Błysk

Forumowicze
  • Zawartość

    102
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Błysk

  • Tytuł
    Krasnolud

Sposób kontaktu

  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  1. Ok, już się ogarnąłem o co chodzi. Po prostu myślałem, że achievment każe zejść do 20 poziomu szczeliny w sensie: "biorę bohatera, schodzę w szczelinę i idę na 20 lvl, czy tam 20 piętro szczeliny" Dopiero jak sobie wszedłem w tryb głębokiej szczeliny to zorientowałem się, że zdobywa się "Poziomy trudności" czy "Rangi" szczeliny i to w tych rangach trzeba zrobić 20 lvl.
  2. Kolejne pytania: Po co wchodzić na 20lvl Głębokiej Szczeliny, skoro bossa można ubić wcześniej? I czy achievment do zestawu za szczelinę liczy się, jak sobie będę łaził po zabiciu bossa (czyli po pustej szczelinie)? Mam wrażenie, że coś istotnego mnie ominęło.
  3. Dzięki! Trochę mi się rozjaśniło. Przynajmniej wiem, że nie ma sensu łazić po podstawowych szczelinach po zabiciu strażnika. A twórcy wycofali się już z wprowadzania PvP na stałe? Przy premierze była mowa, że mają wprowadzać coś sensownego, a z tego co widzę, to są tylko areny treningowe.
  4. Ej, opłaca się chodzić głęboko w szczeliny podstawowe? Lvluje sobie powoli do 70. Wróciłem po baaardzo długiej przerwie (w dodatek gram pierwszy raz) i jestem zagubiony, co w ogóle mam robić? Kampanię, czy tryb przygodowy?. No i jakiś fajny build na monka solo? W każdym razie nie supportowy.
  5. Mój komp: Intel core i5 2410M 2.3 (2.8 ghz) Geforce 540M 1gb 4gb RAM I czy pójdą (na najniższych detalach, ale co by ścin nie było) a) Elite dangerous b)Homeworld: Deserts of Kharak Szczerze nie spodziewam się wiele, ale ten gruchot nieraz pozytywnie mnie zaskoczył przy Endless Legend czy Mordheim czy Rome 2.
  6. Grał ktoś w 3 część? Jak oceniacie?
  7. Cześć. Wątku jeszcze nie ma, tak jak zbyt wielu graczy w multiplayerze, a moim zdaniem ta gra jest stricte multiplayerowa. Dlatego jeśli ktoś tak jak ja szuka graczy do wspólnej zabawy to może tutaj pisać. Zapraszam też do dodawania mnie na Steam. Nick: Błysk Avatar: szare oko Illuminati.
  8. Zostałem szczęśliwym posiadaczem gry. Ta wydaje się być całkiem solidna, ale martwią mnie pustki w lobby multiplayerowego. Dlatego jeśli ktoś chciałby pograć w sieci (gdyby było nas więcej, to można by zrobić jakąś kampanię/ligę) to niech doda mnie na Steam. Mój nick steamowy jest taki sam jak tutaj, czyli Błysk (avatar w odcieniach szarości, oko Illuminati ). Co do mutacji, ludzie strasznie na to narzekają, ale taki już jest Chaos. Pamiętam, że w kulcie opętanych w stołowym Mordheimie mutanty były bazowo bardzo mocne i prawie żadna początkowa postać nie miała z nimi większych szans (ranienie na 5+ lub 6). A potem były już tylko mocniejsze...
  9. Wiem, bo tylko grafika mnie nie puściła, a lapkowi już niedługo 5 rok poleci niedługo. Jestem coraz bliższy wyrwania się z bezrobocia, także jestem dobrej myśli Powodzenia w odkrywaniu nowych systemów Swoją drogą, można znaleźć jakieś "artefakty" czy coś w tym stylu?
  10. W takim razie może jak kiedyś będę miał wolny fundusz na nowy komp to zagram
  11. Czytam tak wasze posty i to co opowiada mi przyjaciel o tej gierce. Smutno mi się robi, że mój GeForce 540M tego nie dźwignie. Myślicie, że gra faktycznie będzie ciągle rozwijana w modelu bez abonamentu?
