Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

Black Shadow

Sesja The Elder Scrolls II

Recommended Posts

William

Wielowiekowe oczekiwanie miało dobiec końca... Stało się to za sprawą dunmerskiego kupca z Sadrith Mora, który w czasie handlowej podróży poprzez Popielne Ziemie został zaatakowany przez bandytów i zmuszony do ucieczki w stronę północnego podnóża Czerwonej Góry. Pech chciał, że trafił w sam środek popielnej burzy. Szukając schronienia natrafił przypadkiem na wejście do dawnej kryjówki twojego mistrza Janula. Czekając, aż szalejąca na zewnątrz burza ucichnie przeszukał wnętrze chaty. Jedyne, co tam znalazł, to trochę pajęczyn oraz dziwny kamienny dysk, przypominający kształtem gwiazdę. Choć na pierwszy rzut oka wydawał się bezwartościowy, Bedave (tak brzmiało imię kupca) postanowił wziąć go ze sobą i po dotarciu miasta pokazać zaprzyjaźnionemu Telavanni. Nie był głupcem i wiedział z doświadczenia, że magowie mogą dostrzec ukryte właściwości różnych - z pozoru nawet całkowicie zwyczajnych - przedmiotów. Gdy burza się uspokoiła opuścił chatę i skierował się w stronę Sadith Mora, podążając poprzez Pastwiska. Wkrótce dotarł do Vos, skąd drogą morską udał się do Sadrith Mora. Po dotarciu na miejsce i załatwieniu pewnych, niekoniecznie miłych formalności związanych z nieudaną wyprawą udał się do Tel Naga, głównej siedziby Rodu Telavanni w Sadrith Mora. Wszedł do wieży i poprosił jednego z najemników Telavanni, aby poinformował mistrza Neldam, że Bedave ma dla niego coś, co może go zainteresować.

Bedave podziwiał właśnie zdobiące ściany Tel Naga piękne haftowane gobeliny, przedstawiające wybrane sceny z bitwy o Czerwoną Górę, gdy usłyszał znajomy głos. Odwrócił się i ujrzał uśmiechniętego mistrza Neldama, zmierzającego w jego stronę. Po wymienieniu zwyczajowych grzeczności Neldam zaprosił kupca do położonych na wyższym poziomie komnat, do których udali się za pomocą rzuconego przez maga zaklęcia lewitacji (Telavanni nie wykorzystywali tradycyjnych schodów - zamiast tego w ich siedzibach na wyższe piętra można dostać się za pomocą magii). Gdy znaleźli się już w niewielkim gabinecie Neldama, Telavanni wskazał kupcowi jedno z dwóch wolnych krzeseł, sam zajmując drugie.

- Słyszałem już o twojej niewesołej przygodzie. Przykra sprawa - zaczął mag.

- Faktycznie, ale, jeśli pozwolisz, nie mówmy o tym. Chciałbym jak najszybciej zapomnieć o tej historii - westchnął Bedave. - Tak swoją drogą, to masz dobre źródła. Jestem tu tylko od kilku godzin, a ty już o wszystkim wiesz.

- Magowi, a tym bardziej członkowi Rodu Telavanni, wypada jest być dobrze poinformowanym. Ale chyba nie o tym chciałeś ze mną mówić - Neldam uśmiechnął się nieznacznie.

- No cóż, jeśli nie sprawi ci to problemu, to chciałbym, żebyś rzucił na to okiem - rzekł wyjmując kamienny dysk, a następnie wręczając go magowi.

- I pewnie powiedział ci, czy jest to coś warte - zaśmiał się mag, biorąc dysk do rąk i przyglądając mu się uważnie.

- No i?... Co o tym sądzisz?

- Dobrze zrobiłeś przynosząc to do mnie. Gdzie to znalazłeś? - powiedział, nie przerywając badania dysku.

- W jakiejś opuszczonej chacie na południowej części Popielnych Ziem. Czy to jakiś artefakt?...

- Niewykluczone. Znalazłeś tam coś jeszcze?

- Trochę kurzu i pajęczyn, ale nic poza tym - wzruszył ramionami.

- Dobrze, że przyniosłeś go do mnie - powtórzył. - Muszę to dokładniej zbadać - oświadczył, powstając.

- Ale...

Neldam zaśmiał się się sucho, odgadując jego myśli.

- Nie obawiaj się, jeśli będzie to coś warte, to możesz być pewien, że otrzymasz swoje pieniądze. Nie masz przecież do czynienia z Rodem Hlaalu.

- No dobrze - Bedave wstał z ociąganiem. - W takim razie kiedy mógłbym...

- Przyślę kogoś do ciebie, kiedy będę miał już jakieś konkrety. Tymczasem niezwłocznie przystąpię do badań - rzekł, wręczając mu niewielki flakonik z miksturą lewitacji.

Kupiec westchnął i rad nierad opuścił gabinet.

