Jump to content
Sign in to follow this  
niziołka

[Log] Sesje Online

Recommended Posts

W tym dziale będą umieszczone zapiski z sesji prowadzonej przez Gofra, "Żal Online", w której gracze grają tak, żeby było śmiesznie :]

W ramach drobnych porządków i zerowego ruchu pozwoliłem sobie dotychczasowe [Logi] połączyć w jeden temat ;) - Black Shadow

Share this post


Link to post
Share on other sites

Panie i panowie! Oto jest zapis mojej debiutanckiej sesji online, z dnia 11,09,08r, pod roboczym tytułem "Żal Online - Sesja Gofrowa".

W rolach głównych wystąpili:

Ja, Czyli Gofer - Master of Flamaster - Mistrz.

Greenday - Ethern - Krasnal wojownik.

Siri - Kailinda - Półelf - wojownik/łotrzyk.

Knight Martius vel Martyna, cud dziewczyna - Kardas - Człowiek wojownik.

Barman - Gościnnie wyśmiewał gości x)

P_aul - The_Doctor coś tam se pogadał.

(Kolejność przypadkowa.)

<Master_of_Flamaster> Zima, skraj lasu. Cała wasza trójka siedzi w przydrożnej karczmie. Prócz was i barmana nie ma tam nikogo.

<Master_of_Flamaster> <Grajcie>

<Kardas> Podchodzę do lady i mówię do barmana: - Witam! Poproszę na początek soczyste p... p... sok pomarańczowy!

<Ethren> Barman, piwo.

<Ethren> Ehh, coraz gorsze te barmany, coś nie słuchają...

<Master_of_Flamaster> Barman uwija się i rozdaje zamówienia.

<Kailinda> Siedzę sobie przy stoliku i tak od niechcenia patrzę, komu by tu coś wywinąć...

<Master_of_Flamaster> Nagle drzwi karczmy wpadają do środka i wchodzi 3 mężczyzn w czarnych płaszczach.

<Ethren> <yeah>

<Master_of_Flamaster> <^^>

<Ethren> <no kurfa>

<Kardas> - Hm? - zastanawiam się, przyglądając się tym gościom.

<Ethren> <=c>

<Ethren> Spokojnie sącze piwsko

<Master_of_Flamaster> Pierwszy z nich mówi: To jest napad. Wszycy wyskakiwać z kasy!

<Kailinda> - Nie mam kasy. - od razu mówię, jak gdyby nigdy nic.

<Kardas> - Napad? A po co? - pytam beztrosko.

<Master_of_Flamaster> - Pani może zapłacić w naturze. Reszta wyskakiwać z kasy i ekwpipunku.

<Kardas> <Barman postawił napoje na ladzie?>

<Master_of_Flamaster> - Jak to po co? - Uniósł się zbój - For money!

<Master_of_Flamaster> <tak>

<Kailinda> - Pan sobie żartuje...

<Kardas> - Szpanujesz obcym językiem? No miło tak? Aż ci zazdroszczę! - Wyciągam powoli swój miecz, jednocześnie patrząc co jakiś czas na napoje na ladzie.

<Ethren> Już jo żem wam te głupie pomysły z głów powybijom!

<Master_of_Flamaster> - Chlopcy, weźcie dziewczynę do wozu.

<Master_of_Flamaster> Mężczyzna zagwizdał na palcach i do karczmy weszło jeszcze 4.

<Ethren> Ta dziewoja jest naszo, a jo już żek od dawna nie widzioł dobrej bitki, wiec hejże na łobuza

* Ethren hejaho

<Master_of_Flamaster> - Nie radzę wam stawiać oporu. - Mówi wciąż ten sam.

<Kailinda> A w międzyczasie już miałam mój ukochany sztylecik w łapce... Kogo by tu wykastrować...

<Kardas> Wyciągam miecz już do końca. Trzymając go jednorącz, patrzę na gości i na ladę.

<Ethren> Wyciągam mój topór, podnosże w tarcze gotowości i powolutku idę na wroga

<Master_of_Flamaster> Dwóch mężczyzn podchodzi do Kailindy.

<Master_of_Flamaster> - Chłopcy, brać ich. - Krzyknąl. Po dwóch mężczyzn rzuciło się na każdego z was.

<Kailinda> - Panowie, tak się nie godzi... - mówię, wstając z krzesła. Z tym, że sztylecik tak ustawiłam, żeby w najbliższym czasie kogoś uczynić bezpłodnym...

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Panowie rzucają się na ciebię.

<Master_of_Flamaster> <e>

<Master_of_Flamaster> Ethren i Kardas - Każdy z nich wydobył miecz z pochwy i zaatakował was, to z góry, to z boku.

<Kailinda> To w tym momencie jeden zarobił kopa w czułe miejsce, a drugi zaraz utraci męskość, tak bowiem nakierowałam sztylet.

<Kardas> - A, a, a! Can't touch her! - szpanuję obcym językiem, po czym ustawiam miecz, aby się postarać zablokować ew. ataki. Kiedy zaczynają mnie atakować, staram się znaleźć jakiś słaby punkt i w niego uderzyć.

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Pierwszy z nich dostał w krocze i obsunął się z piskiem na ziemię.

<Ethren> blokuje jedno uderzenie tarczą, a durgie toporem.

<Master_of_Flamaster> Kardas - Skutecznie blokujesz pierwsze uderzenie, lecz drugie było na tyle silne, że rzuciło cię na stół.

<Master_of_Flamaster> Ethren - blokujesz z powodzeniem.

<Ethren> Szybko wyprowadzam kontratak, uderzając tego bliżej mnie toporem i broniąc się tarczą od ewentualnych ataków tego drugeigo

<Kailinda> To w takim razie robię małą kastrację drugiemu...

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Niestety, mężczyzna chwycił twą dłoń i dał Ci z pięści w twarz.

<Kardas> Kiedy jestem przy stole, szybko spoglądam na niego. Po tym biorę szybko zamówione przez kolegę piwo i piję do dna, starając się unikać ataków przeciwnika/-ów.

<Kardas> <Gofer, poprowadzisz mną odpowiednio przez ten czas? Muszę się ulotnić na 5-10 minut. ;]>

<Master_of_Flamaster> Kardas - chwytasz piwo i pijesz do dna. Twoi przeciwnicy stoją i chichoczą.

<Master_of_Flamaster> <hie hie hie... jasne ];->>

<Kardas> <OK, dzięki. :D Z/w.>

<Kailinda> - Szkurr... - troche mnie to odepchnęło, jednak zaraz potem... Dobywam miecza. - A teraz sie pobawimy z dużą zabaweczką... - uśmiecham sie parszywie i atakuję goscia. No cóż, najwyżej go poranię...

<Master_of_Flamaster> Ethren - Udaje ci się rozpruć czaszkę jednego, ale drugi zranił Cię w udo.

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Rzucasz się na faceta. Ten mając cię za słabą kobitkę z głupią miną paruję ciosy, ku jego zaskoczeniu, obcięłaś mu lewe ucho.

<Master_of_Flamaster> Kardas po wypiciu piwa zrobił się czerwony i z miną wioskowego kretyna zaczął kręcić młynki biegnąc na przeciwników.

<Ethren> Ignorując ból staram się szybko zabić drugiego przeciwnika. Przecież piwo na mnie czeka.

<Master_of_Flamaster> Udało mu się szybko położyć obu przeciwników.

<Master_of_Flamaster> <mart wypił>

<Kailinda> - Jeszcze się bawimy, taaak? - Cóż, mieczyk ,mieczykiem, ale wykastrować drania muszę...

<Master_of_Flamaster> Etheren - Twój topór leciał wprost na szyję przeciwnika, lecz nagle zastygłeś w bezruchu.

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Rzuciłaś się i cięłaś wprost w kroczę mężczyzny, ten pisnął cicho i zemdlał, lecz ty znieruchomiałaś nagle.

<Kailinda> - Co do cholery?! - no to było niespodziewane...

<Master_of_Flamaster> - Dość tej zabawy - Mówi herszt. - Jak widzicie, umiem czarować. Nie chcieliście po dobroci, będzie po złości.

-->| DarekAvenger (~thomas321@ckg144.neoplus.adsl.tpnet.pl) has joined #sesja_rpg

<Barman> Hahaha! Oto DarekAvenger! Mistrz cietej riposty! *Barman tarza sie ze smiechu*

<Master_of_Flamaster> <cześć, grasz?>

<DarekAvenger> <ja tylko popatrzec>

<Master_of_Flamaster> <możesz zagrać, jest miejsce>

<DarekAvenger> <na speckcie posiedze>

<DarekAvenger> < :) >

<Ethren> Co to za sztuczki!!! Już jo wos naucza honorowej walki!

<DarekAvenger> <szukam tatchnienia na postac :/ >

<DarekAvenger> <natchnienia>

<Master_of_Flamaster> <zrób szybko jakiegoś magika, musisz ratować resztę ^^>

<DarekAvenger> <ehhh no nie wiem>

<Kardas> <Jestem. Już czytam.>

<Kailinda> - A, czyli chcesz powiekszyć liczbę dzieci na świecie...? No niech no tylko ci dorwę...

<Master_of_Flamaster> Ku waszemu ździwieniu Kardas ruszył na herszta kręcąc młynki. Mężczyzna strzelał do neigo jakimiś niebieskimi kulkami, lecz nie trafiał. Po chwili stracił rękę.

<Master_of_Flamaster> Możecie się ruszać.

<Master_of_Flamaster> Ethren - Nie miałeś już tarczy i jakiś facet właśnie trzymał twój topór, razem z tobą.

<Ethren> Wierzgam się na boki i próbuję wyrwać topór

<Master_of_Flamaster> Mężczyzna bez ręki wyskoczył z karczmy, po chwili wpadło jeszcze 3 mężczyzn.

<Kailinda> - O... - skoro mogę się ruszać, to chowam bron niewinnie, jakby to nie była moja wina.

<Master_of_Flamaster> Ethren - szarpnąłeś mocno, po czym pchnąłeś, mężczyzna nadział się wprost na ostrze topora.

<Ethren> <bedzie exp rze***>

<Master_of_Flamaster> Kailinda - nic to nie dało, jeden z mężczyzn rzucił się na ciebie z mieczem, ciął od góry mierząc w głowę.

<Master_of_Flamaster> Kardas - Jako że stałeś przy drzwiach, dwóch zbirów zaatakowało właśnie ciebie.

<Ethren> Trzymając za sam koniec rękojęsci topora, wywijam nim najróżniejsze pętle byleby tylko trafić jakiegokolwiek przeciwnika

<Kailinda> Jedyne, co mogłam zrobic, to... uniknąć.

<Master_of_Flamaster> Kailinda - tak też robisz, odskakujesz na lewo, ale facet jest szybki i miecz znów leci w twoją stronę.

<Kailinda> - Panowie! Moze mała pomoc? - pytam, wyciagajac swój własny miecz i bpróbując zablokowac cios.

<Master_of_Flamaster> Erthern - Machasz toporem jak wariat i zdarza ci się mały wypadek, topór wylatuje ci z rąk i trafia wprost w przeciwniki Kailindy.

<Master_of_Flamaster> Kardas - Jeden z nich stara się ciąć po kolanach, drugi atakuje z wyskoku, mierząc w głowę.

<Kardas> - Masz coź do mnie, kufa?! - bełkoczę do facetów. Nie wiedząc zaś, co robię, ciacham dalej.

<Kailinda> - O... Bardzo dziękuję!

<Master_of_Flamaster> Kardas - Podskakujesz, miecz pierwszego przelatuje pod twoimi stopami, drugi dostaje kopa z obu stup, gdy leci w twoją stronę.

<Master_of_Flamaster> <zostali tylko Ci dwaj>

<Kardas> "O, ale fajnie... O, ale efekty... O, a temu chyba ręka odpadnie... O, ktoś kopa dostał...".

<Master_of_Flamaster> Z podwórka słyszycie konie, herszt bez ręki właśnie odjechał.

<Kailinda> - Dobra... Ma ktos kuszunię? Albo cos strzelajacego? Moze byc katapulta!

<DarekAvenger> <dobra czesc wam mam trening w CSa>

<Ethren> Staram się zdobyć jakąkolwiek borń i kontynuować poprzednią taktykę walki.

|<-- DarekAvenger has left irc.ircnet.pl ()

<Master_of_Flamaster> Kardas - szybko wstajesz, tniesz jednego prosto w szyję, drugi właśnie atakował cię od lewej, gdy nagle zza twojej głowy przyleciał bełt i trafił go w głowę.

<Master_of_Flamaster> Barman - Dla ciebie wszystko, piękna!

<Master_of_Flamaster> Ethern - Niestety nic nie znajdujesz.

<Kardas> - Nie jeć bese mnie!!! - krzyczę za dźwiękiem. Widząc zaś bełt w głowie faceta, bełkoczę: - Dziń dubry...

<Kailinda> - O, jak miło! - delikatnie rozczesuje ręką moje piękne, ciemne włosy...

<Master_of_Flamaster> Widzicie, że jeden z tych złych wije się na ziemi, to ten, który dostał kopa w krocze.

<Ethren> Ruszam więc z golymi pięściami na pozostałych wrogów

<Kardas> - Hyp! - idę pod ladę, zataczając kolejne młyńce. A przynajmniej jakoś się staram.

<Kardas> <Pytanie: trzeźwieję powoli? ;]>

<Master_of_Flamaster> Barman - a może by go tak przesłuchać? Ta banda od dawna mnie napada, jeśli złapiecie herszta, dobrze wam zapłacę.

<Master_of_Flamaster> Kardas - upadasz i śpisz.

<Kardas> - Chrrr... Chrrr...

<Master_of_Flamaster> Zbir czołga się w stronę drzwi, trzymając się za krocze. Widocznie coś mu tam pękło...

<Master_of_Flamaster> <kurde, to nie takie proste, jak myślałem ^^>

<Ethren> Ruszam więc z golymi pięściami na pozostałych wrogów

<Kailinda> - A znasz kogoś, kto umie przesłuchiwać?

<Master_of_Flamaster> Barman - posadźcie go na krześle. Nie będzie chciał mówić, to mu coś utniemy, albo czymś go przypalimy.

<Kailinda> - Eee... Ale chyba jemu nie ma co uciąć...

<Master_of_Flamaster> Ethern - Podnosisz faceta, ale widzisz jego męskie cierpienie i robi ci się go żal.

<Kardas> - Jaja... Piękne, pyszne smażone jaja... - mamroczę przez sen.

<Master_of_Flamaster> Barman - Wam, babom, to tylko jedno w głowie. Z tego co widzę, to ma uszy, ma palce...

<Master_of_Flamaster> Zbir - Nie, proszę! Krzyczy facet bardzo piskliwym głosem - Powiem wszystko, ale nie kastrujcie!

<Kailinda> - Ja tu jestem niewinna...

<Kailinda> - Poza tym, wykastruję i tak.

<Master_of_Flamaster> Barman - Wszyscy jesteśmy tak samo winni.

-->| Ookami (~Mcam@ppp-221.lomianki.armasan.eu) has joined #sesja_rpg

<Barman> A wiecie po czym odroznic Ookami od pelnego nocnika? Ten drugi lepiej pach... o, siema, Ookami...

<Master_of_Flamaster> Zbir - Nie błagam, ja pracowałem dla Araziela tylko dlatego, że mam rodzinę na utrzymaniu. Nie kastrujcie, błagam!

<--| Ookami has left #sesja_rpg

<Kailinda> - Rodzina na utrzymaniu... Rany, co za ckliwe historyjki...

<Kardas> - Kastrat! Kastrat! Kastrat!... - mamroczę znowu. - Chrrr...

<Master_of_Flamaster> Barman - To jak, przyjmujecie zlecenia na tego Araziela, czy jak mu tam?

<Master_of_Flamaster> Barman - Dobrze zapłacę. Karczma to tylko hobby, jestem siostrzeńcem pewnego bogatego barona.

<Kardas> - Baleron... Baleron...

<Master_of_Flamaster> Zbir trzyma się za krocze i szamocze w rękach Etherna. - Błagam, zostawicie mnei, błagam!

<Kailinda> - Kopnij go ktos, ja sie brzydzę.

<Master_of_Flamaster> <Mart, ja tak podobno przez sen mówiłem na szkolnej wycieczce xD>

<Kardas> <Aha. :D>

<Master_of_Flamaster> <Baleron, baleron!>

<Master_of_Flamaster> <Ethern, żyjesz?>

<Kardas> <Jest na "zaraz wracam".>

<Master_of_Flamaster> Ethern - Mężczyzna wykorzystuję chwile twojej nieuwagi, daje ci kopa w krocze i wybiega z karczmy.

<Ethren> <zzzap>

<Kardas> - Uuu... Jak miło... - mamroczę dalej.

<Ethren> Gonię go

<Kailinda> Patrzę na tego śpiącego... Zachodzę go od tyłu i biedak dostaje kopa.

<Master_of_Flamaster> Ethern - Udaje Ci się go dopaść, bo biegnie dość wolno.

<Master_of_Flamaster> <w co? ;>>

<Ethren> bije go po mordzie

<Ethren> <jebut>

<Ethren> <jebut>

<Ethren> <jebut>

<Ethren> <jebut>

<Ethren> <;f>

<Master_of_Flamaster> Ethren - Facet dostał dwa razy, gdy nagle przerzucił cię sobie nad głową i wydobył z buta sztylet, rzucił się na ciebie.

<Kardas> - Ała! Nie kop mnie, o pani! - Otwieram oczy i przyglądam się kobiecie. - Eee... Sochozi???... To ty nie jesteś pani...?

<Kardas> <Sorry, Gofer, zagalopowałem się z tym obudzeniem się. ^_^'>

<Master_of_Flamaster> Kardas - Powoli trzeźwiejesz.

<Master_of_Flamaster> <spoko ^^>

<Ethren> Próbuję wprawić nasze ciała w ruch wirowy tak, aby pod koniec turlania się to ja był na górze i kontynuował mordobicie.

<Kailinda> - A nic. Nudziło mi sie.

<Master_of_Flamaster> Ethren - Facet pada na ciebie, lecz jest jakiś taki... Martwy. Z między łopatek wystaje mu bełt.

<Kardas> - Aha... - kręcę głową, aby chociaż spróbować wytrzeźwieć. - Moment! Gdzie są tamci?

<Master_of_Flamaster> Barman - Było się kiedyś zawodowym strzelcem.

* Ethren =C

<Kailinda> - A nie wiem.

<Kardas> - A właśnie... Nie znam cię za bardzo. Jak się nazywasz?

<Kardas> <Właśnie, znamy się skądś wcześniej wszyscy?>

<Master_of_Flamaster> Barman - To jak. Ruszycie wraz ze mną, bo tego Araziela? Dobrze wam zapłacę.

<Master_of_Flamaster> <siedzieliście tam z godzinę, jeśli chcecie, możecie się trochę znać>

<Kardas> - Ale... No, nie rozumiem, o co chodzi z tym Arazielem?

<Kardas> <A, czyli dobrze. ;]>

<Master_of_Flamaster> - Ten Araziel, to herszt tej bandy. Napadał mnie od jakiegoś czasu. Sam nie mam jak dobrać mu się do skóry, lecz z taką kompanią...

<Master_of_Flamaster> Ethern - Wszystko słyszysz, bo już jesteś w środku. Na zewnątrz jest zimno.

<Kailinda> - Tak, pewnie... I niby myslisz, że ci za darmo pomogę, ta?

<Kardas> - OK, się zobaczy. Ile dasz na nagrodę? - Po chwili podchodzę do lady, przypominając sobie o napoju i pijąc go powoli. Ot, tak żeby się nim delektować.

<Master_of_Flamaster> - Dziewczyno, czy ty nei słyszałaś, jak powiedziałem "dobrze wam zapłacę"?

<Kailinda> - Nie, nie słyszałam... Byłam zbyt zajęta szukaniem potencjalnych ofiar...

<Master_of_Flamaster> - Hym... W zależności od tego, jak wam pójdzie to 500-1000... No i darmowe piwo i żarcie... No i kobiety.

<Kailinda> - Kobiety?! Ja nie jestem lewa!

<Kardas> - Stoi! Biorę tę fuchę! Kiedy wyruszamy?

<Master_of_Flamaster> - Dla ciebie ślicznotko, mogę sam zdjąć spodnie. - barman puszcza ci oczko.

<Master_of_Flamaster> - Jutro z samego rana.

<Kailinda> - Błeeee... Jesteś pewien, że masz odpowiedni rozmiar?

<Master_of_Flamaster> - Inne nie narzekały.

<Kardas> - Masz mnie! Tylko załatw mi ze dwie butelki piwa na prowiant, dobrze?

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Barman jest dość przystojnym facetem, ok 40.

<Kailinda> - Załatw mi kogos innego. Pewnie jakiegoś syfa roznosisz...

<Kailinda> <tyaaa... czterdziestolatek dla ok. dwudziestolatki xD>

<Master_of_Flamaster> <ale przystojny xD?

<Master_of_Flamaster> - Jak chcesz maleńka, ale w razie czego, wołaj.

<Kardas> <Też bym psioczył. :D>

<Master_of_Flamaster> - Jasne.

<Master_of_Flamaster> - Piwo da sięzałatwić.

<Kailinda> - Z tobą to najwyżej w rozbieranego mogę pograć.

<Kardas> - Świetnie - mówię, popijając sok pomarańczowy.

<Master_of_Flamaster> - Inaczej będziesz śpiewała, jak cię już wychędożę.

<Kailinda> - A potrafisz?

<Master_of_Flamaster> Do sali wchodzi od tyłu jakaś kobieta.

<Master_of_Flamaster> Kobieta - I to jeszcze jak.

<Kailinda> - O, towar z odzysku... Nie biorę.

<Master_of_Flamaster> Wygląda nieźle, wiek ok 30 lat, duże piersi, wcięcie w tali, długie blond włosy i błękitne oczy.

<Kailinda> Nabawiam sie kompleksów...

<Master_of_Flamaster> Barman - To Katrin, jedna z moich najlepszych nałożnic. Zaprowadzi was do pokoi, jeśli chcecie.

<Kardas> W tym momencie szczęka opada mi na glebę... - Jestem na twoje usługi!

<Kailinda> - Phi... - no cóż, nie ma nic gorszego, niz kobiece kompleksy...

<Master_of_Flamaster> Kardas - kobieta mówi do ciebie - Jeśli chcesz tygrysku, możesz spać ze mną. - Puszcza ci oczko.

<Kardas> Uśmiecham się tak szeroko, jak to tylko możliwe

<Master_of_Flamaster> Barman - To jak, podać wam coś jeszcze, czy idziecie do siebie?

<Master_of_Flamaster> <Ethern, śpisz?>

<Kailinda> - Ja sobie chętnie pójdę... - i zabieram sie do wyjścia.

<Master_of_Flamaster> <wyjścia gdzie?>

<Kailinda> <na zewnątrz, a gdzie? ;p>

<Kardas> - Kilka godzin czasu wolnego raz! - po czym powoli podchodzę do Katrin.

<Master_of_Flamaster> <do pokoju? :P>

-->| Drew (~P_aul@dol12.neoplus.adsl.tpnet.pl) has joined #sesja_rpg

<Barman> Hej Drew, pozycz piatke! Pozycz piec zloty! Jak to wydales na kakao w pobliskim barze? A nie nasralo?!

<Master_of_Flamaster> Wychodzisz i widzisz, że twój koń jest martwy. To na pewno wina tego Araziela.

<Master_of_Flamaster> <cześć>

<Kailinda> Fajnie... No cóż, pójdę sobie pieszo...

"<The_Doctor> <jakim cudem ten idiotyczny program uznal, ze moja glowna ksywa to Drew????>

"<The_Doctor> re>

<Kardas> - To jak? Ile czasu mogę ci poświęcić? - pytam Katrin.

<Master_of_Flamaster> - Całą noc tygrysie, chodź za mną. - Puszcza ci oczko i kręcąc tyłkiem wychodzi.

<Kardas> Idę za nią posłusznie.

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Nie jest to dobry pomysł. Na dworze jest przeraźliwie zimno, a droga bardzo daleka. Zamarzniesz na śmierć.

"<The_Doctor> <i jedno pytanko - kto do naglebszych czelusci piekielnym, na Prawdziwe Imiona Starszych Bogow i do ciezkiej, naglej, jasnej cholery dal Entowi procenty?>

<Master_of_Flamaster> <lizał dupę, do mu dałem :P>

"<The_Doctor> <macie rowno siedem sekund, by to wyjasnic>

"<The_Doctor> <aha... a bana czasem nie chcesz?>

<Master_of_Flamaster> <to*>

<Kailinda> Otulam się płaszczykiem i idę sobie wolno... Na kobiecy upór moze zaradzic tylko przystojny facet W ZBLIŻONYM WIEKU.

<Master_of_Flamaster> <nie chcę>

<Kardas> Już oczami wyobraźni widzę TO. Staram się wytrzymać nacisk...

"<The_Doctor> <i postaraj sie nie opisywac tu waszych zabaw seksualnych... on ci lize, ty mu dajesz... nie... ide sobie bo mi niedobrze :/>

<Ethren> <zzap>

<Master_of_Flamaster> Kardas - Idziesz z nią i zamykacie się w pokoju. Robicie co tam sobie chcesz... <nie opisuj>

<Ethren> Ide za Kailindom

<Kardas> <Scena ocenzurowana ze względu na to, że na tej sesji grają też nieletni. :P>

<Kailinda> <znaczy się ty>

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Idziesz powoli, jest przeraźliwie zimno.

<Ethren> Kallindo, Kallindo!

<Kailinda> Nucę sobie coś pod nosem... I zastanawiam się, na jaką cholerną cholerę mi jest potrzebny facet kolo 40stki...

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Słyszysz zza siebie jakiś głos.

<Kailinda> - Czego, do cholery?

<Ethren> Ja... chce.. iść... z tobą.

<Kailinda> - Won.

<Ethren> Zanaczy się

<Ethren> znaczy*

<Ethren> WON Z POWROTEM DO KARCZMY!

<Kardas> "Ciekawe zresztą, jak tam u tamtej dziewczyny...".

<Ethren> bo ci pogruchocze wszystkie kości

<Ethren> ;d

<Kailinda> - Chcesz powiększać przyrost naturalny, prawda?

<Master_of_Flamaster> Barman ubrany w ciepły płaszczyk wychodzi i idzie powoli za wami.

<Master_of_Flamaster> Ethren - Nie możesz, jesteś na śmierć wierny swojej żonie.

<Ethren> Albo, ide z tobą.

<Kailinda> - Powiedziałam won.

<Ethren> A ja idę, lalalalalalala.

<Master_of_Flamaster> Dochodzi do was barman.

<Kardas> "Ja mam szczęście, on nie ma szczęścia... W świecie tak bez wątpienia jest...".

<Kailinda> A ja sobie nucę jakąś melodyjkę... O, a ten tu czego...?

<Master_of_Flamaster> - Moi mili, wracajcie proszę. Nie będę cię o panie więcej dręczył, rozumiem znaczenie słowa nie.

<Kailinda> - To chyba nie zrozumiałes, o co prosiłam...

<Master_of_Flamaster> - Mam syna, lat dwadzieścia. Jeśli chcesz, jest twój, ale proszę was, pomóżcie mi z tym bandytą. Jeśli teraz go nie załatwimy, to on może wrócić i nas wszystkich zabić.

