Jump to content
Sign in to follow this  
Guest Radyan

[Free] Free Sesja

Recommended Posts

Guest Radyan

Obudziłem się, jak zwykle zresztą, na dworcu metra w którejś z podrzędnych dzielnic w Neapolu. Wszystkie są takie same, więc już od dawna przestałem się interesować ich nazwami. Liczyły się wolne miejsca na ławkach, albo zakątki, gdzie zdarzało się nie słyszeć codziennego gwaru przez nawet godzinę w ciągu doby. Kości dawno przestały pobolewać po nocach spędzonych na betonowej podłodze. Orgaznizm przestał odczuwać przejmujący innych chłód. Stał się odporny, jeżeli w tych czasach cokolwiek naturalnego można określić tym słowem. Powoli wygrzebałem się ze stosu rozrzuconych wszędzie kartonowych pudeł. Dziwne, że nie były prawie w ogóle zajęte - takie okazje nie zdarzają się często.

Przeciągając się i ziewając skierowałem się ku dworcowej toalecie. Jednak gdy tylko spróbowałem stanąć na nogi caly świat skręcił się wokół jakichś nieprawdopodobnie rozmieszczonych osi i zajaśniał jaskrawymi kolorami. Huk przejeżdżającego pociągu zdawał sie dochodzić do mnie ze wszystkich stron. Oszołomiony padłem z powrotem na ziemię i leżałem jeszcze dłuższą chwilę.

Cholera, zawsze tak się dzieje następnego dnia - powiedziałem do siebie w duchu. Przypomniałem sobie, że wczoraj dostałem całkiem niezły towar za to w sumie proste włamanie to sieci jakiejś podrzędnego przedsiębiorstwa. - Do diabła, przez to świństwo już chyba od ponad miesiąca nie zdarzyło mi się spać we własnym łóżku... Stary Holmes pewnie z siebie wychodzi nie mogąc wydębić ode mnie ani grosza za czynsz... Dziwię się, czemu mnie jeszcze nie wyrzucił, w końcu elektrownia i gazownia dawno już się na mnie poznały i odcięły mnie od cywilizacji... Chyba jednak jestem mu jeszcze potrzebny. - zamysliłem się przez moment. - Muszę wrócić. Dać znać, że żyję. Wyjaśnić parę spraw. Może znów odezwali się ci sekciarze, którzy go gnębili jakiś czas temu. W sumie to... martwię się o niego. Staruszek jest jedyną ważną osobą w moim życiu... I ja w jego... Chyba...

Nie chciałem tracić czasu na czcze rozmyślenia. Nauczyłem się, że jeżeli akurat nie włamujesz się do jakiegoś systemu, to wpierw musisz działać. Jeżeli bowiem zaczniesz najpierw myśleć, to na działanie nie starzczy ci czasu. Wszedłem do pociągu, który akurat zatrzymał się na stacji. Nie musiałem patrzeć dokąd jedzie. I tak wszystkie przejeżdżają przez Centrum... Rozglądnąłem się po wagonie... Nic ciekawego... jakiś obdartus, jakaś paniusia, poza tym kilku niezbyt wyróżniających się osobników... No i ten śmieszny staruch z wielką głową...

- A niech go, niezły burak... Dawno tu takich nie widziałem... W sumie to w ogóle takich nie widziałem... - od razu zrobiło mi się weselej. Choć nie do końca... Jeden z pasażerów nie budził mojego zaufania. Ani trochę. Dziwne przeczucie mówiło mi, że nie jest do końca człowiekiem... Nie wiem dlaczego, ale byłem przekonany, że jego ciało dosłownie kipi od implantów... Albo całe jest implantem... Takie rzeczy też się zdarzały... Ale pies ich wąchał... - zająłem się czyszczeniem mojego noża - zawsze zajmowałem się tym, kiedy nie miałem nic lepszego do roboty...

