Jump to content
  • entries
    278
  • comments
    4,642
  • views
    199,410

Strach przed wiarą w sukces

Sign in to follow this  
Castiel

1,041 views

Euro 2012 coraz bliżej, a ja coraz bardziej boję się uwierzyć w to, że nasza reprezentacja może odnieść tam sukces. Nie chodzi już o poziom jaki prezentuje drużyna narodowa. Nawet gdybyśmy grali pięknie i skutecznie jak Niemcy czy Hiszpanie i w sparingach ogrywali wszystkich rywali do zera i tak bałbym się uwierzyć w ten sukces. Wszystko dlatego, że już trzy razy uwierzyłem i trzy razy poczułem się oszukany i nie wiem czy i jak zniosę ewentualny czwarty raz. Zacznijmy jednak od początku.

Blaszczykowski_PolskaCzechy.jpg

Pierwszy raz zostałem oszukany w 2002 roku. Miałem wtedy 12 lat i o sukcesach naszej reprezentacji słyszałem tylko z opowieści ojca i wuja. Nie odczuwałem też tak jak starsi kibice tych kilku przegranych eliminacji do mundiali i klątwy Piechniczka, dlatego że porażki naszej kadry były dla mnie chlebem powszednim, do którego się przyzwyczaiłem. Ale eliminacje do mistrzostw w Korei i Japonii zaczęły się wspaniale. Wygraliśmy z Ukrainą i Białorusią i awans okazał się realny jak nigdy. Walczyliśmy z Walią i Armenią, wygraliśmy z Norwegami na ich terenie i z Walią na Milenium Stadium. Pamiętam gole Olisadebe, radość Kryszałowicza czy Kałużnego i pamiętam jak człowiek odcinał się od świata żeby nie poznać wyniku meczu wyjazdowego kadry przed jego retransmisją w TVP. Nigdy nie zapomnę meczu z Norwegią na Stadionie Śląskim, kiedy zapewniliśmy sobie awans. To było coś pięknego. Potem dostaliśmy bęcki od Białorusi, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Zaczął się szał i prawdziwa kadro-mania. Piłkarze byli wszędzie, w radiu, telewizji, na opakowaniach wielu produktów, w chipsach. Po losowaniu grup turnieju finałowego trener Engel powiedział, że jedziemy do Korei po medal. Uwierzyłem w tą deklaracje. Im bliżej było turnieju tym bardziej balonik wiary w sukces napełniał się. Słabe wyniki meczów towarzyskich mało kogo martwiły, bo każdy wierzył. Nauczyłem się na pamięć hymnu naszej kadry ?Do boju Polsko!? i śpiewałem go biegając jak głupi za piłką w koszulce z orzełkiem. Kupiłem sobie mnóstwo gazet i czasopism, w których pisano o zbliżającym się turnieju. Samych ?Skarbów Kibica? miałem z siedem i nie zwracałem uwagi na to, że w każdym z nich jest prawie to samo. Pamiętam jak pod koniec roku szkolnego pojawił się u nas w szkole młody praktykant, wielki kibic z którym szybko znaleźliśmy wspólne tematy. Dostałem od niego zeszyt, w którym zapisywał wyniki mistrzostw z 1994 roku. Postanowiłem założyć taki sam. Pamiętam jak bardzo bałem się, że nie będę mógł obejrzeć naszej reprezentacji w telewizji. Prawa do transmisji wykupił Polsat i miał je pokazywać tylko na kanałach dostępnych dla posiadaczy dekoderów. Niemal w ostatniej chwili TVP doszła jednak do porozumienia z konkurentem i odkupiła część praw, a i Polsat najważniejsze mecze postanowił odkodować. Engel zabrał do Azji piłkarza Odry Wodzisław Pawła Sibika. Mało kto pamięta takiego piłkarza, za kilka lat tak samo będzie pewnie z tym klubem. Pamiętam jak przed turniejem Engel wpisał na listę rezerwową Ebiego Smolarka. Mówiło się, że to wielki talent, ale nikt chyba by nie uwierzył, że kiedyś zagra w razem z kadrą taki mecz jak ten z Portugalią w eliminacjach do Euro 2008. W zapewnienia trenera o walce o medale uwierzyli też i sami zawodnicy i to chyba był największy błąd. Nie miałem zamiaru wybierać się do szkoły w dzień meczy naszej kadry, rodzicom się to nie podobało, ale ostatecznie zlitowali się i pozwolili zostać. O ile dobrze pamiętam graliśmy zawsze o 13:30. W dzień meczu z Koreą obudziłem się koło 6 i już nie mogłem zasnąć. Stres, nerwy i ta wiara w sukces. No i przegraliśmy. 2-0. Z Koreą. Nie mogłem uwierzyć. To nie byli ci sami piłkarze, którzy wygrali eliminacje. Nie potrafiłem sobie tego wytłumaczyć. Zlekceważyliśmy ich czy po prostu byli zwyczajnie lepsi? Nie próbowałem nawet odpowiadać na to pytanie. Zostały jeszcze dwa mecze. Dzień przed spotkaniem z Portugalią miałem nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Wtedy usłyszałem po raz pierwszy zdanie, które potem towarzyszyło mi przez niemal całe ciężkie kibicowskie życie: ?Nadzieja zawsze umiera ostatnia?. I wtedy umarła wraz z golami Paulety. Byliśmy przeraźliwie słabi. Nic nam nie wychodziło. Było mi szkoda tych naszych piłkarzy. Nie chciałem nikogo obwiniać. Mecz z USA byłymi obojętny. Engel wystawił rezerwowych, na awans nie było już szans. Nie było też presji. I wygraliśmy 3-1. I pojawiły się pytania: dlaczego tak późno? Dlaczego oni nie zagrali w tych przegranych meczach? To i tak nie było ważne bo wracaliśmy do domu na tarczy. Ale ten ostatni mecz pozwolił mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś na mundialu zagramy. Może z lepszym skutkiem.

