Jump to content

MrAjdi

Forumowicze
  • Content Count

    65
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

6 Neutralna

About MrAjdi

  • Rank
    Ork

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array

Recent Profile Visitors

980 profile views
  1. Nie zgodzę się. Błędy naszej polityki międzynarodowej ostatnich 30 lat pogrzebały wiele kuszących perspektyw, jednakże nasze główne atuty pozostają. Nadal jesteśmy średniej wielkości, bogacącym się koniec końców państwem położony na strategicznym przesmyku, zatem możemy z tego korzystać. Chińskie oferty nadal do nas przychodzą, wszystkie nitki NJS oprócz arktycznej przebiegają przez Polskę. Oferowali też hub przeładunkowy w Gdyni. Rosja również chętnie powitałaby normalizację, poza kwestiami historycznymi nie ma między nami znaczących konfliktów interesów. Nawet państwa Trójmorza, niezależnie od tego jak bardzo jest to chybiona inicjatywa, wykazywały chęć nawiązania bliższych stosunków gospodarczych. Raczej będę chcieli inwestować we własne firmy, niż zachęcać do przeniesienia produkcji z USA. Miejsca pracy z Zachodu nie wyemigrują, raczej Chińczycy znajdą zatrudnienie w rodzimych przedsiębiorstwach. Odnośnie wojny między państwem a korporacjami, to może po prostu czas przestać wojować i się dogadać? Sam zauważyłeś, że jeśli korporacje odchodzą, to miejsca pracy znikają, a to jak wiemy budzi niezadowolenie wyborców, którzy z kolei chcą za to wywozić rząd na taczkach. Imo lepiej jest z przedsiębiorcami nie walczyć, zwłaszcza że koszty takiej batalii zapłacą ostatecznie podatnicy i konsumenci. Utajanie bezrobocia tworzeniem bezsensownych stanowisk pracy to żadne rozwiązanie. Strukturalne bezrobocie to normalna część zdrowego systemu gospodarczego i można je usunąć wyłącznie dostosowując podaż pracy do popytu na nią. Kwestia pauperyzacji na Zachodzie również ma podobne rozwiązanie: pracownicy na Zachodzie muszą się stać konkurencyjni względem pracowników w Azji. Tymczasem McDonald stwierdził, że bardziej opłaca mu się podłączać zestaw audio w McDrivie amerykańskim do słuchawek osoby przyjmującej zamówienia siedzącej w Indiach, bo wychodzi taniej niż zatrudnić Amerykanina. Zamiast bić firmy regulacjami Zachód powinien przyjrzeć się własnym kosztom pracy. My handlujemy głównie z UE, Ukraińcy spotkają się tutaj z kosztami celnymi, jeśli zechcą wejść na nasze główne rynki. Wątpię czy to takie win-win. W krótkiej perspektywie Chiny i Rosja się ze sobą dogadają, ale w długiej oba kraje są świadome rozbieżności interesów. NJS powstanie, lecz co dalej? Zmiany klimatu odblokowują Rosjanom zasoby arktyczne, ale rozwiązanie strukturalnych problemów tego kraju nie odbędzie się za sprawą pogody. Na automatyzację bym nie liczył, nie widać szerokiego parcia na nowoczesne technologie cywilne i poprawę dobrobytu obywateli. FE to dziwny kraj, który potrafi stabilnie funkcjonować i mieć silną pozycję międzynarodową przy poważnych problemach wewnętrznych.
  2. Samo zaciskanie pasa jest potrzebne przy bankructwie, ale bez jednoczesnego szukania kapitału nic to nie da. Co do wyprowadzania się korporacji na tereny z przyjaźniejszym prawem gospodarczym i podatkowym, to dziwisz im się? Jeśli państwo dokręca śrubę, to biznes ucieka, nie ma powodów tego nie robić. Wyjściem jest przedsiębiorców nie odstraszać, tylko im sprzyjać. No chyba że się chcemy bawić w ingerencję w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej, dają tym samym gigantyczne możliwości inwigilacyjne fiskusowi (a i tak są już spore). Nie mniej jednak jeśli masz na myśli korporacje zmieniające umiejscowienie produkcji i rezydentury podatkowej wyłącznie w celu szantażu politycznego, to chyba jest to zbyt daleko idący wniosek, a przynajmniej w szerszej skali. Według mnie nadchodzący scenariusz to dalsza pauperyzacja klasy średniej, etatyzm, interwencjonizm, elementy socjalizmu, wzrost znaczenia korporacji itd. Rentowność gospodarstw to temat na osobną dyskusję, ale co do Ukrainy, to mówimy o kraju, gdzie ludzie nadal jeżdżą Ładami, a pola obrabiają miejscami motyką. Ich warunki agrarne są rewelacyjne, praktycznie w światowej czołówce, ale technologicznie, inwestycyjnie, organizacyjne mają dekady zapóźnienia, gdzieniegdzie nawet stulecia. W dodatku jest to kraj toczący od wielu lat wojnę z separatystami i regionalnym mocarstwem. Kreml jest tradycyjnie silny politycznie do zewnątrz. Putin orientuje się we współczesnych rozgrywka znakomicie, bardzo dobrze rozgrywając obecną partię. Do pozycji światowego mocarstwa nie mają jednak możliwości wrócić. Atuty jak najbardziej mamy, od roku 1989 mieliśmy wiele możliwości nawiązania współpracy z innymi graczami niż Niemcy i USA. Były propozycje od Rosji, Chin, Białorusi, Szwecji czy krajów południowej Europy, z czego większość jest niewykorzystana. A co do tego, że umieć trzeba, to pełna zgoda. Problem w tym, że jakie mamy elity to wszyscy wiedzą.
