Jump to content

Maverick undead

Forumowicze
  • Content Count

    1,402
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Maverick undead last won the day on October 10 2012

Maverick undead had the most liked content!

Community Reputation

122 Znakomita

About Maverick undead

  • Rank
    Egocentryczny dziadek bez poczucia humoru

Sposób kontaktu

  • AIM
    Array
  • Strona WWW
    Array
  • ICQ
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

4,640 profile views
  1. Mysquff - bez cytowania powaznych prac naukowych, generalnie na chwile obecna wiadomo z grubsza tyle, ze faceci sa bardziej odporni na bol (maja o polowe mniej receptorow bolowych niz kobiety), ale gorzej go znosza. Z kolei kobiety maja nizszy prog odczuwania bolu, ale lepsza tolerancje. W praktyce: facet moze nie zauwazyc bodzcow, ktore u kobiety bylyby zarejestrowane jako "bol", ale to kobiety sa w stanie dluzej funkcjonowac odczuwajac bol, podczas gdy faceci gdy juz ich cos zacznie bolec to bardzo szybko beda sie dopominac o wspomnnianego przeze mnie wczesniej misia. Szczegolowe badania na ten temat prowadzono na Uniwersytecie Cambridge. Jesli chodzi o samo porownanie czy bardziej boli porod czy kop w klejnoty, nie wiem. Wiem za to, ze porod w skali bolu lapie jakies 8 - 9 oczek na 10. Bol po przebudzeniu po rozleglej operacji kwalifikuje sie na 6-7 oczek na 10 i generalnie nikoomu go nie zycze. Oslo bol na 5+ w szpitalu to przyczynek by przerzucic klienta na morfine i inne koktajle szczescia.
  2. Ktos tak w ogole zwrocil juz tutaj uwage, ze generalnie kobiety maja wieksza tolerancje bolu niz faceci? Ergo jezeli statystyczna kobieta zwraca uwage, ze odczuwany przez nia bol jest zbyt wielki by mogla wykonywac jakies obowiazki, to spokojnie mozna zalozyc, ze ten sam bol statystycznego faceta dawno temu doprowadzilby do stanu "o boze, jak boli, umieram, dajcie mi spokojnie skulic sie w moim lozeczku i niech mnie ktos przytuli i da mi mojego pluszowego misia". Oczywiscie jeszcze kwestie czysto ludzkie, czyli serio - jak bardzo beznadziejna jednostka ludzka trzeba byc by oceniac czy kogos innego boli w akceptowalny sposob. Serio - jesli go boli, to znaczy ze JEGO zdaniem boli go wlasnie tak jak mowi. Bo na tej zasadzie to ja moge powiedziec, ze "zlamana noga. meh mialem nic rewelacyjnego - odrobina morfinki i mozna z miejsca isc do roboty, przeciez i tak tam siedzisz". Serio - jesli cos boli to po prostu boli i nie ma bata, niezaleznie jakie jest zrodlo. Poza tym srodki przeciwbolowe to sie lyka w sytuacjach "mialem polamana noge i teraz jak sie zmienia pogoda to czuje jakby mi ktos w nia igly wbijal i nic na to nie poradze, lykne sobie pigulki i sie bede oszczedzal" a nie by sie znieczulic i robic jak co dzien, bo surprise surprise: bol to jest znak ostrzegawczy i ignorowanie go to najlepsza metoda by wyladowac potem w szpitalu z jakimis fajowymi zmianami w organizmie, na ktorych beda mogli doktoraty sobie robic nowe pokolenia lekarzy. Poza tym ta - tak bardzo odpowiedzialna praca, ze zdaniem samego lordeona spokojnie mozna ja wykonywac oszolomionym prochami albo "ignorujac bol" ergo nie ma sily: po prostu wykonywac ja byle jak.
  3. Dobra, bo z ciekawosci sledze ta dyskusje i mi sie ostre rzeczy w kieszeni otwieraja. Nie uznaje sie za katolika, nie jestem nawet wierzacy, ba wiele akcji organizowanych przez co bardziej radykalnych przedstawicieli tej grupy napawa mnie odraza (chociazby obrzucenie domu matki dyrektora teatru jajkami - czysty i nieskrepowany przejaw oszolomstwa). Tym niemniej w mojej skromnej opinii beztalencia kulturowego jestem bardziej sklonny przyznac racje profesorowi Glińskiemu. Z bardzo prostej przyczyny - od dluzszego czasu odnosze wrazenie, ze co poniektorzy artysci jada sobie coraz bardziej po bandzie, a gdy ktos probuje sie oburzac to zaslaniaja sie wolnoscia sztuki. Tyle tylko, ze mam zwyczajnie watpliwosci, czy motywacja stojaca za tworcami takowych dziel byla faktycznie "sztuka" czy tez po prostu chec wywolania burdy i rozreklamowania sie dzieki wywolanym kontrowersjom, czy tez po prostu chec sprawdzenia na jak wiele moga sobie pozwolic. Zwyczajnie po ludzku nie podoba mi sie to, poniewaz bycie artysta w zaden sposob w mojej opinii nie zwalnia nikogo z obowiazku przestrzegania pewnych norm spolecznych czy prawnych. Jezeli ktos tworzy dzielo, ktorym swiadomie kogos uraza to niech ma chociaz tyle godnosci by przyjac na twarz gromy jakie na niego spadna, i oplacic grzywne/spedzic pare nocy w areszcie jesli wybitnie pojechal po bandzie i tak bardzo mu na owej sztuce zalezy. Oczywiscie tzw. druga strona tez powinna sobie wziasc na wstrzymanie, bo sposob w jaki prezentuje ona swe oburzenie jest rownie jesli nawet nie bardziej patologiczny. W kwestii wspomnianego przedstawienia i glownego tematu dyskusji. Kiedy ostatnio sprawdzalem to definicja pornografii bylo nie "pokazywanie nagosci", ale "pokazywanie nagosci w sposob majacy na celu wywolanie u odbiorcy pobudzenia seksualnego", wiec chociazby z tego wzgledu mieszania aktow z pornografia nalezaloby zakonczyc. Oczywiscie powoduje to inny ciekawy problem - otoz cos, co kiedys bylo pornografia moze z czasem przestac nia byc w wyniku zmiany mentalnosci odbiorcy. Mam tez z tego powodu pewne watpliwosci odnosnie mozliwosci istnienia "sztuki pornograficznej", chociaz nie bede definitywnie podwazal owej mozliwosci. Tak wiec przechodzimy tutaj do samej sztuki, i watpliwosci z nia zwiazanych. Po pierwsze wypadaloby sie zastanowic nad zmiana terminologii, jesli wiadoma scena nie miala na celu wywolanie u odbiorcy, ze tak to ujme, "efektu kosci" to