Jump to content
  • entries
    161
  • comments
    916
  • views
    177,956

Filmów garść #4


Sergi

862 views

 Share

Django :: Jack Reacher :: Bogowie Ulicy :: Poradnik pozytywnego myślenia

Po długiej przerwie wracam do wpisów z krótkimi recenzjami trzech, czterech filmów, które - przynajmniej moim zdaniem - warto obejrzeć. Dzisiaj strzelanie, strzelanie, jeszcze trochę strzelania i coś o pozytywnym myśleniu. Zapraszam i jak zawsze ostrzegam przed niewielkimi spojlerami.

Django

django-poster-02.jpg

Tarantino powraca, i tym razem bierze się za western. Tytuł filmu luźno nawiązuje do serii spaghetti westernów, cała reszta to już specjalność Tarantino. Mamy więc humor, przemoc, zabawę konwencją, i tak charakterystyczną dla tego reżysera stylizację. No i rzecz jasna świetnych aktorów. O ile Jamie Foxx w tytułowej roli jest nijaki i mało interesujący, o tyle Christoper Waltz jako dżentelmen, dentysta i łowca nagród (w jednym), Leonardo DiCaprio jako plantator pomiatający niewolnikami czy wreszcie Samuel L. Jackson jako rasistowski lokaj nadają temu obrazowi rumieńców. Wszystko jest rzecz jasna przejaskrawione i nurza się w oparach absurdu (a często też w wiadrach krwi), ale fabuła jest zaskakująco sensowna, spójna i prosta. Oto dr King Schulz uwalnia niewolnika, który ma mu pomóc w zdobyciu kolejnej nagrody. Ten okazuje się wyjątkowo pojętnym uczniem, i między dwoma skrajne różnymi postaciami zawiązuje się najpierw współpraca, a następnie przyjaźń. Silna do tego stopnia, że King postanawia pomóc Django w uratowaniu jego żony. I tyle wystarczy. Quentin wciąż jest w świetnej formie i ani trochę nie odpuszcza. A do tego gra fajną rólkę w filmie, jak to ma w zwyczaju. Western roku murowany ;)

Jack Reacher

Jack-Reacher-Poster.jpg

"Jack Reacher" jest ekranizacją prozy Lee Childa. Fanom już to wystarczy by rzucić się do kin/wypożyczalni/VOD. Osobom niezaznajomionym śpieszę wyjaśnić, w czym rzecz: Jack Reacher jest superherosem Childa, kimś pomiędzy Jackiem Ryanem a Jasonem Bournem. Książki z jego udziałem polegają na stworzeniu zbrodni doskonałej, sprawy nie do rozwikłania, dorzuceniu jeszcze kilku trudności, a następnie opisywaniu z detalami, jak Reacher sobie z nimi radzi.

I taki z grubsza jest film - Pojawia się sprawa nie do wybronienia, i na scenę wkracza Reacher, by dzięki swojemu niezrównanemu intelektowi i sprawnymi pięściami dojść do prawdy, sycąc przy okazji widza/czytelnika przykładami swojej dedukcji. Film jest bardzo dobrą ekranizacją, podczas oglądania czułem się podobnie jak podczas lektury Clancy'ego. Dodano oczywiście kilka detali (takich jak dziwna gadka Reachera o wolności), żeby film nie był aż tak sterylny, nie był tak wyraźną zagadką do rozwiązania, ale są to drobnostki, bez wpływu na ogólny odbiór. Znaczącą zmianą jest za to postać Reachera. Jak zaznaczają twórcy, "Prawo ma swoje granice. On nie'. I nie ma w tym cienia przesady - Reacher bez wahania zabija, wykręca i łamie kończyny, jeśli uzna, że to doprowadzi go do celu. Jest cyniczny, nawet gdy druga strona tego cynizmu nie rozumie, i prawie nigdy nie zdejmuje swojej 'twardej twarzy'. Taką postać trudno 'sprzedać' w kinie, dlatego trzeba było odpowiedniego aktora, żeby dało się Jacka lubić. I Tom Cruise sprawdza się w tej roli całkiem dobrze - jego uśmieszek i dowcipy zmiękczają trochę postać, sprawiają, że nie jest nieczułym młotem sprawiedliwości, tylko tajemniczym jeźdzcem. I choć w wyniku tych manipulacji pojawia się kilka scen, które wybijają z rytmu, całość trzyma w napięciu doskonale.

