Jump to content

c0r

Forumowicze
  • Content Count

    3,476
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

c0r last won the day on June 27 2012

c0r had the most liked content!

Community Reputation

229 Znakomita

About c0r

  • Rank
    Ent
  • Birthday 07/06/2001

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    Array

Recent Profile Visitors

18,871 profile views
  1. c0r

    Fantasy Premier League

    Jestem już w innej lidze ale jak chcesz to wyślij.
  2. c0r

    Fantasy Premier League

    Serio sprowadzenie Vorma do Tottenhamu tak dziwi? Mają Llorisa jako pierwszego bramkarza, Friedel ma 43 lata i do śmierci mu bliżej niż dalej zapewne, a drugi bramkarz jest potrzebny. Mój skład wygląda tak: Joe Hart, Jussi Jaskalainen - Lloris pierwszy bramkarz, a doświadczony Fin na ławie John Terry, Ron Vlaar, Rio Ferdinand, Fabricio Collocini, Cristian Gamboa - Terry i Rio pewnie skłóceni ale co tam. Na ławce w pierwszej kolejce zasiądzie Gamboa - gość ma za sobą dobry mundial, ale nie zagra w pierwszym spotkaniu. Zastanawiałem się nad Senderosem, ale na mundialu zagrał tylko z Francją, i zawalił przy 3 golach. Wasyla odstawiłem bo nie jestem pewien czy będzie w pierwszej jedenastce. Santi Cazorla, Tom Ince, Steven Gerrard, Mile Jedinak, Oscar - ten ostatni to mocny punkt Crystal Palace i ulubieniec kibiców, Cazorla to pierwszy skład Arsenalu, dobrze zagrał o Tarczę Wspólnoty i był jednym z najbardziej starających się Hiszpanów w Brazylii; Gerrard ostatnio ma serię wpadek, ale nie wyobrażam sobie, żeby nie był w pierwszym składzie. Oscar na ławie. Emmanuel Riviere, Peter Crouch, Connor Wickham - Crouch na razie na ławie, ale myślę że trochę postrzela. Czyli: Joe Hart - John Terry, Ron Vlaar, Fabricio Coloccini, Rio Ferdinand - Tom Ince, Mile Jedinak, Steven Gerrard, Santi Cazorla - Emmanuel Riviere, Jozy Altidore.
  3. nie ma to jak odpalić blogi a tam vlogi (*]
  4. c0r

    Dead Space 2 hard core

    Dla relaksu ;>
  5. c0r

    Dead Space 2 hard core

    Choć w sumie musiałbyś jeszcze na normalu przejść żeby przypomnieć sobie trudne momenty.
  6. c0r

