Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

MarcinCthulhu

Alice in Chains

Recommended Posts

Alice in Chains

Sprawdzałem w wyszukiwarce i w katalogu, ale nie znalazłem tego tematu, co mnie bardzo zdziwiło, więc postanowiłem wziąć sprawy w swoje macki ręce.

Alice in Chains to amerykański zespół, grający heavy metal oraz grunge, założony w 1987 roku. Zespół odznacza się dość ciężkim brzmieniem, ale jednak bardzo melodyjnym i różnorodnym, lecz znajdzie się wiele spokojniejszych kompozycji. Zespół zyskał sławę za sprawą genialnego albumu Dirt oraz singlowi Would? z tej właśnie płyty. Grupa zawiesiła działalność po śmierci wokalisty, jednak w 2005 roku zespół został reaktywowany, a w 2006 roku dołączył do nich nowy wokalista.

--------------------------------------

Według mnie jest to jeden z naprawdę najlepszych zespołów grających cięższe brzmienia. Ich utwory są według mnie wybitne i każda ma swój własny unikatowy "klimat". Polecam każdemu fanowi cięższego brzmienia przeplatanego z psychodelicznymi rytmami oraz mocnym, melodyjnym wokalem. Osobiście uważam, że album Dirt jest ich najlepszym dziełem i jest to jeden z moich ulubionych albumów ever (a to dość duży komplement z mojej strony, bo słucham naprawdę różnorodnej muzyki i na mojej liście znajduje się dużo zespołów, które sobie cenię).

Obecni członkowie:

* William DuVall ? śpiew, gitara rytmiczna, wokal wspierający (od 2006)

* Jerry Cantrell ? śpiew, gitara prowadząca, wokal wspierający (1987?2002, od 2005)

* Mike Inez ? gitara basowa, wokal wspierający (1993?2002, od 2005)

* Sean Kinney ? perkusja (1987?2002, od 2005)

Byli członkowie:

* Layne Staley ? śpiew, okazjonalnie gitara rytmiczna (1987?2002) (nie żyje)

* Mike Starr ? gitara basowa, wokal wspierający (1987?1993) (nie żyje)

Albumy studyjne:

* Facelift (1990)

* Dirt (1992)

* Alice in Chains (1995)

* Black Gives Way to Blue (2009)

Albumy koncertowe:

* Unplugged (1996)

* Live (2000)

Kompilacje:

* Nothing Safe: Best of the Box (1999)

* Music Bank (1999)

* Greatest Hits (2001)

* The Essential Alice in Chains (2006)

EP:

* We Die Young (1990)

* Sap (1992)

* Jar of Flies (1994)

Link to comment
Share on other sites

Alice in Chains to naprawdę bardzo dobry zespół, mam wszystkie ich studyjne płyty plus jeszcze Jar of Flies, Sap i Unplugged.

Dirt to oczywiście zdecydowanie najlepsza ich płyta, niedaleko za nią jest Jar of Flies (tylko wywaliłbym z niej ostatnią piosenkę). W sumie to zastanawiam się jak "tylko" bardzo dobry zespół mógł nagrać tak GENIALNE albumy. Bo reszta ich twórczości nie prezentuje się już tak wspaniale. Nie zrozumcie mnie źle, ja swojej dyskografii AiC nie sprzedam nigdy, bardzo ich lubię, ale jednak do poziomu Dirt i Jar of Flies już nawet się nie zbliżyli.

Facelift to też bardzo dobra płyta, ale jednak jest to płyta kilku przebojów, znajduje się na niej mnóstwo zapychaczy. Porównałbym ją do Fear of the Dark Maidenów, taka sama sytuacja. Sap to nic specjalnego, utwory z tego minialbumu podobają mi się o wiele bardziej w wersji Unplugged.

Do trzeciej płyty jako do całości jakoś nigdy nie mogłem się przekonać. Ma świetne momenty i bardzo fajne piosenki jak Sludge Factory, Shame in You, God Am, czy Over Now ze swoją epicką solówką. Jednak jako całość mnie nudzi, ma za dużo monotonnych walcowatych brzmień, chyba jedyny żywszy moment to God Am. Muszę lepiej się osłuchać z tą płytą, bo puszczałem ją sobie ledwie kilka razy. Może jeszcze się do niej przekonam?

No i najnowsza - Black Gives Way to Blue. Pomijając głośność jak na Death Magnetic, są to już niestety tylko popłuczyny po tym, co zespół nagrywał w latach swojej świetności, choć też nie jest to zła płyta - a im dalej tym lepiej, pod sam koniec zaczyna się robić naprawdę bardzo, bardzo ciekawie.

I tak Mad Season niszczy to, co nagrali Alice in Chains, Pearl Jam, czy Soundgarden. Razem wzięci.

Link to comment
Share on other sites

Zespół świetny to prawda, ale wyłacznie za życia i aktywności Layne'a w latach 1987 - 1996. Odrodzona odsłona Alicji to już nie to samo, słaba karykatura. Ich nowy album także mnie nie przekonał, pierwszy singiel A Looking in View zapowiadał dobry album, ale nie wyszło im. DuVall wypada blado i nie przekonuje mnie w ogóle, na żywo jest całkiem beznadziejny. No i Cantrell nagle zapomniał jak grać solówki, a przynajmniej zapomniał jak to robił na poprzednich albumach. Powinni zmienić nazwę, to już nie jest narkotyczne, pesymistyczne lekko psychodeliczne Alice in Chains z charyzmatycznym wokalistą obdarzonym zadziornym i mocnym głosem. Doceniam to że zagrali trasę, ale pewnych rzeczy nie należy kontynuować bez głównych bohaterów, zwłaszcza gdy korzysta się z pozostawionych przez nich tekstów...

