Jump to content
  • entries
    286
  • comments
    1,809
  • views
    445,178

Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy - recenzja


otton

1,251 views

 Share

ef4219a1fe5a4c70a53b4beaac90dacf.jpg

Znów jest taka okazja, że nie mogę powstrzymać się przed napisaniem paru słów...

Pewnego dnia George Lucas złożył deklarację, że nie nakręci już kolejnych Gwiezdnych Wojen, co skazało fanów cyklu na kolejny, długi okres posuchy i gdy się skończył... okazało się, że jedna z najważniejszych ikon popkultury ma się bez swojego ojca całkiem dobrze.

O tym jak potężne były oczekiwania, świadczy już zdeklasowanie pod względem otwarcia jakiegokolwiek filmu, jaki kiedykolwiek się ukazał - i to nawet nie biorąc pod uwagę faktu, że jeszcze przecież nie było chińskiej premiery, a to jeden z największych kinowych rynków świata. Moda na Gwiezdne Wojny odżyła - na premiery przychodzono z plastikowymi mieczami świetlnymi i w strojach. Wytwórnia Disneya znalazła więc żyłę złota, ale przy okazji musiała zmierzyć się z arcytrudnym zadaniem - zadowolić fanów marki tak popularnej, że doczekała się nawet formy religii.

Nie można odmówić ludziom z Disneya przede wszystkim tego, że doskonale wiedzieli, jaki film chcą nakręcić, że wiedzą jak zwrócić się do fanów i na czym bardzo łatwo się wyłożyć - od Przebudzenia Mocy na kilometr pachnie asekuracją, bezustannym lawirowaniem pomiędzy klasyczną Disnejowską komedią, typowo starwarsowymi motywami, poprawnością polityczną, ale także garstką czegoś nowego. O dziwo połączenie takie nie spowodowało katastrofy, a po prostu film, o którym myśli się, mimo usterek, w bardzo miły sposób.

Star-Wars-logo.jpg

Jeszcze nowsza nadzieja

Główną inspiracją była stara trylogia i taki stan rzeczy daje się wyczuć już od pierwszej sekwencji. Nakręcone później epizody 1-3 były względem filmów starszych takim trochę kołem napędowym do przedstawionych tam wydarzeń, zarysowanym tłem. Z tego względu na początku Przebudzenia Mocy można poczuć się lekko zagubionym, bo od finału epizodu VI, akcja przeskoczyła o parę lat do przodu. Imperium dostało zasłużone bęcki od Luke'a Skywalkera i spółki, ale mimo to jakimś cudem panowanie nad światem przejęła kolejna organizacja posługująca się ciemną stroną mocy, czyli Nowy Porządek, który jest... tak w zasadzie imperium w nowych szatach. Podobnie też zorganizowanym - nawet Darth Vader ma swojego odpowiednika w osobie Kylo Rena.

O nim jednak trochę więcej za chwilę. Wspomniany już przeskok w czasie spowodował niestety, że wydarzeń, które doprowadziły do tego, że pozytywny w zasadzie finał epizodu szóstego okazał się finalnie niepozytywny, możemy się jak na razie jedynie domyślać z dialogów pomiędzy bohaterami. Mam wrażenie, że Disney się owego tła bał, bo też w tytule jak byk stoi Gwiezdne Wojny, a w epizodach 1-3 to się najwyżej parę gąb obito - wojen tam nie było. Ów brak tła wpływa niestety na odbiór całości mało pozytywnie, ale tym razem filmy z głównego ciągu przeplatać się mają z licznymi spin offami - i mam wrażenie, że ktoś doszedł do wniosku, iż przeplatane z konkretną akcją, będzie to dla widza strawniejsze. Cóż, nie kłócę się.

790x395_nsza4c.jpg

Rozterki amerykańskiego nastolatka

Kylo Ren, jako nowy "ten najbardziej niedobry", wypada początkowo po prostu tragicznie. Próbuje wyglądać jak Vader, próbuje mówić groźnym głosem jak on, ale widać, że po prostu chłopakowi nie idzie. Kiedy się zdenerwuje, potrafi zdemolować konsole sterujące (i niczego przy tym poważnie nie uszkodzić). Scena, w której odkrywa swoje oblicze równa go natychmiastowo z wizerunkiem typowego nastolatka z serii filmów Disneya - jest sobie amerykański "hajskul" uczący śpiewu/gry w kosza/gry w baseballa/czegoś amerykańskiego i ta najfajniejsza dziewczyna kocha tego przystojniaczka, a potem okazuje się dupkiem i wybiera tego fajtłapę. Ach, jakie to słodkie.