    Dead Space 2 hard core

    Tryb "hard core" w grze Dead Space 2 był na pewno ciekawym wyzwaniem. Dead Space poznałem dopiero w sierpniu ubiegłego roku i zakochałem się w tej grze od pierwszego wejrzenia. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jakie wrażenie zrobiłaby na mnie, gdybym zagrał w dniu premiery; pięć lat po wydaniu nawet grafika (specyficzna - w sumie nie wiem nawet co wpływa na to, że tak nie chce się starzeć) daje radę, podobnie jak same mechanizmy rozgrywki. Krótko po przejściu jedynki zabrałem się za część drugą, która na początku nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia. Gra poszła w kierunku akcji z elementami horroru. Klimat cały czas dawał radę - był ciężki i na dłuższą metę pobyt w Sprawl mocno odbijał się na psychice gracza. Mimo wszystko to już nie było to samo. Z tego powodu pierwsze przejście na normalu męczyłem 5 miesięcy. Nie ma sensu rozpisywać się za bardzo o grze, bo nie umiem pisać. Skupię się raczej na tym, co sprawiło, że Dead Space 2 stał się jedną z moich ulubionych gier wszechczasów - poziomie trudności hard core. Na początek trochę teorii. W grze mamy cztery podstawowe poziomy trudności: casual (chromy gibon dyma nekromorfy na wszystkie strony) normal (Janusz spod dziewiątki odpala konsolę po niedzielnym obiedzie i gra) survivalist (nikt nie grał na tym poziomie, bo po co) zealot (nekromorfy skaczą jak s%#^%@^, raszują jak p^#%!^ i ogólnie nie jest fajnie) Osobiście moje pierwsze przejście było na normalu; drugie w ramach New Game+ na zealocie no i oczywiście wisienka na torcie, czyli hard core. Tryb hard core zostaje odblokowany po jednokrotnym przejściu gry na jakimkolwiek poziomie trudności. Charakteryzuje się on następującymi utrudnieniami: trzy manualne save'y na całą grę, brak checkpointów siła i wytrzymałość potworów jak na zealot dropy amunicji i innych przedmiotów również wzięte z zealota (o ile na normalu jeden potwór wypuszczał zazwyczaj 9 naboi do plasma cuttera, tak tutaj wypadają w liczbie 3) brak możliwości rozpoczęcia tego trybu jako New Game+ - zaczynamy goli i wesoli Być może nie brzmi to tragicznie, ale wierzcie mi, w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Żeby zobaczyć jak to jest polecam samemu spróbować. Po zaliczeniu gry na normalu jakiś demon (oczywiście podbicie completion rate na psnprofiles) podkusił mnie do zrobienia NG+ na zealocie, co poszło mi zaskakująco sprawnie, gdyż grę ukończyłem w trzy dni bawiąc się przy tym przednio. Czytając różne opinie w internecie na temat hard core'a podchodziłem do tego trybu dosyć ostrożnie, ale jak już wsiąkłem, to dosłownie nie mogłem się oderwać. Zaczynamy tryb hard core. Oczywiście wszystkich cutscenek nie da się pominąć - pierwsza oznaka straszności tego trybu. Pierwsza próba kompletnie nie wypaliła, gdyż już w początkowej sekwencji ucieczki przed nekromorfami skręciłem w zły korytarz i zaliczyłem insta-killa z rąk slashera w szpitalnym ubranku. Niezbyt się zraziłem, bo był to dopiero początek gry. No to zaczynamy od nowa i ponownie oglądamy tę długaśną cutscenkę. Grałem jak szalony, jakbym grał w DS2 całe życie. Byłem w amoku. Niestety moja dobra seria nie trwała długo. W jednej z początkowych lokacji, gdzie walczymy z kilkoma slasherami, leaperami zapomniałem o exploderach, które nagle zespawnowały się za moimi plecami. Spanikowałem, ponieważ pojawiły się nagle, w dodatku po obu stronach sali. Na jednym użyłem stazy, dzięki czemu chwilowo go spowolniłem, szybko obróciłem się, chcąc zabić drugiego... ale... łajza szybka była. Zdecydowanie za szybka, bym mógł bezpiecznie go zdjąć. Ostatnim strzałem rozpaczy strzeliłem w żółte coś, co miał zamiast ręki. Isaac w kawałkach. Po lekkiej załamce uświadomiłem sobie, że takie było moje przeznaczenie. Musiałem skończyć to, co zacząłem. Kolejna próba, kolejne oglądanie nudnych cutscenek. Na szczęście wpadłem na genialny pomysł - podczas trwania tych wszystkich pogawędek za każdym razem robiłem po 50 pompek i 30 brzuszków - dzięki temu zabiegowi zawsze wracałem do gry w odpowiedniej formie! Znowu szło mi dobrze. Bez problemu (no, problemem były tylko lekkie objawy Parkinsona, które szczególnie można było zaobserwować na moich dłoniach... bynajmniej nie od ćwiczeń) doszedłem do sekwencji, w której za zadanie mamy dolecieć na drugi koniec pociągu, podczas skryptowanej akcji omijania przeszkód podczas lotu. Wiecie już jak się to skończyło, nie? Odbiegając lekko od "sprawozdania" - w Dead Space 2 najgorsze zawsze były te skryptowane momenty. O ile walka z nekromorfami