Jump to content

NBlastMax

Forumowicze
  • Content Count

    187
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

10 Neutralna

About NBlastMax

  • Rank
    Krasnolud
  • Birthday 10/21/1992

Sposób kontaktu

  • Discord
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

3,780 profile views
  1. Nie obawialiście się czasami, że przy ostatnim zalewie wątpliwej jakości gier na Steamie, przez przypadek nie zauważycie świetnego tytułu? Że jakiś Nieoszlifowany Diamencik Bez Dobrego Marketingu zagubi się w gąszczu listy nowo wydanych gier? Pytam się, bo dzięki mało znanemu youtuberowi, który to ledwo wyciąga tysiąc wyświetleń na filmik, udało mi się wyłowić coś, co bez problemu może kandydować do nagrody gry platformowej roku. Trzeba przyznać, na pierwszy rzut oka Freedom Planet wygląda na bezwstydnego klona Sonica bez ambicji. Wystarczy jednak przyjrzeć się grze nieco bliżej np. poprzez zagranie w demo dostępne na stronie producenta, by przekonać się, że pośpieszne szufladkowanie tego tytułu powinno być karane mandatem. FP robi dla SEGI Mega Drive, Saturna i Playstation One to, co niedawno wydany Shovel Knight robi dla NESa. Gra to mieszanka pomysłów wziętych z takich klasyków jak Rocket Knight Adventures, Gunstar Heroes i Mega Man X4, starannie doklejonych do szkieletu gameplay?a wziętego z przygód niebieskiego jeża. Po ograniu pełnej wersji muszę przyznać, że jest to kolarz świetnie sprawdzający się w akcji, rozwijający pomysły swoich retro-wzorów. Można powiedzieć, że ten mash-up remix czasami brzmi lepiej niż materiał źródłowy. We Freedom Planet przede wszystkim biegamy i bijemy się z przeciwnikami. Nie, inaczej? Biegamy bardzo szybko i bijemy się z masą przeciwników, w zróżnicowanych i wyjątkowo dużych planszach. Konstrukcja etapów wraz z rampami i pętlami przypomina Sonica, ale pozbyto się używania skoku jako jedynej metody ataku, zastępując to całkiem przyjemnym systemem walki przypominającym gameplay Zero z Mega Man X oraz Z. Takie rozwiązanie pozwala na stworzenie nie tylko sporej ilości interesujących i wizualnie zróżnicowanych miejscówek, ale też otwiera okazje do stworzenia naprawdę ciekawych walk z bossami. Gra wykorzystuje to po całości, nie rzadko wieńcząc etapy imponującymi i wymagającymi potyczkami. Sterowanie daje radę, dlatego też bicie robotów i poruszanie się w grze jest szalenie satysfakcjonujące. Poziom pixel-artu w grze stoi na niezłym poziomie Do tego świetnie sprawdzającego się miksu dodajmy trzy główne bohaterki: Lilac, Carol i Millę. Na początku rozgrywki decydujemy się, którą z postaci wcielimy się na resztę gry. Wybór ten jest bardzo istotny, gdyż każda z pań oferuje zupełnie inny styl gry. Fioletowa Lilac jest zdecydowanie najszybsza z całej grupy i poza normalnymi atakami ma ona możliwość wykonania szybkiego i zadającego potężne obrażenia dasha w jednym z sześciu kierunków. Wolniejsza od poprzedniczki Carol jest bardziej zorientowana na walkę. Wspinanie się po ścianach, ciosy zapożyczone od Chun-Li ze Street Fightera, przywoływany jako power-up motocykl, który wyjątkowo chętnie łamie prawa fizyki, zadziorny charakter... tak, tej postaci nie powstydziłby się nawet Capcom. Ostatnia, nieśmiała Milla jest najwolniejsza i najmniej wytrzymała z całej trójki. Mając jednak do dyspozycji tarczę i praktycznie nieskończony zapas bloków do rzucania, zyskuje ona realne szanse nawet w ostrzejszej bijatyce. Każda z postaci wymaga nieco innego podejścia do rozgrywki co pozytywnie wpływa na długość