Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

Black Shadow

Dla hardkorów - grindcore/goregrind/noisegrind/inne

Recommended Posts

@Kisiel

Znam Leng Tch'e już parę lat. Nieźle łoją, ale nie na tyle, bym o nich nie zapomniał :). Także dzięki za przypomnienie.

@MetalurgPL

Aaaa, to Ty piszesz o tych piratach :). Lubię ich muzykę, ale ona ma dużo więcej z thrashem i death metalem niż z grindem. Jedyne co ich łączy (imho) z grindem to naleciałości po Napalm Death. No i krótkie kawałki. Choć przy np. kapeli Odbyt, to kawałki Swashbuckle są strasznie długie :P.

@Assasin93

Nie kojarzę nic z tych nazw, które podałeś. W wolnej chwili sobie sprawdzę.

Link to comment
Share on other sites

Ostatnio dużo słuchałem modnej kapeli z za oceanu, mianowicie The Red Chord. Tez fajna młócka w zasadzie grindcorowo-deathcorowa ze szczyptą technicznego deathu. Co ciekawe gdzieniegdzie da się usłyszeć wpływy Lamb of God czy Pantery, chociaż to muza zupełnie z innej bajki. Polecam ostatnią płytkę Fed Through The Teeth Machine, bo tylko tą słuchałem.

Link to comment
Share on other sites

@Up

Nasum? Przecież to wręcz kultowa grindowa kapela, której grzech nie znać :]. Wystarczy wspomnieć, że ich były (niestety :[) wokalista - Mieszko Talrarczyk - zginął podczas tsunami w 2004 roku. Głośno o tym było. A kapela ma już swoje lata. Istnieją bodajże od 1992 roku. Mimo, że pierwszy album - Inhale/Exhale - wydali w 1998.

Link to comment
Share on other sites

O, ktoś o mnie pomyślał? Jejkuuu. Nie wiem, o czym tu wspominaliście, bo nie chce mi się tego czytać, ale dołączam się do Stillborna, że Nasum wstyd jest nie znać. DE-FENCE?! BULL-SHIT! : D

Cephalic Carnage. Kto nie zna przynajmniej Endless Cycle of Violence, niech spynia do domu. Xenosapien rzeza na kawałeczki, podobnie jak Perversions... and the Guilt After. I wszystko inne zresztą też.

Pig Destroyer. Prowler In The Yard, Terrifyer i Painter of Dead Girls <333 Jeden z bardziej oryginalnych grajdnów, jakie miałam przyjemność usłyszeć.

Last Days of Humanity. Nudnawe, ale całkiem radosne.

Satan's Revenge on Mankind. Jeśli ktoś ma rubaszne poczucie humoru, a ja do takowych należę, polubi : ) Poza tym (skądinąd) SxRxOxM zdecydowanie wpada w ucho.

[beeep]...I'm Dead. Kawałek My Feral Fucktoy to absolutne cacko.

Anal Cunt. Brak wszystkiego nadrabiają tytułami. ;]

Regurgitate. Płytka Carnivorous Erection z pamiętną okładką to, moim skromnym zdaniem, najlepsza rzecz w ich dorobku.

Więcej mi tak z marszu do główki nie przychodzi, a nie będę wymieniała oczywistości, które są bardziej kombinowanym defem z elementami grajndowej sieczki, niż stricte grajndem albo jego pochodnymi. A przy okazji zauważam, że zdecydowaną rzadkością są kapele z tego gatunku, grające tak, żebym je zapamiętała i odróżniła od odgłosów podobnych burzom w kiszkach, toteż podwójne brawa dla łebków z listy powyżej.

Link to comment
Share on other sites

Wracając do Milking The GoatMachine. Mam tutaj do zaprezentowania ich filmik z trasy koncertowej, produkcji Nuclear Blast Records.

