Jump to content
Black Shadow

SCION: Hero

Recommended Posts

LePictographe-Michael+Komarck-Scion+Hero.jpg

Witajcie w świecie herosów.

Po eonach niewoli Tytani uciekli ze swojego więzienia. Wojna z bogami w Nadświecie rozgorzała na nowo a ogień walk przenika także do ludzkiego świata. W obronie śmiertelników stają półboskie dzieci gotowe na starcie z Tytanami i ich pachołkami.

* * *

Mało kto spodziewał się, że rząd federalny da takiego ciała, ale nikt nie mógł przypuszczać z jaką siłą kataklizm spustoszy Nowy Orlean. Huragan Katrina przeszedł po mieście jak walec zostawiając za sobą setki zabitych, tysiące bez dachu nad głową i miliardy dolarów strat potrzebnych na odbudowę. System przeciwpowodziowy zawiódł na całej linii, milion osób musiało uciekać a gdy wody opadły policja ze wsparciem armii musiała walczyć z wszelkiej maści bandytami. Prace rekonstrukcyjne szacowano na co najmniej osiem lat, ale gdy AO Corp. - wyskakując niczym Filip z konopi - przejęła stery, już po czterech latach miasto wróciło do dawnej świetności. Sama firma nagle stała się światowym potentatem.

* * *

Solidnie ją zirytowali. Londyńczycy. Na pewno oni, nawet po wypiciu kilkunastu piw dało się rozpoznać ich akcent. Cholerni turyści.

Mimo, że zapadał wieczór Sheena nie miała problemów, aby dojrzeć gromadkę imprezowiczów balującą dookoła rozpalonego ogniska jakieś kilkadziesiąt metrów od lokalnego jeziora o nazwie, przy której tylko rodowity Walijczyk nie łamał sobie języka. Młodzież, sądząc po hałasach, bawiła się świetnie ignorując bałagan jaki mieli zostawić po sobie nad ranem, hałas, który spłoszył okoliczną zwierzynę i kompletnie nie przejmując się, że przez przypadek ogień może wymknąć się spod kontroli. Przy masie ludzi jaka odwiedzała park narodowy w Snowdonii i tak niezbyt często trafiała na podobne, kompletnie nieodpowiedzialne okazy, ale i tak dla niej było to o kilka razy za dużo. Czemu nie mogli zostawić natury w spokoju?

Jeszcze ten sam urywany i nie mający sensu sen pokazujący jej jakieś zalane miasto. Oczywiście nie kończyło się tylko na tym, ale budząc się zapominała prawie o wszystkim co szeptała jej podświadomość. A może to głos jej ojca?

Musiała przegapić moment, w którym niewielka butla z gazem wypadła z pick up'a stojącego na drobnym wzniesieniu. Ważne było, że teraz toczyła się wprost w ognisko z efektem łatwym do przewidzenia jeśli nikt nie postanowi interweniować. Potencjalne ofiary na pewno nie były w stanie, nie dostrzegliby nawet szarżujące na nich stado słoni.

* * *

Tydzień po całym zamieszaniu Aleksander, dla znajomych Alex, miał szykować się na najbliższy samolot do Waszyngtonu, ale zamiast tego siedział w wojskowym centrum nasłuchu.

Oficjalnie miał lecieć za Ocean aby pozwiedzać trochę kraju, odpocząć od pracy a przy okazji pozwolić tym na górze zastanowić się gdzie najlepiej go przenieść oraz do jakiego projektu skierować. To, że o jego wyczynie zrobiło się trochę za głośno w lokalnej prasie to inna sprawa - armię bardziej bolał fakt, że do godnego pożałowania incydentu musiało dojść akurat w tej fabryce. Nieoficjalnie jednak potomek Hefajstosa wiedział, że od jego typu pracy tak łatwo uciec się nie da i będzie musiał znaleźć czas w swym terminarzu na spotkania z ludźmi od Lockheeda albo General Dynamics. Kto wie, może któryś z nich okaże się potomkiem Aresa szczerze zainteresowany jego wynalazkami. To jednak przyszłość.

Teraz wsłuchiwał się w zgiełk nierozróżnialnych dźwięków, potężnych zakłóceń ciągle mając wrażenie, że słyszy... coś. Nieustannie manipulował radiostacją próbując uzyskać najlepszą jakość.

- Odkryliśmy to przypadkiem, standardowa kontrola frekwencji radiowych, tak na wszelki wypadek. - tłumaczył odrobinę zakłopotany radiooperator. - I nagle, panie poruczniku, wpadamy na coś takiego. Ciężko wsłuchiwać się w tą kakofonię dźwięków nie mówiąc o jej namierzeniu, tak w sumie wygląda na to jakby się przemieszczała. - zamilkł widząc jasny znak ręki od porucznika, który właśnie coś miał (*1).

Błyskawicznym ruchem chwycił kartkę, długopis i zaczął spisywać:

7060, 9754, 2456, 8767

46651, 1404, 90214, 00147

6456, 2126, 4400, 9905

109531, 58081, 11868, 834536

Po czym transmisja urwała się całkowicie.

* * *

Potomek Horusa? Do tego ścigający nowojorskie ścierwo? Los czasami bywa zaskakujący. Dla Aniego odkrycie dziedzictwa oznaczało głównie jedną rzecz - będzie teraz lepszy w tym co robi.

W obecnej sytuacji każdy dodatkowy as w rękawie mógł być na wagę złota zwłaszcza gdy ściga się szaleńca jaki zbyt dużo naczytał się o Unabomberze, dodał do tego masę tabletek i zaczął wysyłać ładunki wybuchowe jakie zraniły kilkadziesiąt osób choć na szczęście nikogo nie zabiły. Nie zmieniało to faktu, że cały Nowy Jork odetchnąłby spokojniej gdyby policja była w stanie dorwać tego gościa i właśnie dlatego Ani biegł teraz za zarośniętym, ubranym w khaki gościem. Nalot SWAT powinien go ściągnąć już dziesięć minut temu, ale zamachowiec nie był aż tak głupi i zostawił w swoim mieszkaniu niespodziankę. Nie przewidział tego, że jeden z funkcjonariuszy nie zostanie ogłuszony od niewielkiej eksplozji i rzuci się natychmiast w jego stronę. Sądząc po komunikatach radiowych jego kumplom z oddziału nic poważnego się nie stało a wsparcie było w drodze. Wbiegał właśnie na stację metra, tuż za podejrzanym. Niezbyt fortunne miejsce, sporo potencjalnych celów (*2).

* * *

Tytani coś planowali. Nic nowego zważywszy na wojnę po ich wydostaniu się z więzienia, ale dla Seana oznaczało to zwiększoną dawkę pracy. Czuł, że oto nadchodzi prawdziwy test sprawdzający go w roli agenta celtyckiego boga.

