Jump to content
  • entries
    161
  • comments
    921
  • views
    175,991

Knack

Sergi

555 views

 

knack-listing-thumb.png

 

Były szumne zapowiedzi i duże oczekiwania. Miał być system seller i gra dla każdego. Zaangażowano największe tuzy i na premierę PS4 powstał Knack. Miks platformówki 3D i beat 'em up.


Akcja "Knacka" ma miejsce w świecie zamieszkanym przez ludzi i gobliny. Na planecie żyła jeszcze jedna, bardzo zaawansowana cywilizacja, ale pozostały po niej tylko artefakty, "relikwie" używane teraz przez ludzi. Przy ich pomocy budują broń energetyczną, latające samochody, samoloty długie na kilometr i inne cuda, przy pomocy których tępią prymitywne gobliny i spychają je na pustkowia. Przez jakiś czas jest spokój, aż gobliny atakują posterunek ludzi czołgami i granatnikami.
Wtedy na scenę wchodzi doktor Vargas, wielki badacz relikwi i wynalazca. (Jego nazwisko pada chyba tylko raz w ciągu całej gry, potem każdy mówi do niego "Doktor", nawet jego narzeczona).
Doktorek "wynalazł" Knacka - skalowalnego golema zbudowanego z zawieszonych w powietrzu artefaktów. Knack z przyjaciółmi i Victor, konkurent Vargasa ze swoimi robotami, wyruszają naklepać gobliny, wykryć dostawcę broni i jego też naklepać.
Dość szybko okazuje się że Knack będzie musiał odwalić całą robotę, a po drodze wynikną jeszcze dwa wątki, obydwa ciekawsze i ważniejsze od całej hecy z goblinami.
Fabuła jest zaskakująco dobra i dojrzała. Ma jednak ten problem że nie licuje z resztą gry. Jest przedstawiana w krótkich cutscenkach, odgrywana przez postacie które wygląda jakby były zrobione z ciastoliny. Wyraźnie wyrasta ponad to, czym gra miała być. Trudno rozważać kto ma rację w konflikcie dwóch cywilizacji jeśli nastawialiśmy się na grę o latających klockach lego.

 

 

KNACK20160103185811.jpg

 

No to bijemy. Główną mechaniką gry jest biegnięcie naprzód przez liniowe poziomy i okładanie piąchami wszystkiego co da się zniszczyć. Lewą gałką chodzimy, prawą robimy uniki, krzyżyk to skok, kwadrat to cios. Kombo kółko plus z jeden z pozostałych symboli wyzwala jeden z superciosów, na które trzeba uzbierać najpierw energię.
Kamera porusza się po ustalonym z góry torze, nie mamy nad nią kontroli, co powoduje czasami sytuację, że musimy walczyć z wrogiem który jest poza ekranem.
Głównym gimmickiem gry jest fakt że Knack może rosnąć i maleć w zależności od ilości zebranych artefaktów. Najmniejszy Knack ma pół metra wzrostu, największy nawet kilkadziesiąt. Tylko że gracz nie ma żadnego wpływu na jego rozmiar. Jeśli Knack ma być mały, będzie mały choćbyśmy wyzbierali klocki co do okruszka. Jeśli ma być duży, będzie duży nawet z 1% zdrowia - po prostu będzie miał większe odległości pomiędzy elementami. Ma to oczywiście swoje uzasadnienie w mechanice gry, i trudno winić twórców, niemniej trochę szkoda że tak mało od nas zależy.
W niektórych poziomach możemy też dobierać inne elementy, jak lód, kryształy, drewno czy metal. Kryształowy Knack jest niewidzialny dla laserowych pułapek, drewniany jest wrażliwy na ogień, lodowy na światło słoneczne, a metalowy na magnesy. Poza kilkoma drobnymi odskoczniami w mechanice 99% gry polega na biegnięciu naprzód i rozwalaniu każdego kto stanie nam na drodze.