czy aby na pewno w swietle definicji nalezy ja kwalifikowac jako pornografie. Nagosc, piekno ludzkiego ciala (takze to pojmowane niekonwencjonalnie) czy jego ekspresja oddzialuja na poczucie estetyki czlowieka, czyli niejako emocje wyzsze. Pornografia specyficznie ma na celu wywolanie bardziej cielesnych reakcji, wiec ma tez inny cel. Moim zdaniem istotne byloby tutaj zastanowienie sie z jakim przypadkiem mamy do czynienia i jakie byly intencje tworcow (fakt, ze ktoss stworzyl dzielo chcac wywolac burde nie umniejsza wartosci dzielu, ale nie zmienia faktu, ze tworca winien poniesc pewne konsekwencje - oczywiscie zwykle nie bedzie mozliwe okreslenie intencji, jednakze czasami jest to nader proste). Po drugie w zwiazku z owym pierwszym - wypadaloby okreslic jak kwalifikuje sie to konkretne przedstawienie. Ktos wyzej pisal, ze wiadoma scena nie wywoluje wiadomych reakcji, wiec z pewnymi zarzutami moze nalezaloby przystopowac? Po trzecie - koniecznosc owej sceny. Czyli czy wnosi ona do przedstawienia cokolwiek istotnego, czy tez jest zwyczajnie proba pojechania po bandzie. Przyznaje, ze od wielu lat nie chodzilem do teatru, jednak drzewiej zdarzalo mi sie uczeszczac w miare regularnie (liceum i naprawde fajny, choc przez nas niedoceniany, wychowawca, ktory mocno nalegal na czeste wycieczki "kulturowe") i z przykroscia musze stwierdzic, ze bardzo czesto owe przedstawienia zawieraly sceny nagosci zwyczajnie zbedne w przekazie. Nie oburza mnie widok nagiej kobiecej piersi, ale jesli nie wplywa on na scene to po co sie w niej znajduje? Po czwarte w zwiazku z trzecim - czy aby przypadkiem sztuka byla reklamowana w odpowiedni sposob? W jednym z wywiadow prof. Glinski zacytowal oryginalny opis sztuki (pozniej zostal on podobno zmieniony) i najzwyczajniej w swiecie odnioslem sluchajac go wrazenie, ze fakt, iz sztuka zawiera elementy pornograficzne byl przedstawiany w sposob najzwyczajniej w swiecie kojarzacy sie z proba zareklamowania przedstawienia poprzez obecnosc wiadomej sceny. Byc moze to efekt wczesniejszych wypowiedzi padajacych w wywiadzie, ktore sklonily mnie do interpretowania cytowanego tesktu w taki sposob, byc moze to po prostu niefortunny dobor slow ze strony osoby odpowiadajacej za ow opis. Tym niemniej po raz kolejny zastanawiam sie na ile chodzilo tutaj o sztuke, a na ile o wywolanie kontrowersji. Specyficzny artykul linkowany przez Zadymka (ktory moim zdaniem wraz ze swoim kolega powinien nieco przystopowac z tonem wypowiedzi) Wszystko fajnie, tyle tylko ze ideologie mozna dorobic do wszystkiego. Byli juz ludzie, co pewien pisuar nazywali "Madonna Toalety", nawiasem mowiac wbrew intencjom artysty.
  4. Hmmm, troll czy nie troll... oh, well, odpowiem z zalozeniem, ze to nie jest prowokacja. Po pierwsze - reguly walki dwoma broniami to dzialaja w edycji 5 (a i tam jak na razie sa wyborem suboptymalnym), w edycji 3 jest to inwestycja calej serii atutow tylko po to by byc mniej skutecznym od goscia, ktory wzial dwureczny miecz i Power attack + Shocktrooper. Jasne - da sie zbudowac dzialajace buildy opierajace sie o walke dwoma broniami, tak samo jak da sie zbudowac dzialajacy koncept mnicha - ale tak samo jak czysty mnich jest klasa, ktora zwyczajnie nie dziala (konkretniej zas nie dziala tak jak mozna sie spodziewac z jej opisu w podreczniku) tak walka dwoma broniami jest stylem walki nie dzialajacym, o ile specyficznie nie wezmiesz calej serii atutow, ktorych jedynym celem bedzie zrownanie cie z innymi stylami walki. Teraz jesli chodzi o przeznaczenie DnD - nie ma co ukrywac, ze ten system wywodzi sie z bitewniaka, stad wlasnie mechanika wyglada jak wyglada i jest nastawiona na walke z orkiem strzegacym skrzyni ze skarbem stojacym posrodku pokoju 10 na 10 metrow (dobra przesadzam, MG ktory buduje takie spotkania zasluguje na kopa). Nie zmienia to faktu, ze owa mechanike mozna spokojnie zastosowac takze do innego rodzaju przygod - chocby po to by byly one urozmaiceniem od bycia murderhobo. Przy czym jedna rzecz - specyficznie w podreczniku wprowadzono regule 0, czyli prawo Mistrza Gry do zmiany mechaniki wedle wlasnych potrzeb. Nie jestem zwolennikiem modyfikowania mechaniki jak leci, gdyz wtedy prosciej przerzucic sie na inny system. Ale nie zmienia to faktu, ze niektore elementy tej mechaniki zostaly wprowadzone tylko po to by byly, bez zadnego przemyslenia czy dalszego rozbudowania (niemagiczne rzemioslo, gdzie wazenie kwasu alchemicznego wymaga sporych ilosci downtime'u zwlaszcza jesli porowna sie to z mozliwosciami magow. Zreszta ktos kiedys ladnie liczyl ile Oghmie zajmie wykonanie adamantytowego dlugiego miecza jesli nie skorzysta ze swej unikalnej boskiej mocy, ktora zostala mu dana tylko dlatego, ze smiesznie by wygladalo jakby bog rzemiosla potrzebowal wiecej niz miesiac by wykonac jeden przedmiot, ktory stanowi na dobra sprawe podstawowe wyposazenie kazdego poszukiwacza przygod na 6 poziomie i wyzej). Zasady przemierzania terenu sa tego przykladem poniewaz absolutnie nic nie wnosza do rozgrywki, o ile quest nie jest specyficznie zbudowany pod to by byly one niezbedne (limit czasu na wykonanie questu). Owszem - liczy sie to latwo, ale w zaden sposob nie zmienia to faktu, ze sa to obliczenia absolutnie zbedne. Jesli cos sciga graczy (nie musza tego wiedziec oczywiscie) - licz to (oczywiscie nie przy nich), w przeciwnym wypadku twoje obliczenia sa sztuka dla sztuki nie majaca zadnego wplywu na rozgrywke. Podobnie sprawa ma sie z equipment subgame - przeliczanie kazdego miedziaka by sprawdzic czy przypadkiem obciazenie postaci sie nie zwiekszylo jest szkodliwe dla rozgrywki, poniewaz