Jump to content
  • entries
    312
  • comments
    2,083
  • views
    220,523

Recenzja The Last of Us


Knockers

565 views

 Share

tumblr_inline_nxz6viGNWQ1rfteey_500.jpg

Kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, byłem skonsternowany. Jasne, uczestniczyłem w intensywnych wydarzeniach, o których prawdopodobnie nie zapomnę. Jednocześnie odczuwałem do siebie, znaczy się do Joela, niewymowną odrazę.

Fabuła The Last of Us posiada na tyle prosty schemat, że nie mam problemu z opowiedzeniem komuś, o czym jest ta gra. W tym miejscu mam dwie możliwości.

Po pierwsze, jest to gra o ocalałych z epidemii pasożyta zamieniającego ludzi w bezmyślne potwory na kształt zombie.

Po drugie, podstarzały przemytnik Joel ma doprowadzić nastoletnią Ellie do bazy tajemniczych Świetlików. Oboje, uczestnicząc w interaktywnym filmie drogi, powoli przywiązują się do siebie.

Gra o relacji

Rodzicielska troska kazała mi obserwować, jak towarzysząca mi Ellie wspina się po drabinie, chociaż niby mógłbym pędzić przed siebie nie zważając na sterowanego przez konsolę bota.

Postacie towarzyszące występują w grach odkąd pamiętam. Przeważnie irytują swoim znikomym instynktem samozachowawczym w misjach eskortowych, nieprzypadkowo uważanych za najbardziej upierdliwe

Często obdarzeni sztuczną inteligencją towarzysze stanowią atrapę drugiego gracza, który w każdej chwili może przejąć stery.

tumblr_inline_nxz71nUt5l1rfteey_500.jpg

W tych nielicznych scenach, kiedy główni bohaterowie byli od siebie oddzieleni, starałem się jak najszybciej ich ze sobą połączyć. Świat, jaki przemierzają, jest cholernie dołujący. Nie pozwalał mi na długie sesje. Często musiałem odłożyć pada, żeby nabrać trochę dystansu.

Jedyną formą ulgi były sporadyczne, ale jakże potrzebne, zaane wymiany zdań. Na przykład w pewnym momencie Ellie, ni stąd ni zowąd, zaczęła czytać książkę z żartami. Nawet jeśli prezentowany humor nie przeszedłby nawet w Familiadzie, uśmiechałem się od ucha do ucha.

Gra o przetrwaniu

Naczelną mechaniką w grze jest walka. Joel musi szanować każdy pocisk i ciułać napotkane śmieci, żeby potem polepszyć broń albo stworzyć jakiś partyzancki klamot czy apteczkę.

tumblr_inline_nxz6zdilZ31rfteey_500.jpg

Kamera, umieszczona blisko pleców bohatera, wzmaga intensywność starć. Świetne animacje, sterowność i pełne zakamarków lokacje pozwalają na utrzymanie filmowej płynności. Nie ma podziału na sekwencje skradane i otwartą wymianę ognia. Można swobodnie przechodzić pomiędzy dwoma podejściami.

Na samym początku darzyłem wroga respektem. Przed zarażonymi uciekałem. Bandytów starałem się nie zabijać, bo słysząc, jak rozmawiają, uznawałem, że w sumie nie są tacy źli i pewnie zyskaliby przy bliższym poznaniu.

Rosło doświadczenie, zdobywałem kolejne bronie i respekt przed wrogami powoli ustępował. Bandyci przestali być ludźmi, a zaczęli być zagrożeniem - nie tylko dla mnie, bo też dla mojej Ellie. Toteż prewencyjnie zabijałem wszystkich jak leci. Z kolei zarażeni, z wyjątkiem występującego w kilku miejscach berserkera, przestali mnie obchodzić. Raczej męczyli niż przerażali.

tumblr_inline_nxz74nboKg1rfteey_500.jpg

Nazywałem to nonszalancją, ale ci, którzy mieli szczęście uchronić się przed śmiercią z mojej ręki, powtarzali wieść i szaleńcu, który podróżuje z dziewczynką. Już wówczas odczuwałem moralny niepokój, a puenta, zamiast usprawiedliwić moją krwawą eskapadę, tylko dolała oliwy do ognia.

The Last of Us jest jednym z najbardziej dosadnych growych doświadczeń w moim życiu. Rozgrywa się na długo po napisach końcowych. Pokazuje nieśmiało, że gry nie muszą być rozrywką.

Recenzja pierwotnie ukazała się na tudominik.pl

 Share

2 Comments


Recommended Comments

Uwielbiam TLoU. Niby zwykły liniowy shooter, a przechodzę go właśnie trzeci raz i znów znajduję coś nowego, co umknęło mi wcześniej. Niby setne podejście do apokalipsy zombie, a jednak jest to coś ciekawszego niż wszystko do tej pory. Bo tak naprawdę ludzie zarażeni grzybopasożytem to tylko tło do przedstawienia relacji pomiędzy postaciami. Równie dobrze mogłyby to być zwykłe zombie, mutanty czy kosmici. Albo mogło nic nie być. Postacie i relacje pomiędzy nimi to jedna z najlepszych rzeczy jakie widziałem w grach. Wszyscy są... ludzcy. Mają swoje wady, problemy, nie są rycerzami w złotych zbrojach a po prostu zwykłymi ludźmi którzy starają się przeżyć. Do tego te wszystkie powiązania między nimi: zaufanie pomiędzy Joelem a Tess, powoli rosnąca sympatia do Ellie, biznesowe relacje z Billem, niechęć do wszystkich ludzi napotkanych na swojej drodze. Wszystko jest przedstawione tak naturalnie i normalnie, bez zbędnych ekspresji i nadętych dialogów. Można uwierzyć że tak mogłoby się wydarzyć. Do tego mnóstwo niedopowiedzeń, rzeczy przedstawionych pośrednio, albo pozostawione graczom do własnych przemyśleń. No bo czym zajmował się Joel przed apokalipsą? Jak poznał Tess? Co poróżniło go z bratem tak bardzo że rozdzielili się na całe lata? Jaką przysługę Bill wisiał Joelowi że poświęcał za niego życie? No i samo zakończenie które może nie spowodowało opadu kopary do ziemi, ale zostawiło mój umysł z kłębkiem myśli i refleksji nad słusznością tego co się stało...

O TLoU mógłbym pisać godzinami. Ważne jest to że na początku podchodziłem do tej gry jak pies do jeża, spodziewając się jedynie jakiegoś klona jadącego na popularności Uncharted, a dostałem grę która w ostatecznym rozrachunku jest jednym z moich ulubionych gier. Tytułem który śmiało stawiam obok Final Fantasy VII czy Silent Hill 2 na półeczce z grami które wspominam najlepiej.

Link to comment

Nawet nie zwróciłem uwagi, jak wiele motywów w tej grze było niedopowiedzianych. Ich ewentualne dopowiedzenie mogłoby rozmydlić główny wątek, zmniejszyć jego znaczenie. Świetny, ryzykowny zabieg!

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...