<Kailinda> - No przecież ja idę w takim celu. Im szybciej, tym będę miała wiecej czasu dla siebie, no nie?

<Master_of_Flamaster> - Obawiam się, że nie rozumiem.

<Ethren> Nic dziwnego.

<Kailinda> - No... Im szybciej to załatwimy, tym mniejsze ryzyko, ze wróci, prawda?

<Master_of_Flamaster> - Tak, ale teraz nie możemy ruszyć.

<Master_of_Flamaster> - We troje i bez ekwipunku. Kolega krasnal jest ranny.

<Kailinda> - Ja swój ekwipuneczek mam...

<Ethren> Wyliżę sie z tego... albo ktoś mi pomoże się.. wylizać...

<Ethren> <=D>

<Kailinda> - Na mnie nie licz.

<Master_of_Flamaster> - Sama nie dasz rady, a za jakieś 2 h będzie tędy jechał mój znajomy handlarz bronią. Ja i mój syn weźmiemy sprzęt, zabierzemy waszego trzeciego kolegę i w drogę. Dobrze zapłacę, mówiłem

<Ethren> - Właśnie o tobie myślałem.

<Ethren> <2h>

<Ethren> <xD>

<Kailinda> - No dobrze... Ale naprawdę mi potrzeba kogoś do towarzystwa... Kogoś przystojnego, młodego i wyzszego ode mnie...

<Master_of_Flamaster> Ethren - Przypominasz sobie swoją żonę, niziołkę i jej wielką patelnie, od razu odechciewa ci sięamorów z inną.

<Master_of_Flamaster> - Się znajdzie, mam 3 facetów, ale do bitki się nie nadają... Ale kto wie, do towarzystwa może...

<Master_of_Flamaster> <niziołka jako rasa, żeby nie było xD>

<Kailinda> - A ładni chociaż? I młodzi?

<Master_of_Flamaster> - Mój syn i dwóch pachołków. Zbudowani dobrze, bo dużo dźwigają... Z twarzy też nei są najgorsi.

<Kailinda> - No dobrze, mogę sie zgodzic... A wie pan, gdzie chociaż ta króyjówka tego tam?

<Master_of_Flamaster> - Ten mój znajomy, od broni... Tak, on będzie wiedział. Podobno całą okolicę zaopatruje.

<Kailinda> - No to się zgadzam...

<Master_of_Flamaster> - Wracajmy już, bo zimno.

<Master_of_Flamaster> Barman odwraca się i wraca do budynku.

<Kailinda> No to w tył zwrot i do karczmy...

<Master_of_Flamaster> <zw, idę po herbatkę, bo zimno>

<Master_of_Flamaster> Kailinda - W karczmie spotykasz 3 młodych mężczyzn.

<Master_of_Flamaster> Barman - Wybierz sobie jednego i idź z nim do pokoju, nie będę wam przeszkadzał.

<Kailinda> Wybieram sobie takiego bardzo ładnego i oczywiscie zamykam się z nim w pokoju. Chociaz tu i tak się bardziej konwersacja przydaje...

<Kailinda> <hm>

<Master_of_Flamaster> <jj>

<Master_of_Flamaster> Kailinda - Jestem Drew, miło mi Cię poznać.

<Master_of_Flamaster> <ja myślałem, że ty go chcesz do innych celów ^^>

<Kailinda> <to też ;p>

<Master_of_Flamaster> Ethren - Barman podaje Ci grzańca i siada obok ciebie. Skąd jesteś, przyjacielu?

<Kailinda> - Aha... Mi tez miło - i miło się uśmiecham.

"<The_Doctor> <+b>

<Master_of_Flamaster> <grzanego kubusia chciałem powiedzieć>

<Ethren> Z mroźnych krain Cormyru, zza wielkich gór i potworów. A ty?

"<The_Doctor> <nie za kubusia, tu mozna>

<Master_of_Flamaster> - Stąd... To kiedyś była karczma mojego ojca, jego ojciec, a mój dziad, ją tu zbudował.

"<The_Doctor> <za niezwykle zdolnosci w wymyslaniu oryginalnych imion xD>

<Kardas> <Pytanie: kiedy będzie koniec? Bo brat się powoli kompa domaga. ^_^'>

<Master_of_Flamaster> <od was zależy :P>

"<The_Doctor> <ale swoja droga sianie terroru sprawia mi dzika radosc>

<Master_of_Flamaster> <jeśli chcecie, to można kiedyś dokończyć>

<Kailinda> <nom...>

"<The_Doctor> <co nasuwa m ipewien pomysl...>

"<The_Doctor> <sa jacys chetni do sesyjki, prowadzonej przeze mnie?>

<Master_of_Flamaster> Wszyscy - Jesteście zmęczeni, kto chce, baraszkuje, kto chce, idzie spać

<Master_of_Flamaster> KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ.

Opinie graczy i gości:

<Martius> Sesja jest ciekawa. W każdym razie debiut w sumie bardziej udany od mojego. :P | Nieźle było. ;]

<Siri> było fajnie, tylko moja postać troche za psychiczna xD

<Greenday>(Było fajnie) zwłaszcza że przez połowe sesji robiłem sobie jaja | a przez drugą grałem w burnouta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziś, tj. dnia 21 września 2008r. odbyła się część druga sesji Żal Online - Sesja Gofrowa.

Niestety coś mi się zrobiło z logiem i poprzestawiały się pfonty ;/ Powoli poprawiam.

Bohaterami sesji byli:

<Kierowca_Odrzutowca> Pilot sesji, zwany Goferm.

<Parsifal> Białowłosy paladyn imieniem Silmaril

<Kailinda> Półelfka, kochanka tajemniczego Esera - Siri

<Elwin> Zły niziołczy mag o czarnych włosach - Boromir_blitz

<Kardas> Pijany mistrz ze złamanym sercem - Martynaka cud dziewczynka, bądź po prostu Knight Martius

No i to tyle, nie ma Greena, bo się nie odzywał, więc wyleciał z sesji.

Miłej zabawy

<Kierowca_Odrzutowca> ŻAL ONLINE PART 2 - GOFRUCHOWYCH IMPROWIZACJI CIĄG DALSZY!

<Kierowca_Odrzutowca> <proszę, żeby wszystkie liczby zapisywać literowo, to mi ułatwi zmianą loga do wklejenia na forum>

<Kierowca_Odrzutowca> Trzecia w nocy, Kailinda, Ethern i Kardas - jesteście w swoich pokojach, kto miał ochotą spać, śpi, kto chciał baraszkować...

<Kierowca_Odrzutowca> Nagle z podwórka słychać głośne - %$@#&!@$ PAN &$@!!!

<Kierowca_Odrzutowca> - ILE RAZY MOŻNA POWTARZAĆ, NIE BĘDĘ ZAŁATWIAŁ KONCESJI I TYM BARDZIEJ PŁACIŁ PODATKÓW!

<Parsifal> -Jakże to mości panie!

<Kailinda> - Bogowie.. Strzelcie w nich czymś... - Mówię półprzytomnie, nie odrywając się od czyjegoś ciała...

<Parsifal> -Koncesja musi być, alkohol chcesz rozprowadzać, wiec może procent jakiś na wdowy i biedne dziatki?

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - Przyglądasz się z zażenowaniem, jak to paladyn, święty rycerz, przekonuje handlarza bronią do załatwienia sobie koncesji.

<Kardas> - Ta... Nie ma to jak hałasy w środku nocy... - mruczę przez sen.

<Parsifal> -

<Parsifal> -Dobry człowieku, tak nie można, broń to narzędzie szatana, i tylko ludzie prawi mogą go używać!

<Elwin> - Na Moc nie krzyczeć tak. Pupilka mi denerwujecie, prostaki...

<Kierowca_Odrzutowca> - Słuchaj pan, ile razy mam powtarzać? Odwal się pan, albo moi chłopcy porachują Ci kości!

<Parsifal> -Może został pacyfistą? Albo pieniądze ze sprzedaży na zbożny cel oddaj

<Kailinda> - Bogowie, co ja mówiłam...?

<Kierowca_Odrzutowca> Kailinda, Kardas i Ethern - nie znacie głosu handlarza, lecz dobrze znany jest wam paladyn

<Kailinda> W tym momencie miałam dość. Wstałam z łóżka, ubrałam się, otworzyłam okno i wydarłam się na tych na podwórku - MORDY W KUBEŁ DO CHOLERY! O, pan zakuty...

<Kierowca_Odrzutowca> To Sir Persifal, chory wojownik światła, który namawiał was do abstynencji, noszenia gaci cnoty i życia w pokoju.

<Kardas> <Mogą napisać, że się budzą, w takim razie?>

<Kierowca_Odrzutowca> <tak xD>

<Parsifal> -Witaj szlachetna pani. Wybacz, że zakłócamy Ci sen, ale to w dobrej sprawie!

<Parsifal> *tu kłania się lekko i ściąga hełm*

<Kailinda> - Do jasnego piernika, możesz zatkać ryja, zakuty łbie?! Spać nie dajesz!

<Kailinda> W tym momencie szukam czegoś ciężkiego...

<Kierowca_Odrzutowca> Znajdujesz doniczką.

<Parsifal> -Jakże to? Waćpanna takim językiem? Z reszta nie ważne, to wynik niewyspania zapewne, no a złość piękności szkodzi tak przy okazji

<Elwin> - No i kolejna, nie lepsza - Mowie głaszcząc pupilka po łebku - Panie rycerz tu trza silnej ręki, a nie silnego słowa.

<Parsifal> *tu zwraca się do handlarza*- Dajmy już temu spokój, jutro porozmawiamy

<Kailinda> Biorę doniczkę i rzucam nią w paladyna.

<Kierowca_Odrzutowca> - Tak będzie najlepiej - rzekł zimno handlarz - idźcie spać mości panie.

<Kierowca_Odrzutowca> Donica rozbija się o zakuty bark rycerza, nic mu nie robi.

<Kardas> Nagle wyrywam się z łóżka, nie uważając specjalnie, czy budzą Kathrin. Podchodzą wtedy do okna i mówię: - Daj ludziom spać, dobra? środek nocy, a ty znowu łapiesz jakąś fazę!

<Kierowca_Odrzutowca> Nagle z karczmy wychodzi barman - Co tu się dzieje do diaska?!

<Parsifal> -Ehh, madam się nie denerwuje *rycerz jest zakłopotany*

<Kardas> Po tym od razu idą z powrotem do łóżka i staram się zasnąć.

<Kailinda> - Szkurde... - Zamykam okno i wracam do łóżka spać dalej.

<Parsifal> -Nic, nic mości panie, już po sprawie.

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas: - Nie martw się misiaczku... - Mówi Kathrin i zaciąga Cię do łóżka.

<Parsifal> -Masz może pokoje do wynajęcia? Bom strasznie zmęczony, a i mojemu koniowi trzeba by stajni

<Kierowca_Odrzutowca> - Naturalnie panie...

<Elwin> - Co się tu dzieje, pytasz, pan? A to się dzieje, ze do twego przybytku możny zawitał. Wino najlepsze dać proszę natychmiast.

<Kardas> "I to jest życie...". Dają się spokojnie porwać mojej... Miłości? Tak, chyba tak..

<Parsifal> -Prowadź więc!

<Kardas> <...*>

<Kierowca_Odrzutowca> - Wejdźcie mości panowie, zaraz dołączą.

<Elwin> - I strawę dla pupilka mego! A żywo! - Mowie za karczmarzem i wchodzę do środka, po czym siadam przy najlepszym stoliku.

<Parsifal> -A dziękuję *tu siadam za stołem jem i piją a potem po otrzymaniu pokoiku do spania*

<Kierowca_Odrzutowca> Mówi barman, po czym podchodzi i cicho rozmawia z handlarzem, ten natomiast rozkazuje coś cicho swoim ludziom, którzy wnoszą jakąś skrzynię do stodoły.

<Kierowca_Odrzutowca> Barman wraca - Dziewczęta! - Krzyczy, po czym do sali wbiegają kobiety z winem i jadłem.

<Elwin> Patrzę na nie

<Elwin> 'z góry' - A jużci dla każdej starcze!

<Kierowca_Odrzutowca> - Taurn! Zajmij się końmi szanownych państwa, nakarm je.

<Kagex> <hrhrhr, co mi zrobicie jak będę wam przeszkadzał i chamsko komentował? :>

<Parsifal> -Mości panie(do Elwina) jam jest Parsifal Deepfrost, a waćpan?

<Kierowca_Odrzutowca> <olejemy Cię>

<Kagex> <nie odważysz się marny Gofrze>

<Kierowca_Odrzutowca> <to patrz>

<Elwin> - Hmph. Pytasz o imię możnego w taki sposób? Ale ponieważ widać, żeś prostak, odpowiem. Elwin. Sir Elwin jak dla ciebie.

<Kagex> <zepsuje te sesje jak P_ zepsuł online'ówke Marty! hrhrh!!! X)>

<Parsifal> -ładne i foremne miano, a powiem waćpanowi ze im ja szlachetnie urodzony, tylko ze w walce zapalony i dlatego ogłady czasem brak. Paladynem jestem, a czym się wasza mość trudnisz?

<Kierowca_Odrzutowca> Barman stawia na stole baryłką wina - Na mój koszt panowie!

<Kierowca_Odrzutowca> Mówi, po czym się dosiada.

<Elwin> - Czym się ja trudnię, to moja wyłączna sprawa, waść. A wy powiadacie, żeście paladynem są? Rycerzem 'dobra'? Co was tu sprowadza?

<Kierowca_Odrzutowca> <widzisz Kag, jednak można>

<Kagex> <dlatego ze mi się nie chce nic robić :/>

<Elwin> Spoglądam na karczmarza i daje się napić wina mojemu pupilkowi - Shady, sprawdź, czy nie otruje się jakimś tanim alkoholem...

<Kierowca_Odrzutowca> - Doprawdy panie, nie potrzebnie się tym troskasz.

<Kierowca_Odrzutowca> - Ja potrzebują waszej pomocy, nie zwłok.

<Kailinda> <a co z nami? XD>

<Kierowca_Odrzutowca> <zejdź do nich, nikt Ci nie broni :P>

<Elwin> - Hmph! Nie pouczajcie mnie, karczmarzu. A za pomoc trza zapłacić czymś więcej, niż li tylko winem!

<Elwin> <woli... tego ;p>

<Kierowca_Odrzutowca> - Przedstawię wam sprawą, a ty mi waszą ceną.

<Elwin> - Mówże, pan twój słucha.

<Kierowca_Odrzutowca> - Więc sprawa wygląda następująco, od jakiegoś czasu napada mnie panda bandytów, nawet jeszcze ślady krwi widać - barman pokazuje palcem pokrwawioną podłogę - Ostatnio się im nie poszczęściło, ale udało im się uciec.

<Kierowca_Odrzutowca> - Chcę uderzyć na ich bazę i ostatecznie zniszczyć tych łajdaków, którzy żyć nie dają sporej ilości ludzi.

<Parsifal> -Ehe, mówże dalej! A co do mnie to za darmo pomogę.

<Elwin> Patrzę na niego dziwnie - Panda? - Uciszam dłonią rycerza, żeby mi tu o darmowych przysługach nie gadał...

<Kierowca_Odrzutowca> Kailinda i Kardas - Szum z dołu nie pozwala wam spać i baraszkować, jest zwyczajnie zbyt głośno.

<Kardas> <Właśnie, my nie walczyliśmy z pandą. :D>

<Kierowca_Odrzutowca> - Banda mości panie, to z nerwów.

<Kierowca_Odrzutowca> <:P>

<Kierowca_Odrzutowca> - Czy zechcecie mi pomóc?

<Parsifal> -Tfu tfu, co pan robisz,. weźże ta rękę. No wiec jak mówiłem, mnie płacić nie trzeba.

<Kailinda> - Grrr... Grrr... Grrr... - Znowu się zwlekam z łóżka, mało przytomna. Ubieram się i złażę na dół, ziewając. - Jasna cholera, która godzina...?

<Elwin> - Wybaczam, karczmarzu. Cena za coś takiego będzie jednak wysoka.

<Kardas> Nie mogąc tego znieść, zrywam się z łóżka i schodzę na dół. - Panowie, rozmawiacie za głośno... - Mówię trochę sennie.

<Kailinda> - Ubierz się, na litość bogów!

<Parsifal> -Wybaczcie. Może się dosiądziecie?

<Kardas> - W środku nocy?

<Kierowca_Odrzutowca> - O, witajcie, witajcie. Oto panowie... Przepraszam nie dosłyszałem imienia. W każdym bądź razie pomogą nam w misji.

<Kardas> <To do Kailindy.>

<Parsifal> -jak to bogów? BOGÓW? Waćpanna religijna jest?

<Elwin> - Ot masz. Kolejni prostacy i wrzeszczący.

<Kailinda> Moja mina mówi sama za siebie, a dokładniej to: "Co za idiota..."

<Kardas> - Sameś prostak i wrzeszczak. Ludziom spać nie dajecie.

<Kailinda> - Zgadzam się z przedmówcą.

<Kierowca_Odrzutowca> - Panie Kardas - mówi barman - bądź pan tak miły i ubierz się.

<Elwin> Wstaje z krzesła. - Jam jest Edwin. Potężny czarodziej żywiołów. Wypraszam sobie oskarżenia. Shady nie znosi głośnych dźwięków.

<Kardas> - Dobrze. Chyba już nie mam po co spać... - Zawracam do swojego pokoju i jak najszybciej się ubieram.

<Parsifal> -Witam! Podchodzą do Kardasa i Kalilindy i podaję dłoń. Jestem Parsifal Deepfrost

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas - Misiu... Dokąd idziesz? - Mówi zalotnie Kathrin.

<Kailinda> - Rozmawiacie tak głośno, że nawet ja słyszę.

<Elwin> <tfu - ElWin>

<Kardas> - Ubrać się, kochanie.

<Kierowca_Odrzutowca> Znacie go.

<Kierowca_Odrzutowca> Ciebie Kailinda namawiał do noszenia gaci cnoty.

<Kailinda> - łe. - Odsuwam się od paladyna. - Weź mnie nie tykaj, bo mnie czymś zarazisz.

<Kardas> I przy okazji ściskam rękę Parsifalowi.

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas, znasz go, namawiał Ciebie, wielkiego pijanego mistrza, do abstynencji.

<Kailinda> - Jeszcze mam traumę po tych twoich gaciach cnoty...

<Kardas> "Zaraz to załatwimy jakoś...".

<Elwin> Zwracam się do karczmarz - A wiec? Czy jesteście gotowi zapłacić CENĘ?

<Parsifal> *paladyn nie zrażając się uprzedzeniami dziewki uśmiecha się szczerze*

<Kardas> Jestem już ubrany

<Kardas> <?*>

<Kierowca_Odrzutowca> <tak>

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - Jaka to cena mości panie?

<Kardas> Ubrany, wracam z powrotem do tamtych. - Kardas. I tylko spróbuj mi zabrać moje ukochane napoje...

<Kailinda> Wymijam paladyna od gaci cnoty i siadam przy stoliku.

<Parsifal> - A propos gaci to mam...*Tu patrzy na wzrok dziewki i rezygnuje*

<Elwin> Uśmiecham się przy tym pytaniu. - Musicie poprzysiadz na swoją krew, iż jesteście mi winni przysługę. I przypieczętować swą krwią odpowiedni cyrograf.

<Kierowca_Odrzutowca> - Niska to cena, krwi mam pod dostatkiem.

<Kierowca_Odrzutowca> - Dajcie no panie ten papier.

<Parsifal> -jak to?

<Kardas> Siadam razem z dziewczyną. - Sok pomarańczowy raz! - Mówię głośno, ale tak, żeby kogoś przypadkiem nie obudzić.

<Parsifal> -krwią? Nie godzi się, toż to śmierdzi szatanem na kilometr!

<Kailinda> - Cyrograf... Bogowie! Dwa razy.

<Kardas> - No co, pić mi się chce od tego - mruczę do dziewczyny.

<Parsifal> -Pan ma chyba konszachty z diabłem! Osobiście doradzam pokutę, np. pielgrzymkę, lub pójście do zakonu

<Elwin> - Muahahhahahaa - Wyjmuję cyrograf i spisuje odpowiednie inkantacje wiążące jego dusze i daje mu do podpisu, podając mu też nóż.

<Kailinda> - Mi też.

<Kierowca_Odrzutowca> - Dziewczęta, dajcie no soku!

<Kardas> - Też chcesz soku pomarańczowego? Mogę postawić.

<Parsifal> -Panie nie czyń tego, dusze zatracisz!

<Elwin> - Panie rycerzu, czyś pan nie przysięgał na swoją krew i honor wierności wierze?

<Kierowca_Odrzutowca> Barman czyta cyrograf.

<Kailinda> - Chcę. Z wódką. Spać mi się chce.

<Parsifal> -Przysięgałem na honor, i bez cyrografów i wiązania duszy drapichruście!

<Kierowca_Odrzutowca> - Jam nie z tych zabobonnych, co to w siły wyższe wierzą. - Mówi i nacina sobie kciuk, po czym przykłada do cyrografu.

<Kardas> - Dobra... Sok pomarańczowy dwa razy i wódka raz! Ja stawiam!

<Elwin> - Hmph! Prawdziwa potęga tkwi w szczegółach, rycerzu - odbieram cyrograf już teraz nieśmiertelnie związany z duszą.

<Kierowca_Odrzutowca> - I wódkę dziewczęta!

<Kailinda> - Ja chciałam drinka, jełopie.

<Elwin> - I mi także! Coś mocnego dla mnie i Shady!

<Kierowca_Odrzutowca> Dziewczyny przynoszą wasze napoje.

<Kardas> - Wybacz. Nadal śpiący się czuje...

<Kardas> <czuję*>

<Kailinda> - Się nie dziwię... Wygodziła ci?

<Kierowca_Odrzutowca> Barman - Pozwólcie państwo, że udam się spać, za trzy godziny ruszamy.

<Kardas> - Jestem wniebowzięty jej towarzystwem.

<Kailinda> - Gadasz jak ten tam od gaci...

<Kierowca_Odrzutowca> - Aha, panienko. Nie wymęcz za bardzo mojego syna.

<Elwin> - A więc, panie rycerzu. Znacie się panie na artefaktach świętych, prawda?

<Kailinda> - Pana syn śpi jak aniołek.

<Kardas> - Tak to już jest, jak się z dziwnymi ludźmi zadaje.

<Parsifal> -Znam się, choć specem nie jestem wielmożny panie.

<Kierowca_Odrzutowca> Barman wychodzi.

<Elwin> - A słyszałeś może coś o 'Kielichu Nieśmiertelności'?

<Kailinda> Niezrażona towarzystwem, robię sobie drinka i urządzam konkurs na jak najwolniejsze wypicie go. Jednoosobowy konkurs.

<Kardas> Na te słowa zwracam nagle oczy w stronę Elwina. - Coś powiedział?

<Parsifal> -Nie słyszałem, ale nie brzmi to jak relikwia, lecz artefakt jakiegoś mrocznego bóstwa

<Elwin> Uśmiecham się - 'Kielich Nieśmiertelności'. Przepotężny artefakt znany tylko najstarszym i najbardziej uczonym. Zapewnia wieczną młodość i życie. I to nie jest zły artefakt. Wasi bracia paladyni, rycerzu, z niego korzystali!

<Kardas> - Eee... Już myślałem, że można go zapełnić, jakby był bez dna...

<Parsifal> -Ehh, no w sumie coś mi się kojarzy. Chyba wiem o czym mowa, ale czemu to waćpana interesuje?

<Elwin> Usmiecham się do Shady. Tylko my wiemy, że to najzwyklejsza bujda...

<Elwin> - A ponieważ jestem wysłannikiem jednego z kościołów, który wreszcie przejrzał na oczy i zobaczył, że tylko magowie mogą pomóc zrozumieć jego naturę.

<Kierowca_Odrzutowca> Nagle wchodzi do sali ubrana tylko w majteczki i szlafrok kobieta, część z was już ją zna, to Kathrin.

<Parsifal> -Wracając do samej informacji, to nawet gdybym wiedział gdzie się znajduje to nie mogę powiedzieć

<Kardas> Biorę szybko jednego łyka soku pomarańczowego... Dwa... Trzy... Po czym stawiam na stole.

<Kailinda> Piję... I piję... Powoli, po łyczku, zastanawiając się, kto tu kogo wymęczył...

<Kardas> Patrzę w stronę Kathrin. Czy będę miał od niej przegwizdane?

<Parsifal> *Paladyn zwiesza wzrok, tak aby nie patrzeć na pannicę, nie uchodzi to mężowi szlachetnemu*

<Elwin> Patrzę na dziewczę. Nie w moim ona typie.

<Kierowca_Odrzutowca> Kobieta siada na kolanach Kardasowi i całuje go namiętnie.

<Elwin> <bo nie wiem, czy wszyscy wiedza, ze gram niziołkiem :]>

<Kailinda> <ja wiem XD>

<Kierowca_Odrzutowca> <zapomniałem powiedzieć ^^" >

<Kardas> "He, he, he... I to się nazywa życie!".

<Parsifal> <grasz niziołkiem?????????????>

<Elwin> <xd>

<Elwin> <brawissimo, Gofr ;p>

<Kardas> <Na ostatniej sesji też nie wiedziałem, że Green gra krasnoludem, ale nevermind. ;]>

<Kierowca_Odrzutowca> <zapomniałem powiedzieć>

<Parsifal> <może powiedz szybko kto kim gra i jak wygląda>

<Parsifal> <tak żeby było jaśniej *paladyni lubią jasność*

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas - z przerażeniem patrzysz, jak Kathrin pochłania jedzenie i alkohol.

<Kierowca_Odrzutowca> Rozglądacie się po sobie

<Kierowca_Odrzutowca> i widzicie:

<Kierowca_Odrzutowca> <no i walnijcie opisy>

<Elwin> Niski, blady, czarne, kręcone włosy, zmarszczone w ciągłym gniewie i ignorancji brwi, czarne oczy.

<Elwin> Ubrany w czerwono, czarne szaty z peleryną i kapturem do kompletu.

<Elwin> Uzbrojony w sztylet o zakrzywionym ostrzu i lekką kuszą.

<Elwin> Posiada chowańca - pseudosmoka (latająca istota o wielkości dużego kota) barwy morsko zielonej z mieniącą się łuską.

<Kardas> Kardas: krótkie czarne włosy z łysiną, ciemnoniebieskie oczy, dorosłe rysy twarzy (wygląda na blisko lat). Ubiera się w zbroją skórzaną, a przez szyją na plecach ma przewieszoną pochwą z mieczem półtoraręcznym.

<Kardas> - Kathrin, co ty robisz?!

<Kierowca_Odrzutowca> - Em - Mówi dziewczyna z pełną gębą.

<Elwin> - Używa sobie życia! Tak się robi! Życie tylko jedno, choć wiecznym być może...

<Kardas> - A dobra, pij. Na mój koszt - mówię, uśmiechając się.

<Elwin> Patrzę na wszystkich kolejno - Wiecznym...

<Kierowca_Odrzutowca> <opiszcie się, pogadajcie chwile, ja idą po herbatą ^^">

<Parsifal> Parsifal- Wysoki cm młodzik około letni, ma białe włosy i zielone jasne oczy, jest dobrze budowany i wysportowany jak na palka należy, ma pełny pancerz i płaszcz błękitny.

