Jump to content
P_aul

[FPS] Hala Walk FPS

Recommended Posts

Runda 3, Wojownik 2, Obrona i Atak

Pan Bronek poczuł się niezbyt pewnie, kiedy wielki i umięśniony facet zaczął dobierać się do niego od tyłu. Niejeden raz, siedząc w swojej kanciapie i popijając 'soczek' słyszał w wiadomościach o tym, co się działo w więzieniach.

- Bez takich czułości, synku - warknął Woźny i szybkim ruchem drugiej ręki rozpiął fartuch, po czym wysunął się z niego. W ręku Rhino pozostał tylko wierzchni element stroju a Pan Bronek stanął bezpiecznie na środku ringu, trzymając w ręku Miotłę. Dopiero teraz dało się zobaczyć znoszone spodnie, szelki i koszulę, z których każde widziały już lepsze czasy. Dużo lepsze i dużo, dużo czystsze czasy. Nie zważając na okrzyki obrzydzenia i mdlejące na widowni kobiety a także na komentatora, który zakrył dłonią usta po czym nagle schylił się i zwymiotował, Konserwator zakasał rękawy koszuli.

- Czas na szołtajm - mruknął i zaczął szybko zamiatać środek ringu. Coraz szybsze ruchy Miotły sprawiły, że dookoła Konserwatora zaczął tworzyć się mały wir powietrzny, który rósł z każdą chwilą. Pan Bronek zamiatał, pocąc się coraz bardziej, bezpieczny w oku cyklonu a widownia krzyknęła zdumiona na widok ogromnego tornada, które w kilka sekund pojawiło się w miejscu walki, dotykając sufitu. Skupione do tej pory wokół Woźnego nagle zaczęło się gwałtownie rozszerzać. Było tak potężne, że "końcówka świetlna", która przypadkowo otarła się o wietrzną ścianę rozleciała się w mgnieniu oka na drobne kawałki. Wiejący z niewyobrażalną siłą wiatr zwiewał z ringu wszystko, co nie znajdowało się w oku cyklonu. Taki też był cel Pana Bronka - tornado miało zdmuchnąć przeciwnika bądź rozszarpać go na strzępy przy wejściu w bezpośredni kontakt. Lata zamiatania terenów szkolnych przy jego pomocy pozwalały Konserwatorowi doskonale kontrolować cyklon, który zniknie bez szkody dla hali i widowni zaraz po dotarciu do lin ringu.

- Farłel, litl basterd! - dało się jeszcze słyszeć głos Pana Bronka, prawie zagłuszany przez tornado.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wojownik 1 - obrona

Widząc wielki cyklon Rhino podbiegł do lin i chwycił się ich z całej siły. Dzięki temu tornado nie porwało go i rozwiało się jak sen jaki złoty jedynie lekko tarmosząc bohatera.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na ring wbiegają medycy zająć się walczącymi. Po chwili walczący wyglądają jak nowi. Na arenę walki wchodzi, w akompaniamencie

Slim Al. Jak zawsze wyluzowany, klasa sama dla siebie. Robi kilkanaście różnorakich, porywających kroków tanecznych, po czym hucznie oklaskiwany przez tłum, wyjmuje mikrofon.

- Wassup, ludziska!! To była walka, nie?

Tłum szaleńczo potwierdził. Uśmiechnięty sędzia kontynuował:

- Obaj wojownicy spisali się bardzo dobrze. Walczyli dzielnie, lecz wygrać może tylko jeden. Ale wpierw powiem coś sam, ale ustami zaprzyjaźnionego dyrektora szkoły sumo.- w tym momencie na wielkim telebimie pojawiła się skośnooka twarz wyżej wymienionego.

- Dzień dobry, panie Maka Sama Wasa Dasa!! Co pan powiedziałby o naszej walce?

- Tylko jedno, Slim Al- san. Taki człowiek jak Pan Bronek- san z łatwością zapanowałby nad naszymi niesfornymi uczniami. Zapraszamy do Japoni!!

Twarz zniknęła, a nadal uśmiechnięty tancerz zawołał:

- Proszę o wyniki od sędziów pomocniczych.- tuż przed nim pojawił się czarny kapelusz. Al wyciągnął z niej kopertę. Otworzył ją i przeczytał zawartość.- To od pana Magnifico! Oto, co rzecze!

Widać sporą dysproporcję.

Pan Bronek - wyrazisty, wędrowyczowaty woźny. Dokładnie opisywane ataki, dużo łatwo się czytającego tekstu, porównania do dzieciarni, z jaką miała styczność ta wspaniała osobowość... Wszystko to działa doskonale!

Rhino - Takie duże twarde coś, bez wyraźnego stylu ani charakteru.

Hm, dość brutalna ocena. A teraz mailem dostałem info od Rudego 102!!

Bardzo zawiodłem się na Turze. Pomysł z Ogrzymi Szczynami mi się spodobał, niestety jako jedyny. Początek III rundy zapowiadał poprawę, jednak na zapowiedzi się skończyło. W porównaniu ze ŚWIETNYM występem Feela: niebo, a ziemia.

Mocny finisher. A teraz proszę panów od spraw technicznych o wyświetlenie punktacji!!

od Golomana
Turambar: 3 5 4 = 12
Felessan: 8 9 9 = 26
od Dagara
Turambar: 5 5 5 = 15
Felessan: 7 8 9 = 24
od Brylanta
Turambar: 4 6 7 = 17
Felessan: 9 9 9 = 27
łącznie
Tur: 12 16 16 = 44
Felessan: 24 26 27 = 77

Za doprowadzenie sędziego do pasji przy zliczaniu jego punktów i za Podwójne Combo punktów za jedną rundę powyżej 25 oraz ogólny wynik 77 punktów Felessan dostaje nagrodę dodatkową. I za doprowadzenie w 3 rundzie sedziów do pełnego consensusu: 3 razy 9!! Może czas na nową jednostkę czasu? Jeden Turambar?