Informacje były niejasne, ale do tej pory większość znaków wskazywała na Amerykę jako ostateczny cel podróży. Pytaniem zostawało czy ma udać się tam natychmiast czy dokonać niewielkiej wycieczki po Europie - jednego potomka, zresztą bardzo bliskiego, miał tuż na wyciągnięcie ręki w Walii, drugi z nich znajdował się obecnie w Polsce pracując w armii, natomiast ostatni do kompletu Potomek był na miejscu działając w służbach mundurowych Nowego Jorku. Na razie miał za zadanie ich wszystkich znaleźć i zebrać w jednym miejscu, żeby raz a dobrze wprowadzić ich w sytuację. Nie, żeby on sam doskonale czuł na czym stoi, w końcu otrzymał tylko ogólne założenia od wysłanników ojca... Gdy grupa zostanie zebrana mają zrobić wszystko aby odkryć ślady działalności sługusów Tytanów, odnaleźć ich i powstrzymać. Chleb powszedni.

---

1 - zero na kostkach, ale dwa z epickiego atrybutu a tym samym rzut na percepcję wychodzi na +4 biggrin_prosty.gif

2 - nie musiałem nawet rzucać, po prostu doświadczenie z policji Ci to mówi

Link to comment
Share on other sites

Patrzę na kartkę zapisaną tajemniczymi liczbami, które przed chwilą ledwo co wychwyciłem w eterze. Biorę drugą kartkę i przepisuję je.

- Sierżancie, zawiadomię kogo trzeba, nie kłopoczcie się. I najlepiej o tym zapomnijcie. To rozkaz.

Chowam papierzyska do kartki i wychodzę na świeże powietrze, rozmyślając. Czy to możliwe, że po raz kolejny los daje mi o sobie znać? Podejrzewam, że te liczby mają jakieś znaczenie, jednak potrzeba czasu, by to rozgryźć. Jak na złość muszę lecieć do Ameryki. Kręcę głową ze smutkiem i idę do Miażdżyckiego, przekazać mu jedną kartkę z liczbami oraz zdać raport. Zasugeruję majorowi, aby podesłał je do kryptologów i zgłoszę gotowość do dalszego rozpracowania tej sprawy, sugerując kontakt przez ambasadę. Potem pójdę spakować się i pojadę na lotnisko. Przez kilkanaście godzin lotu powinienem dokładnie wyszukać każde możliwe powiązanie matematyczne między tymi liczbami, sprawdzić, czy to nie są współrzędne oraz rozszyfrować ewentualną wiadomość. Jest sporo możliwości i spróbuję każdą sprawdzić.

___

PL:5

Wydaję 1PL na wzmocnienie rzutu na inteligencję do rozszyfrowania znaczenia cyfr, popartego Know it all(może coś zdarzyło się podobnego, te cyfry gdzieś się pojawiły) oraz Math Genius.

Link to comment
Share on other sites

,,Nie ma problemu, wszystko w porządku...''

Pierwsze słowa wypowiedziane przez Ani po spotkaniu posłańca egipskiego Boga, choć skierowane bardziej do siebie niż jako odpowiedź na pytanie ,,jak się masz?'' dopiero co poznanego Khaby, oddawały jego dość nietypową reakcję na całą sytuację. Z jednej strony zaskoczenie i zakłopotanie, z drugiej jednak... zbytnio go to nie zdziwiło, jakby coś takiego powinno być dla niego normą. Po dość krótkim monologu o przeszłości oraz przeznaczeniu Ani i wręczeniu mu czegoś przypominającego granat ogłuszający, ptak odleciał obiecując ponowne spotkanie, zostawiając teraz Ani ze swoimi myślami i złodziejaszkiem którego pomógł mu zatrzymać. Pełen niepewnych myśli, Ani odprowadził złodzieja na komisariat tylko po to by zostać wezwanym do kolejnego zadania: nalotu na dom podkładacza bomb. Tak więc nie mając naprawdę wiele czasu na zaadaptowanie się do nowej sytuacji, Ani ruszył do akcji i tak oto historia powraca na właściwy tor:

-Stój bo otworzę ogień!- wykrzyczał Ani wbiegając za podkładaczem bomb to metra

Cholera, niedobrze, muszę go zatrzymać zanim spróbuje czegoś śmiesznego. Gdybym miał czyste pole mógłbym spróbować zatrzymać go strzałem w nogę, jednak w metrze może być zbyt dużo ludzi na jakiekolwiek celowanie. Jeśli tak się stanie zawołam ,,zatrzymać go, to podkładacz bomb!'' i może jakaś cywilna inicjatywa się obudzi w którymś przechodniu, w gorszym lecz i tak korzystnym wypadku wszyscy się od niego oddalą dając mi czystsze pole do strzału. Albo wpadną w panikę i zaczną uciekać, w każdym razie więcej przeszkód dla niego. Pozostaje mi tylko biec za nim i mieć nadzieję, że nikogo nie zrani... że niby ja jeste-NIE DEKONCENTRUJ SIĘ ANI, nie teraz!

---------------------

FP: 5

LP: 5

Link to comment
Share on other sites

Czując jeszcze ciepło rozlewające się po organizmie, które zapewniła mi zakupiona przed chwilą na stacji benzynowej paskudna kawa, otwieram szerzej szyberdach, do połowy okna, rozsiadam się za kierownicą i kontynuuję swoją podróż. Świeże i stosunkowo chłodne jak na tę porę roku powietrze czyni podróż choć trochę wygodniejszą.

Za siedemset metrów skręć w lewo - radzi mi przyjazny, elektroniczny głos GPS-a. Gdyby wszystko było takie proste! Do tej pory nie jestem przekonany, czy moja decyzja jest dobra, ale skoro już ją podjąłem, będę się jej trzymał. Aby oszczędzić na czasie, od razu wybiorę się po swoje "rodzeństwo" do Walii, do tego udało mi się znaleźć pretekst, który ułatwi mi zaciągnięcie pierwszego Potomka do Polski, i wspólnie zabrać wojskowego... A posiadanie ze sobą rodzeństwa może dać mi lepszą pozycję do negocjacji, gdyby kolejny Potomek się stawiał, albo także był nieuświadomiony. Z ostatnim powinno być już prościej, od razu będziemy mogli wziąć się do działania.

Drapię się po brodzie. Musiałem ją zapuścić ostatnimi czasy, bo choć od ostatniej misji minęło trochę czasu, wcześniej byłem zbyt aktywny - bez niej osobom szukającym mnie zbyt łatwo byłoby mnie poznać. Miałem też trochę nadziei, że pozwala mi wyglądać trochę bardziej jowialnie - jakby nie patrzeć, z profilu pierwszego odszukiwanego Potomka wynika, że może się czegoś domyślać, ale Świadome toto nie jest z pewnością. No cóż, nie pierwszy to raz, kiedy będę kogoś wprowadzać, ale... cóż, to zawsze jest zbyt ważna rozmowa, żeby ją zlekceważyć.

Próbuję przypomnieć sobie jak najwięcej informacji, które mogą mi się przydać: choćby o rodzicach, znajomych, pracy, czy czymkolwiek, co mogłoby wymusić na mnie wcześniejsze przygotowywanie usprawiedliwienia wyjazdu za granicę.

Link to comment
Share on other sites

Bogowie, dlaczego...? Dlaczego nie mogą siedzieć w swoich betonowych miastach? Dlaczego nie rozpalą sobie ogniska na balkonie? Dlaczego przyjeżdżają tu tylko, żeby niszczyć? Dlaczego...?