i przyjemność zabawy. Powtórzenie około 3-5 godzinnej kampanii aż trzykrotnie nie stanowi tutaj żadnego problemu. W zwiększeniu potencjalnego czasu gry pomaga też fakt, że poziomy są obszerne, zaskakująco długie (mogą trwać nawet do 25 minut) i obfite w alternatywne ścieżki. Oprawa audiowizualna również jest mocną stroną Freedom Planet. Kolorowe otoczenia, nawet jeśli ograniczone przyjętą 16-bitową konwencją, cieszą oko dużą dawką ekspresji i osobowości. Choć design postaci nie należy do najoryginalniejszych to na widok niektórych śmiesznych i/lub uroczych animacji człowiekowi natychmiast poprawia się humor. Muzyka? Synch-rockowy soundtrack z nutką orientu od znanej w kręgach indie gier Woofle to całkiem udane dzieło. Niektóre melodie może nie są tak chwytliwe, jak przykładowo, niektóre utwory znane z Sonica czy Mega Mana, ale im dłużej przysłuchuję się tej ścieżce dźwiękowej, tym bardziej doceniam wkład pracy w ten tytuł (mała próbka: ). Lilac może przypomina do złudzenia Sonica, ale gra się nią inaczej niż słynnym niebieskim jeżem Gra mocno stara się wypromować scenariuszem i pełnym udźwiękowieniem dialogów. Niestety nie był to najlepszy pomysł twórców gry. Nie dziwicie się czasem, że rzadko w grach niezależnych macie okazję do usłyszenia głosu więcej niż jednej postaci? Ja się nie dziwię, bo niestety za $25,000 z Kickstartera nie ma szans na zatrudnienie masy profesjonalnej klasy voice-actorów do całkiem sporej gromadki postaci. Aktorzy pracujący nad FP zdecydowanie więcej punktów zdobywają za dobre chęci niż za jakość występu. Ostateczny rezultat nie jest aż tak zły, bo parę osób podkładających głosy rzeczywiście starało się wypaść jak najlepiej. Nie każdy jednak może mieć taki sam poziom tolerancji co ja. Tyle samo cierpliwości wymagają od gracza przerywniki filmowe, których długości, można by tu żartować, Hideo Kojima by się nie powstydził. Cutscenki stanowią niezły ?wyładowywacz emocji? po napakowanych akcją etapach, ale ich metraż może zdenerwować mniej zainteresowanych fabułą. Sam scenariusz mocno identyfikuje się z tym co można było oglądać w kreskówkach lat 90, niejako dodając kolejną warstwę retro do całego zestawu. Historia nie jest mocna we wszystkich aspektach, ale kilka jej elementów prezentuje się całkiem dobrze. Pomimo masy dziur fabularnych, niedopowiedzeń i czasami drętwego aktorstwa, które wielu może się nie spodobać, niektórych bohaterów tej historii naprawdę da się polubić. Dodatkowo, na szczególną uwagę zasługuje postać głównego złego gry, Lorda Brevona ? kosmicznego watażki, który zmuszony został to awaryjnego lądowania na planecie będącej miejscem akcji gry. Już samo intro gry pokazuje go jako niegodziwca pierwszej klasy. Brutalny i wyrachowany, jest on motorem napędowym wielu dość mrocznych scen, których nie spodziewalibyście się w początkowo dość luźnej i wesołej fabule. Jeżeli graliście w Cave Story, to możecie wiedzieć jakiego kalibru emocji się tu spodziewać. Brevon to naprawdę niebezpieczny przeciwnik. Dr. Eggman i Sigma mogą się schować Solidny ?ten zły? mocno się przyda, ponieważ pod sam koniec gry, poziom trudności znacząco wzrasta. Końcowi bossowie wymagają bardzo wnikliwej analizy ich ataków, by móc przez nich przebrnąć. Na końcówkę gry warto przygotować się zawczasu, obniżając nieco poziom trudności albo wytężając swoje muskuły w okolicach kciuków. Punktów kontrolnych na poziomach jest całkiem sporo, więc nawet po straceniu wszystkich żyć nie jesteśmy znacząco karani, ale i tak