Skocz do zawartości

Thondarr

Forumowicze
  • Zawartość

    36
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O Thondarr

  • Ranga
    Goblin
  • Urodziny 13.02.1986

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Warszawa
  • Zainteresowania
    Gry video, prawa człowieka, ludologia

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Wiedźmin 3, Life is Strange, Elite Dangerous, Stardew Valley i wiele innych których zapomnialem wymienić
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG
  • Konfiguracja komputera
    obecnie gram głownie na konsoli (ps3/ps4)

Ostatnio na profilu byli

1363 wyświetleń profilu
  1. Thondarr

    Shank- Franko relodead?!

    Pozwólcie że przedstawię Wam Shanka. To twardziel. Nie wymoczek pokroju wampirów wegetarian ani przedstawicieli Teen Werelolves. To twardziel przez duże T. To gość, którego nie chcielibyście spotkać w ciemnej uliczce. Osoba, która sprawy sporne załatwia przy użyciu noża i piły łańcuchowej a po skończonych negocjacjach biznesowych dobija przeciwnika strzałem w głowę. Kim był wcześniej? Nie wiadomo. Z takim charakterem trudno byłoby uwierzyć, że zajmował się hodowlą jedwabników lub roznoszeniem ulotek barów mlecznych. Bardziej prawdopodobne, że był cynglem i pracował u kogoś bardzo wpływowego. Był mu lojalny, zabijał dla niego bez mrugnięcia okiem. Jednak stało się coś, co sprawiło że teraz jego mentor jest jednocześnie jego celem. A tacy jak Shank w osiągnięciu celu nie cofną się przed niczym. Tak w skrócie przedstawia się fabuła nowej gry EA wydanej niedawno na komputery osobiste. Gra, na którą czekałem z niecierpliwością od obejrzenia pierwszego trailera, jest dokładnie taka jak oczekiwałem. Oldschoolowa do bólu, a przez to niezwykle miodna. Rozgrywka jest słodko wymagająca a jednocześnie na tyle wyważona, by dać satysfakcję podczas oglądania finałowej sceny. Podobnie jak w starym dobrym Franko polega na parciu do przodu i eliminacji grup coraz trudniejszych przeciwników. Na końcu każdego etapu czeka nas walka z większym niemilcem, którego możemy pokonać tylko sposobem przewidzianym przez twórców. Całość obserwujemy z boku, co przywodzi na myśl stare dobre naparzanki z automatów. Z początku wystarczy nam tępe wciskanie jednego przycisku na padzie bądź klawiaturze, z czasem w sposób naturalny zaczynamy łączyć ciosy w wymyślne kombosy. Jeśli kiedykolwiek marzyło Wam się podrzucić przeciwnika i poczęstować go gradem kul w powietrzu, a następnie dobić go dokonując lobotomii piłą łańcuchową będziecie wniebowzięci. Walka jest bardzo płynna, świetnie zanimowana i niesamowicie satysfakcjonująca. Zresztą specyficzny kreskówkowy styl w produkcji mało znanego Klei ent. jest jednym z największych atutów Shanka. Niech Was jednak nie zmyli rysunkowa otoczka. Gra jest bezczelnie brutalna i raczej nie polecam jej kupna swoim pociechom, chyba że chcemy się do końca życia bać zetknięcia Waszego skarbu z piłą mechaniczną. Niestety, jak każdy produkt na rynku daleko Shankowi do doskonałości. Największą bolączką jest długość rozgrywki bardzo charakterystyczna dla produkcji rodem z konsol. Grę można ukończyć w 6 godzin przy odpowiedniej determinacji. Później pozostaje już tylko tryb coop, który można również rozegrać na jednym komputerze, nie da się jednak ukryć że to za mało. Aż prosi się o tryb przetrwania, w którym będziemy walczyć z niekończącymi się hordami przeciwników. Może doczekamy się go w drugiej części, na co bardzo liczę. Kolejną bolączką jest sterowanie, które praktycznie uniemożliwia granie w Shank na klawiaturze. Sam z początku grałem używając klawiszy kierunkowych, lecz gra nabiera rumieńców dopiero po podłączeniu pada. Osoby przyzwyczajone do sterowania WSAD + mysz mogą sobie ten tytuł odpuścić, bo mysz w ogóle nie jest uwzględniona w sterowaniu. Pomimo tych wszystkich bolączek Shank to dla mnie najlepsza bijatyka chodzona od czasu Franko. Posiada wszystkie elementy charakterystyczne dla tego typu produkcji i każdy z nich jest należycie dopracowany. Gra, pomimo że krótka zostanie na długo na moim dysku, by co jakiś czas stanowić środek na wyładowanie życiowych frustracji. Ta gra pozwala wyzwolić agresję i to całą, ale w bezpieczny i niegroźny dla otoczenia sposób. Za to należy jej się wysoka ocena. Dodatkowym atutem jest niska jak na dzisiejsze standardy cena. Plusy: -klimat filmów Tarantino -prosta lecz satysfakcjonująca rozgrywka - ciekawa oprawa graficzna -niskie wymagania sprzętowe -niska cena Minusy: -długość gry -sterowanie rodem z konsol Ocena końcowa 8/10 PS. Pominąłem omówienie w grze wszelkiego rodzaju zawartości do odblokowania w postaci artworków, czy dodatkowych kostiumów, bo stanowią one w grach już taki standard jak checkpointy. Niemniej, jest parę ciekawych rzeczy dla metagamerów.
  2. Thondarr