  3. Nie rozumiem co ma piernik do wiatraka. Polityk na pasku biznesu nie chodzi na nim przez brak dochodu gwarantowanego czy pełnego zatrudnienia, to są pieniądze zbyt małe dla osób pchających się do władzy. Uzależnienie polityków od czynników zewnętrznych to efekt czegoś zupełnie innego, jak choćby konieczność zbierania środków na kampanię, poparcia, zarobków własnych, układów, znajomości, "haków" itp. I żebyś nie pomyślał, że traktuję cię jak głupiego - absolutnie nie uważam, że to jest teoria twojego autorstwa. O cłach i taryfach nadal pamiętamy w stosunkach z krajami spoza Unii, a wewnątrz niej nie powrócą o ile nie załamie się sama instytucja jako taka. No i na wiele rzeczy nadal trzeba mieć koncesję. Zgadzam się z opinią o skracaniu łańcuchów dostaw, lecz to nie przywróci barier handlowych między krajami europejskimi. Podatki na wielki biznes - zgoda, tylko że po pierwsze wielcy tego świata wiedzą jak takie regulacje obchodzić, a po drugie nawet jeśli nie mogą, to zwalą ich ciężar na dyndającego na samym końcu łańcuszka transferu towarów konsumenta. Mówiłem o podwórku polskim, w innych krajach może to wyglądać inaczej i funkcje banku centralnego oraz SP mogą być połączone. Tak czy inaczej cytując "Dług rządowy Japonii - monopolista" muszę zapytać: jak do tego doszło, ze państwo jest de facto zadłużone samo u siebie?! Poza tym dodajmy cały powyższy cytat do dwóch poprzednich i włos się jeży na głowie. Masowe napędzanie inflacji, ceny kredytów oderwane od rzeczywistości, ukrywanie bezrobocia, powstawanie barier handlowych, a jako wisienka na torcie pompowanie funduszami inwestycyjnymi przez państwo bańki w nieruchomościach jak w Stanach w 2007. Nawet ekonom-hobbysta jak ja bez formalnego wykształcenia w tej dziedzinie może łatwo stweirdzić "Andrzeju to walnie". Przecież to jest przepis na kryzys tysiąclecia. Niektóre prace potrzebne społecznie mają niestety "szklany sufit" - listonosze, robotnicy, kelnerzy itp. wykonują zawody z zasady nie dające perspektyw awansu osobistego i społecznego, a ktoś to przecież musi robić. Najgorzej, że zapotrzebowanie na takich pracowników jest w sumie duże. Poza tym nawet jeśli w te branże wejdzie automatyzacja, to i tak pozbawieni pracy młodzi ludzie niekoniecznie będą mieli ochotę i zdolności aby się przebranżowić do zawodów przyszłościowych. Nie każdy ma predyspozycje do bycia kimś więcej niż kopaczem rowów. Dalej, bezrobocie w UE nie jest wcale mniejsze niż u nas, zwłaszcza wśród młodych. We Francji czy w Niemczech sytuacja jest dobra (koronakryzys pomijam), ale już np. Hiszpania ma poważny problem. Wydajność pracy jest problemem u nas, racja, jednakże sam procentowy udział rolników w społeczeństwie niekoniecznie wyznacza jakieś standardy. Dodam od siebie, że dla osób żyjących z upraw zbyt duże plony mogą być katastrofą, gdyż opuszczają ceny rynkowe płodów rolnych poniżej progu opłacalności. Nie zgodzę się, lepiej byłoby zagrać z Ameryką, Europą i Chinami na kilku fortepianach. Państwo Środka albo dojdzie do Francji i Niemiec przez Polskę, albo obok niej i wolimy wszyscy tą pierwszą opcję. Stworzenie miejsc pracy wymaga przyciągnięcia inwestorów i kapitału, a tu odwołam się do tego co pisałem o wcześniej o ułatwianiu przedsiębiorcom życia. NJS nie pozbawi znaczenia marynarki USA, Chiny nadal będą uzależnione ekonomicznie od dostaw przez cieśninę Malaka, może w mniejszym stopniu ale nadal znacząco. Większym zagrożeniem dla Amerykanów jest Północna Droga Morska, co daje potężną kartę do ręki Rosjanom. W to wszystko wchodzi też kwestia Arktyki oraz zabezpieczania wpływów amerykańskich na Dalekim Wschodzie i w Australii. US Navy będzie miała w nadchodzących dekadach pełne ręce roboty. Nie tylko Turcja sprzedaje broń gdzie jej się opłaca, np. Niemcy bez ogródek