gracze beda poswiecac na to czas, ktory mogli wykorzystac by zabic kolejnego orka. O ile wiec nie planujesz jakiejs ulltrarealistycznej sesji (swoja droga P_aul wspominal mi jakis czas temu o takim systemie gdzie bardzo istotne jest zarzadzanie ekwipunkiem podczas eksploracji lochow - Torchbearer sie on zwal) to spokojnie mozna wszystkie te obliczenia zredukowac do "pilnuj z jakim obciazeniem zaczynasz sesje i zmien na wyzsze gdy dodasz do ekwipunku cos na tyle ciezkiego, ze na pewno przeskoczysz na wyzsze". Wybacz, ale wole utrudniac graczom zycie kreatywnym stosowaniem iluzji, a nie przez zmuszanie ich by liczyli kazdy miedziak jaki maja przy sobie w kazdym momencie. Zagladanie do instrukcji w czasie gry - tu nie chodzi o pietnowanie tego, ale o to, ze poswiecasz kilka minut na sprawdzenie czegos, co bedzie mialo minimalny wplyw na rozgrywke. Jasne - jak ktos rzuci "wchodze w nim w zwarcie" to zaklniesz pod nosem (wraz z reszta graczy) i otworzysz ten podrecznik bo zwyczajnie nie bedziesz mial wyboru. Ale jesli ktorys z graczy rzuca jakies zaklecie czy wykonuje akcje, ktora zmusi cie do wertowania podrecznika (a w zasadzie kilkudziesieciu podrecznikow - per zasady volley shot) przez 10+ minut tylko po to by uzyskac efekt, ktory mechanicznie nie bedzie wiele lepszy od przywalenia przeciwnikowi laga w helm, to jest to zwyczajne marnotrawienie czasu. Faktycznych zasad poszukam po sesji i beda pamietal je/mial je zaznaczone na przyszlosc. Czemu zas jest to problem? Bo najpewniej za dwie tury znowu bedziesz ten podrecznik wertowal. A kiedy z 4 godzinnej sesji ponad godzina czasu schodzi na dyskutowanie/sprawdzanie regul, to przestaje byc zabawnie. Tak na marginesie - jesli ktos u mnie chce grac casterem to niech sie liczy z tym, ze to on ma mi wyjasnic jak dziala zaklecie, ktore wlasnie rzucil, a jesli nie daj Boccobie jest summonerem to niech lepiej ma przygotowane stat-blocki tego co wlasnie przyzwal. Zreszta prosty przyklad - ile czasu zajmie przekopanie sie testem profesji (gornik) przez 5 stop ziemi i 10 stop skaly, milego szukania.
  5. Wiec tak, jesli chodzi o mechanike DnD 3.5 to raz, ze wymaga spedzenia duzych ilosci czasu czytajac podreczniki i fora poswiecone theorycraftingowi (sam tez nie znam zasad tak dobrze jak bym chcial). Druga zas sprawa to fakt, ze tak naprawde duzym problemem DnD (jak i chyba wszystkich systemow udostepniajacym graczom zdolnosci nadnaturalne) jest to, ze trudno przy tworzeniu swiata przerzucic sie na myslenie z punktu widzenia istnienia tych zdolnosci. Nawet samym tworcom systemu sie to nie udalo, gdyz nie ma co sie czarowac - jedynym settingiem, ktory nie jest quasi-sredniowieczem z dorzucona na doczepke magia jest Eberron (ktory zostal zainspirowany przez fanow i ma tez swoje problemy). Prosty przyklad - w zadnym settingu wysokomagicznym (Faerun, ale takze Greyhawk czy Planescape) nie powinien wystepowac problem glodu, gdyz dla kazdej dobrej swiatynii zainwestowanie w samoresetujaca sie pulapke (albo spell clock) z zakleciem create food na przestrzeni lat byloby wydatkiem groszowym (czyms co spokojnie moglby zasponsorowac wladca miasta wraz z gildia kupcow z okazji jakiegos swieta, albo pierwsza z brzegu srednio doswiadczona grupa poszukiwaczy przygod), to samo tyczy sie leczenia ran i podobnych drobnych uslug. Podobnie sprawa ma sie z kopalniami zelaza - ich istnienie jest pozbawione wiekszego sensu w obliczu istnienia zaklecia Wall of Iron (a cena soli jest absurdalna w obliczu zaklecia Wall of Salt). Zreszta wystarczy chociazby spojrzec na problemy z dziedziczeniem w obliczu mozliwosci wskrzeszenia kogos, czasem nawet po kilku latach (podreczniki generalnie zamiataja ten problem pod dywan twierdzac, ze NPC zwykle nie chca byc wskrzeszani bo lepiej im w zaswiatach; swoja droga zaswiaty tez sa zabawne w obliczu mozliwosci odwiedzania ich za pomoca Plane Shift). Tak na dobra sprawe jedynie Tippyverse jest swiatem stworzonym majac na uwadze logiczne konsekwencje regul, a to jest setting cokolwiek hardcorowy i stworzony przez samych graczy. Konsekwencje praktyczne sa proste: MG projektujac loch (czy tez przygode, spotkanie itp.) robi to z perspektywy "realizmu", wszystkie korytarze powinny byc mozliwe do przejscia na nogach, trup jest trupem itp. Pozniej zas jakis kreatywny gracz stwierdza "ale po co mam chodzic tymi korytarzami, skoro moge przebic sie przez sciane do pokoju koncowego" i rozpoczyna sie tragedia, bo MG nie jest przygotowany i zdaje sobie sprawe, ze jesli do tego dopusci, to w sumie przygode szlag trafi. Probuje wiec desperacko jakos graczy powstrzymac, co czesto konczy sie railroadingiem. Nawet jesli MG na to pozwoli, to mimowolnie bedzie on traktowal zaklecia jako przeszkody, ktore musi obejsc, znajdujac sposob na ich zniwelowanie. Przyklad, ktory podalem wczesniej z wejsciem na plan cienia jest bardzo istotny z jednego wzgledu - Plane Shift (czy inna metoda uzyta by wejsc na ow plan) nie jest tam przeszkoda dla MG, ale okazja: gracze dzieki temu moga dowiedziec sie czegos ciekawego i dojsc do innych wnioskow (albo nawet tych samych, ale inna metoda). Podobnie sprawa ma sie z lochami - zaklecia pozwalajace chodzic po scianach nie sa tylko sposobem dla graczy by omijac pulapki, ale takze okazja dla MG by zbudowal loch o nietypowej konstrukcji z przejsciami mozliwymi do odkrycia tylko jesli skorzysta sie z tych zaklec. Zaklecia pozwalajace przekopywac sie przez skale stanowia okazje by stworzyc ruiny czesciowo zburzone/zasypane, z calymi kompleksami komnat odcietymi od siebie. Zaklecie teleportacji to okazja by stworzyc loch, ktorego