Skocz do zawartości

CaliforniaRepublican

Forumowicze
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

1 Neutralna

O CaliforniaRepublican

  • Ranga
    Hobbit
  • Urodziny 14.07.1992

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    https://www.youtube.com/watch?v=fKRdxiEo3-A&list=PLmLBJpWulD_lNJkD_SU4xRKxDlWrQmzRW
  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Olsztyn
  • Zainteresowania
    Gry komputerowe, astronomia, pisarstwo (yeah), muuuzyka (!!!!), gra na gitarze ( \m/), filmy, książki, żeglarstwo.

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Aliens vs Predator 2, Half-Life, Fallout 1,2,3; Silent Hunter 3, Legacy of Kain Soul Reaver 2, Dune 1,2, EBfD; Dead Space, GTA 3, VC, SA; Prince of Persia, Splinter Cell Chaos Theory, Gothic 1,2; Total war: Medieval 2, Rome, Empire; Max Payne 2, System Shock 2, Turok (tak, ale tylko ten najpierwszy z pierwszych na kartę VooDoo ;D), CoD 2, CoD 4 MW, CoD MW2, The Movies, Crysis, Starcraft, Warcraft 2,3; Diablo 2
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG

Ostatnio na profilu byli

2212 wyświetleń profilu
  1. CaliforniaRepublican

    Chłód i mróz... ale nie u nas- The Snow Queen

    Ciepłe zimowe popołudnie za oknem. Nie ma mrozu, który pokryłby całą okolicę, otulając białą szadzią każdą z igieł świerku na moim podwórku. Nie ma nawet zera. Niestety, ale nie nadeszła pełnoprawna zima. Ale gdyby rzeczywiście była to czy cieszylibyśmy się z tego? Chyba każdy z nas ma tak, że nienawidzi i kocha ją jednocześnie. Zakładanie piętnastu tysięcy warstw ubrań na cebulkę, łażenie w zaspach, odśnieżanie przed domem czy codzienny rytuał rozpalania w piecu nie należą do rzeczy, które sprawiają, że miło wspominamy tę porę roku. Jednak na święta coś nie coś by się przydało, nieprawdaż? Zima ma w sobie coś niezwykłego i chyba wszyscy to czują. Gdy braknie jej za oknem udajemy się do takich źródeł gdzie ona występuje i odda nam chociaż namiastkę swego klimatu. Zaprzęgając siły chłodnej natury do jakichś cudownych opowieści sprawiamy, że dzieją się rzeczy niezwykłe, wręcz magiczne. Poczynając od kultowych, książkowych powieści takich jak: Łowca Snów czy Lśnienie Stephena Kinga, Góry Szaleństwa Lovecrafta, Zimowy Księżyc, Deana Koontza, po gry takie jak Skyrim i jego wspaniałe zorze czy Penumbra lub ostatnie Until Dawn. Gdyby wspomnieć filmy to nie mogło by zabraknąć Coś, Carpentera, Fargo braci Cohen czy też Stacji Arktycznej Zebra. Wszystkie te dzieła łączy wspólny mianownik zimowych opowieści, których klimat tnie naszą wyobraźnie, ostrym jak siarczysty mróz nożem wchłaniając nas w przedstawiane historie. Jednak jest to punkt widzenia osoby jaką jestem teraz. Trochę lat się zebrało i wiele różnych opowieści wyparło inne. Przestałem się zachwycać bajkami, bo w końcu przecież wyrosłem z tego (podkreślam, nie dorosłem, na razie mi się nie chce ) i gdy mam wybór czy sięgnąć po 101 Dalmatyńczyków czy Podziemny Krąg nie zastanawiam się (wiadomo, że 101 Dalmatyńczyków ) Jednak istnieje jedna bajka, którą bardzo dobrze zapamiętałem będąc małym- Królowa Śniegu, Andersena. Nie była to zwykła bajeczka którą można poczytać, ale jakby się głębiej przyjrzeć, mroczna opowieść o mroku jaki może zapanować w ludzkich sercach, tu za pomocą mocy tytułowej Królowej Śniegu jak i diabelskiego kawałka rozbitego zwierciadła. To również opowieść o wspaniałej przyjaźni Kaia i Gerdy, która została wystawiona na próbę. Dzieło Hansa Christiana Andersena z roku 1844, zostało wydane 21 grudnia, co idealnie podkreślało surowy, zimowy okres jaki wówczas panował w Danii na dzień przed ogłoszeniem astronomicznej zimy. Zainspirowany tą bajką postanowiłem stworzyć utwór do niej nawiązujący (wiem, że szaleństwo bo powstały już przepiękne wariacje muzyczne na ten temat, ale kilka uderzeń w klawisze dało mi poczucie tego, że to właśnie tą opowieść chce zawrzeć w moim nowym motywie muzycznym) i bazujący na klimatach zimowych, które teraz w końcu nadeszły do naszego przepięknego i wspaniałego kraju (jak kto chce może podciągnąć to pod sarkazm ). Tak powstał 15 minutowy moloch, mój najdłuższy utwór- The Snow Queen. Trochę trwało obrobienie go w różnych programach, ale po dwóch i pół tygodnia pracy w końcu go skończyłem i prawdę mówiąc sam jestem z niego dumny. Nie wiem jak wam się spodoba i to mnie trochę denerwuję, ale chcę się dzielić tym co tworzę. Także o to jest- Królowa Śniegu. Jak wam się podoba, jak oceniacie? Jakie są wasz ulubione książki / filmy / gry dziejące się zimą? Piszcie, komentujcie. Pozdrawiam, CaliforniaRepublican.
