Jump to content

BlackMoon

Forumowicze
  • Content Count

    719
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by BlackMoon

  1. Witam wszystkich, którzy przeczytają tą wiadomość.
    Jak zapewne nietrudno się domyślić, już od dłuższego czasu nie angażuję się na tym forum. Obecnie przebywam na innych stronach, które podam poniżej, jeśli z jakiegoś powodu zechcecie do mnie napisać lub ocenić obecny stan mojej twórczości. :) 

    DeviantArt: OryginalName (oryginalna nazwa, nieprawdaż?)

    Wattpad: Sleepy Sasha

    Opcjonalnie, czasami gram w Elsworda - jeśli zobaczycie postać o nicku MadBunny, to miło by było, gdybyście zagadali. 

    To tyle. Życzę wszystkim miłego wieczoru i dużo dziczyzny w życiu.

  2. Cóż, postawię sprawę prosto jak żyrafa szyję na widok pożaru sawanny.

    Opuszczam forum. I nie zamierzam wracać. Wiem, nikogo to nie obchodzi, ale i tak mówię. 

    Jeśli ktoś z was zechce się ze mną skontaktować - poniżej macie linki do stron, na których najczęściej bywam.

    https://pl.pinterest.com/hoshina10/

    Powyżej, znajdziecie ładne (przynajmniej w mojej opinii) obrazki.

    https://www.wattpad.com/user/KouKoulinska

    A tutaj zaś, możecie przeczytać moje dziadowskie opowiadania.

    Cóż, żegnam. Miłego życia. 

    Maddy.jpg

  3. Dziewczyna, lat 19: Chciałabym znaleźć swojego księcia z bajki...
    BlacKou, lat Ileśtam, płeć nieokreślona: CHCIAŁABYM BYĆ CHŁOPCEM, ABY PRZEBIERAĆ SIĘ W BABSKIE CIUCHY I ZASŁUŻYĆ NA TYTUŁ SUPER-TRAP!

     

  4. Wiecie, gdy zaczynałam pisać, miałam 7 lat. Jakoś to szło. Potem powstała Heaven i zaczęły się tworzyć podwaliny do tego, co obecnie nazywam "Kouniwersum".

    Minęło już prawie 12 lat. Progress powinien być gigantyczny!

    Jeśli tak...

    To powiedzcie mi, jakim cudem obecne Kouniwersum można podsumować poniższym filmem.

    Proszę.

     