zawsze przebiegała "w miarę" sprawnie, i dało się ich pokonać przy odrobinie szczęścia, nawet bez szwanku, tak podczas tych momentów zginąć można było błyskawicznie. Większość tego typu akcji oparta jest na dosyć chamskiej zagrywce, typu "zgiń raz, by za drugim nie popełnić tego samego błędu". O ile podczas przejść na niższych poziomach trudności nie odczuwało się tego stresu, tak tutaj najmniejszy błąd był fatalny w skutkach. Z tego powodu zawsze oglądałem wcześniej filmy na youtube, dzięki którym wiedziałem jaką ścieżką się poruszać. PIERWSZY SUKCES: SAVE NR #1 W 4 CHAPTERZE! Tak, udało się. W większości poradników zalecane miejsca save'ów to rozdział 5 (przed spotkaniem z Dainą), rozdział 9 (przed wejściem na Ishimurę) oraz rozdział 13 (przed pierwszą walką), lecz musiałem się ugiąć, bo: a) byłem wykończony nerwowo, b) zmuszony byłem odejść w tamtym momencie od konsoli. Uważam, że dobrze zrobiłem, bo po piętnastu minutach dalszej gry następnego dnia zaliczyłem zgon przy "decompression window" - strzeliłem w to okno kiedy byłem nieco zbyt blisko, przez co nie miałem żadnych szans, by trafić w czerwony znak zamykający otwór. Wynikiem tego wypadku było to, że połowa Isaaca wyleciała w prawdziwe "Dead Space", z kolei jego druga połówka, zdecydowanie mniej ruchliwa, została wewnątrz. Na szczęście kolejna próba była o wiele bardziej udana, gdyż zginąłem dopiero w siódmym rozdziale, podczas jazdy windą, która zostaje zaatakowana przez tripody. Cholernie trudny fragment. Polecam zdecydowanie broń detonator, gdyż jeden celny strzał i tripod zostaje strącony. Za pierwszym razem popełniłem ten błąd, że grałem dosyć konserwatywnie - plasma cutter, pulse rifle oraz ripper. Z tym zestawem broni nie mogłem poprawnie zaliczyć tej sekwencji, gdyż do żadnej nie miałem wystarczającej ilości amunicji - w dodatku moja celność wtedy szwankowała. Szybko zginąłem... med packów było jak na lekarstwo (dziwnie to brzmi) i po prostu nie było szans. Właśnie, co do broni - w trybie hard core należy używać TYLKO line guna, detonatora, rippera oraz contact beama. Naprawdę. Żadna z innych giwer, nawet niezastąpiony w jedynce plasma cutter, nie daje przewagi nad przeciwnikami. Line gun jest dobry na starcia ze zwykłymi przeciwnikami, w dodatku dzięki ulepszonemu alt fire jednym wybuchem zabija brute'a! Detonator jest genialny na spotkania pierwszego stopnia ze Stalkerami. Warto także zabezpieczać pozostałe pola walki przed pojawieniem się stworów. Ripper jest dobry na małe dzieci atakujące nas hordami. W dodatku ma przyzwoity alt fire, dzięki któremu ostrze zostaje wypuszczone na odległość. Z braku laku warto go używać, by z daleka eliminować explodery oraz crawlery. Z kolei contact beama nie radzę używać podczas normalnej gry (to potężna, ale zbyt ryzykowna broń; długo się ładuje, oraz przeładowuje) - od czasu do czasu ją ulepszamy, i walka z ostatnim bossem staje się banałem. SUKCES DRUGI: SAVE #2 W 7 ROZDZIALE T Przyznaję, tu również trochę się pospieszyłem. Konsekwencją takiej decyzji był fakt, że zostałem z jednym sejwem na pozostałe 8, bardzo trudnych, rozdziałów. Na save zdecydowałem się tuż przed sekwencją z panelami słonecznymi - w otwartej przestrzeni łatwo zginąć, a tuż po tym mamy kolejną wkurzającą akcję, w której lecąc musimy omijać przeszkody. O dziwo rozdziały 7 - 11 nie sprawiły mi zbyt wielkiego kłopotu. Jedynie w dziewiątym strzeliłem w explodera stojącego obok "decompression window", przez co Isaac ponownie został wyssany. Pobyt na Ishimurze był dosyć wymagający, lecz dzięki odpowiedniej taktyce zaliczyłem go bez większych przeszkód. Rozdziały 10 oraz 11 to długie etapy, a ja przeciągałem je jeszcze bardziej - jak najbardziej odwlekałem wizyty w kolejnych pomieszczeniach. Każdy kto grał w tę grę pamięta znany z jedynki "decontamination room", czyli pokój odkażania. Tu również się pojawia i ponownie jest wymagający. Z początku atakują nas małe dzieci ("The Pack"), a po nich na salę wkraczają czarne wersje pukerów oraz slasherów. Dodam, że na tym etapie gry czarny slasher jest w stanie zabić nas jednym uderzeniem (!). Z kolei w tak małym pokoju celny strzał pukera potrafi nas nieźle spowolnić. Odkryłem jednak "glitch", dzięki któremu pobyt w decontamination room był totalnie bezbolesny. Zabiłem wszystkie dzieciaki, które pojawiły się na początku. Zostawiłem jednego, który cały czas mnie gonił. I tak biegałem... i biegałem... aż procedura odkażania się skończyła. Z radością dobiłem ostatniego potworka i chciałem opuścić pomieszczenie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy następne potwory się pojawiły. Szybko uciekłem z miejsca zdarzenia i z zewnątrz spojrzałem na pole walki. Czarny slasher wskoczył ponownie do szybu wentylacyjnego! W Dead Space 2 został zawarty prosty model losowości. W niektórych lokacjach potwory: pojawiają się w losowej konfiguracji gatunków potrafią przemieścić się z lokacji, z której uciekliśmy, do tej, w której się znajdujemy randomowo pojawiają się w lokacjach, które już wyczyściliśmy - gdy np. chcemy cofnąć się, by skorzystać ze sklepiku Bardzo fajny zabieg i nieco eliminuje poczucie totalnej liniowości. "SUKCES" TRZECI: SAVE #3 W 11 ROZDZIALE Tym razem już sukces w cudzysłowiu, bo doszedłem zbyt szybko i wypuściłem to, co było do wypuszczenia, czyli ostatni save. Ponownie nie wytrzymałem nerwowo. Cholerne zrządzenie losu, że nie poczekałem jeszcze trochę... Po ostatnim sejwie grałem dalej. Wiedziałem, że muszę to dokończyć z marszu, bez żadnych przerw, bo: "pewnie i tak zginę" oraz "fukc, już druga w nocy". Szło mi świetnie! Większość ekwipunku była wymaksowana. Jazda na wielkim wiertle w dwunastym rozdziale oraz cały, pełny walk, rozdział trzynasty, przeszedłem grając na totalnym luzie. Dodam, że większość walk w trzynastym rozdziale można pominąć, po prostu biegnąc i odpowiednio stazując przeciwników - byle do wyjścia. Oczywiście cały rozdział czternasty oparty jest na podobnym zamyśle, jednak tam jest trudniej. Każdy, kto grał, wie dlaczego. Otóż, powraca znany z jedynki regenerator (tu zwany Ubermorphem... albo na odwrót?). Nie da się go zabić (tylko odciąć mu wszystkie kończyny i użyć na nim stazy), a bierze nas na jedno uderzenie. Najbardziej stresujący fragment w całej grze. Niczym Nemesis z Resident Evil podąża za nami, a my nie możemy mu praktycznie nic zrobić. Oczywiście pozostałe nekromorfy również nas atakują, co nie ułatwia sprawy. No i wreszcie... rozdział piętnasty. Ostatni bieg do markera, do finałowego bossa. Od razu zwracam uwagę: NIE MOŻNA TU BIEC NA PAŁĘ I OMIJAĆ WSZYSTKICH PRZECIWNIKÓW. Pomimo tego, że ten fragment na tym właśnie miał polegać. Zapełniłem pół ekwipunku apteczkami, zestawami stazy... Ale to nic nie dało. Pod koniec biegu skończyły się med packi i leaper dokończył mój żywot. I wracając do słowa sukces w cudzysłowiu - gdybym nie zużył ostatniego sejwa w jedenastym rozdziale, mógłbym użyć go dokładnie przed owym biegiem. Bywa... Kolejna próba... i kolejny zgon (tym razem w trzynastym rozdziale, w jednym z pomieszczeń które można pominąć - nieuważnie biegałem). Kolejna próba... i udało się! Tym razem nie popełniłem błędu z przeszłości i poruszałem się nieco wolniej w tamtej sekwencji. Sporo nekromorfów zabiłem i dopiero pod koniec, gdy wiedziałem że starczy mi apteczek, zdecydowałem się na bieg. Jeszcze jedna sala z Ubermorphem (dodam, że prawie wtedy padłem - na szczęście w miarę szybko użyłem na idiocie stazy), kilka QTE "press x x x x to win" i jesteśmy w domu. Pisałem wcześniej, że contact beam jest przydatny w walce z ostatnim bossem - tak. Strategia na tą bitwę wygląda tak: 2 strzały w bossa 2 strzały w marker reload 2 strzały w bossa alt-fire, by odgonić dzieciaki 2 strzały w marker reload 2 strzały w bossa alt - fire 2 strzały w marker I to wszystko stojąc w jednym miejscu, całość zajmuje 30 sekund. Ot, cała filozofia. Niestety, jeśli myślicie, że po tym całym trudzie, znoju, ogólnej masakracji wreszcie zaliczyliśmy grę, to się mylicie. Została kolejna, skryptowana "zręcznościówka", w której musimy wymijać w locie skały, oraz zaliczyć parę QTE. Dla pewności obejrzałem ten fragment na youtube z dziesięć razy przed samodzielną próbą. Dzięki stwórcy, dałem radę. Na koniec kilka cennych rad: jak już mówiłem, używamy tylko: detonatora, line guna, contact beama oraz rippera save'y robimy w okolicach chapterów 5, 8, 12 (w sumie to zależy od własnych preferencji, jednak taka konfiguracja jest najbezpieczniejsza) znalezione dziadostwa sprzedajemy, kupujemy tylko Power Node'y (do ulepszania ekwipunku), kilka apteczek, stazy i amunicji przed fragmentami, które sprawiają nam trudność, warto zobaczyć na YouTubie, jaka jest na nie najlepsza strategia. Osobiście polecam użytkownika "MajorSlackVideos". Prawdziwy master Dead Space'a 2, ma całą grę w jednym palcu. Zdecydowanie platyna w Dead Space 2 była ciekawym wyzwaniem i fajnie było doznać nieco adrenaliny przed konsolą. Polecam wszystkim o mocnych nerwach. PS Tradycyjnie: przepraszam za wszystkie błędy językowe, interpunkcyjne i ortograficzne. Polonista ze mnie marny.
  7. c0r

