Jump to content
  • entries
    30
  • comments
    474
  • views
    50,854

Wielkie Podsumowanie Mongolskich Bajek Erotycznych Anno Domini 2014


Xerber

2,165 views

 Share

985HB4q.png

W minionym roku w japońskiej telewizji wyemitowano ponad 180 serii anime. Nawet odejmując pozycje od razu spisane na straty przekłada się to na wręcz tysiące godzin rozrywki, ale jak to wszystko ogarnąć? Człowiek zawsze dwoi się i troi aby obejrzeć wszytko to co go ciekawi, a backlog mimo starań wciąż tylko rośnie. Tak więc choć dział M&A naszego forum to w dużej mierze garstka użytkowników, tak również i w tym roku udało nam się zebrać i we wspólnym gronie powspominać ostatnie miesiące aby przedstawić mniej zasobnym czasowo użytkownikom na co warto zwracać uwagę, a czego absolutnie unikać. Tym razem do mnie i Sefnira dołączyli PrincessNue oraz deffik. Tak więc bez zbędnego przeciągania - tegoroczne Podsumowanie uważam za otwarte!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

HlCVChD.png

Zacznijmy od czegoś prostego. Każdy z nas na pewno miał taką sytuację gdy brał się za serial po którym nie spodziewał się zupełnie nic, a który ostatecznie okazał się jednym z jaśniejszych punktów sezonu. Pytanie dotyczy właśnie tego typu sytuacji - co was pozytywnie zaskoczyło i dlaczego?

<deffik> Wydarzeniem, które mnie w tym roku najbardziej zaskoczyło (i ucieszyło jednocześnie) było wypuszczenie przez studio Artland OAVki pt. Mushishi: Hihamukage, na końcu której znajdowała się zapowiedź ekranizacji drugiej części mangi. Do teraz częściowo nie wierzę, że w każdym tegorocznym sezonie pojawiały się odcinki z tej serii (co prawda wynika to nieco z problemów studia, ale ciii). Jeśli zaś chodzi o serie to byłyby to dwie serie z sezonu letniego - Barakamon i nieco przespany przeze mnie Gekkan Shoujo Nozaki-kun. Barakamon z tego względu, że po części okazał się czymś co chyba można porównać do Yotsuba&! w formie animowanej, choć oba tytuły się dość znacząco różnie w kilku miejscach, to cotygodniowa dawka relaksu, jaką fundował mi Handa z Naru była naprawdę miłą niespodzianką. Nozakiego co prawda oglądałem dopiero podczas sezonu jesiennego, ale od razu chwycił mnie humor, pogrywanie na wszelkich możliwych kliszach, świeży i wpadający w ucho opening, czy też Chiyo, która była po prostu niesamowita (o ile się nie mylę, dla aktorki podkładającej głos Chiyo była to pierwsza główna rola w anime, nic tylko pogratulować!).

<Sefnir> Jak tak sobie pomyślę, to w minionym roku było kilka rzeczy, które mnie miło zaskoczyły, i w gruncie rzeczy były to tytuły niczym się nie wyróżniające. Ot typowe średniaki, dostarczające masę frajdy podczas oglądania. Na pierwszy ogień niech pójdzie Gochoumon wa Usagi Desu ka?, anime kompletnie o niczym bez żadnej wspólnej linii fabularnej, a na dodatek przesłodzone do granic wytrzymałości. I wiecie co? Oglądało mi się je rewelacyjnie, tak samo jak Hanayamatę, która już jakąś fabułę miała. Oprócz tego niemałym zaskoczeniem okazał się być Daimidaler, tytuł który musiał być robiony pod wpływem czegoś "dziwnego" bo inaczej takich odpałów zrobić się nie da. No bo kto normalnie zrobi anime o wielkich robotach, które napędza się molestując laski? Całość była tak głupia, że aż fajna. Z rzeczy już normalniejszych to Bokura wa Minna Kawai-sou? okazało się zadziwiająco fajnym animu o bandzie ludzi, bynajmniej nie normalnych. Moim pierwszym skojarzeniem było połączenie Sakurasou i Seitokai Yakuindomo, i w sumie całość miała podobne głupio-zboczone klimaty. Z zaskoczeń przychodzi mi do głowy jeszcze Isshuukan Friends będące SoLem opowiadającym całkiem sympatyczna historię, w żaden sposób nie odkrywczą (bo ef już wcześniej coś podobnego opowiedział), ale właśnie sympatyczną. Na koniec zostawiłem sobie dwie perełki. Pierwszą jest Gundam Build Fighters. Nie spodziewałem się niczego, a dostałem świetną komedię robiącą sobie jaja z Gundamowego fandomu. Drugą Toaru Hikuushi e no Koiuta. Tytuł mocno średni, najeżony kilkoma głupotami, a jednak z różnych względów oglądało mi się go szalenie przyjemnie. Naprawdę podobał mi się ten lekki klimat, który towarzyszył pierwszej połowie serii. To wolne, stopniowe budowanie relacji pomiędzy Kal-elem i Claire. Nic na siłę, wszystko spokojnie, naturalnie i młodzieńczo wręcz.

<PNue> Spokojnie mogę się pod Nozakim i Hanayamatą podpisać. Dla mnie, osobiście, największym zaskoczeniem był Love Stage. Tematyka serii może nie była konkretnie moim obiektem zainteresowań (chociaż z podobnymi tytułami już miałem do czynienia), ale z każdym odcinkiem coraz bardziej mi się podobało. I w pewnym momencie wyczekiwałem wiadomej sceny, która w dobrym romansidle być musi! Z inszych rzeczy, to jakościowo mile wyskoczyła PriPara w światku lekkich idolkowych tytułów. Fajne postacie i humorzaste akcje na wielki plus. Bo jak tu nie lubić idolki z full lazy mode i jedzie na psychotropach, idolki która robi pozy niczym Phoenix Wright, czy dyrektorki szkoły latającej z wielkim odkurzaczem. Odkurzaczem, pogromcą idolek. Gorsze pod względem muzycznym od Aikatsu, ale jak ktoś potrzebuje odstresowywacza - polecam.

<Xerber> Jednym z większych zaskoczeń tego roku był dla mnie Space Dandy. W sumie nie spodziewałem się po tym tytule zupełnie nic. Ot, lekko zmieniony Bebop. Okazało się jednak, że jest to dla Dandysa określenie krzywdzące, bo pod pewnymi względami spodobał mi się bardziej niż jego poprzednik. Mimo to wciąż odkładam sobie obejrzenie, podobno jeszcze lepszego, drugiego sezonu. Taki już ze mnie dziwak?

Muszę też na tej liście wyróżnić adaptację Knights of Sidonia, bo przywróciła mi wiarę w to, że mechy mogą być fajne. Całe szczęście jeszcze tylko kilka miesięcy i będę mógł powrócić na pokład Sidonii w długo oczekiwanym sequelu Battle for Planet Nine, który dodatkowo ma w sobie zawierać krótkie cameo innej mangi Niheia, czyli Blame! Wiosna po prostu nie może nadejść później...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

4ZumiCw.png

To teraz w drugą stronę. W końcu na każdy pozytywny akcent musi przypadać coś co "zapowiadało się fajnie, a wyszło jak zwykle". Co więc w tym roku poleciało do rynsztoka?

