Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

poor_leno

Scott Pilgrim kontra reszta świata (2010)

Recommended Posts

scott-pilgrim-vs-the-world-poster-91-x-6


Scott Pilgrim to najzwyklejszy... kanadyjski 22-latek. Ma zespół rockowy założony wraz z paczką kumpli i dziewczynę - 17-letnią Chinkę Knives Chau, z którą się związał tylko po to, by kogoś mieć i by napełnić pustkę po tym, jak rok temu rzuciła go inna dziewczyna, obecnie gwiazda o wiele bardziej popularnej kapeli niż zespół Scotta. Jego życie diametralnie się zmienia, gdy na imprezie zobaczył Ramonę Flowers, dziewczynę z - dosłownie - jego snów. Co prawda pierwszy z nią kontakt nie należał do udanych, ale gdy następnego dnia się spotkali, Scottowi udaje się ją namówić na randkę. Tym razem wszystko poszło jak trzeba, rodzi się między nimi uczucie. Scott zaprasza też Ramonę na jego występ na konkursie młodych zespołów. Wszystko byłoby w porządku, jednak podczas swojego występu Scott zostaje zaatakowany przez Matthew Patela, Pierwszego Byłego Złego Chłopaka Ramony. I tu się zaczyna właściwa część filmu...
Ci, którzy przy słowach "zostaje zaatakowany" pomyśleli o zwykłej bójce na pięści - byli w potężnym błędzie. Sceny pojedynków w tym dziele to połączenie wschodnich sztuk walki rodem z filmów z Jackie Chanem czy Jetem Li, efekciarstwa godnego gier typu Street Fighter czy Tekken oraz komiksowych wstawek (onomatopei, jak pow, krak, whap itd). Efektem tego misz-maszu są wprost FE-NO-ME-NAL-NE sekwencje pojedynków, dzięki którym "Scott Pilgrim..." znacznie wyróżnia się tak wśród komedii romantycznych, jak i dowolnego filmu akcji (nawet w ekranizacjach bijatyk - Tekken, Mortal Kombat czy Dead or Alive nie uświadczymy tak świetnie zrobionych scen walk). Wszystko to zasługa świetnej reżyserii Edgara Wrighta, twórcy znanych i lubianych Shaun of the dead i Hot fuzz. Tak więc jeśli lubisz poprzednie produkcje Wrighta, filmy ze wschodnimi sztukami walki, gry wideo, lub po prostu chcesz się dobrze zabawić - po Scotta Pilgrima sięgaj śmiało. Film niedawno trafił do Polski na DVD (ominął niestety kina), więc ze znalezieniem i obejrzeniem nie powinno być problemu :)

Scott Pilgrim kontra reszta świata

Reżyseria: Edgar Wright
Sceariusz: Edgar Wrght, Michael Bacall
Występują:
Michael Cera - Scott Pilgrim
Mary Elizabeth Winstead - Ramona Flowers
Ellen Wong - Knives Chau
Link to comment
Share on other sites

Film oglądałem przed obejrzeniem clipu na JM, który chyba z tego całego filmu był najlepszy. Widocznie to nie mój typ humoru, bo film okazał się dla mnie totalną porażką. Komedia? 2-3 sceny na cały film, gdzie człowiek się uśmiecha to ciut za mało. Wstawki walk są przesadzone i twórcy mogliby naprawdę do tego lepiej się przyłożyć. Coś jak próba zrobienia średnio grywalnego survival horroru z grafiką bajkową-to się nie je. Widać, że chcieli zrobić miks komedii romantycznej z filmem akcji...ale jak dla mnie to porażka. Jak czytam ten opis, który autor tematu wrzucił to wygląda mi to jakby autorzy chwalili się jak chłopak przed randką, a potem byłoby "ups".

4/10

Link to comment
Share on other sites

Wiesz Sefanie, ze na calym necie natykam sie albo na opinie typu "genialny film" (np. ja) albo "porazka" (np. Ty). A jezeli chodzi o humor to widac nie przypadl Ci do gustu bo jak dla mnie bylo tam wiele moze nie takich zebym sie smial do rozpuku ale na pewno komicznych rzeczy. (np Scott budzi sie w lozku z kumplem gejem i jego chlopakiem i nic sobie z tego nie robi, po prostu gadaja.)