komnaty nie tylko znajduja sie w znacznym oddaleniu od siebie, ale takze sa rozmieszczone po roznych sferach: wyobrazcie sobie centralna sale z mechanizmem ala ten z Gwieznych Wrot i roznymi wyzwaniami, ktorych zaliczenie daje prawidlowe koordynaty do komnaty zawierajacej kolejny element ukladanki, zas wpisanie blednej kombinacji przenosi postacie graczy do komnaty-pulapki. Problem polega na tym, ze myslenie w ten sposob jest nienaturalne, bo zwyczajnie nie jestesmy przyzwyczajeni do opracowywania problemow z zalozeniem istnienia magii, w dodatku magii usystematyzowanej w jeden konkretny sposob. Jesli zas chodzi o DnD 5 - pare godzin temu zakonczylismy pierwsza sesje i mam mocno mieszane odczucia. Z jednej strony tworcy mieli kilka naprawde dobrych pomyslow (advantages, kodeks paladyna), z drugiej system wciaz jest pelen problemow, a co wiecej nie odczuwam jakiejs specjalnej zmiany jakosciowej. Zasady zdecydowanie zostaly uproszczone, przez co jest on bardziej przystepny. Ale tworzac postac mialem kilka watpliwosci, ktore zwyczajnie nie zostaly wyjasnione w zasadach, mimo ze moim zdaniem powinny (chociazby jeden class feature pozwala przerzucac kostki obrazen jesli wynik na nich wyniesie 1 lub 2 - tyle tylko, ze nie wiadomo czy chodzi wylacznie o kostki samej broni, czy tez kosci dodatkowe oferowane przez zaklecia czy class features - cos takiego na pewno powinno zostac wylapane podczas playtestow). Rzecz, ktora boli mnie najbardziej to straszne ograniczenie mozliwosci tworzenia postaci - takie atuty nie dosc, ze sa zasada opcjonalna, to w dodatku sa bardzo rzadkie i jesli nie gra sie czlowiekiem to najwczesniej mozna je zdobyc na 4 poziomie, w dodatku poswiecajac wzrost umiejetnosci. Prywatnie nie podobaja mi sie zmiany w systemie magii - zbuffowano zaklecia zadajace bezposrednie obrazenia oslabiajac zarazem mozliwosci buffowania sojusznikow badz debuffowania wrogow. Rozumiem, ze system magii trzeba bylo zmienic, ale sposob w jaki to zrobiono zbyt silnie premiuje granie magiem jako blasterem, co sprawia, ze mag zostaje chcac nie chcac zepchniety na poletko wojownika (zadawanie hp damage). Zreszta prosty przyklad: grajac czystym warlockiem mam dostep do cantripa zadajacego 1d10 obrazen, na drugim poziomie moge go zboostowac tak by zadawal on 1d10 + modyfikator charyzmy obrazan i odrzucal trafionych wrogow. Ten cantrip moge rzucac co ture. W dodatku wraz z kolejnymi poziomami bede dostawal do niego kolejne promienie, tak ze ostatecznie bede mial 4 promienie, z ktorych kazdy zada 1d10 + mod. charyzmy obrazen i odrzucic wrogow. Osiagam to bardzo niskim kosztem. Teraz warlock ma archetyp pozwalajacy uzywac broni - bardzo fajny fluffowo, taki mag walczacy w zwarciu wspomagajacy sie magia; tylko jeden problem: bardzo trudno zbudowac postac tak, by zachowywala chociaz zblizona skutecznosc do warlocka blastera. Obawiam sie, ze wiele potencjalnie fajnych konceptow napotka podobne problemy (byc moze zostana one rozwiazane przez dodatkowe podreczniki). Ostatni moj zarzut to niski power level postaci, a w zasadzie wynikajaca z niego i bardzo niepodobajaca mi sie konstrukcja systemu sprawiajaca, ze jesli nie uda ci sie w jakis sposob zabezpieczyc advantage (a niestety jest to mocno zalezne od DM i nie w kazdej okolicznosci mozna to zrobic) to znaczna czesc dzialan postaci zakonczy sie porazka. Na rozgrywanej sesji tak dlugo jak udawalo nam sie uzyskiwac advantage (oliwa jest naprawde niesmiesznie potezna, caltrops sa takze znacznie skuteczniejsze, prawdopodobnie pozostale bardzo tanie i proste sposoby tworzenia pulapek takze sa w tej edycji znacznie skuteczniejsze... hmmm, chyba bede musial uwazniej przejrzec listy ekwipunku sklepowego) walka szla plynnie i skutecznie, w momencie gdy stracilismy te bonusy rozpoczal sie festiwal chybionych ciosow. Na koniec moge jeszcze powiedziec, ze zasady niemagicznego rzemiosla sa nieco zdrowsze niz w edycji 3.5 ale wciaz niepraktyczne i cierpiace na powazne zaburzenia. Podobny zarzut mam do dzialu przedstawiajacego "living expenses" - niby fajnie, ze o czyms takim tworcy pomysleli, ale w praktyce postacie graczy nie operuja kwotami niszymi niz 1 sztuka zlota i miejsce oraz czas potrzebne na opracowanie tego fragmentu podrecznika mogly zostac przeznaczone na cos istotniejszego. Na ten przyklad na porzadna edycje rozdzialu z zakleciami, gdyz obecna jest beznadziejna i zmusza do ciaglego kartkowania ksiazki pomiedzy listami zaklec dostepnymi dla poszczegolnych klas, a opisami dzialania owych zaklec. A - jeszcze kilka groszy - w edycji 5 istnieje rzut obronny podporzadkowany kazdej statystyce, problem polega na tym, ze w praktyce wciaz operuje sie na starych rzutach (refleks, wytrwalosc, wola) gdyz rzuty na sile to po prostu cos co dawniej bylo spornymi testami sily, a rzuty obronne na intelekt i charyzme sa podobno niezmiernie rzadkie.
  6. Nie mam nawet zamiaru udawac, ze jestem obiektywny. Anime dostaje ode mnie 4/10 za zniszczone marzenia. Wrzucam calosc w spoiler, bo jestem leniwy i nie chce mi sie decydowac co indywidualnie powinno zostac zaciemnione. Humor poprawilo mi za to przedstawienie Material Burst, ale oczywiscie koncowke znowu musiano skopac pokazujac kamienne twarze oficerow z Independent Magic Batallion spokojnie obserwujacych wybuch. Coz, w oryginale nawet doswiadczeni dowodcy pobledli widzac na wlasne oczy skutki wydanego przez nich rozkazu, a ci mniej doswiadczeni pobiegli do lazienki zieloni na twarzach. Konkludujac - odczucia mam podobne do Felessana, mamy do czynienia z beznadziejna adaptacja i co najwyzej takim sobie anime pelnym Quality momentow.
