Jump to content

lubro

Forumowicze
  • Content Count

    3,868
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    12

lubro last won the day on November 27 2015

lubro had the most liked content!

Community Reputation

1,906 Znakomita

1 Follower

About lubro

  • Rank
    @TheRealDrake
  • Birthday 03/07/1990

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

17,235 profile views
  1. lubro

    Temat growy

    W Darkest Dungeon gram na Vicie i po około 5 godzinach nie miałem żadnych problemów technicznych. Konsolowy DD ma jednak najbardziej zagmatwany i poplątany interfejs wśród wszystkich gier w jakie ostatnio grałem. Nie ma mowy o jakiejkolwiek konsekwencji. Czasami "X" potwierdza akcję, innym razem ją kasuje. Gra rzuca od czasu wskazówkami, ale ich płytkość połączona z beznadziejną polonizacją wprowadza jeszcze większy zamęt. Co z tego, że gra każe mi wcisnąć [Pomoc] jeśli nie wiem jaki przycisk za to odpowiada. Sama gra jest jednak fenomenalna.
  2. lubro

    Temat growy

    Ktoś mi to zalinkował wczoraj i sam tekst jest jeszcze gorszy niż nagłówek.
  3. lubro

    Temat growy

    Virginia Skończyłem wczoraj, ale chciałem ochłonąć i sobie to ułożyć w głowie, bo to dość "ciężki" tytuł. Najpierw małe wprowadzenie. Virginia to symulator chodzenia utrzymany w fajnym thrillerowym klimacie czerpiący luźno inspiracje z Twin Peaks czy Fargo. W grze nie pada ani jedno słowo, a całość oparta jest na symbolice gestów, emocji, przedmiotów i wydarzeń. To sprawia, że gra jest bardzo ciekawym i relatywnie świeżym doświadczeniem. Specyficzny jest też "montaż". Te nowoczesne walking simy przyzwyczaiły do tego, że rzucają odbiorcę do jednego określonego miejsca, które można sobie swobodnie eksplorować. Virginia jest podzielona na kilkanaście lokacji i przerzuca gracza pomiędzy nimi. Jest to robione tak nagle, że gra sprawia wrażenie pociętej i początkowo trochę to przeszkadza. Z czasem jednak można się spodziewać w jakich momentach Virginia przerzuci nas w nowe miejsce i nawet działa to na korzyść gry, bo skraca czas potrzebny na podróże (np. po schodach). Podobało mi się też, że o ile główna fabularna nitka jest dość prosta w odbiorze, to wszystkie poboczne wątki i poszukiwanie ukrytych symboli to dość wymagająca, ale i satysfakcjonująca rzecz. Te wszystkie minimalistyczne interakcje pozwalają "wejść" w świat, ale są na tyle ograniczone, żeby nie marnować czasu odbiorcy na szukanie wskazówek tam gdzie ich nie ma. Doceniam to. Warto też wspomnieć o muzyce. Soundtrack jest wspaniały. Delikatne, orkiestrowe kawałki znakomicie pasują do tego co dzieje się na ekranie, a końcówka, w której wydarzenia niesamowicie przyspieszają, nie byłaby tak wyjątkowa gdyby nie cudowny podkład. Virginia to naprawdę solidna produkcja wprowadzająca zdrową dawkę świeżości wśród walking simów, które ostatnio zaczęły wyglądać tak samo i polegać na tych samych narracyjnych trikach. Bardzo miłe doświadczenie dla osób, które lubią takie rzeczy. 7/10 Tymczasem w Destiny Grindowanie nowej postaci mając wszystkie dodatki ma swoje zalety, bo ilość zawartości jest porażająca. Pozaczynałem sobie wszystkie questy i radośnie ciągnę wszystkie linie fabularne naraz. Do tego gra łowczynią jest zdecydowanie ciekawsza niż tytanem. Większa mobilność, fajne supery i rzucanie nożami mnie strasznie wciągnęło. Zapomniałem też jak intensywna jest to gra. Wybrałem się na patrol kosmodromu w poszukiwaniu dwóch poruczników. Po dotarciu na miejsce wpadłem w środek bitwy między Upadłymi, a Rojem. Po kilku minutach biegania po lokacji pojawili się Taken wraz z pierwszym porucznikiem, a po kolejnych paru chwilach Rój wezwał Urzoka Znienawidzonego, który mnie zmasakrował. Uwielbiam Destiny.
  4. Post your rarest nazi pepes
  5. lubro

