Jump to content
  • entries
    91
  • comments
    512
  • views
    93,707

Batman: Hush [W cieniu nietoperza Vol. 9]


Grimmash

1,606 views

 Share

Hush_zpse1ce59ce.jpg

Batman ratuje małego chłopca Edwarda z rąk gangu porywaczy, gdy na jego drodze staje Killer Croc. Porwanie i wyłudzenie okupu nie pasują do tego brutala. Chłopiec jest spadkobiercą fortuny rodziny Lemont, jednego z głównych kontrybutorów kampanii Lexa Luthora. Zadanie nie kończy się całkowitym sukcesem, walizka z pieniędzmi znika z sceny zbrodni. Nietoperz dzięki swoim gadżetom po chwili rusza w pościg za Catwoman. Próbuje ją chwycić, wyciąga rękę ku jej nodze, gdy nagle ktoś przecina linę i mroczny rycerz spada w ciemność ulic Gotham.

Jeph Loeb wie jak prowadzić historię, aby przyciągnąć uwagę czytelnika. Nie oszukujmy się samo logo nietoperza to za mało. Pisarz poświęca wiele czasu jedynemu przyjacielowi z dzieciństwa Bruce?a, Thomasa Elliota i drażni czytelników subtelnie pociągając za kolejne sznurki tak, żeby odwrócić uwagę od innych elementów układanki. Relacje z Seliną Kyle w Hushu także są wysokich lotów, czyżby ich znajomość miała wreszcie znaleźć swój finał?

batman-hush-croc.jpg

Liczyłem na 100% opowieść o rycerzu Gotham, ale jeśli w komiksie ktoś wspomina Metropolis można być niemal pewnym pojawienia się pierwszego harcerza naszej planety, owszem ten rozdział historii wypada bardzo dobrze, ma swój klimat, to ja zawsze mam problem z crossoverem. W końcu Batman i Superman to dwa totalne przeciwieństwa. Postaci tak odmienne, że z uwagą śledzę każdą informację o Man of Steel 2. Obaj pochodzą z różnych światów, jednakże łączy ich tragedia, utrata bliskich. Poza tym ich więzi i wzajemne relacje należą do najciekawszych w powieściach graficznych, potrafią dobrze się uzupełniać. Przy mrocznym rycerzu Superman staje się ostrożniejszy i czujniejszy. Człowiek ze stali, natomiast wymusza na swoim ludzkim partnerze grę doskonałą, skupioną na nawet najmniej widocznych detalach.

Loeb skrzętnie i skutecznie układa kolejne części misternej intrygi, ciągle wypełnia strony następnymi tropami, śledztwo pcha Batmana naprzód w stronę różnych złoczyńców, gdy zdaje się, że sprawa dobiega końca coś znowu najlepszemu detektywowi umyka. Im bliżej końca tym akcja staje się coraz bardziej nieprzewidywalna. Wysokie tempo ciągle myli nas i samego protagonistę. Kilkukrotny zwrot akcji w powieści nie pozwala oderwać się od kolejnych kartek. Historia jest tak dobrze rozpisana, że pasuje do każdego złoczyńcy i zdemaskowanie Husha wcale nie oznacza końca śledztwa, bowiem zakończenie rozłożone jest na parę etapów, gdy wreszcie poznajemy tożsamość głównego zbrodniarza wcale nie jesteśmy zdziwieni, wszystko nabiera sensu. Skomplikowana fabuła nie powinna nikogo odciągnąć od tego tytułu, wręcz przeciwnie w pewnym momencie liczyć się będzie tylko rozwiązanie zagadki.

Batman610pg21.jpg

Scenarzysta doskonale zna świat zakapturzonego bojownika, zadziwiająco łatwo używa bohaterów będąc jednocześnie w zgodzie z tym kim są i kim byli przez dekady. To co udaje mu się jeszcze lepiej, to rozwija każdego (pogłębia charaktery, rozwija osobowości) z nich i sprytnie umieszcza na szachownicy tajemniczego Husha. Ta postać godna jest kanonu stworzonego przez Boba Kane?a.