<Kailinda> ...I widzicie zielonooką, krótkowłosą blondynką w skórzanej ćwiekowanej zbroi, z mieczem i sztyletem przy sobie. Nie ma co się patrzeć na atrybuty, te nie są duże. Prawdopodobnie jest to półłelf. No i dość chuda jest. aczkolwiek nie szkieletor.

<Parsifal> ..na lewym oku ma szramą, chyba po cieciu mieczem lub pazurem

<Parsifal> (chodzi o paladyna)

<Elwin> - Któż że z was chciałby żyć wiecznie? Wiecznie młody i nieśmiertelny? To prawdziwy cud! - Patrzę na tego z dziewczyna - I można się rozkoszą po wsze czasy cieszyć we dwoje...

<Kardas> - Ja chcą kielich bez dna. Tyle mi do szczęścia potrzeba.

<Kardas> "Ale oczywiście wytrzymam do rana z tym wszystkim, prawda?".

<Parsifal> - ja na przykład. Uważam ze życie jest dlatego tak wspaniałe, bo jest krótkie i tylko jedno

<Kardas> - Oczywiście ciebie mi też potrzeba do szczęścia, Kathrin...

<Elwin> - Mój przyjacielu - Zmieniam ton - Dzierżąc Kielich Nieśmiertelności możesz mięć wszystko.

<Parsifal> *ciągnę dalej wypowiedź*- Życie jest jedyne w swoim rodzaju, musimy je przeżyć jak najlepiej

<Kierowca_Odrzutowca> Kathrin uśmiecha się do Ciebie i całuje namiętnie, czujesz smak śledzi z jej ust...

<Kailinda> - A do tego na pewno NIE ZALICZA SIE namawianie ludzi do zakładania gaci cnoty.

<Elwin> Klapie paladyna po plecach... znaczy zbroi - I dobrze mówisz!

<Kardas> - Dzierżąc kielich bez dna, mogę pić, ile tylko zechcę, bez obawy, że mi się picie skończy, kochaniutki - uśmiecham się.

<Elwin> - Alez oczywiscie! Cnota jest cnotliwa, jednak przeczy naturalnemu porządkowi!

<Parsifal> -Dziękuję, choć można też i z Twojej strony, bo można przez wieczność by czynić dobro

<Kardas> - No, ale co racja, to racja - żyć pełnią życia trzeba. Kurde, mówię jak tamten...

<Parsifal> -Co do pani , to te gacie to tylko na krótko, aż Waćpanna mażą nie znajdzie

<Kailinda> - Nie skorzystam. Wolą kochanka.

<Parsifal> -Sromota sromota, tfu tfu, wie pani co ostatnio udało mi się zrobią?

<Elwin> Wspominam czasy młodości, akademie magii i akolitki niziołcze... ech...

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas - Zauważasz, że Kathrin opychając się, wciąż patrzy na paladyna.

<Parsifal> -Czarownice co sromotę szczerzyła oddałem na resocjalizacją do zakonu sióstr Willek. Tylko na mnie klątwę rzuciła, i teraz włosy mam białe

<Parsifal> -Ale warto było!

<Parsifal> -Jedna dusza będzie zbawiona znowu!

<Elwin> Krzywie sie. Jak mnie wepchnąć do zakonu będzie chciał, to usmażę...

<Kierowca_Odrzutowca> - Twa sława mości paladynie - mówi Kathrin - aż tutaj dotarła

<Parsifal> -Naprawdę? a o jakimże to czynie mości pan słyszał?

<Kierowca_Odrzutowca> - Opowieść o tym, jak dzięki swej gładkiej mowie smoka żeś pokonał!

<Elwin> Przyglądam się ciekawie najwyraźniej wiszącej w powietrzu zazdrości...

<Kierowca_Odrzutowca> Nagle dziewczyna wstała i usiadła na kolana Persifala.

<Kierowca_Odrzutowca> <mości panna>

<Parsifal> -Heh, ano, udało się, choć nie było łatwo, bo ta zadziora strasznie łasa na dziewice była, ale się udało!

<Kailinda> Cos wisi w powietrzu... Ziewam. - Hej, ty od kielicha... Dasz mi jeszcze soku?

<Kardas> - Eee... A ty dokąd?

<Kardas> Mółwią to do Kathrin.

<Kierowca_Odrzutowca> - Do prawdziwego mężczyzny. - Mówi Kathrin i zaczyna mierzwią włosy paladyna.

<Kailinda> Chichoczą. - Oj, niestała ta twoja miłość...

<Elwin> Spoglądam - Służących znaleźć sobie powinnaś. - Odpieram i skinieniem dłoni polecam jednej z dziewcząt służebnych nalać pani soku.

<Parsifal> -Ehem...*kaszlę* ..Nie uchodzi waćpanna..jakże to* robię się lekko czerwony ale nie zrzucam dziewczyny*

<Kierowca_Odrzutowca> Jedna ze służek posłusznie nalewa sok.

<Kardas> - A tobie chciałem poświęcić resztę swojego życia! - Po chwili macham na to ręką i patrzę po gawiedzi.

<Kardas> <Z/w.>

<Elwin> Przysiadam się do tego zostawionego - Chcesz ja odzyskać, prawda? - Pytam cichutko.

<Kierowca_Odrzutowca> <toż to kurtyzana jest mości panie :P>

<Kailinda> śmieje się cicho z Kardasa. Już nie ma szans, żebym mu tego nie wypominała.

<Kardas> <I proponowałbym zrobią może timeskipa, bo chyba to się nigdy nie skończy. ^_^'>

<Kardas> <Zaraz odpowiem.>

<Kierowca_Odrzutowca> <a Ent chyba nie gra, nie?>

<Parsifal> -W ogóle to ten smok jadł dziewice, to ja mu mówię że dziewic jest mało, i że za chwilę będzie to gatunek zagrożony, jak i same smoki i mówię żeby został wegetarianinem!

<Parsifal> -I nie uwierzycie, zgodził się, śmiał się jak cholera, z pyska mu tryskały ognie, ale zgodził się!

<Elwin> Shady się wykrzywiła dziwnie patrząc na paladyna i piszcząc cichutko. Głaszcze ja.

<Kierowca_Odrzutowca> Nagle do pomieszczenia wchodzi barman - No panowie i panie, szykować się!

<Kierowca_Odrzutowca> - Za pół godziny ruszamy.

<Kailinda> - Ja gotowa, tylko nierozbudzona.

<Kierowca_Odrzutowca> Przez salą przemyka syn barmana, nocny partner Kailindy i za ojcem wychodzi do stodoły.

<Elwin> - Ja gotów jest w każdej chwili mój słu... eeee... karczmarzu...

<Parsifal> -Racja! -Biorę na ręce pannicę po czym odstawiam ją na krzesło, kłaniam się i wychodzę po sprzęt*

<Kailinda> Dopijam do końca drinka i przeciągam się. No cóż, noc była udana, mimo tego darcia...

<Kierowca_Odrzutowca> Trzydzieści minut później spotykacie się wszyscy przed karczmą, wciąż jest ciemno.

<Kardas> A na tamto odzywam się cicho do Elwina: - Oj tam, trudno się mówi. Ja tam jestem optymistycznie nastawiony do życia. Moja prawdziwa miłość jest zresztą inna...

<Kardas> Mam te dwie butelki wódki/piwa, o które prosiłem?

<Kierowca_Odrzutowca> <skąd wiesz, może zginiesz...>

<Kierowca_Odrzutowca> <masz>

<Elwin> - Oj, ale chciałby pan na pewno. Z mocą kielicha... - I tu opowiadam, ze z jego mocą można wszystko. - Wszystko...

<Kierowca_Odrzutowca> <ej, co mam zrobią z greenem?>

<Kardas> <Budzą go włałnie.>

<Kailinda> A ja śmieją się nadal z Kardasa i jego "miłości życia".

<Elwin> <zalał się w trupa i nie wstaje>

<Kierowca_Odrzutowca> <zapytajcie na GG, czy gra?>

<Kierowca_Odrzutowca> <a jak nie, to idź tam Elwin i wyssij mu dusze xD>

<Elwin> <moge?! *_*>

<Kardas> - Powiedziałem coś: z kielichem bez dna będę naprawdę szczęśliwy. Zresztą... Cholera wie, gdzie tamten Kielich Nieśmiertelności się znajduje.

<Kierowca_Odrzutowca> <w sumie, to olał sobie... możesz go wyssać, leży tam pijany>

<Kailinda> - No i cię w konia zrobiła... - śmieje się nadal.

<Parsifal> *wchodzę do sali i chwytam pijaka pod ręce, trzeba go do balii z wodą wrzucić, mruczę przy tym* - Pijaństwo, sromota..

<Elwin> =time travel backward= Kiedy wszyscy wyszli z karczmy wyssałem dusze jakiejś mizernej istoty w rogu pomieszczenia = time skip = - Właśnie dlatego do nas należy jego odnalezienie, panie Kardas...

<Kardas> - Oj tam, niech sobie idzie z paladynem łapiącym sześćdziesiąt faz na minutą - mówią do Kailindy (zasłyszałem wcześniej jakoś jej imię).

<Kierowca_Odrzutowca> Wszyscy - Dobrze moi mili, w stajni czekają na was konie. - Mówi barman odziany w lekką skórzaną zbroją z kuszą na plecach - Wsiadamy i jedziemy na wschód, do gór, a później się zobaczy.

<Kailinda> - Ciekawe, co lądzie, jak jej będzie chciał założyć gacie cnoty...

<Elwin> Podchodzę do polelfiej kobiety - Sadze, że właśnie zrobi sobie mały wyjątek...

<Parsifal> -Idą pod stajnie i przytraczam juki po czym wskakują zwinnie na wierzchowca.

<Ethren> <w sumie, to i tak nie wiem gdzie jak i co się dzieje

<Ethren> >

<Kardas> <...>

<Kierowca_Odrzutowca> Ze stajni wyprowadza konie syn barmana, odziany w wielką błękitną zbroją, na plecach przewieszone ma dwa miecze.

<Kierowca_Odrzutowca> <w sumie, to już nie żyjesz ;/>

<Ethren> <xD>

<Elwin> <*patrzy niewinnie w sufit*>

<Kailinda> Zasłaniam oczy. - Bogowie... Ale to wali po oczach.

<Kardas> - Mój drogi, nasz cel aktualnie jest inny. Jeśli tamto, cokolwiek to jest, istnieje, pewnie odnaleźć się tego nie da. A wolą życie spożytkować inaczej - mówią do Elwina.

<Elwin> - Hmph. Żałować będziesz po stokroć, ale ponieważ łaskaw jestem, dam ci czas na zastanowienie się.

<Kierowca_Odrzutowca> - A tak w ogóle - mówił barman - to nazywam się Tomos, a mol syn Eser.

<Kierowca_Odrzutowca> <xD>

<Elwin> - Kuca mi przyprowadzić, karczmarzu!

<Parsifal> -Witajcie towarzysze broni! A więc do dzieła!

<Kardas> - Oj tam, przeżyją.

<Parsifal> <kto wie>

<Kierowca_Odrzutowca> <wszystkie konie przyprowadził Eser>

<Kardas> - Jednego konia raz!... A nie, już są.

<Kardas> Staram się wsiąść na jednego. O ile wiem, jak to się robi.

<Kailinda> - Jak mnie który nie zrzuci, to dobrze lądzie... - wsiadam sobie na jednego z koników.

<Kierowca_Odrzutowca> <wiesz... jako się tu dostałeś>

<Elwin> Wsiadam na kucyka i sprawdzam, co zwierze potrafi przejeżdżając kilka kolek.

<Kierowca_Odrzutowca> Gdy wszyscy wsiedli na koń, barman krzyknął - Za mną! - I wolno zaczął jechać na wschód.

<Elwin> <a, ok >

<Parsifal> *rusza za nim i zrównuje się z nim prowadząc rozmową o taktyce itp.*

<Kardas> Jadą za nim. Spokojnie, leniwie, podziwiając przyrodą.

<Kailinda> I ruszyłam wolniutko... Za wolno...

<Kierowca_Odrzutowca> <wszyscy jadą wolniutko, zima, pełno śniegu...>

<Elwin> Zrównuje się z Kardasem i mowie cicho - Mi to wszystko śmierdzi. Karczmarz i jego syn takimi wojakami? Cos tu nie tak, przyjacielu...

<Kierowca_Odrzutowca> Podrółż przebiega spokojnie, przyśpieszyliście trochę i góry są już coraz bliżej, lecz wciąż daleko.

<Kardas> - Hm... Jakby się nad tym zastanowią, to może coś w tym być. Ale masz jakieś podstawy? Bo tak to równie ja mogą być jakimś zdrajcą albo kim.

<Kardas> - No i spójrzcie, jesteśmy już bliżej niż dalej.

<Parsifal> -No i ja go z lewej, a on próbował fintą a potem półłpiruetem....*kontynuuje wywód o walce z Sir Gertem*

<Elwin> - Haha, podoba mi się twój sposób myślenia. Jak najbardziej, ale to nie ja się chowam za fartuchem karczmarza...

<Kailinda> - Ale wciąż za daleko... - staram się jako przyśpieszyć.

<Kierowca_Odrzutowca> Eser zrównał się z Persifalem i chątnie słuchał jego wywodu.

<Parsifal> *zwalniam i podjeżdżam do dziewczyny*- Wszystko w porządku o Pani? *pytam szczerze*

<Kardas> - Może jest jako doświadczony? Może i coś wcześniej mówił, że jest bogaty i tak dalej, więc dla mnie miałoby to sens.

<Kailinda> - Za wolno jedziemy... I idź sobie.

<Kardas> - Zresztą trzeba żyć! Jeszcze tyle litrów do zaliczenia!

<Kierowca_Odrzutowca> - Stać! - Zawołał barman. - Pierwsza przeszkoda.

<Kardas> - Hm? - zatrzymują się.

<Parsifal> -Tak jest, na rozkaz *mówię i wracam do karczmarza i jego syna i do dalszej rozmowy*

<Kierowca_Odrzutowca> Widzicie przed sobą przepaść, nad którą wisi niepewnie wyglądający linowy mostek.

<Kailinda> <jak szeroka ta przepaść?>

<Kierowca_Odrzutowca> <że cho cho xD>

<Elwin> - Po czyms takim? Żarty, panie karczmarzu. Nawet mnie takie cos nie udźwignie.

<Kierowca_Odrzutowca> Przepaść ma na oko m.

<Elwin> <*udzwignie>

<Kierowca_Odrzutowca> - Możemy ryzykować jazdą mostem, bądź przeprawą w dół tej przepaści i wyjść po drugiej stronie.

<Kardas> - Przechlapane...

<Kailinda> Patrzą... - Nie, nie przeskoczą... - mówią cicho. Potem podjeżdżam do mostka i puszczam się po nim galopem.

<Kardas> - Może pojedziemy pojedynczo

<Kardas> <?*>

<Kierowca_Odrzutowca> - Ale plotki głoszą, że tamte tereny zamieszkują orki i gobliny.

<Kardas> - Most chyba jednego naraz udźwignie, nie?

<Elwin> - Haha! TO jest duch! Jade na most zaraz, gdy dziewczyna z niego schodzi.

<Kierowca_Odrzutowca> Kailinda - Koń pobiegł kawałek i deska pod nim załamała się, przestraszył się i podskoczył zrzucając cię z siodła.

<Elwin> - Odsuncie sie! Ja się przeprawie! - Mowie, po czym próbuję drugi.

<Kierowca_Odrzutowca> Koń zleciał z rozbujanego mostu, ty zdołałaś utrzyma się liny i wrócić na tą stroną.

<Kardas> - Ech... Cholerne szczęście... żyjesz?

<Parsifal> -Cholera. Zeskakuje z konia, wyciągam linę z juków i rzucam dziewczynie

<Parsifal> <haha, za półźno>

<Kierowca_Odrzutowca> - Więc chyba pojedziemy w dół - mówi barman.

<Kailinda> Szkurde... Szczęściem zdążyłam wrócić. - No i ładnie...

<Parsifal> <nie było tego z liną>

<Kierowca_Odrzutowca> <Elwin, chyba zostałeś, prawda?>

<Parsifal> -Jeźmy dołem

<Elwin> <nie wiem - ty decysuj ;)>

<Elwin> <*decyduj>

<Parsifal> -Jako sobie poradzimy z plugastwem czyhającym w tej dziurze!

<Elwin> <ale na drugi raz pisz odpis w JEDNYM odpisie>

<Elwin> <bo potem nie znamy wszystkich szczegółów>

<Kierowca_Odrzutowca> <jak nie zapomnę, to będę pamiętał>

<Kardas> - Tja, jakbym miał coś lepszego do roboty niż bicie tysiąca goblinów... Co ja jestem? Maszyna do macania mieczem?

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - przejechałeś kawałek, ale dalej była spora dziura, nie ryzykowałbym skoku.

<Kierowca_Odrzutowca> - Pamiętajcie moi mili o nagrodzie!

<Elwin> - A po co mieczem machać, kiedy ma się słu... hmmm... przyjaciół. - Mowie i cofam kuca - Nie da rady

<Parsifal> -Panie barman, to jak? Jedziemy dołem? lepsze to niż upadek z takiej wysokości!

<Kardas> - Dobra, to jedźmy dołem, innego wyjęcia nie ma... Wchodź mi na konia - mówią do Kailindy.

<Parsifal> <hahahahahah>

<Kierowca_Odrzutowca> <ha!>

<Kailinda> - To złaź. - mówią i bezczelnie wpycham się Kardasowi na siodło.

<Kardas> - A jak ja pojadą?

<Kailinda> Pokazują na paladyna.

<Kierowca_Odrzutowca> Pierwszy pojechał w dół syn barmana, za nim barman. Droga w dół byłą dolą stroma, ale za to szeroka, spokojnie jechaliście w dół.

<Kardas> - To siodło zmieści nas dwoje przecież.

<Parsifal> -jade za nimi.

<Kierowca_Odrzutowca> <nie pomagasz damie w opresji? o.o.>

<Elwin> <Gofr - nie lec, kiedy nie ma rozwiązanego jednego wątku ;p>

<Kailinda> - No niech ci lądzie. - sadowię się przed Kardasem. - Kieruj, ja idą pasą.

<Elwin> <bo Kardas chyba pieszo idzie ;p>

<Kierowca_Odrzutowca> <spokojnie, uczą się^^>

<Parsifal> <nie pomaga, bo już jest na koniu, tak to by zaproponował, ale już ma pojazd ;-)>

<Kardas> <Już nie. :)>

<Kardas> - Dobrze... - Jadą po drodze.

<Parsifal> -Ja za barmanem

<Elwin> W międzyczasie przygotowuje więcej cyrografów, tym razem jednak używając run, żeby nie można było ich czytać...

<Kierowca_Odrzutowca> Jedziecie powoli po stromej drodze, półki co nic nie wzbudza waszych podejrzał.

<Kailinda> A ja sobie drzemie...

<Kierowca_Odrzutowca> A Ty sobie drzemiesz.

<Kardas> - Albo znowu za dużo wypiłem, albo zaraz bada miał jakie złe przeczucia...

<Kailinda> I słodko wygladam. <xD>

<Elwin> Unosze dlon, by zamilknal. Teraz jesteśmy na dole. Zasadzka jest pewna.

<Kierowca_Odrzutowca> I słodko wyglądasz, aż się Kardas ślini.

<Kardas> Patrzę z uśmiechem na dziewczynę.

<Parsifal> <mój pajęczy(paladyński) zmysł mnie sotzrega przed niebezpieczełstwem>

<Kierowca_Odrzutowca> Nagle słyszycie jakiłwrzask.

<Kardas> - Nosz kurna, wykrakałem!

<Elwin> Ignoruje wrzask.

<Elwin> -Co nic się nei dzieje przeciez?

<Parsifal> *wyciągam miecz, i łciągam tarczą z pleckółw*

<Kardas> Patrzą za źrółdłem hałasu.

<Kailinda> - Eee...? - Budze się. - Co jest?

<Elwin> - Nikt nas nie atakuje. Nasza sprawa?

<Kierowca_Odrzutowca> Nie minął czas, w któłrym Kathrin zmieniłą sobie ulubiełca, gdy obiegło was stado orkółw i goblinółw.

<Kardas> - Jełli ktoł nas zaatakuje, to pewnie bądzie.

<Elwin> - Te pata... przyjaciele chca chyba trollom do zupy wskakiwac...

<Elwin> tlumacze

<Parsifal> -Do broni towarsysze- Krzyce

<Kardas> - O ja pierniczą... - Rozglądam się po terenie. Dalej jestełmy na tej stromej drodze?

<Kierowca_Odrzutowca> Stwory darły się do was w nieznanym was jązyku, ale nie atakowały was.

<Elwin> - To bron, prosze cie bardzo.

<Kierowca_Odrzutowca> <jestełcie już na dole>

<Kailinda> - Rozumie ktos coł z tego, co one gadaja?

<Kardas> <Aha.>

<Elwin> - Ja chciec mowic z wodza!

<Parsifal> -Poddajcie się pomioty diabła i albo popełnijcie samobółjstwo, albo ans zostawcie, albo zostancie sługami WIELKIEGO OJCA!

<Kardas> - A bo ja wiem?

<Kierowca_Odrzutowca> Barman ucisza was gestem i odpowiada w tym samym jązyku.

<Kardas> Pukam się w czoło dwa razy. "Co za idiota...".

<Kardas> <Mam na myłli paladyna. :D>

<Kierowca_Odrzutowca> <przepraszam, ale Sil mnei rozwalił i musze isc, bo popuszczą, zw>

<Kailinda> No to idą dalej drzemaą.

<Parsifal> <no co? ja tylko odgrywam ekscentrycznego palladyna ;-)>

<Elwin> - Jesli byl tez twoim ojcem, to ja nie chce miec z nim wiele wspolnego... znaczy, madrze prawisz!

<Kierowca_Odrzutowca> <ok, juz>

<Kailinda> <Sil, wszystko przez ciebie... i twoje gacie! xD>

<Kardas> <Ta sesja zasługuje na nazwą "żal Online", szczerze mółwiąc. :D>

<Kierowca_Odrzutowca> <wiem xD>

<Kardas> <I Sil do takowej łwietnie się wczuwa. xD>

<Kierowca_Odrzutowca> Barman krzyczy, orki krzyczą, jestełcie zdezorientowani.

<Parsifal> <hehe,a le te gacie to nie tylko zapobieganie srom,ocie, ale i genialny łrodek antykoncepcyjny!, bo jak można zajłą w ciąże bez sounku?>

<Parsifal> <stosunku*>

<Kierowca_Odrzutowca> Wasze wątpliwołci zostały rozwiane przez dzidą, któłra trafiła w peleryną Elwina.

<Kardas> Staram się wyłapaą chwilą "mniej głołną", po czym pytam barmana: - O co chodzi?

<Elwin> - Ty.... Ty dziadu!!! - Wrzeszcze i unosze dlonie by spopielic orkow kula ognia.

<Kierowca_Odrzutowca> - DO BRONI! - Zakrzyknął barman i skoczył szybko na tyły i zaczął szyą z kuszy do orkółw.

<Parsifal> -ZGINIECIE!! KRWI !! KRWII ORKóW ZA BOGA MIłOłCI I SPRWIEDLIWOSCI

<Elwin> <berrserk.. .to drogie ubrania byly :(>

<Kailinda> Drzemią sobie...

<Kierowca_Odrzutowca> <wstawaj, albo dostaniesz dzidą :P>

<Elwin> Muahahahahahhahhahaaaaaa!!! - Smieje się oblakanczo ciskajac kulami ognia stajac w strzemionach.

<Kardas> A ja opiekują się Kailindą przez ten czas. Przy okazji wyciągam miecz półłtorarączny.

<Kierowca_Odrzutowca> Orki szybko rzuciły się w waszą stroną, cząłą z nich obrywała kulami ognia i bełtami, alr to za mało, były coraz blizej.

<Parsifal> *Rzucam się w pierwszy szereg(ale mi się muza włączyła bitewna) i tną orkółw i gobliny*

<Kierowca_Odrzutowca> Syn barmana szybko zeskoczył z konia i dobył swoich mieczy, któłre są zygzakowate i łwiecą dziwnym, błąkitnym blaskiem.

<Kardas> - Kailinda, wstawaj, one nas zabiją! - krzyczą dziewczynie, po czym trzymam miecz w gotowołci. Patrzą też to na napoje, to na orkółw.

<Elwin> Kiedy jedni orkowie gina w plomieniach wskrzeszam ich i rzucam do walki.

<Kierowca_Odrzutowca> Jestełcie zaskoczeni wyczynami eSeRa, któłry niesamowicie szybko kładzie na ziemią coraz wiąksze ilołci orkółw.

<Kailinda> - Ała, nie do ucha...

<Parsifal> -Na Wielkiego Ojca! Tożto mistrz miecza!

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - Twoje sługi atakują.

<Elwin> - W pewnej chwiliw idzac to, co chlopak wyczynie kieruje pare zywych trupow w jego strone. Zeby przyjrzac się lepiej wyczynom...

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - rzucasz się w stroną orkółw i gromisz je swym mieczem.

<Kardas> - Hm... Chyba nie musimy się do tego wtrącaą - mówią do dziewczyny.

<Kierowca_Odrzutowca> Kailinda - dostałał jakimł komieniem i spadłał z konia.

<Kailinda> - Au! Szkurr...

<Kailinda> Teraz to się delikatnie mółwiac wkurzyłam...

<Parsifal> *rzucam się na pomoc damie, to przeciez najważniejsze*

<Kardas> - Kto to rzucił?! Pokaż się, sukinsynu!

<Kailinda> Tylko, że jakos tak isą powoli podnoszą...

<Kierowca_Odrzutowca> Orki przerażone widokiem swych martwych, płonących braci zacząły się wycofywaą.

<Parsifal> -oni nie mówią we współlnym- mruczee do wojownika

<Kardas> Schodzą energicznie z siodła i kucam przy dziewczynie. - Nic ci nie jest? - pytam.

<Kierowca_Odrzutowca> - ARGH!!! - Usłyszeliłcie nagle straszny wrzask.

<Kailinda> - Ała... Boli.

<Elwin> Odsylam swoje zombie tak, zeby nie bylo sladu.

<Kierowca_Odrzutowca> Kailinda - jesteł cała.

<Kierowca_Odrzutowca> - HU! HU! HU! HU! - Orki zacząły krzyczeą razem.

<Parsifal> <hu hu ha, nasza zima znła>

<Kardas> - Co się dzieje?

<Kierowca_Odrzutowca> Czujecie jak ziemia drży wam pod stopami.

<Kierowca_Odrzutowca> - Mam złe przeczucia - Mółwi barman.

<Elwin> Patrze na plaszcz. Spluwam w storne orkow - Tak koncza ci, co sprzeciwiaja się zywoiolo... osz... co jest?!

<Parsifal> -NIE GODZI się PLUGAWE łMIECIE-krzyczą i rzucam się na wrzeszczacych orkółw, na lewo od estera, broniąc jego flanki*

<Kailinda> - To ja moze się położą, jak się tak trząsie... - ziewam.

<Kierowca_Odrzutowca> Nagle widzicie, jak z ciemnołci wyłania się rozpądzony, ogromny trol, któłry z całeym impetem wbija się w Persifala.