A poza tym, zapomniałbym:

PIERWSZY MISTRZOWSKI PAS FEDERACJI POJEDYNKÓW SESJOWYCH W KATEGORII ULTRA OTRZYMUJE FELESSAN!! Gratulacje!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

- DROOOODZYYYY WIDZOWIE! Czas ogłosić wyniki walki specjalnej! Nasi wojownicy wrócili już z lasu Sherwood, a Mały John właśnie dostarczył sędziemu wyniki. Niestety wszystko opóźniło się nieco, bo wcześniej brat Tuck dostarczył sędziom pomocniczym wina mszalnego. Ale zapomnijmy o tym. Kyoku, oddaję głos!

- Tak moi drodzy - odzywam się poprawiając włosy stojące na sztorc mimo, że nie używam żelu. - Na początek łączymy się z naszym ekspertem, Samym Robinem z Locksley

- Wy su<beeep> Spaliliście mi pół lasu, jak was dorwę...

- Niestety, mamy drobne problemy techniczne, więc rozmowa z ekspertem zostanie pominięta. Czas więc na wyniki od sędziego pomocniczego - MJanka:

- "O zwycięstwie zadecydowało świetne wczucie się Aidena w swoją postać - prawie każdy atak Lee pokazywał, że jest to ninja - podczas gdy Półtora Człeka, chociaż jego pomysły nie były złe, po prostu wyciągał z kieszeni coraz większe spluwy smile_prosty.gif. Co nie zmienia faktu, że jego szarża na silniku po prostu mnie urzekła, przez co dobry atak Aidena wypadł blado. Ale sama runda bonusowa to za mało by wygrać."

- Tymczasem drugi z naszych sędziów pomocniczych, Brylant, miał następujące zdanie:

- "W pierwszej rundzie minimalną przewagę miał Maurycy(Burn, baby; Pomysł z Detektorem), ale jak widać, Aiden dał sobie radę. Aczkolwiek zauważam pewne podobieństwa. Walka Aidena ze mną: mój pierwszy post- rzucanie dziennikami. Pierwszy post Aidena tutaj: rzucanie oszczepami. W drugiej rundzie losy się odmieniły, Aiden poakzał ciekawe zastosowania struny, poza tym Hitman bliższy memu sercu niż Quake. A na dodatek atak spadającym drzewem...A Rankin strzelił(nomen- omen) sobie w stopę, dając wrogowi możliwość akrobatycznych popisów. W rundzie trzeciej absurd sięgnął zenitu. Kopanie w zadek rzeczywistości i rozbijanie fotonów: o, tu są mistrzami. A bonusik...Ninja użył mniejszych środków i uzyskał lepszy efekt. Ale ta akcja w powietrzu...Pojedynek był straszliwie wyrównany."

- Sam mogę powiedzieć krótko, pojedynek był niezwykle szybki, niezwykle dynamiczny, niesamowicie zabawny od pierwszego do ostatniego postu. Rankin urzekł mnie temperamentem swego wojownika i komentarzami, że to co widzimy to raptem lekkie poirytowanie. Aiden, jak wspomniał MJanek, po raz kolejny pokazał, że wie co to znaczy być ninja. W każdej rundzie miałem gigantyczny problem z przyznaniem ocen. Pierwsza moim zdaniem minimalnie dla Rankina, druga bez zwycięzcy, bo mi hax obrona i hax atak przypadły do gustu, a z drugiej strony Aiden też wyczyniał istne cuda. O trzeciej zostało powiedziane chyba wszystko, znów remis i długo zastanawiałem się nad podwójną 10. Zrezygnowałem tylko dlatego, że obaj grają u mnie na TTGL więc takie zabawy to dla nich normalka, żeby nie powiedzieć rutyna :P

              R1    R2    R3    Bonus
Rankin        9     8     9     5       =31 (26)
Aiden         8     8     9     4       =29 (25)

MJanek        R1    R2    R3    Bonus
Rankin        6     4     6     5       =21 (16)
Aiden         7     8     8     3       =26 (23)


brylant       R1    R2    R3    Bonus
Rankin        8     6     9     5       =28 (23)
Aiden         7     8     9     4       =28 (24)

Suma          R1    R2    R3    Bonus
Rankin        23    18    23    15      =79 (64)
Aiden         22    24    25    11      =82 (71)

- Tym samym, mam przyjemność ogłosić, że zwycięzcą i nowym właścicielem Złotych Rajtuzów jest Aiden!

Rankinowi należą się gratulacje za perfekcyjną rundę bonusową, ale jak wspomniał MJanek to za mało do zwycięstwa. Dziękujemy na dziś i zapraszamy na klejne ttransmisje z Hali FPS już niedługo!

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Proszę państwa witam w ten piękny, świąteczny dzień i zapraszam na kolejne emocjonujące walki w FPS!!! - wydarł się wielogłowy. Każda głowa miała czerwoną czapeczkę. - Dzisiejsza walka kończy testy naszej Federacji! Dziś dowiemy się, kto wejdzie w posiadanie ostatniego pasa mistrzowskiego! Już za moment pierwsze starcie w kategorii TAG! Czy mamy już połączenie z księżycem?

Na zapleczu panowało zamieszanie, bo nie wszystkie kamery odpowiadały na sygnał. Grupa techniczna na miejscu walki w pocie czoła usuwała ostatnie usterki.

- Tak, mamy połączenie z naszym etatowym sędzią głównym, Kyoku.

- Cześć Wielogłowy, mamy tu na księżycu piękną bezchmurną (i przy okazji bez atmosfery) pogodę. Idealne warunki do rozpoczęcia walki - powiedział Kyoku opierając się o amerykańską flagę.

Technik dał mu dyskretny znak, że można zaczynać.

- Pole walki wybrał MJanek, starcie odbędzie się w miejscu lądowania Apollo 11. Nasi zawodnicy są już rozgrzani i gotowi. Oddaje głos...