Bogowie ulicy

end-of-watch-poster.jpg

Pamiętacie "Dzień Próby" z Hawkiem i Washingtonem? Jeśli tak, na pewno skojarzycie go z tym filmem, a to za sprawą 'feelingu', jaki daje ten sam scenarzysta.

"Bogowie ulicy" (End of, z ang. 'bogowie' i Watch, czyli 'ulica') to typowe policyjne kino, wzbogacone o naleciałości dokumentu.

Policjant nr jeden (Gyllenhaal) nagrywa małymi kamerami swoją codzienną służbę razem z kolegą z radiowozu, policjantem nr dwa, Miguelem Zavalą (Pena). Napisałem 'naleciałości', bo film nie sili się na paradokument, większość scen kręconych jest ze zwykłej kamery, a widzowie mogą też obserwować poczynania antagonistów. Z drugiej strony film nie wpada też w koleiny zwykłego kina akcji - sprawnie balansuje pomiędzy tymi dwoma gatunkami, pokazując nam sceny z życia policjantów, niekoniecznie spektakularne, ale też nie zanudza widza na śmierć scenami wypełniania papierków, i okrasza całość scenami pościgów i strzelanin. I tak przeplatają się nudne zgłoszenia z makabrycznymi zbrodniami, a sztubackie dowcipy kolegów z jednostki z nagraniami ze ślubu jednego z nich. Banał? Owszem, ale w takiej formie kupuję go bez problemu.

Poradnik pozytywnego myślenia

Silver-Linings-Playbook-Poster.jpeg

Dla odmiany coś bez zabijania. Główny bohater (świetny Bradley Cooper) wychodzi ze szpitala psychiatrycznego, do którego trafił po załamaniu nerwowym, i próbuje wrócić do normalnego życia. Tylko że to 'normalne życie' też jest pełne osób nie całkiem zdrowych na umyśle. Oglądamy więc jak Cooper, z pomocą równie skrzywdzonej Lawrence pracuje nad powrotem do żony. Film jest reklamowany jako komedia, ale z całego przedstawionego tutaj zestawu właśnie przy nim śmiałem się najmniej. Ale mimo to nie poczytuję tego za wadę; Film jest boleśnie realistyczny, pokazuje jak cienka jest granica pomiędzy niegroźnym dziwactwem, a chorobą, która uniemożliwia funkcjonowanie w społeczeństwie. To bez wątpienia najlepsza rola Coopera, jaką dotychczas widziałem, Lawrence i De Niro nie zostają daleko w tyle. Całość - pomimo przewidywalnego i trochę banalnego zakończenia - ogląda się przyjemnie i z satysfakcją.

I zgodnie z tradycją:

Youtube Video -> Oryginalne wideo
 Share

4 Comments


Recommended Comments

"Bogowie ulicy" (End of, z ang. 'bogowie' i Watch, czyli 'ulica')

Jesteś pewien? Tłumaczenie tego tytułu jest tak bardo niedosłowne, jak tylko się da. Tak naprawde to tytuł jest z d*py totalnie, bo Polacy stwierdzili, że się sprzeda dzięki filmom o gangach ulicznych w superbrykach. Taki gangsta w kradzionej bryce kojarzy sie wlasnie z bogami ulicy. A że tu o policje chodzi? Prawo reklamy.

Podobnie jak ostatnio z takim filmem po naszemu nazwanym Nieobliczalni (gra tam Omar Sy z przereklamowanych Nietykalnych, na plakacie też tytułem poprzedniego dokonania Omara w oczy biją).

A sami Bogowie Ulicy? Jak dla mnie średniak, który da sie nawet bez krzywienia obejrzeć, ale nic więcej.

Link to comment

Wiesz, ja tylko tak zasugeruję, ale myślę, że gdyby skrócił listę do dwóch filmów i rozpisał się bardziej o każdym z nich byłoby jeszcze lepiej.

Link to comment

Jeszcze żadnego z nich nie widziałem :'(

Ale też żaden specjalnie mnie nie kręci, więc nie mam się co spieszyć^^

A za parę dni po sporej obsuwie do kin trafi w końcu "Stoker"! Jestem tak podekscytowany, że nawet jeżeli okaże się marny, wyprę to ze świadomości i pójdę w świat głosić geniusz tego filmu. Tak zrobię.

Link to comment

@Otton - W przypadku polskich wersji trudno nawet mówić o tłumaczeniach. U nas się wymyśla nowe tytuły.

@Soaps - Odnotowane, będę dwa razy częściej zanudzał takimi tekstami :P

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...