  2. Opowieść, którą wam dziś zaserwuje dotyczy pomysły, mozolnej pracy i w końcu klęski mojego pomysłu znanego jako Aqua Novium. Jest rok 2006 gdy wraz z moim przyjacielem jedziemy razem do Danii na wycieczkę. Podczas nudnej podróży rozmawiamy o różnych pierdołach, między innymi o grach, analizując świeżo zakupiony przeze mnie wraz z "gazetą" () CD-Action- Tipsomaniak, zredagowany i stworzony pod pomysłem Eugeniusza Siekiery. Gdy trzymam go teraz na kolanach wspominając przewspaniałe czasy z nim związane, jest już nieco wyświechtany, a strona ze spisem treści i połową tekstu o Aliens vs Predator notorycznie z niego wypada. Jest to "Kompendium Grozy, czyli o 100 najlepszych horrorach na PC i konsole" liczące 196 stron, co dumnie zapisane jest po prawej stronie okładki, tuż obok uroczo prezentującego się Ducha z Silent Hill 4, który manifestuje się na naszych oczach na sugestywnym czarno-czerwonym tle. W tym momencie musicie wiedzieć kilka rzeczy o mnie- jestem ogromnym fanem horrorów i rpgów (tych komputerowych, jaki i rzeczywistych typu Call of Cthulhu czy D&D), oraz to, że uwielbiam zimowe klimaty. Dobrych parę lat wcześniej, na przełomie okresu bodajże 2004/2005, nie jestem pewien, byliśmy wraz z klasą na feriach w Zakopanem. Wszyscy zachwycali się stokami i zjeżdżaniem na nartach- prócz mnie. No mnie i mojego przyjaciela z którym później wyruszyłem na podróż do Danii. Nie lubiliśmy jeździć na nartach. Zazwyczaj zostawaliśmy na stoku i rozmawialiśmy o grach, fajnych dziewczynach, filmach i książkach Deana Koontza, które starałem się mu wciskać (z miernym skutkiem). Jednak gdy pomysły na zabicie nudy na ośnieżonych stokach powoli zaczynały się kończyć, a samo picie gorącej herbatki z sokiem malinowym nie wystarczało. Dodatkowo było za zimno, by brać ze sobą GameBoya i wystawiać go mroźne powietrze. Więc trzeba było sobie radzić. Wymyśliłem grę RPG z cyklu co by było gdyby i umieściłem ją na Antarktydzie. "-Dobra, twój samolot rozbił się na Antarktydzie. Co robisz?" Nie miałem wtedy nawet pojęcia jak kultową zabawą okaże się ten motyw w gronie moich przyjaciół, gdy przychodziło nam zmierzyć się z niegościnnym i wrogim środowiskiem lodowych pustkowi, szalonych naukowców i opuszczonych baz polarnych. Piszę o tym, bo gdy jechałem z moim przyjacielem do Danii znowu złapała nas nuda i zagraliśmy w tą grę, tylko, że wtedy coś się zmieniło. "-Dobra, ale tym razem nie Antarktyda i nie tropiki, coś innego." No dobra, pomyślałem i przypomniałem sobie o streszczonej w "Kompendium..." grze System Shock 2, która wywarła wówczas na nas ogromne wrażenie. Zaproponowałem więc by działa się w kosmosie. "-Trochę sztampa." No dobra, to niech się dzieje na Antarktydzie, ale... podwodą. To był pierwszy zalążek pomysłu na Aqua Novium, chociaż wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Przez kilka miesięcy dopracowywałem pomysł, aż w końcu zabrałem się za jego realizację, biorąc na warsztat silnik w... PowerPoincie. Tak, dokładnie, nie pomyliłem się, nic nie ćpałem, nic nie piłem (no dobra jeden Keinehen, to żadne picie ), robiliśmy wówczas z tym gościem od Danii gry w PowerPoincie. Aqua Novium miało być w ogóle dowodem, że można robić pełnoprawne FPSy w PowerPoincie, a nie zwykłe Mouse Maze'y. Plan trochę spalił na panewce, bo nie było odpowiednich grafików, jednak sam pomysł rozpalił wyobraźnię innych na tyle, że zaangażowaliśmy się w kolejnych 19 wersji (!) gry z czego 8 bazowało na różnie przerabianych pomysłach budowanych w PowerPoincie, 4 wersje w FPS Creator, 2 wersje w Unity i 2 ostatnie w jakichś bliżej nieokreślonych programach, o których już zapomniałem. Historia opowiadała o człowieku zamkniętym w podwodnej bazie z której musi uciec- nic więcej nie zdradzę, może to jeszcze kiedyś wyjdzie, ale z tego co mi kumpel mówił, to niestety SOMA wyprzedziła mnie. Gdybym pewnie nie czekał 9 lat, to może o Aqua Novium by się teraz mówiło (pobożne życzenia...). No nic. Robiliście kiedyś gry w PowerPoincie? Zdarzyło wam się w ogóle tworzyć własne gry? Czy kiedykolwiek wasz pomysł został zrealizowany przez kogoś innego, kto właśnie pławi się w luksusie przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności? I w końcu, czy podoba wam się kawałek o strasznym żebropławie? Komentujcie, bo w ten sposób ratujecie moje nadwątlone zdrowie psychiczne Pozdrawiam, CaliforniaRepublican. P.S. Przepraszam za tytuł jak z onetu- Żebropławy tak naprawdę nie pijają herbaty, wybaczcie za kontrowersję.
  3. CaliforniaRepublican

