Jump to content

Krigore

Redaktorzy
  • Content Count

    271
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

25 Neutralna

About Krigore

  • Rank
    Człowiek
  • Birthday 03/07/1984

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  • Konfiguracja komputera
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array

Recent Profile Visitors

12,496 profile views
  1. Szczerze mowiac, nie wiedzialem, ze to na podstawie ksiazki. Fajny tekst.
  2. Nie jestem w żadnym razie ekonomistą. Nie znam się na logistyce, mam blade pojęcie o problemach związanych z przemieszczaniem masy towarów i ludzi. Mam jednak kolegę, który zajmuje się tym zawodowo. Oto, co mi kiedyś przy piwie opowiedział. Gdy Unia Europejska weźmie i padnie na pysk po tym, jak Wielka Brytania z niej wyjdzie, to pewnie pociągnie za sobą szereg nieprzewidywalnych wydarzeń. Ale znajomy stwierdził, że dla niego oznacza to przede wszystkim jedno: będzie szukał nowej roboty. Pracuje w firmie spedycyjnej i to właśnie tu potencjalny rozpad Unii Europejskiej, który stanie się dużo bardziej realny po tym, jak opuści ją jedno z największych państw, przyniesie największe szkody. Przede wszystkim - szlag trafi wszystkie utarte już od lat ścieżki spedycyjne. Przerzucenie towarów z regionu A, powiedzmy w Niemczech, do regionu B, powiedzmy w Polsce lub Francji, zajmuje kilkanaście godzin. Gdy z powrotem pojawią się kontrole graniczne i konieczność oczekiwania na odprawy na granicach narodowych, czas ten się wydłuży, w ekstremalnych przypadkach nawet do kilku dni. To nie jest wymysł: tyle to trwało w czasach, gdy byliśmy poza UE. Powiecie - niewygoda. Niestety nie. By zapewnić dystrybucję dóbr na tym samym poziomie, należałoby zrobić dwie rzeczy. Pierwsza to znaczne powiększenie floty transportowej, co przełoży się na większe zakorkowanie dróg, większe zatrudnienie, a przede wszystkim - mnóstwo kasy, którą firmy transportowe będą musiały wyłożyć niemal z dnia na dzień. Nie jest to możliwe - a przynajmniej nie w stopniu, w którym deficyt zostanie zasypany. Trzeba mordernizować dalej - magazyny i centra dystrybucyjne. Teraz rotacja towaru jest wysoka, rezerwy muszą być stosunkowo niewielkie. W przypadku, gdy ciągłe dostawy rozciągną się w czasie, trzeba będzie się na to przygotować. Konieczne będzie zwiększenie powierzchni magazynowej, budowa nowej lub zaadoptowanie starej infrastruktury. Kasa, mnóstwo kasy, której konieczność wydania pojawi się z dnia na dzień. To wszystko zostanie przerzucone na konsumentów. Tym, co odczujemy niemal natychmiast po tym, jak Unia pójdzie w piach, będzie wzrost cen praktycznie wszystkiego. Powód macie powyżej, ale zmniejszy się też konkurencyjność: dostawcy będą musieli spróbować zastępować zagranicznych dostawców tym, co jest pod ręką, a to niekoniecznie oznacza, że będzie tanio. Znienawidzone niegdyś słowo „cło” pojawia się teraz najczęściej w kontekście zakupów przez aliexpress w Chinach. Po tym, jak z powrotem pojawią się granice, może wrócić - w jakiej postaci i co obemujące, nie wiadomo. Ale szansa, że poszczególni byli członkowie UE zaczną chronić swoje wewnętrzne rynki przed zakusami sąsiadów, jest bardzo dużo. Skończy się np. sprzedawanie okien przez Polaków na Niemieckich rynkach. Pojawią się pewnie ograniczenia, o których dziś nikt nie słyszy, choćby opłaty na niemieckich autostradach dla obcokrajowców. No właśnie - ale by z nich korzystać, trzeba w ogóle w naszym przypadku tam najpierw pojechać, nie? Znów pojawi się konieczność załatwienia sobie paszportu, by pojechać do sąsiadów. Trzeba będzie odstać swoje w kolejce przed granicą. Dziś to nie do pomyślenia. A to przecież pierdoła, nie? Takich zagadnień jest całe mnóstwo. Jak człowiek sobie pomyśli, ile się może zmienić przez referendalną głupotę jednego narodu, to aż zimny dreszcz przebiega przez ciało. Jak mówiłem - specjalistą nie jestem. Ale z faktu, że jesteśmy w Unii korzystam codziennie. Można narzekać na pełzający socjalizm, na paraliż w kwestii ochrony zewnętrznych granic UE i fakt, że teraz praktycznie każdy może sobie do Europy wejść ot tak. Można się wkurzać na biurokratyzm, tony bzdurnych dyrektyw czy prawnych rozstrzygnięć. Ale można to też próbować przezwyciężyć w ramach istniejących ram ustrojowych. Chciałbym, żeby UE właśnie w ten sposób radziła sobie ze swoimi problemami. Bo to, co może przynieść przyszłość, gdy motłoch zdecyduje, że jednak osobno jest lepiej, będzie jedynie świadectwem, że motłoch nie docenia tego, co ma. I jako kontynent stracimy bezpowrotnie globalną inicjatywę.