No, nie! To już chyba jest przesada!

Na widok toczącej się butelki gwałtownie zrywam się do biegu, nie ma tu nad czym się zastanawiać, trzeba działać.

- Helwyr! - nie krzyczę. Nie muszę, wystarczy stanowczy ton głosu, mój wierny zwierzak będzie wiedział, co robić. Jako, że może osiągnąć dużo większą prędkość niż ja - oczywiście spacerując razem po okolicy zwykle przybiera postać border coli, jak teraz - prawie od razu mnie wyprzedził i popędził jak błyskawica w stronę tego całego burdelu. To było prawie jak zaganianie owiec, Helwyr sprawie ominął wszystkie przeszkody w postaci pijanej młodzieży oraz ich bagażu nawet nie zwalniając tempa, przeskoczył nad wciąż nabierającą prędkości butlą, obrócił się i zatrzymał ją przednimi łapami. Następnie uniósł łeb by spojrzeć z wyższością na zdziwionych Londyńczyków. Gdyby mógł mówić pewnie udzieliłby im teraz bardzo poważnej nagany, ale od tego już ja jestem.

Dobiegłam na miejsce w momencie, gdy ktoś z nich spróbował się zbliżyć do mojego zwierzaka, na co odpowiedziało mu ciche, gardłowe warczenie.

- CO SIĘ TUTAJ DZIEJE?! - zaczynam z grubej rury. Powoli patrzę po zdziwionych twarzach, niektórzy wciąż jeszcze nie zauważyli, że mogło się wydarzyć coś niebezpiecznego. - Co to za ognisko, co?! W PARKU NARODOWYM?! - opieram ręce na biodrach i robię bardzo niezadowoloną minę. - Już mi to gasić i macie 5 minut, żeby się stąd zwijać, inaczej będę musiała was wszystkich wylegitymować i spisać, a nie mam na to ani czasu ani ochoty. - macham im przed nosami legitymacją greenpeace'a - Jestem strażnikiem tego pięknego parku, bęcwały, więc ruszać się!!! - kłamię jak z nut, ale wiem, że mi uwierzą. Zawsze mi wierzą. I na pewno, gdybym miała trochę więcej czasu zatrudniłabym się tutaj jako leśniczy albo strażnik. Znam przepisy pewnie lepiej niż większość obecnych pracowników parku.

-----------------------------------

Gdyby ktoś nie wiedział, jak wygląda

- cudo. smile_prosty.gif

Jeśli z własnej woli nie chcą mnie słuchać to używam moich Talentów do przekonywania

Link to comment
Share on other sites

- Zaraz... - odparł jeden z ledwo przytomnych młodzieniaszków. - Ale...ale co-co to jest? Co... się stało?

Nie mieli pojęcia co mogło się stać gdyby nie Sheena i nie mieli najmniejszej orientacji co działo się wokół nich a jedynie Helwyr jako tako zwracał ich uwagę. Do momentu, w którym wkurzona, samozwańcza strażniczka lasu, urządziła im reprymendę (*1).

- T-tak jest, robi się natychmiast... - odrobinę orzeźwiona młodzież już nawet nie rzucała zaciekawionym wzrokiem na zwierzaka jaki uratował im życie tylko zaczęła gasić ognisko, zbierać śmiecie pod czujnym i świdrującym gniewem okiem Sheeny. Najstarszy z gromadki i zapewne jeden z niewielu, który mógł legalnie spożywać alkohol z zakłopotaną miną próbował udobruchać potomkinię celtyckiego boga. - Ja... wie pani, mam nadzieję, że... no, głupio zrobiliśmy, ale rzeczywiście nas pani nie spisze... albo mandatu nie wlepi, to byłby wstyd przed...

Sheena nie zamierzała tego robić, ale nie miała pewności co do właściwego leśnika jaki sunął w stronę obozowiska w swoim jeepie po polnej drodze (*2), z takim tempem pojawi się na miejscu za kilka minut.

* * *

Ludzie trudzą się skomplikowanymi obliczeniami, żeby odnaleźć odpowiedź na trapiącą ich zagadkę ze ścisłej dziedziny umysłu. Problem rodzi się wtedy, kiedy liczba odpowiedzi przebiła liczbę pierwotnych hipotez a właśnie to przydarzyło się Alexowi (*3) - przeanalizował każdą możliwość i stwierdził, że jednocześnie każda z nich jak i żadna może być prawdziwa. Współrzędne geograficzne choć wskazywały na dziwne miejsca i nie były do końca pełne, trzynastki w sekwencjach wychodzące z dodawania i odejmowania cyfr, ostatnia linijka mogąca się odnosić do liczby osób z chociażby jakieś katastrofy albo innego, mogącego być zapisane w statystykach, wydarzenia. Tyle możliwości a o wszystkich zorientował się jeszcze w bazie. Matematyczny geniusz.

Oczywiście jego materiały w tym na szybko nabazgrane notatki zostały przekazane dalej, ale miał dziwne wrażenie, że śmiertelnicy pracujący w centrum kryptologicznym nie zadają dalej niż on. Do licha, odkrycie wszystkich możliwości może zająć im miesiące, kiedy on poświęcił na to mniej niż minutę. Niemniej pozostawało mu ze spokojem oczekiwać wiadomości od ambasady, kiedy będzie na miejscu, w Waszyngtonie. To jednak musiało poczekać. Na parkingu lotniska Okęcie ktoś na niego czekał. Ktoś z niezbyt przyjaznymi zamiarami.

Nim czarne BMW z piskiem opon zatrzymało się kilkanaście metrów dalej wojskowy już skoczył za najbliższa osłonę (*4) wiedząc, że wypadło z niego dwóch zamaskowanych typów z bronią maszynową gotową do użycia. Puścili kilka serii w - ogólnie pojętą - jego stronę najpewniej chcąc go wykurzyć i powoli zbliżając się w jego stronę. Echo wystrzałów odbiło się od betonowych ścian parkingu. Ciekawe ile mogło minąć czasu nim zareagują służby lotniska... albo policja.

* * *

- Stój, bo otworzę ogień! - ciekawe, kiedy uciekający przestępcy słuchali się wspomnianej komendy. Ani osiągnął jednak inny cel. Niemalże wszyscy cywile widząc biegnącego funkcjonariusza uzbrojonego od stóp do głów, który krzyczy do drugiego typa w khaki wiedzieli, że nie należy wchodzić mu w drogę. Rozsunęli się na boki albo padli na ziemię a kiedy potomek pobiegł dalej na stację ruszyli do wyjścia. Część z nich już telefonowała pod 911.

Zamachowca dopadł już na peronie, ten jednak ziścił jego z bardziej nieciekawych scenariuszy. W jednej ręce trzymał jeszcze nie odbezpieczony granat (*5), drugą góra kilkuletniego, przerażonego chłopca, jego matka stała kilka metrów dalej próbując ubłagać szaleńca, żeby nic mu nie zrobił nim została odciągnięta na odległość przez nadciągających funkcjonariuszy.

- Rzuć to! Ręce na głowę! Rzuć to!

- Ani kroku dalej! - krzyknął wściekły i spanikowany szaleniec. - Jeden fałszywy ruch i ta zabawka zrobi wielkie BUM! No?! Chcecie ryzykować życiem dzieciaka?!

