Jump to content

Cardinal

Hall of FAme
  • Content Count

    6,453
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

59 Dobra

About Cardinal

  • Rank
    I really did ask for that
  • Birthday 04/23/1987

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Cardinal

    Zjazdy II

    @Veldrash Panie Gold Rush (najlepsza mapa w Enemy Territory), dwa pytania: po pierwsze, czy widzimy się na zlocie; a jeśli odpowiedź brzmi tak, to czy bierzesz ze sobą swój superzestaw do pokerka?
  2. Cardinal

    Zjazdy II

    To wygląda naprawdę ciekawie. Count me in. Bier! Tzn. przede wszystkim piszę się na planszówki, ale pewnie znajdą się też chętni na dildo.
  3. Cardinal

    Zjazdy II

    Grupa krakowska będzie we Wro w okolicach 14-15, za pośrednictwem Antypolskiego Busa. Jeśli bandy z reszty Polski zjeżdżają się w okolicach tego czasu, to palec pod budkę. edit: Rany boskie, kiedy ja nabiłem te 6451 postów?!
  4. Cardinal

    Zjazdy II

    Oś Zła donosi (5-8 osób), że początek sierpnia pasuje, tak długo jak mowa o weekendzie (czyli start w piątek i koniec po niedzieli, w pon/wt). Z własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że nie należy się nikogo pytać, tylko postawić wszystkich przed faktem dokonanym. Pierwsze zaproszenia należy rozesłać zaraz po ustaleniu terminu i miejsca (czyt. ceny), korzystając z listy osób, które były zaproszone na poprzednie zloty (tym bardziej skoro widzę, że po nowych porządkach mało kto tu zagląda).
  5. Cardinal

    Zjazdy II

    Zjazd jak zwykle na propsie. Ciężko coś napisać, żeby się nie powtarzać za poprzednie 10 (sic) razy, więc mogę tylko powiedzieć, że jestem dumny z wychowywania trzeciego już pokolenia zjazdowiczów. Na następny raz proponuję inscenizację scenek z pierwszych zlotów, o których niektórzy tylko słyszeli, a inni nie słyszeli w ogóle: wciąganie tynku, banan w majtach, worki z piaskiem i kąpiele we wrocławskiej fontannie. Tyle z levelu basic, a mam już pomysły dla zaawansowanych.
  6. Cardinal

    Zjazdy II

    Hehe, to było pewne, że byliśmy highlightem zeszłego roku sierpień sierpień - lepiej późniejsza data, bo we wcześniejszej dałbym radę tylko na nd-pon-wt (a i tak byłbym niemożliwie zmięty). W każdym razie organizatorzy niech coś postanowią i dadzą znać, a później przejmują się falloutem ;p
  7. Cardinal

