Jump to content

Knight Martius

Emerytowani Eksperci
  • Content Count

    2,680
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

142 Znakomita

About Knight Martius

  • Rank
    Ptaszyna
  • Birthday 01/30/1992

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  • Konfiguracja komputera
    Array

Sposób kontaktu

  • Discord
    Array
  • Strona WWW
    Array
  • Skype
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Recent Profile Visitors

18,307 profile views
  1. Facebookizacja to nie jedyny powód, dla którego to forum jest już martwe, zwłaszcza że możliwości np. formatowania tekstu tam czy na Messengerze wręcz nie istnieją. Żyjemy w czasach Skype'a, Discorda, Telegrama i innych komunikatorów, na których można w jednym miejscu zebrać masę ludzi, a wszystkie te opcje są o wiele wygodniejsze niż forum. Pisze się wiadomość (przeważnie krótką), wysyła się, a potem czeka się na odpowiedź, która z reguły następuje po niedługim czasie. Myślę, że nawet dla starszego pokolenia - przyzwyczajonego do forów dyskusyjnych - jest to po prostu lepsze, szczególnie że nie ma się już tyle czasu na pisanie rozbudowanych postów. W dodatku w przypadku pisania krótkich wiadomości na takim komunikatorze nikt nie zostanie posądzony o statsowanie. Nie mówiąc o tym, że jeśli ludzie się znają, to będą dążyli do tego, żeby znaleźć szybkie i wygodne metody komunikacji. Forum, delikatnie mówiąc, niezbyt się do tego nadaje. No i posługiwanie się telefonem też ma na to wpływ, tak jak wspomniał Holy. To ja pójdę zająć się innymi sprawami. ;P
  2. Phew, a ja nie miałem pojęcia, że śledzę ten wątek, bo dostałem powiadomienie na maila... @Revotur - zasadniczo mało kto jeszcze tu zagląda, a większość osób przeniosła się już na inne formy komunikacji, w tym na Discorda. Będzie więc cienszko o reaktywację czegokolwiek.
  3. Knight Martius

    Zjazdy II

    @Qbuś - będę na Pyrkonie, więc ja bardzo chętnie. Nawet zachowałem do Ciebie numer telefonu.
  4. Kto umarł, ten nie żyje. Względnie co umarło, to nie żyje. Nad czym tu się rozwodzić?
  5. Knight Martius

    Zjazdy II

    Myślę, że z "centralnie położonym miastem w Polsce, do którego każdy będzie miał tak samo daleko", może chodzić bardziej o Łódź (które to miasto ma nawet jedną ładną ulicę :P). Ale tu gdybam bardzo. Na zjazd się piszę, z tym że u mnie jest taka sytuacja, że na 11-16 lipca mam już zaplanowany wyjazd, a potem do połowy sierpnia mam okres, w którym w każdej chwili mogą mi wypaść zobowiązania rodzinne, które stanowią dla mnie priorytet. W miarę możliwości więc prosiłbym o termin przed ww. wyjazdem albo od połowy sierpnia (ew. w razie czego się dogadamy ;)). Dobrym pomysłem byłoby IMO utworzenie ankiety w Doodle, żeby ludzie mogli łatwo zaznaczyć, które dni na wyjazd by im pasowały.
  6. Na przyszłość sugerowałbym zgłaszanie się do działu "Pomocna Dłoń", bo 1) służy on do zwracania się z prośbą o pomoc w sprawach takich jak Twoja, 2) dział "Sesja RPG" od dwóch lat jest tak naprawdę martwy.
  7. Zauważyłem, że zajrzałeś tu ostatnio. Jak tam idzie (i czy w ogóle idzie) pisanie? :P

    1. DracoNared

      DracoNared

      Zaglądam od czasu do czasu. No i zależy czego pisanie. :D

      Muzyka idzie w porządku. :P
      A proza - stoi, jak stała. ;)