wysyłali gaz pieprzowy na Białoruś. Co do polityki, to nasz rząd o czym dobrze wiesz postawił na USA i myśli, że będzie łatwe zwycięstwo. Tymczasem PiS postawił na administrację Trumpa a tu proszę, przyszedł Biden. Ciekawe co teraz? Swoje zdanie w kwestii polityki zagranicznej sugerowałem już wcześniej, teraz powiem wprost, ze jestem za opcją balansowania między innymi graczami, bez wiązania się na dobre i na złe z nikim. Boje się, że USA sprzeda nas Rosji gdy będą musieli skupić się na Chinach i szukać normalizacji z Kremlem. Bo Ameryka nie da rady być dłużej wszędzie silna, grając rolę światowego żandarma. Widzieliśmy to w Górskim Karabachu. Potrzebujemy UE, ale to jest de facto opcja niemiecka, gdzie my jesteśmy wasalem. W dodatku bez dalszej federalizacji Unia pozostanie niefunkcjonalna w polityce zagranicznej i przy kryzysach, co widzieliśmy podczas wybuchu pandemii. Za to z kolei będzie cena do zapłacenia.
  4. Trendem ogólnoświatowym będzie, a raczej już jest, ograniczanie wolności jednostek na rzecz ściślejszej kontroli, a nawet nadzoru państwowego. Wypłacanie obywatelom ich własnych pieniędzy, nacjonalizacja przedsiębiorstw, rozwój sektora publicznego w coraz to nowych gałęziach gospodarki, wycofywanie pieniądza fizycznego, inwigilacja, cenzura - to wszystko będą sposoby na uzależnianie obywateli od państwa i zakładanie im coraz ciaśniejszych smyczy. Żeby zarobić na wydatki państwa, to musi być z kogo ściągać podatki. Powtórzę jeszcze raz: państwo na siebie nie zarabia. Państwo pobiera pieniądze zarobione przez przedsiębiorców i jednostek w ramach danin, podatków, opłat itd. Państwowe zakłady nie generują zysków co do zasady, one przynoszą straty. Po historii PRL-u wszyscy powinni już to wiedzieć. Dobrym przykładem jest tutaj historia huty "Katowice", które nagle w jakiś dziwny sposób po przejęciu przez prywatny ArcelorMittal została dofinansowana i zaczęła wychodzić na plus. Nawet gdybyśmy przyjęli, że nasz stary, niedobry partyjny beton zrozumie wreszcie potrzebę innowacji technologicznej, to i tak wszelkie inwestycje państwowe obciążone są bagażem politycznych wpływów, rozgrywek partyjnych, załatwiania stołków itp. Wydajność, opłacalność, skuteczność i konkurencyjność grają drugie skrzypce, bo to wszystko i tak można ratować pożyczkami i pieniędzmi z podatków, a jak się skończy kadencja to niech się nowa władza martwi stanem sektora publicznego. Co innego przedsiębiorstwa prywatne, gdzie brak innowacyjności oraz skutecznego modelu biznesowego równa się poważnym konsekwencjom, takim jak utrata zysków, zainteresowania klientów czy majątku właścicieli. Odbiję piłeczkę. Za sprawą udziału państwa nie będzie nigdy w Polsce dużej ilości dobrze płatnych miejsc dla pracy, masz to jak w banku. Na dowód mogę podać przykład znajomego lekarza, który zapytany o brak lekarzy w Polsce odpowiedział mi: "Państwo ustala odgórnie liczbę miejsc na specjalizacjach w taki a nie inny sposób". Gdyby to zależało nie od odgórnych decyzji, tylko rzeczywistych potrzeb i możliwości, sprawy wyglądałyby inaczej. Tak działa sektor publiczny - wymogi rynku, zasady ekonomii, potrzeby obywateli są nieważne, to kwestie polityczne naprawdę się liczą. Nie jest, a raczej być nie powinno. Regulatorami życia gospodarczego są ekonomia i rzeczywistość. Natomiast obowiązki państwa to zapewnić bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, czuwać na straży umów oraz prawa, pełnić funkcje administracyjne i organizacji życia publicznego, dbać o sektory niezbędne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa oraz zapewnić każdemu minimum egzystencjalne (czyli 3 posiłki dziennie i jako taki dach nad głową). No i utrzymywać ludzi, którzy ze względu na stan zdrowia bądź kalectwo sami sobie nie dadzą rady. Dalej niech