    Zjazdy II

    Jooo, jakieś wieści w temacie zlotu? Niektórzy potrzebują zaplanować sobie życie w wakacje Przy okazji zabraniam organizowania zlotu w okolicy 16 sierpnia, bo już przyjąłem zaproszenie na ślub koleżanki i się nie wywinę ;]
  8. O co się spierasz? Tak jest i już. Podam przykład: zdaję sobie sprawę, że palenie papierosów może się dla mnie skończyć źle, jednak palę, myśląc, iż mnie to akurat nie spotka Podany przez ciebie przykład nijak się do dyskusji, którą prowadzimy. W takim wypadku zdajesz sobie sprawę zarówno z czynu ORAZ konsekwencji, jakie może za sobą pociągnąć. Po prostu zgodnie z własną wolą postanawiasz te konsekwencje zignorować. Odpowiednikiem takiej postawy w toczonej dyskusji byłoby, gdyby pijany wsiadł za kierownicę z pełną świadomością tego, że jest pijany (czyli także tego, że ryzykuje swoim i cudzym życiem). Każdorazowo gdy zostawiać na zewnątrz leki czy koszulkę na podłodze, uświadamiasz sobie, że ktoś może je łyknąć lub potknąć i się zabić? >>> Co jest, mamy dziś jakiś benefis nietrafionych porównań? Równie dobrze mógłbyś pytać, czy pijany odpowiada za wypadek nawet wtedy, gdy inny kierowca wjedzie w jego zamknięty samochód stojący na parkingu. Poza tym to jeszcze nie oznacza, że świadomie godzimy się na coś takiego (żebyśmy mogli mówić o umyślności). Prócz tego pijany może mieć świadomość tego co robi, ale nie przewidywać konsekwencji czy je zbywać - to zresztą dość powszechna cecha takiego stanu. >>> Zbyłeś machnięciem ręki centrum tej dyskusji: bo chodzi o to, czy przy braku świadomości konsekwencji czynów możemy mówić o pełnej świadomości swojego stanu. Mówimy o kwestii winy. Ogień nie może być oskarżony. >>> Mówiąc "my" masz chyba na myśli "my, król". Dyskusja toczy się o co innego, bez derailingu proszę. Ta kwestia jest bez znaczenia dla wymiaru kary - patrz art. 31 § 3 kk. Mianowicie? Własne doświadczenia też mogą być argumentami. >>> Nie wtedy, gdy próbuje się rozciągać płynące z nich wnioski na całokształt społeczeństwa. @tet Najpierwsz piszesz że "wszelkie gadki edukacyjne nie pozostawiają większego śladu w świadomości" a potem jako remedium na pijanych kierowców podajesz "obowiązkowe szkolenia pogłębiające wiedzę". Jak to ma się do siebie?
  9. Co to za pokrętna logika? Świadomość danych czynów oznacza także świadomość konsekwencji, jakie mogą za sobą pociągnąć. Równie dobrze mógłbyś twierdzić, że świadomość faktu, że ogień jest gorący, nie pociąga za sobą świadomości tego, że można się nim oparzyć.Chyba rozumiem do czego pijesz - może wydaje ci się, że stoję na pozycji "pijani kierowcy nie odpowiadają za swoje czyny, więc powinniśmy ich traktować łagodniej". W żadnym razie - moją tezą jest, że jedynym pewnym wyjściem z tej sytuacji jest uniemożliwić im popełnienie głupstwa, aniżeli oczekiwać, że sami z siebie podejmą decyzję o nie popełnieniu go. Taka jest niestety smutna prawda. I nie jest to wcale taka mała część kierowców. Wiesz, twoja i Pezeta wizja "świadomości stanu i braku świadomości konsekwencji" jest o tyle ponura, że z miejsca usuwa ona jakąkolwiek możliwość prewencji. W tym takiej polegającej na zaostrzaniu kar. Jeśli bowiem pijany kierowca jest świadomy swojego stanu, lecz nieświadomy "kary" w postaci utraty życia lub zdrowia (swojego lub cudzego), to tym bardziej będzie nieświadomy kary wynikającej z dalszych jej konsekwencji (edit: czyli ewentualnego pójścia do kicia).Na marginesie: w dyskusjach dotyczących przekroju społeczeństwa nie stosujemy argumentów typu "znam osoby". Błąd indywidualizmu.
  10. Ale jaka właściwie jest twoja kontrteza? Że większość pijanych za kółkiem wsiadło z pełną świadomością swojego stanu i konsekwencji, jakie może to za sobą pociągnąć? Wtedy dojdziemy do wniosku, że część kierowców nie jest nie tylko beztroska, ale także całkowicie stuknięta i przed wydaniem prawka należy przeprowadzać obowiązkowe testy psychiatryczne. Ja jakoś jednak mam większe zaufanie do anonimowych ankiet, w których ludzie mają szansę racjonalnie odpowiedzieć o swoich postawach, aniżeli osobistych wnioskach co do motywacji pewnego wycinka populacji, na który składają się jedynie ci złapani na gorącym uczynku. Piszesz "jakby nie chciał, to by nie pił" - i w idealnym świecie tak by było, niestety, gdy ostatnio sprawdzałem, w takim nie żyliśmy. Zbyt często ludziom zdarza się postępować wbrew swoim zasadom, a alkohol jest tu nie tylko źródłem problemu, ale i katalizatorem podobnych zachowań. Jak dla mnie lepiej zapobiegać podobnym przypadkom, aniżeli karać tych, którzy je popełnili - ale każdy ma własną wizję utrzymywania porządku społecznego, rozumiem.