<PNue> Tak jak w poprzednich latach bym miał dość spory problem wytypować coś pod kategorię "zawód", tak w tym się tego namnożyło wśród nielicznych tytułów, które oglądałem. Z całą pewnością nowy Sailor Moon. Dwa lata w przygotowaniu, przekładańce i huśtańce Toei z tym tytułem, hype intensyfikujące wiadomości o składzie który za ten tytuł odpowiada. Cóż, mogłem posłuchać głosu rozsądku, który już po Saint Seiya Omega kazał z dozą ostrożności do tego podchodzić. Wyszło jak zwykle: studio ewidentnie nie wykorzystało czasu jaki miało, QUALITY pełną gębą i, szczerze pisząc, nijaki klimat. Szkoda, bo klasycznych mahou shoujo bez tony gimmicków nigdy za mało.

<Xerber> W zeszłorocznym podsumowaniu wspomniałem o tym jak mocno hajpuję się na Mekakucity Actors i teraz chciałbym powiedzieć jedno - jestem zły. Bardzo zły! Wszystko było na miejscu. Dobre studio, odpowiedni reżyser, potencjał tkwiący w historii, a całość i tak poszła się kochać po kątach.

<PNue> To wyszło jakieś anime Mekakucity? Co to za ploty rozpuszczasz, prawie jak z anime Tsukihime.

<deffik> Mam mieszane odczucia co do Shaftu i Shinbou będących najlepszym wyborem na zekranizowanie MCA, bo w tym okresie mieli za dużo na talerzu z Nisekoi i tym, że Hanamonogatari pierwotnie też miało wyjść jakoś zaraz po MCA. Poza tym Shinbou (albo Aniplex, kto ich tam wie) chcieli zbyt mocno zrobić z tego drugie -monogatari, co odbiło się negatywnie na Aktorach. MCA było strasznie rozciągnięte, połowa czasu antenowego byłaby chyba lepszym rozwiązaniem, do tego pojawiło się tam mnóstwo symboliki, która ostatecznie trafiła w próżnię, a wykonanie piosenek spod znaku Kagerou Project poszło lepiej utaitte na NicoNico niż aktorom, którzy zostali w tym celu zatrudnieni. Ayano to by się chyba popłakała z rozpaczy jakby zobaczyła odcinek zatytuowany "Ayano?s theory of happiness".

Ale żeby nie gnębić już Aktorów, to na mój zawód roku wybiorę serię, w której Ziemianin wychowany na Marsie nie zrobił nic złego. O Aldnoah.Zero było jeszcze głośno zanim seria trafiła na ekrany telewizorów. Pomysł wykoncypowany przez Gena Urobuchiego (Psycho-Pass, Madoka), do tego Hiruyuki Sawano (Attack on Titan, Kill la Kill) pracujący nad ścieżką dźwiękową, czy Ei Aoki (Fate/Zero) odpowiadający za reżyserię. Do końca drugiego odcinka wszystko było ok - utrzymywała się atmosfera zbliżającej zagłady, w końcu Ziemianie byli zmuszeni stawić czoła technologicznie zaawansowanym kolonizatorom z Marsa. Czar jednak prysnął gdy każdy kolejny odcinek kończył się cliffhangerem, postacie okazały się po prostu nudne, powtarzające się motywy, czy też nie prowadząca do niczego drama. Może niektóre wątki zostaną odpowiednio rozwinięte/zakończone w nadchodzącym drugim sezonie, ale nie oczekuję cudu. Dodam jeszcze tylko, że coraz częstsza moda na ?split-coury? (przerwy pomiędzy sezonami) w anime naprawdę denerwująca. Przerwa w tytułach zamykających się w 24-26 odcinkach, w których druga połowa bezpośrednio koncentruje się na dokończeniu historii, działa zwykle na niekorzyść tytułu. Mogliby sobie dać z tym spokój.

<Xerber> To samo co wyżej i jeszcze Zankyou no Terror. Pierwsze cztery odcinki były w sumie naprawdę dobre, ale im dalej w las tym więcej problemów narosło. To smutne, że tak doskonały pod względem technicznym serial w końcu padł pod ciężarem nielogicznych dziur fabularnych.

<deffik> ?Terroryzm jest ok, dopóki budzi w innych nadzieję? - świetny plan na serial.

<Sefnir> Nikt nie wspomniał o pupie? Wszyscy o tym zapomnieliście czy też raczej wyparliście z pamięci? Nie to żebym sam się zawiódł, bo najpierw musiał bym czegokolwiek oczekiwać, ale mimo wszystko animu okazało się być dziadostwem niewiarygodnym. Oprócz tego moco przejechałem się na Mahouce, czego studiu wybaczyć nie mogę. Wierzcie lub nie, LNka jest naprawdę dobra, a Tatsuya to sensowny i dobrze zrobiony bohater tylko adaptacja w żaden sposób tego nie pokazuje. Co jeszcze? W sumie to trochę rzeczy się znajdzie. Na pewno wspomniany przez Xerbera ZnT. Szkoda bo zapowiadało się nieźle, a wyszło mocno średnio. Podobnie sprawa ma się z Mahou Sensou, z tym że zapowiadało się średnio a wyszło kiepsko, czego dużą zasługą jest kompletnie zrypane zakończenie. Dalej jest Argevollen, anime nudne z niezwykle wkurzającym i narwanym bohaterem. Po studiu Xebec spodziewałem się chociaż dobrej oprawy, a i tego zbytnio nie dostałem.W klimatach mechowych jest jeszcze Captain Earth, czyli tytuł który wybitnie nie wiedział co ze sobą zrobić i czym chce być, plus masa rzeczy niewyjaśnionych. Aaa, bym zapomniał. Buddy Complex. O ile seria TV była średnio dobra i miała kilka fajnych pomysłów (w tym chyba ulubiony patent studia, czyli bohaterowie na bezludnej wyspie), tak OAVka będąca sequelem mocno zawiodła. Ale tak się dzieje gdy coś co miało być pełnym sezonem zostaje zamienione w dwa 25 minutowe odcinki.

<Xerber> pupa nikt nie wymieniał, bo wszyscy od samego początku wiedzieli, że wyjdzie z tego? No cóż? pupa. Ale w sumie oglądając ten ?spektakl? ironicznie bawiłem się jak głupi, bo nawet najlepsze komedie nie są aż tak durne.

<Sefnir> Dlatego sam napisałem, że sam się nie zawiodłem bo niczego kompletnie nie oczekiwałem. Teraz do głowy przyszedł mi jeszcze Golden Time, mnożący jedynie niepotrzebne i tanie dramy.

<deffik> No, Golden Time szkoda bardzo, szczególnie za względu na setting. Zamiast wyświechtanego liceum w końcu bohaterowie znaleźli się na studiach, a za całość odpowiadał autor Toradory, która cieszy się szerokim uznaniem w fandomie. Całość jednak się rozsypała wraz z dość szczególnym przypadkiem amnezji powiązanej ze zjawiskami paranormalnymi? Do tego tak jak wspomniał Sef, tanie dramy prawie za każdym rogiem. Choć z drugiej strony od pewnego momentu byłem ciekaw jak źle ta seria skończy.

<Sefnir> Bohaterami byli studenci, ale poza kilkoma momentami w ogóle tego nie odczuwałem. Amnezję bym jeszcze przeżył gdyby przeprowadzono ją jakoś normalnie, zamiast tego połączoną ją, ze wspomnianymi przez ciebie zjawiskami paranormalnymi i całość wyszła zwyczajnie głupio. No i wątek romansowy też jakoś nie najlepiej był poprowadzony.

