Jump to content

Papkin

Forumowicze
  • Content Count

    583
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Papkin last won the day on January 21 2019

Papkin had the most liked content!

Community Reputation

130 Znakomita

8 Followers

About Papkin

  • Rank
    Elf

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array

Recent Profile Visitors

8,722 profile views
  1. Lękam się, że jednak musimy poćwiczyć czytanie ze zrozumieniem. Pozwolę sobie zamieścić ten fragment w całości. Liczy on sobie 486 znaków. Cała relacja z marszu (dostępna tu: /bit.ly/2riZyV3) - ok. 16 tys. znaków. Jest to, ano właśnie, "relacja". Wątek zbioru podpisów się w niej pojawia... acz wyraźnie nie jest dominantą. We wspomnianym przez ciebie komentarzu została mi zarzucona nierzetelność. Tymczasem ani w przytoczonym fragmencie nie oceniam zasadności pretensji Amerykanów, ani zasadności zbierania podpisów, ani projektu "Stop 447". Relacjonuję. Tylko tyle i aż tyle Ponieważ komentarze były nieeleganckie, napisane w dość agresywnym tonie, a w dodatku merytorycznie wątpliwe - postanowiłem je usunąć. Wybacz, ale to mój profil i mam na to prawo. Sugeruję się nie domyślać, ale - skoro twierdzisz, że chcesz ze mną rozmawiać o konkretach - rozmawiać o konkretach. Z którego fragmentu relacji (znów: r-e-l-a-c-j-i) wynika, że mój stosunek do tego środowiska jest nieprzychylny? Dzieje się to dość często. Pozostawiam ocenie czytelników tego wątku, czy powyższy fragment (przezornie zacytowany w całości) jest pejoratywnie nacechowany. Powtórzę apel: rozmawiajmy o konkretach. W którym fragmencie komentarza napisałem, że: a) naziści nie pochodzili z Niemiec b) Niemcy nie byli nazistami c) naziści to rasa obcych z kosmosu Odpowiedź? W żadnym. Nie miałem najmniejszej ochoty wypowiadać się na 447, a w dodatku temperatura dyskusji rosła, gdyż (wraz z kolegą) nakręcaliście się wzajemnie (na przykład twierdząc, że uważam, że Niemcy to nie naziści... co jest wierutną bzdurą, nic takiego nie napisałem). Uznałem, że pora wylać wam na głowy kubeł zimnej wody, a samej dyskusji - nie kontynuować. Sorry, mój dom, moje zabawki. Zniknął, bo był nieelegancki, napastliwy i niemerytoryczny. Dlaczego "niemerytoryczny"? Powtórzę: wątek "STOP 447" zajmował jakąś 1/32 tekstu, w dodatku nijak się do zasadności (bądź bezzasadności) zbiórki nie odnosiłem. Gdybym opublikował felieton, w którym bym czynił zarzut organizatorom akcji - bardzo chętnie bym o sprawie podyskutował. Natomiast zupełnie nie tym się zajmowałem. W dodatku nieszczególnie miałem ochotę mieć na swoim profilu komentarze dwóch nakręcających się kogucików, którzy zarzucają mi nierzetelność na bazie tego, co wydaje im się, że wyczytali w tekście. Nie zwykłem prostować zdań, które są prawdziwe. W imię kultury dyskusji jestem w stanie uciec się do uczynienia niewidocznymi komentarzy na wcale niewielkim fanpejdżu. Jeżeli wypowiedzi są chamskie, a w dodatku ich autorzy zarzucają mi błędy na bazie swoich rojeń - sorry. Mam na swoim profilu bardzo różnych komentatorów, bardzo rzadko mi się zdarza moderować tam dyskusje. Natomiast w tym wypadku uznałem to za zasadne. Nie nazywam ludzi "naziolami" i "faszolami". Nie oceniałem też, czy ty (bądź kolega) macie rację w tej konkretnej (bądź w jakiejkolwiek innej) sprawie. Powtórzę: nie zajmuję się 447. Dążenie do prawdy. Natomiast "zarzuty", które mi tu czynisz to tzw. trzecia prawda tischnerowska. Misiu - konkret. Do czego się nie odniosłem? Jeżeli masz zarzut - napisz go, zdarza mi się popełniać błędy (któż ich nie popełnia?), nuż się czegoś ciekawego dowiem, nuż rzucisz świeże światło na jakąś sprawę. Nawet na poprzedniej stronie tego wątku jeden z kolegów mi zwrócił uwagę na omyłkę. I super. Nadmienię jednak, że choć chętnie dyskutuję, to jednak z kulturą. Słowem: bez presupozycji, domysłów, sugestii i re/nadinterpretacji.