    XXI Wiek- czas w którym umarła fabuła

    Dobrze że wymieniłeś AC i Prince of Persia. Powiedz mi w której części PoP miałeś do czynienia z trybem multi? Niedlugo wychodzi AC: Brotherhood i mogę się założyć że tryb dla jednego fracza będzie krótki niczym demo, bo przecież na multi zarobi się więcej. Jasne, że jest to kwestia gustu, nie powiesz mi natomiast że Bad Company 2 opowiadająca o operacji mającej zabrać złym ludziom EMP zdolne wyłączyć USA ktore to zostalo opracowane podczas II Wojny Światowej można porównać do zlożoności Half Life albo Bioshock? I w dalszym ciągu nie przeczytałeś dokładnie tekstu. Nieładnie oj nieładnie.
  3. Thondarr

    XXI Wiek- czas w którym umarła fabuła

    Obyś się mylił!! Ja osobiście oczarowany fabułą Modern Warfare 2 liczę na to że będzie tak samo wciągająca i nie tak krótka jak nowy MOH. OK. Od fpsow oczekujesz dawki emocji, ale czy emocje nie sa potegowane jak dodatkowo masz wciągający scenariusz który rozgrywasz vide MW2? Teraz FPSy sa nastawione przede wszystkim na multi, co widać chociażby po treści publikowanych zapowiedzi. Kto może mi odpowiedzieć na pytanie: O czym będzie Black Ops, kto będzie bohaterem, co będzie osią intrygi itd.?? A kto może odpowiedzieć na pytanie jak będzie wyglądać multi i czy będą dedyki?? No właśnie... Pozdrawiam
  4. Thondarr

    XXI Wiek- czas w którym umarła fabuła

    Odpowiem Ci drogi Mantroxie, naprawdę dobra fabuła w FPSie była na przykład w nie tak starym Call of Duty 4 i jego kontynuacji, a ze starszych tytułów na przykład w Half Life, Half Life 2, Prey, XIII, SIN, Shadow Ops: Red Mercury, Project IGI, IGI 2, Timeshift, Far Cry Sam więc widzisz że FPSy wcale nie muszą być tępe i toporne. Rynek bardzo się rozwinął od czasów DN3D czy Dooma. Szkoda że rozwój się w którymś momencie zatrzymał. PS. Bioshock czy DeusEx nie są rasowymi FPSami tu się zgodzę, ale wciągają właśnie dzięki fabule a nie rozgrywce która i tak w Bioshock ograniczała się do rozwalania. Deus Ex to już co innego.
  5. Thondarr