    Czy ktoś z was zna Arlenderów? Kiro Ariess Theme.

    Dzięki za uwagę
  4. Kiedy myślicie grunge, myślicie o czterech rzeczach. 1.Nirvana. 2.Alice in Chains 3.Pearl Jam 4. ... oni wszyscy mieszkali w Seattle! No dobra, możecie też myśleć o pięciu bo jest co prawda jeszcze Soundgarden, ale... możecie mnie nienawidzić, ale mi on po prostu nie pasuje (Co innego mariaż tegoż zespołu z Rage'ami w wyniku którego powstał Audioslave, który naprawdę mi się podoba ) Dlatego chciałem tutaj popisać o tych trzech gigantach grunge'u, którzy tworzyli w epoce lat '90. W czasach gdy modne (i nawet wskazane!) było noszenie łatwobrudzących się, grubych białych skarpetek, w mieście tak ponurym, mokrym i chłodnym tworzyli ludzie, którzy dziś są gwiazdami i postaciami z zapisanym udanym samobójstwem w CV. Być może to właśnie ten klimat (białe skarpetki w połączeniu z beznadziejną pogodą mogą doprowadzić do stanów depresyjnych) sprawił, że Seattle stało się swego rodzaju katalizatorem przemian w różnych młodych ludziach na przestrzeni tego okresu. Zaczęła powstawać muzyka inna niż wszystko co do tej pory, rodził się nowy gatunek- grunge, czyli jak to nazwał mój kumpel: "smutny metal". Myśląc smutny można powiedzieć, że depresyjny (Something in The Way, Nirvany chociażby), ale też i piękny i bogaty muzycznie (tu bardziej myślę o dokonaniach Alicji w Łańcuszkach i Perłowym Dżemie, jak o Nirwanie). Niesamowity pod względem kreowania emocji (Nutshell, Alice in Chains) ale i po prostu rasowego łupnięcia z niesamowitą solówką (Alive, Pearl Jam). Te trzy zespoły przyjęły różne mechaniki działania. Nirvana postawiła na wokal Cobaina i świetne w swej prostocie riffy. Alice in Chains na skomplikowaną aranżację, potępieńcze solówki i harmonizujący głos Layne'a Staley'a z Jerrym Cantrellem. Pearl Jam zrobił podobnie jak Alice in Chains, ale w kompletnie innym, własnym ciepłym stylu, który tak bardzo odcinał się od mrocznych i smutnych tekstów Lorda Veddera. Pytanie pozostaje, kto jest z tej trójcy najbardziej znany? Proszę Cię, pewnie że Nirvana. Ok, a najlepszy? No to pewnie też Nirvana, skoro jest najbardziej znana... tak? To pytanie do was- Nirvana, Alice czy Pearl? Ja osobiście skłaniam się ku Alice in Chains, ponieważ jest dużo ciekawsze w aranżach i w ogóle ma to co zawsze bardzo cenię- czyli solówki. Kurt Cobain był spoko, nie wyobrażam sobie by nie było takich kawałków jak Smells Like Teen Spirit, In Bloom, All Apologies czy Heart Shaped Box. To jest fakt. Gdyby jednak nie było Alice In Chains czułby jeszcze większy smutek. Przesłuchiwaliście Dirt? Ta płyta jest tak kultowa jak Nevermind czy Ten, jeśli nie bardziej. Wiem, wiem, stąpam po cienkim lodzie i Ci miłośnicy grunge'a którzy mają plakaty Cobaina, Novoselica i Grohla ulokowane po pokojach w całym domu już nie tylko przestępują z nogi na nogę by rzucić we mnie mięsem ale i trzasnąć mi w twarz. To samo dotyczy również fanów Lorda Veddera i jego paczki o których beznamiętnie tu przeszedłem (Soundgarden ma jeszcze gorzej, nie narzekajcie). Dlatego właśnie postanowiłem zrobić małą zabawę. Wyobraźcie sobie, że stawiacie dowolnego członka z tych zespołów na miejsce innego, ale grającego oczywiście na tym samym instrumencie. Zamieńmy przykładowo Cobaina z Vedderem w Pearl Jam. Gryzie się? Ok, wokal to sprawa najbardziej dyskusyjna. Jednak przypuśćmy, że Jerry Cantrell wchodzi do Nirvany, a Cobain zostaje tylko na wokalu. Czujecie to? Wyobrażacie sobie jakie niesamowite kombinacje można by w ten sposób osiągnąć? Tak każdy z tych zespołów miał coś dobrego i złego do przekazania, bo tak się tworzy styl. Dla niektórych ważna jest gitara, dla innych słowa i tekst, a jeszcze innych brzmienie basu czy perki. Dla mnie pewnym jest jednak to, że muzycznie Alice in Chains i Pearl Jam miażdżyły przyrodzenie, podczas gdy Nirvana była tylko bardzo dobra. Choćby wspomnieć partie gitarowe w Jeremym, Even Flow czy Alive i wiemy, że ekipa Veddera znajdowała się o kilka poziomów wyżej od trójcy z Cobainem na czele, która przypominała bardziej zespół punk rockowy jak typowy grunge. Wciąż mi nie wierzycie? Ok, to może w takim razie napiszcie co sami uważacie na ten temat. Czy tak jak mnie cieszy was głębia i rozbudowanie utworów w wykonaniu Alicji w Łańcuszkach, wolicie ascetyczne brzmienie prostych riffów wykonaniu Nirvany czy też lubicie mariaż światła i mroku jak u Pearl Jamu? A może w ogóle jesteście fanami Soundgarden i właśnie wolelibyście bym spłonął na stosie? Piszcie komentarze i brońcie swoich racji Z mojej strony wypada przedstawić jeszcze moich top 5* ulubionych utworów każdego z rywalizujących w zestawieniu ze sobą zespołów. I tak: ALICE IN CHAINS 1. Would (nie mogło być nic innego, niezaprzeczalnie zaj$#&ste) 2. Man in The Box 3. Them Bones/ Rooster (nie mogłem się zdecydować, więc dałem ex aequo) 4. Nutshell/ Down in a Hole 5. Stone *6. Phantom Limb (nie mogłem się powstrzymać, przepraszam ) PEARL JAM 1. Alive 2. Jeremy 3. Even Flow 4. Black/ Yellow Ledbetter 5. Daughter/ Release NIRVANA (wbrew pozorom pojazdu po tym zespole w tym artykule, miałem ostry zgryz z doborem utworów, stąd tak wiele podwójnych miejsc) 1. Heart Shaped Box 2. Come As You Are/ All Apologies 3. Lithium/ About a Girl 4. Smells Like Teen Spirit/ In Bloom 5. Something in The Way *6. D-7 Pozdrawiam, CaliforniaRepublican. P.S. Jak odbieracie starą-nową płytę Alice in Chains z Dinozaurami w tytule i na okładce?
  5. CaliforniaRepublican

    Czy ktoś z was zna Arlenderów? Kiro Ariess Theme.

