Jump to content
  • entries
    43
  • comments
    111
  • views
    26,949

7 x NIE, czyli dlaczego nowy ?Potter? jest złym filmem


Krzycztow

341 views

 Share

UWAGA - SPOJLERY ATAKUJĄ

David Yates miał do dyspozycji wszystko ? potężny budżet, świetną ekipę współpracowników i wreszcie materiał książkowy, na którym można było się oprzeć. Tego nie dało się zepsuć. Niestety, potężna broń, jaką miał do dyspozycji reżyser, nie została wykorzystana. Niby nie musiał się wysilać ? seria o Potterze to samograj, i tak sprzeda się wyśmienicie. Szkoda, że bez żadnego szacunku potraktowano tych, którzy wydając pieniądze na bilet, liczą na porządną zabawę. No i pozostaje osoba reżysera. Czy ktoś będzie chciał zatrudnić tak miernego rzemieślnika? A jeśli nawet, to jak poradzi sobie bez wielomilionowego budżetu i znanej marki? Jego następny film, o ile dojdzie do realizacji, będzie rzeczywistą miarą umiejętności Yatesa i pewnie ostatecznym dowodem na to, że nie jest dobrym twórcą. Ale nie uprzedzajmy faktów i skupmy się na tu i teraz.

z9851604X,Harry-Potter-i-Insygnia-Smierc

Yates & spółka mieli wszystko podane na tacy. Wystarczyło dobrze się wczytać, tudzież przyjrzeć się temu, co z trzecią częścią Pottera zrobił Alfonso Cuaron. Warto wzorować się na lepszych, jeśli samemu ma się problemy z ogarnięciem tematu. To, że ktoś dostaje czarno na białym wszelkie instrukcje, nie oznacza, że należycie się do nich dostosuje. Tą drogą poszli filmowi twórcy. Zero wyważenia, zero polotu. Owa maniera objawiała się we wszystkich filmowych interpretacjach Pottera według Yatesa, ale łaskawie je przemilczmy i zajmijmy się najnowszą odsłoną. W czym rzecz? Po pierwsze motyw Czarnej Różdżki i finałowa walka. Po co przerabiać ją w tak nieporadny sposób i wykazywać się własną inwencją w negatywny sposób, skoro można było posłużyć się książką, gdzie zachowano pewną wiarygodność. Wiarygodność objawiającą się w tym, że skoro Voldemort jest najpotężniejszym czarnoksiężnikiem, to czemu Harry biega z nim po zamku i walczy jak równy z równym? Skoro ekipa śmierciożerców biegle włada magią, to dlaczego byle dzieciak stawia im czoła? (w książce pojedynki były generalnie bardziej wyważone, przez co dobrze pokazana była dysproporcja magiczna między uczniami i ich wrogami). Ok, rozumiem, że sztuka filmowa rządzi się swoimi prawami, ale skoro efekt już we wcześniejszych częściach był zły, to dlaczego nie zadano sobie paru pytań, z ?co poszło nie tak? na czele i nie postanowiono zmienić tego i owego?

Filmowy Potter w wydaniu Yatesa to góra paradoksów i niekonsekwencji. Wszak silił się on na własne interpretacje i przedstawiał swoją wizję relacji między postaciami, między innymi dlatego, by ktoś nieznający książek, nie zgubił wątku. Z tym, że osiągnięto efekt dokładnie odwrotny. Bez znajomości książek nie ma według mnie sensu zabieranie się za oglądanie filmów. Za dużo skrótów myślowych, urwanych wątków, zaniechanych scen, które stanowiły pomost między kolejnymi, istotnymi dla fabuły scenami. Przykłady? Proszę: Harry niszczy Czarną Różdżkę, mimo że wcześniej połamał swoją. I co, nie chce mu się jej naprawiać? Może już to zrobił, ale reżyser uznał, że nie ma sensu tracić pięciu cennych sekund na pokazanie tej sceny? A przecież motyw ?różdżkarski? był jednym z bardziej istotnych w całych ?Insygniach?. Twórcy uznali go za marginalny, ze szkodą dla całej opowieści.

Zgodnie z kanonem, najpierw mamy chwile akcji, chwile grozy i napięcia a potem moment wyciszenia przed kolejnym przyspieszeniem akcji. Podobnie było tutaj, z tym, że większość scen jest drętwa i bez emocji. Bohaterowie są statyczni, ?przyklejeni? do scenografii. Niby film akcji, a widz co rusz zerka z nudów na zegarek bądź rozmawia półgębkiem o tym, jaka to Hermiona jest ?obrotna? (autentycznie zasłyszane w sali kinowej).

Nie czuć napięcia towarzyszącego wielkiej bitwie o świat czarodziejów. Sceny walki, choć nie poskąpiono pieniędzy na ich realizację, są wyprane z emocji. Bohaterowie równie dobrze mogliby tam spacerować, a i tak wygraliby w cuglach. Pokazanie kilku umierających postaci ani trochę nie zatarło wrażenia, że pod kątem skupienia uwagi widza na tym, co dzieje się na ekranie, ?Insygnia? zawodzą. Ma się ochotę wyjść z sali, a przecież książkę czytało się niemalże bez wytchnienia, oczywiście w swoich ramach gatunkowych. Film, mający bardziej przystępne środki perswazji, powinien tę rywalizację wygrać w cuglach, ale nie udaje mu się to w najmniejszym stopniu.

Harry-Potter-i-Insygnia-%C5%9Amierci-Cz%

Wszystko sprowadza się do tego, że Yates jako reżyser nie ma wyczucia. Nie wie, jak poprowadzić aktorów, by ci nie snuli się na ekranie jak skonfundowane ghule. Postacie wydają się oderwane od czarodziejskiego uniwersum, odnosi się wrażenie, że nie utożsamiają się ze światem, o który przyszło im walczyć. Do tego mamy własną, dość osobliwą i niezgodną z tym, co wymyśliła Rowling, interpretacją niektórych wątków, i otrzymujemy film miałki, bez wyrazu, bezpłciowy. I pewnie inwencja twórcza Yatesa byłaby pożądana, gdyby nie została tak nieporadnie użyta. Znów przywołam tutaj Cuarona, który miał odwagę wprowadzić wiele zmian, lecz ogólnie rzecz biorąc jemu te zabiegi udały się zdecydowanie zgrabniej.

Rzecz ostatnia, czyli jak wspominałem przy okazji RECENZOWANIA PIERWSZEJ CZĘŚCI ?Insygniów Śmierci?, rozczłonkowanie filmu celem wyciągnięcia z kieszeni widzów jak największej ilości galeonów. Niczym dusza Voldemorta, film stał się przez to kruchy i pusty, nienaturalnie rozciągnięty. Starano się wycisnąć wszystkie soki z tej historii, ale w moim przekonaniu marnie to wyszło. Z drugiej strony nie można marketingowcom od Warnera odmówić biznesowej żyłki. Cel, czyli zdobycie góry złota, został osiągnięty. Szkoda tylko, że artystycznym kosztem.

 Share

4 Comments


Recommended Comments

Jeszcze jednym ogromnym minusem było dodanie 3D. Trzeba dopłacić ileś tam złotówek, żeby zobaczyć beznadziejne efekty. Wszystkie poprzednie Pottery były bez niego i było dobrze. Zdecydowanie wolę filmy wyświetlane w normalnym formacie. Szkoda, że nie było w kinie wyboru.

Link to comment

Racja Odynie, 3D nie robi żadnego wrażenia. Już w takim Shreku 4 było to wg mnie zrobione ciekawiej, o Avatarze nie wspominając.

Matstu - wiele nie tracisz, już lepiej książkę poczytać.

Link to comment
Racja Odynie, 3D nie robi żadnego wrażenia. Już w takim Shreku 4 było to wg mnie zrobione ciekawiej, o Avatarze nie wspominając.

Do Shreka nie ma co porównywać, zresztą większość filmów animowanych ma dobrze widoczne efekty 3D. W zwykłych filmach, z aktorami wygląda jakby było wrzucone na siłę. Byle zarobić te kilkanaście milionów więcej..

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...