- PROSZĘ PAŃSTWA - wydał swój firmowy okrzyk Wielogłowy. - Przed państwem... W lewym kraterze mieszanka doświadczenia i elektroniki. Najbardziej wyluzowany wojownik w Federacji. Sliiiiiim Aaaaal! Raz jego partner, nie dawno zgłoszony, ale z wielkimi ambicjami RPW-O*E! W kraterze prawym również mamy robota. Prosto z mrocznej przyszłości rządzonej przez SkyNet... Przywitajcie oklaskami... R-102! Oraz współzałożyciel Federacji. Niezwykle doświadczony wojownik i sędzia. I przy okazji nieśmiertelny Lich. MJaaaanek I.

- Znacie zasady - odezwał się znowu Kyoku. - To ma być czysta walka. Zapraszam na środek startujących... Skoro jesteśmy gotowi... - tu znowu pojawił się dyskretny sygnał od technika - to czas zaczynać.

ROUND 1 - FIGHT!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ach, Morze Spokoju. Lubię wpaść tu od czasu do czasu w ramach relaksu. Pustka, cisza, brak atmosfery... Nikt się tu nie pojawia, aby mi przeszkadzać... No za wyjątkiem tych cholernych Jankesów, ale oni przestali przylatywać kiedy odkryli, że nie ma tu ropy... Takie myśli przewijają mi się przez głowę gdy z zadowoleniem rozglądam się dookoła w poszukiwaniu mojego przeciwnika. Wreszcie dostrzegam zielony sześcian unoszący się nad ziemią.

- A więc to ma być mój przeciwnik, tak? Metalowa kostka. Ani ją zmiażdżyć, ani rozbić... Zaraz...

Cała ta sytuacja coś mi przypomina. Wielka pusta przestrzeń, moja laska w ręku i niewielki metalowy przedmiot? No tak! Dokładnie tak samo jak na Międzywymiarowym Turnieju Magicznego Golfa!

- Czas pokazać wam uderzenie mistrza! - wołam, po czym wyrzucam moją laskę wysoko w górę i znikam w obłoku fioletowego dymu. Laska, dzięki niskiej grawitacji wylatuje wysoko śledzona czujnym okiem kamery, po czym zaczyna spadać szybko nabierając znacznej prędkości. Z wielkim pędem mknie pionowo w dół i o metr mija metalową bryłę. W tym momencie w kolejnym obłoku dymu pojawiam się pod moim przeciwnikiem, łapię sam koniec kija i (dzięki brakowi ścięgien) obracam rękę o 180 stopni jeszcze zwiększając siłę uderzenia wymierzonego bezpośrednio w jego metalowy spód, którego moc powinna wysłać go na orbitę stacjonarną Alfa Centauri.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wojownik 2, obrona i atak

Księżyc. Ciche, puste miejsce bez jakiegokolwiek życia i atmosfery. Idealne pole walki. Uważnie obserwuję swego przeciwnika. Z tego co zaobserwowałem, to kiedyś był zwyczajnym białkowcem, ale najwyraźniej nie pogodził się z minięciem jego terminu przydatności do życia i użył dziwnej siły oznaczonej w mojej bazie danych jako "magia" do zachowania swojego umysłu i zdalnego animowania wapiennego szkieletu. Ciekawe. Po zakończeniu pojedynku będę musiał przeprowadzić dalsze badania.

Szersze analizy zostały przerwane przez samego przeciwnika (oznaczonego jako "MJanek"), który użył "magii" i laski do próby wybicia mnie na orbitę. Na szczęście moje oprogramowanie ma bardzo szybki czas reakcji, więc udało mi się uniknąć uderzenia. Siła odśrodkowa chybionego ciosu połączona z niską grawitacją powinna wyrzucić szkieletora wysoko w górę. Rozpoczynam ostrzał karabinami laserowymi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

DRUŻYNA 1 - WOJOWNIK 1, Obrona i Kontratak

Ta metalowa cegła jest zwinniejsza, niż mogło by się wydawać... Przyznaję w duchu unosząc się w przestrzeń. Zastanawiam się już nad kolejnym ruchem, gdy nagle dostrzegam kilka wiązek lasera wylatujących wprost z mojej piersi. Nie uczyniły mi one naturalnie nic złego, przelatując swobodnie pomiędzy żebrami, lecz tlące się lekko czarne dziury w moim ubiorze napełniły mą duszę (zamkniętą w filakterium schowanym w tajnej komnacie mojego pałacu) gniewem. Kamera robiąca najazd na moją twarz pokazuje jak oczodoły, do tej pory jarzące się na niebiesko, zaczynają płonąc wściekłą purpurą.

- TO BYŁA MOJA ULUBIONA SZATA WYJŚCIOWA!!! - Pomimo braku atmosfery mój przepełniony furią krzyk dociera do uszu wszystkich obserwujących starcie. Jednocześnie obracam moją laskę pionowo w dół, a czaszka znajdująca się na jej czubku zaczyna wyć potępieńczo, po czym zajmuje się magicznym płomieniem tak jasnym, iż jego blask wypala oczy zwykłych śmiertelników i tak gorącym, że jest w stanie natychmiast spopielić każdy materiał. Chwytam się jak najmocniej bogato zdobionego kija i wykorzystując siłę odrzutu zaczynam szybko wznosić się w górę, zostawiając za sobą ognisty ogon i zataczając wielkie koła unikając ostrzału. Kiedy mój przeciwnik jest już nie większy od mrówki krzyczę:

- R-102! Weźmiemy go w dwa ognie! - Po czym zaczynam pikować z olbrzymią prędkością i po serii brawurowych obrotów, unikając ognia wszystkich działek, spadam wprost na przeciwnika jak wściekły, ognisty jastrząb. Tuż przed uderzeniem ponownie obracam laskę tak, aby przepalić się wprost do wnętrza i spopielić ten jego elektroniczny móżdżek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- R-102! Weźmiemy go w dwa ognie! -

Dane wejściowe: wziąść w dwa ognie

Przeszukuję bazę danych...

Szukam...

Szukam..

Nagle na wyświetlaczu pojawia się Clippy- wesoły spinacz MicroSoftu. "Czy wiesz, że..."

Dezaktywuję Clippiego.

Szukam...

