Jump to content
  • entries
    161
  • comments
    921
  • views
    176,637

Splinter Cell Blacklist

Sign in to follow this  
Sergi

895 views

Grupa terrorystów nazywająca siebie Inżynierami przypuściła atak na bazę USA na wyspie Guam. Zgodnie ze stworzoną przez nich Czarną Listą będą atakować Amerykanów co siedem dni, dopóki Stany nie wycofają swoich wojsk ze wszystkich krajów.

Ale najgorsze dopiero przed nami - Sam Fisher nie jest już Samem Fisherem.

splinter-cell-blacklist11.jpg

A nawet jeśli wciąż jest sobą, to trudno to dostrzec. W Blacklist nasz szpieg dostał nowy, "nextgenowy" model i nowego aktora podkładającego głos. Fisher odmłodniał i się ostrzygł, ale przez całe intro nie wiedziałem, że oglądam postać, którą znam od ośmiu lat. Bez Michaela Ironside'a to już niestety nie to samo.

Jakby tego było mało, Andrieja Kobina, handlarza broni, czyta Elias Toufexis. Adam Jensen. Ten głos do tej postaci pasuje jak pięść do nosa.

Kwestie personalne na bok, skupmy się na samej grze. Fisher wraz z Grim, stereotypowym hakerem Charlim i czarnoskórym analitykiem CIA komandosem Briggsem zostają wcieleni do Czwartego Eszelonu, który ma za zadanie powstrzymać Inżynierów. Wsiadają na pokład Paladyna, latającego centrum dowodzenia. Samolot odgrywa rolę menu głównego - możemy po nim chodzić, rozmawiać ze współpracownikami, ulepszać sprzęt i wybierać misje. Na ekranie dostępnych zadań oprócz głównego wątku możemy jeszcze grać w multi w szpiegów kontra najemników i wykonywać zadania poboczne od pozostałych postaci. Te można przejść samemu lub w kooperacji (a niektóre tylko w kooperacji). Przy czym granie we dwóch otwiera nowe możliwości - można otworzyć skrót podsadzając się nawzajem lub wyważając drzwi. Bez tego oczywiście przejść też się da, choć momentami jest trudniej. Pod względem tematyki nie odbiegają one od "zwykłych" zadań - zhakuj komputery, zlikwiduj wrogów. Całkiem niezłe wrażenia z tych misji psuje fakt, że od czasu do czasu trafia się taka typu "wytrzymaj 10 fal przeciwników". Dlaczego?

Przede wszystkim gra nie informuje o tym, na czym będzie polegało zadanie, więc po rozpoczęciu z cichociemnym zestawem trzeba je przerwać, w samolocie załadować pancerze, karabiny oraz granaty i zacząć na nowo. Jakby tego było mało, tych pukawek i zbroi nie używamy w zwykłych zadaniach ani kampanii, musimy więc wydać małą fortunę tylko na tych kilka misji żeby mieć jakiekolwiek szanse. No i wreszcie sam pomysł jest taki sobie - Horda Fisherem jest mało rajcująca.

Poboczne zadania nie mają na szczęście związku z fabułą, wykonuje się je głównie dla pieniędzy, które odgrywają wyjątkowo dużą, jak na serię, rolę.

Blacklist_game%202013-09-26%2009-27-18-35.png

Walka o tytuł pracownika miesiąca nie jest zbyt zacięta

Prawie całą zdobytą forsę przepuścimy w warsztacie na pokładzie Paladyna lub ulepszenia samego samolotu. Mocniejsze pancerze, cichsze buty, lepsze pukawki, gogle prześwietlające ściany, szybsza regeneracja, pozycje wrogów na mapie - wszystko to i więcej można odblokować, płacąc wirtualną walutą. Im lepiej wykonana misja, tym więcej kasy, i tym więcej zabawek można sobie dokupić. Do tego prawie każde urządzenie można dopakować modyfikacjami. Część gadżetów jest jednak dostępna tylko po wykonaniu kompletu zadań, inne można dostać za punkty unis*, a jeszcze inne odblokowują się po przejściu gry na smartfon (ale jeśli zmieniacie telefon rzadziej niż raz do roku, to możecie zapomnieć o tej opcji). W całym tym kevlarowym jarmarku razi tylko jedna rzecz - opcja zmiany koloru gogli. Za odpowiednią dopłatą trzy lampki nad twarzą naszego protagonisty będą świecić na fioletowo, pomarańczowo czy niebiesko.

W ogóle twórcy gry jakoś nie lubią gogli. Efekt noktowizji, bardzo dobry już w pierwszej odsłonie gry, został wyrzucony i zrobiony na nowo. Walnięto zielonym filtrem i rozciągniętym, pikselowym szumem. Wygląda budżetowo, na dodatek noktowizor nie podnosi jasności ani kontrastu. Nie dość, że wygląda okropnie, to jeszcze obniża czytelność obrazu, zamiast go podnosić. Dopiero po drugim patchu daje zysk jasności.

blacklist.png

Nie żeby faktycznie były potrzebne (po ulepszeniach też nie jest za wesoło), bo cała gra jest po prostu niedorzecznie jasna. Większość zadań Sam wykonuje w dzień, przeważnie wśród lichej zabudowy. A jak już robi coś po zmroku, to nawet w środku nocy, w schowku na szczotki mógłby z łatwością czytać gazetę. Gdzie te egipskie ciemności z trylogii, w których bez noktowizora nie można było klamki znaleźć? O poziomach jasności też można zapomnieć - jest jasno albo ciemno, koniec. O tym, że jesteśmy w cieniu informuje lampka na grzbiecie (efekt syfiastej soczewki jest strasznie wkurzający), i całe szczęście, bo większości tych miejsc bym w życiu nie uznał za ciemność. Wrogowie zresztą też - widzą nas całkiem nieźle i szybko orientują się, że należy podnieść alarm. Na okrasę dorzucono opancerzonych żołnierzy, na których nie działa gaz, taser ani broń palna. Pozostaje atak z zeskoku lub od tyłu.