Link to comment
Share on other sites

PS Tez obejrzales film dzieki wstawce na JoeMonster? :)

nie :) o filmie usłyszałem dawno, w okolicach światowej premiery (lipiec), napaliłem się na niego, bo... miał fajny tytuł :D nie obejrzałem żadnego zwiastuna (bardzo rzadko to robię), niedawno się dowiedziałem, że będzie u nas na DVD, a przed obejrzeniem przeczytałem tylko niewiele mówiący opis na FW.

@ Sztefan - prawdą jest, że sporo w tym filmie kiczu (szczególnie pierwsza walka i pojedynki

muzyczne

), do którego trzeba przywyknąć, by móc dotrwać do końca filmu. ale przyznasz, że czegoś takiego w kinie jeszcze nie było, nie w takiej formie :)

ja dodam, że poprzednie filmy Wrighta kompletnie mi nie podeszły (Shaun of the dead jeszcze jako-tako, ale przy Hot fuzz po prostu się męczyłem). a przed obejrzeniem Scotta nie wiedziałem, że to on jest jego twórcą, więc tym większe moje zaskoczenie było, gdy zobaczyłem, kto jest reżyserem. dla mnie między SPvTW a poprzednimi filmami jest zwyczajna przepaść - i nie wiem, w jakim stopniu zależy to od miejsca nakręcenia...

ogółem - najlepszy film lata 2010, ex aequo z Drużyną A :)

Link to comment
Share on other sites

Moooc! Każdy, kto grał kiedykolwiek na Pegasusie, C64, czy czymkolwiek "retro" powinien docenić te klimaty: szczególnie setki tysięcy odniesień do gier, które w tym filmie lecą w kółko. Poza genialnym scenariuszem, reżyserką itd. trzeba pochwalić też Becka za muzykę - jak gościa raczej ciężko mi się słucha, to jego songi tutaj rządzą.

Niektóre teksty z tego filmu już chyba nigdy nie wyjdą mi z pamięci: "WE ARE SEX BOB-OMB AND WE'RE HERE TO MAKE YOU THINK ABOUT DEATH AND GET SAD AND STUFF". Wegańska policja. Kto to pisał? Moc. Polecam.

\m/

No i powiem szczerze, że nie kumam jak ktoś może pisać na forum o grach komputerowych i narzekać na kiczowate walki w tym filmie. Czym one się różnią od jakiegoś Street Fightera? ;)

Link to comment
Share on other sites

Na ten film trafiłem właściwie trochę przypadkiem, bo miałem bilet do wykorzystania a nie było czego obejrzeć. W efekcie tego trafiłem na coś czego do końca nie byłem pewien. Zastanawiało mnie czy ta historia jest adaptacją jakiegoś komiksu czy to tylko taka implementacja elementów gier w filmie na potrzeby dzisiejszej popkultury. W sumie forma niezbyt do mnie trafiała. Było pare scen z bardzo fajnymi zdjęciami. Fabuła była trochę durnowata i niezbyt wpadła w moje gusta.

W ogóle już na początku odrzucił mnie Cera, bo tego aktora jakoś średnio trawię, ma jakąś taką manierę kota robiącego różne rzeczy na pustyni. I zniszczył mi Juno :P W każdym razie nie bardzo jakos wpasował się do tej roli. Nawet jesli bohater miał byc sierotowaty trochę, to można było imo znaleźć lepszego grojka. Dobre wrażenie na mnie zrobiła za to Mary Winstead, ale tylko i wyłącznie z powodu... koloru włosów. Przefarbujcie kobietę na rudo, fioletowo czy zielono i jestem stracony. Dobrze, że w naturalnej formie występują tylko te pierwsze :) Inne jej role w ogóle nie cieszyły się moją sympatią.

Link to comment
Share on other sites

Obejrzałem i wybaczcie, ale przez większą część filmu albo ziewałem ze znudzenia albo wpatrywałem się to z ironicznym uśmieszkiem "ale co to w ogóle jest? :|". Nie mówię, że film był totalną chałą, bo np. taka growa konwencja walki wręcz była całkiem ciekawa, ale w ogólnym rozrachunku humor prezentowany w filmie, cała otoczka fabularna pojedynków zespołów, poszukiwania dziewczyny czy coś w ten deseń najzwyczajniej w świecie mnie nie porwała. Nie mam nic przeciwko pewnej dozie bezsensowności, porąbanego humoru albo niecodziennych konwencji lecz tutaj chemii nie było :D