Znaleziono:

Baza danych\

Życie organiczne\

Prymitywne gatunki\

Homo Sapiens\

Socjologia\

Gry zespołowe\

Dwa Ognie

Następnie R-102 rozejrzał się po okolicy.

Ilość piłek w zasięgu sensorów...

Szukam...

0

Poszukiwanie ekwiwalentu piłki...

Znaleziono

Obliczanie trajektorii lotu pocisków...

Obliczanie możliwych dróg ucieczki celu...

Wstępna ocena wytrzymałości celu...

Terminator natychmiast po zakończeniu oblczeń ( co zajęło mu 0.0279(8) sekundy ) rozpoczął ostrzał pozycji obiektu zidentyfikowanego jako "Pralka Frania", jak i okolic. Przy czym "ostrzał" należy rozumieć jako obrzucanie go z ogromną siłą okolicznymi głazami i złomem zostawionym przez Jankesów. Zaczynając od ichniej flagi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drużyna 2, wojownik 1, obrona i zmiana

W normalnych okolicznościach zdołałbym uniknąć ciosu MJanka. Moje oprogramowanie wyliczyłoby trajektorię lotu szkieletu i wskazałoby moment do wykonania uniku. Niestety, mimo wszystko jestem ciągle modelem eksperymentalnym. Kiedy lisz leciał w moim kierunku padłem ofiarą chwilowego błędu systemu. Stosując określenie potoczne używane powszechnie przez białkowców: zawiesiłem się. Kiedy udało mi się zresetować system było już za późno. Z braku innego wyjścia zacząłem wykształcać pancerz w przewidywanym miejscu uderzenia. Prawdopodobieństwo przetrwania: niewielkie.

Płonąca różdżka uderzyła w formującą się płytę pancerza. Ta pękła, spowalniając trochę cios. Laska zaczęła przepalać się w kierunku mnie. Koniec był bliski... gdy nagle lisz odleciał do tyłu uderzony zaczątkiem metalowej, rozgrzanej macki. Nie mógłbym jej wytworzyć w normalnych okolicznościach, mój metal nie jest dość giętki. Ale stopione na bezkształtną masę resztki przyszłej zbroi nadały się do tego znakomicie. Po kilku sekundach macka miała już metr długości i potrafiła zachować swą temperaturę, dzięki czemu przestała stygnąć. Już miałem ruszyć do kontrataku, kiedy zauważyłem lecące w moją stronę kamienie. Zacząłem ich unikać. W międzyczasie przeprowadzam analizę sytuacji bitewnej.

Android rozpoznany jako R-102 obrzuca mnie wielkimi głazami. Lisz jest jeszcze bardziej wściekły, bo rozgrzana macka nadpaliła mu szatę (nowa cecha zawodnika zarejestrowana: przywiązanie do ubioru). Ja mam nową broń, ale struktura pancerza jeszcze nie zregenerowała się do końca po ataku.

-Przewaga taktyczna po stronie wroga. Ryzyko wzrosło ponad akceptowalny poziom. Potrzebne wsparcie. -wysyłam komunikat do swojego sojusznika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

D2, W2, atak

Dryń, Dryń...

Co do licha...A, SMS przyszedł. Moment, a, od towarzysza, który walczy. Tego z dziwnym imieniem. Potrzebuje pomocy? Spoko, załatwiam takie sprawy od ręki. Podnoszę melonik z oczu, poprawiam go i wyrzucam palący się(nie pytajcie jak) element kultury reagge. Siadam w fotelu i wkładam w stacyjkę kluczyk. Naciskam sprzęgło i przekręcam kluczyk. O tak, głos silnika tego łazika księżycowego jest wspaniały. Naciskam gaz i korzystając z małej grawitacji wylatuję w górę, mknąc majestatycznie w przestrzeni. Leciutko uderzam w grunt, i wyskakuję z pojazdu. Spoglądam na mego adwersarza, Rudego 102. Uśmiecham się, bo wiem co zrobię. Rozwalę go jak jakiś gorszy model. Odsuwam się na jakieś 1,2m od robota. Słychać muzykę. Tyntum, tum, tyn tumtum...

- Krok do przodu i do tyłu!! Łatwe do tańczenia. Ręce w górę,- prostuję ręce przed sobą.

- Potem na dół- kładę prawą dłoń na lewym barku i lewą na prawym

- To dla ułatwienia!- kładę dłonie na biodrach.

- Gdy połączysz wszystko razem, wyjdzie makarena.- prostuję znowu ręce przed sobą.

- Taniec Maaakareeenaa!!!

Z moich dłoni wystrzelił potężny promień laera. Prosto w głowę R- 102.

Share this post


Link to post
Share on other sites

D1 W2 Def

Gdyby maszyny umiały się dziwić, terminatorowi właśnie opadłaby szczęka. Na szczęście nie umieją i nie opadła.

Analiza ruchów napastnika...

Znaleziono

Baza danych\

Życie organiczne\

Prymitywne gatunki\

Homo Sapiens\

Choroby\

Choroby umysłowe\

Ciężkie upośledzenie umysłowe

Ocena zagrożenia w skali 1-10...

0

Tracąc zainteresowanie przeciwnikiem R-102 zaczął analizować otoczenie. W momencie gdy odwrócił się do Ala plecami, starając się ustalić aktualne położenie drugiego przeciwnika ten wystrzelił do niego laserem.

Nasz "Tancerz" zapomniał jednak, że R-102 został wykonany z metalu. Kiedy więc laser pokonał cieniutką warstwę maskującą, natychmiast odbił się od metalicznej powłoki, nie wyrządzając terminatorowi żadnej krzywdy.

Ocena zagrożenia w skali 1-10...

-3

Share this post


Link to post
Share on other sites

D2, W2, obrona i atak

To miał być wielki, szeroki, epicki promień energii jak Kamehameha! Shoop Da Whoop! Ale dobra, można to naprawić. Uśmiecham się błyskawicznie i w ten sposób laser odbija się od mego jedynego metalowego zęba. Patrzę na to, na czym stoję. Księżyc, wspaniałe miejsce na zrobienie Moonwalka. Ale mam wezwać zombi, czy jakiś atak obszarowy? Nie, nie czas na to. Rudy 102 stoi do mnie plecami i nie zwraca na mnie uwagi. Cóż, jakbym się przejmował tym, co myślą o mnie inni, nie byłbym sobą. Ale jak ruszyć takiego robota? Wiem!! Wyskakuję w przestzeń i łapię przelatujące w pobliżu UFO. Po chwili ze zwykłej pozycji dyskobolowej wyrzucam je w kierunku wroga.