  5. Mój Deviantart: OryginalName. 

  6. Portal stał otworem. Przy portalu stała Uciekinierka. Była wychudzona, blada, słaba. Wielkich sił musiało od niej wymagać wyciągnięcie ręki w stronę 3-D. Nic nie mówiła, ale mówiła. 3-D ją słyszała. Mówiła o końcu, o śmiertelności, o utracie boskości... o powrocie. Wszystko się wymaże. Powrócą na Ziemię. Ona i ojciec. I Artysta. -Czy to oferta? Pojawiła się Nowa. Mówiła o ignorowaniu tamtej, o zachowaniu boskości, o potędze... -Po cóż mi potrzebna boskość? - zwróciła się 3-D do Nowej. Ta zamarła. Rudzielec wstał z fotela. -Tęskniłam - zwróciła się do Uciekinierki i podała jej rękę. ... Otwi
  7. -To jest szopa? - zdziwiła się 3-D, jeszcze raz rozglądając się po pomieszczeniu. Istotnie, nie wyglądało ono na szopę. Jak wygląda przeciętna szopa? Rudzielec spróbował sobie przypomnieć. Szopa powinna znajdować się na wsi, najlepiej niedaleko domu gospodarza, wykonana winna być z drewna, a zawierać powinna rupiecie lub rzeczy rupieciopodobne. Ewentualnie siano. Raczej mało która szopa ma różową tapetę w kwiatki, kuchenkę i znajduje się pod ziemią. Widać, każdy ma własny gust. -Tak - odpowiedź była krótka, ale wystarczająca. Bogini jeszcze chwilę siedziała w fotelu, nie wiedząc, co zrobić. Z
  8. W wyschniętej ziemi znajdowały się drzwi. -No proszę, odsłoniłeś tajemne przejście - 3-D zwróciła się zgryźliwie do łosia. Podeszła i pociągnęła za klamkę. Drzwi ustąpiły bez trudu. Ba, wręcz z entuzjazmem - wyleciały z zawiasów. -Później to naprawię - wyrzuciła drzwi i zajrzała do ukrytego w ziemi miejsca. Ujrzała ciemność. Pociągnęła nosem. Truskawki. Mnóstwo truskawek. I cebula. Wytężając słuch, słyszała śpiew. -No, chyba gospodarz się nie obrazi, jak wpadnę na niezapowiedzianą wizytę, czyż nie? Łoś był zajęty żuciem drzewa, więc nie odpowiedział. -Pilnuj. Jeśli zjawi się Azrael, wykop g
  9. Trochę się już oddaliła, gdy usłyszała ryk łosia. Wróciwszy, ujrzała, jak zwierzę zrzuca z głowy czarną figurkę. Figurka uderzyła o drzewo i z hukiem spadła na ziemię. 3-D podeszła ostrożnie, nie za blisko, ale na tyle blisko, by określić, kim jest figurka. -Znowu TY?! - ryknęła. Chwyciła najbliższe, powalone drzewo i rzuciła je na nekromantę. -Rusz się, byle z dala od niego - rzuciła do łosia i razem odeszli. Gdy byli już wystarczająco daleko, rudzielec pociągnął nosem. Poczuł wodę, więc poszli w tą stronę. Ujrzeli mały strumyczek. 3-D spróbowała wody. -Jest czysta, możesz wypić - oznajmiła
  10. Postać poruszyła się nerwowo w kokonie. Płyn zafalował w środku, na krótką chwilę ukazując postać dokładniej. Była dorosłym mężczyzną z ciemnozielonymi włosami i zielonymi płomieniami wokół oczu. Skórę miał białą jak kreda, jego strój wisiał w strzępach. Nagły ruch spowodował pęknięcie kokonu. Mężczyzna wyleciał z niego i z wrzaskiem wylądował w bagnie, razem z podejrzanym płynem, w którym wcześniej spoczywał. -Zajęli ci lepsze miejscówki? - spytał Salvador, gdy mężczyna wygrzebał się z bagna. -Nie - odparł. -Po prostu... sytuacja wyjątkowa. -Pobili cię. - to było bardziej stwierdzenie niż pyt
  11. Łoś w końcu się zmęczył. 3-D próbowała go zachęcić do dalszej podróży. Nic z tego, zwierzę położyło się na trawie i odmawiało wstania. -Nie to nie. Sama pójdę. Rozejrzała się. Wokół dzicz i ani śladu konstrukcji z drewna czy czegokolwiek, co mogło służyć za dom. Słońce prześwitywało przez korony drzew. Było gorąco. A co za tym idzie, rudzielec poczuł pragnienie. Śladu wody też nie było. -Znajdę, zobaczysz! - wrzasnęła, wygrażając pięścią w korony drzew. Nie chciała zostawiać łosia, ale czas pędził nieubłaganie. Co mogła robić Nowa? A Uciekinierka? Nie było żadnej wskazówki co do tej drugiej...
  12. Szybko wylecieli poza teren posiadłości. Droga do dżungli była na początku całkiem przyjemna. Potem zaczęły się pojawiać kilkumetrowe chwasty, wśród których wyrastały jeszcze większe kwiaty, ogromne drzewa, ogromne drzewa leżące na ziemi, strumyki wielkości rzek i rzeki wielkości mórz. Łoś dzielnie pokonywał przeszkody, a 3-D wypatrywała innej, szybkiej, ze szmaragdową skórą. Jednakże Nowa albo musiała się dobrze ukrywać, albo jej nie było, gdyż rudzielec jej nie zobaczył. Miał nadzieję, że z tych dwóch opcji prawdziwa okaże się ta druga. Ile czasu to już minęło? Sporo. Wystarczająco sporo,
