Jump to content

StyxD

Forumowicze
  • Content Count

    80
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

1 Neutralna

About StyxD

  • Rank
    Ork

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

1,209 profile views
  1. Napisane 19.04... a przysiągłbym, że jeszcze zeszłym tygodniu ten post był niewidoczny. Co to ma być? Spoko, jest dobrze - nie było wymuszonego romansu oraz gwałtu. No nie wiem... pomijając częstotliwość publikowania rozdziałów, która mocno utrudnia zapamiętanie takich szczegółów, oczekiwanie że czytelnik tak ma zrobić, to właśnie to co skrytykowałem. Przeczytam jeszcze po wszystkim całość, jak zwykle, ale wątpię żebym zmienił zdanie. Może jakbyś przynajmniej rysowaną mapkę dał... Poniekąd rozumiem cię. Ale czemu tak mała wiara w opisy? Porządny, jeden- czy dwuakapitowy opis "dotychczasowej" akcji i spokojnie możesz wytworzyć wrażenie, że wszystko idzie jak w zegarku, bez tworzenia kilku scen o tym samym, w których nic się nie dzieje. No, oczywiście że wolą. Nie bez powodu "obyś żył w ciekawych czasach" jest złorzeczeniem. Ale jednak opowiadania się pisze o ciekawych rzeczach. To czemu jego mikrofon nie jest podobnie skonstruowany, a hełm uszczelniony? Niedopatrzenie techniczne? A nie prościej po prostu "nie ingerując w nią", w sensie w komunikację? I już? Czemu mieliby opory przed wznieceniem alarmu, jeśli mieliby podejrzenia że coś im grozi? Już po napisaniu tego komentarza takiej mniej więcej odpowiedzi się spodziewałem, bo była jedyną sensowną. Rozumiem. Ależ ja nie krzyczę na ciebie. Chciałbym tylko, żeby CDA przestało schodzić na psy!
  2. Jeśli mam być szczery, ten fragment w ogóle mi się nie podobał. Wręcz przypomniał mi wszystko, czego nie znoszę w "Military SF". Powiem wprost: jakieś siedemdziesiąt koma czterdzieści sześć procent tego rozdziału to wyprany z wszelkich emocji, mechaniczny opis strzałek poruszających się po mapce bazy. Inna rzecz, że mapki nie mamy: więc albo ignorujemy wszystkie opisy (bo bez kontekstu pełnego obrazu bazy nie da się na ich podstawie nic wywnioskować ani wyobrazić), albo naprawdę oczekujesz, że czytelnicy będą siedzieć nad tym opowiadaniem i rysować własne mapki na podstawie strzępów informacji, które podajesz. Kuriozum. Druga rzecz, o której wspomniał poniekąd Martius: tu nic się tak naprawdę nie dzieje, a narrator z fetyszystyczną pieczołowitością oddaje każdy krok i każde szczeknięcie przez komunikator członków różnych oddziałów - nawet jeśli nie mają absolutnie żadnego znaczenia dla fabuły. Bardziej szczegółowo: Poza fragmentem z oddziałem zajmującym się sabotażem komunikacji, i może ewentualnie marines pod koniec, cały ten rozdział jest zbędny. Ot, żołnierze idą, zabijają, idą dalej, przechodzą za róg, wzywają wsparcie snajperskie, idą dalej... wszystko to jest mniej więcej tak interesujące, i opisane z takim polotem, jak poranna wyprawa po bułki. Prawdę mówiąc, na twoim miejscu zacząłbym pisać rozdział w miejscu, w którym zaczynają się dziać rzeczy. Czyli na przykład żołnierze napotykają jakiś opór, coś idzie nie po myśli, czy chociażby jest ryzyko, że coś może się nie powieść. Tak jak we fragmencie w centrum komunikacyjnym. I poświęciłbym wtedy może akapit na podsumowanie tego co się stało (że doszli tu, wyeliminowali to, każda drużyna zajmuje się aktualnie tym a tym), i przeszedł do opisu w momencie jakiejkolwiek akcji. Bo jestem przeświadczony, że nic, żaden opis z tego rozdziału, nie będzie miał znaczenia dla kolejnego - poza może końcowym rozmieszczeniem drużyn. To chyba najgorszy fragment twojej twórczości, jaki kiedykolwiek zamieściłeś, czuję się autentycznie rozczarowany. Starcia w kosmosie i na froncie potrafisz uczynić emocjonującymi. Co się stało? Może się czepiam, ale co z tak prozaicznymi rzeczami, jak ślady na ziemi? Raczej "było by". Ale najlepiej po prostu bym to słowo wywalił, bo z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu przechodzisz