* * *

Uwaga, autokar ze spalonymi hamulcami jedzie na spotkanie czołowe z twoim samochodem... Szkoda, że GPS nie mógł wydawać takich ostrzeżeń. W ostatniej chwili Sean gwałtowanie skręcił samochodem na pobocze unikając zmiażdżenia (*6) a chwilę potem obserwował jak dymiąca z kół maszyna o mały włos nie taranuje kolejnego uczestnika ruchu i przebija się przez barierkę ostatecznie lądując na drzewach. Dalej pasażerów czekałoby tylko długie dachowanie po stromym zboczu. Ruch po obu stronach ustał, zdezorientowani kierowcy zaczęli wysiadać z własnych samochodów i podchodzić do wraku.

To nie było specjalnie strome zbocze a cięższe pojazdy jak właśnie autobusy mogły się na nim poruszać. Mógł zawieść niesprawny sprzęt albo niedoświadczony kierowca, który jechał za szybko albo nie potrafił hamować silnikiem. Przyczyny, przyczynami, ale taki autokar mógł mieć co najmniej czterdziestu pasażerów, którzy teraz mogli być poważnie ranni. Zresztą nadal groziła im śmierć jeśli jedno z obecnie trzymających wrak drzew nie wytrzyma i wszyscy runą w dół. Należało działać.

Kilku postronnych gapiów już dzwoniło po służby ratunkowe, ale minie co najmniej kilka minut nim przybędą na miejsce.

---

1 - +2 na charyzmę (na kostkach 5, 2, 2, 1) a rzucałem, bo nie próbujesz ich przekonać do istnienia Tytanów, ale do tego, żeby się wynosili z parku ;]

2 - +3 na świadomość/percepcję (no, wedle wiki to jedno i to samo, perception jako enviromental awarness ;p)

3 - oficjalnie walnąłeś największym overkillem na "nie-fizyczny" rzut w mojej historii sesjowania, na kostkach +6, po dwa od epickiego atrybutu i 1LP (tak, został wydany) - łącznie +10 biggrin_prosty.gif

4 - na percepcję wyszło +5 a knack pozwolił ci wyczuć zagrożenie nim w ogóle mogłeś być wystawiony na atak

5 - w sensie jeszcze nie wyciągnął zawleczki tongue_prosty.gif

6 - zręczność +3

Link to comment
Share on other sites

Niezbyt dobrze... Ostatni raz pod ogniem byłem na kursie w WAT i choć miałem w miarę dobre wyniki na strzelnicy nie liczyłem, bym dał sobie radę z bronią maszynową zwykłym pistoletem(miałem zostawić go na lotnisku przed wylotem). Naprawdę skubańcy mają jaja, aby na najważniejszym polskim lotnisku próbować wywinąć taki numer. Sięgam do kieszeni marynarki i nakładam na lewą dłoń Rękawicę Płomieni. Chrzanić sekrety, ja chcę żyć! Wystawiam lekko prawą rękę zza osłony, pierścieniem celując w cokolwiek. Nawet bez patrzenia dowiem się, czym będę manipulował. Może trafię na jakąś rurę i doprowadzę do zwiększenia ciśnienia, które spowoduje wybuch pary? Może znajdę kamerę ochrony, którą na chwilę wyłączę? Albo jeszcze lepiej, spróbuję uszkodzić ich broń. Stępienie iglic ich karabinów da mi przewagę. Niezależnie od wyników zacznę strzelać na ślepo, kierując się słuchem, próbując zyskać trochę czasu na przybycie wsparcia.

_____

PL:4

Korzystam z Pierścienia do manipulacji środowiskiem oraz Percepcji(jako, że strzela bez patrzenia, to musi zdać się na słuch) albo Celności do strzelania.

Link to comment
Share on other sites

Ehh, wiedziałem że znajdzie sobie jakiegoś zakładnika, ale na szczęście jest zbyt spanikowany by to wykorzystać. Przyparłem go do muru, granat ma nieodbezpieczony, wyciągnięcie go będzie wymagało zbyt dużo czasu który tylko pozwoli mi na czystszy strzał. Dziecko jest odpowiednio małe be je ominąć podczas strzału, a i tak musiałby je puścić by odpieczętować granat, teraz też mogę go zdjąć.... ale najpierw spróbuję załatwić to bez ofiar.

-Jesteś otoczony, a tym tylko pogarszasz swoją sytuację. Ostatnie ostrzeżenie, puść dziecko i rzuć to!- wykrzyczał Ani celując w przestępce.

Teraz wszystko zależy od niego, jeśli spróbuje odpieczętować granat, strzelę, jeśli zacznie się cofać ignorując moje polecenie, strzelę. Mam jednak nadzieje że zanalizuje swoje szanse i puści dziecko, bym mógł go zaaresztować. Byle tylko nie wyskoczyło więcej komplikacji...

Link to comment
Share on other sites

Uniosłam wysoko brwi słysząc chłopaka. Wstyd? Tylko to się dla niego liczyło?

Już otwierałam usta, żeby mu coś niemiłego odpowiedzieć, ale coś odwróciło moją uwagę. Przez krótki moment wpatrywałam się w pustkę, po czym spojrzałam po krzątającej się młodzieży. Szarpały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony mogłabym ich zostawić i poczekać gdzieś z boku na rozwój sytuacji... pewnie dostali by niezłą nauczkę. A z drugiej... Zdecydowałam:

- Zmieniam zdanie. Macie minutę. Jak się nie uwiniecie to zrobi się dla was nieprzyjemnie. SŁYSZELI?! STRESZCZAĆ SIĘ Z TYM! I żeby mi tu ani jeden papier nie został! Porządnie zasypać ognisko! NO!

Stałam nad nimi z rękami opartymi na biodrach i wykrzykiwałam co mają robić. Helwyr przechadzał się ze spuszczonym łbem pomiędzy biegającymi dzieciakami co jakiś czas powarkując na jakiegoś mniej zapracowanego.

Link to comment
Share on other sites

Błyskawicznie hamuję, i nim jeszcze pas zdąży puścić, już jestem poza samochodem, chowając kluczyki do kieszeni. Kierując się szybko w stronę autokaru, staram się szybko zlustrować grupę gapiów, żeby sprawdzić, czy poza dzwonieniem po pomoc nie próbują jeszcze kręcić filmiku z katastrofy, jak to miewają w zwyczaju. Niby błaha sprawa, ale od tego zależy, na jaką szybkość ruchów mogę sobie pozwolić, choć i w najgorszym wypadku poruszam się trochę szybciej, niż zwykle - i tak wszyscy zrzucą to na adrenalinę.

Kiedy jestem przy autobusie, staram się sprawdzić, co mogę zrobić. Jeśli drzwi do autobusu są w moim zasięgu, staram się je otworzyć, by móc wyciągać przez nie pasażerów. Staram się skrzyknąć gapiów do pomocy - niezależnie od tego, czy są dodatkowe drzwi, przez które mogliby wyciągać pasażerów - może nawet odpowiednio szeroko otwarte okna dałyby radę.