Grę dodatkowo utrudnia brak opcji zapisu i rzadkie checkpointy. W kampanii jest to jeszcze do przebolenia, ale misje poboczne zapisują się co dziesięciu wrogów albo wcale. Nie ma lekko.

Zastosowano za to pewnego rodzaju sprzężenie - im lepiej grasz, tym łatwiej Ci idzie i tym lepsze gadżety możesz kupić. Im lepsze gadżety tym łatwiej i lepiej itd.

Sposób wykonywania zadań jest dzielony na trzy kategorie: Duch, Pantera i Szturmowiec. Pierwszy z nich premiuje ciche ogłuszenia i nieświadomych przeciwników. Jest najbardziej opłacalny. Drugi ciche zabójstwa i ominiętych przeciwników. Trzeci to wejścia z bombą i zabójstwa w walce, najmniej opłacalny. Jeśli uzbieramy odpowiednią ilość punktów w danej kategorii, dostajemy bonus. Gra ocenia także ilość znalezionych sekretów (pendrive'y, laptopy, cele wysokiej wartości, alternatywne drogi), czas przejścia i ilość ukrytych ciał. Wszystko to mnożone jest przez poziom trudności i przelicznik Paladyna, po czym otrzymujemy sowitą zapłatę. Niestety, sprzęt jest koszmarnie drogi - głupie spodnie potrafią kosztować po 100 tysięcy i lepiej.

Blacklist_game%202013-09-29%2022-00-31-51.png

A sprzęt kupować trzeba, bo Sam na starość zrobił się nieostrożny. Mamy co prawda do dyspozycji trzy prędkości chodzenia i trzy skradania, ale szybsze słychać ze sporej odległości, a najwolniejsza jest za wolna, żeby dogonić wrogów. Przy zakradaniu się przeszkadza też system osłon i akcji kontekstowych. Sama czasem trudno odlepić od skrzynki, której się trzyma, i zdarza mu się zrobić nie to, co mieliśmy na myśli wciskając E, np. zamiast ogłuszyć przeciwnika zapala światło.

Pomimo tych wszystkich wad gra się zaskakująco dobrze. Jest "feel" oryginalnej trylogii, akcje można fajnie planować, odwracać uwagę przeciwników, zabijać, ogłuszać, używać jako żywej tarczy. Na wyższych poziomach trudności jest rzeczywiście trudno, każdy krok trzeba planować zawczasu. Gra nie stała się shooterem, jak się obawialiśmy przed premierą - nie jesteśmy siłą konfrontowani z przeciwnikami, a gdy sami spróbujemy to zrobić, dość szybko zginiemy. Gra potrzebuję trochę czasu żeby się rozkręcić, ale gdy przebrniemy przez słabe etapy i uzbieramy sprzęt, gra się całkiem przyjemnie.

Powrotem do przeszłości jest też grafika. Straszą nienaturalnie jasne obiekty po zgaszeniu światła i rozmazane tekstury, od czasu do czasu natkniemy się na krzaki rodem z roku 2000. Po włączeniu gogli te niedostatki widać jeszcze bardziej. Do tego optymalizacja jak na Unreal Engine jest słabiutka, o trybie DX11 nawet nie wspominając.

Osoby, które rozczarował Double Agent i Conviction mogą spróbować wrócić do serii w Blacklist. Zostały pewne naleciałości, jak np. funkcja likwidacji, ale na większość potknięć i niedostatków można przymknąć oko i dobrze się bawić.

Z kolei tym, którym Conviction się bardzo podobał - a sądząc po metacritic takich też nie brakuje - nowy SC może nie przypaść do gustu. Gra jest ostatecznie krokiem wstecz, połączeniem sprawdzonych sztuczek bez znaczących innowacji.

tom-clancy.jpg

Recenzja zbiegła się w czasie z informacją o śmierci Toma Clancy'ego, twórcy postaci Sama Fishera.

* - Punkty unis to coś, co odróżnia uplay od systemu XBL czy PSN. Zarobione na achievmentach punkty możemy wydać na drobne dodatki do gier. Dodatkowo, punkty nie są przypisane do gier, tylko do kont, więc za punkty, na przykład, z achievmentów w Assasins Creed 2 na X360 możemy sobie kupić karabiny do Splinter Cell Conviction na PC.

Sign in to follow this  


3 Comments


Recommended Comments

Narzekanie narzekaniem, ale to w sumie wciąż dość przyjemna gra i nie ma najmniejszego problemu aby grać w nią jako w skradankę nie strzelaninę czyli de factio to czego wszyscy (czytaj: ja i fani poprzednich odsłon) chcieli. Ale i tak sam kierunek w jakim poszła seria to dla mnie nic fajnego.

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...