Nie wiem czemu, ale można by było o nich powiedzieć, że to takie grindocore/goregrindowe Lordi ze względu na to, że swe twarze ukrywają w maskach. A poruszając wcześniejsze także zagadnienie na temat, kto jest wokalistą na koncertach - to mi się wydaje, że mają mikrofony pod maską :P

Link to comment
Share on other sites

Właśnie sobie kupiłem Świnioujście kapeli Łeb Prosiaka. Z jednej strony, to taka sama sieka, jak w Wielkim otwarciu parasola..., czyli skrajnie proste piosenki, seksistowskie i obleśnie teksty podparte na zaskakująco rytmicznie pracujących gitarach. Ale z drugiej strony pojawiły się kojarzące mi się z death metalem naleciałości. Nadal jest to bardzo prosta muzyka, ale gitary momentami deathowo młócą. Czyli progres jest, stagnacji nie ma. Still jest zadowolony :].

Link to comment
Share on other sites

Tak... już mi się przypomniało, że dużo jest zespołów, gdzie muzycy noszą maski (Choćby także slipknot). Skleroza boli... !!!

Czy chociażby Mushroom Head. Chwała Bogu, że moda ma maski minęła, bo troszkę to kiczowate było ...

Link to comment
Share on other sites

Tak, założycielem To Seperate The Flesh From The Bones jest perkusista zespołu Him :P Fajnie chłopaki grają i szkoda, że mają w dorobku tylko jedną płytkę,

Nie miałem jeszcze przyjemności słyszeć, a pamiętam recke z ok. 2004 roku, więc już dużo czasu minęło. Ogólnie, to zapamiętałem fakt istnienia tego projektu tylko ze względu na dorobek perkusisty się tam udzielającego. Widać facet ma dość pykania tego samego rytmu do wszystkich piosenek i chciał trochę poszaleć :].

@Up

Oj, nieładnie panie moderator offtop robić :].

Link to comment
Share on other sites

Tak trochę głupio wychodzi, że mam post pod postem, ale sporo czasu minęło i nikt inny się tu nie wpisuje, więc myślę panowie moderatorzy, że krzyczeć nie będziecie :].

Kupiłem sobie niedawno ciekawą płytkę. Mianowicie Punk Sugar zespołu Third Degree. I jestem nieco zaskoczony (in plus). Otóż grają (nie wiem, czy na innych swoich wydawnictwach także, bom nie słyszał) dość melodyjnie. Jak na grind core, to nawet bardzo. A partie gitarowe zawierają sporo "przestrzeni". Nie spotkałem się z czymś takim w grindzie, a trochę już słyszałem. Bardzo mi się to podoba i poważnie zastanawiam się nad zakupieniem innych płytek z muzyką tych gości. Słucha ich ktoś? Z chęcią poznałbym Wasze opinie na temat tej kapeli.

Link to comment
Share on other sites

Deafist - Sixth Extinction - Pojechany grindcore, który chyba jest najdłuższy, jaki dotąd znam. Wszystkie 19 utworów (poza dwoma) przekraczają minutę i dojeżdżają prawie do dwóch minut.

Empty Playground - Under Dead Skin - Nie jest to grindcore, ale ten album bardziej by pasowałby tutaj, gdyż jest to skomplikowana mieszanka Black/Death metalu, do którego dochodzą także czynniki industrialu i gore'u.

Link to comment
Share on other sites

Bullet For My Valentine

Może nie jest to do końca jakiś "core" (metlcore, albo bardziej trash metal, ale to nie już to samo), ale ma bardzo ostre nagrania i jest w nich sporo agresji. Posłuchajcie sobie Hand of Blood, Waking The Demon, albo Room 409, aby przekonać się jak bardzo są dobrzy i, ze potrafią młócić na wiosłach, ale są też słodziutkie, milutkie (jak na ten gatunek ;)) nagranka (All These Things i Hate, Road To Nowhere). Naprawdę są świetni. Niesamowity wokal Matta, oraz ostra sieczka gitarowa, sprawiają, że chce się ich słuchać w nieskączoność. Ostatnio bardzo mało używa growlu, ze względu na niedawno wycięte migdałki ;)