Zaraz po jego wyjściu Neldam, z trudem maskujący dotąd poruszenie, podszedł do ściany i wyszeptał odpowiednią formułę. Mag widywał już podobne przedmioty - tak zręczna replika deadrycznego artefaktu mogła powstać jedynie z rąk dwemera... Pod wpływem zaklęcia ściana rozstąpiła się, ujawniając ukrytą pracownię maga, wypełnioną w większości pełnymi starożytnych woluminów i mikstur regałami. Po środku pracowni stał duży okrągły stół, na którego blacie leżała aparatura alchemiczna i kilka zwojów. Neldam postawił dysk na stole, otaczając go za pomocą zaklęcia magiczną kulą. Kilka prostych zaklęć identyfikacji nie pozwalało mieć wątpliwości, że ma do czynienia z niespotkanym dotąd rodzajem klejnotu duszy. Zaraz potem przystąpił do inkantacji zaklęcia. Pod wpływem magii dysk na krótką chwilę rozjarzył się na moment błękitnym oślepiającym światłem. Gdy ponownie spojrzał na wnętrze otaczającej artefakt bariery nie posiadał się ze zdumienia.

- Ognik? Błędny Ognik? - mruknął, przyglądając się świetlistej kuli, która pojawiła się obok falsyfikatu Gwiazdy Azury.

Neldam zamyślił się głęboko. Po raz pierwszy spotkał się z czymś takim i nie do końca wiedział, co mógłby z tym zrobić.

Może to jakiś rodzaj przechowalni wiedzy, albo coś podobnego? - zastanawiał się na głos.

Zdecydował poszukać jakiś wskazówek w księgach, po czym odwrócił się od kuli i zaczął przeglądać woluminy.

***

Raziel

Wspólnie z resztą kapłanów przebywałeś na terenie Zachodniej Wyrwy, gdy do waszego obozu przybył goniec. Konkretnie byłeś zajęty opatrywaniem jednego z chorych, gdy do namiotu wszedł inny kapłan i poinformował cię, że na zewnątrz czeka ktoś na ciebie. Istotnie, pod namiotem stał ubrany w lekki skórzany pancerz Dunmer, rozglądając się z ciekawością po obozie. Na twój widok skinął głową w geście pozdrowienia i szacunku (zawód wędrownego kapłana-uzdrowiciela nie należał do najlżejszych), po czym wręczył ci niewielki pakunek. Zaraz potem oddalił się pospiesznie. Okazało się, że dostarczona przez Dunmera przesyłka zawiera średniej wielkości sakiewkę oraz adresowane do ciebie pismo. Wynikało z niego, że niejaki Telindil za piętnaście dni oczekuje cię w gospodzie ?Pod Czarnym Skarabeuszem?, znajdującej się w Dzielnicy Przybyszów w stołecznym mieście Vivek. Żadnych szczegółów, jedynie wzmianka o tym, że załączone do przesyłki pieniądze to tylko drobny dodatkowy prezent.

***

Dar'Raak

W więzieniu czas płynie inaczej. Przebywając w pozbawionej okien celi w ogóle najlepiej odrzucić linearną koncepcję czasu, zastępując ją kołem, w którym czas odmierza się jedynie pomiędzy kolejnymi posiłkami, podawanymi przez niemego strażnika. Chociaż zdarzają się wyjątki...

Ze snu wyrwał ci szczęk zamka. W drzwiach celi stało dwóch strażników; jeden z nich pozostał na korytarzu, a drugi wszedł do środka zakładając ci kajdany i płócienny worek na głowę, a następnie wyprowadzając z celi. Przez jakiś czas szliście w całkowitej ciszy - najpierw po korytarzu i schodach,

później wyszliście - co wywnioskowałeś dzięki zmysłom pozawzrokowym - na zewnątrz. Wkrótce usłyszałeś znajome skrzypienie okrętów i szum fal. Brakowało jednak zwyczajowego pokrzykiwania marynarzy i ogólnego gwaru towarzyszącego zazwyczaj takim miejscom.

- Port... Nocą - pomyślałeś w duchu.

Strażnicy wprowadzili cię na jakiś okręt i sprowadzili pod pokład. Tam jeden z nich zdjął ci kaptur i kajdany, a następnie wyszedł zamykając za sobą drzwi na klucz. Znajdowałeś się chyba w ładowni, bo wszędzie dookoła leżały jakieś skrzynie i pakunki.

- Witamy w otchłani - z mroku dobiegł cię głos.

Spojrzałeś w stronę, skąd dochodził. W ciemnym kącie, pomiędzy drewnianymi skrzyniami siedział Argonianin przyglądając się tobie uważnie.

***

Irgash

Po raz kolejny przeliczyłeś oszczędności, mającej najwyraźniej nadzieję, że za którymś razem wyjdzie więcej niż poprzednio.

Siedziałeś w znajdującej się w Brumie gospodzie ?Widok na Jerall?, zastanawiając się, w jaki sposób powiększyć kilkakrotnie zaoszczędzoną sumę pieniędzy. Tak, by wystarczyło na upragnioną podróż na wyspę Solstheim. Wyprawa bardzo kosztowna, bo oprócz dostania się tam drogą morską, co już samo w sobie pociągało znaczne koszty, należało przygotować się jeszcze pod innymi względami. Odpowiedni ekwipunek, zapasy i...