    Współpracowałem z wieloma ludźmi. Robiłem filmy swego czasu, gry, teraz zajmuję się muzyką. Na studiach z grafiki projektowej poznałem mojego kumpla z którym ruszyliśmy do kilku wspólnych projektów- tak growych (jak Aqua Novium czy Midnight Express, o których jeszcze kiedyś poczytacie) jak i filmowych. Mówię tu właśnie o projekcie wymyślonym swego czasu właśnie przez niego i jego kumpla, jeszcze za czasów gimnazjum. Mówię o Amulet Saga. Ludzie którym nie są obce pojęcia takie jak brak kablówki i dar jaki przydarzył się w postaci zaserwowania RTL 7 jako szóstego programu w TV (sześć programów!!!) pamiętają zapewne złote czasy gdy oglądało się jedno z najbardziej zarąbistych anime w historii bijatyk. Dragon Ball. Wspominam o nim, gdyż mój kumpel też kochał to anime (są w ogóle ludzie, którzy go nie kochali?) i właśnie Amulet Saga jest mocno nim inspirowana. Sam jeden podjął się wyzwania stworzenia filmu animowanego wykorzystując do tego postaci tworzone przez niego w Blenderze i jak na efekt samodzielnej, amatorskiej pracy efekt jest powalający. Odsyłam tu do bezpośredniego linka, który prezentuje jego dotychczasowe prace na jego kanale: https://www.youtube.com/channel/UCSXkKnLcseMtHw0CzI6ZgWQ?feature=iv&src_vid=lHSxbB2wljQ&annotation_id=annotation_3445413549 Polecam się przyjrzeć jego pracom Ja zaś właśnie stworzyłem jak na razie jeden motyw muzyczny do tego dzieła. Cóż nic więcej dodać nic więcej ująć. Historia przedstawiona w Amulet Saga opiera się o walce dobra ze złem. Banał? Że klasyka? Może. Ale w większości wypadków tak właśnie jest. Zawsze mamy jakiegoś protagonistę i The Bad Guya który "coś tam planuje bo coś". Tu mamy grupę superbohaterów zwanych Arlenderami. Przypisane są do nich różne aspekty żywiołów, które kontrolują. Głównym bohaterem jest właśnie Kiro Airess, którego motyw muzyczny właśnie zamieściłem i który ma zamiar walczyć ze złym skurczybykiem w postaci demona Hresvelgra. Więcej nie zdradzę! I nie róbcie maślanych oczu, nic więcej nie powiem! Tzn. nie napiszę. Jeżeli oglądaliście Dragon Balla to może być coś dla was. Jeżeli zaś wychowaliście się tylko na Kill La Kill (które ubóstwiam swoją drogą ) to możecie się trochę zawieść, bo to nie te klimaty. Z nowych anime jakie oglądam polecam One Punch Mana, jak nikt z was jeszcze nie widział, genialny klimat i superbohater jakiego jeszcze nie było Dużo śmiechu, genialne walki i ogólnie zarąbiste wszystko. Ze starszych (ale nie to, że gorszych oooo nie!) bijatyk anime mogę zarekomendować oczywiście Full Metal Alchemista Brotherhooda. Czysta poezja. Walki, fabuła- perfekcja. Nie raz pocieknie wam łezka w oku tak jak przy odcinku z chimerą (ludzie którzy oglądali wiedzą o co mi chodzi) i nie raz będziecie tarzać się jak Tarzan po ziemi gdy Edward Elric będzie wkurzony z powodu swojego wzrostu. FMA to 10/10 jak dla mnie choć jeśli lubicie mniej poważne anime obejrzyjcie Kill La Kill (trochę zboczone momentami, ale ogólnie ekstra ) a jeśli wolicie totalnie się zrelaksować puśćcie sobie One Punch Mana. Jeżeli jednak czytacie tego bloga obejrzyjcie też dzieło mojego kolegi. Pamiętajcie, że animacje i postacie robiła jedna osoba a nie całe studio jak w przypadku tych poważnych (i mniej poważnych ) produkcji o których wam tu napisałem. Innymi słowy- może warto dać mu szansę? Piszcie komentarze co uważacie na temat mojego motywu Kiro Ariessa, Amulet sagi i które anime dla was jest lepsze: dziadek Dragon Ball, FMA, czy też zwariowane Killa La Kill i One Punch Man? Pozdrawiam, CaliforniaRepublican
  6. Ostatnio miałem dość sporą przerwę w grze z moim zespołem i zacząłem sam nagrywać różne kawałki, głównie na keyboardzie. Założyłem nawet kanał na którym zacząłem publikować nowe kawałki i to jedna właśnie z pierwszych prób tego nowego podejścia. Elektroniczny kawałek podkreślający scenę do wszelakiego rodzaju pościgu sci-fi- mnie osobiście skojarzył się nieco właśnie z bieganiem po ścianach w cyberpunkowym klimacie. Kocham Bladerunnera, tak film jak i książkę (różnią się jak diabli, ale i jedna i druga jest świetna. Ogólnie jak ktoś lubi klimaty cyberpunku i wszelakiego dziwnego rodzaju sci-fi to polecam Philipa K. Dicka jak diabli jeśli nikt jeszcze nie czytał. Raport Mniejszości, Ekipa Dostosowawcza, no i przede wszystkim Ubik i moje ukochane Trzy Stygmaty Palmera Eldritcha, które ma najbardziej zwariowane i cudowne pomysły. Niewiele zekranizowano jego powieści, ale dużo więcej opowiadań. Ciekawym przykładem jest natomiast Przypomnimy To Panu Hurtowo, wyreżyserowane po mistrzowsku przez Paula Verhoevena jako kultowa już (pierwsza, ta stara) Pamięć Absoultna z Arniem "The Governor of California" Schwarzeneggerem. I o ile opowiadanie miało kilka stron i było zaledwie ciekawym pomysłem, Verhoevenowi udało się uzyskać tu połączenie tajemnicy, doskonałego kina akcji (w końcu to lata '90!) i świetnych jak na owe czasy efektów specjalnych. No i nawiązując do muzycznych klimatów, motyw muzyczny Jerry'ego Goldsmitha z napisów początkowych należy do jednych z moich ulubionych Czułbym się jednak jak zdrajca gdybym miał pisać na forum CD-A tylko o muzyce, książkach i filmach nie wspominając w tym wypadku o świetnym dorobku wśród gier. Oczywistym jest co pierwsze ciśnie się na usta. DEUS EX. To logiczny spadkobierca, wnuczek i lśniąca gwiazda na growym tle zrodzona z marzeń ludzi tak samo zakochanych jak ja i wielu innych właśnie w książkach i opowiadaniach mistrza Dicka. Nie będę umniejszał naszym rodzimym autorom takim jak Lem czy Zajdel (Cylinder van Troffa ), ale bądźmy realistami- to Phil Dick (jakby nie patrzeć przez wzgląd na jego przykro kojarzące się w dzisiejszych czasach nazwisko) ukształtował podwaliny naszych współczesnych dylematów moralnych co do naszego ulepszania się. Deus Ex od początku żył tym pomysłem który zrodził się już w Łowcy Androidów. Czy ludzie mogą być bogami? Mogą tworzyć a potem niszczyć, negować? Jeśli gracie teraz w nowego Fallouta 4 wiecie też o czym mówię. Dylemat stwórcy. Dylemat życia. Jak daleko nasze tworzenie może wychodzić poza obszar naszej własnej moralności? Jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć by udoskonalić samych siebie i być jeszcze sobą? Odsyłam do Ghost in The Shell, świetnego anime i do bardziej lekkostrawnego i w miarę świeżego Chappie, pana Blomkampa., jeśli interesują was takie dywagacje. No i teraz przechodzimy do najważniejszego. Czy warto by coś takiego wam pisał? Chcecie wysłuchiwać mojej muzyki? Jest do bani? Ekstra? Czy może jednak wolicie placki? Jakich autorów sci-fi czytacie i kochacie? Czy istnieją granice których powinniśmy przestrzegać? Matko ile pytań jak na pierwszy start nowego bloga! Piszcie i komentujcie Pozdrawiam, CaliforniaRepublican.
  7. CaliforniaRepublican

