Jump to content
  • entries
    161
  • comments
    916
  • views
    177,956

Recenzja - Atlas Chmur


Sergi

498 views

 Share

Nie znoszę "gorących sezonów". Wydawcy gier i filmów przysypiają na kilka miesięcy, by potem w ciągu trzech tygodni zasypać nas furą hitów i "hitów". Najgorsze, że w natłoku filmów na poziomie "Hobbita", "Django" i "Życia Pi" może nam umknąć mniej głośna perełka. Taka jak na przykład Atlas Chmur. Bracia Wachowscy, znani w zasadzie tylko z trylogii "Matrix", wespół z Tomem Tykwerem, reżyserem m.in. "International" i "Pachnidła" zaskoczyli nas filmem, w którym próżno szukać wspólnego mianownika z ich poprzednimi dziełami. Gdyby nie nazwiska na dole plakatu, pomyślałbym że film nakręcił Ang Lee albo M. Night Shyamalan.

Uwaga: Tekst może zawierać śladowe ilości spoilerów.

"Atlas..." to sześć opowieści połączonych w jeden, prawie trzygodzinny film. Każda z nich ma swojego narratora, a do tego, jak mówi nam jeden z bohaterów na początku filmu, będzie używać sporo flashback i flashforward, przez co możemy się pogubić, jeśli nie będziemy uważać. Zadanie dodatkowo utrudnia fakt, że każda z nich dzieje się w innym miejscu i czasie i opowiada o niepowiązanych ze sobą wydarzeniach. Młody angielski szlachcic rozpoczyna karierę notariusza na zamorskiej plantacji; utalentowany, biseksualny kompozytor pomaga podnieść się sławnemu niegdyś mentorowi w przededniu drugiej wojny światowej; ambitna, młoda dziennikarka działająca w latach '70 trafia przypadkiem na ślad afery związanej z elektrownią atomową; żyjący spokojnie pisarz i wydawca zostaje nagle zmuszony do walki o wolność; niewolnica w silnie ukastowionym świecie przyszłości zostaje wciągnięta w walkę z systemem; członek prymitywnego plemiania pomaga zaawansowanej technicznie cywilizacji przeżycie na umierającej planecie. Z suchego opisu widać elementy wyraźnie łączące elementy układanki, ale przez sporą część filmu mamy po prostu blade pojęcie o co w tym wszystkim chodzi.

atlas_chmur3.jpg

No dobra, trochę SF i rozwałki też uświadczymy

Jedynym w miarę widocznym wspólnym mianownikiem są aktorzy, którzy przewijają się we wszystkich opowieściach - Tom Hanks, Jim Broadbent, Halle Berry, Hugh Grant, Hugo Weaving, Jim Sturgess, James D'Arcy, Keith David, Doona Bae, Susan Sarandon i Ben Wishaw*. Niestety i to nie pomaga w zrozumieniu filmu, ponieważ charakteryzacja i gra aktorska różni się pomiędzy "wątkami" tak bardzo, że dopiero jakiś czas po obejrzeniu filmu łapiemy się na przykład na tym, że Sonmi była przesłuchiwana przez Sixsmitha.

I to w zasadzie jedyna wada filmu - w okolicach 1/3 po prostu przestajemy nadążać. Wątki wciąż się rozkręcają, a my, przyzwyczajeni do produkcji trwających połowę z tego, oczekujemy konfrontacji i odpowiedzi. Jeśli jednak wytrzymamy ten punkt i nie wyjdziemy z kina, później jest coraz lepiej. Łączymy kropki i zaczynamy widzieć cały obraz, bawiąc się przy tym filmem i chłonąc świetnie oddany klimat każdego z przedstawień. Na koniec dostajemy jeszcze potwierdzenie tego, czego wcześniej się domyślaliśmy, jasne sformułowanie, niespecjalnie zresztą skomplikowanych tez.