Nagle poczułem potężny wstrząs. Błysk światła. Przeraźliwy huk i przeraźliwa cisza... Zapach siarki... Ból w głowie i w prawej ręce... Otworzyłem oczy... Wagon stał w miejscu, jakiś wybuch praktycznie rozerwał jego przednią część. Poskręcany metal foteli i poręczy tworzył niezwykłe figury... Spojrzałem na resztę pasażerów. Część na pewno była martwa, chyba że można żyć składając się z dziesięciu części... Ci, którzy przeżyli wyglądali na zszokowanych i przerażonych. Nagle w części, w której nastąpił wybuch dało się słyszeć miarowe uderzenia. Po chwili drzwi wyleciały z zawiasów. Do wagonu weszło pięciu ludzi w klownich maskach i w dziwnych habitach z nieznanym mi symbolem na piersi. W rękach mieli pistolety. Plazmowe. Rozejrzeli się i jeden z nich podszedł do pierwszego ciała. Wystrzelił w głowę, która zamieniła się w płynną substancję o temperaturze wystarczającej, by zaczęła przepalać podłogę. Na szczęście facet był już martwy, kiedy się to działo. Potem następny. I następny. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że niedługo i mnie czeka taki sam los... Nie było czasu na myślenie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Radyan

Kiedy człowiek w habicie zbliża się do mnie i mierzy we mnie z pistoletu wykonuję szybki ruch nogami podcinając go. Ten będąc totalnie zaskoczony pada na podłogę upuszczając jednocześnie pistolet, który ląduje za rzędem fotli po drugiej stronie przejścia. Słyszę jakieś przekleństwo rzucone przez jednego z jego kumpli. Wykorzystuję element zaskoczenia i szybkim ruchem wbijam nóż w pierś leżącego napastnika dziękując w duchu Bogu, że nie wypuściłem go z ręki, kiedy nastapiła eksplozja. Nie czekam na to, aż zostanie ze mnie kupka plazmy i rzucam się głową naprzód przez przejście starając się wylądować tam, gdzie upadł pistolet upuszczny przez faceta w habicie. Niezbyt zgrabnie upadam na bark, ale ważne, że tamci nie zdążyli wystrzelić... Błąd... Z fotela za którym się ukryłem zieje wielka niczym ludzka głowa dziura, a jej brzegi są całkowicie stopione. Dostrzegam przez nich jakiegoś klowna, chyba będzie strzelał jeszcze raz... Szybko łapię pistolet i wciskam się jak najbardziej w kąt mając nadzieję, że choć jeden z pasażerów zareaguje...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Yager

Wybuch odrzucił mną jak szmacianą lalką, a upadając rozciąłem sobie skroń o powyginane krzesło... Skupiłem swe myśli na mieśniach swoich rąk, wiedząc że same nie podniosłyby mnie i przeklinając ten fakt podnisłem się. Już miałem pomóc mięśniom swych nóg, gdy usłyszałem strzał...

Szybki rzut oka po wagonie i zorientowałem się o co chodzi. Dałem sobie spokój z wstawaniem i skupiłem się na broni jednego z napastników - ta szybko wyrwała się z jego dłoni, odwróciła się i wystrzeliła prosto w czoło swego właściciela.

Taa, teraz drugi... Argh!! - szeptałem sam do siebie, gdy nagle okropny ból poraził mą głowę. Zapomniana broń upadła na podłogę... - Znowu to samo!! Zawsze gdy zbytnio się skupię ból rozsadza mą głowę od środka! Wszystko przez tą cholerną ranę i nadmiar emocji! A wiedziałem, że nie mogę się ekscytować! Argh!! - ostatnie słowa prawie wykrzyczałem i po chwili upadłem na podłogę, czując tylko potworny ból...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niech to szlag - podnosze się z podłogi wagonu z bólem głowy. Przez chwilę nie moe utrzymać ruwnowagi, łapię się jednej z rurek, których w wagonie pełno. Rozgladam się dookoła, widze kilka ciał i krew na podłodze, ścianach i szybach - co się stało? Chwiejnym krokiem zmierzam do drzwi gdy nagle słyszę krzyki dobiegające z któregoś ze wcześniejszych wagonów, podnosze sój zakrwawiony neseser, otwieram go i wyciąga swój pistolet, wsadzam magazynek po czym przeładowuje i odbezpieczam broń. Wchdzę do nastepnego wagonu, awaryjne oświetlenie pulsuje nie regularnie ukazując na chwilę to co widzialem w poprzednim wagonie. Ostrożnie przechodze przez spowity pól mrokeim wagon, gdy dochodze do kolejnych drzwi przez szybę widze kilku facetwów habitach wymahujących pistoletami. Stoją do mnie plecami i tak więc moge bez obaw wycelować i zdjąć jednego lub dwóch zanim się zorientują co jest grane. Przypinam do pistoletu celownik laserowy i pocichu uchylam drzwi od wagonu, przez szpare wystawiam lufę pistoletu, gdy widze czerwony punkcik na potylicy jednego z facetów ciągne za spust. Faet pada na ziemię zabryzgując podłogę krwią i szczątakmi mózgu, drugi z nich odwraca się w moja stronę jednak zanim orientuj się gdzie jestem oddaje 4 strzały w jego klatkę piersiową. Został jeszcze jeden, prawdopodbnie mnie widzial, wycofuje się do poprzedniego wagonu i w mroku oczekuje na rozwój wydarzeń.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Co u licha...-klnę cicho podnosząc się z zapiaszczonego dna wagonu. Z początku rozglądam się, poszukując żywych w tym przepołowionym, ciemnym wagonie.-Gdybym siedziała o dwa siedzenia dalej, ufff...