    Temat growy

    Weekend gaming. Raz na 2-3 tygodnie zbieramy się w kilka osób, kupujemy skrzynkę piwa i gramy w FIFĘ. W tym roku postanowiliśmy, że się przerzucamy na PESa, ale dzięki EA Access mogliśmy ostatni raz zagrać w FIFĘ 17. Nigdy nie byłem jakiś bardzo dobry w te gry, ale cały czas miałem równą liczbę wygranych, porażek i remisów. Wczoraj przegrywałem dosłownie wszystko. Do tego nie jedną czy dwoma bramkami, a 0-3, 0-4, 1-5. Nie wiem co się nagle zmieniło, ale nie jestem w stanie celnie podać, odebrać piłki, a wszystkie moje strzały są blokowane albo bronione. Z drugiej strony wszyscy dostali nadludzkie zdolności i strzelają mi po okienkach z 40 metrów. Byłem wczoraj autentycznie wytrącony z równowagi, mad af, jimmies rustled. Wróciłem też do Destiny. Wystarczyły 3 szybkie mecze w Crucible i jeden losowy strike, żebym sobie przypomniał jak bardzo lubię tę grę. Ten gunplay, dźwięk, lokacje, lore. Z początku nie miałem dodatku, więc spotkało mnie to o czym wspominał kiedyś @b3rt, tzn. gra odcięła mnie trochę od zawartości. Kupiłem zatem Rise of Iron (¯\_(ツ)_/¯), pomimo tego, że leveluję nową postać i do nowej zawartości się jeszcze nie przebiłem. Nie wiem kiedy znowu się zmęczę formułą gry, ale na chwilę obecną bawię się fenomenalnie. Zaczynam też właśnie Virginie. Wracam za 2 godziny.
  6. Śmieszna sprawa z tym 500+. Mamy z żoną co miesiąc pięciocyfrowy dochód, więc w żadnym wypadku nie wymagamy od państwa, żeby nam coś dało. Tak się jednak złożyło, że nam ta kasa przysługuje na młodszą o 10 minut córkę. No i tak trochę debatowaliśmy z żoną nad tym co z tymi pieniędzmi zrobić, żeby się jakoś wyróżniały w domowym budżecie. Mieliśmy wydawać tylko i wyłącznie na ubranka, założyć jakąś wycieczkową skarbonkę, odkładać do skarpety. Gdy się okazało, że to wszystko i tak robimy bez względu na 500+ to postanowiliśmy, że będziemy za te pieniądze kupować SOBIE gadżety, których nie kupilibyśmy normalnie, bo to zbytek nawet na nasze zarobki. Dzięki temu ja kupiłem sobie butelkę 20-letniej Tullibardine, a żona szalik Burberry. Teraz moja kolej i mam już upatrzone spinki do mankietów za 485 złotych. Polecam ten styl życia.
  7. lubro

