Kącik Yody

  • wpisy
    156
  • komentarzy
    854
  • wyświetleń
    78451

pojedynek Dwie mafie

MajinYoda

223 wyświetleń

Zastanawiałem się od pewnego czasu, co można by dodać do bloga. Wreszcie przyszedł mi do głowy pomysł: pojedynki. I właśnie dzisiaj chciałbym zainaugurować taką kategorię.

Pomysł jest prosty – biorę dwa (w miarę) podobne do siebie „produkty” (gry, filmy itp.) i oceniam je według pewnych kryteriów oraz własnych odczuć, nadając im punkty. W komentarzach zaś proszę Was o Waszą ocenę.

 

Dzisiaj pojedynek dwóch gier o tej samej tematyce: Mafia: The City of Lost Heaven oraz The Godfather: The Game.

Cecha 1: Typ rozgrywki - obie gry nieznacznie różnią się w tym aspekcie - są TPSami.

Mafia w trybie historii jest grą całkowicie liniową, czyli gracz przechodzi wszystkie misje po kolei, nie mając możliwości zwiedzenia miasta. W grze znalazły się jednak dodatkowe dwa tryby – „Free Ride” i „Free Ride Extreme”. Dla osób, które nie grały - pierwszy z nich umożliwia pojeżdżenie wcześniej odblokowanymi wozami po odblokowanych dzielnicach miasta bez wykonywania misji. Oznacza to, że tak naprawdę trzeba przejść cały wątek główny, by móc rozkoszować się bezstresową jazdą. Drugi tryb jest właściwie zestawem dodatkowych misji, służy do odblokowywania rzadkich wozów (o których później). Zostaje on odblokowany dopiero po wątku głównym.

Muszę przyznać, że choć taki podział jest ciekawy, rozbicie całej rozgrywki na trzy „części” zniechęca do dłuższego grania. Bowiem dodatkowe misje są często bardzo trudne, a bezcelowe jeżdżenie we Free Ride potrafi znudzić. Daję za to 1 punkt.

Ojciec Chrzestny jest natomiast typowym przedstawicielem gatunku sandboxowych shooterów. Dzięki temu nie trzeba wykonywać misji, by pojeździć po całym Nowym Jorku. Różnicą jest też fakt, że możemy wykonywać też zadania dodatkowe w ramach samej rozgrywki. O tym za chwilę.

Ogromnym plusem jest możliwość wejścia do prawie każdego budynku (o ile konkurencyjne mafie nam pozwolą). Dodatkowo możemy wykonywać misje poboczne m.in. dla Petera Clemenzy. Wadą są nieciekawe elementy skradania się oraz zbyt duża powtarzalność misji. Tu też dam 1 punkt. 

W tej kategorii jest więc remis. Obie gry cieszą i irytują z różnych powodów, dlatego trudno wybrać „lepszą”.

 

Cecha 2: Bohater i fabuła - obie gry łączy przynależność bohaterów należą do mafii. Jednakże, wbrew pozorom, są to całkowicie różne postacie.

not-sure-if-in-the-mafia-or-just-italian

Bohaterem Mafii jest były taksówkarz – Thomas „Tommy” Angelo. Pierwsze misje zresztą są typowo taksówkarskie – zawieź osobę z punktu A do B. Do mafii dołącza się później. Cała fabuła jest w zasadzie retrospekcją, bowiem Tommy opowiada swoją historię detektywowi. Warto zaznaczyć, że wygląd bohatera jest narzucony z góry – nie da się nic zmienić. Sama fabuła przypomina filmy o mafii jak „Ojciec Chrzestny” czy „Chłopcy z ferajny”.

Problem jednak leżał w przesadnym realizmie, jakkolwiek to brzmi. Nawet teraz nie do pomyślenia jest, by trzeba było uczyć się włamywać do każdego typu samochodu. Prowadziło to do sytuacji, w których gracz musiał podczas ucieczki porzucić zdezelowany wóz i szukać pojazdu, który możemy ukraść. Mimo wszystko dam tu 2 punkty.

W Ojcu Chrzestnym z kolei bohaterem jest Aldo Trapani - członek Rodziny Corleone. Różnica polega na tym, że można zmienić wygląd postaci nie tylko na początku, ale także w trakcie rozgrywki. Sama fabuła ukazuje wydarzenia z pierwszego filmu z perspektywy „człowieka od brudnej roboty”. Tak więc, tacy fani książki Mario Puzo i filmów Francisa Forda Coppoli  jak ja poczują się tu jak w Rodzinie. Problem jednak w tym, że gra staje się przez to zbyt przewidywalna. Bo to wszystko już znamy na pamięć.

