Blog bez pomysłu

  • wpisy
    2
  • komentarzy
    0
  • wyświetleń
    125

Wpisy w tym blogu

Bednarski

Chcę zdychać powoli, chcę czuć, że mnie to wszystko boli. Chcę zdychać w takich męczarniach, że nawet morfina nie będzie mi w stanie bólu uśmierzyć. Każdy żyje – to żadna sztuka. Ale tak zdechnąć w męczarniach, jak wszyscy na ciebie patrzą, to jest dopiero coś — mówi Łukasz z Morąga.


Czy macie taką osobę, która wam pomogła i wiele jej zawdzięczacie, choć nigdy nie mieliście okazji spotkać ani porozmawiać z tym człowiekiem? Wśród niektórych młodych Polaków taką osobistością jest Łukasz Stanisławowski – znany lepiej jako Testoviron tudzież Klejnot Nilu. Właśnie powstała inicjatywa fanów, którzy chcieliby mu podziękować w oryginalny sposób. Ale czym sobie zasłużył Łukasz na taką wdzięczność?

Testoviron, określany najwybitniejszym trollem internetowym z Polski, zaczął na przełomie 2008/09 prowadzić vlog. Bardzo nietypowy vlog, bo zamiast opowiadać o kinematografii, grach czy podróżach, kwintesencją jego filmów było chwalenie się bogactwem oraz obrażanie Polaków. Materiały wideo, obfite w wulgaryzmy, były nieraz tak kontrowersyjne i obrazoburcze, że Testoviron znalazł się na celowniku nie tylko administracji YouTube'a, ale i wrażliwych patriotów oraz katolików. Nie bez powodu zresztą – obiektem drwin Testovirona byli nie tylko biedni Polacy, ale i Jezus, organizacje nacjonalistyczne, katastrofa smoleńska oraz niektórzy celebryci. Oliwy do ognia dodawał fakt, że jutuber, podając się za Żyda, chwalił III Rzeszę oraz opowiadał seksistowskie i obrzydliwe żarty, odnosząc się przy tym nieraz do umierania na raka.

Jedni widzieli w "Pomarańczowym Królu" geniusza i satyryka; inni samotnego, chorego umysłowo człowieka. Bo jak mogło być normalne obrażanie polskiej nacji w tak ordynarny i karykaturalny sposób, samemu pochodząc z Polski? Niezależnie jednak od intencji i przyczyny działalności autora, główny cel został osiągnięty: tysiące rozjuszonych rodaków. A ci zachowywali się dokładnie tak samo jak stereotypowi Polacy z historii opowiadanych przez Łukasza.

299460_162112823869106_7586795_n.jpg
FilmDistrict @Facebook

Ostatni stuprocentowo autentyczny film Testovirona pochodzi z 2013 roku. (Ostatni legitny, bo wiele osób wątpi w autentyczność jego alter ego pod nazwami Paweł Pakerski oraz Peter Norivotset). Nie oznaczało to jednak spadku popularności vlogera, wręcz przeciwnie – Testoviron jest do dziś żywym memem (podobnie jak Pepe, o którym też ostatnio pisałem). Co jakiś czas można znaleźć na YT nowe przeróbki filmowe bądź piosenki z udziałem [głosu] Klejnotu Nilu. Ba! Testo przyczynił się również pośrednio do powstania innych memów. To jemu zawdzięczamy pastę o polskim złodzieju ręczników, żarty o Mokobé – senegalskim pogromcy narodowców – a także porównanie Polaków do nosaczy sundajskich. Jednak najbardziej kultowym jego memem jest fraza "Polaki Biedaki Cebulaki" – która posłużyła za nazwę popularnej strony na Facebooku (i której, nomen omen, sam Testo jest oficjalnym patronem).

Najwięksi fani docenili jednak nie dyskusyjny humor Testovirona, lecz ukryty głęboko sens. Utrzymują, że Klejnot Nilu pod przykrywką kontrowersji chciał dać Polakom motywację do ciągłej samorealizacji i poprawy swojego życia. Według nich, rodzimy jutuber z okolic Chicago pokazał, że spełnienie amerykańskiego snu oraz osiągnięcie sukcesu są jak najbardziej możliwe. Z tej okazji powstało wydarzenie mające na celu "zbombardowanie" skrzynki pocztowej Łukasza poprzez masowe wysyłanie listów, by ten – po latach – wrócił do swojej dawnej działalności. Lub żeby chociaż pozdrowił swoich fanów.