    XXI Wiek- czas w którym umarła fabuła

    Oj koleś, uwielbiam takich co nie czytają dokładnie tekstu a potem komentują. Po pierwsze nie napisałem że w ciągu ostatnich 10 lat nie było filmów ze spójną fabuła bo zdarzały się perełki takie jak choćby Incepcja, ale o tym że panuje w rozrywce tendencja bawienia odbiorcy dostarczając mu silnych emocji. Po drugie, z ostatnich 10 lat wymieniłeś tylko 7 filmów, a Katyń nazywasz spójną fabułą. W ciągu roku w hollywood kręci się bo ja wiem około setki? Przy tym założeniu z 1000 filmów 6 posiada spójną fabułe. Istotnie niezły wynik. Jeśli chodzi o gry to również nie stwierdziłem że nie ma na rynku tytułów z ciekawą historią, faktem jednak jest że kiedyś było ich o wiele więcej. Tytuły które wymieniłeś w istocie się wyróżniają ale są tylko na ps3 (poza COD 4 i BC2 choć fabuła w BC2 to jakiś koszmar scenarzysty) na która gry wydawane są na blu-ray w związku z czym możliwe jest zmieszczenie nowoczesnej grafiki i dlugiej wciągajacej historii w jednym. Sam widzisz że nie łatwo mnie zgasić a następnym razem kiedy będziesz mieć taki zamiar przeczytaj chociaż tekst dokładnie ze zrozumieniem. To naprawdę nie boli. Pozdrawiam
  6. Po przejściu najnowszej gry Medal of Honor, nagłośnionej niczym odkrycie elektryczności zacząłem się zastanawiać. Od intra do Catalyst Linkin Park nie minęło nawet 5 h, gra pozostawia uczucie wielkiego niedosytu. Nie jest on związany z tym że historia tu opowiedziana jest za krótka, tylko tym że jest opowiedziana niejako na siłę. Niestety takich gier powstaje coraz więcej, a powodem jest to że nie tylko na rynku elektronicznym mamy do czynienia z powolnym umieraniem fabuły jako ważnego elementu dzieła. Zastanówcie się sami, ile razy w ciągu ostatnich 10 lat oglądaliście w kinie film kompletnie pozbawiony fabuły jako spójnej całości, a jedynie będący zlepkiem przypadkowych scen stanowiących wstęp do kolejnej rozpierduchy? A w tym roku ile razy będąc w kinie w oczy rzucał Wam się wielgachny plakat w stylu: ?Street Dance w 3D? albo jakieś inne ?Dance Dance cośtam superhiperbombaszał 3D?. W miejsce ciekawych historii, zaskakujących zwrotów akcji czy ciekawych postaci pojawiły się czyste emocje. Tak jest też w grach. Obecnie wiele z nich jest nastawiona na rozgrywkę multi. Bardzo niewiele jest tytułów, które wsysałyby jak wir nie ze względu na poprawienie mechaniki fragowania czy ciekawe mapy, ale właśnie ze względu na trzymającą w napięciu historię. Co jest tego powodem? Producenci których dotknął kryzys i nie stać ich na zatrudnienie scenarzystów, czy raczej nowoczesne pokolenie spragnione czystych emocji? A może powodem są sprawy techniczne? Grafika next-gen zajmuje sporo miejsca a pojemność nośników jest mocno ograniczona, dlatego da się upchać tylko 4 h gry trybu single. Kiedyś na jednym dvd mieściła się gra z kilkunastogodzinną fabułą która chwytała za serce. No ale jeśli się taką grę dziś włączy to połowa komunistów* dostanie odruchu wymiotnego a mniej zagorzali fani wszystkiego co nowe i świecące pogra najwyżej parę godzin. Prawda jest taka że tkwimy w tej pułapce na własne życzenie. Lubimy kiedy coś wygląda świeżo i estetycznie, w zgodzie z panującymi standardami, starając się iść z duchem czasu zachwycamy się nowoczesnymi technologiami. Trudno winić producentów, którzy nasze pragnienia wykorzystują. W końcu dają nam to czego pragniemy. Dołuje jednak fakt że w zamian za zwiększoną ilość wielokątów i lepsze efekty świetlne, które sprawiają że gra wygląda jak film poświęcamy ciekawą historię którą zapamiętamy na długie lata. *-termin oznacza małoletnich użytkowników najnowocześniejszych komputerów które dostali z okazji przystąpienia do pierwszej komunii. Za parę lat tak będzie się nazywać młodocianych kierowców Porsche.
  7. Thondarr

    Blask na twym szalonym diamenciku*

    Opeth słyszałem parę utworów, grają nawet ciekawie ale mają coś co nie pozwoli mi się do nich przekonać, mianowicie growl. Nie znoszę tego stylu śpiewania bo nie rozumiem tekstów a to już duża przeszkoda w przypadku progresji:P
  8. Thondarr