    Kłamstwo jest jedyną prawdą naszego życia

    To dobrze, bo lubię pomarańcze
  8. CaliforniaRepublican

    Z innej beczki (miodu)-Blue Mountain Pictures

    No cóż, pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie zacząć promować mój film A tak, robię filmy, staram się być scenarzystą, reżyserem, operatorem kamery, aktorem i próbuje zajmować się montażem. Razem z kumplami założyliśmy własne studio filmowe- Blue Mountain Pictures. Mam co prawda kilka filmów już na karku, lecz w ramach tego studia będzie to dziewicza produkcja. Produkcja to stosunkowo dobre słowo bo oddaje zaangażowanie tym projektem, ma to być, póki co, mój najdłuższy film, który planuje przerzucić na serial i wrzucić na JuTuba albo coś w tych klimatach. Od razu mówię, produkcja jest profesjonalna na nasze możliwości, czyli niestety może nieco zgorszyć widza nastawionego na pełną profeskę. Nasz wcześniejszy film, cóż... może lepiej o nim nie mówić... Był i tak innego studia, także nie ważne. Na razie zdążyłem napisać scenariusz do trzeciego odcinka, planuje około pięciu. Na razie kończymy pierwszy i ten ma już ok 15-16 minut, także łatwo obliczyć ile będzie trwał cały film. Pierwotny plan zakładał skończenie go w wakacje, ale teraz widzę, że nie da się po prostu z tym wyrobić, (najwyżej możemy dojść do końcówki drugiego odcinka, ale to maksimum) i będzie trzeba niestety kręcić w roku szkolnym... Mam nadzieję skończyć tę produkcję w tym jeszcze roku, bo jak nie zdążę do mrozów, będę czekał aż do Maja zapewne, kiedy przyjdą roztopy.
  9. CaliforniaRepublican