Link to comment
Share on other sites

Krzyki Sheeny podziałały bardzo motywująco na grupkę młodzieniaszków (*1). Ze sporą dozą chaosu, potykania się o siebie i nie tylko oraz przekleństw, ale zdołali wyczyścić cały teren przed upływem minuty... Jeszcze nie do końca jarzący co się tak naprawdę stało zapakowali się do samochodów i czym prędzej odjechali z miejsca niedawnego obozowiska. Minęli jeep leśnika na tej samej polnej drodze i tyle ich było widać. Wspomniany nadal się zbliżał.

* * *

- Nie... nie... - komenda Aniego musiała w jakiś sposób zadziałać (*2). Przez moment zamachowiec wydawał się lekko zdezorientowany i po prostu puścił dzieciaka stając się wystawiony na odstrzał. W ręku ciągle trzymał granat.

Egipcjanin już powoli składał się do strzału nie widząc innej możliwości rozwiązania tej sytuacji. Nigdy nie narzekał na swoją celność i wiedział, że byłby w stanie trafić cel w ramię albo nogę tym samym unieszkodliwiając go bez potrzeby zabijania. Nagle jednak doszedł do niego nowy głos:

- Słuchaj mnie bardzo uważnie. - dobiegł do niego prosto z krótkofalówki, nie miał co do tego żadnych wątpliwości, ale jednocześnie podświadomie czuł, że tylko on go słyszy. Świat dookoła niego zwolnił. - Nie strzelaj. Jeśli wystrzelisz granat eksploduje. Nie ważne gdzie go trafisz, nie ważne, że jest nieodbezpieczony... eksploduje. Teraz krąży obok ciebie coś co ma wielką ochotę zamieszać w twoim życiu. Jeśli wystrzelisz... będą ofiary a ciebie poza utratą pracy będzie czekać długie więzienie. Przekonuj go dalej. Nie używaj siły. - to powiedziawszy świat dla Aniego wrócił do właściwego biegu. Zorientował się, że na stacji nie było nikogo poza jakimiś trzydziestoma funkcjonariuszami policji jacy celowali w stronę zamachowca i krzyczeli aby się poddał oraz odrzucił granat.

- Ku**a, co za bagno... - usłyszał głos jakiegoś policjanta obok siebie, który właśnie kontaktował się z centralą. - Jak to nie zatrzymali pociągu? Czy oni, ku**a, żyją w innym świecie? Mamy tutaj cholernie groźna sytuację a oni narażają teraz kilkuset pasażerów... Zrobimy co możemy, ale... - Ani z łatwością wyobraził sobie sytuację, w której nagle zamachowiec decyduje się cisnąć granat w nowy, duży cel.

* * *

Rura na szczęście była na swoim miejscu (*3). Alex przypomniał sobie, że tacy osobnicy zazwyczaj nie mają przy sobie tylko jednej sztuki broni, więc będzie lepiej zasłonić im widok niż tylko uszczuplić możliwe do wykorzystania narzędzia. Nie tracąc ani chwili, głównie przez kolejne serie jakie rykoszetowały niedaleko jego głowy, wycelował Pierścieniem i... po chwili chmura białego gazu ogarnęła napastników. Korzystając z sytuacji Sobieski szybko wyciągnął swój pistolet, wycelował i oddał kilka strzałów próbując z całej siły wypatrzeć gdzie strzela. Usłyszał charakterystyczny odgłos trafienia, a po chwili upadającego ciała (*4). Do tego doszedł pisk opon, drugi z nich musiał się wycofać. Ostrożnie wychodząc zza osłony zorientował się jeszcze, że kamera monitoringu nie działała. Pytaniem było od jakiego czasu.

Z daleka było już widać nadbiegających ochroniarzy a od strony głównego wjazdu wpadła drużyna antyterrorystyczna. Do kompletu miał przed sobą spoczywające na zimnym asfalcie ciało napastnika (*5). Trzeba to będzie wyjaśnić... i chyba zarezerwować bilet na późniejszy samolot.

* * *

Część gapiów niechętnie, ale jednak ruszyła się z miejsca dosyć ostrożnie podchodząc do wraku (*6), nie wydawali się jednak zbytnio rozgarnięci ani pewni co należało by zrobić dalej. Sam wrak tymczasem był oparty na prawej stronie i tym samym Sean mógł przebić się do środka przez już wybite okno od strony kierowcy. On sam jak i większa cześć pasażerów był nieprzytomny, ci druzy przez brak pasów zgodnie polecieli na jedną stronę pojazdu, najwidoczniej w tym autokarze nie montowali pasów. Ogółem ofiar mogło być trzydzieści pięć, może czterdzieści - paru z nich zaczęło się wybudzać, inni mieli widoczne uszkodzenia głowy... trzeba było jakoś ich stąd wydostać. A pewien charakterystyczny dźwięk zasugerował, że należy to zrobić szybko. Jedna natura mogła powiedzieć ile wytrzyma drzewo na tak nachylonym terenie i to jeszcze z takim ciężarem...

---

1 - +4 na charyzmę (choć na kostkach 1, 3, 3, 1 to jednak te punkty z epickiego atrybutu się przydają biggrin_prosty.gif)

2 - +3 charyzma i choć nie masz tej umiejki to i tak nieźle poszło, wróg miał słaby rzut ;p

3 - +4 percepcja (2, 5, 5, 2 na kostkach)

4 - percepcja +3 oraz +1 na celności daje rzut synergiczny = +4 co skutkuje trafieniem wink_prosty.gif

5 - w sensie, że się nie rusza, natomiast nie wiesz czy nie żyje

6 - it's charisma roll day normalnie! biggrin_prosty.gif, kolejny rzut daje tym razem wynik na +3

Link to comment
Share on other sites

Co do.... nie poznaje tego głosu, i czemu wszystko nagle....? Cholera, czy to ma związek z tym gadającym ptaszorem? I że niby coś dziwnego się kręci obok mni-nie mam teraz czasu na jakieś magiczne mambo-dżambo! Ale, co do jednego ma ten głos rację: lepiej jest się obejść bez jakichkolwiek ofiar, spróbuję rozwiązać tą sytuację bez użycia siły. Zdołałem przemówić do zamachowca, może jest jeszcze szansa by uratować i jego życie...

Ani wziął głęboki oddech by się nieco uspokoić i zaczął mówić w stronę zamachowca najdelikatniej jak tylko pozwalały mu na to nerwy.

-Posłuchaj mnie bardzo, bardzo uważnie: jeśli teraz będziesz z nami współpracował, to będziesz w stanie negocjować mniejszą karę w sądzie. Nie rób głupstw, powoli uklęknij na oba kolana i ostrożnie połóż granat na ziemi.- Ani po tych słowach powoli opuścił broń spod swojej twarzy na pozycję z barku.