łapek nie wyciąga. Bank centralny zajmuje się kreacją pieniądza, udzielaniem koncesji bankom komercyjnym i emisją obligacji. Pod żadnym pozorem nie prowadzi działalności "kupca z nieograniczonym budżetem". Rozumiem, że miałeś na myśli Skarb Państwa i jego spółki? Osądzanie musztardy po obiedzie mija się z celem. A skąd się bierze problem prekariatu? Z niewydolności gospodarki i problemów temu podobnych oraz z mentalności współczesnej młodzież. "Bogactwo ma być na zaraz, rynek ma się dostosować do moich preferencji, państwo ma dać". Zjawiskiem specyficznie europejskim jest grupa społeczna młodzieży po 20 roku życia, która ani nie pracuje, ani nie zwiększa swoich kwalifikacji, ani się niczego nie uczy czy studiuje. A potem są wściekli, że nie żyją w dostatku. Zależy. Rosja ma dzięki tej rywalizacji bardzo intrantną pozycję. My też moglibyśmy taką mieć, gdybyśmy potrafili być bardziej asertywni i dalekowzroczni politycznie. Z kolei Europa Zachodnia może zyskać, ale może też stracić, co widać zwłaszcza po narastającym napięciu w relacjach transatlantyckich.
  5. Nie pominąłem - poruszyłem kwestie, które leżą u podstawy sprawnego funkcjonowania wyżej wymienionych. Nie będzie żadnych usług publicznych wysokiej jakości bez posiadania odpowiednich funduszy, choćby i intencje decydentów były nieskazitelne. Jakoś trzeba na te wydatki państwowe zarobić, a państwo przecież na siebie nie zarabia (te kilka procent budżetu pochodzące z odsetek od udzielonych przez Skarb Państwa pożyczek i podobnych źródeł pomijam, to jest ułamek potrzeb). Z kolei uzdrowić finanse publiczne można na dwa sposoby: ciąć wydatki i zwiększać wpływy. Stąd postulat uproszczenia systemu podatkowego, obniżenia kosztów prowadzenia działalności gospodarczej czy zmniejszenia podatków (co wbrew pozorom zwiększa, a nie zmniejsza przychody podatkowe). Poza tym pominąłeś inny bardzo ważny aspekt działalności państwowej: politykę pieniężną. Inflacją zarżniesz każdą gospodarkę. To że ktoś jest osobą świecką bądź duchowną nie determinuje jakości wiedzy jaką posiada. Można być księdzem erudytą lub świeckim szarlatanem. Poza tym abstrahując od tego, że dogmaty same w sobie nie są złe, to osoby świeckie wcale nie są od nich wolne. Każdy ma swoje własne poglądy, przez co trudno jest być takiej osobie bezstronną. Przykładowo jeśli zapytasz o opinię w sprawie dajmy na to przyczyn przemocy domowej dwoje socjologów i jedno z nich będzie feministyczną lesbijką, a drugie konserwatywnym mężczyzną, to spodziewaj się bardzo różnych ocen. Doktrynerstwo nie jest przywarą ani wszystkich, ani wyłącznie duchownych. Owszem, ale przemiany społeczne mają również wpływ w drugą stronę na zmiany gospodarcze, a nawet rozwój technologiczny. Dlatego Europa ma dzisiaj narastające problemy zewnętrzne, głównie z bardzo roszczeniową i asertywną młodzieżą, która przejada dobrobyt nie chcąc jednocześnie go budować. To nas prowadzi do szans Starego Kontynentu w starciu z cywilizacją islamu i Chinami. Według mnie perspektywy są coraz gorsze dla Europejczyków. Muzułmanie górują demograficznie, w związku z czym będzie im przybywać pracowników. Rezultaty są łatwe do przewidzenia, gdyż o demografii Europy już było. Oczywiście może im utrudnić życie odejście od ropy oraz możliwy wielkoskalowy konflikt na Bliskim Wschodzie w niedalekiej przyszłości. Porównanie do Izraela jest jednak nietrafione, sytuacja Żydów ma zupełnie inną specyfikę niż europejska. Co do konfliktu Chiny-USA, to Europa wcale nie jest tutaj skazana na sukces. Państwo Środka wchodzi do nas mocno i nie zamierza się patyczkować. Europocentryzm odchodzi do lamusa. Jeśli zaś chodzi o Rosję, to Amerykanie zdecydowanie będą potrzebowali ich "życzliwej neutralności" w starciu z Chinami. Pozostaje pytanie, czym im za nią zapłacą?