Znajomość Gotham Jepha może być dyskusyjna. Przecież wiele czasu spędził nad Supermanem i lubi blask dziennego słońca. Wyciąga zatem nie bez powodu nazywanego mrocznym rycerzem bohatera do jasnego Metropolis. Mój ambiwalentny stosunek do relacji Batman-Superman nigdy jeszcze nie był tak bardzo w cieniu, pomimo wielu obiekcji. Patrząc na to zagadnienie z całkiem innej perspektywy autor dobrze pokazał, iż Bruce ciągle jest zwykłym człowiekiem. Mimo technologii, bogactwa, siły logicznego myślenia i mięśni posiada wiele wad, a raczej ograniczeń.

Batman-Hush.jpg

Twórca bardzo dobrze posługuje się dostępnym mu arsenałem postaci. Pozostaje wierny ich korzeniom, ale nie omieszka ich wzbogacenia. Tak jakby kreślił kolejne kręgi wokół skonsolidowanego jądra. W całej galerii szaleńców i dziwolągów to Bruce Wayne i jego alias wypadają najlepiej. Fani komiksów często zwracają uwagę, że Batman jest tłem dla swoich przeciwników, że to oni napędzają serię i czynią nietoperza takim jakim jest w większym stopniu niż on ich. Owszem jest wiele tytułów lepiej wykorzystujących złoczyńców, pogłębiających ich psychikę, ale bardziej cenione i znane są te pogłębiające postać głównego bohatera. Tak jak Nolan w swojej trylogii chciał pokazać podróż i przemianę sieroty-milionera, tak i ten komiks w pewnym stopniu porusza te same aspekty. Możemy zaobserwować Bruce?a w wielu różnych rolach, dostrzec różne strony jego osobowości (przyjaciel, kochanek itp.). Co wyróżnia tę pozycję na tle innych (poza ciągłymi zwrotami akcji) to przedstawienie bohatera od innej strony, jako dziecka. Nigdy wcześniej nie zajmowano się jego życiem towarzyskim, dobrym przyjacielem z dzieciństwa. Wszyscy dobrze znamy tragedię jakiej doznał, ale przecież nie zawsze żył bez rodziców.

Jim Lee dla mnie jest poster boyem świata komiksów, jego prace są wpisane w kanon amerykańskiego stylu ich rysowania. Mało tego wyglądają rewelacyjnie, że wiążą z sobą pewne komercyjne skojarzenia. Być może mogą wielu osobom wydawać się puste, pozbawione artystycznego sznytu i charakteru. Jego kadry nie są dla poklasku, chociaż nie wymagają wrażliwości względem sztuki to pozostają współczesnym świadectwem istnienia rdzennego, amerykańskiego stylu. Jim to mistrz plastycznej, ostrej zarazem przyjemnej dla oka kreski. Traci trochę na oryginalności, lecz nie sposób przejść obok jego rysunków obojętnie.

tumblr_mvn6dr4SD91rba333o3_r1_1280.png

Fani jego talentu nie zmienią o nim zdania. Rysownik nie zmienił drastycznie swojego stylu od czasów ?X-men?. Osoby narzekające na zbyt podobne twarze i jeden wspólny model męskich i żeńskich sylwetek (napakowany facet i biuściasta modelka) nie będą miały wielkich powodów do zmiany swojej opinii. Ale prace artysty w tym albumie są pod tym względem najmniej irytujące. Główna w tym zasługa Scotta Willimasa, który tuszuje jego szkice. Na papierze widoczny jest rozmach - rysunki efektownie obrazujące akcję i przywiązanie do szczegółów. Niestety scenariusz historii narzucił pracy grafików pewne rzeczy, nie leżące najlepiej postaci Batmana, którego kostium kocha mrok.

Panowie odpowiedzialni za Husha odświeżyli świat Gotham, wprowadzając do niego miły zefir nowości. Wznowienie zażyłej znajomości Bruce?a Wayne i Seliny Kyle to jest jedna z tych rzeczy, na którą trzeba zwrócić szczególną uwagę. Wielu czytelników czeka na rozwój ich relacji z niecierpliwością. Nie jest to wprawdzie kaliber wczesnych prac Millera nad mrocznym rycerzem, ale ten tytuł zwyczajnie działa na wielu poziomach i wart jest zapamiętania.