    Blask na twym szalonym diamenciku*

    Tak, na przykład "Pull Me Under" Dreamów czy też cała płyta "Metropolis Pt. 2", która jest po prostu zakręconą historią kryminalną. Nie przesadzajmy z tym zadęciem znowu... Prawdą jest, że podśpiewajek niet, ale bez przesady z "beznadziejnością życia". To brzmi jak opis emo-muzy . Nie powiedziałbym - dla mnie była fascynująca ("Images and Words", miałem 15 lat ). No i brak mi tu choćby Marilliona i Opeth na koniec . Po pierwsze wspomniane przez Ciebie "Metropolis Pt 2." inaczej nazywana "Scenes from a memory" nie jest jak napisałeś zakręconą historią kryminalną a zapisem sesji hipnotycznej w której bohater poznaje swoje poprzednie wcielenie- brutalnie zamordowaną nastolatkę. W warstwie tekstowej sporo tam odniesień do podświadomości, psychoanalizy, a nawet buddyzmu(Spirit carries on). Jeśli zaś chodzi o The Wall Pink Floydów, całość poświęcona była tematyce schizofrenii i szaleństwa, była bardzo dołująca, melancholijna i pod tym względem bardzo Emo:P Owszem nie ma wspomniane w poście o Marillion ani o Opeth podobnie jak nie wspominam również o King Crimson z prozaicznych powodów- nie zapoznałem się jeszcze z twórczością tych kapel. Zapomniałem również wspomnieć o progresjii w Polsce, choć jedyny zespół który mi przychodzi to SBB czy Hipertrofia Comy. Może Wy znacie jeszcze jakieś?? Serdeczne dzięki za wszystkie komentarze, jestem mile zaskoczony jak wiele osób zetknęło się z muzyką progresywną. Przy Was czuję się jak niedouczony kretyn, a teraz idę założyć włośiennice i rozpocząć rytuał klęczenia na grochu. O ja niegodny:P
  9. Thondarr

    Blask na twym szalonym diamenciku*

    Ok przyznaję racj, nie zwróciłem uwagi na to iż rzeczywiście jest tam You a nie Your, nie mniej jednak tytuł nie był tłumaczony na siłę a z przymróżeniem oka. Nie miałem pomysłu jak nazwać wpis więc poszedłem na żywioł. Równie dobrze mogłem to przetłumaczyć na: "Świeć na swoim szalonym diamencie", albo "Oświetlaj siebie, szalony diamencie". Zainspirował mnie natomiast akurat ten tytuł ponieważ jego brzmienie jest bardzo skomlikowane i bez sensu:p
  10. Thondarr