Wtem, z sąsiedniego wagonu dochodzą odgłosy walki. Parę strzałów z jakiegoś plazmowego gnata, pchnięcie nożem, i strzały z konwencjonalnej broni. Drzwi do mojego wagonu uchylają się. Postać, dość ciemna na tle jasnego okienka, w długiej szacie, wślizguje się do mojego wagonu i zaczhyna celować.

-Znowu jakiś sekciarz-myślę. Robię kilka ostrożnych kroków w jego stronę. Gdyby nie ta rana w lewej łydce... Zajść cicho od tyłu, to podstawa. Teraz szybki ruch obu rąk i postać w masce klowna pada na ziemię ze skręconym karkiem.

Delikatnie zerkam przez okno... Czy to już wszyscy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siła eksplozji rzuca mną o przeciwległą ścianę wagonu. "Co się dzieje, do jasnej cholery!?" wyginam się tak, aby rękoma chwycić jedną z nieicznych całych rurek, a nogami zaprzeć się o ścianę. Spadam na podłogę, nieznacznie amortyzując upadek rękoma. Słyszę jakieś syki, potem wystrzały... Głuchy łoskot upadającego ciała... Chowam się za jedno z przewróconych siedzeń, próbuję rozeznać w sytuacji. Postacie w białych habitach, zwłoki, jakiś staruch leżący nieopodal wrzeszczy... Chwytam dośc duży kawałek oderwanej rury i cichutko ruszam w kierunku wagonu, który, jak mniemam, został rozerwany...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe, od jak dawna już wędruję...".Rozglądam się po okolicy...ulice są brudne, miejsce tak okropne i śmierdzące, że praktycznie nikogo tu nie ma...a już z pewnością nikogo, kto chodziłby nromalnie środkiem ulicy, a nie przemykał w cieniu od budynku do budynku, jak wszyscy...wszędzie brud i kałuże...a tam, gdzie ich nie ma, spod śmieci nie widać chodnika...a może jest śmieciami wybrukowany?kiedy ja ostatnio z kimś rozmawiałam?...patrzę do góry-przez dym i te wielkie budynki nie widać nieba...Tylko co jakiś czas błyśnie na niebie jakiś latający wysoko pojazd...ciekawe, a może to Gwiazdy?...Idę dalej, nagle słyszę jakieś śmiechy, niby ciche, a ich echo odbija się od wszystkich pustych budynków i alejek w slumsach...najpierw wydaje się bardzo niepasujący tutaj, a po chwili, gdy już się dosłyszy, taki obleśny i rubaszny śmiech, wydaje się jak najbardziej na miejscu...Oglądam się na mężczyzn, stojących w rogu budynku...szczerzą zęby. Nie dziwne, że zwrócili uwagę...nie dość, że idę ulicą, a nie przemykam pod ścianami, jak inni, to jeszcze jestem...byłam porządnie ubrana...Przyspieszyłabym już teraz, ale wtedy na pewno zaczną mnie gonić...muszę znaleźć technika.Szybko!

Co to za dźwięk? Helikopter?...Czyżby już byli na moim tropie?

Szybko chowam się w cieniu...żeby tylko mnie nie znaleźli, żeby tylko mnie nie znaleźli!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Radyan

Zaciskając mocno zęby czekam na strzał mając nadzieję, że nie będzie dość silny, aby przepalić dość solidny fotel i zranić mnie... NIc jednak się nie dzieje. Choć nie do końca - dzieje sie bardzo dużo, tyle że spodziewanego strzału nie było. Tymczasem kątem oka dostrzegam jak broń jednego z napastników wystrzela swemu właścicielowi prosto w twarz...