pilkanozna.jpg

Cztery lata później zostałem oszukany drugi raz. Po klęsce w Korei zwolniono Engela, a jego miejsce zajął Zbigniew Boniek. Długo na stanowisku nie wytrwał i zastąpił go Paweł Janas, któremu niewiele zabrakło od awansu na Euro 2004. Zdecydowanie bardziej udane były eliminacje do Mistrzostw Świata w Niemczech. Co prawda dwa razy przegraliśmy z Anglią, ale w pozostałych meczach graliśmy bardzo dobrze i z drugiego miejsca w grupie wywalczyliśmy awans. Pamiętam mecze z Austrią czy Azerbejdżanem, w których graliśmy kapitalnie. I znów zaczął się szał i pompowanie balonika. Gdy okazało się, że w grupie zagramy z gospodarzami (znowu), Kostaryką i Ekwadorem każdy uwierzył w awans. Mogliśmy nawet przegrać z Niemcami, wystarczyło pokonać dwóch rywali zza oceanu. Ale przed turniejem Janas sie pogubił, zresztą jego piłkarze też. Znów ważniejsze od przygotowań były reklamy i inne pierdoły. Co prawda wierzyłem, że drugi raz błędu Engela sienie popełni, ale nie brałem pod uwagę tego, że można popełnić inne błędy. Najpierw Janas nie powołał Dudka, Frankowskiego, Kłosa i Rząsy, którzy co by nie mówić byli ważnymi postaciami kadry. Potem tuż przed turniejem skoszarował się z kadrą w ośrodku i prawie nikt nie miał do nich dostępu. Z Ekwadorem przegraliśmy 2-0, a piłkarze zamiast skupić się na robili sobie zdjęcia i zajmowali się innymi głupotami. Potem graliśmy z Niemcami. Pamiętam doskonale każdy z trzech ostatnich meczy z tą reprezentacją. Graliśmy nieźle, walczyliśmy i w sumie nie można było mieć do naszych zawodników wielu pretensji, ale po błędzie w końcówce przegraliśmy i został nam tylko mecz o honor z Kostaryką. Wygraliśmy 2-0, a obie bramki strzelił Bartosz Bosacki, którego według pierwszych decyzji Janasa w kadrze w ogóle miało nie być. Różnie układają się piłkarskie losy. Jak można się było spodziewać Janas został zwolniony, a jego miejsce zajął Leo Beenhakker, który zostawił razem z Trynidadem i Tobago bardzo pozytywne wrażenie w Niemczech.