    Tysiąc luster

    refleksów tańczących na wietrze
  8. c0r

    nagrałem lecpleja

    nie mówcie ze wam sie nie podoba moj komentarz : D:D: :D : D
  9. Youtube Video -> Oryginalne wideo
  10. Jestem tuż przed tą przysięgą u Stalowobrodego. Czy jeśli teraz popłynę z nim na Wybrzeże Ostrzy, to będę mógł wrócić jeszcze na Tacariguę?
  11. Jeśli chodzi o grafikę w grach, to lubię grafikę w grach. Nie lubię jak jest ładna, tylko hartystyczna.
  12. Lubię humor w gierkach Na przykład w grze Risen 2 się dwóch kolesi kłóci o wodę: - ja będę nosił wodę, kur..!!!! - nie, ja będę nosił wodę kur..!!!!!!!!! - zamknij japę, ja będę!! xD
  13. Dzisiaj listonosz Staszek przywiózł mi gierę no i powiem tak: jestem już na pierwszej wyspie i raczej na moim telewizorku nie pogram, bo te napisy są nie do odczytania. Chyba będę musiał znieść konsolę na parter. Oprócz tego gra zapowiada się fajnie, czuć klimat. Dubbing jest przyzwoity i czasem można się pośmiać, bo utrzymano humor. Walka to mashowanie kwadraciku, ale czego ja oczekiwałem, slashera? Z pewnością jeszcze sporo przy tej grze spędzę, o ile kwestie techniczne dadzą se siana, jak to mówią.
×
×
  • Create New...