Źródło: Cmentarz Parafialny w Siedlcu
Ten nagrobek został wykorzystany pod koniec 2013 r. do spreparowania dowodu na rzekomą śmierć popularnego skandalisty.

[PEŁNA NIEOCENZUROWANA WERSJA WPISU ZNAJDUJE SIĘ NA ZEWNĘTRZNYM BLOGU http://www.bednarskiprzemyslaw.pl/blog/powrot-testoviron/ ]

Bednarski

Stało się: Platige Image Tomka Bagińskiego wspólnie z Netfliksem wyprodukuje serial o Wiedźminie. Choć od wielu miesięcy i lat sporo fanów marzyło o ekranizacji ze stajni HBO, niczym na miarę produkcji Gry o Tron, to jednak wieść o kooperacji z wydawcą House of Cards została ciepło przyjęta.


Sean Daniel (twórca m.in. serii Mumia z Brendanem Fraserem), Jason F. Brown (producent serialu pt. The Expanse) oraz nasz rodzimy Tomasz Bagiński (nominowany do Oscara za Katedrę) tak się prezentuje lista producentów najnowszego serialu o Białym Wilku. Jednak same nazwiska i dorobek autorów nie wystarczą, żeby nowy odcinkowy film odniósł sukces. A konkretniej: sukces artystyczny; bo fani Wiedźmina bywają przeczuleni. Tym bardziej, że już raz się zawiedli (i to podwójnie), odnośnie ekranizacji opowiadań Sapkowskiego. Jako że sam należę do osób ceniących przygody Geralta z Rivii, przedstawiam listę (głównie subiektywnych) warunków do tego, żeby nadchodząca produkcja była pokochana przez największych fanów "Wiedźmaka".

Wierność oryginałowi i zaangażowanie twórców
Na sam początek "oczywista oczywistość". Osobliwa interpretacja dzieł AS-a przez reżyserów i scenarzystów serialu bądź całkowity reset historii Geralta w postaci rebootu byłby nie do zaakceptowania – a przynajmniej nie teraz, jeszcze za życia Sapkowskiego. Ekranizacja Netfliksu musi ściśle się trzymać wiedźmińskiego świata i zasad w nim panujących, oddając wiernie charakter, wygląd i doświadczenia życiowe bohaterów. Polskie produkcje sprzed półtorej dekady w teorii też były zgodne z oryginalnymi opowiadaniami (za wyjątkiem paru rażących błędów, jak choćby wygląd Jaskra) – a jednak nie sprostały oczekiwaniom większości fanów. Winę za to ponosiły (oprócz kwestii techniczno-realizatorskich) przede wszystkim mierna znajomość uniwersum i słaba gra u aktorów. Dlatego cała ekipa filmowa nadchodzącego serialu niekoniecznie musi uwielbiać książkowe przygody Geralta, ale przynajmniej powinna znać i rozumieć historię głównego bohatera. Na szczęście, na pokładzie znajduje się Bagiński, fan Wiedźmina (w końcu to on odpowiadał za reżyserię filmików do gier o Białym Wilku), oraz sam Andrzej Sapkowski, autor oryginału. Ten drugi, co prawda, już był konsultantem przy realizacji polskich ekranizacji oraz gier wideo; jednak jego rola była znikoma, wręcz symboliczna. Netflix obiecuje, że pan Andrzej tym razem będzie miał większy wpływ na proces powstawania polsko-amerykańskiego projektu.