-Każda inna decyzja tylko pogorszy twoją sytuację, śmiertelnie. To jak będzie?-

Link to comment
Share on other sites

Widząc chwilowo opanowaną sytuację i nadciągające posiłki postanawiam zadbać o uniknięcie zbędnych pytań. Prawdą dłonią trzymając pistolet wycelowany w leżące na ziemi ciało, lewą rękę, tą na którą już nałożyłem Rękawicę, podnoszę do ust. Z pomocą zębów zdejmuję artefakt z dłoni i chowam go do kieszeni wolną ręką. Niezbyt może eleganckie, ale na pewno skuteczne i w miarę szybkie. Potem chwytam broń oburącz w ten sposób, aby jednocześnie i lufa pistoletu i Pierścień na palcu celowały w leżącego. Jeśli będzie miał przy sobie jakieś niespodzianki, będę o tym wiedział. Odsuwam się trochę na bok i wołam do nadbiegających:

- Wojsko Polskie!! Nie strzelać, sytuacja opanowana! NIE STRZELAĆ!

Nie ma nic gorszego niż nadpobudliwi antyterroryści celujący do wszystkiego, co jest uzbrojone. Poczekam moment, aż wsparcie dotrze, po czym zabezpieczę i schowam broń. Układam jednocześnie wiarygodną wersję wydarzeń, która nie zawiera nadnaturalnych zmysłów i boskich artefaktów. Postaram się potem wspólnie z ochroną przeszukać napastnika. W sumie przydałoby się pomyśleć o pościgu za tamtym drugim...

_____

PL:4

Korzystam z Pierścienia do ew. wykrycia jakiegoś granatu/bomby.

Link to comment
Share on other sites

Widząc ilość rannych, klnę pod nosem, świadomy, że trzeba będzie tych ludzi wyciągać naraz szybko i ostrożnie. Nie przestając działać przy próbach wyciągania pasażerów i koordynując pracę tych, którzy już się wzięli do roboty, odwracam na chwilę głowę w stronę gapiów i wołam "Ej, ludzie, ruszcie [beeep], tu mogą być dzieci!". Cóż, jestem wystarczająco świadomy sposobu, w jakim myślą ludzie, aby wiedzieć, że im druga osoba starsza, tym łatwiej im jest być biernym i skazać ją na śmierć. "Cholera, czy ktoś z was ma linki holownicze? Ten autobus trzeba ustabilizować! A jak nie linkami, to rękoma, do roboty!".

Mam nadzieję, że ostry język i twardo wydawane rozkazy, jako tło do działań moich i pozostałych ratowników bardziej zmotywują tych ludzi do działania, niż elokwencja i spokój... Chociaż mam nadzieję, że tym, którzy nie ruszą tyłków do pomocy, spokoju nie przywróci nawet najdroższy terapeuta.

Link to comment
Share on other sites

Jedzie, Władca Lasu, pomyślałam sarkastycznie po czym rozglądnęłam się po miejscu. Było czysto. Wzięłam głęboki oddech. Prawie nie było czuć dymu, ognisko zasypane.

- Czas na nas - mruknęłam do Helwyra, który posłusznie stanął koło mojej nogi.

Dwoma szybkimi susami znalazłam się w bezpiecznym miejscu między drzewami, skąd wcześniej obserwowałam młodzież. Ktoś mógłby mnie wziąć za jakiegoś zboczonego podpatrywacza, że tak się chowam po krzakach i patrzę, jak się dzieciaki bawią.Cóż...

Wolałam nie ryzykować starcia ze strażnikiem, nie znam jeszcze ich wszystkich, chociaż oni pewnie mnie dość dobrze. Ruszyłam lasem jak najdalej od dróżki, którą jedzie strażnik. Helwyr, z nosem przy ziemi, prowadził nas...

- Do schroniska. Tak... Należy nam się przyzwoity posiłek. Prawda, Helwyr? - powiedziałam bardzo cicho i pogłaskałam border coli po łebku, zamerdał ogonem.

Jeżeli nie będzie problemów to po jakimś czasie wrócimy na szlak i potuptamy prosto do ciepłego schroniska, gdzie jest już mój plecak podróżny oraz posłanie przy kominku.

Link to comment
Share on other sites

Przez jeden moment szaleniec z granatem gotowym do odpalenia nie zareagował zupełnie (*1). Wpatrywał się tylko pustymi oczyma w Aniego, kiedy w jego świadomości rodziła się myśl co trzeba zrobić dalej.

- Nie...

Egipski wybraniec był niemalże pewien, że zaraz ładunek wybuchnie zostawiając dziesiątki rannych, zabijając niczemu winne dziecko i marnując jego karierę. Zamachowiec wybrał jednak inaczej. Ani słysząc dźwięk nadjeżdżającego pociągu zorientował się co.

- Nie dostaniecie mnie żywego! - krzyknął jednocześnie puszczając zakładnika, odwracając się na pięcie i skacząc wprost pod zbliżającą się śmierć. Jeden z funkcjonariuszy spodziewając co się stanie chwycił dzieciaka i zasłonił go własnym ciałem.

- PADNIJ! - ryknął ktoś inny a po chwili, kiedy szaleniec został poszlachtowany na trzy kawałki, granat eksplodował.

Tyle dobrego, że wybuch nie wykoleił całego składu a maszynista zaczął wcześniej hamować. Ani podnosząc się z ziemi czuł świszczenie w uszach. Zwielokrotnione echo wybuchu rozeszło się po całej stacji.

* * *

Był czysty (*2). Zamachowcy nie przewidzieli chyba takiej możliwości, że nie uda im się załatwić celu i nie zostawili dodatkowej niespodzianki. Alex musiał się bardziej martwić wpadającą drużyną antyterrorystyczną, naturalnie nie chcieli go załatwić na dzień dobry, ale potrzeba było paru minut na wyjaśnienie sytuacji, utworzenie kordonu ochronnego itp. Mógł być całkowicie pewny, że nie zdąży na najbliższy samolot a może nawet nie na dzisiejszy.

- Cholera... - sytuację skwitował oficer śledczy jaki pojawił się na miejscu zdarzenia. - Próba zabicia polskiego żołnierza na największym lotnisku? Tego jeszcze nie grali. Zakładam, że to pan był celem? - spojrzał na Aleksandra i po chwili wyciągnął rękę. - Dobra robota z załatwieniem jednego z nich. W każdym razie... musimy odbębnić procedurę, więc im szybciej będziemy mieli to za sobą tym lepiej. Zatem czy może mi pan opisać całe zdarzenie? Kim mogli być sprawcy? Potencjalne motywacje?

* * *

"Niedługo, może... najpewniej jutro pojawi się u ciebie przyjaciel z celtyckiego panteonu. Będzie potrzebował twojej pomocy". Czego jak czego, ale zostawionej wiadomości w schronisku się nie spodziewała. W każdym razie nie tak nagle.

* * *

Kilka krzyków i odwołanie się do odpowiedniej motywacji skutecznie podziałało (*3). Nie mieli linek holowniczych, to mimo wszystko nie do końca tej rejon świata gdzie każdy kierowca trzyma coś takiego w bagażniku, ale ludzie bardziej żwawo zabrali się do wyciągania rannych z autokaru. Więcej czasu zabrało przeniesienie tych mniej przytomnych, ale po dwóch, trzech minutach akcja ratunkowa wydawała się niemalże na ukończeniu... Nagle jednak Sean usłyszał czyiś płacz, właściwie szloch. Cichy, dochodzący gdzieś z ostatniego miejsca. Z lekkim niedowierzaniem ujrzał góra pięcioletnią dziewczynkę z pulchną, zapłakaną twarzą tulącą się do pluszowego misia na ostatnim siedzeniu. Jakim cudem nie zauważył jej wcześniej?