Rozmyślania przerwał ci gospodarz, podchodząc z jakąś paczką w rękach. Powiedział, że ktoś wręczył mu to, gdy niósł koniom paszę do stajni, i nakazał zwrócić przebywającemu w karczmie Orismerowi. Gdy karczmarz odszedł w stronę kontuaru rozpakowałeś przesyłkę. Paczka zawierała sakiewkę z pewną kwotą pieniędzy oraz list napisany przez kogoś o imieniu Telindil. Za piętnaście dni masz się stawić w gospodzie ?Pod Czarnym Skarabeuszem? w Vivek... Morska podróż z Cyrodiil została już opłacona - z portu w Cesarski Mieści za dwa dni wypływa statek, który zabierze cię do Ebonheart...

***

Bermal

Gildia wojowników chętnie zatrudniała Redgardów, tym bardziej, jeśli byli oni weteranami Legionu Cesarskiego.

Wracałeś właśnie ze zwiadu w oddalonych ruinach, położonych gdzieś na terenie Gór Valus. Rutynowa robota - od czasu, gdy cały oddział wpadł w zasadzkę i został niemal całkowicie wybity, Gildia w Cheydinhal przed realizacją zlecenia starał się dokładnie zbadać obszar, na który wysyła swoich ludzi. Tym razem okazało się, że będzie to kilkanaście górskich trolli. Nic nadzwyczajnego...

Po wejściu do budynku Gildii powitał cię odźwierny, wręczając jakąś przesyłkę. Zaraz po zrelacjonowaniu przebiegu misji przełożonemu Gildii i otrzymaniu zwyczajowej gratyfikacji, udałeś się do swojej kwatery i rozpakowałeś paczkę. W środku znajdowała się pewna suma pieniędzy i skierowane do ciebie pismo, w którym nieznajomy imieniem Telindil prosił, abyś w ciągu piętnastu dni przybył na Vvardenfell i stawił się w gospodzie ?Pod Czarnym Skarabeuszem? położonej w Vivek. Statek, który ma zabrać cię na terytorium prowincji Morrowind, wypływa z portu w Cesarskim Mieście za dwa dni...

Link to comment
Share on other sites

Raziel

Przetarłem dłonią spocone czoło. W namiocie było bardzo duszno, chorzy nie mogli się zaziębić, zwłaszcza w tak chłodne noce jak tu na północy wyspy. Dodatkową temperaturę podwyższało ognisko znajdujące się w centrum jurty. Usiadłem na pieńku nieopodal drugiego, tym razem plenerowego ogniska i sprawdziłem w swoim dzienniku zapiski z tego tygodnia:

- 2 odebrane porody u kobiet ? w obu przypadkach chłopcy,

- 1 odebrany poród u guara ? także chłopiec ? ?Czyżby zbliżała się wojna??

- wyleczone: poparzenia u czeladnika kowala (wyjątkowo paskudne), dwa zatrucia u dzieci (prawdopodobnie najadły się wilczych jagód), Bagienna Gorączka u staruszka i Rdzawica (co ciekawe u młodego i silnego rycerza, to iż dwa dni wcześniej kurowałem z tej samej choroby żonę karczmarza wolałem przemilczeć),

- amputacja zmiażdżonej stopy u górnika (brak unaczynienia, a następnie gangrena, nie było wyjścia),

- Piętnaście dni? ? Mruknąłem pod nosem kończąc lekturę i przypominając sobie wizytę dzisiejszego posłańca. ? Mógłbym tam dotrzeć w dziesięć piechotą lub szybciej łazikiem. Hm.. Najlepiej byłoby się udać do Balmory, stąd jest to zaledwie kilka dni marszu, tam pomóc chorym i potrzebującym, a następnie już łazikiem wyruszyć do Vivek.. Tylko, po co? Po kolejną ciężką sakiewkę? Cóż to jest trochę złota, kiedy mnie potrzeba więcej by spełnić swoje plany. ? Zasępiłem się. ? A może to znak? Może warto sprawdzić, co los mi szykuje? Z resztą, nie ważne, w którą stronę ruszę by pomagać innym, Vivek może być po drodze równie dobrze, co Tel Vos. - Podjąłem decyzję. - W końcu Żałuje się tylko tego, czego się nie spróbowało, a nie na odwrót.

Chwilę później poinformowałem pozostałych braci, że dostałem pilne wieści od znajomych i muszę udać się na południe. I tak mieliśmy się rozdzielić w tym tygodniu, więc czemu by nie teraz. Zgodzili się ze mną. Ku mojej radości także brat Maaron, kierował się w stronę, Vivek, a dokładnie do Ebonheart. Dzięki temu nie będę podróżował sam. Następnego dnia, spakowałem dokładnie swoje rzeczy i wraz z towarzyszem ruszyliśmy w drogę do Balmory.