Nagle szef NASA, oglądający widowisko dostaje zawału, widząc, jak było blisko do nawiązania kontaktu z obcą cywilizacją.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zakończywszy analizę otoczenia, R-102 odwrócił się z powrotem w kierunku Ala, chcąc bliżej zapoznać się z osobnikiem cierpiącym na to stosunkowo rzadkie schorzenie. Jednak zamiast Homo Sapiens z atakiem padaczki, sensory optyczne wykryły szybko zbliżający się Niezidentyfikowany Obiekt Latający.

Obliczanie trajektorii lotu obiektu...

Zakończono

Tuż przed zderzeniem terminator wyskoczył w powietrze i skulił się, dzięki czemu niczym pocisk wbił się przez szybę do wnętrza UFO. Po chwili dało się słyszeć kilka wrzasków w nieznanym dotąd języku. Słysząc je, Szef NASA, którego ledwo uratowano, rzucił się na ziemię i usiłował popełnić samobójstwo.

Analiza interfejsu...

Zakończono

Ocena siły ognia...

Kamera swym zwyczajem wykonała zbliżenie na twarz R-102.

-Hasta la vista, bejbe!!!

Terminator nacisnął DUŻY CZERWONY GUZIK, wystrzeliwując tym samym z działa plazmowego potężny pocisk. Celował przy tym nie w Ala, lecz w punkt 50 metrów przed nim. To jednak naprawdę nie powinno mieć znaczenia biorąc pod uwagę, że krater będzie miał 3 kilometry promienia.

Nagle z ust terminatora wydobył się głos nekromanty (nagranie, wiadomo, po co się męczyć...)

-Weźmiemy go w dwa ognie!

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Drużyna brylant/Cruadin otrzymuje upomnienie. Atak za pomocą UFO liczyć się może jako zakazany w TAGu Summon. Kolejna podobna akcja oznacza przegraną. Tym samym MJanek otrzymuje pozwolenie na wykonanie ataku, który też mógłby pod summon podchodzić, a który zaproponował przez PW. Dziękuję za uwagę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

D1 W1 Bonusowy Atak

Byłem już bliski wywołania ostatniego spięcia u tej zielonej konserwy, kiedy niespodziewane uderzenie odrzuciło mnie daleko w tył, wytrącając mi laskę z dłoni. Chwilę zajęło mi znalezienie jej w księżycowym pyle, lecz teraz z dużą szybkością wracam z powrotem nad pole bitwy. W tym momencie słyszę swój własny okrzyk z przed paru chwil i domyślając się iż nagrał go mój sojusznik śmieję się złowieszczo po czym krzyczę:

- Po co brać go w dwa ognie, jeśli można w sześć!!!

Następnie, z niezwykłą jak na tak stare truchło zręcznością obracam się dookoła laski i staję na niej jak na desce surfingowej, po czym zaczynam powoli obniżać lot zmierzając wprost w stronę drugiego przeciwnika. Hmmm... Ciekawe jak udało mu się przetrwać na powierzchni bez skafandra... zastanawiam się w duchu, jednocześnie mamrocząc inkantacje i wykonując skomplikowane gesty rękoma. Kończę na parę sekund przed zderzeniem i wykonuję obrót wokół własnej osi, chcąc uderzyć rywala ognistą czaszką w głowę. Następnie jednym płynnym ruchem łapię laskę i ląduję na własnych kościanych nogach i zaczynam okładać go kijem w serii ataków tak szybkich, iż tworzą one coś w rodzaju ściany ognia. Nawet jeśli nie uda mi się go trafić, z pewnością uniemożliwię mu ucieczkę z pola rażenia działa plazmowego.

Jednocześnie przez właz, który otwarł się w powłoce latającego spodka wyskakują cztery wysokie i niesamowicie szczupłe postacie z wielkimi głowami. No, trzy z nich mają wielkie głowy, ponieważ czwarta zgubiła gdzieś górną część czaszki(a także chyba spory kawałek mózgu). Zresztą dwóm pozostałym brakuje po ręce, a ostatnia ma sporą dziurę zamiast klatki piersiowej. Obserwując ten widok na telebimie, obezwładniony szef NASA zachichotał, ugryzł trzymającego go ochroniarza w ucho i z okrzykiem "Lubię placki!" wyskoczył przez okno. Każdy z UFO-zombie zdejmuje z pleców blaster, po czym wszyscy razem zaczynają strzelać w kierunku mojego oponenta, który jest w tej chwili całkowicie otoczony i nie ma szans na ucieczkę przed niechybną zgubą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

D2, W2, def i atk

Otoczyli mnie. Przez chwilę myślałem, czy nie użyć afro jako tarczy, ale to chyba jednak za dużo dla jednej fryzury. Teleportuję się w miejsce 100 metrów przede mną, po czym potężnym uderzeniem dłonią na odlew odbijam promień plazmy w kierunku MJanka. Teraz zajmę się UFO. Ale wpierw czas na przemianę. Bum. Afro zamieniło się w beret nisko nasunięty na czoło. Moja twarz uległa zmianie, ubranie zaś kompletnie się zmieniło- czarna podkoszulka na ramionczka i jeansy. W ręku mam mirofon. Jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, z tyłu na koszulce pojawia się napis ACDC.

