Jump to content
  • entries
    318
  • comments
    3,425
  • views
    544,526

Sprawa odżywiania światłem


...AAA...

2,012 views

 Share

Kiedyś czytałem artykuł o ludziach niepotrzebujących do sprawnego funkcjonowania pokarmu. Zarzekali się, iż nie trzeba im nic poza wodą i rozcieńczonymi zupkami. Co prawda wyglądali jakby przed momentem oswobodziła ich Armia Czerwona, ale z dumą twierdzili, że na ciele, duchu i umyśle są całkowicie zdrowi. Nie myślałem wtedy, że trafię na jeszcze większych gastronomicznych dziwaków. Myliłem się. Jakiś czas później usłyszałem o sprawie bretharianów - osób których podstawowe pożywienie stanowi... kosmiczna energia.

greve.jpg

Żyjąc praną

Postanowiłem sprawdzić co rzeczywiście oferuje bretharianizm i natrafiłem na swego rodzaju manifest. Jego twórca szczerze wierzy w to, iż nasze ciała odżywiają się fizycznym pokarmem, ponieważ sami je do tego zmuszamy. Białko wcale nie jest niezbędne do pracy mięśni. Jesteśmy tym czym myślimy, a ograniczenia wynikają jedynie z naszych przekonań. Niestety nie znalazłem informacji co bretharianie sądzą na temat ewolucji i jak tym samym tłumaczą fakt posiadania przez nas zębów w jamie ustnej. Zamiast tego dowiedziałem się, że podstawą diety każdego człowieka powinna być kosmiczna energia - prana - czyli wibracja o częstotliwości wyższej niż światło widzialne. Dalej autorzy odwołują się do biologii pisząc, że szyszynka i przysadka mózgowa zwiększają swoje rozmiary po zaprzestaniu jedzenia, co ich zdaniem jest dobrym objawem. Największą jednak zaletą przyjęcia prany są korzyści materialne i czasowe.

Ile czasu spędzasz pracując by zapłacić za jedzenie, które konsumujesz?

Ile czasu spędzasz kupując to jedzenie w sklepach spożywczych?

Ile czasu spędzasz na przygotowaniu posiłków?

Ile czasu spędzasz na jedzeniu posiłków?

Ile czasu spędzasz na sprzątaniu po posiłkach?

Ile czasu spędzasz na wyrzucaniu zbędnego jedzenia?

Ile czasu spędzasz na ćwiczeniu aby przeciwdziałać tyciu i szkodliwym efektom jedzenia?

Ile czasu spędzasz na odsypianiu stresu związanego z jedzeniem?

Ile wynoszą dzienne straty produktywności związane ze zmęczeniem po posiłkach?

Innymi słowy: nie robisz jedzenia - zużywasz mniej energii - potrzebujesz mniej jedzenia. Ciekawe rozumowanie. Sam kiedyś próbowałem podobnej techniki ze snem - niestety bez skutku. Dziwi mnie jednak lekko odwoływanie się do tak przyziemnych argumentów przez osoby uważające się za mocno uduchowione.

Brak jedzenia jednak zabija

Prawdopodobnie grup podobnych (choć może lepszym określeniem byłaby sekta) istnieje znacznie więcej, jednak bretharianizm zdążył zyskać szczególnie czarną sławę. W latach '90 kilkukrotnie świat obiegały wiadomości o zgonach bretharian, nieustępliwie odmawiających sobie pożywienia. Za przykład może tu posłużyć historia młodego nauczyciela z Monachium - Timo Degena. Niemiec postanowił pójść na całość i z marszu przejść 21-dniowy cykl inicjacyjny. Żadnego pokarmu, żadnej wody. Tylko on i spływająca na niego energia wszechświata. Ledwo Timo dobrnął do połowy swojej ścieżki, a już nękały go urojenia i problemy ze wzrokiem. 19 dnia nauczyciel zapadł w śpiączkę. Lekarz porównał stan Degena do więźnia obozu koncentracyjnego. Układ krążenia uległ niemal całkowitemu załamaniu, a mózg doznał nieodwracalnych zmian. Nauczyciel zmarł wkrótce po wybudzeniu.