- Co u licha...? - nie zdążyłem się nad tym nawet zastanowić, kiedy na czole innego z klownów zatańczyła mała, czerwona kropka. Po chwili dziwny typ leżał na podłodze z dziurą w głowie... - Matko, z kim ja jechałem w jednym wagonie? - wciąż nie mogę dojść do siebie...

Dostrzegam, że ostatni napastnik widząc co spotkało jego towarzyszy szybko wycofuje się z wagonu. Słyszę jakieś nawoływania. Wychylam sie zza oparcia i rozglądam po wagonie. Nie zdążyłem jednak nawet rozpoznać ludzi, którzy walczyli, gdyż nagle do uszu moich dobiegł dziwnie znajomy syk. Szybko odwrócam głowę i dostrzegam chmurę fioletowego gazu dobywającą się zza wyłamanych niedawno drzwi... Coś w mojej głowie mówi mi, że nie jest to odświeżacz powietrza... Chmura rozprzestrzenia się niezwykle szybko. Doskakuję do szyby i próbuję wybić ją owiniętą w rękaw koszuli pięścią... Na próżno, to diabelstwo jest cholernie wytzrymałe...

- Dlaczego zawsze w takich sytuacjach brakuje tych młoteczków? - przewija mi się przez głowę myśl... - jeszcze bardziej rozpaczliwie zaczynam tłuc w szybę licząc na jakiś cud...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widząc, że sytuacja robi się nieciekawa wchodzę do wagonu, w którym przed chwila byli faceci w habitach. Zasłaniam usta i nos dłonią aby nie nawdychać sie zanadto gazu. Widząc jakiegoś faceta prubującego zbić szybę podbiegam do niego i prubuje mu pomóc. Niestety szyba jest wytrzymała. Odsuń się - mówię do mężczyzny. Wyciągam pistolet po czym staje jak najdalej od okna i oddaje kilka strzałów w szybę, która wqydaje się być kuloodporna. Cholera! - krzycze głośno po czym wywalam magazynek do reszty w szybę, która w koncu jako tako pęka. Chowam pistolet, podnosze z podłogi jakiś pręt i mówię do meżczyzny ,który prubował stłuc szybe - pomóz mi, i niech ktoś się zajmie staruchem bo chyba jeszcze żyje - podniesionym pretem wybijam resztki szkła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Co to za.... nie ważne, trzeba wiać-mówię po ujrzeniu fioletowego dymu. Słyszę odgłosy strzaółw i tłuczonego szkła. 'Tam mają wyjście...' Owijam zranioną nogę strzępkiem habitu gościa którego właśnie zabiłam. 'Gnat'-przewija się przez mą głowę myśl tak genialna jak prosta. Wpołmroku wymacałam plazmowy pistolet tego klowna. Cel- okno. Jeden strzał i piękna dziura wysokiej o temperaturze poszerza się do odpowiedniej szerokości, żeby siedemnastolatka mogła spokojnie przez nią wyjść. Po wyjściu zaczynam biec, ale przez głowę przechodzi mi, jak wyrzut sumienia, myśl 'oni tam są'. Odwracam się, celuję, poszerzam dziurkę wybitą przez te strzały, które słyszałam.

-Hej, chcę wam pomóc, nie strzelajcie!-mówię wsadzając głowę w otwór- Biedny staruszek! -pomagam wstać staruszkowi z wielką głową, po czym szybko ewakuuję się z wagonu, nie zwracając uwagi na szczątki porozrywanych i 'ugotowanych' ludzi.

-Szybko, bo się podusicie!- wołam do dwóch wyraźnie zdezorientowanych moim entre facetów....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wchodzę do wagonu, wszędzie pełno ciał ludzi w habitach i zwykłych pasażerów. Dopiero po chwili zauważam gaz. Nie tracę czasu na zwymyślanie zapewnie trującej mieszanki, dostrzegam factów wybijających okno. Już prawie im się udało... Podbiegam do nich i z całych sił walę rurką w szybę. Ta, nosząca ślady pieści, kilka dziur po kulach i jeszcze pożądnego łomotu rurką wreszcie pęka. Kątem oka dostrzega staruszka... "Poradzi sobie, kabel pie******" myślę, po czym jednym ruchem wyskakuję przez okno. Gdy jeste już poza wagonem, puszczam się biegiem, byle jak najdalej od trującego gazu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest S@dohi

