opinię, że całe to „schodzenie na psy”, jakie zauważałem i jakim tak często ferowano w listach do AR, to nie faktyczna deterioracja czasopisma, a jedynie tajona tęsknota za własną młodością. Choć ciężko nie przyznać temu częściowej racji, to w ostatnim roku nadeszły rzeczy, których nie mogłem już zrzucić na ten karb. Zacznijmy od kropli goryczy – szlachetnej i sławetney akademiy CDA, mej alma mater, dzięki której dowiedziałem się (ku memu zaskoczeniu), że nie darzycie czytelnika przesadnym szacunkiem. Po szumnych zapowiedziach, obietnicach semestralnych podsumowań, ukształtowania kuźni kadr dla redakcji, pozostała… No cóż, kamieni kupa. Zachowaliście się jak kontrahent, który mówi „Hej, zróbcie dla nas pracę X, a my w zamian zrobimy wam Y”, po czym, gdy przychodzi czas dopełnienia ich części umowy stwierdza, że jednak nie da rady, bo jest zarobiony. Część zadań nie została oceniona do dzisiaj, część oceniona była przez dwóch, odbiegających w skali ocen, redaktorów. Prawdziwym crème-de-la-crème były jednak trzy sytuacje: pierwsza to konkurs literacki osadzony w uniwersum Assasins Creed, który po licznym przesuwaniu terminów (i ich niedotrzymywaniu) został rozstrzygnięty po dwóch miesiącach (nagrodami zaś były gadżety z gry – gry, o której po dwóch miesiącach od premiery nikt w sumie już nie pamiętał). Druga to sytuacja odwrotna i konkurs z No Man’s Sky – mimo podobnej liczby prac, tutaj rozstrzygnięcie nie trwało dwa miesiące, lecz nastąpiło o dziwo od razu po zakończeniu konkursu – a zwyciężyła praca wrzucona jako ostatnia. Czytaj: pierwsza z brzegu. Dziwne, zważywszy że na drugie i trzecie miejsce przyszło poczekać nam sporo dłużej. Trzecia – tak zwana „sesja egzaminacyjna”, czyli zadanie, na wykonanie którego poświęciłem osobiście trzy dni. Dogłębny risercz, odsianie wiadomości mało wiarygodnych, w końcu sklecenie ich w artykuł podlany zabawnymi wtrętami. Podobną pracę wykonało circa 50-100 czytelników, którzy wytrwali przy akademii niezrażeni poprzednimi wpadkami i w zamian za to, aż do dzisiaj nie usłyszeliśmy nawet „przepraszamy, nie będziemy tego już ciągnąć dalej”. Nie, słyszymy „nie mamy Pana ocen i co nam Pan zrobisz?”. Więc tak sobie wisimy w tym limbo oczekiwania z poczuciem pracy wykonanej na darmo. Lekkie faux-pas?

Zanim jednak oskarżycie mnie o poglądy dyktowane bolesną niedyspozycją szlachetnej części pleców, pozwólcie mi zaznaczyć – choć pisanie dla CDA zawsze było dla mnie moim szczenięcym marzeniem, to obserwacja losów świeżych nabytków redakcji (nie licząc enkiego, temu to się udało, skubany) wyłonionych drogą konkursu stanowiła dla mnie mocne zderzenie z rzeczywistością. Gdy tylko przy którymś pseudo odnajdywałem plakietkę „laureat”, zazwyczaj oznaczało to pojawienie się dwóch, trzech – niekiedy finezyjnych i świeżych, niekiedy nieporadnych -  tekstów i zamilknięcie na wieki. W bardziej rozwojowych (i zdolnych) przypadkach – zamknięcie delikwenta w getcie zapowiedzi gier z półki #noonecare i pomijanie przy wszelkich „kompletnych” spisach współpracowników, jak ten w numerze urodzinowym. Nie trzeba być geniuszem, by zrozumieć brak perspektyw tak obranej drogi.
Z drugiej jednak strony, do redakcji wiodą dwie ścieżki – jeżeli nie czujesz się na siłach, żeby konkurować z ~700 innymi czytelnikami i wybić się z tłumu, możesz przynieść portfolio, poprosić o praktyki i zostać na dłużej lub zostać współlokatorem redaktora i nieco się wykazać (a przynajmniej tak zostało to przedstawione czytelnikom). Nie neguję tutaj kunsztu obu redaktorów, jednak istnienie takich bocznych drzwi wydaje mi się mocno nie fair, wobec tych, którzy grzecznie czekali w tej kilkusetosobowej kolejce i chcieli wybić się przy pomocy kunsztu, nie zaś twardych łokci.