    Temat growy

    @b3rt that's why i respect you bruh Przebiegłem przez drugi epizod Batmana od Telltale. TT wpadło w pułapkę, którą sami zastawili. To ich przywiązanie do robienia 6-7 godzinnych (TRIGGER WARNING] gier podzielonych na kilka odcinków zaczyna im chyba ciążyć, bo wymaga to utrzymania bardzo sprawnego tempa opowiadania historii. W Batmanie pierwsze 2 epizody to potężny zrzut ekspozycji. Dopiero ostatnie 10 minut wprowadza jakąś dynamikę, ale te wydarzenia również służą budowaniu postaci. Zostało 3 epizody i jeśli TT nie przyspieszy to pierwszy sezon Batmana będzie tylko przygotowaniem świata pod kolejną serię odcinków, które zaczną wychodzić w 2018, albo nie pojawią się wcale (The Wolf Among Us nvr frgt [*]). Drugim problemem tej serii jest to, że to chyba najgorsza pod względem technicznym gra od Telltale. W sumie trochę szkoda, bo podoba mi się taki sposób na przedstawienie Batmana. Bardzo realistyczna wizja Gotham skupiająca się raczej na postaci Bruce'a. Do tego z ciekawym twistem związanym z rodzicami Wayne'a. Wszystkie postacie też są naprawdę poprawnie zarysowane, a historia się ładnie kształtuje. No i o to mam chyba największy żal do Telltale. Tam są naprawdę utalentowani scenarzyści, ale są oni uwiązani przeterminowanymi schematami. Archaiczna jest w pierwszej kolejności forma. Nie mam nic przeciwko długim wprowadzeniom, ale jeśli prolog stanowi 40% gry to coś jest nie tak. Historie Telltale mogłyby dużo zyskać na zmianie formy. Na taką jak np. w Until Dawn. Kilkanaście godzin, z których pierwsze 2-3 stanowi wprowadzenie postaci i wydarzeń, a reszta to radosna karuzela wydarzeń z wyborami, które faktycznie kształtują to jak wygląda historia. No ale tutaj wychodzi kolejna rzecz, która jest w grach Telltale uwięziona w roku 2005 - rozgrywka. Nikt nie chciałby 15 godzin męczyć się z grą Telltale. Te produkcje działają, bo po jednym 80-minutowym epizodzie dostajemy 2 miesiące przerwy. Batman stara się wprowadzać nowe mechanizmy, ale robi to niepewnie i po chwili wraca z płaczem do sprawdzonych niewymagających QTE. 2 Beyond 4 Souls i Until Dawn są interaktywne na swój uroczy przewrotny sposób, ale dają kilkanaście razy więcej sposobów na interakcję ze światem niż cokolwiek od Telltale. Nawet jeśli TT udałoby się pogodzić te dwie rzeczy i zachować swój równy poziom opowiadania historyjek, to dostalibyśmy grę fatalną technicznie, która na obecnych konsolach jest w subHD@~11FPS. Nie wierzę, że Telltale dalej upiera się na korzystanie ze swojego własnego silnika zamiast skorzystać z UE4 czy innego narzędzia z dobrą dokumentacją i wsparciem. Bardzo bym chciał, żeby Telltale w końcu zrobiło użytek z tej góry pieniędzy, na których siedzą i zrobiło coś czego nie będzie wstyd wydać w 2016+. /pointless rant Tymczasem przeglądam nowe gry w poszukiwaniu czegoś interesującego "Virginia - Virginia is a surreal mystery walking simulato..." mhm... mój fetysz...
  8. lubro

    Temat growy

    W tym momencie rzucam ręcznik, bo już raz się dałem wkręcić w dyskusję na temat ceny gry z "Metal Gear" w tytule. Nie mam zamiaru ponownie przez to przechodzić. @Abyss True. Trzeba mieć ciężkie OCD i pewne zaczątki autyzmu, żeby robić gry na 100% i wbijać platyny.
  9. lubro

    Temat growy

    Kolejna dość typowa rzecz w dyskusjach o MGSV. Jeśli coś jest w grze dobre - #KojiMagic. Coś nie wyszło? #FucKonami. Misje Subsistence, Total Stealth i Extreme mają swoje własne cutscenki i linie dialogowe, więc trochę nie wierzę, że zostały wrzucone do MGSV z pominięciem Kojimy. Co do tego, że Kojima nie jest typem dusigrosza, zgadzam się. Oszczędzanie staje się jednak konieczne, jeśli projekt nad którym ma się pełną kontrolę, nagle zaczyna krwawić pieniędzmi. Zapętlam się, więc tylko podsumuję to co próbuję przekazać w kilku ostatnich postach. Recykling w Survive jest bezsprzeczny, ale nie jest w żadnym wypadku czymś nieakceptowalnym, ani wyjątkowym dla serii MGS.
  10. lubro

    Temat growy

    No "pewna część", a "znakomita większość" to zasadnicza różnica. Jeśli w Survive ktoś zada pytanie "dlaczego motherbase wygląda właśnie tak?", a inny bohater odpowie czymś w rodzaju "nanomaszyny/pasożyty/klonowanie/obcy" to będzie to automatycznie "ten sam tier" co wynalazki Kojimy. EDIT: Zresztą. Piszesz o nieścisłości realiów i pazerności. W MGSV Kojima kazał nam przechodzić niektóre misje 2 razy tylko przez to, że było mu szkoda hajsu na zrobienie nowych misji pod Chapter 2. [ ] Wrong [ ] [TOTAL STEALTH] Wrong [✓] [EXTREME] Wrong
  11. lubro