0000YUBDKX1BJQ6K-C303.jpg

Leo zaczął kiepsko, najpierw łatwo ograli nas Finowie a potem wymęczyliśmy remis z Serbią. Wielu wieszało na kadrze psy i domagało się naprawdę radykalnych zmian. W kolejnym spotkaniu udało się wygrać 1-0 z Kazachstanem i czekał nas mecz z wielką Portugalią na Stadionie Śląskim. Mieliśmy oglądać to spotkanie u mnie w domu razem z grupą znajomych, ale oni w ostatniej chwili zmienili plany i wybrali się chyba na jakąś imprezę, ale pewny do końca nie jestem. W każdym bądź razie ja zostałem w domu. Nie wiem dlaczego, każdy twierdził, że dostaniemy mocno po dupie i ja w sumie też wielkich nadziei nie miałem, ale z takimi drużynami nie gra się za często i nie chciałem tego przegapić. Może miałem jakieś przeczucie? Nie wiem. Wiem za to, że obejrzałem najlepszy mecz jaki ta reprezentacja zagrała za mojego krótkiego życia. Każdy zawodnik zaprezentował w tym spotkaniu wielką formę. Golański grał mecz życia i sprawiał ogromne problemy Cristiano Ronaldo, Bronowicki szalał na drugim boku obrony a Smolarek z Błaszczykowskim męczyli obronę Portugalczyków. No i wygraliśmy 2-1 po dwóch golach Ebiego, tracąc gola w końcówce, ale to było nie ważne. Byliśmy wielcy. Każdy znów uwierzył w tą kadrę i w magię Beenhkkera. W rewanżu w Lizbonie zremisowaliśmy 2-2, wydzierając jeden punkt w końcówce dzięki szczęśliwemu trafieniu Krzynówka. Awans był blisko. Zagraliśmy z Belgią, znów na Śląskim i znów Smolarek trawił dwa razy. Wygrywamy i jedziemy na Euro. Pierwszy raz w historii. Coś pięknego. I znów wielka wiara. W końcu Leo jest wielki, grupę mały średnio trudną (Austria, Niemcy i Chorwacja), a my trzeci raz nie możemy zawalić wielkiego turnieju. A jednak. Przegrywamy z Niemcami, remisujemy z Austrią (pechowo) i przegrywamy z Chorwacją. Gramy słabo i gdyby nie Boruc to i Austriacy wpakowaliby nam kilka goli więcej. Znowu uwierzyłem i znów poczułem się oszukany. Ale przynajmniej byłem do tego przyzwyczajony. Tego co się działo z kadrą potem nie będę już opisywał bo i tak napisałem za dużo i pora powoli kończyć.

2_portugalia_polska_01.jpeg

Teraz obiecuje sobie, że już nigdy nie uwierzę tej reprezentacji. Niby grupę na Euro mamy łatwą, drużyna ma momenty dobrej gry i mamy kilku niezłych piłkarzy, ale ja po prostu boję się uwierzyć. Nie chcę znów poczuć tego rozczarowania co 10, 6 i 4 lata temu. Już wystarczy. Wmawiam sobie, że lepiej być mile zaskoczonym niż po raz kolejny rozczarowanym. Wiem jednak, że i tak znów uwierzę. Może miesiąc przed Euro, może tydzień, a może na pięć minut przed pierwszym meczem, ale uwierzę bo inaczej po prostu nie potrafię. Co by się nie działo zawsze w głębi serca będę wierzył w tą kadrę. Niech piłkarze sobie piją, niech Smuda gubi się w tym co robi, niech powołuje ?niby polaków?, ja zawsze będę wierzył. Nie ważne ile razy zwątpię, ile razy zaklnę i wyzwie jakiegoś piłkarza. Zawsze będę wierzył.

Sign in to follow this  


4 Comments


Recommended Comments

Wiesz jak to jest. Ja też jestem pewnien że przerżniemy, ale i tak siądę przed telewizorem i do 90. minuty będę wierzył że jednak to my dopiszemy sobie trzy punkty. To już nam Weszło w krew i choćby nie wiem jak słabo grali dalej będziemy wierzyć w sukces. Bo w tym sporcie nawet słaby może mocnych bić ^^

Share this comment


Link to comment

Nigdy się specjalnie piłką nie interesowałem i dla mnie Euro to będzie raczej wielki bajzel i rozróby przez miesiąc niż fajny event. Nie mniej jednak jestem pewien, że za 2 miesiące znowu będzie z każdego głośnika lecieć "Do boju Polskooooo". A później jak zwykle - mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor ;-)

Share this comment


Link to comment

Ja pamiętam reklamy zupek Knorr z Orłami Engela. Reklama jest ważna, to fakt, ale nie może zepchnąć treningów na dalszy plan. Co do tegorocznych mistrzostw, jestem nastawiona neutralnie. Jak przegramy, nie będę jakoś szczególnie zaskoczona, choć mała nutka żalu się pojawi. W końcu zawsze chciałoby się, aby reprezentacja naszego kraju dobrze wypadła. A jak pójdzie dobrze, to tym lepiej - miłe niespodzianki zawsze sprawiają radość.

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...