  8. Gratuluję napisania książki do końca, i to w tak młodym wieku! Z wydaniem już niestety gorzej, ponieważ Novae Res, jak sam słusznie zauważyłeś, wzbudza duże kontrowersje, i to jak najbardziej uzasadnione. Przede wszystkim - ile egzemplarzy wynosi nakład Twojej powieści? Bo przeważnie nakład książek wydawanych przez wydawnictwa vanity press (a takim jest Novae Res) jest tak niski, że możesz zapomnieć o tym, iż pieniądze kiedykolwiek Ci się zwrócą. Nie mówiąc o tym, że redakcja ze strony takiego wydawnictwa (przy założeniu, że takowa w ogóle ma miejsce) będzie o wiele słabsza niż w wydawnictwie tradycyjnym. Mogę Ci więc już teraz powiedzieć - władowałeś się, i to nieźle.
  9. Ode mnie tyż. W sumie nie wiedziałem, że Guillermo del Toro ma też koncie powieści.
  10. Wpis pojawia się kilka dni po tym, gdy zapowiedziano na Adult Swim piąty sezon. Przypadek? "Samuraja Jacka" mogę spokojnie nazwać jedną z moich ulubionych kreskówek z dzieciństwa. Co więcej, nawet po latach świetnie mi się to oglądało. Myślę, że to z powodów, o których wspomniałeś; one wszystkie budują niepowtarzalny klimat. IMO tak naprawdę ten obraz psuły nieco tylko efekty dźwiękowe. Choć szło się do nich przyzwyczaić, odnoszę wrażenie, że poza odgłosami miecza po prostu twórcy przenieśli dźwięki z "Laboratorium Dextera" czy innych "Atomówek" (no bo skoro są już gotowe...). A, no i twórcy znaleźli fajny sposób na obejście cenzury, dając Jackowi głównie (choć nie tylko) roboty za przeciwników, przez co ten mógł je ciachać, a nikt (chyba) się nie burzył, że coś takiego demoralizuje dziatwę. Biorąc to wszystko pod uwagę, po prostu nie mogę się doczekać kontynuacji.
  11. Nominację dostaje ode mnie SR. Gdyż ponieważ. Przepraszam za off-top, ale chciałbym zadać organizatorom ważkie pytanie: jaki jest sens puszczać dalej kategorię dotyczącą działu, który od półtora roku jest tak naprawdę kompletnie martwy?
  12. Osobie, która wystawiła temu rozdziałowi ocenę, serdecznie dziękuję. Zakładam, że nie dowiem się, kto jest owym kryptoczytelnikiem? ;]
  13. Chyba leń mnie dopadł, bo od zamieszczenia poprzedniego rozdziału minął niemal miesiąc… Ale ważne, że jest. Kontynuujemy wydarzenia z rozdziału piątego. Miłej lektury! A, i jeśli ktoś tę powieść tu jeszcze czyta, to niech da o tym znać, tak żebym wiedział, że nie zamieszczam jej tylko na zasadzie "sztuka dla sztuki". * * * VI Zaczęło padać. Nie ulewnie, jednak wystarczająco, by zmusić Kalderana do znalezienia sobie schronienia. Trzysta stóp pod leżem Episkryp’iahela była jaskinia, która nadawała się idealnie. Smoczy rycerz siedział z odchylonymi skrzydłami pod ścianą, raptem kilka kroków od wyjścia. Mógł zagłębić się w grotę bardziej, lecz wolał wyglądać na zewnątrz, słuchając dudnienia deszczu o skałę. Nie miał wyboru – musiał przeczekać. Czy smok naprawdę wiedział, gdzie Kalderan powinien zacząć szukać pobratymców? Przecież nawet o tym, że Iklestria upadła, Episkryp’iahel usłyszał dopiero od niego. Jak ktoś tak niezorientowany mógł smoczemu rycerzowi pomóc? Może Teires i Irrioni mieli na myśli kogo innego? Wszak musieli zdawać sobie sprawę z tego, co mówią. Ale półsmok nie znalazł w Burzowych Górach nikogo więcej, a sam wielki jaszczur potwierdził, iż tylko on tutaj mieszka. Smokowiec nie był pewien, czy może temu wszystkiemu zawierzyć, czy nie. Nie miał też pojęcia, w jaki sposób smok mógłby dociec, gdzie znajdują się inni z jego rasy. Znów