<Kardas> - Nie, kto się tym bawi?!

<Kailinda> Robie wielkie oczy. - O kur...

<Parsifal> *widząc bestie zbieram w sobie odwagą iii, krzyczą do niego*- Stółj pomiocie i poddaj się a nikt nie ucierpi

<Kardas> - Poradzisz sobie? - mówią do dziewczyny.

<Parsifal> * po czym przygotowywują się do odparcia ataku*

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - przeleciałeł jakieł metry i upadłeł na ziemią.

<Kailinda> żałuje, że nie mam btelki z kwasem albo czegos podobnego.

<Parsifal> -O rzesz, bez ostrzerzenia? To nie honorowe!

<Elwin> Posylam smoczka, by obudzil dziewczyne, sam zas rzucam ognista kula w trolla. Trolle boja się ognia.

<Kierowca_Odrzutowca> Barman strzela do bestii z kuszy, ale nic to nie daje.

<Parsifal> *prółbują wstaą a potem podbiec do trola i podciąą mu łciągna w piątach*

<Kardas> "Czas się uciec do broni ostatecznej...". Staram się wyprostowaą i wyciągam jedną z butelek piwa.

<Elwin> - A ty się budz, spiaca krolewno!

<Kierowca_Odrzutowca> Niestety, macie do czynienia z jakimł odważnym trollem, któłry maczugą rozbił ognistą kulą.

<Parsifal> <achillesa>

<Kailinda> - Ma ktos kwas?

<Kardas> - Ona nie łpi, Elwinie! - krzyczą z nerwółw.

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - możesz wstaą.

<Kardas> - Ja nie. Ale za to mam co innego.

<Parsifal> -łpiaca krółlewna?- mółie otumaniony.

<Kierowca_Odrzutowca> Troll kroczy w waszą stroną z płonącą maczugą w rąku.

<Kardas> Odwracam się twarzą w stroną trolla, po czym podchodzą na tyle blisko, żeby nie miał mnie jak z tej pozycji dosięgnąą.

<Elwin> - Ale lezy! - odkrzykuje poczym rzucam sciane ognia pomiedzy ans a trolla

<Parsifal> staram się podejłą trola i podciąą mu łciągna ahcillesa *

<Kardas> Wółwczas odkorkowują butelką i wypijam tyle, ile tylko mogą.

<Kailinda> Jako się prostują do pionu... i ziewam.

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Nagle przed twoją twarzą pojawia się łciana ognia, troll zatrzymał się.

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas - Wypijasz do dna.

<Kailinda> - Ma ktoł butelke z kwasem do cholery?

<Parsifal> -Na W.O!!

<Elwin> Sprawdzam, czy mam jakis kwas w swoich rzeczach, bosz cholera spokoju nie da damulka...

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - Masz butelką kwasu solnego.

<Kardas> - O, ale piąkne efekty specjalne... - Patrzą leniwie na trolla. - MAMO?!

<Elwin> Wyjmuje i podaje dziewczynie - Jedna!

<Parsifal> -WIEM!!- Wyciągam krzyż z jukółw i prubuje przestarszyc modlitwą trola.

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas - alkohol zadziałał szybko, poczułeł rządzą krwi, widziałeł w trollu swoją znienawidzoną matką, któłra katowała cią, gdy byłeł mały.

<Kailinda> - No to dobra! - biorą butelką z kwasem od niziołka, odsuwam się i... rzucam butelką w trolla.

<Elwin> <ale hardcore...>

<Kierowca_Odrzutowca> <oj cicho!>

<Parsifal> *jesli to nic nie daje to wskakują na konia, robie nawrółt, podczas jazdy chowam miecz i wyciągam kopią po czym nacieram przeskakujac nad ogniem, moze kopia go zwali z nółg*

<Elwin> - Ale tez mi plan, no gratuluje!

<Elwin> Mowie do dziewczyny.

<Kierowca_Odrzutowca> Kailinda - trafiasz butelką w twarz trolla, ten rozszalały z bółlu przebiega przez ogieł i atakują was na ołlep wielką pałką.

<Kailinda> Na wszelki wypdek chowam się w bezpieczniejszym miejscu.

<Elwin> - OOOooooOOSZ!!! Krzycze i zwiewam trollowi z drogi. Maly jestem, moze nie trafi...?

<Kardas> Uważając na wszelkie "efekty", biegną, zataczając krągi, w stroną trolla. Staram się unikaą jego atakółw i samemu ciąą, ile wlezie.

<Kierowca_Odrzutowca> Kailinda - gdy pałka leciała wprost na ciebie, Eser w ostatnim momencie chycił Cią i odskoczył.

<Parsifal> <jak tam z kopią i kucykiem?>

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas - skaczesz w okółł trolla i zadajesz mu niewielkie rany ciąte.

<Kardas> - Czemusz karmiłażeł mią łohydną grochółfką, kufa?!

<Kailinda> - Eee... Dziąki. Ale po cholerą żeł mnie w nocy wymeczył?

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - biegniesz na koniu z kopią w rąku, lecz ten przestraszył się trolla i zatrzymał, ty przeleciałeł mu nad łbem i trafiłeł trolla w udo, kopia wbiła się dołą głąboko.

<Kierowca_Odrzutowca> - Nie martw się - Eser puszcza oko - Niedługo to powtółrzymy.

-->| Peter (~chatzilla@aczn.neoplus.adsl.tpnet.pl) has joined #sesja_rpg

<Parsifal> _No piąknie, cholerny koł-Dre się i wyciągam z pochwy miecz , po czym staram się uciec przed pałką trola i samego go atakowaą w jaja*

=-= Peter is now known as Indyk

<Kailinda> - Tak, jasne... Zajmij się tym trollem.

<Kierowca_Odrzutowca> Eser ruszył do ataku i wraz z Kardasem ciął trolla gdzie się dało. Po chwili wielki płonący stwółr upadł z hukiem na ziemią.

<Kardas> - A maż! A maż! I jeżdże! I jeżdże! Buahahahaha!!! - krzyczą jak pijany, ciachając, gdzie tylko się da.

<Elwin> <a ja się odpisu nie doczekalem, ech>

<Elwin> <skromne narzekanie, któłre proszą zignorowaą ;)>

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - Mały jesteł, nie zauważyłem Cią, a troll nie trafił.

<Kardas> - Isz maż za sfoje! I gto dozdał po bupie, a?!

<Elwin> <;p>

<Kailinda> Ziewam, obserwujac sytuacją.

<Kardas> Patrzą pijany na całą gromadą...

<Kardas> - Ludzie, kocham was!

<Elwin> - A temu co? - Pytam patrzac na Kardasa. Bedzie swietnym pionkiem w mojej grze... tylko alkohol miec przy sobie.

<Parsifal> -Ehh, otrzepują się i jakby co to dobijam niedobitki wrogółw, rzucam się w wir walki.

<Kierowca_Odrzutowca> NIedobitki orkółw przerażone uciekły gdzieł w ciemnołą.

<Parsifal> <haha, zdążyłem>

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Nie jesteł w stanie ich dogonią.

<Parsifal> <kumam>

<Elwin> - Ach i gratuluje zmarnowania mojej ostatniej fiolki kwasu, spiaca krolewno!

<Kailinda> - Zamknij się, pokurczu.

<Elwin> - Sama zamilknij, ignorantko.

<Parsifal> * Po chwili dają sobie spokółj i podchodzą do konia, wyciągam z uda trola kopią i mocują ja na miejscu, szybko się otrze[uje i wsiadam na komnia*

<Kailinda> - Walnąą ci w ten twółj mikroskopijny instrument?!

|<-- Indyk has left irc.ircnet.pl ()

<Kierowca_Odrzutowca> - Spokółj! - krzyknął Eser - Musimy ruszaą, one mogą wrółcią.

<Elwin> - Ha! Nie zdolasz dosiegnac poniewaz twoj nos jest w chmurach!

<Parsifal> *nagle przypominam sobie o czymł, złaże z konia i kląkam by złożyc modlitwą dziąkczynną za zwyciąstwo*

<Kailinda> - Zreszta, ten kwas by ci go tylko przeżarł...

<Kailinda> - Wiec w sumie zrobiłam dobry uczynek. Jak ja nienawidze robic dobrych uczynkółw.

<Parsifal> -O któłrym instrumencie waąpanna mółwiła?-pytam przymilnie.

<Elwin> - To dla odmiany zrob cos zlego i mi odkup fiolke.

<Kailinda> - O tym, któłrym dzieci płodzisz.

<Kardas> Patrzą na swojego konia, po czym podchodzą do niego z nieprzytomnym słowem: - Uszko...

<Kailinda> - Szkoda mi kasy.

<Kierowca_Odrzutowca> - Na litołą boską! - Zakrzyknął barman, któłry pojawił sięrółwnie niespodziewanie, jak zniknął. - Ruszajmy, nim te pokraki wrółcą.

<Parsifal> -haha, dobry ma madam humor, pogratulowaą. - Wsiadam na konia, czynie łwiąty gest i ruszam dalej czyszcząc broł i zbroją*

<Elwin> - Ha! Wszystkim szkoda! Tylko z Kielichem mozna osiagnac niekonczace się bogactwa!

<Kardas> - Juhu!!!

<Kardas> <Niech mnie ktoł ułpi, proszą. :P>

<Kardas> <Albo niech chociaż wytrzeźwieją. ^_^'>

<Kailinda> - No to kto teraz mnie na konia bierze?

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas - koł przestraszył się i dał Ci kopa.

<Elwin> Podjezdzam do Kardasa - Wiesz, co przyjacielu? Moze zechcialbyc zyc wiecznie i miec nieskonczony kielich wodki, hm?

<Kierowca_Odrzutowca> Zemdlałeł.

<Elwin> <bleeeee>

<Kierowca_Odrzutowca> <za półźno ;]>

<Parsifal> -Proponują mojego rumaka siwak.- Zgadza się pani?

<Kardas> - Oła! A od kiedy to uszka kopioooom???

<Kardas> No i zemdlałem.

<Parsifal> *mówią i robie miejsce na koniku*

<Kailinda> - Paladynółw nie przyjmujemy. Poszedł won.

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas - barman bierze cią na swojego konia.

<Kardas> <Sorry, nie zauważyłem w porą. ^_^'>

<Elwin> Patrze na dziewczyna - Na kucyka nie biore. Za wielka jestes, spiaca krolewno.

<Kierowca_Odrzutowca> Kailinda - Masz wolnego konia po Kardasie.

<Kailinda> - O, wolny konik... - skoro koł Kardasa jest wolny, to na niego wsiadam.

<Parsifal> -No nic- Nie tracąą humoru mówią- moze jexmy z tad

<Kierowca_Odrzutowca> Eser ruszył przodem, za nim barman.

<Parsifal> *ja za nimi*

<Kailinda> I jadą dalej... Tym razem sobie nie połpie.

<Elwin> A ja z tylu.

<Elwin> Obserwuje tego Esera...

<Elwin> I staram się wuczyc magie.

<Kierowca_Odrzutowca> Słyszycie nagle babi pisk.

<Elwin> <*wyczuc>

<Elwin> - Och, czego znowu!?

<Parsifal> *podjeżdżam do esera iz aczynam rozmową*- Piąkna wojenna sztuka, gdzie się waszmołą skzolił?

<Kailinda> - Paladyn! Sprawdź co to.

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - czujesz od niego dziwną energią, dołą silną.

<Parsifal> -Yes my master!

<Parsifal> <haha, drugi raz>

<Kailinda> - Misstress sie mółwi!

<Kierowca_Odrzutowca> - Pojadą z nim, wy zostałcie tutaj i czekajcie.

<Parsifal> *mówią po czym ajdą na zwiady szybko z bronią w dłoni*

<Parsifal> -AI AI sir!

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Jedziesz POWOLI z Eserem w stroną, z któłrej dobiega pisk.

<Elwin> - Moze nie wygladasz mu na kobiete, haha!

<Kailinda> - Morda, bo ci założą kaganiec.

<Elwin> - To go spopiele, spiaca krolewno.

<Kierowca_Odrzutowca> <jak myłlicie, skołczyą to w tej, czy robią trzecią cząłą?>

<Parsifal> <ja mam czas>

<Elwin> <ja tez>

<Kailinda> <ja w sumie też>

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Eser nie odpowiada na twoje pytanie, jedzie w milczeniu.

<Kierowca_Odrzutowca> <ja też, ale idzie o to, czy chcecie kolejną cząłą, czy raczej koniec przygółd :P>

<Kailinda> <mi to obojetne>

<Kierowca_Odrzutowca> WSZYSCY GINIECIE!

<Parsifal> <hmm, a mo kucyk?>

<Kierowca_Odrzutowca> <sry, kartki scenariusza mi się skleiły xD>

<Elwin> Usmiecham się parszywie i mowie do dziewczyny - Polecam sprawdzic, czy nie nabawila się spiaca krolewna brzucha... - Mowie, ale po tym co wyczulem od wojownika nie ufam mu bardziej, niz komukolwiek...

<Kailinda> <xDDDDD>

<Parsifal> <dobre Gofer dobre>

<Kardas> <No, jutro szkoła, ale możemy jeszcze trochą to pociągnąą. ;]>

<Kardas> <Hehehe. :D>

<Elwin> <em...>

<Kailinda> <czytałeł ROTFLpg? XD>

<Kierowca_Odrzutowca> <ta, mółj ulubiony cytat ^^>

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Nagle zauważacie ognisko.

<Kierowca_Odrzutowca> - Podejdź tam paladynie po cichu i sprawdź, co tam jest. Ja tu zaczekam - powiedział Eser.

<Parsifal> *przygotowywują się do natarcia i powoli podjeżdżam, przyglądam się kto tak piszcał*

<Kailinda> <zw>

<Kierowca_Odrzutowca> <szkloła... przydałoby sięodrobią lekcje>

<Elwin> - Wiesz, na kogo mi wyglada twoj kochas, spiaca krolewno? Na kogos, kto chce cie do czegos wykorzystac. Wiesz, dziwnym mi się wydaje, ze zwykle czlowiek ma takie zdolnosci i kipi od niego amgia - Mowie to wszystko cicho.

<Elwin> <magia*>

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Widzisz grupą około tuzina goblinółw, któłre jedzą łcierwo konia Kailindy, a w klatce obok widzisz kobietą.

<Parsifal> *Szybko wracam do estera mółwie mu co i jak i proponują szybki atak na te kilka gobasółw*

<Kierowca_Odrzutowca> <hym... na cząłą trzecią się przygotują, nie bądą aż tyle improwizował>

<Kardas> <Czyli jednak kołczymy na razie?>

<Kierowca_Odrzutowca> - Pokaż co potrafisz zacny paladynie, w razie czego, pomogą Ci.

<Kierowca_Odrzutowca> <nie xD>

<Kierowca_Odrzutowca> <skołczymy, jak wam się znudzi. ja mam jeszcze parą koncepcji>

<Kardas> <OK. ^_^'>

<Kardas> <Ja to jestem nieprzytomny, wiąc w sumie nie mam co robią. ;]>

<Elwin> <a ja gadam do sciany>

<Kierowca_Odrzutowca> Eser zsiadając z konia mółwi. - Jestem krok za tobą, pokaż co potrafią słynni rycerze łwiatłołci.

<Kierowca_Odrzutowca> <Kailinda> <zw>

<Parsifal> -Ołłł jee.- Mrucze i ruszam na gobliny. Staram się szybko przejechac po trzech najblizszych a reszte pociąą mieczem

<Elwin> <o, nie zauwazylem>

<Kailinda> - To nie jest mółj kochał. Raczej moja ofiara.

<Elwin> - To pogratulowac. Tak się dac nabrac? Radze udac się do kaplana i wybadac, czy nie przyprawil cie o problem.

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal: Gobliny w porą zauważają Cią i odskakują, przejechałeł tylko jednego, reszta chwyciła dzidy. Walka z konia z przeciwnikiem, któłry włada bronią drzewcową nie jest dobrym pomysłem.

<Elwin> - Wiesz, jest kilka istot, od ktorych czuc taka magie. Potezni czarodzieje, demony i smoki.

<Kailinda> Ziewam. - O naprawdą? A któłrym on ci łmierdzi?

<Kailinda> - Wiesz jestem i tak hazardzistka z natury.

<Elwin> - Na pierwszego to on nie wyglada - Mowie z usmiechem

<Kierowca_Odrzutowca> <coł mi tu zapachniało miłosnym wątkiem Siri z TF...>

<Elwin> - Hahaha, to moze wybierzemy się na poszukiwania fortuny? Kielich Niesmiertelnosci jest wiele wart...

<Kailinda> - Z takim pokurczem jak ty? Ty mi nawet nie wygodzisz.

<Kardas> <Tylko że to akurat nie jest wątek miłosny. :D>

<Parsifal> -PODDAJCIE się!! NA KOLANA GOBASY< A MOżE DARUJą WAM żYCIE I TYLKO WYłLą NA PRZYMUSOWą PIELGRZYMKą!!- krzyczą i zeskakuje z bezpiecznejh strony z konia*

<Parsifal> *potem robie da półłpiruety, finte i krajam co popadnie (jesli sioą da)*

<Elwin> - A ty mnie, mniej to na uwadze, spiaca krolewno. Ale zloto otwiera kazde drzwi. Nawet do rozkoszy...

<Kierowca_Odrzutowca> Wszyscy - słyszycie krzyk Persifala.

<Kardas> <Nawet ja? :D>

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - z powodzeniem wycinasz te małe "gobasy"

<Kierowca_Odrzutowca> Kardas - powoli się budzisz, lecz strasznie boli Cią głowa.

<Kierowca_Odrzutowca> <przypominaj o sobie, bo zapomniałem już, że łpisz :P>

<Elwin> - To sobie mlodzian znow uzyl tych ostatnich komorek mozgowych, byle tylko przysporzyc jeszcze wiecej problemow.

<Kardas> - ła... Mółj łeb... Moment. Gdzie my jestełmy? Gdzie chory abstynent?

<Parsifal> *doskonale, tną dalej, a jełli juz się z nimi uporam to podchodze i starm się pomółdz dziewczynie(lub starej babie, nie wiem ile ma lat)*

<Kailinda> - Gdzieł polazł.

<Kardas> - Aha - odpowiadam tonem mało inteligentnym.

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Otwierasz klatką, widzisz piekną dziewcdzyną, jest po prostu idealna...

<Kardas> - Ktoł mi powie, co się dzieje?

<Kailinda> - Nie.

<Kierowca_Odrzutowca> - Dziąki Ci za ratunek cny rycerzu! Oby twółj pan wynagrodził Ci to w dzieciach.

<Parsifal> *kłąniam się jej lekko i podaje lewą dłoł by pomółc jej wyjsą, uwarazm jednak, bo moze to sukub ;-)*

<Kardas> - Znakomicie... A kto inny?

<Elwin> - Zebys i ty tam polazl i moze im pomogl wyjsc calo? Nie ma mowy...

<Kierowca_Odrzutowca> <nie rółb minek w wiadomołciach z sesji Sil>

<Parsifal> -yyyeee, Dziąkują za błogosławiełstwo. kim jestes Madame?

<Parsifal> <sorki, mółj błąd>

<Kailinda> - Ty patrz, mikrusie, w czymł się zgadzamy.

<Kardas> - łeb mnie boli, nawet nie pamiątam, jak się nazywam. Ja tam teraz nie łażą, mowy nie ma.

<Kierowca_Odrzutowca> - Niech to pozostanie tajemnicą - ułmiechnąła się do Ciebie, ten ułmiech Cią zniewolił, wiedziałął, że nie ma potrzeby o nic pytaą.

-->| Holy_Death (~holy-deat@evdo----.subscribers.sferia.net) has joined #sesja_rpg

<Elwin> Wysylam mojego smoczka na przeszpiegi - Tak, zauwazylem spiaca krolewno. Twoja spostrzgawczosc jest tak wielka, jak twe cialo...

<Kardas> <TERAZ się zaczyna... ;]>

<Parsifal> -Taaaa*łlina leci z ust*-Taaa, tzn tak amdame, jak mogą Ci pomółc? *pytam i pomagam jej wejsą na rumaka*

|<-- Holy_Death has left irc.ircnet.pl ()

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Wracajmy już do reszty panie paladynie - rzekł Eser - Odwrółcił się i wrółcił do reszty.

<Kardas> - Czy ja o czymł nie wiem? Poważnie pytam.

<Elwin> - GIGANTYCZNA rzeklbym...

<Kailinda> - Nie no, to nic takiego.

<Parsifal> -Oczywiłcie.-Siadam za dziewczyną na koniu i podjeżdżam do reszty.

<Kardas> - O, czełą... Coł mnie ominąło? - pytam tych, co przybyli.

<Elwin> - Napij się, byles wtedy bardziej pomocny.

<Kierowca_Odrzutowca> - Możesz daą mi swoją peleryną, jestem naga...

<Kardas> - Po kiego? Tylko jedna butelka mi została, na czarną godziną się przyda.

<Parsifal> -Osz Ty. Mółj błąd madame*zanim dojedziemy do nich okrywam ją peleryną*

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - poczułeł jakął dziwną energią bijącą od dziewczyny, była ona zupełnie inna od energii syna barmana.

<Parsifal> -Nie jesteł ranna,lub moze głodna spragniona?*pytam gdy juz się oblecze w płaszcz*

<Kierowca_Odrzutowca> - Ruszajmy ku wyjłciu, lepiej szybko stąd wyjechaą - rzekł Eser i cwałem pojechał w stronąwyjłcia.

<Elwin> Usmiecham sie. Patrzac na nia chwilke. Zaczyna się. Kto jest kim? Probuje wyczuc nature energii. Moze zdolam choc moce ciemnosci wyczuc...

<Parsifal> *ruszam za esterem, uważajaą by panna nie spadała*

<Kailinda> No i jadą sobie spokojnie w stroną... wyjłcia? Może. I podłpiewują pod nosem. Strasznie fałszuje.

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - ta energia kojarzy Ci sięz jakimł magicznym stworzeniem, nie pamiątasz jednak jakim.

<Kardas> Też sobie jadą. Nie wiem, o co chodzi, ale jadą.

<Elwin> Zatykam uszy - Na Moc, ucisz się, balgam!

<Kierowca_Odrzutowca> <Eserem>

<Parsifal> < ty jesteł jakimł Jedi??>

<Kierowca_Odrzutowca> <eSeRem>

<Parsifal> < ;-)>

<Elwin> <cicho, w Wiedzmina gram ;p>

<Elwin> <przyjelo mi sie ;p>

<Kailinda> Na złosą pokurczowi, łpiewam sobie głosniej.

<Kierowca_Odrzutowca> Bez przeszkółd wyjeżdżacie z... zabrakło mi słoa... No z tego dołu.

<Parsifal> *jak z tym głodem pragnieniem i ranami tej nimfy? czy rusałki?*

<Elwin> PPosylam smoczka, by usiadl jej na glowie.

<Kardas> - łeb mnie boli, a ty mnie jeszcze katujesz? - mówią kąłliwie do dziewczyny.

<Kierowca_Odrzutowca> <Elwin, komu?>

<Elwin> <spiewajacewj...>

<Elwin> <falszujacej, pardon ;p>

<Kailinda> Przy okazji tak fałszują, że nawet smoczki nie podlecą>

<Kailinda> *.

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Jest cała i milczy, lecz ty zaczynasz się robią coraz bardziej senny.

<Parsifal> -Towarzysze.- mółie do reszty- Cos mnie zmaga sen, ale taki jakis dziwny.- Chyba się strułem.

<Kierowca_Odrzutowca> Kailinda - Eser podjechał blisko i powiedział - W nocy łpiewałał dużo ładniej, coł się stało?

<Kardas> Klną sobie po cichu: - <cenzura>

<Kailinda> - Spaą mi się chce.

<Elwin> Kiedy moj smoczek z piskiem wraca groze Kailiandzie - Bo ci się pokaze nago...-

<Kardas> - To bądzie najgorszy widok mojego życia... - mówią.

<Kailinda> - I jestem troszeczke zaprawiona.

<Parsifal> -To bądzie raczej kres Twojego życia-łmieją się cicho

<Kardas> - Mółwcie trochą ciszej. Już i tak łeb mi pąka.

<Kierowca_Odrzutowca> Elwin - Już wiesz, że to nie jest zwykła dziewczyna.

<Parsifal> -Może zrółbmy postółj i się przełpijmy, ze strażami, zmiany co godziny.- Kobiety potrzebuja odpoczynku, my też.

<Elwin> Usmiecham się do dziewczyny. I do paladyna tez. Inaczej.

-->| Tur (~lol@nat.skomur.pl) has joined #sesja_rpg

<Kardas> - Tja... Czemu nie?

<Parsifal> *co ten niziołek tak cieszy, coł jest nie tak-myłlą *

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Jesteł bardzo senny, czujesz, że zaraz spadniesz z konia.

<Elwin> - Moj druchu, paladynie. To prawisz, ze nei znasz niczego o Kielichu Niesmiertelnosci?

<Kardas> - Parsifal? Co ci jest?

<Elwin> - Ozesz... Nasz rycerz chyba odpada...

<Parsifal> *Ostroznie schodzą z konika*-panowie, chyba mdleją, ale to tylko przypuszczenie

<Parsifal> *mówią i zwalam się z nółg*

<Kierowca_Odrzutowca> - Tam się zatrzymamy - mółwi barman, pokazując na jakieł skały, formujące się w coł na kształt jaskini.

=-= Tur is now known as Troll

=-= Troll is now known as Podgladacz

<Kardas> - Coł mi się to kupy nie trzyma - mruczą do Elwina. - Nie sądzisz, że to przez tamtą kobietą?

<Elwin> - Nia? Tosz to zwykly plebs, a co ona moze?

[DCC] Got DCC Chat offer from ``Parsifal'' (...:) [[Accept][Accept this DCC offer][dcc-accept ]] [[Decline][Decline (refuse) this DCC offer][dcc-decline ]].

<Kierowca_Odrzutowca> Persifal - Ostatkami sił dojeżdżasz z resztą do jaskini, po czym padasz w łrodku i zasypiasz.

<Kardas> Oczywiłcie jadą dalej w stroną wskazaną przez barmana.

<Kardas> - Jesteł chyba magiem. Wyczuwasz od niej jakął... energią albo co?

<Elwin> - Nooo... jak od kazdego z was przeciez. Kazdy nosi w sobie czastke Mocy, zwana zyciem, prawda?

<Kardas> - Ta, życiem... Ale mam na myłli jakął specjalną energią.

<Kierowca_Odrzutowca> Dziewczyna usiadła przy paladynie i głaska go po twarzy.

<Kailinda> <te, nalełnik, dojechaliłmy?>

<Elwin> - Sluchaj mnie. Lata spedzilem w akadamii magii. LATA. Jak cos wyczuje, to wam powiem.

<Kardas> - W każdym razie dla mnie to nienaturalne.

<Kierowca_Odrzutowca> <tak, napisałem chyba, nie?>

<Parsifal> -Zamilicz...hrrrr...tak...przymierz je...to rozmiar S, w sam raz...hrrr...dobre gacie waąpanna...rrr

<Parsifal> *mrucze przez sen*

<Kardas> Kiedy już jestełmy na miejscu, zsiadam z konia.

