Jump to content
  • entries
    161
  • comments
    916
  • views
    177,956

Oblivion


Sergi

1,277 views

 Share

Kiedy pod koniec zeszłego roku przeglądałem listę filmów na 2013 rok, ten tytuł szczególnie zwrócił moją uwagę. SF, oparty na komiksie, do tego Cruise, Freeman i intrygujący tytuł. Rozczarowania pozostałymi produkcjami dodatkowo wzmocniły mój apetyt. Nawet słabe "TRON: Legacy" oraz "Rise of the planet of the apes" wymienione na plakacie* nie ostudziły mojego zapału i czekałem na ten seans z zapartym tchem. Czy faktycznie było warto?

(postaram się unikać spoilerów, ale trudno pisać o tym filmie bez dość dokładnego opisu)

Rok 2077. Ziemia została prawie doszczętnie zniszczona. Atak obcych zniszczył najpierw Księżyc, a inwazja na Ziemię nieomal zmiotła naszą cywilizację. Wygraliśmy, ale planeta jest teraz radioaktywną pustynią. Garstka ocalałych uciekła na jeden z księżyców Saturna, reszta oczekuje w Tet - gigantycznym statku na orbicie Ziemi. Na powierzchni pozostali tylko technicy nadzorujący wydobywanie ostatniej cennej rzeczy na plancie - wody. Jednym z takich techników jest Jack Harper (Tom Cruise), który wraz z partnerką Victorią nadzoruje pracę drone'ów chroniących platformy wydobywcze. Maszyny wymagają ochrony, bo obcy wciąż znajdują się na Ziemi. Scav (od Scavenger) atakują roboty i za wszelką cenę starają się nie pozwolić ludziom uciec.

A jednak Jack odlatywać nie chce. Śni o Ziemi sprzed wojny, choć urodził się po wojnie, a pamięć ze względów bezpieczeństwa wszystkim wyczyszczono. Czuje - a wraz z nim i my - że coś jest nie tak. Fabuła jest przy tym na tyle dobrze zbalansowana, że z jednej strony podejrzewamy, co się kroi, a z drugiej gdy karty zostają odkryte, doznajemy szoku. Nie ma też bzdurek i białych plam, które często doskwierają tego typu produkcjom. Przez cały film jest dosłownie jeden tego typu błąd**, a i jego można na dobrą sprawę jakoś wyjaśnić.

Do rozwikłania tajemnicy, oprócz snucia domysłów, sycimy zmysły oprawą filmu, a jest na co popatrzeć. Przede wszystkim scenerie - zamiast ruin metropolii, które dominują w tego typu obrazach, zdecydowano się na lodowe pustkowia, wielkie kaniony i równiny z ledwie widocznymi resztkami zabudowań. Reżyser filmu (a przy okazji twórca oryginału) wybiega wzrokiem dalej niż większość twórców SF i zdaje sobie sprawę, że ostatecznie nie zostanie po nas nic.

Jak science fiction, to i technologia. Kosinki nie wymyśla na nowo koła - komputery, broń energetyczna i pojazdy używane przez Harpera nie są szczytem marzeń futurologów, lecz raczej kanonem SF. Zadbano natomiast o ich realizm. Każde urządzenie, czy to w CGI, czy w formie modelu jest wykonane z dbałością o najdrobniejszy detal. Przyciski i napisy na obudowach nie są placeholderami, tylko tym, co naprawdę tam się znajdzie, gdy w końcu stworzymy takie urządzenia. Komputer do komunikacji z Tet sprawia wrażenie jakby wczoraj kupiono go w salonie Samsunga (i zainstalowano na nim najnowszą wersję Skype'a), a stery helikoptera wyglądają jak prosto ze sklepu ze sprzętem Saitek. Cały helikopter jest zresztą po części dziełem Cruise'a, który jest licencjonowanym pilotem. Wszystkie rekwizyty i makiety zasługują u każdego fana hard sf na duży plus, a drone'y to niemal pełnoprawne postacie.

Pod względem scenografii film przypomina dość mocno "Prometeusza", ale mniej mrocznego i bardziej zbliżonego do współczesnych realiów.

oblivion-1.jpg

Trochę gorzej ma się sprawa z dźwiękami, jakie to wszystko wydaje. Roboty wydają z siebie coś w rodzaju dubstepu, a reszta udźwiękowienia jest bez ikry, nic nie powala brzmieniem. Lepiej wypada za to soundtrack. Dostajemy bowiem zgrabne połączenie elektronicznego ambientu z muzyką symfoniczną. Soundtrack subtelnie podkreśla klimat i nie narzuca się widzowi. Pachnie to trochę Vangelisem z Blade Runnera, trochę Daft Punk z ich OST do TRON:Legacy czy Kavinskym. Jakież było moje zdziwienie, gdy w napisach ujrzałem M83, którego "Midnight City" katowane jest przy każdej okazji. Punkcik za to.

Taka wizja filmu jest jak najbardziej zachęcająca, i jeśli interesujesz się SF od wczoraj, to możesz śmiało dać filmowi pięć gwiazdek, dziesięć punktów i co tam jeszcze chcesz. A co z pozostałymi?