756055.jpg

Remember kids - Hugo is the bad guy

I tu dochodzimy do kwestii, której nie mogę, (czy może raczej nie chcę) zrozumieć - spora część opinii o "Atlasie..." jest taka, że film jest zwyczajnie słaby. Rozumiałbym to, gdyby ktoś tego obrazu nie zrozumiał, wyłączył mózg w pewnym punkcie i tylko patrzył się na ekran. Ale cała otoczka filmu, to hasło "Wszystko jest połączone" nie pozostawia wątpliwości o co chodzi. Do tego stopnia, że trzeba chyba celowo nie przyswajać tego, co jest nam przekazywane. Tylko czemu w takim razie wchodzi się potem na portal o filmach i wystawia niską ocenę?

Dlatego mam do Was gorącą prośbę: Dajcie temu filmowi szansę. Nie nastawiajcie się na głęboką filozofię, na romans ani na akcję. Po prostu go obejrzyjcie, bez żadnych oczekiwań. I jeśli macie do wyboru wyjście do kina lub wersję na DVD/Blurayu, wybierzcie to drugie. Lepiej jest oglądać film we własnym tempie, i wracać do niego, chociażby po to, by wyłapywać smaczki, takie jak zielony kamyczek, odebrany Ewingowi przez doktorka, który trafia potem do Zacharego.

Konkurencja jest w tym roku ogromna, przez co Atlas ma małe szanse na zdobycie nagród, ale - jak już zaznaczyłem na początku - tak to jest z "gorącymi okresami". Nie patrzcie więc na Globy i Oskary, tylko oglądajcie, bo jak najbardziej warto smile_prosty.gif

PS: Pisałem tekst nie do końca przytomny, więc jeśli palnąłem gdzieś gafę wytknijcie mi to w komentarzach.

* - Nawet jeśli nie kojarzycie niektórych nazwisk, to znacie pewnie twarze i jest duża szansa, że po tej premierzy będziecie je kojarzyć dużo lepiej, bo cała obsada gra po prostu wyśmienicie.

 Share

8 Comments


Recommended Comments

Życie Pi miało piękne efekty specjalne i to w zasadzie wszystko, co mogę dobrego o tym filmie powiedzieć...

Książka bije go na głowę

A Atlasu nie widziałem i w sumie jakoś nie za bardzo mam ochotę, choć wszyscy wokół mówią, ze fajne - dobrze, że chociaż nie podnosi mi to wyobrażeń o poziomie filmu :)

Link to comment

Film zaskakująco dobry, szedłem z nastawieniem "trzygodzinna przegadana bździna", a wyszedłem zupełnie zadowolony. Trzeba oglądać od początku do końca ze skupieniem, ponieważ nawet drobne detale potem wracają. Widać też, że to robili Wachowscy - rozmach niektórych ujęć i stylistyka wizualna oraz sposób kreacji bohaterów - trochę imo zbyt bezpośredni - daje zupełnie niezły "prawie" art-movie. Dowód na to, że mainstream potrafi czasem wypluć coś interesującego.

Link to comment

Zapomniałeś o Tomie Tykwerze. Odpowiadał za połowę filmu, podczas gdy drugą połową zajęło się rodzeństwo Wachowskich.

No i przy opisie wątków popełniłeś gafę:

Młody angielski szlachcic rozpoczyna karierę zamorskiego handlarza niewolników

Notariusz dostaje polecenie zawarcia umowy z przyjacielem ojca.

utalentowany, homoseksualny kompozytor podejmuje pracę u demonicznego mentora w przededniu drugiej wojny światowej

Biseksualny (jest różnica) kompozytor stara się podnieść starego, lecz przebiegłego twórcę na nogi.

zaawansowana technicznie rasa jest zmuszona do współpracy z prymitywnym plemieniem o przeżycie na umierającej planecie.

Raczej członek plemienia pomaga kobiecie z technologicznie zaawansowanego społeczeństwa w postapokaliptycznym świecie.