To tylko jeden z całej serii przypadków, w których prana okazała się niewystarczająca do życia. Oczywiście, nie pisałbym o tym wszystkim gdyby cała afera nie zahaczała o prawo. Tak się bowiem złożyło, że inspiracją dla każdej z martwych osób stanowiły prace autorstwa pewnego duchowego przewodnika.

nomcorn.gif

Bez jedzenia byłoby nudno.

Jasmuheen

Ellen Greve, lepiej znana w ezoterycznych kręgach pod pseudonimem Jasmuheen, to jedna z czołowych postaci bretharianizmu. Życiu Australijki w młodości zagrażał nowotwór. Już wtedy przeszła ona na szczególną dietę, porzucając wszelkie mięso, słodycze i jedzenie zawierające elementy nienaturalne. Jak sama przyznała - właśnie ten post połączony z wielogodzinnymi sesjami medytacji dał jej siłę do walki z rakiem. Kobieta wygrała i poszła na całość ogłaszając wszem i wobec, że nie potrzebuje do życia niczego poza energią światła. Oszustwo wykryto szybko. Telewizyjny program 60 Minutes zaprosił Grave do testu prowadzonego pod obserwacją lekarza. Jak można się domyślić cały eksperyment okazał się klapą. Już po 48 godzinach organizm badanej był bliski odwodnienia i prowadzący musieli interweniować. Jasmuheen broniła się twierdząc, że to wina zepsutej miejskiej atmosfery. Nie zniechęciła się swoim potknięciem w mediach i nadal zachęcała ludzi do odżywiania się praną. Po śmierci Timo Dagena i innych, na Ellen Greve spadła lawina krytyki. Oto jak skomentowała śmierć jednej ze swoich uczennic: zignorowała wskazówki przekazane w mojej książce. Przestała jeść i pić, jednocześnie przez kilka dni beztrosko podróżując. Zakończyła życie, padając z wycieńczenia. Zmarła z powodu braku substancji mineralnych w organizmie. Tym samym Australijka nie wzięła na siebie moralnej odpowiedzialności za ofiary niejedzenia. Pojawiły się pogłoski o pozwaniu mistyczki przez rodziny bretharian, jednak o ile wiem nic z tego ostatecznie nie wyszło i Jasmuheen nadal "naucza" (świadczy o tym chociażby kilkuset lubiących jej profil na Facebooku).

Nikt nie ma wątpliwości, że osoby pokroju Greve - mistycy, kuglarze, szarlatani - potrafią być niebezpieczni dla środowiska. Zazwyczaj wyznaję zasadę, że głupota ma boleć i uczyć, jednak tu mam wątpliwości. Wśród ludzi nie brakuje elementów wyjątkowo słabych, podatnych na wpływy innych, niedoświadczonych, zagubionych lub po prostu tępych. Na śmierci tych ostatnich korzysta przynajmniej natura, jednak resztę być może należy chronić. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, w której to nasze dziecko natrafia na nauki Greve i daje się ponieść jej demagogii. W idealnym świecie rodzic powinien natychmiast zareagować i pokazać dziecku którędy droga. Rzeczywistość jest jednak inna i w tym wypadku trudno nie mieć choćby szczątkowych pretensji do bretharian.

Polski Kodeks Karny w art. 151 zawiera przepis namowy i pomocy do samobójstwa: Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Ellen Greve co prawda nie podaje nikomu naładowanego pistoletu, ale w swoich książkach otwarcie zachęca do zaprzestania spożywania czegokolwiek. Moim zdaniem, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i konwencjonalnym postrzeganiem zdrowia, wstrzymanie się od jedzenia jest równoznaczne z targnięciem się na życie. Mało tego - pomoc w samobójstwie osoby małoletniej lub niepoczytalnej może być potraktowane jako zabójstwo. Niestety zdaje się, że Jasmuheen chroni jedno słowo - namowa. Przyjmuje się, że "namowa" powinna być traktowana węziej od "nakłaniania", obejmującego każdy sposób zmiany czyjegoś nastawienia. To prawdopodobnie oznacza, że również w naszym państwie tego typu mistycy mogą namawiać kogo chcą do czego chcą. Czy to dobrze? Oceńcie sami.

