Jump to content
  • entries
    161
  • comments
    916
  • views
    177,956

Valiant Hearts: The Great War


Sergi

1,247 views

 Share

Valiant Hearts: The Great War

120140508155940.jpg

Nie minęły dwa miesiące od premiery "Child of Light", a na warsztat wziąłem kolejny tytuł stworzony dzięki Ubi Framework. Czy jest lepszy od poprzedniej gry? Czy można je ot tak porównywać? Czy w ogóle coś poza silnikiem je łączy?

VH_Screenshot_Emile_Train_station_143277.jpg

Podobieństwa są jeszcze dwa - to też platformówka i też jest "rysunkowa". Reszta to już zupełnie inna bajka.

Valiant Hearts zostało osadzone w czasie pierwszej wojny światowej. I już samo to jest ciekawe - w grach jeśli mowa o wojnie, z niewiadomych powodów dominuje WWII. Po części dlatego Wielka Wojna* pozostaje wciąż tematyką nieco egzotyczną (mimo że de facto jej zasięg był mniejszy niż Drugiej).

W jej przededniu poznajemy Karla, Niemca mieszkającego we Francji, który z powodu zbliżającego się konfliktu zostaje deportowany i jest zmuszony zostawić swoją żonę i dziecko. Potem zostaje wcielony do wojska i musi walczyć przeciw krajowi, który był jego domem. Ale Karl nie jest główną postacią gry - kierujemy czterema osobami (i psem), a ich losy rysują nam obraz Wielkiej Wojny.

Perypetie bohaterów symbolizują sytuacje różnych nacji i ludzi biorących w taki lub inny sposób udział w wojnie. Sama fabuła nie jest bardzo głęboka, ale poplątana i momentami aż trudno uwierzyć, że została oparta na faktach.

Valiant-Hearts-QTEs.jpg

Valiant Hearts to prosta platformówka, w której dodano kilka innych mechanizmów. Przez większość czasu idziemy w prawo, podnosząc przedmioty i rozwiązując zagadki. Przedmioty są dwóch typów - niektóre elementy potrzebne są by przejść dalej (trochę na modłę przygodówek point&click), inne to znajdźki nakreślające tło. Zresztą każdy z rozdziałów gry, związany z jakimś ważnym wydarzeniem (bitwa o Ypres, Verdun, etc.), a gracze mogą obejrzeć zdjęcia z epoki opatrzone krótkimi opisami. Nasi bohaterzy unikają więc ognia karabinów maszynowych, rzucają butelkami wina w przełączniki i rozkazują psu. Czworonożny przyjaciel nie daje się bowiem kierować bezpośrednio, ale przytrzymując 'Alt' można mu wskazać jakiś cel, z którym może wykonać odpowiednią akcję - odwrócić uwagę strażnika, przynieść brakujący element albo wyciągnąć rannego z dymu. Bohaterzy nie mają też wielu umiejętności - nie można skakać, bije się tu bardzo rzadko, a jednocześnie można trzymać tylko jeden obiekt. Na osłodę jeden z bohaterów potrafi bardzo dobrze kopać, a inny (inna) może w określonych miejscach leczyć rannych, czemu towarzyszy minigierka rytmiczna. Przyjdzie nam też przez chwilę pokierować czołgiem (w prawo i w lewo) i ostrzałem (raz, a koncept jest zacny, przydałoby się więcej takich fragmentów). Jedyną wyrwą w tej wędrówce w prawo (co ma sens, jeśli idziemy z Francji do Niemiec, ale przy wędrówce w drugą stronę też idziemy w prawo) są etapy, gdy jedziemy samochodem. Kamera jest wtedy ustawiona przed pojazdem, a naszym zadaniem jest unikanie spadających bomb i przeszkód pojawiających się na drodze. Przeszkadzajki pojawiają się - co trochę nie pasuje do tematyki gry - w rytm muzyki. Bomby walą więc w takt marsylianki, a wozy pancerne wyskakują do 'Valkirii'. Nie jest to jednak duży dysonans, można to nawet postrzegać jako dobrą przeciwwagę dla ciężkiego klimatu reszty.

valiant-hearts-3-1024x576.jpg

Poza tym drobnym zgrzytem oprawa audio stoi na wysokim poziomie. Muzyka jest świetnie dobrana - przygrywa orkiestra, mamy odpowiednią dynamikę podczas bitew i nieco patosu podczas stosownych fragmentów. Nie jest to zbyt wojskowe ani sztampowo-filharmoniczno-patetyczne, jak to czasami się zdarza. Głos lektora jest ciężki i poważny, a mamrotanie postaci (każdej z odpowiednim akcentem i w stosownym języku) dodaje smaczku.