6900262.3.jpg
filmweb.pl

Adaptacja, nie ekranizacja
Miło byłoby zobaczyć na ekranie przygody Geralta znane z książek – tyle że… już to kiedyś widzieliśmy. Nie twierdzę, że polski film i serial rzuciły niejako "klątwę", umniejszając rolę i potrzebę kolejnej wiernej ekranizacji. Po prostu uważam, że Rzeźnik z Blaviken to na tyle interesując postać, że zasługuje na udział w nowych, dotąd nieznanych historiach. CD PROJEKT RED ma uznanie u wielu fanów "Sapka" choćby dlatego, że miał odwagę przedstawić losy Geralta po wydarzeniach z Sagi, adaptując jego sytuację na potrzeby gry RPG z nieliniową fabułą. (Panowie Polch i Parowski niestety w małym stopniu postawili na oryginalność w swoich komiksach). Pierwsze informacje prasowe sugerują, że po raz kolejny będziemy mieli do czynienia z tymi samymi wątkami, doskonale znanymi z kart książek oraz komiksów. Będę więc bardzo zadowolony, jeśli pojawi się historia niedoświadczonego Geralta, usytuowana przed Ziarnem Prawdy, albo nowe przygody wplecione między oryginalnymi opowiadaniami i powieściami – nawet jeśli nie byłyby uznawane za kanon. Dlatego mam tu na myśli adaptację nie jako swobodną interpretację, lecz rozszerzenie istniejącego wiedźmińskiego uniwersum.

Bez zbędnych bajerów
Strasznie irytuje mnie fakt wciskania komputerowych efektów tam, gdzie są one naprawdę zbędne – Admirał Tarkin w Łotrze Jeden jest tutaj doskonałym przykładem. Rozumiem, że twórcy kierują się przede wszystkim czasem i kosztami realizacji filmu; jednak wpychane na siłę CGI zabija, moim zdaniem, magię kina. Mam nadzieję, że panowie z Platige Image oraz Sean Daniel Company będą znali umiar i nie przesadzą z efektami specjalnymi. I nie mam tu na myśli samej jakości, bo o to raczej nie należy się martwić – powrót smoka z filmu Marka Brodzkiego nam nie grozi. Tak samo nie twierdzę, że nowa ekranizacja obejdzie się bez udziału "magików" z przemysłu filmowego. Moje największe obawy dotyczą samego kręcenia scen – zwłaszcza tych na zewnątrz. Pochodzenie oryginalnego utworu oraz swojski, słowiański klimat aż się proszą (czy wręcz: wymagają) nagrywania pewnych ujęć w Europie Środkowowschodniej, na świeżym powietrzu.

Wyważenie między humorem a powagą
Świat Wiedźmina bynajmniej do czarno-białych nie należy – jest po prostu skomplikowany, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Sapkowski potrafił doskonale zaprezentować niejednoznaczność postaci i sytuacji, w których się oni znaleźli, płynnie przechodząc od fragmentów komediowych do dramatycznych. Niestety polski film był zbyt ugrzeczniony w stosunku do pierwowzoru; natomiast gry komputerowe momentami za bardzo wulgarne i nasycone seksualnością. Twórcy netfliksowego dzieła będą musieli wyczuć granice między prostą historyjką dla "gawiedzi" a dojrzałą opowieścią. Powinni oni też unikać tematów banalnych (jak zemsta) oraz patetycznych (ratowanie świata). Grzechem natomiast będzie spłycenie czy ominięcie istotnych problemów społeczno-politycznych (jak choćby rasizm czy fanatyzm religijny). A takie znalazły się przecież w literackim pierwowzorze, doskonale zresztą wplecione w fabułę i niewidoczne na pierwszy rzut oka.

witcher3_pl_wallpaper_hearts_of_stone_okladka_1920x1080_1446110623.png
www.thewitcher.com

Polska kwestia
I ostatni, choć nie najważniejszy warunek: sprawa językowa. Chyba nie będzie wielkiego zaskoczenia, jeśli lwią część obsady będą stanowili anglojęzyczni aktorzy – wszakże dystrybutorem będzie sam Netflix, a targetem serialu mają być ludzie z niemal całego globu. Nie chciałbym jednak wskazywać konkretnych nazwisk, kto najlepiej nadawałby się do zagrania białowłosego zabójcy. Jak dla mnie nacja nie gra roli; a kluczowym elementem stają się po prostu aparycja i talent aktorski. (Pominę żarty o Karolaku w roli głównej). Natomiast rażącym błędem byłoby nienagranie lokalnych dubbingów. Po prostu nie wyobrażam sobie Geralta mówiącego innym językiem niż polski. To samo tyczy się plenerów, o których pisałem już wcześniej.

A jak wyglądają Wasze życzenia i obawy odnośnie najnowszego serialu? Napiszcie w komentarzach.

[WPIS PIERWOTNIE SIĘ UKAZAŁ NA BLOGU http://www.bednarskiprzemyslaw.pl/blog/witcher-netflix/ ]