Jump to content

Rzut b3retem

  • entries
    23
  • comments
    315
  • views
    26,253

La-Mulana, czyli tam i niekoniecznie z powrotem.

Sign in to follow this  
b3rt

893 views

To niesamowite, jak życie potrafi czasami zaskoczyć człowieka. Jak coś z pozoru niespecjalnego, bądź niekoniecznie trafiającego w nasze gusta może zawładnąć naszym czasem, niejednokrotnie też umysłem. Ale kto powiedział że wszystko musi być poukładane i przewidywalne, w końcu niespodzianki są najlepsze.

LaMulana_Logo.jpg

Nie lubię trudnych gier. Tak, mimo sporego stażu w świecie elektronicznej rozrywki, wpisuję się w schemat ?niedzielnego? gracza, który nie lubi męczyć się kilkanaście godzin z jednym tytułem, jednym poziomem, bądź też jednym bossem. Mimo kilku wyjątków, m.in. Dark Souls, w którym mam nabite ponad 100 godzin na Steamie, i drugie tyle poza nim, nie zagłębiam się w trudne i wymagające produkcje, nie bawię się w przechodzenie na wysokich poziomach trudności, maksowanie achievementów itd. Nie lubię też gier indie. Mimo ogólnych zachwytów społeczności, nie potrafię grać w takie produkcje jak Hotline Miami, Super Meat Boy czy masa innych gier (również z małymi wyjątkami, np. Cave Story). Nie żebym uważał je za gnioty, po prostu wolę gry z segmentu AAA, przewidywalne, mocno mainstreamowe, ale dopracowane graficznie, z odpowiednim budżetem przeznaczonym na muzykę, dźwięk, historię itd. Ostatnio granie w gry traktuje bardziej jak oglądanie filmu: odpowiednio krótkie, ale intensywne i ładne doznanie które przeżywam, odstawiam na półkę i przechodzę do kolejnego. Dlatego też dziwi mnie fakt, że pojawiła się gra, która mimo iż nie wpisuje się w ogóle w moje preferencje co do gier, zauroczyła mnie całkowicie i sprawiła że nie mam ochoty grać w kompletnie nic innego. Moi drodzy, oto La-Mulana.

La-Mulana powstała w roku 2005 w Japonii, wyłącznie na komputery osobiste (z Windowsem). Mimo koszmarnej grafiki (żywcem wyjętej z epoki ZX Spectrum) i kosmicznego poziomu trudności zdobyła ogromną rzeszę fanów, którzy wspierali tytuł przez cały czas tworząc poradniki, instrukcje i uzupełniając Wiki. Twórcy, idąc za ciosem, rozpoczęli pracę nad remake?iem. Lekko ulepszyli grafikę, stworzyli doskonały i kompletny soundtrack, troszkę uprościli początkowe etapy (żeby gracz nie dostawał w mordę już na dzień dobry tongue_prosty.gif) i wydali grę na Steamie i Wii. I właśnie na tej ulepszonej wersji chciałbym się skupić, mimo że pierwowzór dalej można ściągnąć za darmo, co pewnie Rankin zdąży jeszcze mi jeszcze 100 razy wypomnieć (bo jak można płacić 2,80 euro za grę która jest za darmo, tyle że brzydsza smile_prosty.gif)

La-Mulana.png

Screen z wersji oryginalnej, z 2005. Next gen go home.