  13. Miejsce, w którym wylądowali, było ponurym bagnem. Sal musiał uważać na stawiane kroki. Nie planował żadnych postojów w drodze do celu, ale tu coś go zainteresowało. Musiało być żywe. Co prawda, sam osobiście nie znam nikogo, kto mieszka na bagnie, albo pragnąłby zamieszkać na bagnie. Salvador znał tą żywą tajemnicę i nie zdziwiła go jej obecność na bagnach, Istotnie, to bardzo lubiło przebywać na bagnach. Przedarł się przez kilkumetrowe chaszcze i ujrzał ogromne drzewo. Drzewo nie miało liści, kory również nie miało, za to całe obrosło ohydnie wyglądającym, zielonym klejem. Największe skupis
  14. -Mogę porozmawiać z gospodarzem? -Raczej nie - odparł Matthew po krótkim namyśle. 3-D kiwnęła głową. Nie było więc sensu dłużej tu przebywać. Pora ruszać. Tylko gdzie? Adil ulotnił się, a wokół nie było żadnego drogowskazu. Poza tym, łoś robił się niecierpliwy. Prychał i patrzył podejrzliwie na faceta w masce. -Znasz mniej więcej tereny poza tą okolicą? Matthew zamyślił się. -Rzadko bywam gdzie indziej - odpowiedział w końcu. -Zasada jest taka: jest impreza, kończy się, ludzie dochodzą do siebie, a potem wszystko zaczyna się od nowa. Ja gram na perkusji. Stąd odchodzi kilka dróg. Większość pr
  15. -Ktoś ty? - spytała się 3-D jegomościa, podając mu nietkniętą puszkę. -Muzyk - odparł, otwierając puszkę i naraz upijając połowę zawartości. -Chodzi o imię i nazwisko. -Matthew. -Ach - powiedział rudzielec. Wszystko jasne. -Co tu się stało? - pokazała na otoczenie. -Impreza się skończyła - odpowiedział Matthew. Spoglądał gdzieś w dal i nucił coś pod nosem. Artysta zastanawiał się, dlaczego zgodził się. Nie powinien. To 3-D ma prawo z nim podróżować. Swoją drogą, co znów się z nią stało? Zajrzał do jej umysłu. Zmroziło go to, co zobaczył. Wyglądało to tak: z jednej strony normalny umysł, a z
  16. Artysta podniósł łeb. Wyczuł boga. Nie było to złudzenie. W jednej z chmur płynących leniwie po niebie otworzyły się drzwi. Wyszedł z nich Salvador, który podszedł do złotego smoka. Nie odzywał się. Przez dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy. Czego chcesz? - zapytał się w końcu Artysta, nie starając się ukryć chłodu płynącego od tego pytania. Jego niechęć do Salvadora nie minęła - wręcz przeciwnie, nabrała na sile. Jako smok 3-D Artysta miał dostęp do jej wspomnień. Wiedział więc doskonale, dlaczego jego towarzyszka nie przepada za swoim ojcem. I podzielał jej zdanie. -Dlaczego nie ma cię nigd
  17. Łoś był szybki. Reszta drogi przeszła w milczeniu. Na końcówce drogi zwierzę stanęło przed wielką bramą z tablicą z napisem "PODAJ HASŁO". -Holender, nie znam hasła - mruknęła 3-D do siebie. Postanowiła strzelać. -Sezamie, otwórz się! - brak reakcji. Pomyślała. -Chleb! - brak reakcji. -Melonowy chleb! - brak reakcji. -Mam łosia i nie zawaham się go użyć! - brak reakcji. -Jestem gołębiem! - brak reakcji. -A ty nie! - brak reakcji. 3-D zmarszczyła brwi. Próbowała jeszcze kilka razy, bez skutku. W końcu wyjęła z kieszonki w otoczeniu sześciopak i zamachała nim, mówiąc ponurym głosem... -Mam piwo.
  18. Nie zaszła daleko, usłyszała bowiem dziwny dźwięk. Zatrzymała się. Czuła ruch. Powoli odwróciła się i stanęła przed licem węża - które, nawiasem mówiąc, nie było zbytnio zadowolone. -Dobry wieczór - powiedziała 3-D bez śladu lęku. Prawdę mówiąc, nie wiedziała za bardzo, co zrobić. Nie miała za dużo do czynienia z wężami, nie licząc jednego przypadku, gdy takowy wypełznął jej bratu z oczodołu. Zaskakujące, że większy strach wzbudził u niej śpiący gad. Niestety, źle zrobiła. Wąż ten był próżny i fakt, że dziewczę się go nie boi, jeszcze bardziej go rozwścieczył. A poza tym o tej porze winno się