  6. Fanatycy obu stron konfliktu pozornie paradoksalnie potrzebują siebie nawzajem. Do skrajności najłatwiej przekonać przeciętnych ludzi pokazując im, że potrzebują ochrony przed radykałami tej frakcji, której boją się bardziej. Czynnik ekonomiczny na pewno ma wpływ na dzietność, ale nie oszukujmy się, że największym problemem współczesnej demografii nie jest nasza własna mentalność. Rodziny (zwłaszcza wielodzietnej) nie ceni się już dzisiaj wysoko, a czasami nawet wcale. Dzieci raczej kojarzą się dzisiejszym ludziom z nadmiarem obowiązków, przemęczeniem, ruiną kariery i marzeń itp. Zakładanie rodziny przestało być postrzegane jako priorytetowe, wartościowe moralnie czy korzystne. A czy potrzebujemy tylu Polaków? Jeśli zrealizuje się wizja tzw. "Przemysłu 4.0" i wyjątkowo wydajnej automatyzacji, to może faktycznie nie. W takim wypadku wymagane byłoby "zatrudnianie" automatów zdolnych pracować na utrzymanie swoich kosztów obsługi oraz dobrobyt dwójki ludzi. Natomiast w innym wypadku demografii nie oszukamy i za 40 lat będziemy mieć emeryturę na poziomie 20% pensji, szklany sufit produkcyjny w postaci braku pracowników i gigantyczne koszty opieki seniorów. Najgorsze natomiast będzie położenie pokolenia młodych urodzonych po 2030 roku - mniejszości obciążonej utrzymywaniem większości starców, bez perspektyw na życie w dostatku, którego większość będzie im zabierało pokolenie 50+. Za kilka dekad powszechny będzie obraz młodzieży wygrażającej pięściami poprzednikom, jacy przejedli swój i ich dobrobyt. Mi z kolei kojarzy się to z opinią Mateusza Morawieckiego o pracy za miskę ryżu z kawiarni "Sowa i Przyjaciele", wtedy jeszcze był w barwach PO. Chętnie przytoczyłbym tutaj całą wypowiedź, jednakże zasady forum mi na to nie pozwalają, polecam gorąco samemu poszukać. Z moich obserwacji wynika, że dobrze zorganizowanemu państwu potrzebny jest przede wszystkim prosty i przejrzysty system podatkowy, niskie koszty prowadzenia działalności gospodarczej, dobry system edukacji (publicznej czy prywatnej - nieważne, kot ma być nie biały czy czarny, tylko łowny) oraz inwestowanie w nowe technologie. No, chyba że ma się dostęp do bogatych zasobów surowców o znaczeniu strategicznym, wtedy można robić sobie latawce z banknotów i nadal wychodzić na plus.
  7. W materii źródeł opiniotwórczych zrezygnowałem całkowicie z subskrypcji czy choćby przeglądania darmowej oferty popularnych dzienników. To co się działo choćby na łamach Newsweeka czy wspomnianego już przez kogoś wPolityce uwłaczało czytelnikom i zawodowi dziennikarza jako takiemu. O półce Onetu nie ma nawet co wspominać. Wstyd było mi to czytać. Jeśli gdzieś było lepiej stylistycznie, to treściowo już nie. Za często miałem poczucie czytania propagandy, a nie relacji z dociekania faktów czy choćby próby sformułowania bardziej wyważonej opinii. Obecnie wolę raczej wyszukiwać na własną rękę inicjatywy, kanały czy nawet indywidualnych opinotwórców reprezentujących wysoki poziom profesjonalizmu i kultury. A to tylko korzyści wstępne, w warstwie merytorycznej można się w takich miejscach dowiedzieć niesamowicie interesujących rzeczy, o których w mediach głównego nurtu cisza. Co do PiS-u, to de facto reprezentuje on nurt tercerystyczny, najbliższy etatystycznej wersji socjaldemokracji. To wszystko podlane konserwatywno-narodowym lukrem mającym ukryć niekompetencję oraz autorytarne zapędy. I zgadzam się, że Piłsudski a Kaczyński to niebo a ziemia. Prezes odrobił lekcje z rozgrywania polityki wewnętrznej, korzystania z problemów konkurencji i manipulowania rzeszami prostych ludzi, ale to wszystko. Do wybitnego zmysłu politycznego marszałka się nie umywa. Jeśli chodzi o Konfederację, to przegrana w wyborach zwykle oznacza kres koalicji jako takich. Tym bardziej że to rzeczywiście jest środowisko zjednoczone przede wszystkim odrzuceniem przez pozostałe opcje polityczne i zbudowane na elektoracie nie posiadającym odpowiadających mu alternatyw. Mimo