skok w wyzwaniu mógłby być nieco bardziej spłaszczony. Twórca na szczęście zauważył zawczasu ten problem i obiecał wyregulować poziom trudności w niektórych miejscach. Tak czy inaczej, zostaliście ostrzeżeni. Podsumowując, Freedom Planet to niespodziewanie dobrej jakości tytuł. Gra nie ma co się wstydzić stawania w szranki z innym platformowym hitem tego roku ? Shovel Knightem: przyjemna mechanika rozgrywki oraz sporej dozy urok osobisty sprawia, że nie powinniście być zawiedzeni zakupem jeżeli jesteście fanami tego typu gier. Wyjątkowo szkoda, że GalaxyTrail nie zapewniło grze odpowiedniego rozgłosu. W morzu gierek nawet nie starających się ukryć tego, że dla nich ?Retro? jest tylko wymówką dla braku zaangażowania twórców, taki nieoszlifowany diamencik może zostać pominięty. Ta niesprawiedliwość zmusiła mnie do napisania paru recenzenckich słów. Tytuł ten potrzebuje desperacko sporej dawki uwagi, a nie sądzę, by ktoś w polskich mediach branży growej tą perełkę zauważył. Robopantera to jedna z najlepiej zaprojektowanych potyczek w grze. Dodatkowe notki: Jeżeli nie jesteście zainteresowani voice-actingiem fabułą i cutscenkami, to przez rozpoczęciem gry dostępny jest Classic Mode, który eliminuje powyższe elementy i sprowadza grę do czystego gameplayu. Niezła opcja dla ludzi, których scenariusz nie zachęca. Gra jest dostepna na Steamie oraz w wersji DRM-Free na Humble Store, która jest też najtańsza z dwóch. Około 11 euro może wydawać się dużym wydatkiem, ale moim zdaniem to całkiem rozsądna cena, jak na dostępną w grze zawartość. Ci mniej zdecydowani mogą poczekać na wyprzedaż. Demo możecie ściągnąć tutaj: http://freedomplanet.galaxytrail.com/
  2. Kupiłem najnowsze CD-Action, tylko i wyłącznie dla Tipsomaniaka. Tak jak ostatnio najnowsze CD-Action było ciągiem niepowodzeń i sporego zawodu (w mojej opinii), tak... ...Nawet Wam ten Tipsomaniak wyszedł. Co jak co, dobór gier i ich opisy są całkiem całkiem i naprawdę niewiele by brakowało by w pełni "odptaszkować" liste tytułów wartych opisania w książeczce. Mimo wszystko dałbym miejsce, większe niż parę zdań przy innych tytułach, Bioshockowi pierwszemu i... <Lament jednego z dwóch fanów w Polsce, który desperacko chce by branża przypomniała sobie, że takie coś jak gry indie były przed Braidem> Aquarię AKA. Najlepszą Grę Indie Ever Bez Dyskusji.
  3. Może masz racje, że nie powinienem sięgać po CD-Action jeżeli chcę poczytać analizy w stylu Extra Credits. Ale moje określenie nie mało na celu wartościowanie moralne jednego targetu ponad drugi. Bo przecież z biznesowego punktu widzenia to podobno panie domu* są najbardziej dochodowym targetem, więc po co walczyć o core'owych graczy? Moim zdaniem, CD-Action powinno być bardziej w stylu w co warto zagrać, a nie w co ludzie grają. Bo powiedzmy sobie szczerze. Gracze Call of Duty i Battlefielda są takimi typami konsumentów, którzy i tak kolejne części swoich gier kupią, nie ważne jaką ocenę wlepicie tym tytułom, a i tak obrażą się na was, że nie daliście grze 11/10. Czy warto walczyć o gracza bezrefleksyjnego, który może w ilości jest wielki, ale lojalności nie ma za grosz? Nie lepiej walczyć o tego bardziej zaangażowanego, który będzie Wam dawał na PGA planszę z podpisami fanów? Co ciekawe ten sam apel mógłbym skierować do wielu współczesnych wydawców gier. No cóż. Pewnie, że nie bo pieniążki... i z pełna stratą zapału muszę to przyznać że taka jest kolej rzeczy. Co mnie niestety smuci. *Dowcip, nie stan faktyczny targetu CDA.