Najlepszy album to zdecydowanie Dirt, klimatem powala na kolana. Facelift nie wiele mu ustępuje, Tripod to bardziej alternatywne i eksperymentalne oblicze zespołu, ale także jest świetna, zwłaszcza że wprowadza kilka innowacji do brzmienia zespołu. Obie Epki są także warte uwagi jak najbardziej, muzyka zawarta na nich mocno ukształtowało akustyczno - elektryczne granie.

Link to comment
Share on other sites

Nie powiedziałbym, że BGWtB to słaba płyta. Tragiczne brzmienie - owszem, ale same kompozycje są bardzo dobre. Z początku wydawała mi się jakaś taka płytka, jednowymiarowa, ale po wielu przesłuchaniach udało mi się ją docenić. Ma słabsze momenty jak Your Decision, ale jako całość spisuje się bardzo dobrze. Na plus zaliczam A Looking in View i Private Hell - dwa absolutnie genialne kawałki. Co do solówek - owszem, nie jest ich dużo, ale jakoś zawsze w ich muzyce miałem na nie wywalone. Poza tą z Angry Chair. Samo jej wejście szatkuje mózg na kawałki.

Swoją drogą to zmieniam zdanie co do Tripoda. Powalający krążek, trzeba się tylko w niego wsłuchać. Nie potrafię powiedzieć, co jest lepsze - Dirt, czy Tripod. Jak słucham Dirta, to wydaję mi się, że Dirt. Potem posłucham Tripoda i od razu mi się odmienia. Jednak ten zespół jest znakomity, przeciętne początki w postaci Facelift i Sap można im wybaczyć.

Poza tym kolejny raz polecam Mad Season. Po głębszym zastanowieniu nie jest to jednak najlepsza płyta jaka wyszła z Seattle, ale na pewno co najmniej ten sam poziom co Alicja w latach świetności.

Link to comment
Share on other sites

Ah Alicja, jak dla mnie najlepszy zespół z Wielkiej Czwórki. Za najlepszą płytę uważam Tripod (zresztą zrecenzowałem go na blogu). To jeden z tych zespołów, którego pomimo małej liczby nagranego materiału można słuchać i słuchać.

Na razie zrobiłem sobie od niego przerwę, ale zgaduję, że nie będzie długa, biorąc pod uwagę jak mnie już do Alicji ciągnie.

@Rooster

BGWtB nie jest taka słaba. Sam byłem w szoku, gdy jej słuchałem, lecz odebrałem ją pozytywnie. Na pewno nie może się równać z tym co nagrano z Laynem, bo tego nie da rady pokonać po prostu nic. Jednak nie oszukujmy się, za życia Staleya to Jerry był zawsze osobą, która rządziła w tym zespole. Daje jasno temu znać na BGWtB. I tu zdania są podzielone. Niektórzy kochają płytę, inni nienawidzą. Nie dziwię się żadnej z grup, bo to kontrowersyjna sprawa- ciągnąć dalej działalność zespołu pomimo braku tak charakterystycznego głosu. No, ale pomimo wszystko należę do grupy, która zaakceptowała te decyzje. Przynajmniej dali materiał lepszy niż na solowych płytach Cantrella.

Link to comment
Share on other sites

Alice in Chains poznałem poprzez Mad Season w zeszłe wakacje - "Wake Up" absolutnie zmiotło mnie z powierzchni Ziemi, tak dobrego utworu nie słyszałem od wielu, wielu lat. Potem poszło już gładko - zacząłem drążyć temat, słuchać, szukać płyt.

Nie mam ściśle jednej, ulubionej płyty AiC - na każdej znajdują się utwory które grzeją mnie bardziej i mniej. Osobiście za ich najwybitniejsze dzieło uważam Down in a Hole - kiedy rozbrzmiało w moich słuchawkach, po prostu byłem zmuszony szukać szczęki na podłodze. Ten utwór zagrał idealnie na wszystkich strunach mojej muzykalnej części duszy, tego szukałem. Miałem większe dreszcze niż przy "Wake Up", czego nie spodziewałem się doświadczyć w tak szybkim czasie. Niesamowite uczucie, szkoda, że tak rzadkie.

A najnowsza płytka, The Devil Put Dinosaurus Here IMO jest bardzo dobra, fajny klimat i świetne utwory. Od Black Gives Way to Blue nie oceniam już Alicji przez pryzmat czasów spędzonych z Laynem, dlatego ich nowe longplaye jak najbardziej do mnie trafiają. Podoba mi się też fakt, że to Cantrell pełni rolę głównego wokalisty, częściowo wypełnia to pustkę po Laynie, która jest niestety kolosalna

BTW wyszła reedycja "Above" od Mad Season, z 3 czy może 4 nowymi utworami (w tym jeden wcześniej nieopublikowany, śpiewany przez Layne'a, a pozostałe śpiewane przez Lanegana), dodatkową płytką DVD i dodatkowym koncertem. Polecam

Link to comment
Share on other sites



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...