_________________________________________________

Wygląd:Ubrany w długą muślinową szatę z obszernymi rękawami i głębkim kapturem, błękitnego koloru z białymi wstawkami. Suknia jest opiętą w biodrach szerokim pasem, ze stalowymi klamrami. Do niego Dunmer ma doczepioną sakwę podróżną i kilka zasobników z ziołami, lekami i małymi eliksirami oraz przywiązaną rzemieniem buławę, z prostą, ale długą rękojeścią i okrągłą głownią, wzbogaconą stalowymi piórami rozchodzącymi się niczym promienie słońca. Na prawej dłoni tylko jeden srebrny, bardzo stary sygnet, pamiętający jeszcze czasy w których świat był lepszy. Na nogach wysokie aż do kolan jasnobrązowe skórzane buty z holewami. W lewym chowa sztylet. Pod szatą ciemne spodnie, z wytrzymałego, odpornego na wędrówki materiału, do tego biala koszula, wiązana sznureczkami pod szyją i przy rękawach.Na plecach natomiast duża, migdałowa tarcza, Wzmocniona stalowymi okuciami, przymocowana tam przy pomocy paska przechodzącego ukośnie przez tułów. Przez lewe ramie przewieszony niewielki plecak podróżny, w którym Raziel trzyma ciepłe ubranie na zmianę, manierkę z wodą, niewielkie racje podróżne, przybory do rozpalania ognia oraz zestaw igieł i nici. Za pancerz służy mu stalowy napierśnik ukryty pod szatą i wystające, przypominające otwarte paszcze tygrysów dwa naramienniki, skutecznie chroniące górną część ciała, klatkę piersiową, obojczyk, kark i szyję. Zwykle na wierzch zakłada obszerny popielaty płaszcz z srebrną klamrą. Fizycznie, jest dobrze zbudowanym młodzieńcem, mierzącym około 188 cm., szeroki w barach i wysportowany. Dość przystojny, z białą brodą wokół ust i na podbródku. Długie włosy barwy śniegu przewiązane z tyłu skórzanym rzemieniem w kucyk. Pozostawione jedynie dwa cienkie, misternie zawiązane warkoczyki, opadające po obu stronach czoła. Czerwone oczy płoną zaraźliwymi radosnymi błyskami i pewnoscią siebie. Wytrzymały i dość zwinny.

Link to comment
Share on other sites

William

Uuuuuah, jestem znów na...... a to co za gość? Nie znam go, ale wygląda mi na jakiegoś maga. Co to za miejsce? Ta bariera..... OCH NIE DORWALI MNIE! Zaraz zaraz, ten mag zdaje się niema pojęcia czym ja jestem! Choć jego domysły są bliskie prawdzie, to nie dobrze. Muszę się stąd wydostać i przenieść się w umówione miejsce zanim coś ode mnie wydusi! Muszę zaimprowizować:

-Jam magiczny świetlik! W zamian wydostanie z kamienia dusz mnie jam dać 3 zachcianki tobie! Tylko zniszcz kulę magii, pozytywnie?- powiedziałem do maga po Tamrielsku, i chyba nawet dobrze wszystko wypowiedziałem! Tak czy owak jeśli mnie z tej bariery wypuści to szybko puszczę wiązkę elektryczności żeby go unieruchomić i wylecę przez ten otwór w ścianie, jeśli to miejsce znajduje się gdzieś w Vvardenfell to powinienem móc trafić do umówionego miejsca bez problemu. Jeśli nie łyknie mojego genialnego planu zawsze mogę spróbować użyć rozproszenia zaklęcia i samemu pozbyć się bariery, po czym zrobić dokładnie tak jak zaplanowałem wcześniej. A jeśli i to się nie uda... to spróbuję siłą barierę rozwalić największym możliwym natężeniem ognistego dotyku jaki zdołam z siebie wykrzesać, po czym po prostu zacznę uciekać. W każdym razie nie mogę tutaj zostać, muszę sprawdzić czy z ojcem wszystko w porządku!

Link to comment
Share on other sites

Dar'Raak

Miło. Nie wiem gdzie dokładnie jestem, nie wiem, co tu robię, a tym bardziej nie wiem, co będzie ze mną w przyszłości. Wiem natomiast, że za niedługo się tego dowiem. Wiem także, że ten Argonianin śmierdzi i jest strasznie chudy.

Stałem tak po środku tego pokładu załadunkowego (bo na to mi wyglądał) i się rozglądałem, rozsmarowując sobie poobcierane od ciężkich kajdan łapy. Rozglądałem się, mając nadzieję, że wypatrzę coś przydatnego. Nie od dziś wiadomo, że tam, gdzie strażnicy bywają, wala się mnóstwo drobnych i przydatnych rzeczy. Niestety, ale póki co, oprócz kilku poustawianych w rzędy skrzyń, nie ma nic ciekawego. No, może prócz Argonianina. Ale nim dziury w burcie raczej nie zrobię.

W końcu doszedłem do wniosku, że milczę już wystarczająco długo, żeby się nieco niezręcznie zrobiło. W końcu zostałem powitany!

- Otchłani? Wielka i znacząca nazwa dla tej łajby. Jestem Dar'Raak Argonianinie. Wiesz, dokąd nas zabierają? Bo chyba płyniemy razem w to samo miejsce? Zresztą, mniejsza o to. Zaglądałeś do tych skrzyń? Jeśli nie, to ja mam zamiar to właśnie zrobić.

Link to comment
Share on other sites

Irgash

Zszokowany tą niecodzienną przesyłką zwinąłem pośpiesznie list po czym zajrzałem do sakiewki, nie do wiary, to na prawdę są pieniądze!

Rozejrzałem się na około, nie widziałem nikogo znajomego ani choćby godnego nazwania podejrzanym... to chyba nie jest żart żadnego z moich znajomych z tego miasta, zresztą kogo by tu było stać na takie kosztowne dowcipy. Nie ważne, to moja jedyna szansa aby w końcu wydostać się z Brumy. Ostrożnie przesypałem resztę swoich oszczędności do otrzymanej sakiewki po czym razem z listem schowałem ją za pasem. Wstałem od stołu starając zachowywać się jak najnormalniej, po czym wyszedłem z gospody i pośpiesznym krokiem ruszyłem w kierunku sklepu, starego znajomego kupca.