No ale dobra, czym w ogóle jest La-Mulana, i o co w tym chodzi? Wyobraźcie sobie dziecko narodzone ze związku Dark Souls ze Spelunky, którego rodzicami chrzestnymi są Castlevania i Metroid. Tak to mnie więcej wygląda na pierwszy rzut oka. Wcielamy się w rolę młodego poszukiwacza przygód, ewidentnie inspirowanego Indianą Jonesem, który po długiej podróży dociera do tytułowej wioski w celu zbadania ruin znajdujących się w podziemiach. Tyle wiemy na początku. Od razu dostajemy całkiem duży świat zewnętrzny, ogromne dungeony, podzielone na wyróżniające się segmenty, np. jedno pełne wodospadów, inne zagadek nawiązujących do światła itd. No i wolną rękę do zwiedzania tego wszystkiego. Podobnie jak w Dark Souls, zostajemy wrzuceni do tego otwartego świata, nikt nam nie podpowiada gdzie iść, co zrobić i jak w ogóle zacząć. Dostajemy dostęp do większości lokacji, ale bez posiadania odpowiednich przedmiotów nic tam nie zdziałamy, a bossów możemy co najwyżej poobserwować jak zabijają nas bez zbędnych czułości. I na tym mniej więcej polega ta gra: na eksplorowaniu podziemi, rozwiązywaniu niekiedy mocno pokręconych łamigłówek i uczeniu się na własnych błędach, gdzie na początku nie należy się w ogóle wybierać. Dość powiedzieć że po godzinie gry musiałem zacząć od początku, bo się okazało że całkowicie bez sensu zacząłem, nie kupiłem niezbędnych przedmiotów i w ogóle utknąłem w miejscu z którego nie dało się wrócić bo nie miałem odpowiedniego sprzętu. Żeby nie było ?aż tak? trudno, gra rzuca nam podpowiedzi rozrzucone po całych podziemiach. Czy to w formie notatek znalezionych przy szkieletach, czy bardzo pokrętnych podpowiedzi z kamiennych tablic. Właśnie tak wygląda cała gra, biegamy po podziemiach, rozwiązujemy zagadki i zbieramy sprzęt który pozwala nam zachodzić jeszcze dalej i rozwiązywać jeszcze bardziej pokręcone zagadki, od czasu do czasu stawiając przed nami bossa, który w 99% zabija nas szybciej niż się zorientujemy co trzeba robić. Fajnie, co nie?

ss_b7d0b47363c3027385a9f24a416cb2964af368f4.600x338.jpg

Sam początek podziemi, zero świadomości tego w co się pakujemy.

Ale żeby nie było, nasz podopieczny nie jest wcale bezbronny. Na starcie dostajemy tylko bat/bicz którym możemy atakować na bliski dystans, z czasem jednak nasza zbrojownia jest coraz większa. Znajdujemy m.in. shurikeny, pistolet i masę mitycznych broni niezbędnych do pokonywania trudniejszych przeciwników. Ciekawym motywem jest też nasz podręczny laptop, do którego możemy wgrywać znalezione bądź kupione w sklepie oprogramowanie. Dlatego m.in. zaciąłem się przy pierwszym podejściu do gry, bo się okazało że nie kupiłem sobie tłumacza do skryptów z tablic, programu do odczytu znalezionych map itd. A samemu ciężko cokolwiek w tej grze wymyślić, niekiedy nawet bez notatnika pod ręką się nie obejdzie.

Wspomniałem o grafice ulepszonej względem oryginału, jednak słowo ?ulepszona? jest tu dość wątpliwe. Owszem, nie mamy już spectrumowych kantów i kolorystyki, ale nowa szata też szału nie robi i przypomina czasy SNES?a. Oczywiście nie ma wsparcia dla rozdzielczości HD (możemy sobie ustalić rozdzielczość monitora, ale sama gra dalej pozostaje kanciasta), nie ma żadnych wodotrysków graficznych, u mnie z jakiegoś powodu nie ma nawet obsługi rozdzielczości panoramicznych (na YT widziałem jak ludzie grali w 16:9, więc możliwe że da się to jakoś skorygować). Pod względem artystycznym jest jednak dobrze. Podziemia są wyrenderowane ładnie, są bogate w szczegóły i ogólnie mają klimat, że tak powiem. Ale szału nie ma, nie oszukujmy się.

ss_2d124a9d5f740da6a97bf3caa3fe37d362dbc819.600x338.jpg

Tak, to jest boss. Jeden z wielu.