<Xerber> Wyleję jeszcze jeden żal na adaptację Akame ga Kill. Ten potworek po prostu nie powinien powstać!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

0EdEbm8.png

Bez względu na to czy mówimy o grze czy filmie, ścieżka dźwiękowa to bardzo ważny element każdego z mediów multimedialnych, bo odpowiednie jej wykorzystanie może całkiem zmienić nasze odczucia względem oglądanej sceny. Nie inaczej jest w przypadku anime. W takim razie co trafiło na nasze playlisty?

<Xerber> To może żeby nie było nudno pominę na razie pewniaków, których i tak na tej liście nie zabraknie i zacznę od lekkiego zaskoczenia w postaci soundtracku do Black Bullet. Serial był co najwyżej średni, częstokroć wręcz słaby, ale OST było boskie! No ale czego innego było się spodziewać po Sagisu Shiro, czyli człowieku odpowiedzialnym za brzmienie Evangeliona. Do tej pory przesłuchuję sobie niektóre kawałki z wypuszczonych płyt i jestem pod wrażeniem. Szczególnie partii chóralnych, które swoją drogą powstały w Warszawskiej filharmonii. No i ten cudny ending. Tokohana była chyba moim najczęściej odtwarzanym utworem roku. Drugim zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się ME!ME!ME! Jako fan TeddyLoida nie mógłbym tego krótkiego klipu nie pominąć, bo jak do tej pory jest to jedno z jego lepszych dzieł. W ciągu ledwo pięciu minut zdążył zahaczyć o cztery dosyć odmienne style i w każdym z nich pokazać klasę.

<deffik> Trudno mi się nie zgodzić jeśli chodzi o ME!ME!ME! jednak muszę nieco ponarzekać na to, że sam album zawiera dokładnie to samo co teledysk czyli krótkie, chciałoby się powiedzieć, wersje piosenek, miałem nadzieję na nieco więcej.

<Xerber> Też liczyłem na jakieś wersje extended. No cóż? Może na następnym albumie?

<deffik> Ja wciąż czekam na ten "następny album", który w końcu będzie zawierał pełną wersję "Shocking Party" od A-Rise z Love Live!! (swoją drogą jest to chyba jedyna piosenka z tej serii, która jakoś mi się podoba)...

<PNue> Kawałki od Honkers Team też jakoś średnio trawię. Za to te z innego idol show Sunrise (tego zaczynającego się na Ai, kończącego na katsu) o wiele lepiej, a w tym roku parę płyt nimi zapełnionymi wyszło. Z innych rzeczy, to z pewnością wiadomy soundtrack z opowieści o odbijaniu małych piłeczek po stole. Ping Pong The Animation mocno skradł mój odtwarzacz i telefon przez parę tygodni.

<deffik> HERO KENZAN! HERO KENZAN! HERO KENZAN! Wybaczcie, musiałem. Oprócz tego, że dość dużą część utworów z tej ścieżki dźwiękowej słucha się po prostu przyjemnie, to niektóre z nich przypominają mi sceny z samej serii, co działa tylko na jej korzyść i pokazuje jak ważną częścią całości jest ścieżka dźwiękowa. Do tego chciałbym wspomnieć o ścieżce do chyba już zapomnianego Noragami, za którą stoi Iwasaki Taku, łączącą w sobie elementy hip-hopu, metalu i muzyki elektronicznej. Pasowało to fajnie do nastawionej głównie na akcję serii, która swoją drogą też całkiem zgrabnie mieszała motywy religijne wraz z nowoczesną Japonią.

<Xerber> O tak! Ping Ponga po prostu uwielbiam! To był właśnie jeden z tych pewniaków, których się spodziewałem na naszej liście.

<Sefnir> Czuję się trochę dziwnie, bo niemal nie wiem o czym wy piszecie... Jedynie Black Bullet kojarzę. I w sumie pamiętam, że muzyka była całkiem całkiem, ale to chyba wszystko co mogę o tym powiedzieć. Noragami oglądałem (i nawet mangę poczytywałem) ale poza opem nic kompletnie nie kojarzę. Jeśli mam być szczery to jedyny soundtrack, który mi zapadł w pamięci pochodzi z anime mającego 15 lat, więc nie kwalifikującego się do tego podsumowania. Ale dobra, niech pomyślę... Kill la Kill? To jedno z niewielu anime, których ścieżki dźwiękowe jako tako zapamiętałem. No i Aldnoah mający tego samego kompozytora. I... I... I... Nowy Fate/stay night chyba. Oprócz tego to bardziej w pamięć zapadały mi konkretne openingi i endingi. Mahouka i Rising Hope od Lisy, Hana wa Odoreya Iroha ni Ho z Hanayamaty, Heavenly Blue i aLIEz z Aldnoaha.

<PNue> Jak już rozmawiamy konkretnie o OP/ED, to dla mnie zwycięzcą na ten rok jest Axis z Nobunaga the Fool. Niektórzy (łamane na wiele) mogą nie lubić takiego wubwuba, ale ja katowałem to przy każdej możliwej okazji. Do tego, jak zwykle świetny, kawałek Personowy (tutaj przy okazji animu wersji Golden 4) aka Yin Yang (achtung: spoilers). Pomimo mojego rantu na nowego Sailor Moona, to ten tytuł ma całkiem fajny ending. No i jeszcze Where Courage is Born z Happiness Charge Precure. The GAR is strong in this one 8) .

<Xerber> Chciałbym wyróżnić jeszcze jeden utwór, a będzie nim opening Mushishi: Zoku Shou czyli Shiver od Lucy Rose. Co prawda w moim odczuciu nie przebił The Sore Feet Song, ale sam w sobie ma tyle siły przekazu, że aż chyba kupię sobie ostatnią płytę piosenkarki.

<deffik> Wymieniliście już wiele piosenek, które albo mam na liście, a też wielokrotnie słuchałem w tym roku, więc wymienię OPka, którego pewnie nikt nie słyszał (co akurat nie jest dziwne bo seria, z której pochodzi była bardzo niskich lotów i chyba tylko ja ją skończyłem na forume [Oglądałem pierwszy sezon do połowy i uznałem, że w sumie nudy :P - dop. Xerber]), a mianowicie - Sen no Tsubasa z Re:_Hamatora, no i jeszcze raz chciałem wspomnieć o Kimijianakya Dame Mitai z Nozakiego - który zawsze ładował mnie energią przed kolejnym odcinkiem, czy Rashisa od Super Beaver, która rozpoczynała odcinki Barakamona. +10HP, +10HP, +10HP, +10HP - czyli leczenie już samym openingiem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

5oqUhDF.png

Skoro fonia już omówiona to trzeba przejść do części video. W fandomie anime istnieje takie pojęcie jak "sakuga", którym opisuje się sceny wyróżniające się nieczęsto spotykaną jakością animacji. Pytanie jest więc takie - które z zeszłorocznych serii było więc najmocniej przyozdobione takimi scenami?

<Xerber> Pierwsza rzecz która przychodzi mi do głowy to Knights of Sidonia, które pokazało, że 3DCG może wyglądać fajnie i zgodnie z oryginałem. Oglądanie kosmicznych potyczek w interpolowanych 60 klatkach na sekundę to najprawdziwsza uczta dla oczu. Idąc dalej - Shingeki no Bahamut: Genesis. Kompletne zaskoczenie. Anime na podstawie smartfonowej karcianki, mało znane studio, przekazanie sporej ilości prac do Korei, a wyszło z tego ostre eye-candy, które miejscami może bez wstydu rywalizować z gigantem pokroju nowej adaptacji Unlimited Blade Works.