Na pewno będzie wysyłał jakąś karawanę do stolicy, jeśli tak z pewnością uda mi się do niej załapać. Gdy by nie ta nadzwyczajna suma pieniędzy, wyruszyłbym samemu ale jednak w takiej sytuacji lepiej jeśli nie będę igrać z losem i bandytami.

Link to comment
Share on other sites

Bermal

Nienawidzę Cesarskiego Miasta. Przepych na każdym kroku, piękne, lśniące mury i ludzie ustrojeni jak na paradę. Przybycie tutaj to zresztą proszenie się o kłopoty. Jeśli ktoś mnie rozpozna, to będzie źle. Ale już od dawna miałem wyruszyć do Morrowind... A podróż statkiem kosztuje i to niemało. Za to podróż lądem to długotrwała męka. A jeśli Telindil stawia, to szkoda byłoby tego nie wykorzystać. Muszę być tylko spokojny i pilnować swoich rzeczy, jest tu tylu ludzi, że łatwo będzie się wtopić w tłum. Żałuję tylko, że wyznaczył spotkanie w Vivec. Śmierdzące miasto, pełne kanałów i strażników chorych bóstw. No i dumnych, a przy tym mających przestarzałe opinie o niewolnictwie i rasach innych niż ich własna Dunmerów. Jednak dla możliwości przeszukania paru Dwemerskich ruin jestem gotów to przeżyć. A nawet jeśli to nie wypali, to w Gildii Wojowników nie powinni wybrzydzać przy dawaniu mi zadań.

Link to comment
Share on other sites

William

Słysząc głos dobiegający od strony bariery Neldam podskoczył i upuścił wolumin. Zaskoczony obrócił się w Twoją stronę.

- Ty mówisz?... Czym ty w ogóle jesteś?...

Zafascynowany podszedł do magicznej kuli, przyglądając się ci uważnie. Utworzona przez maga bariera była zbyt silna, abyś miał możliwość rozerwania jej od środka.

- Wypuścić cię?... Najpierw wyjaśnisz mi... kilka kwestii. Może na początek: czym jesteś i kto cię stworzył?

***

Raziel

Wspólnie z bratem Maaronem wyruszyliście na południe, podróżując przez wyżynne tereny Zachodniej Wyrwy. Co jakiś czas wyciągałeś z podróżnej torby otrzymany wczorajszego dnia list i czytałeś go od nowa, chociaż treść znałeś już niemal na pamięć. Brat Maaron przyglądał ci się z widocznym zainteresowaniem.

- Powiedz, Razielu - zagadnął. - Nie wydaje ci się dziwne, że jakiś nieznajomy Altmer - wnioskując z imienia - przysyła ci ot tak po prostu całkiem sporą sumę, nie mając nawet żadnej gwarancji, że stawisz się we wskazanym przez niego miejscu? - zapytał. - Nie, nie kieruje mną zazdrość. Intryguje mnie, że w dzisiejszych czasach ktoś jest gotów w ten sposób zaryzykować. Albo ten Altmer ma bardzo dużo pieniędzy, albo bardzo zależy mu na spotkaniu z tobą. Jak uważasz?

***

Dar'Raak

Argonianin parsknął śmiechem.

- Masz poczucie humoru, Khajiicie. Ale to dobrze się składa, zważając na okoliczności prawdopodobnie ci się przyda. Możesz mi mówić Eleeme, jeśli chcesz. Czy zaglądałem do tych pakunków? - skinął głową w kierunku skrzyń. - Tak, ale nie ma tam nic przydatnego. Jakieś płótna, kosze i tym podobne rzeczy. Burty raczej tym nie przebijesz - dodał, jakby odgadując twoje myśli. - Przywlekli cię tu z więzienia, prawda? - zapytał, spoglądając jak rozcierasz sobie ręce. Zrobiłeś coś poważnego, jeśli oczywiście można zapytać?

***

Irgash

Miałeś sporo szczęścia - okazało się, że karawana handlowa zmierzająca w kierunku Elsweyr - poprzez Cesarskie Miasto - wyrusza następnego ranka. Znajomy kupiec zgodził się chętnie, abyś towarzyszył mu przez jakiś czas w charakterze członka eskorty.

Brumę opuściliście nazajutrz, ledwie wstał świt. Podróż przebiegła bez żadnych nieoczekiwanych wypadków i już następnego dnia przekroczyliście bramy stolicy. Tam pożegnałeś się z kupcem, a następnie skierowałeś kroki w stronę nabrzeża, gdzie cumował wskazany w liście okręt. Kapitan statku, Nord o imieniu Kolfhe, powiadomił cię, że do wypłynięcia w rejs pozostało jeszcze parę godzin i nie musisz koniecznie w tej chwili wchodzić na pokład.

***

Bermal

Konna podróż do Cesarskiego Miasta upłynęła szybko i sprawnie. W stosunkowo krótkim czasie dostałeś się do stolicy i odszukałeś wskazany przez Telindila okręt o wdzięcznej nazwie ?Siltalma?, dowodzony przez starszego Norda. Kolfhe - bo tak miał na imię kapitan statku - poinformował cię, że jeśli chcesz możesz załatwić jeszcze parę spraw w stolicy, ponieważ ?Siltalma? wypływa w podróż dopiero za jakiś czas.