- Feel the power of rock!!!- po czym kieruję mikrofon w kierunku wroga, wołając:

- Thunderstruck!!!- Zbliżenie kamery na fale dźwiękowe(nie pytajcie, skąd one się wzięły w próżni) pokazuje, jak zaczynają się zmieniać, po chwili tworząc wielką płonącą ciężarówkę z piekła rodem, wypełnioną materiałami wybuchowymi, pędząca w keirunku UFO i zombie. Dwa wybuchy blisko siebie? Może być kiepsko. Zawołałem do mego towarzysza:

- Sam tu!!- licząc, że robot ostrzela jeszcze wrogów i jakimś cudem ściągnie mnie na Księżyc, nim plazma wybuchnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

D2, W1, polimorfizm i atak

Mój sojusznik (rozpoznany jako "Slim Al") jak zwrócił na siebie uwagę obu przeciwników, dając mi czas na zregenerowanie uszkodzeń. Teraz jednak był w sytuacji krytycznej, tuż obok przewidywanego miejsca eksplozji pocisku plazmowego i ciężarówki. Zwłaszcza ta ciężarówka mnie zainteresowała. Jakim sposobem płonęła bez udziału powietrza? Najwyraźniej energię do spalania czerpała nie z tlenu, tylko z "the power of rock" o którym wspomniał Slim Al. Po walce będę musiał go o to wypytać. W chwili obecnej jednak wzywał pomocy. Analiza sytuacji bitewnej... zakończona. MJanek za chwilę zderzy się z pociskiem, a R-102 i niezidentyfikowane formy życia (martwe, animowane przez "magię") z ciężarówką. Cel: zadać jak najwięcej dodatkowych obrażeń. Wykonuję...

Podlatuję na pole walki walki. Patrzę na przeciwników. Eksplozje nastąpią za chwilę, z tym co mam nie mogę nic zrobić... Więc muszę zmienić formę. Przypominam sposób, w jaki wytworzyłem mackę. Czemu by tak nie zrobić z całą moją obudową? Wczytywanie programu przemiany... zakończone. Obniżyłem odporność na temperaturę sześcianu i przemieściłem swój "mózg" do macki, która się odczepiła i wbiła pod ziemię niczym wielka, metalowa dżdżownica. Eksplozje stopiły kostkę na bezkształtną masę, która po chwili zaczęła się ruszać i dołączyła do mnie, bezpiecznie ukrytego pod ziemią.

Przez jakiś czas nic się działo. Po kilku chwilach z gruntu wystrzeliło parę zielonych macek, podobnych do tej którą miałem, ale dużo większych. Każda miała na sobie po karabinie laserowym i parze sensorów służących mi za oczy.

Przekształciłem stopioną obudowę w kończyny, w sposób analogiczny jak za pierwszym razem, ale znacznie bardziej wydajnie za pomocą programu przemiany. W efekcie byłem bezpiecznie zamknięty głęboko pod ziemią w nowej, kulistej formie, z której wyrastały metalowe macki, które w tej chwili właśnie wyszukiwały i atakowały wrogów, zarówno ciosami jak i ostrzałem z karabinów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

D1 W1 Obrona i Kontratak

Potężne eksplozje wstrząsają gruntem i wzbijają chmurę księrzycowego pyłu, oślepiając kamery. Gdy kurz opada, po przedstawicielach obcej cywilizacji pozostaje jedynie smętnie tocząca się pokrywa włazu. Operatorzy omiatają wzrokiem całe pole bitwy, by po chwili wycentrować obraz na dwóch punkcikach, które w krótkim odstępie czasu pojawiły się na niebie oraz towarzyszących im fioletowych obłoczkach. W międzyczasie na telebimach pokazywany jest replay, na którym w spowolnionym tempie widać wyraźnie, jak pojawiam się w obłoku dymu wewnątrz statku kosmitów, łapię partnera i razem znikamy w kolejnej chmurze, na sekundę przed zderzeniem z ciężarówką.

Po zrzuceniu R-102 nad Slim Alem, sam pojawiam się bezpośrednio nad zielonym robotem, który z kostki zmienił się w jakąś giętką metalową dżdżownicę. Z ogromną prędkością zbliżam się do powierzchni i lądując wbijam potężnymi metalowymi stopami dwie wystające macki głęboko w grunt, jednocześnie amortyzując upadek i wzbijając kolejną porcje pyłu. Osiada on na szczerozłotym lakierze mojej cztero-metrowej mechanicznej zbroi i nieco przytłumia blask rubinów i szafirów, oraz platynowych ornamentów pieczołowicie wymalowanych przez mych najbardziej uzdolnionych niewolników.

- Już dawno chciałem wypróbować to urządzenie, stworzone przez naukowców wielu ras, które podbiłem. A skoro przez ciebie i tak musiałem wrócić do mego pałacu aby się przebrać... - Mój głos drga z wściekłości, a wielka, powleczona złotem i pokryta płaskorzeźbami laska którą trzymam, zaczyna się w dziwny sposób rozkładać i przebudowywać w coś innego.

- Teraz nadszedł czas zemsty. A zemsta najlepiej smakuje na ZIMNO!

W tym momencie ostatni złoty trybik wskakuje na swoje miejsce, a z gardzieli bogato zdobionej rzeźby dracolicha zaczyna tryskać bliżej niezidentyfikowana substancja. Przy kontakcie z nią rozgrzane macki błyskawicznie stygną i zamierają w bezruchu, stając się jednocześnie niezwykle kruchymi. Ktoś mógłby pomyśleć, iż moja broń rozpyla ciekły azot, lecz jest to coś znacznie groźniejszego. To czysta esencja zimna: skondensowane, mroźne tchnienie samej Śmierci. Nic nie robiąc sobie z ostrzału laserów, bezsilnie odbijających się od mej metalowej powłoki i trafiających rykoszetami we wszystko dookoła, rozpoczynam lodowe dzieło zniszczenia. Dzięki mocy potężnych siłowników zamontowanych w rekach i nogach zbroi, ogromnymi susami przemieszczam się od jednej macki do drugiej, zamrażając całą okolicę. Jednocześnie, nie zdejmując palca ze spustu wykorzystuję tak ramiona jak i samo działo, aby porozbijać już zamrożone metalowe odnóża na drobne kawałeczki, ulatujące w przestrzeń. Kosmos to bardzo ciemne i zimne miejsce. Nie sądzę aby bez zewnętrznego źródła ciepła udało im się ponownie poskładać w większą całość. myślę w duchu, jednocześnie zerkając w boczny monitor zamontowany w kokpicie, na którym wyświetlane są aktualne poczynania mojego partnera.