 Share

22 Comments


Recommended Comments

Jestem w trakcie czytania, ale już skomentuję dopóki pamiętam:

podstawą diety każdego człowieka powinna być kosmiczna energia - prana - czyli wibracja o częstotliwości wyższej niż światło widzialne.

KNOWLEDGE FAIL*. Warstwa ozonowa wokół ziemi 'odcina' promieniowanie o wyższej częstotliwości niż światło widzialne. I chwała mu za to, bo takie promieniowanie może rozbijać DNA w komórkach, a co za tym idzie działać rakotwórczo.

* - oczywiście odnoszę się do wiedzy ludzi wierzących w te bzdury, nie szukając daleko, Stachurskyego.

Link to comment

Chciało by się rzec "ulubiona dieta anorektyczek"

Wpis jak zwykle w twoim przypadku - ciekawy i na poziomie. Szarlatanów, sekt i ludzi głoszących czasami zupełnie idiotyczne przekonania jest coraz więcej i nie sposób wychwycić ich wszystkich zwłaszcza że trudno określić granicę wolności słowa. Pozostaje własny rozsądek jednostki oraz jej bliskich, którzy na czas zauważą że z daną osobą jest coś nie tak.

W przypadku tej "diety" jeśli się nie mylę w naszym kraju można by podciągnąć to pod anoreksję, a co za tym idzie przymusowo umieścić taką na odpowiednim oddziale w szpitalu psychiatrycznym

Link to comment

Lubię takich "sposobów na życie" słuchać chichrając pod nosem, ale tutaj sprawa robi się dość poważna. Nie jestem zwolennikiem trzymania wszystkich za rączkę i tłumaczenia co dobre, a co złe, ale w takich przypadkach prawo powinno działać. Wiem jak przekonujące potrafią być takie wywody i nawet średnio inteligentnego człowieka można dość łatwo zmanipulować.

Fajny wpis, tylko dwie rzeczy:

-Przedostatnia linijka, powinno chyba być "węziej".

-Jak to jest, że obserwuję Twój blog a o trzech wpisach forum nie raczyło mnie poinformować? Ktoś tak jeszcze ma?

Link to comment

Lord już to wystarczająco podsumował :D

Czy wiary w to, że możemy żyć bez jedzenia, nie można podciągnąć pod schorzenie psychiczne? IMO całkiem ładnie się nadaje, ale nie wiem, co na to medycyna.

Link to comment

@AAA

Też kiedyś byłem zaintrygowany tą iście kretyńską ideologią, fajnie żeś skrobnął na temat, Waść:-). Niesamowite, jak bardzo zdemoralizowani ludzie potrafią wpływać na umysły słabszych za pomocą tak dokumentnie głupich poglądów. Strach i zgroza, zgroza i strach...

@Tebeg

Nie można raczej tego podciągnąć pod schorzenie psychiczne, niestety, choć skojarzenie nasuwa się samo. Urojeniem to nie jest, bo osoba opiera się na danych zawartych w jakimś zewnętrznym źródle (tu: książce tej idiotki), a człowiek z urojeniami sam sobie źródłem. Niczym innym jak kompletnym brakiem wyobraźni i głupotą się tego nazwać nie da, choć wiara w takie rzeczy może być składową jakiegoś grubszego zaburzenia osobowości.

@Amdarel

Źródła anoreksji leżą raczej w zaburzeniach osobowości, więc takie książki i poglądy mogą służyć jako katalizator, ale nie jako podstawa tego zaburzenia. Ma ono związek z zakrzywionym postrzeganiem swojego ciała, a to nie to samo. Więc przymusowy szpital za samo podążanie za tą ideologią odpada. Więcej czynników wskazujących na utratę instynktu samozachowawczego musiałoby być :-).

Link to comment

Fajny gif ;)

Byłbym jednak ostrożny z art. 151, ponieważ w dość podobny sposób możnaby potraktować książki, gdzie bohater strzela sobie w łeb i kona przez pół dnia, bo dziewczyna dała mu kosza. Też możnaby uznać to za swoistą, subtelną "namowę", gdy bohater jest przedstawiony pozytywnie. Nakłaniać do zamachu samobójczego można jedynie w zamiarze bezpośrednim, chcąc, aby inna osoba dokonała tego czynu. Namowa, naturalnie, musi być całkowicie powiązana z tym, co uznaje się za zachęcające do samobójstwa. Ciężko, bym odpowiadał za "nakłonienie" to, że ktoś przyjął, że jak powiem do niego "dzień dobry", to się zabije.