  11. Przedstawiasz to jakby możliwość jeżdżenia po pijaku była, ja wiem, jakimś przysługującym wszystkim prawem, którego zostaną niecnie pozbawieni. A porównanie też wziąłeś z tyłka, bo musiałbyś mi wskazać pracę, która wymagałyby prowadzenia pojazdów w stanie nietrzeźwym. Równie dobrze mógłbyś twierdzić, że konieczność posiadania sprawnych świateł ogranicza tych, którzy jeżdżą tylko w dzień.A że niektórzy będą się tego pozbywać? Oczywiście, że tak, co nie zmienia faktu, że 99% tego nie zrobi - co wystarczy, by ilość wypadków po spożyciu drastycznie spadła. Dlaczego? Zdradzę ci tajemnicę: większość ludzie NIE CHCE jeździć po pijaku - zdecydowana większość wypadków to efekt porannej bomby po imprezie albo sytuacji typu "wypiłem dwa małe i wcale nie czuję się pijany, mogę jechać". System uodparniający kierowców wobec ich własnej ignorancji nie byłby żadnym zakazem, wręcz przeciwnie - byłby przywilejem. To nawet nie byłoby aż tak przesadnie skomplikowane (osobny system blokujący napęd; związanie zapłonu z kilkoma etapami; czujka), jednak zauważ, z jakimi pojazdami mamy w Polsce przeciętnie do czynienia. To nie są najwyżej kilkuletnie auta, tylko nieraz kilkudekadowe rzęchy. Of course, wprowadzanie takiego urządzenia byłoby stopniowe - po prostu każdy nowy wóz byłby w nie wyposażony i kropka. Konieczności posiadania świateł czy pasów na jezdniach też nie wprowadzono z dnia na dzień, a jednak dzisiaj wszyscy się zgadzamy, że dzięki nim jazda jest bezpieczniejsza, ba, bez nich byłaby prawie niemożliwa.Oczywiście jest szansa, że taki wynalazek w chwili wprowadzenia stałby się z miejsca niepotrzebny, bo już upowszechniły się wozy prowadzące się automatycznie. No, ale to też gdybologia. Tylko mnie tak zastanawia, co będzie, jak kierowca będzie trzeźwy, a pasażerowie już zdecydowanie nie? Czy taki alkomat nie wyłapie ich? Myślę, że to po prostu kwestia dobrego skalibrowania czułości przyrządu - w końcu w różnych krajach są różne limity, więc i tak byłoby to konieczne.
  12. Jej, obudziłem się na kacu w Nowym Roku, że może jest nowe cośMonogatari - i jaki traf, akurat wypuszczono cały sezon. "Tylko sprawdzę jak to wygląda" - powiedziałem sobie. Mhm, pewnie. Wczoraj po raz pierwszy od dawna zdarzyło mi się zrobić mini-maraton, od momentu gdy rozpoczęło się Nadeko Snake po prostu nie dałem rady oderwać się od monitora. A Koimonogatari skończyłem na krawędzi fotela, o trzeciej w nocy. Whoa. Dla pewności przypomniałem sobie urywki z Bake, żeby się upewnić, że drugi (trzeci?) sezon jest lepszy. Tak więc mogę z całą pewnością potwierdzić: Second Season jest najlepszym ze wszystkich istniejących, a Koimonogatari to najlepszy arc. Kropka. Owszem, Bake miało urok nowości oraz było głębokie jak na tępą haremówkę (hyhy), lecz dopiero przy Second Season poczułem, że autorzy mają coś do przekazania. O ile w Bake/Nise/Neko-Black wszystkie oddities były metaforami konkretnych problemów (rozpadu rodziny, nieszczęśliwej miłości, etc.), o tyle tutaj odnoszą się do natury/charakteru każdej z postaci. Stąd też wnioski płynące z rozwiązania każdego z nich są o wiele bardziej... doniosłe. Tak, to chyba najlepsze określenie. Ale przejdźmy do clue programu: <<< SPOILERS AHEAD>>> http://imgur.com/k2zZUfG Taa... Już przy Nise czułem, że Kaiki ma w sobie ogromny potencjał, ale tutaj został wykorzystany w stu procentach i jeszcze trochę. O ile dorośli bywali w poprzednich częściach najczęściej nieobecni lub bezużyteczni (pomijając Oshino), to ta wreszcie pokazała, że czas potrzebna jest chłodna głowa i szerokie spojrzenie na sprawę. Doskonała przemowa do Nadeko (miałem gulę w gardle, przysięgam) i oczywiście to niespodziewane zakończenie, którego - niestety - spodziewałem się od usłyszenia optymistycznego openingu. Zbyt optymistycznego, jak widać... ...z drugiej strony trochę nie chce mi się wierzyć, że dzieciak (nawet stuningowany przez Ougi) mógłby załatwić kogoś na poziomie Oshino albo Kagenui. Jak dla mnie ten element jako jedyny nie pasował do reszty, Kaiki nie jest typem, który przyjąłby śmierć jako odkupienie, nie było o tym ani jednego słowa w reszcie opowieści. W pewnym sensie... Ostatni odcinek pokazuje, że różnica między nimi nie mogłaby być większa: różnica pomiędzy rzucaniem się naprzód z klapkami na oczach i bezprzykładnym samopoświęceniem a chłodną kalkulacją i rozsądkiem. To, że serialowi udaje się postawić między nimi znak równości (w sensie, że czasem potrzeba jednego, a czasem drugiego sposobu) jest jedną z jego największych zalet.Ba, spójrz też na to, jak mało stylizowany jest ten arc, tak odległy od tych opowiadanych przez młodzież. Nawet Kaiki przestaje wyglądać jak kumpel diabła, a zaczyna jak normalny facet w średnim wieku. I jak w jego oczach to Koyomi jest pojawiającym się w złej chwili, niemal wszystko psującym przez swą ignorancję szczeniakiem. Mocna rzecz. No ba! W ogóle przez to, że ostatni arc jest tak mało udziwniony, wszystkie żarty trafiają z dużo większą siłą - prawie się popłakałem ze śmiechu, gdy podczas sceny w hotelu telebim z Gaharą zaaranżował scenę z otwarcia Blade Runnera