tu w tryb przypuszczający. No i w sumie po co tu fabryczka wyposażenia? Prościej dostarczyć półprodukty, niż gotowy sprzęt? A nadchodzących komunikatów do Raffarda nie słyszał? Jaką bazę danych? Tak wiem, czepiam się jako ktoś kto się zna, ale... skąd tu baza danych nagle? No właśnie, to jest jedna z tych rzeczy, na które narzekam: Nie mamy jak sobie wyobrazić, zza jakiego rogu wychodzą, bo nawet nie wiemy, czy są wewnątrz czy na zewnątrz. No... powtórzenie. Czy to tożsame z ogłoszeniem alarmu, którego tak się obawiają? Czy to "masz to" to jest jakiś anglicyzm, czy co? Nawet nie jestem pewien. Jaki ma sens używanie tu procentów? Czemu nie mówić "trzy na dwanaście"? Cóż... jak wspomniałem w mailu, ten engine forum nie chce porządnie działać na mojej przeglądarce / moim systemie. I nie mogę nawet wyedytować tego posta, żeby pozbyć się tych dziwnych pustych linii. Ups?
  3. Uch, no dobrze, wierzę ci. Ciekawe czy zwyczajowo Blizzard zgapił to z czegoś innego. Sęk w tym, że protossi też potrzebowali czegoś poza słońcem - już nie pamiętam do końca czego.Ale jak mówię - problemem nie jest każda pojedyncza z tych rzeczy, tylko ich kulminacja. Więc nawet jeśli każdą po kolei uzasadnisz, to wciąż... No tak... wciąż mam wrażenie, że brzmi nieco lepiej w wersji łacińskiej, bo "człowieczeństwo" to jakby też stan bycia człowiekiem... a humanem nie jest po polsku nikt, więc "humanitaryzm" odnosi się jedynie do idei. To prawda, ale spójrz na to z punktu widzenia ewolucji. Populacja, w której rodzi się znacznie więcej samców niż samic, miała by sens tylko wtedy, gdyby samce bardzo szybko się nawzajem wyrzynały, tak by pozostała garstka mogła spłodzić następne pokolenie. To mogłoby przyspieszyć selekcję genów - aczkolwiek to by była bardzo kosztowna i ryzykowna strategia, nie wiem czy na dłuższą metę opłacalna.No ale u Auvelian tak nie ma, bo gdyby samce usuwały konkurentów do rozrodu, to prędzej czy później liczba by się wyrównała do 50%/50%, bo Auvelianie nie rozmnażają się tak szybko. Tymczasem populacja, która wolno się rozmnaża *i* w której rodzi się większa liczba samców, nie ma najmniejszego sensu. Urodzeń jest mało, więc populacja jest narażona na wymarcie - a większość urodzeń to samce, więc populacja jest jeszcze bardziej narażona na wymarcie, bo wystarczy że szlag trafi te kilka samic. Na dodatek, z punktu widzenia ewolucji te samce są po nic - większość nie będzie miała szansy przekazać swoich genów. Takie coś po prostu by nie zaszło w naturze. Poza tym... to trochę lamerskie. Masz tyle możliwości uzasadnienia małej płodności Auvelian, ale postanowiłeś zrobić "jest mało samic BO TAK". Przyznam, że mierzi mnie to dużo bardziej niż podobieństwo do protossów, bo to ma faktyczny wpływ na rzeczy. I to jeszcze u ciebie, który tak narzeka na "chciejstwo". A co do innych możliwości, dwie rzeczy które od razu przyszły mi do głowy: - Stary, dobry, powolny cykl rozrodczy. Mogą po prostu, na przykład, być płodni raz na X lat. Da się to jakoś wytłumaczyć ich zdolnościami psionicznymi, myślę. - Starożytni namajstrowali coś przy nich, żeby było więcej samców. Bo tacy są wredni. A to ciekawe, bo jak podobieństw do protossów byłem w stanie wytworzyć listę taką, jaką widziałeś, to do Eldarów nie widzę niczego.Inna rzecz, że i protossi i Eldarowie to oba zrzynki elfów, więc jest tu spore nałożenie... Owszem, protossi nie tłumią swoich mocy, ale ich nowo wyłoniona władza zaprowadziła de facto kontrolę nad destrukcyjnymi mocami swojej rasy - tak jak zrobiło to Avn'Khor, chociaż w inny sposób. Dobra, pomyliły mi się słowa. Jednak wciąż nie widzę praktycznej różnicy. Jeśli nie poprzez kastowość, to jak niby się wykształciło tyle różnych warstw społecznych? Które są na dodatek tak pieczołowicie wyenumerowane?Społeczeństwo kastowe implikuje klasy. To naturalny rozwój, zwłaszcza w teokracji. Ba, ostatnio to się Khalą za bardzo nie zajmują. Ale to żaden argument. Mają to w