    Kłamstwo jest jedyną prawdą naszego życia

    Kolejna sprawa z cyklu po co nam to wszystko. Po co nam szkoła, studia, praca, te pierdoły, które tak w zasadzie zabierają nam tyle cennego czasu, który byłby poświęcony na dziesiątki innych przyjemnych rzeczy? Więc po co? Cóż powiem tak, szkoła jest potrzebna, no a przynajmniej podstawówka i gimnazjum bo potem wszystko się powtarza znowu o tym samym w liceum. Nadchodzą studia, harujesz wtedy jak dziki osioł (albo i robisz zupełnie co innego ) a po tym wszystkim i tak dostajesz gównianą robotę, tak jakbyś w ogóle nie musiał studiować. Praca? To dość nowoczesny wymysł, powstał z tego, że człowiek to istota leniwa, woli odpracować klikając w klawisze, by zapłacić komuś kto ubił świniaka i chciał też zarobić by nie musiał wydajać krowy i robić sera, tamta zaś osoba sprzedała ser by... i tak dalej można to ciągnąć. Kiedyś ludzie mieli własny charakter, co prawda byli półmózgami którzy polowali na zwierzęta, ale wtedy miało to jakiś sens. Dziś pracujemy na tę ch!@#@$ą świnię by udziabać jej trochę szyneczki na kanapki. Nikt nie myśli nawet o tym by poćwiartować świnię, albo zdjąć jej skórę. Jest to normalna reakcja, dziś. Kiedyś być może było podobnie, ale wtedy tego po prostu trzeba było się nauczyć, bo jak nie będzie się umieć, to kto zrobi? Większy kontakt z naturą i przyrodą o tym mówię. Ha, musi to brzmieć zabawnie gdy piszę to właśnie na komputerze, izolując się od natury, ale by wiedzieli inni, trzeba to jakoś przekazać. Nie będę podskakiwał z transparentem, co nie? Nie?
  10. CaliforniaRepublican