  7. Summoning complete. Na poczatek moze zaczne tak troche od konca: DnD 3.5 ma swoje problemy. Poczawszy od tego, ze rzuca sie d20, co sprawia, ze czynnik losowy bez optymalizacji postaci jest bardzo wysoki (cos, co pozostawili w edycji 5, mimo ze powinno byc moim zdaniem pierwsza rzecza, ktora powinni zmienic) - na szczescie istnieja warianty gdzie rzuca sie 2d10 czy 3d6; skonczywszy zas na tym, ze podrecznik mistrza podziemi jest pelen zlych porad dotyczacych prowadzenia rozgrywki. Przykladem tego sa wlasnie reguly obciazenia, predkosci poruszania sie czy takie urocze porady w stylu "kreujac wlasny swiat zaplanuj takie drobne rzeczy jak swiete dni religii, ktorymi ow swiat wypelniasz" - i o ile bylbym pelen podziwu dla MG zdolnego symulowac swiat w tak wielkim stopniu, o tyle dla wiekszosci ludzi jest to niewykonalne, co wiecej trzymanie sie scisle tych regul jest szkodliwe dla sesji. Dlatego zwyczajnie nie liczy sie predkosci poruszania o ile nie jest to istotne dla fabuly (quest polegajacy na dogonieniu kogos przed uplywem limitu czasu) - nawet wtedy zas MG powinien dokonac najwazniejszych przeliczen przed sesja i miec je wsrod swych notatek by je odczytac, ewentualnie dokonujac przeliczen. Kolejna sprawa to wspomniane wertowanie podrecznika - o ile nie jest to naprawde istotne (nawet wtedy zas nie jest to konieczne, chociaz gdy zycie postaci wisi na wlosku warto to rozwazyc) NIGDY nie wertuj podrecznika podczas sesji; nie pamietasz jakiejs reguly - so be it, ocen dzialanie na oko, po sesji najwyzej sprawdzisz i bedziesz pamietal jak wedle zasad powinno cos zostac rozwiazane. Jesli przez twoj ruling gracze zostali w jakis sposob powaznie ranni (zawalili jakis quest mimo, ze nie powinni; stracili znaczna czesc zasobowo itp.) zawsze mozesz im to wynagrodzic niespodziewanym sojusznikiem czy bonusowym magicznym przedmiotem; jesli to oni wprowadzili cie w blad (nie dajcie bogowie swiadomie) - well, nastepnych kilka spotkan bedzie mialo dodatkowe template'y (prywatnie polecam te z Savage Species - sa tak zle wycenione jak to tylko mozliwe). Grasz z kims, kto moze sie rzucac, ze zasady swiata nagle sie zmieniaja? Rozwiazanie jest banalnie proste - istota z boskimi rangami, odpowiednimi domenami i dostepem do Alter Reality, przy okazji gracze znalezli sobie sidequesta majacego na celu zorientowanie sie czemu rozne boskie istoty (a moze to nie bogowie, tylko jakas sila z Far Realm albo Mroczne Potegi?) nagle zaczynaja aktywniej mieszac sie w sprawy smiertelnikow. Oczywiscie przez kilka-kilkanascie nastepnych sesji gracze beda sie rzucac, mniej wiecej do czasu gdy zmodyfikujesz im w jakis sposob mechanike, co do ktorej oni wiedza, ze wiesz jak ona dziala, a na podniesione zarzuty usmiechajac sie pod nosem odpowiesz po prostu "wiem"; przez ten czas bedziesz mogl zas dopracowac w jaki sposob wiaze sie to z linia fabularna sesji (i by nie bylo - to w zaden sposob nie musi sie laczyc z linia fabularna, moze stanowic po prostu element settingu. Nie kazdy widziany przez graczy smok musi byc smokiem, ktorego oni maja za zadanie zabic - rownie dobrze moga spotkac grupe poteznych lowcow smokow pytajacych sie ich gdzie jest najblizsze miejsce, gdzie mozna sie przespac w lozku i zjesc cos cieplego). Podobnie - jesli jakis NPC musi potrafic robic cos, czego wedle regul zrobic nie moze - daj mu artefakt to umozliwiajacy, pamietaj tylko ze ten artefakt w kazdej chwili moze wpasc w rece graczy. Inna bardzo irytujaca regula to losowe spotkania - tutaj lekarstwem jest uprzednie przygotowanie: losujesz spotkania wczesniej, a nastepnie modyfikujesz je tak by byly ciekawe, badz laczyly sie z glownym watkiem. Teraz zas kwestia glowna, czyli zasady i do czego nadaja sie DnD. DnD moga byc sesja pelna intryg - trzeba tylko pamietac, ze wynik pozytywny na Detect Evil w zaden sposob nie swiadczy o tym, ze przeskanowana osoba jest sprawca calego zamieszania (rownie dobrze praworzadny zly mag moze byc wierny krolowi, zas chaotyczny dobry dowodca strazy probowac obalic wladce by oddac wladze w rece ludu. Ba - krol moze byc niekompetentnym glupcem i dlatego praworzadny zly mag trzyma go pod nieustanna dominacja by w jego imieniu skutecznie zarzadzac krolestwem, zas wysilki dobrego rycerza by ujawnic spisek moga jedynie w dluzszym okresie czasu zaszkodzic mieszkancom takiego krolestwa), a nawet jesli to mozna bez wiekszych problemow oszukac te zaklecia. Zaklecia i zdolnosci zmuszajace innych do mowienia prawdy na niewiele sie zdaja tak dlugo, jak dlugo osoby bedace pod ich wplywem beda przekonane, ze to co mowia jest prawda (w tym momencie dzialanie przez posrednikow regularnie oszukiwanych za pomoca blefu moze bardzo utrudnic zycie bohaterom). Nawet magie objawien mozna zablokowac badz oszukac. Co wiecej - ten praworzadny dobry paladyn, ktory zlecil ci questa moze znajdowac sie na granicy upadku i naprawde niewiele dzieli go od wywiniecia numeru ala Miko Miyazaki i zostania okrutnym templarem, zly kult moze probowac przejac wladze by przygotowac mieszkancow na przyjscie wielkiej ciemnosci wspominanej w ich starozytnych przepowiedniach (to, ze ktos jest zly nie znaczy ze bedzie sie cieszyl gdy cos sprobuje zniszczyc swiat), a chaotyczny zly bloodknight moze chciec po prostu ten jeden raz w spokoju napic sie dobrego trunku w swym ulubionym lokalu i to inni nieustannie mieszaja sie w jego sprawy i go prowokuja (przyklad: potezny wojownik chcacy byc zostawiony w spokoju i 3 lokalnych lordow ktorzy chetnie widzieliby go martwym albo najlepiej w swych wlasnych armiach bo sama jego obecnosc destabilizuje politycznie caly region). DnD moze tez byc horrorem - wystarczy bawic sie na poziomie meta. Opisz ciemne pomieszczenie, kaz rzucic graczom na percepcje (tudziez nasluchiwanie i zauwazanie) po czym odpowiedz "nic nie widzicie" albo nawet "nie jestescie pewni czy cokolwiek widzieliscie" (to jest troche naciagane, ale jesli w tym pomieszczeniu faktycznie