Link to comment
Share on other sites

William

Zdaje się że nie uda mi się stąd wydostać siłą, pozostała mi tylko dyplomacja. Wygląda na to że ten mag niema pojęcia że od zwykłego ognika różnie się tylko inteligencją i doświadczeniem, być może łyknie trochę bajek i uda mi się stąd wydostać:

-Powtórka: Jam magiczny świetlik! 9 Bóstw stworzyć mnie i wysłać tu by pomagać. Zły mag uwięził mnie, ale ty uratowałeś mnie i jam z wdzięczności dać 3 zachcianki tobie, najpierw tylko zniszcz kulę magii!- To jedyne wyjście z sytuacji jakie mi zostało, jeśli się nie złapie.... będę wtedy musiał spróbować czegoś desperackiego.

Link to comment
Share on other sites

Dar'Raak

- Pytać zawsze można. Jak chcesz, możesz zapytać jeszcze raz... A tak serio, to ja, złotofuterkowy wzór cnót, przeskrobałem nabawiając się wrogów, o których pewnie nic nie wiem. Mówię pewnie, bo jak w łeb dostałem, to nawet nie wiem, skąd cios padł. Nie mówiąc już o tym, kto to zrobił. A skoro trafiłem do przytulnej, zawszonej - mówiąc to zacząłem się czochrać, bo chyba mnie coś ugryzło - celi, to raczej nie był zwykły, uliczny bandzior. Zresztą, takiego bym usłyszał albo wyczuł, bo śmierdzą. A tu było... nic. Dlatego mogę się domyślać tylko, kto zapałał do mnie nagłym uczuciem.

Przerwałem na chwilę swój potok słów i usiadłem na najbliższej skrzyni.

- A ty Eleeme? Jakiż to zaszczyt cię kopnął, że się tutaj znalazłeś? I tylko nie mów, że to parszywy zbieg okoliczności, czy pomyłka.

Zamyśliłem się na chwilkę, po czym powiedziałem:

- Zresztą, mniejsza z tym. Bardziej mnie interesuje, co się ciekawego wydarzyło w czasie, gdy siedziałem w celi. A siedziałem dość długo... Ciężko mi powiedzieć ile czasu, bo w celi czas biegnie innym torem. No i cieszę się, że mogę w końcu otworzyć do kogoś mordę. W więzieniu moim jedynym towarzyszem był szczur, nawet smaczny, i strażnik. Ten drugi to pieprzony rasista, więc nie był przyjemnym kompanem do rozmowy.

Link to comment
Share on other sites

Raziel

- Powiedz, Razielu - zagadnął. - Nie wydaje ci się dziwne, że jakiś nieznajomy Altmer - wnioskując z imienia - przysyła ci ot tak po prostu całkiem sporą sumę, nie mając nawet żadnej gwarancji, że stawisz się we wskazanym przez niego miejscu? - zapytał. - Nie, nie kieruje mną zazdrość. Intryguje mnie, że w dzisiejszych czasach ktoś jest gotów w ten sposób zaryzykować. Albo ten Altmer ma bardzo dużo pieniędzy, albo bardzo zależy mu na spotkaniu z tobą. Jak uważasz?

Zastanowiłem się, czy odpowiadać, czy lepiej przemilczeć całą sprawę. W końcu, nigdy nie wiesz kiedy Twoje własne słowa obrócą się przeciw Tobie. Postanowiłem jednak, że przytoczę mojemu towarzyszowi kilka własnych spekulacji, te najważniejsze pozostawiając jednak dla siebie. Poprawiłem rzemień utrzymujący tarczę, po czym powiedziałem.

- Myślę że jedno drugiego nie wyklucza bracie. Nie mam pojęcia skąd mnie zna ani dlaczego akurat mnie zaprosił na ?spotkanie?, wiem jednak, że ilość pieniędzy jaką dysponuje może wspomóc Świątynię i wielu ubogich ludzi. Może więc warto go wysłuchać. Chyba nie mam nic do stracenia, bo po co miałby mnie ściągać z tak daleka i potem np. zabić. Przecież tak jak wspominałeś mógłbym zainkasować pieniądze i nawet palcem nie ruszyć w stronę Vivek. Z reszta nie jestem nikim ważnym w naszym bractwie, nie wyobrażam sobie co mogłoby mi grozić.

Przemilczałem sprawę głosów, duchów i bóstw. To moja tajemnica. W drogę do miasta Boga i Śmiertelnika.

Link to comment
Share on other sites

Irgash

Nie wiedząc w jaki sposób mogłem spożytkować te wolne, parę godzin postanowiłem przejść się po nabrzeżu. Cały czas upewniałem się ręką czy sakiewka jest na swoim miejscu gdy przechodziłem pomiędzy zbitymi z desek chatami tutejszych biedaków. To nie było moje miejsce, powinienem zostać pośród moich gór. Nie wiem co mnie opętało że zdecydowałem się na taką podróż zamiast spożytkować te pieniądze w jakiś przyjemniejszy sposób gdzieś w Brumie. Gdy dotarłem do piaszczystego brzegu usiadłem pomiędzy paroma kamieniami i zacząłem rzucać nimi do wody, rozbijając góry które odbijały się na jej tafli.