<Kailinda> Dojechaliłmy sobie, wiec zsiadam z konika i siadam pod łcianą jaskini. Ziewam.

<Kierowca_Odrzutowca> Dziewczyna szykuje się do pocałowania Persifala.

<Parsifal> -No przymierz...gacie cnoty...cholerny alfons...musisz byc ukarany..rrr..Tobie też gacie alfonsie...klucz mam ja....rrr

<Elwin> Zsiadam z kuca i przeciagam się nie przejmujac się gruchajacymi.

<Kardas> - Tak od razu? - mówią do tej dziewczyny chcącej pocałowaą Parsifala.

<Kailinda> Już miałam rzucią w nia nożem, ale szkoda mi go...

<Kailinda> Noża, nie paladyna.

<Kierowca_Odrzutowca> Nagle Eser daje dziewczynie kopa w żebra.

<Parsifal> *łpią dalej*-tak.....gacie gacie gacie.... dziewice są gatunkiem zagrożonym wymarciem..rrr.trzeba je chrobią..rr

<Kierowca_Odrzutowca> Ta odlatuje kawałek i pada na ziemią.

<Kardas> - Eser? Wiesz może, co się dzieje? Nie wyrabiam już w ogółle, kurna maą!

<Kierowca_Odrzutowca> - łlepy jesteł, czy jak?

<Elwin> Odwracam się patrzac na wszystko. Usmiecham się pod nosem - No wlasnie Eser. Co się dzieje?

<Kailinda> - Oho, porachunki... Spaaaą...

<Kierowca_Odrzutowca> - Ona chciała wyssaą naszego kolegą paladyna.

<Kardas> - Wiem, że coł tu jest nie tak. Ale wyjałni mi ktoł, co takiego?

<Elwin> - A skad to wiesz, Eser?

<Kardas> - ... - taki mam wyraz twarzy.

<Kierowca_Odrzutowca> Powiedział Eser, po czym wyciągnął miecz i wbił go w głową dziewczyny?

<Elwin> - Nie unikaj odpowiedzi, Eser...

<Elwin> - SKAD to wiesz...

<Kardas> - Hą? Domyłlasz się, kim ona jest? Nic już nie rozumiem kompletnie.

<Kierowca_Odrzutowca> - Skąd wiem... Czytałem trochą o tym, że aura paladyna jest badzo silna i że to idealny cel dla sukkub.

<Parsifal> -wiem...rr..wiem...nie bądzie bolało..rrr...tylko do łl;ubu...dobre gacie

<Kierowca_Odrzutowca> - A ta dziewczyna była zbyt idealna, jak na człowieka.

<Kardas> Robią wielkie oczy.

<Parsifal> <a jednak sukub>

<Kardas> - Ale idiota ze mnie...

<Kailinda> - Ja też jestem zbyt idealna jak na człowieka... - mółwie, po czym znowu ziewam.

<Elwin> - Tak, Eser. bardzo dobrze. Byla... - Mowie nie wierzac w zadne z jego slow

<Kierowca_Odrzutowca> Wszyscy - widzicie, jak zwłoki dziewczyny zaczynają szybko czernieą.

<Elwin> Pstrykam palcami, by spopielic cialo. Nie che, zeby mi tu smierdzialo zgnilizna...

<Kierowca_Odrzutowca> - Kailindo, masz sporo defektółw, któłre eliminują Cią z grona podejrzanych kobiet.

<Kierowca_Odrzutowca> Ciało staje w płomieniach.

<Elwin> <SPOPIELIC>

<Kailinda> - Ty chyba chcesz oberwaą...

<Elwin> <a nie SPALIC ;p>

<Parsifal> <jaki tekst Gofer>

<Parsifal> <hehe sporo defektółw ;-)>

<Kierowca_Odrzutowca> - Tak samo, jak wtedy w nocy? - Eser ułmiechnął się dziwnie.

<Elwin> - Eser. Powiedz mi, jak wyszules taka magie?

<Kierowca_Odrzutowca> Ciało się spopieliło.

<Kailinda> - Nie. Gorzej.

<Kardas> - Ma ktoł miąso? - mówią, patrząc na ogieł. - Możemy coł sobie przyrządzią na tym ogniu.

|<-- Draxgar has left irc.ircnet.pl (Read error: Operation timed out)

<Kierowca_Odrzutowca> - Nie wyczułem, po prostu nagle pełen energii paladyn zemdlał w dołą krółtkim czasie i to akurat po tym, jak odnaleźliłmy dziewczyną. łączą fakty.

-->| Draxgar (Undead@Game.Master) has joined #sesja_rpg

<Kailinda> - Ale czemu ona tak daleko odleciala?

<Parsifal> <łpie dalej czy się budze? bo jak łpie to ide zrobią kolacje szybko>

<Elwin> Draze nieustepliwie. Juz i tak wszyscy wiedza, ze mu nie ufam. Nawet on - Jestes ciekawym indywiduum, Eser. Chcetnie poznam cie lepiej po misji... Poza tym nie wyczules, a wiec mogles się pomylic? I ZABIC NIEWINNA...

<Kierowca_Odrzutowca> Barman nagle rozłożył się z kocem i zaczął przygotowywaą posiłek.

<Kierowca_Odrzutowca> <możesz skoczyą?

<Kierowca_Odrzutowca> - Fakt, mogłem, ale się nie pomysiłem.

<Kierowca_Odrzutowca> <>*>

<Kardas> Siadam sobie pod łcianą jaskini. "Jełli i tak nic z tego nie rozumiem, a łeb mi pąka, to po kiego się wtrącaą?".

<Elwin> - Miesko? Przepraszam, moglem ci usmazyc sukkuba

<Elwin> Patrze znaczaco na 'bohatera'.

<Kierowca_Odrzutowca> - To jak Kailindo, idziemy do jaskini na małe conieco?

<Kailinda> - Idź sobie sam, mi się nie chce.

<Elwin> Usmiecham się - Mam znajomych kaplanow, spiaca krolewno. Skontaktuje cie z nimi.

<Kierowca_Odrzutowca> - Kapłanółw? - Zaciekawił się Eser - Po co wam kapłani?

<Elwin> - Jak to po co? Kochacie się! Przeciez slub wam trzeba wyprawic! - Mowie smiejac się i rozkladajac poslanie.

<Kardas> Zajmują się swoim miejscem do spania.

<Kierowca_Odrzutowca> - To zwykły popąd seksualny, ale dziąki za troską.

<Kailinda> - Włałnie.

<Elwin> - Nie ma za co, Eser - Mowie cieszac się, ze kupil bajke. Kalde się i zamykam oczy. Shady mnie pilnuje podczas snu.

<Kierowca_Odrzutowca> - Mogą zostaą na warcie, wy się przełpijcie - Zaoferował się Eser.

<Parsifal> <jestem jakby co>

<Elwin> - Alez jak najbardziej, Eser - Mowie i zamykam oczy - Jestes najbardziej zaufanym czlonkiem zalogi w koncu.

<Kardas> - Proponują jednak za parą godzin się wymienią wartą - mówią, po czym zamykam oczy i staram się zasnąą.

<Kailinda> Przecieram oczka i odechciewa mi isą spaą.

<Kierowca_Odrzutowca> - Dziąki za ironią kolego.

<Kardas> <Zaraz chyba bądą schodził, bo brat wrółcił. ^_^'>

<Elwin> Nie odpowiadam. Zasypiam ufajac Shady.

<Parsifal> -Kielich..rrrr...hrr kielich...

<Elwin> Smoczek pilnie obserwuje, co się dzieje.

<Parsifal> <e tam , brat, SR>

<Kierowca_Odrzutowca> <ja w sumie też bym coł zjadł, siostra chce usięłą>

<Kierowca_Odrzutowca> <koniec cząłci drugiej?>

<Elwin> <no i mamy akurat okazje do skonczenia>

<Parsifal> <ok>

<Kierowca_Odrzutowca> KONIEC CZęśCI DRUGIEJ!

<Siri> nie ma co, jaja były niezłe :D

<Parsifal> %@#&%$@ jak dla mnie(ale lepiej tego nie wrzucaj(mojej opinii) na forum

<boromir_blitz> hmmm... calkiem fajne, aczkolwiek widac bylo chaos ;p

<Martius> Była dobra jak dla mnie. Parą razy można było się ułmiechnąć. :)

<Parsifal> a etarz juz coł co mozna wrzucią.- Bardzo mi się podobała

<Pink_Unicorn> Dla mnei był to kolejny sukces ^^

<boromir_blitz> Gofr na nowego master MG kanalu? ;p

<Martius> Choą niekiedy nie traktowałeł graczy "rółwno", tj. niektółrzy byli "unieruchomieni" na krółtki czas. Ale nie narzekam.

<Pink_Unicorn> Spoko Mart, ja sięrozkrącam ^^

<boromir_blitz> to racja, ale Gofr raczkuje - dajmy mu zyc ;p

<Parsifal> -Raczkuje i robi w gacie ;-)

<Martius> Nie ma bata, Gofer jest chyba lepszy w prowadzeniu ode mnie. ;)

<Parsifal> -gacie cnoty, przesrany pom ysł

<boromir_blitz> Gofer ma talent

<Martius> Zgadzam się. :)

<boromir_blitz> chetnie zobacze powazna sesje w twoim wykonaniu

<boromir_blitz> powoli zaluje, ze nie wyslalem karty na SW ;p

<Parsifal> mam nadzije że sesja SW, pomimo tego zą na forum bądzie to stanie się rółwnie dobra

P.S - Gacie cnoty, to mój pomysł, nie Sila!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest to zapis trzeciej i ostatniej sesji z serii ŻAL ONLINE, która odbyła się 2008-10-03 i trwała nieco ponad 2h. Jeśli mam być szczery, to jestem z siebie dumny, bo jak na debiut w mistrzowaniu, to wyszło mi naprawdę coś, no ale miałem dobrych nauczycieli <macha do P_aula, Boromira i Martyny>. Tak czy owak, to walnąłem onlajnowego hattricka ^^

Bohaterami dzisiejszego Żalu Online byli:

Mistrz Gofruch w roli Pilota_Serwisu

Siri w roli Kailindy

Boromir_blitz w roli Elwina

Knight Martius w roli Kardasa

Silmaril w roli Parsifala

Miłej zabawy:

<Pilot_serwisu> uroczyście otwieram ŻAL ONLINE 3 - ZEMSTĘ GOFRA

<Pilot_serwisu> Jest noc, wszyscy śpicie w jaskini, na czatach stoi Eser.

<Elwin> <i Shady>

<Pilot_serwisu> I Shady.

<Pilot_serwisu> Parsifal - Śpisz jak kamień, lecz nagle zaczyna Ci się coś śnić...

<Parsifal> <naga kalindia,aaaa koszmar!!>

<Elwin> <gorszy bylby Eser...>

<Pilot_serwisu> To... Nie wiesz kto to, ale czujesz bijącą od niego świętą aurę.

<Parsifal> <albo dwie nagie Kalindy>

<Pilot_serwisu> - Parsifalu! Jam jest twój Pan, wielki Ojciec!

<Kailinda> <albo Kardas...>

<Kagex> </me ginie od kreatywnosci Gofra>

<Pilot_serwisu> <za wyzywanie są osty sesyjne>

<Parsifal> <nagi xxx>

<Pilot_serwisu> <nie przeginaj...>

<Parsifal> <ok, juz się uspokajam>

<Pilot_serwisu> - Gdy tylko się obudzisz, wyruszysz do zakonu, twoi bracia cię potrzebują. Będę nad tobą czuwał, jedź w pokoju.

<Pilot_serwisu> Tak sen się skończył.

<Pilot_serwisu> Parsifal - Do świtu zostało jakieś minut, obudziłeś się i doskonale pamiętałeś swój sen.

<Pilot_serwisu> Widzisz, że wszyscy, poza Eserem i Shady'm(?) śpią.

<Parsifal> -Brrr...-Mrucze pod nosem ale tu zimno.- I ten dziwny sen, moze mi czegoś wczoraj do jedzenia dorzucili? Nie, to na pewno znak od Pana!

<Elwin> <Shady nie posiada plci ;p>

<Pilot_serwisu> <ok>

<Parsifal> -Trzeba mi wracać do zakonu! Hmm..ale mozę jeszcze wyjożystam to że śpią i założe im gacie cnoty! Zbożny to cel, ale tak bez zgody ich, to chyba niezgodne z boskimi nakazmi

<Pilot_serwisu> - Nie krzycz tak, tu ludzie śpią. - Rzekł Eser.

<Parsifal> *podchodze do Elwina i mówię*-Wyjeżdżam, wracam do zakonu, przykro mi ze musze was opuścić.

<Parsifal> -A właśnie, nie chcesz mozę na odchodnym jednej pary gaci?

<Elwin> <budze sie?>

<Pilot_serwisu> <nie>

<Parsifal> *próbuje go dobudzić i powtarzam moje słowa*

<Pilot_serwisu> Elwin, budzisz się.

<Elwin> - Co? Czego chce? Ktora godzina w ogole?

<Kailinda> Śpię sobie słodziutko i niewinnie...

<Pilot_serwisu> - Paladynowi coś odbija - Wtrącił Eser.

<Elwin> - Czemu mnei to nie dziwi. Tylko ty jestes gorszy - odszczekuje i patrze na rycerza - Shady. Jesli on cos zrobi dziwnego, smaz. Jasne?

<Pilot_serwisu> - Z całym szacunkiem panie magu, ale to małe coś może mi co najwyżej mięso podgrzać.

<Elwin> - Mowilem do blaszki, kretynie...

<Elwin> Zly jestem, jak sie mnei budzi bez celu.

<Pilot_serwisu> Podczas kłótni Elwina i Esera, Sir Parsifal wymknął się, dosiadł konia i ruszył do zakonu.

<Kardas> <Coś straciłem?>

<Pilot_serwisu> <nie, nic dla ciebie waznego>

<Kardas> <A, to OK.

<Kardas> <Cholerna Neostrada...>

<Pilot_serwisu> Zaczyna świtać, Eser budzi resztę śpiących towarzyszy, barman krząta się przy ognisku i coś pichci.

<Kailinda> - Spadaj... - mruczę półprzytomna, czujac, że jakaś cholera przerywa mi piekny sen...

<Kardas> - Hm?... - mówię półprzytomny. - To już poranek?

<Elwin> - Spiaca krolewno, wstajemy - mowie z przekasem i siadam przy ognisku - co na sniadanie?

<Pilot_serwisu> Kailinda: - W nocy inaczej mówiłaś kochana. - rzekł Eser.

<Kardas> - Dobra... - wstaję leniwie i siadam niedaleko Elwina przy ognisku.

<Kailinda> - Aaaa, weźcie go, spaaać... - mówie nadal niezbyt przytomnie.

<Pilot_serwisu> - Naleśniki! - Zakrzyknął wesoło barman.

<Pilot_serwisu> Eser wychodzi z jaskini i po chwili wraca z kubkiem wody, który wylewa na twarz Kailindy.

<Kardas> - Naleśniki? Heh, niezły gust! - komplementuję.

<Kailinda> - O ra... AAAAAAAAA! - pisk mi się wyrwał, kiedy poczułam lodowata wodę na twarzy. - Cholera jasna, a delikatniej się nie dało?!

<Elwin> - Wole Gofry... - nazekam, po czym mowie do Kailindy - Wstawaj, bo cie jeszcze Eser pocaluje

<Kailinda> Oczywiscie juz sobie nie pośpię i tylko wycieram twarz z wody.

<Kardas> - Gofry też dobre, ale co się ma, to się lubi.

<Pilot_serwisu> - Myślałem o czymś poważniejszym. - Powiedział Eser i tajemniczo się uśmiechnął.

<Kailinda> - O czym?

<Elwin> - Ale my ci zawadzamy

<Pilot_serwisu> - Nie o tym.

<Kailinda> - Znaczy nie chciałeś mnie obudzic pocałunkiem? Łeee...

<Elwin> - I tak nei wierze - mowie kradnac nalesnika

<Pilot_serwisu> - Chodźcie i jedzcie, póki gorące.

<Kardas> No to jem, bo co innego mi pozostało?

<Pilot_serwisu> - Chciałem Cię wziąć na mojego konia i wieźć dalej, ale woda wystarczyła.

<Kardas> Oczywiście staram się niezbyt łapczywie.

<Elwin> - KAilindo ja cie moge pocalowac. Z jezyczkiem - mowie smiejac sie do dziewczyny

<Kailinda> Nie pozostaje mi nic innego, jak zjeść parę naleśników.

<Kardas> - Nie opowiadaj horrorów, proszę ja cię...

<Kardas> - Bez obrazy - mówię do dziewczyny.

<Pilot_serwisu> Wszyscy szamią naleśniki, poza barmanem, który karmi i poi konie.

<Pilot_serwisu> <OMG! MART! CO TY ROBISZ?!>

<Kardas> <Co się dzieje?>

<Pilot_serwisu> <akademia Naruto na Sesji RPG? o.O to przynajmniej straszne!>

<Elwin> <Gofr ty pisz, a nie czytasz forum!!!>

<Kardas> <Wiesz... Prywatnie o tym pogadajmy. Prowadź dalej. ;]>

<Pilot_serwisu> Wszyscy: - Mamy jakieś 4h drogi i dotrzemy do najbliższej wioski, tam dowiemy się gdzie mamy dalej iść.. Przynajmniej taką mam nadzieję - Rzekł barman.

<Pilot_serwisu> <chciałem wam dać spokojnie zjeść i porozmawiać, ale nie to nie, bez łaski>

<Kardas> - No, to dobrze - uśmiecham się wymuszenie, po czym idę do swojego konia.

<Elwin> - Mhm - Nic wiecej nei mowie.

<Kardas> Oczywiście sprawdzam, czy cały sprzęt mam ze sobą.

<Pilot_serwisu> Gdy wszyscy zjedli, barman zawinął trochę naleśników na drogę, pozbierał wszystkie wasze rzeczy i ruszyliście.

<Pilot_serwisu> Kardas - Wszystko jest na swoim miejscu.

<Pilot_serwisu> <zmień nick>

<Kardas> <Sorry, zapomniałem.>

<Kailinda> No to w sumie moge sie zdrzemnąć... A tak przy okazji, to komu robię za pasażera?

<Pilot_serwisu> Macie jednego konia za mało, więc Eser zaproponował Kailindzie przejażdżkę na swoim koniu.

<Pilot_serwisu> <nawet się nie zdążyłem zaopatrzyć, bo z kościoła szybko do kompa ruszyłem, nawet glanów nie zdjąłem =<>

<Pilot_serwisu> - Jedziesz ze mną?

<Kailinda> - Skoro nikt inny nie chce... - no to się z nim zabieram...

<Pilot_serwisu> Eser odsunął się trochę do tyłu i zrobił Ci miejscę.

<Kailinda> No to wsiadam i mozemy jechać.

<Pilot_serwisu> Ruszyliście w drogę, jechaliście powoli po bezdrożach.

<Kardas> Nucę sobie tak przy okazji. Po cichu.

<Pilot_serwisu> - Nie katuj nas, błagam - zajęczał Eser. - Tego się nei da słuchać.

<Kardas> - Ej, to po cichu było. Ale dobrze... - po czym oglądam krajobrazy.

<Elwin> - Shady usiadz panu na ramieniu i ugryz, jesli zafalszuje - Mowie z usmiechem.

<Kardas> - A idź! - mówię przejaskrawionym tonem, aby zaakcentować, że to ironia.

<Pilot_serwisu> Po jakichś 20 minutach dojechaliście do drogi, która ku waszemu zaskoczeniu była odśnieżona.

<Pilot_serwisu> Przyśpieszyliście trochę.

<Kardas> - Wiecie co? Chętnie bym się czegoś napił...

<Pilot_serwisu> - Mam sok pomarańczowy - zaproponował barman.

<Elwin> - A pij. Ale pamietaj ze ci sie skonczy za to z Kielichem... - zaczynam znow przekonywanie...

<Kardas> - O, poprosiłbym! - mówię do barmana.

<Kailinda> Zaczynam przysypiać...

<Pilot_serwisu> Nagle przed koniem, na którym jechał Eser z Kailindą, wyskoczył postawny facet w futerku na kroczu i ramionach, w rękach trzymał wielki topór.

<Pilot_serwisu> - Stać! - Zakrzyknął.

<Kardas> Zatrzymuję się. - Słucham?

<Elwin> - Czlowieku zamknij jadaczke! Smoka mi straszysz! - krzycze

<Kailinda> Po omacku szukam sztyletu.

<Pilot_serwisu> - Że co proszę?! - Spojrzał oburzony facet na Elwina. - Kultury cię matka nie uczyła?!

<Kardas> - Dobra, inaczej. Powiedz może, o co ci chodzi, albo chociaż daj nam przejechać. Śpieszy się nam trochę!

<Elwin> Staje w strzemionach - To ja tu jestem arystokrata, nie ty! Ale skoro mialo sie za matke orczyce, to czego mozna sie spodziewac. Cholera i ubierz cos na siebie!

<Kailinda> - Jenyyyy! Czego znowu i co zawala drogę?

<Pilot_serwisu> Mężczyzna gwizdnął na palcach i po chwili z lasu wyskoczyło jeszcze 7 innych facetów.

<Kardas> - O kur...

<Kailinda> - Już mam się budzic na dobre?

<Elwin> - Myslicie ze sie was przestrasze?! Mamy prawo podrozowac po tym trakcie! Spadac!

<Pilot_serwisu> - Grubo się mylisz kurduplu.

<Kardas> - Załatwmy to spokojnie, dobra? Mnie się nie widzi podróżowanie z kolejnymi kłopotami, kurna mać!

<Pilot_serwisu> Rzekł facet i sięgnął ręką do tyłu, wyjął jakiś złotawy kawałek metalu.

<Elwin> - Ku... - Moje oczy blyszcza ogniem - Przegiales trollu... - mowie i posylam ognista strzeale pod jego nogi - Pojedynek!

<Kardas> - A to co...?

<Kailinda> Już mogę rzucać sztyletem?

<Pilot_serwisu> Na mężczyźnie nie zrobiło to wrażenia, rzucił w ciebie Elwinie tym złotym czymś.

<Pilot_serwisu> Okazało się to odznaką.

<Elwin> Lapie to cos.

<Kardas> - Co to ma być?

<Elwin> - Zloto cie teraz nie uratuje, barbarzynco!

<Pilot_serwisu> - Jesteśmy ze straży granicznej, a wy właśnie wkroczyliście do królestwa Wschodu.

<Elwin> - Chyba, ze masz wiecej...

<Kardas> - To trza było od razu, a nie! - mówię z lekka zirytowany.

<Pilot_serwisu> - Za obrazę urzędnika państwowego grożą Ci poważne tarapaty cwaniaku.

<Kardas> - Ale dobra... Spokój się, spokój... Możemy tędy przejechać?

<Elwin> - Za obraze Maga Kregu Zywiolow gorzi stryczek poprzedzony lamaniem goleni!

<Pilot_serwisu> - A co to panowie pierwszy raz w tych stronach?

<Kailinda> - Panowie...? Czuję się gorsza.

<Pilot_serwisu> - Groźba?! To Ci nie ujdzie płazem skarlały wypierdku!

<Kardas> - A na to nie wygląda? Oczywiście, że pierwszy.

<Elwin> - OStrzezenie! I sam zaczales, pieprzony urzedasie!

<Pilot_serwisu> - Nie przypominam sobie, żebym powiedział coś niestosownego dziecko.

<Kardas> - A ty, Elwinie, uspokój się na moment, nawet jeśli ci to razi dumę. Ja jestem głupi, ale nie idiota, a co za tym idzie, wolałbym to załatwić pokojowo. Stoi?

<Kailinda> - I to mówi ktoś, kto jak się upije rozwala wszystko wokół...

<Elwin> - Jestem starszy od ciebie, kretynie. Poza tym powiedziales o konsekwencjach obrazy jednego z was. Ja zrobilem to samo. Glupol... - to ostatnie dodaje ciszej

<Kardas> Ignoruję uwagę Kailindy.

<Elwin> Krzyrzuje ramiona obrazony.

<Elwin> I patrze w bok.

<Kardas> Zrezygnowany odwracam się w stronę straży i mówię w miarę spokojnie: - A co się dzieje w tych stronach, powiedzcie mi?

<Pilot_serwisu> - Spokojnie karzełku, zapłacicie mandat za obrazę urzędnika, dewastacje drogi i... I jescze dla mnie coś ekstra i możecie jechać.

<Elwin> Moje oczy znow blysnely - Cos ekstra... spopielenie, czy dezintegracje?

<Pilot_serwisu> - Nic takiego, takie przepisy.

<Pilot_serwisu> - Radzę uważać karzełku, cena rośnie z każdą chwilą.

<Kardas> - Powiedz najpierw, co się dzieje w tych stronach takiego, że tak źle reagujecie na cudzoziemców.

<Pilot_serwisu> - A ja nie mam zamiaru za to płacić - wtrącił barman.

<Elwin> - Pocaluj mojego kucyka pod ogon. Wyzwalem cie juz na pojedynek. Odmawiasz, barbarzynco?

<Pilot_serwisu> - Po pierwsze nie barbarzyńco, jestem wykwalifikowanym urzędnikiem państwowym!

<Kardas> "K****...".

<Elwin> - ale wygladasz, jak zykly dzikus.

<Elwin> - Imiz tez jest wazny do diaska!

<Kailinda> - Rany kopane! Czemu do jasnego diabła stoimy?! - no i juz sie zdenerwowałam...

<Kardas> - Wiecie co? Tak to nigdy w życiu do niczego nie dojdziemy. Pojadę okrężną drogą.

<Kardas> <A jest jakaś?>

<Pilot_serwisu> - Nie ma innego przejścia, ten las jest rezerwatem, nie wolno wam do niego wjechać, a innej drogi nie ma.

<Kardas> - Można powiedzieć, dlaczego nie wolno?

<Pilot_serwisu> - Bo jest to rezerwat dzikiej przyrody, a po takim kurduplu jak ten tutaj, to się można wszystkiego spodziewać.

<Elwin> - Sluchaj mnie, czlowieku. Guzik mnie to wszystko obchodzi. Nie przyjmujac wyzwania sprawiles, ze nie wisimy ci juz NIC. A zatem, usun sie z drogi.

<Kailinda> - A w ogóle, to gdzie my jesteśmy?

<Pilot_serwisu> - Według naszego prawa, winny jesteś mi już 1000 sztuk złota.

<Kardas> - Jeszcze zanim zaczęliście się obrażać nawzajem, też coś byłeś przeciw. Ja chcę wiedzieć.

<Pilot_serwisu> <zadajesdz trudne pytanai Siri>

<Elwin> - Wedlug mojego prawa powinienem cie zamknac w wiezy...

<Elwin> - Ale znaj ma laske istoto prymitywna. I spadaj, albo zrobie z toba co trzeba.

<Pilot_serwisu> - Dobra panowie, obniże wam do 750, płacicie i jedziemy w swoje strony.

<Elwin> - Poza tym mamy diw kobiety w druzynie, idioto!

<Elwin> <*dwie>

<Elwin> Glaszcze Shady.

<Pilot_serwisu> - Jesteś kobietą Elwinie? - Wtrąca Eser.

<Elwin> - Chcesz sie przekonac? - Odgryzam sie

<Kardas> - Ech... Nie ma innego wyjścia chyba... Panie karczmarzu, da radę to spłacić?