Nawiasem – nowych autorów warto byłoby choć trochę przedstawić, ot choćby coś na kształt tych notek z publicystyki („ekspert od prawa autorskiego”) lub właśnie znaczków „laureat”, bo czasem widząc nowe nazwisko pokroju Sariusa, Bastiana czy Speranzy zastanawiam się „OK, ale kim są Ci ludzie, skąd się wzięli i dlaczego ich opinia powinna być dla mnie istotna”. 

(...) 

Żegna się z bólem,
Greenfinch
PS Nie mam pojęcia, czy mogę liczyć na odpowiedź i polemikę, ale zaznaczam, że nie kupując pisma raczej jej nie przeczytam – proszę o kontakt mailowy.


Podejrzewam, że z tezami w dalszej części listu też moglibyście się poniekąd zgodzić, ale z racji że bardzo jest długi, to oszczędzę wam wklejania tl;dr ;)

Link to comment
Share on other sites

@GreenFinch

Z przedstawionymi poglądami muszę się niestety zgodzić. Dodam także, że jako nową twarz zauważyłem też autora o nazwie Davyd Strange, ale wypadałoby napisać skąd on się wziął. Pamiętam, jakie jaja były z konkursem związany z dokończeniem opowieści rozgrywającej się w świecie Assassin's Creed, 2 miesiące to naprawdę długo.

Link to comment
Share on other sites

17 godzin temu, WhichWayDidHeGo napisał:

Daj poczytać, nie bądź żyła :D

No ok :P Acz tutaj odchodzę już od akademii i opisuje bardzo prywatne odczucia. Brakujący fragment:

No i w końcu najważniejsze – recenzje w CDA nie przedstawiają już dla mnie żadnej wartości poza rozrywkową. I choć jak niepodległości będę bronić prawa autorów do wyrażania subiektywnej opinii, to również nie mogę zaprzeczyć, że ta subiektywna opinia nie stanowi dla mnie żadnej pomocy. Ot, kilka przykładów:

Zachwalane pod niebiosa Knock Knock i Crimson Clover okazały się badziewiem, które porzuciłem po 10 minutach (co w drugim przypadku pozwoliło na ukończenie gry), zbesztany Wolfenstein: New Order ukończyłem dwukrotnie cmokając z ukontentowania.

Gone home i Novelist miał być – mimo zachwytów świata – słabiutkie. Cóż, dla mnie nie były.

Bioshock Infinite, ochrzczony rozczarowaniem dwudziestolecia, był dla mnie grą życia. Wyśmiewana „banalna fabuła” była przedmiotem wielugodzinnych rozkmin przy piwie i wielokroć sięgałem po opracowania w internecie, które uchylały przede mną wszystkie jej smaczki i symbolikę. „Durne zakończenie” obserwowałem natomiast z rozdziawioną gębą i do końca dnia miałem ten swoisty rodzaj ‘kaca’.

Platformówki od WayForward, które przygarnąłem gdzieś za grosze (Shantae i DuckTales) ukończyłem po kilka razy, podobnie jak inni gracze, których opinie czytałem w internetach. Dość smutno przy ich entuzjazmie wyglądały wystawione obok samotne 5/10 od CDA. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać…

Czasem mam wrażenie, że oceny są wystawiane aż nadto na podstawie gustów (vide przypadek jednej z japońskich bijatyk z ostatnich miesięcy, która dostała 9+, bo autor grał w nią w liceum i ma sentyment) lub żeby nie zgodzić się z całą resztą wszechświata (bo oni się nie znają, nie dostrzegają, że to płytka i słaba gra jest, a ja jestem inteligentniejszy i to widzę, o!). Te rozbieżności najlepiej pokazują teksty, gdzie zestawiacie recenzje dwóch redaktorów – komu wtedy wierzyć?

Kolejny problem – kiedyś, za starych dobrych czasów, czułem większy szacunek dla gustu czytelnika, wyrażający się w uwagach typu „jeżeli jesteś fanem anime X, na którym oparto grę, dodaj do oceny dwa oczka”. Teraz jest to bardziej „jeżeli jesteś fanem anime X, toś frajer, bo to tytuł dla gimbazy, walki są słabo rozpisane, dialogi ssą, ocena to Y i weź sobie zobacz coś lepszego” (vide kazusy RWBY i Attack on Titan). Do tego patriarchalnie narzuca się nam opinię na tego, co powinno nam się podobać (Downwell i „tak właśnie wyglądają gry komputerowe”… Yyy, no nie). Autorzy nie mówią już „ta gra mi się (nie) podoba, nie trafia w moje gusta”, tylko „ta gra po prostu nie jest (nie) dobra, to namacalny fakt i nie miej innej opinii, bo nie będziesz miał racji”. Oczywiście można z tym polemizować, ale to jest właśnie wiadomość, jaką odczytuję… wróć, odczytywałem przy lekturze waszych ostatnich roczników. 