  4. Mógłbym tak, zrobić i jak mówiłem, zrobię to. To czemu w ogóle pisze na tym forum i się żalę? Kupowałem CDA przez 6 i pół roku. Zawsze byliście dla mnie rewelacyjnym źródłem rozrywki i opinii o gracz. Myślicie, że nie zależałoby mi na tym byście wrócili do dawnej chwały? Zależy mi nadal byście nadal byli jakościowo najlepsi. Ale właśnie był taki cytat w CDA "krytyka jest potrzebna, bo tylko dzięki niej można być lepszym". To nie jest zwykły foch. Piszę ostro i bezpośrednio, bo nie mogę patrzeć jak frajda z czytania CDA spada niczym wartość akcji Electronic Arts, a teksty wywołują więcej frustracji niż przyjemności.
  5. Od jakiegoś roku. Nie będę się rozpisywał argumentów, bo znowu z Berlinem wojenkę rozpocznę. - Niekonsekwencja w recenzjach. Braki konstruktywniej krytyki. Brak zagłębienia się w rzeczywiste wady i zalety tytułów. Ignorowanie oczywistych wad najgłośniejszych tytułów. Schlebianie i krytykowanie tytułów z błahych/nieznaczących powodów. Bezkrytyczne zapowiedzi. - +3 do oceny dla każdego tytułu AAA (patrz najnowszy NFS: MW). Błędy merytoryczne. Nieoznaczone spoilery wizualne i tekstowe w recenzjach. Recenzje DLC. - Wprowadzający w błąd kącik sprzetowy. (Kupiłem polecanego w piśmie pada z oceną 9/10. Pad okazał się mieć wady konstrukcyjne. Nie buble czy wady pojedynczego produktu - konstrukcja cyngli praktycznie uniemożliwiała jednoczesne uruchomienie dwóch triggerów na raz) - Zmiany na gorsze: brak klimatycznego wstępniaka, brak gamewalkera, branie za target pisma graczy najbardziej casualowego/nieambitnego sortu. Tak na szybko. Możesz zajrzeć do moich starych postów, gdzie zaadresowałem zdaje się większość moich wątów (z argumentami) jak jesteś ciekawy.
  6. Raz, to nawiązanie to napisu wielką czcionką przy felietonie. Zobacz i zrozum ironię. Dwa, mniej znaczące, właściwie tylko dla tego artykułu + Batmana kupiłem numer. Poprzedni miał być moim ostatnim. Liczyłem na ciekawe spostrzeżenia. Zawiodłem się.