  12. No i mogłeś trochę więcej napisać o magii w społeczeństwach pierwotnych za Frazerem i Malinowskim chociażby. A mianowicie na tym, że za magią stoi pewna logika, która jest błędna i niepowiązana, ale łączy się w wyraźny ciąg przyczynowo skutkowy. No i może o tym jak traktuje się czarowników w społecznościach "dzikich" (sam o tym pisałem na antropologii kiedyś...). Ogólnie fajnie, że ktoś przemyca tu trochę nauki. EDIT: Tzn. był jeden PODOBNO PHD, ale nie wiem z czego, bo jak pisał coś w związku z naukami społecznymi to śmiechu warte.
  13. Jestem zdziwiony, Shameless pojawiło się tu tylko dwa razy. 1. Shamless US- Można go odbierać trochę jak Dzień Świra, można się przy nim śmiać, albo lekko zatrwożyć. Nie ma tabu, życie niskich klas społecznych w USA, czasami śmieszny, czasami wzruszający, często poruszający ważne problemy społeczne i nie tylko. Dobra gra aktorska, postacie Gallagherów, Vi i Kevina. Oczywiście nie oddaje rzeczywistości, bo to nie dokument, ale ma z nią wiele styków. 2. Gra o Tron- chyba pierwszy nowoczesny serial, który widziałem i ogólnie spowodował u mnie "wow". Zachęcił mnie do przeczytania książek, o których wcześniej nie słyszałem. 3. Big Bang Theory- chociaż czym dłużej ten serial trwa tym więcej traci moim zdaniem. Jednak te żarty, nerdy, planszówki- mój klimat. 4. Pitbull- bardzo dobra robota i to jeszcze w Polsce, wszystkie główne postacie bardzo wyraziste, problemy też takie "polskie". Świetny serial. Metyl, Nielat, Gebels, Despero, Benek- wszyscy świetnie zrobieni. Jedyne co mnie irytowało to postać Dżemmy, ale nie dlatego, że była słaba, bo nie była. 5. Friends- śmieszny, dla wszystkich, fajnie wykreowane postacie, każda inna i na prawdę długo trzeba się zastanawiać czy bardziej lubi się Chandlera, Rose'a (?) czy Joeya, to samo zresztą z kobietami w serialu 6. Świat według Bundych- love and marriage, love and marriage... I to życie niespełnionego amerykańskiego snu, wspomnienia przyłożeń z czasów szkolnych... Wiele żartów było świetnych, chociaż wielu ludzi mówi o prymitywiźmie tego serialu, to ja i tak będę się przy nim śmiał i go lubił. 7. Futurama- no tak mi żal, że nie wiem gdzie obejrzeć wszystkie odcinki, ale te sezony, które oglądałem- miodzio. 8. Z archiwum X- jak dzieckiem byłem to oglądałem. To było świetne, ale ta muzyka z początku i ta cholerna niebieska ręka z chyba czerwonym znaczkiem do teraz napawa mnie niepokojem. Jak byłem mały to cholernie się tego bałem, kiedy odcinek się kończył, to zdarzało mi się szybko biec pod kołdrę i nie wystawiać zza niej nosa póki nie zasnąłem. EDIT: Zapomniałem o House of Cards- również świetny serial no i Kevin Spacey w roli głównej. To byłoby chyba dla mnie na tyle.
  14. Marksizm kulturowy chyba, a nie kulturalny. Chociaż nie wątpię, że gdyby marksizm był osobą to mógłby być kulturalny. PhD a takie błędy sadzi. Sfera towarzyska jest częścią sfery publicznej siłą rzeczy. A transseksualizm jest wyciągany do sfery publicznej być może dlatego, bo jakoś tak się złożyło, że kiedy dawniej się dowcipkowało o nim i cicho szydzono, to może nie śmiano się prosto w twarz takim osobom, specem od historii transseksualizmu nie jestem. Jednak pewne jest, że po prostu takie osoby chcą być akceptowane jak każde inne. Zjawisko podobne do "kozła ofiarnego" w podstawówce, w sumie często znajdzie się taki jeden, którego inne dzieci nienawidzą i niszczą mu życie szkolne z powodu gorszych lub lepszych wyników w nauce. Przez ostatnie lata być może nastąpiło nasilenie się agresji w niektórych kulturach pod względem transseksualizmu, a to musiało spowodować reakcję. A agresja się nasiliła być może