cos jest, tylko np. ukryte zakleciem niewidzialnosci, albo bedace iluzja, to jak najbardziej to przejdzie) i patrz jak wesolo reaguja. Pros ich co jakis czas o testy nasluchiwania majac przygotowane odpowiedzi w rodzaju "slyszysz ciche skrzypenie drzwi" albo "okoliczne psy zaczely nagle ujadac, nie jestescie pewni dlaczego, dziwne" no i oczywiscie niesmiertelne "nie znajdujesz pulapki". Jesli dodatkowo przez cala sesje dajesz do zrozumienia, ze jesli zrobia cos glupiego to z radoscia ich pozbawisz zycia (prywatnie wychodze z zalozenia, ze MG nie powinien probowac aktywnie zabic postacie graczy, ale z pewnoscia powinien sprawiac takie wrazenie), to paranoja, jaka w nich wywolasz bedzie doprawdy urocza. Na kazde zaklecie jest kontrzaklecie. Gracze uzywaja "see invisibility" by wykrywac niewidzialnych przeciwnikow? Zrob im niespodzianke w postaci niewidzialnej meduzy (bonusowe punkty jesli przebija sie do jej leza przez sciane z jakimis plaskorzezbami, czy tam raczej wmurowanymi w sciane figurami). Iluzje sa naprawde fajne by podnosic czynnik paranoi wsrod graczy. Niewidzialnosci mozna uzywac takze na obiektach, np. pulapkach (baw sie meta - niewidzialna kladka nad dolem czekajaca na tych, ktorzy probuja normalnie po nim przejsc i niewidzialne kolce czekajace na tych, ktorzy sprobuja dol przeskoczyc nie sa trudne). Zmiennoksztaltni takze. Probuj rozdzielic druzyne, uzywaj prywatnych wiadomosci (bonusowe punkty jesli po rozdzieleniu druzyny w prywatnej wiadomosci dasz ktoremus z graczy znac, ze wlasnie znalazl zwloki innego czlonka druzyny). Oczywiscie powiesz pewnie, ze co to za horror bez przeciwnika, a przeciwnik musi miec statystyki, co oznacza, ze gracze go na pewno zabija. Well, w tym momencie do zabawy wchodzi Emerald Legion. W wielkim skrocie - bierzesz template, ktory sprawia, ze wszystkie obrazenia sa traktowane jako stluczenia (non lethal) a nastepnie laczysz z templatem sprawiajacym, ze istota jest odporna na stluczenia, caly proces jest nieco bardziej skomplikowany, ale w DnD mozna stworzyc przeciwnika odpornego na praktycznie wszystkie sposoby pozbycia sie go (oczywiscie zostawiasz mu jakas slabosc np. relatywnie niskie zadawane obrazenia, niewielka predkosc poruszania sie - ta akurat kompensujesz mu mozliwoscia teleportowania sie przez cienie). Nie nalezy tez zapominac o Lucid Dreaming, czyli skillu pozwalajacym modyfikowac sny i zabijac kogos w snach - glupio by przeciez bylo by gracze czuli sie bezpiecznie gdy ich postacie spia w ropetricku. No i mamy jeszcze plan cienia, czyli znieksztalcona wersje planu materialnego, na ktorej odbijaja sie na stale pewne wydarzenia, jak np. gwaltowna smierci itp., mozna tego uzyc by rozwiazac zagadke morderstwa, ale zarazem trzeba uwazac - nikt nie chcialby przejsc na plan cienia w takim Tomb of Horrors. No i tak jak zaczelismy od sposobow jak mozna lamac reguly, tak wrocilismy do samych regul. Konkretnie zas do okazji jakie stanowia. Typowa zagadka morderstwa - brutalnie zamordowany szlachcic, ktoremu zabrano szczeke (uniemozliwia uzycie zaklecia Speak with Dead), magia wskrzeszajaca z jakichs powodow nie dziala (mechaniczny powod to: bron, ktorej uzyto do morderstwa byla wykonana z metalu wiazacego dusze zamordowanej osoby), podobnie magia objawien (tutaj kilka zaklec mylacych + olowiany plaszczyk noszony przez zabojce). Gracze moga probowac zbierac informacje, przeszukiwac pokoj w poszukiwaniu sladow. Moga tez przeniesc sie na plan cienia - brutalne zabojstwo na pewno w nim zostalo uchwycone. Mamy wiec elementy: zabrana szczeka, bron wykonana z nietypowego materialu i plan cienia. Bron i uzyte zaklecia sugeruja, ze zabojca byl profesjonalista. Zabrana szczeka uniemozliwia uzycie zaklecia "Speak with the Dead"... tylko czemu zabojca zabral szczeke, mogl przeciez sie przebrac - wtedy ofiara by go nie rozpoznala... zmarli nie klamia, co takiego wiedzial zamordowany, ze postanowiono go zabic. Mamy tez plan cienia, na ktorym odbijaja sie "zle" wydarzenia - czy brutalne morderstwo szlachcica byloby jedynym wydarzeniem, ktore zostalo odbite? Nagle wiec mechanika podsuwa ciekawy pomysl - co gdyby osoba, ktora zabrala szczeke byla inna niz ta, ktora dokonala mordu? A moze zrobil to zabojca, ale powod byl zupelnie inny niz intryga polityczna, bardziej personalny? Proste sledztwo ulega naglej komplikacji - zdziwaczaly szlachcic mogl byc niegdys brutalnym zbrodniarzem, ktory korzystajac ze swego statusu porywal ludzi i ich torturowal, posadzki zostaly wymienione, posiadlosc zostala przebudowana, ale Plan Cienia pamieta, wciaz kraza w tym miejscu cienie ofiar, ten kto usunal szczeke zamordowanego wiedzial i nie chcial by prawda wyszla na jaw, bo zmarli nie moga klamac. Zaczynajac z tych elementow mozna budowac dalsze elementy przygody - test wiedzy(architektura) wykonany przy pierwszym wejsciu do posiadlosci mogl ujawnic, ze byla ona wiele lat temu przebudowywana - wowczas mogl sie wydawac nieistotny, albo zwyczajnie zbyt niski by uzyskac faktyczny rezultat, nagle jednak... ale ktos musial ta posiadlosc przebudowac, co sie z nim stalo itd. wiec idac za mechanika historia tak naprawde buduje sie sama, przy pewnym stopniu wprawy bardzo szybko mozemy zbudowac cala siec skomplikowanych zaleznosci pomiedzy dziesiatkami roznych postaci, a proste sledztwo nie dosc ze zostalo ubarwione, to przeszlo z linowej przygody gdzie gracze robia test przeszukiwania i ida jak po nitce do kolejnych punktow przygotowanych przez MG (cos co jest nazywane railroadingiem i bardzo irytuje graczy) w realistyczna przygode (w dodatku taka, ktorej bohaterowie sa niejednoznaczni moralnie), ktora gracze moga rozwiazac na wiele sposobow, a w dodatku paradoksalnie nie wymaga jakichs wiekszych nakladow pracy. Podsumowujac mechanika jest wazna i jest dobra, i nalezy mechanike wielbic, wiedzac zarazem kiedy winno sie ja zignorowac bo nikt nie lubi equipment subgame, a reguly walki dwoma broniami sa chore. Cheers.