<Sefnir> Oprawa graficzna? Po odrzuceniu Amagi Brilliant Park, bo KyoAni nigdy pod tym względem nie zawodzi, podobnie jak P.A. Works, Fejta bo ufostołek pewnie pakował kasy ile wlazło i rewelacyjna grafika była oczywistością oraz Unicorna bo kasy ile wlazło pakował Sunrise, no i to OAVka była, zostaje niewiele tytułów, których oprawa by mi się wybitnie spodobała. Na pewno bardzo kolorowa Hanayamata. Kolorowa, ale nie pstrokata do przesady. Oraz Isshuukan Friends utrzymane w bardzo ciepłej i stonowanej kolorystyce.

<PNue> Free 2, co raczej zrozumiałe ze względu na >KyoAni intensyfikujące. Z pewnych względów bardzo lubiłem też kreskę i animację w Love Stage, co zresztą początkowo mnie przyciągnęło do tego tytułu. Z mniej oczywistych rzeczy: Mahou Shoujo Taisen. Nie było to piękne per se, ale luźna stylistyka (trochę jak z Kyousogigi czy Uchouten Kazoku) jest w me gusta. Do tego pierwsza część Space Dandy miała swoje przyjemne odchyły artystyczne i animacyjne, jak to na anime od pana "ten od Cowboya Bebopa/Samurai Champloo" przystało.

<deffik> Skoro odrzucamy serie (i film, bo Tamako Love Story też wyglądało świetnie) od KyoAni czy też Unlimited Budget Works, bo inaczej nie byłoby o niczym mówić, to muszę się zgodzić z Sefem, Hanayamata wyglądała bardzo przyjemnie dla oka. Też, o ile trochę gorzkich słów zostało napisanych o Zankyou no Terror, to jak przystało na Watanabe, ta seria wyglądała bardzo dobrze i przynajmniej od strony wizualnej nie tylko trudno jej coś zarzucić, ale też należy wyróżnić na tle konkurencji.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

ALZNyER.png

Parafrazując słynny tekst z pewnej reklamy, niekiedy jedna scena potrafi wyrazić więcej niż tysiąc słów. Tak więc, bez względu na to czy pojawić mają się one ze złego bądź dobrego powodu, chciałbym żebyśmy wymienili te sceny, które na długo nie pozwoliły o sobie zapomnieć.

<Sefnir> Najprościej było by mi tu po prostu wpisać cały siódmy odcinek Unicorna, bo on naprawdę był wypełniony scenami, które mnie osobiście niemal powaliły. Jeśli jednak muszę się już ograniczyć do konkretnej sceny, a jednak wypadało by to zrobić, to wskażę na konfrontację z Full Frontalem, oraz Gryps 2. Ze względu na towarzyszącą atmosferę i zachowanie bohaterów. Kto oglądał ten doskonale wie o co mi chodzi, szczegółów pisać nie chcę by nie spojlerować osobom, które dopiero mają zamiar to obejrzeć.

<Xerber> Unikając spojlerów, strasznie spodobał mi się deszczowy odcinek z Gekkan Shoujo Nozaki-kun. Były w nim sceny przez które niejednokrotnie dusiłem się od nadmiaru śmiechu (formacja żółwia z parasolek - geniusz!). No i pozostawiając w niepamięci wątpliwą jakość reszty tego serialu, muszę wyróżnić lądowanie Marsjan z pierwszego odcinka Aldnoah.Zero. Nie dziwi mnie to, że scena ta była tak mocno eksponowana w trailerach.

<PNue> Druga seria Aikatsu i Sweet Sp!ce w wykonaniu przyszłego 2wingS. Mimo spadku formy przy okazji kolejnego parta pod względem fabularnym (le Seira face), to nowe piosenki i mocno ulepszone CGI koncerty dawały mocnego kopa. W 2014 może nic nie przebiło wcześniejszego LSD WILDRIDE 2013 aka Kira Pata Shining, ale występ Ichigo i Seiry był jednym z bardziej energetycznych i porywających w całej serii. Smug truskawka all da way. Do tego dokopcił bym, świetną tłuczkę między ekipą protagonistów z Gundam Build Fighter, a Fellinim. ETERNAL BROFIST and fight to the last breath. Ewentualnie do ostatniego kawałka plastiku. Swoją drogą, drugi sezon mógłby mieć więcej takich akcji...bo póki co to właściwie zrzynka tej właśnie sceny była najbardziej emocjonującą z tego co oglądałem.

<deffik> Szósty odcinek Ping-Ponga, gdzie Wenge śpiewał Hitoribocchi no Christmas Eve - fajnie uchwycony moment samotności u pozostałych bohaterów serii, w ten jakby nie patrzeć specjalny dzień w roku, a sam Wenge, który dotychczas był praktycznie sam był otoczony przez innych i w końcu mógł na chwilę odetchnąć, czy też końcówka czwartego odcinka Zankyou no Terror - popis reżyserskich umiejętności Watanabe i świetna robota Yoko Kanno odpowiadającej za ścieżkę znowu dały sobie znać w scenie gdy 12 i Lisa uciekają przed policją. Bardzo dobra, wręcz hollywoodzka scena.

<Xerber> Nie mogę się z tym nie zgodzić. Obie sceny są świetne i przez długi czas siedziały mi w pamięci. Całe szczęście soundtracki obu serii miały w sobie utwory towarzyszące tym scenom więc mogę przeżywać je na nowo bez potrzeby szukania klipów na jutubie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

0pd3GHL.png

Nawet najlepszy szkic fabularny nie byłby niczym szczególnym, gdyby historia była opowiadana z perspektywy nieciekawych bohaterów. Z drugiej strony fajny protagonista jest w stanie uratować od zapomnienia nieciekawą serię. Tak więc pytanie jest proste - którzy z bohaterów najmocniej skradli wam serducho? No i żeby było równouprawnienie niech każdy wytypuje jedną białogłową i jednego faceta.

<Xerber> Dwa słowa - Sonokawa Momoka. Przypomnijcie mi żebym nigdy nie zachodził za skórę gimnazjalistkom, bo to się może źle skończyć?

A z facetami też prosta sprawa - Chiny z Ping Ponga i tyle w temacie! Charakterny, z fajnym VA i w dodatku very GAR. Would husbando.

<PNue> Spokojnie mógłbym się podpisać pod powyższymi postaciami, ale jest jeszcze parę innych postaci które się dla mnie wyróżniły (chociaż żadna w takim stopniu jak Disc z Needless, czy Akane ze Smile Precure parę latek temu :* ).

Z grillowiska stawiam na Sakurę Chiyo z Nozakiego. I mamy FULLSHOUJO MODO w okolicach wiadomego pana, i mamy trochę trollingu wobec niektórych biedaczków, i trochę śmiechu potrafi wywołać sama z siebie. Ot normalna licealistka, którą da się lubić.

Husbando? Dla bycia wrednym bym powiedział Hime Arikawa, albo GGO Kirito, ale się powstrzymam. Chociaż wróć. Na człowieka roku wytypuję protagonistę Twintailsów, aka Mitsuka Souji. Człowiek, który wie co w życiu ważne i walczy do końca swoich sił. No i do tego potrafi się zamienić w wojowniczkę o wolność, pokój i twintailsy. tl;dr GAR w czystej postaci.