Graficznie to oszczędność ocierająca się o minimalizm. Wszystko jest tutaj ręcznie rysowanymi sprite'ami w komiksowym stylu. Assety są generalnie dobrej jakości, tylko momentami widać nierówną rozdzielczość albo rozmycia. Na szczęście nie jest to bardzo dokuczliwe. Cutscenki i gameplay są bardzo spójne stylistycznie, a animacje wypadają dobrze. Kolorystyka i kompozycja bardzo dobrze podkreśla (albo wręcz określa) charakter każdego z rozdziałów. Forma jest więc prawie indyczna, ale nikt nie powinien być zaskoczony.

VH_Screenshot_Tank_143280.jpg

Pewnym zaskoczeniem jest za to długość gry - wystarczyła mi na cztery wieczory. Pod koniec widać pewne zmęczenie materiału, jakby twórcy nie wiedzieli czym wypełnić etapy oddzielające ostatnie rozdziały historii. W innej grze należałoby zmienić ułożenie gierek (mniej leczenia, więcej kierowania maszynami) i/lub zmodyfikować historię. I ekipa z Ubisoft Montpelier pewnie doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale ze względu na historyczne zacięcie nie można było nic z tym zrobić. Dlatego wybaczam. Co mnie natomiast drażni, to zakończenie gry: historia wszystkich bohaterów w taki lub inny sposób dobiegła końca (i zakończenie jest ok), ale jeden z nich ma znowu ochotę na wojaczkę i marzy mu się sequel.Amerykanin Eddie zaciąga się do francuskiego wojska żeby pomścić ukochaną, doprowadza do zdegradowania zabójcy żony (co jest ponoć gorsze dla owego Niemca od śmierci), po czym patrzy z tęsknotą na łodzie podwodne. Otwarta furtka jest tu boleśnie widoczna. Fabularnie jest to bez sensu, a odcinanie kuponów od takiego tytułu** budzi niesmak.

Ostatecznie to jednak bardzo dobry tytuł. Specyficzny, zrobiony z wprawą, dający kilka okazji do uśmiechu, wzruszeń i zadumy. Gra idzie trochę pod prąd, wybiera karkołomne rozwiązania, ale nie popada w skrajność. Jedyne, co można grze zarzucić to to nieszczęsne zakończenie i fakt, że nie jest nowym PoPem ;)

* - Do wybuchu drugiej wojny światowej pierwszą nazywano po prostu Wielką Wojną ze względu na liczbę ofiar.

** - Twórcy mówili o osobistej motywacji do stworzenia gry ze względu na przodków, którzy sami doświadczyli dramatu wojny.

 Share

5 Comments


Recommended Comments

Wielka Wojna* pozostaje wciąż

tematyką nieco egzotyczną (mimo że de facto

jej zasięg był mniejszy niż Drugiej).

Zamiast mimo, które zdeczko nie pasuje do wydźwięku - osobiście zmieniłbym na "choć". :)
Graficznie to oszczędność ocierająca się o

minimalizm.

?! :pokerglass:

Wiem, że akurat audiowizua to strasznie subiektywna kwestia, ale według mnie styl graficzny idealnie wypisuje się w atmosferę epoki (wzorowane na malarstwo tamtych lat), a w moim odczuciu jest szczegółowa, w przeciwieństwie do przekolorowanego CoL.

Zajmująca, wypełniona zarówno faktami, jak i opiniami o tytule recenzja - prawidłowo. Chcę więcej. ;)

Marginesem - grałeś może w polską wersję (o ile taka jest)?

PS

Rozpisałbym się bardziej, ale zarówno późna pora, jak i Androidowa Opera sprawiają, że mózg odmawia posłuszeństwa.

PS2

Choć to indor, moje paczydła chętnie by wzięły na warsztat nieco dłuższy tekst - przyjemnie się czytało i "szybko poszło". :cheesy:

  • Upvote 1
Link to comment

"mimo", "choć" - jak dla mnie pasują równie dobrze.

według mnie styl graficzny idealnie wypisuje się w atmosferę epoki (wzorowane na malarstwo tamtych lat)

Szrafura i trochę wyblakłe ciepłe kolory - to można odnieść do wielu grafik z przełomu stuleci i sporej części XX wieku. W minimaliźmie chodziło mi raczej o to, że operujemy cały czas na sprite'ach, z małą ilością efektów, bez modeli 3D. To określenie mogło być mylące.

przyjemnie się czytało i "szybko poszło". :cheesy:

Myślałem, że tylko ja tak mam ;)

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...