Myślę jednak, że tutaj możnaby zastosować "namowę", jako przyjęte i racjonalne przesłanki konieczności podtrzymania życia. Tak samo skazana zostanie matka za zabójstwo, gdy nie karmiła dziecka.

Link to comment
Quetz - bardzo prawdopodobne. Do tego jednak otwarcie się prędko nie przyzna, co w razie ewentualnych badań stanu psychicznego pomocne by chyba nie było - więc pewna szansa na dom bez klamek istnieje ;)
Link to comment

behemort - Co innego beletrystyka i opowiadanie fikcyjnej historii, a co innego książka w formie poradnika.

Nakłaniać do zamachu samobójczego można jedynie w zamiarze bezpośrednim, chcąc, aby inna osoba dokonała tego czynu.

Nakłanianie do przerwania zaspokajania potrzeb fizjologicznych to de facto nakłanianie do zabicia się.

Ciężko, bym odpowiadał za "nakłonienie" to, że ktoś przyjął, że jak powiem do niego "dzień dobry", to się zabije.

Coś takiego nastąpi tylko w przypadku osoby chorej psychicznie, tu sprawa jest bardziej delikatna. Ale jeśli wmówisz komuś zdrowemu na umyśle (tylko naiwnemu), że zabicie się jest właściwe to już nakłanianie.

Link to comment

Sergi, niestety, założę się, że bez problemu (i słusznie) argumentacja obronna w przypadku, gdy zaistniał zamiar bezpośredni, głosząca, że "to tylko powieść, a nie poradnik" by nie zaskutkowała. Poprzez fikcyjną historię też można zachęcić, wystarczy że osoba, do której trafiła, jest bardzo uczuciowa, w depresji, a druga osoba to wykorzysta. Możliwy jest taki scenariusz, więc każdą sprawę ocenia się osobno i ważnym elementem jest strona podmiotowa.

Wobec osoby chorej psychicznie, jeżeli możnaby przewidzieć, że tak by zareagowała. Poza tym tutaj też ważna jest strona podmiotowa.

Link to comment

Lord Nargogh - Jest to nie większą kpiną niż interpretacja objawów choroby głodowej na własną korzyść.

Amdarel - Problem jest nieco innej wagi. Anoreksja się ciągnie latami, natomiast całkowite odstawienie jedzenia może się zakończyć tragicznie zanim ktokolwiek zdąży zareagować.

Tebeg, Quetz - Jest to raczej głęboka postać naiwności. Jednak lekarzem nie jestem więc nie osądzę.

behemort, Sergi - Tak naprawdę najpierw znalazłem gifa, a potem zastanawiałem się nad wpisem, pasującym do niego =). Zgadzam się z Sergim. Nikt Cię nie oskarży o namawianie do samobójstwa jeżeli opowiesz komuś o smutnym panu, który postanowił ze sobą skończyć. Jeżeli jednak, nie bacząc na stan psychiczny/intelektualny człowieka zaczynasz go przekonywać do zaszkodzenia sobie, to już jak najbardziej tak. Inną sprawą jest podkreślone przeze mnie wyrażenie "namawiać". Ustawodawca prawdopodobnie specjalnie nie użył szerokiego terminu "nakłaniania" (jako choćby przy podżeganiu czy prowokacji) chcąc ograniczyć kryminalizacje przepisu. Z tego też względu książek to raczej nie obejmie.

Link to comment

...AAA... ,Quetz "dieta anorektyczek" było żartem. Poza tym zauważcie że powiedziałem że chcąc taką osobę chronić "można by podciągnąć", nie że to to samo. Jeśli brzmiało to inaczej to za użycie pewnego rodzaju skrótu myślowego przepraszam. ;-)

Zgadzam się że zwykle źródłem anoreksji są zaburzenia osobowości zwłaszcza wyjątkowo niska samoocena.

Co do GiFa - genialny :)

Link to comment

Mnie automatycznie odrzucają wszystkie proste przepisy na życie i cudowne recepty. Jednak ludzie zawsze będą szukali dróg na skróty i łatwych sposobów na poprawę swego szarego życia. Większości ciężko zrozumieć, że w 99% trzeba do tego po prostu harówki. Ale twory pokroju 'Sekretu' i tak będą popularne.

Link to comment

@...AAA...

Pojęcie "udzielania pomocy" jest, niestety albo stety, bardzo szerokie. W przypadku bójek, samo oglądanie bez reakcji może być uznane za rodzaj pomocy (tak mi przynajmniej mówiono na ćwiczeniach i wykładach), więc w odpowiednim przypadku, jeżeli umysł osoby w skrajnej depresji, byłby bombardowany, z zamiarem bezpośrednim, historyjkami, które jako żywo przypominają sytuację obecną i faktyczną, z puentą, że "to był gościu" albo "dobrze zrobił", bez bezpośredniego namawiania, to zarzut mógłby być postawiony, inaczej linia obrony opierałaby się na tym, że namówienie czy udzielenie pomocy tutaj nie nastąpiło, bo przecież tylko opowiadał bajkę "na pocieszenie" i nie chciał, by się tak skończyło, a faktycznie sprawę wykorzystał, by pozbyć się kogoś, kogo zwyczajnie nie lubił.

Co do zwykłych książek nie, bo to nie jest ich celem. Zastanawiam się jednak, kiedy wprowadzą zapisy w Stanach, żeby nie naśladować bohaterów książek :P

Link to comment

Istnieje różnica między chorobą psychiczną i kompletnym zdurnieniem oraz ewentualnym zakłamaniem. Byłbym za tym, żeby bretharianom zemrzeć. Nie istnieje nakaz życia, a mają prawo do stosowania własnych praktyk religijnych, jeśli szkodzą tym wyłącznie sobie. Samą autorkę również proponowałbym zamknąć w jakiejś celi na miesiąc bez jedzenia i picia.

Link to comment

Holy.Death: "Samą autorkę również proponowałbym zamknąć w jakiejś celi na miesiąc bez jedzenia i picia."

Propozycja odrzucona... Nie miałaby energii słonecznej potrzebnej do zdrowego odżywiania. :P

Co jak co, ale dla mnie są to oczywiste bzdury. Nikt nie jest w stanie przetrwać bez jedzenia. Po pierwszym tygodniu zaczynają pojawiać się jakieś objawy (np. zawroty głowy, skrajne osłabienie) - a to znak na to, że najwyższy czas "uzupełnić paliwo". WIem, bo sam przez dwa tygodnie (kiedyś, kiedyś) postanowiłem po prostu sprawdzić na sobie, jak to jest utrzymać organizm bez podawania posiłków. Wytrzymałem właśnie tydzień, ale już nie mogłem tak dalej! No i eksperyment nie do końca wypalił, bo i tak podjadałem chociażby takie smakołyki jak batoniki. ;)

O czymś to świadczy (między innymi o młodzieńczej głupocie; potrafię się przyznać)...

Inna sprawa, że artykuł mówi właściwie wyłącznie o jedzeniu. Gdzie na ten przykład woda? Bądź co bądź, organizm człowieka składa się głównie z wody, a ją tutaj pominięto. Jak to wyglądało w przypadku autorki? Czy piła coś (bez skojarzeń, proszę)? Cokolwiek (znów - bez skojarzeń! Wódkę odpuszczamy! :D)!?

Warto by się zastanowić też i nad tym...

Artykuł, jak to większość wpisów ...AAA..., ciekawi tematyką. Warto przeglądać od czasu do czasu blogi autora. Zazwyczaj trafia się "perełka". ;)

Link to comment

Cz0rny

Niemiec postanowił pójść na całość i z marszu przejść 21-dniowy cykl inicjacyjny. Żadnego pokarmu, żadnej wody.

Jak można się domyślić cały eksperyment okazał się klapą. Już po 48 godzinach organizm badanej był bliski odwodnienia i prowadzący musieli interweniować.

Ale może rzeczywiście za mało uwypukliłem =).

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...