Siedziałem w ostatnim wagonie wraz z innymi ludźmi z slumsów. Czas leciał normalnie , ponieważ to kolejna podróż w poszukiwaniu pracy w innej dzielnicy miasta. Gdy usłyszałem wybuch... na początku pomyślałem , że to gdzieś nad nami lecz gdy do wagonu wparował zziajany człowiek i powiedział , ze to dotyczy tego pociągu , wstałem i ruszyłem w miejsce eksplozji. Reszta wagonu rzuciła się do wybijania okien , przewidując coś złego. Gdy szłedłem wagonem , do mych uszu dobiegły wystrzały ... przyśpieszyłem. Potem jęki oraz ciche odgłosy walki. Co się dzieje??? ... puściłem się biegiem gdy zauważyłem dziwny gaz wypełniajacy cały wagon. Leciał on w moją stronę i na pewno dotrze na koniec ... Złapałem głęboki oddech i biegłem z zamkniętymi oczyma. Dotarłem , najwidoczniej do miejsca wybuchu ...na chwilę otworzyłem oczy i zobaczyłem staruszka leżącego na kolanach oraz zniszczone okno idealnie nadajace sie do ucieczki. Złapałem go i wyrzuciłem przez okno. Poczułem , że brak mi powietrza.... Wyskoczyłem przez okno i łapiąc dziwnego starca wszystkimi siłami starałem się dostać do czystego powietrza.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Yager

Po jakimś czasie ból głowy zaczął mijać i gdy już miałem wstawać poczułem szarpnięcie za rękę. Otworzyłem oczy i zobaczyłem piękną rudowłosą kobietę pomagającą mi wstać. Szybkim ruchem postawiła mnie na nogi, lecz ja nie będąc pewnym jej zamiarów odtrąciłem jej rękę - niestety zapomniałem pomóc mięśniom swych nóg i już miałem runąć na podłogę, gdy podbiegł jakiś młodzieniec i mnie przytrzymał...

Taa.. Wszędzie ci Samarytanie... Szkoda, że zazwyczaj potem wsadzają nóż w plecy i biorą wszystkie Twoje rzeczy. No ale jeśli tak bardzo chcą to niech mi pomagają... - pomyślałem i pozwoliłem wyprowadzić się z pociągu...

Na zewnątrz, czując że ból głowy minął już całkiem, skupiłem sie na swych wiotkich mięśniach, odepchnąłem lekko młodzieńca i pokazałem, że mogę już stać o własnych siłach... Już miałem odejść w swoją stronę, lecz odwróciłem się i zapytałem pomocną dwójkę - Nie wiecie może kim byli ci pajace?? Bo byle kto raczej nie ma dostępu do broni plazmowej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słysząc helikopter i widząc przebłyski latarki za mną, czym prędzej pobiegłam w cieniu, przerażona, w jakieś miejsce, żeby tylko sie schować...tak...właśnie, schować się, zniknąć gdzieś jak chmura...rozpłynąć się...wtopić w tłum! Tłum!" Biegnę dalej prosto...zauważam jakiś tunel...tak, tam mnie nie złapią, tam nie wlecą, tam się nie dostaną!...zbiegam szybko na dół, po schodach, a w ich połowie zwalniam, by próbować się wtopić w tłum...dlaczego nikogo nie ma?Wszyscy Cie szukają, słonko...nie, po prostu wszyscy wyjechali już do pracy...nie wszyscy są przeciwko mnie. Na pewno jest gdzieś ktoś, kto mi pomoże......kątem oka zauważam jakiś ruch i staram się schować gdzieś w cieniu...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dopiero teraz mogę się przyjrzeć tej nad wyraz dziwnej istocie, którą uratowałam. Tjaa... Takich, hm, ludzi, ale czy na pewno ludzi, nie ma wielu. Gdy znalazłam go w wagonie, ledwie mógł się ruszać, teraz wydaje się szybować w powietrzu. I ta jego głowa... Gdzieś nad nami słychać helikopter... Robi się nerwowo. Oglądam się dookoła, żeby sprawzić czy nie słychać lub nie widać jakichś kolejnych niespodzianek. Wtem u wylotu tunelu słychać odgłosy szybkich kroków, biegu. Te nagle zwalniają i kierują się ku nam... Echo tunelu nie pozwala wydzielić dźwięku osobnych kroków, nie wiadomo, kto do nas zmierza. Na wszelki wytpadek wyjmuję broń, a widząc zdumione miny towarzyszów mówię: 'to tego klowna... chuba ktoś tu idzie!'....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedziałam wraz z innymi pasażerami w ciasnym przedziale, uważnie się im przyglądając, gdy nagle usłyszałam wybuch. Słychać było dobiegające z każdej strony krzyki. Po chwili zauważyłam grupkę dziwnie ubranych mężczyzn. Przestraszona nerwowo waliłam w okno, aby mieć jakąś drogę ucieczki. Niestety, bez skutku. W pewnej chwili poczułam, że brakuje mi tchu i ujrzałam kłęby fioletowego dymu. Widząc mężczyznę w podobnej sytuacji bez wyjścia, wyjęłam swoją nowiutką gitarę i rozbiłam nią szybę.