    Blask na twym szalonym diamenciku*

    Dzisiejszy wpis nie poświęcę muzyce a nie polityce, gdyż od jakiegoś czasu toczę spory z drugą połówką na temat muzyki progresywnej a konkretnie rocka progresywnego. Postaram się przybliżyć fenomen tego trudnego ale niezwykle ciekawego gatunku i wyjaśnić dlaczego nie wszystkim może się podobać. Przede wszystkim zacznijmy od tego czym jest progresja. Progresja w muzyce jest formą instrumentalistycznej masturbacji kierowana do maniaków którzy potrafią przeżywać miesiąć solówkę graną przez 10 minut w 12 minutowym utworze. Mamy dwa rodzaje progresji: Pierwsza polega na długim powolnym rozwijaniu się utworu. Piosenka zaczyna się na przykład od dwóch dźwięków na cymbałkach albo bicia dzwonu i tak przez 2 minuty po czym wchodza inne instrumenty. Druga jest nieco bardziej skompikowana. Otóż muzyk nie wiedząc na jaką melodię się zdecydować stwierdza że będzie grać wszystkiego po trochu, tak powstają 10 minutowe utwory z czesta zmiany tempa, dynamiki, skali itd. W progresji charakterystyczne są również bardzo skomlikowane, złożone teksty na tematy jeszcze bardziej skomplikowane. Raczej nie ma co szukać w tekstach Pink Floyd wzmianek o parasolkach-solkach, czy pochwał pokerowych twarzy. "Teksty nie o d...e Maryni ale o problemach ezgystencjalnych czy beznadziejności życia w progresji znajdziesz"- jak rzekłby mistrz Yoda. Te trzy powody sprawiają że progresja przy pierwszym odbiorze jest strasznie nudna i monotonna i tylko osoby słuchające utworu by nauczyć się grać te świetną solówkę tuż po przejściu klawesynu a zaraz po wyciu kota, przetrwają Dark side of the moon bez myśli o aktualnym kursie pudełka żyletek. Dokładnie tak, progresja kierowana jest głównie do muzyków, którzy potrafią docenić kunszt i jej złożoność. Raczej fani po po po pokerfejsowej Lady zGagi nie znajdą w tej muzyce niczego dla siebie. Na sam koniec warto przedstawić najbardziej znane zespoły i utwory progresywne. W pierwszej kolejności oczywiście Pink Floyd, królowie tasiemcowego grania, porąbanych tekstów i 17minutowych utworów. Do najbardziej znanych albumów tej kapeli należy: Dark side of the moon czy The Wall, zaś do piosenek wszystkim dobrze znany hymn uczniów technikum budowlanego pt. Another brick in the wall part II, czy Wish you were here. Ważnym zespołem była też grupa Genesis która jednak piosenki miała lżejsze i bardziej przystępne. Dla mnie nuda:P Jeśli mówimy o zmianach dynamiki i drugim rodzaju progresji to naturalnie nie można zapomnieć o Queen i ich Bohemian Rhapsody. Nie można również zapomnieć o November Rain Guns n Roses. Sam zespół grał mocny Hard Rock ale ten jeden konkretny utwór to czysta progresja(patrząc choćby na długość piosenki) Podobnie jak o albumie Seventh Son of a Seventh Son Iron Maiden który w całości romasował z graniem progresywnym. Ze współczesnych zespołów polecam szczególnie Dream Theater który świetnie łączy progresje z heavy metalem i robi to po mistrzowsku, oraz Tool któremu za teksty należy sie literacka nagroda Noble'a:P Zatem drodzy czytelnicy, jeśli ktoś z Was nie wie czym jest progresja albo nie wie tego Wasza luba to przecztajcie ten krótki wpis by nie umrzeć w nieświadomości. Pozdrawiam Na koniec link do przeróbki utworu Pink Floyd przez Dream Theater. Polecam przede wszyskim solo:D *- w orginale Shine on your crazy diamond- jedna z piosenek Pink Floyd pochodząca z płyty Wish you were here która została podzielona (piosenka nie płyta) na 9 czesci a album otwiera 5 z nich:P Zaryzykuje że to chyba najdłuższy studyjny utwór w historii muzyki rozrywkowej.
  11. Thondarr

    Krzyż na drogę?

    Kościół też jest w tej chwili słaby bo nie chce zabierać głosu w sprawie która go przecież dotyczy. Krzyż jest symbolem religijnym w końcu, a decyzję o przeniesieniu krzyża popisała również kuria, więc mówienie że kościól nie jest stroną tego konfliktu jest po prostu wygodne. Natomiast w przypadku In Vitro i aborcji kościół jak najbardziej czuje się stroną Czy tylko ja dostrzegam tu niekonsekwencję?
  12. Thondarr

    Krzyż na drogę?

    Tylko że to nie rząd podjął taką decyzję a władze miasta, kościoła i harcerze:P Ale reszta się zgadza. Państwo jest słabe. Pozdrawiam
  13. Thondarr

    Krzyż na drogę?