....................................................................................

Lista postaci:

Alfred Pennyworth

Amanda Waller

Barbara Gordon/Oracle

Bruce Wayne/Batman

Catwoman/Selina Kyle

Clark Kent/Superman

Clayface

Dick Grayson /Nightwing

Edward Nigma/Riddler

Green Lantern

Harleen Quinzel/Harley Quinn

Harvey Dent/Two-face

Helena Rosa Bertinell/Huntress

Iceicle

James Gordon

Jonathan Crane/Scarecrow

Lady Shiva

Lois Lane

Pamela Lilian Isley/Poison Iy

Perry White

Rha?s Al Ghul

Talia Al Ghul

Thomas Elliot

Thomas Wayne

Waylon Jones/Killer Croc

 Share

4 Comments


Recommended Comments

Ogólnie to taka historia, że kiedyś się uważałem za fana Batmana. Uwielbiałem kreskówki, czytałem ze dwa komiksy i widziałem te filmy animowane. Po zagraniu w Arkham City stwierdziłem, że może warto sięgnąć po jakiś komiks z głównej historii o Batmanie, więc ogarnąłem tego Husha.

Początek sam sobie podbija poprzeczkę, bo we wstępie autor opowiada o tym, jak to trudno było mu znaleźć rysownika który podoła jego scenariuszowi.

No i rysunki są ładne, problem w tym, że scenariusz jest słąby.

Fabułka niby jest, ale perypetie Batmana i jego kolegi lekarza kompletnie mnie nie wciagają, retrospekcje są oklepane. Jakoś się to czytało, ale nigdzie nie było u mnie widać choćby nutki zainteresowania tym, co się dzieje na kartach komiksu.

Dodatkowo irytował mnie obraz kobiet. No ok, ilustracje są bardzo ładne, nie jestem jakimś wojownikiem o równouprawnienie, ale każda postać żeńska to był nosiciel cycków. Wtedy zrozumiałem, że chyba jestem za duży na komiksy. Pewnie czternastoletni ja by się bardzo cieszył z tego, że wszystkie panny to wielkie seks bomby. Czułem się lekko zażenowany.

Co nie zmienia faktu, że pewnie bym skończył ten komiks, ale był moment w historyjce, po którym stwierdziłem "Nie! Nigdy więcej! To przekroczyło granicę!"

Super pies...

Serio? Super Pies? Azor w pelerynie? Co to jest? Kreskówka na Mini Mini, czy mroczny kryminał?

Link to comment

Przeczytałbym chyba głównie z powodu scenarzysty, odpowiedzialnego przecież za doskonałe "Long Halloween", ale Jima Lee nie lubię, jest dla mnie aż nazbyt spektakularny

Link to comment

fearon masz rację ten komiks jest rozdarty między mrokiem Batmana a niepotrzebnym blaskiem dnia i wiążącym się z tym absurdalnym Supermanem, dlatego mam właśnie ambiwalentne podejście do historii z B/S ciężko je traktować na tym samym poziomie co Dark Knighta.

Mimo wszystko wątek z Supermanem i Poison Ivy rozwiązany został sprytnie, tyle że superpies tam jest. Rozumiem cię dobrze, nie jest to tytuł idealny

bielik42

Mnie Jim Lee nigdy nie przeszkadzał, jak chcę popatrzyć na ładne prace i absurdalne wieszaki na biust to sobie zerkam na jego rysunki, ale Jeph fabułą wynagradza wszelkie zastrzeżenia jakie można mieć względem Lee.

  • Upvote 1
Link to comment

Jim Lee - mistrz dynamiki, ale twarze faktycznie macha zbyt podobne. Sam komiks jest ok - taki fast-food. Nie ma co porównywać z Batmanem Mike'a Mignoli czy Dark Knightem, czyli raczej wagą ciężką.

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...