- A dopiero co ją kupiłam....- z uśmiechem na twarzy zwróciłam się do niego, po czym wyskoczyłam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gyd tylko zauważam jakichś ludzi w ciemności, staram się wcisnąć w ścianę, by tylko mnie niezauważyli,całkiem milknę i staję w bezruchu, starając się im przyjrzeć...czy to mogą być Oni?Czy dalej mnie szukają?Jak tak szybko się tu dostali?czy mnie zauważyli? Ja nie chcę tam wracać!...muszę się upewnić...Podchodzę powoli do grupy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest S@dohi

Powoli nabieram powietrza ... tak jakby nie trzymałbym go przez dłuższy czas. Na szczęście nikt na to nie zwrócił uwagi , całe to zamieszanie za bardzo wszystkich wciągneło. Powoli podnoszę głowę... Do jasnej ciasnej myślę Ten staruszek się unosi w powietrzu. Jako człowiek żyjacy w slumsach ten widok jest dla mnie wielką ciekawostką. Gdy patrzę na rudowłosą kobietę i widzę także jej zdziwienie , pogrążam się w zamyśleniu. CO DO CHOLERY TUTAJ SIĘ STAŁO.... cały wysiłek kończy siena zapytaniu staruszka -

Nie wiecie może kim byli ci pajace?? Bo byle kto raczej nie ma dostępu do broni plazmowej.

Odpowiedź nasunęła mi się automatycznie.

Nie mam pojęcia - po czym schylam lekko głowę i patrzę się na moje dziurawe buty. Jestem ciekawy czy stojąca wokół mnie reszta ocalałych coś o tym wie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stoję i wsłuchuje się w kroki dochadzące z inne częsci tunelu, lecz po chwili milkną. Podnosze z ziemi jakiś pręt i idę powoli w strone, z której dobiegal odgłos kroków, między czasie odwracam głowe i mówie do rudowłosej dziewczyny - ej ty! potrafisz się tym posługiwać? - wskazuje palcem na pistolet plazmowy, który trzyma w rękach. Jeżeli tak to wrazie czego osłaniaj mnie. . . i postaraj sie nie odstrzelić mi czegokolwiek. . . rozumiesz?. Nadal ostrożnie idę przed siebie, sciskam pręt w ręku, ze zdenerwowania przebieram palcami - gdzie jestes do diabła? - mówię sobie w myślach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Yager

Czekam na odpowiedź spoglądając to na młodzieńca, to na rudowłosą kobietę, a to znowu na jej biust...

W pewnym momencie jednak zawieszam oko na zbyt długo rozmarzając się przy tym i zapominam o kontrolowaniu swej siły. Ta, pozostawiona sama sobie zaczeła powoli, pololutku wznosić mnie ku górze. Na początku wcale o tym nie wiedziałem, lecz gdy moje stopy były już dobre 5 centymetrów od ziemi i młodzieniec, aż rozdziabił usta ze zdziwienia w końcu zauważyłem co jest grane...

Szybko opuściłem się na ziemię i zapamiętałem, żeby od teraz ZAWSZE skupiać siłę na tych samych punktach w moim ciele na które powinny działać moje mięśnie - będzie to wymagało odemnie większego skupienia i precyzji, lecz będę się poruszał naturalniej i już nie zdarzą mi się takie wpadki...