Share this post


Link to post
Share on other sites

R2 D1 W2 Kontratak

Nagle sensory terminatora zwariowały. Nie można się temu jednak dziwić. Co jak co, ale magiczne przeniesienie z pokładu UFO, na wysokość kilometra nad powierzchnię księżyca raczej nie zostało zamieszczone w programie.

Poszukiwanie błędu...

Brak

Następnie R-102 zaczął rozglądać się za swoim aktualnym celem. Obiekt "pralka Frania", jak wskazywały sensory, schował się aktualnie pod ziemią. Co za tym idzie, niemożliwe było określenie jego dokładnej pozycji.

Poszukiwanie alternatywnej drogi do celu...

W tym momencie, niczym w jakimś kiczowatym klonie Predatora, trzy czerwone kreski na wyświetlaczu zamknęły się na jednym z otworów po mackach, tworząc trójkąt.

Znaleziono

Obliczanie wymaganego toru lotu...

Zakończono.

BŁĄD: Wymagany tor lotu niemożliwy do osiągnięcia

Poszukuję rozwiązania...

Znaleziono: Użycie broni

Dobór...

Pistolet na wodę Mk32 "Dominator"?

Nie

Miotacz plazmy klasy Alfa "Piaskowy Dziadek"?

Nie

Miniaturowe działo plazmowe "Grzmiący Świerszcz Mk2"?

Potwierdzam

W tym momencie z prawej dłoni terminatora cofnął się płynny metal, odsłaniając zamontowany tam maciupeńki pistolecik.

Dezaktywuję korektę odrzutu...

Obliczam trajektorię odłamków...

Obliczam wymagany moment pierwszego wystrzału...

W tym momencie R-102 obrócił się w powietrzu, celując w tylko sobie znane miejsce, zaś metalowy palec nacisnął spust. Błysk towarzyszący wystrzałowi widać było z Marsa, zaś sam wystrzał nieumyślnie zestrzelił drugie UFO, lecące tu po odebraniu wezwania o pomoc pierwszego z nich. Wszystko zostało wyliczone co do milisekundy, dzięki czemu terminator popędził między odłamkami zamrożonych macek prosto do jednego z otworów po nich. Poprowadził on go prosto do jego przeciwnika. Niestety kamera nie była w stanie się tam wcisnąć, odebrała jednak spokojny, sztuczny głos R-102.

-You have been targeted for termination.

Zaraz po tym terminator praktycznie z przyłożenia wystrzelił do RPW-O*E. Siła odrzutu wyrzuciła go (R-102 znaczy) z tunelu na bezpieczną wysokość (ok. 2 kilometry).

Szanse przetrwania celu w skali 1-10...

0

PS Jeżeli się nie mylę, to jest teraz Carduin tylko się broni (koniec drugiej rundy).

Share this post


Link to post
Share on other sites

D2, W1, obrona

Sytuacja stała się krytyczna. Lisz z pomocą wspomaganego magicznie pancerza zamroził i roztrzaskał moje macki. Na dodatek R-102 zamierzał wstrzelić się przez otwór i mnie zniszczyć. Na szczęście udało mi się zorientować w porę, co zamierza zrobić. Nie wszystkie macki zostały zniszczone całkowicie. Z kilku zostały krótkie, ledwo ruszające się, bezużyteczne kikuty. Udało mi się je połączyć w jedną nieco większą mackę, którą skręciłem pod sobą na kształt sprężyny. Kiedy terminator wpadł do tunelu i wycelował we mnie, tuż przed wystrzałem z pomocą macki podskoczyłem w znajdujący się nade mną tunel. Pocisk mnie minął, a eksplozja wyrzuciła wysoko w powietrze. Pozbawiono mnie broni i mam mniej użyteczną, kulistą formę, ale przetrwałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

R3 D1 W2 Atak

Uniknął... Nadzwyczajna zręczność przeciwnika pewnie już dawno zaczęłaby irytować terminatora. Oczywiście gdyby umiał się irytować.

Dane wejściowe: Zręczny przeciwnik, maszyna

Poszukuję rozwiązania...

Znaleziono: broń obszarowa, woda

Ocena możliwości pistoletu "Dominator"...

Niedostateczne...

Poszukiwanie uzbrojenia...

Znaleziono

Baza Danych/

Geografia/

Niestandardowe pola walki/

Księżyc/

Struktura geologiczna

W tym momencie terminator, ku ogólnemu zdziwieniu, oddalił się w sobie tylko znanym kierunku. Pomagając sobie w tym "Grzmiącym Świerszczem", który to zaskakująco dobrze poradził sobie w charakterze silnika impulsowego.

Po paru minutach R-102 wrócił. Nie sam oczywiście. Dało się słyszeć podniecone krzyki komentatora.

-PROSZĘ PAŃSTWA!!! Właśnie otrzymaliśmy obraz z satelity obserwującego jeden z biegunów. Jak się okazało R-102 przy pomocy "Grzmiącego Świerszcza" roztopił znajdujący się pod tamtejszą powierzchnią lód! Otwór w powierzchni zaś tak ukierunkował wylewającą się wodę, że ta z wielką prędkością popędziła prosto na pole bitwy! Nadchodzi TSUNAMI!!!

W tym czasie fala znalazła się już tak blisko RPW-O*E'a, że z jego punktu widzenia trudno było dostrzec jej krańce.

-Eat THIS!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drużyna 2, Wojownik 1, obrona, atak i zmiana

Ten R-102 jest lepiej zaprogramowany niż myślałem. Zwykły terminator nie wpadłby na zastosowanie bieguna w walce. Badania jednak będą musiały poczekać, w tej chwili leci na mnie tsunami. Nic prostszego, wytworzę silnik odrzutowy i polecę do tyłu, aż fala opadnie. Kiedy jednak zacząłem wykształcać część, moje oprogramowanie znowu brutalnie przypomniało mi, że jestem dopiero modelem eksperymentalnym i program przekształcania uległ uszkodzeniu. Teraz nawet ja nie jestem pewny, co się stanie. A fala jest coraz bliżej. Moja obudowa jest szczelna, ale ciężar wody wgniecie mnie w ziemię i zmiażdży.