  8. Przy czym Seikoku no Dragonar to seria delikatnie mowiac kiepska sprowadzajaca potencjalnie ciekawy pomysl humanoidalnego smoka do roli kiepskiego fanserwisu graniczacego w dodatku z hentai, ktory srednio raz na odcinek jest molestowany przez tentacle. Seriously, jesli chodzi o anime to nie jestem specjalnie wybredny ale serii gorszej od Dragonara dawno nie widzialem.
  9. Bestplayer - co prawda twoje zarzuty nie sa z natury wystepujace w anime (moze za wyjatkiem ciapowatego bohatera), lecz raczej uniwersalnie wystepujace w tworczosci w ogole, ale trudno sie nie zgodzic, iz doszlo do pewnego przesycenia co poniektorymi tropesami. Prywatnie rzecza, ktora irytuje mnie najbardziej to niekonsekwencja wzgledem zasad wlasnego uniwersum - no bo kurcze blade, skoro juz tworzy sie w calosci swiat i ma sie pelna swobode jak ten swiat dziala, to dobrze byloby przestrzegac zasad owego swiata albo chociaz wymyslic w miare wiarygodny powod dla ktorego sie je lamie. Oczywiscie nieco czyms innym jest odkrywanie nowych zasad (jak bylo chociazby w przypadku Naruto przy okazji przeszczepiania sobie oczu), ale jezeli ktos tworzy swiat, w ktorym kazdy istotny przeciwnik i bohater ma jedna specyficzna moc, to niech lepiej dobrze sie zastanowi zanim zacznie wrzucac do owego swiata postaci z mocami hybrydowymi/podwojnymi. Jesli chodzi o wybuchy - coz, ostatnimi czasy scenarzysci przynajmniej maja tyle szacunku do widza, ze te liczniki nie sa zatrzymywane w ostatniej chwili na "1" ale zwykle pare sekund wczesniej. Najjaskrawszym swoja droga przykladem tego czasu plynacego z predkoscia plotu jest jak sadze Dragon Ball Z i walka z Frieza - w pewnym momencie przeciwnik odpala technike i oswiadcza, ze za 5 minut planeta wybuchnie, walka trwa nastepne 8 odcinkow zanim ow wybuch nastepuje. Slaby bohater ratujacy swiat (zwykle przy okazji zupelnie bez charakteru poza ogolnie pojetym byciem "dobrym" i "uczynnym") to z kolei efekt tego, ze tworcy czesto tworza bohatera, z ktorym widz moze sie utozsamiac (zupelnie przecietny uczen szkoly, niepopularny, ktory nagle dostaje dziwna moc i zaczyna sie wokol niego zbierac harem). I raczej trudno o zmiane tego stanu rzeczy biorac pod uwage jaki hejt podnosi sie na serie, ktore tak dla odmiany maja bohaterow kompetentnych (Tatsuya OP, Kirito OP itd.), widac przez schematy od "zera do bohatera" i "slaby bohater pokonuje villaina dzieki power of friendship" bedziemy spetani jeszcze dlugo. Pozostaje sie cieszyc, ze tworcy ewidentnie probuja. Prywatnie do wlozonego na sile watku milosnego dodalbym w ogole wlozenie na sile watkow dramatu, ja tam rozumiem, ze Clannad bylo swietne itd., ale nie po to zaczynam ogladac lekkie komedie, by w polowie serii scenarzysci zaczynali krecic z nich dramaty, co gorsza zwykle zupelnie bez sensu/nieprzemyslane.
  10. Przede wszystkim bylbym ostrozny z popadaniem w skrajnosci w rodzaju "anime ma byc sztuka" czy tez "kazda seria winna byc oryginalna". Bo szczerze mowiac jakkolwiek wysoko bym nie cenil sobie Mushishi tak zwyczajnie nie chcialbym widziec ramowki zawierajacej tylko takie tytuly i strasznie bym tesknil za tymi wszystkimi stratosami. Podobnie w powielaniu schematow nie ma nic zlego - na tym przeciez polega osiaganie perfekcji. Takie Log Horizon moglismy zobaczyc prawdopodobnie wylacznie dzieki popularnosci SAO, a mimo to moim zdaniem byla to seria wartosciowa sama w sobie. Hell - takiemu Aldnoahowi brakuje tylko by glowny bohater dostal jednego z tych super wypasionych mechow i seria moglaby spokojnie zmienic tytul na "Gundam" (a ta seria z kolei tez w duzej mierze jedzie na tym samym schemacie), a mimo to oglada sie ja z przyjemnoscia. Kwestia aby by odpowiednio umiec operowac srodkami, a z tym bywa niestety roznie - z jednej strony mamy NGNL, ktore serwuje fanserwis tylko po to by chwile pozniej go wysmiac, z drugiej strony mamy takiego Dragonara, ktory potencjalnie ciekawy setting (chociaz za grosz nie oryginalny) rozmienia na drobne koncentrujac sie wylacznie na fanserwisie (a konkretniej to na jego wyjatkowo prymitywnej formie). Jesli zas chodzi o gustach japonczykow - mam watpliwosci, czy mlodzi francuzi, niemcy, polacy czy amerykanie maja wiele lepsze gust. Jasne - niektore serie potrafia przywalic znienacka zartami fekalnymi, ale zachodnie MTV pod wzgledem poziomu nie prezentuje sie jakos specjalnie lepiej. Co istotniejsze - nie jestem pewien czy takie wywyzszanie "ambitnych" anime i rownanie z ziemia chociazby serii takich jak SAO jest zjawiskiem pozadanym. Prywatnie ogladam duzo serii, wiekszosc z nich jest co tu ukrywac - sredniej jakosci, jednak zwyczajnie ogladanie ich sprawia mi przyjemnosc - taki Stratos jest tylko i wylacznie glupia sieczka z ladnymi dziewczynami, fanserwisem i walkami mecha? Oczywiscie - i prywatnie cenie go sobie wysoko, gdyz czasami jest to dokladnie to co mam ochote obejrzec (jesliby jeszcze wywalili tego irytujacego faceta z obsady, ktory jakims cudem zaplatal sie tam jako glowny bohater...). Serio - nie dajmy sie zwariowac, ja wiem, ze czasami to smiesznie wyglada jesli taki wspomniany wczesniej Stratos ma ocene porownywalna do Mushishi, ale od obu tych serii oczekuje sie zupelnie innych doznan, oglada sie je w zupelnie odmiennym celu (Stratos sprawdza sie znakomicie jako taki odmozdzajacy relaks po pracy, Mushishi... well, niekoniecznie - chocby dlatego, ze wymaga jednak pewnego skupienia i wyciszenia sie) i ocenia pozniej na podstawie tego jak owe cele realizuja.