W sumie za wiele mnie tam nie trzymało... może jednak z tym statkiem znajdę dla siebie lepsze miejsce. Solstheim...

Link to comment
Share on other sites

Bermal

Na razie spokój. Wjechałem do miasta niezauważony, siedzę spokojnie na statku i patrzę w morze. No cóż, cofam to co powiedziałem o Cesarskim Mieście - jeśli chodzi o widoki z portu to są naprawdę miłe dla oczu. Reszta niestety nadal mi się nie podoba. Kapitan chyba nie jest łowcą nagród, wiec nie powinien walnąć mi w łeb gdy nie patrzę i odstawić do Legionu. Zejście teraz ze statku to proszenie się o kłopoty. Ale naprawdę dawno nie miałem dobrego piwa w ustach. A jakby nie było, w tym... Centrum Świata hehe... Mają świetne piwo z Hammerfell.

-Kapitanie Kolfhe! Skoro mam trochę czasu to... pozwiedzam. Zna pan może jakąś niewielką i przytulną tawernę w okolicy? - spytałem Norda. Odpowiedział mi szelmowskim uśmiechem.

-Jest tutaj taka. Nie kręcą się tam osoby, które mogą narobić kłopotów... na przykład nasłać straż...- A więc wie, że jestem poszukiwany! Zadziwiające, mimo iż jest Nordem jeszcze mnie nie wystawił... mój kochany najemca zadbał o wszystko, bo na pewno wielkolud nie pogardziłby sumką jaką oferuje Legion. Swoją drogą Telindil musi być naprawdę bogaty. -... Karczma "Pod Czerwoną Górą". Nazwa trafna do celu podróży, co nie? Karczma jest niedaleko, za tamtym czerwonym burd... budynkiem znaczy.

-Tak, tak. - odpowiedziałem szybko przyglądając mu się. Coś mi się w nim nie podoba. Nie, żebym nie lubił Nordów, no ale... Ale piwo to piwo, dobrze działa na umysł. - Wrócę najpóźniej rano - powiedziałem, po czym zszedłem z pokładu.

Link to comment
Share on other sites

William

Neldam przyglądał ci się w milczeniu przez dłuższą chwilę, widocznie rozważając twoje słowa.

? Interesujące ? rzekł wreszcie. ? Interesujące, ale jeśli sądzisz, że zniosę barierę tak po prostu, to jesteś w poważnym błędzie, przyjacielu.

Spojrzał uważnie na kamienny dysk, w którym jeszcze niedawno byłeś uwięziony, wyraźnie się nad czymś zastanawiając.

? Chcę, abyś transmutował ten zwój w czyste złoto ? rzekł, biorąc do ręki jeden z leżących nieopodal pergaminów. ? Zrób to, a zniosę barierę. A jeśli mnie okłamujesz, to zacznij mówić prawdę, bo w przeciwnym razie... ? zawiesił głos, jasno dając ci do zrozumienia, że ewentualna alternatywa nie należy do najprzyjemniejszych.

***

Raziel

Brat Maaron wzruszył ramionami.

? Pewnie masz rację, pieniędzy nigdy za wiele... Oczywiście, jeśli zostaną przeznaczone na pomoc ubogim ? dodał szybko. ? Spójrz ? rzekł po chwili ? widać już Gnisis.

Istotnie, z tej odległości mogliście już dojrzeć miejskie zabudowania.

? Chyba zatrzymam się tu do jutra ? rzekł Maaron, spoglądając równocześnie na słońce, chylące się już powoli ku linii horyzontu. ? Zostajesz na noc, czy spróbujesz wynająć łazika od razu? ? zagadnął, gdy zbliżaliście się do miasta. ? Bo zakładam, że z taką sakiewką zechcesz pozwolić sobie na taki luksus? ? dodał ze śmiechem.

***

Dar'Raak

Argonianin zaniósł się ochrypłym śmiechem.

? Bracie, to zawsze jest pomyłka. Całe to Cesarstwo jest jedną wielką pomyłką ? rzekł, nie przestając się śmiać. Może to i nieistotne, ale dobre wychowanie nakazuje zrewanżować się odpowiedzią: jestem tu... przez pomyłkę!... ? Tymczasem pozwolisz, że trochę się prześpię. Będziemy jeszcze mieli czas porozmawiać, o to się nie martw, bo czego jak czego, ale czasu nam tu raczej nie zabraknie ? dodał, kładąc się na zaimprowizowanym posłaniu ze szmat.

***

Irgash

W trakcie bezcelowej wędrówki po nabrzeżu doszedłeś do wniosku, że dobrze byłoby napić się czegoś przed podróżą, więc skierowałeś się do najbliższej karczmy ?Pod Czerwoną Górą?. Wewnątrz, oprócz karczmarza i jakiegoś Redgarda, nie było nikogo.

***

Bermal

Dam znać, kiedy wszystko będzie gotowe! ? krzyknął kapitan, gdy schodziłeś z pokładu.

Wnętrze oberży było mocno zadymione, wyraźnie czuć było piwem i pieczoną rybą. Co ciekawe, w środku nie było nikogo oprócz karczmarza. Usiadłeś przy jednym ze stołów i zamówiłeś piwo, rozmyślając o czekającej cię podróży. W pewnej chwili drzwi od karczmy otworzyły się, a do środka wszedł postawny Orsimer.