  2. Było ostatnio nieco roszad, ale jest już nowy redaktor prowadzący publi. W nadchodzących miesiącach powinno być odczuwalnie lepiej.
  3. Bardzo bym prosił o przeczytanie tego tekstu jeszcze raz. Ale tym razem ze zrozumieniem. Jeżeli byłby to problem, to mogę szerzej odpowiedzieć na powyższe linijki. Mało tego, wystosować odpowiedź bez agresji, poczucia triumfalizmu i świadczących o samozadowoleniu emotek (nawiasem mówiąc - naprawdę da się dyskutować inaczej).
  4. Cześć! Muszę skorygować te nieprawdziwe plotki: z CD-Action właśnie się rozstałem (acz zamierzam dalej współpracować), stąd zajmuję się raczej wąską działką Natomiast odnośnie do megatestu słuchawek - sugerowałbym napisać w tej sprawie do Ninho bądź Krigora (nasi sprzętowcy).
  5. Karol Marks był znanym wielbicielem modów do Simsów 4, a pisaniem o transpłciowości w Cyberpunku zaraził Hegla i Różę Luksemburg. Z tego co mi wiadomo - w "Kapitale" zawarł on wizję świata przedstawionego, którą Ubisoft odtworzył w Watchdogs: Legion, a jego żarcikom ze świń ustępowały jedynie świńskie dowcipy Davida Camerona. (Który to zresztą ukochał trzodę miłością dość dosłowną).
  6. Otóż ww. podpisali się pod listem po wysyłce numeru do druku.
  7. Odnośnie do tekstu o Simsach - na mur beton pójdzie w kolejnym numerze. Jest to wyłącznie moja wina, z racji targowej gorączki (oraz prac nad publicystyka do następnego wydania) zwyczajnie nie dałem rady dopiąć tego tekstu na czas. Przepraszam, obiecuje, że postaram się wynagrodzić Wam zwłokę.
  8. Z perspektywy czasu muszę przyznać rację. Przyciężki jest ten tekst. Pardon, postaram się wynagrodzić ten eksperyment w kolejnym wydaniu.
  9. Ojej! Że pomyliłem Boga z Trybami zauważyłem już po wysyłce numeru do druku... ale że przy okazji wieszczyłem w felietonie sequel Dead Cells? Tego nie wiedziałem do teraz. Cóż, tak się kończy pisanie tekstu w dniu deadline'u, gdy do ugaszenia mamy tak wiele pożarów, że niekiedy zdarza się po drodze wzniecić nowy. Pozostaje mi posypać głowę jeszcze większą garścią popiołu, bo nie były to pomyłki zamierzone. Co do emancypacji jednak - film Lanthimosa nie traktuje co prawda o (np.) sufrażystkach, ale zauważ, że jeden z wierzchołków trójkąta (postać Abigail) to piękny przykład emancypacji poprzez edukację. Dodam, że film skupia się na silnych kobietach, które tylko z pozoru rywalizują o względy królowej. Monarchini symbolizuje tu państwo, czy - szerzej - władzę. Korzystając z okazji - wesołych!
  10. Nikt nie wymaga od scenarzystów loot shootera (czy - po prawdzie - gier wideo) pisarstwa na miarę Joyce'a. Jednak nawet wspomniany przez Ciebie Anthem - w moim odczuciu - oferuje znacznie lepszy scenariusz i lepiej go przedstawia. (Większość) istotnych wątków poznajemy w wyraźnie wydzielonych segmentach, niejako w przerwach od szusowania w javellinach. Pozwala to i zatrzymać się przy radiostacji, i zagadnąć enpeca, i wsłuchać się w jakąś interesującą konwersację. The Division 2 to zaś Typowa Gra Ubisoftu. Postacie mają za zadanie zlecić questa, którego umotywowanie jest symboliczne i tak nieciekawe, że nie mam żalu, iż radiowe komunikaty zazwyczaj giną w dźwiękach strzałów i wybuchów. Wrogowie nigdy nie negocjują, nie