Link to comment
Share on other sites

Widzę, że niektórzy mieli kłopoty z tym filmem, ale wcale się nie dziwię. Podczas pierwszego seansu sam zadawałem sobie pytanie "cojaoglądam?" i dopiero wejście pierwszego z siedmiu EE uświadomiło mi, że to jest pytanie błędne. Żadne tam fantastyki, żadne komedie romantyczne - próba ścisłej kategoryzacji tego filmu musi się skończyć poważnym ocb. Jeśli już szukać odpowiedników, to chyba najbliżej Scottowi do kabaretu Mumio. To tak naprawdę nie jest film, tylko powiązany za pomocą motywu przewodniego zestaw skeczów. Skeczów absurdalnych i pokazywanych w formie strumienia świadomości, dodajmy. Na pytanie 'what?' odpowiadamy 'whatever' i cieszymy się totalnym retro-odjazdem, nawiązaniami do popkultury i totalnym łamaniem konwencji.

Fabuła była trochę durnowata i niezbyt wpadła w moje gusta.
Znaczy, której metafory nie zrozumiałeś?

Nawet jesli bohater miał byc sierotowaty trochę, to można było imo znaleźć lepszego grojka
Cera akurat był 'first choice' dla fanów komiksu, więc możesz to złożyć na karb przymilania się do bazy. A bohater nie miał być sierotowaty. Miał być nerdem. I był.
Link to comment
Share on other sites

Znaczy, której metafory nie zrozumiałeś?

Dla mnie najlpeszą recenzją jest to, że po niemal roku od oglądnięcia, niewiele już z tego filmu pamiętam :) Dlatego też nie będę dyskutowału o braku moich umiejętności interpretacyjnych metafor :P

Cera akurat był 'first choice' dla fanów komiksu, więc możesz to złożyć na karb przymilania się do bazy. A bohater nie miał być sierotowaty. Miał być nerdem. I był.

Może i był, nie wiem, komiksami się nie interesuję, niemniej mi po prostu Cera nie odpowiada jako aktor i tyle, tutaj na moją ocenę rzutują najsubiektywniejsze w świecie odczucia wobec tego człeka :). IMO gra wszystkie filmy w identycznie nudny sposób. Ilu nerdów tyle reprezentacji tego zjawiska, ale nawet do tego stereotypowego wg. mnie niespecjalnie się zbliżył.

Link to comment
Share on other sites

Dla mnie najlpeszą recenzją jest to, że po niemal roku od oglądnięcia, niewiele już z tego filmu pamiętam
"Fabuła tego filmu była bzdurna, bo jej nie pamiętam. A nie pamiętam jej, bo była bzdurna." Nice try, 2/10.

IMO gra wszystkie filmy w identycznie nudny sposób
Ja tam go widziałem tylko w Juno, więc jeszcze mi nie zbrzydł. Fakt faktem, że powtarza tamtą rolę, but then, robi to po prostu świetnie. Jackowi Nicholsonowi też wyrzucałbyś, że gra każdym filmie tak samo? ;]
Link to comment
Share on other sites

Spodziewałem się kaszanki i początek to zwiastował, ale z każdą chwilą film się rozkręcał i oglądało się to nawet nieźle. Te teksty i opisy bardzo dobre i oryginalne. Cera wpasował się w postać bardzo dobrze. Kilka tekstów mogło rozbawić, a ten z Pac-Manem no to klasa światowatongue_prosty.gif Mi jako osobie która przeczytała w życiu z 15 komiksów(all z Kaczorem Donaldem w roli głównej) to film nawet przypadł do gustu, więc fanom prawdziwych komiksów też raczej powinien się podobać nawet bardziej niż mi.

Link to comment
Share on other sites

Ten film to nerda marzenie spełnione smile_prosty.gif Dawno nie widziałem tak absurdalnej i kiczowatej produkcji, w której co chwila widza atakuje feeria barw i dźwięków, i dawno się na podobnej produkcji tak świetnie się bawiłem. Michael Cera, który trochę denerwował mnie w Juno, idealnie wpasował się do konwencji filmu, Mary Winstead też prezentuje się bardzo sympatycznie, a i cały film jest pełen uroku, który sprawia, że chce się do niego wracać. Cała ta popowa otoczka, nawiązania do gier, tekst "Jest Scott?" - MEGA smile_prosty.gif Wszystko jest tutaj dziwne, oderwane od rzeczywistości. Całkowity odjazd i czysta, nieskrępowana rozrywka - oto, czym jest ten film.

Link to comment
Share on other sites



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...