  3. Na studiach oglądałem. Wtedy było OK, teraz chyba bym już się bał oglądać ;).
  4. Kiedyś to oglądałem. Bieda straszna :).
  5. Niezły jest. Ciężki klimat, sporo dobrze zrobionych postaci.
  6. Nie, uważam, że nie podobny, choćby dlatego, że na tym screenie nie widać nic. Decyzja, by wpisać tam Mephista była świadoma, powody masz podane powyżej. Jeśli się pomyliliśmy, to nie przez niedbalstwo, a nieprawidłową interpretację danych. A z tak drastycznymi ocenami to jednak bym się wstrzymał, bo jednak się wygłupiasz, proroczo szafując ocenami bez wiedzy, kto i ile czasu faktycznie grał. Zdrowia!
  7. A jesteś pewien? Z gemem z godzinę nad tym siedzieliśmy. Diablo to być nie może - takiej facjaty nie ma na żadnym screenie, arcie czy grafice koncepcyjnej. A przynajmniej nie znaleźliśmy. Przekopałem kilkadziesiąt podstron grafik i na żadnym morda z okładki nie przypominała tej u Diablo. Zwróć uwagę, że Diablo to taki byczek z mordą szeroką. A postać na okładce jest pociągła. Mnie bardziej przypomina Mephista, choć też nie zgadza się kształt rogów chociażby. Szukałem też mord wysokiej rady z Kurast, niemniej trop niepewny i to był bardziej strzał. Koniec końców podjęliśmy decyzję, by napisać, że to Mephisto, a rozbieżność wynika z tego, że ten render jest dość wczesnym, z tego, co pamiętaliśmy. Ale że pamięć zawodna, to mogliśmy się rypnąć, kolokwialnie mówiąc. Takie szalone czasy były, internetów stosunkowo mało, jakość grafiki - taka, jak widać. Ja obstawiam, że to Mephisto .
  8. W tym temacie za pomocą ankiety głosujemy na najlepszy gameplay spośród zgłoszonych do konkursu na stronie www.cdaction.pl i wybranych przez nas do drugiego etapu. Lista gameplayów: 1. Radovan: 2. 0zim0: http://www.youtube.c...h?v=EgasTSEXnSM 3. Strauss: 4. xXxNikoxXx: 5. samurai: http://www.youtube.c...h?v=UBR9qe7_v3c 6. Mahavir: http://www.youtube.c...h?v=y8aZnnPgspY 7. Rimmorn: 8. BarMar12345: 9. Mike0r: 10. Biedny: http://www.youtube.c...h?v=7VI0DN__iw4
  9. Wszystkie do tej pory przejrzane. Mała prośba: jak wklejacie nowe, róbcie to w kolejnym poście, będzie łatwiej dla mnie .
  10. W tym temacie wklejamy linki do konkursowych gameplayów z gry Titanfall. By film został dopuszczony do konkursu, musi spełnić następujące wymagania: - długość - maksymalnie 30 sekund, - musi pokazywać ciągłą i niemodyfikowaną akcję z gry, bez żadnych cięć montażowych, dodanych efektów dźwiękowych i wizualnych, tylko czysty gameplay. Każda osoba może zgłosić do konkursu maksymalnie jeden filmik. Jeśli w kolejnych postach wkleicie więcej niż jeden link, pod uwagę będziemy brali tylko ostatni. Wklejając link, oświadczacie, że jesteście autorem gameplaya, a tenże przedstawia zapis gry osoby biorącej udział w konkursie.
  11. Niektórzy pewnie oglądali w sobotę oficjalny stream z gry Titanfall. CD-Action ? razem z innymi mediami i blogerami ? dostało zaproszenie, by oddelegować tam kogoś, kto na żywo mógłby dzielić się wrażeniami z gry. Jako że wówczas byłem jedynym, który widział Titanfalla ? trafiło na mnie. Pojechałem. I na własne oczy przekonałem się, ile zachodu trzeba, by stworzyć tego rodzaju przekaz. Ze zwykłym streamem sprawa jest prosta: ot, gramy i puszczamy obraz w świat. Jeśli jednak chcemy się pobawić montażem, puszczać jednocześnie obraz z kilku źródeł, a do tego dorzucić efektowne przejścia i jeszcze zorganizować konkurs, który wymaga zadawania pytań na wizji ? to już wyższa szkoła jazdy. Przede wszystkim trzeba sprzętu. Naprawdę, byłem w szoku ? elektronika potrzebna, by wszystko to ogarnąć, zajmuje pewnie spory samochód