<deffik> No i powymieniali mi moje typy do tej kategorii! Co za ludzie!

<Sefnir> Mi typów nikt nie powymieniał, czemu wcale się nie dziwie, bowiem chyba jestem w tym podsumowaniu jedyną osobą, która łyka Gundamy jak... nie, dobra, daruję sobie porównania. W kategorii Best Boy ląduje u mnie Banagher Links. Dlaczego? Ze względu na to co pokazał w ostatnim odcinku i drogę jaką przeszedł przez całego Unicorna, to jak zmienił się przez ten czas. Widać to szczególnie od czwartej części, to jak stawia się Zinnermanowi, to jak desperacko próbuje powstrzymać Unicorna przed przejściem w NT-D, czy wreszcie konfrontacja z Full Frontalem. Banagher stał się bohaterem, który wie co ma robić, wie kogo słuchać, a kogo nie, myśli sam za siebie. Jako Best Girl towarzyszyć mu będzie... a jakże, Mineva Zabi z tegoż samego anime. Moim zdaniem jest to najbardziej świadoma ze wszystkich Gundamowych księżniczek, pod tym względem bardzo podobna do Dianny z Turn A. Mineva doskonale wiedziała co musi zrobić, i konsekwentnie do tego dążyła. Nie była pacyfistką, która głosiła puste hasełka, chciała powstrzymać konflikt, i bezpośrednio się angażowała by do tego doprowadzić.

<deffik> Ech. Kong Wenge (Chiny) z Ping-Ponga bo podobała mi się droga, którą przeszła ta postać od początku do końca trwania serii. Początkowo był nieco zadufany w sobie, ale z biegiem czasu zmienił się bardzo, choć nigdy nie schował pazurów. A po żeńskiej stronie to oczywiście Sakura Chiyo, która swoim wewnętrznym komentarzom trochę przypominała mi Watashi, z Jinrui, jednocześnie będąc o wiele mniej cyniczną osobą. Małe wyróżnienie dla Miyamori Aoi, która dzielnie znosiła trudny tworzenia anime w Shirobako.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Yv9RHIL.png

Koniec pieszczot! Czas postawić kawę na ławę i rzucić to na co wszyscy czekają.

Którą z wydanych w minionym roku serii uznajecie za swoją ulubioną?

<deffik> Jeśli chodzi o AOTY 2014 to dla mnie przez praktycznie cały rok liczyły się jedynie dwa tytuły. Pozostałe serie, zaliczając w to nawet te, które bym umieścił na trzeciej pozycji dzieli od pierwszej dwójki przepaść. Prawie do samego końca mogłem się zdecydować, który umieścić na najwyższym stopniu podium. Jednym z tych tytułów jest Mushishi: Zoku Shou. Powrót tej serii był czymś wspaniałym, co zresztą jest ciekawe, bo oglądając kolejne odcinki wcale nie czułem, że Ginko był nieobecny przez jakiś czas. Druga część Mushishi, to tak naprawdę więcej tego co dostałem wcześniej, ale w tym przypadku nie jest to wada, bowiem jest to seria mocno epizodyczna, co prawda mocno zakorzeniona w japońskich tradycjach czy wierzeniach, ale pełna też wartości uniwersalnych dla każdego człowieka. Dlatego nie boję się określić Mushishi jako "klasyka", czy po prostu zbioru baśni odpornych na działanie czasu. Drugim tytułem, który brałem pod uwagę jest Ping-Pong the Animation, który wbrew swojemu tytułowi nie jest o tym dziwnym, polegającym na odbijaniu piłeczki sporcie, tylko wykorzystuje fakt, że Ping-Pong jest dyscypliną silnie zindywidualizowaną, by przedstawić losy piątki bardzo różnych bohaterów. Przedstawia ich cele, starania, słabości, strach, wątpliwości; wyjaśnia skąd się wzięły te emocje, a łączy to wszystko ze sobą Masaaki Yuasa, który również wspaniale dyryguje oprawą audiowizualną serii, w efekcie czego całość bardzo zbliża się do miana "ideału". Nabazgrałem dość długi akapit, którego i tak nikt nie przeczyta, a nie zbliżyłem się ani o krok aby udzielić odpowiedzi na pytanie dotyczące "serii roku", ale koniec tego marudzenia: wygrał Ping Pong.

<PNue> Metal Gear IS OVA. Wróć, gdyby nie Houki.

A tak pomijając abominacje... Ze względu na enjoy i jakość, to na pewno Happiness Charge Precure! Świetna główna protagonistka, która przy okazji nie odstawia po paru epach Mana Sue jak przy poprzedniej serii. Ciekawa reszta ekipy, gdzie relacje między poszczególnymi członkiniami rozwijają się przez wszystkie odcinki, zamiast szybciutkiego dojścia do stałego i nierozerwalnego friendship is magic. Ciekawe postacie poza głównymi dziewczynami, co napędza wątki romansowe, opis świata, przeciwników. Inne Precure niż japońska ekipa. Świetne sceny walki. Suffering i post saving the world odcinki. Śpiewający i tańczący finisher. Bishi. W prywatnym rankingu, drugi Precure pod względem jakości, na równi z Freshem, a tuż za Heartcatchem. Naprawdę dobry rok dla niedzielnego pasma Asahi, zważając na to, że na równie z Happiness Charge, leciał bardzo dobry Kamen Rider Gaim od Urobutchera. Acz to nie temat na ten wpis i Michi a shit.

Ale jako, że tru animu watchers nie oglądają kids show (nie wiedzą co tracą) [ej, ej, zaczałem Fresha ostatnio, a SoLe oglądam prawie jak lecą - dop. deffik], to jeszcze wyróżnię GochiUsa, wspomnianego Ping-Ponga i bardzo pozytywne Ore no Twintails ni Narimasu.

<Sefnir> Dla mnie sytuacja wygląda trochę podobnie jak u deffika. To co będzie dla mnie najlepszym anime w roku wiedziałem już od dawna, i prawdę mówiąc na ten moment czekałem cztery lata. Teraz wreszcie mogę to napisać, bowiem seria zakończyła się w tym roku. A jest nią oczywiście Mobile Suit Gundam Unicorn. Pomijając kwestię oprawy audio-wizualnej, bo ona stała na niezwykle wysokim poziomie. Gundam po wielu latach powrócił do Universal Century, uniwersum najstarszego i najbardziej rozbudowanego, dokładając kolejną cegiełkę jego niespokojnej historii. Unicorn miał w sobie to co najbardziej cenię w seriach należących do tej marki, odpowiednia dobrze skonstruowaną fabułę, świat w którym nie ma patyczkowania się, wystarczy jedno trafienie by zginąć, i bohaterów, którży żyją. Nie są posągami od początku do końca będącymi w tym samym stanie. Tu postacie się zmieniają, dojrzewają. Dalej, cała masa scen dosłownie wgniatających mnie w fotel, pierwsza aktywacja NT-D, desperackie starania Banaghera by Uni w NT-D nie przeszedł, pojawienie się Banshee, flashbacki z Glemym? Mógłbym tak wymieniać jeszcze długo. Do tego dochodzą jeszcze smaczki, nawiązania do poprzednich tytułów czy to w postaci wypowiadanego zdania, czy zwykłego obrazu na ścianie. Mobile Suit Gundam Unicorn jest tym czym Gundam powinien być, i do czego Universal Century przyzwyczaiło.