Obejrzałem wytworzony komponent. Wygląda jak zwykłe działko, ale nie jestem pewien jego działania, a na analizę nie ma czasu. Strzelam.

Miast spodziewanego pocisku wylatuje niewielka, zielona chmura. Kiedy zetknęła się z tsunami stało się coś dziwnego. Chmura po prostu pochłonęła część fali, po czym zrobiła się większa. Zrozumiałem, jaką broń wytworzyłem. Karabin nanobotowy. Z założenia strzela ładunkiem nanobotów, które trafiają w wyznaczony cel, pożerają go, po czym ulegają autodestrukcji. Ten karabin był jednak zbudowany według uszkodzonych przez moje oprogramowanie planów. Zamiast ulec zniszczeniu, nanoboty zaczęły się pomnażać. Muszę coś zrobić, bo inaczej będą się replikować w nieskończoność i pożrą Księżyc.

Modyfikowanie programów podrzędnych... zakończone.

Zrobione. Nie udało mi się zatrzymać procesu namnażania, ale wyznaczyłem im cel w postaci R-102. Zaczęły lecieć w jego kierunku. Mają rozkaz dokonać autodestrukcji przy pierwszym kontakcie z nim. Eksplozja jednego ładunku nanobotów to niewiele. Eksplozja roju wielkości obłoku to dość dużo, by zniszczyć czołg.

Analiza sytuacji bitewnej... zakończona.

Na R-102 leci powiększający się rój nanobotów-kamikadze, ale ja mam uszkodzoną broń, która za każdym razem może zadziałać inaczej. Potrzebuję trochę czasu na naprawę.

-Slim Al, jaki jest twój status? Chcę, żebyś zajął przeciwników, kiedy ja kalibruję karabin.

Share this post


Link to post
Share on other sites

D2, W2, atak

Niestety, ta puszka złomu zapomniała o mnie i o tym, że byłem w zasięgu wybuchu plazmy. Na szczęście udało mi się wytrzymać, lecz wybuch odrzucił mnie dość daleeeko. Spojrzałem na ciało niebieskie(a raczej czerwone) i zdałem sobie sprawę z tego, iż to Mars. I w tym samym momencie przypomniałem sobie o tym, że umiem latać. Kurka, to pewnie od braku tlenu ta skleroza. Cóż, nagle dotarło do mnie, że może trzeba coś z tym zrobić, znaczy się zaatakować? Spojrzałem na planetę i wiedziałem już, co zrobię. Biedny następca szefa NASA. Powiesi się chyba na widok tego, co zrobię. Chrzanić to, ważne, by była zabawa. Wyjmuję mikrofon i zaczynam kumulować energię rocka. Slash, Rolling Stones, Beatlesi, Metalica, Hannah Mon...

Cholera, zapędziłem się. Ale, ale, nazbierałem chyba dość. Przyjmuję pozycję jak wtedy, gdy za młodu grałem z kolegami w palanta i wybijałem piłkę. Wzięłem przepotężny zamach i rąbnełem w atmosferę Czerwonej Planety. Ta zaczęła powoli wirować. Po kilku chwilach opuściła już swoją orbitę, co zaczęło skutkować trzęsieniami ziemii i wybuchamii wulkanów, burzami itp. Zaraz osiągnie prędkość około 30 tys. km/s i poleci w kierunku Księżyca , tak, by nie trafić Ziemii, żadnej innej postronnej osoby, tylko przeciwników. Kiedy już ich złapie i poleci na bezpieczną odległość, jadro wybuchnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Interpretacja nadlatującego obiektu w toku...

Chmara nanobotów była coraz bliżej. Terminator nie reagował.

Proszę czekać...

10 metrów

Proszę czekać...

3 metry

Proszę czekać...

0,5 metra

Analiza zakończona: NIEBEZPIECZEŃSTWO!!!

Po raz kolejny używając "Grzmiącego Świerszcza" w charakterze silnika, R-102 rzucił się do ucieczki. Tym razem jednak nie w kierunku bieguna, ani żadnego innego punktu na Księżycu. Termiantor uciekał OD Księżyca. Leciał z gigantyczną prędkością, ale chmara nie odpuszczała. Na domiar złego z naprzeciwka nadlatywał Mars.

Analiza sytuacji bojowej...

Możliwe wyjścia...

Zakończono

Płynny metal cofnął się z prawego buta Terminatora, odsłaniając mechaniczne palce. Sprawnym ruchem R-102 urwał jeden z nich i cisnął nim w chmarę. Ta, po nawiązaniu kontaktu fizycznego z częścią Maszyny, dokonała autodestrukcji. Eksplozja była jednak na tyle silna, że R-102 nie tylko został odrzucony, ale wręcz wbił się głęboko w Czerwoną Planetę. Nie czekając na dalszy przebieg wypadków, Terminator odsłonił klatkę piersiową i wyszarpnął z niej jeden z modułów zasilających, by następnie błyskawicznie uciec poza pole rażenia.

Do eksplozji doszło bardzo blisko jądra. Tak blisko, że naruszyła ona strukturę jądra planety. Można by się o tym długo rozpisywać. Ale dla zwykłego widza liczył się tylko jeden fakt. Mars wyleciał w powietrze (czy raczej próżnię).

Wybuch R-102 obserwował znajdując się minutę świetlną od Ziemi. I takiej samej odległości od eksPlanety.

Obliczanie szans celu na przeżycie...

Minimalne

Poszukiwanie metody na zmniejszenie szans celu...

Znaleziono

-Wzywam Nekromantę! Nekromanta odbiór! Oczekuję natychmiastowego wsparcia!

PS Widząc to, nowo wybrany Szef NASA zaraz po zakończeniu przemówienia rzucił się na główkę z mównicy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×