to jestem zdania, że Konfederacja zostaje z nami na stałe, gdyż zagospodarowuje prawicę, do tej pory w Polsce pomijaną (bo jak wskazałem wyżej, PiS partią prawicową nie jest). To jej daje na tyle silną podstawę, że dopóki nie podzieli się wewnętrznie albo nie wyrośnie jej konkurencja podbierająca elektorat, będzie miała stabilną bazę głosów. Co do rozważań nad tym, kto na naszej scenie politycznej jest anachroniczny - a kto nie reprezentuje poglądów powstałych w XIX wieku czy nawet wcześniej? Socjaliści, czyli zdecydowana większość naszej sceny politycznej, w tej czy innej formie? Przecież to są poglądy rodem z Międzynarodówek, fantazji Moore'a czy Manifestu Komunistycznego. Libertarianie? Prywatne drogi były już w nowożytnej Anglii, wolna przedsiębiorczość królowała od końca feudalizmu do Marksa, a Ford czy Taylor przekroczyli setkę. Narodowcy i monarchiści? Wiadomo. Liberałowie obyczajowi? Rzym i Grecja były już tysiące lat temu kochani, odkrywacie Amerykę na nowo. Opcja amerykańska, niemiecka czy nawet rosyjska? Jeśli ktoś nie zna tego z podręczników do historii, to nie powinien nigdy ukończyć podstawówki. "Nowoczesność" to tak naprawdę stare śmieci chlapnięte nową farbą i z nową etykietką.
  8. Najbardziej wydumany problem jaki od dawna widziałem. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak skin wygląda w grze, to nie musisz patrzeć na portret z ekranu wczytywania, możesz po prostu sprawdzić w necie w ciągu minuty. Natomiast jeżeli wydawałeś te kilkadziesiąt pln tylko po to, by dostać ładny obrazek na ekranie na jakieś 3 minuty, to mówi się trudno, to tylko dodatek do skórki. W grze nie tylko była maaaaaaasaaaaa bohaterów, ale jest nadal, bo pomimo często powtarzanych próśb i petycji o usunięcie Teemo pula postaci nie zmniejszyła się ani trochę. Przeciętny Kowalski i tak z niej nie skorzysta, bo nie grając w LoL-a po kilka godzin dziennie i tak nie nadąży ze zbieraniem ip. Hurtowe dodawanie nowych postaci jest tak potrzebne, jak piąte koło u wozu. Nie można też zapominać, że każda kolejna postać musi być zbalansowana, dopracowana, niezabugowana, a przede wszystkim musi mieć swoją własną rolę do pełnienia, nie będąc tylko gorszą kopią innej postaci. I dlatego nic ambitniejszego nie wchodzi w grę, bo odciągałoby ludzi od pracy zespołowej i zasadniczego celu gry.
  9. Bardzo dobra myśl! Podaj mi proszę swój pomysł na to, jak to osiągnąć w taki sposób, żeby nasz przemysł został przejęty przez prywatne firmy polskie w taki sposób, żeby nie znalazł się pod kreską, bo zakładam, że skoro wysunąłeś tę propozycję z taką pewnością, to owy plan masz już opracowany. A i owszem. Zazdroszczę takim z całego serca. Trudno byłoby oczekiwać, że państwa których jedna prowincja czy kraj związkowy jest rozmiaru Polski będą z nią miały równy bilans handlowy, zwłaszcza jeśli leżą po drugiej stronie globu. Na działania w skali globalnej mogą sobie pozwolić co najwyżej koncerny międzynarodowe czy giganci z supermocarstw, tudzież elitarne marki z danej branży, a nie firmy z mniejszych krajów, choćby były całkiem przyzwoite. Dlatego Niemcy są naszym naturalnym partnerem gospodarczym - na tyle bogaci, by mieć co zaoferować i za co kupić, na tyle blisko by ograniczyć koszty transportu. Oczywiście nie oznacza to, że bilans handlowy będzie koniecznie dodatni, ale i tak nie zmienia to faktu, że Niemcy są jednym z naszych kluczowych partnerów. Nie ma dużo chętnych na nasze produkty? To dziwne, bo jeśli jak sam wspomniałeś nasze produkty są tańsze, to powinno być na nie bardzo dużo chętnych, zwłaszcza u naszych wschodnich czy południowych sąsiadów. Choć sam jestem sceptycznie nastawiony do idei potężnego Trójmorza, to jego państwa czy Ukraina kupią od nas niejedno - jeżeli im się to będzie opłacać. Brexit to interesujące wydarzenie. W wojence między zwolennikami i przeciwnikami UE będzie można przejść w końcu od pustych teorii do praktyki, kazać obu grupom krzykliwych malkontentów