musiał oczekiwać wyroków losu. Tego samego przeklętego losu, który rzucał Kalderana tam, gdzie mu się żywnie podobało. Smoczy rycerz wściekł się na tę myśl. Z trudem opanował wybuch gniewu. Półsmok przypomniał sobie o Drenzoku. Jaszczurowie chętnie chodzili na pielgrzymki do smoków, ale żeby przyłączył się do plemienia z własnej, nieprzymuszonej woli? A może właśnie siłą nakłonili go, aby wyruszył wraz z nimi? To miałoby sens. W końcu jak ten barbarzyńca miałby nagle zacząć szanować jakąkolwiek tradycję? „Nawet gdy czyni coś dla innych, zawsze wypatrywa w tym własnego interesu” – pomyślał. „Zawsze. Nie zmieni się za żadne skarby, nawet gdyby podarowały je same smoki”. Przestało padać. Rozmowa z Episkryp’iahelem oraz oddawanie czci trwały jeszcze długo. Dla Drenzoka wręcz za długo. Nic, tylko pochlebstwa, modły, „jak to wspaniale, że Przodkowie zesłali nam ciebie”, modły, podkreślanie wyższości smoka nad innymi istotami. No i modły. „To tylko smok, do cholery” – pomyślał barbarzyńca ze złością. „Porozmawiajcie z nim jak równy z równym, a nie wymyślacie mantry”. Szczęśliwie wódz uznał, że plemieniu należy się odpoczynek. Wtedy nagle jaszczurowie spostrzegli, że na zewnątrz pada deszcz, więc zapytali Episkryp’iahela, czy mogliby spędzić czas u niego. Zgodził się. Obecnie Drenzok siedział pod ścianą wraz z Tan’iss u boku. Nie widział, czy Kishr’reth jest zły na jaszczurzycę za to, że wywołała zamęt, chcąc wspiąć się do leża smoka wraz z innymi. Nawet jeśli, nie dawał tego po sobie poznać. Tan’iss szybko się dopasowała do Ostrych Kłów, a przecież należała do plemienia od niedawna! Rozmawiając z braćmi i siostrami, barbarzyńca pewnego razu stwierdził ze śmiechem, iż zaczęto ją traktować jak jedną z ludu szybciej niż jego. Episkryp’iahel postanowił się zdrzemnąć, a wszyscy jaszczurowie zajęci byli rozmowami. Oboje mieli więc czas dla siebie. – Martwi mnie coś – rzekła Tan’iss. – Hm? – Tamten… czerwonołuski. Starszy brat. Nie wiem, czy… – Nie – przerwał barbarzyńca. Z drugiej strony, Kalderan rzeczywiście go zastanawiał. Co wyrabiał u smoka? – To kretyn, ale ma duże poczucie… tego, kto jest wrogiem, a kto nie. Nie zagraża nam. – Znasz go? – zapytała Tan’iss. – Ta… Powiedzmy. Ale może nie mówmy o nim, bo… irytuje mnie to, dobrze? – A ja bym o tym pomówiła. Poza tobą nie znam innego starszego brata, więc rozumiesz. Fascynuje mnie. Smokowiec westchnął. – Widziałaś może, co miał na sobie? – Tak, to chyba ciepłokrwiści nosili. To jest… metalowe odzienie? Drenzok kiwnął głową. – Po iklestryjsku mówi się na to „zbroja”. Idzie o to, że tamten nie jest Drakh’kirenem, który żył w plemieniu. Tacy, co nosili „zbroję”, nazywali się Drakh’teira. – Czyli? – Jak by ci to wyjaśnić… „Teire” to inaczej „ten, który miłuje honor”. Drakh’teira byli jak ci ciepłokrwiści w metalowych odzieniach. Mieli taki durny kodeks, który kazał im chronić słabszych, służyć panom – trochę tak jak my podlegamy wodzowi – czy modlić się do bogów. – Durny? – Tak, durny. Bo było w nim tyle sprzeczności, że każdy smok by się złapał za głowę. A smoki czciliśmy nawet bez kodeksu. Ale oczywiście Drakh’teira musieli wepchnąć się ze swoim, bo ubzdurali sobie, że inaczej ciepłokrwiści by nas zatłukli. Cholerni tchórze. – Nie rozumiem. Dlaczego tchórze? Co takiego zrobili? Drenzok, już i tak rozparty pod ścianą, ułożył się jeszcze wygodniej, poprawił ogon. – Widziałaś, żebym nosił metalowe odzienie? Albo