Wtem dookoła rozniósł się dźwięk łamanego drzewa. Podparcie nie miało zamiaru wytrzymać ani minuty dłużej. Trzeba się było ekspresowo ewakuować.

---

1 - koło zera albo jedynki na charyzmę... cóż, dało właśnie taki efekt wink_prosty.gif

2 - jest, nawet nie muszę na nic innego rzucać

3 - +4 charyzma

Link to comment
Share on other sites

Ani powoli podniósł się z ziemi chwiejnym krokiem i rozejrzał się, próbując oszacować straty materialne i ludzkie. Był na razie tylko pewien jednej śmierci...

-Cholera..... CZY WSZYSCY SĄ CALI?- wykrzyczał Ani, po czy spróbował włączyć krótkofalówkę.

-Centrala? Ktoś mnie słyszy? Tu sierżant Ani, cel... rzucił się pod pociąg z granatem. Pociąg nie wykoleił się, ale wciąż jest za dużo kurzu by oszacować straty, będę nadawać na bieżąco.- skończył mówić Ani, niepewny czy ktoś go usłyszał.

Niech to, ten głupiec....

Link to comment
Share on other sites

Uścisnąłem dłoń policjanta, po czym zacząłem opowiadać, mam nadzieję, wiarygodną wersję wydarzeń:

- Proszę posłuchać. Podjechali tutaj czarną "beemką" i otworzyli do mnie ogień. Skoczyłem za najbliższą zasłonę i wycelowałem tam, gdzie miałem szansę trafić będąc w miarę bezpiecznym. W tamtą rurę, co doprowadziło do wybuchu pary. Skorzystałem z tej swoistej zasłony dymnej i voila! Jeden trup, drugi zwiał.

Spoglądam na leżące nieopodal zwłoki i marszczę czoło, namyślając się. Trzeba by im się przyjrzeć.

- Mam nadzieję, że to pan pomoże mi ustalić, kim byli sprawcy, nawet mówiąc co nieco o naszym sztywniaku. Co do motywów, mógł być to zwykł zamach, mogło to też być ściśle skierowane przeciw mnie. W tym drugim przypadku... Niedawno coś odkryłem, jeszcze nic pewnego. Jeśli dostanę do dyspozycji porządny atlas, komputer z dostępem do Internetu oraz parę godzin spokoju, to całkiem możliwe, że wpadnę na jakiś trop. Może wtedy powiem panu trochę więcej, jeśli nie będzie to wbrew tajemnicy wojskowej.

Miałem teraz szczery zamiar zaszyć się na trochę i zająć się rozwiązywaniem zagadki tych liczb. Czułem, że to może być coś bardzo ważnego.

- Przydałoby się sprawdzić mój samolot, tak na wszelki wypadek- zauważyłem.- Poza tym, czy moi przełożeni już o tym wiedzą? Powinienem w miarę szybko zgłosić się do dowództwa. I czy mógłbym obejrzeć mego niedoszłego mordercę?

_____

PL: 4

Investigate w celu "rozgryzienia" mordercy. Jeśli dam radę jeszcze w tej kolejce, to skorzystam z Inteligencji do ew. przyporządkowania cyfr miejscom i wydarzeniom.

Link to comment
Share on other sites

Wyciągnęłam się na drewnianej ławie blisko kominka, ciasno owinięta w śpiwór i z polarem pod głową. Większość ludzi już spała, słyszałam ich pochrapywania, ale ja nie mogłam usnąć. Chyba pół nocy gapiłam się w sufit i bezwiednie głaskałam Helwyra, który leżał na podłodze pode mną.

Czyli jutro ktoś z NICH się pojawi. Ciekawe w czym mogę mu pomóc? A jak nie dam rady? A jak zawiodę?

Jeszcze nie wiedziałam, o co chodzi, ale już zjadała mnie trema, że kiedy w końcu ONI zwrócili na mnie uwagę, ja nie podołam zadaniu...

Przestań! Spokój! Dasz radę. Zawsze ci się uda, tym razem też! Dasz z siebie wszystko i tyle.

Spokój...

W końcu jakoś udało mi się zasnąć.

Link to comment
Share on other sites

Nie poświęcając ani jednej zbędnej chwili na myśl, błyskawicznym ruchem zanurkowałem w głąb autokaru, gotowy zaryzykować wszystko, byle tylko wyciągnąć tę dziewczynkę, wypchnąć z pojazdy... i przy odrobinie szczęścia, samemu się z niego wydostać. Bo nie śmiem nawet marzyć, że ktokolwiek z pozostałych ratowników także usłyszał głos dziewczynki albo zrozumiał, czemu mogłem postanowić, by zamarudzić w środku mechanicznej pułapki.

Link to comment
Share on other sites

Teraz była zdecydowanie pora aby zagonić swą boską część ciała do pracy i w tej samej chwili, kiedy autokar już szykował się do upadku Séan wystrzelił jak kula armatnia. W ostatniej sekundzie nim wrak zamienił się w metalową trumnę niemalże wyskoczył przez przednie drzwi i jeszcze lecąc w powietrzu rzucił dziewczynkę w ręce jednego z gapiów (*1). Sam wylądował chwilę potem na skraju zbocza i choć doskonale dałby sobie radę sam z wdrapaniem się na pobocze gapie koniecznie chcieli mu pomóc. Część z nich, gdy było po wszystkim a huk od dachującej trumny ustał, nagrodziła go oklaskami... Tymczasem na miejscu zaczęły pojawiać się pierwsze jednostki ratownicze. Najwyższy czas na kontynuowanie swojej podróży.

Niedługo potem...

* * *

Już tu był. Nie zdążyła się nawet porządnie wyspać. Wraz z dzwonkiem i pukaniem do drzwi dotarły do niej jednocześnie dwie rzeczy - przypomniała sobie, że miał pojawić się wysłannik bogów. Dziś... i już tu był. Sheena widziała przed sobą całkiem nieźle zbudowanego, choć nie wielkoluda, trzydziestolatka z długimi, blond włosami, rudawą bródka. Był ubrany dosyć typowo, bez żadnych ekstrawagancji.

Séan z kolei widział przed oczami trochę niższą od siebie i młodszą o parę lat dziewczynę z jasnymi, uplecionymi w warkocze włosami oraz brakiem makijażu. Wychowanie w walijskiej wsi miało swoje plusy. Zapewne została powiadomiona przez kogoś z panteonu o jego przybyciu, ale poza tym nie wydawała się wiedzieć cokolwiek więcej, tym samym obowiązek wyjaśnienia sytuacji spadł na Dílisa.

* * *

- Nie widzę przeciwwskazań. - odparł oficer na prośbę Alexa. - Co do naszych sprawców doświadczenie mi podpowiada, że szaleństwo nie zawsze idzie w parze z głupotą, bo tak w sumie trzeba nazwać ten atak... i nawet jeżeli ten delikwent i jego kumpel byli na tyle głupi, że myśleli iż im się uda to ludzie jacy ich wynajęli szaleni nie są. Na to mi właśnie wygląda, planowane z góry zabójstwo. Nie będę pana czarował, rzadko kiedy udaje się nam dorwać zleceniodawcę...