poddają się, nie rzucają nowego światła na nic, frakcje nijak nie tłumaczą swoich motywów, napięcie aksjologiczne nie istnieje, bo trudno tu o jakąkolwiek moralną niejednoznaczność. Dodam, że historia jest niewiarygodnie płytka również dlatego, że jej autorzy chuchają i dmuchają, byle nikogo nie urazić i nie nawiązać do rzeczywistych wątków. PS w przypadku gry, która ma w tytule nazwisko Toma Clancy'ego, słowem: mistrza w snuciu geopolitycznych intryg i odpalaniu fabularnych wolt, jest to wszystko szczególnie bolesne. Jest w niej też (niekiedy) zgrabny environmental storytelling. To wszystko prawda. W przypadku gier nastawionych na sieciowe zmagania (nie tylko loot shooterów) kontekst może być w odwrocie... ale wcale nie musi. Overwatch rozwija swoje uniwersum komiksami, filmami animowanymi i opowiadaniami, CoD uzupełnia (zazwyczaj) multiplayera wcale niezłą singlową kampanią, wzmiankowany Anthem ma historię tyleż opcjonalną, co względnie niezłą, pokrewne gatunkowo Borderlandsy punktują reżyserią i absurdalnymi projektami...i nawet nie zaczynam tutaj pisać o MMORPG-ach. Tymczasem The Division 2 robi bardzo niewiele, by zainteresować mnie swoim światem. Nie miało być ani świeże, ani dowcipne, ani elokwentne. Światowi The Division brakuje własnej tożsamości. Niewiele różni się on od dziesiątek podobnych postapokalips. Wybacz, ale i Destiny, i Borderlandsy, i Anthem robią to zwyczajnie lepiej. Cóż mi z tego, że w grę zaszyte są smaczki. Fantazyjne graffity, które ktoś namalował na socrealnym klocu, wcale nie sprawia, że socrealny kloc będzie wyglądał na nowoczesną architekturę. Co do zasady: nonsens. W tym jednak konkretnym wypadku... cóż, wielokrotnie przyznawałem na łamach, że spędziłem dziesiątki godzin przy Borderlandsach, a i Anthem zauroczył mnie na tyle, bym wciąż go czasem odpalał. The Division 2 zaś, co zaznaczyłem i w recenzji, i w zapowiedzi, to bardzo dobrze zbudowany produkt. Tyle że bazuje on na rozgrywce (w moim zresztą mniemaniu - nudniejszej niż u konkurencji), nie na narracji.
  11. ...gdyż? Pytam bez złośliwości. Lubię poznawać umotywowane opinie.
  12. Czesc! Podniosles (wybacz samowolne przejście "na Ty", ale chyba w tak nieformalnym środowisku nie musimy sobie "panować") kilka bardzo ciekawych kwestii, które aż krzyczą o to, by się do nich ustosunkować... aczkolwiek będę to w stanie uczynić dopiero we wtorek. Jestem teraz w drodze, a jutro - mam calodzienna delegację. Obiecuje jednak, że wkrótce odpowiedziem na Twoje wątpliwości najlepiej jak umiem. Tymczasem: przyjemnej niedzieli!
  13. Pozwolisz, kolego, że sobie porozmawiamy. Ale niekoniecznie o UE, raczej: o kulturze dyskusji. Nie mam nic przeciwko temu, że jesteś złośliwy i konfrontacyjny. Przeciwnie: momentami artykułujesz swoje zarzuty w błyskotliwy sposób, co doceniam i czemu dałem wyraz powyżej. Natomiast rzucenie kilku domysłów i podważenie kompetencji autora, zwieńczone "nie odpisujcie mi, nie obchodzi mnie, co macie do powiedzenia" to wybieg nie tylko niekulturalny, ale i stawiający pod znakiem zapytania Twoje intencje. Skoro rzuciłeś rękawicę, nie możesz oczekiwać, że jej nie podniosę. Zacznijmy od tego, że zapytałeś mnie o to, "kiedy Polska wstąpiła do UE", co - mniemam - było w Twoim odczuciu "podkręconą piłką". Nie odpowiedziałem (wybacz, nie wchodzę na forum regularnie), więc uznałeś, że nie mam (tu cytat) "elementarnej wiedzy" oraz nie znam "suchych faktów"... ...ale uwaga: zarzucasz mi nierzetelność tekstu na podstawie braku odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytanie (!). To jest czyściusieńka projekcja, nie ma żadnego umocowania w opublikowanym przez nas materiale. Co więcej: dowiaduję się, że - w świetle tego niczym niepopartego zarzutu - tekst jest "chamski, mało inteligentny", a na dokładkę autor napisał go na kolanie (bo ponoć bez sięgnięcia do źródeł). Jest to nieprawdą. Pisząc wspomniany artykuł autor sięgnął do kilkudziesięciu źródeł, w dodatku postarał się, by przedstawić korzyści i problemy, jakie wynikają z naszego członkostwa w Unii. To nie jest żaden hurraoptymistyczny felieton, ale dłuższy tekst, w którym pojawiają się różne stanowiska... i spójrz: poniekąd osiągnąłeś swój cel; dzięki użyciu przez Ciebie presupozycji muszę się tłumaczyć z "zarzutów", które nie mają żadnego umocowania w czymkolwiek. Lękam się jednak, że forumowicz CDA jest zbyt inteligentny, by dać się w taki sposób wystrychnąć na dudka. Ażeby dodatkowo zohydzić autora publicystyki, raczyłeś mnie nazwać "Wielce Czcigodnym Gospodarzem", ergo: napompowanym wałkiem. Ale zarazem "w mojej duszy i umyśle tkwią ogromne pokłady poczciwości". Słowem: napompowany wałek, ale również wsiowy głupek. Później stwierdziłeś, że sam tekst jest pisany z politycznej dyspozycji i rzuciłeś (również: niczym niepoparte, chyba wchodzi Ci to w krew!) podejrzenie, że powstał on na zlecenie wydawcy, który "nie jest neutralny politycznie, oj nie". Otóż... mylisz się. Mój pryncypał (Bauer) prowadzi nad Wisłą czasopisma luksusowe, poradniczo-rozrywkowe (pisownia oryginalna), poradnikowe, telewizyjne, ogrodnicze, kulinarne, komputerowe (to my!), popularnonaukowe, motoryzacyjne oraz młodzieżowe. W temacie pism społeczno-politycznych – sucho jak na mormońskim weselu. Kuszące jest wyjaśnianie świata spiskami, które rozgrywają się ponad naszymi głowami... co jednak o nich sądzę możesz przeczytać na przykład pod tym adresem: bit.ly/2UXT4ba. Cztery wnioski: a) jeśli chcesz rozmawiać - rozmawiajmy. Ale o "suchych faktach", których rzekomy brak tak bardzo ci przeszkadza, a nie o domysłach i projekcjach. b) jeżeli chcesz rozmawiać - rozmawiajmy. Ale w kulturalnej atmosferze. Obrzucanie się inwektywami (nawet, jeśli są one względnie pomysłowe) nie służy niczemu. Zauważ, że choć nie zgadzam się Tobą w sposób fundamentalny - nie obrażam Cię tutaj, nie stosuję nieprzyjemnych epitetów, ba - nawet zaimki piszę wielką literą. c) jeżeli chcesz rozmawiać - rozmawiajmy. Ale nie zarzucaj mi, że działam w oparciu o jakąś określoną agendę, bo nie masz na to cienia dowodu. d) jeżeli chcesz rozmawiać - rozmawiaj. Na ten moment podszedłeś do stołu, wywróciłeś go, tupnąłeś nogą i sobie poszedłeś. Wybacz, to nie "rozmowa".
  14. I tak, i nie. Uwielbiam layout Edge'a za jego przejrzystość, ale - nie da się ukryć - sporo tam jedno-dwustronicowych wypełniaczy. Game Informer potrafi z kolei zaatakować wspomnianą "blachą", ale bardzo często jest to treść... jakby to rzec... nieprzesadnie istotna. Co do zasady: w samo słowo "pismo" wpisana jest obecność "pisma". Weird sh*t, huh? Osobiście chciałbym, byśmy mieli skład tygodników opinii, ale to marzenie ściętej głowy. Absolutnie natomiast magazyn nie powinien przypominać komiksu, ba: lepiej, by tekst gorzej wyglądał (w końcu i tak nie ma sensu konkurować z siecią, w której potencjalny czytelnik zobaczy sobie screeny w 4K), ale miał za to więcej treści. Pod warunkiem wszelako, że będzie to DOBRA treść, a nie rozdęta ponad miarę, pozbawiona redakcji wydmuszka. (Co zdarza się niezależnie od szerokości geograficznej).
×
×
  • Create New...