Cóż, młodzieniec, który nawet nie raczył się przedstawić nic nie wie... - mówię kąśliwie, by uciąć wszelkie rozmowy na temat moich lotów, zanim te się zaczęły, po czym wracam do tematu. - ...a może Ty coś wiesz ?? - odwracam się do rudowosej dziewczyny o zgubnych dla mnie piersiach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nie mam pojęcia, ale mogę podejrzewać, że to jakaś sekta. Coś mi mówi, że kogoś szukają... A tak poza tym na imię mi Eve.-Zwracam się do staruszka, który sprawia wrażenie nieco nieobecnego. Otrząsając się z jego niewyjaśnionego unoszenia się, spoglądam na gościa, który właśnie wszedł w ciemność z gazrurą, mówiąc:

- OK, mogę cię osłaniać. Wiem jak się tym posługiwać, ale jeszcze jeden taki tekst, to ci coś jednak odstrzelę. Mierzę na ślepo tam, gdzie słyszę kroki 'towarzysza niedoli'... Nagle rozlega się wysoki, nieco metaliczny krzyk, szczęk metalu i wiązka niekoniecznie cenzuralnych słów wypowiadanych przez kobietę i mężczyznę, łączące się w taką kakofonię, że nie można ich rozróżnić. Powoli, z mroku, wyłaniają się dwie postacie. Co to? Nie wiem, ale na wszelki wypadek mocniej ściskam broń....

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Radyan

Spod przymróżonych powiek obserwuję całe towarzystwo...

- Amatorzy... - przebiega mi przez głowę myśl - ofiary ataku powinny sobie ufać niezależnie od tego, kim są... A atak był zorganizowany. Miał cel. Konkretny cel... Jeżeli tym celem jest ktoś z nas, to takie podejście do sprawy ułatwia atakującym sprawę...

Rozglądam się dookoła. Stacja jak każda - odrapane ściany, śmieci, pusto... Wtem do uszu moich dobiega dźwięk policyjnych syren. Już po chwili niebiesko-czerwone światła kogutów migają gdzieś w górze. Kilku funkcjonariuszy w czarnych strojach, kamizelkach kuloodpornych, kevlarowych hełmach i z potężnymi automatycznymi shotgunami w rękach zbiega szybko po schodach

-Antyterroryści... Widziało się już takich... - w końcu służyłem w armii...

- Stać i nie ruszać się - słyszę głośny okrzyk jednego z nich.

- To oni - woła drugi - ręce do góry! Rzućcie broń...

TRochę zdezorientowany robię co każą... Upuszczam plazmówkę, zachowuję jednak nóż. Ze spokojem czekam na ich ruch...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest S@dohi

Widząc , że staruszek stara się odciągnać mnie od tematu jego lewiatcji przedstawiam się - Mów mi Tom..... i nie musisz mi dziekować za ratunek- odgryzam mu się i obserwuję zachowanie Eve oraz dziwnego gościa z glazurą zakradającego się w głąb cienia. Wszystko potoczyłoby się pomyślnie gdyby nie odgłosy syren.... Myślę sobie Przybyli zobaczyć co się tutaj stało Gdy widzę cały oddział , który wpada biegiem w miejsce naszej ucieczki , stoję w miejscu , tylko tyle mogę zrobić.

- Stać i nie ruszać się !! - krzyczy jeden z nich , machając mi shotgunem przed nosem. Serce zaczyna mi bić coraz szybciej .... jeden ruch i mam broń. Drugi i mam oslonę do ucieczki...

- To oni !!! - krzyczy kolejny - ręce do góry! Rzućcie broń...

Te słowa rozwiewają moje myśli. Powoli podnoszę ręce.... ale trzymam w gotowości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy widzę nadchodzących antyterrorystów, stram się wyszarpnąć mężczyźnie, który mnie przytrzymuje, jednocześnie strając się być tak cicho, jak to tylko możliwe...nie, tylko nie oni...przybyli po mnie, chcą mnie zamknąć...muszę uciekać...tak,tak, uciekać szybko, przez cały czas...to jest to...nie! wtedy mnie zobaczą. Nie uciekać. schować się...mężczyzna przy mnie, on mnie trzyma...czy on należy do nich...może...a może nie?...Patrzę na niego błagalnym wzrokiem...Szepcę cichutko: "proszę mnie puścić..nie chcę tam wracać."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stoję nieruchomo i wpatruję się w antyterrorystów. Ze strachu wykonuję wszystkie polecenia, krok po kroku. Rozglądam się jednocześnie w około siebie i patrzę na współtowarzyszy... "Ciekawe, czemu miał służyć ten atak...-zastanawiam się w myślach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...