backstory więc jest.Auvelianom też zresztą ta opieka do [beeep] wychodzi. Małe wesołe strzelające plastry naziemne chciałyby się nie zgodzić.To, że Blizzard nazwał to bez sensu, nie znaczy że przestaje być kanoniczne. Uch... nie chciałem ci zarzucać kłamstwa, ale zdaje się, że to de facto zrobiłem.Raczej chodziło mi o to, że nie zauważasz tych wszystkich podobieństw, które dla mnie są oczywiste. Tym bardziej mnie to irytowało, bo jak mówiłem, większość z nich była czysto kosmetyczna i można było bez większych problemów zrobić to inaczej, ale... Też to, że wypiszesz mi wszystkie różnice między Auvelianami i Protossami (a jest ich niemało), nie znaczy że przestaną być podobni w tym, gdzie to widzę. Ale tak jak się spodziewałem, to sprzeczanie się nie ma sensu. Nie przekonamy się i już. Nawet jeśli wierzę, że nie kopiujesz protossów, to i tak nie znaczy, że przestanę dostrzegać podobieństwa. Czy to była kontynuacja tej sprawy z banem, o której rozmawialiśmy jakiś czas temu (nie powiedziałbym, że niedawno, ale może...)? Właściwie to nie. Gdyby nie broń fotonowa, konklawe, ostrza psionicne... pewnie po tym wszystkim też bym miał skojarzenia, ale ostatecznie pewnie nie przekroczyłyby tego progu, kiedy nie wytrzymałem.A co do Kirin-Toru jako "konklawe magów" - Blizzard najwyraźniej uwielbia to słowa, bo poza Starcraftem nigdzie w fikcji się z nim nie spotkałem.
  4. Naprawdę? Ichni bóg wojny nawet zaleca integrację ze sprzymierzonymi rasami na poziomie osobistym?
  5. Hej, nigdy nie powiedziałem, że ta pochwała jest już nieaktualna. Ale tak jak jest teraz, to nie wiadomo, czy "uważają się" odnosi się do ogułu Auvelian, czy do tych paru którzy pamiętają starożytne czasy. Doprawdy? Jest gdzieś o tym, że Szarzy nie jedzą zwykłego pokarmu? Bo bodajże pamiętam tylko o Protossach było, że żywią się fotosyntezą, czy coś (dlatego nie mają ust w ogóle). Ale "humanitaryzm" brzmi mniej... biologicznie? No właśnie o to ostatnie mi chodziło - jeśli wliczasz klony w tę kalkulację "populacji Auvelian", to oczywiście kobiet będzie wiele mniej.Jeśli nie, to właściwie nie widzę powodu, żeby było ich mniej. To raczej samce byłyby mniej potrzebne powoli rozmnażającej się rasie, bo ich jedyną rolą z biologicznego punktu widzenia jest przyspieszenie procesu ewolucyjnego przez zwiększenie presji. A jeśli takiej presji nie ma, to jeden samiec może na spokojnie kilka-kilkanaście samic obsłużyć. Widzisz... problemem nie jest każdy z tych pomysłów. Problemem są one wszystkie.Oczywiście rozumiem, że Starcraft nie jest jakąś szczególnie oryginalną grą (Blizzard zawsze był pod tym względem do [beeep], od pierwszej linijkii historii Warcrafta) i że wiele podobnych pomysłów pojawiało się tu i ówdzie... ale jak tworzysz rasę, która: - Została "wychowana" przez Starożytnych. - Po odejściu tychże wpadła w wielką wojnę domową, która zdruzgotała ich imperium - Rządzi nimi hierarchia wyłoniona po tejże wojnie, która głosi ścisłą kontrolę nad psionicznymi mocami swojej rasy. - No właśnie, rasa ma szerokie moce psioniczne. - A ich kapłańska władza nazywa się "konklawe". - Mają społeczeństwo kastowe. - Uważają, że ich rolą jest "opieka" nad młodszymi rasami, dla ich własnego dobra. - Na ich wyposażenie składają się miedzy innymi broń fotonowa, "ostrza psioniczne", okręty oparte w dużej mierze na przenoszeniu myśliwców, generowane pola maskujące, sprzęt wrażliwy na EMP... ...to wiedz, że coś się dzieje. Każdy z tych pomysłów to tylko pomysł, ale WSZYSTKIE NARAZ? I będziesz mi wmawiał, że nie kopiujesz protossów? To nie brzmi przekonująco, mówiąc szczerze. Tym bardziej mnie to dziwi, bo Auvelianie wcale nie są aż tacy do protossów podobni. Mógłbyś powyrzucać spokojnie parę takich niewiele w sumie znaczących szczegółów i mieć rasę, która protossów nie przypomina wcale. Ale trzymasz się kurczowo tych pomysłów, utrzymując że nie mają nic wspólnego ze Starcraftem. Przyznam, że tego nie rozumiem.