zamknąć jadaczki i patrzeć na efekty, podziwiać bilans zysków i strat. Oczywiście, nadal nie wszyscy zaakceptują wyniki, ale przynajmniej sprawa pójdzie do przodu. Może. Pamiętasz, jak zostaliśmy sami z naszymi jabłkami? Wtedy w sklepach były najlepsze owoce od dawna. Szkoda tylko, że przy okazji doszło do klęski urodzaju. Od dawna jestem za wyrugowaniem z naszej gospodarki zbędnego socjalizmu i ograniczeniem wydatków państwa, ale i tak nikt się na to nie zgodzi. Musiałoby się nam trafić kilku wybitnych mężów stanu, gotowych popełnić polityczne samobójstwo w imię dobra społecznego, a ci niestety nie przebijają się obecnie do głównego nurtu. Akurat siłą nabywczą złotego to ty się tak nie przejmuj. Na przykład, w takiej Gruzji bieda aż piszczy, a miejscowa waluta ma dwa razy większą siłę nabywczą niż nasza. Porównywanie działalności "niemieckich montażowni" w Polsce do niewolnictwa jest, delikatnie mówiąc, nieadekwatne. Ja też bym wolał, żeby Polacy pracowali wyłącznie w polskich firmach prywatnych, które całość podatków odprowadzałyby do naszego budżetu, ale kapitał zagraniczny nie jest sam w sobie zły, a już na pewno lepszy od rodzimego przedsiębiorstwa, które generuje straty zamiast zysków. Oczywiście, trzeba mu wyznaczać jasne zasady i uważnie go kontrolować, no ale bez przesady. Radziła sobie, radziła, tak jak radzi sobie bezdomny, żebrzący o pieniądze pod katedrą czy przed supermarketem. Nasze firmy nie stały się deficytowe po 89, one były deficytowe już przedtem. Niepotrzebne okazały się, bo przyszli lepsi wykonawcy, których woleli klienci - ot, prawa rynku. A co do rynków zbytu, to nie wiem, jakie miały zniknąć, bo nasi sąsiedzi jedynie zmienili organizację państwową, a nie wynieśli się gdzieś za ocean albo Ural, zostawiając gołą ziemię za sobą, ani nie postanowili zerwać z nami stosunków. Jak już to otwarły się przed nami nowe rynki zbytu, wcześniej zasłonięte Żelazną Kurtyną. Spodziewałeś się czegoś więcej po partii PiS? Ja osobiście nie. A najlepsze zostawiłem sobie na koniec. Sojusz polsko-rosyjski to nawet nie jest naiwność, to czysta fantastyka. Jeżeli Amerykanie mają wasali, a Niemcy niewolników, to Rosjanie mogą mieć co najwyżej więźniów w łagrach, a nie sojuszników. Dla Rosji, bez względu na stan naszych wzajemnych relacji nigdy nie będziemy partnerem innym niż handlowym i to tylko dlatego, że tym to może być każdy dla każdego. Unii też by nie zależało na tym, żeby robić sobie wroga z każdego, kto z niej wyjdzie albo z nią blisko nie współpracuje. Jaki by z tego miał być pożytek?
  10. Grałem w życiu parę razy Fiorą na Jaxa i ujme to tak: przed reworkiem panienka zbierała baty. Po reworku wyszedł skill matchup. Zakładając, że do pojedynku nie wmieszają się osoby trzecie, szanse zależą od stopnia opanowania mechaniki danej postaci (choć Jax jest znacznie prostszy), refleksu i mind game'u. Sparujesz E - karzesz go boleśnie, albo spychając do defensywy, albo wyrzucając z linii. Jak zostanie, czekasz na dobry moment i wchodzisz all in, tylko że sztuczkę z W trzeba powtórzyć, bo stun może odwrócić sytuację na jego korzyść. Nie sparujesz i zbierzesz latarnią po czapie - do tyłu i lecz się na minionach, następnym wjazdem może cię skasować. Czy Jax bez umiejek jest słaby? Raczej nie, w końcu o ile dobrze pamiętam to pasywa z ulta ma cały czas, a W i tak wraca bardzo szybko. W early bez Q i E mogę się zgodzić, przynajmniej częściowo, z opinią @alivena. Nadrobi ls-em i ciągłymi obrażeniami. Lee op? W kwestii statystyk jest zbalansowany, umiejętności tez nie są same w sobie przegięte. Natomiast przewaga strategiczna i kontrola sytuacji - oj, tu już jest moc. Ta postać ma po prostu rozkręcić drużynę na początku, a dalej tylko wspierać - wykopanie ważnego celu, kradzież barona/smoka, push itp. Fizz nie do zdarcia? Cóż, to nadal postać melee, więc zawsze można go gnębić autoatackiem, do tego część postaci ma opcję odgryźć mu się za all-ina. Imo balans daje radę.