  19. 3-D spodziewała się głuchego upadku, w efekcie którego wypluje wszystkie żebra i złamie głowę na pół. Poczuła jednak coś zupełnie przeciwnego; uczucie, jakby wylądowała na miękkiej poduszce. Otworzywszy oczy, zdała sobie sprawę, że tak właśnie było. Wylądowała na ogromnej białej poduszce. I to bez żadnych szkód. Adila nie było w pobliżu. Rudzielec wstał i odwrócił się. Stanął oko w oko z gigantycznym błękitnym wężem. Pierwszą reakcją było skamienienie ze strachu. Wyimaginowane kamienie szybko jednak runęły. Wąż spał. Długi jęzor wystawał mu z pyska i wyczyniał rozmaite akrobacje w powietrzu.
  20. Za sceną znajdowało się mnóstwo zakurzonych skrzyń, luster, wieszaków i dekoracji. Adil otworzył jedną skrzynię, pogrzebał w niej chwilę i wyciągnął maskę. -Załóż - podał ją 3-D. Maska była biała, prosta linia dzieliła ją na dwie części. Jedna przedstawiała wesołą minę, druga - raczej niewesołą. -Mam swoją - oznajmił rudzielec, oddając maskę Adilowi. -Nie, tu musisz mieć tą - aktor nie przyjął maski. - Pozwoli sprawdzać postępy. 3-D wzruszyła ramionami, zdjęła maskę i założyła humorzastą. Poczuła jednak smutek, na myśl o zostawieniu swojego pierwszego dzieła w tym okropnym miejscu. Zdecydował
  21. -Proszę cię, nie uciekaj - rzekł już normalnym głosem zrezygnowany aktor, gdy 3-D po raz kolejny wpadła do kanału. Prawdę mówiąc, tylko po zaroście dało się rozpoznać, że jest mężczyzną; we wszystkim innym przypominał kobietę. -Wierz mi, to normalne... - wyciągnął boginię z kanału -... że mężczyźni grają kobiety. -Normalne było dawno temu, w Grecji - odpowiedziało dziewczę oskarżycielskim tonem. - Dziś mężczyźni grają mężczyzn, a kobiety kobiety. Powinieneś to wiedzieć - otrzepała się z kurzu. To miejsce było straszliwie zakurzone. Najwidoczniej od dawna nie wystawiano tu sztuk. Spojrzała pog
  22. Opera, jak to opera. Eleganckie miejsce, pełne krzeseł, balkonów i lóż, misternie zdobione. Na ścianach zawieszone są świeczniki, a ponad wszystkim góruje wielki, kryształowy żyrandol. Cała uwaga widowni skupia się na scenie, gdzie rozgrywa się akcja sztuki. Pod sceną znajduję się kanał dla orkiestry. Byłaby to najzwyklejsza opera, gdyby nie jeden drążący fakt: to miejsce znajdowało się w obrazie. Nie było publiczności, nie było aktorów. Była tylko osoba w masce, ubrana w czerwoną suknię balową. Czerwone loki opadały jej na plecy. Jeśli chodzi o maskę, była ona skromną białą maską, z otworami
  23. 3-D otworzyła oczy. Na początku nic nie ujrzała, dopóki nie zapaliło się mętne światło. Mętne, ale w zupełności wystarczyło. Był to ceglany, bardzo zimny korytarz. Na ścianach było naklejone mnóstwo plakatów. Tematykę miały różnorodną. W większości mówiły o koncertach, o wystawach znamienitych artystów albo miały jakieś przesłania. Od czasu do czasu widać było napisy albo obrazy graffiti. Na końcu tego korytarza widoczne były drzwi. Rudzielec bez wahania ruszył w ich stronę. Dotarłszy do nich, otworzył je. Buchnęło białe światło. 3-D wylądowała w operze. Pustej operze. Na scenie stała jedna je
  24. Salvador wyszedł z ekranu ostatecznie. Zamknął go i powolnym ruchem wyjął z kieszeni mały sztylet. Stanął nad Zesastianem. Przez dłuższą chwilę przyglądali się sobie w milczeniu. -Więc wreszcie się spotykamy! - rzekł w końcu rudowłosy. I, ku zdumieniu Praworządnego, postawił go na nogi i podtrzymał ramieniem. -Co ty robisz? - wychrypiał Zesastian. -Nie lepiej, żebyś od razu mnie wykończył? -Nie - brzmiała odpowiedź. -Arias swoje sprawy już wyjaśnił. Teraz na mnie pora. Skrzekliwy chichot wyrwał się z praworządnego gardła. -A co mam ci wyjaśnić? Wiesz, dlaczego zaatakowałem Elladrię. -Ale wielu
  25. Nie wstał. Ból go skutecznie unieruchomił. Czuł się, jakby włożono mu rękę do rozpalonego pieca. Najgorsze było to, że zielony płyn rozchodził się po całym ciele, wzmagając ból. Przypomniał sobie krótką walkę, jaką stoczył ze Salvadorem, nim przybył Upadły. Był właściwie na przegranej pozycji, ale wtedy usłyszeli śmiech. Salvador odwrócił głowę, by spojrzeć, co to jest - wtedy Zesastian skorzystał z okazji i zadał mu ranę w brzuch. Salvadorowi zapewne teraz po tym dźgnięciu została tylko blizna. Rana, którą otrzymał Zesastian, była znacznie poważniejsza. Otworzył oczy i ujrzał rudowłosego. Sal
×
×
  • Create New...