jakikolwiek jaszczur? Ostry Kieł? Nie. Nie wiem jak wy, ale my, Drakh’kirena, pochodzimy od smoków. Nasze łuski już chronią dobrze, a metalowe odzienie może się zniszczyć. Albo pokryć się rdzą. Wojownik nie potrzebuje tych bzdur. Gdyby jeszcze chodziło o proste ozdoby… ale nie. A Drakh’teirom nie było dość, że używali metalowych odzieni. Oni jeszcze zrobili z nich cechę rozpoznawczą tego swojego stanu. Jaszczurzyca pokiwała głową. – Dobra… Ja też nie rozumiem, na co im te metalowe odzienia. Ale co Drakh’teira chcieli nimi pokazać? Bo nie wiem, o co chodzi z „cechą rozpoznawczą”. Dziwnie to mówisz. – Zadajesz za dużo pytań – odparł barbarzyńca, a gdzieś w głębi głosu pobrzmiało warknięcie. Tan’iss spojrzała w bok zawstydzona i nie ciągnęła tematu. Drenzok spojrzał po wciąż rozmawiających jaszczurach. Niektórzy też wychodzili, by sprawdzić, czy przestało padać, po czym wracali, oznajmiając, że jeszcze nie. – Chyba się nie ulotnimy. Niech to. Tan’iss myślała przez chwilę. Smokowiec aż spojrzał na nią z zaciekawieniem. – Wiesz… Kiedy tak myślę o tamtym starszym bracie, to wydaje mi się, że się mylisz. – Niby w czym? – odrzekł barbarzyńca zniecierpliwiony. – W tym, że nam nie zagraża. Musimy coś z tym zrobić. – Do k***y nędzy, Tan’iss… Wiele mogę o nim powiedzieć, ale na pewno nie to, że cokolwiek nam zrobi. Co się tak przy nim upierasz? – To tylko przeczucie – szepnęła jaszczurzyca, zbliżywszy głowę do błony na policzku Drenzoka. Półsmok słyszał wyraźnie jej aksamitny głos. Taki, który sprawiał, że barbarzyńca chce być tylko przy niej i przy żadnej innej samicy. – Więc zachowaj to swoje przeczucie dla siebie i mnie nie denerwuj – odparł smokowiec bardziej ospale. – Ale pomyśl – Tan’iss szeptała dalej. – Starszy brat miłuje honor. Jak więc woli walczyć: sam czy z braćmi u boku? – Nie, na pewno miał braci – rzekł Drenzok swobodnie. – Nie rozumiesz. Rozwiązuje własne spory pojedynkami czy wraz z grupą? – Pojedynkami. – Tak, właśnie. Dlatego w jego mniemaniu my, Ostre Kły, nie mamy honoru. Tworzymy wspólnotę. Jeśli ktoś zadrze z jednym z nas, zadziera ze wszystkimi. Pomyśl też, co czerwonołuski sądzi o tych, którzy nie chcą nosić metalowego odzienia. Widzisz, każdy może paść jego ofiarą. Nawet ty. Barbarzyńca czuł się zdezorientowany. Coś mu podpowiadało, że Tan’iss nie ma racji; że mówi oczywiste głupstwa, które łatwo obalić. Lecz nie mógł wymyślić żadnych argumentów. Wiedział jedynie, iż głos jaszczurzycy jest bardzo piękny i zawsze chciałby go słyszeć. Mimo wszystko Drenzoka naszła wątpliwość. – Dlaczego ja? – Bo uważa cię za tchórza – szeptała dalej zielonołuska. – Ktoś, kto kryje się za braćmi i siostrami, kto pogardza metalowym odzieniem, nie może mieć honoru. Nie może więc żyć. Żadne z nas nie może żyć. Dlatego czujesz do niego wstręt, Drenzok. Boisz się go. Wiesz, że dojdzie do walki, więc robisz, co możesz, by pozbyć się go z myśli. Wówczas smokowca olśniło. Nic dziwnego, że Kalderan go nienawidzi! Aż w duchu zaczął zżymać się, iż nie uświadomił sobie tego wcześniej i w owej kwestii kto inny musiał barbarzyńcę wyręczyć. „Wiwerna zasr**a!” – pomyślał z gniewem. „Mogłem się tego spodziewać po tym padalcu!”