Link to comment
Share on other sites

18 godzin temu, goliat napisał:

jako nową twarz zauważyłem też autora o nazwie Davyd Strange

Davystrange, toż to nasz tubylczy gammowicz...

...oh wait

EDIT: Czytając Wasze przemyślenia nie mogę, po prostu nie mogę tak tego zostawić. Co prawda z redakcją związek mam żaden, a może i jeszcze mniejszy, żadnym pełnomocnictwem się nie posługuję, nawet dorozumianym, ale co mi tam. Trudno. Tak więc:

W imieniu redakcji CDA oświadczam, iż przerosło to nas, przepraszamy, ale musimy odpuścić ten projekt. Dziękujemy za wasze zaangażowanie.

Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, GreenFinch napisał:

.

Co do całej Akademii, to odczucia kwaśności mam, nie mniej - nie czuję się nikomu nic winny ani też nie czuję, żeby ktokolwiek coś był winny mnie. Pisałem, bo sprawia mi to przyjemność. Fakt - kosztowało to cenny czas i choćby z tego powodu ktoś tutaj powinien się odezwać i powstały smród wywietrzyć, sprawę wyjaśnić. Powiedzieć - niestety jest tak i tak, przykro nam, przeliczyliśmy się. Nie daliśmy rady, w ramach zadośćuczynienia możecie się gonić :D To milczenie jest zaś bardzo wymowne. Wspomniałeś, że pisanie do CDA było twoim "szczenięcym marzeniem", ja bym sobie na twoim miejscu zadał takie pytanie: czy na pewno chciałbym pisać zawodowo do magazynu, który w ten sposób obchodzi się z potencjalnym pracownikiem a aktualnym czytelnikiem? A z drugiej strony biznes iz biznes :) Piszesz, drukują, inkasujesz, dobranoc.
Kto wie, może ktoś na "górze" powiedział: zamknijcie ten twór, bo nie wiecie kto do was pisze, a konkurencja nie śpi i robi wam dywersję! :) Ale to już moja rozbuchana wyobraźnia ;)

Link to comment
Share on other sites

Dywersję, hahah. Zdecydowanie najśmieszniejsza teoria która się tu ostatnio pojawiła. Po drugie nikt przy zdrowych zmysłach, czy to firma projektująca nowe technologie czy redakcja tworząca pismo nie wtajemnicza nowych ludzi podczas pierwszego dnia pracy w największe sekrety. A po pierwsze jak umiesz namówić skarbówkę do rozliczenia się po wpisanym na kwestionariuszach pseudonimie to słucham uważnie :). Co z tego, że ktoś z konkurencji by coś napisał... bo co, celowo walnie 10 ortografów dla dyskredytacji pisma i pewnie w spisku będzie jeszcze czytająca ten tekst połowa redakcji (albo i lepiej) która puści to do druku w takim stanie...

Zabawne było tez kilka postów wcześniej to o próbie stworzenia dodatkowej bazy czytelników z członków akademii. Serio 50-100 egzemplarzy to na tyle duży przyrost żeby nie ginął w większych nieraz wahaniach pomiędzy ilością sprzedanych egzemplarzy sąsiadujących ze sobą numerów...? Zwłaszcza przy ~70k sprzedaży.

Co do stwierdzeń o kolesiostwie i współpracy - cda ani żaden inny magazyn to nie teleshow, gdzie jest obowiązek wyboru współpracowników z grupy tych co się zgłoszą do konkursu czy akademii. Ci piszący tam po tak zwanemu kolsiowsku czy wbijając z praktyk też musieli udowodnić, że na to zasługują. A skoro w czyichś oczach zasługują, dlaczego miałby zamiast nich robić to ktoś, kto po prostu okazał się najlepszy w konkursie. Z konkursu nie wynika, że jego zwycięzca jest lepszy od kogoś kto się nie zgłosił.

a zanim ktoś zarzuci mi hipokryzję i fakt, że jako jeden z pierwszych pojechałem tu akademię. Jechałem na bezsensowną formę, plagę badziewnego stylizowania nawet recki mobilek na 200 znaków, nie podobało mi się wreszcie, że zamordowano niemal blogi zatrzymując próby ich uzdrowienia w pół kroku. Ale to trochę co innego, niż rozkminy kto z kogo chciał mieć jaką korzyść. 

Link to comment
Share on other sites



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...