Dla mnie świetny film i niezwykle wzruszający. Aktorstwo na najwyższym poziomie, bez względu czy w danym okresie aktor ma małą czy dużą rolę. Częste zabawy z chronologią mogą zamieszać, ale dzięki temu całość jest lepsza - nie przywiązujemy się do nikogo i możemy zobaczyć, że w jednym wątku wszystko zmierza ku lepszemu, podczas gdy w innym wszystko się sypie. Połączenia okresów są fajnie pokazane, ale zwróciłeś uwagę nie na to co powinieneś. Owszem, wszystko jest połączone, ale ważniejsze jest chyba to, że jesteśmy od siebie zależni i samotnie nie zdziałamy wiele. Film bardzo polecam obejrzeć, zwłaszcza by samemu wyrobić opinię - oceny są skrajne, więc nie należy się zbytnio nimi przejmować. Moim zdaniem warto oglądać.

  • Upvote 1
Link to comment
Zapomniałeś o Tomie Tykwerze.
Niestety nazwiska zupełnie nie kojarzę, dopiero po googlowaniu dowiedziałem się, jakie tytuły ma na koncie. Słaby research, ot co wink_prosty.gif
Notariusz dostaje polecenie zawarcia umowy z przyjacielem ojca.

Umknęło mi, co dokładnie robi, dlatego zaznaczyłem to, co zapamiętałem.

Biseksualny (jest różnica) kompozytor stara się podnieść starego, lecz przebiegłego twórcę na nogi.

Tutaj trochę za bardzo po macoszemu potraktowałem Jokastę.

Raczej członek plemienia pomaga kobiecie z technologicznie zaawansowanego społeczeństwa w postapokaliptycznym świecie.

Tu już inne sformułowanie w zasadzie tego samego faktu, choć narratorem jest faktycznie członek plemienia. No i samo 'rasa' jest tu zdecydowanie nie na miejscu.

ale zwróciłeś uwagę nie na to co powinieneś. Owszem, wszystko jest połączone, ale ważniejsze jest chyba to, że jesteśmy od siebie zależni i samotnie nie zdziałamy wiele.

Ja o tym w ogóle nie chciałem mówić, zaznaczyłem tylko to, co było każdemu w zasadzie wiadome od początku, choćby z plakatów.

Tak czy inaczej - dowód na to, że na filmie trzeba bardzo uważać i trudno wychwycić wszystkie niuanse smile_prosty.gif

Link to comment

Obejrzałem, fajny film. Siedziałem w kinie, gapiłem się i po powrocie zdobyłem "rosyjski oryginał"* by wyłapywać smaczki.

Obejrzałem całośc już chyba z osiem razy i ciągle znajduje coraz to kolejne połączenia. Choćby wspomniany kamyczek.

Po za tym wiele osób nadal gra w innej "epoce" niż ich główna postać, co sugeruje powiązania genetyczne.

No bo skąd wiesz czy twój prapraprapraprapraprapraprawnuk nie będzie pierwszym człowiekiem który obejmie władze nad całą Ziemą?

Miłej prokreacji.Potem człowiek wychodzi z kina i zaczyna się zastanawiać co by się stało gdybym jednak kupił te pomarańcze. Czy w przyszłości komuś się nie uda wysadzić Ziemi bo uduszą go torebką po pomarańczach. Ha?

I pewnie dlatego ludzie oceniają go tak nisko.

Bo trzeba myśleć i uważnie patrzeć.

A tego ludzie nie lubią.

Napierdalanka lepsza.

No bo co.

Myśleć?

Haha.

*No przepraszam ale obiecuję kupić DVD jak tylko położę na nim swoje brudne kryminalistyczne łapska. :c

Link to comment

Film ciekawy i daje do myślenia, tylko trzeba się przełamać i wytrzymać te trzy godziny;) Co to przesłania, to spotkałem się z teorią, że "Atlas Chmur" jest o niewolnictwie i to jest motywem głównym.

Link to comment

Po wyjściu z sali miałam ochotę pójść na "Atlas..." jeszcze raz, a to już o czymś świadczy. Ale chyba jednak poczekam na wersję DVD, może i rodziców zachęcę do oglądania, a przy okazji być może wyłapię niektóre smaczki, które umknęły mi (a na pewno takie są) za pierwszym razem. ;]

I po obejrzeniu tego filmu zdecydowanie chcę przeczytać książkę.

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...