  7. Oddajcie moje 16 złotych! Kupiłem jeszcze ten jeden numer, by zobaczyć jeszcze jedną opinię redakcji o Bioshocku. Myślałem, że będzie jakimś naprawdę ciekawym, interesującym spojrzeniem na sprawę. Dostałem opinię, którą mogę sobie bez trudu przeczytać na pierwszym lepszym forum. Zamiast krytycznego podejścia do sprawy dostałem niekonstruktywne marudzenie. Przeszedłem BI. Wiem dokładnie co z grą nie tak (mniej więcej wszystkie moje zarzuty zgadzają się z tym co pokazano w tym filmiiku: ) i zamiast gadać że gra jest słaba, głupia czy nieprzyjemna w odbiorze, to może warto by poprzeć swoje narzekania solidnymi argumentami poza skyline'ami (patrz filmik) ? Nie ma tego.Bioshock nowy nie jest ósmym cudem świata. Fabuła jest bardzo dobra (jeżeli ktoś uważa, że jest jakaś strasznie skomplikowana, to najwyraźniej nie przyłożył się do analizy), a gameplay kuleje i sądzę, że recenzenci ci, co dawali 9-10 doskonale o tym wiedzą. To czemu na Metacritic mamy same 95% dla BI? Bo takiemu Call of Duty daliście* 8+/10. Takiemu Battlefieldowi 3 9/10. Takiemu TRowi nowemu 8+. Takim Gearsom nowym 8+/10 itp. Bioshock Infinite nie jest rewelacyjny, ale jest tez dużo lepszy od większości tytułów teraz wychodzących. To co taki biedny recenzent ma dać, skoro ma być czysty ze swoim sumieniem i być konsekwentnym. Na tym forum kilkakrotnie pisałem o tym jak inflacja ocen growych doprowadzi do sytuacji, gdzie lepsze tytuły będą pokrzywdzone i niemożliwe do ocenienia według własnej miary. To właśnie się to teraz dzieje. Dysonans poznawczy. "Gra jest lepsza od większości rzeczy co teraz wychodzi, ale nie mogę dać 9 lub 10, bo gra ma wady. Co mam zrobić?". Sami jesteście winni* tej sytuacji. Ja mogę dać na spokojnie 8+ nowemu Bioshockowi, bo wiem, że dla mnie cała skala ocen istnieje i każdą jakość mogę opisać. Świetny, rewelacyjny wręcz w wielu kwestiach, ale posiadający znaczące wady oddalające tytuł od bycia ponadczasowym. Też opinia Ala, daje wrażenie, że podobnie jak wiele osób daje się ponieść numerkom, nie czytając argumentacji recenzji. Taki Kotaku na przykład starał się przeanalizować sytuację i doszedł do podobnych wniosków. Kotaku nie daje oceny numerycznej. Zamiast logicznej analizy i opinii popartej solidnymi argumentami, dostałem wywód nie lepszy od wytwórni hejterskiej. Gracze, którzy przeszli Bioshocka Infinite dzielą się na trzy grupy. Bezkrytycznych fanboyów, krytycznych graczy i nienawistników bez przyczyny. Gdzie CDA się w tych grupach umieszcza? Ehhhh... I jak tu Was zrozumieć... *Daliscie w sensie "ogól branży" dał. EDIT: Aha, I marudzenie i czepianie się marketingowych sztuczek, dając się jednocześnie nabierać się na te same sztuczki przy innych tytułach. Konsekwencja wyskoczyła przez okno.
  8. Hmmm... Taki opis sytuacji ma i ręce i nogi i właściwie mógłbym się z całym powyższym postem zgodzić. Jedynie w ostatnich zdaniach mam diametralnie inną opinię. Według mnie właśnie taka recenzja, która z balansem, ale zrozumieniem traktuję fabułę i nie kwituje jej tylko jako "niezrozumiałą", była by bardziej na miejscu. Oczywiście wszystkie "wybaczone" wady byłyby (ba! powinny być!) tak czy inaczej wspomniane. Bo w moim odczuciu recenzja Huta bardziej odchodziła od oceny gry na rzecz terytorium "nie podobała mi się fabuła i już, <tupot nózki>", ale no cóż... opinions...