    Live is Lie

    Nie to nie pomyłka, dobrze napisałem tytuł blogu(ga?), Życie jest kłamstwem. Nie macie czasem głupiego przeświadczenia, że wszystko do czego staracie się dojść jest tak naprawdę guzik warte? Wstajecie o tej "wpółdosiódmej" a właściwie o wpóóóół dooo sióódmeeeej... i idziecie do toalety jak zwykle z rana. Siku, mycie zębów, jak masz dobry dzień może nawet błyskawiczny prysznic, ale tak naprawdę szybko bo czas (tak te stary zły towarzysz naszego życia, który wciąż nam staje na palce) mówi ci, że ojciec zaraz będzie się darł. Idziesz się ubierać by zejść na dół i słyszysz krzyk ojca: Co ty tam tak długo robisz?! Zaraz jedziemy! Patrzysz na zegarek, nie minęło nawet 10 minut, szybko kalkulujesz, że rodzicom te czynności zajmują to jakoś dłużej i zanim zdążysz się ostro wkurzyć na czas (a może, Czas?) kolejny krzyk przywołuje cię do porządku, że minęła już minuta. Majtasy, spodnie, skarpety, koszula i wio na dół! TVB 23 informuje cię z samego dnia miłą informacją o zamachach w Afganistanie/ bombie w Libanie/ tornadzie w USA/ ataku kosmitów, tak na dobry początek dnia, tylko uważaj by się nie zagapić bo sekundy mijają nie ubłaganie! Trzy biggryzy kanapki, zapełniają ci usta i stają ci kołkiem w gardle, więc szybciutko (tak, bo Czas) robisz największego łyka herbaty/kawy starając się tą kanapkę zepchnąć w głąb przewodu pokarmowego. Ojciec: Szybciej bo przez ciebie nie zdążymy! Szybko wyłączasz telewizor, nie zapominając o tym by wziąć tornister/torbę ze sobą, uważając by kot/pies nie uciekł z domu przy wychodzeniu, wystrzegając się nerwowego spojrzenia matki sugerującego żebyś się uczył, uważając na wiecznego przeciwnika dywan mamy, który wiecznie próbuje cię podporządkować podłodze no i oczywiście by wziąć klucz i zamknąć dom. Chwila wytchnienia- jazda samochodem. Moment chwilowego relaksu istna cisza przed burzą (czyt. szkołą/pracą). Chwila pryska na stacji benzynowej gdy ojciec wysiada i idzie zatankować, wtedy twoja kochana mamusia pyta, z dobroci o twoją przyszłość jakie masz oceny i czy na pewno nie masz dzisiaj sprawdzianu. Jest to trudna chwila i trzeba być bardzo wyczulonym na odpowiedzi. Pamiętaj cokolwiek powiesz i tak będzie źle. Mama: Masz dzisiaj matematykę? Ty: Tak. M: A nie mieliście mieć jakiegoś sprawdzianu? T: Nie. M: Jakoś ci nie wierzę, ty nic się nie uczysz i jeszcze nie zdasz. T: Ale my dziś nie mamy sprawdzianu. M: Kłamiesz, nauczyłeś się tego do perfekcji. Nawet nie wiesz jak ja się o ciebie martwię. T: Mamo... !STOP! Nie wolno dopuścić do czegoś takiego! Nie wolno też powiedzieć prawdy, gdyż ta jak wiadomo zawsze boli najbardziej. Najlepszym wyjściem jest udawanie słuchania muzyki, jeśli masz przy sobie słuchawki. Gdy ojciec powróci do samochodu, możesz wytchnąć, przynajmniej na chwilę. W końcu nadchodzi ten czas, że samochód w końcu niestety, ale naprawdę dojeżdża do celu. Szkoła. Miejsce to do dziś zapewne wielu śni się po nocach i to nie wcale te miłe wspomnienia, tylko te najgorsze, najbardziej obnażające naszą duszę i ośmieszające nas. Pierwszy krok jest bolesny, ale każdy kolejny boli bardziej od poprzedniego. Jest to również jedno z niewielu miejsc gdzie czas wbrew zasadom fizyki rozciąga się, staje w miejscu i prawie w ogóle nie ma ochoty iść w stronę przyszłości, stając kolejny raz okoniem w stosunku do naszego widzimisię. Tik- tak, tik-tak, tik-tak... Nauczyciel: No więc? Ty: Słucham? N: Odpowiedz na pytanie. T: Eeee... a jakie było pytanie? Tik---------taaaak, Tik--------taaaaaak... Zazwyczaj w takim momencie myśli się, żeby tylko jakoś dotrwać do tej przerwy i nie być pytanym, to by było coś nowego, ale nie jak zwykle ja! Czas znów daje nam pstryczka w nos i przerwa zdaje się wręcz oddalać a nie przybliżać. Trzy możliwe sytuacje dalszych losów to: a) nie wiem, cool_prosty.gif nie pamiętam, c) mógłby pan/pani powtórzyć pytanie?, d) oczywiście, to było "blablabla". Odpowiedź d) niestety przychodzi do nas bardzo rzadko, w zależności od tego jaki mamy współczynnik szczęścia. Szczęście to jedno z moich ulubionych pojęć, bo jakże łatwo jest je zdefiniować- jeżeli trafisz za pierwszym razem masz szczęście. Przeciwnym Szczęścia jest oczywiście Pech, i przy tych dwóch zmiennych zaczyna się zabawa. Szczęście nigdy nie wyklucza pecha, a wiedzieć o tym powinien każdy szczęściarz od wygranej z Lotka, kiedy ma pecha gdy jego kupon wpada mu do szamba. Jest właśnie na to pewna prawidłowość i zauważyłem to u siebie. Szczęście jest zawsze chwilowe, w moim wypadku szczęście może mi wypaść raz maksymalnie dwa w tygodniu, nie więcej. Czasem cieszę się jednak kiedy tak się nie dzieje, bo jest pewna reguła- pech wzrasta wprost proporcjonalnie do zmniejszającego się potencjału szczęścia. Czyli w moim przypadku, gdy tracę cały zapas szczęścia w środku tygodnia, mogę być pewien, że później będzie już nie miło. Reguła ta naprawdę się potwierdza i ani razu mnie nie zawiodła, niestety. Dobra koniec o szczęściu, to miało być o życiu. Lekcja się kończy, upragniony dzwonek. Nieee, to nie jest jednak chwila relaksu. Myślisz, że siądziesz sobie spokojnie w kąciku i się pouczysz? Nic z tego! Nie ma tak łatwo! Zadzwoni do ciebie matka co chcesz na obiad, kumpel poprosi cię byście poszli do sklepiku za szkołą, pani wychowawczyni poprosi na "słówko', kolega zrobi ci głupi numer po którym musisz prać koszulę w szkolnej łazience, albo w końcu twój organizm obróci się przeciwko tobie krzycząc: Marsz do kibla, albo masz prze@#*ne, dosłownie. Trzeba tu zaznaczyć, że toaleta szkolna zalicza się do trzech najbardziej obleganych obszarów szkoły, inne to stołówka i sklepik. Toaleta szkolna, jeżeli jesteś odważny pójdziesz umyć tam nawet ręce, a jeżeli nie jesteś z tych osób o słabych nerwach może nawet wejdziesz i zrobisz siku. Jest to oczywiście nie porównywalne gdy bierzesz pod uwagę podział toalet na męską i płeć piękną, gdzie dzieją się istne dantejskie sceny. Będąc w szkole można zaobserwować bardzo ciekawe rzeczy, nie będąc nawet po studiach z antropologii. Wiadomo, że człowiek to zwierz stadny i samemu mu się źle żyje, ale na przestrzeni tysięcy lat człowiek zmienił się zapominając o dawnych wspólnych polowaniach na stek i zamieszkał w ciepłym domu. Stada jakoś przepadły gdyż staliśmy się osiadli, ale nasze szkolne odkrycia mogą przynieść coś zgoła innego. Facet jak to facet sam idzie załatwić swoją sprawę, idzie dumnym krokiem co najwyżej spotykając kolegę zmierzającego w tym samym kierunku, ale kobieta... to musi być jakiś podgatunek, coś będącego obok co ewoluowało równocześnie z nami ale jakoś nie w tą stronę co trzeba. Kobieta nie wyobraża sobie otóż iść sama do kibla. No nie i już, musi mieć obstawę więc zawsze jest te standardowe pytanie, które zadane przy facetach nieustannie przyprawia ich o szukanie szczęki na podłodze- Pójdziesz ze mną do toalety? (!) Jakim cudem powstało takie coś z naszego żebra?!
×