Wobec tego co odkrył Aleksander dla rozmawiającego z nim oficera byłoby najlepiej gdyby nigdy go nie znaleźli. Niedoszły zamachowiec miał na prawym policzku, bardziej w jego dolnej części, przechodzący na szyję znak. Co więcej, Alex był jedynym jaki go widział, paru innych policjantów zupełnie go zignorowało. Trzy wijące się wspólnie węże. Zielone, zgniłe, paskudne, złowrogie. Z całkiem sporą szansą, ze były związane z Tytanami (*2).

- Zastanawiam się czy miał pan więcej szczęścia niż nieszczęścia. - rzucił nagle oficer. - Gdyby cała strzelanina trwała trochę dłużej antyterroryści zdążyliby przybiec w samą porę aby zatrzymać drugiego napastnika. Szykowaliśmy się do ćwiczeń na głównym terminalu i akurat los trafił, że tego samego dnia ktoś próbuje załatwić polskiego żołnierza na parkingu nieopodal...

* * *

- K***a mać!... Chyba wszyscy cali... - usłyszał w odpowiedzi.

Zadymiony peron. Przeklinający, podnoszący się powoli z ziemi policjanci. Pasażerowie pechowego transportu na granicy paniki. Wsparcie służb ratunkowych nadchodzące z góry...

- Prosimy zachować spokój! - strażacy i medycy zaczęli powoli ewakuować pasażerów z pociągu udzielając pierwszej pomocy jeśli była taka potrzeba. - Prosimy o wykonywanie poleceń służb ratunkowych! Zostaną państwo zaraz wyprowadzeni na zewnątrz!

Krótkofalówka Aniego zaskrzeczała.

- Tu Centrala, komunikat przyjęty. Oszacowaniem strat zajmą się służby ratunkowe. Możesz wycofać się na powierzchnię, odbiór. - ciekawe, przez moment miał wrażenie jakby zaraz znów miał odezwać się tajemniczy głos.

Tknięty przeczuciem zbliżył się do pierwszego wagonu chcąc zobaczyć w jakim stanie jest maszynista. Eksplozja wydarzyła się niemalże pod nim i Ani zdołał dojrzeć kilka niewielkich dziur po odłamkach. Chwilę potem zdał sobie sprawę, że maszynista jest nieprzytomny, nie reaguje na żadne próby nawiązania kontaktu i równie dobrze być ranny. Chwilowo służby ratunkowe miały pełny ręce roboty z co najmniej setką pasażerów pechowego pociągu...

---

1 - +4 z kostek, dodatkowe dwa za epicki atrybut, razem daje +6, elegancko starczyło biggrin_prosty.gif

2 - +1 invastigation (nie zarzucaj mnie miliardami akcji na kolejkę ;p)

Link to comment
Share on other sites

-....przyjąłem, bez odbioru- odpowiedział Ani, kończąc konwersację.

Cholera, to mogło się skończyć inaczej... ale, z tego co widzę i tak nieźle poszło. Tylko co to miało być, z tymi tajemniczymi głosami i zachowaniem zamachowca? Co się do jasnej anielki dzieje dzisiaj, czy zwariowałem od ciągłego stresu? Chociaż, wtedy pewnie bym nawet o tej możliwości nie pomyślał, więc lepiej skupić się na faktach, takich jak gadające ptaki i grożący światu tytani.... tak, czuje się teraz znacznie lepiej. K***a.

Tknięty przeczuciem zbliżył się do pierwszego wagonu chcąc zobaczyć w jakim stanie jest maszynista.

Niedobrze, gość nie wygląda najlepiej, do tego jest nieprzytomny. Wszyscy są zajęci pasażerami... cóż, mogę równie dobrze mu pomóc skoro tu jestem. Z wejściem do wagonu nie powinienem mieć większego problemu, no i jak każdy w naszej jednostce zostałem przetrenowany w podstawowych procedurach medycznych więc przynajmniej podtrzymam go przy życiu do czasu aż zajmie się nim ktoś wykwalifikowany.

Link to comment
Share on other sites

Przetarłam zaspane oczy i błyskawicznie oprzytomniałam.

Mrrr...Niezły, przemknęło mi przez myśl patrząc na przybysza, szybko się jednak opamiętałam, żeby żaden głupkowaty uśmieszek nie wpełznął na moją twarz.

"przyjaciel z celtyckiego panteonu", ale to znaczy, że on jest bogiem, czy... czy nie?

Gapienie się na przystojniaka przerwał mi jakiś ruch. Nim się obejrzałam Helwyr przemknął mi między nogami i skoczył z jęzorem na chłopaka.

Helwyr, cóż za kurtuazja...

Link to comment
Share on other sites

Gdy widzę skaczącego psiaka, uśmiecham się wesoło i wołam "O, madra!. Drapię go za uchem, a wolną rękę podaję Sheenie i mówię:

"Witam, nazywam się Ryan ó Domhnaill, jestem z Greenpeace'u" - poprawiam dumnie przypięty do piersi znaczek - "chciałbym z Panią porozmawiać o naszym najnowszym projekcie, do którego została Pani zaproszona. Niestety, w administracji musieli pomylić Pani numer, więc nie mogliśmy się dodzwonić, a sprawa fok nowozelandzkich jest zbyt poważną sprawą, żeby omawiać ją mailowo. Czy znajdzie Pani chwilę czasu na rozmowę o najnowszym planie wyjazdu?" - tutaj uśmiecham się szeroko i puszczam jej oko mówiąc o "fokach nowozelandzkich". W ciągu całej tej przemowy nasłuchuję uważnie i rozglądam się, próbując dać jej do zrozumienia, że dopóki się nie upewnię, że w pobliżu nie ma niechcianych uszu, rozmowa nie wyjdzie poza problem fok.

Link to comment
Share on other sites

Uśmiecham się do oficera. Sympatyczny koleś, naprawdę.

- Cóż poradzę, to chyba takie fatum. Nie żałuję jednak, to była najlepsza decyzja biorąc pod uwagę dane jakie posiadałem. Będę do czegoś potrzebny? Jak rozumiem, pewnie będę musiał złożyć zeznania. Skoro i tak pewnie nie wyrobię się na samolot, to proponuję takie rozwiązanie. Dyrekcja lotniska z pewnością nie będzie robić kłopotów oficerowi Wojska Polskiego, który został zaatakowany na terenie terminalu, dzięki czemu szybko zarezerwuję późniejszy bilet. Jeśli będzie pan tak miły i na mnie zaczeka, będziemy mogli pojechać od razu na jednostkę i spisać moje zeznania. Tak czy siak muszę zameldować się w dowództwie. Po wszystkim dam panu telefon do pewnego oficera, który będzie moim zdaniem konieczny przy ewentualnym aresztowaniu zleceniodawców.

Nie mam zamiaru zmieniać moich dotychczasowych planów. Poczekam na dalszy rozwój wypadków, w końcu pewnie skontaktuję się z kimś, kto rzuci więcej światła na wydarzenia. 'Murica awaits.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.


  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...