  13. Popieram to, co napisał Klekotsan - zaostrzanie kar nic tu nie da, bo cały ciąg przyczynowo-skutkowy groźba>kara opiera się na założeniu, że potencjalny przestępca jest w stanie racjonalnie ocenić surowość tego, co mu grozi. Jeśli ktoś wsiada naprany alkoholem i narkotykami do wozu, to takie połączenie u niego nie zachodzi. Już bardziej byłbym skłonny przypisać skuteczność zwiększeniu wykrywalności pijanych kierowców, ale nie zapominajmy, że do złapania też musi dojść po tym, jak kierowca wsiadł i ruszył - a więc zagrożenie dla przypadkowych ludzi i tak istnieje. Osobiście wydaje mi się, że szukamy w złych rejonach: już wielokrotnie technologia rozwiązała problemy, z którymi nie mogło sobie poradzić prawo. Tak jak w tej chwili już istnieją systemu włączające alarm bądź uniemożliwiające odpalenie wozu w pewnych sytuacjach (pasy, niedomknięte drzwi, etc), tak wierzę, że miniaturyzacja alkomatów zdecydowanie przyczyniłaby się do poprawy bezpieczeństwa. Jeśli już teraz na moim tanim jak barszcz rowerku istnieją przyrządy mierzące mi puls przez skórę, to czy naukowcy nie poradziliby sobie z takimi wykrywającymi alkohol? W końcu po przedostaniu się do krwi procenty parują także przez skórę, więc takie czujniki chyba nie byłyby zbyt trudne do skontruowania. Pomijając technologiczne zawiłości, sposób byłby najprostszy z możliwych: wóz wykrywa, że jesteś na bani -> gasimy silnik albo w ogóle nie dajemy go odpalić. Case closed.
  14. No, ktoś musiał przyjść i zabawić się w killjoya. Hype KLK dotarł aż do mnie (co coś niecoś znaczy, bo zupełnie nie trzymam ręki na pulsie), więc postanowiłem dać serii szansę. Przez trzy odcinki raczej bawiłem się dobrze, pewnie obejrzę następne, ale szału nie ma. Nie ukrywam, że generalnie walki były ciekawie zaaranżowane, a niektóre komediowe wstawki naprawdę śmieszne (sensei, który po prostu musi podczas exposition pozować półnago jest pierwszorzędny), ale całość spłynęła po mnie jak po kaczce. Akurat zabawnie się stało, bo dzień wcześniej miałem okazję po raz pierwszy obejrzeć "Adrenalinę" z Jasonem Stathamem i odczucia miałem kubek w kubek identyczne: bezmózgi fun i przerost formy nad treścią, który zapomina się w dwie minuty po zakończeniu seansu. Z jedną różnicą: nikt nie określał Adrenaliny jako 'filmu, który ratuje Hollywood', a odpowiedniki tego określenia słyszałem w przypadku KLK. Tak więc pytam, co właściwie jest takiego fajnego i zajmującego w tym animcu? Na pewno nie rzekoma 'epickość' - bo ja tu nie widzę żadnych stawek. To zresztą problem, który miałem także z TTGL: w świecie, w którym wszystko oparte jest na byciu cool, tak naprawdę nic nie jest cool. Gdy nie ma żadnych zasad, a wszystko jest podporządkowane robieniu jak największego wrażenia, to tak naprawdę żadna akcja nie niesie za sobą żadnej wagi. Ilość dawanych faków: 0. Wspomniany TTGL miał przynajmniej urok nowości, próbując rozsadzić skostniałe ramy podobnych historii, tymczasem KLK w swej idei przypomina średniej jakości fanfik. Srsly. A jeśli traktować KLK jako odczapistyczną parodię, to takie też już bywały, i to lepsze: by wymienić Dead Leaves i FLCL. Podobne zarzuty mam do charakterów postaci, z którymi za nic w świecie nie mogę się utożsamiać: na razie mamy przejaskrawioną generic bad guy (zła laska) albo przytemperowaną Kaminę-63 (dobra laska). No i jest jeszcze koleżanka ze szkolnej ławy, która jest żenująca. A skoro o żenadzie mowa, to niestety pod tę kategorię wpada fanserwis: mundurki w swej uwolnionej formie są tak śmiesznie złe i tak aseksualne, że niemal przeszkadzały mi czerpać radość z oglądania walk. O próbie wprowadzenia fanserwisu jako PLOT POINT nawet nie wspomnę, bo nie warto na to marnować słów. Jednak największy zarzut jaki mam wobec KLK to brak ambicji (sic!): podczas oglądania miałem nieustanne wrażenie, że twórcy nie dali nam tego, co sami chcieli pokazać, lecz podczas procesu twórczego nieustannie myśleli co widzowie chcieliby obejrzeć. W efekcie, pomimo rzekomego jechania po bandzie, odniosłem wrażenie, że KLK jest jednym z najbezpieczniejszych animców, jakie widziałem od dłuższego czasu. Srsly, nawet Eccentric Family, traktująca o rodzinie zmiennokształtnych tanuki, miała więcej odwagi w eksplorowaniu nie podejmowanych do tej pory tematów. Także o ile przyznaję, że KLK jest zabawne i sprawia frajdę, tak mam pewne wątpliwości, czy animiec sprowadzający wszystko do najniższego wspólnego mianownika zasługuje na te wszystkie laudacje. Na razie zrobił wszystko, czego można się było po nim spodziewać i ani odrobiny więcej - mam nadzieję, że z czasem będzie potrafił przekroczyć oczekiwania i to nie na zasadzie 'więcej, szybciej, mocniej', bo to już jest so 2007.
  15. Cardinal