<Pilot_serwisu> Nagle usłyszeliście zza siebie strzasny wrzask - RAAAATUNKUUUUUUUU! NA POOOOMOOOOOOC!

<Kardas> Odwracam się nagle twarzą w stronę źródła krzyku.

<Elwin> - Czego znowuuuuu... - odwracam sie

<Pilot_serwisu> Widzicie dość daleko wykolejony wóz i grupkę ludzi.

<Pilot_serwisu> 'Barbarzyńcy' stoją i nic nie robią.

<Kardas> Galopuję w tę stronę, aby poznać szczegóły.

<Elwin> <ilu ich jest?>

<Elwin> <wygladaja na zbrojnych?>

<Pilot_serwisu> Kardas, ruszasz w stronę wozu, za tobą jedzie Eser.

<Kardas> No, ruszam... I co widzę?

<Pilot_serwisu> Grupka ok 7, nie widzicie szczegółów, jesteście zbyt daleko.

<Elwin> Jade tam za reszta.

<Pilot_serwisu> Barman zostaje i rozlicza się z urzędnikami.

<Kailinda> A ja sobie ziewam...

<Pilot_serwisu> Wy widzicie wykolejony wóz, 3 mężczyzn trzyma jakąś kobietę w suknie, 2 buszuje po wozie a 2 pozostałych okłada po jednym facecie na głowę.

<Pilot_serwisu> - POOOOOOOOMOOOOOOOOCYYYYYYYYY! - Drze się kobieta.

<Kardas> - ŻE CO?!!! - Wyciągam miecz i galopuję w stronę tamtych, gotowy do ataku.

<Elwin> Rzucam ogniste strzaly w tych przy kobiecie.

<Pilot_serwisu> Dojeżdżacie na miejsce.

<Elwin> <zaraz, jak jestem w zasiegu>

<Elwin> po czym krzycze - SPIEPRZAC ALBO POZNACIE GNIEW MAGA KREGU!!!

<Pilot_serwisu> Eser zwinnie zeskakuje z galopującego konia i tnie jednego ze zbójów buszujących po wozie, ogniste kule Elwine trzaskają dwóch od kobiety.

<Pilot_serwisu> Kardas, tniesz trzeciego, który nie zdążył nawet puścić kobiety z galopującego konia.

<Pilot_serwisu> Pozostali ze zbójów rozbiegli się w różne strony lasu.

<Kardas> Biorę kobietę na swojego konia. A przynajmniej próbuję. - Nic ci nie jest? - pytam. No i patrzę, w jakim jest stanie.

<Elwin> - Haha! I nie wracac mi tu! - Krzycze za drabami.

<Pilot_serwisu> <nie lepiej do niej zejść? o.O>

<Elwin> <to pijany mistrz- czegos sie spodziewal?>

<Kardas> <Widać, różne wyobraźnie działają różnie. ;]>

<Pilot_serwisu> Wbiegasz do lasu, lecz nic nie widzisz, widać, że umieją sięmaskować.

<Kardas> No to zeskakuję z konia i wykonuję te wszystkie czynności, poczynając od pytania.

<Kardas> <Kurde, znowu źle zinterpretowałem. -_->

<Pilot_serwisu> Kardas: przyglądasz się kobiecie, wygląda w porządku, poza twarzą, która przypomina... gofra

<Elwin> <czy tylko ja nie czaje?>

<Pilot_serwisu> - Ach dziękuję, dziekuję! - krzyczy kobieta i rzuca się na szyje Kardasa.

<Kardas> Jej twarz wygląda na naturalną?

<Pilot_serwisu> Tak, normalna skóra, ale ma wzór jak gofr.

<Kardas> "W sumie... Co mnie to?", myślę, uśmiechając się.

<Pilot_serwisu> - Ach, gdzie moje maniery. - mówi puszczając Kardasa. - Jestem Antonina Gofrowa i dziękuję wam za ratunek.

<Elwin> - Kardas ty to masz powodzenie - Mowie ironicznie, po czym ogladam woz.

<Kardas> <Oryginalne imię i nazwisko, pilocie. :D>

<Pilot_serwisu> - Chłopczyku, dlaczego zwracasz się do ojca po imieniu? - Mówi oburzona kobieta.

<Pilot_serwisu> <tak mnei naszło nagle... to z jednej edycji sesyjnego WLIIA>

<Elwin> Zamieram. - Chlo... PCZYKU?! AJ CI DUPE RATUJE A TY TAK?!?!?!

<Kardas> - No, proszę - uśmiecham się do Antoniny. - Mów mi Kardas.

<Kailinda> - Ale sie drze... - z nudów zaczynam gadać do siebie.

<Pilot_serwisu> - Ale pan sobie wychował synalka... Nie ma co.

<Kardas> - Słucham? Wiesz, my nie jesteśmy spokrewnieni...

<Elwin> - Shady. Smaz wlosy. Juz - Mowie cichutkim szeptem i posylam smoczka w celu podlaplenia fryza laluni

<Pilot_serwisu> - To wszystko wyjaśnia, taki dostojny rycerz i taki niewychowany gówniarz.

<Kardas> Szczerzę się na dźwięk tego zdania. Szczerze.

<Pilot_serwisu> Shady leci do celu, gdy już miał ziać ogniem nagle dostał bokiem miecza od Esera.

<Kardas> - No, ale kim byli tamci?

<Pilot_serwisu> - Jakieś zbóje, pewnie chcieli pieniędzy.

<Pilot_serwisu> - W końcu w całym świecie wiadomo, że bogata ze mnie kobieta.

<Elwin> Zeskakuje z kucyka -SHADY! - Krzycze podbiegajac do malenstwa i biorac je w dlonie - NIC CI NIE JEST?! SHADY! - Krzycze dalej.

<Pilot_serwisu> Nic mu nie jest, dostał tą płaską częścią ostrza i upadł na ziemię.

<Kardas> - A mógłby być jeszcze jakiś powód? Bo chyba nie tylko dla bogactwa by cię napadli. Chyba.

<Elwin> Patrze na Esera nienawistnie. Tego mu nei wybacze. Nigdy...

<Pilot_serwisu> - kto wie, może gwałt... W końcu atrakcyjna ze mnie kobieta. - powiedziała Antonina uśmiechając się.

<Pilot_serwisu> - W ramach podziękowania, zapraszam was na gościnę w moim pałacu.

<Kardas> Wtóruję uśmiech. - Bogactwo, gwałt... Wybacz, że tak męcząco pytam, ale... Zresztą nieważne.

<Kardas> - Będę zaszczycony.

<Pilot_serwisu> - W sumie nie mamy nic przeciwko - Wtrącił Eser.

<Kardas> - Przynajmniej dowiemy się czegoś więcej.

<Elwin> Nic nie mowie. Dla mnie Eser jest juz martwy. To tylko kwestia czasu...

<Pilot_serwisu> - Jeśli tak, to jedźmy - Powiedziała z uśmiechem Antonina.

<Kailinda> Profilaktycznie nic nie mówię...

<Pilot_serwisu> - Ale musicie mi panowie pomóc, postawić wóż na kołach,

<Kardas> Odwzajemniam uśmiech.

<Kardas> - Czemu nie? Można spróbować - po czym przeglądam koła wozu i staram się je jakoś naprawić.

<Pilot_serwisu> Kobieta podbiega do czerwonowłosego mężczyzny i przytula go czule - Nic Ci nie jest Misiu?

<Kardas> - Misiu?

<Kailinda> - Znowu sie naciąłeś... - mówię i chichocze sobie cicho.

<Kardas> - A idź! - syczę jej cicho, także przejaskrawionym głosem.

<Pilot_serwisu> - Tak, to mój narzeczony, Hose Manuel.

<Kardas> - Ach, i wszystko jasne... To ja może się tymi kołami zajmę... Pomoże mi kto?

<Pilot_serwisu> Koła są całe, trzeba tylko postawić na nich wóz.

<Elwin> Zblizam sie do Esera. Spogladam mu w oczy - Po wszystkim. Zapraszam i ja ciebie. Do swojej wiezy. Na kolacje - Glaszcze Shady, ktora patrzy na wojownika tym samym wzrokiem

<Kardas> - A tu już będzie nieco większy problem... Eser? Pomożesz mi postawić wóz?

<Pilot_serwisu> Hose, woźnica, Kardas i Eser złapali się za wóz i nie bez wysiłku go podnieśli.

<Pilot_serwisu> - Bardzo chętnie Elwinie, odpowiada z demonicznym uśmiechem Eser.

<Pilot_serwisu> <-*>

<Elwin> - Nie watpie... - Odpowiadam i wsiadam na kucyka konczac 'rozmowe'

<Kardas> - To ja pojadę po barmana może... - po czym - a to odkrywcze! - jadę po barmana.

<Elwin> Zajmuje sie calkowicie Shady. Przede wszyskim przepraszam ja za moja lekkomyslnosc.

<Pilot_serwisu> Shady jęknęła wybaczająco.

<Elwin> <pisnela, GOfr ;p>

<Pilot_serwisu> Wsiadacie na konie, i jedziecie za wozem w stronę urzędników, którzy dalej stali na drodzę.

<Pilot_serwisu> <e>

<Kardas> No i jadę dalej, spoglądając na wszystkich z osobna.

<Pilot_serwisu> - No kurduplu, wyskakuj z kasy. - Powiedział znów ten sam, jego chłopcy zastawili drogę.

<Elwin> - [beeep]... - Sycze grozniej niz kiedykolwiek - Albo rozpetam tu takie pieklo, ze caly ten pierdolony rezerwat pojdzie z dymem...

<Kardas> Robię sobie plask w czoło.

<Pilot_serwisu> Barman rzucił urzędnikowi 2 mieszki, urzędnicy szybko zabrali je i uciekli.

<Kailinda> - To moze ja sie zajmę obniżaniem sobie samooceny.

<Pilot_serwisu> Pojechaliście dalej drogą.

<Elwin> - I na cholere sie wtraca? - pytam barmana.

<Kardas> - No, wreszcie!!! - krzyczę z ulgą.

<Pilot_serwisu> Kailinda - Co jesteś jakaś taka markotna skarbie? - Zapytał Eser.

<Kardas> Po drodze pytam Kailindy: - Hej, Kailinda... Coś się dzieje?

<Kardas> <Kailindę*>

<Kailinda> - Nie wasza sprawa.

<Pilot_serwisu> Elwin - Bo w przeciwieństwie do ciebie, ja szanuję prawo. - odparł barman.

<Kardas> - Nasza, nasza. Podróżujemy w grupie. Przynajmniej tak mi się wydaje.

<Pilot_serwisu> - A wtedy w nocy, w karczmie, to mówiłaś, że dla mnie to byś wszystko... Ech... Kobieta zmienną jest. - Rzekł zawiedziony Eser.

<Elwin> - Teraz kto inny ma powodzenie. TO juz zal, Kailinda. Naprawde trzeba ci sie upic i zapomniec o paru sprawach - Patrze na Barmana - Mi tez trzeba...

<Kailinda> - Nie tylko się upić. Jeszcze zaćpać...

<Kardas> - Ta, wiem coś o tym... - mówię do Esera.

<Elwin> - Mam jakies grzybki w mieszku chyba. Do mikstur.

<Kailinda> - To może byś zaczął wreszcie zwracać na mnie wiekszą uwagę, co? - warczę do Esera.

<Elwin> <mam? ;p>

<Pilot_serwisu> - Nie martw się Kardas, przecież wszyscy wiedzą, że Katrin to zwykła kurtyzana jest.

<Pilot_serwisu> Znajdujesz je, o ile ich szukałeś.

<Kardas> - Zresztą nie mam się czym przejmować. Miałem - nie mam. Nie ma nad czym tu się rozwodzić.

<Pilot_serwisu> - Dobrze skarbie - odpowiada przytulając Kailindę. - Będę.

<Elwin> - Happy end. I nici z picia. Sam sie upije - Mowie jadac naprzod.

<Kailinda> - Ale i tak idę się upić.

<Pilot_serwisu> Elwin - Zauważasz, że Eser dziwnie uśmiechał się tuląc Kailindę.

<Kardas> Jadę dalej, nie wtrącając się na razie w nic.

<Elwin> <sprecyzuj 'dziwnie'>

<Pilot_serwisu> <dość... doaboliczny>

<Elwin> <ok>

<Elwin> - A Eser z nami? To mnie odlicz - Sycze odwracajac sie do wojownika - Dla niego mam specjalne zaproszenie. Prawda?

<Pilot_serwisu> Po jakimś czasie dojeżdżacie do osady, brama jest otwarta, więc wjeżdżacie. Kierujecie się dalej za wozem.

<Kailinda> - Nie. Bez niego.

<Elwin> - To uwazaj bo potrafie spiewac po pijaku. I tanczyc.

<Kailinda> - Muszę to zobaczyć.

<Pilot_serwisu> - I na tym twoje talenty się kończą - odpowiada zgryźliwie Eser.

<Pilot_serwisu> <to do Elwina>

<Elwin> - Usmiecham sie do Esera - moze, moze. A moze nie? - Znow patrze na Kailinde - Tylko uwazaj, bo cie jeszcze wyrwe do tanca i ci glupio bedzie.

<Kailinda> - Może będę na tyle pijana, ze nie zauważę różnicy.

<Pilot_serwisu> Po chwili dojeżdżacie do sporego budynku, jest on jednak brzydki i niezbyt zadbany. Nad drzwiami wisi szyld w kształcie gofra, na którym jest napisany "Pałac Antoniny gofrowej, najlepsze gofry w tej części kraju"

<Elwin> - Pozyjemy, zobaczymy - odpowiadam na koniec rzucajac jeszcze jedno spojrzenie Eserowi i Kailindzie. Dwa skrajnie rozne.

<Kardas> - Pierwszy! Pierwszy! - mówię głośno, jakbym złapał "fazę".

<Pilot_serwisu> <do kiedy macie czas? bo już będziemy zbliżać się do końca>

<Elwin> - NIe cierpie Gofrow.. - sycze...

<Elwin> <full>

<Pilot_serwisu> <o świcie co innego mówiłeś>

<Elwin> <wiem ;p>

<Kardas> <Ja tam mogę jeszcze z godzinę posiedzieć.>

<Elwin> <ale to sa gofry od gofrowej ;p>

<Pilot_serwisu> Z wozu wysiada Antonina i mówi - No, to tutaj. Prawda, że wspaniały?

<Pilot_serwisu> <ehe>

<Kardas> - Eee... Tak, oczywiście! - odpowiadam dosyć wymuszenie.

<Kailinda> - Mhmmm...

<Elwin> - Rozpadajacy sie dach, zniszczone sciany, sypiacy sie strop... palac jak marzenie!

<Pilot_serwisu> - No oczywiście - odpowiada kobieta. - Zapraszam was na gofry!

<Kardas> <Zresztą kończ sesję, kiedy chcesz. :)>

<Kardas> - A czemu by nie? - pytam retorycznie, po czym wchodzę do pałacu. Oczywiście przepuszczam Antoninę.

<Pilot_serwisu> <po prostu już mi się nie chcę więcej żali prowadzić, chcę czegoś ambitniejszego :P>

<Kardas> <Zmuszać nie trzeba, bo i po co. :)>

<Pilot_serwisu> Wchodzicie do Pałacu. W środku jest jeszcze gorzej niż na zewnątrz, wszystko jest brzydkie, meble są poniszczone, ściany były malowane chyba z lat temu, ale przynajmniej jest ciepło i pachnie goframi.

<Kardas> "No, zawsze jakiś plus...". - Ile można zjeść gofrów? - pytam Antoninę.

<Elwin> - Wino. Albo mocna wodka... - mowie idac szukac tych dobr. I moj wzrok mowi, zeby nikt nie probowal mi zabraniac pic ze wzgledu na wiek...

<Kailinda> Szukam owych dóbr razem z pokurczem.

<Elwin> Jednoczesnie posylam Shady, by sledzila Esera. I miala tez oko na Kailinde. A szczegolnie, gdy sa razem...

<Pilot_serwisu> - Ile tylko chcecie dziubaski, w końcu ocaliliście mi życie.

<Pilot_serwisu> - A co do Ciebie malutki, to co najwyżej soczek.

<Elwin> - Smak sie liczy, czy tylko procent? - pytamKailindy

<Kardas> - No i świetnie!

<Kailinda> - I to i to.

<Pilot_serwisu> Mówi Antonina do Elwina.

<Elwin> Ignoruje babe.

<Elwin> Szukam dalej. Tlumie silna chec podpalenia tego... 'budynku'....

<Kardas> No i biorę sobie parę gofrów. Próbuję najpierw jednego...

<Kailinda> Szukam razem z nim.

<Pilot_serwisu> Antonina zagwizdała na palcach, jak rasowy kowboy. Już po chwili na salę wchodzą 2 kobiety i jedena niziołka<bez skojarzeń, chodzi o określenie płci!> z tacami pełnymi gofrów.

<Pilot_serwisu> Kardas: są wyśmienite.

<Kardas> - Więcej! Więcej!

<Kardas> <Niziołka to powinna wchodzić z PATELNIĄ gofrów IMO. :D>

<Pilot_serwisu> Elwin - Niziołcza kobieta wpada ci w oko, jest dość ładna i w ogóle(nie mam pojęcia jak opisać urodę czegoś takiego).

<Pilot_serwisu> <mart, nie kumam...>

<Kardas> <I dobrze dla nas obu. ;]>

<Pilot_serwisu> - Częstujcie się moi mili - powiedziała Antonina i wyszła.

<Kardas> - No to co? Żr... To znaczy jemy!

<Elwin> - Ladna jestes - Mowie przystajac obok niziolczej dziewczyny, ale nie przerywam poszukiwan. Mam popijawe umowiana. Sam na sam.

<Kardas> - Aha, i bym soku pomarańczowego prosił.

<Elwin> <tzn chwile przystaje i kontynuuje>

<Kailinda> - Ty szukaj napoju bogów, a nie podrywaj... Mamy pić przecież.

<Pilot_serwisu> Jedna z kobiet wychodzi, po czym wraca wpychając wózek z alkoholem i sokami.

<Pilot_serwisu> Elwin - niziołka uśmiechnęłą się do ciebie - Ty też jesteś niczego sobie.

<Pilot_serwisu> <jak to Ciocia przeczyta, to się pożegnam z FA chyba ^^">

<Kardas> - Łiii! - świruję, biorąc sobie sok pomarańczowy. A, no i alkohol na uzupełnienie "ekwipunku".

<Pilot_serwisu> <w dzbankach, nie masz jak wziąć>

<Kardas> <Masz kim się zasłonić. :P>

<Elwin> - Nie podrywam. Zauwazam tylko fakt. I idziemy pic - mowie chwytajac cztery butelki w palce. Dwie mocnej wodki i diwe wina - Ale juz jestem umowiony - Odpowiadam dziewczynie niziolczej i ide do Kailindy

<Kardas> No to tylko soku sobie leję. - Można prosić też o butelkę alkoholu? Wielka być nie musi.

<Pilot_serwisu> Dziewczyna zrobiła oburzoną minę i wyszła.

<Kardas> Aha, i podkreślam lekko "butelkę".

<Elwin> - Hmph. Zeby mnie potem i tak rzucila dla jakiegos Orlando, czy cos. Chodz gdzie indziej, Kailinda. Potopimy smutki.

<Pilot_serwisu> Kardas - kobieta od wózka usiadła ci na kolana i uśmiechnęła ładnie. Niegdy w życiu byś nie pomyślał, ze w takiej spelunie może pracować ktoś tak ładny. Katrin nie dorastała jej do pięt.

<Kailinda> - W cyniźmie i wódce...

<Elwin> - najpierw wino. Wodka potem, jak juz nie bedzie roznicy w smaku...

<Elwin> Mowie to i wychodze do jakiegos pkloju obok, albo cos...

<Elwin> Shady na czatach.

<Pilot_serwisu> Eser stoi z boku i uważnie obserwuje Elwina.

<Kardas> "O ja pierniczę... Farciarz ze mnie normalnie...". I zapominam o tym, o co prosiłem.

<Pilot_serwisu> Elwin: Nigdzie nie widzisz Shady.

<Kailinda> A ja sobie za Elwinem idę... No cóż, może popijemy.

<Elwin> Dopiero teraz to zauwazam... - Kailindo, nie widziales czasem Shady? - pytam. W koncu miala sledzic i ja...

<Pilot_serwisu> Eser siada obok Kardasa i zajada gofry z miłym uśmiechem.

<Pilot_serwisu> Nie widziałaś.

<Kailinda> - No właśnie nie...

<Pilot_serwisu> Elwin i Kailinda: Nie ma gdzie iść, musicie zadowolić się kątem sali odgrodzonym parawanem.

<Pilot_serwisu> Barman też gdzieś zniknął.

<Kardas> A ja po prostu zapominam o wszystkich troskach moich i tego świata...

<Elwin> - Pewnie sie dobrze ukryla - Mowie siadajac gdziestam i otwierajac wino. Nalewam Kailindzie ie sobie w tej kolejnosci. Ale dopiero, keidy upewnieam sie, ze jestesmy sami... w miare... - I co myslisz o naszym woju, droga Kailindo.

<Kailinda> - A co ja mam myśleć? Faceci są zawsze tacy sami...

<Pilot_serwisu> - Masz dzikie powodzenie Kardasie - mówi Eser szamiąc gofra.

<Kardas> - Hm, dzięki... - mówię trochę zauroczony.

<Elwin> - Kobiety takze - mowie unoszac naczynie z winem - Za bycie singlem.

<Pilot_serwisu> Kardas, dziewczyna dalej siedzi ci na kolanach i też szamię gofra, robi to wykwintnie, z odstawionym na bok małym paluszkiem.

<Pilot_serwisu> Kardas: Dziewczyna wstaje, puszcza Ci oczko i wychodzi z Pałacu.

<Pilot_serwisu> - Nie gonisz jej? - Zapytał Eser.

<Kailinda> - Taa... - stukam się z nim naczyniem. - Z nieskończoną ilością partnerów... Bądź partnerek.

<Kardas> Ja też biorę gofra. Delikatnie. No i się uśmiecham w stronę wychodzącej dziewczyny.

<Kardas> I mimowolnie idę powoli za nią.

<Elwin> - Ty wiesz, co, Kailinda? Ten Eser to kawal skurczybyka i tyle - mowie glosno, a zaraz potem dodaje polszeptem - Uwazaj na niego i mowie powaznie - znow unosze glos -Zeby tak uderzyc Shady?! Biedne smoczatko!

<Pilot_serwisu> - Szybciej idioto, nie widzisz, że zabrała ci sakwę? - Powiedział Eser.

<Pilot_serwisu> Rzeczywiście, zauważasz, że nie masz swojej sakwy.

<Kardas> - ŻE CO?!!! - krzyczę oburzony, po czym biegnę za nią.

<Pilot_serwisu> Elwin - Dostałeś w twarz gofrem.

<Pilot_serwisu> - SŁYSZAŁEM TO! - Wydarł się Eser.

<Kailinda> Chichram się.

<Pilot_serwisu> Kardas - wybiegasz, lecz nigdzie jej nie widzisz. <peszek ;]>

<Kardas> - Gdzie jesteś?! - wołam, biegnąc w przewidywanym kierunku.

<Elwin> Nie przejmuje sie - Spadaj, tu sie zabawa rozkreca. No to kolejka, Kailinda - Mowie i popijam lyk - nie chcesz chyba, zebym zostawil cie w tyle, co?

<Pilot_serwisu> Kardas - biegasz w kółko, lecz nigdzie nie widzisz dziewczyny... Cóż, na pewno gdzieś się ukryła, takie twoje szczęście.

<Kailinda> - No cóż... To kolejeczka! - i zaczyna się picie...

<Kardas> "Kurde...". I szukam dalej.

<Elwin> W miedzyczasie sprawdzam, czy z moich obecnych ziol moge rozrobic w alkoholu jakis wywar przeciwko skutkom upojenia...

<Pilot_serwisu> Zauważasz jednak barmana, za którym idzie 2 mężczyzn w białych zbrojach.

<Elwin> A jesli tak, to robie dla dwojga.

<Kardas> <To do mnie czy pozostałej dwójki?>

<Kardas> <Pytam Gofra.>

<Pilot_serwisu> Elwin - możesz, ale starczy ci skłądników na jeden i to dość skromny napar. Przy tej ilości może starczy dla niziołka.

<Pilot_serwisu> <do Ciebie Martynko>

<Kardas> <Aha.>

<Elwin> To robie dla siebie.

<Elwin> Po kilku glebszych zaczynam sie smiac - A ty widzialas wyraz twarzy tej laluni, co to do mnie sie rwala? Haha!

<Kardas> Podbiegam szybko do nich i po drodze patrzę, czy on nie idzie "ujęty" albo jaki.

<Kailinda> - Ty rwałeś się doniej! - a ja zwalniam tempo picia...

<Pilot_serwisu> Barman uśmiecha się na twój widok. - Kardas, witaj. To są paladyni z pobliskiego zakonu, nie wiem jak się nazywają, bo złożyli śluby milczenia. W każdym bądź razie pomogą nam w naszej misji.

<Elwin> - Tylko powiedzialem ze ladna jest. I jest, tylko ze ona zaraz sie obrazila nie rozumiejac, ze bylem umowiony. Ale co mi tam. Zdrowko! - Pije kolejna kolejke - Gdyby nei byla taka obrazalska, to by moze cos z tego bylo. Przeciez na pierwszy rzut oka widac, ze raczej sie kochac ne bedziemy.

<Elwin> <mowie glosno>

<Kardas> - Misja misją. Nie widziałeś tu pewnej kobiety? Bardzo ładna była.

<Kailinda> - Tya. Jakby umiala myślec, to by sie skapnęła. Przeca to ja dwa razy minimalnie większa jestem od ciebie, hłe hłe...

<Pilot_serwisu> Elwin - Znów dostałeś gofrem, lecz tym razem nie było żadnego wrzasku.

<Elwin> Lapie gofra i odrzucam - Tak, piekna jak wyjde stad, to sie umowimy na randke. Zdrowko, Kailinda! - Mowie znow i znow kolejka...

<Pilot_serwisu> Kardas: - Biegła jakaś taka w fartuchu, wsiadła na konia i pognała gdzieś galopem.

<Pilot_serwisu> Kailinda, zaczynasz odpływać.

<Pilot_serwisu> Świat robi się... Taki jak po pijaki, nie wiem jaki, bo nigdy się nie upiłem.

<Kailinda> - Ooo... Ale podłoga falujeee...

<Pilot_serwisu> Elwin - dostałeś jeszcze dwoma.

<Kardas> - Nosz kurna! - mówię zirytowany. - W którą stronę?!

<Pilot_serwisu> Dostałeś, nie złapałeś.

<Elwin> <zlapalem, zaniem spadl na ziemie>

<Elwin> <ale to nieistotne chyba>

<Pilot_serwisu> <źle zrozumiałem :P>

<Elwin> - Nooom... Ladne co, hehe... Ym... jeszcze z jedna kolejkeee... - Mowie i pije po czym wstaje - Tooo jak? Tanczyszzzz?

<Pilot_serwisu> Kardas - Nie wiem, a co? Kolejna nieudana miłość? He he he...

<Kailinda> - Chyba neee...