  9. ad.1. Jak bardzo jest masowy Bioshock, a jak bardzo stereotypowy CoD? I czemu jak coś jest tworzone za duże pieniądze, to od razu musi być przytonowane dla masywniejszej widowni? Ja rozumiem , duży budżet, musi się zwrócić, ale do świętej makreli, pierwszy Bioshock potrafił, SpecOps potrafił, to czemu Irrational miało by z automatu znowu celować w najniższy wspólny mianownik? CoDowcy maja swojego CoDa, niech się cieszą, ale to nie oznacza, że jest tak gdzieś dalej duża (może nie tak jak masowych gier, ale zawsze) rzesza ludzi chcących czegoś więcej. Skoro B1 się sprzedało świetnie i pojawiają się kolejne części, to oznacza, że nisza jest ogromna. EDIT: Zobacz jak EA rozwaliło swoje marki. Zamiast ME zostawić RPG, a DS horrorem, woleli zrobić z obu masowe strzelanki i na tym się ostro pojechali, bo celowali w zatłoczoną nisze zamiast w dwie inne, niezaspokojone. Po co Irrational ma też celować w kallofbattlefidowców? Nie mogą wymagać od gracza krztyny pomyślunku? ad.2. Nie przesadzasz w drugą stronę? Ja rozumiem, lodówka i mikrofala. Ale, Bioshock i Gearsy to nie Forza i Uncharted. Możesz powiedzieć, że to dwa różne rodzaje strzelanek. Jedna masowa, jedna ambitniejsza niby, ale czy czasem wcześniej nie powiedziałeś, że Bioshock jest dla masowego odbiorcy? Konsekwencja anyone? Ale rozumiem, nie będę starał się Cię przekonać na siłę do mojego zdania, bo to nie ma sensu. W tej kwestii będziemy mieli inne opinie - rozumiem na jakiej zasadzie opierasz swoją. I get it. Oczekiwania? Staram się je stłumić i ocenić na trzeźwo, bez hajpu i bez hejterstwa jak najbliżej balansu jak się da. Nie narzekam. ad.3. Źle mnie oceniłeś. W przeciwieństwie do np. zapowiedzi w pismach, ja zawsze podchodzę sceptycznie nowego tytułu. I co ma moją prośba o bardziej ambitne gry (i odpowiednie ich traktowanie) wspólnego z marketingowym nakręcaniem? Tutaj gubię sens. Pozdrawiam i liczę na miłą konwersację Przyznaję, byłem troszkę nakręcony w pierwszej chwili, ale postarałem się stonować poprzedni megapost najlepiej jak mogłem. BTW. Pudło. Limbo - 5/10. Ulubione gry indie: Aquaria, Cave Story, To the Moon, Bastion, Iji. To na przyszłość, by ktoś znowu nie powiedział, że nakręcam się na byle pierdółkę. Jeżeli uważasz, że "jesteś tym co jesz" i jesteś zainteresowany, to zobacz co i jak jem: http://astats.astats...rofileID=172308 Jak masz jakaś podobną swoją listę to się podziel.
  10. Klamka zapadła. Już dłuższy czas myślałem, nad zakończeniem zbierania pisma po 6 latach. Notka od wydawnictwa z podpisami redakcji była miłym bonusem, ale recenzja Bioshocka Infinite Huta po prostu przelała czarę goryczy. Czytając tą recenzję modliłem się by tym razem obyło się bez spoilerów, które oczywiście musiały się znaleźć. Im dalej w tekst tym bardziej w głowie pojawiały się myśli wyrzucenia pisma przez okno. Argumenty jakie Hut rzucił w recenzji przeciwko BI są delikatnie mówiąc nie do przyjęcia. Hut, jest znany z tego, ze uwielbia gry łatwe, nieskomplikowane, to w takim wypadku kto oddelegował go do recenzji? Jego narzekanie na niezrozumiałą, zamotaną fabułę gry uważam za co najmniej nie na miejscu - to, że recenzent nawet nie postarał się zrozumieć historii, ba prawie otwarcie mówi, że nic z niej nie rozumie, są jak narzekania na to, że sztuka jest sztuką. To, że gra pozwala na wiele interpretacji. To, że wymaga pomyślunku (Hutowi go zabrakło), chwili zastanowienia i poważnej dyskusji jest rzeczą DOBRĄ. Pozwala rozwinąć się grom jako pełnoprawnemu medium do przekazywania