<Xerber> Ping Pong, i to bez cienia wątpliwości. Zazwyczaj omijam tematy związane ze sportem szerokim łukiem, lecz z niewiadomych przyczyn coś popchnęło mnie w kierunku dobrania sobie tego tytułu do listy oglądanych i ani trochę nie żałuję swojego wyboru. Może dlatego, że w sumie mało tam jest sportu w sporcie. Na pierwszy plan wychodzą tu bowiem charaktery głównych bohaterów, a i trzeba przyznać ciekawa z nich gromadka. Dodać do tego odjazdowy OST, doprawić ciekawą kreską i dosypać tę drobną szczyptę akcji przy tenisowym stole, a idealny kandydat na anime roku już jawi mi się przed oczami. Muszę też wręczyć dyplom za zajęcie zaszczytnego drugiego miejsca genialnej komedii o życiu rysownika mangi, czyli Gekkan Shoujo Nozaki-kun. Nie pamiętam już kiedy ostatnio coś tak bardzo mnie rozbawiło. Będę miał za to drobny problem z ostatnim miejscem podium, bo w tym roku pojawiło się przecież tak wiele ciekawych pozycji, których szkoda byłoby nie wymienić. Ostatecznie decyduję się jednak na wręczenie tego miejsca kontynuacji przygód pewnego białowłosego jegomościa, czyli drugiemu sezonowi Mushishi.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

wfdFFGk.png

Rok 2013 uważam za ten w którym po wielu latach stagnacji w końcu coś zaczęło się ruszać na rodzimym rynku wydawnictw mangowych. Od tego czasu minęło jednak całkiem sporo czasu. Jak myślicie, tendencja się utrzymała? 2014 was nie zawiódł? Czy możemy liczyć na więcej?

<Xerber> Przyznam szczerze, że w minionym roku byłem trochę na bakier z nowościami. W zasadzie z tego całego dobra, które pojawiło się od jego rozpoczęcia na moją półkę trafił tylko pierwszy, i jak na razie jedyny, tom Girl Friends. Historię już znam, po prostu chciałem mieć ją również na papierze, więc jedyne co mogę ocenić to jakość wydania, a to jest? W sumie w porządku. Po prostu jak na mój gust tłumaczenie jest trochę zbyt luźne (nice_memes.jpg). Poza tym wciąż czekam na zamówionego na początku grudnia Berserka. Czekam tak długo, bo chciałem mieć od razu dwa tomy, a ten drugi pojawi się pewnie dopiero po publikacji naszego podsumowania. No i do następnego zamówienia na Yatta na pewno dodam też All You Need Is Kill.

<Sefnir> Ja trochę jak Xer, od jakiegoś czasu jestem na bakier z nowościami. O ile jeszcze wiem co wychodzi lub jest zapowiadane, tak z kupowaniem już u mnie kiepsko. Ale tak czy inaczej jeśli mowa o minionym roku i mangach w Polsce, pierwszą rzeczą jaka przychodzi mi do głowy jest Berserk. Manga wręcz legendarna, topowa i niezwykle brutalna, o którą nasz fandom prosił latami. I stało się. Mamy ją. I choć mnie samego ten tytuł średnio (a nawet jeszcze mniej) interesuje, tak nie jestem wstanie przejść obojętnie i o tym nie wspomnieć. Nasz rynek się rozwija z czego bardzo się cieszę. Świadczy o tym też druga rzecz, o której wspomnę. Light novel. Temat pojawiający się od jakiegoś czasu i cały czas do tej pory zbywany, głównie argumentami iż to się nie sprzeda. W zeszłym roku wspominałem o tym, że Studio JG coś przebąkuje o możliwym eksperymencie z LNką. Rok minął a wydawnictwo chyba jedynie raz rzuciło jakieś pytanie na fb. W między czasie przyszła Galeria Ksiązki i wydała All You Need i Kill zmieniając tytuł na Na Skraju Jutra i dodając paskudną filmową okładkę. Pół roku później Kotori, wydawnictwo do tej pory kojarzone jedynie z mangami shounen-ai/yaoi, wydaje Sword Art Online. Tytuł niezwykle popularny, i długi. Pomijając kompletnie czy to historia dobra czy zła, bo nie o to mi tu chodzi, dla mnie to niejako prztyczek w nos dużych wydawnictw, które od lat uparcie twierdzą, że light novel w Polsce się nie sprzedadzą, że były by za drogie. A jednak da się wydać LNkę kosztującą 20zł, przy tym zachowującą całkiem niezłą jakość. Ja trzymam za Kotori kciuki, niech im się uda i w naszym kraju pojawi się więcej tytułów. Ach, już mi się marzy Haruhi, Fate/Zero czy Kara no Kyoukai.

<deffik> Coś mi tam mignie jeśli chodzi o zapowiedzi, czy wydawane tytuły w Polsce. Czasem wejdę na forum Waneko, czasem coś się pojawi na mojej tablicy na twarzoksiążce jeśli chodzi o Studio JG. Niby fajnie, że ten Berserk i w ogóle że rynek się rozwija bo głośny tytuł, ale niech ktoś da znać jak autor wróci do im@sa, a Gutsa zostawi na innym statku/w kopalni/gdziekolwiek na kolejne nie wiadomo ile. Choć może JPF ten czas wykorzysta na dogonienie oryginalnego wydania. Potem zacznie się płacz i zgrzytanie zębami. Tytułów, które obecnie są u nas wydawane i mnie choć minimalnie interesują jest może z 5. Meh. Szkoda, że Polski rynek mangowy jest opanowany przez fujoshi i shonenowe tasiemce. SJG niby wydaje nieco zróżnicowane tytuły, ale znów większość wydaje mi się rzucaniem lotkami do tarczy i liczenie na to, że trafi się w dziesiątkę. Dobrze, że mam jeszcze do sprowadzenia kilka pozycji od Yen Pressu (na wydanie których w Polsce nie mam co liczyć), więc póki co nie bardzo mi się spieszy z kupowaniem mangi w Polsce.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Q5pDKvL.png

Dobra panowie, czas skończyć z te nostalgiczne bzdety i pewnie spojrzeć w przyszłość. W końcu i w tym roku na pewno jest na co czekać, a wśród tego znajdzie się też pewnie i niejeden zawód.

Co takiego już w tej chwili przyciągnęło naszą uwagę?

<Xerber> Oj, wiele jest rzeczy na które czekam. Po pierwsze wymieniony już wcześniej sequel Sidonii. Tsumugi best grill. Mam tylko nadzieję, że za mocno jej nie ocenzurują... Po drugie kontynuacja jednego z moich ulubionych anime 2013 roku, czyli Non Non Biyori Repeat [+1 nyanpass - dop. deffik]. Uważnie śledzę też wszelkie doniesienia o reinterpretacji Ginga Eiyuu Densetsu, nad którą stoi ciemne fatum swojego kultowego poprzednika. No i oczywiście nie mogę nie wspomnieć o tej czarnej chabecie jaką jest ostatni film kinowy serii Evangelion. Oby tylko nie był aż tak zły jak Q.

W zasadzie mogę tak wymieniać bez końca, bo dobrego materiału starczy mi na dobre dwie strony A4 opowiadania.