  6. Ich poczucie misji zawierało robienie PRu Sorevianom? Bo rozumiem, że mogli tak postąpić z pobudek humanitarnych - ale poczucie misji?
  7. Mam przeczucie, że mnie po tym komentarzu mnie znielubisz... ale co poradzę? Czuję, że muszę się powtarzać. Przed tym przydałby się nowy akapit. Kolejna rzecz podwędzona od protossów bez wyraźnego powodu, choć pewnie temu zaprzeczysz. Czy na pewno "człowieczeństwo" to tutaj dobre słowo, skoro Auvelianie nie są człowiekami. Z ciekawości: czemu? Co powodowało Mae'vis? "zostało" Mam dziwne wrażenie, że "okazało się jasne" to swego rodzaju tautologia (bo jak powiem pleonazm to się czepisz), nie mówiąc o tym, że nikt takiej formy nie stosuje. Z ciekawości: a jak już używają, to kiedy? Dlaczego? Czy ta kalkulacja wlicza klony? Z kim, skoro Auvelianie zdają się być w stanie wojny z większością innych ras? A może tylko się zdają? To dlaczego nazywa się "fotonową" a nie "hiperlaserową", czy jakoś? Protossi, that's why.Powinienem jeszcze gwoli formalności pomarudzić przy "nosicielach", ale niech tam.
  8. Jak dla mnie, to wtedy by brzmiało całkiem neutralnie. Ale pewnie uznasz, że w takim razie jestem dziwny... To jedna sprawa. A czy nie było... no, żadnych logistycznych minusów tej życzliwości? Bo to faktycznie była dość niecodzienna sytuacja, ale pewnie były bardziej praktyczne powody, dla których to nie zdarzało się częściej, niż "nie wszyscy Sorievianie byli aż tak mili". To mi nagle przypomniałeś to: https://youtu.be/-NZidTnSoLI Może to kwestia tego jak to sobie wyobrażałem, ale myślałem, że łatwiej jest schować coś co może przylegać do ciała, jak broń, niż takie większe klockowate generatory... chyba, że to takie małe cosie jakby walkie-talkie...
  9. Ok, trochę za długo mi zajęło przeczytanie tego, ale już nadrabiam! Pierwsza sprawa: czy mówiłem już, jaki zgrzyt powoduje to, że "przypadkiem" jedna z formacji Sorevian nazywa się "Marina", podczas gdy ludzie mają "Marines"? Mam wrażenie, że już mówiłem. I że znowu mi powiesz, że sobie ubzdurałem coś, i oczywiście te nazwy są uzasadnione i wcale nie są oczywistą zrzynką innego terminu (jak "egzekutor" czy "konklawe")... cóż, nie ma sensu wracać do tej dyskusji. Niemniej, odnotowuję: to jest zgrzyt. Czytając historię Jaworskiego miałem mieszane uczucia. Z jednej strony, myślę że mimo wszystko jest ciekawym ukazaniem tej części relacji ludzko-jaszczurzych. Może nieco ogólnym, ale nie ma na więcej miejsca w tamtym czasie. Z drugiej strony... mam wrażenie, że trochę przecukrzyłeś. Nie traktowanie cywilów jak balastu (bo po prawdzie: są nim), jedzenie razem z nimi w jednym gronie... wydaje mi się, że to dalece przekracza to, jak zazwyczaj żołnierze traktują cywili, nawet jeśli starają się być dla nich mili. Nadzwyczajne okoliczności wymagają wyjaśnienia - a tu nie ma żadnego, poza tym, że jaszczury są takie idealne. A niwelatory też niewidoczne... jakoś?