Link to comment
Share on other sites

Panowie trzeba przyznać grają całkiem ciekawie, ale na lastf.fm znalazłem też tagi w stylu emocore :P Jasne, nie jest to muza pokroju Tokio Hotel, bo swoją ostrość ma, ale też gdy posłucha się kapel stricte grindcorowych to pewna różnica w nawalaniu jest :) A tak teraz odpaliłem sobie z dwa kawałki na YouTube i rzeczywiście, źli nie są, ale na pewno nie powiedziałbym, że mamy tutaj sieczkę gitarową... IMO, fajnie grają, ale bez przesady ^^

Link to comment
Share on other sites

Nie jestem pewny, ale Bullet Valentine mógłby się znaleźć w innym wątku, bo nie jest on aż taki dla hardcorowców :D Ale tak btw to ja ostatnio słucham dwa ciekawe polskie grindocore'owe kapele:

NYIA - More Than You Expect oraz Third Degree - Punk Sugar dwie wyczesane polskie kapale, z czego ten pierwszy zwie się polską supergrupą grindocore'owa. Łączy ona także ze sobą elementy death metalu, jak i jazz. Druga kapela nic nie łączy ze sobą. Standardowy grindcore pełną gębą przy którym także się morda cieszy z krótkiego, aczkolwiek mocnego łojenia.

Link to comment
Share on other sites

Tu się zajmujemy przecież schizą związaną z grind corem i pochodnymi, a Bullet for my Vallentine do tego pasuje jak pięść do nosa. O tej kapeli powinno się jednak pisać w innym temacie.

Heh, a nie tak dawno pisałem w tym topicu o Third Degree :]. Nawet o tym albumie. Przeskocz na poprzednią stronę.

O NYIA to słyszałem naprawdę wiele dobrego, niestety samej muzyki nie dane mi było słyszeć. Muszę się w końcu skusić na jakiś ich album. Pewnie zacznę od ostatniego i będę się cofał do początku. Mam tylko nadzieję, że chłopaki nie cierpią na nadpobudliwość i nie wydają po 3 splity, EP'ki etc. na rok :]. Ale chyba nie, bo nazwa jakoś nie specjalnie często się po różnistych zineach przewija.

Link to comment
Share on other sites

Wormrot to kawałek soczystego grindu, jakiś czas temu wydali debiutancka płytkę zatytułowaną Abuse.

A Bullet For My Valentine to syf niemiłosierny, na pewno nie nadaje się do wątku o grindzie.

Link to comment
Share on other sites

Niezgorszy ten Wormrot, ale jakiś głębszych emocji u mnie nie wywołał. Może to się zmieni, jak poświęcę tej kapeli więcej czasu. Puki co, to mogę napisać, że są warci nieco bliższego zaznajomienia się z ich muzyką, ale u mnie bez większych ekscytacji. Jakoś nie złapała mnie ta muzyka za moje przegniłe serducho :].

Link to comment
Share on other sites

Witam wszystkich- to mój pierwszy post :)

Jako miłośnik brzmień ekstremalnych (nie tylko metalu), polecam takie zespoły jak Cannibal Corpse (zwłaszcza pierwsze albumy, gdy udzielał się tam jeszcze Krzyś), początki Carcass, który to jest klasyką goregrind'u, z grindcore'u- Pig Destroyer, a dla miłośników okrutnej sieczki brutal death metalowej, Guttural Secrete oraz Katalepsy. To tak na dobry początek- zespoły, które każdy miłośnik gitarowo- perkusyjnej rzeźni, powinien znać :)

Natomiast Bullet For My Valentine jest tu chyba jakimś żartem.

Link to comment
Share on other sites

Ostatnio zaciekawiłem się formacją, która zwie się Amorphous (nie mylić z fińskim Amorphis), po trasie "De Profundis... ". Jest to wprawdzie kolejny death metalowy zespół, będący tworem Marka Pająka, ale i występują tutaj wątki grindcore'owe, a dokładniej ma 2 utwory poniżej jednej minuty na albumie Return from the Dead , a tymi utworami są: "Buried" oraz "Church of Ghost".

Wersja koncertowa utworu "Buried" -

Link to comment
Share on other sites



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...