. Drenzok spojrzał w oczy Tan’iss. – Ja nikogo się nie boję. Jaszczurzyca kiwnęła głową z uśmiechem. Delikatnie poruszyła w bok ogonem, tak że spotkał się z tym smokowca. – Czerwonołuski niedługo tu wróci, jestem tego pewna – odrzekła słodko. – A kiedy tak się stanie, to go przepędzisz. Czy nie tak? Barbarzyńca położył rękę na dłoni Tan’iss. – Niech tylko spróbuje wrócić. Kalderan nie liczył na to, że otrzyma upragnione odpowiedzi, lecz i tak postanowił znów odwiedzić Episkryp’iahela. Kiedy wylądował przed wejściem do leża smoka, zobaczył, jak w jego kierunku zmierza jeden z jaszczurów. Gdy obaj się do siebie zbliżyli, zielonołuski stanął. Mierzył Kalderana wzrokiem, z którego można było odczytać ciekawość, wręcz zachwyt. Smokowiec postanowił pozwolić się podziwiać – choć uważał to za krępujące, czuł, że osobnik ten darzy go dużym szacunkiem. Zauważył przy tym, iż jaszczur ma ogon niby maczugę, tak gęsto rosły tam kolce. Zielonołuski uklęknął na jednej nodze, mówiąc: – Starszy brat… Akurat to określenie Kalderan jeszcze pamiętał. Wydał przeciągły, spokojny pomruk aprobaty. Jaszczur wstał po dłuższej chwili, lecz nadal nie ośmielił się spojrzeć półsmokowi w oczy. Zawrócił w głąb jaskini, spoglądając na niego z oczekiwaniem. Smoczy rycerz niemo przyjął zaproszenie. Zaczął słyszeć rozmowy. Z pewnością prowadzili je inni jaszczurowie. Jednakże w żadnym razie nie odbierał tubalnego głosu smoka, jakby gospodarz zniknął bądź udał się na drzemkę. Gdy tylko smoczy rycerz dotarł wspólnie z towarzyszem do leża, skonstatował, że wszystko dobrze sobie wyobraził, włącznie ze śpiącym Episkryp’iahelem. Wtedy też oczy wszystkich zielonołuskich zwróciły się w stronę Kalderana. Smokowiec poczuł się zmieszany. W pierwszej chwili chciał zawrócić. Nie przywykł do bycia w centrum zainteresowania, nawet wśród tej rasy, tak ceniącej sobie obecność smoczego człowieka. Teraz jednak byłoby niezręcznie wyjść, zwłaszcza że smok mógł obudzić się w każdej chwili. Jednak nim ktokolwiek się poruszył, naprzód wyszedł Drenzok. Jaszczur spojrzał na barbarzyńcę pytająco, lecz ten go odepchnął. Smoczy rycerz obdarzył smokowca chłodem. Oczekiwał pretensji. Nie spodziewał się jednak, iż barbarzyńca drapnie półsmoka w ramię. Wszyscy jaszczurowie jak na zawołanie podnieśli się, ale czarny półsmok zatrzymał ich gestem. Rzekł słowa w jaszczurzym języku; Kalderan zrozumiał jedynie iklestryjskie „smoczy człowiek”. Jako że zielonołuscy stali, przyjął, że Drenzok powiedział, iż mają się nie wtrącać. W czerwonym smokowcu rosła wściekłość. – Masz mnie za idiotę, Kalderan? – zapytał barbarzyńca. – Myślisz, że nie wiem, po coś tu przyleciał? Nie wymordujesz mojego plemienia – ciągnął, nie doczekawszy się odpowiedzi. – Ani nie zabijesz mnie. Ostatnio cię pokonałem, pamiętasz? – Któż wpoił ci nonsens, iż chcę was uśmiercić? – zdziwił się czerwony półsmok. – A jakie to ma znaczenie? – syknął czarny smokowiec. – Według ciebie nie mamy honoru, więc nie możemy żyć, tak? Nie boję się ciebie, Kalderan! Smoczy rycerz wyciągnął miecz. – Nie będę tolerował oszczerstw. Rozłożyli w gniewie skrzydła. Słychać było rozkazy wydane w mowie jaszczurów. Kalderan i Drenzok mieli się na siebie rzucić, kiedy nagle poczuli ból. Ciągnięto ich w przeciwne strony. – A ja nie będę tolerował bluźnierstwa! – ryknął wódz po iklestryjsku. Smokowcy nadal na siebie złorzeczyli. Każdego schwyciło mocno po dwóch jaszczurów; smoczy rycerz i barbarzyńca próbowali się wyrywać. Rykom, obelgom, tumultowi nie było końca. Wtedy obudził się Episkryp’iahel. Podniósł powoli łeb, obserwował zamieszanie. Najdłużej lustrował najpierw „smoczego rycerza” Kalderana, później smoczego