idei i historii. Powtarzam. Czemu osoba, która wymaga od gier prostej, wyjaśnionej jak krowie na rowie fabuły została dopuszczona do recenzji? Czemu Hut nie mógł zrecenzować jakiś gierek na Kinecta czy innych zręcznościówek (w czym akurat się sprawdza)? Jest porządnym człowiekiem, nie mógł się do gry przyłożyć i spojrzeć na historię nieco dłużej niż trwa jedna misja w Call of Duty? Naprawdę, kupując czasopismo, liczę, że do swojej pracy przykładacie się i staracie się ugryźć temat najgłębiej jak się da. Hut wyrzucił jabłko, które nawet nie ugryzł narzekając, ze jest kwaśne. Ja rozumiem, że od gier wymagamy często bezmózgiej rozgrywki, ale od tego mamy wiele innych (ich jest mnóstwo) tytułów. Jeżeli gra zamierza pójść głębiej w jakiś temat lub ideę, to chciałbym by taka gra została potraktowana poważnie. Z takim stosunkiem do ambitniejszych tytułów branża się nie rozwinie. Czemu w recenzji widzę narzekania na liniową fabułę, gdzie w innych tytułach z regularnym strzelaniem, szacowny recenzent nawet o tym nie wspomina (nowy Gears of War)? Moim zdaniem użycie słowa "przeintelektualizowana fabuła" była tylko wymówką i leniwym zabiegiem casualowego gracza. Nie chcę wychodzić tutaj z tekstami "It's too deep for you", ale naprawdę po takich docenionych przez Was tytułach jak Spec Ops: The Line, w końcu do głosu w piśmie dojdzie chęć innowacji, rozwoju i ogólnie wymagania od gier więcej niż pustej rozgrywki. Tą recenzją ostatecznie pogrążyliście moje nadzieje i nie pozostawiliście wyboru. Po co mam czytać czasopismo, które zadowala się pierwszymi lepszymi wybuchami w pierwszej lepszej strzelaninie... Może kiedyś się jeszcze nabazgrze jakiś tekst pożegnalny, ale już teraz chcę się powiedzieć "dziękuję za miłe 6 lat CDA". Szkoda tylko, że pożegnanie to jest strasznie gorzkie i pozostawiające niesmak. Kiedyś CD-Action było czasopismem od graczy dla graczy... Teraz? Już sam nie wiem...
  11. Kto przeszedł Spec Ops: The Line, lub zamierza sięgnąć po grę, to polecam dwuczęściowy odcinek Extra Credits o grze. Wyjaśnia wiele, daje sporo do myślenia, a część 2 (ze spoilerami. Uwaga!) pozwala spojrzeć na fabułę z zupełnie nowej perspektywy. SO:TL to moje GOTY 2012 ex equo z Borderlands 2. Takiej fabuły nie ma nigdzie indziej.
  12. Jakoż CDA chyba nie zrobiło dostatecznie dobrego riserczu co do najlepszych darmowych gier niezależnych, to radzę wszystkim zainteresowanym pobrać Cave Story, Iji oraz Knytt i dołączyć do zestawu. Co tu dużo mówić, po tym dopalaczu, można powiedzieć, że kolekcja jest sensowna. I radziłbym też zacząć właśnie od tych tytułów.
  13. W newsie jest napisane, że WarZ dostało się na Steam przez Greenlight. W rzeczywistości w takie zajście nie miało miejsca. Autor newsa sugeruje, że przez i. im. Greenlight, Steam powinien zawczasu zapobiec dramie. Przepraszam, jeżeli wcześniejszy post był niejasny.
  14. Ok. Pomyślmy.... Dzisiaj nie o reckach, ani o rankingu (Plus z SpecOpsa, ale on jeden nie wywróci brzydkiego posmaku jaki zostawiły po sobie numery 12, 4 i 1. ) Z tego co wiem i się orientuję, w newsie o WarZ pojawił się błąd, który do tego świeci się neonem, bo autor newsa postanowił skomentować sprawę w notce.. Mianowicie: WarZ nie było na GreenLight i nie było poddane głosowaniu. Hammerpoint już wcześniej wydał inną grę na Steamie, więc ich kolejna gra nie musiała prosić o zielone światło. W newsie napisano coś zupełnie odmiennego, a autor postanowił "przykuć" Steamowi między innymi z tego powodu. Feil?
×
×
  • Create New...