 

KNACK20160402135623.jpg

 

Klamotów do zbierania jest dużo więcej - w każdym etapie są ukryte komnaty zawierające kryształy i części gadżetów. Po zebraniu odpowiedniej ilości części lub świecidełek (są generowane losowo, a każda ma swój stopień rzadkości) możemy złożyć ulepszenie lub całego Knacka z innych materiałów. Gadżety dają wykrywacz sekretów, wysysanie energii z wrogów albo większą pojemność baterii na superciosy. "Materiałowych" Knacków jest sześć, z różnymi statystykami. Niestety żeby zagrać diamentowym, szafirowym albo wampirycznym Knackiem musimy zacząć grę na osobnym slocie, bez gadżetów. Mamy za to grę na smartfony, w której możemy - poprzez przechodzenie gry podobnej do Candy Crush - odblokować te znajdźki. Korzystając z tej aplikacji możemy złożyć większość ulepszeń w rozsądnym czasie. Ta apka to chyba najbardziej nextgenowy aspekt całej produkcji.
Innymi wersjami możemy się spróbować na arenie, w time attack albo po prostu na wyższym poziomie trudności. Poziomy są cztery - easy, normal, hard i zablokowany na początku very hard. Gra celuje w "każuali", a wg PEGI to gra dobra dla 7-latków, ale taki target grać można tylko na Easy. Każdy następny poziom trudności jest zwyczajnie za trudny żeby przy tym tytule się relaksować, a Very Hard bez diamentowego Knacka to już masochizm. Na każdym poziomie checkpointy są trochę za rzadko i trzeba powtarzać etapy gęsto najeżone przeciwnikami.
Walka z przeciwnikami daje satysfakcję, ale jest jednocześnie irytująca. Każdego przeciwnika można tu pokonać dwoma-trzema seriami ciosów, często nawet jednym. Niestety odnosi się to też do głównego bohatera, dlatego trzeba opanować do perfekcji uniki. Na dokładkę wrogowie mają duży zasięg i mogą zmieniać kolejność ciosów. Jeśli jakąś walkę musimy powtarzać n-ty raz bo ostatni unik wykonaliśmy o ćwierć sekundy za późno albo o piksel za blisko (detekcja trafień też jest wątpliwa) to cała radość z zabawy pryska. Nie do wiary że studio które ma na koncie ponad 50 gier tak pokpiło mechanikę walki. Na dokładkę wetknięto tutaj furę pomysłów z Shadow of the Colossus. Szczególnie ostatni boss jest zrobiony bez pomysłu.

 

KNACK20160403140254.jpg

 

Graficznej stronie gry trudno coś zarzucić, ale nie ma też nic nad czym można by się zachwywać. Etapy są zróżnicowane i kolorowe, tekstury mają przyzwoitą rozdzielczość a obiekty dużo trójkątów. Widać pewien dysonans pomiędzy Knackiem (i relikatmi ogólnie) a całą resztą - przeciwnikami, sojusznikami i środowiskiem. Wygląda to trochę tak, jakby poświęcono dużo zasobów na stworzenie bohatera, a całą resztę sklecono z tego co zostało. Silnik fizyczny w grze stoi na wysokim poziomie. Zarówno Knack, jak i dające się zniszczyć obiekty rozlatują się na kawałki w realistyczny sposób, a rzucane przez wrogów beczki toczą się rozlewając płonący olej. W etapach skradanych możemy nawet roztrącać klocki z których byliśmy wcześniej zbudowani. Niestety zebrane elementy nie dopasowują się do ciała Knacka, wlatują w niego i znikają, a nowe elementy po prostu się pojawiają.
"Knack" wygląda dobrze, ale nie porywa. Gdy postawić go obok Killzone SF albo Infamous SS wygląda bardziej jak gra z PS3. Jasne, ta gra nie ma być benchmarkiem mocy konsoli, ale jako tytuł startowy mogła by prezentować coś więcej.
Audio... audio jest obecne. Tyle można powiedzieć. Muzyka leci w tle, a ludzie mówią. Głos Knacka robi się niższy, gdy jego postać rośnie. Jeśli jest całkiem malutki nie odzywa się w ogóle. Za to gdy zbieramy klocki albo energię dźwięk wydostaje się z głośniczka w padzie.

 

KNACK20160403190212.jpg

 

Nie miałem dużych oczekiwań wobec "Knacka", więc nie jestem rozczarowany. Dałem za niego 26 złotych i na tyle bym go wycenił. To gra opierająca się na dobrej koncepcji z zupełnie przeciętnym wykonaniem. Jak na jakąś tam grę zrobioną przez kogoś tam jest OK. Ale jako tytuł startowy konsoli? Jako gra napisana przez Marka Cerny'ego? On sam określił grę jako mieszankę Crasha Bandicoota i Katamari Damacy. Porównanie jest całkiem zgrabne, ale w obecnej sytuacji to trochę za mało.



3 Comments


Recommended Comments

Ku..., no tego - kurcze. Poczytałbym, ale tak ohydnie wyglądają blogi na tej nowej skórce, że aż mi się odechciewa... 

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...