    Unia Europejska

    Ja tylko poruszę temat czynników wpływających na dzietność, bo widzę, że dyskutujący tutaj mają o tej kwestii wyobrażenie dość "zdroworozsądkowe", czyli po prostu mylne. Na początku warto przypomnieć, że ogromny wpływ na TFR (total fertility rate) ma nie tylko bezwzględna liczba potomstwa na rodzinę, ale także długość czasu pomiędzy pokoleniami (ergo kobieta posiadająca dwójkę dzieci w wieku 18 lat liczy się zupełnie inaczej niż ta w wieku 30 lat). Przy okazji rozwiewam legendy urbana o tym, że główny wpływ na TFR mają dochód na członka rodziny i bliżej nieokreślone wartości społeczne, bez względu na to, czy przychylne konserwatyzmowi, czy liberalizmowi. Faktyczna sytuacja jest taka, że dzietność zależy przede wszystkim od dwóch czynników: 1) Dopuszczenia kobiet do struktur powszechnej edukacji - w tradycyjnych, patriarchalnych społeczeństwach, jedynym sposobem spełniania się kobiet było rodzenie dzieci, toteż pierwsze pojawiały się w wieku 13-18 lat. Dopuszczenie do edukcji i związanej z tym możliwości realizacji w innych dziedzinach społecznych automatycznie przesunęło w górę wiek, w którym przeciętna kobieta zostaje matką. 2) Przeżywalność dzieci - jeśli rodzina ma pewność, że ich potomstwo dożyje wieku prokreacyjnego, następuje przejście z wychowania ilościowego na jakościowe. Należy pamiętać, że niegdyś dzieci nie były inwestycją (jak dzisiaj), lecz źródłem dochodu: naturalne było wykorzystywanie nieletnich w rolnictwie i przemyśle, toteż niejako młodzi zarabiali sami na siebie. Dziś posiadanie nadmiaru potomstwa jest nieefektywne z powodów społecznych - zamiast zwiększać ich szanse przetrwania w świecie, zmniejsza je. Krótko mówiąc, jeśli ktoś woła "będziemy bogaci, to będziemy się rozmnażać" albo "jeśli wrócimy do starych, sprawdzonych sposobów, to będziemy się rozmnażać", to w najlepszym razie jest ignorantem nieświadomym prawdziwych przyczyn stanu rzeczy, a w najgorszym populistą próbującą przedstawić złożoną kwestię w uproszczony sposób.
×
×
  • Create New...