<deffik> Zgodzę się z Tobą, 2014 nie można odmówić tego, że obrodził w wiele ciekawych zapowiedzi, nawet niektóre serie złamały zasadę ?Sezon 2 nigdy?, jak na przykład OreGairu, Gatchamanów czy też kolejny (trzeci i ostatni) sezon Working!!! Już teraz można oglądać pierwszą z trzech zapowiedzianych części Durarary. Wszystko to cieszy niezmiernie. Prawie bym zapomniał - obligatoryjne Kizu nigdy. Choć i tak wiem Xer czego chcesz chyba najbardziej, albo co jest to gdzieś u Ciebie bardzo wysoko na liście - zajawka Diamond is Unbreakable na samym końcu Stardust Crusaders [Kciuk w górę tak mocno, że aż zrobiłem dziurę w suficie - dop. Xerber] [You have my sword - dop. PNue]. Co jeszcze oprócz tego. Otworzę bloga, nic nie napiszę, odechce mi się, zapomnę o nim. Tak jak wspomniałem wcześniej nie liczę na to, że w tym roku dostanę jakiś tytuł mangowy dla którego popędzę do empiku/złożę prenumeratę u wydawcy. Nie ma to jak optymizm.

<PNue> A ja tylko wpadam napisać, że idolki wygrają kolejny rok. iDOLM@STER CG [Nowy P solidnym pickiem na husbando roku - dop. Xerber] [MÓJ HUSBANDO! - dop. deffik] [The moest, czekam na te wszystkie doujiny na następnym comikecie - dop. PNue], Macross Delta, kontynuacje PriPary, WUGa, LL, zapewne Aikatsu. Idol god, have a mercy on me, nie wiem kiedy ja to wszystko będę oglądał. Z innych rzeczy, to z pewnością animu Yuki Nagato jako stary haruhista, Symphogear 3 because NANA wills it, Kiniro 2 bo Karen-DESU [+1 DESS~~ - dop. deffik]. Już rozpoczęte Kancolle dobrze się przedstawia, więc i tutaj przyjemnych seansów się spodziewam. Niedługo jeszcze kolejny Precure...wild ride never ends i będzie co oglądać. A jeszcze animu games na wszystkich możliwych platformach z NEP zmierzającą na steama, kiedy czas człowiek znajdzie na to wszystko (suffering intensywny).

<Sefnir> Czego oczekuje od tego roku? Więcej czasu. To tak pół żartem, pół serio, bo mam w planach zapoznanie się z pewną ilością serii od Yoshiyukiego Tomino. Tak już bardziej nowościowo, to właśnie zdałem sobie sprawę, że w chwili obecnej leci pięć anime, które mają w tagach mechy. Okej, jestem prawie w niebie. Tym bardziej iż w lutym nadejdzie pierwsza część Origina, opowiadająca o młodości Chara. Mój limit szczęścia chyba został wyczerpany. Tak interesującego sezonu, i tak dobrego początku roku w anime nie widziałem od dawna. To prawie nie w porządku oczekiwać czegoś więcej ;) A jeszcze na wiosnę Vertical ma ogłosić czy udało mu się zdobyć licencję na nowego Gundama. Więc niezależnie od tego co powyżsi panowie napisali, dla mnie ten rok będzie należał do wielkich robotów, bo jeszcze gdzieś nowy Macross majaczy na horyzoncie. Oprócz tego to oczywiście czekam na filmowe Heaven's Feel, datę trzeciej kinówki Nanohy, i ekranizację mangi Vivid, która startuje wiosną.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I takim oto optymistycznym akcentem kończymy nasze podsumowanie. Mamy nadzieję, że znajdzie się choć kilka osób, które przeczyta te nasze wypociny (oryginalny skrypt ma 9 stron) i zostawi po sobie ślad w sekcji komentarzy. Podzielcie się też waszymi typami z wybranych kategorii. Jest nas w końcu tylko czterech i mogliśmy pominąć jakąś perełkę. Tymczasem jednak żegnamy się z Wami i mamy nadzieję, że za jakiś rok pojawi się podobny tekst, bo dobre tradycje nie powinny umierać!

GVn3tFh.gif

 Share

29 Comments


Recommended Comments



Podziękowania dla Xerbera, Nue i Sefnira! Na marginesie Xer, świetna robota z formatowaniem i obrazkami.

R2atVi8.gif

E tam... Myślałem nad tym opisami całe popołudnie, a i tak wyszło sucho ;__; - dop. Xerber

Link to comment

To paskudne uczucie, kiedy nawet kupionych własnymi ręcyma mang nie chce ci się zacząć czytać :/ Ale i tak fajno, że coś wydają. Co do anime, to się nie wypowiadam, bo dość długo miałem problem z byciem na bieżąco i w sumie dopiero teraz staram się to nadrobić. Powolutku.

Link to comment

W sumie trochę głupio się wypowiadać, gdy się obejrzało ledwie dwa tytuły z tego roku, ale co tam.

Duży plus dla Gekkan Shoujo Nozaki-kun, bo zaśmiane było kilka razy dosyć mocno, a zazwyczaj humor z anime zupełnie mnie nie rusza, za to props.

Olbrzymi minus dla Golden Time, bo okazał się strasznym badziewiem. Bezpłciowi bohaterowie, przez większość czasu zupełnie nic się nie dzieje, top 3 najgłupszych zakończeń (filmy/seriale/anime) widzianych przeze mnie w 2014 roku. Nie wiem jak zdołałem to obejrzeć do końca.

Link to comment

Jak wyglądało moje animcowanie w 2014?

Yyyy. Maratonowałam JoJo. Kupiłam niedawno 2. tom Berserka (fukken cliffhanger >:I) i skończyłam All You Need is Kill.

Być może robiłam coś wcześniej, ale nie pamiętam. Moja pamięć ulotniła się po tym, gdy spędziłam większą część Sylwestra, klepiąc opko o pucykach kony mających nie-standy.

Co ja robię ze swoim życiem.

Link to comment

Ze sporą częścią się zgodzę, szkoda tylko, że nikt nie wspomniał o Haikyuu!. To chyba jedyne anime, które skończyło 2014 z dyszką na moim MAL. Świetna kreska, świetni bohaterowie, moja ulubiona siatkówka... Czego chcieć więcej? W sumie to trzeci sezon Chihayafuru by się przydał.

Link to comment
Ze sporą częścią się zgodzę, szkoda tylko, że nikt nie wspomniał o Haikyuu!

Gdyby TL-kun od Crunchy nie był totalnym idiotą to bym obejrzał całość. Gdyby futsuu nie stracił weny, też bym obejrzał całość. Obejrzałem 8 epów (reszta nigdy ;_; ), ale i tak po tych ośmiu odcinkach było widać, że jest to seria niebo lepszy od obu sezonów KuroBasa. Za pół roku (bo kurobas s3 będzie miał pewnie 25 epów) S2 Haikyuu, więc może zdążę dooglądać, a jak nie to poczytam mango.

Czego chcieć więcej? W sumie to trzeci sezon Chihayafuru by się przydał.

Jep. W sumie jest już chyba na tyle materiału, żeby można było robić S3. Niech tylko Madhouse dostanie kasę od rządu i związku karuty. Teraz mają Death Parade, na wiosnę Ore Monogatari, do lata wyjdzie jeszcze z 5-6 rodziałów mango... więc może jesień+zima? Nie miałbym nic przeciwko.

Link to comment

Miło, że tradycja podsumowań na blogach dalej żyje <ok>

A lista całkiem konkretna; mało na niej Bahamuta, ale mimo wszystko jest. Do zaskoczeń mogę dodać Girlfriend, które zamiast być kolejną niewyróżniającą się haremówką, wywaliło z adaptacji self-insert protagonistę i zostało wcale przyjemnym "urocze girls doing cute rzeczy."