człeka, który przyszedł tu wraz z Ostrymi Kłami. Gotowi byli rzucić się sobie do gardeł. Jaszczurowie próbowali ich powstrzymać. Szaman zmrużył oczy, co rusz gdzie indziej kierował głowę. Wódz i wielu innych tylko stało bezradnie; chcieli coś zrobić, lecz mogli jedynie rozłożyć ręce. Najdłużej Episkryp’iahel wpatrywał się w samicę. Działo się tyle, że nie wiedział, co myśleć. Jednak wiedział, co czuł: głęboki niesmak. Wówczas młody jaszczur z kolcami na ogonie zauważył – wraz z paroma pobratymcami – że smok wstał. – Czcigodny Episkryp’iahelu, jak to dobrze! Musisz nam pomóc! Gospodarz flegmatycznie wyciągnął łapę. Patrząc to na jednego smoczego człeka, to na drugiego, zaczął wykonywać palcami niezgrabne gesty. Mruczał zaklęcie. Kiedy skończył, ruszyła magiczna fala. Objęcia jaszczurów nie wytrzymały i smokowcy rzucili się na siebie. Kalderan uderzył mieczem. Drenzok uskoczył, ale broń zadrasnęła mu bok. Mimo to ruszył na smoczego rycerza, zadrapując naramiennik. Czterej zielonołuscy podchodzili do walczących, lecz obaj ich odtrącali. Zaraz ruszyła na półsmoków reszta jaszczurów. Smoczy rycerz i barbarzyńca znów natarli. Rykiem dodali sobie animuszu. – DOŚĆ! Ściany i podłoga poczęły drżeć, jakby miały się zaraz rozstąpić. Smokowcy stracili równowagę, po czym uderzyli o siebie. Jaszczurowie z głośnymi sykami opadli w tej samej chwili na czworaka, opierając się o ziemię tak twardo, jak tylko mogli. Tan’iss uderzyła wielka łapa, tak że impet rzucił nią o ścianę. Jaszczurzyca upadła na kolana i próbowała nabrać do płuc powietrza. Wstrząsy ustały równie nagle, jak się zaczęły. Wszystko ucichło. Smokowcy leżeli – Kalderan przygniatał ciałem skrzydło Drenzoka, natomiast jego własne okrywało głowę barbarzyńcy. Ostre Kły były w szoku. Tylko jeden głos mógł wywołać taki chaos. Jaszczurowie zwrócili oczy w stronę Episkryp’iahela. Smoczy rycerz z barbarzyńcą leżeli jak odrętwiali. Reakcja smoka sprawiła, że instynktownie, bezwiednie – choć jeszcze przed chwilą wydawało im się, że wiedzą, co robią – poczuli strach. – Chciałeś wskazówek, smoczy człeku – rzekł gospodarz do smoczego rycerza. – Jedną właśnie otrzymałeś. Dopiero po chwili czerwony smokowiec otrząsnął się z otępienia. Wstał ociężale, po czym stwierdził: – Nic nie rozumiem, Episkryp’iahelu. – Nie moje to zmartwienie. – Czcigodny, jakie zaklęcie rzuciłeś na smoczych ludzi? – odezwał się Tkhri’kshach. – Oni mają to odkryć. Teraz wynoście się. Wszyscy spojrzeli po sobie. To musiało rozdrażnić Episkryp’iahela, ponieważ powtórzył głośniej, aż znów zadrżały ściany: – Wynoście się!
  14. Dzięki, cieszę się, że efekt końcowy się podoba.
  15. Czołem. Tym razem ponownie zgłaszam się z czymś niezwiązanym z prozą (ale obiecuję poprawę!), ponieważ rzecz dotyczy kolejnego projektu fandubbingowego, do którego przetłumaczyłem dialogi. Zresztą, ja go także reżyserowałem… Może kojarzycie taką internetową kreskówkę „RWBY”? W wielkim skrócie – jest to „amerykańskie anime” z obłędnymi scenami walk, choć z wyraźnie niedomagającą fabułą i tak naprawdę dopiero kiełkującym rozwojem postaci (serial doczekał się dotychczas trzech sezonów, a niedawno zaczęto wypuszczać czwarty). Mimo to dla samej akcji, jak również świetnej muzyki – warto zobaczyć. Reżyserowałem fandubbing do jednego z czterech trailerów, które otwierają tę serię. Cały proces twórczy odbywał się w ramach grupy Hoshi Akari. Miłego seansu!
×
×
  • Create New...