O ile grafika nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, o tyle ścieżka dźwiękowa jest doskonała. Już w oryginale z 2005 roku fajnie się jej słuchało, mimo że jej jakość była mniej więcej na poziomie jakości grafiki. Tutaj twórcy nie dość że zastosowali znane już melodie, to dodatkowo wzbogacili je o nowe tony i lepszą jakość. Soundtrack został udostępniony do darmowego pobrania na stronie gry (wraz z okładkami do wydrukowania), i mimo że nie wyobrażam sobie słuchania takiej muzyki w wolnych chwilach, dla przyjemności, to w samej grze sprawuje się świetnie i bardzo umila eksplorowanie podziemi. Co tu dużo pisać, wystarczy posłuchać:

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Z ważniejszych rzeczy to w sumie by było na tyle. Wiecie już mniej więcej czym jest La-Mulana i jak to wszystko wygląda, teraz musicie sobie odpowiedzieć czy będzie was kręcić rozgrywka polegająca na błądzeniu po ogromnych podziemiach, szukania rozwiązania zagadek często polegających np. na podskoczeniu w odpowiednim miejscu, notowanie podpowiedzi które mogą się okazać przydatne kilkanaście pomieszczeń później itd. Jeśli tak, to naprawdę zachęcam do kupna, czy nawet pobrania wersji darmowej. Do jutra jest promocja na Steamie i grę można kupić za 2.80 euro, przeciwnicy serwisu od Valve mogą dorwać swój egzemplarz np. na gog.com, ale niestety, jest to trochę droższy wydatek. Jeśli mimo wszystko nie interesuje was taka rozrywka, to przynajmniej dziękuje za dotrwanie do końca wpisu. Ja tam dokończę jeszcze parę innych gier które obiecałem sobie zaliczyć i wracam do świata La-Mulana, i coś czuję że nie mogę się doczekać smile_prosty.gif

Sign in to follow this  


10 Comments


Recommended Comments

Z tym że Newell nie miał nic wspólnego z tym remakiem. Gre stworzyli ci sami twórcy co oryginał, a na steama dostali się dzięki Greenlight.

  • Upvote 1

Share this comment


Link to comment

Dostałem za darmo z jakiegoś bundla (serio za darmo, bo gra została dodana jako bonus po tym jak zestaw kupiłem dla innych gier) i całkiem sporo pograłem. Miałem ochotę do niej wrócić, ale teraz chyba poczekam na jedynkę na Vitę i premierę dwójki (też liczę na wersję na Vitę).

Share this comment


Link to comment

La-Mulana należy do tych gier, które z pełnym przekonaniem odłożyłem sobie do pogrania na emeryturę. Jej rozmach i złożoność (pomimo że to "tylko" labiryntowa platformówka) mnie póki co przerasta, i przekracza moje możliwości czasowe.

Also, "tutorialowy" filmik prowadzony przez Mulburk. Ona wie, co robisz przy komputerze.

Youtube Video -> Oryginalne wideo

Share this comment


Link to comment

Z tym że Newell nie miał nic wspólnego z tym remakiem. Gre stworzyli ci sami twórcy co oryginał, a na steama dostali się dzięki Greenlight.

Może. Ale i tak nie widzę w tym sensu- ale to tylko moje zdanie. Akurat mnie się ta stara. grafika podoba. :)

Share this comment


Link to comment

Logika Newella:

Hej, Gabe, grałeś w tą freeware?

Fantastyczna! Dodam lepszą grafę i wydam na Steamie i zbiję miliony!

Tak samo jak z Eversion i Cave Story. smile_prosty.gif

annoyed-facepalm-picard-l.png

Arturzyn pls go home

Share this comment


Link to comment

Gra ciekawa, do tej pory nie zwracałem na nią uwagi, zakładając, że to kolejny klon Boulder Dash. Dzięki za naprostowanie mojego spojrzenia na ten temat. Kupię na pewno, kiedy tylko będzie w promocji, bo po pierwsze: erę ZX spectrum mam za sobą, a po drugie: wspomogę twórców :)

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...