Złośliwi powiedzą, że to wszystko już było. Że to ekranizacja Stukostrachów, jednego z opowiadań Dicka albo miks Preya z Odyseją Kosmiczną. Na upartego można nawet rozebrać film scena po scenie i wskazać z jakiego tytułu co pochodzi. Czy to faktycznie taka poważna wada? Zależy jak na to spojrzeć - dla jednych może to być objaw braku wyobraźni autora, dla innych hołd złożony świetnym dziełom, a dla jeszcze innych sympatyczne smaczki.

A szerzej - czy cały film jest głęboki, czy - jak twierdzą niektórzy - to chamski skok na kasę i zrzynka z klasyków?

Nie ma tu wyraźnie zaznaczonego morału; Uniwersalnej prawdy, którą można by odnieść do naszego życia (hipisowskie teorie o dronach i kapitalizmie sobie daruję). Mimo to trudno oprzeć się wrażeniu, że film ma aspiracje być czymś więcej niż efektownym widziadłem skrojonym na miarę amerykańskiej widowni. Żaden z motywów nie jest wyraźnie przedstawiony jako clue filmu, ale cała wizja to dobre food for thought i podczas oglądania towarzyszyły mi rozważania nad takimi kwestiami jak przyszłość ludzkości czy aspekty postępu technologicznego. Specyficznego smaczku dodaje też powtarzany cytat z Horacego:

And how can man die better

Than facing fearful odds

For the ashes of his fathers

And the temples of his Gods

oblivion-2.jpg

Jaką więc ocenę ostatecznie bym wystawił?

Oblivion to godny przedstawiciel ginącego gatunku jakim jest ambitne SF. Śmiała wizja przyszłości, czerpiąca pełnymi garściami z klasyki, ale zachowująca przy tym swój własny klimat. Jest sycący wizualnie, z Cruisem, który mimo swojej 50-tki nie stracił uroku i Freemanem, który ociepla cały film. Jeśli spółka Smithów w 1000 lat po Ziemi (któremu też niedługo się przyjrzę) nie podoła, to "Oblivion" jest pewniakiem do tytułu filmu SF roku. I całkiem zasłużenie.

* - Zjawisko to drażni mnie do tego stopnia, że kiedyś prawdopodobnie poświęcę mu cały wpis, w którym wyleję nagromadzą żółć.

** - Czarna skrzynka zawiera słowa wypowiedziane przez Vicky już po odłączeniu kapsuły od "Odysei".

 Share

11 Comments


Recommended Comments

Kiedy szedłem na ten film do kina, to oprócz tytułu i tego, że gra tam Freeman, nie wiedziałem nic. I bardzo dobrze, bo dzięki temu temu Oblivion "skopał mi dupę". Autentycznie najlepszy film jaki widziałem w tym roku.

Link to comment

Cała masa ludzi, najwyraźniej. Poza tym, nie wiem jak inni, ale staram się oddzielić osobiste życie aktorów od ról, jakie grają. A po grafice wpisu można było dość łatwo dojść do tego, z czym mamy do czynienia.

Aha, a Oblivion nie był nigdy kultowy. Był po prostu bardzo popularny.

Link to comment

Przymierzałem się do tego filmu, ale teraz to już będzie trzeba go zobaczyć.

Jak Szakarad napisał, nie napalaj się na "1000 lat po ziemi". Film ma może i potencjał, ale jak dla mnie nie wykorzystany. Jak to ostatnio zacząłem mówić o niektórych rzeczach, jajec nie urywa.

Link to comment

A mnie z kolei film zawiódł na całej lini i jedyne co mi się w nim podobało to efekty specjalne. No, może jeszcze projekt świata.

Tyle tylko, iż poza tymi dwoma plusami był moim zdaniem nudny, przegadany i dodatkowo bardzo źle zagrany.

Jeśli spółka Smithów w 1000 lat po Ziemi (któremu też niedługo się przyjrzę) nie podoła, to "Oblivion" jest pewniakiem do tytułu filmu SF roku. I całkiem zasłużenie.

1000 lat po ziemi - nie ma nic prócz duetu Smithów, tak poza tym to zwykły familijny crap. W każdym bądź razie w mojej opini.

Co do Sci-Fi roku nie wolno zapominać jeszcze o nowym Star Treku (którego jeszcze nie widziałem) i Pacific Rim (nie pokładam w nim wielkich nadzieji acz nie chcę oceniać przed obejrzeniem).

Link to comment

Przegadany? Porównałem ilość tekstu z kilkoma innymi filmami, które ostatnio oglądałem - w Oblivionie jest go najmniej. Z recenzji i trailerów Pacific Rim wnoszę, że to szrot niemożebny, ale oceny zbiera całkiem niezłe, więc może też się zainteresuję. Ze Star Trekiem jest ten problem, że to filmy dla nikogo - osoby nieinteresujące się uniwersum nie będą zainteresowane, a dla fanów to bezczeszczenie świętości. Ale kto wie, może akurat wypośrodkowano je w miarę. W każdym razie dwa kolejne tytuły do nadrobienia :/

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...