  11. Czemu nikt jeszcze nie wspomnial o Shingeki no Kyojin tutaj?
  12. Well Fel, akurat z tym kwalifikowaniem Soredemo jako romansidla bym byl jednak ostrozny. Jasne - technicznie jest to historia o milosci, przy czym elementy w rodzaju wielkich dylematow "czy on na pewno mnie kocha" czy inne "rumience" (o wielokatach milosnych nie wspominajac) wystepuja tutaj w ilosciach sladowych. Na dobra sprawe oboje bohaterow jest na swoj sposob dojrzalych i poukladanych (dla okresonej definicji dojrzalosci mimo wszystko), lubia sie niemal od samego poczatku, a przeszkody stajace na drodze ich zwiazku sa w wiekszym stopniu natury politycznej niz zwiazane z rozterkami sercowymi. Wiec w sumie jesli kwalifikowac to jako romans to jednak z zastrzezeniem, ze zdecydowanie nie jest to tanie romansidlo shoujo z przekombinowana warstwa emocjonalna bohaterow. Tak czy inaczej polecam zobaczyc jeden czy dwa odcinki, bo o ile sam jakos nie przepadam za takimi historiami (ba, sam zarys fabuly jest sztampowy do bolu i kojarzy sie wlasnie z takimi tanimi seryjnymi romansami shoujo), to jednak Soredemo jest tak bardzo pozytywne, ze mnie przekonalo do siebie z miejsca. Hamatore zas ogladalem cala i bylem straszliwie zawiedziony i dziwi mnie straszliwie jej ocena chocby na MALu, czy recenzje w stylu "jakby nie fillery to by to bylo dobre anime" - generalnie nie polecam i wskazuje jako przyklad, ze community czasami ocenia w bardzo dziwny sposob. Generalnie sezon oceniam jako calkiem dobry wbrew temu co pisza inni - jest kilka tytulow calkiem dobrych i naprawde sporo mniej lub bardziej solidnych "sredniakow" oscylujacych w polu "jak nie ma sie akurat nic lepszego do obejrzenia to obejrzenie tego nie bedzie strata czasu". Jest tez oczywiscie obligatory crap w postaci Dragonara, czy taka Mahouka, ktora jest nie tyle zla per se co raczej zawodzi nadzieje bo kiepsko przekazuje co tak na dobra sprawe dzieje sie w serii (inna sprawa, ze to bylo raczej nieuniknione, but still). Tak w ogole Fel - jak sie prezentuje twoim zdaniem JoJo? Bo to w sumie tez seria mocno specyficzna, ale mimo ze mnie pierwszy sezon irytowal niemilosiernie, to nie uwazam ogladania go za strate czasu.
  13. Nerv0 - obejrzyj sobie Soredemo i Bokura Wa Minna Kawaisou - pierwsze to bardzo pozytywne slice of life o pewnej ksiezniczce wydanej za krola swiata, drugie to radosna komedia o mieszkancach pewnej stancji i ich codziennych problemach (a biorac pod uwage, ze bohaterom owej serii sporo do normalnosci brakuje to jest naprawde radosnie, zwlaszcza kiedy poznajemy Sayake). Nanana to w miare pozytywny sredniak - ciekawy setting, chociaz brakuje pewnego oomph, ktore mogloby sprawic, ze warto oczekiwac na ciag dalszy. Haikyuu to sportowka - podobna calkiem dobra i w sumie oglada mi sie przyjemnie, ale jest to bodaj pierwszy tytul z tego gatunku, ktory ogladam, wiec nie mam porownania. Blade and Soul... well - mozna dac szanse, jednej strony nie jest to nic wybitnego, z drugiej jest IMO sporo lepsze od czegos co teoretycznie ma byc reklama gry MMO. Black Bullet - w zasadzie typowy sredniak, crapsack world i mlody hero probujacy uratowac wszystkich, a zwlaszcza male i znienawidzone przez spoleczenstwo dziewczynki bedace broniami do walki z obcym najezdzca - czyli w zasadzie animcowy standard. M3 - well, to be honest nie wiem czemu jest to uznawane za szajs, bo moim zdaniem jest to seria lepsza chocby od takiej Hamatory, ktora zbiera oceny o dobre oczko wyzej i wywoluje sporo pozytywniejsze reakcje u ludzi, ale co tam - widac nie jestem wybredny. Ciekawy setting, gatunkowo to chyba skrzyzowanie Neon Genesis Evangelion z Guilty Crown nic wybitnego i moznaby w ramach tego settingu zrobic cos lepszego, ale okreslenie szajs IMO jest zbyt surowe. W tym sezonie zas obligatory crapem i seria, ktora w pelni zasluguje na bycie okreslonym jako szajs to Seikoku no Dragonar - klon Zero no Tsukaimy ale z humanoidalnym smokiem w roli glownej, przy okazji degradujacym koncept smoka do roli "fanserwisu" i to w wersji kojarzonej raczej z hentajami. Nie tykac kijem, uciekac jesli beda dawac za darmo, a nawet chiec doplacic. Seria do samego konca nie ma nic pozytywnego i konstruktywnego do zaoferowania (cierpialem, by inni cierpiec nie musieli). Na marginesie - Mushishi nie ogladalem jeszcze, ale jesli zachowuje jakosc pierwszego sezonu, to to jest tytul, ktory mozna ogladac w ciemno i naprawde wiele sie traci jesli sie go nie obejrzy.
  14. Mafia i supermoce to oczywiscie Arcana Famiglia jest. Z miejsca moze tez zaznacze, ze to z mojej strony trolling okrutny i jest to tytul, ktorego nalezy unikac za wszelka cene. Anyway - gdy juz skonczysz ogladac Baccano! i Durarara!! (bo te tytuly zwyczajnie trzeba zobaczyc) to mozesz sprobowac Phantom: Requiem for the Phantom - znacznie powazniejsza historia o chlopaku, ktory zostal zmuszony do zostania zabojca na uslugach gangu Co prawda klasycznych supermocy tutaj brak, ale sprawnosc fizyczna Phantomow niewiele sie od nich w praktyce rozni (a jak jestesmy przy takich klimatach to takze Black Lagoon nalezy polecic: brak supermocy, ale i bez nich bohaterowie potrafia robic naprawde over the top akcje). Z podobnych klimatow to takze Black Cat, przy czym tutaj za wszelka cene nalezy unikac anime, a zamiast tego czytac mange (anime jest bardzo ale to bardzo slabe). Przepraszam bardzo za kolegę, źle się dzisiaj czuje najwyraźniej, że zdarza mu się nawet wspominać takie tytuły - Fel
  15. nerv0 - wiesz, mnie tam zastanawia czy przypadkiem przywodczynia Warbeast nie jest ktos podobny do Sory i Shiro, czyli sciagniety przez Teta z naszego swiata Jesli zas tak to kolejne pytanie: do jakiej rasy taka istota sie kwalifikuje i czy przypadkiem przegrana Blankow bylaby im na reke (jesli ta cala kaplanka to zwykly ludz z przyczepianymi uszkami itp., to moze sie kwalifikowac jako Imanity, ergo utrata Race Piece sprawi, ze znajdzie sie ona w nieciekawej pozycji).
×
×
  • Create New...