Link to comment
Share on other sites

William

-Głuptas! Nie mogę czarować z poza kuli magii. Chcesz magię, musisz znieść kulę. Inaczej ja myśli że ty niedobry i mnie więzi, a niedobry nie zasługuje na dar 9 Bóstw, bo złe rzeczy się dziać!- Nawet gdybym mógł to zrobić, to ta bariera zablokuje moje zaklęcia skierowane na zewnątrz, myślałem że jako mag takie rzeczy będzie wiedział. Choć jeśli na moment zniesie ją aby wsunąć tu zwój.... może uda mi się szybko przecisnąć. W ostateczności mogę zmienić się w coś wielkiego, jak atronacha burz i być może rozsadzę tą barierę moimi gabarytami. I co on właściwie może mi zrobić? Torturować mnie raczej niema jak, uwięzić z powrotem to on raczej nie będzie w stanie bo zaklęcia odpowiedniego nie zna, a żeby mnie zabić to musiałby najpierw znieść barierę, a jeśli to zrobi to będę się bronić. Muszę wrócić do Janula, i żaden pospolity mag mnie przed tym nie powstrzyma!

Link to comment
Share on other sites

Raziel

Zmrużyłem oczy i przesłoniłem je dłonią, spoglądając w stronę Gnisis.

- Ruszam od razu bracie. Wynajmę łazik. - Odpowiedziałem towarzyszowi. - Ty natomiast wypocznij, tu masz trochę smoków na gospodę. - To mówiąc wyjąłem monet i wręczyłem mu je, po czym uścisnęliśmy sobie przedramiona. - Uważaj na siebie. - Mruknąłem i ruszyłem do zachodniej części miasta, tam gdzie był mój przyszły środek transportu.

Ogromny owadopodobny stwór był widoczny juz z daleka. Podszedłem do powożącego i umówiliśmy się co do ceny. Nie była zbyt wygórowana, w zamian za zniżę obiecałem mu pomóc gdyby coś stało się jemu lub łazikowi, w końcu byłem uzdrowicielem.

Kolejny przystanek..Vivek.

Link to comment
Share on other sites

Bermal

Ork był porządnie zbudowany i wyglądał groźnie. Przynajmniej dla większości ludzi, zabiłem ich zbyt dużo by się go bać. Niestety jest uzbrojony... Spokojnie wypiję swoje piwo i odejdę. Mam taką nadzieję. O, właśnie idzie karczmarz.

- Proszę, to jeden z najlepszych trunków w porcie! - powiedział z uśmiechem. Trochę karykaturalnym, bo brakowało mu dwóch zębów.

- Nie wątpię - odparłem... Że to siki ogarów, dodałem w myślach. Piwa z Hammerfell w takiej tawernie nie dostanę. Jednak pójście na rynek albo do lepszej tawerny to głupota. Powiem kapitanowi, żeby wysłał kogoś po zapas na podróż.

- Może podać coś do zjedzenia? Mamy naprawdę pyszne ryby!

- Mocno to wyczuwam - mruknąłem - na razie podziękuję, wystarczy mi piwo.

Mimo wszystko to coś dało się wypić bez skrzywienia się, nawet do smrodu spalonych ryb się przyzwyczaiłem. Ork całe szczęście nie usiadł zbyt blisko, przynajmniej na razie. Zazwyczaj robią się "towarzyscy" po kilku mocnych piwach. A towarzyski Orsimer oznacza kłopoty.

- Panie karczmarzu, jeszcze jedno poproszę! - krzyknąłem.

Link to comment
Share on other sites

Dar'Raak

Odwrócił się do mnie ogonem! Miałem niesamowitą ochotę kopnąć go w jego łuskowate dupsko. Też mi odpowiedzi udzielił. Przez pomyłkę! Tak, pomylili go z jedną z tych skrzynek załadunkowych... Albo z tą stertą szmat.

Cóż, nie mając za wiele do roboty, usiadłem w kącie, między skrzyniami. Dobrze rozprostować łapy.

Szum morza i kołysanie statku po chwili zaczęły mnie usypiać. Skutecznie.

Link to comment
Share on other sites

Irgash

Wchodząc do karczmy zwróciłem uwagę na jej szyld. "Pod Czerwoną Górą"... tak, słyszałem o niej w wielu opowieściach.

Rozejrzałem się po wnętrzu, ku własnemu zdziwieniu nie zobaczyłem nikogo, poza niegroźnie wyglądającym właścicielem i Redgardem. Nie widziałem w życiu zbyt wielu, ciemnoskórych ludzi... sposób w który mi się przyglądał wydał mi się dosyć podejrzany. To chyba jakiś wojownik albo po prostu tutejszy wykidajło... choć czy takiemu usługiwałby pracodawca. Usiadłem bliżej wyjścia, przy okazji kładąc na stół swoją broń, niech wiedzą że potrafię się bronić.

- Poproszę o jedną taką rybę i... ehm, coś do popicia. - zawołałem do karczmarza gdy ten skończył obsługiwać poprzedniego klienta. Cholera, muszę być bardziej pewien siebie.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.


  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...