Ostatecznie jednak, o dziwo, Rena naprawdę da się polubić. To antagonista z motywacją robienia czegoś, czego w głębi serca wcale robić nie chce, modlący się codziennie do spopielonych resztek maski Dartha Vadera. Postać na pewno mocno zamerykanizowana, ale przy tym, mam wrażenie, celowo naszpikowana ironią. Z części scen, w jakich bierze udział, wręcz czuć, że Disney po prostu nie wiedział jak przebić głównego złego z filmów Lucasa - i postanowił nawet tego nie próbować. Wygląda to trochę tak, jakby zespół reżyserski chciał nam powiedzieć "czegokolwiek nie wymyślimy, jest skazane na porażkę, bo będzie przyrównane do Vadera, więc pośmiejemy się chociaż z własnej nieudolności". W sumie słuszne podejście, bo jak tu rywalizować z chyba najbardziej rozpoznawalną postacią w historii kina...

eca734687a6447649c95891d45053c69.png

Zawiązanie drużyny

Jak już wspomniałem, pod względem tempa jest bardzo blisko pierwszej trylogii. Akcja od pierwszych minut gna na złamanie karku, toteż szybko zawiązuje się drużyna bohaterów. Mamy tu dziewczynę (jak Boga kocham, w kolejnych epizodach będzie Jedi), zbiegłego czarnoskórego szturmowca imperium (uszanowanie dla parytetu, na homoseksualistę musimy jednak jeszcze poczekać) oraz droida z tajną wiadomością. Tak naprawdę poza tym ostatnim, małą, sympatyczną kulką z półokrągłą głową ma początkowo głęboko gdzieś jakieś tam walki i rebeliantów. Dziewczyna oczekuje na powrót bliskich osób, zarabiając codziennie na ciężkiej pracy akurat tyle, za ile można nie umrzeć z głodu, a jej towarzysza interesuje przede wszystkim ucieczka przed wkurzonymi pracodawcami.

Tak naprawdę duet nie rwie się do ratowania galaktyki, dopiero seria przypadków, w jakich biorą udział, pcha ich ostatecznie w stronę rebelii, a wtedy serduszko jakoś samo wysyła ich na śmiertelny bój. Obu da się polubić, choć trudno nazwać ich przesadnie skomplikowanymi postaciami. To bohaterowie prostej motywacji, ale zdecydowanie pasujący do świata wykreowanego przez George'a Lucasa. Kolejny dowód na to, że ekipa Disneya była bardzo świadoma, co właściwie zamierza nakręcić.

star-wars-przebudzenie-mocy-7.png

Drapanie za uchem

Nowinki mamy z grubsza omówione, większą część motywów musimy niestety pominąć. Po pierwsze postawiłem sobie za punkt honoru, by uniknąć spoilerów. Po drugie zasadniczym problemem, jaki mam z filmem jest fakt, że scenariusz to w istocie wyklejka ze zgranych już dawno gwiezdno wojennych motywów, trochę przerobionych i pozmienianych, ale jednak doskonale znanych. Każdy element starej trylogii, jaki przyjdzie wam do głowy, znajdzie tu jakieś zastosowanie, łącznie ze słynnym już "ustalaniem ojcostwa". Jest też parę motywów skopiowanych na zasadzie odwrócenia ról, ale również to ciężko uznać za absolutną nowość. Nawet nowe planety są tak naprawdę przerobionym wariantem czegoś, co już było. Cały czas zapalały mi się w głowie myśli typu "o, Endora, zaraz, to przecież Tatooine".

the-force-awakens-miecz-%C5%9Bwietlny-3.jpg

Pościgi, wybuchy

Technologicznie mamy po prostu do czynienia z filmem godnym XXI wieku. Wybuchy, plenery w kosmosie, śliczne stroje - wszystko to oko cieszy. Dla purystów jest dodatkowo wersja 3D, co po trójwymiarowej reedycji Mrocznego Widma dziwić nie powinno, sam jednak uważam, że chodzić na filmy 3D to trochę nie po chrześcijańsku i zadowoliłem się "płaską" edycją. Za to z całkiem dobrym dubbingiem, lekko infantylnym i trochę tracącym na znanych głosach (o, żul z Rancza), ale nie tak wcale najgorszym.

Przebudzenie mocy to po prostu sprawny kawałek Hollywoodu i typowy film do zabawy. Jasne, odgrzewa pierwszą trylogię w tak znacznym stopniu, że możemy mówić nawet o plagiacie, z drugiej zaś strony jest i tak dużo lepszy, niż większość corocznych blockbusterów. Disney stworzył dzieło pod wieloma względami odtwórcze, świadom jednak tego, czym właściwie Gwiezdne Wojny być powinny i zapewniający serii przyszłość. Nie tylko dzięki gigantycznym wpływom ze sprzedaży biletów. Wciąż nie wierzę, że to się udało...

 Share

3 Comments


Recommended Comments

Nie musisz wierzyć, bo się nie udało.

Wesołych Świąt Ottonie. To co, można się podziewać więcej recenzji w twoim wykonaniu ? Brakuje mi twojego pisania.

  • Upvote 1
Link to comment
To co, można się podziewać więcej recenzji w twoim wykonaniu ? Brakuje mi twojego pisania.

Dzięki, miło coś takiego widzieć. Przerwa świąteczna obrodziła czasem, więc coś jeszcze będzie, ale to stan chwilowy = jakiejś regularności na powrót bym się nie spodziewał raczej.

Cały czas planuję też jakiś jednorazowy występ youtubowy.

  • Upvote 1
Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...