    Temat growy

    Cały czas mnie fascynuje to, że każda choćby próba dyskusji na temat MGSV trafia w pewnym momencie na temat Quiet. Moim zdaniem to zupełnie absurdalna postać, ale na tyle bliska takiemu kampowemu stylowi Kojimy sprzed MGS4, że bardzo ją polubiłem. To nie pierwszy raz kiedy próbuje się przeforsować tezę o tym, że fanbaza MGS chce poważniejszej gry bez dziur, która nie jest batshit insane i w której wszystko będzie można logicznie wytłumaczyć. Dalej zastanawiam się skąd wzięła się ta zupełnie fałszywa narracja.
  12. Jak "Erasmus" to raczej ani przyjaźń, ani miłość.
  13. lubro

    Temat growy

    Pozbawienie sensu i wymyślanie głupot w celu poparcia swoich chorych decyzji to akurat główna cecha MGSV, więc cieszę się, że Konami składa hołd swojemu legendarnemu byłemu pracownikowi. Skończyłem Lords of the Fallen. Powiedzmy, że się nie przymuszałem, żeby dobrnąć do zakończenia. Gra konsekwentnie mnie rzucała w naprawdę pomysłowo zaprojektowane i ładne lokacje. To znaczy do momentu kiedy przestała się bawić we wprowadzanie nowych miejsc i postawiła na recykling tych starych. Ma to nawet sporo elegancji. Tutaj jakiś ukryty kluczyk, tam dźwignia, w końcu możliwość otwarcia przejścia przy użyciu magii. Nie jestem przeciwnikiem takiego rozwiązania, bo świadczy to o efektywnym wykorzystaniu zasobów. Zdecydowanie wolę takie potraktowanie lokacji niż wprowadzanie nowych, które odstają poziomem od tych na początku. To co trochę psuje ten efekt to przeciwnicy. Po pewnym czasie okazuje się, że w LotF jest chyba tylko 15 wrogów, którzy dostają tylko więcej punktów zdrowia. Pod koniec co prawda pojawiają się ludzie, z którymi musimy walczyć, ale było na to już trochę za późno. To samo dotyczy bossów. Poza paroma wyjątkami (bracia i infiltrator) dosłownie wszyscy to Big Dude with WeaponTM. Do tego twórcom wyraźnie brakło już pod koniec inwencji, bo zaczęli we mnie rzucać bossami bez żadnych przerw. Raz nawet zapomnieli wstawić miejsce gdzie mógłbym uzupełnić soczki. Sami bossowie byli mocno przewidywalni i gdyby nie bardzo kapryśne hitboxy i kilka przesadzonych ataków obszarowych to nie dałoby się z nimi przegrać. Sama walka mi nawet przypadła do gustu. Gra daje do dyspozycji sporo broni, które mają różną wagę i własny zestaw ciosów. To w połączeniu z całkiem przyjemnym "ciężarem" jaki mają wszystkie uderzenia powoduje, że rozgrywka nie męczy. W końcu LotF oferuje dużo lootu, dobry design dźwięku i proste w nawigacji menusy. Z rzeczy do bani na pierwszy plan wybija się szeroko pojęta "historia". W zasadzie wszystko z nią związane jest złe. Wprowadzanie wątków i postaci, kolejność wydarzeń, niepotrzebne postawienie na z góry określonego bohatera, psujące tempo momenty przestoju (np. gdy Adyr przez pół godzin bredził o tym, że "nie ma dobra bez zła"), fatalny voiceacting, prezentacja cutscenek i masa innych rzeczy spowodowały, że lepiej byłoby, gdyby gra skupiła się po prostu na płynnym bieganiu między ładnymi lokacjami, eliminowaniu przeciwników i zbieraniu łupów. Nie da się też ukryć, że gra technicznie kuleje. Tearing, spadki płynności, a do tego upierdliwa sprawa z różną długością trwania poszczególnych klatek. Nic co sprawiałoby, że w Lords of the Fallen nie da się grać, ale jest to zauważalne. Beznadziejna była też praca kamery i blokowanie jej na celu. Jeśli LotF doczeka się kontynuacji to można nawet oczekiwać czegoś dobrego, bo twórcy mają solidne podstawy, na których można śmiało budować serię. Tymczasem mocne 5/10
  14. lubro

    Temat growy

    Grałem w The Phantom Pain dość uważnie, ale nie pamiętam gdzie w grze była rozrzucona na lądzie zrujnowana platforma. Ten element trailera świadczy raczej o tym, że w SurviVe będą nowe lokacje. Chyba, że nie łapię jakiejś pokręconej ironii.
×
×
  • Create New...