Jump to content
  • entries
    161
  • comments
    916
  • views
    177,951

Cyfrowe legendy zachodu


Sergi

505 views

 Share

Dziki Zachód to temat wyjątkowo wdzięczny i plastyczny. Tak bardzo, że doczekał się własnego gatunku w kinematografii.

Klasyczny motyw walki dobra ze złem, wyjątkowy okres w historii, krajobrazy prerii.

To właśnie z tego gatunku wywodzi się wielu wielkich aktorów i doczekał się licznych reprezentantów na szczycie listy IMDb100.

A mimo to, jeśli chodzi o gry, dobrych westernów jest jak na lekarstwo. Jeśli porównać ich ilość do gier osadzonych w realiach drugiej wojny światowej, to jest ich ułamek. Na szczęście jakość rekompensuje ilość. Tak to już bowiem jest, że przeważnie gdy wychodzi gra o dzikim zachodzie, to z miejsca staje się hitem. Tym bardziej zastanawia więc, czemu tak mało firm decyduje się na tego typu produkcje wink_prosty.gif

256px-Desperados_box_cover_design.jpg

Desperados

W zasadzie pierwszą grą o dzikim zachodzie był Gun.Smoke (1985), ale to właśnie Desperados: Wanted Dead or Alive z 2001 zaczął dobrą passę gier spod znaku rewolweru i sombrero. Głównym bohaterem gry jest - jakżeby inaczej - rewolwerowiec, John Cooper, który przemierza Nowy Meksyk w poszukiwaniu sławy i złota. Gra nie jest jednak shooterem (który chyba najlepiej pasuje do tego settingu) a RTSem w stylu Commandos. Mamy więc sześciu bohaterów - John, Doc, Sam, Sanchez, Kate i Mia, każdy dysponujący innymi umiejętnościami, których wykorzystanie jest konieczne do przejścia fabuły. Rozgrywka składała się z dużej ilości planowania i jeszcze większej wczytywania; Dobre oko i szybka ręka nie dawały żadnej przewagi. A jednak przykuwała na długie godziny klimatem i całkiem niezłą, jak na owe czasy, oprawą. Paradoksalnie sequel, już w formie klasycznego shootera, nie powtórzył sukcesu oryginału.

imgCall%20of%20Juarez1.jpgcover.jpg

Call of Juarez

Zdania co do serii Call of Juarez są podzielone - jedni uważają pierwszą część za polskiego HL2 na dzikim zachodzie, dla innych to crap, z którego jakimś cudem wyciągnięto świetną drugą część. Jedno jest pewne - Marka CoJ rozsławiła polski przemysł gier na cały świat.

Głównymi bohaterami gry są Billy, młody meksykanin poszukujący słynnego skarbu Juareza i Ray McCall, ścigający go były bandyta i kaznodzieja. Historię poznajemy naprzemiennie, grając raz Billym, raz Rayem. Ten pierwszy używa głównie bicza i łuku, a jego etapy oparte są głównie na skradaniu. Ray zaś to typowy rewolwerowiec - większość problemów rozwiązuje dobywając swoich rewolwerów. W grze zastosowany ciekawy bullet time, w którym mamy na ekranie dwa celowniki (bo i klamki były dwie), które odpalaliśmy obydwoma przyciskami myszy.

Więzy Krwi natomiast opowiadają o młodości Raya, gdy razem z braćmi zdezerterował z wojska (walczyli po stronie Konfederacji) aby ścigać Juareza za zabicie rodziny. Gra była dużo bardziej zaawansowana technologicznie, została także wydana na konsole, ale brakowało jej oryginalności pierwszej części.

Z obowiązku wspomnę jeszcze o trzeciej części, która w jakiś sposób wiąże się z serią, ale opowiada już o czasach współczesnych i jest takim crapem, że wstyd o niej mówić.

600full-gun-cover.jpg

Gun

Gun to typowe shooterowe mięcho wsadzone w zachodnie stany Ameryki pod koniec dziewiętnastego wieku. Gra była co prawda z założenia sandboxem, ale ubóstwo misji, prosty świat i krótka kampania sprawiły, że grało się w nią jak w typowe shootera. Jeśli oczywiście za 'typowego' uznamy takiego, w którym mnóstwo jest flaków i krwi. Gun przodował bowiem w efektownych wymianach ognia i dużej brutalności, której kwintesencją była opcja skalpowania rannych przeciwników. Z takim skalpem nie mogliśmy nic zrobić, funkcja istniała więc wyłącznie dla zboczonej przyjemności graczy.

20100928175816%21Rdr_cover.jpg

RDR

Gun po części wzorował się na Red Dead Revolver, pierwszej części "GTA na dzikim zachodzie". Ale dopiero druga część serii od R* - Red Dead Redemption - zyskała sławę najlepszego sandboxa na Dzikim Zachodzie. Bo i ma wszystko to, co charakteryzuje najlepsze tytuły z serii o kradzieży samochodów - rozległy świat, bogaty w misje i wyzwania, bogactwo różnych mechanik rozgrywki i balansowanie na granicy prawa. A jeśli chodzi o mechanikę, RDR pietyzmem przebija większość stawki. Niezależnie od tego, czy pojedynkujesz się na rewolwery, rzucasz podkowami czy grasz w Texas Hold 'Em, masz wrażenie, że to gierki, które można by wyciąć i sprzedawać osobno, tak dobrze zostały zrobione. A do tego dochodzi główny wątek fabularny (z całkiem niegłupimi decyzjami moralnymi), multi i dodatek z zombie.

To oczywiście nie wszystko, co stworzono na temat dzikiego zachodu. Wymienić jeszcze można Lead & Gold, dostępny poprzez Steam klasowych shooter nastawiony na multi, czy Wanted, całkiem niezły mod do pierwszego Half Life'a, ale w zasadzie żadna produkcja nie zbliżyła się, przynajmniej moim zdaniem, poziomem do wyżej wymienionych. A Wy? Macie swoje ulubione westerny?

 Share

4 Comments


Recommended Comments

To chyba oczywiste, że RDR w tym zestawieniu bije wszystko na głowę ;). Bound in blood też było całkiem fajne, ale nie na tyle żeby je traktować lepiej niż średnio - dobrego fpsa.

  • Upvote 1
Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...