  10. Cóż, gdybym wymyślał rasę, to bym się zastanawiał, are Auvelianie są twoi, więc nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą...
  11. To znaczy, że Hansen jest bratem formacji? "Terranin Hansen nie zna nawet formacji, do której należy jej brat" Jak inaczej należy to czytać? Nie tylko. Chodzi mi tu bardziej o całokształt, ale jednak to "pan" rzuca się najbardziej w oczy. Ma też ogólnie efekt tego, że Auvelianie brzmią bardzo podobnie do ludzi. Po angielsku byłoby to pewnie mniej widoczne, bo "you" jest bardziej neutralne. Może fajnie by jednak było, by obca rasa miała nieco inną etykietę od tej ludzi.
  12. Scena z wchodzeniem do umysłu jeńca była za to całkiem w porządku. To chyba jedyny moment, kiedy Auvelianie zdają się w jakikolwiek sposób... stanowiący zagrożenie. Poza tym, zastanawiała mnie scena, w której Aer'imuel opisuje dokładnie, co Egon'thier o nim myśli. Czy Egonowi tak kiepsko idzie ukrywanie uczuć, czy Aer jest aż tak utalentowany w ich wyczuwaniu?
  13. Mam nieco mieszane uczucia odnośnie tego fragmentu, a przede wszystkim zaczynam odczuwać, jakby mnie mierził mnie sposób wypowiedzi Auvelian. Ale po kolei. "Gestia" to nie synonim "kompetencji". Terranin Hansen jest kobietą? Powtórzenie. Combo powtórzenie!Ja rozumiem, że Auvelianie powinni być zimni i opanowani, ale ich dialogi są jedynie... sztywne. Ja rozumiem, opanowanie, ale scena dialogu Aer'imuela z jeńcem jest dość... poniżająca dla niego. Najpierw przymila się do niego per "pozwoli pan" i "wkrótce się pożegnamy", potem... żali się jeńcowi, że przełożeni nie poważają jego opinii? To już trochę żenada. Poza tym... sposób wypowiadania się Auvelian nie przydaje im godności czy powagi. Właściwie, to brzmią, jakby ich armia składała się z urzędników, z tym ich koszmarnym per "pan" do wszystkich i wszystkiego. I to nie jest zbyt klimatyczne, bo w ogóle nie czuć, żeby to byli obcy o odmiennej od ludzi kulturze. Tylko... urzędnicy.
  14. Ale co mają do tego nauki starożytnych?O ile w naukach auvelian (Avn'kor, dobrze pamiętam?) nie zawierają się elementy traktujące o świecie nadprzyrodzonym, nieobserwowalnym empirycznie (z uwzględnieniem psioniki), to nie jest to żadna religia, co najwyżej filozofia moralna. Kiedy tak to opisujesz, to brzmi to bardziej jak Armia Czerwona, niż zergowie. Jacy by Sivt nie byli, każdy indywidualną osobą, co już ich degraduje z bycia zergami.
  15. To może zostawiłbyś po prostu "ostrze"? Ale też buddyzm zawiera w sobie wiele nadprzyrodzonych tez, jak choćby ta o reinkarnacji. I choć buddyści nie czczą żadnych bóstw, to nie znaczy, że w nie nie wierzą. Niektóre odłamy buddyzmu wytworzyły bardzo rozbudowaną mitologię. Nie mówiąc już o tym, jakie sztuczki dokonywał sam Budda Sidharta w podaniach. Nie neguję, że konklawe ma też pierwszorzędne znaczenie.No cóż, w takim razie muszę po prostu przyjąć, że się nie zgadzamy. W sumie, nie ma to dla mnie znaczenia: mnie to nie rusza, jako stałego czytelnika, a jeśli posądzenia o podobieństwa do Starcrafta się nie obawiasz, to cóż ci powiem... to dobrze. A ja się wciąż dziwię, że Xizarianie ci zergów przypominają, nie Ildianie. I tak, może wzorowałeś się na rasie z gry, w którą prawie nikt nie grał, ale jak się patrzy na taktykę Ildian (a opowiadanie są skoncentrowane na wojnie), to 100% zergowie. A Xizarianie, z tego co pamiętam, nie.
×
×
  • Create New...