W czasie gry spotykamy postacie znane z kart książek i z filmów – jest Vito Corleone, Michael, Sonny, Tom Hagen, wszyscy konkurencyjni donowie, a nawet Luca Brasi. Niestety w grze nie pojawiają się postacie kobiece. Nie ma ani mamy Corleone ani Connie, nie wspominając nawet o Kay Adams. Nie wiem dlaczego, ale chyba nie chcę wiedzieć.

Oczywiście, poza misjami można zająć się namiastką mafijnego życia. Przejawia się to w konieczności przejmowania interesów pozostałych Czterech Rodzin. Całośćjest dosyć schematyczna - zabić strażników, zmusić właściciela (lub właścicielkę) do współpracy (poprzez pobicie, wyrzucenie przez witrynę, porozbijanie wystawy itd.). Oczywiście nie można przesadzić –nasza siła „perswazji” jest pokazana przez wypełniający się pasek. I tak to się kręci… W tej kategorii gra otrzymuje 1 punkt.

Tutaj, niewątpliwie, wygrywa „Mafia”. „Ojciec Chrzestny” wprawdzie nie jest dużo gorszy, ale zbyt dużo można mu zarzucić.

 

 

 

Cecha 3: Efekty graficzne i dźwiękowe

 

Mafia pod tym względem była lepsza nawet od GTA3, który w tamtych czasach święcił triumfy. Można uszkodzić każdy fragment wozu, dokładnie widać jego odwzorowane wnętrze, niektóre budynki można pozwiedzać. Graficzna bajka, jak na 2002 rok, oczywiście. Pod względem oprawy muzycznej również nie jest źle. Każda dzielnica ma swój utwór, oddający jej charakter i pasujący do lat 30. Równie dobrze dobrane zostały głosy postaci pojawiających się w trakcie rozgrywki.

Gra ma także dwa silne atuty - ilości uzbrojenia oraz samochodów. Wśród narzędzi zabijania znalazły się kije, rewolwery, pistolety, strzelby i „Tommy Guna”, a nawet koktajle Mołotowa i granaty oraz miecz. Jeżeli chodzi o pojazdy to było tak wiele, że trudno je zliczyć (był nawet opancerzony samochód!). Wszystkie były wzorowane na autentycznych samochodach z lat 30, ale ze względu na brak licencji zostały inaczej nazwane. Dodatkowo gracz może pojeździć po mieście tramwajami (niestety tylko jako pasażer). Tutaj gra otrzymuje 3 punkty.

3202732816_panie_jak_podjechalem_pod_dom

Jeżeli chodzi o „Ojca Chrzestnego” to pod względem efektów graficznych jest marnie. Wspomniane samochody wyglądają jak wyciosane z brył, dodatkowo przeszkadzają czarne, nieprzezroczyste szyby i ich ogólnie paskudny wygląd. W dodatku są ich tylko cztery typy. Przy „Mafii” wyglądało to bardzo biednie. O strzelaniu z nich oczywiście nie ma mowy.  Graficznie grę ratuje tylko niezły wygląd twarzy postaci (bo animacje ruchu naszego bohatera to zgroza, jakby sobie wsadził dwa kije od szczotki pod żebra!).

Dźwięk również nie jest najlepszy. W kółko powtarzane są dwa motywy muzyczne z filmu (te najbardziej znane) - to bardzo mało! Należy jednak pochwalić EA za trud włożony w dobór aktorów. Są praktycznie wszyscy – m.in. Robert Duvall, James Caan, a nawet, tuż przed śmiercią, Marlon Brando. W obsadzie zabrakło jedynie Ala Pacino, który związany był wówczas z produkcją gry „Człowiek z blizną”.

Uzbrojenie i samochody to kompletna nędza w porównaniu do „Mafii”. Broń to tylko kij/pałka, pistolet, dwa rodzaje rewolweru (małego i dużego kalibru), strzelba, karabin, koktajle Mołotowa oraz dynamit, czasem także bomba. Uzbrojenie kupuje się od różnych handlarzy zaznaczonych na mapie. Rewolwery, pistolety, strzelby i karabiny mają trzy stopnie - podstawowy, srebrny i złoty. Lepsze trzeba było wykupić od stosownego człowieka (na szczęście wystarczyło zebrać gotówkę i od razu można było kupić złote ulepszenie). Dam tu znowu tylko 1 punkt.

Tutaj nie mam żadnych wątpliwości – „Mafia” jest grą dużo lepszą. Jedyne co ratuje „Ojca Chrzestnego” to zatrudnienia aktorów z oryginału.

 

Wnioski

Choć obie gry mają swoje wady i zalety, nietrudno wybrać zwycięzcę tego porównania. Z wynikiem 5-3 wygrała Mafia, chociaż jest o pięć lat starsza od swojego konkurenta, co w grach jest sporym odstępem czasu.

 

A Wy co sądzicie?

 

 


1


0 komentarzy


Brak komentarzy do wyświetlenia

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz