GreenFinch

Akademia CD-Action [GAMMA]
  • Zawartość

    190
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O GreenFinch

  • Tytuł
    Krasnolud
  • Urodziny 29.06.1991

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Wrocław

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Akcja

Ostatnie wizyty

730 wyświetleń profilu
  1. Dzięki, chyba. Pewnie za kilka tygodni zobaczycie całą tą moją wypowiedź stosownie zmasakrowaną przez Smg (jak zresztą już to zrobił uprzednio z dwoma moimi tekstami w akademii ), więc jakoś łatwiej będzie mi znosić upokorzenie wiedząc o uznaniu Waćpanny Tj. w sumie znieść to mi będzie akurat łatwo bo i tak się nawet nie dowiem o trafieniu na łamy.
  2. Ummm, przyznam, że nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy i trochę mnie zamurowało. Liczyłem na przemilczenie, a tutaj - proszę : uderzenie się w piersi, przeprosiny... Czyli jednak liczą się nieco z głosem czytelników (choć bez waszego odzewu i głosu poparcia na tym forum - kto wie, co by było. Dzięki!). Sprawiedliwość ocen pozostawia sporo do życzenia, bo oddając jedną tylko pracę można było dostać łatwo dobry stopień, ale w życiu przydadzą się one zupełnie do niczego, więc nie ma raczej co kruszyć o to kopii. Ważne, że są.
  3. Patrz druga część tego samego zdania Akademia się zaczynała od kilkuset członków, do tego wciągnięci przez aktualnych czytelników kumple (a przynajmniej ja swoich zachęcałem) oraz egzemplarze wykupywane przez członków rodziny i znajomych (bo naszego Kazia wydrukowali) i już robi się liczba trochę wyższa. Ważnym aspektem może też być fakt, że można w ten sposób dotrzeć do nowych osób i tym samym na stałe powiększyć bazę klientów. Kolesiostwo to bardzo brzydkie słowo, bo sugerujesz tutaj, że przypisuję tutaj komuś brak skilla nadrabiany plecami. Tymczasem jedynym problemem jaki mam, jest to że właśnie robione na kształt widowiskowego konkursu nabory dają milionom ludzi (a nawet "dziesiątkom milionów", w końcu dużo nas w Polsce) złudną nadzieję na pracę marzeń, podczas gdy rekrutacja, jak przychodzi co do czego, w zasadzie robiona jest tradycyjnymi metodami. Wyobraź sobie setki ludzi którzy tygodniami dopieszczają swoje prace konkursowe żeby się wybić i pokonać konkurencję po czym gdy nachodzi właściwy czas aby ogłosić zwycięzcę, słyszą że to żaden z nich, bo okazało się że redakcyjny dostawca pizzy gra po nocach w dotę i ma bloga Ale to akurat moja prywatna obserwacja czegoś, co zdało mi się nieco niesprawiedliwe. Skoro sami zainteresowani nie krzyczą to raczej nie ma problemu - a wydaje mi się że po wyklepaniu kilku zapowiedzi masz tutaj większe prawo zabierać głos niż ja.
  4. No ok Acz tutaj odchodzę już od akademii i opisuje bardzo prywatne odczucia. Brakujący fragment: No i w końcu najważniejsze – recenzje w CDA nie przedstawiają już dla mnie żadnej wartości poza rozrywkową. I choć jak niepodległości będę bronić prawa autorów do wyrażania subiektywnej opinii, to również nie mogę zaprzeczyć, że ta subiektywna opinia nie stanowi dla mnie żadnej pomocy. Ot, kilka przykładów: Zachwalane pod niebiosa Knock Knock i Crimson Clover okazały się badziewiem, które porzuciłem po 10 minutach (co w drugim przypadku pozwoliło na ukończenie gry), zbesztany Wolfenstein: New Order ukończyłem dwukrotnie cmokając z ukontentowania. Gone home i Novelist miał być – mimo zachwytów świata – słabiutkie. Cóż, dla mnie nie były. Bioshock Infinite, ochrzczony rozczarowaniem dwudziestolecia, był dla mnie grą życia. Wyśmiewana „banalna fabuła” była przedmiotem wielugodzinnych rozkmin przy piwie i wielokroć sięgałem po opracowania w internecie, które uchylały przede mną wszystkie jej smaczki i symbolikę. „Durne zakończenie” obserwowałem natomiast z rozdziawioną gębą i do końca dnia miałem ten swoisty rodzaj ‘kaca’. Platformówki od WayForward, które przygarnąłem gdzieś za grosze (Shantae i DuckTales) ukończyłem po kilka razy, podobnie jak inni gracze, których opinie czytałem w internetach. Dość smutno przy ich entuzjazmie wyglądały wystawione obok samotne 5/10 od CDA. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać… Czasem mam wrażenie, że oceny są wystawiane aż nadto na podstawie gustów (vide przypadek jednej z japońskich bijatyk z ostatnich miesięcy, która dostała 9+, bo autor grał w nią w liceum i ma sentyment) lub żeby nie zgodzić się z całą resztą wszechświata (bo oni się nie znają, nie dostrzegają, że to płytka i słaba gra jest, a ja jestem inteligentniejszy i to widzę, o!). Te rozbieżności najlepiej pokazują teksty, gdzie zestawiacie recenzje dwóch redaktorów – komu wtedy wierzyć? Kolejny problem – kiedyś, za starych dobrych czasów, czułem większy szacunek dla gustu czytelnika, wyrażający się w uwagach typu „jeżeli jesteś fanem anime X, na którym oparto grę, dodaj do oceny dwa oczka”. Teraz jest to bardziej „jeżeli jesteś fanem anime X, toś frajer, bo to tytuł dla gimbazy, walki są słabo rozpisane, dialogi ssą, ocena to Y i weź sobie zobacz coś lepszego” (vide kazusy RWBY i Attack on Titan). Do tego patriarchalnie narzuca się nam opinię na tego, co powinno nam się podobać (Downwell i „tak właśnie wyglądają gry komputerowe”… Yyy, no nie). Autorzy nie mówią już „ta gra mi się (nie) podoba, nie trafia w moje gusta”, tylko „ta gra po prostu nie jest (nie) dobra, to namacalny fakt i nie miej innej opinii, bo nie będziesz miał racji”. Oczywiście można z tym polemizować, ale to jest właśnie wiadomość, jaką odczytuję… wróć, odczytywałem przy lekturze waszych ostatnich roczników.
  5. Mój e-mail raczej do AR nie trafi, więc pozwolę sobie wrzucić tutaj fragment, dla świadectwa waszego BTW zachęcam do tego samego (tj. słania maili), bo naszych żalów na tym forum nikt raczej nie przeczyta. Hej, Z tej strony jak to mówią herbaciarze „Long time listener, first time caller”: GreenFinch, 26 lat, Wrocławiak. Moja przygoda z waszym czasopismem sięga zeszłego stulecia - wakacje stały pod znakiem lektury CDA na hamaku lub pod namiotem, jesienią kupowałem pismo w kiosku pod szkołą i kartkowałem na przerwach, a oczekiwanie na Wigilię czy Sylwestra umilałem sobie lekturą AR. Dość długo zabierałem się do tego listu, aż w końcu nadszedł właściwy czas – albowiem wraz z końcem 2016 roku następuje też moje pożegnanie z pismem. Uznałem więc, że po tych 20 latach zdobędę się na chociaż tyle, aby napisać, co mi nie pasuje. Nie będzie to żadne „OMG, obraziliście mnie, przestaje was kupować i wszyscy kumple moi też, szykujcie się na upadek, LOL XD”, lecz bardziej może… hm, feedback? Przez te wszystkie lata wyznawałem opinię, że całe to „schodzenie na psy”, jakie zauważałem i jakim tak często ferowano w listach do AR, to nie faktyczna deterioracja czasopisma, a jedynie tajona tęsknota za własną młodością. Choć ciężko nie przyznać temu częściowej racji, to w ostatnim roku nadeszły rzeczy, których nie mogłem już zrzucić na ten karb. Zacznijmy od kropli goryczy – szlachetnej i sławetney akademiy CDA, mej alma mater, dzięki której dowiedziałem się (ku memu zaskoczeniu), że nie darzycie czytelnika przesadnym szacunkiem. Po szumnych zapowiedziach, obietnicach semestralnych podsumowań, ukształtowania kuźni kadr dla redakcji, pozostała… No cóż, kamieni kupa. Zachowaliście się jak kontrahent, który mówi „Hej, zróbcie dla nas pracę X, a my w zamian zrobimy wam Y”, po czym, gdy przychodzi czas dopełnienia ich części umowy stwierdza, że jednak nie da rady, bo jest zarobiony. Część zadań nie została oceniona do dzisiaj, część oceniona była przez dwóch, odbiegających w skali ocen, redaktorów. Prawdziwym crème-de-la-crème były jednak trzy sytuacje: pierwsza to konkurs literacki osadzony w uniwersum Assasins Creed, który po licznym przesuwaniu terminów (i ich niedotrzymywaniu) został rozstrzygnięty po dwóch miesiącach (nagrodami zaś były gadżety z gry – gry, o której po dwóch miesiącach od premiery nikt w sumie już nie pamiętał). Druga to sytuacja odwrotna i konkurs z No Man’s Sky – mimo podobnej liczby prac, tutaj rozstrzygnięcie nie trwało dwa miesiące, lecz nastąpiło o dziwo od razu po zakończeniu konkursu – a zwyciężyła praca wrzucona jako ostatnia. Czytaj: pierwsza z brzegu. Dziwne, zważywszy że na drugie i trzecie miejsce przyszło poczekać nam sporo dłużej. Trzecia – tak zwana „sesja egzaminacyjna”, czyli zadanie, na wykonanie którego poświęciłem osobiście trzy dni. Dogłębny risercz, odsianie wiadomości mało wiarygodnych, w końcu sklecenie ich w artykuł podlany zabawnymi wtrętami. Podobną pracę wykonało circa 50-100 czytelników, którzy wytrwali przy akademii niezrażeni poprzednimi wpadkami i w zamian za to, aż do dzisiaj nie usłyszeliśmy nawet „przepraszamy, nie będziemy tego już ciągnąć dalej”. Nie, słyszymy „nie mamy Pana ocen i co nam Pan zrobisz?”. Więc tak sobie wisimy w tym limbo oczekiwania z poczuciem pracy wykonanej na darmo. Lekkie faux-pas? Zanim jednak oskarżycie mnie o poglądy dyktowane bolesną niedyspozycją szlachetnej części pleców, pozwólcie mi zaznaczyć – choć pisanie dla CDA zawsze było dla mnie moim szczenięcym marzeniem, to obserwacja losów świeżych nabytków redakcji (nie licząc enkiego, temu to się udało, skubany) wyłonionych drogą konkursu stanowiła dla mnie mocne zderzenie z rzeczywistością. Gdy tylko przy którymś pseudo odnajdywałem plakietkę „laureat”, zazwyczaj oznaczało to pojawienie się dwóch, trzech – niekiedy finezyjnych i świeżych, niekiedy nieporadnych - tekstów i zamilknięcie na wieki. W bardziej rozwojowych (i zdolnych) przypadkach – zamknięcie delikwenta w getcie zapowiedzi gier z półki #noonecare i pomijanie przy wszelkich „kompletnych” spisach współpracowników, jak ten w numerze urodzinowym. Nie trzeba być geniuszem, by zrozumieć brak perspektyw tak obranej drogi. Z drugiej jednak strony, do redakcji wiodą dwie ścieżki – jeżeli nie czujesz się na siłach, żeby konkurować z ~700 innymi czytelnikami i wybić się z tłumu, możesz przynieść portfolio, poprosić o praktyki i zostać na dłużej lub zostać współlokatorem redaktora i nieco się wykazać (a przynajmniej tak zostało to przedstawione czytelnikom). Nie neguję tutaj kunsztu obu redaktorów, jednak istnienie takich bocznych drzwi wydaje mi się mocno nie fair, wobec tych, którzy grzecznie czekali w tej kilkusetosobowej kolejce i chcieli wybić się przy pomocy kunsztu, nie zaś twardych łokci. Nawiasem – nowych autorów warto byłoby choć trochę przedstawić, ot choćby coś na kształt tych notek z publicystyki („ekspert od prawa autorskiego”) lub właśnie znaczków „laureat”, bo czasem widząc nowe nazwisko pokroju Sariusa, Bastiana czy Speranzy zastanawiam się „OK, ale kim są Ci ludzie, skąd się wzięli i dlaczego ich opinia powinna być dla mnie istotna”. (...) Żegna się z bólem, Greenfinch PS Nie mam pojęcia, czy mogę liczyć na odpowiedź i polemikę, ale zaznaczam, że nie kupując pisma raczej jej nie przeczytam – proszę o kontakt mailowy. Podejrzewam, że z tezami w dalszej części listu też moglibyście się poniekąd zgodzić, ale z racji że bardzo jest długi, to oszczędzę wam wklejania tl;dr
  6. O, to to! Panie, cały mój wolny czas po pracy temu poświęcałem, jak nie pisząc teksty to czytając forum. Pamiętam, jak jadąc w delegację w autokarze o piątej nad ranem skrobałem tekst, bo wiedziałem, że potem nie będę mieć na to czasu, a chciałem oddać jak najszybciej. Czytelnikiem BYŁEM od czasów XX wieku, więc poczułem się trochę, jakby stary przyjaciel wbił mi nóż w plecy Zresztą daliście mi do myślenia, zaraz skrobnę trzy słowa do redaktora prowadzącego.
  7. Przeczytałem tekst Cursiana o nowym Deus Exie i doprawdy, nie mam pojęcia skąd tyle hejtu na (fenomenalne skądinąd) zawiązanie fabuły w Human Revolution. Przełknąłbym krótką notkę, ale wspomnienie w trzech miejscach w tekście jak "fatalny", "tragiczny" i "nudnawy" był tenże prolog nosi znamiona przesadyzmu Początek HR nie dość, że dość krótki (więc nie sposób było się nim znudzić, a kończyłem grę czterokrotnie), budował obraz postaci Megan, pozwalał na załapanie jakiejkolwiek więzi z nią, był niesamowicie akuratny pod względem naukowym (i nie powodował szaleńczego śmiechu u kogokolwiek związanego z bioinżynierią), uwiarygadniał funkcjonowanie Sarif Industries, wprowadzał w realia przedstawionego świata przyszłości, to - last but not least - budował swoistą ciszę przed burzą, która tym mocniej akcentowała Hitchcockowskie trzęsienie ziemi podczas wiadomego twistu fabularnego. Zaś napisy początkowe - najbardziej zapadający tego typu trick, jaki widziałem w gamingu w ogóle (nooo, może jeszcze Arkham City jest bardzo blisko). A co do Barretta - Cursian wytyka, że stanął naprzeciw niemu praktycznie nieuzbrojony (co można odczytać jako wadę), jednak nie wspomina, że walka toczy się praktycznie w zbrojowni (co oczywiście powyższy zarzut eliminuje). Druga sprawa: w dziale F2P wspomina się o "opłatach dających przewagę", jednak ostatecznie żadna z gier nie dostała tej łatki. Moje przeoczenie? Inna sprawa, że przynajmniej część z nich powinna ją dostać bezapelacyjnie, np. choćby WoT, którego sam kocham jak dziecko rodzone (za pociski premium choćby, które zasobny gracz może kupować do woli).
  8. Cado, wlicz mnie do ekipy akurat nie mam planów na niedzielę.
  9. Szkoda trochę. Z tego co kojarzę mieliśmy na koniec dostać jakieś podsumowanie, wgląd do indeksu, oceny swoje... A tu cisza. I zawód. I do tego nawet na żadną integrację się nie załapałem
  10. No właśnie, co do wspomnianego DP - niby pisze trzy lata, ale nigdy jakoś nie widziałem go ani w "pod ostrzałem" ani ostatnim tekście, który obejmować miał wszystkich, którzy przewinęli się przez redakcję... Na forum też nie bardzo występuje. Trochę zabawne, że po takim czasie jedyne co wiemy o autorze, to płeć (bo pisze w formie męskoosobowej). Albo jest to druga ksywa kogoś z redakcji, albo nowych traktuje się nieco po macoszemu. W ogóle w tego typu przypadkach chętnie zobaczyłbym jakąs formę wprowadzenia nowego nazwiska - sam pamiętam, jak zobaczyłem pierwszy raz ramkę niejakiego Bastiana. Zero wytłumaczenia kim jest i jakie ma prawo, żeby mówić mi co jest dobre a co złe w gamingu i czemu jego opinia właściwie powinna mnie obchodzić bardziej od opinii osiedlowego Sebka. Dopiero ostatnio dowiedziałem się, że pracuje w CDA jako DTP. To samo z panem Sariusem. Dobrze chociaż przy pierwszym wystąpieniu oznaczyć takiego pana gwiazdką i gdzieś u dołu strony rzec, kto zacz, jak to ma miejsce w przypadku publicystyki.
  11. No właśnie nie, bo pozytywna odpowiedź stoi w zaprzeczeniu z drugą częścią tamtego zdania - że cda nie potrzebuje nowych ludzi do pisania, tj. "że są wybredni, bo redakcja jest wysycona". Ale faktycznie, teraz widzę drugie znaczenie tego zdania - że przyjęli tylu ludzi, że mają przesyt. Dzięki za odzew. Deadline był w zeszłym tygodniu - były zdjęcia na fb jak jedzą pizzę. W momencie, gdy zaczynają pojawiać się przecieki, zaczyna się też praca nad nowym numerem
  12. Zasadniczo zgadzam się z większością tego tekstu. Co jednak rozumiesz przez "miłą odpowiedź"? "Hej, fajnie piszesz, napisz coś więcej"? Bo jeśli nie, to bardzo naiwnie zakładasz, że konkursy na współpracownika bezowocnie spalały się na panewce. Ja po każdej turze widziałem zalew nowych autorów, z których część pisze do dzisiaj jako część redakcji (jeśli mnie pamięć nie myli). Z Akademii też wybrano kilku newsmanów, którzy jeszcze daleko zajdą. Trochę więcej pokory - to, że akurat Ciebie nie wybrano =/= nie potrzebują ludzi do pisania I tak, wiem, że pojawiło się kilka zapowiedzi twojego autorstwa.
  13. Znalazło się miejsce dla zwyczajowego tekstu na prima aprilis? Nie miałem jeszcze czasu dokładnie przejrzeć pisma. @Goliat i Bioshock - miałem spory ubaw kiedy czytałem o banalnej fabule i durnym zakończeniu. Ja kończyłem grę z japą otwartą do końca napisów, a w internecie roi się od artykułów tłumaczących historię, bo nie każdy jest Hawkingiem, żeby znać teorię strun i równoległych wszechświatów przed podejściem do tytułu Banał? Suuuuuuuure.
  14. Nope. To znaczy tylko, że nam się jeszcze chce. Czy kogokolwiek wylali za brak skilla? Sam miałem spory kryzys przy pisaniu sesji, ale w końcu się przemogłem Kolejny semestr się ze mną pomęczycie.
  15. Hm, czy oprócz pierwszego miejsca z konkursu o No Man's Sky trafiły gdzieś już wyniki z 2. i 3. miejscem? Czy dalej czekamy?