    Odnoszę wrażenie że chyba nawet kompromisy w naszym kraju nie mają racji bytu. Dziś miał być przeniesiony z wielką pompą krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego do kościoła. To jasne że krzyż, symbol kultu religijnego powinien stać w świątyni a nie przed miejscem pracy głowy świeckiego państwa. Miejsce krzyża jest w kościele podobnie jak miejsce wanny w łazience. Decyzje podjęli wspólnie hierarchowie kościoła, kancelaria prezydenta i organizacje harcerskie, wydawałoby się że to sprawiedliwy kompromis. Okazuje się jednak, że zwollennikom krzyża to wciąż mało i nie pozwolili by dziś z wielkim szacunkiem został przeniesiony. Kilkaset osób przed Pałacem odstawiało dziś szopkę, nawet nie wiadomo właściwie po co. Żeby w haniebny sposób wykorzystując tragedię smoleńską poprawić sobie humor po wyborach? Mówią że robią to by uczcić pamięc katastrofy, ale czy odstawiając burdy, sprzeciwiając sie osobom które ten krzyż postawiły w należyty sposób oddają cześć ofiarom katastrofy? Czy ludzie którzy zginęli w katastrofie takiego uczczenia pamięci by chcieli? Najbardziej jednak w tej całej sytuacji boli mnie słabość państwa. Ci ludzie są tam nielegalnie, zagrażają bezpieczeństwu i powinni zostać stamtąd usunięci. Dzisiejsza decyzja utwierdzi ich tylko w swoich działaniach i zaogni problem. Później może wpadnie im do głowy pomysł okupowania Pałacu Prezydenckiego i wtedy też władze nie zrobi nic w tej sprawie? Poza tym dziś tolerujemy nielegalne zgromadzenie zwolenników krzyża, a jutro w tym samym miejscu mogą się pojawić skinheadzi głoszący treści antysemickie. Władze miasta nie podejmą jednak decyzji o użyciu siły wobec uczestników zgromadzenia. Po pierwsze dlatego że zbliżają się wybory Po drugie dlatego że wiele osób pamięta czasy gdy aparat państwowy siły nadużywał. Z tych powodów tkwimy w tej chwili w impasie. Zarówno w kwestii krzyża jak i innych sprawach. Jestem pewien że w niedługim czasie PIS to wykorzysta
  14. Thondarr

    Blady strach padł na obywateli

    Matix755 Mówiąc to miałem na myśli głównie kraje skanynawskie, które mają socjal bardzo wysoko rozwinięty. One utrzymują się w większej mierze z handlu zagranicznego, eksportu surowców itd. natomiast podatki pełnią funkcję raczej marginalną. Anglia natomiast świadczenia socjalne ma na poziomie średniego państwa zachodniego. Dla Polakow którzy tam mieszkają to na pewno dużo, ale sam model gospodarki opiera się raczej na zasadach liberalnych. Natomiast problemy koncernu BP nie odbiją się w dużym stopniu na gospodarce Wielkiej Brytanii, ponieważ BP ma instrumenty by straty wyrównąc(chociażby podnosząc ceny paliwa na swoich stacjach) Poza tym poprawcie mnie jeśli się mylę, ale chyba BP jest prywatnym przedsiębiortswem bez udziału skarbu państwa bo inaczej Obama prowadziłby rozmowy z Cameronem a nie z przedstawicielem koncernu.
  15. Thondarr

    Blady strach padł na obywateli

    Dziś krótko po interesuje mnie przede wszystkim Wasze zdanie Rozpoczynając kolejny wpis polityczny chciałbym odwołać się do zapowiedzi ministra Boniego na temat ewentualnej podwyżki podatków. Niestety nie żyjemy w utopii, by mówić o wypłatach odszkodowań dla powodzian, podwyżkach nauczycieli, pozostawienia przywilejów emerytalnych dla mundurowych itd. nie zakładając żę skadś te pieniądze muszą się wziąść. Od początku istnienia III RP wałkujemy non-stop model państwa socjalnego, niewydolnego, niezwykle kosztownego ale jakże wygodnego a raczej wygodnickiego. Wydaje mi się że to po prostu kwestia przyzwyczajenia, w końcu poprzedni ustrój również oferował szeroki socjal. Dodatkowo każda zmiana wywołuje lament a a na obywateli pada od razu blady strach: -zrównianie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn- lament -podniesienie wieku emerytalnego- lament -podwyżka podatków- lament -reforma KRUS- mega lament połączony z wysypywaniem zborza na tory albo innego rodzaju flash mobem Jeśli decydujemy się na model socjalny to godzimy się na coraz wyższe podatki, coraz mniejsze zarobki, bo zwiększają się koszty pracy itd. Przygotujmy się na to że niedługo będziemy płacić coraz więcej a z pensji brutto będą nam ucinać ponad 70 procent, który iść będzie na budowanie pałaców, czy wypłacanie zasiłków. System socjalny sprawdza się w krajach które mają spore dochody z budżetu np z handlu zagranicznego, gdzie podatki stanowią jego mały procent, a nie w Polsce która głównie utrzymuje się z podatków. Wracając jednak do słów ministra Boniego wydaje mi się że rząd stosuje pewną formę sondażu. Rzuca od czasu do czasu zapowiedź niepopularnej reformy i obserwuje reakcje. Który pomysł wywoła najmniejszy lament ma szansę zostać zrealizowany. Jak myślicie który lamentogenny pomysł ma największe szanse na realizację?
×