<Elwin> <ja jeszcze pojany nie jestem?>

<Pilot_serwisu> Kailinda, jesteś tak nawalona, ze nie możesz ustać na nogach. Opadasz na krzesło, po czym zasypiasz.

<Pilot_serwisu> <a nie piłeś tego zioła czasem? :P>

<Kardas> - Sakwę mi gwizdnęła! - mówię zirytowany, po czym, nie czekając na odpowiedź, dorywam się do najbliższego konia i mknę galopem w dal... tj. w domniemywanym kierunku.

<Elwin> <nevermind ;p>

<Pilot_serwisu> <nie dasz spokoju Martuch?>

<Pilot_serwisu> Elwin - znów dostajesz czymś w głowę, nie był to jednak gofr.

<Kardas> Po tym jednak odzyskuję głowę. I już nie szukam konia.

<Elwin> Podchodze do Kilindy - Tancujeeeeem! - Krzycze. Przywoluje tez mysla Shady, bo cos dlugo nie melduje...

<Elwin> Patrze czym dostalem.

<Elwin> I rzucam ognista strzale w agresora.

<Pilot_serwisu> Elwin - ze ździwieniem stwierdzasz, że to ogon Shady.

<Pilot_serwisu> Eser siedzi przy stole z diabolicznym uśmiechem.

<Kardas> Po tym przybity idę z powrotem do pałacu, jedząc gofry. "Więcej nabrać się nie dam...".

<Pilot_serwisu> Kardas - wracasz do pałacu, barman zostaje w mieście.

<Kailinda> Śpie, ale niech no który mnie przez sen dotknie, to mu utnę jaja... Przez sen.

<Elwin> - Sh... - Mowie drzacym glosem. Rozchylam usta, ktore takze drza - Zabije... - Szepcze i patrze na Esera - ZABIJEEE!!! - Wrzeszcze tak, ze obudzilbym pijanego umarlego i przywolujac pelna moc rzucam pociskami w Esera. Niewazne, czy przy tym sam ucierpie...

<Kardas> I jem gofry. Ale jakoś mniej łapczywie niż wcześniej. Nie mam za bardzo ochoty tym razem.

<Pilot_serwisu> Elwin - posłałeś wielki pocisk w Esera, ten jednak blokuje go swymi mieczami. ku twojemu zaskoczeniu, Eser rzuca w ciebie... gofrem.

<Pilot_serwisu> Kailinda - budzi cię wrzask, nie wiesz o co chodzi, bo dalej jesteś nawalona.

<Elwin> Krzycze koncentrujac energie. Nie zatrzyma czegos takiego... posylam ognista fale po podlodze, spalajac wszystko w niewielkim stozku - ZGINIESZ< SKURWIELU! ZGINIESZ!!!!

<Kailinda> - Szszszszkurrrrna... - to jednemu sztyletem w jaja, a drugemu mieczem... Rzucam.

<Kardas> <Widzę lub słyszę to wszystko?>

<Pilot_serwisu> <oczywista, szamiesz tam gofry przeciez>

<Elwin> < ;p >

<Pilot_serwisu> Eser wyskoczył z gracją przez okno.

<Elwin> Biegne za nim pedem. Nie daje mu uciec. Zemszcze sie...

<Kardas> - Dobra... - mówię do wszystkich. - Nie hałasujcie mi tutaj... - Ale jakoś bez entuzjazmu.

<Pilot_serwisu> Elwin - Stało się coś, co bardzo cię zaskoczyło. Na twoim ramienu wylądowała Shady i wyglądała na zdrową, nie brakowało jej też ogona.

<Elwin> - Sh... SHADY?! - Krzycze chwytajac smoczatko w dlonie i przytulajac je. - Shady, nic ci nie jest! Shadyyyy!... - Placze z radosci.

<Pilot_serwisu> Eser widząc to zaczął się śmiać jak szalony.

<Kailinda> <Goferku, a co z tymi moimi rzutami bronią?>

<Pilot_serwisu> <nie zauważyłem, przepraszam :P oczywiście pudło>

<Elwin> PAtrze na skurczybyka - Ty i tak juz jestews martwy... - Mowie. Skladam dlonie w symbole koncentrujac energie do poteznych zaklec.

<Pilot_serwisu> Elwin - Shady patrzy na ciebie, jakbyś zwiariował.

<Kailinda> To idę spać dalej.

<Elwin> - Shady. Uciekaj. To zbyt niebezpieczne - Szepcze. Noi tak, teraz to i cala chalupa moze ucierpiec...

<Pilot_serwisu> Elwin - Nagle dostajesz patelnią od... Antoniny

<Elwin> <znaczy Elwin tak sie czuje ;p>

<Kardas> "No, wreszcie ktoś uspokoił sytuację...".

<Elwin> Otaczam sie kregami ognia, zaby nic mnie nie ruszylo i przy okazji zeby sie baba spazyla dotkliwie...

<Pilot_serwisu> Za późno, wcześniej dostałeś, zdekoncentrowało Cię to i kula ognia poleciała w Pałac.

<Pilot_serwisu> - Zły, zły chłopczyk! Widzisz cośty zrobił! - Wrzeszczy Antonina.

<Elwin> - Shady lec wyprowadzic wszystkich! - Mowie i rzucam zakleciami zarowno w Antonine jak i w Esera.

<Pilot_serwisu> Elwin - spopielasz Antoninę <[*]>, ale Eser ładnie odbił pocisk mieczem, który przefrunął Ci obok głowy.

<Pilot_serwisu> <pocisk, nie miecz. przepraszam, mój błąd>

<Elwin> <co oznacza <[*]>?>

<Pilot_serwisu> Kardas - eksplozja wyrywa cię z żalu, chyba czas uciekać.

<Pilot_serwisu> Kailinda - budzisz się i widzisz, że wszystko płonie

<Pilot_serwisu> <świeca [*] w końcu Antonina to jedna z moich postaci :P>

<Kardas> Zgadza się. Uciekam.

<Kailinda> Chwiejnym krokiem podążam do wyjscia...

<Pilot_serwisu> Eser wbiega do płonącego pałacu, chwyta Kailindę i wybiega.

<Elwin> <nie poczekales na mnie...>

<Elwin> <i caly odpis mi sie w...>

<Pilot_serwisu> <stary, ja.. ten, no, Eser też tu rwie :P>

<Elwin> - Eser! Nie swiec teraz oczkami! Mamy porachunki! - Mowie formujac wieksza kule ognia.

<Pilot_serwisu> Wszyscy - widzicie, że ludzie zaczynają się zbiegać. chyba lepiej się ulotnić.

<Pilot_serwisu> - No dalej, strzelaj - mówi Eser. - Jeśli chcesz spopielić Kailindę, to strzelaj.

<Elwin> Guzik mnie obchodza ludzie. Mierze w Esera kula ognia - Odsun sie, spiaca krolweno...

<Kardas> - Ech... - Staram się zniknąć z oczu gapiów.

<Kailinda> - Zara... rzygnę... chyba...

<Elwin> - Kardas! Wracaj tu i bierz Kailinde!

<Pilot_serwisu> Kailinda - zygasz za plecy Esera, ten jednak dalej Cię trzyma przełożoną przez ramię i spokojnie czeka.

<Elwin> Patrze na Esera - A ty nigdzie nie idziesz... Mnie nie przechytrzysz. I nie daruje uderzenia Shady.

<Pilot_serwisu> <zw, jakaś maks minutka>

<Pilot_serwisu> <j>

52 <Kardas> <I wsio. :)>

<Pilot_serwisu> Kardas - nie możesz, trzyma ją Eser. W drugiej ręce trzyma miecz, niezbyt rozsądne byłoby rzucanie siena niego.

<Elwin> - No po co ci ona tak bardzo, ze chcesz narazic jej bezpieczenstwo, hm?

<Elwin> - Kardas ja wezmie i zabierze a ja ci stad odejsc nie pozwole...

<Pilot_serwisu> - Po prostu nei mam ochoty Cię zabijać.

<Elwin> - To zmien zdanie...

<Elwin> Zakladam ze te miecze tez maja swoja wytrzymalosc.

<Kardas> - Możecie przestać? Już jest beznadziejnie, a wy chcecie to jeszcze kurna pogorszyć...

<Elwin> - I zostaw dziewczyne. Jeszcze nie skonczylismy pic... Kardas, po prostu ja wez. On ci nic nie zrobi... a jesli zrobi to poznamy jego intencje prawda?

<Pilot_serwisu> - Dobrze więc, walczmy jak mężczyźnie, ale nie tutaj. Zniszczymy miasto, zginą niewinni.

<Kardas> Robię to, co mówi niziołek. Nie mam nic lepszego do roboty. Ochoty także.

<Elwin> - Niewinni uciekna. A miastu nic sie nie stanie. Z reszta [beeep] mnie ono obchodzi skoro tak sie tu niziolkow traktuje.

<Pilot_serwisu> Kailinda - Eser delikatnie podaje cię Kardasowi.

<Pilot_serwisu> - Pokaż, co potrafisz.

<Kardas> A ja ją delikatnie obejmuję.

<Kailinda> - Pójdę się pociąć... Nikt mnie nie chce...

<Pilot_serwisu> <zboczuch xP>

<Kardas> - Nie mów, bo ja tego słucham... - mówię bez entuzjazmu.

<Elwin> - Chcialbys, cwaniaku... - mowie po czym rzucam kule ognie w niego. Jednak zaraz przed Eserem sprawiam, ze kula wybucha rozdzielajac sie na wiele pomniejszych, ktore leca w Esera.

<Pilot_serwisu> - Oj tam, dramatyzujesz maleńka. Skończę z tym kurduplem i gdzieś wyskoczymy.

<Kailinda> - Taaa... Wy tylko o jednym...

<Elwin> W miedzyczasie oczywiscie otaczam sie kregiem ognia.

<Elwin> - Widziesz, Kailimndo, milosc nie istnieje! - krzycze - Ot pieprzona rzeczywistosc!

<Pilot_serwisu> Elwin - Jak mówisz, tak ale nagle dzieje się coś dziwnego. Esera otacza dziwna, mroczna aura, na której zatrzymują się twoje kule.

<Elwin> <*Kailindo>

<Elwin> Szukam sposobu na przebicie aury. Do diaska studiowalem magie dluzej niz on! Nie moze miec nieskonczonych ilosci energii.

<Pilot_serwisu> - Dość mam już tej zabawy w kotka i myszkę, dosyć tego - Nagle w Elwina leci ta dziwna aura. - Mamy ten twój [beeep] kielich, klucz do nieśmiertelności bla bla bla.

<Pilot_serwisu> - Ale jest jeden haczyk. Trzeba pić z niego co jakiś czas krew potężnych istot, miałem wypić waszą, ale szkoda zachodu.

<Elwin> USkakuje w bok, probujac uniknac aury - Aha! I widziesz, sliczna Kailindo? Ot masz swojego meza!

<Kailinda> - Idę się pociąć...

<Kardas> - Trzymaj się, Kailindo, trzymaj.

<Elwin> - Kailindo! Po tym zapraszam cie na potezne cpanie! A teraz graj muzyko!!!

<Kailinda> - Żyletek...

<Pilot_serwisu> - Akurat Kailinda maiła być dla mnie, wpadła mi w oko... No i jest zbyt słaba, żeby pozyskać z niej energię.

<Kardas> - Kailindo, trzymaj się, proszę...

<Kailinda> - Szkła i ostrego noża... Czuję sięgorsza.

<Pilot_serwisu> - A istot potężnych nie brakuje, zawsze znajdzie się jakiś mag, paladyn... I sztuczka z bandą zawsze działa... Wszyscy się nabierają.

<Kardas> - Cicho, bo czuję się gorszy razem z tobą...

<Elwin> Smieje sie. Glosno i szczerze. - Kailindo.... ZROB COS WRESZCIE DO JASNEJ CHOLERY A NIE TAK SOBIE SIE NAD SOBA UZALASZ!!!

<Kailinda> - Morda...

<Pilot_serwisu> - A co ona może? Rzuci we mnie nożem? - Eser roześmiał się złowieszczo.

<Elwin> - Nie morduj, tylko rusz zgrabny tylek i zrob cos, a nie! Chcesz byc gorsza od NIZIOLKA?!?!?!

<Pilot_serwisu> Jego zbroja zrobiła się nagle czarna, cera zbladła.

<Kailinda> Daj mi kastratora...

<Kailinda> *-

<Elwin> Rzucam Kailindzie moj noz.

<Pilot_serwisu> Eser wyciąga swoje miecze, ich aura jest teraz nie niebieskawa, lecz purpurowa.

<Kailinda> Łapię. I rzucam w mojego niedoszłego stałego kochanka.

<Elwin> Sprawdzam ile jeszcze mam zapasow energii.

<Pilot_serwisu> Eser uchyla sięz grabnie.

<Elwin> - Do Kontaktu, spiaca krolewno do kontaktu! Chcesz mu chyba patrzec w oczy, kiedy bedziesz go kastrowac, nie?

<Kardas> - Nic z tego nie rozumiem...

<Pilot_serwisu> Elwin - Masz jej dość dużo, kotłująca się w tobie wściekłość przepełnia cię mocą. Ale czy to wystarczy?

<Kailinda> - Na niego trza topora...

<Kardas> - Wystarczy miecz?

<Elwin> - I POMOZCIE MI WRESZCIE!!!

<Kailinda> - Rzucaj w niego nim. W jaja.

<Pilot_serwisu> Nagle z oddali w Esera uderza jaśniejący promień energii, rycerz odlatuje ok 2 metry i upadł.

<Kardas> - Dobrze, ale... Hm?

<Pilot_serwisu> Nadbiegło kilku paladynów.

<Elwin> - ... HEJ?! KTORY TO?! ON JEST NASZ!!!

<Elwin> - Won staaaaad! - Krzycze wbiegajac miedzy palkow a Esera.

<Elwin> - To sprawa osobista! ten no... walka za wiare!!!

<Pilot_serwisu> I to był błąd. Eser chamsko wykorzystał okazję i posłał ci Elwinie kulę energii prosto w plecy.

<Elwin> <co sie ze mna stalo?>

<Pilot_serwisu> Strzał okazał się bardzo słaby.

<Kailinda> - Rzucaj.

<Kardas> Dobywam wtedy miecza. Staram się odpowiednio wycelować w Esera. Kiedy już jestem pewien swojej decyzji, rzucam w niego bronią.

<Pilot_serwisu> - Walczysz, czy nie? - Powiedział Eser dziwnym, demonicznym głosem.

<Elwin> Jesli moge, to odwracam sie i tworzac kilka ognistych jezykow sle je w Esera. Maskuje tym prawdziwy atak. Tworze za nim sciane ognia, ktora ma go otoczyc i zawezic sie maksymalnie.

<Pilot_serwisu> Broń poleciała i zarysowała jego zbroję.

<Pilot_serwisu> Robisz to z powodzeniem, lecz nagle bańka mocy dookoła niego rozparła ogień.

<Elwin> - Kailindo. POwiedz mi. Nie chcesz, nie umiesz, czy tez BOISZ SIE WALCZYC W KONTAKCIE?!?!

<Kailinda> - Nie. Mam. Broni.

<Kardas> Biegnę po swoją broń czym prędzej. "Oby nic się nie stało mojemu mieczowi, oby nic się nie stało mojemu mieczowi...".

<Kailinda> - Poza tym, chyba nie otrzeźwiałam...

<Elwin> - Ruuuusz sieeee! - Krzycze - Znajdz cos! Albo nici z picia! Jak mnie zaboja to ci nie postawie!

<Pilot_serwisu> Jeden z paladynów rzucił się do boju.

<Elwin> - Szlag... Shady, zabieraj mu sztylet! - Mowie wskazujac na szarzujacego rycerzyka.

<Kardas> <Mnie?>

<Elwin> <paladyna>

<Pilot_serwisu> Był to dość stary mężczyzna, ale był niezwykle szybki, Eser rozprawił się z nim niezwykle szybko. Paladyński miecz wbił się tuż przed Kailindą w ziemię.

<Kardas> <Aha.>

<Elwin> <o tez moze byc>

<Pilot_serwisu> Kardas - dobiegasz i chwytasz swój miecz, Eser nawet nie zwrócił na ciebię uwagi.

<Pilot_serwisu> <Siri, już masz miecz ^^>

<Elwin> - No o slodziuchna, twoja kolej! - Krzycze i posylam kule ognia by Esera troche zdekoncentrowac...

<Kailinda> Z racji tego, że Kardas mnie pozostawił na pastę losu, próbuje unieść miecz...

<Kardas> "Dobra... Sprawa wygląda chyba poważnie...". Mając miecz, chwytam butelkę piwa. Ale jeszcze nie piję.

<Pilot_serwisu> Miecz pomimo swych gabarytów okazał się niezwykle lekki.

<Kardas> <Kiedy kończymy? Bo niedługo będę musiał schodzić powoli.>

<Pilot_serwisu> <no właśnie do tego zmierzam, ale działajcie coś ^^>

<Kardas> <OK.>

<Elwin> - Mam sprawic, zebys wytrzezwiala?! Na pewno tego chcesz?! - Pytam krzykiem i ide w strone Kailindy. Lapie ja za fraki i pochylam do siebie, po czym caluje z jezyczkiem - Walcz!

<Kailinda> <kurde!>

<Kailinda> <spierdoliłeś mi cały opis!>

<Pilot_serwisu> <weź... prawie siepozygałem xD>

<Kailinda> <odmawiam współpracy>

<Elwin> <moglo byc gorzej>

<Pilot_serwisu> <a masz ty w ogóle drabinę, żeby wejść na wysokość jej ust?>

<Kailinda> Ble... W tym momencie usuwam sie na bok. Już wolę seks z demonem...

<Elwin> <a czytnij caly moj tekst ;)>

<Kardas> "Muszę coś z tym zrobić, kurna mać!". Natychmiast odkorkowuję butelkę i wypijam do dna.

<Pilot_serwisu> Eser zagotował się na ten widok i w dzikiej furii rzucił na Elwina.

<Pilot_serwisu> Kardas - piwo działa natychmiast, byłeś nawalony.

<Pilot_serwisu> Paladyni stoją i zgodnie z wolą Elwina nie robią nic.

<Elwin> Usmiecham sie - Cudnie... - Szepcze i strawiam przed nim kolejna sciane ognia, po czym ciskam w niego pomniejszymi kulami ognia.

<Kailinda> I korzystając z okazji, przygladam się, jak mężczyźni sie o mnie biją.

<Kardas> "O, ale fajnie... A ten to kto???". I ruszam w stronę Esera, kuśtykając.

<Elwin> - Ach Kailindo, nawet nie mysl, ze to cos znaczylo! Za wielka jestes!

<Pilot_serwisu> Eser otoczył się aurą i przeskoczył przez ścianę ognia, ogniste kule odepchneły go i stracił równowagę.

<Pilot_serwisu> Kardas - dobiegasz do niego.

<Kardas> Ciach! Ciach! Ciach!!!

<Pilot_serwisu> <eee... a co Ty przepraszam robisz?>

<Kardas> <Staram się go ciąć. Pijany jestem, no wiesz. ;]>

<Pilot_serwisu> Kardas - tniesz na oślep, Eser blokuję uderzenia mieczem, ale przez twoją ofensywę nie ma jak wstać.

<Pilot_serwisu> <kurde, nie wiem, kogo zabić... polubiłem Esera ^^>

<Elwin> - Spiaca krolewno. Teraz mozesz rzucac... - Mowie nasycajac miecz dziewczyny ognista aura.

<Kardas> <Zwykle odchodzi ten, kogo najbardziej lubimy. ;]>

<Kailinda> - Oni sie o mnie biją, sialala...

<Pilot_serwisu> Kardas - nagle Eser jakoś się obkręcił i podciął ci nogi, wstał i skoczył na Elwina.

<Kardas> - Nie zazłanijaj siem, kufa!!!

<Pilot_serwisu> <leci od góry i chce cięprzerąbać na pół>

<Kailinda> I w tej chwili ynowu ryucam miecyem w Esera... W koncu ten lekki jest.

<Elwin> - Wszyscy sie o ciebie bija! Cholera!!!! - Staram sie uniknac ataku i uderzyc go kula ognia.

<Elwin> <Siri shift + ctrl>

<Kardas> - Oła! Co siem??? - staram się wstać szybko i próbuję ciąć dalej.

<Kailinda> <rany...>

<Pilot_serwisu> Elwin - udało ci się uskoczyć, miecz Esera wbił się w ziemię.

<Pilot_serwisu> Zyskaliścię chwilę czasu, Eser szarpał się, żeby wyrwać miecz z ziemi.

<Kardas> Ciachać dziada!

<Kailinda> <rzut bronią...<

<Elwin> <Kailinda cos pisala>

<Pilot_serwisu> <szlag, przepraszam ^^">

<Pilot_serwisu> Oślepiony wściekłością Eser nie zauważył nadlatującego miecza Kailindy i w efekcie stracił lewą dłoń.

<Kardas> Ciachać dalej!

<Elwin> Rzucam w niego jeszcze jakies slabe strzaly ognia. Takie, by ne grozily temu, o jest w poblizu. Zaraz potem krzycze _Spiaca krolewno! Masz szanse!

<Elwin> <*->

<Kailinda> Ziewam. Popatrzę sobie.

<Pilot_serwisu> Kardas, atakujesz prosto w głowę, lecz Eser w furii wyrwał miecz z ziemi i wyskoczył wysoko w powietrze, unikając przy okazji ognistych pocisków.

<Elwin> - Len... - Mowie z wyrzutem - A ty gdzie?! - Pytam krzykiem. Musze oszczedzac energie. Czekam, az znow sie zblizy...\

<Elwin> <znaczy *leń>

<Kardas> To co? Staram się kuśtykać tak, żeby mnie nie trafił, no i ciachać go dalej!!!

<Pilot_serwisu> - Giń ty wredna suko! - Zakrzyknął Eser i posłał w Kailindę magiczny pocisk.

<Kailinda> Uskakuję!

<Pilot_serwisu> Z powodzeniem.

<Elwin> A ja staram sie rozproszyc magie.

<Pilot_serwisu> Bez powodzenia.

<Elwin> <wredny Gofr>

<Pilot_serwisu> Eser ląduje i rzuca się na Kailindę, siepiąc mieczem na oślep.

<Kailinda> I w tym czasie on mi wjechał na ambicję. Podbiegam do miecza, biorę go i atakuje mojego niedoszłego stałego kochanka. - NIE BĘDZIESZ MNIE TU OBRAŻAŁ, TY...(proszę dopisać sobie epitety ;P)

<Pilot_serwisu> <to za to, że nie lubisz gofrów!>

<Elwin> <;p>

<Pilot_serwisu> <ja to umiem człeka zmotywować ^^>

<Elwin> Ponownie nasycam miecz Kailindy moca ognia i podsycam ja.

<Kagex> <XD>

<Elwin> <dziwnie wyszlo ;p>

<Elwin> <znaczy moc podsycam>

<Kailinda> <sorki, pisałam na szybkiego, bo musiałam odpisać na smsa koledze xD>

<Pilot_serwisu> Kailinda - bez trudu unikasz ciosów wściekłego Esera, chwytasz miecz i walisz w niego.

<Elwin> Jesli mam jeszcze sily to to samo robie z mieczem Kardasa.

<Pilot_serwisu> Z powodzeniem.

<Kailinda> <z powodzeniem walę?>

<Pilot_serwisu> Widzicie, że Eser opada już z sił, jego ruchy stają się coraz wolniesjze i doskwiera mu brak ręki.

<Kailinda> I w jaja mu!

<Pilot_serwisu> <z powodzeniem Elwin nasyca>

<Kardas> - Aaale efektyyyyy... - bełkoczę, starając się ciąć dalej.

<Elwin> Sam siegam po kusze i strzelam ognistymi beltami, jesli jestem pewien, ze nie trafie tych, co nie trza

<Pilot_serwisu> Eser ledwo unika już ataków mieczem, bełty to już zbyt dużo. Dostał strzała w lewe udo, to wybiło go z rytmu i nie zdążył sparować ciosu Kailindy, która odcięła mu prawą rękę, dzieła dopełnił Kardas, który trafił mieczem w klatkę piersiową.

<Kardas> - Suuuuuuuupeeeeeeerrr... - i patrzę na efekty.

<Pilot_serwisu> <tak płasko, ze mu sie wbiło w całą klatę>

<Elwin> Odetchnalem z ulga padajac na ziemie i dyszac ze zmeczenia przez chwile. Zaraz potem jednak biegne do niego i szukam KEILICHA!

<Kailinda> <jeny, chemiczka się zleje ze śmiechu xD>

<Elwin> <*KIELICHA>

<Elwin> <z powodu? ;)>

<Kailinda> To ja puszczam mieczyk i szukam żyletek.

<Pilot_serwisu> Eser zawył z bólu i nagle potężna fala energii poleciała dookoła niego, niszcząc wszystko w promieniu 20m.

<Kardas> - I maż za sfoje, kufa!!!

<Elwin> <e? znaczy.,.?>

<Kailinda> <z powodu stężenia kwasu siarkowego...>

<Pilot_serwisu> Was odrzuciło na boki, ale nic się wam nie stało.

<Kailinda> <potrzebny nam był kwas o stężeniu 96%, a myśmy używali tego o stężeniu 5,5% xD>

<Elwin> - K... kielich... kieliszku... moj kieliszku... Shady, szukaj! Szukaj kieliszka dla pana! - Krzycze.

<Kailinda> Skoro mnie odrzuciło, to leżę...

<Pilot_serwisu> Elwin - Nie zdążyłeś nawet podbiec do zwłok, gdy chwyciło cię dwóch paladynów.

<Kardas> A ja sobie leżę... i leżę... i leżę... "Jakie ładne chmurki na niebie...".

<Elwin> - Ale bracia! No co wy? Zostalem wyslany, by zbadac kielich! Krag ma umowe z zakonem!

<Pilot_serwisu> - Tak, to dokładnie ten sługa ciemności, który chcę zdobyć duszę każdego kogo spotka. - rzekł znajomy głos. Był to nie kto inny, jak Sir Parsifal.

<Pilot_serwisu> - Zakon nie podpisuje umów ze sługami ciemności! - Zakrzyknął jeden z paladynów.

<Elwin> - Wypraszam sobie! NIkomu duszy nie zabieralem! - sami dawali...

<Kardas> <Gofer, uśpisz mnie może? Muszę kończyć.>

<Pilot_serwisu> - Widzicie? Przyznał się!

<Elwin> <to po myslniku nie bylo powiedizane>

<Pilot_serwisu> <w sumie już koniec, możesz iść>

<Pilot_serwisu> <fakt, przepraszam>

<Kardas> <To napiszę już, OK?>

<Elwin> <ok, ok>

<Pilot_serwisu> <ok>

<Elwin> <tylko uwage zwracam ;)>

<Pilot_serwisu> <napsiz mi na gg co myslisz o sesji, do loga>

<Kardas> I wtedy, jak gdyby nigdy nic, sobie słodko zasypiam...

<Kardas> <Dobra, dzięki za grę. Cześć.>

<Pilot_serwisu> <Cześć.>

<Elwin> <siema>

<Pilot_serwisu> - Bierzcie go panowie i przed sąd z nim! - Krzyknął Parsifal.

<Kailinda> A ja sobie leżę...

<Elwin> - Jaki sad! Mag Kregu podlega pod sad Kregu i tylko pod taki!