dlatego, że grupy które są zdeterminowane przez środowisko i strukturę też muszą mieć możliwość kanalizacji emocji i wyładowania frustracji na kimś, kto może być pod pewnymi względami na słabszej pozycji. Innym przykładem są homoseksualiści, którzy zaczęli domagać się bycia traktowani na podobnym poziomie prawnym, co pary heteroseksualne (i nie, małżeństwo od zarania dziejów nie było kwestią prywatną, stało się kwestią częściowo prywatną stosunkowo niedawno). Dla nich raczej największym problemem (poza możliwością dostania "wpierdolu" na ulicy) jest to, że partner/ka nie może odwiedzić ich w szpitalu kiedy są w ciężkim stanie, nie ma szans na dziedziczenie i ogólnie są traktowani po macoszemu. Z terminem tolerastii się nie spotkałem, ale chyba domyślam się o co chodzi i muszę powiedzieć, że ewentualne otwarcie na "innego" może mieć skutki tak pozytywne jak i negatywne, to od wykorzystania możliwości zależy w jaki sposób będą one spożytkowane. Zauważam pewne sprzeczne tendencje w niektórych ideologiach- homo economicus + rodzina tradycyjna jest nie do pogodzenia praktycznie, ale oba typy są promowane przez niektóre środowiska. Z drugiej strony tolerancja wszystkich + pocisk po Kościele Katolickim, który często jest wyszydzany przez to środowisko. Co do tego, co stało się filarem post- fukuyamowej cywilizacji też zgodzić się nie da, bo a) Fukuyama po prostu się mylił w swojej teorii i nigdy nie doszło do "Końca Historii" i tego co zapowiadał. Bardziej odpowiada mi teoria peryferiów, pół-peryferiów i centrów. b) filarem tej cywilizacji stał się pieniądz, obieg pieniądza i konsumpcja, a seks dobrze się sprzedaje w warstwie ideologicznej i czysto ekonomicznej. Tak samo jak walka z dewiacją. Zmiany kulturowe zachodzą stale, czy to rozwój, postęp jest kwestią subiektywną, moim zdaniem w niektórych dziedzinach faktycznie mamy spory regres (jak choćby upadek wartości wykształcenia), w innych pewnie progres. Powiedzenie jednak, że nic się nie zmienia jest po prostu nieprawdziwe, o czym świadczą nawet ogólnodostępne dane (o zmianach wartości Polaków chociażby). Powiem tak, częściowo zgadzam się z tym artykułem. Ludzie kręcą gównoburzę z żartów, ale głównie dlatego, że zajęcie się poważnym problem ich przerasta i nie jest niczyją korzyścią wśród niektórych ważnych struktur się nią zająć. Ciekawi mnie w jaki sposób pojęcie "transfobii" okalecza dyskurs? Gdzie? W ogóle jaki dyskurs? W Polsce nie prowadzi się nawet takiego dyskursu, co najwyżej prowadzi się dyskurs dotyczący homoseksualistów, kohabitacji, patchworków itd. a i to z wielkim trudem. Coś mi się wydaje, że mam tutaj do czynienia z postawą "Z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela". Inna sprawa, że próba dyskusji w kulturach, gdzie zjawisko jest akceptowane, też są niemożliwe i zamyka się usta ludziom, którzy starają się porozmawiać o złych stronach danego stanu rzeczy. Dwa, wiele tekstów jest ideologicznych, problem jest taki, że zauważa się je tylko jeśli dotyczą ideologii, które komuś nie pasują. Szkoda, że nawet naukowcy piszą teksty zaangażowane ideologicznie na potrzeby polityki i "jedynych słusznych porządków". Dostarczają tym samym narzędzi władzy, co ciekawe jedni naukowcy jednej opcji, inni drugiej i tak wszyscy są zadowoleni. Dzięki temu nauki społeczne nigdy nie będą traktowane poważnie. Nawet nominacje profesorskie wydają się być czasem sprawą czysto polityczną, a nie zasług dla Nauki. za długie nie czytam - Stefan Ostrowiak PhD