Na rok ubiegły łapie się jeszcze drugi sezon Woosera - krótkich CGI (z pewnymi wyjątkami) odcinków o ponurym królikopodobnym kosmicie, który od życia chce tylko pieniędzy, jedzenia i urodziwych dziewcząt. Polecam.

Link to comment

Akame Ga Kill nie było dla mnie aż takie straszne, bo nie znam mangi. Ot, przeciętniak. Gdybym znał mangę to pewnie zgodziłbym się z Xerberem.

Gekkan Shoujo Nozaki-kun

było absolutnym numer 1, szkoda że nie było dłuższe. To samo Barakamon. Nie cierpię gdy coś się kończy zanim się dobrze zacznie. Z

Mushishi muszę dokończyć pierwszy sezon. Genialne anime, ale szkoda że epizodyczne- jak w książkach prawie nigdy(prawie bo Wiedźmin) nie biorę się za zbiory opowiadań tak nie lubię gdy anime nie tworzy jednej dłuższej, spójnej historii. Nawet Bepopa przez to zostawiłem w połowie.

Isshuukan Friends

jest świetnym przykładem że da się zrobić bardzo dobre szkolne anime o przyjaźni i miłości bez śladu ecchi.

Ah, i Stardust Crusaders. Z jednej strony świetna, oryginalna rzecz pełna przesady i absurdu. Ale- z drugiej strony- mam odwrotne odczucia odnoście mangi i anime. W mandze robi się się ciekawiej gdy pojawiają się Standy, w anime- lepszy był dla mnie pierwszy sezon, zwłaszcza jego druga część z Josephem. Walki z wykorzystaniem Ripple/Hamon dalej zawierały sporo kombinowania a były zdecydowanie bardziej dynamiczne i widowiskowe w animowanej wersji w porównaniu z tymi wykorzystującymi Standy. No i ten niesamowicie trollujący Joseph :D

I jeszcze Sword Art Online II. Bardzo przyzwoite, zwłaszcza tak bardzo odmienne od reszty materiału Mother's Rosario. Feelings, ah, feelings....

Link to comment

Cóż, mnie bardzo się podobało No Game, No life, tylko ja jeden go oglądałem ? Kill la kill teoretycznie zalicza się do roku 2013, ale kończy w 14, więc mogę o nim pisać :) A fakt jest taki, że o ile pierwsze 10-11 odcinków bardzo mi się podobało, o tyle reszta mnie już męczyła...

No i Log Horizon, choć wciąż uważam, że za mało serial koncentruje się na Shiroe, a za dużo na drobnicy...

Do tego Strike the Blood, który może i był haremówką, ale za to z wampirami, przez co ma dla mnie +3 dla przyjemności z oglądania :)

I może jeszcze Mah?ka K?k? no Rett?sei, świetne anime, walki dynamiczne, no i główny bohater odpala atomówki jednym strzałem, porusza się jak błyskawica i ogólnie jest jednym z największych bad-assów jakich widziałem. No i ta Erica :)

Za to strasznie rozczarował mnie Golden Time, no panowie, pierwsze trzy odcinki fajne, ale następne to jakiś pogrom... No EPIC FAIL tego roku: Tokyo Ghoul... Co prawda nie jest to jeszcze poziom SS: Omega, ale jest blisko. Serio, manga jest fantastyczna, ale serial to jakaś papka, do tego więcej krwi to ja widuję w "Czarodziejce z Księżyca".... A tak swoją drogą to nie potrafię się przekonać do nowej edycji, jakoś po pierwszym odcinku mnie to nie zachwyciło.

Aha i na koniec honorable mention: Madan no Ou to Vanadis, wiem, że większości mogło to anime nie zachwycić, ale mnie przyciągało trzema rzeczami: główny bohater nie wywija stu kilowym Buster swordem, zamiast tego używa łuku, czego nie widziałem... właściwie nigdy w anime. A pozostałe dwa to: a) cyce i b) CYCE

Link to comment

Cóż, mnie bardzo się podobało No Game, No life, tylko ja jeden go oglądałem ?

Oh, ja jakoś zupełnie zapomniałem że to też było w 2014 :D a chyba najlepiej się przy tym bawiłem ze wszystkich anime w tym roku, mam nadzieję że będzie kiedyś drugi sezon, bo jeśli zostawią to na zawsze w formie 12 odcinkowej reklamy light novel to się wkurzę.

  • Upvote 1
Link to comment
Nawet Bepopa przez to zostawiłem w połowie.

Ale tam jest łącząca wszystko historia, tyle że zaczyna wychodzić właśnie bardziej w drugiej połowie i na koniec. Słynne ostatnie sceny to jej zwieńczenie.

Mah?ka K?k? no Rett?sei, świetne anime

Ja się już tyle nasłuchałem o Jezusie Tatsuyi (dzięki, Felessan) i Machołce, że jakoś nie mam ochoty kontynuować oglądania w najbliższym czasie.

Link to comment

W moim przypadku to kontakt z mongolskim paskudztwem erotycznym ograniczył się wyłącznie do oglądania filmów studia Ghibli i rysowaniem cycków. No i prowadzeniem konkursów o cyckach. Koszmar, mówię wam.

Mimo szczerych chęci nadal nie zacząłem oglądania żadnych serii anime - za to mój brat przeleciał przez całe Naruto, Avatara i One Piece. Trochę się o niego martwię.

Link to comment

Serio bielik, oglądnij sobie jakiegoś Death Note. Każdy ci powie, że to dobry tytuł na rozpoczęcie przygody z anime. Ma swoje fabularne głupotki, ale ogląda się to szalenie przyjemnie, jak dobry thriller. Odcinków jest dość sporo (no, zależy czy patrzeć na to z perspektywy normalnych serii, czy takiego Naruto :P), bo 37, ale nudzić się na pewno nie będziesz. Co ci szkodzi sprawdzić?

Link to comment

Prawdopodobnie brak czasu. Musiałbym wyciąć część z planu, a plan dnia (bez wykładu/ćwiczeń/pracy) wygląda tak: 8-15 - nauka/sprzątanie/czytanie, 15-18/19 - rysowanie/malowanie/poprawianie w PS, 19-22 - stary film, 22-24/1 - gry video :P

Trochę zarobiony jestem. Zero życia towarzyskiego ;__;

Link to comment

I może jeszcze Mah?ka K?k? no Rett?sei, świetne anime, walki dynamiczne, no i główny bohater odpala atomówki jednym strzałem, porusza się jak błyskawica i ogólnie jest jednym z największych bad-assów jakich widziałem. No i ta Erica smile_prosty.gif

Jeśli animu ci się spodobało, to zabierz się za LNkę. Jest znacznie, znacznie lepsza. Adaptacja wyszła słabo.

Link to comment

@bielik

IMO w tym planie dnia raz na jakiś czas można sobie pozwolić na to, by czytanie, stary film, albo gry zastąpić chwilą na coś innego. Nikt też nie każe ci łykać całej serii na raz. Jeden odcinek anime wraz z openingiem i endingiem trwa niecałe 25 minut. Dawkując sobie jakiś tytuł, choćby w trybie w jakim są one emitowane w TV (jeden odcinek na tydzień) nie powinno być to jakimś wielkim problemem. :P

@Sefnir

Animowana Mahouka była tak żałośnie zła, że aż dobra. XD Ciągle liczę na drugi sezon. :]

Link to comment

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...