<Pilot_serwisu> Kailinda została sama, pośród zgliszczy, a u jej stóp leżał złoty kielich, który przywiała tam magiczna faja uderzeniowa.

<Kailinda> Kielich? A nie żyletki...? Trudno... W takim razie niech ten kielich sobie leży, a ja idę w świat, szukajac nowej broni... I nowego kochanka.

<Pilot_serwisu> - Paladyni sądzą wszystkich według boskiego prawa! - W tym momencie Shady zionęła ogniem w Parsifala, reszta puściła cię na chwilę.

<Pilot_serwisu> <szybko Elwin, zanim się rozmyślę xD>

<Elwin> Wyrywam sie i biegne do kucyka pedem. - Shady, do mnie! Haha! Wio!

<Elwin> - Kailindo a ciebie zapraszam kiedyc na wode, jaks ie spotkamy! Adieu!

<Pilot_serwisu> Odjechałeś, a paladyni pognali za tobą.

<Elwin> Kiedy tylko ich gubie z pomoca magii ognia, ruszam w swiat, by ponownie szukac Kielicha...

<Elwin> ZAPANUJE NAD SWIATEM MUAHAHAHAHA!!!

<Pilot_serwisu> I tak skończyła się przygoda czwórki bohaterów, każdy odszedł w swoją stronę i żyli długo i szczęśliwie.

<Pilot_serwisu> ŻAL END

<Pilot_serwisu> Dobra, jeszcze dajcie opinie.

<Pilot_serwisu> Ja od siebie powiem, że byłą to najsłabsza część.

<Elwin> widac bylo ze sie nie przygotowales

<Pilot_serwisu> Nie mam co do tego wątpliwości.

<Kailinda> się zgodzę

<Elwin> a mowiles, ze bedzie inaczej

<Elwin> b ylo pare fajnych momentow

<Elwin> ale ogolnie czesto w ogole sie nie przygladalem akcji

<Elwin> i wiele nie mialem do nadrabiania w czytaniu

<Pilot_serwisu> Miałem gotową końcówkę, ale się potoczyło inaczej. Całość sesji miała być i była improwizowana.

<Elwin> czyli... nie bylo tragicznie

<Pilot_serwisu> ale było gorzej niż zawsze :P

<Elwin> i tak moje sesje byly gorsze

<Pilot_serwisu> dobra tam, bardziej mnie obchodzi opinia Siri :P

<Pilot_serwisu> i tak większość ludu na nią zawsze patrzy

<Kailinda> tym razem brak siły n opinię

<Kailinda> wiec się muszę przychylic do twojego zdania

<Kailinda> bo i tak wiem, że s******* sprawę, bo mi sięgrać nie chciało

<Pilot_serwisu> Mi się tak średnio chciało prowadzić

<Pilot_serwisu> a i sila wywiało, a jego postać byłą humorystyczną podporą

<Pilot_serwisu> No ale i tak uważam, że wszystkie 3 części jakiś tam poziom trzymały

<Pilot_serwisu> ^^

<Elwin> no ta druga byla naprawde cacy

<Pilot_serwisu> Ta ^^ Moja ulubiona

<Kardas>No to tak: sesja była dobra, choć wydawała mi się słabsza od poprzednich. Tj. mniej humorystyczna. To pewnie dlatego, że Sila zabrakło. No, ale choć w pewnym momencie chęci mnie opuściły, to jednak wyszła z tego nie najgorsza gra. No i przyczepiłbym się trochę do graczy (czasami za bardzo odgrywali IMO), ale ogólnie miłe wrażenia z tego wyniosłem. Jeśli to ostatnia część, to dzięki za grę. W drigiej kampanii, jeśli kiedykolwiek się odbędzie, już pewnie nie wezmę udziału. I wsio.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sesja Extreme Mayhem Online (EMO :D)

Część pierwsza: O piątce pechowców, co znów mają ocalić świat

Termin: 01.07.09 (środa), godz. 16:15-19:45

Hasło przewodnie: ?Smocza sesja? (by boromir_blitz)

Nadszarpanych nerwów użyczyli:

Knight Martius ? Martius, czyli znany i kochany MG =]

Aiden ? Soel; człowiek, elementalista, włada żywiołami ziemi i wody, a do tego przyzwoicie walczy wręcz przy pomocy rękawic

Rankin ? Yslsl lub po prostu Ys; człowiek, techno-derwisz, strzela z karabinu SMG, wali naelektryzowanym na życzenie drągiem, a do tego lubi parkour :)

HeadRox ? Silverhed vel Not?nto?faec; srebrny kot, naginający wolę innych oraz używający mocy tzw. smug srebra do tworzenia kształtów

boromir_blitz ? Erenetial; upadły bóg, potężny, walczący znakomicie pięściami, a do tego władający biczem

Siri ? Leira; diablica z domieszką syreniej krwi, stosuje moce gitary elektrycznej, a nawet swojego własnego głosu do walki

Kagex & Gofer (Goofa) ? gościnnie ;]

Krótko mówiąc, pierwsza część sesji polegającej przede wszystkim na tytułowej ekstremalnej rozwałce. :) Emo jest tutaj tylu, co nic, ale w końcu nie o to chodzi. ;] Z oryginalnego zapisu wyciąłem jedynie część off-topów w ogóle niepasujących do tej sesji. No i to tyle, zapraszam do czytania. :)

Sesja właściwa?

<@Martius> LET'S ROCK!

<+Yslsl> <zdziera koszule z klaty>

<@Martius> Rzecz dzieje się stosunkowo niedaleko miasta zwanego Initial...

<+Erenetial> <czyny ; - Słowa ?>

<@Martius> Soel - szczęścia to ty nie masz. Połasiłeś się na skarb z pewnych ruin, ale gdy przyszło co do czego, to jakiś gość zdążył cię ubiec. Wracasz więc z niczym. Co więcej, jesteś po tej wyprawie z lekka wykończony. Pozostaje więc chyba zajść do najbliższego miasta i zregenerować siły. Odnosisz jednak wrażenie, że ktoś cię obserwuje...

<@Martius> Yslsl - podróżujesz wraz ze stosunkowo niedawno przygarniętym srebrnym kotem... gdzieś. A że teraz chcesz trochę odpocząć, to akurat masz zamiar wstąpić do najbliższego miasta. Droga, którą podążasz, prowadzi przez most. Przed nim zaś znajdują się dwie osoby, które jakby strzegą tego mostu, ale bardziej przypominają jakichś oprychów...

<@Martius> Silverhed - niedawno przygarnął cię do siebie pewien osobnik imieniem Yslsl. Podróżujesz wraz z nim aktualnie - wiesz, że będzie chciał zajść do pewnego miasta w celach odpoczynkowych. Droga prowadzi przez most, a przed nim stoją dwie osoby, które jakby go strzegą, ale nie wyglądają na strażników jako takich.

<@Martius> Erenetial - w obecnej chwili podróżujesz po lesie w poszukiwaniu... przygód? Kogoś, kto by się nadawał ci towarzyszyć? Cóż, los może dać wszystko... Teraz zaś planujesz zajść do najbliższego miasta. Przez kilka ostatnich minut jednak słyszysz co jakiś czas szelest krzaków - jakby ktoś szedł za tobą...

<@Martius> Leira - idziesz sobie normalnie drogą, podróżując... nie wiadomo dokąd. W każdym razie jesteś pewna, że znajdziesz coś w najbliższym mieście - coś, co ci się przyda. W pewnym momencie jednak zastępuje ci drogę jakiś jegomość, który wygląda jak bard. - Witaj! - mówi głośno, acz uprzejmie. Czego może chcieć...?

<@Martius> <Mozecie pisac. :)>

<+Silverhed> Mrrrrrrrr....

<@Martius> <Przypomne. Czynnosci. - Slowa. "Mysli".>

<+Erenetial> <po co oddzielne coś na myśli skoro w 1szej osobie piszemy?>

<+Silverhed> <wła?nie?>

<+Erenetial> <nigdy tego nie rozumiałem...>

<@Martius> <Jak tam chcecie, byleby nikt sie nie pogubil. :)>

<+Silverhed> Siedzę sobie spokojnie na ramieniu Yslsl'a i pochrapuję.

<+Silverhed> <tak?>

<+Yslsl> Przesuwam dlon do mojego SMG tak aby moc go szybko wyciagnac, po czym podchodze do pary i probuje ich zwyczajnie wyminac.

<+Erenetial> Nie chcę podróżować mając kogoś za plecami. Albo przejdzie przede mnie, albo będzie szedł opbok, ale za mną nie. Zatrzymuję się i czekam chwilę.

<+Soel> Idę uważnie rozglądając się po okolicy i myślę "że też tak dałem ciała. Gdybym nie zwlekał z wymarszem, to na pewno bym zdążył

<+Leira> Patrzę na tego kogoś dziwnie. - Co chcesz?

<@Martius> Ys & Silverhed - obaj was zatrzymuja, a nastepnie jeden z nich mowi: - Chwileczke, kolego. Jak chcesz przejsc, musisz nam zaplacic myto.

<+Erenetial> <i ustaw sobie kolejkę odpisywania>

<@Martius> Erenetial - po chwili zza krzakow wylania sie ork, ktory unosi odrobine topor.

<+Silverhed> Chrrrr... Powoli budzi mnie ze snu jaki? paskudny męski głos.. czego on chce? Myto, myto? aaaa Myto!

<+Erenetial> Patrze na neigo z politowaniem. - Precz słabeuszu...

<+Yslsl> - Myto, myto. Nic nie mam - mowie nieco zniecierpliwiony. - Jesli bedziecie nastawac, moze sie to dla was zle skonczyc - wyciagam SMG ale na razie w nikogo nie celuje.

<@Martius> Soel - wciaz masz wrazenie, ze ktos cie obserwuje - ale nikt nie wyskakuje. W koncu slyszysz poruszenie niedaleko kilku drzew, tak po obu bokach.

<+Silverhed> - Daj mi się nimi zaj?ć, Yslsl, ok?

<@Martius> Leira: - Fajna gitara. Skad ja masz?

<+Yslsl> - Moze ich najpierw nastrasz.

<+Leira> - Nie twój interes. Zjeżdżaj. - idę dalej.

<+Silverhed> -Mrrrr, nie mam ochoty, głodny jestem...

<+Soel> Lekko przyśpieszam i rozglądam się czy jest tu coś co mógłbum wykorzystać do walki: skały, piach raeka czy coś takiego

<+Yslsl> Wale dlonia w czolo. Kot...

<@Martius> Ys & Silverhed - oprychy patrza na was z zazenowaniem. - Naprawde tego chcecie? - Nagle widzicie, ze wylaniaja sie kolejne opryszki - zza mostu, zza drzew, zza bedacego niedaleko domku...

<+Silverhed> Staram się wpłyn?ć na psychikę tych istot niższego rzędu. "Precz st?d, będzie całkiem miło, jak zostawicie swoje sakiewki"

<@Martius> Erenetial: - Nie! Ja chciec cie ubic! Ja ci nie dac spokoj!

<+Silverhed> - Mrrrrauuu. Nieciekawie.

<@Martius> Soel - niedaleko sa skaly, ale nic poza tym - znajdujesz sie na terenie trawnym. Po pewnym czasie wyskakuje jakas istota. Wyglada odrobine jak czlowiek, odrobine jak zwierz, no i ma kopyta. Patrzy na ciebie gniewnie.

<+Erenetial> - Że też to nigdy nie skutkuje, jak widzą, że nie mam broni... - idę w jego stronę spokojnie z zamiarem zatrzymania jego ramienia z toporem, a drugą ręką chwycę jego wolne ramię. TO tylko ork... Chcę wykręcić mu ramiona.

<@Martius> Leira: - Alez nie, ja jestem bardem. Tez sie interesuje takimi znajdzkami, a twoja jest dosc... oryginalna. - Tymczasem slyszysz szelest lisci drzew nieopodal. Cos sie swieci..

<@Martius> <...*>

<+Soel> Przyglądam się istocie i czekam na jej ruch. W razie ataku odskakujue i miotam w nią skałą.

<+Yslsl> Odskakuje nieco i strzelam seria po najblizszych bandytach.

<+Leira> - To nie twój problekm - idę i tak sobie od niechcenia zaczynam śpiewać... Tylko, że chcę, żeby te cosie mi dały spokój.

<+Yslsl> - RRARGH! - improwizuje okrzyk bojowy.

<@Martius> Ys & Silverhed - czesc oprychow grzecznie zostawia swoje sakiewki i idzie. Ale niestety, tylko czesc. Z kolei Ys w wyniku wystrzalow kasuje ze dwoch gosci. Reszta wyciaga miecze i naciera.

<+Silverhed> -Szszlag...

<+Silverhed> -Musiałe??

<+Silverhed> Staram się unieszkodliwić niektórych małymi pociskami ze srebra.

<+Yslsl> - Zeskakuj, kocie. - wyciagam drag i biegne przylozyc kilku najblizszym.

<@Martius> Erenetial - ork chce sie wyrwac, ale ciezko mu to idzie. Ale nagle slyszysz za soba jakies orcze okrzyki.

<+Silverhed> Zeskakuję z ramienia Yslsl'a

<@Martius> Soel - istota wciaz ci sie przyglada. Po chwili zas zieje niewielkim ogniem. W pore odskakujesz, a nastepnie trafiasz go glazem. Po chwili jednak wyskakuja jeszcze ze cztery takie.

<+Erenetial> - WWWRRRRRAAAAAHHH! - wykrzykuję starając się złamać rączki orkowi. Jak tylko unieszkodliwę tego, staram się ocenić, ile tych orków.

<+Silverhed> <r?czki? Ork?>

<@Martius> Leira - spiewasz... Po chwili szelesty sa mniej wyrazne niz wczesniej. Ale i tak wyskakuje naprzeciw ciebie niewielka banda goblinow z wloczniami w rekach. Bard chce sie odsunac.

<@Martius> Ys & Silverhed - niektorzy odskakuja po dostaniu pociskami srebra. A Ys wykancza wiekszosc naladowanym dragiem. Zostaje tylko jeden, prawdopodobnie herszt.

<+Leira> - No, to coś dla ciebie... Mi sie nie chce.

<+Soel> Cholera, następni. Rzucam kolejnymi dwoma skałami i ustawiam się w pozycji obronnej.

<+Silverhed> Patrzę na Ys'a. - Ty czy ja?

<+Yslsl> Usmiecham sie zlowieszczo. - Jest twoj, kocie.

<@Martius> Erenetial - wkladasz w to sporo sily, dlatego lamiesz co najmniej jedna reke orka. Po chwili unikasz atakow reszty. Poza tamtym jest ich piec.

<+Silverhed> Korzystaj?c z mojej kociej zręczno?ci staram się wskoczyć na twarz herszta i wyłupić mu oczy.

<@Martius> Soel - jedna skala trafia jednego, ale druga pudluje. Te bydlaki sa zwinne. Dwa, ktore trzymaja przy sobie cos w rodzaju halabardy, rzucaja sie na ciebie, a reszta trzyma sie na dystans.

<+Yslsl> Mimo wszystko ubezpieczam kociaka, na wszelki wypadek.

<+Silverhed> "jak nie powiesz, gdzie tu można znaleĽć smaczny i syty posiłem, to cię wykastruję"

<+Silverhed> Apeluję do rozs?dku herszta.

<+Soel> Staram się dobiec do nich jak najbliżej tak żeby nie mogli użyć halabard i wymierzam kilka szybkich ciosów w okolice głowy.

<@Martius> Leira: - Kpisz sobie?! - krzyczy bard. Jeden z goblinow zas mowi: - Wolnego, kobitko... Nie chcesz nam dac slodkiego haraczu na przejscie tutaj, hm?

<+Erenetial> Dużo... Korzystam z bicza, by spróbować wykonać Juggle na jednym z orków, przyciągając go i posyłając jego ciało w pozostałych ciosem pięści. Jeśli wyjdzie, rzucę się do ucieczki, bo z pięcioma naraz nie dam rady.

<+Leira> - Wy do mnie mówicie, czy do niego? Bo jak do mnie, to mnie nie wkurzajcie.

<@Martius> Ys & Silverhed - herszt unika ataku Silvera. Po chwili dobywa miecza i biegnie bardzo szybko w strone Ysa.

<@Martius> Erenetial - posylasz jednego z nich w strone reszty, a potem udajesz sie pedem w strone miasta. Orkowie cie gonia.

<+Yslsl> Nurkuje i probuje go wybic w powietrze Synem Gromu. Jesli sie uda, podaze Tancem Kota. Jesli nie, bede staral sie ostro blokowac.

<+Yslsl> <znaczy, mocno sie pochylam <_< >

<@Martius> Soel - jednego w ten sposob kasujesz, ale drugi sie zamachuje. Unikasz. Po chwili odskakuje i chce cie zaatakowac ostrzem do przodu.

<+Silverhed> L?duję miękko na czterech łapach, jestem zdumiony? "Jak on się oparł...? Nieważne" Staram się wskoczyć na jego grzbiet. Dopiero potem zauważam, że Yslsl go atakuje.

<+Erenetial> Biegnę <daj mi coś do odegrania>

<+Silverhed> -Mrrrau, wkurzrzasz mnie, człowieku!

<@Martius> Leira: - Do ciebie, a jakze. To ty jestes "kobitka", hm?

<+Soel> Uchylam się lekko w bok i staram sie złapiać ostrze, a następnie mocnym szarpnięciem nabić wroga na uformowany przed nim kolec ze skał.

<@Martius> Ys & Silverhed - Ys wybija goscia w powietrze, a potem go oklada dragiem. Ten sie ledwo broni, a potem upada na ziemie. Probuje wstac.

<+Leira> - Chcesz mnie wkurzyć? Trudno się mówi... - i wydaje sie, że już już siegam po coś dla nich... Ale nie, gitara w ruch i staram sie ich trochę skołować. A przynajmniej zrobic głuchych<WD ;p>

<+Silverhed> -Szszlag!

<@Martius> Erenetial - w pewnym momencie przed soba znajdujesz niedzwiedzia. Orkowie wciaz cie scigaja.

<+Silverhed> Wydrapuję się spod herszta bandy. SSiadam mu na twarzy i prezentuję moje piękne pazurki. "lepiej leż".

<+Yslsl> - To MOJA scena! - rzucam i przydeptuje jego dlon z mieczem. - I co teraz z toba zrobic, hmm?

<+Erenetial> <co masz na myśli poprzez 'znajdujesz niedźwiedzia?'>

<@Martius> Soel - ledwo lapiesz za ostrze, a po chwili wbijasz kolec gleboko w twarz jegomoscia. Krwawiac, upada na ziemie. Zostali dwaj, ktorzy zieja ogniem w twoja strone.

<+Silverhed> "won, Ys. To Moja scena, ja zacz?łem, ja skończę" - Poczekaj, chwilkę, kolego. On jest mój. Mrrau.

<@Martius> Leira - grasz glosno, a gobliny az zatykaja uszy z bolu. W koncu czesc pada, czesc ucieka, a na koncu zostaje tylko herszt.

<+Silverhed> -To jak bedzie z tym posiłkiem? Posiłek albo kastracja, wybieraj...

<+Erenetial> <KM...>

<+Yslsl> Wzdycham. - Jestes samolub, wiesz? - mowie cicho i odchodze na bok.

<@Martius> <Po prostu, znajdujesz. Jeszcze chwila, a pewnie sie toba zainteresuje.>

<+Erenetial> <już lepiej, znaczy mnie nie widzi?>

<@Martius> <Jeszcze nie.>

<+Soel> Jeszcze dwóch. Wyrywam kolec z truchła a następnie rzucam nim w przeciwnika. Biegnę zaraz za kolcem i jeśli trafi, w ostatnim momencie zmieniam kierunek i przykładam drugiemu.

<+Erenetial> <nie każ mi się samemu domyślać takich ważnych rzeczy>

<@Martius> Ys & Silverhed - herszt az zaniemowil. Widzicie jednak, ze w lewej rece cos trzyma. - On... was... dorwie...

<+Silverhed> - Nie, po prostu jestem głodnym kotem, Ys, poczekaj.

<+Erenetial> Wspionam się migiem na drzewo i czekam na orków., Potem biczem niedźwiedzia tak, żeby zwrócił się w ich stronę...

<+Leira> - No dobra, patrz. Jesteś sam, a ja ci wygoniłam bandę... Spadasz, czy mam cie z buta walnać?

<+Silverhed> Przygl?dam się hersztowi " POSIŁEK RAAAAZ proszę" -Ys? Co on trzyma w ręce?

<@Martius> Erenetial - niedzwiedz dostaje biczem. Widzac orkow, ryczy przeciagle, a potem rzuca sie na orkow. Sa teraz tak zajeci, ze droga w sumie wolna.

<+Yslsl> - Bo ja wiem? - ostroznie wyjmuje ten przedmiot i sie mu przygladam uwazniej.

<+Erenetial> Zeskakuję z drzewa pozwalając bestiom się bawić ze sobą. Żeby było ich trzech, to bym sobie dziś pozabijał coś, a tak to muszę się obejść smakiem... ech... Idę szybko do miasta.

<@Martius> Soel - dostajesz odrobine ogniem, ale to nic wielkiego. Jeden z nich dostaje kolcem w prawa reke, tak ze skowyczy z bolu. Drugi zas unika ciosu. Ma przygotowane juz pazury do ataku...

<+Silverhed> Stwierdzam, że dalsze naciskanie tego osobnika nie ma sensu. - Ys? Jak zobaczysz, co to jest, to możesz się nim zaj?ć, jest Twój, tymczasem ja go przeszukam...

<@Martius> Leira: - Ja... ja... Cos ty, nie zwieje! - mowi z wyraznym strachem. - A jak mi nie dasz rady, to na pewno tamten cie dorwie!

<+Silverhed> Przeszukuję osobnika, uprzednio graweruj?c moje inicjały w jego twarzy NNF SH.

<+Leira> Podchodzę bliżej, blisko... - Spadaj, durniu. - idę dalej.

<@Martius> Ys - okazuje sie to byc jakis medalion z wijacym sie wokol wezem jako symbolem.

<+Soel> Staram się złapać go za ręce, obrócić razem z nim tak żeby zasłaniał mnie od drugiego i kopnąć w krocze z całej siły.

* Kagex ((?)) has joined #sesja_rpg

<+Yslsl> - To jakies paskudztwo w stylu zlych kultow - katem oka obserwuje bandyte. - Bierzemy to? Moze sie przydac czy cos.

<@Martius> Silverhed - nie znajdujesz nic ciekawego... poza pewnym niewielkim tatuazem na piersi. Przypomina on odrobine weza. No i przy okazji wypisujesz swoje inicjaly.

<+Silverhed> -Rrrrób co chcesz, Ys. Ja jestem głodny. Miaaau~~

<+Silverhed> -Ys! Zobacz, co on ma na piersi!

<Kagex> <tip: Mart: /mode +m>

<@Martius> Erenetial - w koncu ruszasz spokojnie do miasta. Juz nie wiesz, kto kogo powybijal... I w koncu trafiasz na miejsce. Widzisz przed soba brame prowadzaca do miasta.

* Martius sets mode: +m

<+Silverhed> W tym czasie przeszukuje inne sakiewki... " A ty lepiej się nie ruszaj " do herszta apeluję.

<@Martius> <Dzieki, Kagex. ;]>

<+Yslsl> Chowam medalion za pas. - Zrob co chesz, zjedz mu palec czy cos - usmiecham sie zlosliwie. - Zartowalem - przygladam sie piersi herszta.

<@Martius> Soel - unikasz ataku, no i lapiesz potwora. Dostaje... w krocze. Wije sie z bolu.

* Goofa ((?)) has joined #sesja_rpg

<+Erenetial> Przechodzę przez bramę i idę do pierwszej karczmy, jaką widzę. O ile w ogóle jest wybór.

<+Soel> Uderzam go z całej siły w twarz tak żeby poleciał na drugiego, a następnie miotam w nich skałą.

<@Martius> Leira - goblin nie ma sily, by cie zaatakowac. A ty idziesz dalej... Po chwili obok ciebie znajduje sie tamten upierdliwy bard. - Juz po nich? Och, to dobrze... Potowarzysze ci, dobrze?

<+Leira> - Zjeżdżaj.

<@Martius> Ys & Silverhed - Silver znajduje w sakiewkach jedynie zlote monety. Odrobine tego jest...

<+Yslsl> - Masz szczescie, kotku, za to bedziesz mogl sie najesc - zauwazam.

<+Yslsl> Siadam na piersi bandyty, kolanami blokujac jego ramiona.

<+Silverhed> Oh, nom. Mruczę z zadowolenia - A teraz - do karczmy!

<@Martius> Erenetial - strazy dziwnym trafem nie bylo. W koncu docierasz do karczmy "Pod Dnem". Karczmarz, widzac ciebie wchodzacego, mowi: - A witam, witam, co takiego podac?

<+Yslsl> - Chwila.

<+Silverhed> - Tylko migusiem!

<@Martius> Soel - wszyscy leza na ziemi. Jeden jest nieprzytomny, drugi ledwo dycha. Po chwili zaczyna syczec... jak jakis waz. Ale nikt juz nie stanowi zagrozenia.

<+Silverhed> Siadam obok Ys'a i partzę się w twarz bandyty, podziwiajać moje dzieło.

<+Yslsl> - Co. To. Za. On? - pytam sie, akcentujac kazde slowo. Jesli bedzie sie opieral, bede go okladal po twarzy piesciami.

<+Erenetial> - Pod dnem... - rzut oka na zebranych, po czym podchodzę i siadam przy ladzie - Lekkie piwo, karczmarzu. I informację. Zatrzymał się tu ostatnio jakiś podróżny, wyglądający na mocnego w czynach?

<@Martius> Leira: - Cos ty taka niemila? Choc, pojdziemy razem do miasta, poznamy sie nawzajem... - I tak docierasz do bram miasta Initial.

<+Silverhed> Naginam wolę herszta, aby szybko się poddał przesłuchaniu.

<+Soel> Podchodzę do nich i sprawdzam czy nie mają przy sobie czegoś ciekawego. Następnie skręcam kark temu ledwo żyjącemu.

* Martius sets mode: +o Kagex

<+Silverhed> - MRrrau, szybciej, bo zjem Ci palec!

<+Leira> - Bo nie trzeba mi upierdliwych siusiumajtków, co na widok goblina spadaja, gdzie pieprz rosnie.

* ChanServ sets mode: +r

* ChanServ sets mode: +q Kagex

<@Martius> <Z/w.>

<@Martius> <Jestem.>

<@Martius> <Sorry, ale odrobine zmeczony jestem i ciezko mi sie polapac. ;]>

<+Leira> <afk>

<@Martius> Ys & Silverhed - herszt sie poddaje przesluchaniu. Co chcesz z niego wyciagnac?

<+Yslsl> Pytam sie bandyte, kim jest ow tajemiczy "on".

<@Martius> Erenetial: - Niestety, nie widze takiego. Ale kto wie... Moze ktos sie dzisiaj taki zjawi?

<@Martius> Soel - niczego ciekawego nie maja. Skrecasz tamtemu kark. Nikt nie stanowi zagrozenia teraz.

<+Soel> Zmęczony udaję się w stronę miasta.

<@Martius> Leira - dochodzicie do bram miasta. Przy nich stoi straz