dostawczy. Ekrany, konsole, coś w rodzaju stołu reżyserskiego ? połowy urządzeń nie jestem nawet w stanie nazwać. Każdy z komputerów oczywiście połączony był z reżyserką i tylko i wyłącznie od decyzji reżysera zależało, który obraz spośród kilkunastu dostępnych pójdzie na żywo w internet. Przebitki, które mogliście oglądać, również nie były dziełem przypadku - obraz ze wszystkich kamer wędrował na bieżąco do reżyserki i tam decydowano, które zdjęcia pojawią się w relacji. Tu też nie było przypadku - ale poza względami wizualnymi reżyser miał na względzie dobro kamerzystów. Sprzęt ważył naprawdę sporo i kilka razy słyszałem, że obraz jest zmieniany tylko i wyłącznie po to, by kamerzyści mogli sobie odpocząć. Każdy z operatorów miał zresztą kontakt radiowy z reżyserką, więc dokładnie wiedział, kiedy obraz z jego kamery idzie w świat, na bieżąco mógł też wedle wskazówek szefa zmieniać plan i odpowiednio kadrować obrać. Podgląd każdego ekranu był dostępny na dużym ekranie i odpowiednio nazwany. Reżyser mówił, który obraz chce mieć w głównym oknie streamu, a człowiek odpowiedzialny za bieżący montaż go tam umieszczał - tak zasadniczo wyglądała praca nad całym streamem. Takie układanie puzzli z ruchomych obrazów - wygodne, ale by zapewnić ciągłość sygnału, trzeba było się jednak napocić. Wywiady z gośćmi odbywały się w trzech miejscach: wydzielonym pokoju, sali z komputerami i w wolnej przestrzeni, gdzie stały dwa krzesła i kanapa. Niezależnie od tego, gdzie nas usadzano, światła oświetlały nas w ten sam sposób, co obsługa za każdym razem sprawdzała. Dźwięk? Dwa mikrofony ręczne, jeden na statywie, a także takie przerośnięte dyktafony. Oczywiście nie było żadnego problemu z emisją obrazu z zupełnie inną linią dźwiękową, co mieliście okazję wielokrotnie widzieć. W reżyserce na bieżąco nakładano również efekty w postaci pływających plansz z kodami do bety i z cytatami. Tam też decydowano, jak mają wyglądać przejścia pomiędzy poszczególnymi sekwencjami wideo, a także wszystkie podpisy, jak chociażby imiona i nazwiska gości lub wypunktowania ich wypowiedzi. W tym ostatnim wypadku oczywiście poproszono nas o wcześniejsze hasłowe przedstawienie tego, o czym za chwilę będziemy mówić. Nie powiem, bardzo przydatne - szczególnie, że w przypadku, gdy się idzie na żywo w internety, to trema jednak człowieka zjada i wspomniane podpisy były niezłą ściągawką. Impreza jako całość była dla mnie ciekawym doświadczeniem. Pomijając już nawet fakt, że mogłem sobie pograć w Titanfalla, podpatrywanie profesjonalnej ekipy filmowej w pracy, to czysta przyjemność. Było trochę fachowego slangu, kilka wtop ze strony gości i parę gorących scen, gdy pojawiały się niewielkie problemy techniczne. To, że ich nie widzieliście, świadczy tylko o tym, że chłopaki spisały się na medal.
  12. Niedługo startuje zamknięta beta Titanfall i spora liczba graczy będzie mogła przekonać się, nad czym przez ostatnie lata pracowała ekipa byłych szefów Infinity Ward. Ja już mogłem to zrobić - ale by pograć w Titanfall, musiałem pokonać pół tysiąca kilometrów. Tyle w prostej linii jest z Wrocławia do Monachium, gdzie w jednym z całkiem przytulnych lokali rozstawiła się ekipa z Respawn Entertainment i... zaprosiła do gry dziennikarzy z całej Europy. Na brak sprzętu nie można było narzekać: w paru rzędach stanęło łącznie 24 zestawy komputerowe. W drugiej sali - podobna liczba konsol. Tam jednak, przyznam szczerze, ledwie pozaglądałem. Jestem jednak pecetowcem i te maszyny siłą rzeczy darzę większym respektem. Sorry, iksboksiarze . Granie graniem, sprzęt sprzętem, ale i tak najciekawiej prezentowała się figurka tytana. To cudo szczęśliwcy znajdą w edycji kolekcjonerskiej. Osobiście uważam, że 1200 złotych - bo tyle ma kosztować w przeliczeniu gra w tej wersji - to gruba przesada... ale mimo wszystko chyba znalazłbym miejsce na biurku na takie coś. Tym bardziej, że błyska kolorowymi światełkami. Organizacyjnie wszystko zagrało, a o tym, jak wygląda sama gra, możecie poczytać tutaj: http://www.cdaction....z-gralismy.html
×
×
  • Create New...