  11. Oczywiście, że są rozwalone. Raczej powinniśmy powiedzieć, że cały wymiar sprawiedliwości jest rozwalony dokumentnie, wliczając prokuraturę i TK, poprzez uzależnienie wszystkich ich organów od decyzji polityków i naruszenie podstawowej zasady państwa prawa: trójpodziału władz. Twierdzenia o rzekomej zgniliźnie "kasty" sędziów biorą się głównie z obecnej atmosfery politycznej, sprzyjającej wrogości wobec wszelkich władz i autorytetów, jak i braku zrozumienia przyczyn problemów naszego sądownictwa. W dodatku od rozpoczęcia prac nad zmianami w sądownictwie media publiczne obrały sobie za punkt honoru wywlekanie na wierzch historii pojedynczych sędziów, którzy np. kradli w sklepach itp. Nikt nie mówił, żeby z nimi nie handlować, tylko żeby nie opierać się na nich gospodarczo, a już z całą pewności nie politycznie. Właśnie dlatego, że się to nie opłaca, zwłaszcza przeciętnym obywatelom.
  12. Kubłem pomyj jest stwierdzenie, że nie chce mieć z tym tworem nic wspólnego? Ok. Nie pisałem o "kubłach pomyj" w odniesieniu wyłącznie do twoich wypowiedzi, ale też innych użytkowników, co w sumie daje nam jednostronny i krzywdzący dla wielu osób obraz. Pomijam już fakt, że określanie całej społeczności danej grupy narodowościowej jako "tworu, z którym się nie chce mieć nic wspólnego" zdecydowanie swoje trzy grosze do owych kubłów dorzuca. Na szczęście nie trafiam w ogóle na Polaków, podobnie jak na Rosjan. Eu West taki piękny. Zdziwiłbyś się. Nie zliczę, ilu to ja już widziałem Polaków przyznających się do gry na EUW. Również oglądając streamerów grających w wyższych dywizjach na tym serwerze dostrzegłem naszych rodaków w grze. Stwierdzenie, że nie trafiasz na Polaków w ogóle jest zatem bardzo nietrafne.
  13. @up Panowie, mówię poważnie, darowalibyście sobie już to malkontenctwo. Myślałem, że furiackich ekscesów Netrodala nie można zdzierżyć, ale tak naprawdę to nie do wytrzymania są kubły pomyj, jakie wylewacie na swoich rodaków. Ludzie tacy jak wyżej wymieniony to nie jest żadna większość, nawet wśród streamerów. Jasne, każdemu czasem puszczą nerwy, ale nie przesadzajmy. Nie wiem, jakim cudem udaje wam się za każdym razem trafiać na toksycznych Polaków. Musicie chyba mieć niewiarygodnego pecha albo celowo ich prowokować do flame'u. Ja na tego typu indywidua trafia raz na kilka gier i nie tyczy się ich reguła, że pochodzą wyłącznie z Polski. Serio waszym zdaniem najlepszy sposób na wprowadzenie kogoś do gry to obrzydzenie jej społeczności? @ayla Ze streamerów polecam Nervariena. Dobrze tłumaczy dlaczego gra w ten a nie inny sposób i jest co do zasady opanowany.
  14. @aliven Ale są, jak już wspomniałem, nazbyt przewidywalne, co ich upierdliwość w znaczącym stopniu ogranicza. Niezbyt. Dota 2 działa na tej zasadzie, w lolu nie ma bohaterów ciężko kontrowanych w takim stopniu. Dlatego napisałem MNIEJ WIĘCEJ. Poza tym, jak najbardziej trafiają się ciężkie kontry, jak choćby matchup Teemo-Singed. Nie ma nic niehonorowego w staniu pod własną wieżą i farmieniu. Pomijając fakt, że honor to rdza na tępym ostrzu, nie przypominam sobie, bym pisał cokolwiek o czymkolwiek niehonorowym.
  15. @ayla Żadnej dobrej taktyki z uciekaniem sobie na botach nie wypracujesz. W porównaniu do żywych graczy są zbyt przewidywalne. Potencjalnych sytuacji jest wiele, tak jak i możliwości prowadzenia pogoni. Do tego dochodzi jeszcze multum postaci, których SI wybrać nie może, więc nie nauczysz się przeciwko nim grać. Wielu matchupów nie będziesz w stanie wygrać na linii praktycznie w ogóle, a early zmieni się w walkę o przetrwanie i staty lepsze niż 0/20 w 10 minucie. Gra działa mniej więcej na zasadzie kamień-papier-nożyce i takie sytuacje to norma.
×
×
  • Create New...